Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
piątek, 01 grudnia 2017

Należę do małego nieformalnego Klubu czytających regularnie Autora w Dużym Formacie. Nie dziwiło mnie więc wcale, jak któregoś pięknego dnia strzeliło mej osobie do łba, by upolować książkę tę, by ciut dłużej niż na kilku szpaltach półstrony pobyć w świecie Ostroumysłu.

Kilku bohaterów tej książki pochodzi z zacnej miejscowości Mąciwody, ale mąciwodą pierwszej klasy jest sam Autor, który bezczelnie i bezgranicznie używa intelektu nie na pohybel, lecz ku uciesze czytającej. Intelekt, w połączeniu ze spostrzegawczością oraz zdolnością do analizy i syntezy, jest zabójczą bronią — pomyślałam, gdy po raz kolejny natknęłam się w książce na termin robotnik biurowy. Jest to broń reglamentowana i ściśle koncesjonowana przez Naturę, która za nic ma arogancję władzy i majestat miłościwie nam panujących. Robotnik biurowy i wszystko wiadomo o czasach, w których przyszło nam żyć. Robotnik biurowy i wiesz, i „odwiedzieć” się już nie możesz, bo sensu nie dokleisz, nie dosztukujesz wizji, misji i podniosłego celu dźwigania na swych barkach świata, co z kolan sam z siebie powstać nie może.

Na przystawkę, danie główne, ale i deser pierwszy, drugi i ten ostatni Autor serwuje relacje w krzywym zwierciadle rzeczywistości — miodzio! Sam pomysł na cykl z zawartością tego samego składnika w finale każdego opowiadania — wyborny, by utrzymać się w konwencji uczty.

[…] od czasu boomu edukacyjnego student nie musiał wyglądać, jak dawniej student wyglądał, dziś student mógł wyglądać jak alfons, jak diler narkotykowy, jak kibol – zresztą niewątpliwie była wśród herosów boomu edukacyjnego mnogość dilerów i kiboli, koksiarzy i chuliganów, a przynajmniej tych, których głównym talentem była zaradność życiowa.

*

Zdarzało się, że do jego pracodawcy wpływały skargi od pasażerów na chamskiego kierowcę, ale pan Marek był zbyt cennym pracownikiem […]. Najwyżej kierownik zajezdni zdobywał się na przyjacielską reprymendę: „Weź, kurwa, Marek, spróbuj być, kurwa, czasami kulturalny, bo się, kurwa, w końcu ktoś z ratusza do nas dopierdoli; oni tam ochujeli ostatnio na punkcie komfortu mieszkańców, jakby, kurwa, nam się jakiś komfort pracy nie należał”.

*

[…] czysta bezczelność ich konstytuowała, bezczelnie się rozsiedli w wannie, bezczelnie patrzyli na niego i bezczelnie się uśmiechali, bez wątpienia bezczelnie szli przez życie i brali to, co im się należało, a także to, co im się nie należało, ponieważ uważali, że wszystko im się należy. Byli pięknymi chamami i pomyślał, że on nigdy chyba nie był bezczelny, zawsze nad bezczelnością górę brała nieśmiałość – niestety wynik domowego wychowania: jak się przez całą młodość słyszało, że się do niczego nie nadaje, to trudno wzbudzić w sobie bezczelność. […] Bardzo cierpiał z tego powodu, ponieważ jego niezrealizowanym marzeniem było zostać prawdziwym bezczelnym, egoistycznym chamem.
     Muszą dobrze się bawić w życiu, pomyślał, są pozbawieni uczuć wyższych, refleksji metafizycznej, nie interesuje ich teatr ani literatura, choć na pewno chodzą do kina albo oglądają filmy spiracone z sieci, są szczęśliwi.

*

Dla dobra nas wszystkich; dobro większości jest najważniejsze. […] Demokracja na tym polega, że większość ma rację i sprawiedliwość jest po stronie większości. […] sprawy zaszły za daleko, nie uchodziło tchórzyć, szło o wspólne dobro, demokracja polega na tym, że trzeba poświęcić jednostkę dla większości, a życie mieszkańców kamienicy było najważniejsze.

*

Byłem pięćdziesięcioletnim mężczyzną usiłującym sobie przypomnieć ciała koleżanek ze szkoły i byłem pięćdziesięcioletnią kobietą próbującą przywołać obraz własnego ciała sprzed ponad trzydziestu lat i oboje nic nie pamiętaliśmy.

*

     —  Mariola! — zawołała matka. — Jak ty się wyrażasz; jak ty się zachowujesz! Przy rodzicach i przy księdzu!
     — To jest mój brat, a nie jakiś obcy ksiądz; z bratem mogę rozmawiać wprost i szczerze — odparowała Mariola.
     — To nie tylko twój brat, ale ksiądz, to jest duchowny, któremu należy się szacunek! — podniosła jeszcze trochę swój słaby głos matka, albowiem bardziej szanowała syna niż córkę. Bardziej także dlatego, że syn był duchownym; gdyby był kierowcą pekaesu, hydraulikiem bądź listonoszem, to też by go oczywiście kochała, ale na pewno o wiele mniej szanowała.
     Ojciec naturalnie milczał; milczał w sposób iście cmentarny, albowiem znajdował się na rozdrożu – duchowym i światopoglądowym
.

Krzysztof Varga, Egzorcyzmy księdza Wojciecha,
Wielka Litera, Warszawa 2017.


(pierwsze cztery na przestrzeni kilku lat były równie znamienite i solidne)
Hipochondria Piąta:
(pisze do Wiedźm)
I nic nie bolało.
Strach ma ogroooomne oczyska.

Gepardzica:
No! Pięknie!
Czy można liczyć na miesiąc spokoju?
Czy jeszcze coś planujesz w tym roku?

Hipochondria Piąta:
(odczytała Sadownikowi słowa Gepardzicy)

Sadownik:
Celniej nie dało się tego ująć.

Jabłoń:
(jeszcze przed zabiegiem, rano w tramwaju,
została oświecona osobistą myślą, że przecież może wszystko
to, co robi, i jeszcze więcej, nie chorując wcale
)

środa, 29 listopada 2017

milczenie. wymowne.
milczenie. pełne znaczeń świeżo odkrytych.
goszczę.

wtorek, 28 listopada 2017

Krytyk wewnętrzny jest jedną z moich ulubionych figur wewnętrznych. W moim przypadku facet, wyszczekany, spostrzegawczy i z refleksem, nie do zdarcia. Czasem się kumplujemy. Częściej z uśmiechem podstawia mi nogę, żebym przypadkiem nie przeoczyła, nie zachwyciła się zbyt. Bywa tu.

1517. Czasem? 2370. Często? 2206. Lubi… 2652, 2604, 2031, 1954, 1697.

Zagadał do mnie książką, odsłonił się, coś o sobie powiedział. Dziękuję, Stary!

Ile w tobie ambiwalencji, tyle mojej siły. Innymi środkami nie dysponuję.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.

Czasem nie jest łatwo. Czasem jest źle. Czasem Nadzieja opuszcza, Wiara bierze wolne i tylko Miłość trwa. Tak było wczoraj. A osobisty Everest… czeka!

Te kawałki wybrałam na drogę. Flauta nie trwa wiecznie.

Errare aude*
____________
* miej odwagę błądzić.

*

     — Czego panu tu szuka?
     — Wyjścia. — powiedział Rastaman.
     — Zawsze są różne wyjścia. Gdzie pan chce iść?

*

[…] warto obstawiać tylko to, co w ludziach najlepsze.

*

[…] w każdej minucie od nowa przechodząc do porządku nad niepewnością.

*

[…] właśnie tak, próbuj każdego sposobu i nie zniechęcaj się.

*

Wyjście, jeśli wierzyć Młodemu, powinno się znaleźć za sprawą samego szukania.

*

To się właśnie doskonale składa, że tak nic się nie składa.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

Pierwsza. Wcale nie tak dawno. Druga. Trzecia. Zaraz po pierwszej. Czwarta. Tę, moją Szóstą, odłożyłam na rzecz Piątej. Wróciłam do Szóstej, skończyłam. Zostały jeszcze trzy. Jedna idzie pocztą, na dwie pozostałe przyjdzie jeszcze polować.

Magdalena Tulli w Pierwszej powiedziała Tej Książce: zgoda, napiszę cię, ale się na tobie nie podpiszę. I tak się stało. Dobrze, że się porozumiały, znalazły kompromis, bo to fantastyczna powieść. To książka, po której masz ochotę na każdą trudność, problem i wyzwanie, przed którymi postawiło Cię Twoje Życie — nie marudzisz, nie ociągasz się, masz apetyt na więcej! U mnie tak się stało.

Mniejsza o rynek reklamy. Idzie tu o coś więcej, o system krążenia dóbr i pieniędzy. O tempo kupowania i wyrzucania, które da się utrzymać dzięki powszechnemu uśpieniu. Na jawie ludzie potrzebują niewiele i pilnują swoich spraw. Za to uśpieni oddadzą ci bez oporu wszystko, czego zechcesz. A to dopiero początek.

*

Nie pozwól, żeby używały cię przedmioty, których potrzebujesz”. Pozwalał, póki szukał nadziei w ucieczce. Lecz przecież istnieje coś takiego, co nie jest towarem i nigdy nim nie będzie. Tym czymś są jego własne, prawdziwe uczucia. Potrzeba tylko przytomności, żeby nie tracić z nimi kontaktu. Przytomności, a nie narkozy.

*

Ciąg luster z trzech stron, oszukańcze wrażenie nieskończonej przestrzeni […]. […]
     […]
     — Spójrz jak te lustra odbijają się jedne w drugich. Odbicia są nie rozdzielenia. Właśnie tak to działa. Ale w odbiciach nie ma wszystkiego. Poza nimi istnieją jeszcze emocje i pragnienia.

*

Wygrał ten, kto przegrał. I na odwrót.

*

Wszystko wygląda tu  bardzo dobrze, póki się ignoruje szczegóły.

*

Człowiek nie umiera bez powodu. Nawet głupie drzewko bez powodu nie uschnie.

*

[…] jego myśl obmacywała bolące miejsce pozostałe po stracie: jaki jest stan tej rany? Zasklepia się ładnie czy może właśnie znów się odtworzyła? Co wypłynie dziś na wierzch: gniew, żal czy tęsknota?

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 26 listopada 2017

     — Nie mogę — zakłopotany przyznał szczerze. Nie chciał ani chwili dłużej ty-kać czy być ty-kanym. — Gdy mówisz do mnie po imieniu, przekraczasz granicę mojej strefy osobistej…
     — Przecież jestem twoim bratem?
     — Bratem, nie rodziną
.

Co było dalej? Nie wiem. Obudziłam się.
Jak postanowili się do siebie zwracać? Nie dowiem się. Szkoda.

sobota, 25 listopada 2017

nie chcę zmieniać, chcę zrozumieć.









gdy zrozumiem, wszystko się zmieni.

 

Zaczęło się niewinnie: rekomendacja, kino. Potem małe grzebanie w sieci i szybkie pytanie kogoś we mnie: kim jest ten facet z tyłu? Klik, klik i jego książka, i podczytnik rozpoczynający się tak: Polska odpowiedź na książkę Harukiego Murakamiego — O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu? Czyli degustacja! — ucieszył się ktoś we mnie. Jeśli nie myli mnie pamięć, zostało mi do przeczytania już tylko posłowie w sierpniu przyszłego roku. Polska odpowiedź? Oczywiście, że moje kopytko piszczało pod nieboskłon, że ono musi tę książkę przeczytać. I miało kopytko nosa, że należy, trzeba, i te pe, i te de.

Po Cyberraku mózgu potrzebowałam słów niosących nadzieję, dających kopa, pomagających się pozbierać. To jest taka książka. Spotkałam w niej nie tylko Murakami’ego, ale Hoytów i kapitana Cichockiego — spotkałam z przyjemnością.

Lubię chwile samotności. Jak większość indywidualistów, trochę egoistów, nie przeszkadza mi to, że wokół nie ma ludzi.

*

Samotność jest dobra do pewnego momentu. Kiedy się nią nasycisz, potrzebujesz drugiej osoby, żeby o wszystkim porozmawiać, podzielić się wrażeniami, zapytać, co u nich i jak spędzili dzień.

*

[…] największym błędem jest wyznaczenie sobie terminu realizacji jakiegoś zadania — trenowania, odchudzania się, nauki języków obcych, remontu w domu, rzucania palenia, pisania książki — na konkretny termin, najlepiej pierwszy dzień miesiąca, tygodnia czy roku. Stajemy się wówczas zakładnikami przeświadczenia, że powodzenie naszego przedsięwzięcia zależy od kalendarza, a nie od nas samych. […] Jeśli zaczynać na poważnie, to tu i teraz, nie od poniedziałku czy nowego roku. Trzeba to zrobić chwilę po tym, gdy odważny pomysł przyjdzie nam do głowy — dzisiaj, za godzinę, po powrocie z pracy, ze szkoły.

*

     — Która jest najlepsza?
     — Na świecie? Siostra zakonna… Madonna Buder.
     — Siostra zakonna?! Pewnie niedługo zrzuci habit, co? Kariera, pieniądze…
     — Raczej nie. Jest już — jak by to powiedzieć — życiowo poukładana. Rocznik tysiąc dziewięćset trzydziesty, w zakonie od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego roku, w triatlonie startuje od czterdziestego ósmego roku życia. Ukończyła kilkanaście Ironmanów, jak dotąd nie było starszej zawodniczki od niej… Dlatego jest najlepsza
.


Madonna Buder,
Ironman, Kanada 2012.
(fot. David McColm, źródło)

*

Wszystko zaczyna się od jednej prostej deklaracji: „Tak, zaczynam, chcę to zrobić i to zrobię”. A później konsekwentnie realizujesz poszczególne zadania, które mają doprowadzić cię do celu. Po drodze musisz pokonać mnóstwo przeszkód. Większość stwarzasz sobie sam […].

*

Robię, bo chcę — nie dlatego, że muszę. […] Jest jeden rodzaj motywacji zewnętrznej, który może doskonale wpłynąć na naszą postawę i przyczynić się do rozwoju motywacji wewnętrznej — przykład, jaki dają nam inni, świadectwo ludzi, którzy dokonali rzeczy niemożliwych, na pierwszy rzut oka niewykonalnych.

*

Organizm jest najlepszym ekonomistą. To, co ty mu zabierzesz, on w swoim czasie zabierze tobie.

*

[…] nie ma drogi na skróty.

*

     — […] Sypiecie się, panie Grass. Wiesz, jakie zwierzęta żyją najdłużej? Sprawdziłem wczoraj — po tym twoim gadaniu o szczęśliwym życiu ze sportem. Żółwie. A widziałeś kiedyś żółwia biegającego po plaży? Bo ja nie.
     — A widziałeś kiedyś uśmiechniętego żółwia? Bo ja nie
.

*

[…] to, co mam w życiu zrobić, przyjdzie w odpowiednim momencie.

Łukasz Grass, Trzy mądre małpy,
Wydawnictwa Sportowe i Naukowe, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)


| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...