Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Arty

środa, 27 czerwca 2018

Gapię się na tę kromeczkę od dwóch dni. Zachwyca mnie,
zatrzymuje, hipnotyzuje, wprawia w zadumę. Jeszcze wczoraj
     powiedziałabym, że świetnie oddaje stan mego ducha.

fot. Kaan.

niedziela, 10 czerwca 2018

Tam, gdzie mamy rację,
nigdy nie wyrosną
wiosenne kwiaty.

Tam, gdzie mamy rację,
ziemia jest twarda i udeptana
jak na podwórzu
.

// Jehuda Amichaj spotkany w pierwszej refleksji Oza.

*

porwał mnie ten wiersz w czwartek. pod ręką chciałam go mieć. zakotwiczyć chciałam uczucie, wrażenie, mądrość. czym? drzwi do tego uczucia znaleźć. co nimi jest? czekałam na odpowiedź. w końcu wiedziałam: akwarela. akwarela z kwiatami! znalazłam.

wpis. wpis bez tytułu. bez. i nagle znalazł mnie i tytuł wpisu (kwiatowy!).

*

tam, gdzie… nigdy nie będziesz cieszył się upragnionym w towarzystwie upragnionych.

Mariusz Gosławski, Wiśnie, 2015.

piątek, 08 czerwca 2018

Siłownia. To miejsce, gdzie panowie bez karków napawają się swoją cielesną boskością. Dziś mi wstyd, ale właśnie tak myślałam od zawsze. Stereotyp gonił stereotyp. Nie moja to była bajka.

Siłownia. To miejsce, w którym człowiek do osiemdziesiątki może bezpiecznie dbać o siebie — powiedział mi kiedyś Oj Té.

Siłownia. To moje miejsce. Moja bajka. Od jakiegoś czasu to czuję. Byłam dziś ciut przed Linką. Czekając, przycupnięta chłonęłam atmosferę tego miejsca, gapiłam się na ćwiczących ludzi. Robili piękne rzeczy, a ja byłam jedyną osobą, po której policzkach płynęły łzy. Bo oczy same mi się moczą, gdy się wzruszam, gdy czuję wdzięczność, za to, że życie mnie obdarowało. Bo siłownia to dla mnie teraz przywilej.

I stały się dziś dwie dodatkowe wspaniałe rzeczy. Linka pomyliła kartki i zaordynowała cudze obciążenie — a ja zrobiłam (!) bez mrugnięcia okiem. Stare obciążenie poszło w zapomnienie. I… zastrzeliła mnie — trzy minuty przed końcem naszego czasu, po raz pierwszy, zamiast „miałam jeszcze dwa ćwiczenia w planie”, powiedziała „zrobiłyśmy wszystko, co zaplanowałam”. Nie mogłam uwierzyć. Hodujemy z Linką potwora! Potwora, który marzy o skakance. ¡El reksio!

(źródło)


Tengo cuarenta y ocho reksios:

czwartek, 07 czerwca 2018

dwa z trzech poziomów rzeczywistości.
uzgodniona rzeczywistość (before),
poziom snu
(after).

właśnie ten paradygmat zobaczyłam w przysłanym mi,
niezależnie przez Georginię i Sadownika,
projekcie.

(źródło wielu innych zrealizowanych pomysłów)

niedziela, 13 maja 2018

// po-superwizyjna perełka:
nie traktuj tego* dosłownie.
uruchom wokół
tego czucie i wyobraźnię.

JiM

___________________
* konkretne słowo, fraza.   chcąc zachować tę uwagę od teraz na zawsze, zamiast słowa wybrałam konkretną fotografię, która dziś na mnie działa i pięknie uruchamia.

Baron A. de Meyer, The fountain of Saturn,
Versailles
, 1912.

Pam Roberts, Alfred Stieglitz, Camera Work.
The Complete Photographs 1903–1917
,
Taschen, Köln 2018.

Alfred Stieglitz… tak to się zaczęło. I ruszyła lawina (tutu). Znów wklepałam odpowiedni ciąg literek w książkowym portalu. Klik, klik i okazało się, że moje ulubione wydawnictwo albumów — umożliwiające za grosze, na dobrym papierze, mieć kontakt ze sztuką — wydało całe „życie” jednego z pierwszych kwartalników poświęconych fotografii, którego twórcą był Stieglitz. Klik, klik, poczekać, odebrać i delektować się.

„Przeczytałam”, smakując, trzydzieści stron tekstu, prawie pięćset stron zdjęć. Przeżywam, zaglądam, zatrzymuję się na pojedynczych zdjęciach.

Z tym albumem łączy się pewna synchroniczność. Dwa, trzy tygodnie temu przed oczami miałam rzeźbę. Nie pamiętałam nazwiska rzeźbiarza, nie pamiętałam nazwy rzeźby — miałam ją tylko przed oczami. Oglądam powoli zdjęcia z tego albumu i… jest i rzeźbiarz, i rzeźba. Tak, chodziło o Myśliciela Rodina. Teraz mam trzy w jednym i rzeźbę, i rzeźbiarza, i fotografię.

Atmosfera tego albumu sprawiła też, że chodzę i nucę Satie. Nucę do upadłego. Sprawdziłam, jest już na jutiubie mój ukochany film z jego muzyką, który mam od kilku lat w pudełeczku z iesbeenem. Dlaczego Satie? — zapytałam samą siebie. Sprawdziłam. Satie i Stieglietz byli prawie rówieśnikami. Tak historia zatoczyła kolejne koło.

A gdy zobaczyłam poniższe zdjęcie, natychmiast przed oczami stanęła mi Georgia O’Keeffe… Wciąż do mnie wraca i ja wciąż do niej wracam.

Robert Demachy, Speed, 1904.

     — Georgia! Zwolnij! — drze się Beck, ale ja śmieję się z jej strachu i jadę jeszcze szybciej.
     To niesamowite, jak dobrze się z tym czuję. Świat przepływa przeze mnie, dziki, wspaniały, lekkomyślny. Nad nami sunie niebo. Lecę. Wolność.
     Beck kurczowo trzyma się klamki w drzwiach.
     Zatrzymujemy się.
     — Wysiadaj — mówię. Patrzy na mnie niepewnie. — Muszę jechać tak, jak mi się podoba.
     — Ale ty nie umiesz jeździć!
Nie rozumie, że dokładnie wiem, gdzie jestem i co robię, i mowy nie ma, żebym z tego zrezygnowała.
— Beck. Wysiadaj — powtarzam.
     Być może to sposób, w jaki wypowiadam jej imię, może to mocne k. Widzę jej przerażoną minę, gdy potulnie wychodzi z samochodu i zamyka za sobą drzwi. Nie oglądam się, żeby zobaczyć, jak tam stoi i na mnie patrzy. Jadę szybciej, gonię wiatr, a może staję się wiatrem, szybkością, wszystkim wokół, niebem
.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie sztuki współczesnej,
przeł. Maria Smulewska, Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

*

Eduard J. Steichen, Rodin — Le Penseur, 1905.

*

Baron A. de Meyer, Still Life, 1908.

*

Karl F. Struss, Over the House Tops, 1912.

*

Paul Strand, Photograph, 1917.

*

Eduard J. Steichen, Bartholomé, 1903.

My [Stieglitz’s] photographs are ever born of an inner need — an Experience of Spirit. I do not makepictures’ […] I have a vision of life and I try to find equivalents for it sometimes in the form of photographs. It’s because of the lack of inner vision amongst those who photograph that there are really very few true photographers. The spirit of my ‘early’ work is the same spirit of my ‘later’ work. — Of course, I have grown, have developed, ‘know’ much more, am more ‘conscious’ perhaps of what I am trying to do. So what I may have gained in form-in maturity — I may have lost in another direction. There is no such thing as progress or improvement in art. There is art or no art. There is nothing inbetween.

*

Stieglitz was always more interested in the present and the future than the past. […] He always sought growth and development, vitality and intensity rather than habit and stagnation, and looked for the ultimate truth to be found in freedom of experience, whatever the medium. Art had to add something new to what had gone before. It had to change the things, otherwise it was not art. Every man with a message deserved to be heard. Stieglitz had more messages than most.

Pam Roberts, Alfred Stieglitz, Camera Work.
The Complete Photographs 1903–1917
,
Taschen, Köln 2018.

czwartek, 10 maja 2018

Które cytaty chcę mieć pod ręką? Za dużo.
Które obrazy chcę mieć pod ręką? Za dużo.

Nie było łatwo przebierać, wybierać, wybrać.

Za dużo! Na dwa wpisy w sam raz.
Potrzebuję wszystkich tych słów, wszystkich tych kolorów i wrażeń.

Georgia O’Keeffe, Evening Star IV, 1917, (źródło).

*

     — Prawo robi z małżeństwa okropnie długą sprawę — mówię mu. — Czasami lepiej związać się z kimś w sercu.

*

Mogę przecież dać im tylko jedną radę: Chcesz być artystą? Idź do domu i pracuj.

*

     — Panno O’Keeffe, pracuj panna lepiej porządnie w tej swojej szkole, żebyś miała na czynsz.
     — Nic pan nie rozumie — mówię mu, wskazując mój obraz. — To jest moja praca. W szkole tylko zarabiam na chleb
.

*

Georgia O’Keeffe, From the Lake, 1924, (źródło).

*

Ale prawdą nie jest to, że artysta pojawia się na świecie z dnia na dzień. To po prostu bzdura. W rzeczywistości stoją za tym lata ciężkiej pracy i doświadczenia.

*

Gdy spogląda się wstecz na swoje życie, zawsze widzi się te chwile — czy to prawdziwe, czy wymyślone, po latach nagle tak zupełnie oczywiste — kiedy stało się na rozdrożu, kiedy można było dokonać innego wyboru. I wie się już wtedy, jak wysoką cenę zapłaciło się za ten wybór.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie
sztuki współczesnej
, przeł. Maria Smulewska,
Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

*

1944, (źródło).

Skończyłam tę książkę dwa dni temu, ale nie mogłam przestać przeżywać malarstwa Georgii O’Keeffe. Grzebałam, łaziłam, wyszukiwałam, znajdowało mnie to i owo — nie miało to końca. To po prostu wspaniała historia, wspaniałe życie — jedno i drugie inspirujące, by nie ustawać nigdy! Możesz utknąć — na pewno utkniesz, nie traktuj tego jako wymówki, ale nie ustawaj!

Rozdałam wszystko. Kobieta, która nic nie zachowuje. Kobieta, która oddaje wszystko, aż zostaje jej tylko jutrzejszy dzień. Teraz wszystko zależy już tylko ode mnie — to ja decyduję, co im dam, żeby mogli tworzyć sobie rozumienie tego, kim jestem.

*

Każdego ranka piję kawę w zimnej ciszy domu. Gdy światło wgryza się w krawędź rzeczy, czuję cichą radość. Wiem, że nie będzie w moim dniu niczego, co nie byłoby moje.

*

Pryska ta piękna, cenna chwila. Jeden jej ułamek przechodzi w drugi i zaczynam rozumieć, że to tu ukrywa się życie — w tym nienazwanym czasie między jednym momentem a drugim, gdy nie wypełnia cię żadna myśl, żadna świadomość.

*

Budzę się raptownie, czuję jej obecność, czuję to pragnienie z dzieciństwa, by przełamała własną surowość i mnie zauważyła, pokochała. Piękna. W półświetle poranka zostaje mi to senne słowo. Jesteś piękna. Słowa, których nigdy nie wypowiedziała.

*

Na sali jest pięćset kobiet – morze twarzy. Mówię im, że to ważne, by zarabiać na swoje utrzymanie, by ciężko pracować, by myśleć o sobie jako o niezależnej jednostce, która ma swoje przywileje i obowiązki, a jednym z najistotniejszych jest samorealizacja.

*

Georgia O’Keeffe, Oriental Poppies, 1928, (źródło).

*

Nie ma tu miejsca na zabawę. Rygor, równowaga, jasność. To opowieść o krawędziach. To opowieść o tym, jak coś tak niestałego jak płatek lub fala może mieć tak jasno określoną krawędź.

*

Nikt nie rozumie, że to, co najbardziej magiczne i wspaniałe, kryje się tam, gdzie nikt nie patrzy.

*

[…] w sztuce ważniejsze jest odczuwanie. Chodzi mi o to, żeby osoba patrząca na obraz, który namalowałam, czuła to, co pchnęło mnie do jego namalowania. Kiedy maluję kwiat, nie maluję go tak, jak go widzę, ale ważna jest dla mnie jego istota. Eliminuję wszelkie nieważne szczegóły. Maluję go tak, jak chcę, by go odczuwano.

*

A gdyby tak wziąć ten prosty kwiat i skupić się na jego kształcie? Co się stanie, jeśli nie pokażę natury ujarzmionej, ale coś zupełnie innego?

*

     — Chcę namalować kwiat. Taki jest sens tego malowania. Chcę namalować kwiat tak wielki, że ludzie nie będą mieli wyjścia, będą musieli się zatrzymać, spojrzeć na niego i naprawdę go zobaczyć, taki, jaki jest. Taki, jak chcę, by go widziano.
     Milczy, powoli moje słowa docierają do niego.
     — I to właśnie w tobie kocham.
     — Co niby?
     — To, że wiesz, czego chcesz
.

*

[…] ta nienazwana część Ciebie jest częścią mojej duszy.

*

Georgia O’Keeffe, Blue and Green Music, 1919/1921, (źródło).

*

To tylko linie, mówię sobie, gdy wyciskam farbę na paletę — jasne plamy kolorów, światło odbija się od szkła. To tylko linie — i kąty między nimi. A jednak kryje się w nich jakiś duch.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie
sztuki współczesnej
, przeł. Maria Smulewska,
Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 06 maja 2018

Alfred Stieglitz — to imię i nazwisko wyjęłam z Poniedziałkowych dzieci. Alfred Stieglitz, coś Ci to mówi? — zapytałam na początku majówki Sadownika. Oczywiście, że mu mówiło. Mnie nie mówiło nic, chociaż Georgia O’Keeffe uwielbiana jest przeze mnie od lat.

Klik, klik… znalazły mnie dwa zdjęcia Georgii od których przez całą majówkę oderwać się nie mogłam.

fot. Alfred Stieglitz, 1920, (źródło).

Klik, klik… pod koniec majówki, „prześladowana” przez zdjęcia, zatrzymałam się wiedziona ciekawością, czy jest jakaś książka o życiu Georgii… Klik, klik…

czy Autorem zdjęcia jest Stieglitz? nie wiem.
w którym roku zostało zrobione? nie wiem.
(źródło).

*

(łzy jak grochy lecą)
Jabłoń:
(wczoraj w drodze do domu)

Sadownik:
(z lekkim przerażeniem)
Co się stało?!?

Jabłoń:
Nic. Czytam.

*

Czytałam i czytam powolutku.
Te zdjęcia wciąż we mnie pracują.
Pracują mocno i pięknie.
Nie śpieszę się.

Mówił, że czekał na mnie od dawna. Że zawsze wiedział, iż muszę gdzieś tam istnieć.

*

     — Aha — słyszę. — Tak. Nie wiem, o czym myślisz, ale trzymaj się tej myśli. Nie ruszaj się. Nie mrugaj. Nie oddychaj.
     Zgrzyta migawka. Liczę. Liczę. To tak długo trwa. Choć na swój sposób przyjemnie jest tak się zupełnie nie ruszać. Zamrzeć jak kamień. Gdzieś tam głęboko pod skórą serce wali mi tak głośno, że jestem pewna, że i on to słyszy. Czuję na sobie jego wzrok, gorące ciemne oczy skryte za aparatem. Moje ciało go czuje.
     — Georgia — szepcze. — Nie ruszaj się
.

*

Rozcinam sznurek, wyciągam je z paczki i widzę jakąś kobietę — ostre rysy twarzy. W pierwszej chwili w ogóle jej nie poznaję. A potem się zakochuję. Nie w nim. Jeszcze nie. Ale w tej kobiecie z jego fotografii — w tym zagadkowym, niemal zwierzęcym spojrzeniu jej oczu; w mieszance nieposkromionej ambicji z pożądaniem.
     Nigdy mu tego nie powiem. Nie tak ostro w każdym razie, jak to czuję w tej chwili. Wiele lat później opowiem pewną wersję tej chwili
.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie
sztuki współczesnej
, przeł. Maria Smulewska,
Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 16 listopada 2017

Pierwsza książka tej Autorki, wydana dwadzieścia i ciut lat temu, nie trąci myszką ani trochę. To szkatułka w intensywnie sennych kolorach. Kocham to miastocałkiem duże miasto […] tak jak ja potrzebuje czułych słów. Wcale nie dziwię się, że architekci zachwycili się tą książką. Rozumiem też, dlaczego ten fakt nie zachwycił Autorki. Powiedzieć, że to książka o mieście, to nic nie powiedzieć.

Czytać należy powoli. Dawkować jak lekarstwo lub drogocenny napój. Tak właśnie czytałam, mając wciąż z tyłu głowy odkrycie, że wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat podawane są w każdym domu na śniadanie, obiad i kolację.

Czytałam powoli, nie mogąc uwierzyć, że literki i słowa w pisanej wersji dla Autorki jako dziecka nie były łaskawe.

W rzeczywistości Dworzec Centralny to jeden ze środkowych przystanków na trasach tramwajów, spokojnie obwożących swoje numery od pętli do pętli przez całe miasto.

*

Policjant kierujący ruchem ulicznym  żyje w mieście zbudowanym z tablic rejestracyjnych, do których dołączono karoserie, podwozia, silniki, kierunkowskazy. Dla telefonistki oplątana kablami metropolia aparatów telefonicznych wyrasta z centrali miejskiej jak z ukrytego kłącza. Miasto pijaka jest puste, składa się tylko z falujących świetlistych smug i z samych twardych kantów swobodnie unoszących się w przestrzeni. Jeszcze inne jest miasto umarłego, całkowicie pozbawione kaloryferów, wilgotne i ciemne, w którym nie można nawet poprosić o filiżankę gorącej herbaty i w którym żyć po prostu się nie da, zwłaszcza o piątej nad ranem, najzimniejszej ze wszystkich godzin.

*

Gdzie szczęście rodziców niemowlęcia, które pierwszy raz usiadło w wózeczku w jakieś ciepłe popołudnie, gdzie uśmiech niemowlęcia, teraz, po latach, kiedy wiadomo już wszystko o promocjach, awansach, wypadkach, rozwodach, pogrzebach?

*

Z dzieci przemienieni w dorosłych i sami także zdani na łaskę cudzych wspomnień, przechowywali w pamięci nie istniejące adresy i wnętrza, dźwigali budynki, place, ulice, z którymi nie mogli się rozstać.

*

Czas ledwo nadążał za prędką myślą. Dni były już na wiele lat naprzód policzone i rozdysponowane, a jeśli w rachunkach tych kryły się jakieś błędy, to nigdy nie wiązały się one z superatą. Można by powiedzieć, że dni zostały zużyte zanim nadeszły, jak spodziewane aktywa, na których poczet zaciągnięto już długi.

*

Nic bowiem na świecie — nawet wyobrażenia — nie może zostać zniszczone całkowicie i ostatecznie.

*

Nie ma bowiem na świecie niczego, co byłoby tylko zmyśleniem.

*

Nie ma nikogo, kto wiedziałby, jak naprawić to, co popsute. Stało się jasne, że froterowanie podłóg, odkurzanie chodników, polewanie asfaltu wodą w upalne dni, a nawet malowanie ścian olejną farbą nie wystarcza. Lecz mieszkańcy tego miasta nie umieją zrobić nic więcej.

*

[…] dla nas bowiem kamienie mają tylko powierzchnię. Lite wnętrze kamienia należy już do innego świata.

*

Życie kamieni jest całkowicie wolne od przymusu. Kiedy tracą oparcie, po prostu spadają. Gdy upadną, leżą. Nie mają wprawdzie wpływu na formę, jaka zostanie im nadana, ale też przyjmują ją z największą obojętnością. Z takąż obojętnością trwają lub rozsypują się. Cokolwiek się dzieje, nigdy nie dodadzą do tego nic od siebie. Nie wkładają nawet najmniejszego wysiłku w żadne przedsięwzięcie.

*

Rozróżnienia! Życie i śmierć, drzewo i maszyna, początek i koniec! Każda nazwa, tak jak moneta, ma swój awers i rewers. Płacąc monetą nie można wydać jej połowicznie, zatrzymując dla siebie orła lub reszkę. Wszystko, co wielkie, jest także małe, i odwrotnie. Dwuznaczność jest skutkiem nazywania rzeczy po imieniu.

*

Nie ma na świecie rozwiązań tak złych, że nikt ich nie wybiera. Nawet najgorsze wyjście dla kogoś może okazać się najlepszym.

*

[…] bez miłości śniący nie mają dość sił, by dalej śnić.

*

Przez ten pośpiech nikt na nic nie patrzył dość uważnie, by dostrzegać również tła i drugie plany. Toteż myśl kierowała się pozorami i trudno było naprawdę rozpoznać każdą rzecz, na której spoczęło oko.

*

W każdym tkwi pestka, w pestce zawiązek drzewa i przeciwdrzewa, korona i korzeń. Wszystkie przyszłe sezony wegetacji czekają na swój czas w pestkach, w zawiązkach, w zawiązkach zawiązków. Owoc należy do drzewa, lecz mieści w sobie całe przyszłe drzewo razem z owocami, jakie na nim wyrosną.

*

Kiedy myślimy o świecie jak  o drzewie, widzimy drzewo, kiedy myślimy o nim jak o maszynie, staje się maszyną. Nie jest opatrzony żadnym napisem, który rozstrzygałby tę kwestię, żadną sentencją, do której można by się odwołać. Kto tylko powie „jest drzewem”, z miejsca pomyśli o maszynie, kto powie „jest maszyną, pomyśli od razu o drzewie. Dlatego słowa „jest drzewem” i „nie jest drzewem” znaczą w istocie to samo.

*

Cokolwiek stanie się jakieś, nie może już być inne.

Magdalena Tulli, Sny i kamienie,
Wydawnictwo OPEN, Warszawa 1996.
(wyróżnienie własne)

*

Paul Klee, In the Beginning, 1916.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...