Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
czwartek, 21 lutego 2019

rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. chcesz (?) zamknąć mi usta.
rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. ja sama jeszcze nie rozumiem.

zamiast „rozumiem cię” bardziej adekwatne i prawdziwe byłoby „o, kurwa!”.

Każdy wybiera swoją drogę, ważne, żeby się nie poddać — przeczytałam — ładne! Od kilku dni włóczyłam się po pięciu książkach — każdy z pięciu różnych kawałków mnie czytał inną. Niby wróciłam już do siebie, prawie już tak, ale też jakoś nie do końca. Rzuciłam wszystkie pięć.

Dopadła mnie wczoraj w takim wróconym–niewróconym stanie ta książka, w dniu swojej premiery (nie zakładajcie konta na instagramie, nie obserwujcie ulubionych wydawnictw, jeśli nie chcecie, by tak się to kończyło). Wieczór, ranek i przeczytane. Ta książka pomogła ułożyć się tej części mnie, która wróciła ze szpitala z tą, która stała na progu domu od prawie dwóch tygodni i nie mogła wejść. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Od jednego marzenia się zaczyna — przeczytałam — i już. Śmiertelna powaga sytuacji spuściła z tonu.

Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy uznałam siebie za chorą, inną, a przy tym ani na sekundę nie odebrałam sobie praw do dokładnie tego samego co wcześniej. Dokładnie tego samego. Ani mniej, ani więcej.

*

Zależy ci tylko na tym, żeby nie zaliczyć się do chorych, słabszych, bo wtedy sobie odpuścisz i będziesz chciała, żeby i tobie odpuszczono. A przecież to się dzieje naprawdę, jesteś już inna, nie jesteś zdrowa, nie jesteś już tak zwyczajnie neutralna. I o to rozgrywa się walka, o bycie między odpuszczeniem a niedopuszczeniem.

*

A czy Wy umiecie być chorymi? Dostrzec słabość swojego ciała bez wartościowania tego stanu rzeczy, bez ucieczki w winę, karę i wstyd? I czy umiecie uznać chorobę innego, również bez zasłon dymnych z metafor?

*

Ale zanim się sobie pójdzie, myśli się, że każdy moment jest tak samo dobry na wszystko, a między „jeszcze nie teraz” a „już teraz” nie ma żadnej różnicy.

*

Mam ciało czy jestem ciałem? Jedność pojawia się w momencie bólu.

*

W tej jednej chwili wydarza się milion innych alternatywnych chwil, których nie wybrałam, które nie wybrały mnie.

*

Pierwsza zasada, jaka pojawiła się w mojej głowie zaraz po diagnozie: jakość, a nie długość życia. Pielęgnuję tę zasadę jak dziką roślinę uprawianą w domowych warunkach.

Autorka, fot. Karolina Sekuła, źródło.

W naszej cielesnej, mięsnej samotności nikt nie jest w stanie nam pomóc, jako ciało zawsze jesteśmy tylko i wyłącznie rozpaczliwie sami. Ta samotność dotyczy nas wszystkich, osoba chora doświadcza jej jednak dużo częściej.

*

Pragnę uznać siebie i świat. Uszanować to, co jest, i wyzwolić się z presji poszukiwań. Zmieniać, jeśli trzeba, ale tylko jeśli będę chciała.

*

I czuję, że znowu się zapomniałam. Że jeszcze może być pięknie.
     […] I jestem wtedy kimś mniej, niż mogłabym być. Gubię się, odpuszczam, zaczynam wierzyć w to, że „inaczej nie będzie”. Zniechęcona lub po prostu ukołysana do snu starym i już nieaktualnym poczuciem, że przecież robię rzeczy pożyteczne dla własnego przetrwania.

*

Sęk w tym, że jest tyle modeli życia, ile osób, podobnie jak nie ma lepszego i gorszego modelu chorowania. Mówi się, że z osobą chorą choruje całe jej otoczenie. Zgadzam się, jedno wpływa na drugie. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni — ja za to, jak Wy czujecie się przy mnie; Wy za to, jak ja czuję się wśród Was w chorobie.

*

[…] chcę być ciałem, które wie, że minie, ale wie też, że jest, i czerpie z tego bycia największą z możliwych rozkoszy.

*

[…] przyjemność jest po prostu przyjemna — i tyle.

*

[A.Ż.] Można więc powiedzieć, że marzenia przedłużają życie. A jednocześnie, że nie ma żadnej reguły, jak więc żyć, Pani Doktor?
     [ Małgorzata Chudzik] Hmm… mogę tylko powiedzieć, że życie jest piękne, ale zawsze za krótkie. Nie wolno swoich planów odraczać w nieskończoność, bo można ich nigdy nie zrealizować. A przy tym dostosowujmy je do swoich możliwości. Nie katujmy się tym, że coś musimy, że coś powinniśmy. Róbmy to, czego chcemy. Teraz.

*

[A.Ż.] Odmawiają sobie nawet zwykłego chcenia?
     [Katarzyna Grębecka-Romanowska] Boją się, że to jest nierealne. Jest to też lęk związany ze śmiercią. Że to się może nie udać. Jeżeli marzę, to ryzykuję, że nic z tego nie wyjdzie, więc lepiej nie marzyć. To dość logiczne, jednak wtedy odbieramy sobie wszelkie możliwości. A ja myślę, że marzenia i przyjemności bardzo napędzają pozytywną energię, która z kolei może uruchomić siły wspomagające leczenie.
     Czyli spełnianie pragnień może mieć wymiar terapeutyczny?
     Tak, jak najbardziej tak.
     Dla mnie to oczywiste. Spełnianie pragnień i realizowanie marzeń nakręca mnie do życia
.

*

Siedzą na krzesłach w ciszy, z własnymi myślami, pogrążeni w strachu przed tym, co zaraz usłyszą, i w lęku przed tym, czego nikt im nigdy nie powie. Poddani, pokorni, przepełnieni narzuconą sobie cierpliwością. Anielską wprost.

Aneta Żukowska, Mięcho,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)


środa, 20 lutego 2019

Sadownik:
(stawia, zamówiony u Niego przez Drzewko,
kubek pysznej herbaty z malinami z Małej Danii
)
Wiesz, czym różni się pańszczyzna od małżeństwa?
(po teatralnej pauzie dodaje)
Chłop pracował u pana dwa dni w tygodniu, resztę miał dla siebie.
I nie musiał być szczęśliwy!

*

Jabłoń:
(po jakimś czasie wchodzi do gabinetu)

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nic. Tak sobie przyszłam do chłopa.

Tajgi już nie ma… powiedział mi Jej Pan. Coś we mnie wiedziało to ciut wcześniej, gdy szliśmy ku sobie.

To była moja ukochana kudłata Ciocia — jedyna taka. To była również jedyna przyszyta do psiego serca Ciocia Heniutki. Jedyny pies, przy którym Kudłata, pomimo płynącego czasu (mierzonego w latach), zawsze zachowywała się jak psie dziecię.

Psy odchodzą. Ludzie też. Ani na jedno, ani na drugie przygotować się nie można. Trzeba to przeżyć… zatrzymać się, pozbierać.

Pozostało (dziś już tylko) wspomnienie, trzy tysiące sto siedemdziesiąt pięć wpisów temu. Wróciłam do niego. To wydarzyło się naprawdę, a Heniutka i ja miałyśmy przywilej poznać Tajgę… naszą kudłatą Ciocię — pozostanie naszą kudłatą Ciocią już na zawsze, choć Jej już nie spotkamy po tej stronie tęczy.

Tajga
(2004–2019)

fot. Pani Tajgi.

wtorek, 19 lutego 2019

granica między dobrze znanym
a nieznanym wcale. gdzie jest dziś?

by przekroczyć tę granicę, trzeba do niej podejść.

zobaczyłam tę kobietę dziś. nim 
autobus ruszył z przystanku.

poniedziałek, 18 lutego 2019

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko załączył)
Na tarasie
…oswajamy wiosnę.

fot. Biały Kruk, fragment.

Jabłoń:
(ciut niepocieszona, że cień Miśka nadgryziony,
i ciekawa, czy uszka jeszcze staną
)

Sadownik, Heniutka & Jabłoń:
(pierwszy raz spotkają to psie dziecię w piątek)

niedziela, 17 lutego 2019

jaka „religia” uczyniła Cię mniejszością? w jakim zakresie?
jak to zrobiła? co Ty z tym zrobiłaś, zrobiłeś? kim teraz jesteś?

religia w cudzysłowie, bo nie oznacza dla mnie tylko zinstytucjonalizowanego wyznania, ale również reprezentuje zestaw przekonań, system wartości (społecznych i rodzinnych): kogo i co możesz kochać, jak masz kochać i w jakim celu — wszystko to, co wyklucza.



Daniel Rycharski, Strachy.

#msn

To miało być ostatnie zdjęcie, ale… zatrzymała mnie sztuka chwilowa — popłakałam się ze śmiechu, patrząc na mimowolnie utworzoną instalację złożoną z Autora i wykroku, który na tyle długo trwał, że mogłam wyjąć nieśpiesznie telefon, złapać co i jak chciałam, przestać się śmiać i zrobić cyk!

*

Podziwiałam Autora, że dzielnie ignorował prezentowaną mu po każdym pytaniu postawę ciała. Trzeba być artystą, by znieść to godnie.

#msn

Jakiś czas temu… prawie się skusiłam. Kusił Szczygieł entuzjazmem Gepardzicy. Rozeszło się po kościach. Jakiś czas potem… byłam jeszcze bliższa skuszenia się, gdy Gepardzica opowiadała mi, że Szczygieł na wuefie też mocno ciśnie. Rozchodziło się po kościach ciut dłużej. I przyszedł dzień…

Winna wszystkiemu jest ta koszula. Namalowana dziesięć dni temu, przeniosła się na instagram. No to poszłam za nią jak w dym.

Autorka: Kaan.

 

I już mogłam poszczyglić, Dudiego tam nawiedzić, obserwować ulubionych książkożerców, ustosunkować się wewnętrznie do nowej formuły, przemyśleć to i owo, być za i przeciw.

Gdy w piątek szczygliłam, oglądając Stehlíka filmik z wystawy, wyrwało mi się: inny kadr bym chciała i zapadła decyzja — w niedzielę idziemy na wystawę. Poszliśmy… I było nam tam jak w MOCAKu.

#msn

 
1 , 2 , 3
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...