Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 07 maja 2017

pretekst Sadownika: pizza.
pretekst Jabłoni: szparagi.
pretekst wspólny: to drugie miejsce — o którym wiemy od dłuższego czasu — odwiedzić, bo lubimy dobre miejsca, z dobrymi ludźmi, z dobrymi pomysłami — z sercem po prostu.



post factum: postanowiono, że w  wolne niedziele w ulu nie gotujemy.

Zaczęło się we wtorek, gdy wracaliśmy do ula. Na godzinkę każde z nas wsadziło oczy lub uszy w swoją książkę. Sadownik co chwilę ryczał ze śmiechu, zdejmował słuchawkę i cytował to, z czego się śmiał. Po cytacie z trzeciego tomu, który brzmiał mniej więcej tak: są trzy rodzaje kłamstwa: prognoza pogody, komunikat dyplomatyczny i statystyka, uznałam swoją osobę za gotową, by ruszyć na spotkanie z Chyłką i Zordonem. Od kilku dni, choć jesteśmy w różnych tomach, rozumiemy się jak łyse czytające konie, gdy pada pytanie: chyłkujemy?

A książka? Pierwsza z pięciu części jest tylko i wyłącznie namacalnym dowodem na to, że są książki, po których nie zostaje nic, poza wspomnieniem czystej przyjemności czytania.

[…] zamiast posłużyć się pojęciem „redakcja tekstu”, pisał o „paralingwistycznych środkach wyrazu związanych ze zorganizowaniem wypowiedzi pisemnej w przestrzeni dwuwymiarowej znakami graficznymi”.

*

     — Czekaj, czekaj. Ustalmy coś. To ma być profesjonalny briefing. Masz do mnie mówić, jakbym była klientem. To jest, jakbym była ostatnią, skończoną kretynką.

*

     — Chcesz sprawiedliwości? — zapytała.
     — Sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.
     Uniosła brwi.
     — Biblia.
     — Nie, Arystoteles
.

*

     — Aha — potwierdziła, zatrzymując nagranie. — Oboje jesteśmy winni zbrodni noszenia klapek na oczach.

*

     — Zależy.
     — Co „zależy”? Albo były, albo nie.
     — W prawie wszystko „zależy” — wtrącił Oryński gasząc papierosa
.

Remigiusz Mróz, Kasacja,
Czwarta Strona, Poznań 2015.


sobota, 06 maja 2017

Mamy dla ciebie turczynkę. Powiedziałam. I oniemiałam z wrażenia, widząc, co się dzieje. Dorosły, bardzo dorosły człowiek skulił się w sobie i cofnął. Gdyby nie wystarczyła mi odpowiedź jego ciała — a wystarczyła — w ogólnie przyjęty sposób komunikowania się powiedział: niczego nie potrzebuję.

Trawiłam tę wymianę werbalnych i niewerbalnych komunikatów krótką chwilę, myśląc o sobie. Ile razy mówiłam nie, nie wiedząc, czemu konkretnemu mówię nie? Nie, bo będzie dużo ludzi. Nie, bo nie będzie, gdzie zaparkować. Nie, bo będzie lało. Nie, bo kiepsko chodzę. Naprawdę? Przed oczami przebiegło mi wiele sytuacji, gdy na dzień dobry kategorycznie odmówiłam. Dotarło do mnie.

Nie muszę powiedzieć „tak”, ale mogę dowiedzieć się, o co chodzi, mogę wyjść, wrócić wcześniej, nie zjeść, nie polubić, ale, na Boga, nie przepuszczę okazji!

Zdziwisz się, Jabłonko, co świat chce ci zaofiarować! Zdziwisz się nie raz.

*

piątek, 05 maja 2017

Drugi sezon na szparagi w moim życiu uważam za otwarty. Byłam nie w siódmym, lecz w trzydziestym piątym niebie, bo to romesco rozsmakowało mnie w kozim serze.

Nie byłam jedyną osobą, która bezczelnie sfotografowała to, co miała na talerzu. Z panem, siedzącym stolik obok, wymieniliśmy wrażenia dotyczące dań, które mieliśmy przywilej zjeść w tym miejscu. On fotografował, by skusić znajomych. Ja, bo szparagi, pierwsze w tym roku.



czwartek, 04 maja 2017

Tak, tak, tak! Te wiersze wczoraj mnie rehabilitowały.
Te wiersze będą mnie rehabilitować jeszcze nie raz, gdy stracę nadzieję.

accept yourself
as you were designed

*

jeśli urodziłaś się
tak słaba by upaść
urodziłaś się
tak silna by wstać

*

i thank the universe
for taking
everything it has taken
and giving to me
everything it is giving

*

jeśli
jesteś
czuła
jesteś
potężna

*

you look at me and cry
everything hurts

i hold you and whisper
but everything can heal

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Niektóre wiersze wolę po angielsku, a niektóre w tłumaczeniu i nic na to nie poradzę.

Ile osób, których od dziesięcioleci nie ma w moim życiu, na chwilę wczoraj wróciło. Szkoda, że nie znałam tych wierszy (pewnie wtedy ich jeszcze nie było na świecie), gdy było mi bardzo trudno i bardzo źle.

[…] siedzę cicho. i uśmiecham się łagodnie
drżącymi ustami myśląc. jakie to tragiczne.
gdy widzisz coś tak wyraźnie a ta druga osoba
nie
.

*

don’t mistake
salt for sugar
if he wants to
be with you
he will
it’s that simple

*

byłaś smokiem na długo zanim
zjawił się on i powiedział
że możesz fruwać

pozostaniesz smokiem
długo po jego odejściu

*

people go
but how
they left
always stays

*

the way they
leave
tells you
everything

*

sometimes
the apology
never comes
when it is wanted

and when it comes
it is neither wanted
nor needed


– you are too late

*

losing you
was the becoming
of myself

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Wczoraj wieczorem skończona i zaczęta jeszcze raz książka. Wiele wierszy w tym tomiku chcę mieć już zawsze pod ręką.

wszyscy się rozwijamy gdy
zauważamy jak silne
i olśniewające są kobiety
wokół nas

*

to że widzisz tu piękno
[…]
oznacza że piękno jest tak głęboko
zakorzenione w tobie
że chcąc nie chcąc
widzisz je wszędzie

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.


środa, 03 maja 2017

Z Bliźniaczą Liczbą o pewnej książce rozmawiałam. Szukałam, szukałam. Jest nie do zdobycia. Szukałam, szukałam i znalazły mnie wiersze i szkice. Odłożyłam na bok to, co czytam, i pozwalam sobie, by zatrzymały mnie te literki i kreska. Pozwalam, by mnie dotykały.

Tak pięknego zamknięcia majówki — dziś, w przeddzień Heniutki urodzin i dwanaście dni przed pierwszym wieczorem dwudziestego roku z Sadownikiem — nie mogłam spodziewać się na jej początku.

you’ve touched me
without even
touching me

*

kim dla ciebie jestem pyta
kładę ręce na jego kolanach
i szepczę
jesteś
wszystkimi nadziejami
jakie kiedykolwiek miałam
w ludzkiej postaci

*

nie ma nic bezpieczniejszego
niż twój głos
gdy mi czytasz

*

pyta czym się zajmuję
mówię mu że pracuję w małej firmie
produkującej opakowania…
przerywa mi w pół zdania

nie nie pytam co robisz żeby płacić rachunki
pytam co cię doprowadza do szaleństwa
co nie pozwala ci spać w nocy

*

you might not have been my first love
but you were the love that made
all the other loves
irrelevant

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

Tydzień temu Pan Ciasteczko był na zawodowej, mocno męskiej kolacji. Następnego dnia Sadownik wrócił do ula i od progu zapytał, czy mamy ciepłe króliki. Ustaliliśmy o jaką książkę chodzi. Ustaliliśmy, że nie mamy, że Pan Ciasteczko dużo dobrego o niej na kolacji słyszał, co Jabłoń w osłupienie wprawiło i, że Sadownik chce ją przeczytać. Pyk, pyk. Klik, klik. I była. Sadownik zachwycony książką. Wzięłam i ja. Po drodze odpoczęłam zachwytem przy Jedwabiu.

O tej książce wiedziałam, gdy tylko wyszła, ale od początku coś we mnie mówiła „e, nie”. I ten kawałek mnie nie przekonał się do tej książki. Może dlatego, że Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska z natury jest Tygryskiem, a ja Kłapouchym. Może dlatego, że bliżej mi wewnętrznie do Marka Edelmana. Może dlatego, że książka ta jest, niczym grubą kredką malowaną, laurką kreślona przez i dla rozmówczyni autora — chwilami nie do wytrzymania: stereotypy, stereotypy i wszechobecne wielkie kwantyfikatory. Z pewnością dlatego, że bardzo bliskie relacje są mi potrzebne do życia jak powietrze i nie zamieniłabym ich na żadne chorobliwe wieczne widzenie pozytywów. Co nie znaczy, że nie wzięłam czegoś dla siebie, trzy kłaczki z tygrysiego futerka włożyłam do kłapouchowej kieszonce możliwości.

Są w tej książce dwa–trzy pęknięcia na gładkiej powierzchni och-jak-pięknie i nie pozostawiają one wątpliwości, co do swojej prawdziwości i szczerości. Dla nich warto przebrnąć przez tę książkę, ale jeśli miałaby to być jedyna pozycja książkowa na ten temat, to zdecydowanie mówię „nie”.

[…] człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje.

*

Proszę pana: CHLEB NAJWAŻNIEJSZY. Do końca życia nie zapomnę, jak pod koniec pobytu w obozie śniło mi się, że mam na własność cały bochenek chleba.

*

Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? […] Takie były warunki i ktoś by powiedział, że to było piekło. A ja uważam, że to miejsce, w którym trzeba przeżyć.

*

[…] nie ma sytuacji, w której — jak to się mówi — trzeba złożyć broń.

*

Człowiek trzyma się ludzi, którzy znają naszą przeszłość.

Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki.
Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 02 maja 2017

Sadownik:
(dwa dni temu)
Coś ci wysłałem.
Jestem ciekaw twojego zdania.

Jabłoń:
(do wieczora przeczytała)

Sadownik:
(do wieczora przeczytał po raz drugi)

Sadownik & Jabłoń:
(długo w ostatni kwietniowy wieczór o tej książce rozmawiali)

*

I była ta rozmowa nie tylko długa, ale również zaskakująca i głęboka, bo każde z nas na co innego w tym opowiadaniu zwróciło uwagę.

Kiedy nie potrafisz wyrazić czegoś jednym słowem, posługujesz się całą historią. Tak się to robi. Od wieków.

*

Należałoby może wyjaśnić, że jest to historia dziewiętnastowieczna: aby nikt nie spodziewał się samolotów, pralek i psychoanalityków. Nie ma ich tutaj. Może innym razem.


(fot. źródło)

*

Nie tracąc zimniej krwi Baldabiou przemyślał sytuację i doszedł do wniosku, że problemu nie trzeba rozwiązywać, trzeba go obejść.

*

     — Wcześniej czy później komuś przecież będziesz musiał wyznać prawdę.
     Powiedział to cicho, z wysiłkiem, bo nigdy nie wierzył, że prawda może się na coś przydać.

*

     — Może po prostu czasami życie przybiera taki obrót, że człowiek nie ma już właściwie nic do powiedzenia.
     Powiedział.
     — Już nic, aż do końca.

*

W ciemności drobnostką było kochać się z nią, ale nie ją kochać.

*

     — A gdzie jest właściwie ta Japonia? Prosto przed siebie, w tamtą stronę. Na samym końcu świata.
     […]
     […] stanął u bram Lavilledieu. Zatrzymał się, podziękował Bogu i wszedł do miasteczka pieszo, licząc kroki, aby każdy miał swoją nazwę i aby nigdy ich nie zapomnieć.
     — Jaki jest koniec świata? — zapytał go Baldabiou.
     — Niewidoczny
.

*

I z rozmysłem zatrzymał Czas na tyle czasu, ile było mu trzeba.

Alessandro Baricco, Jedwab,
przeł. Halina Kralowa, Czytelnik, Warszawa 2004.
(wyróżnienie własne)

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...