Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kategorie: Wszystkie | My | Ona | psychologia procesu | wrażenia
RSS
niedziela, 15 lipca 2018

Autorkę wyjęłam z tej audycji (27:12) osiem dni temu. Na próbę nabyłam pierwszy tytuł. Chwilkę poczekała ta książka i dała się pochłonąć dziś w jeden ranek przy kawie i jeden popołudnio-wczesny-wieczór.

Ta książka daje szansę na kontakt z nieużywaną już przez nas (długo dorosłych) nastoletnią samotnością, ale też przypomina, że wiele dzieci i nastolatków boryka się z bardzo poważnymi dorosłymi problemami, które fundują im rodziny pochodzenia.

Po tej książce pomyślałam:

w kontakcie z dziećmi i nastolatkami bądź człowiekiem,
jakiego Ty chciał(a)byś spotkać na swojej drodze.

A jak wejdzie nam to w krew, pójdźmy dalej i bądźmy tacy dla każdego spotkanego człowieka. Wszyscy zyskamy, daję słowo.

Czasem trzeba pogrążyć się w ciemności, by zacząć widzieć wyraźnie. W ten sposób doszłam do następujących wniosków:
     1. Szkolni dręczyciele to żałosna hołota.
     2. Rodzina powinna być gotowa do pomocy, jeśli będziesz tego potrzebować.
     3. Jestem słaba. Zasługuję na to.

*

Ponadto zrozumiałam też, że:
     d. Dręczyciele też mogą się zmienić.
     e. Rodzina nie zawsze Cię rozumie.
     f. Cierpienie nie jest oznaką słabości. Prawdziwą siłę człowiek odnajduje w sobie, gdy postanawia zmienić własne życie.

*

W mojej głowie roi się od rzeczy, które chcę jej przekazać. Chcę opowiedzieć jej o wszystkich złych myślach, które w sobie tłamszę. Chciałabym jej powiedzieć, jak trudno jest być mną.
     Spoglądam w jej zmęczone oczy i nie otwieram ust.

*

[…] stąpam ostrożnie, próbując uniknąć wszelkich pęknięć w chodniku. Kiedyś mama opowiadała mi, że mieszkają w nich krokodyle, które mogą złapać mnie zębami za palce u stóp. Ale to głupie. Jak ja mogłam w to wierzyć? Jak niby miałyby się tam pomieścić? Jak mogłyby przeżyć między płytami chodnikowymi? No dobra, ale mam czternaście lat i nadal nie lubię stąpać po szczelinach. Tak na wszelki wypadek. Chyba nadal wierzę w to, że coś złego się stanie, jeśli choć musnę którąś stopą.

*

Wszystko się posypało jak kopnięty zestaw Lego. Ktoś musi znaleźć instrukcję i pokazać, jak to wszystko poukładać. Ale co zrobić, gdy elementy są popsute? Co zrobić, gdy niektóre zgubiły się na zawsze? Czy wszystko da się jeszcze jakoś poskładać?

*

     — Pamiętaj, że ja też byłam kiedyś nastolatką — mówi. — Wiem, jak to jest.
     — Też była pani gruba?
     — Nie, ale zawsze coś się znajdzie. Ludzie zawsze znajdą jakąś słabość.

*

     — Wznieś się ponad to wszystko, Jess. Nie toń — szepcze mama. — Jesteś piękniejsza niż ci się wydaje.

*

Moja mama zawsze powtarza, że nie ma betonu, którego nie da się skruszyć.

Eve Ainsworth, 7 dni, przeł. Marcin Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


sobota, 14 lipca 2018

Okładka, w stylu okładek podręczników do matematyki wyższej wydawanych na początku XXI wieku, nie zachęca, straszy i sugeruje, że nie warto. Sugeruje źle.

Recenzja Autora Komisarza Mortki dopadła mnie gdzieś i jakoś ponad tydzień temu. Zaznaczyłam ten kryminał do upolowania. Dwa dni temu upolowałam i delektowałam się smaczkami ukrytymi w tej książce. Wątki motoryzacyjny i komunikacyjny urzekające — fantastycznie czyta się o tkwieniu w korkach. Wątek społeczny i okoliczności „przyrody”, w której dzieje się historia pierwotnie były powodem, dla którego zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę — nie zawiodłam się.

To chyba łatwy kryminał dla wyjadaczy morderczych książek, bo ja (bez wprawy w czytaniu kryminałów) zgadłam, kto pociąga za sznurki. Nie popsuło mi to ogromnej przyjemności czytania, która towarzyszyła mi od pierwszego akapitu.

To pierwsza część trylogii. Już czekam na drugą i trzecią.

Nie wiedziałem, jakiej marki samochód powinienem kupić. Jak nie wiesz, to pytasz. A jak pytasz, to ci zamieszają w głowie.
     […]
     Wreszcie zagadkę rozwiązał za mnie Fanis.
     — Kup seata ibizę.
     — Dlaczego? — zdziwiłem się.
     — W geście solidarności. Hiszpanom i Portugalczykom wiedzie się teraz równie kiepsko jak nam. Na nich, na nas i Włochów mówią „świnie”, Portugal, Italy, Greece, Spain, czyli PIGS. Tak nas nazywają w Unii. Świnia winna pomagać innej świni, a nie biegać za rekinami finansjery. Jeszcze niedawno prowadziliśmy życie rekinów i poszliśmy na dno, ponieważ świnie nie umieją pływać. Dlatego powinieneś kupić seata.
     I tak podjąłem decyzję.

*

Czasem, kiedy węzeł zaczyna się rozsupływać, a kolejne elementy układanki trafiają cię w głowę jak obuchem, zaczynasz się zastanawiać, jak to się stało, że byłeś ślepy na rozmaite wskazówki, które leżały ci tuż przed nosem. Zdarzyło mi się to i teraz.

*

Milczy chwilę, potem zadaje mi pytanie, które zadajemy sobie wszyscy, kiedy nie chcemy uwierzyć w to, co oczywiste.
     — Jesteś pewien?

*

     — […] Grecy mają eurowalutę, ale nie mają euroczasu. Używają tych samych pieniędzy co my, ale czas dla nich płynie inaczej.
     Obaj odwracamy się do niego w jednej chwili. Wygląda na to, że skoordynowaliśmy nie tylko czas, ale i mordercze spojrzenia, bo Shiffel natychmiast się wycofuje.
     — Przepraszam. To był żart.
     Zaletą Europejczyków jest to, że zawsze mają pod ręką „przepraszam”, czy to po krwawej masakrze, czy po drobnej gafie.

*

Kładzie mi czule dłoń na ramieniu.
     — Wiedziałam, że zrozumiesz.
     — Tak, ale następnym razem mów mi o takich sprawach wcześniej, wolałbym wiedzieć, co się dzieje.
     — Masz rację, będę ci mówić — zapewnia, choć i tak wiem, że nic mi nie powie.

*

     — […] Ja bym poszedł na emeryturę choćby dzisiaj, gdybym mógł. Zacząłbym uprawiać pole dziadka, znalazłbym spokój ducha. Niczego więcej w życiu nie chcę.
     — Masz rację, Nikosie. — Wlasopulos wzdycha smętnie. – Rozumiem ciebie i wszystkich kolegów.
     Połowa Greków marzy, by pójść na emeryturę i uprawiać ziemię po dziadku. Może i te marzenia spełniałyby się częściej, gdyby pole dziadka dało się przenieść bliżej miejsca zamieszkania. Ale niestety musi zostać tam, gdzie jest.

*

Dla człowieka bez pojęcia o piłce nożnej mecz jest interesujący, gdy zajęci są bramkarze. Ktoś próbuje strzelić gola i bramkarz rzuca się rozpaczliwie: wtedy jest to ciekawy spektakl. A jak piłka przechodzi od jednej pary nóg do drugiej, jest po prostu nudno.

*

Jeśli zbłądzisz, szukasz po omacku, żeby znów odnaleźć światło.

*

     — Nie możesz odpuścić sobie tych lewackich obsesji, Sotiropulos? Jeszcze chce ci się powtarzać „Dlaczego prześladujecie czarnych?”. Nikt tu nie prześladuje czarnych. A wiesz czemu? Ponieważ po ostatnich cięciach my wszyscy jesteśmy czarni.

*

Wsiadamy wszyscy do samochodu Gikasa i ruszamy w kierunku Katechaki. Milczymy, każdy z innego powodu.

*

Robi delikatną pauzę i dodaje z ledwo wyczuwaną goryczą: – Jednak nigdy nie słyszałam, by szef podnosił na pana Billa głos.
     To logiczne, mówię sobie. Gdy u Greka chłopskiego pochodzenia pracuje butler, kompleksy ma chłop, a nie butler.

Petros Markaris, Niespłacone długi, przeł. Przemysław Kordos,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc,  Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Pani z piekarni:
Co dla pani?

Jabłoń:
Niestety nie wiem, ale chodzi mi o chleb,
który kupuje u państwa taki pogodny mężczyzna,
który kiedyś bywał codziennie, a teraz dwa–trzy razy w tygodniu.

Pani z piekarni:
Ma kucyk i czasem przychodzi z czarnym psem?

Jabłoń:
Dokładnie ten!
(i stała się jasność konsumencka)

Jabłoń:
(ma ulubiony chleb Sadownika na jutrzejsze śniadanko)

Pan Ciasteczko:
(ląduje na Okęciu koło północy)

czwartek, 12 lipca 2018

skończyła mi się talia kart — opcyków, rutyn, zrobię‑to‑lepiej, przyłożę‑się‑bardziej, szybkich recept, taktyk, strategii używanych przez dziesięciolecia, sposobów na radzenie sobie z rzeczywistością i życiem.

życie nie jest do radzenia sobie z życiem.
 
życie jest do życia.

talia kart bez mocy. dla mnie ma już tylko wartość sentymentalną.

fot. Autor(ka) nieznan(y/a), źródło.

wtorek, 10 lipca 2018

Skończ co zacząłeś — głosi stare, jare, dobre i ze smrodkiem wychowawczym między słowami. Zacząłeś, skończ! — ciut bardziej kategoryczne, trybem rozkazującym nabiera mocy i prawie grozi.

Znam takich, co jak zaczną książkę, to choćby nie wiem, jak ich nudziła, dotrą do ostatniej strony, bo skoro zaczęli, imperatyw, by skończyć, mają. Znam takich, co nie tylko w błahej kwestii książek, ale na przykład relacji, wyznają filozofię „powiedziało się «a», trzeba śpiewać cały alfabet!”. Znam (nawet długi już czas), ale nie rozumiem (ani przez chwilę).

Do dziś uważałam, że przytoczone powyżej złote myśli ludowej motywacji czynią więcej szkody niż pożytku, a mądrości (choćby operacyjnej) w nich tyle, co kot napłakał. Do dziś. Bo.

Odkryłam mądrość tych słów i alternatywę, jaką przed nami roztaczają, przypominając nam, że zawsze jesteśmy wolnymi wewnętrznie ludźmi. Alternatywę, której druga część zwykle nam umyka.

Skończ co zacząłeś! — (przykład) jeśli namiętnie sprawdzasz ludziom literki przed nazwiskiem i ma dla Ciebie znaczenie, kto ile ich ma, może czas wrócić na uczelnię i ukończyć swoje rozgrzebane studia, a może podjąć zupełnie nowe. Albo? Albo! Skończ temat studiów, zamykając tę kwestię raz na zawsze: „nie, nie będę robić literek”. Skończ tak lub tak, ale skończ.

Nieskończone rzeczy pożerają energię, nawet jeśli wydaje ci się, że się nimi w ogóle nie zajmujesz. Wystarczy, że spotkasz na swej drodze kogoś, kto ma skończone to, co ty masz rozgrzebane i będziesz czuł to coś, co nijak cię nie wspiera, tylko dyskretnie przypomina: skończ!

Po prostu skończ*!

_________________
* dotyczy również małych i malutkich rzeczy, na przykład posprzątania w szafie, pozbierania książek, odpisania na mejle, wykonania tych trzech telefonów, które planujesz od tygodnia.

niedziela, 08 lipca 2018

Wiele płaszczyzn. Wiele wymiarów. Jesteś za karą śmierci? Jesteś przeciw? Dlaczego jesteś za? Dlaczego przeciw? Bycie wyłącznie „za” lub wyłącznie „przeciw” — bez miejsca na wątpliwości — jest rodzajem odmiennego stanu, świra, odlotu i odrealnienia. I to w tej książce widać jak na dłoni.

Wiele perspektyw. W tej książce absurd (po jednej i po drugiej stronie) goni absurd. Bycie jednostronnym czyni człowieka chorym. Bardzo chorym — myślę sobie.

Death Row jest jak wioska. Wszyscy wszystko wiedzą o wszystkich i chcą tego, co wszyscy: pogrzebu państwowego, tyle samo pieniędzy na wydatki w sklepie więziennym, takich samych drogich adwokatów, komitetów obrony, testów DNA.

*

     — Poślub skazanego na śmierć — radzi jej Hester. — To idealny mąż. Nie może cię uderzyć, nie chrapie ci do ucha i sam zbiera z podłogi brudne majtki i skarpetki.
     Kelnerka mruga, mówi, że o tym pomyśli, i odchodzi, żeby przekazać nasze zamówienie do okienka przy kasie.
     — Naprawdę trochę uważam, że są idealni — zwraca się do mnie Hester. — Nie mogą dotknąć niczego innego, tylko twojego serca. Mężczyzna z celi śmierci musi podbić kobietę listami i starać się podtrzymywać oczarowanie. Właściwie to wszyscy mężczyźni powinni spędzić trochę czasu w celach śmierci. Byliby o wiele bardziej przyjaźni dla kobiet.

*

Dla wielu Amerykanów dyskusja o karze śmierci, o ile się ją prowadzi, ogranicza się do pytania, co jest ważniejsze: czy egzekucja powinna być bezbolesna dla skazanego, czy dla sumienia narodu?

*

Strzelby dla małych dziewczynek są różowe. Dla chłopców można wybrać broń w modnych odcieniach brązu. Dziecięce strzelby nazywają się „cricketts”. Kiedy pięcioletnia dziewczynka zabiła taką ministrzelbą dwuletnią siostrzyczkę, a czterolatek swego sześcioletniego przyjaciela, winą obarczano nie prawo swobodnego posiadania broni w Teksasie, ale rodziców. Powinni nauczyć dzieci lepszego obchodzenia się z bronią. Zaostrzenie przepisów prawa do posiadania broni Teksańczycy odrzucają jako niedopuszczalne ograniczenie praw człowieka.

*

     — Zamówił porcję frytek, pudding bananowy i filiżankę kawy. Dla niego też się starałem. Zmuszałem się do patrzenia na dwie strony medalu. Jeśli ofiarą jest twoja matka, to nie dałbyś takiemu człowiekowi puddingu bananowego. Ale jeśli sprawcą jest twój syn? Albo brat? Taka historia wygląda nagle zupełnie inaczej.

*

     — Cywilizowane społeczeństwo zawsze chce móc powiedzieć: „Darujemy ci humanitarną śmierć, której ty nie dałeś ofierze. Posyłamy cię do Stwórcy z pełnym brzuchem. Co z tobą zrobi, to jego sprawa” — mówi Price.

*

Myślała, że kupi swoje ulubione lody truskawkowe. Ale kupił piankę pod prysznic. Dwadzieścia jeden lat temu, kiedy był na wolności, takiej pianki jeszcze nie było na rynku. Przynajmniej on jej nie znał. Chciał wypróbować, „bo żyje się przecież raz, prawda? Ha, ha, ha”, napisał do siostry. Nie wiedział tylko, ile jej użyć, więc poprosił kolegę o radę. Ten odpowiedział, że jedną nakrętkę na myjkę. McCoskey pomyślał jednak, że jest bardzo duży. „W ciągu kilku sekund wyglądałem jak drzewo podczas burzy śniegowej”. Przez chwilę panikował, bo więźniowie nie mają wiele czasu na prysznic, a im więcej wody używał, tym więcej piany się tworzyło.

*

Jeśli trzeba utrzymać więźnia przy życiu do egzekucji, to nagle leczenie staje się możliwe, a jeżeli to konieczne, nawet pod przymusem. Skazani są własnością państwa i nikt inny, tylko właściciel ma prawo zakończyć ich życie. Więźniowie prowadzący strajk głodowy są karmieni na siłę. Skazaniec, który tuż przed egzekucją połknął zaoszczędzone tabletki, żeby stracić przytomność, został odwieziony helikopterem do szpitala akademickiego w Galveston. Zrobiono mu płukanie żołądka, szybko doszedł do siebie, po czym podano mu śmiertelny zastrzyk zgodnie z planem. Kiedy więzień dostał zawału serca niedługo przed wykonaniem wyroku, reanimowano go tylko po to, żeby go potem zabić. Skazaniec umierający na raka z przyjemnością drażnił strażników. Zrobił im psikusa.

*

W tym momencie pojmuję, że mówiąc „dom”, ma na myśli oddział cel śmierci.
     Dlaczego, na Boga, ktoś chciałby wracać do celi śmierci?
     — Mam tam szparę wzdłuż sufitu, przez którą widzę niebo — mówi. — Czasami widzę ptaka albo motyla. Tutaj ciągle patrzę na ścianę z cegły. Najpierw myślałem, że tutaj będzie lepiej, bo mają telewizję. Ale wolę jednak ten kawałek nieba i ptaki.

*

Pastor tłumaczy, dlaczego kara śmierci jest konieczna.
     — Czym byłoby chrześcijaństwo, gdyby Jezus otrzymał karę piętnastu lat więzienia z szansą na wcześniejsze zwolnienie? Niczym! Nie istnielibyśmy!

*

Pastor Robert pamięta dokładnie: w 1962 roku diabeł postawił nogę w Teksasie. Wtedy to prezydent John F. Kennedy i Sąd Najwyższy USA znieśli obowiązkową modlitwę poranną w amerykańskich szkołach.

*

     — Po prostu nie mogę przestać chwalić jego imienia! Jeeeezus!
     Bimmmm.
     — Mahomet jest martwy! Budda nie żyje! Jeeeezus umarł, ale zmartwychwstał! Kto jest najlepszy?! — krzyczy do obecnych.
     — Jezuuuuus! — odpowiadają wierni.
     — W kogo powinniście wierzyć?!
     — W Jeeeezuuuuusa!

*

Co mam zrobić, kiedy opona pęknie mi przy jednej z tych niekończących się polnych dróg? Zapytałam kiedyś Teksańczyka.
     — Nigdy nie pukaj do kogoś z prośbą o pomoc! – odpowiedział.
     Prawo do samoobrony jest pojmowane bardzo szeroko. Samo domniemanie niebezpieczeństwa może wystarczyć do użycia przemocy, mogą cię zabić.

Linda Polman, Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci,
przeł. Małgorzata Diederen-Woźniak, Czarne, Wołowiec 2018.


sobota, 07 lipca 2018

Jabłoń:
(pościelona, posprzątana, wyćwiczona, je śniadanie w porze drugiego)
O rany! Telefon… mógłbyś mi go przynieść? Odbierz, proszę.

Sadownik:
(wracając z telefonem po przesunięciu zielonej słuchawki)
Dzień dobry, tu Sekretariat Drzewka Jabłoni.
O, przepraszam, powinienem powiedzieć:
tu Dobrze Chodzący Sekretariat Drzewka Jabłoni.

La & Sadownik:
(obśmiali się i porozmawiali chwilkę)

La:
(gdy Drzewko dostało do ręki telefon)
Jaki ty masz miły w głosie sekretariat!

Jabłoń:
Bardzo miły.

piątek, 06 lipca 2018

Najpierw skarpetki, potem buty, na końcu orteza. Potem kula. Jedna. Nigdy, przenigdy nie wolno chodzić o jednej kuli! Wiem, ale z dwoma mam o jedną rękę za mało do realizacji zadania. Chrupki. Worki. Obroży zapięcie. Wychodzimy razem. Schodzimy osobno, każda w swoim tempie. Ona czeka na mnie na dole. Czeka cierpliwie. W końcu zeszłam, jestem, przypinam smycz. Drzwi. Przechodzimy obie. Siad. Zostań. Sześć schodków robię w dół. ¡Aquí! I już jest przy mojej lewej nodze. Chrupek i idziemy. Licencję znów mam.

Ostatnie dwa dni metr za nami ubezpieczał nas Sadownik. Testowaliśmy moją sprawność. Wypracowaną procedurę podjęcia psiej kupy sprawdzałam. Egzamin zdany. Odzyskałam wczoraj wieczorem licencję na chodzenie z psem. Sadownik odzyskał wolność. Pan Ciasteczko odzyskał zawodową mobilność.

Dziś poszłyśmy na spacery trzy — my, Heniutka i Drzewko, tylko we dwie.
Pan Ciasteczko wróci przed północą.

czwartek, 05 lipca 2018

Gdy skończyłam książkę o konflikcie kobieta/matka, przez kilka dni czułam w ciele, jak wielką cenę zapłaciłam za życie w poprzek społecznym oczekiwaniom — byłam zła, wściekła i zrozpaczona, że tyle energii na to musiało pójść. Ale nawet gdyby możliwe było cofnięcie czasu, nie zmieniłabym nic. Nie przyszło mi jednak do głowy, że zapłaciłabym niebotycznie dużo wyższą cenę, gdybym była czarna. Nie przyszło, bo jestem biała.

Gdy zaczęłam tę książkę, przypomniało mi się moje pierwsze warsztatowe spotkanie z rangami dziewięć lat temu i oburzenie jednej z uczestniczek, że mężczyzna ma wyższą rangę niż kobieta. Podzielałam to oburzenie. Bo tak już oryginalnie jesteśmy skonstruowani, że doskonale wiemy, gdzie mamy niższą rangę (mniej przywilejów), gdzie inni mają wyższą rangę (więcej przywilejów). Jesteśmy również zaopatrzeni w doskonałą ślepą plamkę na temat swojej wyższej rangi (swoich przywilejów). Każda i każdy z nas — zawsze mamy jakieś przywileje.

Napatoczyłam się na tę książkę dzięki audycji i krótkiej wzmiance w Polityce. Klik, klik jeszcze w sobotę wieczorem. W poniedziałek było po książce, ale wrażeń na słowa nie szło zamienić.

To książka obowiązkowa dla białych, by ślepą plamkę rangową ciut „uwzrocznić”. Nawet jeśli jesteś hop do przodu i uważasz, że wprowadzenie parytetów to dobry pomysł, ta książka pomaga zrozumieć, dlaczego to jest najlepszy pomysł. Mi pomogła.

Pozostaję pod wrażeniem, w jaki sposób Autorka opisała ślepą rangową plamkę. Bo czy wiesz, że? Jeśli jesteś mężczyzną, twoja płeć milcząco wspomaga cię w drodze przez życie. Jeśli jesteś matką, ten fakt milcząco wspiera cię w drodze przez życie rodzinne. Jeśli jesteś wykształcony, masz wysokie stanowisko, dopuść do siebie myśl, że osiągnąłeś to nie tylko swoją ciężką pracą — co wspierało cię w drodze przez życie zawodowe — ludzie? czas, miejsce, okoliczności?

Ślepą plamkę rangową ma się bez względu na to, jak bardzo się nad nią pracuje. Zapominam, że mam przywilej bycia białą, wykształconą, ze sporym kapitałem kulturowym wyniesionym z rodzinnego domu, żyjącą w stolicy kraju, którego jestem obywatelką, mającą rodzinę i przyjaciół, mogącą dbać o zdrowie, planować wakacje, mogącą rozwijać się i żyć w pokoju. Zapominam o nieoczywistości posiadania tych przywilejów. Zapominam, bo je mam.

Przypomniałam sobie, że w moim kraju (i w każdym innym zakątku Europy i świata) łamane są prawa człowieka, a rasizm, seksizm, eidżyzm mają się kwitnąco i moja ślepa plamka rangowa dokłada swoje pięć groszy do tego stanu rzeczy. Co mogę z tym zrobić ja — ziarenko społecznego piasku? Mój pomysł: zawsze w drugim widzieć człowieka.

Biel ustawia się na pozycji normy. Nie daje się poznać jako to, czym jest naprawdę. Tak zwany „obiektywizm” i „rozsądek” są jej najskuteczniejszymi i najbardziej podstępnymi narzędziami podtrzymywania władzy.

*

Politykę w dużej mierze tworzą biali mężczyźni w średnim wieku przekazujący sobie pałeczkę. Co jakiś czas, w ukłonie wobec różnorodności, do gry wprowadzana jest biała kobieta w średnim wieku. Tym, co jednoczy różniące się perspektywy polityczne, jest kategoryczna odmowa podważania białego konsensu.

*

Jak mogę zdefiniować „biały przywilej”? Trudno opisać nieobecność. A biały przywilej to nieobecność skutków rasizmu. Nieobecność dyskryminacji instytucjonalnej, nieobecność rasy postrzeganej przede wszystkim jako problem, nieobecność myśli: „trudniej mi odnieść sukces z powodu mojej rasy”. Nieobecność dziwnych spojrzeń kierowanych na ciebie przez tych, którym się wydaje, że znalazłeś się nie tam, gdzie trzeba, nieobecność oczekiwań kulturowych, nieobecność historii przemocy zadawanej twoim przodkom z powodu ich koloru skóry, nieobecność trwającej całe życie subtelnej marginalizacji i naznaczenia jako „inny” – wyłączenia z narracji o człowieczeństwie.

*

Kiedy mówię o białym przywileju, wcale nie mam na myśli, że biali mają łatwo, że nigdy nie zmagali się z losem albo że nigdy nie zaznali biedy. Biały przywilej to fakt, że jeśli jesteś biały, twoja rasa niemal na pewno wpłynie pozytywnie na bieg twojego życia w taki czy inny sposób. A ty przypuszczalnie nawet tego nie zauważysz.

*

Ktoś zdefiniował kiedyś rasizm jako „uprzedzenia plus władza”. Również osoby pokrzywdzone przez rasizm mogą być okrutne, mściwe i mieć uprzedzenia. Każdy może być przykry dla innych ludzi, oceniać ich po pozorach. Ale mówiąc wprost, nie ma wystarczająco dużej liczby czarnych na wpływowych stanowiskach, aby mogli oni zadekretować rasizm w stosunku do białych na tak ogromną skalę, w jakiej działa on dziś przeciw czarnym. Czy czarni są nadreprezentowani gdzieś, gdzie ich uprzedzenia mogłyby odmienić czyjś los? Odpowiedź prawie zawsze brzmi: nie.

*

Jeśli wierzysz w zniewieścienie, musisz wierzyć, że istotą męskości są władza, siła oraz dominacja. Te cechy są rzekomo wspaniałe u mężczyzn, ale bardzo nieatrakcyjne u kobiet. Szczególnie tych gniewnych i czarnych. Kobiety zresztą w ogóle nie powinny się gniewać. Mamy się uśmiechać, zachowywać swoje uczucia dla siebie i poświęcać się dla innych. Władcza równa się brzydka, a oczywiście brzydota to najgorsza cecha, jaką można przypisać kobiecie. Co do czarnych kobiet – nasza czarność już na wstępie sytuuje nas wyżej na skali brzydoty. Nie daj Boże, żebyśmy jeszcze były grube.

*

Gdy jesteś kobietą i zabierasz głos, zostajesz napiętnowana; jeszcze bardziej wówczas, gdy jesteś kobietą czarną.

*

Chaos, w którym żyjemy, nie jest dziełem przypadku. Skoro stworzyli go ludzie, to również oni mogą zaprowadzić porządek, przebudować struktury w taki sposób, aby służyły wszystkim, nie tylko garstce samolubnych wybrańców. […] niepełnosprawni nie są „wadliwymi egzemplarzami”, ale raczej to pełnosprawni zawiedli w tym sensie, iż świat przez nich tworzony nie służy wszystkim.

*

Białość to stanowisko polityczne […].
     Polityka białości wykracza poza czyjkolwiek kolor skóry. Pełni w umyśle funkcję okupanta. To ideologia polityczna, której zamysłem jest utrzymanie władzy poprzez panowanie i wykluczenie. Każdy może ją przyjąć za swoją, tak jak każdy może się jej przeciwstawić.

*

[…] gdyby każdy, kto czuje urazę do swoich sąsiadów-imigrantów, zadał sobie trud porozmawiania z nimi i dowiedzenia się czegoś o ich życiu, niemal z całą pewnością przekonałby się, że ludzie ci nie dostają wszystkiego na tacy, żyją raczej w biedzie i ciasnocie, ale i tak w lepszych warunkach niż tam, skąd przyjechali.

*

[…] moja znajoma poczyniła kiedyś uwagę, która była jednocześnie uderzająco oczywista i boleśnie nieuchwytna. Struktury – powiedziała – składają się z ludzi. Gdy mówimy o rasizmie strukturalnym, mówimy o zintensyfikowaniu osobistych uprzedzeń, o syndromie grupowego myślenia. Ono się szerzy. Lecz zamiast osądzać obecną sytuację jako straszliwą tragedię, powinniśmy wykorzystać ją jako szansę na przybliżenie się do wspólnej odpowiedzialności za lepsze społeczeństwo, z uwzględnieniem wewnętrznych hierarchii i skrzyżowań na naszej drodze.
     Wcale nie musi być tak już zawsze, a rozwiązanie zaczyna się od nas.

*

Nie ma sprawiedliwości — jesteśmy tylko my.
Terry Pratchett

*

Czy mogę mówić wprost, co naprawdę myślę?

Reni Eddo-Lodge, Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry,
przeł. Anna Sak, Karakter, Kraków 2018.


środa, 04 lipca 2018

Mięsień czworogłowy uda, jak sama nazwa wskazuje, ma… pięć głów — powiedział Doktor dokładnie trzy tygodnie (bez jednego dnia) temu, chwilę po tym, gdy osobiście zobaczyłam na monitorze piorun w rzepce. Kilka dni później podłączona pod prąd, wypytałam Oj Tè o ową piątą głowę.

Ćpam endorfiny — już się z tym nie kryję, a od tygodnia jestem wielbicielką (ale i fetyszystką) piątych głów. Ta w mojej lewej nodze obiecujący ma już kształt. Prawej nie ma — pozostaję marząca o dniu, gdy weźmiemy ją w obroty z Oj Tè, jak tylko przyjdzie na nią czas.

*

Od poniedziałku jedno z ćwiczeń poszło do lamusa… za łatwe! — nie mogłam w to uwierzyć — ¡el reksio! Dziś, podczas porannych ćwiczeń, zobaczyłam to zdjęcie.

*

ene, due, rike, fake, torbe, borbe ósmesmake
raz, dwa, trzy, cztery, pięć…
uno, dos, tres, quarto, cinco…
raz, bi-ceps, tri-ceps, czworo-głowy mięsień uda, piąta głowa…
eus, deus, kosmateus, i morele — baks.


Tengo cincuenta reksios:

 
1 , 2
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...