Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: między wierszami

czwartek, 17 maja 2018

Miłość jest wszystkim, co istnieje —
To wszystko, co o niej wiemy;
Wystarczy — ciężar wozu musi
Stosowny być do kolein.



*

Dusza dobiera sobie Towarzystwo —
I — zatrzaskuje Drzwi —
Jak Bóg —ma w sobie prawie Wszystko —
A z Reszty sobie drwi —

Nie dba — że tłoczą się Rydwany
u jej pochyłych Bram —
Że na wytartym jej Dywanie
Przyklęka Cesarz sam —

Wiem, jak z nią jest  — gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego — raz —
Zamyka się jak Śluza —zwiera
W sobie — jak Głaz
  —

Emily Dickinson, 100 wierszy,
red. Stanisław Barańczak,
Wydawnictwo ARKA, Kraków 1990.

*

A wczoraj. Na przystanku autobusowym takie cudo na plakacie zachwyciło me serce:

poezja leczy z prozy życia

środa, 16 maja 2018

W codziennym newsletterze Literary Hub wyczytałam wczoraj o rocznicy śmierci Emily Dickinson. Nie miałam pojęcia (przegapiłam to pewnie w edukacyjnym kociokwiku) że za Jej życia ukazało się mniej niż tuzin z tysiąca ośmiuset Jej wierszy.

Wczoraj, ale dwadzieścia lat temu, Sadownik czekał na mnie.
Wczoraj, po dwudziestu latach od tamtego dnia, ja zaczęłam kilkudniowe czekanie na Sadownika, bo Pan Ciasteczko delegacyjnie wietrzy duszę.

Wczoraj, w rocznicę śmierci Emily Dickinson, w towarzystwie spokojnego wieczoru i chrapiącej Heniutki delektowałam się Dickinson i Barańczakiem, a potem Barańczakiem i Dickinson — oboje są nieśmiertelni.

Dzielącego nas Dystansu zmierzyć
W Milach Morskich czy Lądowych się nie dało —
Wnętrze Czaszki zna Podziały, na które
I Równika byłoby za mało

*

Jeśli są to wiersze tak ważne dla zrozumienia tej poezji — zapyta jednak Czytelnik — czemu nie znalazły się w pierwszym zbiorze? Odpowiedź jest prosta. Jak w każdej dziedzinie twórczości, tak i w tłumaczeniu poezji nie wszystko da się osiągnąć — mówiąc językiem sztangistów — w pierwszym podejściu.
// Stanisław Barańczak

Emily Dickinson, Drugie 100 wierszy,
wybór, przekład i wstęp: Stanisław Barańczak,
Wydawnictwo Znak, Kraków 1995.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 06 maja 2018

Już. Mogę zająknąć się w sprawie tej książki. Mogę, bo dotarła szczęśliwie do wszystkich kociarskich rąk, do których chciałam, by trafiła.

Kot to nie pies — niby oczywistość, ale uchwycić najdrobniejsze niuanse kociej filozofii to już sztuka. I jest ona i w kresce, i w słowie, i między wierszami w całej tej książce. Na każdej stronie.

Kilka krótkich przeciwko śmierci

Tak bardzo próbowałem zainteresować cię
czymś innym — martwą naturą, polityką,
komarami, sobą. Umyślnie na krawędzi
biurka stawiałem kubek z kawą,

przechodziłem na czerwonym, wdawałem się
w bójkę i traciłem wątek. Służyłem ci
wiernie, paląc trzy paczki dziennie
i czytając francuskich filozofów.

Ale nie. Ty oczywiście musiałaś zrobić
po swojemu — uderzyłaś w kota, który był
ci pomocnikiem. Przesadziłaś i to zasadniczo

zmienia rozmowę. Sprawa stała się osobista.
Nic większego wcześniej do ciebie nie miałem,
ale teraz idziemy na solo
.

*

Gdybym […]
a ogona bym nie miał,
[…]

[…]

Ogon dobry jest,
cierpliwy jest.

Wszystko znosi,
wszystko przetrzyma
.

*

Wczoraj byłem nieśmiertelny,

a przynajmniej zwinny, celny —
nie podskoczył pies ni człowiek.
Dzisiaj tylko chcę być dzielny,

życiu nadać rys subtelny,
tak mi się złożyło bowiem:
wczoraj byłem nieśmiertelny
dzisiaj tylko chcę być dzielny
.

*



Tomasz Majeran,  Koty. Podręcznik użytkownika, ilustr. Pola Dwurnik,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017.
(wyróżnienie czerwone własne)



(źródło)

niedziela, 29 kwietnia 2018

Dopiero gdy skończyłam tę książkę, zrozumiałam, dlaczego jest dla mnie cenna. Bo mniej dla umysłu, a bardziej jest dla serca i Wielkiej Duszy w nas.

     Co my robimy, Wielki Barrymore?
     Chwiejemy się
     Co powinniśmy robić, prostoduszny mnichu?
     Okazywać serce
I dzięki tym słowom, tej radzie, udzielonej z niepodzielną łaskawością, stałam się tak lekka, że uniosłam się w górę i poszybowałam ponad trawą, chociaż wszystkim się wydawało, że ciągle jestem wśród nich, spowita w ludzkie obowiązki, i że stoję obiema nogami na ziemi.

*

Wędrujemy przez życie niczym oprawa pozbawiona klejnotu. Aż wreszcie pewnego dnia wychodzimy zza jakiegoś zakrętu i oto klejnot leży przed nami na ziemi, oszlifowana grudka krwi, bardziej rzeczywista niż duch — i lśni. Jeśli się poruszymy, może zniknąć, a jeżeli powstrzymamy się od działania, nic nie zostanie odzyskane. Istnieje jednak sposób rozwiązania tej drobnej sprzeczności: otóż trzeba się modlić własnymi słowami. Nieważne, w jaki sposób. Bo kiedy będzie po wszystkim, pozostanie nam jedyny klejnot, który warto mieć. Jedyne ziarno, które warto oddać.

*

Oddychałam, czego zatem mogłabym chcieć więcej. Rzuciłam się w ten pościg za oddechem całą sobą. Po swojej stronie miałam niebo, które w mgnieniu oka może stać się wszystkim.
     Przyglądałam się chmurom w poszukiwaniu jakichś znaków, odpowiedzi
.

*

Czas mija razem z niektórymi naszymi wrażeniami. A jednak od czasu do czasu czar łąki i tego wszystkiego, co się na niej działo, powraca. Niekoniecznie w przyrodzie, lecz między liśćmi książki, w obrazie Milleta albo w odcieniach malarstwa Corota. Powraca do mnie, kiedy idę długim korytarzem galerii w zdecydowanie holenderskim świetle. Widzę się wtedy rozświetlona na łące i czuję się tak, jak dawniej — odczuwam czystą, niewymowną radość.

*

     Pewnego dnia wszyscy umrzemy
     Ale ci, którzy są w ruchu
     Zostawiają ślady i wracają po nich

     Nigdy nie umrą
     Będą się nazywać
     Rembrandt, Kolumb

*

To jedna z tych rzeczy, których po prostu nie da się wytłumaczyć. Jest to bowiem służba, którą podejmujemy bez żadnych nadziei i planów. Służba, w której zamyślony człowiek może poczuć czyjś dotyk na ramieniu, a wtedy jakaś siła odrzuci go daleko w kłębach kurzu, zakręci nim i nagle go zatrzyma.

*

Za młodu, ogarnięci poczuciem, że jesteśmy z jakiegoś innego świata, zaglądamy, badamy nasze wnętrze i wychodzimy z niego obcy jak Indianie. Wstępujemy na otwartą równinę ze złota. A najczęściej na obłoki. Rasa mieszkańców obłoków. Właśnie tak myślimy o sobie za młodu.
     W końcu udaje nam się to rozgryźć. Dostrzegamy w sobie rękę matki, jakieś fizyczne podobieństwo do ojca. Ale umysł to całkiem inna sprawa. Jego nigdy nie można być pewnym
.

Patti Smith, Obłokobujanie, przeł. Maciej Świerkocki,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 10 kwietnia 2018

Napisał te słowa osiemdziesiąt dziewięć lat temu, a jakie świeżutkie i na czasie.
To tyle à propos tego, jak rządzący rozpierdolili mi dzień. Wrrrr, awruk!

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy
,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić
historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin
,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę — bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników
,
A stado dzikich bab — kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”. -
— O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać — to my, panowie szlachta!”

Julian Tuwim, Do prostego człowieka, 1929.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 11 stycznia 2018

Dobrzy ludzie. Głupi naród. Duży bogaty kraj o mentalności krzaka z aspiracjami na bycie drzewkiem oliwnym, pod którym Jezus… albo drzewem poznania dobra i zła. Czyli Polska.

Wołaniem na puszczy pytania: dlaczego urodziłem się w tym kraju? taką cholerną różnicę uczyniłbym Bogu, gdyby była to Nowa Zelandia? Jednak Polska.

Do wczoraj nie umiałam uzasadnić sensu władania językiem polskim jako ojczystym, który same problemy rodzi, nie tylko składniowe, ale i egzystencjalne. Bo w Nowej Zelandii byłoby przecież jak w niebie… Jest Polska.

Wczoraj dzięki i z Gepardzicą obejrzałam film Chwilami życie bywa znośne (2009). Po raz pierwszy, z pewnością nie ostatni. Znalazł mnie powód, by język polski był ojczystym — Szymborską czytać można w oryginale. O szóstej rano przy kawie smakuje pysznie.

Mówią,
że pierwsza miłość najważniejsza.
To bardzo romantyczny,
ale nie mój przypadek
.


[…]

Inne miłości
głęboko do tej pory oddychają we mnie.

Tej brak tchu, żeby westchnąć
.

Wisława Szymborska, Miłość szczęśliwa i inne wiersze,
Wydawnictwo a5, Kraków 2007.

czwartek, 05 października 2017

Poznałam faceta w łazience, przyparta do muru potrzebami fizjologicznymi. Wróć!

Spotykam twórczość tego faceta w łazience gniazdka Gepardzicy i Smoku, bo przestrzeń ta ma klimat — zawsze jest w niej coś do poczytania. Bukowskiego spotkałam tam w kilku odsłonach. Przy każdej kolejnej coraz bardziej na serio rozważałam, że przyjdzie na Autora w końcu czas i miejsce w moim życiu. Przyjdzie czas nie dlatego, że Bukowski, że Charles, o nie! Przyjdzie, dlatego że, jeśli chodzi o Bukowskiego, Duet Gniazdkowy jest dla mnie Autorytetem — Oni nie czytają byle czego!

Od tygodnia ta książka donosi mi, że istnieje i pyta, czy już czas? Wczoraj wieczorem powiedziałam: tak! No i nie poszłam spać, nim nie skończyłam. Kudłate perełki są!

mieszkam z jedną panią i czterema kotami
w niektóre dni wszyscy żyjemy
w zgodzie.

w inne źle mi się układa
z jednym
z kotów.

w jeszcze inne źle mi się układa
z dwoma
kotami.

a nieraz i 
z trzema.

w niektóre dni źle mi się układa z
wszystkimi czterema
kotami

i z tą
panią:

dziesięcioro oczu patrzy na mnie
jak na psa
.

*

zrzędzą, ale nigdy się nie
martwią
.
chodzą z zaskakującym dostojeństwem.

*

nie lubię miłości jako rozkazu, poszukiwania. ona musi przyjść do ciebie jak głodny kot pod drzwi.

*

do największych kocich zalet należy to,
że kiedy jest ci źle, bardzo źle,
wystarczy spojrzeć na kota wyluzowanego
jak to kot,
jest to lekcja stawiania czoła
przeciwnościom
, a jeżeli
możesz spojrzeć na 5 kotów, to masz 5
razy lepiej
.

*

Macie kota? Albo koty? Rany, jak one śpią! Potrafią przespać 20 godzin na dobę i wyglądają pięknie. Wiedzą, że nie ma czym się podniecać. Obchodzi je tylko następny posiłek.

*

tych dwoje
u moich stóp
wie więcej,
jest
bardziej
,
okruchy chwil wybuchają
większe,
a pomyślnej przeszłości
nigdy nie da się
zabić.

*

pamiętaj że
gdzieś
jakiś
kot
dostraja się do
własnej przestrzeni
z rozkoszną
cudowną
swobodą
.

*

ten kot był czyjś
miał obrożę przeciw pchłom.
mniej jasna sprawa z
kobietą
.

*

Fabryki, więzienia, pijane dni i noce, szpitale osłabiły mnie i wytrzęsły jak mysz w zębach kumatego kota: życia.

*

żaden z nas nie rozumie
katedr ani
mężczyzny za oknem
który podlewa swój
trawnik

gdybym był tak bardzo mężczyzną
jak on jest kotem —
gdyby istnieli tacy mężczyźni
świat mógłby się
zacząć
.

wskakuje na kanapę
i kroczy przez
portyki mojego
podziwu
.

*

Arabowie podziwiają kota, a kobietami i psami gardzą, bo one okazują uczucia, co zdaniem niektórych jest dowodem słabości. […] wróćmy do tego przeklętego kota. Kot jest wyłącznie SOBĄ. To dlatego nie odpuści nieszczęsnemu ptakowi, jak go już dopadnie. Reprezentuje potężne siły ŻYCIA, które nie odpuszczają. Kot to piękny czort. To słowo jest tu w sam raz na miejscu, nawet przez duże C. Niektóre psy i kobiety można namawiać, żeby odpuściły, i w końcu odpuszczą. A kot ni cholery.

Charles Bukowski, O kotach, przeł. Michał Kłobukowski,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*

(tamże)

niedziela, 03 września 2017

Pierwsza (I), druga (II), to trzecia książka, która wypadła ze zbioru urlopowego. Zostawiłam ją na międzyurlopowy czas, czyli na dziś.

przenosi swój dom
      coraz to dalej w jesień
            ślimak na ścieżce

*

uśmiech mędrca
                  zmarszczki
                        w kamieniu

*

dobranoc
      Herr Gutenberg
                  dzięki za światło

*

a kot do mnie
            bezczelnie

                        per ty

*

kot
    się starzeje
            powoli

*

lek
   na serce i pamięć
                  krople deszczu

*

pies pozostaje
            odchodzi    wraca w snach     na
                                                              dobre i złe

*

bogowie
      odeszli
            ślady wśród kwiatów

*

dom
      nad urwiskiem
                        język ojczysty

*

zdążył pogłaskać
                        po głowie psa    którego
                                                     wśród nich nie było

*

nie wszystko da się
                  od razu zauważyć
                              kasztany w trawie

*

grudki
      bycia i czasu
            koniec grudnia

Leon Leszek Szkutnik, Stąd do nicości. Haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

piątek, 25 sierpnia 2017

Ta książka też wypadła ze zbioru urlopowego.
Pobyłyśmy razem sto stron i ta literkowa piękność zostaje w domu.

Huśtawki w deszczu
    wiatr dotyka    potrąca
        jesienne struny.

*

ktoś spóźniony
        na skraju łąki
    październik

*

czas leczy
        długo
    pada śnieg

*

podnosi łapę
        na mrozie    patrzy    czeka
    na ciepło dłoni

*

mgła
    ustępuje    żal do świata
wiosna

*

zgasły
        i dalej świecą
    miliardy lat

*

święta krowa
        na skwerze
    kępki trawy

*

ocean    nieba
            przypływ obmywa stopy
psie dziecko    uśmiech

*

ślady na śniegu
        do furtki prawie    potem
    ktoś zmienił zdanie

*

hala odlotów
    przejście    pasy startowe
        ziemia zostaje

*

kamień
    pod górę
    od zawsze    w drodze

*

 już bez tornistra
        codziennie
    bez przerwy


*

zegar słoneczny
    w dni pochmurne    godziny
                                niepoliczone

Leon Leszek Szkutnik, Krótsze o całą wieczność. Drzwi haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

Miałam kilkanaście lat, gdy dostałam wytartą od używania książkę Thinking in English. Wiele lat później podałam ją dalej. Potem kupiłam sobie kolejne jej wcielenie już pod innym tytułem. Gdy do niej wróciłam, coś mnie tknęło, zajrzałam i odkryłam, że Pan Leon poszedł dalej. Natychmiast zamówiłam i liczyłam, że dostanę te książki przed wyjazdem. I tak się stało. Wczoraj.

Pod pręgierzem słów Sadownika: książki nosisz sama, wyeliminowałam, połykając ich treść, dwie z paczuszki książek „w papierzu”, które muszę-mieć-ze-sobą-na-urlopie. Mogę wrócić do 2/3.

ona i on   i
namiot nieba    miliardy
lat przygotowań

*

zajezdnia starych
lokomotyw    wszystko na
złom    kolej rzeczy

*

żwir i kamienie
kompozycja ogrodu
oblicze pustki

*

ogród chryzantem
czas niedomknięty    wietrzny
sam się zatrzaśnie

*

antyczny zegar
odmierza krople czasu
na ból wszelaki

*

wilgotny kasztan
obok kolce    łupina
dobry upadek

*

ten sam elektron
tu i tam jednocześnie
na łąkach myśli

*

wśród innych śmieci
tomik poezji w lesie
mrówki wnikają

*

przyjazd
i wkrótce znowu
ruchome schody

*

w szkole jak wtedy
przed upadkiem w dorosłość
hałas na przerwie

Leon Leszek Szkutnik, W konwencji haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...