Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
poniedziałek, 24 listopada 2014

Książka, nawet jeśli wolno czytana, tylko na jedną kawę. Wstęp dużo dłuższy niż sam esej, który przecież był głównym pretekstem wydania książki. Na szczęście nie o długość w ostatecznym rozrachunku chodzi.

Nie przepadam za Virginią Woolf — nie starcza mi intelektu, by za nią nadążyć, nie chwytam, gubię się, frustruję się swoją niemocą. Dlatego czytając kolejne pozycje z serii zostawiłam Ją na koniec — byłam ciekawa tej książki, ale też świadoma, że mogę ponieść sromotną intelektualną porażkę, próbując zbliżyć się do tych literek. Nie bez znaczenia więc był fakt, że zakupiona w serwisie aukcyjnym książka kosztowała grosze — ryzyko wyrzucania pieniędzy w błoto było zminimalizowane i miało zrównoważyć, w razie czego, intelektualne braki czytelniczki.

W sobotę ją odebrałam i udałam się na samotnię kawową. Mój zachwyt tym esejem zadziwił mnie samą. Rewelacja, po prostu rewelacja!

[…] we wszystkich tych chorobach najlepsze jest to, że rozluźniają ziemię wokół korzeni, wprowadzają zmiany. Ludzie zaczynają wyrażać uczucia.

*

Uważam, że w moim przypadku te choroby są — jakby to ująć? — częściowo mistyczne.

*

Wróćmy jednak do osoby chorej. „Leżę w łóżku z grypą” — cóż takie zdanie może powiedzieć o tym wielkim doświadczeniu. Świat zmienił kształt; oddaliły się obroty interesów […].

*

Jednak w zdrowiu musimy utrzymywać pozory i nieustannie się wysilać: aby się porozumiewać, aby cywilizować, dzielić, uprawiać pustynię, kształcić tubylców, całymi dniami wspólnie pracować, a nocami hasać. W chorobie te pozory ustają. Natychmiast chcemy iść do łóżka albo, zapadłszy się głęboko w poduchy fotela, opieramy nogi na jakimś podnóżku, przestajemy być żołnierzami armii wyprostowanych, dezerterujemy. Oni idą na bitwę. My, wśród patyków, spływamy z nurtem rzeki, rozrzuceni wśród opadłych liści na trawniku, nieodpowiedzialni i nieporuszeni, i być może po raz pierwszy od wielu lat zdolni do rozejrzenia się wokoło, czy spojrzenia w górę — na przykład do spojrzenia w niebo.
     Pierwsze wrażenie z tego niesamowitego spektaklu jest dziwnie obezwładniające. Zazwyczaj nie można długo patrzeć w niebo. Ktoś, kto publicznie gapi się w górę, przeszkadza przechodniom i peszy ich.

Virginia Woolf, O chorowaniu. Ze wstępem Hermione Lee,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 23 listopada 2014

Dziś z radia popłynęły piękne słowa. Marzena Żylińska powiedziała:

ten się uczy,
kto jest aktywny.

Radykałka?
// Uzupełnij poniższe zdanie.

Chcę być ______
       i z tego żyć.

Radykałka!
// Nie uzupełniaj poniższego zdania.

Chcę być
       i z tego żyć.

Ambiwalentne uczucia. Strach. Ciekawość. Lęk. Radość. Wewnętrzna zawierucha. Usiadłam wczoraj na samotnej kawie i przyszło do mnie nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd:

wolno, wolniej, powoli. tylko wtedy czujesz i wiesz, że żyjesz

sobota, 22 listopada 2014

Zadzwonił w środę. Nie zdziwiłam się, bo od tygodnia zdarzało mi się o nim myśleć. Nie drążyłam więc, dlaczego chce się ze mną spotkać dnia następnego. Miejsce i czas wyznaczone. Spotkaliśmy się. Propozycja padła. Idąc w jej ślady powinnam była również przewrócić się z wdziękiem. Zapytałam tylko skąd pomysł, że ja. Zgodziłam się bez mrugnięcia okiem. Zdążyłam odnotować kątem duszy, że przy stoliku siedzą dwie darzące się nawzajem szacunkiem Osoby. Uśmiechnęłam się, bo drzewiej tak nie bywało...

*

A gdy wróciłam do domu i jeszcze następnego dnia, i jeszcze dziś łomolnęłam — na poczet czasu co przed nami — nie raz i z całych sił...

Lindsey Stirling, Roundtable Rival.

...to szaleństwo ma tę samą energię.
Z Szeryfem... — no, kto by pomyślał.

Z kronikarskiego obowiązku, ale i z radością, donoszę, że Gepardzica nie tylko czuje się, ale jest również Matką Chrzestną, co w przeszłości przyszłość widziała przejrzyście; przyszłości, która nie wiedzieć kiedy teraźniejszością się stała. Sadownik tylko jęknął: a miało być spokojnie...

środa, 19 listopada 2014

smutek. nie wiadomo skąd. nie wiadomo dlaczego.
trudne pytania. chwilowe odpowiedzi głęboko w milczeniu ukryte.
z całym tym kramem, w samym jego środku po prostu byłam.

*

a dziś z rana, jak co tydzień, zajrzałam do Gepardzicy.
lepszego momentu dla mnie i tych słów nie było.
dziękować, dziękować, dziękować.
za Gepardzicą powtórzyć: wężykiem, wężykiem...

nieważne co robisz, ważne kim jesteś, jak to robisz...

(źródło: Gepardzica)

*

Hang Massive, Once Again.

niedziela, 16 listopada 2014

przypadek. kocham przypadki. no i proszę,
oddaję się eksperymentowi… trzeci dzień.
zapraszam do niego i Ciebie…

*

pofantazjuj… jakbyś się czuł(a), gdybyś miał(a) pewność,
że właśnie Ciebie wykąpano w taki sposób choć jeden raz…
to nie musiało mieć miejsca…
może nawet nie mogło się wydarzyć, ale…

wyobraź sobie, że jesteś człowiekiem, który doświadczył
takiej kąpieli… jakbyś się czuł(a) dziś, gdybyś był(a) tym człowiekiem?
prawda, że jest inaczej?

…znajdź w sobie miejsce, w którym ufasz tak bezgranicznie…
jest na pewno, kiedyś wszyscy byliśmy takimi drobinkami…

…poszukaj w sobie miejsca, co tak delikatne i uważne jest
wobec drugiego człowieka…

…poczuj różnicę.

…z tych miejsc
co możemy zrobić
dla siebie,
dla kogoś bliskiego,
dla kogoś przypadkiem
napotkanego…

Kiedy już nie jest się kochanym, nic nie pomoże, że kocha się nadal; zakradł się chłód i czas zatrzymał. W sprawach zasadniczych jest się już martwym.

Carl-Henning Wijkmark, Nadchodzi noc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

*

sobota, 15 listopada 2014

Powieść. Nie, nie czytam.
Ale w ramach serii wydawniczej. No to poproszę.
Warto było.

Ciepła książka o człowieczeństwie. Już w trakcie jej czytania wszystko ma inny smak. Dziś, gdy skończyłam, długo leżałam na podłodze. Heniutka leżała koło mnie. Bogactwo własnego życia zadziwia, jeśli tylko mu na to pozwolić.

Zostawiam tę książkę tutaj. Chociaż z jedną rzeczą w listopadzie będę już na bieżąco.

Tak wyglądali; mam nadzieję, że przemienieni w swoje prawdziwe „ja”, od którego uciekali całe życie. [...] Potrzymaj mnie za rękę. Pomyślmy o nich, niech im będzie pokój. To byli dobrzy faceci.

*

Podobał mi się jego uśmiech, był nieśmiały, niewyuczony. Czasem był zasępiony, ale nawet wtedy oglądało się całego człowieka, osobę, a nie tylko sprzątającego pracownika.

*

Trzeba sobie zadać pytanie, nad czym warto się zatrzymać w pozostałym mi do życia czasie. Czy coś jeszcze może mnie zaskoczyć? Pod koniec niejedno staje się ciekawe.

*

[...] dzieciństwo ma się za darmo, jest darem, własne cele i dążenia, za które się  o d p o w i a d a,  jeszcze nam się nie poukładały. Otóż to! Coś, za co byłem odpowiedzialny, mogę bez żalu stracić, niech przepadnie. Jednak sama szansa znalezienia się na świecie, dar, o który nie prosiłem i za który nie odpowiadam, to było coś, czego nie chciałem narażać i utracić, owa mała pozbawiona „ja” istota, o niej nagle teraz myślałem z czułością.

*

Zaś ten wrzesień, mój ostatni, jest najszybszy ze wszystkich, doba kurczy się we mnie, jeden poranek gryzie w ogon następny, dopiero co myłem zęby, a tu się okazuje, że to było wczoraj wieczór, i tak w kółko. Monotonny rytm życia odebrał rzeczywistości ciężar i masę, za każdym razem, gdy się budziłem, byłem lekko zdziwiony.

*

Autentycznie radosnej kobiecie nie potrafię odmawiać.

Carl-Henning Wijkmark, Nadchodzi noc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

Najdłuższy książkowy łańcuszek. Pierwsza wciąż czeka w kolejce. Czytając Drugą, dowiedziałam się o Trzeciej, a wraz z nią o serii wydawniczej Przez Rzekę i ruszyła literkowa lawina. Jedną z książek wydaną w tej serii od lat mam na półce, kiedy indziej wydaną przez inne wydawnictwo. O Innej z tej serii nie miałam pojęcia, że wyszła w Polsce, więc przez Sadownika zdobyłam oryginał jakiś czas temu.

Większości książek z tej serii nie można już nabyć z pierwszej ręki, ale nie znaczy to, że nie da się ich zdobyć. Sadownik kliknął tu i tam. Zainwestował w Drzewko naście (nie dziesiąt!) złotych i trzeba było tylko czekać.

Ostatnią nabytą z pierwszej ręki skończyłam czytać przed wyjazdem na staż. W ramach listopadowego odgruzowywania się należy o niej donieść. Rozprawia się z wieloma mitami. Alzheimer — podróż w jedną stronę, wyboista droga dla towarzyszy. Ta książka zatrzymuje, nie ściemnia, porusza. Po niej trudniej będzie zachować pewność na temat rzeczy oczywistych. Ma też dodatkowy smaczek poznawczy — nigdy nie wpadłabym na to, że czytanie o mózgu może być tak frapujące.

Żyjemy w kulturze, która sprzeciwia się starości i zaprzecza śmierci. Nie wierzymy, że kiedyś się zestarzejemy. Interesujemy się rakiem i tym, co rakotwórcze, bo są to sprawy, które równie dobrze mogą dotyczyć osoby trzydziestoośmio-, jak i siedemdziesięcioośmioletniej: rak uderza w młodych, bogatych i sprawnych. Skoro alzheimer, to kwestia starości, zajmiemy się nim później... choć przecież nam to i tak nie grozi, bo pijemy mleko sojowe, rozwiązujemy sudoku, a w weekendy zawsze gramy w tenisa. Najszerzej rozpowszechniony błędny pogląd mówi, że demencja to dobry sposób na odchodzenie: „Żyją w swoim własnym świecie i są szczęśliwi” — głoszą zwolennicy tej niedorzeczności. [...] Nancy wie, że coś jest nie tak, bardzo nie tak — ale co? Codziennie musi przechodzić cykl strasznych spotkań z samą sobą i z otoczeniem, spotkań wyjętych jakby prosto z thrillera, którego bohaterka dotknięta jest amnezją: budzi się rano, by stwierdzić, że w nocy postarzała się o pięćdziesiąt lat, że znikli jej rodzice, że nie zna tej kobiety w lustrze ani osób, które przedstawiają się jako jej mąż i dzieci, że nigdy nie widziała pokojów i mebli, podczas gdy wszyscy wokół z uporem twierdzą, że to jej dom. Czas gdzieś umknął, został jakoś zmarnowany. Każdy dzień to nieustające poszukiwanie utraconego porządku. Sęk w tym, że nie sposób się skoncentrować ani na tym zagadnieniu, ani na jakichkolwiek wskazówkach prowadzących do jego rozwiązania. Nie daje się odnaleźć drogi.

*

[...] nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą — ale właśnie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie. Moje sumienie jest zaspokojone, ma się jak pączek w maśle, ale mój apetyt na kolejne dni się skurczył, a w moim wewnętrznym mieście co rusz rozlegają się syreny alarmowe. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby móc dać z siebie aż tak dużo? Zastanawiam się nad tym, leżąc na łóżku wyczerpana, nie śpiąc i czekając na świt. Myślę (żenująco cynicznie), że może to dotyczy osób, u których własne szczęście i wolność budzą poczucie winy.

*

To pełzająca choroba. Wpełza na ludzi.

*

Próba udowodnienia komuś, że się go kocha, to wyczerpująca praca. Szczególnie kiedy trzeba to wszystko powtórzyć, niemal słowo w słowo, po dwudziestu minutach.

*

Czytałam kiedyś artykuł o muzyce i demencji. Kompozytor Maurice Ravel (1875–1937) prawdopodobnie cierpiał na wczesną postać tej choroby, począwszy od pięćdziesiątego drugiego roku życia. [...] Pytanie, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi: czy w pełni zdrowy Ravel napisałby tę samą kompozycję, czy też jest to jeden z najlepiej znanych przykładów uporu i wytrwałości twórcy? Opinia samego Ravela wydaje się jasna: nazwał Bolero „utworem na orkiestrę bez muzyki”.

*

Wyobraź sobie, że budzisz się któregoś ranka i znajdujesz wokół siebie wyłącznie nowe rzeczy: nowy jest dom, ogród za oknami, ludzie, którzy z tobą rozmawiają tak, jakbyście się znali, koszula, którą podaje ci obcy, krzesło, na którym cię sadzają, mężczyzna siedzący na krześle obok. Jeśli twój mózg byłby jeszcze na tyle sprawny, że próbowałby odtwarzać twoją historię na podstawie rzeczy, mógłby poradzić sobie z tym wrażeniem nowości, tłumacząc ci, że twoje prawdziwe życie jest Gdzie Indziej. Tak, jesteś w nowym miejscu, a twoje życie zostało Gdzie Indziej. Niczego wtedy nie będziesz pragnąć tak usilnie, jak powrotu właśnie tam.

*

Na pierwszy rzut oka związek między umysłem a mózgiem wydaje się stosunkowo łatwy do pojęcia, nawet dla neurologa amatora. Mózg jest maszyną, umysł wytworem jej działania. Mózg można porównać do projektora w kinie, a umysł do filmu. [...] Mózg to narzędzie, a umysł to świadomość, która w nim powstaje, utworzona przez miliony neuronów działających w skoordynowany sposób. Chirurg zagłębia skalpel w twój mózg, a nie w umysł. Umysł zaś, a nie mózg, reaguje na taką perspektywę zdenerwowaniem. Jest to obraz nadmiernie uproszczony, ale chwilowo niech będzie.

Andrea Gillies, Opiekunka. Życie z Nancy.
Podróż w świat alzheimera
, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 119
| < Listopad 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...