Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
wtorek, 07 listopada 2017

Historia ta, niczym dobrze napisany esej, ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dziś przytrafiło mi się zakończenie. Czas postawić ostatnią kropkę.

Wstęp, czyli idealny model:
Społeczeństwo składa się ze świadomych osób, które wiedzą i czują, że poruszanie się komunikacją miejską ma wymiar publiczny. Oznacza to, że wsiadając do tramwaju, autobusu, kolejki czy trolejbusu, w miarę swoich możliwości, z automatu stajemy się współodpowiedzialni za losy innych pasażerów. Dzięki temu widzimy całą postać starszego pana, gdy z mozołem wsiada, a nie tylko modlimy się, by nie zbliżał się do miejsca, gdzie wygodnie siedzimy i grzebiemy w telefonie, relaksując się po upiornych korpogodzinach.

Rozwinięcie z brodą, czyli empirią przez czas:
Gdy półtora roku temu nabrałam kompetencji i odwagi, by po raz pierwszy o dwóch kulach wsiąść do komunikacji miejskiej, bardzo się zdziwiłam. Wsiadałam pierwszymi drzwiami, by kierowca autobusu mnie widział. Na pierwszych siedzeniach dwie dwudziestoparolatki po joggingu, z pazurami w kolorze wściekłej pomarańczy, były tak zmęczone, że nie mogły mnie wyłowić z mgły osobistej niemożności. Człowiek — o czym przekonałam się boleśnie, gdy autobus ruszył — nie ma odpowiedniej liczby rąk, by bezpiecznie podróżować komunikacją miejską o dwóch kulach. Miałam szczęście, ja traciłam równowagę, ale pewna starsza pani mnie złapała. Gdy już byłam bezpieczna, gdy miałyśmy z panią miłą rozmowę za sobą, jeden z ruchomych ekranów edukował podróżnych tekstem: bądź bezpieczny! zawsze trzymaj się uchwytów, gdy pojazd pozostaje w ruchu. Kura przez wu, pomyślałam, bardzo śmieszne dla człowieka o dwóch kulach, ale bez trzech rąk.

Ta historia nauczyła mnie, że trzeba inaczej wsiadać do pojazdu komunikacji miejskiej — jak to mówią zajmujący się psychologią procesu — wsiadać „z innego właściwego miejsca”. Przykładem działania z niewłaściwego miejsca może być proszenie, które w rzeczywistości jest żądaniem. Z właściwego miejsca prosisz z miejsca osoby, która prosi; żądasz, mając prawo żądać; kochasz, by kochać, a nie liczyć na korzyści.

W ciągu kilku miesięcy do perfekcji opanowałam wchodzenie w wewnętrzny stan, który był niezbędny, by ktoś zaproponował mi swoje miejsce. Doszłam do wprawy i wielu ludzi jednocześnie podnosiło się, by mi ustąpić, gdy tylko przekraczałam próg pojazdu. Po drodze kule wymieniłam na laskę. Wciąż wszystko działało.

Minęły kolejne miesiące. Przyszedł dzień, gdy ja do tramwaju, z właściwego miejsca, we właściwym stanie wewnętrznym i… zong! Nikt się nie podniósł. Zbyt długo bawiłam się w tę zabawę, by nie potraktować jej jak wieloetapowej gry. Nikt się nie podniósł… czyli przeszłam na kolejny poziom trudności. Hurra, kolejna plansza do rozgryzienia. Acha, dotarło do mnie, nie jest sztuką wejść we właściwym stanie wewnętrznym … sztuką jest podejść do miejsca z krzyżykiem, nawiązać relację z człowiekiem, który tam siedzi i poprosić, by ustąpił miejsca. To tylko pozornie jest idiotycznie łatwe. Ale przecież lubię gry i zabawy, lubię relacje, lubię ludzi.

Na tej planszy spędziłam trochę czasu. Brałam odwet na młodych zdrowych siksach z wielkimi pazurami. Doszłam do perfekcji. Aż przyszedł dzień, gdy na miejscu z krzyżykiem nie siedział młody człowiek zainfekowany odrobiną staroświeckiego wychowania. Na miejscu z krzyżykiem siedział „kark” i czytał pięknie ilustrowaną książkę, co samo w sobie wydawało się absurdem. Ewidentnie znalazłam się poziom wyżej, bo kark, jak wstanie, to już nie poczyta i ja, osoba czytająca ciut, rozumiałam ten ból bardzo dobrze. No ale nie zagrać, grzech! Podeszłam, poprosiłam i otrzymałam dwie wzajemnie wykluczające się odpowiedzi: pan wstał, ale jednocześnie klął pod nosem. Widząc to, wiedziałam, że część tego człowieka mi ustąpiła, więc gadać mam do tej, która klęła, na czym stoi ten dziadowski świat. Do tej części ze zrozumieniem powiedziałam, że wiem, że są schorzenia, których nie widać i, że jeśli on potrzebuje tego miejsca, to ja się wycofuję, życząc mu zdrowia. Różne miejsca w nas spotkały się w tamtej chwili, widzieliśmy nasze potrzeby naprawdę, finalnie było to spotkanie pełne zrozumienia.

Dziś przeszłam na ostatni z możliwych poziomów. Nie jest już dla mnie sztuką wejść z właściwego miejsca wewnętrznego. Nie jest przyjąć oferowaną pomoc. Nie jest poprosić osobę zajmującą miejsce z krzyżykiem. Sztuką jest podejść do osoby, która na zwykłym niekrzyżykowym miejscu siedzi i poprosić w prawdzie ktosia, kto potrzebuje pomocy tej Osoby. Tramwaj przyjechał wcześniej. Ostatnimi drzwiami wsiadłam w ostatniej chwili, dojście do miejsca z krzyżykiem było poza moimi możliwościami. Zrobiłam to. Game over. Czas laski zaczyna się kończyć — poczułam z wdzięcznością.

Zakończenie:
Dla mnie to już żadna wielka sztuka, ale:

Jest sztuką posiadanie umiejętności wejścia tak, by
chciano ci ustąpić w środkach komunikacji miejskiej.

*

Jest sztuką poprosić, a nie żądać,
o ustąpienie miejsca z krzyżykiem.

*

Jest sztuką poprosić o pomoc tych,
którzy mają prawo ci odmówić.

Jeśli masz kontakt z kobietą w ciąży, która obraża się, że nikt nie zauważa jej brzucha i nie ustępuje — pogratuluj jej! To nie ludzie-świnie, ona po prostu przeszła w tej grze na wyższy poziom!

*

Epilogu, początek:
Pytano mnie nieraz, dlaczego jeszcze chodzę z laską. Trudności, z którymi się mierzę, obracałam w żart: robię w wymuszeniach (komunikacyjnych). Trudności nie zniknęły, ale ja już wiem, że game over, the winner is

Finiszuję i bardzo tym się jaram, bo przecież Jakuszyce, welcome to
¡El reksio! I kropka.


Tengo cuarenta y uno reksios:

poniedziałek, 06 listopada 2017

Skończyłam. Z piątku na sobotę. Jak przez mgłę pamiętam szufladki, do których trafiła Autorka, szufladki oklejone lubieżno-intelektualnymi nazwami, podbijającymi bębenek ważności krytyków.

Skończyłam. Ta książka to poezja prozą pisana. Nie mogę uwierzyć, że tak mało brakowało, a ominęłaby mnie wrażliwość Autorki. Mam szczęście, że nie ominęła.

I jeśli coś mam jej za złe, to tylko to, że ugięła się i opuściła samą siebie.

*

     — Więc co z tym przebaczeniem? — […] — Jest możliwe czy nie?
     — Jest możliwe — powiedział lis.
     — A kiedy nikt nie przeprasza
?
     — Jeśli krzywda jest ciężka, zrobisz, co w twojej mocy, bo nie masz wyboru — powiedziałam. — Może ci się nie udać, ale lepiej, żeby się udało. Inaczej… nie będziesz żył jak człowiek
.

*

Wydawało mi się, że jeśli chcę ocalić trochę szacunku dla siebie samej, muszę się przyznać.
     — Ale do czego? — zdziwił się lis. — Chyba jeszcze nie wiesz, jaką męką jest udawać, że nadążasz za mętnymi aluzjami, których wcale nie rozumiesz, za czymś, czego ci wprost nie powiedzą, bo jednak trochę się krępują. Po co wyskakiwać ze skóry? Trzymajmy się własnej głupoty, ona nas chroni najlepiej. Tak, rozumiem, przykro ci. Ja też coś o tym wiem. Uchodzę za spryciarza i oszusta.
     Uchodził za spryciarza i oszusta, każdy by tak o nim pomyślał. Nikt nie wiedział, że jest najlepszym i najuczciwszym zwierzęciem na świecie
.

*

     — Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza — odezwałam się — ktoś z nas musi umrzeć.
     — Kto
? — spytał łyżwiarz zaczepnie.
     Zawahałam się, ale mu odpowiedziałam.
     — Ofiara
.

*

To, co przemilczane, w jej przekonaniu traciło atrybut istnienia. Nie istniejąc, nie mogło się na mnie przenieść. Pomysł, że coś, o czym nie wiem, może mieć wpływ na moje życie, uznałaby za absurdalny. Że z powodu rzeczy, o których nie wiem, mogę cierpieć? Nonsens.
     […] Mniejsza o lata. A ty? Jaką ranę odziedziczyłaś i po kim?

*

Trudno się rozmawia ze zmarłymi. Rzeczy, które najbardziej mnie pochłaniają, dla nich są nudziarstwem. Ich obojętność mnie onieśmiela. Nie mam pojęcia, co może ich ciekawić. To wynika z różnicy doświadczeń. Mają za sobą coś takiego, co w nich wszystko zmienia.

*

Wiedziały, że trzeba mieć dzieci, jeśli chce się spełnić wyśrubowane kryteria normalności. Lecz kiedy dzieci były już na świecie, wszystko zaczęło się komplikować.

*

     — Jestem prostym leśnym zwierzęciem — odpowiedział. — To wszystko, co mówisz, wydaje mi się zbyt skomplikowane.
     Po następnej wizycie jednak wiedział już, co ma myśleć, i zdecydował, że mi o tym powie.
     — Nie pozwalaj, żeby wchodzili ci na głowę. Nie powinnaś przesadzać z pokorą. W tym nie ma żadnej zasługi, wprost przeciwnie, wprowadzasz ich w błąd. Muszą znać granice
.

*

Znał ją? Coś wiedział? Była zaskoczona? Ten, kto nie wie, nie zgadnie, od kogo wie ten, kto wie.

*

Wiedziałyśmy wprawdzie, że świat jest starszy od nas i pełen różnych historii, których nam się nie opowiada, ale nie potrafiłyśmy sobie tego wyobrazić. Przeszłość wydawała się bezcielesna, dla nas składała się z samych słów i dat. Można się było w niej łatwo pogubić, ale nie przyszłoby nam do głowy, że to ona ukształtowała ten świat, który znałyśmy.

*

Prawo do zadawania pytań jest jak prawo do noszenia broni, ono też nie każdemu przysługuje. W pytaniach słychać było czasem ton przemocy, którego nie da się pomylić z niczym innym.
     […]
     Niewidoczna przemoc wydała mi się nawet bardziej brutalna, kiedy nie poprzestawała na zadawaniu pytań, lecz sama sobie udzielała zagadkowych odpowiedzi.

*

Moje emocje pytały, ilu jest ludzi, którzy czują się opuszczeni i wyśmiani aż do tego stopnia. Gdyby ktoś, komu uwierzę, powiedział mi, że połowa? A gdyby mi powiedział, że tylko jeden na sto tysięcy? Wszystko było możliwe. Ale dlaczego to na mnie spadło, dlaczego właśnie ja muszę być mną, nie kto inny? Tego pytania nie dawało się odepchnąć. Było uparte, pytało i pytało jak zdarta płyta. A przecież nie było odpowiedzi i nie mogło być.

*

     — Jak się żyje? — spytał, na chwilę przestając grzebać pod otwartą maską auta.
     — Tak sobie – powiedziałam. – Mam za dużo kłopotów.
     — Ja też — odpowiedział.
     Nie wiedziałam, jakie kłopoty może mieć dorosły. Przecież nie chodzi do szkoły
.

*

Zasługą jest nie zastanawiać się dwa razy, kiedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Zasługą jest mieć siłę i zrobić z niej użytek.

*

     — Niemożliwe — powiedziała, oglądając ślady po psich zębach na jego przedramieniu. Życie nie byłoby tak śmiesznie proste, jak chciała, gdyby nie nauczyła się narzucać rygorów również faktom.

*

Można zmienić porządki zaprowadzone dawno temu, myślałam sobie. Pocąc się nad klawiaturą komputera, napisałam mu, że wolno mi wyrażać swoje uczucia. Nie można tego zabronić żadnemu żywemu stworzeniu. Rzucanie słuchawką to gruba przesada. Mam prawo czuć to, co czuję, nawet jeśli w tej rodzinie z jakiejś przyczyny przyjęło się uważać inaczej.

*

Jeśli kiedyś się zastanawiał, dlaczego wszystko mu wolno, a mnie nic – musiał zauważyć, że nie mamy dostępu do prawdziwych odpowiedzi na takie pytania. Leżały poza naszym zasięgiem, oprócz jednej, która mówiła: bo tak.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.


Gdzie zacząć, jak ma się nieustające wrażenie, że ostatnie siedemdziesiąt dwie godziny to był tydzień wrażeń. Od końca zacząć.

Tak. Byliśmy w pretekście wczoraj. Bliźniacza Liczba, Gepardzica, Smoku, Sadownik i ja. Trzy różne pizze, ale wszystkie, jak powiedział Smoku, relacyjne.



*

Green Valley, La vida va.

niedziela, 05 listopada 2017

// po-superwizyjna perełka:
wpuść to w swoją przestrzeń.
pozwól temu* wpływać na siebie
.

JiM

____________
obrazom, filmom, muzyce, poezji.

*

Fryderyk Rudziński.

sobota, 04 listopada 2017

// po-superwizyjna perełka:
potrzebujesz miłości, nie opieki.
JiM

wysłał. wczoraj. 16:51. noc.
odebrałam. dziś. rano. chwilę trwało, nim odkryłam, co to za miejsce. to.

(fot. Biały Kruk, fragment)

piątek, 03 listopada 2017

Czytam — między innymi o dziewczynce i lisie — i widzę Tę Parę oczami wyobraźni, i czuję, i uśmiecham się, i żyję jakoś bardziej.

Lis nigdy nie chodził do szkoły, to było widać od razu. Nie znał reguł, które wszyscy mieliśmy we krwi. Próbowałam mu coś tłumaczyć, ale machnął łapą, zniecierpliwiony. Uważał, że nic złego się nie stało, i nie rozumiał, po co zaczęłam się tłumaczyć.
     — Nie musiałaś tego robić, chyba że naprawdę miałaś ochotę – powiedział.
     Nie miałam, ani trochę.
     — No właśnie – powiedział lis. – Więc lepiej było milczeć. Na milczenie nie znają sposobu. Kiedy milczysz, muszą sami coś mówić, muszą machać rękami i krzyczeć, a my nic. Odpoczywamy i czekamy, aż się zmęczą. Tak jest sprawiedliwie, jeśli to oni szukali zaczepki
.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.

*

Leżałam rehabilitacyjnie na piłeczkach tenisowych i przyszedł do mnie mój lisek, i zachwycił mnie słowami:

perspektywa X:
niemożliwe, za trudne, nie uda się nigdy…

perspektywa U:
znajdź taki punkt widzenia, z którego to, przed czym stoisz, jest interesujące, ponętne, pożądane, upragnione; jest szansą, na którą czekałaś i czekałeś całe życie!

Wybieraj! Wybrałam. Reksio! Czterdziesty — przepiękny, fantastyczny!


Tengo cuarenta reksios:

czwartek, 02 listopada 2017

To czytanie, wzruszenie i zamyślenie pośrednio zawdzięczam dwóm osobom. Biały Kruk ponad rok temu podesłał mi książkę — tak, kilka miesięcy później, „poznałam” Justynę Dąbrowską, jej wrażliwość i delikatność. Również w zeszłym roku Kaan oswoiła mnie z dziwnie brzmiącym nazwiskiem Tulli. Gdy w nowościach książkowych pojawił się duet Tulli–Dąbrowska, nie było na co czekać — polowałam, upolowałam i jestem pod wrażeniem.

[M. T.] Człowiek, który nie wie, ma szansę się  zatrzymać. […] Wątpliwości chronią też przed nienawiścią. Nie da się wyprodukować nienawiści, kiedy stajemy zdumieni i nie wiemy, co myśleć.

*

[M. T.] Jeśli widzę, że się nie da, nie brnę. W porządku, myślę sobie, widocznie tak ma być. Próbuję zrozumieć, ale na tym koniec. Nie uganiam się za tymi, którzy chcą odejść.

*

      [J. D.] Ja miałam szczęście, moja nauczycielka puszczała nam muzykę klasyczną i prosiła, żebyśmy ją malowali.

*

[M. T.] Moją mocną stroną jest brak ambicji. Brak ambicji pozwala mi znieść wiele innych rzeczy, nie tylko tę, że gram niedobrze. To wielki atut. Chroni przed zniechęceniem.

*

[M. T.] Piękne są tylko rzeczy nieoczywiste, a z nich tylko te, które w to nieoczywiste wnoszą sens i porządek.

*

[M. T.] Znajdując właściwe słowo, kontaktujemy się z tym, czego doświadczyliśmy, i z własnymi emocjami.

*

[M. T.] A życie najbardziej jest mi potrzebne do tego, żeby robić coś swojego, jeśli tylko mam co jeść i mam wybór.

*

[M. T.] Kiedy myślę o jakimś człowieku, z którym mam do czynienia, przede wszystkim zastanawiam się, jaka nas łączy relacja. W czym jest zwyczajna albo w czym dziwna, co mnie w niej trzyma, co mnie z niej wyrzuca.

*

[M. T.] Stawianie pytań bardzo rozwija, nawet jeśli nie od razu przychodzą odpowiedzi. Samo to, że próbujemy coś zrozumieć, jest pracą uczącą.

*

[M. T.] Zauważ, jaki wymowny jest sens szarpania. To odbieranie delikwentowi równowagi, żeby własną odzyskać, bo nam ją zniszczył, kiedy szukał swojej.

*

[M. T.] […] nikt nigdy mnie nie przeprosił za szarpanie, a zwłaszcza za poniżanie. A co by się zmieniło, gdyby mnie ktoś przeprosił – można spytać. Bardzo dużo by się zmieniło. Reguły, jakie w dzieciństwie są wobec nas stosowane, wpływają na naszą osobistą mapę stosunków ze światem. Między innymi wyznaczają nam granicę między tym, co dopuszczalne i co niedopuszczalne. Pokazują, gdzie się zaczyna przemoc, gdzie się zaczyna pogarda.

*

[M. T.] Przeprosić jest bardzo dobrze, to upewnia osoby skrzywdzone, że coś, co je spotkało, nie powinno się było wydarzyć i nie należy uważać tego za normę.

*

[M. T.] Mówi się, że spotkanie z samym sobą jest najważniejszym spotkaniem w życiu. Ale kto to taki – ja sam? Naczynie, do którego nalało się trochę świata. Spotkanie z samym sobą jest spotkaniem ze światem, jak wszystko, czego doświadczamy.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

Chciałabym ładnie napisać o tej książce. Chciałabym napisać ładniej, a ja tylko umiem wybrać cytaty, pogrupować i podzielić, bo tak dużo z nich chciałabym mieć pod ręką. I zachwycić się pięknym projektem zdjęć Mikołaja Grynberga.

[M. T.] Ostatnio szukałam określenia dla formacji, która doszła u nas do władzy, zapisałam na karteczce i doznałam ulgi.
     [J. D.] Co zapisałaś?
     [M. T.] „Prawicowi anarchiści”. Im by się to nie spodobało, bardzo by protestowali. To określenie chwyta coś, czego nie robią w świetle dnia.

*

[M. T.] Słyszę, że rozpaczamy po „odpędzeniu od koryta”. Ale myślę, że umniejszenie wolności boli nieporównanie bardziej niż utrata przywilejów. Zresztą, jak ogromna większość tych, co rozpaczają, wcale nie utraciłam przywilejów. Nigdy ich nie miałam.

*

[M. T.] Jeśli ktoś przeciwstawia demokracji sprawiedliwość, od razu przestaję mu ufać i nie spodziewam się ani demokracji, ani sprawiedliwości.

*

[M. T.] […] na manifestacjach nie mam ochoty krzyczeć. I coraz bardziej bym chciała, żeby to były protesty milczące. Dlaczego tak? Tysiące milczących postaci to wielka siła. Milczenie w takiej masie jest trudniejsze od krzyku, ale bardziej donośne. Nie zużywa się – inaczej niż hasła. Brzmi szlachetniej i trudno je przeinaczyć, dopisać mu coś, czego nie było. Nic nie wskazuje na to, że jest mniej skuteczne.

*

[M. T.] Jedni boją się utraty wolności, drudzy utraty tożsamości. Wszyscy potrzebujemy i wolności, i tożsamości, ale okazuje się, że w różnych proporcjach.  […] Jedni wybierają wspólną tożsamość, drudzy swobody obywatelskie. Jedna energia karmi się wspólnotową dumą, druga karmi się indywidualną godnością.

*

[M. T.] „Ale przecież artykuł 197 mówi, że Sejm reguluje tryb pracy Trybunału”. Jakbym słyszała coś takiego: „Może i mijam się z prawdą, i co mi zrobicie? My was zmusimy, żebyście żyli w takiej prawdzie, jaka nam się podoba”.
     [J. D.] I nie interesuje nas wasze zdanie.
     [M. T.] I nie interesuje nas wasze zdanie. Jesteśmy demokratami, więc do was nie strzelamy, i to powinno wam, jak również światu, wystarczyć. Ale stan spraw ma to do siebie, że się zmienia. Jak nie w jedną stronę, to w drugą. Więc najpierw – cieszcie się, że do was nie strzelamy, a potem, być może – nie zmuszajcie nas, żebyśmy zaczęli strzelać.
     Efekt jest taki, że w końcu będziemy się bali wszyscy. Bo ci, którzy rządzą twardą ręką, nie sypiają spokojnie. A im gorsze mają sny, tym bardziej chcą wszystkich wokół zastraszyć
.

*

     [M. T.] Polska ma być wielka albo nie będzie jej wcale? Dlaczego? Inni mogą nie być wielcy i mimo to mieć prawo do życia, a my nie? To pomysł, który znamy z innych podwórek, z innych czasów: „Będziemy albo wielcy, albo martwi”. A w naszej lokalnej wersji jest jeszcze okrutniejszy: „Wielcy tylko, kiedy martwi”. Czy to nie jest znak nienawistnego traktowania samych siebie?

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

Chciałabym ładnie napisać o tej książce. Chciałabym napisać ładniej, a ja tylko umiałam zakreślać fragment koło fragmentu, zamyślać się, zgadzać się i zachwycać. Chyba nic innego nie umiem wcale.

      [M. T.] To wojny stwarzają uchodźców, nie na odwrót. Dobrze by było o tym pamiętać. Winna jest nienawiść, a nie ten, kto przed nią ucieka.
      [J. D.] Nienawiść niszczy też nienawidzącego.
      [M. T.] Niszczy wszystko i zostawia za sobą spaloną ziemię.

*

      [J. D.] Lęk, że spotka nas coś nieznanego, trudnego do przewidzenia.
      [M. T.] Na pewno spotka nas coś nieznanego. Europa ma się czego obawiać, bo coś ma. Pokój, wolność, dobrobyt, szacunek dla własnych obywateli. Gdybyśmy nic nie mieli, nie balibyśmy się, że to stracimy, ale gdybyśmy naprawdę byli świadomi tego, co mamy, bardziej byśmy cenili wspólną Europę.

*

[M. T.] Dawać tak, żeby dar nie ciążył, to wyższa szkoła jazdy, tego nie mamy w podstawowym wyposażeniu.

*

[M. T.] Nasza sytuacja w tej części świata jest luksusowa, ale już pod znakiem zapytania. Póki nie nadciągnął znak zapytania, nie wiedziałam, że jest luksusowa. Budzę się we własnym łóżku. A niektórzy już go nie mają.

*

[M. T.] „wstajemy z kolan”. Wszyscy zamierzamy „wstać z kolan” w tej części Europy. Czyli zająć więcej miejsca, pokazać więcej twardości, żadnych uprzejmości dla nikogo, nic innym nie oddać, dać odczuć potęgę naszej arogancji i wymusić możliwie dużo.
     [J. D.] Ciekawe, co będzie, jeśli Niemcy też postanowią wstać z kolan.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.


| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...