Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
czwartek, 07 grudnia 2017

Ta książeczka była powodem, dla którego wtedy zrobiłam klik, klik. Czyta się ją z zapartym tchem i z zadziwieniem, jak wiele pomysłów na to, co kobiecie wolno i nie wolno, ale i na to, co kobieta chce, przetrwało w Polsce nienaruszonych. Gorzej, czytając, można śledzić, jak wiele z tych pomysłów zostało przez współczesne prawicowe kobiety skutecznie zinternalizowanych bez najmniejszego nawet zająknięcia. I właśnie ten brak refleksji w-kura przez wu-iłby moją Praprapraprababcię najbardziej!

Bez wątpienia — kobiety mówią. Przede wszystkim między sobą […] ku przerażeniu mężczyzn, którzy boją się tych poufałych zwierzeń. […] kobiety opowiadają, omawiają — i obmawiają, śpiewają i płaczą, błagają i proszą, obwieszczają i protestują, paplają i żartują, krzyczą i wrzeszczą. Głos kobiet to forma ekspresji, a także — w społeczeństwach tradycyjnych, gdzie przeważa kultura słowa mówionego — siła regulująca. Lecz słowa kobiet przynależą do prywatnej strony rzeczy.

*

Bo Słowo jest przywilejem tych, którzy sprawują władzę. Jest władzą. […] Tworzy człowieka.

*

Kiedy Jeanne Chauvin, która uzyskała doktorat w zakresie prawa w roku 1892, podejmuje starania, by zostać adwokatką, jej roszczenia rozpalają publiczną debatę, toczoną również na forum parlamentu. Przeciwnicy wykorzystują wszystkie argumenty: „brak siły fizycznej […], wreszcie niebezpieczeństwo czyhające na urzędników, którzy mogą paść ofiarą uwodzicielskich zabiegów — bo natura popycha kobiety, by zachowywały się zalotnie”.

*

[…] używanie głosu publicznego ma inne znaczenie. Jest symbolem władzy i formą dostępu do przestrzeni wspólnej, z której kobiety zostały wykluczone […].
     Przywłaszczyć sobie dyskurs, opanować go, to przywłaszczyć sobie świat i rozpoczynać wciąż na nowo te niedokończoną — nie mającą końca? — rewolucję symboliczną […]. To w każdym razie wielka przygoda.

*

[Nelly Roussel, 1878–1922] Broniąc prawa do swobodnego wyboru macierzyństwa zauważała, że nakładany na kobiety przymus rodzenia stanowi element wspólny wszystkich religii, a zarazem służy zaspokojeniu potrzeb kapitalizmu, żądającego coraz większej liczby dzieci, by zamienić je w ciała poddane wyzyskowi”.

Michelle Perrot, Kobiet głos publiczny, przeł. Piotr Laskowski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

Zaczęło się od audycji. Potem klik, klik. Wczoraj pan listonosz przyniósł. Ten tekst — całe dwadzieścia stron — czytałam jako drugą książeczkę z tej serii.

Zachwycił mnie sam pomysł na serię, płynący z serca w poprzek trendom globalnego odmóżdżania ludzi, ale i z uwzględnieniem smutnawej rzeczywistości, która jest efektem wspomnianego odmóżdżania — człowiek współcześnie ciosany, nienawykły do czytania, ma nie lada kłopoty z umiejętnością skupiania uwagi. Malutkie, chudziutkie książeczki w serii, o której można przeczytać słowa:

W miejsce przywiązania do spektaklu polskości, europejskości, Polski Walczącej czy kariery senior managera — potrzebujemy odwagi błądzenia, wędrowania, migrowania. Tym, co łączy nas z innymi jest właśnie wspólne doświadczenie istot, które dziwią się samym sobie.

Te małe książeczki odpowiadają na tę potrzebę, robią dobrą robotę — wprawiają w zadumę nad nieoczywistością oczywistego. Ta konkretnie skierowała moją uwagę ku tym, których kocham, ku tym, których przyjaźń cenię sobie najbardziej. Przywilejem jest mieć przyjaciół, ale jest nim również sama świadomość posiadania przywileju bycia człowiekiem „oprzyjaciołowionym”.

Bo też czymże jest przyjaźń, jeśli nie bliskością taką, że nie sposób przedstawić sobie ani jej obrazu, ani pojęcia? Rozpoznać w kimś przyjaciela znaczy nie potrafić rozpoznać go jako jakiegoś”. Nie można rzec „przyjaciel” tak, jak mówi się „biały”, „włoski” czy „ciepły” — przyjaźń nie jest własnością czy jakością przedmiotu.

*

Przyjaźń to współudział poprzedzający wszelki podział, ponieważ do rozdania ma sam fakt istnienia, życie samo.

Giorgio Agamben, Przyjaciel, przeł. Sebastian Matuszewski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2017.

Zobaczyłem anioła w marmurze i rzeźbiłem,
dopóki go nie uwolniłem
.

Michelangelo Buonarroti

*

Zobaczyłam swoją przyszłość i nie ustanę,
dopóki nie stanie się moją teraźniejszością.

Przeczytałam pierwsze. Przyszło do mnie drugie i uśmiechnęło mnie, i zainspirowało, i przyrzec kazało, że… tak! Jedno i drugie z samego rana w tramwaju.

*

Zobacz swoją przyszłość i nie ustawaj,
dopóki nie stanie się twoją teraźniejszością
.

Jabłoń

środa, 06 grudnia 2017

(„przejechała sięna autobusie,
który nie przyjechał
)
Jabłoń:
(użebrała, by Sadownik ją zawiózł)

Sadownik:
(ratuje i wiezie)
Mogę zadać pytanie?

Jabłoń:
Dawaj!

Sadownik:
Jak długo jeszcze będziesz „nie chodzić”,
by chodzić lepiej?

Jabłoń:
Ha, ha, ha!

Sadownik:
Będę dla ciebie dobry, zadam ci drugie pytanie:
Jaką inną metodę, niż niechodzenie,
możesz zastosować, by chodzić lepiej?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem ozdrowieńczym)

wtorek, 05 grudnia 2017

Saba. Jest o miesiąc z hakiem młodsza od Heniutki. Gdy ostatnio byliśmy u Orzeszka i Białego Kruka, widziałam, jak medytowała ogniem. Zachwyciłam się, ale nie zdążyłam wyjąć telefonu, by pstryk. Zamówiłam więc zdjęcie u Białego Kruka… Dostałam!

(fot. Biały Kruk, fragment)

*

Wczoraj wieczorową porą spłakała mnie Gepardzica kudłatą pieśnią tą…

Michał Sołtan, Weź.

weź na spacer mnie,
odetchniesz też,
no, weź się i weź
!

     rozumieć. poczuć.
     a potem czuć, by zrozumieć.
tylko to mnie leczy.

______
† co mam zrobić.
‡ to, co dzieje się ze mną, gdy to robię (dokładnie, poprawnie, uważnie).
• w każdym aspekcie mojego życia.

*

Poprosiłam Oj Tè o wersję „–1” ćwiczenia, którego w bazowej wersji  „zero” moje ciało ogarnąć nie może. Ja i moje ciało pozostajemy w zachwycie. Dla normalnego człowieka to żadne ćwiczenie, ale dla mnie jest w sam raz. Niełatwe, ale wykonalne — wyzwanie wzbudzające radość — ¡el reksio!


Tengo cuarenta y tres reksios:

na skraju drogi donikąd stanąć.
     wziąć głęboki wdech, a potem.
     wydech. wolno. z ulgą i wdzięcznością,
     że ja, tu, teraz.
na skraju drogi. niby donikąd.
     ruszam przecież w swoją drogę.

Działo się. Dużo. Intensywnie.
Trawiłam. Wchłaniałam.
Słowa musiały poczekać. Do dziś. Tych nie chciałabym zgubić.

// po-superwizyjna perełka:
gdy realizujesz swoje pragnienie,
odwiązujesz się od swojego krytyka wewnętrznego
*.

JiM

____________
ma swoje miejsce tu :). może nawet powinien mieć swój znacznik.

piątek, 01 grudnia 2017

W weekend u Orzeszka i Białego Kruka zachwycałam się pomysłem na zasuszenie badyla. Dziś Biały Kruk zaskoczył mnie wiadomością, że Suszek w wazoniku… zakwitł!

(fot. Biały Kruk)

Należę do małego nieformalnego Klubu czytających regularnie Autora w Dużym Formacie. Nie dziwiło mnie więc wcale, jak któregoś pięknego dnia strzeliło mej osobie do łba, by upolować książkę tę, by ciut dłużej niż na kilku szpaltach półstrony pobyć w świecie Ostroumysłu.

Kilku bohaterów tej książki pochodzi z zacnej miejscowości Mąciwody, ale mąciwodą pierwszej klasy jest sam Autor, który bezczelnie i bezgranicznie używa intelektu nie na pohybel, lecz ku uciesze czytającej. Intelekt, w połączeniu ze spostrzegawczością oraz zdolnością do analizy i syntezy, jest zabójczą bronią — pomyślałam, gdy po raz kolejny natknęłam się w książce na termin robotnik biurowy. Jest to broń reglamentowana i ściśle koncesjonowana przez Naturę, która za nic ma arogancję władzy i majestat miłościwie nam panujących. Robotnik biurowy i wszystko wiadomo o czasach, w których przyszło nam żyć. Robotnik biurowy i wiesz, i „odwiedzieć” się już nie możesz, bo sensu nie dokleisz, nie dosztukujesz wizji, misji i podniosłego celu dźwigania na swych barkach świata, co z kolan sam z siebie powstać nie może.

Na przystawkę, danie główne, ale i deser pierwszy, drugi i ten ostatni Autor serwuje relacje w krzywym zwierciadle rzeczywistości — miodzio! Sam pomysł na cykl z zawartością tego samego składnika w finale każdego opowiadania — wyborny, by utrzymać się w konwencji uczty.

[…] od czasu boomu edukacyjnego student nie musiał wyglądać, jak dawniej student wyglądał, dziś student mógł wyglądać jak alfons, jak diler narkotykowy, jak kibol – zresztą niewątpliwie była wśród herosów boomu edukacyjnego mnogość dilerów i kiboli, koksiarzy i chuliganów, a przynajmniej tych, których głównym talentem była zaradność życiowa.

*

Zdarzało się, że do jego pracodawcy wpływały skargi od pasażerów na chamskiego kierowcę, ale pan Marek był zbyt cennym pracownikiem […]. Najwyżej kierownik zajezdni zdobywał się na przyjacielską reprymendę: „Weź, kurwa, Marek, spróbuj być, kurwa, czasami kulturalny, bo się, kurwa, w końcu ktoś z ratusza do nas dopierdoli; oni tam ochujeli ostatnio na punkcie komfortu mieszkańców, jakby, kurwa, nam się jakiś komfort pracy nie należał”.

*

[…] czysta bezczelność ich konstytuowała, bezczelnie się rozsiedli w wannie, bezczelnie patrzyli na niego i bezczelnie się uśmiechali, bez wątpienia bezczelnie szli przez życie i brali to, co im się należało, a także to, co im się nie należało, ponieważ uważali, że wszystko im się należy. Byli pięknymi chamami i pomyślał, że on nigdy chyba nie był bezczelny, zawsze nad bezczelnością górę brała nieśmiałość – niestety wynik domowego wychowania: jak się przez całą młodość słyszało, że się do niczego nie nadaje, to trudno wzbudzić w sobie bezczelność. […] Bardzo cierpiał z tego powodu, ponieważ jego niezrealizowanym marzeniem było zostać prawdziwym bezczelnym, egoistycznym chamem.
     Muszą dobrze się bawić w życiu, pomyślał, są pozbawieni uczuć wyższych, refleksji metafizycznej, nie interesuje ich teatr ani literatura, choć na pewno chodzą do kina albo oglądają filmy spiracone z sieci, są szczęśliwi.

*

Dla dobra nas wszystkich; dobro większości jest najważniejsze. […] Demokracja na tym polega, że większość ma rację i sprawiedliwość jest po stronie większości. […] sprawy zaszły za daleko, nie uchodziło tchórzyć, szło o wspólne dobro, demokracja polega na tym, że trzeba poświęcić jednostkę dla większości, a życie mieszkańców kamienicy było najważniejsze.

*

Byłem pięćdziesięcioletnim mężczyzną usiłującym sobie przypomnieć ciała koleżanek ze szkoły i byłem pięćdziesięcioletnią kobietą próbującą przywołać obraz własnego ciała sprzed ponad trzydziestu lat i oboje nic nie pamiętaliśmy.

*

     —  Mariola! — zawołała matka. — Jak ty się wyrażasz; jak ty się zachowujesz! Przy rodzicach i przy księdzu!
     — To jest mój brat, a nie jakiś obcy ksiądz; z bratem mogę rozmawiać wprost i szczerze — odparowała Mariola.
     — To nie tylko twój brat, ale ksiądz, to jest duchowny, któremu należy się szacunek! — podniosła jeszcze trochę swój słaby głos matka, albowiem bardziej szanowała syna niż córkę. Bardziej także dlatego, że syn był duchownym; gdyby był kierowcą pekaesu, hydraulikiem bądź listonoszem, to też by go oczywiście kochała, ale na pewno o wiele mniej szanowała.
     Ojciec naturalnie milczał; milczał w sposób iście cmentarny, albowiem znajdował się na rozdrożu – duchowym i światopoglądowym
.

Krzysztof Varga, Egzorcyzmy księdza Wojciecha,
Wielka Litera, Warszawa 2017.


| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...