Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
poniedziałek, 08 listopada 2010

W zeszły czwartek Kudłata skończyła pół roku. Dokładnie tego dnia udało się w końcu Sadownikowi upolować miskę dla dorosłego psa, więc w pewnym sensie miała prezent. W sobotę, przy okazji, przyszedł czas na spełnienie największego marzenia Kudłatej, by mogła z bliska poznać jakieś małe dziecko.

Całym Stadem rano ruszyliśmy do Zkemi, mojej najcudowniejszej przyjaciółki, wspaniałej i najlepszej Mamy dwojga brzdąców. Starsza, prawie pięcioletnia dziewczynka była już niestety po pierwszych w tym życiu nieprzyjemnych przejściach z psem i w związku z tym próbowaliśmy odkryć przed nią pojęcie psa na nowo. W pewnym sensie nam się to udało, Mała pod koniec naszej wizyty mówiła do Heńki słodkim głosikiem i nawet parę razy ją pogłaskała, ale tylko w sprzyjających okolicznościach, czyli gdy Henia nie próbowała patrzeć jej w oczy.

Mały, niespełna dwuletni chłopiec, swoim zachwytem do psów wprawił nas wszystkich w osłupienie. Nigdy w życiu nie widziałam cieszącego się w ten sposób dziecka, które próbuje nawiązać kontakt ze zwierzęciem. Przez pierwsze dwie godziny kontrolowaliśmy, by przypadkiem Kudłata nie zrobiła krzywdy Małemu, ponieważ 28kg psiej czułości i niespotykanej potrzeby kontaktu fizycznego, może małemu dziecku sprawić fizyczny uraz. Małemu jednak udawało się wywijać z opresji w pięknym, pełnym wdzięku stylu. Kudłata była w siódmym niebie. Miała dziecko na odległość zaledwie kilku centymetrów, mogła za nim chodzić do woli, i nieraz udało jej się skraść całuska od Małego rezolutnego człowieka, którego twarz co jakiś czas była dokładnie wylizana. Po kilku godzinach nie musieliśmy się już martwić o dzieci, a zaczynaliśmy myśleć o Heńce. Z przyjemnością odnotowaliśmy fakt, że są ludzie, i to całkiem malutcy jeszcze, którzy Kudłatą potrafią zmęczyć, co nam dorosłym jeszcze się nie udało. Zabrakło nam chwilami empatii, ponieważ chwile, w których Henia próbowała ukryć się przed dziećmi, były dla nas wyjątkowo zabawne --- po raz pierwszy widzieliśmy jak Kudłata stara się uniknąć spotkania z człowiekiem, niespotykane, wręcz księżycowe.

Zanim wróciliśmy do domu, nie ruszając się z mieszkania Zkemi, Kudłata udała się w smakową podróż na inną, nieznaną dotąd planetę, ponieważ… pierwszy raz w życiu jadła upuszczony przez dziecko (specjalnie dla niej) makaron, paluszki upuszczone przez Małą wcale nie przez przypadek, kawałki drożdżowych bułeczek… ze smakiem oblizała również paluszki Małego, „wykremowane” serkiem waniliowym.

Kudłata wróciła do domu wykończona. Złapała lekki oddech i na widok psów na wieczornym spacerze sprawiała wrażenie, że jest wyjątkowo szczęśliwa, że to czworonogi a nie ludzkie dzieci.

W niedzielę śmialiśmy się, pytając niby Kudłatą: to co, zostajesz sama w domu czy do dzieci? Chętnie odpoczęła od gatunku ludzkiego, gdy my poszliśmy na kawę.

czwartek, 04 listopada 2010

Idiomy w każdym języku zadziwiają obcokrajowców. Idiomy w każdym języku kłamią, gdy nie daj Boże, potraktujemy je dosłownie. Sprawdziłyśmy z Kudłatą w praniu dwa psie: „psia pogoda” i „całuj psa w nos”.

Psia pogoda” jest podobno dzisiaj. Pada, leje, mży, jest ciemno. Heńka protestuje przeciwko stwierdzeniu, że to niby jej pogoda. Przez pierwsze sekundy spacerów w ciągu dnia wyglądała na niemile zaskoczoną, podnosiła wysoko łapki. Przytulisko też nie wygląda na zachwycone mocno jesienną aurą, bo do domu pcha się całkiem sporo błota, zwłaszcza, gdy Heńka spotka kolegę lub koleżankę do tarzania się. Dzisiaj miała szczęście w postaci Harry'ego, cztery tygodnie od niej młodszego, biszkoptowego labradora. Zachwyceni sobą wetowali sobie straty związane z beznadziejną, niepsią pogodą.

Całuj psa w nos” oznacza odczep się, ale... nie w Przytulisku. Heńka jest pierwszym psem w moim życiu, którego całuję. Głupia sprawa, ale najzabawniej jest pocałować Sierściucha w sam nos. Za każdym razem, gdy popełniam ten okropny-cudny czyn, myślę o polskim idiomie, jakie ma korzenie i dlaczego ja już zupełnie go nie chwytam, bo przecież dla mnie oznacza wyrażenie mojego prywatnego podziwu dla każdej z osobowości Kudłatej. Teraz kolej pocałować Sadownika pomimo tej niepsiej pogody...

środa, 03 listopada 2010

Prawie pięć lat mieszkamy w Przytulisku. Dopóki nie zamieszkała w nim Kudłata, znaliśmy raptem kilku sąsiadów --- przemykaliśmy alejkami i pies z kulawą nogą nas nie rozpoznawał. Skończyło się. Wracając dziś z zajęć uświadomiłam sobie, że od tramwaju do domu kilkanaście razy powiedziałam dzień dobry. Spotkałam właścicieli psów, dwóch gospodarzy domu, którzy Heniutę uwielbiają, kilka dzieciaków, które mnie pytały, czy wyjdę z Sierściuchem zaraz na dwór. Cóż, stałam się dodatkiem. Na szczęście, dodatkiem do cudnego Psa.

Świąteczny wyjazd Sadownika na plener fotograficzny uchylił rąbka tajemnicy jeszcze jednego przedsięwzięcia budującego więzi wewnątrz osiedlowej społeczności. Od piątku wiem, że o 21.00 pod górką jest spotkanie zaprzyjaźnionych psów. O tej porze ludzie bez psów szybkim krokiem wracają do domu. Ludzie z psami podążają w odwrotnym kierunku, w miejsca, gdzie kundle mogą się wybiegać. Kudłata ma zegarek w swojej duszy, i choć przesunięcie czasu wprowadziło pewien zamęt, dokładnie o 20.50 Młoda zaczyna się ożywiać, kręcić i meldować, że czas na spotkanie z psimi przyjaciółmi, póki co, Perką i Korą. Przez mgłę, przypominam sobie, że Sadownik mi mówił, że takie psie imprezki towarzyskie mają miejsce wieczorem każdego dnia, ale zrozumiałam o co chodzi, dopiero wtedy, gdy kilka wieczorów z rzędu Kudłata z radością ciągnęła mnie (w zastępstwie Sadownika)  w umówione miejsce. Rozczulało mnie, gdy pani Perki pytała: widzimy się jutro? Tak. Widzimy się dziś, jutro, pojutrze... :) Psy nie są dla ludzi nie lubiących spotykać innych ludzi. Takim pozostają tylko rybki i... żółwie. Pies jest personą publiczną --- przynajmniej Heńka tak ma.

wtorek, 02 listopada 2010

Wszyscy albo właśnie przechodzimy kryzys, albo dopiero co z niego wyszliśmy, albo też nieuchronnie do niego zmierzamy. (...) Chciałbym również zaznaczyć, że nigdy nie jest tak źle, jak nam się zdaje.

Andy Andrews, Mistrz, Najlepsze dopiero przed Tobą,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2010

 

Jeśli chodzi o mój kręgosłup powinnam sobie strzelić tatuaż wytłuszczoną czcionką w dobrze widocznym miejscu: „ale nie jest tak dobrze jak myślisz!”. Zachwycona tym, co robi ze mną praca domowa zadana przez Nią-Anioła podniosłam się w sobotę rano z łóżka jak nietknięta chorobami nastolatka i... cierpiałam do wczoraj. Za mną pierwsza, przespana w jednym kawałku noc i niesamowity apetyt na kolejny egzemplarz. Niech się stanie! Wyszłam z kryzysu kręgosłupowego i nie mam ochoty podążać ku następnemu, postoję i pozachwycam się życiem!

niedziela, 31 października 2010

Labrador w wieku młodzieńczym jest natrętem. Nie można spokojnie usiąść i poczytać, bo przychodzi bydle i ciągnie za rękę, za nogę, przekonując, że czas na zabawę. Siedzenie bez ruchu jest dla Kudłatej czymś tak samo abstrakcyjnym i nie do zniesienia jak przesuwanie czasu. Bawmy się, bawmy! Krzyczy oczami, pyskiem, ogonem i całym ciałem. Jest namolna jak politycy w czasie kampanii wyborczej.

Od Uwielbianych też trzeba odpocząć. Zamknęłam więc Młodą w jej norze dostarczając smakołyki-gryzaki i poleciałam na kawę, pouczyć się odrobinkę, posiedzieć ze sobą, złapać oddech. W trakcie dziobania skończył się zakreślacz.

Nieświadoma pułapki, wracając do domu zaszłam do empiku, by nabyć markery. Nie byłam świadoma, że pętla pułapki zacieśniała się na mojej szyi z każdą sekundą: przy kasie, pani przede mną ociągała się z decyzją kupić/nie kupić; kasę obok, ktoś bardzo potrzebował pomocy „mojego” kasjera --- w majestacie prawa rozglądałam się, by nacieszyć oczy kolorami. Szybko miałam za swoje, wypatrzyłam książkę, w przepięknie pomarańczowej okładce i... jeszcze szybciej wiedziałam, że muszę ją mieć.

Powinnam mieć kaca, ale nie mam. Kac powinien być kacem-gigantem, bo obiecałam sobie, że do stycznia czytam tylko lektury egzaminacyjne. Zrobiłam sobie jednak trzygodzinną amnezję przyrzeczeń danych sobie, w końcu każdy ma prawo rozchorować się na głowę --- zakochać się można nie tylko w człowieku.

Książka ta to bajka, jedna z tych, do których po przeczytaniu lubię wracać, miód na trud związany z teraźniejszością i podejmowanymi decyzjami. Książka ta to baśń, odarta z rekwizytów wieków minionych, wszystko dzieje się współcześnie. Dobro zwycięża i porusza pokłady nadziei i wiary we mnie. W środku mnie, wciąż żyje malutka dziewczynka, którą przy okazji czytania takich lektur spotykam. To ona, szybkim ruchem przewraca kolejne strony. Uwielbiam jej marzenia i  zapał...

Upłakałam się jak norka przy poniższym cytacie. Skąd ja to znam? Ile lat uczyłam się, aby nie martwić się pół wieku naprzód? Na te pytania najdokładniej mógłby odpowiedzieć tylko Sadownik, który to wszystko przetrzymał. Chapeau bas, Sadowniku!

Przestań mnożyć możliwości, a skup się na obliczaniu prawdopodobieństwa. (...) --- Czterdzieści procent rzeczy, które napełniają nas niepokojem, w rzeczywistości nigdy się nie wydarzy.
(...)
    --- Trzydzieści procent rzeczy --- ciągnął --- o których myślimy z lękiem, już się wydarzyło, są to zmory przeszłości. Możemy się martwić, ile chcemy, ale i tak nie zmienimy tego, co już się stało, prawda?
    Walker skinął głową w milczeniu.
    Jones napisał następną wartość
: „12%”.
    --- Mniej więcej dwanaście procent zmartwień wynika z bezpodstawnych obaw o stan naszego zdrowia. „Boli mnie noga, to może być rak! Boli mnie głowa, to może być guz! Tata zmarł na zawał w wieku sześćdziesięciu lat, a ja w tym roku kończę pięćdziesiąt dziewięć lat!” --- Jones spojrzał na Walkera . --- Nadążasz za mną?
    --- Nadążam.
    --- Dobrze. W takim razie liczmy dalej. --- Jones zapisał na serwetce kolejną liczbę. --- Dziesięć procent to strach przed tym, co pomyślą o nas inni. --- Podniósł wzrok i zajrzał rozmówcy w twarz. --- A przecież zupełnie bez sensu jest martwić się o to, na co kompletnie nie mamy wpływu.
    Walker przekrzywił głowę, by odczytać rząd liczb.
    --- Jeśli się nie mylę --- powiedział po chwili --- zostało jedynie osiem procent. Spojrzał na Jonesa pytająco.
    --- Osiem procent --- przytaknął Jones. --- Zaledwie osiem procent stanowią uzasadnione obawy --- oznajmił, po czym uniósł palec. --- Jednak trzeba pamiętać, że są to sytuacje, z którymi przy odrobinie wysiłku można sobie poradzić. Niestety większość ludzi traci energię na zamartwianie się rzeczami, które nigdy im się nie przytrafią lub których nie są w stanie kontrolować. W efekcie nie starcza im sił na to, by sprostać realnym wyzwaniom, gdy te się wreszcie pojawią.

Andy Andrews, Mistrz, Najlepsze dopiero przed Tobą
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2010.

 

Pal sześć, skąd autor wziął liczby, bajki rządzą się swoimi prawami. Ważna jest moc idei, która za tym się kryje.

Tylko wspomnę, że pomysł z widelcem, którego nie zdradzę, po prostu mnie powalił... do łez wzruszenia.

Stało się. Żyjąc bez dotyku medialnych szponów, nie miałam pojęcia, że to właśnie dzisiejszej nocy przesuwamy zegarki. Nigdy nie pojmę jaki jest tego cel i żadne ekonomiczne uzasadnienia nie są w stanie mnie przekonać, że ma to sens. Staje się to jeszcze trudniejsze teraz, gdy mam psa.

Mój telefon, jak większość aparatów, jest z serii przemądrzałych --- wie, co dla mnie jest najlepsze. Bez pytania mnie o zdanie, bez żadnego poinformowania o wykonanych czynnościach, skubaniec, w ramach samowoli przestawił w nocy czas. Gdy więc Kudłata próbowała mnie obudzić o swej zwykłej porze, na moim telefonie widniała godzina 3:59. Nieświadoma algebraicznych działań na żywym organizmie jakim jest czas, pogoniłam kundla na miejsce, bo co jak co, ale o czwartej rano, nie będę wychodzić na dwór. Próba stawiania mnie na nogi powtórzyła się jeszcze kilka razy. O 6:05, gdy byłyśmy na spacerku, sąsiadka uświadomiła mnie, że przesunięcie czasu stało się starym faktem. Licząc „wczorajszym miernikiem upływu czasu” była 7:05.

Pies śmiertelnie głodny nic nie rozumiał. Uznał, że pani się popsuła i będzie trzeba Sadownikowi poskarżyć się trochę jak tylko wróci. Pozostałam bezsilna. Niech mi ktoś mądry powie, jak wytłumaczyć psu szaleństwo przesuwania wskazówek zegara?

sobota, 30 października 2010

Przeciętny Polak czyta pół książki na rok. Za każdym razem, gdy rokrocznie, ogłaszany jest ten mało chlubny wynik Dwunożne Stada zastanawiają się jak to jest możliwe. Wszyscy wokół Dwunożnych czytają a i znajomi oraz krewni owych Wszystkich też czytają, więc jakim cudem średnia wynosi tylko pół? Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest hipoteza, że być może istnieją obywatele, którzy czytają –5 książek w roku. Tylko to nadal nie jest odpowiedzią na pytanie: jak to jest możliwe?

Wczoraj przybyła jeszcze jedna Czytelnika. Ma w nosie grube tomiska i nie poratuje nas w podnoszeniu narodowego wskaźnika czytelnictwa. Czyta tylko i wyłącznie wiadomości. Od deski do deski, w ogromnym skupieniu. Tak się temu zajęciu oddaje, że głuchnie na wszelkie słowne próby nawiązania z nią kontaktu. Nie ma wyjścia, przynajmniej dwa razy dziennie chodzimy do osiedlowej czytelni--parku, wcale nie po to, aby pobiegać, ale na długie, prawie naukowe czytanie. Kudłata stała się maniaczką psiej wersji „pudelka”. Musi wiedzieć, kto i kiedy był pod tym drzewkiem, kto wąchał tamten listek, kto szedł tą ścieżką pół godziny temu, czy był to duży czy mały pies, a może suczka, znana czy całkiem obca. Z nosem przy ziemi, zapominając o własnym istnieniu, nie przepuści ani jednemu centymetrowi kwadratowemu ziemi. Powaga na jej psiej buzi i tak nowa dla mnie Heniutowa skrupulatność doprowadzają mnie szybciutko ze śmiechu wprost do łez.

Jest jeszcze drugi dowód na to, że Henia intelektualnie się rozwija. W tym tygodniu kilka razy uraczyła Dwunożne kłamstwem, że niby natychmiast musi na podwórko z powodu potrzeby fizjologicznej a potem okazywało się, że... panienka chciała się po prostu przejść i zobaczyć kto jest na dworze. Jak tu wierzyć kundlowi? Czy to przedsmak psiego dojrzewania?

piątek, 29 października 2010

--- Pani Jabłonko, dlaczego ma pani tak dużo do powiedzenia w kwestii wskaźnika dzietności? Dlaczego panią to rusza, wścieka, jadowi? Czyżby pod korą krył się sęk tak duży, że nawet początkujący psychoanalityk chętnie by to pani zinterpretował.
--- Noooo, ciekawe...
--- I?
--- ...jednocześnie bardzo zaskakujące.
--- Dlaczego?
--- Odkryłam w sobie jakość „prawdziwego” Polaka, który z uporem maniaka chciałby, aby reszta społeczeństwa podzielała jego wartości.
--- To znaczy?
--- Tak jak „prawdziwy” Polak chciałby ze mnie zrobić przykładną katoliczkę, tak ja chciałabym z każdego zrobić człowieka szukającego, zadającego pytania, nieustającego, wyglądającego nowej drogi...
--- Jak pani z tym jest?
--- Uppsss. Nie widzę już sensu, aby wściekać się na „prawdziwego” Polaka, skoro i ja, zmieniając tylko system wartości, nim jestem.
--- Aaaa, widzi pani.
--- Jak jeszcze trochę w sobie pogrzebię to i jakość obrońcy krzyża w sobie znajdę, bo talibem wolności wyboru już jestem...

czwartek, 28 października 2010

Znów zapytał mnie ktoś, czy numerki przy wpisach mają jakiś sens, poza tym, że są to kolejne liczby całkowite. Śpieszę poinformować, że jeśli numer wpisu przedstawiony jest w postaci sumy, np. (100+2), to zapis ten oznacza, że wpis 102. jest w pewnym sensie kontynuacją poruszanych we wpisie 100. treści.

Analogicznie (57+41) to wpis 98, który dotyczy wpisu 57. --- jest tylko daleką reminiscencją, bo oddaloną aż o 41 wpisów.

19:40, dc_hexe
Link Komentarze (1) »

Ktoś zapytał mnie: po co ci ten blog, po co odsłaniać siebie? Minęło już dostatecznie dużo czasu bym mogła określić wstępny kształt odpowiedzi. Blog pozwala mi napisać to, czego czasem nie mam odwagi powiedzieć oraz to, czego powiedzieć nie chcę, bo okoliczności i czas wydają się niewłaściwe. Dotarłam do przekonania, że nie jestem jedyną osobą na tym świecie, której przytrafiają się takie a nie inne myśli czy zdarzenia. Jedyne co zrobiłam, to „uwolniłam” je, puszczając je w świat. Zapiski blogowe mają również aspekt bardzo praktyczny --- blog to jedyna znana mi „moja szuflada”, w której porządek (chronologiczny) jest perfekcyjny. Czeluście tej szuflady pozwalają mi zachować od zapomnienia chwile, myśli, uczucia, zachwyty i smutki. Blog daje mi możliwość eksperymentowania z opisem zjawisk z moich, absurdalnych punktów widzenia. „Absurdalnych” to ulubione słowo mojego krytyka wewnętrznego, który uznał blog za pomyłkę mego życia i ulatnia się, gdy tylko zaczynam myśleć o nowym wpisie. Dzięki mu za to.

Znów, powyższy akapit pozostałby w głowie jako tymczasowy zestaw myśli, które przemykają mi przez głowę od tygodnia, gdyby nie dwa fakty --- prawdziwe bonusy mojego blogowania --- dzieje się wokół mnie!

Sadownik przestał myśleć, marzyć, gadać i założył galerię swoich zdjęć. Na razie zabronił zdradzania adresu, bo choć to ja w Stadzie jestem znana z obrzydliwego perfekcjonizmu, to właśnie On twierdzi, że pozwoli poinformować, ale dopiero jak wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, czyli za jakieś dwa tygodnie. Czy ktoś mówił, że małżonkowie z długim stażem upodabniają się do siebie? Kto twierdzi, że mamy długi staż?

Dorotka Biały z Mężem ruszyli ze swoim, cudownie zapowiadającym się, blogiem.

Przyszedł więc czas, aby wyrazić szacunek jakim darzę ludzi wokół mnie, którzy mają odwagę wyrażać siebie. Z myślą o nich, utworzyłam dział „Od-do, czyli jeden uścisk dłoni”. Jak wiadomo, od każdego człowieka do każdego innego jest podobno maksymalnie sześć uścisków. Z przyjemnością, w dziale B, będę umieszczać linki do twórczej działalności moich przyjaciół, nawet jeśli jeden z nich został dawno temu moim Mężem. Ruszajcie!

Tagi: start
19:39, dc_hexe , wrażenia
Link Dodaj komentarz »
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...