Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
piątek, 12 lutego 2016

Wisienka… na torcie piekielnie trudnego dnia.

czwartek, 11 lutego 2016

Pan Ciasteczko:
(z Heniutką na pokładzie jechali do pracy)

Sadownik:
(dzwoni z trasy)
Bardzo cię kocham.

Jabłoń:
Ja Ciebie też.

Sadownik:
Ale ja ciebie bardziej…
(pauza)
…bo   w r ó c ę!

Jabłoń:
(przelicytowana, ale przeszczęśliwa)

Książkę przysłał mi Biały Kruk. Na stosik odłożyłam. A w temacie książki przypomniało mi się, jak zdjęcie orzeszkowo-krukowym polanom robiłam prawie miesiąc temu. Dwa dni później Biały Kruk stwierdził, że książka fantastyczna, ale pewnie wyda mi się nudna, bo jest naprawdę dla mężczyzn. Przeczytałam swoje to i owo. Gapiąc się na szczyt czytelniczego stosiku, mając nie lada dylemat, wybrałam i pochłonęłam.

Jeden z portali, podobno opiniotwórczych, wybrawszy cytaty z tej książki, opatrzył je śródtytułami, a całości nadał tytuł zaczynając od słów: Obudź w sobie psychopatę — trzeba być niezłym świrem reklamowej targetologii klikalności, by coś tak idiotycznego wymyśleć. Mało? Mało! Ów portal zrobił to we współpracy z wydawcami — ręce do ziemi opadają. Na szczęście ten twórczy potworek wpadł mi w oczy dopiero dziś, gdy szukałam zdjęć.

A książka? Fascynująca! I? I gdybym była mężczyzną, chciałabym mieć ją w papierze. Psychopatów ta książka zanudzi na śmierć, bo jest o najwspanialszych cechach, jakie może mieć człowiek.

[…] polowałem na duszę ukrywającą się w rytuale palenia drewnem. Niestety entuzjaści tego surowca to takie plemię, które nieszczególnie lubi ubierać swoje uczucia w słowa. Widać je natomiast w wysokich, ostro zarysowanych stosach, w świeżym kicie w starych, żeliwnych piecach, w otwartych drewutniach o dłuższym boku wystawionym na południe (spokojnie, wrócimy jeszcze do tego). Dlatego właśnie w tej książce dużo będzie o metodzie, bo mówi ona pośrednio o uczuciach.

*

[…] zawsze możemy wysilić się bardziej niż zwykle. Być może efekt będzie lepszy, jeśli któregoś dnia popracujemy do ósmej i odpowiemy na e-mail już po położeniu dzieci spać, a już na pewno niemal wszystko da się ulepszyć, jeśli porobimy troszkę w weekend. A prywatnie — zawsze możemy zachowywać się trochę lepiej, więcej czasu spędzać z dzieciakami, rozmawiać o tym, o czym zwykle nie mamy ochoty.
     Jednak praktyczna praca daje spokój ducha innego rodzaju. Gdy polano jest rozłupane, to jest rozłupane. Nie można go już przerobić ani ulepszyć. Frustracje dnia przechodzą na drewno, a później do pieca. Jedną z najbardziej fantastycznych cech drewna opałowego jest to, że ma zostać spalone. Nigdy nie będzie analizowane przez żadną komisję, pokazywane przez projektor ani porównywane z konkurencyjnym polanem
.

*

Nie ma nic złego w kontakcie także z tym, co przemija.

Lars Mytting, Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie,
przeł. Witold Biliński, Smak Słowa/Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 09 lutego 2016

#1
Jabłoń:
(pomimo zaliczonej pierwszej nocy z pełnymi sześcioma godzinami snu,
ciut marudząca skarży się na swój los
)
Już wiem, dlaczego mamuty wyginęły. Jeden był w gipsie.

Sadownik:
(daje sobie pięknie radę z kiepściutkim drzewnym nastrojem)

 
#2
Jabłoń:
(za jakiś czas opowiada Gepardzicy,
że już wie, dlaczego wyginęły mamuty
)

Gepardzica:
Nie, nie dlatego. Bo się poślizgnęły!

 
#3
Jabłoń:
(za jakiś czas i jeszcze trochę czasu dostała takie cudo
i pomyślała: rodzinnie wszystko się zgadza!
)

poniedziałek, 08 lutego 2016

Peregrynuję siódmy dzień czwartego tygodnia. Czasem odsłoni się kawałeczek tajemnicy, po co mi to wszystko było, po co mi to jest. Poniższe cytaty aż prosiły się, by przytoczyć je ku czci każdej peregrynacji, która uczy nas szybko tego, czego w innych warunkach nawet nie moglibyśmy dostrzec, a co dopiero poczuć/zrozumieć, zinternalizować i używać.

Motocyklista miał rację: należało unieść ociężałe stopy, na oślep zrobić parę kroków wstecz, zaryzykować utratę równowagi, zaryzykować upadek w bezdenną otchłań, byle zrobić życiu miejsce. Czy o to właśnie mu chodziło? Kto to mógł wiedzieć.

*

[…] życie potrafi przynieść wstrząsy, gdy zmienia się zwrotnice. W czym mieści się zarówno sejsmologiczna, jak i kolejowa metafora. I właśnie dlatego, kiedy życie mknie niegrzecznie przed siebie, trzeba mu ustąpić.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

Noce wykańczają mnie, więc ja wykańczam kolejne książki, a ich stosik wcale od tego nie maleje.

Na beletrystykę trudno mnie naciągnąć, chyba że moja ulubiona autorka lub ulubiony autor. Okazało się, że jest poza tym, dość łatwym do przewidzenia, kluczem również wytrych: niech książka „dotyka” jakiejś kobyły psychologicznej lub mini świętej krowy i mówię: wchodzę w to!

To właśnie książka z drzewnym wytrychem: relacje, ludzkie pragnienie bliskości, zrozumienia i porozumienia. Subtelna, ale i przerysowana. Dobrze się bawiłam.

Zauważyliście, jak czas staje w chwili zdmuchiwania świeczek, mimo że chwile unoszą dym?

*

     — Zawsze należy się spodziewać niespodziewanego — odkrzyknął.

*

No i gdzie te niedozwolone substancje?
     Cierpliwość to też substancja. Pozyskiwana z rud. Wywodzących się z gwiazdy. Czuła, że też jej trochę zawiera. Nie zawsze jednak przynosiło to owoce, a przynajmniej nie zawsze przynosiło to słodkie owoce.

*

Bake i Suzy zostali zaproszeni. Strony biernej od wieków używa się do zwalania winy na innych.

*

     — I kto to mówi.
     Była załamana, że doszli do tego punktu. Gdyby jednak człowiek znał przyszłość, gdyby umiał przewidzieć wszystkie zachowania bliskich, zapewne nie miałby odwagi niczego zaczynać ani tym bardziej ciągnąć. Najprawdopodobniej dlatego dziewięć dziesiątych ludzkiego mózgu leżało odłogiem: abyśmy byli dzielnymi głupkami. Do dyspozycji został nam zwierzęcy móżdżek, a boski, czarodziejski mózg, ten zdolny do przewidywania przyszłości i telekinezy, drzemał. Skurczybyk.

*

Ale czy się kłócimy? Ja nie, ja tylko… tylko rzucam od czasu do czasu parę pytań. Pytam: „Co ty, do cholery, wyprawiasz?” i „Chcesz nas wszystkich podusić?”, i „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. I jeszcze raz: „Słyszałeś, co do ciebie mówię?”. A potem: „Głuchy jesteś?”. Pytam go też: „Czym według ciebie jest małżeństwo? Naprawdę chciałabym to wiedzieć!” oraz „Twoim zdaniem tak wygląda porządnie przewietrzony dom?”. Krótki zwykły wywiad. Nie lubię się kłócić. Jestem nastawiona pokojowo.

Lorrie Moore, Kora. Opowiadania, przeł. Urszula Gardner,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

Wszystkie moje aktualnie największe marzenia mogą wydawać się postronnym dość trywialne. Nic bardziej mylnego, nigdy w życiu nie miałam tak soczystych, niby prostych, ale wymagających, wielkich drzewnych marzeń. To jedna z wartości dodanych całej tej peregrynacyjnej przygody, która leczy metodą szokową z niezdrowej neokapitalistycznej neurozy spełnień i neurotycznego kapitalizmu zachcianek mylonych namiętnie z potrzebami. Nie jestem materiałem, półproduktem czy targetem. Jestem jakoś inaczej, jakoś bardziej.

*

Nie mam zamiaru iść na żaden kompromis. Już dziś cieszę się na pierwszą szóstą rano, gdy będę mogła powiedzieć do Heniutki: idziemy!

(cała fantastyczna rysunkowa historia 
tu, czyli źródło)

niedziela, 07 lutego 2016

Od jakiegoś czasu czytam naprzemiennie, na suwak, przestrzegając parytetu, autorka, autor, autorka, autor. Na tapecie autorka, ale nazwisko i słowo zawiesiły czytanie, by pochłonąć z przeogromną przyjemnością nazwisko i słowo, a teraz poprzednik słowa. Magia!

Droga pani Schubert, piszę do pani w języku polskim. To dziwny język. Przykleja się do podniebienia. Trzeba go stale tłumaczyć na języki obce. […] Bywa, że rozkręca się w miłości. Pamięta pani ten leksykalny zawrót głowy, kiedy biegliśmy przez plażę, a deszcz zmywał nam resztki mowy z ust?

*

Szukam gorących źródeł naszej miłości, pijalni mineralnych słów, leczniczych godzin we dwoje.

*

Droga pani Schubert, czasami czuję się jak wystawiony na sprzedaż dom. Jest we mnie sześć pokoi, są dwie kuchnie, trzy łazienki i jeden przygarbiony strych. Teoretycznie mam dwa wyjścia, ale od podwórza wiecznie zamknięte.

*

Pyta pani, kiedy to się nie zdarzyło? Nie potrafię powiedzieć.

*

Droga pani Schubert, śniła mi się wojna. Od stóp do głów. Na szczęście niebo przechowało się w piekle, wiara w grzechu, ogień w ogniu.

*

Kiedy miłość zagląda w oczy, budzą się instrumenty dęte.

*

Droga pani Schubert, od dłuższego czasu obserwuję głupotę. Bestseller światowy. Napina mięśnie w toksycznej siłowni. Stepper. Handle. Sztangi. Pewna siebie kondycja. Podobno istniała już przed swoim narodzeniem.

Ewa Lipska, Droga pani Schubert…,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Książkę znakomicie ilustrował Sebastian Kudas.

(Sebastian Kudas, źródło)

Jest, jak przewidział. W naszym kinie już go nie grają. Jeszcze nie chodzę. No i? Zew zmiany. Postanowiliśmy na ten film pójść do kombinatu kinowego. Byłam zachwycona pomysłem od samego początku, gdy jeszcze w domu poprosiłam o lewy but i prawą frotową męską skarpetę na gips. Nie wspominając o bonusie: cudownym świeżym powietrzu, gdy tylko znaleźliśmy się na podwórku w sobotni wieczór.

*

Sadownik & Jabłoń:
(już przed domem na końcu bloku, w drodze do kina)

Sadownik:
Zostawię cię pod śmietnikiem i pójdę po samochód.

Jabłoń:
(z udawaną nadzieją w głosie)
Poczekamy, aż ktoś mnie weźmie?
(po chwili i przeczytaniu tabliczki informacyjnej)
Ale tu jest napisane „zakaz składowania gabarytów”!

Sadownik:
Ty nie jesteś gabaryt.
Ty jesteś nieruchomość!

*

*

(na powrocie do domu)
Sadownik:
Śmigasz na tych kulach tak,
że wystawimy cię w Wielkiej Pardubickiej!

Jabłoń:
(uśmiecha się przy każdym osobiście zdobytym metrze)

Rehabilitowanie współpracy zdrowej z chorą częścią narządu ruchu „wyjściem do kina” zakończyliśmy sukcesem o 1:30 w niedzielę. Dumni oboje!
 

_____________________
za naszych młodzieńczych czasów pod śmietnikiem zostawiało się przysłowiowy chleb dla konia, czyli wszystko to, co mogło się jeszcze komuś przydać.

sobota, 06 lutego 2016

Było:

Coś w tym jest. Eeeee! Jest w tym bardzo dużo. Poprosiłam o autoryzację. Otrzymałam. Umieściłam.


***

Jest:

Upuściłam już wszystkie wrażenia i czekam sobie. Czekam na Sadownika, który pojechał do Altówek po Heniutkę. Jeszcze chwilka i będziemy w komplecie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 168
| < Luty 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...