Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: miłośnie

piątek, 22 grudnia 2017

Dziś w okolicach 7.40, po raz ostatni w tym roku, szłam na przystanek tramwajowy. Dogoniła mnie świadomość, że nie licząc skończonych chwil, spędziłam swe pozadziecięce życie w ludzkich rozmiarów chomiczym kołowrotku, wyściełanym polami wiem, nie wiem, umiem, nie umiem, potrafię, nie potrafię, źle, dobrze, popsute, naprawione. Na każdym z nich byłam lub bywałam ofiarą — na czerwonych pożerał mnie krytyk wewnętrzny, na niebieskich miałam realne kłopoty w kontaktach z ludźmi: mało kto wytrzymywał mój nieznoszący protestu ton głosu, gdy niby niewinną dyskusję prowadziliśmy.

W chomiczym kołowrotku, choć jest ludzkich rozmiarów, człowiek wyrobić się nie może — żaden człowiek! Ale można zejść z kołowrotka? — przyszło do mnie i olśniło, gdy maszyneria zaprezentowała się w całej okazałości. Kilka minut potem, synchronicznie, po przejechaniu dwóch przystanków, pan motorniczy poinformował, że wysiadamy, bo popsuły się hamulce.  W ten sposób do polaryzacji wiem/nie wiem, umiem/nie umiem, potrafię/nie potrafię, dobrze/źle, śmiejąc się, mogłam dorzucić jeszcze jedną — popsute/naprawione — ku radości pokopytkowego życia.

Śmiałam się, bo wiedziałam już, jaki jest dla mnie najprostszy sposób, by natychmiast zleźć z kołowrotka. Tym sposobem — polaryzacją do polaryzacji — jest miłość. Co kochasz? Co lubisz? Co sprawia ci przyjemność?

czwartek, 14 grudnia 2017

Tydzień temu z poziomu ławeczki na przystanku autobusowym gapiłam się całkowicie urzeczona. Działo się to późnym popołudniem, jeśli chodzi o natężenie światła, w środku nocy. Dwie postacie, duża i mała. Dorosła za rękę trzymała dziecko i szły. Patrzyłam w zachwycie, jak się oddalają. Kontury i sposób stawiania kolejnych kroków pozwalały stwierdzić, że ta po lewej w niedługim czasie obdaruje tę po prawej, na oko cztero–pięcioletnią, rodzeństwem. Dziewczynka po prawej szczebiotała i podskakiwała energicznie. Za rękę szły dwa równoległe światy doświadczenia, dwa zupełnie inne miejsca w życiu, dwie energie połączone głęboką miłością. Poruszył mnie ten widok na wiele dni. Poruszył nieprzekładalnością na słowa. Aż wczoraj wpadłam na to, jak zachować od niepamięci tę scenę. Narysuj te energie — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam. Gdy skończyłam, zaskoczona byłam tylko banalnością użytych kolorów, ale żadne inne nie wchodziły w grę — to musiała być czerwień i zieleń.



*

Wczoraj zadziwiło mnie skojarzenie, które przyszło do mnie na ruchliwym skrzyżowaniu. Miłość w kulturze często kryje swą moc pod czerwienią, ale czerwone jest również światło stopu w sygnalizacji świetlnej. Przypadek? A może miłość wymaga zatrzymania, niepędzenia, celebracji, uwagi? Wymaga — podpowiedział ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.

*

Wczoraj późnym wieczorem przeczytałam poniższe słowa i zrozumiałam, jak ważny dla mnie, ale i skończony nareszcie, będzie ten wpis. Ano — rzekł ktoś we mnie, a ja się uśmiechnęłam.

[…] najważniejsza wydaje mi się miłość. Rozszyfrować świat, objaśniać go, gardzić nim to rzecz wielkiego myśliciela. Mnie zaś zależy tylko na tym, żeby kochać świat, nie gardzić nim, nie nienawidzić samego siebie ani świata, móc podchodzić do świata i siebie i do wszystkich istnień z miłością, z podziwem i z szacunkiem.

*

[…] pokochać świat, aby nie porównywać go z jakimś przez siebie wymarzonym, wyobrażonym światem, z wymyślonym jakimś rodzajem doskonałości, tylko zostawić go takim, jakim jest, i kochać go, i cieszyć się, że do niego należę. Takie między innym są moje odkrycia, Gowindo.

*

Można przekazywać wiedzę, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób.

Hermann Hesse, Siddhartha, przeł. Małgorzata Łukasiewicz,
Media Rodzina, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)


środa, 06 grudnia 2017

(„przejechała sięna autobusie,
który nie przyjechał
)
Jabłoń:
(użebrała, by Sadownik ją zawiózł)

Sadownik:
(ratuje i wiezie)
Mogę zadać pytanie?

Jabłoń:
Dawaj!

Sadownik:
Jak długo jeszcze będziesz „nie chodzić”,
by chodzić lepiej?

Jabłoń:
Ha, ha, ha!

Sadownik:
Będę dla ciebie dobry, zadam ci drugie pytanie:
Jaką inną metodę, niż niechodzenie,
możesz zastosować, by chodzić lepiej?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem ozdrowieńczym)

piątek, 17 listopada 2017

objawy. drugi dzień mam. na widok każdej pary, trzymającej się za ręce, uśmiecham się jak wariatka. Pan Ciasteczko w chmurach, wraca do ula. wyleczy?

wtorek, 24 października 2017

Gdy moi studenci się frustrują niewychodzącym-jak-trzeba zadaniem, powtarzam z uporem maniaka, że wśród proponowanych Im zadań nie ma ani jednego, które udało się wszystkim w poprzednim roczniku zrobić bezbłędnie od pierwszego podejścia. Takie zadania, jak się trafią, po prostu wyrzucam, ponieważ hołduję filozofii: „nie nauczy się chodzić ten, co się nigdy nie przewróci”.

Jestem swoim studentem. Oj Té zadał mi wczoraj nowe ćwiczenie. Oczywiście, że nie mogę go zrobić! Oczywiście, że mam trudność nawet z wersją uproszczoną! Ale jestem bezgranicznie szczęśliwa, że mam wyzwanie. ¡El reksio, por favor!

*

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, głosi przysłowie. Sadownik wygrał w konkursie trampki. Dostał, próbował i uznał, że za wąskie i za małe, choć teoretycznie we właściwym numerze. W ten sposób stałam się posiadaczką ciut za dużych, ale wąskich wyśmienicie trampeczek, które uchylają drzwi do marzeń.

Sadownik też już ma nowe trampki do zabicia w rozpoczętym sezonie zimowym. Rozczulił mnie widok małżeńskiej pary „trzewików do zdrowia”.


Ya tengo treinta y nueve reksios:

piątek, 15 września 2017

Poza naszym miastem. Pod innym miastem. Między dwoma jeziorami i lasem. Od ręcznika Gepardzicy do mojego dwa metry w linii prostej. Trzeci dzień.

I punkt z instrukcji jednego z dzisiejszych ćwiczeń:
     1. Pomyśl o osobie, która była w tobie zakochana. Co ona widziała w Tobie?

I po raz pierwszy w życiu musiałam dodać punkty –2., –1. i 0.: Czy był ktoś we mnie zakochany nieszczęśliwie? Naprawdę? I nie było łatwo przyznać się przed sobą, że tak, był. I nie było łatwo przyjąć to, co on we mnie widział — przyjąć jako prawdę. A przecież był i widział.

*

Gepardzica:
(komentuje drzewne trudności, że przecież w ćwiczeniu
szczęśliwe i trwające zakochanie można było wziąć
)
Jest i widzi!
To jest gorsze.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem, o autoryzację słów poprosiła)

Gepardzica & Jabłoń:
(ustaliły, że bardzo tęsknią już
za
[odpowiednio] Smoku i Sadownikiem)

piątek, 01 września 2017

Wampiry, truchła i czaszki — tak nazwałam ostatni dzień rekreacji, czyli dziś. KaOwiec dorzucił kalwarię schodów.

*

Podsumowując tę część urlopu: po czym poznać, że jesteś w Polsce? Primo, płacisz za toaletę zyla lub dwa. Secundo, kościoły są zamknięte na głucho w środku dnia. Jaki katolicyzm, taki kraj?

*

Sadownik:
(w samochodzie, gdy wracali po wycieczce)
Co robisz?

Jabłoń:
Patrzę na Twoje futro.
(nie przestaje się gapić na wystające z koszulki owłosienie klatowe)

Sadownik:
(wyciąga dłoń)
Pięć złotych!

Jabłoń:
???

Sadownik:
Za czaszki pięć złotych dałaś, a za żywe włosy nie dasz?!

*

Jabłoń:
Kocham Cię, wiesz?

Sadownik:
(z miłosną przekorą w głosie)
Po prawie dwudziestu latach
wolałbym to zobaczyć, niż usłyszeć…

*

Kratka, linia i deszcz. Bardzo fajne! — powiedziałam, gdy zobaczyłam.
Sadownik widział co innego. Gusta!

(fot. Sadownik)

środa, 30 sierpnia 2017

Po dziewiętnastu latach, trzech miesiącach i trzynastu dniach, czyli dokładnie dwa dni temu. Sadownik pokazał nową, nieznaną mi do tej pory, twarz. Twarz KaOwca — co drugi dzień organizuje rekreację, czyli małe chodzenie i duże gapienie się. I dobrze, bo jak napisałam Wiedźmom, gdybym to ja miała być KO-wcem, wyglądałoby to tak: taras, książka, kawa, książka, książka, po co się ruszać, książka.

Przecierałam oczy ze zdziwienia we wtorek, myśląc, że to chwilowa przypadłość — była Ursa, bo Sadownik twierdzi, że to Pani Niedźwiedzica, był park szachowy, była zachwycająca linia artystycznego wyrobu szkła w hucie. Dziś muzeum filumilu… cholera, jakie to słowo… filumenistyczne.


*

Jabłoń:
(wietrzy tracenie dziewictwa)
Wiesz? Z KaOwcem jeszcze nie spałam!

Sadownik:
(ryknął śmiechem)
Wszystko przed tobą!

wtorek, 29 sierpnia 2017

Onemu:
Wypoczywasz? :)

Sadownik vel Pan Ciasteczko na urlopie:
(odpisuje)
Tak. Właśnie wtargałem panienki do Ogrodu Bajek :)

Onemu:
O cholera!!! Uważaj!
Jeszcze któraś z bajek się spełni!

Sadownik:
Byle nie ta o żabie,
jedną księżniczkę już mam :)

Onemu:
:)

*

Jabłoń:
(piała z zachwytu nad postaciami kochanymi,
nie nad kiczem okrutnym, i zdjęcia kazała robić
)



(fot. Sadownik)

7 680 m (w świetnym tempie)

*

Za tempo, za zawzięcie, za radość stawiania każdego kroku — ¡el reksio!


Yo tengo treinta y cuatro reksios:

czwartek, 24 sierpnia 2017

Sadownik:
(przez telefon opowiada śpiewnie Lili)
Zabieram ją w takie miejsce,
gdzie mało jest przepaści.

Jabłoń:
(słyszy i protestuje)
Nie potrzebuję dużo przepaści,
wystarczy jedna!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...