Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
czwartek, 05 maja 2016

Sadownik:
(wychodzi z łazienki i recytuje)
Ja nigdy nie chrapię,
ja śnię o motocyklach.

Jabłoń:
(rechocze, bo wie sporo o Sadowniczym i Kudłatym chrapaniu)

Sadownik:
(że niby jak chrapie, to chrapie bardzo cichutko)
Wyobrażasz sobie, na jakich motocyklach ona [Kudłata] jeździ?

środa, 04 maja 2016

Po Bronnie Ware, po Jakubie Janiszewskim wiadomo było, że łatwo kolejnej książce nie będzie utrzymać się w stawce. To może zwolnię?

Nie pamiętam, w której książce padło nazwisko tej autorki. Kwestia wydawała się ciekawa na tyle, by zaryzykować beletrystycznie. To może zwolnię.

No tak. Do połowy śmiałam się co chwilę. Błyskotliwie umieszczane obok siebie słowa, które nieczęsto bywają swymi sąsiadami, frazy i zdania trafiające w punkt pewnych rzeczywistości psychicznych zachwycały mnie nieprzyzwoicie często. Od połowy już nie dało się tego czytać. Wytrwałam, licząc na dobrą puentę. Puenta była. Czy dobra, dyskutowałabym. Właściwa dla całości? Jak najbardziej: Po cokolwiek przyszliście — tego tutaj nie ma.

Istnieje, oczywiście, niemałe prawdopodobieństwo, że to „niemoje” pokolenie, „niemój” system wartości, „niemoja” fantazja i „niemoja” wrażliwość na pokusy-zakusy szybkiego świata. Może dzięki tej książce niczego nie wiem bardziej niż to, jaka jestem okropnie niedzisiejsza i „moja”.

Zaletą — tak, tak,tak! — największą tej książki stała się niewielka liczba stron — trzask-prask i po wszystkim, jak mawiał Dziadek Jacek z Rodziny Poszepszyńskich. Nigdy więcej!

Niesprawiedliwa bym była, gdybym z kronikarskiego obowiązku nie doniosła, że cytat z Susan Sontag jest. Nie mogę powiedzieć, że książka się nie starała. Może tylko ja byłam przejedzona, przebodźcowana, nierozumiejąca i nieczytająca między wierszami.

Romantyzm tej nieistniejącej relacji polegał na
nieustające krytyce.

*

Jedyna słuszna droga jest przez barierę języka.
Trzeba przestać rozumieć, by zrozumieć od nowa.

*

Nawet z nauki wypada robić sobie żarty —
na przykład będąc kobietą, pisać doktorat o tym,
że pisząc, kobieta unieważnia się jako podmiot.

*

Mówisz, że nie lubisz Warszawy.
A co, jeśli Warszawa też cię nie lubi?

*

Niektóre rzeczy robi się z odwagi.
Ale mało.
Większość ze strachu.
A resztę z bezmyślności.
A resztę bez powodu.

*

Żeby coś zrobić, trzeba to robić.
Żeby coś robić, wystarczy zacząć to robić.

*

— Umyj ręce!
— Umyłam.
— Umyj, nie przepłucz!
— Umyte.
— Przepłukane!
Po czym obie wróciły do jedzenia.
Tak potrafią rozmawiać tylko matki z córkami.
Jeśli coś nie jest zrobione, to źle.
Jeśli jest zrobione, to jest zrobione źle.
A wnioski, które z tego płyną, są żadne.

Dominika Dymińska, Danke, czyli nigdy więcej,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Sadownik:
(tradycyjnie jak co roku uwielbia się emocjonować
prostactwem, „nowych” dla nas, matur polskich
)
Jakie banalne w tym roku te matury!

Jabłoń:
(uważa, że 80% nauczycieli jest do niczego
i „do niczego” to eufemizm i długo może bronić tej tezy
)
Kotku, ale ty jesteś „2.1 raza” starszy od maturzysty,
masz bagaż doświadczeń, wagon wspomnień
i torbę trudności, z którymi sobie świetnie poradziłeś.

Sadownik:
(nie ustaje w popieraniu własnej tezy)
Na każdy, na  k a ż d y!,   temat napisałbym od ręki.
Tylko na temat niespełnionych marzeń Rzeckiego
musiałbym zajrzeć do książki.

Jabłoń:
(mająca w dupie wszystkie lektury licealne,
które były do dupy już za jej czasów)
To akurat łatwe: nie ożenił się!

Sadownik:
(z ostrym niedowierzaniem)
On miał takie marzenie?

Jabłoń:
No, gdyby był kobietą w tamtych czasach,
musiałby takie mieć.

*

Matura 2016

Sadownik:
Nikt nie mówił, że
będzie łatwo, miło i przyjemnie.

Jabłoń:
Ale czy musi być chujowo?

wtorek, 03 maja 2016

Tam. Dziś.

Dziś. W drodze do Tu.

*

każda chwila ma swój kolor. pomyślałam.

wracaliśmy do siebie. gadaliśmy. bo my dużo ze sobą gadamy. za dwanaście dni będzie osiemnaście lat, jak gadamy. widzisz, jak siadasz do stołu, musisz wiedzieć, czego chcesz — powiedział. — to podstawa, jak w negocjacjach. zaintrygował Jabłoń Sadownik na chwilę przemieniony w Pana Ciasteczko. zaintrygował jednym słowem bardzo. szczególara!

W co włożyć oczy, gdy skończyło się książkę Bronnie Ware? A może nie wkładać wcale? Gapić się na piękno świata? Więc? No i autor ma być, nie autorka. Przerzuciłam kilka tytułów grzecznie czekających w ogonku, leżących na stosiku. Nic! A co byś chciała? Coś… Susan Sontag bym chciała… w literkach, co zachowały Jej wrażliwość i przytomność umysłu, pomieszkać chwilę zamarzyło mi się… ale wszystko przeczytane… choć to nie autor a autorka, to po Bronnie Ware… tylko Susan Sontag… i marudzi Jabłoń… i mendzi Drzewko… i czytać się jej chce… i nie pamiętam siebie takiej. I przypomniała się książka, o której wiedziałam od momentu, gdy się ukazała trzy lata temu. Przepchnęła się ciut łokciami, bo ile można czekać. I proszę, strzał w dziesiątkę! A w środku nawet słowa Susan Sontag, niczym na zamówienie. I tylko ni cholery nie wiem, dlaczego nie zajrzałam do tej książki wcześniej — jest i wspaniała, i piękna, i straszna, i prawdziwa, niestety. 

Marzy mi się, żeby HIV znormalniał. Żeby był traktowany tak jak niedoczynność nerek albo tarczycy. To jest choroba i to smutne. Na pewno. Ale to bierzmo moralne czyni wszystko nieznośnym. Sprawia, że mówienie o tym kosztuje tak wiele.
     W Polsce „HIV” jest naprawdę bardzo, bardzo ciężkim słowem.

*

Pytasz, czy powinniśmy dbać o ludzi, z którymi spędzamy tylko jedną noc, parę godzin. Tak. Bardzo. To, że o siebie nawzajem dbamy, czyni nas ludźmi. Jesteśmy tu wszyscy, siedzimy tu teraz — ty i ja — bo ktoś o nas kiedyś dbał. Bez tego skończylibyśmy na śmietniku lub w beczce z kiszoną kapustą.
     To najcenniejsze, co mamy. Troska o innych ludzi.

*

Chciałbym, żebyśmy jako ludzie bardziej dbali o siebie nawzajem. Jako ludzkość. Żebyśmy nie patrzyli na siebie jak na słupki sprzedaży leków albo badań, które mają przynieść określone rezultaty.

*

Norma jest zawsze mniej spektakularna niż wyobrażone zagrożenie. Powiązanie niebezpieczeństwa z bliżej niesprecyzowanym „innym” pozwala zachować porządek świata. Zaraza zawsze jest na zewnątrz. Poddaje się naszym racjonalizacjom, przypuszczeniom lub wierze.

*

Lekarze zachowują się, jakby nigdy nie mieli być pacjentami. To największa zagadka.

*

Pytanie o skuteczną prewencję coraz wyraźniej splata się z dylematami tożsamościowymi. Kto potrzebuje seksu i jakiego? Co w ten sposób zaspokaja, które z potrzeb? Jeśli seks nie służy budowaniu więzi — to czemu służy? Czy aktywności seksualne można dzielić na dobre i złe? Czas unikania odpowiedzi odchodzi w przeszłość. Można odrzucić te dylematy, odłożyć je ad acta, ale przecież wrócą. Jak bumerang.

*

Kto ma hifa? Ludzie, którzy biorą narkotyki, na potęgę uprawiają seks lub pechowo znaleźli się w nieodpowiednim czasie z nieodpowiednią osobą. Kto potrzebuje hifa? Specjaliści zatrudnieni w poważnych instytucjach, zawodowi zbawiacze świata, dobrodzieje od pastylek. Czego potrzebują ludzie zakażeni hifem? Dobrej służby zdrowia i otoczenia, które spróbuje zrozumieć zamiast uciekać. Czego potrzebują specjaliści? Zaangażowania, wielkich kampanii, specjalnych programów i wyjątkowych przedsięwzięć.

*

Rzeczywiście, w świecie polskiego hifa jest wiele tez wymagających dalszych badań, na czele z wpływami kościoła katolickiego w obrębie instytucji i organizacji zajmujących się medycyną.

*

Elizabeth Pisani, Seks, narkotyki i HIV — bądźmy racjonalni, TED.

*

     Kurwa.
     Może ja jestem zbyt pesymistyczna?
     Znasz dowcip o żabach, co wpadły do mleka?
     Pierwsza wskoczyła, pomyślała: „To koniec, zaraz utonę”. I utonęła.
     Tymczasem druga pomyślała: „Będę machać łapkami, będę machać łapkami, może coś się wydarzy!”. I ubiła masło.
     Więc może pomimo wszystkich wątpliwości powinniśmy dalej machać łapkami? Nigdy nie wiadomo.


Jakub Janiszewski, Kto w Polsce ma HIV? Epidemia i jej mistyfikacje,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Biały Kruk:
(wyzywa Henię od głupoli, bo stoi na podwórku
nie pod tymi drzwiami „co trzeba”; wyzywa okrutnie
)

Jabłoń:
(na górze do Sadownika)
On jest bierno-agresywny, no nie?

Sadownik:
Czasami bez bierno…

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i długo nie mogła wyhamować)

*

A w zasadzie to skąd ten niepohamowany, bezkresny śmiech, Jabłonko? Bo Heniutka, niczym Budda (przedostatni cytat z wpisu), wpuszczona do domu, nic sobie nie robiła z inwektyw, słuchała z labradorskim zachwytem melodii ludzkiego głosu i słyszała tylko miłość. Machała ogonem, cieszyła się i była gotowa tylko na najlepsze.

Zachwycona nauką, której udzieliła jej Heniutka, Jabłoń jest od dziś zawsze gotowa.

Gotowa tylko na najlepsze!

poniedziałek, 02 maja 2016

akademicki semestr ma dokładnie piętnaście tygodni. piętnaście poniedziałków. piętnaście wtorków. piętnaście śród, czwartków i piątków. magia „piętnastki” w zdobywaniu nowych kompetencji, umiejętności, nawyków i wiedzy. dziś zamyśliłam się. kończę peregrynować 16. tydzień. najtrudniejszy „semestr” w mym życiu. wyrabiam nowe nawyki.

*

na rehabilitacyjnym
spacerze
z Sadownikiem,
z miłością,
bez cierpliwości.

prostuj kolano!
krzyczy co chwilę
Sadownik.
z miłością krzyczy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 182
| < Maj 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...