Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
sobota, 31 stycznia 2015

To, co ma się zdarzyć,
już się dzieje.

To, co już się dzieje, jest
najlepszym nauczycielem.

*

Rankiem. W hamaku. Z kawusią. Z Sadownikiem i Heniutką na kanapie. Nim rozpędzi nas dzień. Zmysł przypiął się do sączących się z radia słów. Zapamiętałam niesamowitą frazę: jesteś początkiem do każdego celu. Poszukałam. Znalazłam. Tylko z jednym się zgodzić nie mogę, bo uważam, że wolno ci się bać.

Mela Koteluk, Działać bez działania.

wszystko ma swój czas,
Ty jesteś początkiem do każdego celu!

piątek, 30 stycznia 2015

pozwól
     swojemu ciału,
     swoim zmysłom
opowiedzieć jakąś historię.

Pomyślałam dziś, a potem ruszył dzień — dobry dzień.

     swoim zmysłom,
     swojemu ciału
zaufaj.

środa, 28 stycznia 2015

O czym jest życie? O czym jest moje? O czym twoje?

Wykonałam w życiu wiele zwrotów przez rufę. Wieloma drzwiami trzasnęłam. Wielu ludziom pokazałam plecy. Wielu sprawom powiedziałam „nie”. I niech mnie, ale każdy z tych manewrów był ważny, bo doprowadził mnie do dnia wczorajszego, gdy po raz pierwszy, drugi... dziś setny czy dwusetny, przeczytałam otrzymane słowa:

Zresztą [Jej] choroba wszystko przewróciła — kiedyś przyszłe dni traktowałem jako coś, co się nam należy. Teraz — każdy dzień jest darowany i mam świadomość, że limit się wyczerpuje...

Łzy wdzięczności za te słowa po policzkach płyną wciąż, że napisał, nie skasował; napisał i dał radę wysłać; napisał, ale najpierw poczuł! W tych słowach spotkaliśmy się po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, pierwszy raz do samych trzewi, do istoty jestestwa. Cudownie jest wewnętrznie dojrzewać, widzieć tę przemianę w kimś innym i doświadczać tej zmiany, a nie tylko przeczuwać, że nastąpiła.

Moje życie? Jest o chwilach, czasem ułamkach sekund, gdy spotykam się z kimś naprawdę. Zwykle poza słowami albo pomiędzy nimi. W geście, w spojrzeniu, w znaczącym milczeniu. Wiem, że to właśnie to, bo potem już nic nie może być takie jak przedtem. Po to żyję. To mnie karmi. To czyni mnie kimś więcej.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

To, co się wydarza, jest
ważne, znaczące, mądre,
a trudność to
brama do innego świata.

     — Idziesz?

niedziela, 25 stycznia 2015

Przed wyjazdem ze stolycy do stolicy sen zastygł i pozostał ze mną w sensie poniższych słów.

*

W stolicy gapienie się w niebo w odmienny stan wprawiało.

*

Przed powrotem ze stolicy do stolycy na Plantach na chwilę zatrzymał się Czas.

czwartek, 22 stycznia 2015

Bezruch jest formą ruchu.
Porządek jest jedną z form bałaganu.
Bezśnieg jest formą śniegu.

Pomyślałam tak, gdy po raz pierwszy na dobre zatrzymała mnie instalacja, obok której przechodzę kilka razy w tygodniu. Śnieg, kwestia istotna dla Stada, dziś rano wyglądał tak:

I chyba się ujął honorem, bo opadł wielkimi płatami późnym popołudniem. Niestety, choruje i ma wysoką temperaturę.

środa, 21 stycznia 2015

No i trafiła się książka. Pomysł — cudny. Forma — zbyt „eklektyczna”: polski tekst, ale numerowanie baśni (po co?) po japońsku (WTF), co z samymi baśniami w ogóle nie wiadomo co ma wspólnego. No i nie wytrzymałam… policzyłam strony zawierające tekst. Na nominalne 121 stron, które zawiera książka, tekstu jest mniej niż sto. Nooo, to już sobie ponarzekałam.

Ale jednak przeczytałam. W kilku miejscach z ogromną przyjemnością. Błyskotliwych kilka zdań, wątków, scen. Jeśli Autor skusi się na kontynuację pomysłu, kolejne baśnie już są warte czekania. Mam tylko jedną wątpliwość. Niestety, nie potrafię stwierdzić, jak ten tekst czyta się osobom dziewiczo nietkniętym, intelektualnie bądź przez własne doświadczenie, psychologią procesu.

Oceany pozwalają odczuć Kosmos,
zwykła kałuża daje odczucie chwili.

Shitao

*

     — Mój drogi — powiedział mu ojciec — mądrość osła polega na tym, żeby zaakceptować to, kim się jest, i nie buntować się przeciwko temu, czym obdarzyła nas natura.
     [...]
     Tylko jeden wuj osioł, który z resztą uchodził za dziwaka i nikt w całej rodzinie go nie poważał, powiedział tak:
     — Mały osiołku, jeżeli uważasz, że sprawa twoich kopytek jest rzeczywiście ważna, to powinieneś zrobić wszystko, żeby to zmienić. Czasem bowiem marzenia i ich realizacja są ważniejsze niż to, co wydaje się być ustalonymi niezmiennym porządkiem.

*

Stąd było już blisko do odwiecznego pytania, o to co jest najważniejsze w życiu. […] Pojęcia śmigały jak gołębice po zamkowych dziedzińcach. Szczęście, Mądrość, Radość, Spójność, Miłość, Rozwój, Piękno, Sztuka, Umiar, Przyzwoitość, Rodzina, Społeczeństwo, Dobro, Zdrowie — i wiele innych próbowano ustawić w jakiejś hierarchii lub znaleźć dla nich wspólny mianownik. Ale, niestety, pomimo wielu prób i ogromnej nagrody wyznaczonej przez króla za znalezienie właściwej odpowiedzi, debata zakończyła się jedynie tym, że uczestnicy, rozjechali się w przeświadczeniu, że pozostali są bandą niedouczonych kretynów.

*

Człowiek nigdy nie zostaje sam, raczej zawsze ma wokół i wewnątrz siebie nieustannie zbyt dużo czegoś lub kogoś.

*

Odnalazł królewskiego fechmistrza i rozpoczął naukę, która szła powolną meandryczną drogą, wyznaczaną zniecierpliwieniem, chwilowymi uniesieniami w momentach sukcesu, złością z powodu braku wystarczających postępów i poczuciem, że cała ta zabawa nie ma żadnego sensu.

*

Przez całe życie uczył się wybierać to, wobec czego wybór nie jest kategorią odniesienia, opowiadać się za tym, co po prostu musi zaistnieć.

Tomasz Teodorczyk, Jak umierają ptaki. Baśnie
na ważne etapy życia
, Eneteia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 18 stycznia 2015

Płeć. Władza.  Gender. I dyskusja, którą można do białego rana, bo temat ważny, ciężki i niełatwy.

Różnicę płci, prawa i obowiązki każdej z nich, wcześniej czy później, można postudiować (choćby dla sportu) w toalecie. Czy mężczyźni podnoszący klapę sedesową mają ją po skorzystaniu z toalety opuszczać? Czy może skoro oni ją podnoszą, to kobiety mają ją opuszczać? Skoro nie ja ją podnoszę, to dlaczego mam ją opuszczać? A może kogoś  — nie wiem dlaczego, ale w moim doświadczeniu najczęściej dotyczy to kobiet — brzydzi widok „gołej” muszli klozetowej i dlaczego w takim przypadku ów ktoś musi oglądać ten kiepski widok? Podnosisz klapę, draniu, to ją opuszczaj! — głosi kilka znanych mi osób.

Po prawie dziesięciu latach postanowiliśmy zrezygnować z deski klozetowej, w której unieruchomiono fragment akwarium. Dojrzałym ludziom w nas zachciało się klasyki gatunku. Konsumpcjonizm postanowił nas oszczędzić, nie kusił ścianą z setką różnych klap — dział z łazienkowymi akcesoriami znajdował się w stanie modernizacji. Klapy, proszę bardzo, do wyboru, proszę bardzo, ale tylko dwie. Klasyczna deska — kwota X. Na widok drugiej upłakaliśmy się jak norki. Klasyczna deska, ale z nowoczesną gienderową funkcjonalnością — kwota 1.5·X. I warto tę cenę zapłacić w imię płci, władzy i gienderu, bo… owa nowoczesna funkcjonalność zachwyca… klapę lekko przechylasz w stronę zamknięcia i… ona, ta klapa, sama (!)… powolutku… bardzo powolutku… opada. Teraz, bez względu na płeć, każdy musi sobie podnieść jedną bądź dwie części deski klozetowej. Zachwyt, proszę Państwa, zachwyt! I giender, i feminium!

Sadownik:
(zachwycony z osobiście wykonanego montażu woła Jabłoń)

Jabłoń:
(oniemiała z wrażenia testuje raz za razem,
ciesząc się jak trzylatek
)

Sadownik:
(z niebywałym zrozumieniem dla mężczyzn,
jako jednego z gatunków człowieka
)
To musiał wymyślić mężczyzna!

Jabłoń:
(pozostała nieprzekonana do tej oczywistości, bo potrafi wyobrazić sobie
potencjalną zdesperowaną projektantkę tego cuda
)

piątek, 16 stycznia 2015

Po pracy. Pojechałam zapalić lampeczkę Leonidowi Telidze...

...Kapitanowi Leonidowi Telidze.

[…] Chłopcy z „Emilii Gierczak” uderzyli nagle w inną strunę — przytłamsili rzeczowość, układne podsumowanie osiągnięcia, wyzwolili natomiast wielki ładunek emocjonalny, który — dodany do obezwładniającego mnie zmęczenia — zamknął mi usta, a otworzył serce.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.

czwartek, 15 stycznia 2015

No i stało się. Choć nie wiedziałam, że stać się może. Spotkałam książkę swego życia. Historia w niej zawarta ma nieskończoną i niewyczerpywalną moc, niczym mit życiowy najwcześniejszym snem z dzieciństwa określony.

Niestety, mogę się tylko domyślać figur występujących w śnie z dzieciństwa Leonida Teligi.

Niepokorny. Marzyciel. Nie ustawał. Znaczy się, można! Wrażliwość. Siła. Upór. Serce. Znaczy się, należy!
 

     — Dlaczego nie masz normalnych marzeń?
     — Teliga.
     — Dlaczego masz w nosie konwenanse?
     — Teliga.
     — Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
     — Teliga. Teliga. Teliga.
 

Dlaczego nie przeczytałam tej książki dziesięć–dwadzieścia lat temu? Być może, wtedy nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia. Każdy z nas ma w sobie Marzenie, które tylko my możemy zrealizować. Dobrze jest o tym pamiętać co dnia.

[…] irytowali się, jakby nie zdawali sobie sprawy, że czas nie miał tu wartości, a za ich parę groszy nikt na świecie nie zrobi kroku szybciej niż zwykle.

*

Dziś nawet nie wiem, czy słońce istnieje. Ciekawe doświadczenie, ale jak sprawdzić, gdzie jadę?

*

     — Do szukania nowych dróg dla mnie, dlatego, żebym nawet ja w najpodlejszym ze światów mógł stworzyć najpiękniejszy. Żebym wśród tego, co mnie otacza, mógł być człowiekiem, o jakim do dwudziestego roku życia nie słyszałem…
     Widziałem bibliotekę tego człowieka. Mówił o książkach jak o dobrych znajomych. Na półki stawiał tylko to, co przeczytał, to, co miało być czytane, leżało w skrzyni.

*

Jak samotność jest pełna spraw, które mogą innych zainteresować i jak trudno wyjść poza suche fakty, które właściwie niewiele mówią o istocie tego wszystkiego, co się przeżywa w samotności.

*

     — Jak zdrowie?
     — Zepsuł mi się wzrok!
     — Co się stało?
     — Nie mogę patrzeć na konserwy!

*

Coś się ze mną działo. W myśl zasady, że mierzenie temperatury „wywołuje chorobę”, nie dotykałem termometru.

*

Maska i płetwy poszły z powrotem do szafy, a ja do garów. Może to kogoś dziwi. Nie powinno. Gotowanie uznałem za „czynność fizjologiczną”, a od tego nie da się wykręcić.

*

Drobne przyjemności warto czasem podnosić do wyższej rangi, bo właśnie dzięki temu mogę cieszyć się życiem.

*

     — Też jesteś artystką? — spytałem, uważając to za komplement.
     Kate spojrzała na mnie oburzona. Zielone oczy błyskały jak u kota.
     — Skądże, ja jestem mężatką!

     [...]
     — Czy ty jesteś bardzo drogi? — spytała nagle.
     — Bezcenny — odpaliłem zaskoczony pytaniem, nie bardzo wiedząc, o co jej chodzi.

*

     — Luca, a ty nigdy nie nurkujesz?
     Chłopak spojrzał na mnie zgorszony.
     — Jestem rybakiem.
     — Wiem o tym, ale nigdy nie próbowałeś czego innego?
     Zdumienie Luci nie miało granic. Patrzył na mnie już nie ze zgorszeniem, ale z wyraźną ironią, jakby chciał rzec: czy nie słyszałeś, co ci powiedziałem?
     Nie dałem za wygraną:
     — Czy nie próbowałeś innego zawodu na lądzie czy  na morzu?
     Tym razem Luca znów odpowiedział dumnie:
     — Nie próbowałem, ani nie będę próbował, bo jestem rybakiem.

*

Inaczej widziałem siebie u celu podróży. Brakowało mi intymności, która towarzyszyła „Opty” i mnie na oceanie.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 125
| < Styczeń 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...