Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
sobota, 23 czerwca 2018

Na ile pozwolisz sobie się poznać?
Na ile pozwolisz* mi się poznać?

_____________
* Ty, ale również obcy język czy przedmiot moich studiów i dociekań.

*

Esbjörn Svensson Trio, Seven Days of Falling.

Chłopiec. Najukochańszy. Mężczyzna. Znany tylko z opowieści. W duecie uruchamiają mi wyłącznie dobre energetyczne sny. Od wczoraj łomolę i gapię się na to zdjęcie w zachwycie. Ono do mnie gada nieustannie o radości, o pasji, o zaufaniu do siebie, do innych i do miłości. Gada do mnie głośno o nieustawaniu.

Chłopiec. Najukochańszy. Mężczyzna. Znany tylko z opowieści.
Obaj są dla mnie Wielkimi Nauczycielami!
 

Vía y Maestro

fot. źródło, fragment.

piątek, 22 czerwca 2018

Ta książka uwalnia. Zachęca, by pytać „a dlaczego tak jest najlepiej?”, by kwestionować, by pofatygować się do własnego wnętrza i dowiedzieć się, skąd mam taki a nie inny pogląd i czy jest on na pewno mój.

Dla kobiet — książka obowiązkowa.

Dla mężczyzn — opowieść księżycowa, niekoniecznie zrozumiała, prowadząca do zadziwienia: „naprawdę tak wygląda świat kobiet Zachodu?”. Naprawdę.

Dla kobiet i mężczyzn — przeczytaj, przemyśl, zanim ogarnie Cię pewność, jak mają żyć inni, szczególnie inne kobiety.

W każdej kulturze dominuje określony model idealnego macierzyństwa, który może być różny w różnych epokach. Bez względu na to, czy kobiety są tego świadome czy nie, na wszystkie wywiera on wpływ. Można go zaakceptować lub kwestionować, negocjować lub odrzucać, zawsze jednak trzeba zająć jakąś pozycję.

*

[…]  owa „różnorodność preferencji i priorytetów tworzy konflikty między różnymi grupami kobiet”, działając na korzyść mężczyzn, których interesy są dość zbieżne.

*

Jedne kobiety chcą mieć dziecko, inne już nie chcą, są też takie, które nigdy nie chciały.

*

Od kiedy kobiety są w stanie panować nad swoją płodnością, studiują, podbijają rynek pracy i roszczą sobie prawo do niezależności finansowej lub kariery zawodowej, macierzyństwo przestało być naturalną oczywistością, a stało się pytaniem.

*

Podjęcie decyzji o nieurodzeniu dziecka lub niepodjęcie decyzji o urodzeniu związane jest z tym, co prywatne i intymne. W większości wypadków stanowi rezultat sekretnego dialogu wewnętrznego kobiety z samą sobą, który nie ma w sobie nic z działań propagandowych.

*

Im większa wolność podejmowania decyzji, tym większa odpowiedzialność i więcej obowiązków.

*

W rzeczywistości nie ma dwóch sposobów przeżywania macierzyństwa, lecz nieskończoność. Sprawia to, że nie można mówić o instynkcie, którego podstawę stanowi determinizm biologiczny. Kwestia ta jest bowiem ściśle związana z osobistą i kulturową historią każdej kobiety.

*

O ile często przywołuje się wpływ uczuć, o tyle niewiele mówi się o równie ważnym czynniku, jakim jest presja, którą wywierają na nas rodzina, przyjaciele i społeczeństwo. Bezdzietna kobieta (i, choć w mniejszym stopniu, także mężczyzna) lub bezdzietna para zawsze wydają się anomalią, która prowokuje pytania. Cóż za dziwaczny pomysł nie mieć dzieci i wymykać się normie! Są oni nieustannie zmuszani do wyjaśnień, nikomu tymczasem nie przyjdzie do głowy zapytać matki, dlaczego zdecydowała się na dziecko (ani wymagać, aby podała ważne powody swojej decyzji), choćby była najbardziej infantylną i nieodpowiedzialną kobietą. Natomiast kobieta, która z własnej woli nie urodziła dzieci, ma nikłe szanse uniknięcia wyrzutów ze strony rodziców (którym odmówiła prawa bycia dziadkami), niezrozumienia ze strony przyjaciółek (które chciałyby, aby robiono to, co one) oraz wrogości społeczeństwa i państwa — z definicji pronatalistycznych — dysponujących niezliczoną liczbą sposobów, aby ukarać te, które nie wypełniły swego obowiązku. Trzeba więc niezłomności i silnego charakteru, żeby nie przejmować się tą powszechną presją, a nawet pewnym napiętnowaniem.

*

Ciągle jeszcze panuje silna tendencja postrzegania bezdzietności jako porażki, która wywiera negatywny wpływ na kobiecość. Bezdzietna kobieta powinna się żalić lub obwiniać. Jak zauważa socjolożka, Pascale Donati: „rezygnacja z prokreacji jest odstępstwem od normy”, które ma swoją cenę — dezaprobatę społeczną. […]  socjolożka doszła do następujących wniosków: „Jeśli nie ma się dzieci, a mogłoby się mieć, lepiej być mężczyzną niż kobietą, żyć samotnie niż w związku, nie pokazywać zbytnio, że jest się kobietą spełnioną. W tej gradacji największą podejrzliwość wzbudza kobieta zamężna, która zrezygnowała z zostania matką […].

*

Bezdzietność, mimowolna czy z własnego wyboru, w sytuacji, gdy utożsamia się kobietę z matką, odsyła do braku i niespełnienia.

*

Niematka nieustannie musi się tłumaczyć, matki zaś traktuje się jakby nigdy nie miały żadnych problemów ani niepokojącego profilu psychologicznego, zauważa Émilie Devienne. Bezdzietna kobieta staje się obiektem presji ze strony rodziców, rodziny, przyjaciół (będących rodzicami), kolegów z pracy, jednym słowem, całego społeczeństwa. Do tego stopnia, że prawomocne staje się pytanie, czy nie lepiej mówić o „obowiązku” niż „pragnieniu” posiadania dziecka?

*

Jednak bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie, macierzyństwo dziś jest tylko jednym z ważnych aspektów kobiecej tożsamości, a nie czynnikiem koniecznym, aby osiągnęła ona [kobieta] pełnię kobiecości.

*

Powrót do naturalizmu, przywracającego dobre imię zużytej koncepcji instynktu macierzyńskiego i wychwalającego najbardziej konserwatywne poglądy głoszone przez mężczyzn oraz poświęcanie się kobiet, stanowi największe zagrożenie dla ich emancypacji i osiągnięcia równości płci. Zwolennicy tej filozofii dysponują niezrównaną bronią, pozwalającą im skierować obyczaje w pożądanym przez nich kierunku: poczuciem winy matek.

*

Czyż zresztą wybór zostania matką lub rezygnacja z tej roli musi być rozpatrywany w kategoriach normalności lub dewiacji? A jednak nikt nie może zaprzeczyć istnieniu szkód spowodowanych brakiem odpowiedzialności matek. Ile dzieci wydaje się na świat, aby pełniły funkcję kompensacji, zabawki lub towarzysza matki. Ile dzieci, które przyszły na świat w wyniku oszacowania przez naturę strat i zysków, jest maltretowanych lub pozostawianych samym sobie? O dziwo, kobiety świadome swych obowiązków wydają się znacznie bardziej niepokoić społeczeństwo niż te, które je ignorują

Elisabeth Badinter, Konflikt: kobieta i matka,
przeł. Jakub Jedliński, PWN, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 21 czerwca 2018

Nocny motyl w środku rozkwitającego dnia.
Wypatrzyłam go przy porannej kawie.
Sprawna nie dość poprosiłam Sadownika o cyk,
zgodnie z tym, jak to zobaczyłam.

Ważka — mój osobisty symbol sprawności —
odznaka zdobyta w zeszłym roku na Iglicznej.
Zdobywam ją wciąż od nowa co dnia.

fot. Sadownik.

Czy wiesz o tym? Wszystko sprowadza się do tego, że dokądkolwiek idziesz, jesteś tam, gdzie właśnie kroczysz.

*

[…] nasze myśli wpływają na to, co widzimy i czego nie widzimy, co robimy i czego nie robimy.

*

[…] że ścieżka, którą zwiemy naszym życiem, ma kierunek; że zawsze się rozwija, chwila za chwilą; i że to, co dzieje się teraz, w tej chwili, wpływa na to, co zdarzy się potem.

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś bądź, przeł. Henryk Smagacz,
Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Pamiętam. Wracaliśmy wtedy z Małej Danii, słuchając powtórki audycji prof. Osiatyńskiego. Zaznaczyłam książkę do upolowania. Dała się upolować trzy dni temu. Wczoraj się skończyła, pozostawiając w zadumie. Wysłuchałam audycji jeszcze raz. Zaduma nie minęła.

Te sytuacje, gdy udajemy Greka, chowamy głowę w piasek… Czyż nie stajemy się wtedy tańczącymi niedźwiedziami? Jak wygląda nasz indywidualny taniec? I czy przyjdzie dzień, gdy w trudnej sytuacji nie zatańczymy jak się od nas oczekuje, lecz na czterech łapach pójdziemy swoją wolną drogą?

[…] jest jedna rzecz, o której pracownicy parku mówią niechętnie i z pewnym zakłopotaniem.
     Rozumiem to zakłopotanie.
     Otóż mimo tych wspaniałych warunków, mimo miodu, truskawek, orzechów, budek do hibernacji, setek tysięcy dolarów zainwestowanych w park, kampanii społecznych w Bułgarii i na całym świecie
, […] mimo częstych wizyt niemieckiego stomatologa, mimo regularnych badań krwi, kału i moczu, mimo że wyleczono im kataraktę, wyregulowano ciśnienie, mimo że dostarcza im się odpowiedniej liczby kalorii, mimo że holki rdzewieją już na sali wystawienniczej, a dawni treserzy chorują na serce, raka, marskość wątroby albo już nie żyją, otóż mimo tego wszystkiego
     niemal wszystkie niedźwiedzie
     do dziś
     tańczą
.

*

Inna rzecz, z którą musieliśmy sobie poradzić, to uzależnienie od słodyczy. I alkoholizm. […]
     Musieliśmy się napracować nad tymi niedźwiedziami, które przez dwadzieścia lat piły codziennie. Gdybyśmy z dnia na dzień odstawili im alkohol, zdechłyby. Trzeba było to robić stopniowo. Dziś, mówię to z dumą, wszystkie nasze niedźwiedzie to abstynenci
.
     […]
     Wolność to dla niedźwiedzia taki szok, że nie można go prosto z klatki wypuścić do lasu. Trzeba mu dać kilka dni na przestawienie.
     Wolność to nowe wyzwania.
     Nowe dźwięki.
     Nowe zapachy.
     Nowe jedzenie.
     Wolność to dla nich jedna wielka przygoda.
    — Jak je wreszcie wypuszczamy do lasu, nie wiedzą, co robić, i aż się z tej wolności zataczają — dodaje jeden z pracowników parku. — Chcą wszędzie iść, wszystko zbadać, wszystko sprawdzić. Nie dziwię się im. Jeśli ktoś dwadzieścia lat chodził wyłącznie na łańcuchu, to normalna reakcja
.

*

Niedźwiedź w Belicy ma za dużo czasu, z którym musi coś zrobić. Wcześniej całymi dniami pracował dla Cygana. Musiał tańczyć i wykonywać różne sztuczki.
     A tutaj nagle ma cały dzień dla siebie.
     Niedźwiedzie całkiem się w tym gubią
.

*

[…] nie może pan niedźwiedzi po prostu wypuścić i czekać, że ze wszystkim poradzą sobie same. Wolność to szalenie skomplikowana rzecz. Trzeba ją dawkować powoli. A hibernacja znaczy, że nasze niedźwiedzie robią na drodze do wolności postępy. Że nie żyją już tylko dniem dzisiejszym. Że nauczyły się przygotowywać na gorsze czasy.

Witold Szabłowski, Tańczące niedźwiedzie,
wydanie II (uzupełnione), Agora, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Ostatnio rząd wpadł na pomysł, żeby policja skarbowa mogła zaglądać ludziom do toreb i jeśli mają zakupy — pytać o paragon. Gdyby nie mieli, karę dostaną i oni, i sprzedawca.

*

Kosowianie o swoich braciach Albańczykach mówią nieco pogardliwie: elita w dziurawych butach.
     Albańczycy mówią o Kosowianach, że to cwaniacy i dorobkiewicze.
     Kosowianie uważają się za bogatszych. Albańczycy — za mądrzejszych
.

*

Julia: — Do mojego ojca przyjechali bracia zza Uralu. Napili się, wódka się skończyła, to oni za kluczyki i do samochodu. Ojciec się w drzwiach położył. „Po moim trupie, jeszcze kogoś zabijecie!”. W Estonii jazda po kielichu to bardzo ciężkie przestępstwo. Bracia popatrzyli na ojca. „Ty już nie jesteś Ruski. Ty już nie jesteś naszym bratem”.

*

     — To dobra praca?
     — Ciężka. Trzcinę tnie się maczetami. Dziesięć godzin dziennie muszę machać maczetą, z krótką przerwą na największy upał.
     — Ile zarabiasz?
     — Dziesięć dolarów. Miesięcznie
.

*

Nikt nie odpowiedział za piekło, które nam tu urządzono.
     To fakt. Komunistów, którzy zamordowali w Albanii kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a kolejnym tysiącom urządzali obozy reedukacyjne, nigdy nie rozliczono
.

*

     — Co myśli Memed o Serbach w Kosowie?
     — Potrafi odróżnić zbrodniarzy od zwykłych ludzi. Wojny nie są między narodami. Są między zbrodniarzami z jednej i drugiej strony. On to rozumie. Po deklaracji niepodległości widział, że jestem nie w sosie. Powiedział mi: Tatiana, my jesteśmy tylko pionkami na szachownicy. Grają Amerykanie z Ruskimi. To przypadek, że ty jesteś czarnym pionkiem, a ja białym
.

*

     — I uda się?
     — Uda się — świetnie. A nie uda się — zrobimy coś innego
.

(tamże)

środa, 20 czerwca 2018

Sadownik:
(przy porannej kawie zapytał, czego nauczył już piorun w rzepce)

Jabłoń:
(własnymi słowami opowiedziała o priorytetachnie tylko)
To na razie tyle, ale myślę, że to nie koniec.

(w skrócie to, co powiedziała)
nie bagatelizuj siebie.
nie kpij z siebie. nie wyśmiewaj.
bez obsesji czy przesady. ale
traktuj siebie poważnie! choć
nie śmiertelnie poważnie.

*

Jabłoń:
(po południu)
3 ✕ (10 ✕ 10 sekund)
Do bólu!
(tego najpiękniejszego — bolących mięśni)
¡El Reksio!

Sadownik:
(zdziwił się, że za pierwszym razem mu nie wyszło,
gdy sprawdzał na sobie „jakie to łatwe ćwiczenie”
)


Tengo cuarenta y nueve reksios:

wtorek, 19 czerwca 2018

boję się… do jasnej cholery! jakie „boję się”? wiedziałaś, że dziś, że ty, że trzeba. że nikt tego za ciebie nie zrobi.

boję się… słyszę! nikt tego za ciebie nie zrobi, ale — tak, właśnie to do mnie dotarło — możemy to zrobić w inny sposób.

nie boję się już. dałam radę. w ten inny sposób.

*

może właśnie dla takich chwil piorun w rzepkę mi strzelił.
wczoraj naprawdę dałam radę.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

czy to, co robisz, pomaga Ci utrzymać dobrostan*?
wybieraj. rób to, co pomaga! co dnia.

_______________
* fizyczny, psychiczny, duchowy.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a) (źródło).

fot. Biały Kruk.

Biały Kruk:

*

Natychmiast przypomniała mi się ta książka (nie na podpałkę). Gdy ją czytałam po raz pierwszy — tak jak dziś — chodziłam o kulach.

sobota, 16 czerwca 2018

Piętnaście dni temu Kaan zdjęcia z urywkami książki przysłała. Dwa tygodnie temu dorzuciła jeszcze jedno i stwierdziła, że rozdział o terapii nie będzie mi się podobał. Zaznaczyłam do upolowania. Nosowska Nosowską, ale w papierzu nie ma mowy.

Wczoraj Gepardzica podarowała mi Nosowską w papierzu. I? I tę książkę trzeba mieć w papierzu, bo fajny gruby papier, bo to nie tylko zbiór literek uporządkowanych między okładkami, ale i grafika. Książka na ząb — na jedną kawę, jeden piorun w rzepce i jedno przedpołudnie.

A rozdział o terapii? Jest rozdziałem o tym, czym terapia nie jest.

Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko przeczekać. To co dziś jest czystym cierpieniem, po czasie okazuje się przedsionkiem szczęścia i mądrości. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!

*

Trzydzieści dziewięć lat szłam w stronę katafalku, korzystając z map rozrysowanych przez rodziców, rodzinę, nauczycieli. Czułam swąd, ale mapa mówiła: „Prosto”, więc brnęłam boso w żar. […]
     W czterdzieste urodziny pomyślałam: „Basta!”. Postanowiłam spalić mapy, odkurzyć trzecie oko i ruszyć w stronę wieczności godna własnych zmarszczek!

*

Udawać orgazmy? Bardzo proste.
Spróbuj poudawać szczęście
.

*

Dziewięć godzin czytania — około 400 kcal.

*

Kiedyś spytałam Jakuba Żulczyka, czy frajerstwem jest dawać drugą szansę. Odpowiedział: „Nie. Frajerstwem jest dać trzecią”.

*

Teraz czuję się wolna, mam miękkie podbrzusze, przyznając, że nie wiem wszystkiego, a mówiąc bardziej precyzyjnie — wiem niewiele. Przez bramki umysłu przepuszczam tylko fragmenty wiedzy, które z całą pewnością mi się przydadzą, ubogacą mnie, a resztę pomijam, na resztę jestem głucha.

*

Wiedza przychodzi do człowieka dokładnie wtedy, kiedy jest gotów ją przyswoić. Nie jesteśmy w tym kontekście stadni. […]
     […]
     Mam naprawdę wiele książek, które stoją, ciasno przylegając jedna do drugiej w oczekiwaniu na przeskok z ławki rezerwowych zawodniczek do gry, do mnie. To się dzieje. Czasami zajmuje kilka lat, ale gdy przyjdzie wreszcie ten moment, gdy treść ma szansę spotkać się z moją gotowością — zaczyna się piękna przygoda. Tak więc książkom trzeba dać spokój.

*

Twoją jedyną wolnością jest własna reakcja.

*

Wiem, jak trudno jest spojrzeć w siebie. Jak trudno być dla siebie czułym opiekunem, który wspiera, dopinguje, ale też beszta, przywołuje do porządku. Stanąć oko w oko z własną rozpaczą, lękiem, niemocą, wstydem, gniewem, agresją — to boli.

*

Lęk napiera, gdy się go ignoruje lub z nim walczy.
     Patrz, jak się popisuje, patrz mu prosto w oczy, zmęcz go tym spojrzeniem, w końcu padnie
.

*

„[…] Miłość to decyzja. Jeśli ją podejmujesz, to mów, że kochasz. Dawaj. Nie oczekuj zwrotu kosztów. Miej odwagę powiedzieć, że już nie ma miłości. […] Żyj. A gdy dostaniesz bęcki, przeżyjesz. Przyszyjesz do rękawa kolejną sprawność”.
     To są himalaje dojrzałości. Droga jest ciężka, oddycha się z trudem, ale wetknę moje chorągiewki w czubek każdego z ośmiotysięcznika
.

*

Być razem nie oznacza aktywnie asystować w sprzątaniu bałaganu partnera. Oznacza czekać cierpliwie i kibicować, zajmując się jednocześnie własnym bałaganem. Wierzyć głęboko, że przyjdzie taki czas, kiedy wspólnie odpoczniemy po wysiłku, jaki każde z nas włożyło w sprzątanie samego siebie.

Katarzyna Nosowska, A ja żem jej powiedziała,
Wielka Litera, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Chleb też miał być tylko mój, bo gardzisz glutenem, a jednak zeżarłeś prawie cały. W nocy!
     — Chleb mi wypominasz? Odkupię ci!
     I tak dalej aż do cichych dni.
     […]
     Jest jeszcze jedna metoda zduszenia konfliktu w zarodku. Zaskoczenie…
     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Mój ojciec wyznał mi przez telefon, że w osiemdziesiątym trzecim, wiosną, widział UFO!
     — Co?!
     — UFO.
     — Nie ma UFO.
     — Też tak myślę.
     I po kłótni
.

*

Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego, kim jestem. Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone, by zawojować świat, ale wystarczające, by być wdzięczna, lubić życie i oddychać swobodnie.

(tamże)

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...