Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Arty

wtorek, 05 grudnia 2017

Działo się. Dużo. Intensywnie.
Trawiłam. Wchłaniałam.
Słowa musiały poczekać. Do dziś. Tych nie chciałabym zgubić.

// po-superwizyjna perełka:
gdy realizujesz swoje pragnienie,
odwiązujesz się od swojego krytyka wewnętrznego
*.

JiM

____________
ma swoje miejsce tu :). może nawet powinien mieć swój znacznik.

czwartek, 16 listopada 2017

Pierwsza książka tej Autorki, wydana dwadzieścia i ciut lat temu, nie trąci myszką ani trochę. To szkatułka w intensywnie sennych kolorach. Kocham to miastocałkiem duże miasto […] tak jak ja potrzebuje czułych słów. Wcale nie dziwię się, że architekci zachwycili się tą książką. Rozumiem też, dlaczego ten fakt nie zachwycił Autorki. Powiedzieć, że to książka o mieście, to nic nie powiedzieć.

Czytać należy powoli. Dawkować jak lekarstwo lub drogocenny napój. Tak właśnie czytałam, mając wciąż z tyłu głowy odkrycie, że wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat podawane są w każdym domu na śniadanie, obiad i kolację.

Czytałam powoli, nie mogąc uwierzyć, że literki i słowa w pisanej wersji dla Autorki jako dziecka nie były łaskawe.

W rzeczywistości Dworzec Centralny to jeden ze środkowych przystanków na trasach tramwajów, spokojnie obwożących swoje numery od pętli do pętli przez całe miasto.

*

Policjant kierujący ruchem ulicznym  żyje w mieście zbudowanym z tablic rejestracyjnych, do których dołączono karoserie, podwozia, silniki, kierunkowskazy. Dla telefonistki oplątana kablami metropolia aparatów telefonicznych wyrasta z centrali miejskiej jak z ukrytego kłącza. Miasto pijaka jest puste, składa się tylko z falujących świetlistych smug i z samych twardych kantów swobodnie unoszących się w przestrzeni. Jeszcze inne jest miasto umarłego, całkowicie pozbawione kaloryferów, wilgotne i ciemne, w którym nie można nawet poprosić o filiżankę gorącej herbaty i w którym żyć po prostu się nie da, zwłaszcza o piątej nad ranem, najzimniejszej ze wszystkich godzin.

*

Gdzie szczęście rodziców niemowlęcia, które pierwszy raz usiadło w wózeczku w jakieś ciepłe popołudnie, gdzie uśmiech niemowlęcia, teraz, po latach, kiedy wiadomo już wszystko o promocjach, awansach, wypadkach, rozwodach, pogrzebach?

*

Z dzieci przemienieni w dorosłych i sami także zdani na łaskę cudzych wspomnień, przechowywali w pamięci nie istniejące adresy i wnętrza, dźwigali budynki, place, ulice, z którymi nie mogli się rozstać.

*

Czas ledwo nadążał za prędką myślą. Dni były już na wiele lat naprzód policzone i rozdysponowane, a jeśli w rachunkach tych kryły się jakieś błędy, to nigdy nie wiązały się one z superatą. Można by powiedzieć, że dni zostały zużyte zanim nadeszły, jak spodziewane aktywa, na których poczet zaciągnięto już długi.

*

Nic bowiem na świecie — nawet wyobrażenia — nie może zostać zniszczone całkowicie i ostatecznie.

*

Nie ma bowiem na świecie niczego, co byłoby tylko zmyśleniem.

*

Nie ma nikogo, kto wiedziałby, jak naprawić to, co popsute. Stało się jasne, że froterowanie podłóg, odkurzanie chodników, polewanie asfaltu wodą w upalne dni, a nawet malowanie ścian olejną farbą nie wystarcza. Lecz mieszkańcy tego miasta nie umieją zrobić nic więcej.

*

[…] dla nas bowiem kamienie mają tylko powierzchnię. Lite wnętrze kamienia należy już do innego świata.

*

Życie kamieni jest całkowicie wolne od przymusu. Kiedy tracą oparcie, po prostu spadają. Gdy upadną, leżą. Nie mają wprawdzie wpływu na formę, jaka zostanie im nadana, ale też przyjmują ją z największą obojętnością. Z takąż obojętnością trwają lub rozsypują się. Cokolwiek się dzieje, nigdy nie dodadzą do tego nic od siebie. Nie wkładają nawet najmniejszego wysiłku w żadne przedsięwzięcie.

*

Rozróżnienia! Życie i śmierć, drzewo i maszyna, początek i koniec! Każda nazwa, tak jak moneta, ma swój awers i rewers. Płacąc monetą nie można wydać jej połowicznie, zatrzymując dla siebie orła lub reszkę. Wszystko, co wielkie, jest także małe, i odwrotnie. Dwuznaczność jest skutkiem nazywania rzeczy po imieniu.

*

Nie ma na świecie rozwiązań tak złych, że nikt ich nie wybiera. Nawet najgorsze wyjście dla kogoś może okazać się najlepszym.

*

[…] bez miłości śniący nie mają dość sił, by dalej śnić.

*

Przez ten pośpiech nikt na nic nie patrzył dość uważnie, by dostrzegać również tła i drugie plany. Toteż myśl kierowała się pozorami i trudno było naprawdę rozpoznać każdą rzecz, na której spoczęło oko.

*

W każdym tkwi pestka, w pestce zawiązek drzewa i przeciwdrzewa, korona i korzeń. Wszystkie przyszłe sezony wegetacji czekają na swój czas w pestkach, w zawiązkach, w zawiązkach zawiązków. Owoc należy do drzewa, lecz mieści w sobie całe przyszłe drzewo razem z owocami, jakie na nim wyrosną.

*

Kiedy myślimy o świecie jak  o drzewie, widzimy drzewo, kiedy myślimy o nim jak o maszynie, staje się maszyną. Nie jest opatrzony żadnym napisem, który rozstrzygałby tę kwestię, żadną sentencją, do której można by się odwołać. Kto tylko powie „jest drzewem”, z miejsca pomyśli o maszynie, kto powie „jest maszyną, pomyśli od razu o drzewie. Dlatego słowa „jest drzewem” i „nie jest drzewem” znaczą w istocie to samo.

*

Cokolwiek stanie się jakieś, nie może już być inne.

* 

Magdalena Tulli, Sny i kamienie,
Wydawnictwo OPEN, Warszawa 1996.
(wyróżnienie własne)

*

Paul Klee, In the Beginning, 1916.

niedziela, 12 listopada 2017

z cieplejszego kraju zdjęcia dla każdego z nas — odpowiednio do preferencji lub natury — przyszły.

przy tych rozpływam się. nie tylko z powodu słońca.


(fot. Gepardzica & Smoku, fragmenty)

Zawisł obraz, którym zostaliśmy wirtualnie obdarowani jakiś czas temu, a który, dzięki spotkaniu w tej samej czasoprzestrzeni, przesiadł się z auta do auta.

Zawisł. Położyliśmy się oboje, by przyjrzeć się, jak mu — temu obrazu — na naszej ścianie. I ruszyły spostrzeżenia, skojarzenia i fantazje: szkoda, że nie murzynkao!, to brunetka

Mary powisła — pomyślałam, robiąc zdjątko dokumentujące zadomowienie się postaci z obrazu. Natychmiast ucieszyłam się niewybredną finezją wyobraźni wyjętej wprost ze świata tytułów internetowych portali informacyjnych.

E. Musiał, 1991.

niedziela, 05 listopada 2017

// po-superwizyjna perełka:
wpuść to w swoją przestrzeń.
pozwól temu* wpływać na siebie
.

JiM

____________
obrazom, filmom, muzyce, poezji.

*

Fryderyk Rudziński.

środa, 11 października 2017

 Nie pamiętam, jak dotarła do mnie informacja o tej książce. Zaznaczyłam do upolowania. Czytałam coś zupełnie innego, gdy okazało się, że „teraz”, czyli w ostatnią niedzielę upolowałam: klik, klik i historia znalazła się na kundlu.

Pamiętam doskonale, że przedwczoraj pomogła mi nie przywalić słownie kobietom, które udawały, że ciężko i sensownie pracują. Konie Susan przenosiły mnie w inny świat. Dzisiaj rano kończyłam, rycząc okrutnie. Dobra, niełatwa lektura — oczyszcza jesienny nos i uczy cieszyć się tym, co jest; uczy od zaraz. Kot, pies, koń… zwierzęta mają niebywałą moc uczłowieczania ludzi!

Czekałam na właściwy moment. Nie miałam pojęcia, jak ten właściwy moment wygląda, ale i tak na niego czekałam.

*

Tym, co mnie do niej przyciągnęło, byłą jej zdolność do emocjonalnego zaangażowania. Uświadomiła mi, co mogłoby mnie czekać, gdybym posiadła jej umiejętność… czego? Przebaczania? Zapomnienia? Życia chwilą? Cóż takiego sprawiło, że zwierzę, które tyle przeszło, potrafiło na nowo — z braku lepszego słowa — kochać?

*

Zjawisko, które zapiera dech w piersiach — upływ czasu.

*

Mnie zabrakło głosu. Miałam tylko milczenie pełne lęku.

*

Życie jest krótkie — rób to, co istotne. […] Lay Me Down była moją muzą, inspiracją, by szukać sensu w stracie, pogodzić się z nią, odnaleźć w niej piękno. Albo przynajmniej ujrzeć jej prawdę.

*

Konfrontacja ze śmiercią oznaczała codzienne wstawanie, kiedy jeszcze jest ciemno i zimno, i chodzenie do stajni, by wypełniać tam dotychczasowe obowiązki. Chodzenie do pracy, powroty do domu i ponowne wizyty w stajni, by zrobić to, co należało zrobić przed nocą. Trzymanie się ustalonego porządku. Czy tylko ja na całym świecie nie wiedziałam, że konfrontacja ze śmiercią oznacza konfrontację z życiem? Były jednym i tym samym.

*

     — Nie byłoby błędem, gdybyś zrobiła to teraz, i nie byłoby błędem, gdybyś się wstrzymała — stwierdziła.

*

     — Chcesz się rozejrzeć?

*

[…] to, że ktoś mnie chce, nie wystarcza.

*

[…] oczekiwałam jednego konkretnego słowa. Jedynego słowa w całym lekarskim żargonie, które potrafiłam zrozumieć i które przekazałoby mi dokładnie to, co nas czekało. Nie w sensie medycznym. Szłyśmy do góry czy spadałyśmy? Było z tego jakieś wyjście czy nie?

Susan Richards, Koń, który mnie wybrał.
Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce
,
przeł. Monika Orłowska, Replika, Zakrzewo 2017.
(wyróżnienie własne)


*


Lay Me Down

(tamże)

*

Franz Marc, Red and Blue Horses, 1912.
(Malarz wyjęty z tej książki)

wtorek, 26 września 2017

Mała i chuda książeczka — dziewięć esejów. Jednocześnie to wielka i ważka książka. Dopiero czytając ukryte w niej znaczenia, zrozumiałam, że moje dziecięce pragnienie, by „być małomówną i miłą dziewczynką”, było nie tylko niedoścignionym ideałem, ale również zinternalizowaną opresją.

Możność opowiedzenia własnej historii za pomocą słów lub obrazów już jest zwycięstwem i jest już buntem.

*

Rzecz wymaga czasu. Mijamy kamienie milowe, tak wiele osób jednak podróżuje tą samą drogą we własnym tempie, niektóre idą wolniej, inne starają się zatrzymać każdego, kto rusza do przodu, kilka zwraca się wstecz lub trwa w pomieszaniu, niepewne, jaki obrać kierunek. Nawet w naszym własnym życiu zdarza nam się cofać, upadać, trwać, próbować ponownie, gubić się, a niekiedy wykonywać wielki skok, znajdować coś, o czym nie wiedziałyśmy, że tego szukamy, nadal pozostawać, od pokoleń, pełnymi sprzeczności.

*

[…] Chip Ward, mówi o „tyranii wymiernego”, o tym, że to, co daje się zmierzyć, niemal zawsze zdobywa pierwszeństwo przed tym, czego zmierzyć nie można: prywatne zyski przed dobrem publicznym, szybkość i wydajność przed przyjemnością i jakością, to, co użyteczne, przed tajemnicami i znaczeniami, które mogą przyczynić się do naszego przetrwania — i do czegoś więcej niż przetrwanie: do życia, które stawia sobie jakieś cele, i do wartości, które będą istniały dłużej niż my i sprawią, że nasza cywilizacja będzie cokolwiek warta.

*

Praca twórcza dokonuje się zawsze w sposób nieprzewidywalny, zawsze wymaga przestrzeni do wędrówki, odrzuca plany i systemy. Nie można jej sprowadzić do powtarzalnych formuł.

*

Źródłem nadziei jest dla mnie to, że po prostu nie wiemy, co się jeszcze wydarzy, a także to, że rzeczy nieprawdopodobne i niewyobrażalne wydarzają się z dużą regularnością.

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)


*

Ana Teresa Fernández, Aquarius (źródło).

Oglądając czarno-białą ilustrację w książce,
nie mogłam uwierzyć, że to obraz, a jednak.

czwartek, 24 sierpnia 2017

pozostaję poruszona i tęskniąca.

(fot. Bliźniacza Liczba, fragment)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Kaan, Apus i rybitwa, czyli stopy, stopy, stopy…
wspaniały fetysz służący do uszczęśliwiającego chodzenia.

 

(fot. Kaan, fragmenty)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...