Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 20 listopada 2011

Dlaczego... Mój najulubieńszy z wszystkich Habów zostawił mnie z tym słowem, które samo w sobie nijak nie mogło zdecydować się, czy jest tylko stwierdzeniem, czy może pytaniem, które zaprasza mnie do wewnętrznej podróży. Porzuciłam to słowo i jego ukryty, nieznany mi sens, wierząc głęboko, że w końcu znajdą się odpowiedzi a) na moją wątpliwość, co Hab miał na myśli, b) na ukryte w tym słowie pytanie dlaczego... Warto było poczekać...

***

Nie wspomniałam wczoraj, że wchodząc do księgarni miałam w zanadrzu koło ratunkowe --- książkę, którą chciałam przeczytać tylko i wyłącznie z powodu tego, że szalenie spodobało mi się hasło umieszczone na wielkiej reklamie, które widziałam jakiś miesiąc temu przemieszczając się komunikacją miejską. Hasło brzmi i porywa mnie do dziś:
                      „...Każdy koniec daje szansę na nowy początek...”.

Pocieszam się, że może każdy z nas ma jakiś czuły punkt... na reklamę proszku, pasty, nowo otwartej knajpy nie dam się nabrać, a tu... proszę, kupiłam książkę, bo hasło złapało za połeć moją wiarę w sens najdrobniejszego nawet końca. Dopadłam zawartość lektury dziś rano i, proszę, znalazła się zagubiona odpowiedź...

***

Hab: ...dlaczego...
Jabłoń: Dlaczego? Dla czego? Dlatego? Dla tego? Dlatego i dla tego...

Słowa to zapisane na papierze łzy. Łzy to słowa, które trzeba uronić. Bez nich radość traci swój blask, a duszę przejmuje bezbrzeżny smutek.

P. Coelho, Alef,
Drzewo Babel, Warszawa 2011.

***

Dlaczego kocham czuć, że żyję? To chyba już zbyt filozoficzne pytanie jak dla mnie...

sobota, 19 listopada 2011

Obudził mnie rano głód nie byle jaki. Zamarzyło mi się coś... dla czystej, nieskażonej pragmatyzmem, przyjemności. Coś małego, niezobowiązującego, ot, takie małe, maksymalnie kilkugodzinne spotkanie miłosne... dać się uwieść, dać trochę swojej uwagi, wyssać i... porzucić!

Gdy więc Sadownik po śniadaniu zarządził polowanie na fotograficzne czasopismo ma Dusza i Ciało nie protestowały ani troszkę. Udając politycznie poprawne były gotowe, by odświeżyć polski szlagier: jes, jes, jes!

Fajnie jest... krążyć między regałami, marudzić, przeglądać, napawać się zapachem druku, nowymi okładkami starych tytułów, świeżutkimi premierami. Przebierać, wybierać, nie wiedzieć, czego się chce, ale chcieć całym sobą... naprawdę fajnie jest!

Na szczęście nie było dylematu osiołka, co zbyt duży wybór miał. Padło na książkę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Zanim jednak zdecydowałam się właśnie na nią, przeszłość przebiegła mi przez myśl --- osobista martyrologia lektur szkolnych. Moja lista tych ulubionych jest wyjątkowo krótka, bo znajdują się na niej tylko trzy tytuły: Kamizelka, LatarnikMały Książę. Gdy więc me oko padło na okładkę książki Alejandro Roemmers czułam, że to może być moja ofiara. Z niedowierzaniem zajrzałam do środka, chrupnęłam podczytnik i zawartość skrzydełek obwoluty... Im dłużej czytałam, tym bardziej traciłam pewność, czy to ja upolowałam książkę, czy to ona chwyciła mnie za serce i postanowiła nie puszczać do ostatniej literki, bo przecież czasem tęsknię za Małym Księciem. Kupiłam! Nie żałuję. Wolno, wolniutko czytałam. Starczyło na dwie godziny. Odpoczęłam. Mogę znów ruszać na podbój wielowątkowego kryminału jakim jest Psychopatologia.

Kochaj swoje marzenia, by dzięki nim budować świat pełen ciepła i cudowności, pełen uśmiechów i uścisków. W takim świecie będziesz chciał żyć, i stanie się on jak wielobarwna tęcza. Jeśli naprawdę w to wierzysz, jeśli będziesz budować go dzień po dniu za pomocą małych gestów, znajdzie się w zasięgu twojej ręki. Będzie nagrodą za twoje zasługi, bo nigdy nie widziałem, żeby ktoś w pełni cieszył się niezasłużonym szczęściem. Tylko ludzie, którzy prawdziwie kochają, są gwiazdami a ich blask świeci nad nami długo po tym, jak odejdą.

***

(...) wcześniej czy później wszyscy musimy wyruszyć w wyczerpującą wędrówkę w głąb swojej duszy. Żaden inny podbój nie przynosi takich zdobyczy, jak podbój samego siebie.

***

(...) Jeśli będziemy traktować innych zgodnie z tym, jak się zachowują, wcale się nie zmienią, ale jeśli będziemy ich traktować jak ludzi, którymi mogliby być, osiągną prawdziwą pełnię.

A. G. Roemmers, Powrót Młodego Księcia,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.

Mam już tak, że zawsze studiuję notkę wydawniczą. Lubię sprawdzić jak brzmiał tytuł oryginału. Lubię wiedzieć, ile lat dzieli polskie wydanie od wydania oryginału. Mile mnie zaskoczono... ta książka to prawdziwa świeżynka, oryginał wyszedł też w 2011.

piątek, 18 listopada 2011

Kręgi C... Th... L... Sacrum i kosteczka guziczna ruchem jednostajnie przyspieszonym i zwalnianym przez środki transportu publicznego poniosły mnie dziś z samego rana, całkiem planowo, do Osteo.

C... Przestrzenie między kręgami, mięśniami, przyczepami... te wszystkie malutkie miejsca, których świadomości nie posiadam na co dzień... obdarzone uwagą, dotykiem, poruszone. Tak ma być!

Th... Magia pracy z ciałem. Ożywione plecy, niczym suchy alkoholik po spotkaniu AA, alternatywnie upijają się życiem i możliwością odzyskanej ruchomości. Tak ma być!

L... Dzień skurczył się do błogiego nicNierobienia i odsypiania maratonu, który przebiegły wszystkie cząsteczki mnie podczas tej osteowej godzinki. Tak ma być!

Śmieję się zwykle z Osteo, że przychodzą do niego tylko moje kręgi. Ja w tym czasie, w tej samej czasoprzestrzeni udaję się na sesyjkę muzykoterapii. Było tak i dziś. Bardzo często rozbrzmiewają połączone w pęczki nutki, których nigdy nie słyszałam. Dziś było podobnie. Jedyna różnica polegała na tym, że chciałam do tej płyty wrócić, gdy wyjdę od Osteo i dotrę do swojego życia.

S... Gdy kończę zamieniać dzisiejsze chwile w malutki, blogowy wpisik, słucham przy okazji i nie ustaję w zadziwieniu jak bardzo nie mogę zachować powagi nieruchomo siedzącej przy biurku osoby. Nie mogę, bo wszystkie koraliki C-Th-L-S rwą się do ruchu... Tak ma być? :)

Pizzica, Luna Lunedda.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Cud Pierwszy. W przerwie między zajęciami, zajrzałam do Ommeczki i zatrzymał mnie jej cudowny wiersz. Dotknął do żywego rzucając osobliwe światło na ludzkie życie. Poruszył. Przemienił. Pozwolił spojrzeć na ludzką egzystencję w jeszcze jeden, bardzo osobisty sposób.

Cud Drugi. Akuszer, co świętem mym jest co dwa tygodnie, był i dziś. 5 minut, psychologiczny szach i mat! Rozłożona na łopatki, wracałam do domu szczęśliwsza, wyższa, masywniejsza --- jakby mnie ciut więcej było pod każdym względem --- znów odzyskałam kawałek siebie. Wracałam i popłakałam się... ze szczęścia, co mnie rozpierało.

Cud Trzeci. No więc, wracałam, poczułam się przecudownie i „przebosko”, przypomniał mi się zestaw słów, który spisany był, gdy czułam podobną moc i zachwyt. Dodaję dziś do tych słów semi-toast:
   Niech żyją Wszystkie Cuda, którymi byliśmy, choć pewnie wcale o tym nie wiedzieliśmy!
   Niech żyją Wszystkie Cuda, którymi jesteśmy, choć ledwo to wyczuwamy!
   Niech żyją Wszystkie Cuda, którymi pragniemy się stać! Bo...
Świat potrzebuje Cudów!

               ***

NIE!
Nie wierzę w cuda

Żyję wśród cudów
Dotykam cudów
Czynię cuda
Ot, jestem cudem

Tak jak Ty! Właśnie
TAK!
                (6 stycznia 2008)

niedziela, 13 listopada 2011

Jabłoń:
(w doskonałym humorku)
Hau, hau!

Sadownik:
(w ciepłym łóżeczku jeszcze leżący)
Waruj!

Heńka:
(patrzy wzrokiem niedowierzającym,
zszokowana ubóstwem ludzkiej komunikacji
)

No i było cudnie…

_____________
    † tłum. dzień dobry, zrobiłam śniadanko, wstaniesz?
    ‡ tłum. cześć, chodź tu jeszcze na chwileczkę przytulić się.

sobota, 12 listopada 2011

Kawalerka, co szczytem marzeń w owym czasie była. Zielonym materiałem obita kanapa. Światło wieczorem zapalane przebijało przez wiklinowy, delikatnie upleciony kinkiet. Piękne „chińczyki”, w które wbijało się szpilki. Druty, kłębki, maszyna do szycia. Głęboka wanna, zapach mydła, i najważniejsze... Ona. Pokochała mnie w czasach, gdy żywiłam się tylko doświadczeniem wkładanych do buzi zabawek, gdy nie przypuszczałam nawet, że są takie pojęcia jak miłość i czas.

***

Minęło wiele lat. Nasze drogi rozeszły się po drodze. Czas nie ustawał w przemijaniu. Minęło go tak dużo, że pomyślałam, że może wcale nie kochała. Zadzwoniła trzy lata temu. Jej głos. Trzy zdania. Wróciła i miłość, i czas.

***

    --- Dlaczego byłam dla Ciebie wiecznie brudnym dzieckiem?
    --- To znaczy?
    --- Za każdym razem, gdy do Ciebie przyjeżdżałam, szorowałaś mnie i czyściłaś.
    --- Chciałam, byś czuła, że ten czas, który Ci w ten sposób daję, jest tylko dla Ciebie.

Głęboka wanna, której już nie ma. Czas, którego już nie ma. Miłość, która z zakamarków Duszy wyjrzała na nowo, co wcale czyścić i szorować nie chciała, co tylko pragnęła ukochać każdą chwilę. Ten dialog znaczy dla mnie bardzo wiele do dziś. Gdybym nie zapytała, wciąż byłabym brudnym dzieckiem, a tak stałam się dzieckiem kochanym.

***

Ommeczka poruszyła we mnie dziś tę najstarszą strunę pamięci. Strunę, na której można zagrać tylko jedną pieśń wiary: jeśli pragniesz miłości, uwagi, ciepła, na pewno je dostaniesz. Nie daj się jednak złapać w pułapkę, że dostaniesz to wszystko od konkretnych osób, o których myślisz. Nie upieraj się, że musi to być Matka, Ojciec, Pierwsza Miłość. Czasem, a może dużo, dużo częściej, właśnie Oni, nie są w stanie nam dać ani miłości, ani czasu. Odpuścić, sztuka nad sztukami. Odpuścić, zrobić to dla siebie, zrobić miejsce, by mógł przyjść ktoś, kto podaruje i miłość, i czas. Odpuścić... jak łatwo powiedzieć i napisać. Odpuścić... zajęło mi lata, by uwierzyć, że Świat przyniesie i miłość, i uwagę, i ciepło.

piątek, 11 listopada 2011

Dziś pewien Pan, niestety nie udało mi się ustalić dokładnie kim był,  w radio powiedział:

Naród to suma mniejszości.

Bardzo, bardzo, bardzo Mądry Pan! Chapeau bas!

czwartek, 10 listopada 2011

Jak byłoby miło mieć metr pięćdziesiąt, kręcone włosy i sokoli wzrok. Bóg, może głuchy nie dosłyszał, może ślepy nie doczytał zamówienia, a może miał swój chytry plan. Wszystko przekręcił i podarował urodzinowy prezent. Nie ma w nim metra pięćdziesięciu, nie ma kręconych włosów, a gdy wieczorem zdejmę okulary przed oczami mam niekończący się test Rorschacha. Bóg miłosierny, bo łapnął w końcu, że podarował coś, czego być może sam sobie by życzył, gdyby miał stać się człowiekiem. Z pewnym opóźnieniem podarowałbył lekarstwo --- Sadownika, co nie znosi kręconych włosów, kocha z metra ciętą kobietę i lubi mówić: „plama się do Ciebie uśmiecha”, gdy rankiem okulary dosypiają w swej prywatności na parapecie.

Marzenia, by nie wystawać ponad tłum, by być zwykłym, nie rzucającym się w oczy człowiekiem, grzeczną dziewczynką, nie sprawiającą kłopotu córką, spełniającą oczekiwania społeczne obywatelką --- Boga ominęła nawet myśl, by choć zalążki spełnień tego podarować. Dopadła mnie dzisiaj Akuszerka, całkiem bez znieczulenia: jak mi jest być bezdzietną w świecie?

***

Jak jest, gdy ludzie traktują moją bezdzietność jako problem i odsuwają się ode mnie?

Jak to jest, gdy kiedyś najbliżsi ludzie, wśród których się wychowałam, robią ze mnie problematycznego człowieka?

Jak to jest, gdy milczą, gdy dają dobre rady, gdy modlą się, by Bóg zechciał mnie naprawić?

***

Jestem bezsilna... Bezsilna tak bardzo, że aż bezbronna. Wtedy płaczę...

Płaczę... i wracają do mnie słowa Treyi, których ci wszyscy --- co się odsunęli, wiedzą lepiej, milczą, dają dobre rady, chcą bym się zmieniła i modlą się bez końca --- nie słyszą:

Chcę, żebyś mnie pytał, a nie mówił.

K. Wilber, Śmiertelni nieśmiertelni,
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2007

Płaczę... i znajduję na nowo słowa Ewy Woydyłły:

Dzięki łzom ocalamy to, co w nas najlepsze.

E. Woydyłło, Sekrety kobiet,
Wydawnctwo Literackie, Kraków 2005

Płaczę... i czasem nie chcę już płacić tak wysokiej ceny za bycie sobą, co dla mnie łączy się nierozerwalnie z byciem reprezentantem mniejszości społecznej.

Płakałam i dziś, by na końcu bezsilności znaleźć siłę... siłę wręcz morderczą, by stać za tym, co wybrałam w życiu: za wolnością, której potrzebuję jak powietrza, za pragnieniem spełniania marzeń, za drogą, którą chcę podążać. Płaczę, by ocalić to, co we mnie najlepsze, co potrzebuje bezdzietną pozostać. Płaczę... i muszę przyznać, że płacz się chyba całkiem dobrze Bogu udał, bo po deszczu przyjść musi słońce...

***

...I przyszło, bo Frendka na swoim profilu umieściła:

I pomyślałam... właśnie o to chodzi! O to chodzi!

Jabłoń:
(gada do obściskiwanej czule Heńki)

Sadownik:
(z drugiego końca mieszkania):
Nie słyszałem! Powtórz!

Jabłoń:
Nie mówiłam do Ciebie, tylko do Heńki.

Sadownik:
(wraca do reszty Stada)
Heńka to ma dobrze, z nią rozmawiasz,
a ze mną to się tylko chcesz kochać...

środa, 09 listopada 2011

Pokaż mi swą kuchnię a powiem ci, kim jesteś. O rany!
Pokaż mi zawartość swej szafy a powiem ci, kim jesteś. No i?
Pokaż mi swoje miejsce pracy a powiem ci, kim jesteś. Proszę bardzo.

***

Bettelheim ma na mej półce z książkami specjalne miejsce. Wciąż gdzieś w środku mnie pracują jego słowa. Odkryłam na swój własny użytek kolejną mądrość i wyższość dzieci nad dorosłymi.

Dzieci... mają taką przypadłość, że jak polubią jakąś baśń to każą sobie czytać i... czytać... drugi, trzeci, setny raz i znów od nowa. Nie da się dziecka oszukać zmieniając zdania, akapity. Trzeba czytać dokładnie słowo po słowie, bo latorośl zna tekst na pamięć, recytuje fragmenty, jakby znało również miejsca, w których postawiono przecinki. I znów każe sobie czytać. Według, nie tylko, Bettelheima, baśń, która pochłania malucha ma w sobie problem, który dziecko właśnie świadomie --- dużo częściej nieświadomie --- w środku siebie obrabia. Można więc powiedzieć, że dzieci żują swoje problemy tak długo aż je przeżują.

Dorośli... mają taka przypadłość, że problemy są dla nich po to, by szybko się ich pozbyć, rozwiązać, zrzucić na kogoś innego. Ma to sens w kategorii logistyki życia codziennego. Są jednak problemy wewnątrz nas, których nie da się załatwić wyciągając z portfela banknot o większym  nominale, nie da się ich ominąć, nawet jeśli przez dłuższy czas udawało się ich unikać, nie da się od nich uciec. I wtedy dorośli... mają prawdziwy problem, co dogania ich pod różnymi postaciami. Niby różne sytuacje, a istota ich kłopotliwości podejrzanie taka sama, niczym czytana po raz setny baśń.

Jako dorosła, dokopuję się do dziecięctwa w sobie i uczę się cieszyć takimi problemami, których nie da się ignorować, bo to królowie wśród problemów --- problemy rozwojowe, co potrzebne nam są do życia jak chleb i woda. Przychodzi dzień, że trzeba sobie odpowiedzieć na naprawdę trudne pytania, trzeba podjąć decyzję, którą drogą iść. Trzeba? Nie trzeba. Warto.

Żal mi tylko, że nie dzielimy się problemami, z których wyszliśmy zwycięsko. Marzy mi się, by ludzie o tym mówili, dając nadzieję i wiarę tym, którzy po nich stają twarzą w twarz z problemem, który z dalszej perspektywy jest już tylko świetną okazją do zmiany. Marzy mi się... chyba bylibyśmy wtedy bardziej ludzcy i mniej plastikowi.

***

Wypowiedz choć jedno zdanie a powiem ci, jaki problem teraz ma cię w swoich objęciach. I nosi, i hołubi, i marzy, byś wyssał z niego wszystko co najlepsze i poszedł dalej bogatszy, silniejszy, mądrzejszy.

Wypowiedz choć jedno zdanie... Proszę bardzo. No i? O rany!

Naprawdę? Naprawdę. Od czegoś trzeba zacząć. Uczę się słuchać siebie, by usłyszeć własną Duszę, co nie wie i nie chce wiedzieć, która ręka jest prawa, która lewa, ale jest żywo zainteresowana, w którą stronę pójdziemy dalej. Fajna Dusza, co z uporem maniaka powtarza, że problem to... okazja!

| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...