Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
sobota, 31 lipca 2010

Zaułek Smaków za nami i było to prawdziwe Niebo dla stęsknionych Dusz. Upajaliśmy się z Sadownikiem chwilą, nie wierząc, że pod stołem spokojnie wiedzie swe życie Henia. Po raz drugi dałam się nabrać w tym miejscu na kawę Macchiato, która w Zaułku jest… kawą espresso w malutkiej filiżaneczce z odrobiną mlecznej pianki --- esencja goryczy. Za pierwszym razem, zimą, jakiś rok temu, odmówiłam wypicia tego płynnego zjawiska. Tym razem, byłam gotowa na nowe smaki i… okazało się, że jest to wspaniale wyrazisty smak zaklęty w odpowiedniej porcji płynu. Jak to się ma do tytułu tego wpisu?

Gdy zaczęliśmy wychodzić z Kudłatą na spacery, któregoś dnia Sadownik przyszedł z samotnego spaceru z Heńką i powiedział: „nie miałem pojęcia, że na szczeniaka mógłbym wyrwać tyle panienek”...

Wczoraj, gdy kelner z troską przyniósł miskę z wodą, z przyjemnością stwierdziłam, że dbający o naszą małą Kelner wydaje mi się przez tę dbałość dużo bardziej przystojny…

Pozostajemy szczęśliwą parą i śmiejemy się z tego, co istnienie Kudłatej czyni z naszą percepcją… atrakcyjne kobiety, przystojni mężczyźni wokół nas wyrastają jak grzyby po deszczu, gdy tylko Heńka dotknie łapką ziemi... i tylko Kudłata wciąż jedna... i Sadownik pozostaje najprzystojniejszym facetem świata... i Jabłoń pięknieje z dnia na dzień w oczach Sadownika. Co za Stado!

20:56, dc_hexe , Ona
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 lipca 2010

Wierzę w dobrych ludzi. Wierzę w dobre miejsca. Od ponad miesiąca, gdy Kudłata wylądowała w naszym domu, nie byłam ani razu na kawie z kimś (nie licząc kaw ze sobą samą). Wanilijka dzisiaj świętuje i chyba podświadomie przelazła na mnie ochota do szaleństwa. A może by tak zrobić coś po raz pierwszy!

Zadzwoniłam do Zaułka Smaków i zapytałam czy nas całym Stadem wpuszczą. Wiedząc, że ludzie reagują różnie na słowa „pies”, „piesek” i „labrador” zapytałam, czy możemy przyjść „z małą labradorką”. Są słowa-wytrychy i „labrador” odmieniany, zdrabniany działa właśnie tak. Pan powiedział, że bez problemu, jeszcze miskę z wodą dostaniemy. Klamka zapadła, dziś na 21.00 idziemy z Sadownikiem ukochanym i Kudłatą na pierwszą kawę pitą w publicznym miejscu. To już nigdy nie będzie dla mnie Zaułek Smaków, to jest Skraj Świata Cywilizacji dla Rodziców wracających do życia po okresie oseskowym. Tym samym, biorę się za tworzenie listy miejsc przyjaznych psom, pierwszy do testów: Zaułek Smaków.

Mając tak cudną perspektywę, Leonard Cohen smakuje jak za starych, młodych lat! Wyciągnięty kudłaty świat zwinięty pod moimi stopami jeszcze nawet nie wyczuwa żadnych oznak zbliżającej się nowości...

Jak mantrę będę powtarzać: wierzę w dobrych ludzi, wierzę w dobre miejsca, wierzę, Wierzę, WIERZĘ...

Leonard Cohen, Hallelujah.

Ach, ten Potwór! Ta Małpa, która rzuca się na mnie z całej siły, traktując to jako miłe zaproszenie do zabawy! Ta Wydra, która gryzie wszystko co nie jest do gryzienia! Ta Oślica, która wisi na drugim końcu smyczy i nie ma zamiaru ruszyć się na milimetr, bo tam, o tam, właśnie zobaczyła dziecko, psa, rower! Ta Flądra co „zawąchuje” kwiatki permanetnie na śmierć! Ta Gazela, co wczoraj nauczyła się schodzić po schodach i schodową wiedzę wykorzystuje do niecnego celu kładzenia się na łóżku! Ta Skunksica, co patrząc mi głęboko w oczy sika na parkiecie i mówi: za późno, nie zdążyłaś mnie wynieść na dwór! Właśnie ta Psia Duszyczka rozpuszcza moją złość, bezsilność i niechęć do utraty kontroli za każdym razem, gdy owija się wokół moich nóg i ufnie zasypia, gdy ja próbuję zapisać to, o czym mogę już jutro nie pamiętać a co chciałabym zachować od zapomnienia.

Matki w bajkach bywają różne: dobre, wyrodne, kochające, nieobecne. W życiu jest podobnie, choć zamiast dwóch kolorów, czerni i bieli, do dyspozycji jest całe spektrum kolorów. Wśród wielu typów matek rzeczywistych można wyróżnić dwa typy, dość dalekie od siebie w zachowaniu, choć wyrządzające podobną krzywdę latoroślom:
(a) matka pragnąca dla dziecka jak najlepiej --- „dlaczego dostałeś tylko 4+?”, „dlaczego tak brzydko jesz szczućcami?”;
(b) matka wiedząca i wiecznie zachwycona --- „wiem, co robi mój syn, on nigdy czegoś tak złego by nie zrobił”.

Zagadka: do którego, z wymienionych dwóch typów, nieświadomej niczego Jabłoni było bliżej? Po nitce do kłębka...

Pierwszy metr nitki: trzy dni temu, dwukrotnie, całkiem niezależnie, zapytano mnie, czy Kudłata już zbójuje w domu. Jedna Pani opowiedziała o tym, jak jej, już dziś całkiem dorosły labrador, zjadł metodycznie centymetr po centymetrze tapetę w przedpokoju. Zaś Państwo wilczuropodobnego psa, który ze szczenięcego wieku wyszedł niedawno, wspomnieli między innymi o butach, że nie skończyło się na jednej parze. Na to, dumna Mama Kudłatej, którą tak łatwo i z przyjemnością staję się, powiedziała, że jej słodka dziecina bawi się swoimi zabawkami i nie czyni żadnych szkód. Ach, ta pycha posiadania najmądrzejszego, najukochańszego, najgrzeczniejszego psa na świecie!

Drugi, trzeci, ..., piąty metr nitki: od kilku jednak dni znajdowałam kawałki gąbki. Byłam święcie przekonana, że to któraś z zabawek została precyzyjnie rozdarta i Kudłata bawi się wnętrznościami ofiary. Dwa dni temu, w końcu znalazł się czas, aby odgruzować mieszkanie. Zaczęłam szukać. Podejrzewałam, że obiektem mordu był fioletowy miś, który jako pierwszy z zabawkowej sfory doznał uszczerbku na zdrowiu. Znalazłam i... mocno się zdziwiłam --- Miś był nietknięty! Zinwentaryzowałam zabawki. Okazało się, że wszystkie mają się dobrze. Skąd więc sypie się gąbka?

Kłębek: wyjaśniło się w godzinę, gdy z myciem podłóg dotarłam do kanapy. Ucieszyłam się, że nie jest skórzana, świeżo kupiona czy wymarzona i ciężko zdobyta. To zwykła, ikeowska kanapa kupiona na próbę. „Żadnych remontów, żadnych zakupów środków trwałych w postaci mebli przez najbliższe dwa lata” --- oświadczył Sadownik. „I dobrze, oj dobrze, bardzo dobrze” mruczałam jak kot pod nosem, tak bardzo nie lubię remontów. Wściekłość, że Cholera ma tyle zabawek a żre sprzęta użyteczności domowej minęła, zwłaszcza, że, co tu dużo gadać, zjada meble z gracją, pokrowiec nietknięty przykrywa poraniony mebel. Kudłata solidaryzuje się ze Stadem, żaden gość nie dojrzy, że kanapa to inwalida.

I pomyśleć, że gdyby nie ślady przestępstwa w postaci gąbki, do dziś myślałabym, że mam Psicę-Aniołka. Tymczasem ta słodko uśmiechająca się kudłata Dziewczynka potrafi być zbójem, niszczycielem, pogromcą rzeczy, które mają czelność być wciąż w jednym kawałku. W ten oto sposób z matki idealnego dziecka stałam się matką zupełnie normalnego, zwykłego szczenięcia. Z jednej strony, ulga, idealnego psa tak łatwo zepsuć. Z drugiej, chwilami ogarnia mnie strach, gdy na spacerach właścicielki labradorów opowiadają, że niszczycielskie zapędy psa wciąż są przede mną i Sadownikiem.

Tagi: Kudłata
09:45, dc_hexe , Ona
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 lipca 2010

...które miał rasowy Pies z Jabłonią.

Jabłoń czytać umie. Ma na to nawet potwierdzenie w postaci kilku papierów. Ma również papier na czytanie ze zrozumieniem. Papier papierem a życie życiem i za głupotę pani zapłacił pies.

W instrukcji obsługi szczeniaka stoi jak wół „często zaglądać w uszy, czyścić gdy trzeba”. Pani „Hodowlarka” powiedziała, że pierwszy raz dobrze jest to zrobić u lekarza weterynarii. Taki właśnie był plan Dwunożnych Stada --- zrobić to przy drugim szczepieniu, ale sama wizyta Stada (pierwsza) u weterynarza była tak emocjonująca, że z wrażenia Jabłoni się zapomniało. Zapomniało się na amen, bo amnezja objęła również procedurę kontrolnego zaglądania do uszu. Skleroza trzymała wszystko w szachu do czasu, gdy dziewczynka głośno poskarżyła się własnemu Życiu.

W zeszłym tygodniu, Jabłoń usłyszała użalanie się Kudłatej nad samą sobą. Im bardziej psina drapała ucho, tym bardziej narzekała. Jabłoń zajrzała i przeraziła się... głupota Mamusi zakwitła w psich uszach wielkimi krwawymi ranami.

W czwartek poszła Jabłoń z biedną Kudłatą do pana weterynarza. Kudłata, jak to ona, widziała tylko same plusy. Pan Wet wytarmosił czule, dał buziaka w samo rozejście się kuf pod nosem (Jabłoń od patrzenia na to przekręciło na lewą stronę, uwielbienie psów uwielbieniem, ale wszystko ma swoje granice), troszkę męczył uszy, ale potem... ach, potem... dał całą garść smakołyków... jeden dał trzymając go w ustach (znów przekręciło Jabłoń z lewej na prawą) --- dziewczę pierwszy pocałunek ma już z głowy. Gdy z Jabłonią wychodziły z gabinetu, mijając się z kolejnym pacjentem, Kudłata zrobiła trzy kroki do przodu i... wyrwała się do tyłu z powrotem do gabinetu. Grunt to mieć dobre, świeże wspomnienia. Pana Weta tak to rozczuliło, że wyjął jeszcze kilka smakołyków.

Uszka poszły na kontrolę w ostatni poniedziałek, przy okazji trzeciego szczepienia. Dwunożni pobrali lekcję czyszczenia uszu psu, zamówili odpowiedni płyn i sprawa szczęśliwie dobiegła wczoraj końca, gdy wieczorem Sadownik z dzielną Henią odebrali specyfik. O czym, z przyjemnością, donosi skruszona Jabłoń.

środa, 28 lipca 2010

Jeszcze tydzień temu Kudłata swoim zachowaniem mogła służyć za ilustrację początku typowej (jeśli taka istnieje) sesyjki terapeutycznej. Przeżyłam takich kilkadziesiąt i z przyjemnością patrzyłam na to, że i pies może zachowywać się jak klient a paradygmat psychologii procesu: proces pierwotny, proces wtórny i próg, choć w wersji owłosionej, podany jest jak na talerzu. Po kolei jednak...

Proces pierwotny --- Psi Chojrak. W mieszkaniu nie-Henia zna już wszystkie kąty i chodzi jak po swoich włościach. Ma listę ulubionych miejsc do spania, ceni sobie nurkowanie pod kanapą, doskonale wie skąd najlepiej porywać skarpetki, sama decyduje gdzie ma siusiarnię, niczego się nie boi, rzuca się z gracją na szafki w kuchni, gryzie domowników i gości zapraszając do zabawy. Kudłata po prostu JEST psim chojrakiem.

Próg --- na pokonanie progu mieszkania. Do wczoraj wystarczyło jednak otworzyć drzwi od mieszkania, stanąć na korytarzu i zawołać Kudłatą, a nie-Heńka przestawała być śmiałym Jestestwem. Chowała się w norze, głuchła, gdy się ją wołało, a jeśli udało się i zbliżyła się do progu mieszkania następowało „jedno z” lub „każde w dowolnej kolejności”: (1) psica kładła się i udawała, że nie ma problemu prawie przysypiając niedaleko otwartych drzwi (2) ujadała na próg mieszkania jakby była przynajmniej owczarkiem niemieckim (3) kładła się tak, aby pazurami dotykać progu i piszczała.

Niesamowite było to, że reakcje na próg w ludzkiej wersji są bardzo podobne: ma się dość, nie wie się po co właściwie poruszało się konkretny temat, ma się ochotę zwiać, chce się spać, można być bardzo wkurzonym. Ludzkie spektrum reakcji jest oczywiście dużo szersze niż wymienione psie reakcje. Ja, podobnie jak Kudłata, często głuchnę --- rodzinne? :)

Proces wtórny --- Ktoś kto śmiga klatką schodową. Tego nie da się zrobić, bo przecież klatka to coś strasznego, potwór, monstrum i Kudłata jest pewna, że to właśnie takie jest, gdyby tylko mogła opowiedzieć słowami.

Na progu stoi figura progowa (może znany już nam Pan Strach) i stara się uchronić Kudłatą, opowiadając o tym, że klatka jest straszna, groźna i może nawet pożera małe pieski. Nie-Henia jest w takim stanie, że nie może dostrzec plusów klatki schodowej, że to drzwi na trawnik, świeże powietrze, że gdyby tylko opanowała sztukę chodzenia po klatce to nie musiałaby doświadczać uwłaczającego jej godności noszenia na rękach. Niemożność dostrzeżenia plusów nie jest kwestią tego, że pies nie rozumie ludzkiego języka. Czyż ludzie nie mają podobnie, gdy się czegoś boją lub nie znają z własnego doświadczenia?

Praca terapeutyczna w ramach sesyjki to uświadomienie klientowi, że próg „jest tu” i, jeśli jest ku temu właściwy czas (progów nie należy przechodzić na siłę), umożliwienie klientowi przejścia owego progu, aby zobaczył, że to, co po drugiej stronie --- to, na temat czego ma tak dobrze wyrobione i złe zdanie --- ma też swoje zalety, w których ukryte są nasionka możliwości. Aby poczuł i dotknął nieznanego a tym samym wzbogacił arsenał swoich doświadczeń. Po drugiej stronie, tak naprawdę nieznanej bez względu na to jak bardzo mędrkujemy że wiemy, o co chodzi, czeka „nagroda” za to, że jednak chciało nam się ów próg przejść --- energia nowego punktu widzenia, który czyni nasze życie już diametralnie innym niż ten sprzed sesyjki. To dziwne, ale świat naprawdę jest potem inny, bo patrzymy na niego już innymi oczami --- w mgnieniu oka następuje metamorfoza i nie możemy zrozumieć dlaczego coś było problemem.

Dziś Kudłata, choć jeszcze sama nie schodzi po schodach w dół, z przyjemnością sama wychodzi na klatkę, bo wie, gdzie ona prowadzi. Gdy wracamy ze spaceru Henia ma okazję popisać się i pokazać nam jak bardzo Dorosłym Psem już jest, bo sama śmiga po schodach do domu. Postać mknąca klatką schodową, zintegrowana, stała się częścią procesu pierwotnego Kudłatej ku radości całego Stada.

Och, zamyśliłam się, ile to już różnych „klatek schodowych” obłaskawiłam w swoim życiu. Na szczęście wciąż czekają nowe pod odpowiedziami na pytania: Czego się boję? Czego nienawidzę? Czego nie znoszę? Kogo nie lubię? Kogo unikam? Co mnie drażni?

wtorek, 27 lipca 2010

Dziś Kudłata skończyła 12 tygodni. Zważono Bestię. 10,4 kg szczęścia, uśmiechu i puchu, który od kilku dni zamienia się w prawdziwą psią sierść. W ramach prezentu i dowodu, że jest już dużym psem, wieczorem, bez wspomagania pieczywem, pokonała samodzielnie schody do klatki i dodatkowo te na pierwsze piętro. Troszkę smakołyków na to poszło, ale czego się nie robi, by przekupić Pana Stracha, który przez to wszystko wciąż w nie najlepszym nastroju. Chyba przestaniemy go wpuszczać do domu, niech śpi na wycieraczce.

Henia przeraźliwie boi się schodów --- prostych, kręconych, jedno- dwubiegowych, chodzonych w dół, w górę --- systematyka bez znaczenia. Nie martwiło nas to zbyt mocno, ponieważ labradorom dobrze odpuścić bieganie po schodach ze względu na stawy. Ku jej całkowitej dezaprobacie (serdecznie tego nienawidzi) nosimy ją po schodach. Kudłatej jednak z dnia na dzień przybywa a Newton, niewzruszony, nie wspiera naszych rodzicielskich wysiłków. Zaczęliśmy więc raz, dwa razy dziennie (aby nie przeciążać łapek) próbować chodzić po schodach czterostopniowych, o szerokich stopniach, które wypatrzyliśmy przed sąsiednim blokiem. Nie było najmniejszego problemu, patrzyliśmy z dumą, jak szybko nasz kundel potrafi się uczyć. Henia jednak nie traktowała owych schodów jako bytu przynależącego do tej samej kategorii co schody do naszej klatki. Cała nauka nie przybliżała nas do celu ani na krok, ale do czasu... Właściwego Czasu.

O odpowiedniej godzinie, w odpowiednim miejscu pojawiła się Sąsiadka, mieszkająca naprzeciwko nas. Objuczona siatami wracała do domu. Siatki siatkami a radość radością. Obie z Kudłatą były bardzo zadowolone ze spotkania. Sąsiadka ucieszyła się, że w końcu może na własne oczy zobaczyć nową lokatorkę, o której już słyszała nie raz. Wracałyśmy do domu w trójkę. Henia wąchała co się dało, a my rozmawiałyśmy o nauce niesiusiania w domu i o tym, że schody to duże wyzwanie. Sąsiadka, też właścicielka psa, pod klatką zamachała przed nosem Kudłatej siatką z pachnącymi bułkami i... poszła ZARAZA po schodach, zostawiając swojego Pana Stracha oniemiałego na trawniku! Duszę sprzedałaby za coś do jedzenia. Pan Strach jest teraz śmiertelnie obrażony.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Kudłata, jak okazało się na wsi, wącha kwiatki w specyficzny sposób --- permanentnie. Na tarasie wywąchała Mamie Jabłoni jedną czerwoną begonię i żółtą dalię --- delikatnie zbliżała nos do kwiecistej  ofiary, naprawdę wąchała a potem koniec delikatności: cap i rozpoczynało się wąchanie permanentne. Łepek zerwany szybkim ruchem szczęki, kwiatek żuty metodycznie na części, w tym samym czasie w psiej głowie szybciutko poruszały się trybiki przeszukując zielnik pożartych do tej pory roślin --- jadłam, czy nie jadłam (psie tłumaczenia Szekspira) już taką roślinę? Turków czule nie wąchała, bo Jabłoń zdążyła ocalić kwiaty stawiając skrzynki na stole. Henia nieutulona w żalu dopadła ślimaka... Semi-wegetarianka czy wielbicielka kuchni fusion nam rośnie?

Okoliczności: wpis 22.

[SMS] Jabłoń do Mamy:
Wyjechaliśmy. Wyszłam za szalonego człowieka.

[SMS] Mama Jabłoni odpowiada:
Witaj w klubie :)

Tagi: dialogi
13:56, dc_hexe , My
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Lipiec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...