Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Blog > Komentarze do wpisu

1939. Nocne pogaduchy z własnym ciałem

Poziom społeczny. Gdy na głos stwierdziłam, że każdemu z nas czegoś w życiu brakuje, że każdy potrzebuje jakiejś pomocy, zapadła niezręczna cisza. W świecie naznaczonym zachodnim sznytem wiecznej pogoni za jeszcze większym sukcesem, co w pył rozniesie wszystkie dotychczasowe sukcesy, w pościgu za coraz większymi zyskami i perspektywami, idea braku, co immanentną cechą ludzkiego życia jest, nie mieści się w głowie.

Poziom relacyjny. Niech będzie najprościej. Idziesz ulicą. Matka potrząsa ryczącym dzieckiem, powtarzając mu jak mantrę: „nic się nie stało”. Naprawdę nic się nie stało? Gołym okiem widać, że nawet jeśli chwilowa, to jest to wielka tragedia na miarę małego człowieka. Ale nie, od małego musimy być dzielni, radzić sobie, nie histeryzować, bo przecież nic się nie stało.

Poziom indywidualny. Wobec powyższego, lat indoktrynacji, nie jest wcale łatwo przyznać się przed samym sobą, że nie potrafię, nie mam pojęcia, nie jestem w stanie, że potrzebuję pomocy, nie mam zasobów. O ile łatwiej udawać, że nie boli, to tylko chwilowa trudność, będzie zrobione, już lecę, pędzę. Pułapką jest, że „łatwiej”. 

*

Gdy przyznaję się światu, ludziom, sobie. Nie umiem. Nie wiem. Nie jestem w stanie. Potrzebuję pomocy. Paradoksalnie, właśnie wtedy czuję, że otwierają się drzwi, a nie zatrzaskują.

naciśnij klamkę!
 

niedziela, 10 lipca 2016, dc_hexe

Polecane wpisy

Komentarze
2016/07/10 19:11:32
Uwielbiam te teksty: nic się nie stało, przecież nie boli, on nie uderzył Cię specjalnie (jakby takie uderzenie mniej bolało). I wzrok starszych pań w poczekalni gabinetu zabiegowego, gdy słyszą, że powtarzam córeczce: wiem, że będzie Cię bolało, ale przytulę Cię, gdy będziesz płakała. Bo przecież powinnam wmawiać od niemowlęctwa dziecku, że zastrzyki nie bolą.
-
2016/07/11 12:10:21
a ja jak zwykle - pod prąd ;)

"nic się nie stało" to prosty tekst mający często wyraźnie bardziej rozbudowane znaczenie i zupełnie spokojnie możemy założyć, że matka ma na myśli "wiem, że cię boli, ale to za chwilkę przejdzie i o tym zapomnisz, zdarzyło się tak już wiele razy i przecież ty moja kochana również wiesz, że za chwilkę minie - tak naprawdę NIC SIĘ istotnego NIE STAŁO". wyobrażacie sobie taką przemowę po tym jak dziecko potknęło się i uderzyło w kolano we wspólnym z matką pędzie za uciekającym autobusem albo do szkoły, aby w ostatniej chwili odebrać drugie dziecko z zamykanej właśnie świetlicy? ja widzę możliwość zastosowania jedynie znanych obu stronom prostych sygnałów umownych takich jak "nic się nie stało"...
oczywiście znów, może to być przypadek matki, która się po prostu nie angażuje, ale tego nie wiemy...
i jeszcze drugie ekstremum, które znam z moich obserwacji aż za dobrze - "nic się nie stało" zamieniane na hiper-empatyczne "wiem że straszenie cierpisz" do tego stopnia, iż dziecko zaczyna cierpieć pomimo braku realnego powodu - spełniając w swoim wyobrażeniu oczekiwania matki

to tak na rozgrzewkę celem wzbudzenia kontrowersji po długiej wymuszonej brakiem czasu nieobecności :)

i ściskam mooooooocno!
-
2016/07/11 22:10:52
Można zakładać różne rzeczy, które matka ma na myśli, a jednak dziecko słyszy to, co zostało wypowiedziane, a nie ukryte znaczenia. A jeśli nawet... Czy rodzic ma prawo oceniać, co jest a co nie jest dramatem godnym rozpaczy dziecka? Moim zdaniem nie. Rolą rodzica jest towarzyszenie dziecku w przeżywaniu emocji, by nauczyło się je rozpoznawać i radzić sobie z nimi.
-
2016/07/12 08:40:35
Syrriuszu: czy bardzo w poprzek? chyba nie. Musisz się chyba bardziej starać, ;), bo:
(1) zgadzam się w kwestii rodziców, którzy natychmiast lecą i robią "tragedię", gdzie dziecko samo jeszcze nie wie, czy to "nic", czy "coś". W efekcie, dzieci szybko uczą się warunkować rodziców, by dostać to, czego chcą.

(2) pomysły do przodu: "będzie bolało", "uważaj, bo się przewrócisz" są beznadziejne, albo stawiają dziecko w nieciekawym miejscu (co ma zrobić, jak nie będzie bolało), albo stają się samospełniającą przepowiednią i budują moduł strachliwość.

Do tego miejsca na pewno się zgadzamy.
Co do konkretnego świetliczanego przykładu, no nie trzyma on poziomu. Doskonale wiesz, że prawnie pani świetliczanka może się złościć, ale nie może zostawić dziecka i iść do domu. Kto w tej sytuacji jest ważniejszy: dziecko, świetliczanka, czy obraz rodzica w oczach świetliczanki? No, daj spokój. A jeśli to się zdarza nagminnie, to dobrze by było, gdyby dorosły się nad sobą zastanowił i to z wielu powodów, również tych, które dotyczą olewania dzieci i kolan.

BTW: cudnie, że wróciłeś. Fajnie jest się z Tobą nie zgadzać, choć "niestety" tylko po wierzchu, bo pod spodem, no sam wiesz co. :))))




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...