Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
piątek, 29 sierpnia 2014

we mnie wiele głosów, postaci,
figur. wysłuchanych.

jest ktoś,
        kto mówi „nie”.
jest ktoś, kto tęskni.
jest ktoś, kto kocha.
nie ma nikogo,
        kto ma rację.

do kogo mówisz?

Te same cztery słowa.
Inny znak interpunkcyjny zupełnie zmienia znaczenie słów.
Ot, mała różnica, która czyni ogromną różnicę.

*

dotykam
Cię
myślą
swą?

*

Sadownik nazwałby to filozoficzno-interpunkcyjno-intelektualnym onanizmem. Sadownika nie ma, więc mi przyszło nazywać rzeczy po imieniu. Ale ja się z Nim nie zgadzam.

czwartek, 28 sierpnia 2014

dotykam
Cię
myślą
swą.

środa, 27 sierpnia 2014

jedna mała karteczka. jedna
płyta. odnalazły mnie.
i intensywne uczucia wróciły.

jestem ofiarą, sprawcą, świadkiem. jest we mnie
coś z rozbitka, coś z ozdrowieńca. tu i teraz
intensywne uczucia czynią mnie wyjątkowo żywą.



Annie Lennox, Honestly z płyty Bare, 2003.

Rodzi się dziecko.
          Tracę matkę. Nie mam pięciu lat, ale przecież zrozumiem, że rączki ma tylko dwie.

Rodzi się dziecko.
          Tracę ciocię. Jestem większa, nie próbuję rozumieć.

Rodzą się kolejne dzieci.
          Myślę, że nie mam już kogo tracić. Wzruszam ramionami. Gdzieś w środku dziecięca pewność, że niczego bym nie straciła, gdyby nie... dzieci.

Mija wiele, wiele lat.
Naprawdę jestem już duża, mądra, dorosła,
z bagażem dużych i ważnych
doświadczeń życiowych.

Dziecko od długiego czasu w drodze.
           Tracę rodzinę. Grubą kreską milczenia oddzielona od nas, ode mnie i Sadownika. Rodzi się. Gratulujemy.

Rodzi się kolejne dziecko.
          Niczego odebrać mi już nie może. Nie należymy do tej samej rodziny. Na esemes z informacją odpowiadam. Gratulujemy.

*

Olśniło mnie w tej kwestii jakiś czas temu, przy okazji wizyty Bliźniaczego Małżeństwa. Ich Synek nie odebrał mi Bliźniaczej Liczby. Schemat, z którym mogłabym spokojnie opuścić ten padół łez, legł w gruzach. A wszystko wydawało się innym wyjątkowo jasne — coś ze mną jest nie tak i to od bardzo wczesnego dzieciństwa, jeśli tylko to przepracuję, jeśli tylko popracuję nad sobą, zmienię się, będą mnie zauważać i brać pod uwagę.

Jeden mały Chłopiec swoim istnieniem kopnął klocek pieprzonego domina „Jabłoń i rodzinne dzieci”. Już wiem, że wszystkie wspomniane w pierwszej części dzieci nigdy nikogo mi nie odebrały — nie miały takiej mocy — były bezbronnymi niemowlętami. To tylko dla konkretnych dorosłych, gdy one się rodziły, nie byłam kimś wystarczająco ważnym, nie łączyła nas szczególna nić... naprawdę, nic więcej. Jakiś czas to trawiłam. Puszczam!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Dostałam zgodę. Dzielę się.

[...]   f e m i n i z m  to troska o słabszego. Wszelkiego rodzaju i maści słabszego.
Nawet słabszą mnie w stosunku do mnie silnej.
Każdy z nas jest tym słabszym, tylko o tym zapominamy, bo te słabości nie dzieją się jednocześnie. I kiedy jesteśmy silni, myślimy, że nigdy nie będziemy słabi.

Ruda Annsonka
(wyróżnienie własne)

Miarą tęsknoty są (a) wyostrzona spostrzegawczość, dzięki której z łatwością wyławiam z tła brodatych, przystojnych facetów, (b) motocykle, których jakoś wokół mnie więcej, pomimo podłej pogody. Mało? Mało! Włączam rano radio i co? Brodaty, mądrze gadający Motocyklista!

Grzegorz Chlasta: Przychodzi syn i mówi:
     — Tata! Chcę mieć motor.
I co pan radzi tacie?

Lech Potyński: Zacisnąć zęby i kupić. Ja w takiej sytuacji się znalazłem wiele lat temu, natomiast to nie był syn, tylko córka [...]. (całość do odsłuchania tu)

Lech Potyński

(fot. źródło)

*

Uwielbiam tęsknić! Do Sadownika. Do Pana Ciasteczko.
Normalnie, kochliwa baba ze mnie...

Jest takie miejsce. Uładzone. Grzeczniutkie. Dobrze wychowane. Tradycje wszelkiej maści podtrzymujące. Równiutkie. Zgodne. I te pe. I te de. Ludzie tam też są uładzeni, grzeczniutcy, dobrze wychowani... I te de. Oczywiście, będąc tam mogłabym się postarać i być uładzona, grzeczniutka, mogłabym udawać dobrze wychowaną i podtrzymującą wszelkie tradycje rodzinne. Mogłabym, ale po co? Lubię nieoczywistość, niegrzeczność, dobre wychowanie, ponieważ nie posiadam, generalnie uważam za rzecz groźną i morderczą, bo zabija instynkt zmierzania ku życiu szczęśliwemu. Tradycje wolę tworzyć niż podtrzymywać te, które mnie w dupsko uwierają. No więc, tak, zgodna bywam, jak chcę, ale nie mam tego w standardzie, w żadnym razie nie jest to opcja domyślna.

No więc, w tym miejscu niezmiennie korci mnie niebywale, swędzi ozór okrutnie i zwykle wcześniej niż później wygłaszam swój sąd głosem nieznoszącym sprzeciwu:

rodzina to patologia.

I patrzę z nieukrywaną przyjemnością, jak zacni, uładzeni, grzeczniutcy, równiutcy i zgodni, co tradycję podtrzymują, nie dają rady zdzierżyć tej obelgi. Uwielb, po prostu uwielb rozchodzi się po całym mym ciele, gdy zacni, uładzeni protestują.

Do niedawna miałam jeden argument. Ludzie, dobierając się w pary, mają zwykle coś wspólnego: cechy charakteru, marzenia, kierunek, w którym idą — współdzielą pewien zasób wartości. Siłą rzeczy pewne wartości pozostają za burtą nowej rodziny — my nigdy, przenigdy nie robimy tego, tamtego; my absolutnie nie jesteśmy tacy czy owacy, czyż nie? Żeby sprawa była jasna, nic w tym złego. Ale łatwo sobie wyobrazić, jak czuje się nastolatek marzący o zostaniu tancerzem w rodzinie, która od pokoleń jest rodziną adwokatów. Kancelaria już na niego czeka, a on śni o tańcu współczesnym. Rodzina nie rozumie i nie ma zamiaru zrozumieć, bo przecież wie lepiej, jeśli nie najlepiej. Rodzina zamiast wspierać, wybić młodemu człowiekowi próbuje taki czy inny pomysł. Może nawet uda im się zabić jego potencjał. Jeśli to nie patologia, to co? Nie trzeba morderstwa, by zabić człowieka.

***

Będąc u Orzeszka i Seniora odkryłam inną perspektywę owej patologii. Już jadąc do nich, wiedziałam, że będzie inaczej, ponieważ jechałam jako osoba dorosła. Tak, to prawda, że łączy mnie z nimi czas przeszły, miniony, historia cała. Jednak teraz łączy mnie z nimi jedynie teraźniejszość, a w zasadzie tylko jej mała część. Mogą mnie spotkać jako fajną babkę, (nie)ciekawego człowieka, osobę o określonych poglądach i zacięciu. Tak czy inaczej mają przerąbane, bo mogą mnie spotkać już tylko jako osobę dorosłą. Biedni oni!

Rodzina jest patologią, bo nie aktualizuje sobie bazy danych na temat swoich członków. Niespecjalnie trzeba używać wyobraźni, wystarczy się rozejrzeć. Przyjeżdża pani prezes do swoich rodziców, ciach, ułamek sekundy i dorosły człowiek prysł, jest sześcioletnia córunia, co nie lubi pomidorowej, ale będzie ją jadła. Odwiedza swą matkę ojciec trójki prawie dorosłych dzieci i co, ciach, ułamek sekundy i dorosłego brak, sześćdziesięcioletni kilkulatek słyszy, że gruby sweter ma założyć, bo zimno — na nic protesty i niechęć do golfów wręcz organiczna, matka syneczka wie lepiej. I żeby tylko o jedzenie czy ubrania chodziło...

*

Jako istota głęboko antyspołeczna patologii rodzinnej mówię: nie, dość, starczy! Właśnie do tego, między innymi, przydaje mi się świadomość.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Życzył mi dobrej nocy wczoraj, a sam kilka granic stąd udawał się właśnie na obiad. Zanim poszłam spać, powłgoogleczyłam się po mieście, w którym jeść zamierzał. W wąskich uliczkach znalazłam znane i nad Wisłą formy ludzkiej aktywności. Nie wiem, kim jest NeNe, nie wiem, czy ta miłość przetrwała poza murem, ale wiem, kim jest Pan Ciasteczko i że ta miłość trwa.

Więc. No cóż. Głupia sprawa. Nic dodać. Nic ująć. Tęsknić!

→PaNie CiaSTeCZKo← TI AMO!

sobota, 23 sierpnia 2014

Pan Ciasteczko jutro udaje się na tygodniowe szkolenie za-gra-ma-nicę. Dwanaście koszul na osi czasu miarowo rozłożonych do prasowania. Ma Pan Ciasteczko w końcu nieocenioną możliwość postudiować w detalu filozofię czasu Present Continuous. Zagadżeciony, z powieścią do słuchania na uszach, daje radę. Drzewko nie kibicuje, nie wspiera — bezduszna podła baba. Po czwartej koszuli Pan Ciasteczko robi sobie przerwę na obiad. Po nim wraca do kieratu, by po piątej sapnąć. A Jabłoń na to bezczelnie antyfeminiumem raczy:
     — Kochanie, wiesz, że to co robisz, to nie praca?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 112
| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...