Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Gdy odebrałam ją dla siebie, wiedziałam, że są pary, związki, małżeństwa, którym tę książkę bardzo chcę podarować jako podziękowanie, że są. Tak zaczęły się dwa miesiące trzymania języka za zębami, bo tak się beznadziejnie składało, że część z tych osób wciąż tu zagląda, choćby sporadycznie — rzucić okiem, czy wszystko u nas dobrze.

Logistyka. Adresy. Poczta. Daty. Trochę szczęścia. Właściwe terminy wysyłki. By nie wróciły do adresatki. Polecony. By nie zaginęły. Priorytety. By dotarły jak najszybciej. Ta sama książka w kilku egzemplarzach, w różnych miejscach, w różnych domach już jest. A zwielokrotniona radość wynikająca z tego faktu przypadła mi w udziale.

Są życiowe pryncypia, wartości najwyższe, które trudno uchwycić słowami, ale w kresce ilustracji można je odkryć z łatwością, zadumać się i poczuć wdzięczność za życie z tym Najważniejszym Człowiekiem.

Gdy dwoje ludzi żyje razem,
to jest im łatwiej, bo są razem,
i jest im trudniej, bo są razem.

Iwona Chmielewska, Dwoje ludzi,
Media Rodzina, Poznań, 2014.

*

To „tylko” wklejka z tej książki...

(źródło i wiele innych)

wtorek, 15 lipca 2014

banalność życia,
        co cudem jest,
smakuję.

wzruszam się do łez.

odkrywam pytania,
        pozostając bez odpowiedzi.
dlatego milczę tu.

*

Radio złapało mnie na tę piosenkę już kilka razy...

Monika Lidke, Tum Tum Song.

Kiedy płaczę, czuję że żyję,
każda łza oczyszcza mnie.

Skoro deszcz daje życie ziemi,
chyba nie jest aż tak źle.

Kiedy płaczę, czuję że żyję,
każda łza uwalnia mnie.

zachwyciły mnie te słowa...
i ten bas...

środa, 09 lipca 2014

Ojciec karmiący od czasu do czasu da znać, co czyta. Ojciec ten ma dystans do świata, nie działa na łapu-capu, więc i nie czyta na łapu-capu, założę się. Gdy zdarzy się, że Ojciec karmiący wspomni, że lubi jakąś książkę, której nie czytałam, nie znam, to w ciemno zamawiam.

Ojciec karmiący zgotował mi niebywałą ucztę informacją o książce, o której nie miałam pojęcia. Film zapragnęłam obejrzeć, ale z książkami jestem szybsza — zamówiłam, odebrałam i pomimo że bardzo, bardzo wolno czytałam, cedząc literki, skończyłam. Pozostał zachwyt. W życiu tylu karteczek w jednej książce nie poupychałam. W życiu takiego dylematu z wyborem cytatów nie miałam. Bo z Ojcem karmiącym tak to już jest, karmi dużych myśleniem.

Bernie: [...] Bo gdy zależy ci na perfekcji, to równocześnie zależy ci, że spełniło się twoje oczekiwanie. Lepiej zatroszczyć się o to, gdzie jestem w tej chwili, co się teraz dzieje. Gdy spędzam czas z uczniami, mówią mi, że przeczytali w książce albo usłyszeli od nauczyciela coś, do czego we własnym mniemaniu nie dorastają. A ja odpowiadam: „Zatroszcz się o siebie teraz, w tej chwili. Bądź z tym, co się dzieje teraz, a nie z tym, kim chciałbyś być albo jaki powinien być świat. Teraz jesteś tutaj, więc jak zamierzasz zadbać o siebie w tej chwili?”.

*

Bernie: Jestem chłopakiem z Brooklynu. Ale w pewnym sensie szukam tych trudnych sytuacji, bo wiem, że dzięki nim się rozwijam. Na szczęście — albo nieszczęście — ciągle się pojawiają.

*

Jeff: [...] Myślę o nieodwzajemnionej miłości, o tym, że sprawiamy zawód komuś, kto od nas czegoś oczekuje, a my mu tego nie dajemy. [...]
     Bernie: Jak wiesz, jestem inżynierem, więc od razu myślę o konkretnym rozwiązaniu takiego dylematu. Ale przeżyłem kawał czasu z moją żoną, więc wiem, że rozwiązanie problemu...
     Jeff: Niczego nie załatwia. Zgadza się.
     Bernie: Bo jest jeszcze coś — w sferze emocji i uczuć.
     Jeff: Bo nie chodzi o odpowiedź na pytanie.

*

Bernie: [...] Nie krytykuj siebie, bądź cierpliwy. W następnej chwili wciąż tu będziesz, ale to już będzie całkowicie inna chwila.

*

Jeff: [...] Zauważam, że gdy jestem życzliwy, gdy akceptuję i kocham siebie, wtedy znajduje to odzwierciedlenie w świecie. Im więcej luzu sobie daję, tym łatwiej mi uniknąć samooceny, osądzania siebie za to, że jestem tylko tym, kim jestem, i zarazem mam większą świadomość, kim rzeczywiście jestem. Dostrzegam to i szanuję, i taką samą postawę przyjmuję wobec innych ludzi. Już tak nie napieram, respektuję rytm drugiej osoby. Ty działasz błyskawicznie, od razu rozpościerasz skrzydła, a dla mnie to czasem dzieje się za szybko, wiesz? Nie chodzi o to, że któryś z nas ma rację, a drugi nie. Po prostu różnimy się od siebie.
[...]
     „Nie” jest piękne. Oczyszcza pole dla „tak”. Jeśli czujesz w sobie niezgodę, ale jej nie wyrażasz, wtedy zaczyna to w tobie ropieć, a potem i tak znajdzie swój wyraz, tylko w mało odpowiedni sposób. Natomiast swoboda odmowy pozwala nam eksperymentować, otworzyć się trochę bardziej.

*

Jeff: [...] I zauważam w sobie to poczucie, które można wyrazić słowami: „Niedługo już cię tu nie będzie, więc jak chcesz coś zrobić, zrób to teraz”.

Jeff Bridges i Bernie Glassman, Koleś i Mistrz Zen,
Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2014.
(wyróżnienie własne)

*

wtorek, 08 lipca 2014

     — Czy ty czytasz kilka książek naraz?
     — Rzadko. A czemu pytasz?
     — Bo dziś masz przy sobie inną książkę niż w czwartek.
     Nie zna mnie jeszcze — pomyślałam wczoraj, gdy przytrafiła mi się ta wymiana zdań.

*

W sobotę po egzaminach — w majestacie praw przysługujących coachowi realizującemu cele — odebrałam książkę, na którą bardzo czekałam, a która premierę ma jutro. Czytałam okropnie wolno, wiedząc, że na trzeci tom będę musiała poczekać parę miesięcy. Niestety, już skończyłam. Nie pozostało nic innego, jak czekać na ostatnią część.

I zatrzymałam się w zadumie się wieczorem. Dla kogo jest ta trzyczęściowa powieść o gejach w czasach początku AIDS? Zamarzyło mi się, by ze zrozumieniem przeczytał ją choć jeden heteroseksualny homofob. By zobaczył siebie, swoje lęki, swoje pragnienia, swoją niepewność na kartach tej książki. By zobaczył, że niczym się nie różni w swym pragnieniu życia, w którym jest i miłość, i szacunek, i zrozumienie. Ta powieść otwiera oczy na okrucieństwa, jakim oddają się większości wobec mniejszości w majestacie prawa — wtedy i dziś, wszędzie na świecie. Zmieniają się tylko okoliczności, kwestia i rekwizyty. Włączam radio i wiem, że mechanizm „wiedzenia najlepiej” i siłowej próby wdrażania go w życie wszystkich obywateli wciąż ma się dobrze — tu i teraz, wobec mnie, wobec ciebie. Pomóc może tylko świadomość i uważne opuszczanie wszelkich szaf.

Jak ma im pokazać, kim jest naprawdę, skoro oni nie chcą tego wiedzieć?

*

     To nie jest takie proste, ale Reine wcześnie odkrył, że jeśli się odpowiednio skoncentruje, może być niemal zupełnie niewidzialny, jakby go nie było.
     Człowiek staje się wtedy duchem, który może poruszać się w całym wszechświecie. Kiedy już staniesz się niesłyszalny i niewidzialny, robisz się też kompletnie wolny, a chłopiec, który stoi na szkolnym dziedzińcu, jest tylko skorupą, w której nie ma istoty ludzkiej. Mogą się wydzierać, ile wlezie, mogą sobie krzyczeć, jaki jest beznadziejny.

*

     [Reine] Umrze bez kogoś, kto by przy nim czuwał.
     Starannie dopilnował, żeby nikt z zewnątrz nie dowiedział się, gdzie jest.
     Ani rodzina, ani przyjaciele.
     Nikt nie wie.
     W ten sposób już nie żyje.
     Chodzi tylko o to, by wytrzymać końcówkę.
     Ból, którego nie da się wyrazić.
     Potem będzie już duchem podróżującym po wszechświecie.
     Duchem, który nie słyszy ani nie widzi i którego nie słychać i nie widać, może wtedy będzie nareszcie wolny.

*

     Tymczasem Gert jest inny.
     Zawsze było z nim inaczej.
     Wielką tajemnicą Gerta jest jego fascynacja słowami.
     W takiej rodzinie jak ich nie mówi się bez potrzeby. Nadmierna gadatliwość to wywyższanie się i zgrywanie ważniaka. Pewne rzeczy należy zmilczeć. To bardzo skuteczne.
     W północnym Bohuslän używa się tych wyrazów, które są potrzebne, nie mniej, nie więcej. Słów, które mieszczą się na małej wyspie, między pasmem gór a morzem, na płaskiej wstążce ziemi, która jest ich światem i gdzie pędzą swoje życie.
     Zbyt wiele niepasujących tam obcych słów mogłoby obudzić niedobre marzenia, które nie uderzą i nie rozbiją się o skały, ale wzlecą do góry jak balony, wyżej i wyżej, przeczuwając, że daleko za pasmem gór jest jakiś świat.

*

     Mowę Harvela Milka, opublikowano w szwedzkim tłumaczeniu w „Revolt”. Seppo czytał ją im na głos, cały się przy tym trząsł.
     „Nie wywalczymy sobie praw, jeśli będziemy nadal siedzieć cicho w szafie... Musimy się ujawnić, żeby walczyć z kłamstwami, mitami i przeinaczeniami. Ujawniam się, żeby mówić prawdę o gejach, bo jestem już zmęczony zmową milczenia i chcę zacząć mówić. I chcę, żebyście wy o tym mówili. Musicie się ujawnić. Ujawnić się przed rodzicami, przed krewnymi”.
     Musicie się ujawnić.
     Miał rację.
     Jeśli kiedykolwiek ma dojść do jakiejś zmiany, muszą pokazać, że są wszędzie. Że są synami, córkami, lekarzami, policjantami, kierowcami autobusów, śpiewakami operowymi, sąsiadami, babkami, przedszkolankami, że ćwiczą na siłowni, że można ich znaleźć w każdej rodzinie, w każdym klanie, w każdej warstwie społecznej i każdej najmniejszej dziurze, we wszelkich możliwych miejscach pracy.
     — Nie jesteśmy kosmitami! — stwierdził Seppo drżącym głosem.

Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. [Część] 2. Choroba,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 07 lipca 2014

coaching metodą psychologii procesu

od soboty reprezentują również
Borówka, Wisienka, Tolini, Jabłoń
i naście innych osób nie tylko z Warszawy,
ale również z Gdańska, Łodzi czy Wrocławia.

*

Z wrażenia dopiero dziś do mnie dotarło, że sobota była z jeszcze innego powodu szczególnym dla mnie dniem. Była pierwszym dniem piątego roku tego bloga...

Uśmiecham się do Wszystkich Tych, których dzięki temu miejscu poznałam. Wzięli byli pojawili się w moim życiu i nie wyobrażam sobie bez nich kolejnych lat. Strach się bać, ale uśmiecham się od ucha do ucha!

piątek, 04 lipca 2014

(wczoraj wczesnym wieczorem)
Sadownik:
O której przyjeżdża twoja koleżanka?

Jabłoń:
O 21.30 pójdziemy z suką na spacer
i zgarniemy ją z przystanku tramwajowego?

Sadownik:
Jak to?

Jabłoń:
(troszkę foszy)
Nie chcesz, nie musisz. Mogę iść sama.
Przecież wiesz, że do nas ciężko dojść,
jak się u nas nigdy nie było.

Sadownik:
Czyś ty zwariowała?
A gdzie ona przyjeżdża do Warszawy?

Jabłoń:
(foszy ciut bardziej)
Wiesz co, jakie zwariowała?

Sadownik:
Jaki przystanek? Pojedziemy po nią!

(po chwili)
Jabłoń:
(dzwoni do Borówki)
Będziemy na ciebie czekać na dworcu autobusowym.

Sadownik:
(dopowiada z boku, by Borówka słyszała)
Będziemy, będziemy, bo nie wpuszczam do domu obcych.

Jabłoń:
(trochę trwało, aż zrozumiała, co powiedział;
dopiero potem zaczęła się śmiać z Sadowniczej przewrotności
)

*

To było wczoraj. Borówka już nie jest obca dla Sadownika. Dziś mamy z Borówką pierwszy dzień egzaminów coachingowych za sobą. Jutro drugi dzień.

niedziela, 29 czerwca 2014

#1

Z kronikarskiego obowiązku, by nie zgubić. W zeszłą niedzielę, w odmiennym postażowym stanie będąc, od skojarzenia do skojarzenia, przypomniało mi się, że kilka tygodni wcześniej słyszałam audycję o fantastycznym projekcie muzycznym dotyczącym piosenek o Warszawie. Obiecałam sobie wtedy, że kupię koniecznie.

Na fali przypomnienia, nie dając sobie szansy na zapomnienie zamówiłam, łomoląc w międzyczasie wersją jutiubkową. Przyszła w piątek. Odebrałam. Zachwyciłam się prostotą wydania, ale dopiero wczoraj miałam czas, by móc łomolnąć nią od początku do końca — zachwyt mnie złapał ogromny i satysfakcja, że nosa miałam, chcąc tę płytę mieć.

St. Celińska, B. Wąsik, Royal String Quartet,Taka Warszawa.


 #2

Z kronikarskiego obowiązku, by nie zgubić. W poniedziałek odebrałam książkę, której na pewno bym nie kupiła, bo za trzema wielkimi od języka polskiego nie przepadam. Pech jednak chciał, że odbierając z Sadownikiem inne książki, gdy On płacił, ja niczym dziecko z ADHD, za jego plecami przeglądałam nieznane i wcale niechciane przeze mnie książki. No i wpadłam jak śliwka w kompot, bo książka złożona jest po prostu fantastycznie, nie mówiąc o formacie i półtwardej okładce. Przez wszystkie rozdziały wciąż są i klimat obłędnie fajnej rozmowy, i serdeczna atmosfera przyjacielskich pogaduch — jak dobrze, że świat taki istnieje i można go nie tylko podglądnąć, ale również podczytać, poczuć i mieć na swojej półce.

Miodek: [...] ale — bądźmy szczerzy — tysiące dowcipów bez wtrącanych weń wulgaryzmów przestaje być dowcipami. Opowiem jeden: Znany warszawski reżyser namawiany jest do tego, żeby się przeprowadzić do Wrocławia. „Tu jeszcze gruzy, ruiny i zgliszcza, kiedy ta Warszawa stanie na nogi? Więc przyjedź do Wrocławia!”. Lecą argumenty socjologiczne. „Nie, nie, ja Warszawie będę wierny do końca życia”. Pada więc inny argument: „Słuchaj, Wrocław to miasto zieleni, parków...”. A on na to: „A co ja, k..., mszyca jestem?”. I teraz opowiedzcie to bez tego przerywnika...

Bralczyk: Tak, bez mszycy byłoby gorzej...
     Wulgaryzm ma w sobie coś z liturgicznego użycia języka, to jest magia. Nie zwracamy wtedy uwagi na desygnaty, nie mówimy o otaczającej rzeczywistości, tylko używamy słowa, jak gdyby ono albo wyzwalało energię, albo wywoływało jakieś stany emocjonalne — nawet jeśli ma być to oburzenie. Taka rytualność wulgaryzmów, gdyby była uświadomiona, może zmniejszyłaby ich powszechność.

*

Bralczyk: Jeśli chodzi o zastępniki, a więc zwykłe eufemizmy, przyszedł mi teraz do głowy jeden, który szalenie lubię: „sukinkot”. Nie wiem dlaczego, ale wyjątkowo mi się podoba.

Miodek: Ja też sukinkota, podobnie jak skurczybyka, lubię.

Markowski: A sukinpsa nie ma i nie będzie.

Bralczyk, Miodek, Markowski
w rozmowie z Jerzym Sosnowskim
,
Agora SA, Warszawa 2014.

sobota, 28 czerwca 2014

Do wczoraj dość dzielnie broniłam się przed natrętnym marketingiem telefonii niestacjonarnej. Latami o możliwości wymiany telefonu informował mnie Sadownik, bo ja nie miałam pojęcia, że warto mieć nowszą wersję ulubionego telefonu. Latami wybierał mi model spełniający moje najśmielsze życzenia: zwykły telefon bez wodotrysków, bez zamrażacza połączeń i uczuć, bez modułu „daj się zaskoczyć” nowym technologiom — zwykły telefon do dzwonienia i esemesowania. Przy ostatniej wymianie Małżonek-Przyjaciel-Współspacz poinformował mnie, że mam bardzo wygórowane wymagania i że właśnie stoję przed historyczną chwilą, kupuję ostatni telefon, który spełnia moje życzenia i w razie czego — w przeciwieństwie do smartfonów — da również radę przeżyć kąpiel w świeżo zaparzonej herbacie (naprawdę dał radę, ale o tym przekonałam się kilka miesięcy po jego zakupie). No cóż, pomyślałam wtedy, kupuję telefon, o który będę musiała bardzo, bardzo dbać, by starczył na bardzo, bardzo długo.

Wczoraj udało mi się swoim telefonicznym gruchotem uchwycić psią stopę, a gdy zobaczyłam jakość foci, przypomniało mi się, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Wczoraj skończyła się era przedpotopowych telefonów! Tak, chcę nowy śliczny model do dzwonienia, esemesowania i... robienia nagłych, o dużo lepszej jakości foci. Po raz kolejny wszystko przez Heniutkę.

Do listy rzeczy ważnych, potrzebnych, ale nienagłych dopisałam telefon, zaraz po kasku, który na liście zajmuje pierwsze miejsce od piętnastu miesięcy.

piątek, 27 czerwca 2014

Sadownik:
(w wersji delegacyjnej rozmawia wieczorem z Jabłonią przez telefon)
[...] Kończymy na teraz, bo piknął mi sms,
a umówiłem się z klientem i to może być on.

Jabłoń:
OK, pa, do potem.

Sadownik:
(po jakimś czasie parafrazuje Jabłoni
swoją rozmowę z klientem
)

     — Stoję pół godziny pod hotelem, próbuję się do pana dodzwonić i wciąż zajęte. Z kim pan tak długo rozmawiał?
     — Z żoną.
     — Chyba nie swoją?
     — Swoją.
     — Jak to? Przecież nie jest pan miesiąc po ślubie!

Jabłoń:
( ze śmiechu się pokłada po drugiej stronie połączenia telefonicznego,
już w środku słuchania tego, wiedziała, że musi to mieć zapisane
)

czwartek, 26 czerwca 2014

Dziś. Tylko cztery lata temu. Na rękach wniosłam Heniutkę do domu. Śladu po jedynym dywanie w naszym wspólnym życiu, co zasikany został skutecznie przez malucha, już nie ma. Nawet nam się nie przyśni, by o jakimkolwiek dywanie marzyć.

Sadownik podrzucił historyczną słit-okrutnie-focię, by przyśniło się nowe marzenie...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109
| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...