Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 18 lipca 2010

Nie dojrzałam jeszcze do damskiej torebki, ale mam dziewczęcą, plecioną torebusię, z której dzisiaj, ku memu zaskoczeniu, wyjęłam zapomniane karteczki i aż się uśmiechnęłam.

Seminarium Janka Przeora (Podstawy Psychologii Procesu w Naukach Ścisłych) zaliczyłam w zeszłym roku, ale w zeszłym tygodniu byłam akurat w Przemianach, gdy tegoroczna edycja seminarium dotarła do końca. Janek, w ramach tego spotkania, ma w zwyczaju znieczulać poprzez rozwieszanie fantastycznych karteczek z cytatami na ścianach, lustrach, drzwiach. Dwa takie cytaciki tak bardzo mi się podobały, że użebrałam u Janka pozwolenie na zawłaszczenie ich wydrukowanej wersji. No i wpadły mi dzisiaj w ręce, ponownie.

Szybciutko, mam potrzebę mieć je w wersji cyfrowej w pojemnej szufladzie mego bloga:

Czas...
Zbyt Wolny dla tych, którzy Czekają,
Zbyt Szybki dla tych, którzy się Boją,
Zbyt Długi dla tych, którzy są w Żałobie,
Zbyt Krótki dla tych, którzy się Radują,
Lecz dla tych, którzy kochają,
Czas nie istnieje.
Henry Van Dyke (1852--1933), poeta


Czas jest tym, co chroni wszystko
przed wydarzaniem się jednocześnie.
John A. Wheeler (1911--2008), fizyk teoretyczny

Upał wczoraj wieczorem przeszedł najśmielsze oczekiwania i nie dawał żyć nie tylko ludziom i psom, ale również owadom --- nieprzytomne ćmy czekały na ścianach na lepsze (chłodniejsze) czasy. Jedynie Kudłata, niezrażona, namiętnie gryzła gałęzie Jabłoni.

Jabłoń:
(zwraca się do Kudłatej)
Zobaczysz, w końcu Ci oddam i ugryzę Cię w dupsko.
(Kudłata gryzie dalej)

Sadownik:
(z przekąsem)
Nie obiecuj!

Jabłoń:
Nie, nie zrobię tego, bo będzie miała traumę do przepracowania
i będzie trzeba szukać psiego psychoterapeuty.

Sadownik:
Sprawdź, może jest psi POP-serwis.

sobota, 17 lipca 2010
I had a dream:
Aby kochający się ludzie mogli bez strachu,
zawsze i wszędzie trzymać się za ręce. :)

Jack Johnson & Ben Harper,
With My Own Two Hands.

Od uwielbienia matematyki i programowania,
przez teorię sygnałów i obwodów, której nie kochałam,
zanurzona w algorytmikę, struktury danych, złożoność obliczeniową, optymalizację,
z plasterkami zagadnień klasyfikacji na oczach
dotarłam do takiego miejsca w życiu, w którym teoria informacji
spotyka się z ludzką duszą.

Pokochałam psychologię zorientowaną na proces.
Dlaczego?

Informacja kodowana w sygnałach obleczonych cielesnością rzeczywistości
pojawia się w gestach, kolorach, smakach, zapachach, snach, dźwiękach,
w niby nic nie znaczących wydarzeniach. Tylko odkodować.

Sygnały płyną wciąż i wciąż,
poczekają aż je odbiorę;
w razie potrzeby urosną do takich rozmiarów,
że nie będę mogła ich ominąć, udając, że ich  nie ma;
nie znikną, dopóki ich nie zdekoduję i nie zrozumiem.

Psychologia procesu --- przykład bezstratnego kodowania informacji
pochodzących z nieskończonych źródeł jakimi są:
moje życie, moje związki,
życie mojej rodziny i społeczności,
życie mojego narodu, kontynentu
i naszej planety.

…z tatą po schodach w Klifie. Schody dla niego to codzienna oczywistość, dla niej wyzwanie i przygoda. Kudłata z Sadownikiem w domu a ja mam trzygodzinną wyjściówkę. Delektuję się życiem a to co przykuło moją uwagę samo ułożyło się w słowa:

Idę małymi kroczkami prowadzona przez Życie za rękę. Zmierzamy ku nieznanemu celowi, pokonując razem wysokie schody; te niskie przeskakujemy dla zabawy po dwa; odpoczywamy zaś na ruchomych. Dziś, przystanęliśmy, wciśnięci w fotel, z mrożoną kawą w dłoni, w klimatyzowanej kawiarni czytamy, że Jung napisał: „nie można wyczerpać nieświadomości” i… cieszy nas to ogromnie. :)

piątek, 16 lipca 2010

Lubię na człowieka patrzeć jak na planetę --- z własną atmosferą, swoistą gęstością procesów myślowych, prywatnym zestawem przekonań, indywidualnym ciążeniem zasad i moralnych nakazów. To wszystko wyznacza przybliżony tor ruchu planet-ludzi. Nie mogę się nadziwić jak łatwo ucieka mej uważności fakt, że to co dla mnie jest oczywiste, dla drugiego może być bardzo trudne; to co dla mnie niemożliwe, na drugiej planecie dzieje się co dnia.

Spotkanie dwójki ludzi to dla mnie spotkania nie międzyludzkie czy międzynarodowe, ale międzyplanetarne. Nie zawsze udaje mi się pamiętać o etykiecie i dyplomacji, które uwzględniają specyfikę tej drugiej planety --- bywam niecierpliwa i zadaję trudne pytania; co gorsza, oczekuję odpowiedzi szybkiej i klarownej --- wówczas księżyce planet wywracają oczami z politowania.

Są tacy ludzie, których bardzo lubię. Cieszę się na spotkania z nimi a gdy to się dzieje, wydaje mi się czasem, że choć siedzimy w odległości może metra od siebie to jesteśmy oddaleni o lata świetlne zrozumienia, oddzieleni gwiezdnym pyłem strachu, żeby niczego nie spieprzyć. Łapię się na tym, że szanując III zasadę dynamiki bezwiednie dotykam tylko bezpiecznych tematów --- poruszam się po znanej dobrze trajektorii, by nie stracić tej planety we wciąż rozszerzającym się wszechświecie.

Kudłata nie zna fizyki, nie wie nic o planetach. Kocha i interesuje się wszystkim. W jej świecie niepotrzebne są parady równości, każdego dnia jest święto życia. Każde spotkane indywiduum traktuje jak swojego przyjaciela... nawet jeśli śmierdzi. Przekonałam się o tym wczoraj. Młoda już wie, że kuchnia, deska drewniana i nóż może oznaczać jedzenie. Kroiłam cebulę a psica rzucała się na szafki (czemu dzieci tak szybko uczą się tego, czego nie chcemy; tego, co nawet nie przyszłoby nam do głowy?). Przypomniała mi się moja Mama, która odkrawa kawałek krojonej cebuli i daje go do powąchania psom
--- natychmiast tracą zainteresowanie. Odkroiłam cebulową dupkę i... znów się zdziwiłam... W kudłatym świecie pojawił się nowy przyjaciel. Prychała, i owszem, miłością obśliniła, podzieliła na kilka części i niezrażona zapachem była ciekawa co jest w środku i o co chodzi temu śmierdzącemu przybyszowi. Miałam kilkanaście minut kuchennego spokoju. Nie mogłam wyjść z podziwu na jej otwartość na nowe.

Na koniec zabawy moja całodobowa psia terapeutka popatrzyła na mnie z pytaniem w swoich pięknych, mądrych oczkach: a ty jesteś otwarta na ludzką inność? Po czym wyszła z roli i autorytarnie stwierdziła: "Dlaczego Jarek ma kota? Powinien mieć labradora."

czwartek, 15 lipca 2010

Ona:
(po chwilach pełnych uniesień,
nie może zwerbalizować tego, co przeżyła):
W następnym życiu koniecznie bądź kobietą, to zrozumiesz.

On:
Nie da rady.

Ona:
Dlaczego?

On:
Zbyt mocno zgrzeszyłem w tym życiu.

Ona:
(z pewnością)
To będziesz kobietą na pewno.

środa, 14 lipca 2010

Upał czyni z Kudłatej dorosłego psa. Zabawa i owszem, ale jest jej dużo mniej niż w chłodne dni. Młoda je, śpi, stara się przetrwać i żyje miłością do terakoty w kuchni.

Wyglądało na to, że nie będzie czego wspominać pod koniec dnia. A jednak, Kudłata po raz pierwszy w swoim życiu wystąpiła dzisiaj dwa razy w roli gospodyni domu.

Pierwszy, gdy z nienacka, bez zapowiedzi odwiedził nas Braciak. Nie spodziewałam się nikogo a nawet jak się spodziewam to zwykle wizytę zapowiada ryk domofonu lub dzwonka. Siedziałam, pracowałam i nie słyszałam pukania. Zauważyłam jednak kątem oka, że Kudłata radośnie kręci się po korytarzu. Podeszłam do niej, aby dowiedzieć się o co chodzi i… w końcu usłyszałam pukanie. Kudłata Gospodyni spisała się na medal.

Braciak to kolejna męska postać, która pojawia się w naszym domu, od czasu gdy przybył nam kolejny Członek Rodziny. Dziwna obserwacja i konkluzja (z przymrużeniem oka): chyba mężczyźni w drzewie genealogicznym gatunków są dużo bliżej psów niż kobiety. Młoda uwielbia facetów, nawet jeśli w stosunku do niej nie wykazali się niczym innym niż przynależnością do męskiego świata. Trudno się dziwić, Kudłata woli owłosione osobniki. Damskie, gładkie łydki wprawiają ją w osłupienie. W ten diabelski upał oczy Kudłatej sprawiają wrażenie jakby pytały mnie z uporem maniaka: a ty gdzie zostawiłaś swoje futerko?

Rola bardzo wesołej i gościnnej Gospodyni pojawiła się po raz drugi, gdy Młoda zwaliła z niskiego stoliczka, między innymi, szczotkę do wyczesywania krótkowłosych psów. Owa szczotka, przypominająca kształtem szczotkę do butów, upadła włosiem do góry. Zaczarowało to psa. Przy czym, należy nadmienić, że włosie w środku szczotki jest metalowe, czyniąc z niej szczotkę-jeża --- nie da się go wziąć w pysk i zanieść gdzie się chce. „Kostek lodu” przy tym przybyszu może się schować, zbyt gładki. Kudłata natychmiast zobaczyła w szczotce potencjalnego partnera do zabawy. Były figury wszelkiej maści, ale był też zupełnie nowy element --- radosne szczekanie --- a podobno labradory nie szczekają. Sadownik skwitował moją uwagę na ten temat oczywistym uzasadnieniem: ale przecież to suka, musi sobie pogadać. Zapraszanie do zabawy dźwiękowe i ruchowe nie miało końca. Patrzyliśmy z Sadownikiem na to w osłupieniu, ale i z ogromną przyjemnością.

Kudłata kocha kudłatych. Może czas, aby przestać depilować nogi? :)

Nie będzie chronologicznie. Będzie od tyłu.

Mówi się, że „duzi chłopcy nie płaczą a duże dziewczynki nie krzyczą”. Pod latarnią, jak głosi inna maksyma, jest najciemniej. Tak było i w tym przypadku. Pierwszą część przytoczonej mądrości ludowej, o tym czego nie należy, znam chyba od zawsze. Drugą część, dotyczącą mojej kobiety we mnie znam od niedawna. W całości ten konstrukt wciąż zadziwia mnie szybkością z jaką amputuje i mężczyznom i kobietom bardzo ważną część ich samych. To kolejna prawda ludowa z którą się nie identyfikuję i cieszę się z tego faktu jak dziecko.

Owa mądrość zjawiła się pod dachem mojej czaszki zaraz po tym, gdy w mej głowie pojawiły się poniższe słowa z wplecionymi ważnymi, choć zwykle niechcianymi, czasownikami:

JESTEM i...
...krzyczę... by rozrzedzić złość,
...milczę... by rozcieńczyć smutek,
...płaczę... by rozwodnić żal.
BĄDŹ TY TEŻ... proszę.

Przyszło mi to wszystko na myśl, bo upał, upał, upał... i dziwnie dziwny nastrój zadumy.

Jestem zbieraczką słów w różnych postaciach. Książki, zaznaczone w nich akapity, artykuły z czasopism, zdania z audycji radiowych, barowe serwetki z zapisanymi naprędce słowami, które ktoś wypowiedział lub które przyszły mi nagle do głowy. Ot, taka przypadłość...

Jak to zwykle bywa, szukałam czegoś innego, konkretnego terminu. Szperając w notatkach hospicyjnych znalazłam nie tylko owo słowo, ale również poniższy drobiazg, który w razie czego może służyć za urządzenie pionizujące. Pomyślałam, że nie chcę tego tekstu już gubić, i póki wiem gdzie jest, zafunduję mu przenosiny z kartki w kratkę na wersję cyfrową. Dobrze mu to zrobi.

Można znaleźć wielkie szczęście w dawaniu.
Lecz nieustanne dawanie może wyczerpać serce i umysł.
Naucz się brać choć trochę --- choćby chwilę
w ogrodzie, w galerii, w kawiarni.
Doceń to.  Pozwól,
aby ptaki i żaby, dzieła sztuki, muzyka i książki,
a także niewymagający przyjaciele
przywracali Ci siły.
Ludzie potrzebują ciągłego odnawiania się.

Pam Brown

 

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...