Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
czwartek, 23 listopada 2017

mała przestrzeń. mało światła. dużo odbić.
ale tekst przedni, więc pstryk był.

popo, kolekcja zmorek tłumaczy rośnie.

wtorek, 21 listopada 2017

Chytry plan powzięłam. Tydzień później, też w czwartek, wypatrywałam spacerówki. Nic. Trzy tygodnie później wypatrywałam. Nic. Cztery tygodnie później też. Nic.

Dziś, we wtorek, o podobnej porze, idąc tym samym chodnikiem, nie wypatrywałam, ale oniemiałam z zachwytu — spacerówka! Pomyliłam się, pisząc wtedy: całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi, bo wtedy to ONE POSZŁY na spacer. Dzisiaj spotkałam Je, gdy wracały ze spaceru. Damski Tercet o miłości i uważności naucza przechodniów co dnia.

Patrzę na to zdjęcie, zamyślam się nad tym, jak bardzo chciałam je zrobić, by zatrzymać chwilę i przychodzi mi do głowy, nie wiadomo skąd: jeśli myślisz, że światu wszystko jedno, co zrobisz z dzisiejszym dniem — jesteś w błędzie. Coś dobrego dla kogoś z sierścią lub bez zawsze możesz zrobić.

Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Dziś jest wspaniały dzień!

Gugu & Pula
(od lewej i od tyłu)

poniedziałek, 20 listopada 2017

Heniutka go nie powąchała.
Spadł godzinę po jej pierwszym spacerze.
Zniknął kilka godzin przed psim obiadkiem.

     — Ale skąd ten porządek się bierze? Kto go pilnuje?
     — Stop. Jedno pytanie dziennie — powiedział Młody. — Jutro. I raczej wymyśl coś prostszego.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

Takie cudo na koszulce miała Istota rehabilitująca się obok mnie. Kupiłam na pniu! ¡El reksio!

*

Oj Tè:
Co jest?

Jabłoń:
Boję się.

Oj Tè:
(poszedł i przyniósł półkilogramową czerwoną piłkę)
Proszę, w dwie wyciągniete przed siebie dłonie i robisz.
Trzymaj się piłki! Będzie dobrze.

*


Tengo cuarenta y dos reksios:

niedziela, 19 listopada 2017

Wyrzut kortyzolu. Wyrzut? Cała wlewka! Trzęsące się ręce. Łamiący się głos. Łzy.
Nigdy w życiu nie bałam się tak o najukochańszego człowieka.

Fałszywy alarm. Teraz trzy dni będę z tego kortyzolu schodzić.

Do masakrującej książki dziś nie zaglądam. Tulli odłożyłam na rzecz Tulli. Schodziłam z kortyzolu dotykiem wspaniałego grubego papieru; powolnością przesuwania wzroku po literkach; kreską, która czasem poruszała delikatne w środku; śmiechem i uśmiechem wskutek treści. Podobno to książka dla dzieci — tej Autorki pierwsza dla dzieci, ale osobiście natknęłam się na kilka miejsc, których niuans wyłapią tylko dorośli. Schodziłam z kortyzolu w hamaku. Schodzę dalej przy innej Tulli.

To wcale nie taka wielka sztuka skakać przez płonące obręcze, kiedy się wie, że po drugiej stronie będzie to samo co po tej.

 *

Wieczorami Ptiżużuu lubił odwiedzać zające w ich norze. Siadali na progu i patrzyli na gwiazdy. To było o wiele przyjemniejsze od zebrań na polanie, gdzie rosło drzewo, w którym puchacz miał swoją dziuplę. Można tak było siedzieć i patrzeć bez końca i być razem, i wcale się nie odzywać.

*

     — Co piszą? — interesowała się łasica. Nie umiała czytać, tak samo jak dzik i zające, ale przynajmniej tego żałowała.

*

I naraz pomyślała sobie, że ona sama też może być szczęśliwa. Przecież jest zwierzęciem, które ma imię, choć go nie zna. Zwierzęciem, dla którego jest ważny ktoś jeszcze, nie tylko ono samo. Imię, pomyślała łasica, która wcześniej nigdy na to nie wpadła, nosi się dla kogoś!

*

Nie wiemy, co nas teraz czeka. W takiej chwili powinniśmy wspierać się nawzajem.
     — Więc dlaczego nikt mnie nie wspiera? — rozżalił się dzik.
     — Dziku, na pewno rozumiesz, co to takiego „nawzajem”.
     — Nie rozumiem! Nie rozumiem! — wrzeszczał dzik, tupiąc kopytkami. — Ja chcę do małpy
!

Magdalena Tulli, Ten i tamten las, ilustr. Alicja Rosé,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(ilustr. Alicja Rosé, tamże)

Gepardzica ze Smokiem jakiś czas temu polecili nam ten film.

*

Sadownik:
(wczoraj rano przez telefon
na chwilę przed sobotnią nauką
)
Dobrego dnia!

Jabłoń:
Idziemy w południe z Georginią do kina.

Sadownik:
Znowu na poranek*?

Jabłoń:
Na Najlepszego.

Film:
(oglądany z zakrywaniem drzewnych oczu
przez pierwsze pięćdziesiąt minut
)

     — Takie są zasady.
     — Kto to będzie wiedział? [że jedną z nich złamiesz]
     — Ja.

___________
* bo wtedy też byłyśmy rano.

sobota, 18 listopada 2017

Czytanie masakrującego ibuka przerywam czytaniem stosiku papieru. Po Tulli, przed Tulli i kolejną Tulli, przyszedł odpowiedni czas na tę książkę.

Czytając, na poziomie społecznym, wściekłość miesza się we mnie ze wstydem, że żyję w kraju, który za nic ma badania naukowe, fakty i ludzkie doświadczenie. Kraju, którego rząd szerzy mity, wspiera ciasne myślenie i zachwyca się króliczną mocą heteryków.

Czytając, na poziomie indywidualnym,  odnajduję nie tylko paralele do mojej nieudowodnionej społecznie heteryckości, ale również czuję wdzięczność za wniesienie tej osobistej historii do sfery publicznej. Przypominam sobie film, mężczyznękobietę. I wracam do mojego zamyślenia z początku października: nowi studenci, rekordowa ich liczba w tym roku, a wśród nich jakieś 60–80 osób nieheteronormatywnych… jak się mają? jak się czują? jak dać im znać, że jestem po ich stronie?

Dla mnie wszystko, co się ze mną działo i dzieje do tej pory, jest normalne. Jakie ma być, skoro nigdy nie miałem innego życia?

*

Gdybym miał wybór, też chciałbym móc od tego uciec. Teraz jednak nie mamy już wyboru. Wiedza to droga w jedną stronę, nie da się nie wiedzieć tego, co już raz wyszło na jaw. Trzeba z ciężkim westchnieniem włączyć to w rejestr spraw bieżących, spraw, które istnieją. A potem poszukać rozwiązania, tak żeby wszyscy jak najmniej na tym ucierpieli.

*

Patrzy. Nadstawia ucha. Chce wiedzieć, jak to jest. Jak mi jest.

*

To jest dla mnie jedyna możliwa droga do bycia normalnym i idę nią, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje.

*

Gdy już chwytam za klamkę, mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie nie ma wyboru. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się,  marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robią wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę? 

Maciej Loter, Chłopiec w czerwonej sukience,
Videograf, Chorzów 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Dojrzewam i umacniam się. W żółwim tempie, z wielkim trudem i tysiącem chwil zwątpienia, ale idę do przodu. Cofanie się nie jest dla mnie.

*

Kim jest mężczyzna? Kim jest kobieta? Jak się czują, będąc sobą? Jak się nie czują? Jak wyrazić to słowami, jak to sprawdzić?

*

Słyszę wtedy […]: „O tym, kim jesteś, nie świadczy to, skąd przychodzisz, ale to, jaką drogę wybierzesz”. Zamieram. Czuję, że to może być odpowiedź. Nieskomplikowana, elegancka w swej prostocie. I mądra.

*

Wiem, że można zdziałać cuda, jeśli dysponuje się wystarczająco silną wolą i odpowiednią ilością czasu. Mój strumień wylewał się z koryta wiele razy, błądził wśród bagien, czasem zamierał, niemal w całości wsiąkając w ziemię. Ale zawsze wracał tam, gdzie jest jego miejsce. Poszarpany brzeg, woda niosąca połamane gałęzie, głazy i skały — to są moje realia. Ale dzięki temu nie boję się wartkiego nurtu, wiem, jak panować nad żywiołem. 

*

Bądźcie dumni z tego, że mimo tysiąca przeszkód stale i niezmiennie jesteście sobą.
     Bądźcie dumni codziennie!
     Bo warto.
     Warto żyć
.

(tamże)

piątek, 17 listopada 2017

objawy. drugi dzień mam. na widok każdej pary, trzymającej się za ręce, uśmiecham się jak wariatka. Pan Ciasteczko w chmurach, wraca do ula. wyleczy?

czwartek, 16 listopada 2017

Pierwsza książka tej Autorki, wydana dwadzieścia i ciut lat temu, nie trąci myszką ani trochę. To szkatułka w intensywnie sennych kolorach. Kocham to miastocałkiem duże miasto […] tak jak ja potrzebuje czułych słów. Wcale nie dziwię się, że architekci zachwycili się tą książką. Rozumiem też, dlaczego ten fakt nie zachwycił Autorki. Powiedzieć, że to książka o mieście, to nic nie powiedzieć.

Czytać należy powoli. Dawkować jak lekarstwo lub drogocenny napój. Tak właśnie czytałam, mając wciąż z tyłu głowy odkrycie, że wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat podawane są w każdym domu na śniadanie, obiad i kolację.

Czytałam powoli, nie mogąc uwierzyć, że literki i słowa w pisanej wersji dla Autorki jako dziecka nie były łaskawe.

W rzeczywistości Dworzec Centralny to jeden ze środkowych przystanków na trasach tramwajów, spokojnie obwożących swoje numery od pętli do pętli przez całe miasto.

*

Policjant kierujący ruchem ulicznym  żyje w mieście zbudowanym z tablic rejestracyjnych, do których dołączono karoserie, podwozia, silniki, kierunkowskazy. Dla telefonistki oplątana kablami metropolia aparatów telefonicznych wyrasta z centrali miejskiej jak z ukrytego kłącza. Miasto pijaka jest puste, składa się tylko z falujących świetlistych smug i z samych twardych kantów swobodnie unoszących się w przestrzeni. Jeszcze inne jest miasto umarłego, całkowicie pozbawione kaloryferów, wilgotne i ciemne, w którym nie można nawet poprosić o filiżankę gorącej herbaty i w którym żyć po prostu się nie da, zwłaszcza o piątej nad ranem, najzimniejszej ze wszystkich godzin.

*

Gdzie szczęście rodziców niemowlęcia, które pierwszy raz usiadło w wózeczku w jakieś ciepłe popołudnie, gdzie uśmiech niemowlęcia, teraz, po latach, kiedy wiadomo już wszystko o promocjach, awansach, wypadkach, rozwodach, pogrzebach?

*

Z dzieci przemienieni w dorosłych i sami także zdani na łaskę cudzych wspomnień, przechowywali w pamięci nie istniejące adresy i wnętrza, dźwigali budynki, place, ulice, z którymi nie mogli się rozstać.

*

Czas ledwo nadążał za prędką myślą. Dni były już na wiele lat naprzód policzone i rozdysponowane, a jeśli w rachunkach tych kryły się jakieś błędy, to nigdy nie wiązały się one z superatą. Można by powiedzieć, że dni zostały zużyte zanim nadeszły, jak spodziewane aktywa, na których poczet zaciągnięto już długi.

*

Nic bowiem na świecie — nawet wyobrażenia — nie może zostać zniszczone całkowicie i ostatecznie.

*

Nie ma bowiem na świecie niczego, co byłoby tylko zmyśleniem.

*

Nie ma nikogo, kto wiedziałby, jak naprawić to, co popsute. Stało się jasne, że froterowanie podłóg, odkurzanie chodników, polewanie asfaltu wodą w upalne dni, a nawet malowanie ścian olejną farbą nie wystarcza. Lecz mieszkańcy tego miasta nie umieją zrobić nic więcej.

*

[…] dla nas bowiem kamienie mają tylko powierzchnię. Lite wnętrze kamienia należy już do innego świata.

*

Życie kamieni jest całkowicie wolne od przymusu. Kiedy tracą oparcie, po prostu spadają. Gdy upadną, leżą. Nie mają wprawdzie wpływu na formę, jaka zostanie im nadana, ale też przyjmują ją z największą obojętnością. Z takąż obojętnością trwają lub rozsypują się. Cokolwiek się dzieje, nigdy nie dodadzą do tego nic od siebie. Nie wkładają nawet najmniejszego wysiłku w żadne przedsięwzięcie.

*

Rozróżnienia! Życie i śmierć, drzewo i maszyna, początek i koniec! Każda nazwa, tak jak moneta, ma swój awers i rewers. Płacąc monetą nie można wydać jej połowicznie, zatrzymując dla siebie orła lub reszkę. Wszystko, co wielkie, jest także małe, i odwrotnie. Dwuznaczność jest skutkiem nazywania rzeczy po imieniu.

*

Nie ma na świecie rozwiązań tak złych, że nikt ich nie wybiera. Nawet najgorsze wyjście dla kogoś może okazać się najlepszym.

*

[…] bez miłości śniący nie mają dość sił, by dalej śnić.

*

Przez ten pośpiech nikt na nic nie patrzył dość uważnie, by dostrzegać również tła i drugie plany. Toteż myśl kierowała się pozorami i trudno było naprawdę rozpoznać każdą rzecz, na której spoczęło oko.

*

W każdym tkwi pestka, w pestce zawiązek drzewa i przeciwdrzewa, korona i korzeń. Wszystkie przyszłe sezony wegetacji czekają na swój czas w pestkach, w zawiązkach, w zawiązkach zawiązków. Owoc należy do drzewa, lecz mieści w sobie całe przyszłe drzewo razem z owocami, jakie na nim wyrosną.

*

Kiedy myślimy o świecie jak  o drzewie, widzimy drzewo, kiedy myślimy o nim jak o maszynie, staje się maszyną. Nie jest opatrzony żadnym napisem, który rozstrzygałby tę kwestię, żadną sentencją, do której można by się odwołać. Kto tylko powie „jest drzewem”, z miejsca pomyśli o maszynie, kto powie „jest maszyną, pomyśli od razu o drzewie. Dlatego słowa „jest drzewem” i „nie jest drzewem” znaczą w istocie to samo.

*

Cokolwiek stanie się jakieś, nie może już być inne.

* 

Magdalena Tulli, Sny i kamienie,
Wydawnictwo OPEN, Warszawa 1996.
(wyróżnienie własne)

*

Paul Klee, In the Beginning, 1916.

środa, 15 listopada 2017

à propos.
łatwiej budować na bazie dobra w nas — umiejętności, postaw.
niż po raz milion trzysta pięćdziesiąt dwa tysiące miliard pierwszy
zaczynać od zera i fundamentów, próbując za każdą cenę zaprzeczać
umiejętnościom i postawom, mocy wewnętrznej i zdolnościom.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...