Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 29 marca 2015

wypatrzyłam. drzewo. blisko domu.

sztuką jest
godzić przeciwieństwa
w sobie.

piątek, 27 marca 2015

życie i tak cię w końcu zabije!
bez żadnej taryfy ulgowej dla
        grzecznych,
        miłych,
        dobrych,
        uczynnych
        dziewczynek
        w każdym wieku.
nim tak się stanie,
niech będzie naprawdę twoje!

wsunęła dłoń w jego dłoń.
nim zrobili wspólnie krok.

policzyła prawdopodobieństwo tego zdarzenia,
        że ona, że on,
        że tam i wtedy,
        że zaufali sobie nawzajem,
        że uwierzyli we wspólną przyszłość,
        że wciąż chce im się ją budować,
        że dziś jej dłoń w jego dłoni.
wyszło mniejsze niż na wygraną w totka.

czyli wygrywają co dnia.
pomyślała. delektując się chwilą.

*

a poza tym... zabiera mnie, wzrusza, porusza, pochłania... aż do łez:

Diana Krall, If I Take You Home Tonight,
z albumu Wallflower, 2014.

czwartek, 26 marca 2015

napadło mnie ciekawe pytanie. na które nie znam odpowiedzi. ale zadziwia mnie ogromnie. może ktoś, kto tu zagląda, zna odpowiedź.

dlaczego ludziom tak często
seks myli się z intymnością,
a intymność z seksem?

*

ciekawe, czy to już tak będzie, że Jabłoń nawet roboczych, tymczasowych odpowiedzi nie ma, a zamiast pozostaje jej tylko zadziwienie.

jechałam rano na staż. mogłam głowy znad książki nie podnieść. mogłam. ale podniosłam. między przystankami w oknie tramwaju zobaczyłam coś fantastycznego. podjęłam decyzję, że jak będę wracać zatrzymam się i zrobię focię. zrobiłam.

zamyśliłam się. gdy już z fotografią w kieszeni siedziałam w tramwaju. w moim przypadku pierwszy krok jest bardzo często krokiem w tył...

środa, 25 marca 2015

spiskowałam. za plecami Bliźniaczej Liczby. pierwszy raz. nie mogę obiecać, że ostatni. język za zębami trzymałam. dwa–trzy tygodnie? jakoś tak.

bo wszystko przez mężczyzna. całe zło na świecie! o, o, o! zagalopowałam się. choć fakt, że początek tej historii to mężczyzna — a w zasadzie Jego zachwyt.

Zalo zamówił u mnie polską wersję książki. w tajemnicy. by Bliźniaczej Liczbie niespodziankę zrobić. bo Bliźniacza Liczba muuuuusi tę książkę przeczytać. a skoro tak, to bliźniaczo ja też się poczuwam. zakupiłam dwa egzemplarze. w papierze, bo wtedy nie było jeszcze wersji elektronicznej. jedną dla Bliźniaczej Liczby, jedną dla mnie i Sadownika.

kruszyna, nie książka. piękne ilustracje ma, więc nie gniewam się, że w papierze ją mamy. gdy książka do Bliźniaczego domu dotarła, wzięłam się za nasz egzemplarz.

pierwsze trzydzieści stron trzymał mnie przy czytaniu wyłącznie Zalowy zachwyt tą książką. nie da się spamiętać wszystkich nazw własnych, nie da się wyobrazić sobie topologii miejsc. jest się niczym dziecko we mgle. pierwszej w życiu mgle. i trzeba dać się zgubić, porwać, inaczej nic z tego czytania nie będzie. a człowiek broni się, jak może. daję słowo.

po pięćdziesięciu stronach łapie się pomysł i zachwytem go się obdarza, i nie można już oderwać się. choć to kompletnie nie moje zaułki literatury, wzruszyłam się pięknie, w upragniony sposób, nie raz i połykałam stronę za stronicą, zdanie za zdaniem. delektowałam się do ostatniego słowa. to nie książka, to etiuda na uczucia, przeczucia i orkiestrę „się”.

z przyjemnością czekam teraz na wrażenia Bliźniaczej Liczby i Sadownika.

     — Czytelnicy spodziewają się pewnych rzeczy — powtórzyłem. — Ludzie przeczytają to i poczują się zawiedzeni. Opowieść nie dostarcza tego, co powinna dawać normalna literatura.
     Wtedy Vi powiedziała coś, co zapamiętałem na zawsze.
     — Pieprzyć ich — stwierdziła. — Dla nich historie pisze się cały czas. A co ze mną? Gdzie są teksty dla takich jak ja?

*

To jest dla tych wszystkich lekko poszkodowanych.

(Nate Taylor, źródło)

Zeszła ze ścieżki poprawnego biegu spraw. Najpierw doprowadzasz do porządku siebie. Potem swój dom. Następnie swój kawałek nieba...
     Cóż, wtedy nie wiedziała dokładnie co się działo potem. Miała jednak nadzieję, że po
tym świat weźmie się do roboty, jak odpowiednio złożony werk zegarka potraktowanego olejem.

*

Innym razem ta świadomość mogłaby wyrzucić ją, wirującą gniewnie, poza nawias prawdziwości. Spoconą i zakręconą ponad wszelką nadzieję. Ale nie dzisiaj. Wobec leżącej przed nią tak cudownej prawdy. Wobec wszystkiego nagle tak prostego, żeby mogła to dostrzec. Trzy rzeczy są łatwe, jeśli wiesz, o co im chodzi.

*

A kiedy jej wzrok padł na pierścień na stole, pojęła, że już tu nie należy. Miał prawo iść, dokąd mu się podoba.

*

Jednak niektórych rzeczy nie można po prostu pośpieszać. Auri wiedziała to na pewno.

Patrick Rothfuss, Muzyka milczącego świata,
(tłum. Mirosław P. Jabłoński),
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 24 marca 2015

Jabłoń:
Śnił mi się seks.

Sadownik:
Dośniłaś do końca?

*

Te słowa padły w niedzielny poranek. Do dziś zadziwia mnie i urzeka wielowymiarowość tej krótkiej wymiany zdań. Prawda. Troska. Poczucie humoru. Wszystko w tej relacji jest.

Tagi: dialogi
13:47, dc_hexe , My
Link Komentarze (3) »

Studenta wspiera świat. Najpierw zadzwoniła koleżanka od Łona. Miejsce na wystawę ma. I pomysł ma, by po niej zrobić proces grupowy w ramach POP-Kreacji w tym roku. I co ja na to? Co na to Sadownik? Weszliśmy w to. Klamka zapadła.

Głosem, wrażliwością, interpretacją Diany Krall obdarowała mnie Gepardzica. Nie sądzę, by przypuszczała, jak bardzo wsparła dyplom Studenta. Modelina zasłuchana w płytę nie marudziła, że już nie może, że drętwieje jej to i owo, że kiedy koniec, bo nie da już rady! Modelina w fotograficznie pożądanym bezruchu słuchała i delektowała się szczęściem.

Mam absolutnego fioła na punkcie tego wykonania...
Przemienia mnie od pierwszego taktu, słowa, pauzy.

Diana Krall, Sorry Seems to Be the Hardest Word,
z albumu Wallflower, 2014.

Reportaż. O czymś, o czym zielonego pojęcia nie mam. O czymś, na temat czego każdy z nas jakieś zdanie ma — nawet jeśli go to nie dotyczy. Bo taki to już kraj, że zdanie trzeba mieć. A im mniej się wie, tym łatwiej trwać przy własnym osądzie, poglądzie, prawdzie jedynej.

Reportaż. Gatunek literacki, który był jednym z powodów zakupu kundla, by nie trzymać wszystkich tych książek na półkach. Trafił się. Na temat, od czasu do czasu aktualny w kraju.

Zaczęłam w niedzielę. Przeczytałam o rzeczach, które nie mieszczą mi się w głowie. Przeczytałam o rzeczach, które mieszczą się w niej dość swobodnie. Jedna z bohaterek reportażu mówi: chcemy żyć jak normalni ludzie. Tyle że dla mnie to zdanie nie jest o prawach i wolnościach, ale o histerycznym, dziecinnym tupaniu nogami.

Pozostałam po tej książce z dwoma wrażeniami. Jedno to zadziwienie, bo kto by pomyślał, że wielki, stu- dwustuletni sen o demokracji, ciepłej wodzie w każdym domu czy prawach człowieka zamieni się w koszmar o konsumpcjonizmie i „należy mi się” za wszelką cenę, nie tylko finansową. Mentalnie, szczury w klatkach a nie ludzie, pomyślałam, czytając, nie raz.

Drugie wrażenie dotyczy ogromu dylematów etycznych czy filozoficznych, które ludzkość stworzyła. Jesteśmy nieskończeni w pomysłowości, przewrotności i posługiwaniu się logiką, by uzyskać określony efekt. Dylematy są ogromne. Z wielu nie zdawałam sobie sprawy. Kamieniem nie rzucę.

*

— Wydaje ci się, że zadajesz wszystkie pytania, które trzeba zadać, ale potem okazuje się, że nie zadałaś najważniejszych. Tych, które zada twoje dziecko.

*

Ku zaskoczeniu wszystkich sąd [w Izraelu] postanowił jednak wznowić postępowanie i wydał drugi wyrok, w którym odwrócił logikę, stwierdzając: „Rodzicielstwo jest podstawową egzystencjalną wartością zarówno dla jednostek, jak i dla społeczeństwa. Dla kontrastu, nie ma żadnej wartości w nieposiadaniu dziecka”.

*

Wyzwaniem stały się sytuacje, w których pary chcą skorzystać z zarodka obciążonego chorobą. W Wielkiej Brytanii pewna heteroseksualna, głucha para urodziła poczęte naturalnie głuche dziecko. Gdy zaczęli planować drugie, okazało się, że będą musieli skorzystać z in vitro, chcieli więc wybrać zarodki z genetyczną głuchotą. HFEA się temu sprzeciwiła, uważała, że zarodek z chorobą nie powinien być użyty. Zdaniem pary takie stanowisko oznacza, że życie głuchych jest warte mniej niż życie ludzi zdrowych.

*

Izrael jest krajem, w którym ten, kto nie ma dzieci, nie jest w pełni osobą.

*

[Sara Franklin] zwróciła uwagę na sposób, w jaki kobiety doświadczają leczenia niepłodności. Niekończące się wizyty lekarskie, badania, przygotowania, emocjonalne huśtawki sprawiają, że leczenie niejako przejmuje kontrolę nad życiem kobiety i staje się sposobem życia. Oprócz obciążenia fizycznego i psychicznego daje też złudne poczucie działania i wpływania na swoje życie. Pojawia się wewnętrzny przymus ciągłego próbowania. Pomimo porażek, które stają się nieodłączną częścią leczenia, kobiety chcą dalej próbować wszystkiego, aby móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: zrobiłam, co mogłam. To z kolei staje się pułapką, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejny raz nie przyniesie jednak sukcesu. Stąd poczucie, że dostępność medycyny reprodukcyjnej jest również w jakimś sensie przekleństwem.

*

Nie zmieniło się nic i zmieniło się wszystko. Moje uczucia zostają takie same.

*

[…] nie warto mieć tajemnic w rodzinie. Kłamstwo to trucizna. Trzeba się liczyć z tym, że w jakiś sposób, prawda wyjdzie na jaw. I co wtedy?

Karolina Domagalska, Nie przeproszę, że urodziłam. Historie
rodzin z 
in vitro, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

poniedziałek, 23 marca 2015

Jasny gwint! Czy można napisać piękną książkę, w której fabuła nie ma większego znaczenia? W której istotą jest atmosfera i to co między słowami? To, co między dwójką ludzi, pojawia się na bardzo krótką chwilę i może pozostać zupełnie niezauważone? Można!

Można napisać. I aż chce się powiedzieć, że trzeba przeczytać. Wyjątkowo zgadzam się ze słowami Philipa Teira, który popełnił następujące słowa w przedmowie: Oto fikcja, która przestaje być fikcją, niemal po pierwszym zdaniu. Bo przecież znasz to uczucie, wrażenie...

[...] marnował podróże na tęsknoty za domem.

*

     — Rozumiesz, o czym mówię, rozumiesz, że człowieka na to nie stać, nie ma czasu, by się tak śpieszyć.

*

[...] rośliny oznaczały dla mnie odpowiedzialność na całe życie; albo mają za dużo, albo za mało wody, nigdy nie wiadomo.

*

Bar jest czymś specjalnym, prawda? Takie miejsce dla przypadku, dla wszelkich możliwości, schronienie na trudnym przejściu między tym, co się powinno, a tym co się musi.

*

Pustki nie może odzwierciedlić ktoś, kto nigdy nie znalazł się w pustce i nie obserwował jej bardzo dokładnie. To, co skazane na zatratę, jest ogromnie piękne.

*

[...] czasami ludzie przychodzą każde ze swojej strony i idą kawałek obok siebie. Wtedy wpływa się nawzajem na swoje tory.

*

Wyjazd rzadko jest tym, co zaplanowano.

*

Nie mieszał wdzięczności za to, co posiadał, z tym, czego pragnął.

*

Wiem, wiem, pamięć cofa się nocą, przedziera się przez wszystko, nie oszczędzając najmniejszego szczegółu — że nie miało się odwagi, że dokonało się złego wyboru, było się nietaktownym, nieczułym, karygodnie nieuważnym — i te katastrofy, te gafy, idiotyczne wypowiedzi nie do odwołania, o których każdy oprócz ciebie dawno zapomniał! Jakieś to niesprawiedliwe, że dopiero wieczorem człowiek otrzymuje nieskalaną pamięć, tyle że odwróconą?!

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130
| < Marzec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...