Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: psyLudziom

wtorek, 05 grudnia 2017

Saba. Jest o miesiąc z hakiem młodsza od Heniutki. Gdy ostatnio byliśmy u Orzeszka i Białego Kruka, widziałam, jak medytowała ogniem. Zachwyciłam się, ale nie zdążyłam wyjąć telefonu, by pstryk. Zamówiłam więc zdjęcie u Białego Kruka… Dostałam!

(fot. Biały Kruk, fragment)

*

Wczoraj wieczorową porą spłakała mnie Gepardzica kudłatą pieśnią tą…

Michał Sołtan, Weź.

weź na spacer mnie,
odetchniesz też,
no, weź się i weź
!

wtorek, 21 listopada 2017

Chytry plan powzięłam. Tydzień później, też w czwartek, wypatrywałam spacerówki. Nic. Trzy tygodnie później wypatrywałam. Nic. Cztery tygodnie później też. Nic.

Dziś, we wtorek, o podobnej porze, idąc tym samym chodnikiem, nie wypatrywałam, ale oniemiałam z zachwytu — spacerówka! Pomyliłam się, pisząc wtedy: całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi, bo wtedy to ONE POSZŁY na spacer. Dzisiaj spotkałam Je, gdy wracały ze spaceru. Damski Tercet o miłości i uważności naucza przechodniów co dnia.

Patrzę na to zdjęcie, zamyślam się nad tym, jak bardzo chciałam je zrobić, by zatrzymać chwilę i przychodzi mi do głowy, nie wiadomo skąd: jeśli myślisz, że światu wszystko jedno, co zrobisz z dzisiejszym dniem — jesteś w błędzie. Coś dobrego dla kogoś z sierścią lub bez zawsze możesz zrobić.

Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Dziś jest wspaniały dzień!

Gugu & Pula
(od lewej i od tyłu)

piątek, 10 listopada 2017

dziś. sprawdziłam. dziś, czyli 367 dni później. główny gmach. ten sam hall, drugi z dwóch chodników o innej niż wtedy porze dnia, bez szans na słońce. kudłaty Nauczyciel nauczał: zaufaj chwili, zaufaj sobie, zaufaj innym, zaufaj życiu, zaufaj! tak po prostu, zaufaj.

przystanęłam na dłuższą chwilę. najpierw podziwiałam Nauczyciela. potem patrzyłam, jak młodzi mężczyźni — delikatność i i wrażliwość odsłaniając swym czynem — uważnie Go obchodzą. na koniec usiadłam na ziemi i cyk. Nauczyciel ani drgnął, bo pracował. uczenie ludzi — wielu wie — to niełatwa rzecz.

znów w listopadzie.

niedziela, 29 października 2017

Przesunięcie czasu na zimowy. Jesienne, prawie listopadowe rozpadanie i rozwianie. Nie dałyśmy się wisielczej pogodzie i poszłyśmy z Georginią na film, w którym nie ma ani jednej kropli deszczu. Film powoli schodzi z ekranów kin, a ja, gdybym nie poznała Georginii, w życiu bym na ten film nie zwróciła żadnej uwagi, bo ja jestem psiarą…

Film o kotach? Niby tak. Dla mnie to przede wszystkim film o tym, co najlepsze w mężczyznach, bo poza tym, że jestem psiarą, jestem również człowieczarą…

Męskie oczy, męskie twarze, męskie dłonie… wszystko to, co się w nich dzieje… kocia moc z wdziękiem i lekkością, mając za nic stereotyp męskości, potrafi wydobyć z nich wszystko to, o czego deficyt oskarżani są mężczyzni… poruszające i nie do zapomnienia.

Kontakty wyłącznie z ludźmi to za mało.
(powiedział jeden z bohaterów filmu)
Kedi, reż. Ceyda Torun, 2016.

piątek, 27 października 2017

Jak to się zaczęło — nie mam pojęcia. Wiem za to, że wczoraj po zajęciach na tablicy wylądował japoński krzak oznaczający kota. Zapamiętałam sposób, w jaki Studentka go pamięta [od lewej w górę i do kwadratu]: bestia w wysokiej trawie na polu ryżu. Padłam z wrażenia. Ale przecież jestem psiarą…

Ruszyłam na poszukiwania… logikę zaprzęgłam do roboty i sprawdziłam poza psem, również człowieka — prawie byłam w domu. Dzisiaj pobiegłam do mojej Ulubionej Pani od języka japońskiego, dopytać. Jednak nie bestia, tylko dzikie futerkowe, ale z psim ogonkiem intuicja mnie nie myliła. Teraz bezczelnie już wiem, i zachwycam się psem po japońsku na całego.

kot

*

pies
(duży z ogonkiem przyjaciel człowieka)

*


człowiek

niedziela, 22 października 2017

Wypatrzyłam portrecik tej kociej pani wczoraj wieczorem u Antenki.

Mija

piątek, 20 października 2017

Mój mózg w ułamku sekundy wyrzucił hasztag #error, gdy mijała mnie osoba z wózkiem. Błąd poznawczy pojawił się wskutek „dziwnych” wymiarów wózka — był zwyczajnie za wąski, by zmieściło się w nim ludzkie dziecko. Osoba ta szła szybciej niż ja, więc tylko kątem oka, gdy mnie mijała, dostrzegłam, że z eleganckiego wózka patrzą na mnie dwie pary oczu. Nie mogłam przestać gapić się na „spacerówkę”, pchaną sprawnie przez człowieka. Gdy omijał nierówność w chodniku, zobaczyłam dwie istoty, które spokojnie siedziały w wózku, patrząc przed siebie — głowa większej kołysała się nad mniejszą, która siedziała jako pierwsza. W życiu czegoś tak pięknego nie widziałam.

Osoba przeszła na drugą stronę ulicy, skręciła w lewo, przeszła po kolejnych pasach. Żałowałam, że nie zdążyłam jej zaczepić, porozmawiać. Przeczuwałam, gdzie idzie. Zatrzymałam się przed skrzyżowaniem, by sprawdzić swoją hipotezę. Po kolejnych kilkunastu metrach Zespół Trzech Dusz skręcił w prawo do parku. Hipoteza trafiona. Gdybym nie szła do pracy albo miała kwadrans zapasu, poszłabym za śladem wózka i ludzkiego człowieka, by spotkać Ich jeszcze raz. Zostałam z zachwytem i niezrobionym zdjęciem, które mnie wciąż porusza, rezonuje z czymś delikatnym.

Pani z wózkiem, w którym znajdowały się dwa niemłode psy — całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi.

Zostały we mnie oczy tych istot, które przewrotnie mówiły: spójrz psu prosto w oczy i powiedz, że jest tylko psem. Jeśli ci się to uda, jesteś gówno, nie człowiek.

środa, 11 października 2017

 Nie pamiętam, jak dotarła do mnie informacja o tej książce. Zaznaczyłam do upolowania. Czytałam coś zupełnie innego, gdy okazało się, że „teraz”, czyli w ostatnią niedzielę upolowałam: klik, klik i historia znalazła się na kundlu.

Pamiętam doskonale, że przedwczoraj pomogła mi nie przywalić słownie kobietom, które udawały, że ciężko i sensownie pracują. Konie Susan przenosiły mnie w inny świat. Dzisiaj rano kończyłam, rycząc okrutnie. Dobra, niełatwa lektura — oczyszcza jesienny nos i uczy cieszyć się tym, co jest; uczy od zaraz. Kot, pies, koń… zwierzęta mają niebywałą moc uczłowieczania ludzi!

Czekałam na właściwy moment. Nie miałam pojęcia, jak ten właściwy moment wygląda, ale i tak na niego czekałam.

*

Tym, co mnie do niej przyciągnęło, byłą jej zdolność do emocjonalnego zaangażowania. Uświadomiła mi, co mogłoby mnie czekać, gdybym posiadła jej umiejętność… czego? Przebaczania? Zapomnienia? Życia chwilą? Cóż takiego sprawiło, że zwierzę, które tyle przeszło, potrafiło na nowo — z braku lepszego słowa — kochać?

*

Zjawisko, które zapiera dech w piersiach — upływ czasu.

*

Mnie zabrakło głosu. Miałam tylko milczenie pełne lęku.

*

Życie jest krótkie — rób to, co istotne. […] Lay Me Down była moją muzą, inspiracją, by szukać sensu w stracie, pogodzić się z nią, odnaleźć w niej piękno. Albo przynajmniej ujrzeć jej prawdę.

*

Konfrontacja ze śmiercią oznaczała codzienne wstawanie, kiedy jeszcze jest ciemno i zimno, i chodzenie do stajni, by wypełniać tam dotychczasowe obowiązki. Chodzenie do pracy, powroty do domu i ponowne wizyty w stajni, by zrobić to, co należało zrobić przed nocą. Trzymanie się ustalonego porządku. Czy tylko ja na całym świecie nie wiedziałam, że konfrontacja ze śmiercią oznacza konfrontację z życiem? Były jednym i tym samym.

*

     — Nie byłoby błędem, gdybyś zrobiła to teraz, i nie byłoby błędem, gdybyś się wstrzymała — stwierdziła.

*

     — Chcesz się rozejrzeć?

*

[…] to, że ktoś mnie chce, nie wystarcza.

*

[…] oczekiwałam jednego konkretnego słowa. Jedynego słowa w całym lekarskim żargonie, które potrafiłam zrozumieć i które przekazałoby mi dokładnie to, co nas czekało. Nie w sensie medycznym. Szłyśmy do góry czy spadałyśmy? Było z tego jakieś wyjście czy nie?

Susan Richards, Koń, który mnie wybrał.
Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce
,
przeł. Monika Orłowska, Replika, Zakrzewo 2017.
(wyróżnienie własne)


*


Lay Me Down

(tamże)

*

Franz Marc, Red and Blue Horses, 1912.
(Malarz wyjęty z tej książki)

wtorek, 22 sierpnia 2017

Pan. Młody człowiek. Pies. Całkiem nowiutki, śniegu jeszcze w życiu nie widział.

Z Heniutką byłyśmy na spacerku. Pan zapytał: co z tymi drzewami? chore? Pierwsze lato pieska, pierwsze lato pana z pieskiem. Wcześniej tego pan nie zauważał. Teraz już wie, że topole szykują się już do zimowego snu.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Kupiłam te słowa na pniu! Kupiłam przed chwilą całym sercem i zamiarem, by jeszcze w tym życiu truchtać, na przykład.

Our passion is our strength.
Joanna Hewelt



(fot. Marianne Forsell, fragment)

 
1 , 2
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...