Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
wtorek, 28 lipca 2015

Sadownik:
Otwórz okno i wyskocz,
bo mi się nie chce cię wyrzucać.

Jabłoń:
(rozanielona, we własnym szlafroku,
we własnym łóżku, w środku dnia,
z własnym ręcznikiem na mokrych włosach
)
Że bo co???

Sadownik:
Masz dwie żółte kartki!
Jedną za ręcznik na podłodze w łazience.
Drugą za buty w łazience.

Jabłoń:
(wciąż rozanielona przepraszała; gnała do nieba
i nie prowadziły jej tam schody, lecz A2, A1 i prysznic
)

Mają tę samą grupę krwi. Ten sam czynnik Rh. Dzielą wiele wartości i marzeń. I co?

I Sadownikowi przypomniała się rozmowa z Onkami. Uświadomił Jabłoni, że nie są tym samym — nie są oboje słoikami. Słoikiem jest Drzewko. Sadownik jest wekiem. Bo…

Słoikiem jest się do 300 km, a wekiem powyżej — powiedziała Onka. Jabłoni umknął ten fragment rozmowy wprowadzający porządek w systematyce mieszkańców stolicy.

niedziela, 26 lipca 2015

Nie potrafię dziś przypomnieć sobie, dlaczego okładka tej książki odrzucała mnie od pomysłu jej przeczytania. Ale po przeczytaniu Kraju niewidzialnych kobiet, czekałam już tylko na elektroniczną wersję książki Kalwasa — chciałam przeczytać świat męskimi oczami widziany. Apetyt już tylko rósł przy Chłopczycach z Kabulu.

Nie potrafię dziś wyobrazić sobie, że mogła mnie ta książka ominąć. Jej fragmenty są niestety nie tylko o Egipcie. Polski katolicki fundamentalizm jest niebywale podobny w swym myśleniu. Może właśnie dlatego książka ta powinna być lekturą obowiązkową, bo w „obcym” łatwiej dostrzec absurd myślenia magicznego.

Pozostałam ze wstydem, że żyję w kraju, w którym ubój rytualny jest legalny — rozdział dotyczący uboju czytałam na raty, podobnie jak ten o obrzezaniu dziewczynek. Mentalna Ziemia wciąż w wielu miejscach świata jest płaska.

Ludzie na Zachodzie nigdy do końca nie zrozumieją fanatyzmu islamskiego, przerabialiście te rzeczy kilkaset lat temu. Jesteście wolni i często nie potraficie tego docenić.

*

Samotność to choroba Zachodu. Najfajniej jest przecież siedzieć na kupie z całą rodziną, bez chwili ciszy, bez chwili na autorefleksję. Nie, nie zostawaj sam, człowieku,, bo ci głupie i złe myśli przyjdą do głowy. Książki? Po co ci książki? Wystarczy Koran, hadisy i gazety. Poza tym książki to przecież nieprawda, to tylko bajki, ułuda słów. Przez ponad sześć lat mieszkania w Egipcie, tylko raz widziałem człowieka czytającego książkę w miejscu publicznym — był to kasjer w barze z falafelami.
     Samotność w Egipcie nie przejdzie. Egipcjanie porostu nie wierzą w samotność. Wszystko należy tutaj do wszystkich.

*

Jest takie stare przysłowie arabskie — mówi Riham — ja przeciwko mojemu bratu, ja i mój brat przeciwko naszemu kuzynowi; ja, mój brat i mój kuzyn przeciwko cudzoziemcom.

*

Rumi: „To, czego szukasz, szuka ciebie”.

*

Często to słyszę: tak zawsze u nas było, to nasza tradycja. Kiedy mówię, że zwyczaje i tradycje można zmieniać, a nawet jest wskazane, wtedy napotykam te zdziwione, zagniewane twarze, rozszerzone źrenice, te podniesione brwi. Tak, zgadza się, sabit, nie mutahattil, bo coś się stanie. Co? Coś złego, coś nowego, nieznanego.
Profesor A. ma rację, tradycjonalizm to przekleństwo Arabów. Nie błogosławieństwo, nie duma, nie siła, jak mówi wielu z nich, oszukując siebie, i jak mówi wielu zachodnich fundamentalistów chrześcijańskich, którzy łypią zazdrosnym okiem na konserwatyzm i religijność muzułmanów, jednocześnie ich nienawidząc. Tradycjonalizm to przekleństwo i upadek.
[…]
Myśl sam, zawsze przerywam tymi słowami znajomym, kiedy w dyskusji posługują się cytatami ze świętych ksiąg albo opiniami różnych szajchów wychylających się z oparów historii, myśl sam, nie powtarzaj, myśl sam. Stwórz własną opinię. Potem obal swoją opinię i stwórz nową.
     N i e  b ó j  s i ę
.

*

— Kobiety sprowadzają na drogę zła, są większością w piekle — wyrzucał z siebie słowa. — Kiedy kobieta wychodzi sama z domu, szatan, szatan, szatan… — zapowietrzył się — …szatan jest z nią!

Piotr Ibrahim Kalwas, Egipt: Haram, Halal,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

Ujęcie I
Miasto. Nieduże. Ale z nowojorskim rysem — zupełny brak śmietników. Jesteśmy idiotami, zbierającymi psie kupy. Warszawka. Mówią o nas z pogardą.

Ujęcie II
Widzisz? Popatrz, o tam! Ta para. Nie mają dzieci. Straszne, prawda? Widzisz, jaka ona jest nieszczęśliwa?

A teraz idziemy na jednego
A teraz będziemy wódkę pić

Ujęcie II (alternatywne)
Decybeli o rząd wielkości więcej niż procentów. Wszelkie normy przekroczone. Niezdrowy masaż organów wewnętrznych hukiem. Nie jestem nieszczęśliwa, jestem wkuuurwiona! Warszawka. Zaczynam myśleć z pogardą. A czego się pani spodziewała? Głośniej zawsze znaczy lepiej. Co pani taka zgorzkniała? Porozmawiać pani chciała? Na głowę pani upadła.

I rym cym cym i hopsasa
Idziemy przez życie w podskokach

Ujęcie III
Prymitywizm weselny. Kolektywnie uprawiany. Wstać. Śpiewać. Usiąść. Pić. Pęd owczy rodzinnie usankcjonowany. Tylko pogratulować. Odmawiam stjuningowania się do tego klimatu. Warszawka. Macham na siebie ręką.

I rym cym cym i hopsasa
To życie a żyje się raz

Ujęcie IV
Nooo. Duch czasu. Równouprawnienia. Nie widziałam czegoś takiego, jak żyję. Pamiętacie około oczepinowe gry i zabawy? Panna Młoda. Cztery inne kobiety. W jednym rządku na krzesełkach. Pięć odsłoniętych kolan. Pan Młody. Z zasłoniętymi oczami. Maca. Szuka. Znajduje! I w drugą stronę. Pięciu mężczyzn. I tu zmiana godna XXI wieku… ze spuszczonymi spodniami. Wypinają pośladki. Taaaaka zabawa! Który raz w życiu nie przynależę, nie chcę, nie uczestniczę? Warszawka. Nie ma zgody nawet na uprzedmiotowienie mężczyzn. I jak tu z takimi żyć?

A teraz idziemy na jednego

Ujęcie V
Sadownik „rozmawia” ze swoim kuzynem, który siedzi po jego prawej stronie przy długim stole. Krzyczą do siebie. Siedzę z drugiej strony Sadownika. Nie mam szans — z ruchów warg umiem czytać tylko niektóre przekleństwa. Owinięta skrupulatnie hałasem w ludzkim tłumie jestem całkiem sama. Z pewnością wyglądam na smutną, żałosną, nieszczęśliwą — Ujęcie II? Mam to w głębokim poważaniu, nie mam możliwości socjalizować się, robię więc to, co uwielbiam: gapię się na ludzi, przyglądam się, próbuję zgadnąć to i owo, szukam wartości, którym hołdują, nie muszę śpieszyć, mam na to całą noc. Utkwiła mi w pamięci starsza pani. O farbowaniu włosów na blond zameldowały mi Jej ciemne gęste, nieregulowane brwi. Też mogła wydać się smutną, żałosną i nieszczęśliwą kobietą. W Jej twarzy widzę spokój, ogromne doświadczenie życiowe, zrozumienie i bycie ponad hałasem i hukiem. Gapiłam się tak długo, aż wiedziałam. Bingo, to jest Babcia Pana Młodego.

*

„Agnabi” znaczy „obcy”. To ja.
     — I ja — mówi Jasmin, jakby czytała w moich myślach. Uśmiecha się blado. — Ja też.
     Wszyscy jesteśmy obcy.

Piotr Ibrahim Kalwas, Egipt: Haram, Halal,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.

sobota, 25 lipca 2015

[Jabłoń napisała]
ile? pytań? odpowiedzi?
chwil? sytuacji? ludzi?
łez? wzruszeń? ciszy?

[napisała po tym, gdy przeczytała najważniejsze, czyli słowa Gepardzicy]
[...] żeby zrozumieć, że...
jestem tutaj tylko turystką,
której szczęśliwie udało się
dostać bilet z ofertą all inclusive

[poczekała na autoryzację. dostała. dziękuje.]

piątek, 24 lipca 2015

Uświadomiłam sobie, że pierwszego feministę w moim życiu spotkałam w dniu, w którym po raz pierwszy wypuszczono mnie ze szpitala w świat. Tym feministą był Biały Kruk. Do dziś mam szczęście do interesujących, mądrych i kochanych mężczyzn.

Za każdą dyskretnie ambitną młodą Afganką gotową buntować się przeciw światu stoi interesujący ojciec. Każda odnosząca sukcesy dorosła kobieta, która dokonała czegoś odkrywczego albo zajmuje się czymś, co tradycyjnie jest niedostępne kobietom, ma wsparcie zdeterminowanego ojca, który inwestując w córkę, przewartościowuje normy społeczne i wyobrażenie honoru.

*

Zawsze byli ojcowie o bardziej liberalnych zapatrywaniach, którzy mieli córki i zachęcali je, by podbijały świat.

[na koniec to co w książce na początku,
 wspaniała dedykacja]
Wszystkim dziewczynkom,
które odkryły, że w spodniach można
szybciej biegać
i wyżej się wspinać.

Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu.
Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie
,
(tłum. Justyna Hunia),
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

Gdzieś na tym blogu jest wpis — nie mogę go znaleźć — w którym padają słowa dwóch kobiet, które miały ogromny wpływ na to, jak wygląda od wielu lat moje życie. Nie znają się, raz znajdowały się w tej samej czasoprzestrzeni, ale niezależnie stwierdziły:
     — Nie wyobrażam sobie, że mogłam urodzić córkę.
Oniemiałam. Pamiętam uczucie, które się we mnie pojawiło, gdy słowa te wybrzmiały. Między innymi zażenowanie. Patrzyłam na te kobiety wielkimi oczami i widziałam jedynie ukrytą głęboko mizoginię.

Przy kilku okazjach rozmów z innymi kobietami przytaczałam tę historię. Te inne kobiety uświadamiały mi istnienie przeczuć prenatalnych, preciążowych, predecyzjnych o posiadaniu dziecka. Gotowa byłam opuścić stanowisko, że nie ma nic gorszego na świecie niż nienawiść kobiet do kobiet.

Tak, ale bez względu na te wszystkie pre, na dnie, w samym korzonku zdania:
     — Nie wyobrażam sobie, że mogłam urodzić córkę.
jest potworna, kulturowo indukowana, nienawiść do własnej płci. I nie potrafię się powstrzymać, by po latach nie odpowiedzieć:
     — Pojebało cię, kobieto?

To nie były kobiety z Afganistanu. To nie były islamistki. To były Polki. Wykształcone. Powiedziały, co powiedziały na przełomie XX i XXI wieku. Przypomniałam sobie o tych historiach, czytając Chłopczyce z Kabulu (Mijo, dziękuję za tytuł). Zamyśliłam się nad tą książką. Pozwoliła mi dojść do wniosku, że dzietność w wielu krajach to wciąż ciężka psychoza a nie wybór. Nie daleko za górami, za morzami, ale za miedzą, na drugiej ulicy, w drugiej dzielnicy, w innym mieście Polski. A ja? Byłam wariatką zakładając ten blog. Ale zachwyconą swoim życiem.

     — Moja rodzina jest przedmiotem plotek. Kiedy nie masz syna, odczuwasz ogromny brak i wszyscy cię żałują.
     Azita mówi to tak, jakby to było prostym wyjaśnieniem.
     Posiadanie co najmniej jednego syna jest tutaj niezbędne do zyskania jako takiego statusu i dobrej opinii.
[…] obowiązkiem każdej mężatki jest jak najszybsze wydanie na świat dziecka płci męskiej — to jej najwyższe życiowe powołanie i kiedy się z niego nie wywiązuje, ludzie zaczynają podejrzewać, że jest z nią coś nie tak. Może przylgnąć do niej łatka dochtar zai, czyli „tej, która rodzi tylko dziewczynki”. Jest co prawda jeszcze większa zniewaga — mianowicie kiedy zupełnie bezdzietna kobieta zostaje napiętnowana jako sanda bądź choszk, co w języku dari znaczy „sucha” — lecz w kulturze patriarchalnej kobieta, która nie potrafi powić syna, jest w oczach społeczności — i we własnych — obciążona fundamentalną skazą.

*

— Musisz słuchać tego, o czym nigdy nie mówią.

*

Chłopiec oznacza triumf i sukces. Dziewczynka to upokorzenie i porażka. Chłopiec to bacza, co oznacza „dziecko”. Dziewczynka to ta „inna”: dochtar. Córka.

*

Afganistan to opowieść o pierwotnej formie patriarchatu. Pod tym względem opowieść ta rzuca też światło na historię Zachodu, na życie naszych pradziadów i prababek. Poznając mechanizmy funkcjonowania chorego afgańskiego systemu, możemy też uzmysłowić sobie, jak większość z nas — mężczyzn i kobiet, bez względu na narodowość i przynależność etniczną — od czasu do czasu utrwala problematyczną kulturę honoru, w której zarówno kobiety, jak i mężczyźni tkwią w tradycyjnych rolach płciowych. A robimy to, ponieważ te role wszystkim nam odpowiadają — albo dlatego, że tak nas wychowano i nie znamy niczego innego.

*

Czy opowieści o ustępstwach i oporze, tragedii i nadziei mogą występować obok siebie?
     W przypadku kobiet występowały obok siebie od zawsze.

*

Podszywanie się pod kogoś lub coś innego to doświadczenie wielu kobiet i mężczyzn, którzy cierpiąc ucisk, zapragnęli wolności.
     Tak na przykład było w przypadku geja służącego w amerykańskiej piechocie morskiej, który musiał udawać heteroseksualistę. Albo żydowskiej rodziny udającej protestantów w nazistowskich Niemczech. Albo czarnego mieszkańca RPA, który w czasach apartheidu starał się wybielić sobie skórę. Upodabnianie się do członka grupy akceptowanej i oficjalnie uznawanej to zarówno wywrotowy akt infiltracji, jak i ustępstwo wobec uciążliwego rasistowskiego, seksistowskiego lub jakiegokolwiek innego systemu dyskryminacji.

Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu.
Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie
,
(tłum. Justyna Hunia),
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

środa, 22 lipca 2015

     — Jestem introwertykiem zsocjalizowanym — powiedział.
Ryknęliśmy śmiechem. Bo wszystko było jasne. Przy jednym stole spotkali się ludzie, którym praca nad sobą oraz mądra miłość do zwierząt, w szczególności do psów i kotów, nie są obce.

Onka i Onek, bo mają dwa owczarki niemieckie,  Braszka, Sadownik i ja. Wczoraj. Świętowaliśmy. Pysznie jedząc. Kilka godzin wcześniej byliśmy dla siebie zupełnie o b c y. Ogniwem łączącym była Braszka, która miała nosa, że wspólny czas może być magiczny.

*

     — Jak tam dzieło twego życia? — zapytał.
Brzmiał fragment opowieści. Na pewno nie drwił, był ciekawy, życzliwy — założę się.

I przyszło mi do głowy, że nie wiadomo dlaczego upieramy się, że dzieło naszego życia musi być namacalne: posadzone drzewo, wybudowany dom, spłodzone dziecko, napisana książka, zajęte przez nas miejsce w encyklopedii.

A przecież dziełem życia może być zadanie właściwego pytania we właściwym czasie właściwej osobie. Dotarło do mnie. Dzisiaj.

***

Pozostawiam tu te historie, miejsca, ludzi.
Z wdzięcznością.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Kilka tygodni temu pomyślało mi się:

Uczucia i trochę organów wewnętrznych.
Całość obciągnięta skórą. Znaczy się człowiek!

*

W piątek jechaliśmy do Orzeszka i Białego Kruka. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego  — zmaltretowana oczną gadaniną mego organizmu — skupiłam się na oddechu.  Dotarło do mnie:

Póki oddycham, żyję
i doświadczam dobrostanu swego życia,
choćby nie wiem, co się działo.

*

Chronologicznie wczoraj było wszystko. Przegrany mecz siatkarzy, którym kibicowali Orzeszek, Biały Kruk i Sadownik. Burza. Drzewa na drogach. Objazdy. Zlikwidowane ulubione stacje benzynowe z kawą. W końcu SOR. Znów. Ale inny. Bezsilność. Strach. Nie z powodu ewentualnej diagnozy. Bałam się, że nie przyjmą, będą wrzeszczeć, nic nie powiedzą.

Myliłam się. Spotkałam Okulistkę swego życia. Mówiła do mnie spokojnie. Powiedziała co jest, dlaczego i co z tym należy zrobić. Traktowała jak człowieka rozumnego. Już wiem co, dlaczego i co dalej. Po raz pierwszy od trzech tygodni jestem spokojna i oftalmologicznie niesplątana. Nie puszczę już tej Pan Doktor.

*

Dziś. Wstałam rano. Zakropiłam oko i przypomniał mi się cytat na nieparzystej stronie:

I w pewnym sensie nie dzieje się nic. Ale jest to bardzo bogate i złożone nic.

Jon Kabat-Zinn, Życie. Piękna katastrofa,
(tłum. Dariusz Ćwiklak)
Czarna Owca, Warszawa 2013.

czwartek, 16 lipca 2015

dół. stąd do wieczności. wczoraj mnie złapał. z jednej beczki. bo oko. z drugiej beczki. bo nie umiem. bo nie umiem się nauczyć. bo nie dam rady. bo głupia, tępa, tragiczna ja. złożyłam broń.

dziś rano. wstałam. ok, wszystko jest beznadziejne. może nie dam rady, ale chociaż spróbuję.

*

Gepardzica. lekka na wspomnienie. porozmawiałyśmy. powiedziała coś, co i moim doświadczeniem było nie raz. no, to do przodu!

niedziałanie osłabia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 140
| < Lipiec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...