Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: Parady

sobota, 31 grudnia 2011

Dziki Zachód budzi w Drzewku Zew Stereotypowej Mężczyzny XX wieku. Ledwo noc przespała, wiedziała, że nadszedł Ten Dzień. Wspomnieć wypada, że w rachunku nie należy ujmować jedynego wyjątku, gdy Mężczyzna w Drzewku ukryta upiła się na południu kraju miesiąc po własnym ślubie, z wrażenia chyba. Nigdy jednak ten Zew nie był tak silny jak Tego Dnia, a Dzień Ten nadszedł znienacka.

Ten Dzień. Przez przypadek był to również wigilijny wieczór roku, co właśnie dogorywa. Henia pod stołem prawie gotowa ludzkim głosem mówić. Sadownik. Obok Drzewko. Przy jednym stole nastka ludzi, których żadna inna, nierodzinna okazja nie mogłaby zrzutować w jeden punkt czasoprzestrzeni. Przekrój społecznych ról. Wojsko. Służba zdrowia. Edukacja. Rozrywka. Rzymskokatolickie Imperium. Matki, żony, kochanki. Ojców, mężów i kochanków pęczek szowinizmem lekkim przewiązany. Dzieci, wnuki i prawnuki. Magia Świąt pełną gębą i ościami.

Jak to się stało, że Drzewko emerytowanych wojskowych musiało poganiać, bo za wolno uzupełniali jej kieliszek, tego nie wie nikt, ale mundurowe dusze chętnie poddały się cywilnemu, feministycznemu tempu. A gdy wciąż było za wolno, Drzewko rozpromieniło się na widok kieliszka, do którego nikt nie chciał się przyznać. Stał obok drzewkowego i prawie piszczał ludzkim głosem, że nie chce być niczyj. Nie był! Już ani chwili dłużej. Zaniemówiła Henia z wrażenia.

Może w każdym Drzewku drzemie Diabeł, co chociaż raz w życiu upić się musi, by ludzkim głosem wyrazić swe pragnienie. Drzewkowa Diablica po pijaku naprędce skreśliła list do Mikołaja: nieprzerwanych niczym, ośmiu godzin snu --- bez psich i ludzkich potrzeb, które czekać nie mogą --- osiem godzin Mikołaju mi daj!

Po Tym Dniu, dziwić nie powinno, że przyszedł dzień następny. Drzewko, bez wprawy w kursie pijańskiego dzieła, bezbronne było niczym dziecko.

Jabłoń:
(wytacza się z sypialni pokonując pięciometrowy maraton
z metą na krześle przy stole
)
Picie jest przereklamowane.
Ledwo żyję.

Sadownik:
(weteran młodzieńczego picia
nie może powstrzymać śmiechu,
udaje, że grawitacja wcale nie jest przeciwko Drzewku
)
Co się dzieje?

Jabłoń:
(wciąż idzie, a krzesło jak na złość ucieka)
Głowa... ty nawet nie wiesz, jak mnie boli głowa.
Do dzisiaj to ja o bólu głowy niewiele wiedziałam.

Sadownik:
(bez empatii,  nie ukrywa już śmiechu,
choć zabiera się do konstruowania leczniczego zestawu
)
To się uciesz. Jeśli po piciu boli cię głowa to znaczy, że masz mózg.

No i proszę. Mikołaj, męska szowinistyczna świnia, czytać nie umie. Miał dać osiem godzin snu, dał tylko cztery a w ramach gratisu świątecznego dorzucił... mózg. Podarował Drzewku dzień, gdy mózg jej do niczego nie był potrzebny. Pokrętnego Sadowniczego „Jeśli-to” do dziś nie rozumie.

Wróciliśmy. Do siebie. Czas zamykać rok. Piłam, kochałam, płakałam, śmiałam się, jadłam dobre rzeczy, żyłam. W przyszłym roku będę pić, kochać, płakać, śmiać się, jeść dobre rzeczy, żyć! I tego, skromnie, też Wam życzę z całego serca.

wtorek, 12 października 2010

No i wydało się, że Kudłata vel
Henia, Fidela, Ginesia
i Jasna Cholera, co dwa dni temu pożarła swojemu Panu fakturę
poza całodobowym etatem terapeutki,
etatem wyprowadzacza leniwych ludzi na spacer,
lubi hobbistycznie zagrać siebie w dokumencie…

Heniuta zgodnie z trendami światowymi jako aktorka-naturszczyk wystąpiła w filmiku przez chwilę od 26-stej sekundy. Była taka mała… i jak zwykle było jej wszystko jedno kto głaszcze, byle głaskał...

środa, 01 września 2010

Szczęśliwa zadziwieniem, bo tylu psów w jednym miejscu to nawet Jabłoń nie widziała:


Gonię, gonię do tamtego kolegi i koleżanki, i kolegi, i koleżanki!


Ach! Trudno uwierzyć, że Kudłata też będzie kiedyś duża i będzie miała taką dużą głowę:


Mała jestem, ale zęby do dwójek u góry już stałe i mogę być partnerem w zabawie (a lewej, górnej trójki wciąż brak):


Po szaleństwach na trawie, przed spacerem, Kudłata ma dość, ale niezmiennie uwielbia dzieci:


Kudłata po całej trasie spaceru przy wodopoju, już wie, że jest Ginesią:


niedziela, 29 sierpnia 2010


Miała może osiem lat, gdy włożyła pierwsze okulary na nos i zdziwiła się, że w dobranocce jest tyle detali, których wcześniej nie widziała. WIDZI. Ostatni dobry znak: miała dwanaście lat, gdy idąc do szkoły zapomniała zabrać okularów. WIDZI. Gdy miała siedemnaście, pani okulistka uparła się, aby widziała rządek literek, których normalnie widzący widzieć nie muszą. Głowa bolała od szkieł, dużo spała, ale nosiła, twarda była. Dla niej to był wyrok --- minus pięć. WIDZI. Każda kolejna wizyta u okulisty kończyła się dorzuceniem jednej dioptrii. Wpadła na genialny pomysł: trzeba tam rzadziej chodzić. WIDZI. Będzie dobrze, wzrok leci tylko do osiemnastki, pociesza okulista. WIDZI. Przyszedł dzień, że minus pięć przestało być wyrokiem, było nieosiągalnie dobrym widzeniem. WIDZI. Wokół zdarzają się ludzie, którzy narzekają, że są całkiem ślepi mając minus dwa. Nie zabiera głosu w kwestii wzroku. Za żadne skarby świata nigdy nie przyznałaby się ile ma na nosie. WIDZI. Czas leci, wzrok też. Będzie dobrze, wzrok leci tylko do dwudziestki, pociesza inna okulistka. WIDZI. Niebezpiecznie zbliża się do granicy wszystkich granic, czyli dwucyfrowych minusów. WIDZI. Czas leci, wzrok też. Będzie dobrze, wzrok leci tylko do dwudziestki piątki, słyszy od pani doktor. WIDZI. Ostatnie jednocyfrowe szkła. No wie pani, u 2% ludzi wzrok leci dalej i nie wiadomo dlaczego. Proszę pani, minus 10 to nic przy minus 30 mówi okularnik-lekarz. No tak, o tym nie pomyślała. WIDZI. Wcale nie czuje, że jest dobrze. WIDZI. Ok, czas zmierzyć się z własnym ślepym strachem. Co może stać się najgorszego? Straci wzrok. I co wtedy? Nie będzie mogła wykonywać pracy, którą uwielbia. Coś jeszcze? Przestanie wychodzić z domu, bo jak. I? I stanie się ciężarem dla bliskich. I co wtedy? Cisza. Cholernie długa cisza, łzy, cisza, łzy, cisza. Deszcz łez nie może trwać wiecznie. Nie wiadomo skąd pojawia się przekorna myśl: ... i Sadownik będzie musiał mi kupić psa-przewodnika, czarnego labradora. Jabłoń uśmiecha się w duchu do siebie. WCIĄŻ WIDZI.


 

To nie jest wymyślone, ta historia jest moją historią. Od czasu tej rozmowy ze sobą minął szmat czasu. Była ona jednak początkiem, kamyczkiem z lawiny dobrych rzeczy, które mnie spotkały. Joleńka swoim sprawnymi rękoma refleksologa zadbała o moje oczy używając swoich cudnych metod. Z Sebciem wykonaliśmy kawał dobrej roboty wykonując POP-owskie ćwiczenie, które otworzyło mi oczy na to, czego zobaczyć nie chciałam. I co? Zmieniłam perspektywę. Szkła kontaktowe dają mi komfort oglądania świata. Na skali dostępnych minusów mam jeszcze spory zapas. Nie mam żadnych oporów z powiedzeniem: stary, minus trzy, masz rację, jesteś ślepy jak kret, ja mam minus jedenaście i dwanaście, w szkłach kontaktowych odpowiednio mniej, i wiesz co, cholernie dobrze widzę, fart, no nie? To dziwne, przestał mi lecieć wzrok.

Pozostaję szczęściarą. Wciąż widzę a czarna labradorka śpi owinięta wokół moich nóg. Ma i na pewno będzie miała dziś w nocy dobry, głęboki sen. Po raz pierwszy nie tak kolorowy jak dzień, który przeżyła. Kudłata wraz z innymi (w sumie było ich ~600) labradorami pobiła dzisiaj rekord Guinnessa na II Paradzie Labradorów. Tylu psów w życiu nie widziałyśmy w jednym miejscu, o jednej porze. Byłyśmy zachwycone. Zdjęcia z aparatu będzie musiał wyłowić Sadownik, gdy już szczęśliwie wróci do domu.

Szliśmy po kwadracie Świętokrzyska/Nowy Świat/Al. Jerozolimskie/Marszałkowska. Jedyne miejsce, gdzie skutecznie wstrzymywaliśmy ruch, było ciut za startem i ciut przed metą: skrzyżowanie Świętokrzyskiej z Marszałkowską. Pierwsze samochody, które musiały stać podczas przemarszu Parady miały przynajmniej piękny widok na setki psów, ci niemający tyle szczęścia, stojący dalej, ze złości trąbili. Czułam się jak polski górnik, który najechał na Warszawę. Moc była po naszej stronie. Próg na branie czynnego udziału w inicjatywie społecznej pokonany --- znów Kudłata mnie przepchnęła. Sama zyskała przy tym kolejne imię: Ginesia.

Naszym kuponem startowym wsparłyśmy Fundację na Rzecz Osób Niewidomych Labrador, bo nie każdy ma szczęście mieć tylko minus jedenaście/dwanaście...


sobota, 17 lipca 2010
I had a dream:
Aby kochający się ludzie mogli bez strachu,
zawsze i wszędzie trzymać się za ręce. :)

Jack Johnson & Ben Harper,
With My Own Two Hands.

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...