Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 10 czerwca 2018

#3. Z pewnością Amos Oz jest Żydem gorszego sortu. Przytomnie patrzy. Pięknie pisze przemyślane wystarczająco. Nie poniża werbalnie. Nie jest postrzelony pięcioma gramami racji najmojszej. Tylko czemu Jego fanatycy, choć w cieplejszym klimacie chowani, nie różnią się od naszych rodzimych? No czemu?

Nie, my i Palestyńczycy nie możemy stać się jutro „jedną szczęśliwą rodziną”. Potrzebujemy dwóch państw. Z czasem być może przyjdą współpraca, wspólny rynek, federacja. Ale na pierwszym etapie nasz kraj musi być domem dwurodzinnym, ponieważ my, izraelscy Żydzi, nigdzie się stąd nie ruszymy. Nie mamy dokąd. I ponieważ Palestyńczycy też nigdzie się stąd nie ruszą. Też nie mają dokąd. Nasza waśń z Palestyńczykami w swojej istocie nie jest hollywoodzkim westernem, gdzie dobrzy walczą ze złymi, lecz tragedią z konfliktem dwóch racji. Tak napisałem bez mała pięćdziesiąt lat temu i wierzę w to także dzisiaj. Konflikt dwóch racji, a często, niestety, również dwóch niesprawiedliwości.

*

Stojąc przed oznakowanym przejściem dla pieszych, z pewnością mam prawo przejść przez jezdnię. Jeśli jednak widzę ciężarówkę pędzącą ku mnie z prędkością stu kilometrów na godzinę, mam też pełne prawo odstąpić od swoich praw i nie przechodzić. Nasi fanatycy są przekonani, że jest naszym religijnym obowiązkiem zamknąć oczy na niebezpieczeństwa i przejść przez ulicę, a z nieba przyjdzie wybawienie.

*

Nasi fanatycy mówią, nie bez szczypty złośliwej uciechy: „Wy, żydowscy Izraelczycy, którym tak zależy na demokracji, będziecie teraz musieli o niej zapomnieć. Jeśli nie chcecie tu żyć w państwie arabskim pod rządami arabskiej większości, będziecie musieli w końcu zrezygnować z ukochanej demokracji, praworządności, Sądu Najwyższego i przywyknąć do życia pod żydowskimi rządami rabinów ze wzgórz. Nie podoba się? Możecie się stąd wynosić, dokąd chcecie. Znikajcie nam już z oczu”.

*

Ktoś, kto jak ja widział na własne oczy powstanie Państwa Izrael zaledwie trzy lata po ludobójstwie dokonanym na europejskich Żydach przez niemieckich nazistów, nie tak szybko kupi pojęcie „nieodwracalności”. Kto widział, jak Charles de Gaulle, bohater francuskiej prawicy, przyznaje niepodległość Algierii, która była przyłączona do Francji i gdzie mieszkały setki tysięcy fanatycznych francuskich osadników, nie tak szybko kupi pogróżki wygłaszane przez proroków „nieodwracalności”. […]
     Nieodwracalna jest chyba tylko śmierć, a i o tym pewnego dnia jeszcze przyjdzie nam się przekonać na własnej skórze.

*

Teraz pora na małe wyznanie: kocham Izrael nawet wtedy, gdy nie mogę go ścierpieć. Jeżeli jest mi sądzone upaść któregoś dnia na ulicy, chcę, by się to stało w Izraelu. Nie w Londynie, nie w Paryżu, Berlinie ani Nowym Jorku. Tutaj zaraz podejdą obcy ludzie i mnie podniosą (a kiedy stanę z powrotem na nogi, z pewnością niemało będzie takich, co się ucieszą, widząc, jak znowu upadam).
     Lękam się bardzo o przyszłość. Boję się i wstydzę polityki rządu. Boję się fanatyzmu i przemocy, które coraz bardziej się u nas panoszą, i również za nie mi wstyd. Ale dobrze mi być Izraelczykiem. Dobrze mi być obywatelem państwa, w którym żyje osiem i pół miliona premierów, osiem i pół miliona proroków, osiem i pół miliona mesjaszy. A każdy z nas ma własną receptę na odkupienie albo przynajmniej rozwiązanie. Wszyscy krzyczą, a tylko niewielu słucha. Nie jest tu nudno. Izrael bywa co prawda denerwujący, oburza, rozczarowuje, czasami rodzi frustrację i złość, ale nieraz fascynuje i porywa. Tego, co zobaczyłem tu w czasie swojego życia, jest i znacznie mniej, i znacznie więcej, niż śniło się moim rodzicom i dziadkom
.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#1, #2]


sobota, 09 czerwca 2018

Ze stosiku promocyjnego wyjęta. Z braku Yaloma, niech i Grosz. Jedną trzecią połknęłam, a potem szło wolniej, wolniej aż do niezgody… bo autor nie doczytał chyba do końca książek Elizabeth Kübler-Ross. Tak jak on uważa, że ona nie ma racji w kwestii „psychologicznych etapów” umierania i żałoby, ja uważam, że Grosz nie ma racji. Nigdzie nie jest napisane, że „etapy” następują liniowo jeden po drugim i tylko raz. Śmiem twierdzić, że owe etapy dotyczą każdej dużej zmiany, która spada na nas niczym grom z nieba.

Pomijając różnicę zdań, wyjęłam z tej książki kilka ważnych, pogodnych, ciepłych lub pełnych nadziei cytatów.

Simone Weill opisała pewnego razu, jak dwóch więźniów z sąsiednich cel nauczyło się porozumiewać ze sobą, stukając w ścianę. „Ściana ich rozdziela, ale zarazem umożliwia im komunikację — napisała. — Każda przegroda jest spoiwem”.
     […] To część naszego codziennego życia — pukamy w ścianę i nasłuchujemy.

*

[…] dzieciństwo pozostawia w nas podobne ślady – historie, dla których nie potrafimy znaleźć środka wyrazu, bo nikt nam nie pomógł dobrać właściwych słów. Gdy nie umiemy opowiedzieć o swoich przeżyciach, wówczas te przeżycia opowiadają o nas – śnimy na ich temat, rozwijamy w sobie symptomy, czyli postępujemy w sposób, którego nie potrafimy wyjaśnić.

*

     — Nie chwalę dziecka za zrobienie tego, co powinno zrobić — powiedziała. — Chwalę dopiero wtedy, gdy dzieci poradzą sobie z czymś wyjątkowo trudnym, na przykład dadzą drugiemu pobawić się swoją zabawką albo wykażą się dużą cierpliwością. Uważam też, że ważne jest, aby mówić „dziękuję”. Jeśli dziecko musi zaczekać cierpliwie na cukierek lub pomoc z mojej strony i czeka spokojnie, wtedy mu dziękuję. Ale nie chwalę dziecka, które się bawi bądź czyta.
     Żadnych wielkich nagród ani strasznych kar — Charlotte skupiała się na tym, co dziecko robi i jak to robi.
     Pewnego razu obserwowałem ją przy pracy z czterolatkiem, który rysował. Gdy przerwał i podniósł na nią wzrok — być może w oczekiwaniu na słowa pochwały — uśmiechnęła się i powiedziała:
     — W twoim rysunku jest dużo niebieskiego koloru.
     — To sadzawka obok domu babci — odparł chłopczyk. — I jest tam mostek. — Chwycił brązową kredkę. — Pokażę pani.
     Charlotte rozmawiała spokojnie z chłopcem, ale przede wszystkim obserwowała, słuchała. Była obecna
.

*

Być obecnym — dla dzieci, przyjaciół, a nawet dla siebie samych — to trudne zadanie. Ale czy takiej czujności ze strony drugiej osoby — a więc poczucia, że ktoś o nas myśli — nie potrzebujemy bardziej niż pochwał?

*

     — Właściwie nie mogę powiedzieć, że mnie okłamałeś — stwierdził. — Ale nie uprzedziłeś, czego mam się spodziewać.
     — Chyba nie za bardzo wiem, o czym mówisz.
     — O terapii
.

*

[…] przeszłość żyje w teraźniejszości. Ale w teraźniejszości żyje także przyszłość. Przyszłość nie jest miejscem, do którego dążymy, lecz wyobrażeniem, które mamy w głowie w tej właśnie chwili. To coś, co tworzymy, a to z kolei tworzy nas. Przyszłość jest fantazją, która kształtuje naszą teraźniejszość.

*

Nasze oręże w starciu z negatywizmem stanowi nie perswazja, lecz zrozumienie. Skąd ta odmowa? Dlaczego akurat teraz?

*

Opieramy się zmianom. Zgoda na zmianę — nawet drobną zmianę, która wyraźnie leży w naszym najlepszym interesie — jest często bardziej przerażająca niż ignorowanie niebezpiecznej sytuacji.
     Jesteśmy fanatycznie wierni naszemu wyobrażeniu o świecie, naszej wersji rzeczywistości. I koniecznie chcemy się dowiedzieć, jaka jest nowa wersja — do której ewentualnie mielibyśmy się przekonać — zanim zrezygnujemy ze starej
. […]
     W obliczu zmiany przeżywamy wahania, bo zmiana oznacza stratę. Ale jeśli nie zaakceptujemy straty jednego — […] możemy utracić wszystko.

*

Skonfrontowanie się z rzeczywistością, choćby najstraszniejszą, jest zawsze lepsze niż rozwiązanie alternatywne.

*

Gdy człowiek nie ma wyboru, sprawa jest przesądzona, tkwi w pułapce żalów i samooskarżeń. Taki sposób myślenia, sposób bycia właściwie, jest w nas tak głęboko zakorzeniony, że nigdy go nie kwestionujemy, nie zdajemy sobie z niego sprawy. Po prostu żyjemy tym. Zyskanie wyboru to wielkie wyzwolenie.

*

Wie pan, było jak w tych grach szpiegowskich. Nadchodzi chwila, kiedy w zakodowanej informacji udaje się nam rozszyfrować dostatecznie dużo liter, żeby z absolutną pewnością odczytać treść.

*

Po raz pierwszy w życiu poczułem się sobą.

Stephen Grosz, Życie wysłuchane. Jak tracimy i odnajdujemy siebie,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


Pierwszy raz zakwitł dwa lata temu.
Dziś rano w ostrym już słońcu…

fot. Biały Kruk, fragment.

piątek, 08 czerwca 2018

Siłownia. To miejsce, gdzie panowie bez karków napawają się swoją cielesną boskością. Dziś mi wstyd, ale właśnie tak myślałam od zawsze. Stereotyp gonił stereotyp. Nie moja to była bajka.

Siłownia. To miejsce, w którym człowiek do osiemdziesiątki może bezpiecznie dbać o siebie — powiedział mi kiedyś Oj Té.

Siłownia. To moje miejsce. Moja bajka. Od jakiegoś czasu to czuję. Byłam dziś ciut przed Linką. Czekając, przycupnięta chłonęłam atmosferę tego miejsca, gapiłam się na ćwiczących ludzi. Robili piękne rzeczy, a ja byłam jedyną osobą, po której policzkach płynęły łzy. Bo oczy same mi się moczą, gdy się wzruszam, gdy czuję wdzięczność, za to, że życie mnie obdarowało. Bo siłownia to dla mnie teraz przywilej.

I stały się dziś dwie dodatkowe wspaniałe rzeczy. Linka pomyliła kartki i zaordynowała cudze obciążenie — a ja zrobiłam (!) bez mrugnięcia okiem. Stare obciążenie poszło w zapomnienie. I… zastrzeliła mnie — trzy minuty przed końcem naszego czasu, po raz pierwszy, zamiast „miałam jeszcze dwa ćwiczenia w planie”, powiedziała „zrobiłyśmy wszystko, co zaplanowałam”. Nie mogłam uwierzyć. Hodujemy z Linką potwora! Potwora, który marzy o skakance. ¡El reksio!

(źródło)


Tengo cuarenta y ocho reksios:

czwartek, 07 czerwca 2018

We wrześniu minęłoby trzydzieści lat, gdy — jako wychowawca klasy i nauczyciel języka angielskiego — dawał się boleśnie we znaki, drąc się niemiłosiernie. /θ/! /ŋ/! /ð/!

Wtedy, te trzydzieści lat temu… policzyłam… miał trzydzieści sześć lat. I darł się okrutnie! /θ/! /ŋ/! /ð/!

Ona ratowała mnie z opresji. Dzięki Niej dałam radę ogarnąć i pokochać każde θ! ŋ! ð! A On? On zrobił rzecz niemożliwą w tamtym systemie edukacyjnym: zmienił zdanie. Dokładniej, zmienił zdanie na mój temat — przestałam być dla Niego głupią dziewuchą, która gra w piłkę, której ogólniak z powodu tej piłki załatwiono (co akurat nie było prawdą). Fakt, że zmienił zdanie był moim pierwszym „naukowym” trofeum w życiu. /θ/! /ŋ/! /ð/! To też!

Wtedy miał trzydzieści sześć lat i uczył nas też piosenkami. Rzucał perły przed szczeniaki — myślę dziś, nucąc pod nosem. Te piosenki są ze mną od prawie trzydziestu lat, wciąż świeże, wciąż mądre, z każdym rokiem nabierają głębi i większego sensu. Łomolę dziś nimi. Uśmiecham się przez łzy, bo te piosenki tak wiele mówią mi o tamtym trzydziestosześciolatku — Jego sile, nadziejach, dylematach, konfliktach wewnętrznych i pasji.

I tylko On już nie tu. Odszedł. Ale moja wdzięczność wciąż tu jest. /θ/! /ŋ/! /ð/!

Jutro pogrzeb. Mr. George, thank You! /θ/! /ŋ/! /ð/! /ʌ/! Też!


fot. Autor(ka) nieznan(y/a).

Czy tego chcę czy nie, przybywa miejsc, gdzie palę światełka.
Światełka pamięci i wdzięczności.

*

Let it be, let it be. Let it be, let it be,
Whisper words of wisdom, let it be.

// The Beatles

*

The answer, my friend, is blowing in the wind,
The answer is blowing in the wind
.

// Bob Dylan

*

I am sailing stormy waters
To be near you, to be free
.

// Rod Stewart

*

[suplement z dnia 8.06.2018]
Kolega z klasy dziś przypomniał, że jeszcze była ta piosenka… bo (jak napisał inny kolega wspominając powiedzonka George'a: to nie był kurs dla traktorzystów)… /θ/! /ŋ/! /ð/!

Willie Nelson, Always on My Mind.

dwa z trzech poziomów rzeczywistości.
uzgodniona rzeczywistość (before),
poziom snu
(after).

właśnie ten paradygmat zobaczyłam w przysłanym mi,
niezależnie przez Georginię i Sadownika,
projekcie.

(źródło wielu innych zrealizowanych pomysłów)

Miała premierę w tym samym dniu co Paddy & Gordon i książka Mroza dla Sadownika i Białego Kruka. Wiedziałam, że się ukaże, tydzień wcześniej. Przykuła mnie muminkowa kreska na okładce i jeden z cytatów w podczytniku:

To, że żadna z was w żadnym momencie nie spytała mnie o moją historię, wywoływało we mnie i nadal wywołuje wielki smutek.

Była „oczywistością” po Recepcie, choć nie wiem dlaczego. Gdy tylko spojrzałam na okładkę, otwierając książkę, zobaczyłam inaczej słowo „spadek”: po każdej relacji coś nam zostaje, coś zostaje w nas. Pomyślałam o człowieku, którego nie widziałam ponad ćwierć wieku. Pomyślałam o osobie, o której nie myślałam kilkanaście lat. Pomyślałam o ludziach, których od lat nie chcę widzieć w swoim życiu. Po każdej z tych osób coś mam — (odpowiednio) wdzięczność, za to, czego mnie nauczył; niesłabnące zadziwienie, że mogłam dać się tak wkręcić; niechęć i świadomość, że razem nam nie po drodze, choć „powinno” być po drodze, bo więzy krwi.

Po raz pierwszy w życiu żałowałam, że nie umiem norweskiego, by móc czytać komentarze, przyglądać się dyskusjom, które przetoczyły się w kraju powieści. To bardzo ważna książka odsłaniająca pewien mechanizm funkcjonowania w rodzinie.

Choć w książce wielki lej po jeszcze większym bum, w życiu nie musi wydarzyć się nie wiadomo co, by zostać wykluczonym z rodzinnego łona, a potem oskarżonym, że „gdybyś tylko inaczej”  i obarczonym odpowiedzialnością za „kiepski” stan rzeczy. Każdy, kto tego doświadczył, znajdzie siebie w tej książce i mam nadzieję, że mu ulży, bo choć według Tołstoja każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób to mechanizm zamiatania pod dywan jest dziwnie ten sam. Możliwość konfrontacji z tym, co jest, nie zawsze jest dostępną opcją dla wszystkich członków rodziny — wymaga odwagi i zmusza do podjęcia decyzji, a to wymaga pewnej dojrzałości, a nie tupania nóżką w rytm refrenu „bo tak musi być”. Czasem po prostu lepiej odejść, co nie znaczy, że będzie łatwiej. Czasem trzeba odejść, by nie porzucić siebie.

Wszystko łączy się ze wszystkim. Żadne zdanie nie jest niewinne dla tych, którzy nastawiają uszu, żeby zrozumieć.

*

Bo krzywo patrzył. Bo widział z innej strony. Bo nie tylko mówił: to jest prawda. Ale pytał: co jeszcze jest prawdą.

*

[…] dla tych, którzy stają do konfrontacji ze swoimi ojcami i rodzinami, nigdy nie kończy się to dobrze.

*

[…] nie ma rozwiązania, gdy nic nie następuje we właściwej kolejności. Ten, kto zawiódł, nie może być chwalony za przyznanie się do winy, dopóki cierpienie, smutek i wściekłość osoby zawiedzionej nie zostaną zaakceptowane. Bez tego skrucha trafia jak kulą w płot. To prawo natury, mamy to zapisane w samym rdzeniu, ta kolejność jest nie do przeskoczenia.

*

Nie jest problemem, kiedy sympatyzujesz z jedną stroną konfliktu, powiedział Bo, problem jest wtedy, kiedy sympatyzujesz z obiema. Problem jest wtedy, kiedy obie strony są ofiarami i identyfikują się z rolą ofiary, potrzebują jej i wykorzystują ją na wszelkie sposoby, i nie chcą z niej zrezygnować.

*

[…] myślałam, że umrę, ale nie umarłam, jakoś to wytrzymałam, bo człowiek jest tak mądrze skonstruowany, że to, co wyparte, przerażające, nieznośne, wyłania się w chwili, kiedy jesteś w stanie sprostać takiej konfrontacji.

*

Roland Barthes powiedział do przyjaciela, że uczucie przemija, ale smutek zostaje. Przyjaciel odpowiedział: nie, uczucie powraca, tylko poczekaj.
     Uczucie powraca
.

*

[…] czy naprawdę sądzili, że można zacząć wszystko od nowa, jakby historia nie istniała, jakby historię można było usunąć, wymazać, mimo że wszystkie wojny na ziemi pokazywały, że historii nie da się pominąć, zamieść pod dywan, a jeżeli chce się uchylić destrukcyjne znaczenie historii dla przyszłości, należy wyłożyć na stół wszystkie wersje historii i je zaakceptować.

*

Kim ty jesteś, pytałam siebie, kim chcesz być i jaką miarą chcesz siebie mierzyć.

*

[…] chciała wyrazić swoje zdanie, ponieważ jeśli ludzie nie wyrażają swojego zdania, jeśli nie stawiają na swoim, jeśli nie są wierni swoim przekonaniom, tylko po prostu dają sobą manipulować, nie protestując przed całym światem, świat zejdzie na psy, bo ludzie będą połykać żaby, aby przypodobać się innym, aby uniknąć nieprzyjemności będących następstwem powiedzenia nie, i dlatego świat schodzi na psy, a ona nie chciała dłużej przykładać do tego ręki […].

Hjorth Vigdis, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


środa, 06 czerwca 2018

Jeśli chcemy wziąć się za łby, mamy kilka ulubionych planszy: konflikt izraelsko-palestyński; podatki: przywilej czy kara?; jednostka, wspólnota i ich dobro; dochód podstawowy.

Rozgrywki od lat kończą się zawsze tak samo — wybieramy się ochoczo na rekonesans mentalny do drugiego obozu, ale finalne oboje zostajemy przy swoim zdaniu z kiepsko ukrywanym poczuciem wyższości. I już. I koniec. I kropka. Gem. Set. Mecz.

Dziś rano Sadownik zapytał mnie, czy widziałam, co mi przysłał. Zobaczyłam. Pamiętaj,  T O  ja ci przysłałem, dodał. Pamiętam i chylę czoła.

Prawdziwy postęp zaczyna się od tego, czego nie może dać sama wiedza ekonomiczna, czyli od mądrości mówiącej nam, co znaczy żyć dobrze.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.

wtorek, 05 czerwca 2018

Nabyłam tę książkę przez „przypadek” — książki wydawnictwa były w ogromnej promocji. Ta pozycja rozpoczyna stosik zakupionych wtedy ibuków. Od wczoraj czekam na partię polityczną, która tę książkę przeczyta ze zrozumieniem.

[…] utopie zawsze mówią więcej o czasach, w których zostały wymyślone, niż o samej przyszłości. Utopijna Kraina Obfitości mówi nam wszystko o życiu w średniowieczu. Było ono nędzne. Prawie zawsze i prawie wszędzie. […]
     Proste pragnienia rodzą proste utopie. Jeśli jesteś głodny, marzysz o wystawnej uczcie. Gdy jest ci zimno, pragniesz ogrzać się przy ognisku, a gdy zaczyna ci doskwierać coraz więcej dolegliwości, marzysz, aby być wiecznie młodym. Te wszystkie pragnienia miały kiedyś swoje odzwierciedlenie w utopiach, które zostały wymyślone, gdy życie było ciężkie, brutalne i krótkie
.

*

W rzeczywistości ludzie powinni wrócić do szkół
i przemyśleć ponownie to, o czym marzyli,
zanim pojawił się ktoś,
kto kazał im zarabiać na życie
.

Richard Buckminster Fuller (1895–1983)

*

Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi, którzy mają bardzo dużo zajęć, a tymi żyjącymi w ubóstwie: od ubóstwa nie można sobie zrobić przerwy.

*

[…] ubóstwo nie jest brakiem charakteru, lecz brakiem pieniędzy.

*

[George Orwell t]wierdzi, że sednem ubóstwa jest to, że „unicestwia przyszłość”. Pozostaje jedynie trwanie tu i teraz. Dziwi się również, że „jeśli czyjeś dochody spadną poniżej pewnego minimum, inni uznają, iż mają prawo wygłaszać doń kazania i odprawiać mu modły nad głową”.

*

Choroby psychiczne, otyłość, zanieczyszczenie środowiska, przestępczość — im tego więcej, tym lepiej dla PKB. To właśnie kraj z największym na świecie PKB per capita, czyli Stany Zjednoczone, jest jednocześnie liderem, jeśli chodzi o problemy społeczne.
     Jak mówi pisarz Jonathan Rowe: „Dla PKB najgorsze są w tym kraju rodziny, które w istocie funkcjonują jak na rodzinę przystało — same gotują sobie obiady, później idą razem na spacer i ze sobą rozmawiają, a nie hodują dzieci w taki sposób, aby dawały sobie radę w świecie zdominowanym przez kulturę masową
”.

*

Gdy jest się opętanym wydajnością i produktywnością, trudno dostrzec prawdziwą wartość nauczania i opieki zdrowotnej. Właśnie dlatego tak wielu polityków i podatników zwraca uwagę jedynie na koszty. Nie rozumieją, że im państwo bogatsze, tym więcej pieniędzy powinno wydawać na nauczycieli i lekarzy. Wzrost takich wydatków traktuje się nie jako błogosławieństwo, lecz jako chorobę.
     Jeśli jednak wolimy zarządzać szkołami i szpitalami w taki sposób, jakby to były fabryki, możemy być pewni, że koszty opieki zdrowotnej i nauczania będą stale rosły
. […] Patrzenie jedynie na cenę łączy się z ignorowaniem dużej części kosztów. Pewien brytyjski think tank obliczył, że każdy funt zarobiony przez szefa firmy reklamowej generuje stratę 7 funtów w postaci stresu, nadmiernej konsumpcji, zanieczyszczenia środowiska oraz długów. Z drugiej strony każdy funt przeznaczony na zbieranie śmieci stanowi ekwiwalent 12 funtów wydanych na ochronę zdrowia i zrównoważony rozwój.

*

Po drugiej wojnie światowej Kuznets [twórca miernika PKB] był coraz bardziej zaniepokojony potworem, którego stworzył. W 1962 roku napisał: „Musimy pamiętać o różnicach pomiędzy ilością i jakością wzrostu, kosztami i zyskami oraz perspektywą krótko- i długoterminową. Założenia związane z większym wzrostem powinny określać, czego będzie dotyczył wzrost i w jakim celu ma on następować”.
     Teraz musimy ponownie pochylić się nad odwiecznymi kwestiami: czym są wzrost i postęp? A nawet nad jeszcze bardziej fundamentalnym pytaniem: co tak naprawdę nadaje życiu sens
?

*

To nie przypadek, że kraje o najkrótszym tygodniu pracy mają również największą liczbę wolontariuszy i najwyższy poziom kapitału społecznego.

*

[…] jak sądzisz, czego ci potrzeba?

*

Impet temu nagłemu zainteresowaniu [bezwarunkowym dochodem podstawowym] dało referendum przeprowadzone w Szwajcarii 5 czerwca 2016 roku. Jeszcze 5 lat temu prawdopodobnie jedynie kilkuset Szwajcarów miało pojęcie, czym jest bezwarunkowy dochód podstawowy, dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Propozycja jego wprowadzenia została oczywiście odrzucona znaczną większością głosów mieszkańców tego kraju. Należy jednak pamiętać, że nie tak dawno, w 1959 roku, Szwajcarzy nie zgodzili się na inne dziwaczne, utopijne rozwiązanie, czyli prawo wyborcze dla kobiet. Ale już w drugim referendum, które odbyło się w 1971 roku, większość głosujących mężczyzn było za.
     Uważam, że szwajcarskie referendum nie kończy dyskusji, ale ją rozpoczyna
.

*

Zrozumienie, że mój tak zwany brak realizmu ma niewiele wspólnego z prawdziwymi błędami w moim rozumowaniu, zajęło mi trochę czasu. Nazwanie moich idei „nierealistycznymi” było uproszczonym stwierdzeniem,, że nie pasują one do status quo. A najlepszym sposobem na uciszenie ludzi jest sprawienie, że czują się głupio. To metoda skuteczniejsza nawet od cenzury, ponieważ niemal zawsze gwarantuje trzymanie języka za zębami.

*

Bądźmy realistami, domagajmy się niemożliwego!brzmiało zawołanie demonstrujących w 1968 roku w Paryżu. Koniec niewolnictwa, równouprawnienie kobiet, rozwój państwa opiekuńczego — wszystkie te postępowe idee, traktowanie z początku jako szalone i „nieracjonalne”, zostały ostatecznie uznane za całkiem rozsądne.

*

W XXI wieku prawdziwą elitą nie są ci, którzy urodzili się w odpowiedniej rodzinie czy klasie społecznej, lecz ci urodzeni we właściwym kraju. Ta współczesna elita jest jednak niewystarczająco świadoma szczęścia, jakie ją spotkało.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 04 czerwca 2018

To nie jest najważniejsza książka roku 2018 — to najważniejsza książka dekady lub ćwierćwiecza. Obowiązkowa, arcyważna, rozprawiająca się z mitami, przez które boimy się bardziej, przez które czujemy się pozostawieni samym sobie, które ograbiają nas z człowieczeństwa.

Ten cytat jest dla mnie najważniejszy.
Nie pozwólmy nikomu zamknąć nam serc i umysłów.

Większość ludzi naprawdę ma serce na właściwym miejscu.
     […] Nie pozwólcie nikomu wmawiać wam, co jest czym. Jeśli chcemy zmienić świat, musimy być nierealistyczni, nieracjonalni i nieznośni. Pamiętajcie, że ludzi domagających się zniesienia niewolnictwa, praw wyborczych dla kobiet oraz małżeństw osób tej samej płci również nazywano szaleńcami. Do czasu kiedy historia dowiodła, że mieli rację.

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Recepta na idealny świat,
przeł. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...