Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 06 sierpnia 2017

Tam. My. Jeszcze wtedy osobni. Twoja. Moja. Nasze ręce. Pełen symboli gest, mit założycielski naszej relacji? Czy podając mi swoją dłoń, zaprosiłeś mnie do swojego życia? Czy podając Ci moją dłoń, oddałam siebie Tobie wraz z mym losem? Z pewnością tak wtedy na to nie patrzyliśmy, ale coś głęboko w nas nie żartowało wcale, znało odpowiedź na każde z tych pytań — przyszło do mnie wczoraj — dziewiętnaście lat i trzy miesiące bez dziesięciu dni później.

(fot. źródło, fragment)

*

Sadownik:
(wrócony do ula, zaprasza, podając rękę)

Jabłoń:
(gotowa do wyjścia)
Będzie ktoś do Ciebie dzwonił?

Sadownik:
(wygina brwi w znaki zapytania)

Jabłoń:
Bo jak tak, to wezmę sobie książkę.

Sadownik:
To, że zapraszam Cię znów do mojego życia,
nie znaczy, że nie możesz czytać.

(za jakiś czas)
Sadownik & Jabłoń:
(mukali, opowiadając sobie ten szczególny weekend)



Odkryłam dziś pretekstową regułę. Zamów coś, co jadłeś tam kiedyś. Nie będzie tego w karcie lub będzie inne, niż pamiętasz. Ale potraktuj chwilę jako pretekst, szczelinę w teraźniejszości, i zapytaj Pana Preteksta: „co dziś?”. Wybierz i ląduj w niebie smaku. Mukałam przy sałatach z buraczkami z kozim serem. Mukałam bardzo.



Kupiona świeżutko po premierze, przeleżała na półce, czekając na swój u mnie czas. Przyszedł ten właściwy.

Czytając pierwszą — wtedy nie wiedziałam, że pierwszą — napisałam, że eklektyczna, głównie w formie. Czytając tę, z wciąż japońskim numerowaniem (WTF pozostaje w mocy), ale z zadbaną stroną graficzną, wciąż należy napisać: eklektyczna, tym razem w treści. Bo.

Nie utrzymał się autor na linie, którą osobiście sobie rozpiął między drzewami twórczego uniesienia. A dobrze szło — pomysł z dziobakami fantastyczny. Ale nie doszło do końca. Osiem baśni — smaczki wydłubałam, niczym rodzynki z ciasta, z przyjemnością ogromną. Potem jedno nie wiadomo co, które rozczarowało całą moją ciekawość, jak autor wybrnie z tego, o czym w swoim doświadczeniu pojęcia nie ma lub ma tyci, tyci — nie wybrnął, nie udźwignął. Na koniec posłowie, którego styl bełkotem dla wielu będzie, mądrym, ale bełkotem. Przebrnęłam przez ten ostatni element, by mieć prawo powiedzieć: nie. Ale brnąc, uśmiechałam się też, widząc w tych ostatnich akapitach początek innego już pisania autora, innej perspektywy, która już wtedy w nim była, wykluwała się właśnie.

Szłam przed siebie, doznając po raz pierwszy w życiu niezwykłej lekkości. Czułam, że zostało podjęte we mnie — albo za mnie — jakieś ważne postanowienie, ale nie wiedziałam ani jaka to decyzja, ani też co ona dla mnie oznacza.

*

Gdy zapytałem Nornę, jak mogę się uwolnić od niewidzialnych więzów, dała mi dziwną i tajemniczą odpowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: walka będzie skończona, gdy więzy w końcu staną się darem.

*

Czułem, że  jest to rzeczywiście „droga powrotna”, chociaż do czegoś, czego ten powrót początkowo wcale nie zakładał. I — jak z każdej ważnej podróży — przywoziłem ze sobą coś innego niż to, po co w nią wyruszałem.

*

     — Jeżeli nie uznajecie czegoś za istotne i nie będziecie tego prawdziwie kochali, to coś nigdy nie odsłoni przed wami swoich tajemnic. Dotyczy to wszystkiego, również snów — mówił.

*

Zrozumiałem, że walczyć z czymś czy temu czemuś ulegać to jedno i to samo, bo cały czas to „coś” rządzi naszymi zachowaniami.

*

     — Zupełnie nie rozumiem tego świata — mówił Harvey. — Wszystko staje się w nim towarem, a inność i różnorodność, która jest w końcu jedynym niezmiennym elementem życia, staje się przedmiotem kontroli i oceny, co ma trafić do więzienia, co do szpitala, a co na wystawę, i co gorsza, zaczyna podlegać to normalnym prawom rynku.

*

Jesteś zdolnym i ciekawym świata uczniem, ale pamiętaj, by nie brać do ust więcej, niż możesz przeżuć.

Tomasz Teodorczyk, Oświecenie dziobaków. Baśnie
o ważnych mechanizmach i niebezpieczeństwach rozwojowych
,
Eneteia, Warszawa 2015.

*

(tamże)

Są pytania, na które nie ma odpowiedzi szybkich, łatwych i przyjemnych. Są pytania, na które nie ma odpowiedzi w ogóle. W drodze, w której jestem, od kilku dni towarzyszą mi słowa Autora. I wciąż poruszają, wzruszają, tłumaczą jakoś świat i szaleństwo życia:

Spodziewalibyśmy się odpowiedzi, a tymczasem jej nie ma. Pozostaje tylko doświadczenie. Ono jest odpowiedzią.

Jarosław Mikołajewski, Terremoto,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

I wracają z uporem maniaka, więc upuszczam je tu. W drodze, w której jestem. W drodze, w której jest Georginia. Reksio! Dla nas.

Uśmiecham się na samo wspomnienie domowych konsekwencji naszych pierwszych pogaduch. Tak, są takie kwestie, w których rozumiemy się bez słów, nawet jeśli pięć godzin to mało, by się nagadać. Nie udało mi się wtedy wytłumaczyć tego zjawiska Sadownikowi.


mój aktualny stan posiadania:

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...