Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
sobota, 23 maja 2015

słowa. przyszły do mnie w czasie dzisiejszych zajęć. zapisałam. uśmiechnęłam się do siebie. uśmiechnęłam się do tych słów. bo przyszła odpowiedź, której nie mogłam namierzyć od wielu dni. odpowiedź, na którą czekałam. odpowiedź, która jest dla mnie wyzwaniem, drogowskazem, dużym zadaniem, ale i potrzebą serca.

piątek, 22 maja 2015

Sadownik & Jabłoń:
(w objęciach kuchennych, gdy w garnuszkach
grzeją się
Pani Soczewica i Pan Ogórek)

Jabłoń:
(z miłością)
Jesteś szajbus, wiesz?

Sadownik:
A który nieszajbus by z tobą wytrzymał?

Jabłoń:
(z dumą)
Żaden!!!

O tej książce napisać nic nie umiem. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa.

Jak powiadał Nietzsche: „Jeśli potrafimy odpowiedzieć życiu «dlaczego», to idziemy przed siebie, nie zważając na wszelkie «jak»”.

*

Nauczyć się żyć tu i teraz. Oto czego nauczyłam się o raku — pokazuje ci bliski koniec, po czym wypluwa cię z powrotem do świata, do codziennego życia z wszystkimi jego radościami i przyjemnościami, których doświadczasz teraz o wiele mocniej niż przedtem. Wiesz, że coś ci odebrano i coś dostałeś w zamian.

*

[…] jest coś jeszcze: czasami wydaje mi się, że tęsknię za życiem, którego nie przeżyłam. Po prostu mi żal.
     […]
     — Czego ci żal, Ellie?
     — Chyba żal mi, że nie byłam wystarczająco odważna.

*

Rezygnacja z nadziei na lepszą przeszłość to mocna koncepcja.

*

Tak, tak, jak wiesz, moja rodzina na zewnątrz wygląda bardzo dobrze, ale wewnątrz… wewnątrz jest tyle bólu.

*

— Czasem sobie myślę, że terapeuci przywiązują za dużą wagę do relacji międzyludzkich. Świat się na tym nie kończy. Ja nie mam ochoty stykać się z innymi ludźmi. Doskonale się bez nich obchodzę. Niektórzy po prostu lubią samotność.
     — Dobrze mówisz. Ja właśnie uważam, że relacje są najważniejsze. Wszyscy jesteśmy w nich zanurzeni i funkcjonujemy lepiej, jeśli łączą nas z ludźmi ożywcze, intymne więzi.

Irvin D. Yalom, Istoty ulotne,
(przeł. Paweł Luboński),
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

Odłożyłam . W praskim życiu rzuciłam się na świeżego Yaloma. Wiedziałam o tej publikacji kilka miesięcy wcześniej. Czekałam. Gdy ukazała się w papierze, czekałam na wersję elektroniczną. Doczekałam się.

Poniższy fragment mnie powalił i przemienił. Procedurę kontrolną w me życie wprowadził: czy robię coś, bo chcę, czy może dlatego, że należy, trzeba lub by czegoś uniknąć?

Pomyślało mi się, że są pytania, z których zadawania nie warto się zwalniać.

Nic cię nie pociąga za sobą, przeciwnie, jesteś popychany przez pewną wewnętrzną siłę, która zmierza do ucieczki przed lękiem i ryzykiem.

Jest Osoba, którą spotkałam na swojej drodze, choć nigdy nie znaleźliśmy się w tym samym punkcie czasoprzestrzeni. Ta Osoba. Niebywale świętująca swoją kobiecość. Z każdym Jej słowem rósł mój podziw dla kobiecości. Budziło się we mnie nieznane pragnienie świętowania własnej kobiecości. W ten sposób ta Osoba stała się moją Nauczycielką.

*

Przypomniało mi się, jak rok temu byliśmy całym Stadem w parku. Heniutka węszyła w trawie, a my rozmawialiśmy o tym, że orientacja seksualna jest niczym los na loterii — nie można jej sobie wybrać i przez całe życie jest się albo w większości — z wszystkimi związanymi z tym przywilejami — albo w mniejszości z wszystkimi trudnościami dotyczącymi nie tylko materialnego świata. Wyobraź sobie — zaproponowałam Sadownikowi — że ten świat urządzony jest inaczej, to my heterycy jesteśmy w mniejszości. Kobiety kochają kobiety. Mężczyźni kochają mężczyzn i nikt nie wyobraża sobie niczego bardziej naturalnego. Jest wypracowany przez tysiąclecia rytuał uświęconych spotkań w celu poczęcia nowego życia. I teraz pomyśl, że jesteśmy częścią takiego świata. Jak mam wytłumaczyć, że kocham mężczyznę, przecież to nienaturalne.

*

Niedawno dyskutowaliśmy. Nie pamiętam kontekstu. Pamiętam, że Sadownik powiedział: nie wyobrażam sobie, że mógłbym się kochać z mężczyzną. No cóż — uśmiechnęłam się od ucha do ucha i odpowiedziałam — ja sobie nie tylko potrafię to wyobrazić, ale czerpię z tego ogromną przyjemność i satysfakcję.

*

Kiedyś rozmarzyłam się, że wchodzi się do sklepów z odzieżą, a tam wszystkie możliwe numery i tęgości spodni, sukienek, a każdy ciuch we wszystkich możliwych kolorach. Nie ma podziału na płeć. Pani bierze spodnie. Pan bierze kwiecistą sukienkę. Idziesz po ulicy i… co najwyżej widzisz pięknego człowieka. Nie byłoby łatwo, ale fascynująco. Gdy teraz o tym piszę, przypominają mi się słowa Olgi Tokarczuk z wstępu do książki Judith Butler.

Co kryje się bowiem pod pojęciami „kobiety” i „kobiecości”? Co mieści się w tym zbiorze i co wyznacza tę cechę? I co to w ogóle znaczy „kobieta” i „mężczyzna”?
     Weźmy film
Gra pozorów Neila Jordana, w którym bohater zakochuje się w pewnej kobiecie. Nie ma co do swojego uczucia żadnych wątpliwości, podobnie jak nie ma wątpliwości, że obiekt jego uczucia jest kobietą, ponieważ  w y g l ą d a  jak kobieta. Okazuje się jednak, że to powierzchowne wrażenie jest mylne i ukochany obiekt jest raczej mężczyzną. Nasz bohater „zakochał się w kobiecie”, lecz po odkryciu, że obiekt nie jest kobietą, jego miłość nie mija.

Olga Tokarczuk, „Kobieta nie istnieje” w książce
Judith Butler, Uwikłani w płeć,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

***

Jeśli chodzi o orientację seksualną dostała mi się w tym życiu heteroseksualna karta. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi. Jeśli chodzi o orientację estetyczno-intelektualną to zdecydowanie jestem bi i… uwielbiam to. Sięgnęłam więc po tę książkę, ponieważ mam świadomość, że jestem w większości, mam w związku z tym masę przywilejów i klapki na oczach. Chciałam poznać inne perspektywy. Na raz nie dałam rady. Przeczytałam pół. Odłożyłam. Przeczytałam inną. Wróciłam. Skończyłam. Było warto.

     — Tak? — uśmiecham się kokieteryjnie. — A co takiego pana fascynuje w kobietach?
     — Delikatność! — odpowiada bez namysłu. — Te słodkie fatałaszki, pończoszki… Intryguje mnie, jak się czuje człowiek ubrany w coś takiego. Jaką trzeba mieć osobowość, żeby czuć się w tym dobrze. I ja chcę mieć tę osobowość — na chwilę, na dwie. A potem bezpiecznie wrócić do swojego ciała.

*

Do Paryża przyleciałam na zaproszenie dwóch innych pań: Carli Boni i Marie-Laure Picard. Kilka dni wcześniej stały się najsłynniejszą parą we Francji. Sąd przyznał im obu równe prawa rodzicielskie do trzech dziewczynek urodzonych przez Marie-Laure. To nie lada precedens w kraju, w którym jeszcze w 1982 roku homoseksualizm był przestępstwem.

*

     — Wczoraj na stołówce jeden chłopak powiedział mi: „Kocham cię tak bardzo, że zrobię dla ciebie wszystko”. A ja spojrzałam mu w oczy, o, tak głęboko — Gulietta zwęża oczy i rozchyla usta. „Naprawdę wszystko?” „Wszystko”. A ja: „To zjedz za mnie brokuły!”

*

A tu — podsuwa mi opasłą książkę historyczną — znajdziesz informację, że do XII wieku homoseksualiści mogli wychowywać dzieci. Zabroniono im tego dopiero w czasie krucjat, kiedy Kościół potrzebował pieniędzy. Bo jeśli ktoś umierał bezdzietnie, jego majątek łatwiej przejmował kler.

*

     — Ludzie mówią: jesteś gejem, to znaczy, że nie chcesz mieć dzieci. A ja zawsze chciałem — wzrusza ramionami Sebastian. Smaruje kolejną tartinkę, którą dziewczynka połyka w całości. — Ostatnia, kotku, będziesz grubaskiem. Mamy spory kłopot z Coco, bez ustanku je. Nie wiesz, co z tym zrobić?
     Ma trzydzieści siedem lat. Przystojny brunet, dyrektor personalny w dużej firmie.
     Paul, czterdzieści siedem lat, delikatnej urody, o kobiecych ruchach, jest lekarzem. W stanie wojennym woził dary do kościołów w Polsce. Ich miłość trwa już dwadzieścia lat.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Beznadziejna ucieczka przed Basią.
Reportaże seksualne
, W.A.B., Warszawa 2007.

czwartek, 21 maja 2015

Naprawdę nie wiem, gdzie zacząć stare nowe popraskie życio-pisanie. Z dylematów wyrywają mnie zobowiązania. A gdy wracam do siebie, znów nie wiem.

Czy zacząć i zostawić kilka słów o magii lotnisk? Leciałam jakimś małym czymś, więc z płyty głównej lotniska, na którą dowieziono pasażerów autobusem. Wcześniej, czekając przy ostatniej bramce, na poziomie „0” miałam okazję po raz pierwszy obserwować: tankowanie dużego samolotu, załadunek cateringu — jaka cudna ciężaróweczka z podnoszoną do góry częścią właściwą! — wachlowanie walizkami i… wisienka na torcie: wypychanie samolotu przez bardzo sprytny pojazd, co szybę przednią i tylną miał w tym samym rozmiarze, a w środku pan kierowca dysponował obrotowym fotelem — miodzio! I popłakałam się ze wzruszenia, widząc ile osób w bardzo zorganizowany sposób krząta się przy jednym samolocie, by zwykły człowiek mógł bezpiecznie odlecieć i wylądować w innym miejscu świata.

Czy wspomnieć i zostawić parę słów o łzach? Uderzyło mnie w trakcie praskiej przygody, że gdy ludzie widzą łzy natychmiast pytają. Coś się stało? Z czymś ci pomóc? O jej, kto cię skrzywdził? Łzy… dotarło do mnie, że nie notuję bez nich dnia. Mokną mi oczy za każdym razem, gdy się wzruszam, gdy przesadzę ze śmiechem, gdy coś poruszy we mnie nieznany mi kawałek, gdy czuję wdzięczność, gdy łapię kontakt ze swoimi uczuciami, ze sobą lub z tęsknotą za sobą. A w Pradze tak właśnie było.

Czy? Tak, tak, tak! O tym na pewno — książki będą musiały poczekać. No więc, upłakałam się do łez, gdy zobaczyłam poniższe zdjęcie. Są na tym świecie koty, które mruczą: poczytaj mi, Mamo! I Mama czyta o pewnej Suni, o pewnych ludziach, o pewnej historii miłości wielu…

wtorek, 19 maja 2015

Student:
(przez telefon)
Gdyby nie wczorajszy seks,
dzisiejszy wypadek i moje dobre serce,
poszedłbym dziś spać.

(mija godzina)

Student:
(po wyartykułowaniu w drzwiach słów „wydymany mąż wita żonę”)
Moja żona pójdzie spać, potłuczony Cappuccino
przytuli się do swojej żony i też pójdzie spać,
a ja… będę pisał.

Jabłoń:
(bez empatii ryknęła śmiechem)

poniedziałek, 18 maja 2015

już tak mam. w nowych miejscach jestem wyjątkowo czuła. na zapachy, kolory, smaki i… nuty. pierwszą melodią, którą usłyszałam, będąc pierwszy raz w Pradze, była ta. dlaczego nie byłam zdziwiona… lecz bardzo mile zaskoczona.

Falling Slowly, z filmu Once.

***

everything might be a problem or a blessing. what's your choice?

Jabłoń:
(przy dzisiejszym śniadanku)
Będąc już w Pradze, dowiedziałam się,
że wcale mnie w niej nie będzie,
jeśli nie pójdę na most Karola.

Sadownik:
No i co, byłaś?

Jabłoń:
Byłam!

Sadownik:
A selfi masz?

Jabłoń:
Nie.

Sadownik:
To nie byłaś!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 135
| < Maj 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...