Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Blog > Komentarze do wpisu

2869. Ten Autor znów

Gdy czytałam o tym Autorze w 21 grzechach, przyjęłam do wiadomości, że jest to jedna z perspektyw, w jakie można czytać jego książki — ja ich tak nie czytam. Gdy po górskiej publikacji książki słyszałam głosy wściekłych na tę książkę, ja tej wściekłości nie rozumiałam. Ale udało się Autorowi mnie nie zjadowić, wkurzyć, zdenerwować, ale wkurwić na maksa w tej książce — udało się nawet dwa razy.

Książka premierowała w zeszłą środę, ale dzięki Białemu Krukowi, zaczęliśmy ją podczytywać już w poniedziałek. Odkładałam, wracałam, odkładałam, czytałam inne, wracałam. Skończyłam trzy dni temu, ale musiałam odparować, by na jej temat się zająknąć.

A wkurw mnie złapał, bo… nawet jeśli wszyscy faceci na świecie mieliby fantazję o… — sprawdziłam, nie wszyscy mają (wystarczyło znaleźć jednego i ja go znalazłam) — to nie jest to wystarczający powód, by o tym pisać i manipulacyjnie przechodzić do porządku dziennego nad tym, że skoro wszyscy, to czemu nie. Bo, Panie Hugo-Bader, z pisaniem o tym w ten sposób jest dokładnie tak samo jak z selekcją przed klubami — to tylko wstęp, preludium i Pan, skądinąd mądry i inteligentny facet, powinien to wiedzieć — nawtykałam Autorowi w myślach.

A drugi raz szarpnęła mną megalomania Autora, że niby: A zobacz, ile już siedzisz nad tą książką? Z półtora tygodnia jak nic, skoro jesteś w tym miejscu. Mógłbyś oczywiście szybciej, ale jak wiemy, nie nawykłeś do czytania, to nie idzie ci wartko. Nie sądzę, by ci, którym książka ta do tego miejsca, zajęłaby półtora tygodnia, w ogóle po nią sięgną. Dzięki tym kilku akapitom zrozumiałam złość tych z tej innej książki. Znów, rozumiem, że Pan tak myśli, a nawet wie, ale paru ludzi jednak Pan nieźle obraził — poinformowałam Autora w myślach.

Te dwa wybryki, bo ja myślę, że jednak to nieprzemyślane literkowe hopsasy, gdyby to była pierwsza czytana przeze mnie książka tego Autora, sprawiłyby, że nie doczytałabym jej do końca i po żadną inną bym nie sięgnęła.

Ale to nie pierwsza książka Autora, którą przeczytałam. Nawet nie druga czy piąta, a osobisty, współczesny tryptyk polski [… ] zapis naszych wielkich przemian, bezkrwawej rewolucji widzianej oczami wałęsającego się psa — a w zasadzie jego pierwsza część, czyli ta książka — nie jest zła, jest trochę polską wersją Białej gorączki (ul ma autograf). Mając to z tyłu głowy, lektura nie jest łatwa, ale na pewno nie na więcej niż pięć podróży do i z pracy.

Aktualizacja. Autor wspomina, że [w] połowie tego wieku będziemy w piątce najstarszych społeczeństw w Europie, ale to prognoza i przyszłość, a my już dziś, od dwóch dni to wiadomo, jesteśmy wicemistrzem Europy w… homofobii — pokonała nas tylko Łotwa — komu pogratulować, że przez ćwierć wieku nic lepiej?

[…] zobaczył zwyczajną walkę o byt, uliczne wydanie wolnej konkurencji, a jedynym objawem klasowej segregacji okazała się selekcja przed nocnymi klubami. Tego Charlie najbardziej nienawidzi i jakby mógł, skopałby dupę łobuzom od tych klubów, bo (tak myśli swoim małym rozumkiem) – zaczyna się od selekcji na ulicy, w lokalu, a kończy na rampie kolejowej.

*

Takie kluby to rezerwaty dla ludzi, którzy czerpią zadowolenie z tego, że przeszli selekcję. Czują się lepsi od tych, którym się to nie udało. Najobrzydliwszy sposób wykorzystania wolności. Tak myśli Charlie.

*

     — I to dobro się kręci — mówi Wiesiek „Dziki” Kaniowski. — Pomagam, bo kiedyś tak samo to dobro przyszło do mnie. Ale piekło widziałem całkiem z bliska.

*

W każdym człowieku jest coś dobrego, tyle że oni piją z beznadziei. Zalewają straszliwą boleść swojej duszy. Wielkie serca. I wielka boleść. Bo gdy ktoś na bocznej ścianie ósemki czarną farbą namalował ogromny, staranny napis: TĘSKNIĘ ZA TOBĄ, ŻYDZIE, ktoś inny na niebiesko przemalował głoskę „DZ” na „C”, ale na tyle przyjaźnie, żeby oba rozpaczliwe przekazy były czytelne.

*

Długoterminowy więzień, który wychodzi na wolność, jest jak koń, który całą zimę przestoi w stajni: bezgranicznie wszystkim zdziwiony, niepewny i lękliwy – piszę przed dwudziestoma czterema laty.
     […]
     Przez lata przywykli, że ściany są dwa metry od siebie. Latami funkcjonowali od dzwonka do dzwonka, wszystko podawane było na czas, nie musieli podejmować decyzji, ani gdzie pójdą, ani co zjedzą, a nawet jak się ubiorą. Latami nie ponosili żadnej odpowiedzialności, o nic się nie martwili, zakład karny kupował im okulary, leczył zęby, a nawet wstawiał protezy. Latami traktowani byli jak dzieci. Kiedy zaspali i nie wyszli na apel, stawiani byli przed naczelnikiem, który beształ ich jak małolatów. Wyrzuceni na wolność – pozbawieni rusztowania, na którym zawieszony był ich świat, pozbawieni regulaminu, harmonogramu dnia, godziny spacerów i posiłków — doznają szoku. Są więc przerażeni.

*

[…] dokąd jadę w kwietniu 2007 roku, bo gdzieś usłyszałem, że w tym kryminale biją wszelkie krajowe rekordy w liczbie czytanych książek.
     […]
     — […] Trzeba się bardzo skupić, żeby z danej książki coś wynieść.
     — Zawsze pan dużo czytał? – pytam.
     — Nie. Tylko w kryminale, bo trzeba mieć pomysł na odsiadkę, a bynajmniej na taki duży wyrok jak mój. Weź se tam obier jakieś życie swoje, zawsze mówię młodym, i się tego trzymaj. Ucz się języka, jakiegoś zawodu, pracuj, zajmij czymś ręce, nawróć się, czytaj

*

Wyuczona bezradność to utrwalone przekonanie, że nie ma związku między własnym działaniem a jego konsekwencjami. Termin został wprowadzony do psychologii przez Martina Seligmana w 1972 roku.
     […] Według Seligmana pies, który nauczył się bierności, potrzebuje aż około dwustu doświadczeń zwanych pozytywnymi wzmocnieniami, żeby odkryć, że aktywność może przynieść ulgę czy korzyści.

*

     — Skąd wiesz, że szukałem?
     — Przez czipa. W głowie.
     — Masz zamontowanego?
     — Ty też. Tylko tego nie wiesz
.

*

     — […] Masz coś słodkiego?
     — Nie, ale jak będę szedł po kawę, to kupię czekoladę.
     — Dwa pączki zamiast czekolady. Lubię słodkie. Nałogowo. A więc dwa, tylko dwa. A to znaczy, że nie jeden i nie trzy, tylko dwa pączki. Żadne tam babeczki, eklerki, wuzetki, bajaderki ze zmiotków, tylko pączki. I koniecznie dwa. Bo jeden to małowato, a z trzema to już problem z nadmiarem, tego trzeciego trzeba zagospodarować, zmagazynować. Albo zainwestować, bo to już jest towar nadliczbowy, produkt, majątek... Kapitał! (Straszne słowo dla rewolucjonisty). A jeszcze musisz się z nim mordować, jakoś go schować, ukryć, ulokować i pilnować, bo zajebią jak kawę. Albo dać. Tylko komu? Złodziejowi? Same, kurwa, kłopoty. No to pączki mają być dwa
!

*

— Chce mieć słomę na sieczkę, bo ma konia.
     — Niech się pan z nim dogada, że do końca życia będzie mu pan dawał tę sieczkę.
     — Odpada. – Gospodarz z rezygnacją macha ręką. — To musi być sieczka z żytniej słomy ściętej kosiarką, a nie kombajnem.
     — A dlaczego nie kombajnem? — Ciągle zadawałem pytania, po których panu Staszkowi opadały ręce.
     — Bo koń się brzydzi. Spod kosiarki słoma jest prosta, ładna, równa, a z kombajnu pomięta.
     — Niemożliwe. Robi mnie pan w konia!
     — Wcale nie. Konie są bardzo wybredne
.

*

Kolejny przedmiot wyrzucam, rozstaję się z kolejną rzeczą,
Mnie takie rzeczy leczą, że rzeczy oknem lecą,
A ściany pustką świecą.
Mniej mam i mniemam, że nie mam ja mienia.
Mnie nie omamia mania mania,
Bo me imię nie tanie mienienie się mianem,
Ja manię mam na nie, a me imię — Niemanie
.
// Paweł Czekalski

*

Przebranie nędzarza daje niesamowite uczucie wolności. Wyzwala od starej tożsamości, pozwala przestać wstydzić się w imieniu tego, kim byłeś poprzednio. Kłopot sprawia tylko wyjście w łachmanach z domu, ale kiedy się od niego oddalisz, bez oporów zrobić możesz niemal wszystko, nie zastanawiając się, co o tobie pomyślą. Możesz śmiać się i zagadać do każdego, wyciąć hołubca na ulicy. Możesz posiedzieć, gdzie tylko zechcesz, choćby pod warszawską palmą albo wysoko na cokole obok Kopernika, z pięknym widokiem na Krakowskie Przedmieście. Możesz wysikać się na skwerku obok hotelu Bristol i opatulony w kołdrę w środku dnia usnąć na nieskalanym ludzką stopą trawniku pod pomnikiem Mickiewicza.

*

[…] trzeba umieć rozkwitać tam, gdzie nas Pan Bóg zasadzi […].

Jacek Hugo-Bader, Audyt,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 17 maja 2018, dc_hexe

Polecane wpisy




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...