Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: chorowanie

piątek, 30 czerwca 2017

dotykałam wczoraj swojej skończoności. zbieram się.
chciałabym, by było to napisane w czasie przeszłym, ale powinno być, że.
od wczoraj dotykam swojej skończoności. zbieram się.

Mari Boine, Vuoi Vuoi mu.

czwartek, 15 października 2015

     — Komary utoczą pani litr albo półtora — zażartował rodzinny.

*

     — Wiesz, może się okazać, że mam chorobę, na którą zachodnia medycyna nie ma lekarstwa.
     — Dopóki nie zobaczę wyników na papierze, nie przyjmuję do wiadomości — powiedział przez telefon Sadownik.

*

     Sadownik zadeklarował kilka osób, z którymi, w razie czego, trzeba to wszystko obgadać. Ja zrobiłam listę osób, które kocham i które kochają mnie.

*

     — Jak pani myśli, przyjść po wyniki jutro, czy odebrać je dopiero przed wizytą u doktora za tydzień z hakiem? — zapytałam.
     — Jutro. Będzie wszystko wiadomo.

*

     — Jestem dziś rozpierdolona...
     — Tak ostro nie zaczynaliśmy nigdy wcześniej — zauważył Akuszer.

...każdy przywilej to odmienny stan świadomości...

...twoja tożsamość to też odmienny stan,
a gdy ją próbujesz zatrzymać niezmienioną to...
...jesteś w świrze.

*

Wstałam rano z postanowieniem na resztę swego życia: nie piszę się na walkę. Piszę się na wykorzystanie życia na maksa. Piszę się na miłość. Piszę się na nieuciekanie.

*

Dziś. Odebrałam wyniki. Popłakałam się ze szczęścia. Pamiętam swoje postanowienie. Na maksa. Na miłość. Bez ucieczek. Wypisałam sobie kwit.

Jimmy Cliff, I Can See Clearly Now.

sobota, 12 września 2015

Gdy wczoraj rano wracałam z urlopu, płakałam. Z wielu powodów. Ukryty, nawet przede mną, plan okazał się być taki: w czasie urlopu wrócę do zdrowia. Jest lepiej, ale nie tak, jak ów tajny plan zakładał. Olśniło mnie dopiero dziś rano...

*

Znajdź w sobie miejsce ciszy.
Uszanuj je. Pobądź w nim. Pokłoń się mu.
Wracaj do niego. Z uporem maniaka. Zawsze.

*

Tylko z tego miejsca mogę wyzdrowieć. Odetchnęłam. Zrozumiałam coś ważnego na swój temat. Zrozumiałam… w moim miejscu ciszy.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Kilka tygodni temu pomyślało mi się:

Uczucia i trochę organów wewnętrznych.
Całość obciągnięta skórą. Znaczy się człowiek!

*

W piątek jechaliśmy do Orzeszka i Białego Kruka. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego  — zmaltretowana oczną gadaniną mego organizmu — skupiłam się na oddechu.  Dotarło do mnie:

Póki oddycham, żyję
i doświadczam dobrostanu swego życia,
choćby nie wiem, co się działo.

*

Chronologicznie wczoraj było wszystko. Przegrany mecz siatkarzy, którym kibicowali Orzeszek, Biały Kruk i Sadownik. Burza. Drzewa na drogach. Objazdy. Zlikwidowane ulubione stacje benzynowe z kawą. W końcu SOR. Znów. Ale inny. Bezsilność. Strach. Nie z powodu ewentualnej diagnozy. Bałam się, że nie przyjmą, będą wrzeszczeć, nic nie powiedzą.

Myliłam się. Spotkałam Okulistkę swego życia. Mówiła do mnie spokojnie. Powiedziała co jest, dlaczego i co z tym należy zrobić. Traktowała jak człowieka rozumnego. Już wiem co, dlaczego i co dalej. Po raz pierwszy od trzech tygodni jestem spokojna i oftalmologicznie niesplątana. Nie puszczę już tej Pan Doktor.

*

Dziś. Wstałam rano. Zakropiłam oko i przypomniał mi się cytat na nieparzystej stronie:

I w pewnym sensie nie dzieje się nic. Ale jest to bardzo bogate i złożone nic.

Jon Kabat-Zinn, Życie. Piękna katastrofa,
(tłum. Dariusz Ćwiklak)
Czarna Owca, Warszawa 2013.

niedziela, 12 lipca 2015

SOR. Pani habilitowana. Wczoraj. Darła się do mnie jak do głuchej dziewięćdziesięcioletniej kobiety: SIADA! TERAZ TU! Z wrażenia, ze strachu, ze świadomością, że procedurę podpowiedziała mi jedna z moich ulubionych pań doktor na moim stażowym oddziale, byłam cichą, pokorną, pozbawioną godności pacjentką.

SOR. Pani habilitowana. Odklejona od rzeczywistości. Opierdoliła mnie z góry na dół. SIADA! I pomyślałam, może faktycznie źle robię. Gdy spokojnie na koniec poprosiłam ją o to, by powiedziała mi, co mam zrobić, odpowiedziała i zapisała w kwitach: dalsza kontrola w rejonie — czyli abstrakcyjnie, bóg wie kiedy.

Atropina złaziła z mych oczu. Wróciłam piętro wyżej do siebie na staż. Odetchnęłam. Inna atmosfera. Inny klimat. Inni ludzie. Inni lekarze. Czy to z powodu walki o życie? O chociaż jeden miesiąc, półrocze, rok, dwa lata, pięć więcej.

Zostałam. Z okiem. Z bólem, który nie wiadomo skąd. Z niepewnością. Z bezsilnością. Ze świadomością, że żyję w fikcyjnym kraju. Z wielką niewiadomą, co dalej.

niedziela, 07 czerwca 2015

Tylko choroba mogła mnie do tej książki doprowadzić. Dziewictwo pilchowe stracone z książką świeżutką i, podejrzewam, chudziutką. Wspomnienie filmu Pod mocnym aniołem wyraźne i dobre podkusiło mnie, więc bach! Nabyłam. Na kundla przerzuciłam. Trudno tę książkę czytać feministce. Protagonista — czy aby tylko on? Chcę wierzyć, że tylko on — to szowinista, mizogin, obleśne monstrum, niedorozwój emocjonalny, cynik, ale jednocześnie niebywały intelekt, satyryk, człowiek, o ogromnym poczuciu humoru, który z gracją, precyzją i niezłym refleksem bawi się słowami oraz niejednym tabu. Pozostałam z mieszanymi uczuciami — nie da się ukryć, ze ubawiłam się setnie czytając — czyż nie o to chodziło?

Co robić — pisanie jest ironiczne, starość jest ironiczna, kurestwo jest ironiczne. Nie tak ironiczne jak starość, ale ironiczne. Bo starość to ho, ho! Sam destylat ironii. Najprzód je nie ma, i to długo nie ma. A potem jak już jest, to jest.

*

Króluje nad okolicą moja matka, blisko dziewięćdziesięcioletnia, pełna werwy kobieta, gotowa do walki o czystość rasy, obyczaju i gatunku.

*

Chodzić z rówieśnikiem nie było zbyt wyraźnie. Wtedy układ: on młodszy, ona starsza, on niższy, ona wyższa — nie był specjalnie popularny. Kryć się? Why not? Niezbadane są ścieżki damskiej dumy erotycznej.

*

Obie strony miały swoje zasady, ale trzymały się ich ledwo, ledwo. Jak tu toczyć bój o pryncypia, skoro pryncypia znane są po łebkach?

*

Rozmawialiśmy. O czym? Bóg raczy wiedzieć. Poza jej urodą nie mamy wspólnych tematów. Poza jej urodą i wybitnym sposobem ubierania się. Wówczas na ogół ja mówię, ona daje krótkie trafne uzupełnienia. Jest jeszcze pies. Jeśli nieustanne straszenie mnie, że następnym razem przyprowadzi to miniaturowe bydlę, nazwiemy rozmową, to proszę bardzo: rozmawialiśmy też o psie.

*

Boże, nie ma większej radości niż odkryć biust kobiety, której o posiadanie biustu się nie podejrzewa.

*

[…] strzelam aforyzmem, nadchodzę i patrzę. I nic. Tryumf poszedł się jebać.

*

Rzec można: koncepcje porządku mieliśmy całkowicie różne. Nie jedyna to zresztą była różnica. W gruncie rzeczy byliśmy małżeństwem starej daty — nic nas z sobą nie łączyło.

*

Czwarta rano nie zna litości.

Jerzy Pilch, Zuza albo czas oddalenia,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

Czytając skrzydełko Świadka, wiedziałam, że rychło przyjdzie czas na drugą książkę tego autora. Bo ten Autor. Bo zaburzenie osobowości.

Kiedy ostatni raz czytałam coś, kształtem przypominającego powieść, dotyczącego borderline’a? Pamiętam! To było dokładnie siedem lat temu. Na przełomie maja i czerwca. Gryzmoliłam wtedy po papierze aż miło. Teraz zaznaczałam elektroniczne wersy. Zmieniłam medium, ale zapał pozostał ten sam.

Ale naprawdę przetrwałaś, bo miłość jest tak potężna, że nawet niewielka jej ilość pozwala znosić najgorsze.

*

     — Chce pan powiedzieć, że nie ma żadnych różnic między kobietą a mężczyzną?
     — Nic podobnego. Chcę tylko zauważyć, że wiele rzeczy, o których mówiłaś, nie zależy od płci. Stanowczość i siła nie są cechą tylko jednej płci. Dotyczy to też inteligencji, kompetencji czy emocjonalnej stabilności.
     — Wiem tylko jedno — podjęłam, nie zważając na jego argumenty — mój ojciec prędzej dałby się zabić, niż poszedłby do psychiatry.
     — I uważasz, że to dobrze?
— Tak, oczywiście! Niewykluczone, że pan szanuje kobiety dlatego, że sam jest pan zbyt uczuciowy. Może ojciec miał rację, kiedy mówił, że wszyscy psychiatrzy to oszuści i pedały.
     
Ale mu dokopałam, pomyślałam zadowolona z siebie.
     — A jeśli Twój ojciec tak uważał, bo bał się swoich uczuć? Zastanawiałaś się nad tym?
     — A może to pan sam siebie oszukuje?! Ojciec był silny. Nie zadręczał się swoimi problemami. Potrafił się sam pozbierać. Był mocny. Niczego się nie bał.
     — Na tyle silny, by znęcać się nad niewinnym, bezbronnym dzieckiem? — spytał łagodnie.
     — Już to słyszałam!
     — Chcę, żebyś usłyszała to raz jeszcze. Mylisz surowość i brutalność z siłą. To bardzo łatwe, wziąwszy pod uwagę to, co przeszłaś. Ale tak czy owak, jest to błąd. Nie każda stereotypowa, męska cecha jest dobra, podobnie zresztą jak nie każda kobieca.

Raczel Reiland, Uratuj mnie. Opowieść o złym życiu
i dobrym psychoterapeucie, (przeł. Krzysztof Puławski),
Media Rodzina, Poznań 2006.

***

Zakochani mają łatwiej. Nie dlatego, że świat im sprzyja, przeciwnie, albo zazdrości, albo ostentacyjnie pokazuje, jak bardzo jest znudzony szczęściem, jak mało jest ono twórcze, jakie nudne. Mają łatwiej, przez energię, która zamienia słowo „chciałbym” na „chcę”.

*

Rozmawialiśmy o normach, o tym, kto je ustanawia, jak bezpiecznie odnaleźć się w już skonstruowanym świecie, tak by mu nie ulec.

*

     — Nie przerywaj mi. Spędziliśmy cudowny weekend i tak, teraz się rozstajemy, ale nie tylko ty zostajesz sama, ja, kurwa, też! Nie tylko ja jestem tobie potrzebny, też tutaj jestem, a ty jesteś za mnie odpowiedzialna!

*

[…] potrzebna mi bezpieczna przestrzeń, w której znajdę sobie miejsce.

*

     — Stary, zajebiście, to bardzo mądra i seksowna kobieta. — Nie laska, nie materac, nie babka, nie facetka, nie dziewczyna, Michał powiedział „kobieta”, zakochał się.

Robert Rient, Chodziło o miłość,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013.

sobota, 06 czerwca 2015

Kilka. Kilkanaście osób. Dorosłych. Rozmowy. Poważne. Niepoważne. Dorosłe. Lub mniej. Z poobiedniej drzemki budzi się trzy– czterolatek. Genialny, oczywiście, dodać należy. Od dziesiątek lat nikt już nie robi zwykłych dzieci. Staje w drzwiach. I koniec. Śladu po dorosłych nie uświadczysz. Latorośl rządzi. Matka, która jeszcze przed chwilą dawała radę w roli kobiety, żony w mgnieniu oka przeistacza się w matko-bosko-wszystko-wiedząco wywołując u niektórych odruch wymiotny. Nie pogadasz. Już. Za podajnik do zabawek też nie chcesz robić. Jeszcze. Wychodzisz. Ewakuujesz się do świata rządzonego przez istoty dorosłe.

To jest moje doświadczenie od momentu, gdy w cieniu dorosłych siadałam, gdy do świata dorosłych aspirowałam, gdy już legalnie ten świat zamieszkiwałam. Doświadczenie z cyklu makabrycznych. Doświadczenie, które jest komplementarnych do doświadczenia Autorki, która jako Mama czwórki wchodzi do pokoju i wszyscy traktują ją jak półgłówka, czy w najlepszym razie jako osprzęt pielęgnacyjno-organizacyjny. Czytałam o Jej doświadczeniu z zapartym tchem.

O tej książce dowiedziałam się w Dniu Matki, nie mając pojęcia, jak bardzo zadba o mój dobrostan trzy dni później, gdy w pociągu relacji Kraków–Warszawa nabierać będę kolorków i temperatury.

Książka wyjątkowo ciepła, pełna miłości i… z hepiendem. Książka, która pozostawiła mnie z refleksją, że kobiety, bez względu na etykietki na plecach, nie mają łatwo. Pięknie napisała Tłumaczka w przedmowie van Laak ukazuje, jak cienka granica dzieli nas „normalnych ludzi, od osób, które często z nonszalancką swobodą szufladkujemy jako margines społeczny.

Kiedy  nagle brakuje pieniędzy, wprawdzie nie można sobie pozwolić na wiele rzeczy, ale można zadbać o to, by nadal było przyjemnie.

*

Dziwne, jak bardzo człowiek staje się spokojny, gdy nie ma już nic do stracenia.

*

Jeśli chodzi o samotne matki, tolerancja wynajmujących w sprawie liczby dzieci kończy się na dwójce. Szybko się o tym przekonałam, szukając dla nas mieszkania.

*

[…] jeszcze nie przyzwyczaiłam się do naszej nowej sytuacji. A tę można by określić w skrócie tak: kobiecie bez męża albo mężczyzny ufać nie wolno.

*

Kiedy kobieta opuszcza męża, zabierając ze sobą czwórkę dzieci, sprawa jest prosta: znalazła sobie kogoś nowego. Kiedy jednak tajemniczy nieznajomy nie pojawia się przez całe tygodnie, a i w szkole niewinne dzieci nie potrafią niczego powiedzieć o nowym kochanku mamy, wówczas w głowach dorosłych, związanych ze szkołą i sąsiedztwem, powoli rodzi się myśl: ona nie ma nikogo nowego, nie, odeszła od męża, bo chce się realizować. Kosztem dzieci. No i oczywiście kosztem tkwiącego w finansowych tarapatach męża.

*

Postanowiłam od teraz przyglądać się własnym uprzedzeniom. (Nie zawsze mi się to udawało). Starałam się nikogo z góry nie osądzać i dzięki temu przeżyłam niesamowite spotkania, których nigdy nie żałowałam. Jeśli jestem w podróży i mam jakieś pytanie, zwracam się z nim do szczególnych ludzi: punków, inwalidów, otyłych, bardzo wiekowych itd. — często muszą się najpierw otrząsnąć ze zdziwienia, nim udzielą mi bardzo grzecznej i kompetentnej odpowiedzi, wskażą drogę, poinformują mnie o godzinie odjazdu pociągu lub polecą jakiś sklep. Bardzo rzadko spotyka mnie przykrość, jej można się spodziewać po normalnych ludziach.

*

— Mamo, Nadine powiedziała, że jesteśmy żulami.
— A to dlaczego?
— Bo u nas wszystkie dzieci śpią w jednym pokoju i nie mamy telewizora.
— Ach tak. A ty też tak uważasz?
— Niee, żulerskie to jest to, że kot sąsiadów sika pod naszymi drzwiami.

*

Czymże jest materia? To niesamowite, jak szybko przedmioty tracą na znaczeniu, jeśli gra toczy się o własną egzystencję.

*

Kiedy pęka jedwabna nitka, na której wisiała nasza uprzywilejowana egzystencja, wówczas nadarzają się okazje pozwalające nam zastanowić się nad naszą dawną  p o z y c j ą  w społeczeństwie i naszym ówczesnym z a c h o w a n i e m. Ciekawe. I frapujące.

Petra van Laak, 1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie),
(przeł. Agnieszka Piekarowicz-Tilk),
PWN, Warszawa 2013.

wtorek, 02 czerwca 2015

Sadownik:
Ty naprawdę jesteś chora!

Jabłoń:
?¿?

Sadownik:
Ostatni wpis na blogu jest z 26 maja!

Jabłoń:
(ledwo zipie)

*

Gardło. Kaszel. Katar. Przyusza. Przesyt czucia różnych części ciała. Syropek. Chusteczki. Kaszel. Katar. Temperatura. Pan Doktor, do którego Sadownik Jabłoń za uszy zawlekł, powiedział, że nic jej nie jest. To nic powoduje rzecz magiczną. Gdy choruję, tracę nie tylko smak, opuszcza mnie zupełnie poczucie humoru — wszystko biorę literalnie i śmiertelnie poważnie. Wczoraj było najbeznadziejniej… Sadownik wychodząc rano na godzinkę powiedział pa, a ja byłam pewna, że wyjeżdża i wróci dopiero za dwa dni. Popłakałam się z bezsilności.

*

Sadownik:
Jesteś gorsza niż facet, jak chorujesz!

Jabłoń:
Niestety.

sobota, 22 marca 2014

Okazja, by nazwać mnie czule pustakiem minęła bezpowrotnie wraz z badaniem zawartości mej głowy, co przytomnie stwierdził Sadownik jakieś dziesięć dni temu. Zauważył bowiem, że pani zawiadująca piekielną maszyną nie przerwała badania informując pacjentkę i jej Męża o tym, że w głowie nie ma nic do fotografowania.

Gdy przytoczyłam powyższe wnioskowanie Akuszerowi, ten błyskotliwie zapytał:
     — A może pani fotografowała tylko krajobraz?

Gdy Sadownik opowiedział o swym odkryciu w pracy, jego współpracownicy wykazali się przysłowiową męską solidarnością i jeden próbował reanimować niepewność:
     — A skąd pewność, że to mózg twojej żony. Jedyne, co jest pewne, to jej imię i nazwisko na opisie.

Gdy Nadzwyczajny wczoraj z udawanym smutkiem poinformował nas, że niestety, jest rozczarowany, bo mózg zupełnie normalny, zachwyciło mnie, że choć jedną rzecz mam w życiu w absolutnej, nudnej normie. Żadnego niedomiaru czy nadmiaru — po prostu niebywale uszczęśliwiająca norma.

Najbliżej prawdy był chyba jednak Akuszer. Na kilku zdjęciach zawartość mojej głowy wyglądała jak nasturcje akwarelą malowane.

*

Dziś, wracając do domu w cudownie wiosenny wieczór, pomyślałam z radością o kwitnących nasturcjach w mej głowie... bez mszyc.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...