Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
poniedziałek, 19 listopada 2018

chciała zapytać, o której ma lot powrotny w środę — nie zapytała, bo
jej czucie zatrzymało ją na pytaniu: jakiej informacji teraz potrzebuję?
teraz, czyli wczoraj, nie potrzebowała wiedzieć, o której on wraca w środę.

niedziela, 18 listopada 2018

Znacznik świat z diagnozą — zbyt nachalny, banalny, bez skrzydeł — byłby odbierającą życie szufladą, medycznym sufitem, murem przed którym stać będę już co dnia (osobistą ścianą płaczu?). O, nie!

Wracaliśmy do ula z Małej Danii, w radiu Cranberries i wszystko stało się jasne — przecież wciąż mam swoje dobre Życie, nawet jeśli stało się ono dużo bardziej wymagające.

Whitney Houston, Step by Step.

step by step,
bit by bit,
stone by stone,
brick by brick,
step by step,
day by day,
mile by mile.

* * *

Z wielu powodów nieśmiertelność jawi się jako opcja mało zachęcająca. Każdy kolejny dzień jest tak cennym darem właśnie dlatego, że mija.

*

Niekiedy zauważamy coś, co znajduje się tuż przed naszym nosem dopiero wtedy, gdy ktoś inny zwróci na to uwagę.
     Niekiedy odwaga to coś więcej niż sam wybór śmiałego postępowania
.

*

Ludzi ogranicza nie tyle sama choroba, co ich stosunek do niej. Choroba może stwarzać wyzwania fizyczne, ale często znacznie ważniejsze są te emocjonalne. […] Wkroczyli oni tylko w nową fazę życia; nie zrzekli się swojej podmiotowości.

*

[…] unieszczęśliwia nas sposób interpretowania przez nas zdarzeń.

Kathryn Mannix, Ostatnie chwile. Bardzo ludzkie historie,
przeł. Dariusz Rossowski, Feeria, Łódź 2018.
(wyróżnienie własne)

sobota, 17 listopada 2018

Biały Kruk:
Ja Ci wytłumaczę.

Orzeszek:
Masz sklerozę!

Biały Kruk:
Ja Ci wytłumaczę, zanim zapomnę…
a potem mi przypomnisz.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

piątek, 16 listopada 2018

Po papierzu, po Szczygle potrzebowałam czegoś — nawet jeśli na poważny temat — podanego w mniej realny i poważny sposób. Wybór, biorąc pod uwagę zawartość mojego kundla, wydawał się oczywisty.

Ponad sto dziesięć drobiazgów — zbudowanych słowem światów, w których ojcowie i synowie grają pierwsze skrzypce. Bawili mnie do łez. Być może dlatego, że ja sama synem nie jestem. Były te miniaturki bardzo skuteczne w odrywaniu mnie od rzeczywistości. Płakałam ze śmiechu. Gdybym była synem, być może byłby to śmiech przez łzy. Delektowałam się do samego końca jako córka.

Wszystkie dorosłe dzieci, bez względu na płeć, po tej książce staną przed potrzebą znalezienia własnej odpowiedzi na pytanie kontrolne: po czym poznaję, że żyję własnym życiem?

[…] umiał już obliczyć wartość netto takiej czy innej inwestycji, pić wstrzemięźliwie z akcjonariuszami z Korei oraz płynnie i przekonująco władać korporacyjnym żargonem swoich przodków.
     Ale syn nie miał prezencji ojca, jego majestatyczności, wzrostu, szerokich ramion, brzucha, a wszystko to wydawało się nieodzowne w piastowaniu stanowiska prezesa.
[…]
     Jednak pewnego popołudnia, w przededniu corocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, ojciec wezwał go do gabinetu, kazał zamknąć drzwi, po czym, ciągnąc suwak ukryty za prawym uchem, rozpiął całe swoje ciało, a ze środka wyszedł niewysoki, sentymentalny, osiemdziesięcioletni malkontent.
     — Masz, włóż to — powiedział stary mężczyzna, podając młodzieńcowi rosłe, charyzmatyczne, barczyste ciało. — Nie, nie tak. O tak, w ten sposób
.

*

     — Niedobrze — odezwał się ojciec po deserze.
     — Fakt — przyznał syn.
     Obaj byli ludźmi uczuciowymi, więc zebrało im się na płacz, chociaż ojciec uważał, że napływające do oczu łzy są sprawą biochemii, podczas gdy syn uważał, że jego łzy są introspekcyjne
.

*

Bliżsi naszym czasom mędrcy z tej linii przekazu byli pijakami, narkomanami i lubieżnikami. Wybierali normalność, milczenie albo obłęd. Pisali dobre i złe wiersze. Trzej zrobili karierę w polityce, dwaj w finansach, dwaj w know-how, jeden przeprowadził się do Minneapolis-Saint Paul i słuch o nim zaginął […].

*

Oczywiście, myślał dalej Leonard, źródłem największej liczby tworzonych światów równoległych są ojcowie dyktujący synom, co mają robić w życiu — w ten sposób natychmiast tworzą świat, w którym synowie słuchają ojcowskich wyroków, oraz świat, w którym synowie się buntują, jak również nieskończone mrowie światów, w których synowie probabilistycznie wahają się między posłuchem a buntem. Lecz nie tylko ojcowie tworzą takie światy — każda interakcja między członkami rodziny powołuje do życia co najmniej jeden świat, przeważnie więcej, zwłaszcza interakcja, która niesie ze sobą wymagania; Leonard, zanim jeszcze odkleił czoło od szyby, doszedł do wniosku, że większe rodziny, jak również rodziny bardziej ze sobą zżyte, rodzą więcej światów równoległych, a zżyte ze sobą duże rodziny, stawiające przed swoimi członkami wiele wymagań, rodzą ich najwięcej.

*

W kategoriach fizyki nazwanie rozmowy z ukochaną osobą węzłem rozszczepiania wszechświata albo punktem nodalnym niekonieczne było wyrazem krytycyzmu, a gotowość do wkroczenia w taką relację powinna zależeć wyłącznie od chęci bycia probabilistycznie schwytanym między wszystkie możliwe rezultaty.

*

Staramy się (bez powodzenia) wyrwać z matczynych objęć tak samo, jak próbujemy (bez powodzenia) wyrwać się z ojcowskich uścisków.

*

To, co dawniej zdawało się niewytłumaczalne, teraz w ogóle nie wymaga wyjaśnienia. Albo docieram wreszcie do dna tej bezdennej otchłani, albo bezdenna otchłań przez cały czas była na powierzchni.

*

[…] robot, skonstruowany przez wynalazcę Shimurę — mający zapewnić dzieciom w sierocińcach ojcowską, choć tylko humanoidalną opiekę — okazał się fiaskiem. Na ogół zupełnie ignoruje dzieci. Co kwadrans podnosi rękę i gwałtownym gestem ucisza cały sierociniec. Pasjami czyta biografie tytanów biznesu, które — zgodnie z podręcznikiem obsługi — skanuje oczami i ściąga na pojemny twardy dysk.

*

Po czterdziestu latach mozolnych, samotnych, często obłąkańczych badań słoweński fizyk stwierdził, że siódma cyfra po przecinku w pewnej stałej fizycznej, którą odkrył i obliczył do szóstego miejsca po przecinku jego nieżyjący ojciec i którą wyryto na grobie nieboszczyka, wynosi dziewięć.

Adam Ehrlich Sachs, Po ojcu. Opowiadania, przypowieści i syndromy,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 15 listopada 2018

Dziś, czterdzieści dziewięć lat temu pierwsze oficjalnie wspólne papiery podpisali. Orzeszek i Biały Kruk — razem od pięćdziesięciu sześciu lat.

Biały Kruk & Jabłoń:
(przez telefon rozmawiają o rocznicy;
odgrażają się, co zrobią na okrągłą rocznicę za rok, ale
…)

Biały Kruk:
No wiesz, jak z Nią* wytrzymam…

Orzeszek:
(dorzuca swoją perspektywę)
Jak dożyję…

Jabłoń:
(nie pozostaje dłużna Rodzicielom)
Jak dojdę…
(po chwili z wielkim uśmiechem)
Ależ pięknie się nawzajem szantażujemy!

____________
* z Orzeszkiem.

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.

mam tylko dziś!

środa, 14 listopada 2018

Wiedziałam, że wyjdzie. Wiedziałam kiedy. Nie wiedziałam, aż do dnia premiery, że zostanę mile zaskoczona, że wersja elektroniczna pojawi się bez dodatkowego opóźnienia czasowego w stosunku do wersji papierowej.

Prawie wszystkie reportaże mnie zachwyciły. Prawie wszystkie, bo jeden zdruzgotał (ponownie), a inny zmęczył okrutnie — sprawiał bowiem wrażenie, jakby swoją obecnością w tej książce załatwiał dofinansowanie z prawego i sprawiedliwego ministerstwa małej kultury.

Świeżutkie książki Autora mają zawsze tę samą wadę — po ich skończeniu, wiesz, że na kolejną… będziemy musieli poczekać.

Pamięć to kurwa. Lub: kurwa, pamięć.
     Tak powiedzielibyśmy sobie z Violą przy czerwonym winie. A może nie, może ona nie potraktowałaby tego tak poważnie. Powiedziałaby: ech, ta pamięć, kurwanoga

*

Nasze stare dewotki nie mają tej radości w sobie, kościół ją zabija.
     W tym momencie moja myśl przystaje i nie wie, w którą stronę się udać, bo tata, w Polsce radiomaryjny, w Czechach ewidentnie się demoralizuje.
     Żałuje, że nie mówi po czesku, choć zdarza mu się wyrecytować trzy słowa. Kiedy ma dobry humor, staje na baczność i mówi
: Vstupenka! Jizdenka! Letenka! Czyli powiedz mi jeszcze raz: vstupenka to bilet do teatru, jizdenka — bilet na tramwaj, a letenka — na samolot? Nie może się nadziwić, że bilet może mieć trzy nazwy. Tłumaczę, że Czesi cywilizacyjnie stoją wyżej od wielu narodów, rozwijają język i mają jedno słowo tam, gdzie inni mają ich ze trzy, na przykład: bilet, na, samolot.

*

     — Bo po każdym końcu świata — tłumaczy — musi być jakiś początek.

*

[…] zapisał […]: „Jestem tajemnicą swego domu. Swojej rodziny. Milczą całe zdania wielokrotnie złożone z wątpliwości, z lęków, z wzajemnych pretensji, przeciwstawnych wyobrażeń dwóch pokoleń. Miałem być jak oni, a nie jestem. Miałem być bardziej przewidywalny i łatwy, nie jestem. Miałem być bardziej przytulny i miły, nie jestem. Bardziej ha, ha, hi, hi. Bardziej wygodny. Mam nie być sobą. A jestem”.

*

I okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych! Trzeba tylko dać im jakiś początek. To chyba najlepsze na pragnienie życia.

*

Jest jasne, że mężczyzna nie będzie pytał nikogo o zgodę na to, co robi. Pozostawia w mieście ślady tam, gdzie ma ochotę. Wtyka w jego zakamarki, co mu się podoba.


fot. Norbert Piwowarczyk, źródło.

Tomasz [Górnicki] przysyła mail z uwagą: „Czy wyobrażasz sobie, aby w domach nad drzwiami wisiał człowiek w agonii na krześle elektrycznym? Aby dzieci dostawały na komunię małe złote krzesło elektryczne jako medalik? Jezus na krzyżu to obraz makabryczny, ale ta przemoc nikogo nie razi. Kolejny Jezus na krzyżu jest już tylko odbitką, nad którą nikt się nie zastanawia. Trywializacją cierpienia. Nic się lepiej nie sprzedaje niż seks i przemoc, może stąd sukces religii chrześcijańskiej?

*

Rozpłakał się dopiero w domu.
     Płakał każdego dnia. Naliczył, że trzydzieści dni z rzędu.
     Wiem, to dziwne, mężczyzna i tak dalej...
     W pracy pytali go, dlaczego jest taki smutny.
     Dopadła mnie dorosłość, mówił.
     Że co? Masz przecież czterdzieści lat.
     Dorosły stajesz się dopiero, gdy stracisz to, co naprawdę kochasz, tłumaczył. A to mi się przydarzyło pierwszy raz. Ale już nie dodawał informacji, kogo stracił, bo wydało mu się to trochę wstydliwe.
     Wracał więc do domu i nie było rady — płakał
.

*

Na wszystko w życiu musi przyjść odpowiedni moment. To zdanie mogłoby być refrenem mojej życiowej piosenki.

*

Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej.
     (Hanna Krall właśnie do mnie napisała, żebym był czujny i nie formułował zbyt łatwo złotych myśli. A jeśli już, to z powątpiewaniem, zastanowieniem, znakiem zapytania, z bezradnością i jakby prosząc o radę).
     Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej
?

*

Nigdy” i „zawsze” mogłyby w słowniku nie istnieć. Robią więcej szkody niż pożytku. W ogóle robią same szkody.
     A „na zawsze” to jest związek wręcz przestępczy.
     Jacek M. jeszcze o jednym słowie: — Wiem, że moi księża profesorowie z seminarium ekskomunikowaliby mnie za to. Jednak do tych słów, które robią więcej szkody niż pożytku, czyli do „nigdy” i do „zawsze”, dodałbym również słowo „Bóg
”.

*

Mieć na koncie w rodzinie zabójstwo i z dumą pisać o sukcesach rodziny i jej katolickości? Mieć na koncie zakatowanie dziecka i bez oporów zostać ekspertem MEN? Mieć taki grzech na sumieniu i bez oporów pisać w internecie, że tylko katolicki PiS może zrobić porządek w Polsce? Zaskoczony? […]
     […]
     Rodzina T.: patriotyzm, powściągliwość, praca, prawda, poświęcenie, posłuszeństwo, przepisy, pryncypia, prawo i sprawiedliwość.

Mariusz Szczygieł, NIE MA,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Prowiant książkowy użyczony przez Gepardzicę i Smoku poprzysięgłam sobie wydzielać — maksymalnie po pięćdziesiąt dziewięć stron dziennie. Poprzysięgłam,  ale kolejne kartki łykałam jak dropsy.

Pięknie złożona dawała przyjemność obcowania z papierem. Fotografie dokładnie co szesnaście stron na rozkładanych wklejkach wyznaczały rytm. Dotykanie, czytanie, oglądanie, nieśpieszenie się — wszystko po dwa razy. Koniecznie „w papierzu”.

Gdyby nie Gepardzica i Smoku pewnie bym przegapiła tę książkę. Byłoby szkoda. Bardzo szkoda.

Piękno to jest historia bardzo osobista. Piękno robi wrażenie i wywołuje emocje. Od piękna nie można oderwać wzroku. Od piękna przeszywają dreszcze. Wzruszasz się po prostu. W życiu i w obrazie emocje są najważniejsze.

*

[…] kiedy oko szuka, jest w nim błysk. A kiedy zamykasz oczy, twarz traci napięcie. Relaksujesz się. I gdy nagle je otwierasz, to twoje spojrzenie nie jest martwe.

*

[…] jak się otworzysz przed kimś, to bez względu na to, czy tego chcesz, czy nie, następuje reakcja zwrotna i jeśli się przedtem nie lubiłaś, to się zaczynasz lubić. Dlatego że trzymanie w tajemnicy swoich krępujących spraw sprawia, że zaczynamy się ich bać i wstydzić. Jeśli wyprowadzisz je na zewnątrz, to w zasadzie jesteś normalnym, fajnym człowiekiem, masz wady jak każdy inny i czujesz się wyzwolony.

*

Pamiętasz eksperyment Mariny Abramović w MoMA? Zastanawiałam się, dlaczego ludzie ustawiają się w długich kolejkach, by spojrzeć jej w twarz.
     Bo chcieli się czegoś o sobie dowiedzieć. Może patrzenie w oczy to sposób na otwieranie zaszłych historii i rozprawienie się z nimi.

*

Opowiadał [Tom Lewis], że życie białego człowieka wydawało mu się absurdalne. Bo on, żeby zjeść mięso kangurze, brał strzelbę, polował, kopał dół, węgielek, żar, śpiewy, tańce rytualne i pyszne jedzenie. W Melbourne, żeby zjeść kawałek kangura, to musiał poczekać do piątku, aż dostanie tygodniową wypłatę i kupi w supermarkecie kawałek zamrożonego mięsa. I to było dla niego nie do zrozumienia. Nie potrafił w parę dni czy tygodni dokonać w sobie takiej zmiany, żeby wpisać się w inną kulturę.

*

[…] chodzi o to, żeby się nie zmarnować. Żeby nie rzucić tego, co się kocha, tylko dlatego, że chwilowo nie można się tym zajmować.
     Nauczyciel mojego syna w Melbourne od razu powiedział w klasie: wybijcie sobie z głowy, że będziecie zarabiać na swojej sztuce. Dzięki niej będziecie wolni, a pracę znajdźcie gdziekolwiek
.

*

A nie wolno nic na siłę wymyślać, należy czekać, aż potrzeba opowieści przyjdzie sama.

*

Sukcesem jest to, że ktoś może robić to, co lubi, bez względu na to, czy osiągnie najwyższy szczyt, czy nie.

*

Jak się kocha, to chce się być razem, i już.

*

Macie z Małgosią wspólnego maila.
     Mamy też wspólny samochód, dom, łóżko, konto bankowe. Wszystko mamy wspólne. Jedynie wrażliwość mamy osobną. I buty
.

*

Oczy świata otwierają się na ciebie, kiedy idziesz swoją własną drogą.

*

Uważam, że do wszystkiego, co robimy, przenosimy własną energię.

*

Zastanawiałeś się, co nas przekręca na stronę smutku?
     Strach chyba.
     Przed czym.
     Utratą tego, co mamy
.

*

Zauważyłem, że labrador mojej siostry bawi się tylko zieloną, plastikową konewką. Zakochał się w niej i żadne inne zabawki go nie interesowały. Pomyślałem wtedy, że istnieje związek istot żywych z przedmiotami martwymi, niekoniecznie funkcjonalnymi. Przecież pakując bagaż, oprócz najistotniejszych rzeczy zawsze wskoczy do niego coś, z czym się lepiej czujemy.
     Mnie nigdy nie wskakuje.
     A to ci się wydaje. To nie musi być talizman. Ile niepotrzebnych rzeczy nosimy w portfelach? Kieszeniach? Torbach? Chcesz sprawdzić
?

*

Gdybym poczuł, że jestem niczym, to nic, tylko popełnić samobójstwo. Nie, moje życie jest częścią życia w ogóle i muszę je od początku do końca spełnić, przeżyć, jak każda gałązka drzewa, jak każdy robak, jak wszystko, co żyje. I to jest mój obowiązek.
     Wobec kogo?
     Wobec świata i wobec stworzyciela tego świata. Dlatego ciesz się życiem, a nie stwarzaj sobie sztucznych problemów. Ja rozumiem, że kiedy mysz ucieka przed kotem, to nie jest sztuczny problem, bo ona walczy o życie. Ale my na szczęście żyjemy w miejscu, w którym nie musimy walczyć o życie. Czy to nie jest wystarczający powód, by nim się cieszyć
?

*

Miejsca są dla mnie ważne tylko wtedy, gdy w nich żyję. […]
     Nie wierzysz w tak zwaną magię miejsc?
     Wierzę, że gdziekolwiek się ruszysz, to zabierasz tam samego siebie
.

*

Wiesz, co zauważyłem?
     Co?
     Że kilkakrotne powtórzenie przed zaśnięciem, nawet szeptem, ale tak, żeby słowa wyszły przez usta: „o, jak wspaniale się czuję, jak mi jest dobrze”, działa kapitalnie
.

*

Nie tęsknisz za młodością?
     Nie. Rzeczywiście było kapitalnie, mieliśmy energię, człowiek się niczego nie bał, ale jeślibym sobie codziennie powtarzał, jak to kiedyś było wspaniale, to nagle mogę dojść do wniosku, że żadnych wartości już nie ma dla mnie to życie. A ono ma wartość potrójną, dlatego że mam doświadczenie i wiedzę i mogę sobie z danej chwili wybrać dla siebie to, co jest najbardziej twórcze i najbardziej wartościowe. A wtedy, co wpadło, to było
.

*

Człowiek jest istotą społeczną. Tak było i tak jest.
     I gdy patrzę na wszystkie organizacje narodowo-nacjonalistyczne, które zagospodarowują dusze ludzi odrzuconych albo takich, którzy czują, że nie przynależą do społeczności, to myślę sobie, że nie byłyby tak liczne, gdyby każdy chociaż raz w życiu, widząc, że ktoś inny czuje się na wylocie, podszedł do niego i próbował go z tego stanu wyciągnąć. Ile kosztuje taki gest? Że podejdziesz do samotnika, zamiast paplać ze znajomym i udawać, że wiesz więcej niż oni
?

Dorota Wodecka, Tomasz Sikora, Kapitalnie! Tomek Sikora
w rozmowach z Dorotą Wodecką
, Agora SA, Warszawa 2018.
(wyróżnienie [czerwone] własne)

wtorek, 13 listopada 2018

tam. wczoraj.

[…] gdyby słońce nie znikało, nie oglądalibyśmy gwiazd. I tak sytuacja, która wygląda czasem w życiu jak odebranie nam czegoś, strata, zniknięcie, stanowi być może preludium do odkrycia radości większych jeszcze niż te, które utraciliśmy

Christophe André, 3 minuty medytacji,
przeł. Karolina Sikorska, Czarna Owca, Warszawa 2018.
 

*
Kaan:
(tu, dzisiaj)
Nie może być tak, że jak zmieniają się plany,
to znaczy, że dzieje się coś złego.
Plany te złe też się zmieniają
i są tak samo śmieszne jak te dobre. :)

niedziela, 11 listopada 2018

dwa piętra wyżej. na innym oddziale
sala. dzieliliśmy ciemność wczesnego wieczora,
nic o sobie wzajemnie nie wiedząc.

*

*

doświadczenie nie jest czymś,
    na co można się przygotować.

doświadczenie to coś, co rozumie się dopiero,
gdy się je przeżywa, siedząc w nim po uszy.

*

nic się nie zmieniło. dostało tylko nazwę.
z diagnozą, ale to wciąż jest moje dobre Życie.

*

gdy wysuwam się ze szczeliny „tu i teraz”,
bardzo cierpię, szczególnie nad ranem.

*

nie włócz mi się po starych historiach z przeszłości
ani po najczarniejszych scenariuszach przyszłości.
wycofaj się do „tu i teraz”. ale już, Drzewko!

biegusiem!

 
1 , 2
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...