Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
poniedziałek, 01 września 2014

(fot. Sadownik)

Asia na ludzki przełożyła mi Heniutkowe utyskiwanie na swoją obi-partnerkę:

Jeśli nie robię tego, co chcesz,
to znaczy, że chcesz
       za dużo,
       za szybko lub
       w zbyt trudnych
       warunkach.

Zapamiętałam!

(fot. Sadownik)

Po pierwszych dziesięciu minutach pierwszego seminarium z Asią Hewelt, czułam się jak właściciel kanapowego jamnika na szkoleniu bokserów pracujących w straży granicznej. Pomyliło mi się, jak mało kiedy — myślałam sobie — intelekt przeszarżował, intuicja opuściła pokład, żenada trwała na posterunku i tylko kudłata solidarność nie pozwoliła zostawić mi psa w opałach. Ale, ale... to było tak dawno temu, potem było lepiej i tylko lepiej.

*

W grudniu zeszłego roku zwątpiłam. Jestem zarżnięta pracą — grunt to mieć dobre alibi — suka za stara, nie szarpie się, za piłkę zabić się nie da, a i parę kiepskich nawyków Matka Kudłata była łaskawa jej rozwinąć do kwitnięcia w pełni — matki kudłate są tak samo do dupy jak te ludzkie. Bez nowego psa ni du du. No i najważniejsze, wręcz egzystencjalne, pytanie: w zasadzie to  p o  c o  m i  t o  o b i?  Ja do niczego, suka starsza z każdym dniem a odpowiedzi na pytanie zasadnicze brak. Masakra dryfująca.

*

(fot. Altówka)

*

Dziś jest pierwszy dzień po seminarium z Asią, a ja na kudłatym haju niezmiennie od soboty. Henia szarpiącego się zwierza, co nawet warczy, zaprezentowała, jak tylko Jabłoń — pod czujnym okiem Asi —wskazówkę łyknęła i krok w stronę człowieka szarpiącego się z zapałem zrobiła. Początki kwadratu — metodą na drucik — uczyniły z Heniutki sprintera, jakich mało. Nikt chyba wcześniej nie widział jej biegnącej w takim tempie. Ja też galopu zaznałam wracając w sobotę do Wawy. Myliłby się ten, że tylko miłość stęskniona gnała mnie do Pana Ciasteczko, co porzucił walizkę w biurowcu i wszedł w buty Sadownika. To też, ale gnałam, by zdążyć jeszcze do świątyni pieniądza wszelkiego, do działu agd w hipermarkecie. Pan Kudłatej oniemiał na widok ekspozycji mojego zakupowego entuzjazmu — w końcu żonę na dobre mu odmieniła tęsknota. Tymczasem, mopy na pęczki były brane, bo... boskie z nich szarpaki! Bianania ma nosa do zabawek, które psy kochają od pierwszej chwili. Na niedzielny deser zaserwowano nam ćwiczenie, które przypomniało mi nasz początek na pierwszym Asiowym seminarium — koordynacja motoryka–mózg wysiadła zupełnie i Kudłatej intelekt musiał nadrabiać za cały ludzko-psi duet. Uwielbiam Henię za wiarę we mnie i przepraszam za moje zwątpienie. I odpowiedź znalazłam!

Ano,  o b i  p o t r z e b n e  m i  d o  ż y c i a,  bo uwielbiam być w kontakcie z Sukulcem, bo marzę, by coraz mniej potknięć musiała mi wybaczać, bo relacja z Heniutką rozwija mnie jako człowieka. O czym pomyślałam nie raz podczas seminarium, a dobitnie poczułam, gdy po seminarium mieliśmy spotkanie klubo-założycieli. Wokół dużego stołu wspaniali ludzie. Po raz pierwszy dotarło do mej łepetyny, jak bardzo chcę być częścią tej drużyny — również z ludzkich, a nie tylko psich powodów.

(fot. Altówka)
 

(fot. Altówka)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Podszlifował sobie pies człowieka.
Człowiek zawstydzony odszczekał każde swoje zwątpienie.
Było bosko!

cdn., wszyscy padamy na pysk...

sobota, 30 sierpnia 2014

(fot. Sadownik)

cdn., bo dziś padam na pysk...

piątek, 29 sierpnia 2014

we mnie wiele głosów, postaci,
figur. wysłuchanych.

jest ktoś,
        kto mówi „nie”.
jest ktoś, kto tęskni.
jest ktoś, kto kocha.
nie ma nikogo,
        kto ma rację.

do kogo mówisz?

Te same cztery słowa.
Inny znak interpunkcyjny zupełnie zmienia znaczenie słów.
Ot, mała różnica, która czyni ogromną różnicę.

*

dotykam
Cię
myślą
swą?

*

Sadownik nazwałby to filozoficzno-interpunkcyjno-intelektualnym onanizmem. Sadownika nie ma, więc mi przyszło nazywać rzeczy po imieniu. Ale ja się z Nim nie zgadzam.

czwartek, 28 sierpnia 2014

dotykam
Cię
myślą
swą.

środa, 27 sierpnia 2014

jedna mała karteczka. jedna
płyta. odnalazły mnie.
i intensywne uczucia wróciły.

jestem ofiarą, sprawcą, świadkiem. jest we mnie
coś z rozbitka, coś z ozdrowieńca. tu i teraz
intensywne uczucia czynią mnie wyjątkowo żywą.



Annie Lennox, Honestly z płyty Bare, 2003.

Rodzi się dziecko.
          Tracę matkę. Nie mam pięciu lat, ale przecież zrozumiem, że rączki ma tylko dwie.

Rodzi się dziecko.
          Tracę ciocię. Jestem większa, nie próbuję rozumieć.

Rodzą się kolejne dzieci.
          Myślę, że nie mam już kogo tracić. Wzruszam ramionami. Gdzieś w środku dziecięca pewność, że niczego bym nie straciła, gdyby nie... dzieci.

Mija wiele, wiele lat.
Naprawdę jestem już duża, mądra, dorosła,
z bagażem dużych i ważnych
doświadczeń życiowych.

Dziecko od długiego czasu w drodze.
           Tracę rodzinę. Grubą kreską milczenia oddzielona od nas, ode mnie i Sadownika. Rodzi się. Gratulujemy.

Rodzi się kolejne dziecko.
          Niczego odebrać mi już nie może. Nie należymy do tej samej rodziny. Na esemes z informacją odpowiadam. Gratulujemy.

*

Olśniło mnie w tej kwestii jakiś czas temu, przy okazji wizyty Bliźniaczego Małżeństwa. Ich Synek nie odebrał mi Bliźniaczej Liczby. Schemat, z którym mogłabym spokojnie opuścić ten padół łez, legł w gruzach. A wszystko wydawało się innym wyjątkowo jasne — coś ze mną jest nie tak i to od bardzo wczesnego dzieciństwa, jeśli tylko to przepracuję, jeśli tylko popracuję nad sobą, zmienię się, będą mnie zauważać i brać pod uwagę.

Jeden mały Chłopiec swoim istnieniem kopnął klocek pieprzonego domina „Jabłoń i rodzinne dzieci”. Już wiem, że wszystkie wspomniane w pierwszej części dzieci nigdy nikogo mi nie odebrały — nie miały takiej mocy — były bezbronnymi niemowlętami. To tylko dla konkretnych dorosłych, gdy one się rodziły, nie byłam kimś wystarczająco ważnym, nie łączyła nas szczególna nić... naprawdę, nic więcej. Jakiś czas to trawiłam. Puszczam!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Dostałam zgodę. Dzielę się.

[...]   f e m i n i z m  to troska o słabszego. Wszelkiego rodzaju i maści słabszego.
Nawet słabszą mnie w stosunku do mnie silnej.
Każdy z nas jest tym słabszym, tylko o tym zapominamy, bo te słabości nie dzieją się jednocześnie. I kiedy jesteśmy silni, myślimy, że nigdy nie będziemy słabi.

Ruda Annsonka
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 113
| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...