Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: wiara

środa, 09 sierpnia 2017

Wiedziałam o tej książce od maja. Zaznaczyłam, by upolować. Upolowałam pod koniec czerwca i wydawało mi się, że już zaraz za nią się wezmę, ale tak się nie stało — bele-trele nie jest dla mnie łatwą formą czytania. Jedna, druga audycja na temat Opowieści podręcznej. Próbowałam, ale po kilku stronach odpadłam. Inne, inne literki do mnie przychodziły. W sobotę wzięłam się za piąty tom Chyłki, a tu… audycja! Zdziwiona nie byłam. OK, nie rozkręcił się chyłkowy tom, odłożyłam, wprawiając Sadownika w zdumienie, gdy Mu wieczorem w rozmowie telefonicznej o tym doniosłam.

Zaczęłam opowieść i oderwać się już nie mogłam. Dystopia to zdecydowanie mój ulubiony „gatunek beletrystyczny”. Do takiego wniosku doszłam już w połowie czytania.

Ta książka trzeźwi. Żyjemy w kraju wybranym, kaganku moralności europejskiej, kolebce wartości najsłuszniejszych i właśnie z tego powodu jest to książka obowiązkowa w czasach najlepszej zmiany.

Pomyśl o rzeczach, które wydają ci się oczywistym twym prawem. Masz? Pomyśl, że może ci to być odebrane. Robi wrażenie. Piorunujące.

Ktoś kiedyś powiedział: nie interesujesz się polityką, polityka zainteresuje się tobą. I nawet jeśli jesteś mężczyzną, to świat, który zostanie pod ciebie skrojony, nie będzie ani dobry, ani wygodny, nawet jeśli nie lubisz grać w scrabble.

     Dlaczego więc chce mnie tu widzieć, w nocy, samą?
     Jeśli mnie na tym złapią, będę zdana na łaskę Sereny. Dyscyplina domowa to nie jego sprawa, to domena kobiet. A potem reklasyfikacja. Mogę skończyć jako niekobieta
.
     […]
     — Chciałbym… — zaczyna.
     Usiłuję nie okazać nadmiernego zainteresowania. Tak? No więc, o co chodzi? Chciałby czego
? […]
     — Chciałbym… — mówi. — ale to zabrzmi głupio. — I rzeczywiście robi wrażenie zmieszanego, jest potulny, w każdym razie tak to się kiedyś nazywało. […]
     — Chciałbym, żebyś zagrała ze mną w scrabble — kończy.
     Siedzę zupełnie sztywno. Panuję nad twarzą, która jest całkowicie nieruchoma. A więc to jest w zakazanym pokoju! Scrabble
! […] Teraz ta gra jest dla nas zakazana. Teraz jest niebezpieczna. Teraz jest nieprzyzwoita. Teraz jest czymś, czego nie może robić z własną żoną. Czymś pożądanym. […] Trzymam błyszczące kostki, czując ich gładkie brzegi, wymacuję litery. Zmysłowe doznanie. To jest wolność.

*

[…] — Myśleliśmy, że nam pójdzie lepiej.
     — Lepiej? — pytam ściszonym głosem. Jak on może myśleć, że tak jest lepiej?
     — „Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich — mówi. — Zawsze dla niektórych jest gorzej
.

*

     — […] Powiedz mi. Jesteś inteligentna, ja się naprawdę liczę z twoim zdaniem. Co takiego przeoczyliśmy?
     — Miłość — powiedziałam
.

*

Mówiąc ci cokolwiek, przynajmniej wierzę w ciebie, wierzę, że jesteś, powołuję cię do życia mocą swojej wiary. Opowiadając ci tę historię, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.

*

BÓG TO NAJWYŻSZE DOBRO NARODU.

*

     — A może to jego wina — mówi.
     Nie wiem, kogo ma na myśli. Komendanta czy Boga? Gdyby mówiła o Bogu, powiedziałaby „wola”. Tak czy siak, to herezja. Wina może być tylko po stronie kobiety, bo tylko kobiety bywają uszkodzone, niepełnowartościowe, uparcie zamknięte
.

*

To się przynajmniej nie zmieniło: pełen miłości stosunek mężczyzn do dobrych samochodów.

*

[…] za czytanie. Nie, za czytanie tylko odcinają rękę — za trzecim razem.

Margaret Atwood, Opowieść podręcznej, przeł. Zofia Uhrynowska-Hanasz,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 09 kwietnia 2017

Czeski ksiądz Tomáš Halík jest jedynym księdzem, którego słucham z uwagą — napisał Mariusz Szczygieł. W zasadzie to wystarczyło, gdy mój ulubiony serwis ibuków, poinformował mnie o promocyjnej cenie na tę książkę. Nie zastanawiałam się specjalnie, klik, klik i wiedziałam, że po Jastrzębiu to najwłaściwsza książka.

Do tej książki nie miałam pojęcia, jak bardzo głęboko jestem wierząca — nie zmieni tego żaden nadęty purpurat, nabzdyczony, z muchami pewności w nosie prałacik czy szydła, druty i agrafki rządowe, co świętsze od papieża.

Gdy ktoś twierdzi, że jest absolutnie niewierzący, często wtedy go pytam: jak wygląda ten Bóg, w którego nie wierzysz? Bo gdy coś odrzucam, muszę mieć przecież jakieś wyobrażenie o tym, co odrzucam.
     A gdy ten niewierzący opisze Boga, w którego nie wierzy, często mu muszę z ulgą pogratulować: Bóg zapłać, że w takiego Boga nie wierzysz! W takiego Boga nie wierzę i ja. W odniesieniu do takiego teizmu i ja jestem ateistą.

*

Rosyjski fizyk Nalimow napisał — pamiętam to dobrze — że człowiek otwiera się na prawdę na trzy sposoby: każdy z nich związany jest z jednym konkretnym wykrzyknikiem.
     „O” — oznacza zdziwienie, pełne podziwu zamilknięcie przed tajemnicą, która się przed nami otwiera.
     „Aha” — oznacza rozumowe zaakceptowanie danej myśli.
     I na koniec występuję też „ha, ha”, poprzez które człowiek wyraża, że zrozumiał dowcip
.

*

Drogi, które okazują się naprawdę owocne, zaczynają się zazwyczaj od trudności i chaosu.

*

[…] wiara nie jest niczym zdrętwiałym, ale jest nieustannym poszukiwaniem, nieustannym ruchem, dynamizmem. Nie tyle ruchem do przodu w rozumieniu współczesnej ideologii postępu ani ruchem do tyłu w duchu nostalgii tradycjonalistów i fundamentalistów, ile ruchem w głąb.

*

Boża moc objawia się w ludzkiej słabości; dopiero gdy będziemy mieli odwagę przyznać się do niej i przyjąć swoją słabość, otworzymy drzwi na działanie Bożej mocy. Dopiero gdy pozbędziemy się pewności właścicieli prawdy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w drodze, a nie u celu, nasza droga przestanie być błądzeniem w zaczarowanym kręgu beznadziejnego powtarzania.
     Dopóki ziarno nie obumrze, kłosy nie wzejdą
.

*

Cierpienia nie możemy przedyskutować, ale możemy je objąć.

*

Od wiary nie oczekujmy wygodnej pewności, ale umiejmy czerpać z niej odwagę do wkroczenia w obłok tajemnicy. Wiara jest umiejętnością życia z tajemnicą. […] Dojrzała wiara jest w stanie unieść otwarte pytania.

*

To, co Karl Rahner określił kiedyś pięknie: „Bóg ma swoją przygodę z każdym, czy jest to wierzący, czy ateista”, można byłoby powiedzieć i na odwrót: że każdy, czy to wierzący, czy ateista, ma swoją przygodę z Bogiem.

*

Przez całe życie uczymy się słuchać i rozróżniać, przez całe życie uczymy się rezygnować. Całe życie, jeśli nauczymy się rozumieć jego mowę, wyzwala nas z naszych wyobrażeń, dążeń, ambicji, fantazji i planów, ze wszystkich naszych „alternatywnych scenariuszy”.

*

[…] rzeczy są śladami nieskończoności […].

*

Bóg podarował nam świat i życie jako coś złożonego i niejednoznacznego.

*

[…] stworzyłem dla siebie roboczą definicję: wierzącym jest dla mnie ten, kto przeżywa swoje życie jako dialog, kto stara się zrozumieć wyzwania, inspiracje, dary, rady czy ostrzeżenia, które mu samo życie przynosi, i odpowiada na nie.
     A niewierzący to ten, kto przeżywa swoje życie jako monolog, kto słucha sam siebie, nie przyjmuje innych, a tym samym nie traktuje poważnie Tego, który przez innych i przez życiowe historie do niego przemawia
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


Gdy mówię o „Kościele posiadającym”, o majątku Kościoła, nie myślę o tym, co tak często w historii było przedmiotem krytyki: o bogatym i silnym Kościele dysponującym licznymi dobrami materialnymi i wchodzącym w sojusz z realną władzą. To dziś na szczęście w wielu krajach świata już nieodwracalna przeszłość. Przeczytałam te słowa i z  przykrością stwierdziłam, że w przypadku Polski to nie przeszłość, tylko teraźniejszość. Teraźniejszość+, która terroryzuje.

Polski katolicyzm to karykatura chrześcijaństwa. Polski rząd to karykatura rządu. Gdyby ten czeski Ksiądz, był polskim księdzem, z pewnością dostałby zakaz publicznych wypowiedzi i publikacji.

To, do czego rzeczywiście dążą ci, którzy przeciwko europejskiej integracji podnoszą sztandary z widniejącym na nich hasłem: „narodowej suwerenności”, nie jest suwerennością państwa, ale ich własną suwerennością w półmroku korupcyjnego połączenia polityki i ekonomii.

*

Jeśli Kościół (i różne instytucje nazywające siebie chrześcijańskimi) ma na względzie przede wszystkim swoje własne instytucjonalne interesy, a chrześcijanie troszczą się tylko o własną wspólnotę — są solą, która straciła swój smak i funkcję. Do niczego się już nie nadają.

*

[…] słyszymy z każdej strony o powrocie Boga i powrocie religii. Przyznam się, że obawiam się raczej Boga, który wraca w postaci religii politycznej. Raczej ufam drodze, którą wytyczył Lévinas: Bóg bezwarunkowo objawia się w bliźnim, w człowieku, za którego ponoszę współodpowiedzialność. Nie można nie zobaczyć, że u korzeni współczesnego kryzysu ekonomicznego leży właśnie nieobecność odpowiedzialności.

*

Boję się ludzi o niezachwianych przekonaniach, ponieważ czuję od nich chłód śmierci i wrogość wobec życia, wobec jego dynamiki, ciepła i różnorodności, unikam ich, bo po prostu nie wierzę w deklarowaną pewność ich wiary. Nic na to nie poradzę: za murem ich niezłomności wyczuwam tłumione pytania i nierozwikłane problemy, nierozstrzygnięte wewnętrzne konflikty, przed którymi daremnie szukają ucieczki w walce z inaczej myślącymi.

*

Religijny fundamentalizm i radykalny sekularyzm są dwiema skrajnościami, które są do siebie w podejrzany sposób podobne, wzajemnie się prowokują i wzmacniają.

*

Gdyby chrześcijaństwo chciało odwrócić się plecami od współczesności, wpadłoby w bigoterię i fundamentalizm religijny. I gdyby na odwrót, świeckość chciała się zupełnie odwrócić od chrześcijaństwa, sama stałaby się nietolerancyjną pseudoreligią.
     Przykłady obu ekstremów są znane: wulgarne, upolitycznione formy katolicyzmu czy prawosławia zmieszane z nacjonalizmem i ksenofobią po jednej stronie i wojujący ateizm po drugiej
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

środa, 14 września 2016

Co teraz? Następna powieść? Nie. Może coś z zaległości? Tak. Tą metodą padło na x. Kaczkowskiego. Czasem daje czadu w iście katolickim stylu, co trudno traktować jako niespodziankę. Czasem widać, że kontaktu z kilkoma kwestiami w życiu nie miał i teoretyzuje. Ale poza tym, miodzio, zachwyt i szacun. Z jego na moje przekładalne w stu procentach, tylko aksjomaty mamy różne.

Pomyślałem bardzo szczerze, jednocześnie bardzo boleśnie tę myśl przeżywając: „Panie Boże, zdejmij ze mnie ciężar przywiązania do efektu”. Dopiero wtedy poczułem wolność.

*

Życie jest modlitwą. Dla mnie również praca jest modlitwą.

*

Musimy pamiętać, że kiedy coś dramatycznie w życiu zawalimy, to nie jest to nigdy sytuacja ostateczna.

*

[…] przypomniałem sobie starą metodę zdrowego myślenia Simontona: nie marnuj czasu, odnoś się do faktów, a nie swoich wizji.

*

Powtarzam sobie: „Zaufaj”. Tylko i aż tyle.

*

[…] amor est diffusivum sui, czyli że — jest to nieprzetłumaczalne dosłownie — miłość jest ze swej istoty rozlewna.

*

[…]  miałem w sobie obawę, że wszystko w życiu można zmarnować, rozmienić się na drobne.

x. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka, Życie na pełnej petardzie,
czyli wiara, polędwica i miłość
,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 21 lipca 2016

Z uporem maniaka na tym blogu nie ma (prawie) ani słowa na temat aktualnych, politycznych, publicznych dramatów, dylematów, kwestii, dróg donikąd, klauzul sumień najbardziej sumiennych. Nie ma, bo trzeba by długo, bezowocnie i całkiem bez sensu. Ale czasem wyjątek sam włazi w ręce — publiczne staje się prywatnym.

Coś napadło mnie wczoraj. Zachciało mi się w autobusie ruchomego, ale od końca. Było więc With My Own Hands, Beautiful Day, potem CohenZębaty z tym samym utworem. Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie mój szczery śmiech i ubaw, w który wpędziły mnie katolickie przygotowania do ŚDM. Wyszłam z Ośrodka, kilometry chodzenia chciałam sobie nabić, więc obok Placu Piłsudskiego mknęłam. I?

I upłakałam ze śmiechu. Scena na placu, głośna muzyka i. I co? I Hallelujah Leonarda Cohena! Trzeba przyznać, że to niezły chichot historii, pochodzenia i perspektyw widzenia świata. Chyba śpiewający tę „nutę” nie wiedzieli nic o tym utworze. Nikt im nie powiedział, że nie każde Alleluja ma wymiar katolicko-mizoginistyczno-żałujący-za-grzechy wielbienia pana? Przenośnie, parabole, elipsy, inne środki wyrazu? Gdzie? Czepiasz się babo. Alleluja! Wiem. Czepiam się. A może? Chwila, chwila. Oczywiście, że jest to głęboko religijna pieśń, tyle że religią nie jest katolicyzm, lecz człowieczeństwo.

*

Nie byłoby tego wpisu również z drugiego powodu. Dziś rano przeczytałam piękne słowa:

Udawanie, że jest inaczej, wymagałoby zapoczątkowania nowej religii, której przyświecałoby chwytliwe hasło: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę”.
     O to właśnie chodzi w religii. Tyle tylko, że zawsze dodaje się jeszcze jedną linijkę, która psuje mi humor i całe hasło brzmi wtedy następująco: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę. A jeśli jesteś inny niż ja, wtedy jesteś w błędzie. I będziesz się przez to smażył w piekle”.

John C.Parkin, Filozofia f*k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha,
przeł. Cezary Welsyng, Helion, Gliwice 2011.
(wyróżnienie własne)

*

Przypomniały mi się zajęcia z przekleństw. Grzeczna nad wyraz, poza wszelką normę dla kobiet ustanowioną, spokojna do bólu dziewczyna. Przekleństwo przez jej gardło przejść absolutnie nie mogło. Nauczyciel zarządził na koniec, że nie wyjdziemy, jeśli każdy nie przeklnie. No i groziło nam uwięzienie na resztę wieczności. Dziewczyna nie chciała, nie potrafiła, nie mogła, o sumieniu nie wspomniała — nie było wtedy takiej mody. Nauczyciel już prawie się poddał, gdy z grzecznej dziewczyny wyrwało się głośne, niskie: fuck it all! Zatkało nas wszystkich z wrażenia. To było spektakularne przekleństwo!

Więc?

Fuck it all! Hallelujah!

It’s a beautiful day!

wtorek, 07 czerwca 2016

Społeczeństwo ma pomysł na ciebie, ma pomysł na mnie. Każda rodzina ma pomysł na każdego swojego członka. Twoja rodzina wie, jaka powinnaś być ty. Moja rodzina ma wspaniały pomysł na to, jaka powinnam być ja.

Ile trzeba lat, by stanąć za sobą, swoim doświadczeniem, swoimi uczuciami? Ile lat potrzebnych, by odkopać się spod tych wszystkich super pomysłów na super człowieka i super życie? Ile, by poznać własny pomysł na własne życie? Ile trzeba sił, by się nie poddać? Odpowiedź brzmi: od jasnej cholery! Jednak warunkiem koniecznym jest człowiek, choć jeden, który nie podepcze naszej prawdy o nas samych, który ją uzna, uwierzy w nią i potraktuje serio. Bohaterce tej książki taki człowiek nie był dany.

*

Podczas czytania tej książki, wrócił do mnie znany obraz z dzieciństwa. Chodzi o ten z napisem Jezu, ufam tobie — wyszukałam wśród internetowych grafik — to niesamowite, że jest na nim biały, szczupły, w miarę wysoki mężczyzna, bez okularów, oczywiście. Taka religijna wersja idealnego męskiego barbie.

*

Ta książka pozostawia z pustką wypełnioną bezbrzeżnym milczeniem. Ta książka zatrzymuje niczym śmierć, bo jest o uśmiercaniu na początku życiu, o uśmiercaniu na całe życie.

Każdy z nas, jestem pewna, doświadczył w życiu braku akceptacji czy wręcz odrzucenia, chwilowego lub utrzymującego się przez dłuższy czas. Przyjmujemy to rozmaicie: z obojętnością, lekkim rozdrażnieniem, może też nam być z tego powodu przykro. Są wśród nas i tacy, którzy zaznali autentycznej nienawiści — i to z powodu czegoś, na co nie mają wpływu i czego nie mogą zmienić. Pewną pociechą może być dla nas świadomość, że odrzucenie czy nienawiść są nieuzasadnione — że nie zasłużyliśmy na nie.

*

Czarna dziewczynka pragnie mieć niebieskie oczy białej dziewczynki, a grozę czającą się u podłoża tego pragnienia przewyższa jedynie zło, jakie niesie ze sobą jego spełnienie.

*

[…] nasz smutek był tym dotkliwszy, ponieważ nikt poza nami go nie odczuwał. Ludzie byli zniesmaczeni całą historią, wstrząśnięci, oburzeni, rozbawieni, a nawet podekscytowani. I na próżno czekałyśmy, aż ktoś powie: „Biedna dziewczynka” albo „Biedne maleństwo”. Usta, z których winny paść te słowa, wykrzywiały się oskarżycielsko. Patrzyłyśmy ludziom w oczy, lecz zamiast troski widziałyśmy tylko zasłonę obojętności.

*

Pauline ostatecznie się ukształtowała, a proces jej stawania się polegał, jak u większości z nas, na wyhodowaniu w sobie nienawiści do wszystkiego, co dziwi lub przeszkadza.

*

Wraz z ideą romantycznej miłości wchłonęła jeszcze jedną — ideę fizycznego piękna. Bodajże dwa najbardziej szkodliwe pojęcia w dziejach ludzkiej myśli. Oba zrodzone z zawiści, znajdowały pożywkę w braku pewności siebie i niezmiennie kończyły się rozczarowaniem.

*

Pewnej soboty, zatopiona w trawie na opuszczonej działce, rozrywałam łodygi mleczy i rozmyślałam o mrówkach, o pestkach brzoskwiń, o śmierci i o tym, gdzie podziewa się świat, kiedy zamykam oczy.

*

Piękno to nie tylko coś, co można zobaczyć; to również coś, co można zrobić.

Toni Morrison, Najbardziej niebieskie oko,
przeł. Sławomir Strudniarz, Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 29 maja 2016

Dwa dni przed tym, gdy zaczął się świat bez kopytka, napisałam tu na blogu: nim wezmę się za najnowszą tej Autorki. Minęły cztery miesiące ze sporym hakiem, gdy wzięłam się za najnowszą książkę tej Autorki. Z rozdziawioną gębą, z niedowierzaniem, z przerażeniem, z nożem, co w kieszeni się otwiera. I cóż poradzić, skoro rodzimy, polski rynek dostarcza równie ciekawych form myślenia. W końcu kto zabroni człowiekowi z bogatą fantazją i utajoną paranoją?

Duke odkrył prostą prawdę, że nienawiść można szerzyć równie skutecznie, promując miłość. Do narodu, rasy, tradycji, Jezusa Chrystusa, a przede wszystkim do rodziny. Nikt normalny nie będzie się przecież czepiał rodziny. Konieczność segregacji rasowej Duke tłumaczył troską o przywrócenie chrześcijańskiego ładu i bezpieczeństwa.

*

Tu liczyły się praca, inteligencja, operatywność i szczęście. Mit zakładał, że jeżeli powinie ci się noga, to wylądujesz na bruku bez pomocy, ale zarazem co dzień będziesz budzić się z szansą, że wieczorem zostaniesz milionerem. To jest Ameryka, tak została pomyślana. Wszyscy mają tu się czuć równi. Tylko że do niedawna, żeby uczestniczyć w tej równości, trzeba było spełnić jeden warunek.  Być białym.

*

Wczoraj wieczorem wzięliśmy globus, znaleźliśmy Europę, ale Polski nie było.
     — Musi być.
     — Nie było.

*

     — Chrystus rzekł: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.
     — A weź przestań, marksistowska propaganda!

*

     — Martin Luther King mawiał: „Lękamy się tego, czego nie znamy”. Ludzie nienawidzą innych ludzi, bo się ich boją, a wynika to z tego, że ich  nie znają, a nie znają, bo są rozdzieleni. My byliśmy w domu uczeni nienawiści do czarnych. Czarni byli uczeni nienawiści do nas.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

sobota, 16 kwietnia 2016

„Trylogia”. Odwaga. Walka. Grzech. Walkę zostawiłam na koniec, zakładając, że będzie tak dobra jak Odwaga. Wzięłam się za Grzech. Grzech jest kobietą (?) Co za głupi tytuł, wręcz insynuacja. Natychmiast przypomniał mi się Marek Halter, którego zdjęłam z półki, by wygrzebać z jego książki najbardziej znaczące dla mnie zdania dotyczące grzechu.

W judaizmie, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, ludzie przez swoje słabości i błędy nie grzeszą, lecz dopuszczają się nieposłuszeństwa. […] sama Biblia czynu Adama i Ewy wcale nie uznaje za grzech. Zarzuca im natomiast nieposłuszeństwo. Innymi słowy, obarcza ich odpowiedzialnością… za dokonanie złego wyboru.

*

Podoba mi się myśl, że posłuszeństwo i nieposłuszeństwo to wzięcie na siebie odpowiedzialności, nie zaś dowód uległości wobec silniejszego i potężniejszego ode mnie. Jestem nieomal pewien, moi drodzy, że jesteście na to tak przeczuleni jak ja. Czy każdy z nas doświadczając ojcowskiego nakazu: „Masz słuchać!”, nie odczuwał nieprzepartej chęci zapytania: „ Dlaczego?”.

Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla moich chrześniaków, przeł. Katarzyna Skawina,
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001. (wyróżnienie własne)
Marek Halter, Judaizm. Opowieść dla chrześniaków

Grzech. Reportaże. Z daleka śmierdziało mi tanim myśleniem i stereotypem. Uderzyło mnie, że wszystkie napisali mężczyźni. No tak, kto lepiej niż mężczyźni od wieków najlepiej, najpełniej i najpiękniej definiuje kobiece grzechy. Jeden z reportaży kompletnie nie trzyma jakiegokolwiek poziomu — Katarzyna W. wraca… komentarzami z sieci i wieściami z tabloidu — ja bym się wstydziła podpisać pod tym i jeszcze nazywać to reportażem, a pan autor się nie wstydził, pani prowadząca zbiór też nie, niesamowite.

Grzech. Reportaże. Mimo wszystko, kilka naprawdę dobrych w tej książce jest — nie jestem pewna czy o grzechu, na pewno nie o grzechu, co jest kobietą.

Pani Deptuchowa w ogóle uważała, że nadmiar wiedzy i kultury zabija w człowieku ducha, przysparza melancholii — każdy powinien w sobie pielęgnować odrobinę chama, a akurat pan Krzysio pielęgnuje całego.

*

Staruszka okrąża mnie, przyglądając się z podejrzliwością. Zatrzymuje się, gdy na stole zauważa plakietkę z napisem „Dziennikarz”. Recepcjonistka kazała mi ją przypiąć do piersi, ale zauważyłem, że na ludzi z plakietkami („Terapeuta”, „Pielęgniarka”, „Kuchnia”) pensjonariusze reagują jak kierowcy na policjantów — odruchowo robią się mniejsi.
     — A o co młodzieniec chce zapytać? — docieka zdziwiona pani.
     — O poczucie winy.
     — Dla młodzieńca jest na to za wcześnie. Niech młodzieniec poczeka jeszcze parę lat, a Bóg na pewno zaspokoi jego ciekawość.
     
[…]
     — Niech młodzieniec spojrzy na ten parking. Pusty. Widać, jak wielu młodych nie może udźwignąć czwartego przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. I nawet się nie dziwię. Ono nie jest na dzisiejsze czasy. Bóg dał nam je dawno temu, ale zapomniał go znieść, gdy człowiek stał się długowieczny.
     — Żyjemy teraz średnio siedemdziesiąt siedem lat, czyli o trzydzieści więcej niż nasi przodkowie na początku XX wieku — wtrącam.
     — Oni nie mieli pojęcia o prawdziwej starości, dlatego mogli być rozliczani z czwartego przykazania. Dzisiejszym młodym jedyne, co po nim zostało, to poczucie winy.

Ewa Wołkanowska-Kołodziej (prow. zbioru), Grzech jest kobietą,
Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014.

poniedziałek, 28 marca 2016

Wracaliśmy.  Ze sobą. Do siebie. Do naszego życia. Do Przytuliska. Z każdym kilometrem bliżej Domu. Ja z każdym kilometrem z większą świadomością, że ta Książka wciąż mnie trzyma — niczym dłonie, które za chwile podrzucą gołębia do lotu.

Wracaliśmy. Zastanawiałam się, które słowa pozostaną ze mną na dłużej. Na moje dalej, szerzej i bardziej. Już wiem. Te, o tu, poniżej.

W uciekaniu […] nie ma nic wyzwalającego.

*

[…] żaden zakaz nie zabroni ludziom uczyć i myśleć.

*

Bycie uczniem to nie podążanie śladami i drogami tych, którzy byli przed nami, lecz szukanie tego, czego szukali oni — kontynuowała [Joan Chittister], nawiązując do słów japońskiego poety Bashō.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 27 marca 2016

Ta Książka kontaktuje z powołaniem, które niekoniecznie musi być związane z religią. Jak świadczą życia wielu wypowiadających się Kobiet, powołanie to nie szybka ścieżka do sukcesu, to ciężka praca, zaangażowanie i kucie w społecznych skamielinach myślowych bez gwarancji bajkowego zakończenia. Jest konkretna robota do zrobienia — dla nas, dla innych, dla kolejnych ludzkich pokoleń — by przeciwdziałać istniejącej wokół nas ilości niekoniecznego cierpienia. Jest robota do zrobienia — dla mnie, dla ciebie już dziś. Ta książka rozpala ogień i pozostawia ze znakiem zapytania: co karmi moją duszę? na co chcę mieć wpływ? Wielkanoc jest dobrym czasem dla tych pytań, by nie pozostały bez odpowiedzi.

Można pozostać na idealistycznym poziomie fantazji o kobiecej receptywności i otwartości na życie albo rozmawiać o ciele takim, jakim go doświadczają kobiety.

*

Teoria gender uczy też, że musimy być podejrzliwi wobec własnych wyobrażeń o tym, co znaczy być mężczyzną i kobietą, oraz wobec ról, jakie na tej podstawie zadało nam społeczeństwo i Kościół. W tym sensie krytyczne spojrzenie na tradycję oraz praktykę społeczną i kościelną może być wyzwalające. „Jakim prawem współczująca miłość, szacunek czy opiekuńczość mają być uznawane za cechy kobiece, a nie po prostu ludzkie?” — pyta Elizabeth Johnson. „Dlaczego siła, władza, racjonalność mają przynależeć bardziej do mężczyzn niż do ludzi, włączając w to kobiety?

*

Geniusz i tajemnica kobiety, jej piękno, intuicyjność i relacyjność oraz komplementarność płci. Bardzo to pięknie brzmi, ale czy odpowiada rzeczywistości? Geniuszu kobiety i komplementarności nie oszczędzają katolickie feministki. Wiele tuszu zużyto już na druk ich krytycznych opinii. Nie tak dawno amerykańska zakonnica, siostra Sandra Schneiders, oburzała się, kiedy na watykańskiej konferencji prasowej „tańczono” wokół tych terminów. „Najwyższy czas przyjąć do wiadomości, że słowa te, i inne należące do tej samej grupy językowej, są kodem oddającym teorię i program seksualnego apartheidu i kobiecego poddaństwa w Kościele — pisała w „National Catholic Reporter”.

*

Zamiast więc rozwijać poetycko stereotypy, moglibyśmy budować partnerską antropologię, która wzbogaci obraz i mężczyzn, i kobiet. A może kobiety opowiedziałyby o sobie same?

*

Prokreacjonizm krytykowany przez Gudorf skupia się na samym akcie seksualnym i jego potencjalne biologicznym, a nie na godności i dobru uczestników. Amerykańska teolożka nazywa moralnym minimalizmem sytuację, w której cnotą seksualną jest unikanie aktów zamiast skupiania się na konstruowaniu relacji seksualnych, które są sprawiedliwe i dają poczucie bycia kochanym, dzięki czemu wspierają osobisty i społeczny rozwój człowieka. Przypomina też o problemie przemocy seksualnej, wspominanym w tekstach i kazaniach dużo rzadziej niż kwestia antykoncepcji.

*

Katolicy pytają, jak mogę być [Tina Beattie] feministką. Feministki pytają, jak mogę być katoliczką”. „I co odpowiadasz?” — dopytuję. „Ale są przecież katolickie feministki” — tłumaczy. „Może w Polsce jeszcze nie tak wiele. W jakimś sensie chciałabym obnażyć antyintelektualizm świeckiego feminizmu, który odmawia brania religii na poważnie. Wiele inteligentnych kobiet na całym świecie łączy feminizm ze swoją religijną wiarą. Kiedy świecki feminizm odmawia dostrzeżenia tego, też jest winny nietolerancji. Jest niemal lustrzanym odbiciem watykańskiego języka wykluczenia i kontroli”.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...