Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
środa, 15 sierpnia 2018

trzy magiczne słowa:
wybór. wysiłek. odpoczynek.
pakiet — receptura — magiczna mikstura — wio.

*

wybór. zdziwiona jakby nielekko. bo wybór? ale jak to? szkoła, zawód, praca, miasto, partner — przecież już dawno zdecydowała. wybrała. amen. i kropka. znów wybierać? ale co? codziennie? każdego dnia częściej niż myśli?

wybór. taki przez malutkie wu. jakie poczucie wolności, a nie zasranego obowiązku, daje.

wysiłek. „sie wie”. ale! nie chodzi o taki, co stąd do wieczności, co zdrowie i przyjaciół zabiera.

wysiłek. trzydzieści sekund. piętnaście powtórzeń. pół godziny. ani grama więcej.

odpoczynek. obowiązkowy, nienegocjowalny, niewymienialny na „jeszcze tylko to”.

odpoczynek — mus, jeśli nie umiesz teraz inaczej, nim nie wejdzie ci w krew.

*

niektórzy musieli dwa razy nogę połamać, by odkryć i zrozumieć do szpiku kości ten schemat — żadnego z tych słów nie można wyrzucić, pominąć, przesunąć, powielić po wielokroć. to znaczy można, ale to nie najlepiej się skończy.

wio.  ¡el reksio! też.


Tengo cincuenta y dos reksios:

Boli, gdy czyta się tę książkę. Dzięcięca naiwność granicząca z żelazną, bo dziecięcą, logiką, magiczne myślenie, ale też niedająca się oszukać dziecięco świeża spostrzegawczość. Boli. Dotyka czegoś w dorosłym życiu i doświadczeniu, nie pozwala przejść obojętnie obok. Po tej książce raczej się milczy, niż rozrzuca słowa. Boli. I tak ma być.

     — Ale to chyba nic złego bać się śmierci — powiedziałem.
     — To w ogóle nic złego bać się
.
     — Pani jest łatwiej, bo miała pani już dawno umrzeć.
     — Możliwe.
     — I naprawdę się pani nie boi śmierci?
     — Nie.
     — Bo ją pani widziała?
     — Bo na pewno przyjdzie. A teraz ważne jest, żebyśmy się skupili i zrobili najlepsze ciasto, na jakie nas stać
.
     — Ale tak naprawdę to co jest ważne?
     — Tak naprawdę w tej chwili nie ma nic ważniejszego od zrobienia ciasta.
     Dziwna kobieta, ale chyba faktycznie tak uważała
.

*

I jeszcze wykombinowałem, że skoro dziadek nie był Żydem, to zostaje połowa, tata też nie był i już jest ćwierć, więc jestem Żydem tylko w jednej czwartej, tyle że nie wiem, kim jest reszta mnie, no i do tego dochodzi bycie w całości Polakiem, bo ciotka mówiła, że Żydzi są i Amerykanami, i Holendrami, i kimś tam jeszcze. Nawet podobno Niemcami, ale to akurat nie może być prawda.

*

Leżałem, słuchałem nocy i myślałem, że chciałbym dorwać tego, kto to wszystko zaczął, tę sprawę z Żydami, Arabami, Polakami, Amerykanami i całą resztą. Kto był pierwszym Żydem i skąd o tym wiedział, albo kto go tak nazwał, bo przecież ktoś to wszystko kiedyś wymyślił.

*

Chciałem jej powiedzieć, żeby się nie martwiła. Tylko nie zawsze, jak coś czułem, to umiałem o tym powiedzieć, ale im bardziej czułem, tym bardziej chciałem mówić — wtedy czasami wybierałem inny temat, było tylko ważne, żeby też wywoływał emocje.
     — Jak się zabiła babcia?
     — Dlaczego chcesz to wiedzieć?
     — Czy w tej rodzinie, zanim ktoś mi odpowie, jeśli w ogóle, to musi pytać dlaczego
?

*

Zawsze myślałem, że tak już jest, że niektóre kobiety mieszkają z innymi kobietami, ale dopiero w szkole mi August powiedział ze śmiechem, że to są lesby i że tak samo jak pedałów, niektórzy ich nie lubią. Nie wiedział dlaczego. Wtedy mama zaprowadziła mnie do Estery, żebyśmy sobie porozmawiali o tym, kogo można kochać i że kogo się chce, jak się jest dorosłym, chociaż zawsze się znajdzie ktoś, komu to nie pasuje. Proste, temat skończony, potem do niego nie wracaliśmy, ale w szkole chłopaki czasami cały czas się wyzywają od pedałów, tyle że my z Augustem nie, przez ciotkę, bo ostatecznie jest w porządku.

*

     — To co, za zdrowie — powiedziała mama.
     — I za tych, co przeżyli — dodała pani Maria.
     — I za tych, co nie. — To dziadek
.

*

No i na chwilę mak zasiał ciszę, jak się mówi.

*

Czasami sobie myślę, że ten cały alshajmer to wcale nie taka głupia choroba, wygodna, bo człowiek spokojnie zapomina sobie, każdego dnia coś i coś, a przecież są takie rzeczy, których nikt nie chce pamiętać, i dziadek ma to po prostu z głowy, na dobre. A o całej reszcie już my mu przypomnimy.

*

Jak się ma za dużo, to nic nie jest ważne.

*

[…] patrzyliśmy raczej na siebie, tak żeby zobaczyć, co ten drugi robi, a nie, jak mu jest.

*

Nie wiedziałem, jak się mówi z mężczyzną o takich rzeczach, on zresztą też nie wiedział. W tym milczeniu między nami, w tym trzymaniu się obok siebie, pomimo tego, że zazwyczaj mieliśmy różne tempo, w tym, że szedłem poboczem, a on środkiem drogi, chociaż zawsze szedł drugim poboczem, było w tym wszystkim coś o miłości.

*

Czasami wydaje mi się, że nie poruszam się w czasie jak dawniej. Bo chociaż wszystko pędziło do przodu, kolejne dni i trawa na polu dziadka, to coś we mnie się zatrzymało. I było uparte, nie chciało już iść.
     Zimny wiatr ze środka, który czułem każdego dnia, zmieniał się w kamień, coraz cięższy i cięższy. Bo można umrzeć
.

*

     — Chcesz porozmawiać? — zapytała, wstawiając wodę na herbatę.
     — Gadaniem to się niczego nie załatwi. — Słyszałem, jak w szkole tak mówiła jedna nauczycielka do drugiej.
     — Przeciwnie.
     I miała na to kilka dowodów, bo uważała, że język jest pierwszy, w sensie nie w buzi, że słowami można zmienić świat
.

*

[…] w kolacji mieszkała przyszłość, ze swoimi obietnicami tego, jak inaczej mogą smakować potrawy, których nigdy nie jedliśmy.

Robert Rient, Duchy Jeremiego,
Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)



Ten ruch, na który nie mam wpływu, chociaż wydaje się łatwy. Zostawić za sobą kawałek podłogi i ruszyć dalej.

(tamże)

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Jabłoń:
(przy niedzielnym deserze)
No! To Odznakę Ozdoby Ogniska Domowego zdobyłam!

Sadownik:
Gdybym miał kolorową drukarkę, wydrukowałbym ci dyplom.

*

Sadownik & Jabłoń:
(potem poszli do kina na „Zimną wojnę”,
zachwycili się zdjęciami i światłem,
a po wyjściu nawzajem zadali sobie pytanie
)
O czym właściwie był ten film?

Konflikt izraelsko-palestyński mamy od jakiegoś czasu w ulu opanowany. Żyjemy ze sobą (szczęśliwie dość) wśród (pomimo?) zasadniczych różnic: temperaturowych (Sadownik zapina kurtkę przy –20ºC, Drzewko w wełnianych skarpetkach lata po ulu prawie cały rok), płci (mężczyzna i kobieta — to rodzi czasem wielkie konflikty!), czytelniczych (Sadownik głównie słucha książek, Drzewko obcuje z typografią).

Największą, dzielącą nas różnicą, są poglądy społeczno-ekonomiczne. Kompletnie nie wiem, jak to się stało, że mieszkam z zakutym neoliberalnym łbem, co oburza się na dodatkowe opodatkowanie zarobków powyżej miliona. Dolewam oliwy do ognia, pytając, jaki zawód daje rok w rok takie dochody i jakie za tym stoją korzyści dla całego społeczeństwa, bo chyba nie chodzi o pracę chirurga czy nauczyciela? I oboje rozpalamy się… Nie stać nas — peroruje Sadownik. A Szwecję po II Wojnie Światowej było stać? — pyta Drzewko. I płoniemy… Konsensusu na horyzoncie nie widać.

Judt stanąłby po mojej stronie — pomyślałam z przekąsem wczoraj, nim wróciłam do książki, o której poniżej.



fragment fot. źródło.

Zajmuję się ostatecznie tym, co zawsze chciałem robić — i jeszcze mi za to płacą. Większość ludzi nie ma takiego szczęścia. Praca w większości zawodów jest przeważnie uciążliwa, nie przynosi bogactwa ani nie zapewnia utrzymania. A jednak (jak nasi przodkowie z epoki wiktoriańskiej) znów uważamy bezrobocie za stan wstydliwy, coś w rodzaju skazy charakteru. Świetnie zarabiający spece są pierwsi do prawienia „księżniczkom na zasiłku” kazań o moralnej ohydzie finansowej zależności, niestosowności pobierania świadczeń z kasy publicznej oraz zaletach ciężkiej pracy. Powinni przez jakiś czas sami spróbować, jak smakuje.

*

Najlepszym miernikiem niewoli, w jakiej ideologia utrzymuje ludzi, jest ich zbiorowa niezdolność do wyobrażenia sobie innych rozwiązań. Świetnie wiemy, że ślepa wiara w nieregulowany rynek jest zabójcza. Bezwzględne stosowanie w słabych krajach rozwijających się postanowień znanych do niedawna jako „konsensus waszyngtoński”, kładących nacisk na surową politykę fiskalną, prywatyzację, niskie cła i deregulację, pozbawiło miliony ludzi środków utrzymania. Tymczasem rygorystyczne przestrzeganie „zasad handlowych” dotyczących dostępności podstawowych leków doprowadziło do znacznego skrócenia średniej długości życia w wielu regionach świata. Ale, jak głosi nieśmiertelna maksyma Margaret Thatcher, „nie ma innego wyjścia”.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

Tak, chciałabym by Sadownik przeczytał książkę Szymaniaka. Nie ma jej jednak w audiobuku, więc na razie jestem bez szans. To książka nie o szaleństwie ekonomicznym ( I, II, III), lecz o neoniewolnictwie wyhodowanym w świetle rodzimego, kreatywnie podkręconego do granic możliwości, neoliberalizmu. To książka o patriotycznym, białym, polskim niewolnictwie, o świecie, w którym żyjemy Ty i ja, w którym najprawdopodobniej mamy „dużo lepiej”, a to oznacza, że przynajmniej nie powinniśmy zamykać oczu.

Książka obowiązkowa dla tych, którzy uważają, że na ich krwawicy pasą się bezdomni, bezrobotni i kobiety, które „dzięki” 500+ „zostały” w domu, czyli wykluczani. Ja kwituję te zapędy jednym zdaniem: zamień się, skoro to takie fantastyczne życie. Ale! Nie ma żadnego „ale”, zamień się! Choćby na tydzień.

     – Przez lata wmawiano nam, że ten, co daje pracę, jest dobroczyńcą, bohaterem narodowym, a ten, co łaskawie został zatrudniony, powinien być bezkrytyczny, wdzięczny i całować po rękach swojego pana. Teraz mamy efekty. Zysk jest ważniejszy od człowieka, a przecież nie tylko firmy, ale i pracownicy płacą podatki — mówi Iwona Mandat i zamyśla się na dłuższą chwilę. — Społeczeństwo tak nauczono, że jak ktoś zarabia mało, to na pewno jest niewykształcony i to jego wina, bo się mało uczył. Mówią mu: „Każdy jest kowalem swojego losu, jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. W naszym kraju panuje przekonanie, że jak ktoś nie jest szefem firmy, to sam sobie winien, bo mógł się bardziej postarać. A życie nie jest takie czarno-białe — dodaje.

*

[…] siłą polskiej gospodarki jest jej słabość, czyli niskie koszty pracy. A na te składają się między innymi kiepskie wynagrodzenia, liczne umowy śmieciowe i brak pakietów socjalnych.

*

Z wyliczeń ekspertów Fundacji Kaleckiego wynika, że zwolnienia podatkowe w latach 1998–2013 we wszystkich specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce wyniosły łącznie 14,6 miliarda złotych. Gdyby zaś zwolnienia podatkowe z lat 2010–2012 przeliczyć na utworzone miejsca pracy, to okazałoby się, że za jedno z nich z kieszeni podatnika zapłacono 139 tysięcy złotych.

*

Nie mamy prawa mówić. Nie mamy prawa mieć swojego zdania. Nie mamy prawa się popsuć. Mamy prawo zapierdalać — mówi Krzysztof. — Niedawno przyszedł do nas menedżer. Pochwalił nas, bo okazało się, że jesteśmy tańsi od Chińczyków i najwydajniejsi na świecie. Tylko że to się w żaden sposób nie przekłada na nasze wynagrodzenia. Na koniec powiedział, że czuje do nas respekt. Nie szacunek, ale respekt, bo tacy jesteśmy zajebiści.
     Arkadiusz uważa, że kiedy władzę w firmie przejęli Polacy, to Toyota zamieniła się w typowy polski zakład
.

*

Pan Henryk uważa, że Polacy robią zakupy tam, gdzie jest tanio, bo za mało zarabiają. Nie widzą jednak, że ich oszczędności wynikają głównie z tego, że sieci handlowe przerzuciły koszty na pracowników, dostawców i system emerytalny, a same mają się świetnie.

*

Obiecywali nam wolny rynek, równe szanse. Niewidzialna ręka wszystko wyreguluje. A potem wyszło, że ta niewidzialna ręka to pacynka sterowana przez tych, co mają pieniądz — dodaje.

*

Widzi pan, jak się tyle pracuje, to już się nie ma czasu na życie. Człowiek wraca do domu i jedyne, co chce, to spać. Ale i to nie zawsze można, bo przecież są obowiązki. A to zakupy trzeba zrobić, a to posprzątać, czasem gniazdko naprawić. Jak spać nie ma kiedy, to o książkach się nie myśli. Piramida Maslowa, panie.

*

— Myślałem, że w Polsce jest inaczej niż na Ukrainie, gdzie bogaty zawsze ma rację i wygrywa z biedniejszym, bo stać go na łapówki. Myślałem, że u was jest uczciwiej niż u nas. Myślałem, że wy macie Europę, że jesteście już Zachodem, ale wyszło, że jesteście Zachodem, ale dzikim — dodaje [Oleg].

*

Polski kapitalizm prawie każdego skrzywdził. Prekariusza, bo dał mu groszową płacę i poczucie, że jest śmieciem w oczach swojego pracodawcy, że jego praca jest nic niewarta, a na jego miejsce czeka 20 chętnych, więc jak się nie podoba, to wypierdalaj. Menedżera, bo dał mu duże pieniądze, poczucie wartości, ale zapędził w ciężką orkę, pracę non stop i poczucie, że skoro nie jesteś prekariuszem, zarabiasz 10 razy więcej niż wszyscy, to sprzedałeś duszę i musisz teraz odpracować ten cyrograf.

*

[prof. Andrzej Szahaj] Warszawa jest wielkim beneficjentem zmian i to jest paradoksalnie pewien problem dla Polski, bo polskie elity ekonomiczne, polityczne, naukowe i medialne żyją w miejscu, które odniosło wielki sukces. Z tego punktu widzenia trudno dostrzec, że nie wszędzie jest tak dobrze. Warszawa to taka bańka, przez którą trudno bez wysiłku się przebić i zobaczyć, co jest poza nią. A to często zupełnie inny świat.

Marek Szymaniak, Urobieni. Reportaże o pracy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.



niedziela, 12 sierpnia 2018

na suficie przy porannej kawie wypatrzone.

Każde miejsce może być głuszą w porównaniu z jakimś innym.

*

Co to znaczy być kochanym przez pociąg? Miłość, jak mi się wydaje, to taki stan, w którym człowiek jest sobą, czerpiąc z tego najgłębsze zadowolenie. Jeśli brzmi to paradoksalnie, przypomnijmy sobie przestrogę Rilkego: miłość polega na tym, że zostawiamy ukochanej osobie przestrzeń, w której może być sobą, zapewniając zarazem bezpieczeństwo, by mogło rozkwitać jej Ja. […] Najszczęśliwszy byłem wtedy, kiedy sam dokądś podążałem, a im dłużej to trwało, tym lepiej. Spacer sprawiał przyjemność, jazda rowerem — radość, fajnie było jechać autobusem. Ale pociąg zapewniał istny raj.

*

Najbardziej chyba przygnębiającym skutkiem mojego schorzenia – bardziej nawet przytłaczającym niż jego konkretne, codzienne objawy — jest świadomość, że już nigdy nie pojadę pociągiem. Ciąży mi ona jak wieko z ołowiu, wtłaczając mnie coraz głębiej w ponurą świadomość końca, jaka towarzyszy naprawdę śmiertelnej chorobie: zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nigdy już nie będzie. To coś więcej niż utrata przyjemności, odebranie wolności, a szczególnie nowych doświadczeń. Jak się wyraził Rilke, jest to utrata siebie — a przynajmniej tej lepszej części siebie, która najłatwiej odnajdywała spokój i zadowolenie. Nie będzie już Waterloo, wiejskich stacyjek, nie będzie samotności. Nie będzie stawania się, tylko niekończące się trwanie.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

Czysty przypadek. A może synchroniczność? W środku tego tygodnia statystyki ibukowego portalu „doniosły”, że Judt się kupuje, zaznacza do upolowania. Judt? Nie, książek historycznych nie czytam — splot neuronów zupełnie nie mój. Co mnie podkusiło, by klik, klik i dowiedzieć się, że ta książka, to wydawnictwo, tylko sześć lat temu, czyli wydawniczy wiek temu? Nie wiem, ale klik, klik, na stronie wydawnictwa poznawczy error — że książka w papierzu niedostępna (rozumiem), i… że ibuk niedostępny też, cóż to znaczy? W desperacji w przeszukiwarkę isbn ibuka wklepałam wraz z frazą „gdzie mogę kupić” i… dziewictwo złodziejskie stracone — mam książkę za jednym klik (a nie klik, klik, blik) na dysku, tyle że w pedeefie — nie byłam brzydliwa, skoro inaczej się nie da (dziwny ten kapitalizm).

„Mężczyzna musi być twarda” głosi stereotyp… dzięki Bogu niektórych stereotypy nie interesują. Historyk… gatunek człowieka zupełnie mi nieznany i niespotykany w moich drzewnych światach i powidokach. I masz! Tak pięknej i tak mądrej książki — delikatnością, wrażliwością i intelektem pisanej — nie czytałam od wieków wydawniczych. Łzy wzruszenia, śmiech, zaduma — wszystko było. Wciąż jest!

Wszystko było, również niezgoda z perspektywą Autora w jednym z rozdziałów. Wszystko umożliwił cudownie deszczowy dzień — niezbędna wczoraj synchroniczność?

Dla mnie najmilszą częścią zimowych wakacji były zawsze wczesne popołudnia, kiedy porzucało się monotonne rozrywki na śniegu na rzecz ciężkich foteli, gorącego wina, treściwego wiejskiego jadła i długich wieczorów spędzanych we wspólnej sali, gdzie można się było odprężyć w towarzystwie obcych ludzi. […] Podczas tamtych wakacji [Rachel Roberts] nauczyła mnie pokera, różnych sztuczek z kartami oraz tylu brzydkich słów, że nie starczyło mi czasu, żeby je zapomnieć.

*

Co noc, przez kolejne dni, tygodnie, miesiące, a teraz już ponad rok, wracam do tego pensjonatu. Przemierzam znajome krótkie korytarze z wytartymi kamiennymi stopniami, zasiadam w jednym z dwóch, a może trzech foteli — tak się pomyślnie składa, że nikt ich nie zdążył zająć. I wtedy, gdy z życzenia z dość niezawodną pewnością rodzi się myśl, wyczarowuję, segreguję i porządkuję opowieść, wywód albo przykład, które planuję wykorzystać w czymś, co napiszę następnego dnia.

*

 Kto w takich warunkach potrafiłby się lepiej spisać? Odpowiedź brzmi oczywiście „lepszy ja” i zaskakujące, jak często życzymy sobie, żeby być lepszą wersją nas samych, wiedząc aż nazbyt dobrze, jak trudno było się stać tym, kim jesteśmy.

*

O wartości tych szkiców przesądza zasadniczo impresjonistyczny efekt: fakt, że udało mi się powiązać i przepleść prywatne z publicznym, wyrozumowane z intuicyjnym, przypomniane z odczuwanym.

*

Nie traci się̨ chęci, żeby się̨ przeciągnąć, schylić, wstać, położyć, pobiec, czy nawet pogimnastykować. Kiedy jednak przychodzi taka ochota, nie jesteś w stanie nic, dosłownie nic zrobić, możesz tylko szukać  jakiejś drobnej namiastki albo znaleźć sposób na stłumienie tej myśli i towarzyszącej jej pamięci mięśni.

*

Przyjemności, jakie daje lotność umysłu, są znacznie przeceniane — jak się teraz przekonuję — przez tych, którzy nie muszą polegać wyłącznie na nich. To samo można powiedzieć o dyktowanych dobrymi intencjami zachętach do poszukiwania niefizycznej kompensacji fizycznej niemocy. Daremne starania. Strata jest stratą, nic nie zyskamy, nadając jej przyjemniejszą nazwę. Moje noce są ciekawe, ale mógłbym obejść się bez nich.

*

Tony Judt
(1948–2010)

fot. źródło.

*

[…] przez trzy pokolenia uczniów zwany: „Joe”. Ten wychudły mizantrop miał za sobą jakieś nieokreślone przejścia wojenne — albo to my tak tłumaczyliśmy sobie jego nieprzewidywalne nastroje i pozorny brak poczucia humoru. Tak się składało, że Joe miał sardoniczne wyczucie absurdu i, jak się później przekonałem, był bardzo ludzki. Ale jego wygląd zewnętrzny – całe metr osiemdziesiąt, od za dużych półbutów do rozczochranych, przerzedzonych włosów — budził strach w nastoletnich chłopcach, co dla pedagoga było nieocenionym atutem.

*

Nie było pochwał, nie było ciepłej, mętnej poufałości, nic nie łagodziło ciosu, który miał nastąpić. Joe zamaszystym krokiem podchodził do stołu, ciskał książki, a sam rzucał się do tablicy (albo rzucał kredą w któregoś z nie dość uważnych uczniów) i dawał z siebie wszystko: pięćdziesiąt minut intensywnej, nieprzerwanej, skoncentrowanej lekcji języka.

*

Dziś ktoś taki jak Joe nie mógłby funkcjonować. Miał szczęście, że nie musiał zarabiać na życie uczeniem we współczesnej szkole średniej — nawet jak na tamtą epokę był haniebnie niepoprawny politycznie. Świetnie rozumiejąc, że jedyną konkurencją dla jego monopolu na naszą uwagę może być zainteresowanie płcią przeciwną, brutalnie tłumił nasze kiełkujące popędy: „Jeśli chcecie dokazywać z dziewczynami, nie marnujcie mojego czasu! Możecie je mieć, kiedy zechcecie, ale tu macie jedyną szansę na nauczenie się języka, a jednego z drugim nie da się pogodzić. Jak zobaczę któregoś z dziewczyną, fora ze dwora!”.

*

Zdumiewająco wielu z nas podjęło pracę w zawodach odpowiadających naszym talentom i zainteresowaniom, które wcześnie dały znać o sobie. Rocznik 1966 wyróżnił się, jeśli chodzi o wybór drogi zawodowej: ani przedtem, ani potem nie było grupy, z której tak wielu znalazło zatrudnienie w oświacie, służbie publicznej, dziennikarstwie wysokich lotów, kulturze i wolnych zawodach nieprzynoszących dużego zysku.

*

[…] uważnie wysłuchał wszystkiego, co miałem do powiedzenia, traktując to nadzwyczaj poważnie, po czym spokojnie i stanowczo dokonał krytycznego rozbioru w sposób, który mogłem zarówno zaakceptować, jak i uszanować.
     Na tym polega uczenie, a także określony rodzaj liberalizmu — taki, który w dobrej wierze podejmuje dyskusję z krytycznymi (lub zwyczajnie błędnymi) opiniami mieszczącymi się w szerokim spektrum politycznym.

*

Równość szans i równość wyników to nie to samo. […]
     Moje pokolenie uważało się za radykalne, a zarazem elitarne. Jeśli wydaje się to sprzeczne, to jest to niekonsekwencja wywodząca się z określonej odmiany liberalizmu, którą przyswajaliśmy sobie w trakcie naszych studiów. Tak właśnie niekonsekwentny był patrycjusz Keynes, kiedy dla dobra ogółu finansował Royal Ballet i zakładał Arts Council, pilnując przy tym, by obiema instytucjami kierowali prawdziwi znawcy. Jest to niekonsekwencja merytokracji: dać każdemu szansę, po czym zapewniać przywileje utalentowanym.

*

Już niedługo przekładanie istnienia na myśl, myśli na słowa, a słów na porozumienie stanie się dla mnie zbyt trudne. Będę uwięziony w retorycznym krajobrazie swoich wewnętrznych refleksji.
     Choć bardziej dziś współczuję ludziom zmuszonym do milczenia, nadal pogardzam kulawym językiem. Gdy sam nie mogę się już komunikować z otoczeniem, bardziej niż kiedykolwiek doceniam znaczenie aktywnej komunikacji dla życia społecznego: jest nie tylko środkiem, dzięki któremu tworzymy wspólnotę, ale i częścią tego, co wspólnota oznacza. Bogactwo słów, w jakim zostałem wychowany, stanowiło samo w sobie publiczną przestrzeń, a odpowiednio zachowanych publicznych przestrzeni właśnie nam dzisiaj brakuje. Jeśli słowa zniszczeją, co je zastąpi? Są wszystkim, co mamy.

*

Jedni mężczyźni zmieniają żony. Niektórzy zmieniają samochody. Jeszcze inni zmieniają płeć. W kryzysie wieku średniego chodzi o to, by robiąc coś szokująco odmiennego, wykazać, że młodość jeszcze trwa. „Odmienny” to co prawda pojęcie względne — ktoś, kto zmaga się z takim kryzysem, robi przeważnie to samo co wszyscy inni, i stąd wiemy, że mamy do czynienia z kryzysem wieku średniego. Mój się jednak trochę różnił. […] Poradziłem sobie wszakże na swój sposób. Nauczyłem się czeskiego.

*

[…] dzięki nauce czeskiego stałem się zupełnie innym naukowcem, historykiem i człowiekiem. Czy byłoby inaczej, gdybym na przykład wybrał język polski? Moi przyjaciele z pewnością tak uważali — dla nich czeski był  m a ł y m  językiem słowiańskim (podobnie rosyjscy koledzy wyrażali się później o polskim). W sposób niewytłumaczalny wybrałem specjalizację w czymś, co dla nich było odpowiednikiem, dajmy na to, historii Walii. Ja odczuwałem to inaczej — specyficznie polskie (lub rosyjskie) poczucie kulturalnej wielkości było czymś, czego właśnie chciałem uniknąć. Wolałem takie typowo czeskie cechy, jak zwątpienie, kulturowa niepewność, sceptyczna autoironia.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

Nasza wiedza o ruchach ideologicznych i politycznych wystarczy, by nieufnie traktować wykluczającą solidarność we wszystkich jej odmianach. Należy dystansować się nie tylko od jawnie niesympatycznych izmów — faszyzmu, jingoizmu, szowinizmu — ale i od bardziej kuszących wersji: oczywiście komunizmu, lecz także nacjonalizmu i syjonizmu. Jest jeszcze duma narodowa. Dwieście lat z górą po tym, jak po raz pierwszy sformułował to Samuel Johnson, patriotyzm — o czym może zaświadczyć każdy, kto ostatnią dekadę spędził w Ameryce — wciąż stanowi ostatnie schronienie łajdaka.

*

[…] zdecydowane, bezwarunkowe rodzaje lojalności – wobec kraju, Boga, idei czy człowieka – zaczęły mnie przerażać. Cienka powłoka cywilizacji zależy od iluzorycznej być może wiary w nasze wspólne człowieczeństwo. Czy jest jednak iluzoryczna, czy też nie, dobrze będzie się jej trzymać. Ta właśnie wiara — hamująca złe postępki — pierwsza pada ofiarą wojen lub zamieszek.
     Przypuszczam, że wkraczamy w niespokojny czas. Nie tylko terroryści, bankierzy czy klimat zniszczą nasze poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Sama globalizacja — ta „płaska” ziemia z tak wielu fantazji o pokoju — stanie się źródłem strachu i niepewności dla miliardów ludzi, którzy zwrócą się do swoich przywódców o obronę.

*

Dziś powiedzielibyśmy, że urodzili się [dziadkowie Autora] w krajach, które później stały się Polską i Litwą. Żadne z tych nowo powstałych państw nie podałoby ręki – a tym bardziej nie przyznało obywatelstwa — parze belgijskich Żydów.

*

Pamięć to kiepska podstawa dla zbiorowego przedsięwzięcia.

(tamże)

sobota, 11 sierpnia 2018

Statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi.
Autor(ka) mi nieznan(y/a).

Jabłoń:
(filozoficznie, po tym, gdy przekonywała, że się stara)
Statystystycznie każde z nas złamało nogę raz.

Sadownik:
Ale to ja dwa razy byłem w czarnej dupie!

piątek, 10 sierpnia 2018

Tramwajem po długiej przerwie daleko jechałam i spotkałam takie cuda. Maria Skłodowska-Curie była process workerką!

Niczego w życiu nie należy się bać,
należy to tylko zrozumieć.
Maria Skłodowska-Curie


*


Upolowałam wiele miesięcy temu. Dwie próby podejścia zrobiłam — odpadłam. Trzecia próbę podjęłam, bo poluję i ostrzę zęby na najnowszą książkę o polskiej pracy. Trzecia próba nie uchroniła mnie przed tym, że znów w jednym z rozdziałów odpadłam. Wróciłam. Skończyłam.

To trzecia książka o tej tematyce, która ukazała się w roku 2017 (pierwsza, druga). Ile jeszcze musi się ich ukazać, by wrócił rozum? Ile upłynie wody w Wiśle, nim zaczniemy odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „człowiek” zamiast rzeczownika „przedsiębiorca”?

Anonimowy urzędnik: — Są specjalistami w radzeniu sobie w życiu, chwała im za to.
     Adam Mrozowicki
[socjolog z UW] aż takim optymistą nie jest.
     — Dobrze, pracują, zarabiają pieniądze. Ale twierdzenie, że to jest taka praca jak każda inna, kiedy ktoś jedzie dorywczo pracować za granicę czy zbiera runo leśne, to trochę pokazuje, jak bardzo upadliśmy, myśląc o tym, czym jest praca
.

*

Przez lata naukowcy, ekonomiści i socjologowie powtarzali, że Polacy są mało mobilni, że nie są skłonni się przeprowadzać za pracą, że nie znają języków i są słabo wykształceni. Do tego mało przedsiębiorczy, a przedsiębiorczość miała być plastrem na wszystkie rany po transformacji. […]
     Ale te mity dziś się wyczerpują.
     — No bo już wyjeżdżaliśmy, już wróciliśmy, już firmy zakładaliśmy, już się wykształciliśmy i co jeszcze mamy zrobić, żeby było normalnie? — zastanawia się Mrozowicki
. — A może normalnie już było i nie będzie?

*

Gdyby zwolnienia lekarskie liczyć w dniach — a ZUS tak je właśnie zlicza — w 2016 roku mężczyźni wykorzystali cztery miliony dni zwolnień L4 na korzonki.
     Kobiety trochę mniej, ponad trzy miliony. Za to zwolnienia z powodu opieki położniczej to ponad dwadzieścia milionów dni
.

*

Czytałam o tym w gazetach i na biznesowych portalach:
     w Polsce spada bezrobocie,
     w Polsce nie ma bezrobocia,
     w Polsce bezrobocie jest najniższe od dwudziestu pięciu lat.
     Niektórzy dodawali, że praca leży na ulicy i że nie pracuje tylko ten, kto nie chce.
     Tylko że te słowa nic nie znaczą
.

*

Bezrobocia nie ma.
     Nie ma więc miliona trzystu osób, które są zarejestrowane w urzędach pracy.
     Nie ma również ponad dwóch milionów osób, które wyjechały z Polski i pracują w którymś z krajów Unii Europejskiej. To ostrożne szacunki, bo GUS wlicza do swoich statystyk tylko tych, którzy wyjechali na dłużej niż trzy miesiące.
     Mniej więcej tyle samo, ile osób bezrobotnych, jest pracowników, których wynagrodzenie nie przekracza najniższej krajowej: milion trzysta osób, czyli trzynaście procent wszystkich zatrudnionych, dostaje pensję minimalną. Milion trzysta to chyba jakaś stała wartość na polskim rynku pracy, bo dokładnie tyle samo jest osób, z którymi w 2015 roku podpisano umowę o dzieło albo zlecenie i które jednocześnie nie były zatrudnione nigdzie indziej
.

*

Pracodawcy od jakichś dwóch–trzech lat coraz głośniej powtarzają, że nie mogą znaleźć rąk do pracy. To ich zdaniem świadczy o tym, że jest rynek pracownika.
     […]
     — Tu, w Wielkopolsce, jest rynek pracownika — usłyszałam w fabryce Amiki we Wronkach.
     — A ile płacicie?
     — Minimalną
.

*

Według prognoz emerytury wypłacane z ZUS będą coraz niższe. To jest problem. O tym się mówi, o tym się pisze. Za to mało kto zadaje pytanie, w jakim stopniu uśmieciowienie umów przełoży się kiedyś na zdrowie ludzi, którzy mają dziś lat dwadzieścia czy trzydzieści.

*

Praca widziana okiem fotografów wstawiających stockowe zdjęcia ilustracyjne to dużo śmiechu, dużo kawy i ładni ludzie w marynarkach dobranych pod kolor biurka.

*

Kiedy się szuka synonimu dla słowa „praca”, internetowe słowniki podpowiadają: aktywność, babranina, harówa, chleb, dłubanina, dorobek, działalność, dzieło życia, harówka, katorga, kierat, krwawica, krzątanina, orka, papranina, partanina, produkcja, radosna twórczość, mitręga, trud, znój, wysiłek, zachód, obciążenie, obowiązek, służba, rola, zadanie, zaangażowanie, cel, misja.
     Słowo „pracować” też ma swoje synonimy: chałturzyć, chodzić jak koń w kieracie, harować jak dziki osioł, harować jak koń, jak wół, jak cała trzoda, krzątać się, mozolić, orać, robić, ryć, ślęczeć, trudnić się, zachrzaniać, zapieprzać.
     Zwyczajne „mieć pracę” również się pojawia, ale określeń nacechowanych negatywnie jest więcej
.

Olga Gitkiewicz, Nie hańbi,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.


czwartek, 09 sierpnia 2018

Te miniaturki mają ponad ćwierć wieku. Za niecały tydzień piąta rocznica śmierci Autora — nie mógł przewidzieć jednego czy drugiego misiewicza. Nie wiedział, że nie może, więc to zrobił. W efekcie nie sposób nie widzieć w tych drobiazgach polityki+. Nie ma w tej książce nazwisk, ale nie da się nie wypatrzeć kompetencji wielu ministrów+ i pełniącego obowiązki+ prezydenta.

     — Panowie — powiedział Prezes. — Nie ma już co dłużej ukrywać. My, Zarząd Spółdzielni „Jasna Przyszłość”, jesteśmy organizacją przestępczą.
     […]
     — A gdybyśmy się potępili z całą stanowczością?
     — To też już było i też za mało. Teraz trzeba radykalnie. Proponuję, abyśmy się rozwiązali.
     — A jak nas złapią?
     — Nie ma obawy. Zawiążemy się z powrotem jako Komisja do Badania Przestępczej Działalności Zarządu Spółdzielni
Jasna Przyszłość”.

*

Zastaliśmy poetę, kiedy akurat wylegiwał się na kanapie. Jakby nie wiedział, że na miękkim się marnuje.
     — Dobrze się czujesz? — zapytał Prezes chytrze.
     — Dziękuję, nieźle.
     — A co, nie mówiłem? — zawołał Referent tryumfalnie. — Nic dziwnego, że nie tworzy
.

*

     — Ja po angielsku — zgłosił się Referent.
     — No więc słuchamy
.
     — Okej — powiedział Referent, po czym napił się wody i zamyślił się.
     — Dlaczego pan nic nie mówi? Czekamy.
     — Właśnie powiedziałem, to było po angielsku.
     — Ale może coś jeszcze

     — Video, bisnes, fifty fifty… — rozgadał się Referent.

*

Staliśmy wszyscy przy barze zajęci konsumpcją produkcji.
     — Wiosna idzie — powiedział Księgowy.
     — Skąd wiesz? — zapytaliśmy zdziwieni. — Przecież mamy dopiero połowę maja.
     — Jak to skąd, z obserwacji przyrody: wódkę podają coraz cieplejszą
.

*

Nasz Prezes obchodził imieniny. W celu upamiętnienia postanowiliśmy zasadzić dąb imienia Prezesa.
     Jak to będzie miło, kiedy przyszłe pokolenia popatrzą na dąb i pomyślą o Prezesie. A dąb będzie szumiał o dawnych czasach, kiedy to żył nasz Prezes
.
     […]
     Na drugi dzień patrzymy przez okno jak zwykle i widzimy, że koło drzewka kręci się pies. Dobre pół godziny trzymał nas w napięciu, a potem obwąchał drzewko i zbezcześcił.


// podesłał Biały Kruk, obdarowany książką i obietnicą śmiechu do łez.

*

Pewnego razu poszedłem do lokalu o złej reputacji, ponieważ chciałem dać zły przykład młodzieży. Stoję więc przy barze i daję.

*

     — W poczekalni siedzi dziwny klient. Ani się nie dopomina, żeby go wpuścić do Prezesa, ani nie narzeka, że tak powoli załatwiamy. Co mam robić?

*

Tymczasem zaczęliśmy tracić prestiż.

*

[…] bo Prezes rzeczywiście zadoił pierwszorzędnie. Ale mimo to żadnych rezultatów nie było.
     — Niemleczna, czy co? — zdziwił się Prezes i otarł pot z czoła.
     —Wtedy jeden chłop starszawy odchrząknął, przestąpił z nogi na nogę i powiedział nieśmiało:
     — Ta, panie, przecież to jest byk!
     — A, to przepraszam — powiedział Prezes i przestał.
     Do miasta wróciliśmy w milczeniu. Jednak wszystko zależy od tego, kogo się doi
.

*

Dyskusja trwała, ale nie obiecywała wyników.

*

Otworzyli u nas na rynku strzelnicę sportową. Jeden strzał pięćdziesiąt groszy. Można wygrać Kościuszkę z gipsu, kota, a nawet butelkę wina z borówek eksportowych.
     Kościuszko nas nie interesował, choć owszem, dzielny był wódz. Kot także nieciekawy. Natomiast wino przyciągnęło naszą uwagę.
     — Opłaci się — obliczył Księgowy. — Butelka wina za pięćdziesiąt groszy. To lepsze niż dobrobyt. Za sto złotych dwieście butelek. Wystarczy na dwa do trzech dni. Który z kolegów dobrze strzela
?

*

     — Nie oglądaj się na niego... — szepnął Referent. — To zwraca uwagę.
     — Kiedy on
[pies] się nie patrzy.
     — Nie patrzy się, bo ćwiczony
.
     Pies leżał koło studni, tyłem do nas i nie odwracał głowy. To potwierdziło nasze podejrzenia
.

*

Wezwał nas Prezes i oznajmił:
     — Panowie! Ważna inwestycja, założą nam windę.
     Zdziwiliśmy się początkowo, bo u nas był tylko parter.
     — Trudno — oświadczył Prezes. — Modernizacja. Nie możemy się uchylać
.


Edward Dziewoński, Winda.

Sławomir Mrożek, Czekoladki dla Prezesa,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 298
| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...