Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 17 grudnia 2017

Nie jest królową, czarodziejką ani amazonką – jest doulą. Tańczy z życiem i śmiercią. Jest kobietą, która odrzuciła czółenka, i teraz biega z wilkami. Właśnie taka ona jest narratorką i właśnie w taki sposób zaczyna się zarówno Ekomąż, jak i Ekożona. Narratorka, jak dowiemy się w Ekożonie, nie jest  jasnowidzką, ale jest tą, która wie. […] [Ma] pięćdziesiąt pięć i dwa miliony lat.

Niech was nie zmyli fakt istnienia narratorki, tę książkę pisał facet i jest ona gęsta od szowinistycznego dowcipu — fantastycznego i czeskiego!

Czyta się tę książkę tak szybko, jak pierwsze książki Sylwii Kubryńskiej. Viewegh męską ekowersją Kubryńskiej! Nie spodobałoby się to Autorowi. Chi, chi, chi! — zareagowałaby narratorka, założę się.

Ekomąż, Ekożona — w tej, odwrotnej, kolejności to fantastyczne antidotum na eko- i nieekopożycie rodzinne w wersji świątecznej, które już tuż, tuż.

     — Przede wszystkim powinieneś pozbyć się tej grubej baby — radzi. — To jest podstawowy krok.
     — Nie możesz powiedzieć, że jest gruba, choć niezaprzeczalnie jest. Nie możesz jej powiedzieć, że prawie się nie rusza i że za dużo je, chociaż to prawda. Odpowie ci, że dusza przejawia się w różnych formach i rozmiarach i że ty tego nie pojmujesz
.

*

     — Jak to mówiłaś? Tao rodzi jedno, jedno rodzi dwa, dwa rodzą trzy, a trzy wszystkie istoty? – wyśmiewał się z Hedviki. — Serio? A ja na to mówię: jeden plus jeden to dwa, dwa plus dwa to cztery, a wszystko inne to bujda!
     Mojmir jest przeciwny życiu w irracjonalnym nieładzie. Uwielbia porządek i nienawidzi chaosu. Żadnych tych rzekomo kultowych przestrzeni między porządkiem i chaosem po prostu nie uznaje.
     — A co jeśli właśnie ta przestrzeń jest jedynym miejscem, w którym człowiek może istnieć jako ludzka całość
?
     — To już wolę być człowiekiem niecałkowitym niż hodować w mózgu jakieś mistyczne karaluchy.

*

 […] najlepszy kumpel to dla mężczyzny najstarsza karta, trumf (wprawdzie żona też jest najstarszą kartą, ale z innej gry, powiedzmy, że jeśli najlepszy kumpel to as treflowy – żona jest dżokerem; a nie można grać jednocześnie w kanastę i mariasz).

*

[…] olcha symbolizuje wyzwolenie, grab ochronę, natomiast brzoza odnowę, a buk zrozumienie.
     — Chyba powinienem zacząć wpieprzać bukwie, żeby to wszystko zrozumieć — skarży się Mojmir.
     Jego mały racjonalny móżdżek po prostu odmawia przyjęcia rzeczy, których nie można zważyć lub zmierzyć.
     — Zaufania i przyjaźni też nie zmierzy pan metrem. A czy to oznacza, że zaufanie i przyjaźń nie istnieją? — pytam go po latach, kiedy opowiada mi tę historię z Ogrodnikiem.
     — Ale mogę je opisać! — podnosi głos Mojmir
.

*

 […] bierze z szafki nocnej jej MaMy Kalendarz i otwiera go za pomocą szkarłatnej zakładki. Pierwsze, co widzi, to motto tygodnia autorstwa Olgi Tokarczuk: zdałam sobie sprawę, że zawsze lepsze będzie to, co jest w ruchu, niż to, co w spoczynku; że szlachetniejsza będzie zmiana niż stałość; że znieruchomiałe musi ulec rozpadowi, degeneracji i obrócić się w perzynę, ruchome zaś – będzie trwało nawet wiecznie.
     Apostoł rozumu Mojmir, który dwa lata temu w Bolonii postawił swojej polskiej koleżance dwie absurdalnie drogie szesnastoletnie whisky, irracjonalnie odbiera to jako ordynarną niewdzięczność.

*

     — Why women cannot be like men — mówi Mojmir zamiast przywitania, nalewa wino i podaje teściowi puchar. — Jak go upuścisz, będziesz mi winien siedem stów — ostrzega go.
     […]
     — Japończyka zrozumiesz. Holendra zrozumiesz. Islandczyka zrozumiesz – mówi, a potem spogląda na Mojmira. – Kobiety nie zrozumiesz, choćbyś stanął na głowie.

*

     — Czystego sumienia nie można sobie kupić – zwracam mu uwagę.
     — Oczywiście, że można, tyle że jest dużo droższe. Ja kupuję sobie tańsze dobre samopoczucie, rozumiemy się
?

*

     — Ale ja to rozumiem. Kiedy kobieta mówi, odpoczywa. Kiedy mówi mężczyzna, przekazuje informacje. Kiedy ja chcę odpocząć, lecę na przykład na Kanary. W milczeniu.

Michal Viewegh, Ekożona, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2015.
(wyróżnienie własne)



sobota, 16 grudnia 2017

Trzecia nad ranem ta najczarniejsza z wszystkich godzin albo czwarta dwadzieścia — ciut za wcześnie by wstać, zdecydowanie za późno, by zasnąć. Nie znoszę.

*

A gdyby ta chwila, taka jaka jest, była prezentem,
na który długo czekałaś?

piątek, 15 grudnia 2017

Raz. Wydawnictwo robi promocyjne cięcie cen — tak trafiam na tytuł we wtorek.

Dwa. Czeski autor — zaglądam do podczytnika.

Trzy. W podczytniku czytam, że mężczyźnie wali się świat… O! Chętnie przeczytam, jak sobie z tym poradził. Poradził sobie po męsku i po czesku, oczywiście!

Cztery. Jeden dzień i wczoraj późnym wieczorem, na przekór zdrowemu rozsądkowi, kończyłam. Płakałam i rżałam ze śmiechu. Po czesku?

Pięć. Pół książki zastanawiałam się natrętnie, ale czemu taki tytuł — Ekomąż — no czemu? Dostałam odpowiedź obserwując wymianę słowną książkowych postaci, bingo, to druga książka! Wcześniejsze przygody bohaterów i narratorki zamknięte są w Ekożonie, której połowę mam już za sobą. Odwrotna chronologia służy mi bardziej, niż czytanie tych książek we  „właściwej”  kolejności.

Nie byłem dyrektorem fabryki cudzołóstwa, a jedynie zwykłym jej pracownikiem, powiedziałbym nawet, że skromnym, szeregowym pracownikiem.

*

     — […] Pańska butelka z winem życia nie jest w połowie pusta. Ona jest w połowie pełna!
     W mojej butelce z winem życia jest pieprzony jabol — myśli Mojmir
.

*

Uda się — myśli zszokowany. To się jednak uda. Jeśli nie otworzy oczu, wszystko pójdzie dobrze.

*

     — Pytałam, kim są ci dwaj? — odzywa się znów Hedvika.
     — Jacy dwaj? — nie rozumie Mojmir, który większość rzeczy zapomina po pięciu sekundach.
     — No ten Pistorius i ten drugi
[O. J. Simson]?
     — Lekkoatleta i futbolista amerykański, chwilowo być może najsłynniejsi przestępcy na świecie.
     Hedvika wciąż nie rozumie.
     —Obaj zabili swoje żony — wyjaśnia Mojmir sucho.
     Z pewnością chciał nacieszyć się tą starannie przygotowaną pointą, ale ku mej radości Hedvika mu to psuje.
     — Razem? — pyta dość naiwnie.
     — Jak razem, do cholery? — mówi zirytowany Mojmir. — Każdy swoją.

*

Tego zdania powinno uczyć się dziewczynki już w przedszkolu — podobnie jak uczymy je na przykład, żeby po siusianiu się podcierać, że ogień parzy albo że niektóre grzyby są bardzo trujące. Zdania Gdzieś ty kurwa była? powinny uczyć się dziewczyny i kobiety na całym świecie — tak jak uczniowie na całym świecie muszą znać słowa hymnu państwowego. Zdanie Gdzieś ty kurwa była?  powinno znajdować się na szyldzie każdego sklepu z sukniami ślubnymi oraz wszystkich firm organizujących śluby i wesela… To zdanie, siostry moje, powinnyście wygrawerować sobie na tych swoich drogich obrączkach. Nie Z miłości!, Na zawsze! czy Teraz jestem już tylko twój!  ani żadne tego typu kłamliwe romantyczne pierdoły, ale prosto z mostu i zgodnie z prawdą: Gdzieś ty kurwa była?
     Może dopiero wtedy , drogie siostry, zrozumiałybyście, dokąd zmierzacie w tych swoich welonach i białych koronkach.
     — Gdzieś ty kurwa była? — znów ryczy Mojmir na Hedvikę — jest wpół do pierwszej rano
!
     Jest dokładnie jedenaście po dwunastej i raczej głęboka noc niż rano, ale nie czepiajmy się szczegółów, prawda?

*

     — Nie ma mowy! Powiedz to głośno i wyraźnie. Na czym człowiek ląduje, kiedy za dużo mówi?
     — Na ryju — przyznaje niechętnie Mojmir.
     — Dokładnie — mówi Tomasz zadowolony. — Więc widzisz! Bądź tak miły i tym razem tę swoją pieprzoną prawdę starannie ukrywaj, dobra
?

*

[…] nagle muszę w duchu przyznać, że — choć jest to całkowicie niewiarygodne i pod wieloma względami niewybaczalne — zaczynam tę szowinistyczną świnię, którą dopiero choroba potrafiła zmienić na powrót w człowieka, darzyć sympatią.
     — Mistrzu, chyba nie znam innego faceta, który przeszedł reinkarnację nie po śmierci, ale jeszcze za życia! — wołam do niego
.
     […]
     — Ostrożnie, madame! — krzyczy do mnie. — czy pani się w ogóle słyszy? Przecież ta inwektywa brzmiała prawie jak pochwała…

*

[…] przypadek, jak wiadomo, to silny czarodziej!

*

     — Hedonizm to dystans do życia — przekonuje mnie nawet dziś […]. — A ponadto jest to dzielny bój z Nicością. Hedonizm to zwycięstwo człowieka nad przerażającą krótkością ludzkiej wędrówki.

Michal Viewegh, Ekomąż, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2017.
(wyróżnienie własne)



czwartek, 14 grudnia 2017

Tydzień temu z poziomu ławeczki na przystanku autobusowym gapiłam się całkowicie urzeczona. Działo się to późnym popołudniem, jeśli chodzi o natężenie światła, w środku nocy. Dwie postacie, duża i mała. Dorosła za rękę trzymała dziecko i szły. Patrzyłam w zachwycie, jak się oddalają. Kontury i sposób stawiania kolejnych kroków pozwalały stwierdzić, że ta po lewej w niedługim czasie obdaruje tę po prawej, na oko cztero–pięcioletnią, rodzeństwem. Dziewczynka po prawej szczebiotała i podskakiwała energicznie. Za rękę szły dwa równoległe światy doświadczenia, dwa zupełnie inne miejsca w życiu, dwie energie połączone głęboką miłością. Poruszył mnie ten widok na wiele dni. Poruszył nieprzekładalnością na słowa. Aż wczoraj wpadłam na to, jak zachować od niepamięci tę scenę. Narysuj te energie — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam. Gdy skończyłam, zaskoczona byłam tylko banalnością użytych kolorów, ale żadne inne nie wchodziły w grę — to musiała być czerwień i zieleń.



*

Wczoraj zadziwiło mnie skojarzenie, które przyszło do mnie na ruchliwym skrzyżowaniu. Miłość w kulturze często kryje swą moc pod czerwienią, ale czerwone jest również światło stopu w sygnalizacji świetlnej. Przypadek? A może miłość wymaga zatrzymania, niepędzenia, celebracji, uwagi? Wymaga — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.

*

Wczoraj późnym wieczorem przeczytałam poniższe słowa i zrozumiałam, jak ważny dla mnie, ale i skończony nareszcie, będzie ten wpis. Ano — rzekł ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.

[…] najważniejsza wydaje mi się miłość. Rozszyfrować świat, objaśniać go, gardzić nim to rzecz wielkiego myśliciela. Mnie zaś zależy tylko na tym, żeby kochać świat, nie gardzić nim, nie nienawidzić samego siebie ani świata, móc podchodzić do świata i siebie i do wszystkich istnień z miłością, z podziwem i z szacunkiem.

*

[…] pokochać świat, aby nie porównywać go z jakimś przez siebie wymarzonym, wyobrażonym światem, z wymyślonym jakimś rodzajem doskonałości, tylko zostawić go takim, jakim jest, i kochać go, i cieszyć się, że do niego należę. Takie między innym są moje odkrycia, Gowindo.

*

Można przekazywać wiedzę, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób.

Hermann Hesse, Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz,
Media Rodzina, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)


Dojrzałam. Upolowałam. Czytałam, by stwierdzić, że pewnych książek nie da się czytać w dziecięctwie dorosłości. Trzeba się przewrócić, podnieść nie jeden raz, by docenić ten tekst. Nie mogłam uwierzyć, że ta książka po raz pierwszy ukazała się dziewięćdziesiąt pięć lat temu i nijak myszką trącić nie chce.

[…] gest ręki ważniejszy niż […] poglądy.

*

Słowa wyrządzają krzywdę tajemnemu sensowi, gdy się coś wypowiada na głos, wszystko się od razu trochę zmienia, robi się trochę fałszywe, trochę głupawe — zresztą to też jest dobrze, to też mi się podoba, z tym też się całkowicie godzę, że coś, co dla jednego jest skarbem I mądrością, dla drugiego trąci zawsze głupotą.

*

[…] wszystko musi być takie, jakie jest, potrzeba tylko mojej zgody, mojej dobrej woli, mojego przyzwolenia, a wszystko jest dla mnie dobre, może mnie tylko wesprzeć, nie może mi szkodzić.

*

     — Kiedy ktoś szuka — rzekł Siddhartha — wówczas łatwo może się zdarzyć, że oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym, być otwartym, nie mieć żadnego celu.

*

Rzeka gdzieś  podążała, Siddhartha widział, jak jej pilno, jak ta rzeka, której cząstką był on sam i jego bliscy, i wszyscy kiedykolwiek spotkani ludzie, śpieszy się, jak fale biegną gnane niecierpliwością i namiętną pasją do celu, do niezliczonych celów, do wodospadu, do morza, do  miejsca, gdzie płynie wartki nurt, i każdy cel zostaje osiągnięty, i za każdym już osiągniętym pojawia się nowy, woda przemienia się w parę i wzbija ku niebie, staje się źródłem, strumykiem, rzeką i znów dąży naprzód, znów płynie.

*

Dokąd jeszcze zaprowadzi mnie ta droga? Pocieszna droga, idzie zakolami, może kręci się w kółko. Niech sobie idzie jak chce, pójdę nią.

*

[…] masz w sobie jakiś spokój i pewność, do których zawsze możesz się uciec i w samej sobie znaleźć oparcie, tak jak ja. Niewielu ludzi ma w sobie coś takiego, a przecież wszyscy mogliby to mieć.

*

Każdy może uprawiać czary, każdy może osiągnąć cel, jeśli potrafi myśleć, jeśli potrafi czekać i pościć.

*

[…] miłość można wyżebrać, kupić, dostać w podarunku, znaleźć na ulicy, ale zrabować jej nie można.

*

Nie jestem już tym, kim byłem […].

*

Sens i istota znajdowały się nie gdzieś poza rzeczami, ale w nich, we wszystkim.

*

Sądzić mogę tylko we własnej sprawie, tylko tu muszę dokonać wyboru, muszę coś odrzucić.

Hermann Hesse, Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz,
Media Rodzina, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)



środa, 13 grudnia 2017

Samo dostawanie tej książki było magiczną chwilą. Powiedzieć, że czułam ogromną wdzięczność, to nic nie powiedzieć.

     — Gdyby ktoś umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz, które nie mogą nadążyć za swoimi właścicielami. Robi się z tego wielkie zamieszanie, dusze tracą głowę, a ludzie przestają mieć serce. Dusze wiedzą, że zgubiły swojego właściciela, lecz ludzie często w ogóle nie zdają sobie sprawy, ze zgubili własną duszę.
     Jana bardzo zaniepokoiła taka diagnoza.
     — Jak to możliwe? Czy ja też zgubiłem własną duszę? — zapytał.
     Mądra lekarka odpowiedziała:
     — Dzieje się tak dlatego, że prędkość poruszania się dusz jest dużo mniejsza niż ciał
. […] Musi pan znaleźć sobie jakieś swoje miejsce, usiąść tam spokojnie i poczekać na swoją duszę. Zapewne jest teraz tam, gdzie pan był dwa, trzy lata temu. Czekanie może więc trochę potrwać. Innego lekarstwa dla pana nie widzę.

Olga Tokarczuk, ilustr. Joanna Concejo, Zgubiona dusza,
Wydawnictwo FORMAT, Wrocław 2017.



*



(tamże)



Mam przywilej odradzania się często, a czasem częściej. Mam przywilej rodzenia się dwa razy w roku. Od jednej daty do drugiej jest dokładnie pół roku. Raz rodzi się moje ciało. Raz moje najgłębsze jestestwo. Jeden z tych dwóch dni był trzy dni temu. Zostałam obdarowana. Dźwiękami bez słów łomolę. Słowami w papierzu o przyzwoicie dużej gramaturze sycę pozostałe zmysły.





*



Patricija Bliuj-Stodulska, Rozmowy zwierząt,
Wydawnictwo Papierówka, Szewnica 2015.



wtorek, 12 grudnia 2017

Boże Narodzenie — do wczoraj myślałam: Zestaw Małego Terrorysty. Bombki choinkowe. Wybuchy niezadowolenia w świątecznym gratisie. Do wczoraj.

Bo wczoraj, dzięki Wspaniałym Kobietom, które wspierają moją naukę, usłyszałam, poczułam, zrozumiałam, że ja i moja obecność przy wigilijnym stole mogą być dla kogoś prezentem.

Ty i Twoja obecność będą dla kogoś prezentem. Jesteś prezentem. Jesteś ważna. Nie musi być łatwo w to uwierzyć i poczuć to w sobie, ale… jesteś ważny!



ilustr. Leire Martin.

*

niedziela, 10 grudnia 2017

Pewien tekst jakiś czas temu podsunęła mi Kaan. To była chyba rozmowa z Autorką — żywa, celna, nawet jeśli chwilami nie po drodze z moimi poglądami. Wtedy właśnie zaznaczyłam kilka jej książek do „obserwowanych do upolowania”. Upolowałam. Trzy opowiadania, kryjące się pod intrygujących tytułem składającym się z trzech słów — po słowie na każde opowiadanie? And, środkowe, czyli Hanwell w piekle to mój faworyt — jest w tym opowiadaniu miejsce, od którego historia trzyma nasze serce i człowieczeństwo w garści; trzyma jeszcze długo po — bo jest o intencji, która lubi swą intensywność przebierać w ciuszki oczywistości i banału.

Wisienką na torcie jest posłowie, gdzie Autorka dzieli się swoim doświadczeniem mierzenia się z formą opowiadania. Zachwyciły mnie Jej przemyślenia:

Człowiek staje się innym pisarzem, kiedy bierze na warsztat opowiadanie. […] Gdy nie każda rzecz musi zarazem oznaczać inną, na kartce zaczynają ostrożnie pojawiać się prawdziwi ludzie. Wychodzą na słoneczną polanę, nie mając nic konkretnego do roboty: nie muszą wyrażać żadnej idei ani rozwijać wątku. Mogą trochę poleniuchować, będąc tylko sobą.

*

Opowiadania i nowele są czymś więcej niż poniechanymi w pół drogi powieściami. Autorzy tych pierwszych zatrzymują się, aby dopieścić detale, które powieściopisarze celebryci z bezwględnym rozmachem rozrzucają po pokoju. Owe krótsze formy to nie panoramy, lecz zbliżenia.

***

Super jest tu być z tobą i patrzeć, jak świat przemija.

*

     — Jakiś czas temu pytałaś mnie o Kambodżę — powiedział Andrew. — To bardzo ciekawy przypadek. — Popukał się w oprawkę okularów. — Oni tam zabijali każdego, kto nosił szkła, bo to znaczyło, że za dużo myśli. Mieli bardzo prostackie wyobrażenia. Byli wrogami logiki i postępu.

*

Ta samowystarczalność budziła w niej podziw, a zarazem lekką niechęć.

*

Tylu mężczyzn nie osiąga nic a nic i nawet nie spodziewa się niczego osiągnąć poza własną branżą i może jeszcze amatorskim golfem.

*

[…] utwierdzam się w przekonaniu, że mężczyznom z naszego pokolenia nie było pisane z kimś żyć. Unieszczęśliwialiśmy ludzi, bo przedtem nas samych  nieodwracalnie unieszczęśliwiono. Moja córka bardzo lubi mnie oceniać, sądzić i skazywać. Niewykluczone, że ma rację, i może Pani też się nie myli. W dzisiejszych czasach wszyscy zwalają winę na poprzednie pokolenia, ale myśmy tego robić nie mogli. Sami poczuwaliśmy się do winy i niczego sobie nie odpuszczaliśmy.

*

Wstałem i podszedłem do drzwi. Nie miałem pojęcia, dokąd prowadzą. Liczyłem się z możliwością, że mieszkanie leży na końcu świata, więc za progiem po prostu wpadnę do tej jakiejś dziury, w której mieści się wieczność.

*

     — O, w życiu spotyka się czasem ludzi, którzy człowiekowi pomogą — odparł, nalewając mi trochę.
     — Naprawdę? Mnie to się raczej nie zdarza.
     — Bo nie zauważasz, że ci pomagają
.

Zadie Smith, Lost and Found. Opowiadania,
przeł. Michał Kłobucki, Znak, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)



wiesz, że tego chcesz. wiesz, że
tego, tam i wtedy, nie dostaniesz.

rozumiem. jedno pytanie:
więc po co to robisz?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 270
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...