Jabłoń, która nie daje owoców, należy wyciąć. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką jabłonią?
Kategorie: Wszystkie | Dialogi | Kudłata | Literki | POP | Wrażenia
RSS
czwartek, 17 maja 2012

Pod delegacyjną nieobecność Sadownika udałyśmy się z Antenką na wystawę, na którą wybierałyśmy się już od wielu tygodni. Niewidzialna część przeszła nasze oczekiwania, np. doświadczyłyśmy, że nasze zmysły dotyku są prawie ślepe podczas rozpoznawania paluszkami najsłynniejszych, globalnych marek, na które nasz wzrok natyka się na ulicy średnio co czterdzieści sekund. W części „widzalnej” używając maszyny do pisania brajlem napisałam imię mojej Kudłatej Dziewczynki (Hexe):


***

Postanowiłam, rozstając się z Antenką, zmysłom dać już dzisiaj odpocząć... docenić, że choć kulawe tu i tam, są!

środa, 16 maja 2012

Dziś był... pierwszy, pełny dzień.
Z piętnastego roku... wspólnego życia.
Sadownika z Jabłonią.
Jabłoni z Sadownikiem.

***
Sadownik:
(filozoficznie)
To nie jest mądre...
tyle lat... z jedną babą...

Jabłoń:
Noooo...

Sadownik:
(znajduje światełko w tunelu)
Ale ty jesteś głupsza, bo...
ja mam wykształconą żonę,
a ty masz męża nieuka...

Jabłoń:
Nooo... głupia... to ma szczęście...

wtorek, 15 maja 2012

Ciocia Antenka się śmiała, Sadownik się śmiał, a ja... syndrom matki opuszczającej miałam w niedzielę. Antenka listę spisała. Jeść to. Jeść o której. Podstawowe komendy. Tu obroża. Tu smycz. Tam smakołyki. Kong załadowany owocowym przepisem Bliźniaczej Liczby. Na chorobę sierocą ugotowane jajko czekało. Długa lista zależności: „jeśli piłkę przyniesie, to rzuć”, „jeśli misia przyniesie, to na szarpanie się ma chęć”, i tym podobne „jeżeli-to”. Było psu... jak z najukochańszą Ciocią... cudnie.

Antenka opowiedziała nam, jak Henia twórczo poza repertuar „jeżeli-to” wyszła. Wkładała Cioci do ręki pusty kong. Raz, drugi, trzeci. Nasza cwana Bestia psim uporem naciągnęła swoją ukochaną Ciocię, by Ta... napełniła jej jeszcze raz kong czymś dobrym. Napełniła.

My na koncercie, a Henia nawet nie zdążyła za nami zatęsknić, tak dobrze jej z Ciocią było. W poniedziałek rano na jej pysku było widać pytanie: „jedziecie gdzieś dzisiaj”?

Wyjeżdżaliśmy na koncert. W ostatnią niedzielę.
Ukochana Ciocia Heniutki, czyli Antenka zgodziła się pomieszkać z Sierściuchem w czasie naszej nieobecności.

Nie byliśmy na koncercie. W ostatnią niedzielę.
Od wielu lat nie jest bowiem możliwe pójście na koncert Petera Gabriela, nawet jeśli ma się legalne dwa bilety. To nie był koncert. To była orgia dla uszu. Magiczne przeżycie. Przeryczałam trzy pierwsze utwory ze wzruszenia. Nie koncert, lecz przedstawienie poruszające głęboko trzewia. Splot nut, pauz, światła, rytmu, kontrastu barw. Między jednym hiciorem a drugim opowieść o kondycji ludzkiego losu; o mocy, którą mamy, gdy chwycimy się za ręce i spojrzymy w jednym kierunku, o sile, której nie jesteśmy świadomi.

***

Saporcik, czyli muzycznych przedskoczków, wybierał sam Gabriel z niebywałym wyczuciem i wrażliwością człowieka chcącego uszanować każde z pojedynczych ludzkich istnień. Zagrał zespół z Krakowa. Kroke. Nie miałam pojęcia, że istnieją. A teraz szukam tych kawałków, co wpadły mi w ucho. Znalazłam.

By posłuchać i obejrzeć:


By obejrzeć i posłuchać: [np. od delikatnego Light in the Darkness]

piątek, 11 maja 2012

— Kocham pana, panie Sułku.
— Ciiiiicho, wiem!

***

Sadownik:
(z samego rana otwiera drzwi łazienki i zastaje tam Jabłoń)
A pani co robi w moim domu?

Jabłoń:
???

Sadownik:
Sprzątanie to od dziesiątej.

Jabłoń:
Myślałam, że jestem do kochania.

Sadownik:
Jak posprząta, to mogę ukochać.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 95
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      




Jabłoń

kontakt:
ochHexe
(maupa)gmail.com

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u