Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: konsumpcjonizm

sobota, 28 czerwca 2014

Do wczoraj dość dzielnie broniłam się przed natrętnym marketingiem telefonii niestacjonarnej. Latami o możliwości wymiany telefonu informował mnie Sadownik, bo ja nie miałam pojęcia, że warto mieć nowszą wersję ulubionego telefonu. Latami wybierał mi model spełniający moje najśmielsze życzenia: zwykły telefon bez wodotrysków, bez zamrażacza połączeń i uczuć, bez modułu „daj się zaskoczyć” nowym technologiom — zwykły telefon do dzwonienia i esemesowania. Przy ostatniej wymianie Małżonek-Przyjaciel-Współspacz poinformował mnie, że mam bardzo wygórowane wymagania i że właśnie stoję przed historyczną chwilą, kupuję ostatni telefon, który spełnia moje życzenia i w razie czego — w przeciwieństwie do smartfonów — da również radę przeżyć kąpiel w świeżo zaparzonej herbacie (naprawdę dał radę, ale o tym przekonałam się kilka miesięcy po jego zakupie). No cóż, pomyślałam wtedy, kupuję telefon, o który będę musiała bardzo, bardzo dbać, by starczył na bardzo, bardzo długo.

Wczoraj udało mi się swoim telefonicznym gruchotem uchwycić psią stopę, a gdy zobaczyłam jakość foci, przypomniało mi się, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Wczoraj skończyła się era przedpotopowych telefonów! Tak, chcę nowy śliczny model do dzwonienia, esemesowania i... robienia nagłych, o dużo lepszej jakości foci. Po raz kolejny wszystko przez Heniutkę.

Do listy rzeczy ważnych, potrzebnych, ale nienagłych dopisałam telefon, zaraz po kasku, który na liście zajmuje pierwsze miejsce od piętnastu miesięcy.

sobota, 21 czerwca 2014

Co działo się, gdy mnie nie było? Podczytywałam z rana. Odwołali spektakl, na który żałowałam, że nie pójdę.

Jabłoń:
(czyta Sadownikowi fragmenty artykułów, cytuje jeden z ich tytułów)
Wiesz, dobry tytuł: Polska Iranem Europy...

Sadownik:
Nie, nie! Iran Polską świata islamu.

*

Rodrigo Garcia

*

[Roman Pawłowski]: Jaki był proces pracy nad tym spektaklem?

[Rodrigo García]: Zaczęło się od mojej fascynacji malarstwem renesansowym. Przez ostatnie dziesięć lat zobaczyłem w Europie wszystko, co powstało w tamtej epoce. Renesansowa ikonografia jest ważną częścią „Golgota Picnic”. Drugim impulsem była muzyka Haydna. „Siedem ostatnich słów Zbawiciela na krzyżu” [...]. (źródło)

*

To radykalny, nieprzyjemny spektakl o zachodnim społeczeństwie pogrążonym w konsumpcji i pozbawionym kontaktu z wartościami. Opowiada o sztuce, która wyczerpała swoją metafizyczną moc, i o Bogu, który staje bezradny wobec zła uczynionego ludzkimi rękami.

„Rozmieszczać broni na ziemi nie mogę: już wy to uczyniliście. Nauczyć was ruchać dzieci nie mogę: już wy to uczyniliście. Nauczyć was zabijać z głodu nie mogę: już wy to uczyniliście. Nie mogę nauczać was ścierać z powierzchni ziemi całe miasta i wioski ani technik dokonywania Holocaustu: już wy to uczyniliście” - tak brzmi otwierający spektakl nowy dekalog współczesnego świata. (źródło)

*

[...] obawiam się, że nie jesteśmy w stanie stworzyć alternatywnego, lepszego systemu. To nie tylko problem ekonomii. Społeczeństwa, które znam: hiszpańskie i włoskie, są za bardzo skupione na sobie. Nikogo już nie obchodzi, co dzieje się gdzie indziej, o ile ma się zapewnioną pensję, dom i samochód. Nie ma myślenia wspólnotowego. A rządy wykorzystują to, oferując ludziom szczęście na poziomie indywidualnym. (źródło)

*

sobota, 25 stycznia 2014

Zachłanność. Osiągnąć najpierw. Myśleć, że da się zachować bez zmian wszystko co dobre z przeszłości. A potem życzyć sobie więcej i więcej, czegoś innego, nowego, mając z tyłu głowy, że trzeba bezwzględnie utrzymać to dobre, co już się zdobyło. Czyż to nie mentalne kajdany gwarantujące pozorne bezpieczeństwo i władzę nad życiem?

Antyzachłanność. A przecież nie jest możliwe, by napić się białej herbaty z naczynia wypełnionego po brzegi kawą latte bez uprzedniego pozbycia się z niego kawy. Przynajmniej przez ułamek sekundy filiżanka będzie pusta. Strata znanego. Strach. Może dlatego zmiana jest, no cóż, tylko dla odważnych?

Puścić świat, który stworzyło się wczoraj.
Rozejrzeć się w dzisiaj.
Nie odkładać na jutro.
Pomyślało się.

sobota, 04 stycznia 2014

Leży mi ta książka na wątrobie już prawie miesiąc. Najpierw ją przegapiłam i nie mam pojęcia, jak to się mogło stać. Moje ulubione wydawnictwo. Moja ulubiona seria wydawnicza. A jednak przeoczyłam. Nadrobiłam zaległości, gdy wypatrzyłam ją na bazarku świątecznym na początku grudnia. Wtedy miała rok. Połknęłam ją w kilka dni, próbując nie śpieszyć się wcale, dbając o to, by nie zrzygać się światu prosto w twarz. Dziś, gdy ostatecznie postanowiłam pozostawić ją tutaj, ma już formalnie dwa lata.

Leżała mi na wątrobie do dziś, wywołując fale różnych objawów. Najpierw mnie rozłożyła na łopatki świadomością, że w najbardziej maniakalnie akuratnym kraju taaakie rzeczy mają miejsce. Gadżety i nastrój wynikający z możliwości dwudziestego pierwszego wieku maskują fakt, że większość pracujących ludzi funkcjonuje w sposób przypominający czas wczesnej rewolucji przemysłowej. Rozejrzałam się po znajomych i uznałam, że w pewnym sensie dotyczy to wszystkich nas.

Idealistka we mnie pochorowała się na świat i życie. Ktoś we mnie odwrócił się od tak nędznej perspektywy czasu, który przede mną. W poniedziałek padłam. Hannah stwierdziła, że będę żyć, ale muszę, muszę, muszę (!) mieć trzy dni urlopu, nic-nierobienia siedemdziesiąt dwie godziny, bo jak nie, to będzie bardzo, bardzo, bardzo źle. Z pewnymi przerwami poddałam się zaleceniu. Dziś koło południa ewidentnie zakończył się ten czas.

Idealistka we mnie podniosła głowa. To dobrze, że wie już, jak jest. Nie przejdzie progu kawiarni o zielonym logo. Przyjęła do wiadomości, że jest, jak jest. Skoro rzecz miała miejsce w Niemczech, aż strach myśleć, jak jest w Polsce. Nie mam złudzeń, na pewno nie jest lepiej. Gdy Idealistka podniosła głowę, dotarło do mnie, że choć nie mam na to wszystko wpływu, mam wpływ na swój mały mikroświat. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej poczułam wagę samodyscypliny, prawdy, świadomości i uważności w relacji ze sobą, w relacjach z innymi ludźmi oraz miłości, która wskazuje kierunek mego życia, działań i podejmowanych kolejnych kroków. Cywilizacja, w której przyszło mi żyć wciąż, w pewnym aspekcie, wydaje mi się upadającym Rzymem, ale ja już nie jestem jego ofiarą. Wróciłam do siebie. Nie ustaję!

[...] jako somalijski emigrant ani nie mam pracy (jak większość uciekinierów objętych w Niemczech zakazem zatrudniania), ani nie mogę się pochwalić specjalnymi umiejętnościami czy doświadczeniami. Nie jestem kolegą wśród kolegów, jak wtedy gdy udawałem Turka, prostego robotnika, lub gdy udawałem redaktora „Bild” czy piekarza albo agenta firmy telemarketingowej. Nawet jako bezdomny byłem równy wśród równych — lecz jako czarny między białymi?
    Jestem po prostu czarny i obcy, co w społeczeństwie nastawionym na sukces znaczy: bezbronny, bez wartości. Ci, których spotykam na swojej drodze, mogą wyżywać się na mnie, folgując swoim rasistowskim odruchom, albo inaczej — nieobarczeni szacunkiem dla prestiżowego zawodu ani imponujących dochodów, mogą bezczelnie wtykać nos w moje sprawy i demonstrować silne bicepsy.

Z reportażu „Czarne na białym”,
Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

Dzielni i przystosowani członkowie społeczeństwa zawsze znajdowali sposób, by oszczędzić sobie widoku „szumowin uchylających się od pracy” — usuwali z pola widzenia bezdomnych, chorych psychicznie, alkoholików i inne osoby, które już na pierwszy rzut oka odbiegały od normy.

*

    — Ulica zmienia ludzi, czasem na korzyść, czasem na niekorzyść, to zależy. Znam osoby, które były profesorami, lekarzami, a dziś są na ulicy. Wypadły po prostu z systemu i trudno im było wrócić. Do tego doszła może jedna czy druga nieszczęśliwa okoliczność życiowa i to zmieniło koleje ich życia. Nie mówię, że zeszły na złą drogę, tak nie mogę powiedzieć. Ale wkroczyły w inne życie.

Z reportażu „Mniej niż zero”,
Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

[...] nie ma takiej nieprawdy, takiej presji, takiego publicznego ośmieszenia, takich kosztów, przed którymi zawahałaby się dyrekcja koncernu, jeśli to wesprze kurs jej polityki.

Z reportażu „Wykolejona kolej”,
Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

niedziela, 06 października 2013

    — Proszę pana, chciałabym kupić klatkę dla słonia.
    — Proszę bardzo. Mamy taką, śmaką i owaką. Którą sobie pani życzy?
Wybieram, przebieram. Wymiary, ceny porównuję.
    — Zdecydowałam się. Poproszę tę klatkę dla słonia.
    — Drukuję więc umowę.
Wydrukował. Czytam.
    — Proszę pana, ale ja chcę kupić tylko klatkę dla słonia.
    — Rozumiem. W promocji do klatki dla słonia otrzymuje pani również klatkę dla krokodyla i klatkę dla hipopotama.
    — Potrzebuję tylko klatki dla słonia. Nie mam ani krokodyla, ani hipopotama.
    — Rozumiem, ale nie ma możliwości nabycia klatki dla słonia bez kupienia klatki dla krokodyla i klatki dla hipopotama.
    — Nie potrzebuję klatek dla krokodyla i hipopotama. Potrzebuję klatki dla słonia.
    — Rozumiem. Podpisując tę umowę otrzyma pani trzy klatki. Z klatki dla krokodyla może pani zrezygnować wysyłając esemesa o treści DEAKT KLK na numer 2901. Z klatki dla hipopotama rezygnuje pani wysyłając esemesa o treści DEAKT KLH na numer 2901.

W ten sposób stałam się chwilową posiadaczką trzech klatek, choć potrzebuję tylko jednej. Muszę pamiętać, by wysłać odpowiednie esemesy na odpowiedni numer. Albo jestem zbyt staroświecka dla nowoczesnych form handlu, albo Minus GSM liczy na to, że zapomnę deaktywować niepotrzebne mi do niczego usługi. Tak czy inaczej niesmak pozostał.

wtorek, 14 maja 2013

Dawno, dawno temu, wymyśliłam grę Taśmociąg. Idąc w niedzielę na superwizję zobaczyłam inną jej wersję:

Praca. Mieć. By. Nieruchomość. Nabyć. Przetargi. Wygrywać. Zamówienia publiczne. Realizować. Kryzys wieku średniego. Zwalczać. Setki koni mechanicznych. Ujeżdżać. Nie martw się, klepsydrę zamówi za ciebie już ktoś inny…

Pan lub Pani od reklamy głowę na karku mieli, by ludzkie życie tak sprawnie zamknąć w pięciu słowach. Następujących po sobie. Nie w przypadkowej kolejności. Może nawet zaryzykować można tezę o zgrabnie uchwyconym statystycznym sensie życia Polaka...

niedziela, 01 stycznia 2012

Sadownik:
(skończył robić herbatę
i z dumą poinformował o tym fakcie
)
Prącie!

Jabłoń:
(szczęśliwa, że sypia już we własnej sypialni
symuluje przygłuchą, ale niepozbawioną temperamentu
)
Prącie?

Sadownik:
(udaje oburzonego)
Bo dla Ciebie to ja jestem tylko 3×P.

Jabłoń:
Protokół PPP?

Sadownik:
PPP, czyli Prącie, Portfel, Pomóż!

Jabłoń:
To ja już nie chcę, byś pomógł mi otworzyć ten słoik.
(nie było bigosu, co ze świąt od Mamusi przywieziony, była jajecznica)

_________________
Proszę == Prosię == Prącie; fonetyczna zabawa Dwunożnych.

niedziela, 06 listopada 2011

Dwunożne w kinie (Służące). Brak telewizora w domu powoduje, że Jabłoń zachwycają reklamy --- kierunkiem, w którym się rozwijają, poziomem manipulacji, światem niedopowiedzeń, kolorów, szybkiego ruchu i bezkresnego pożądania, które wymaga natychmiastowego spełnienia.

Blok reklamowy trwa i trwa, by przy końcu prawie ostatniej reklamy użyć argumentu, który rozbawia do łez: Play Station w nowej, niższej cenie.

Sadownik:
Kupisz mi?

Jabłoń:
(całuje Sadownika czule)
Raz…

(całuje równie czule)
Dwa…

(całuje z niesłabnącą uważnością)
Trzy…
Kupiłam!

Sadownik:
?

Jabłoń:
(jako uosobienie skromności)
Dałam Ci tyle samo przyjemności,
ile dałoby Ci Play Station w nowej, niższej cenie.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Co Bezdzietna robi w sklepie z ubrankami dla dzieci, jeśli nie „obkupuje” cudzych dzieci? Powiedziałabym, że jest pijana i zaraz ją wyprosi obsługa sklepu. To teoria. Praktyka, jak zwykle, troszkę się z nią mija.

Bezdzietna w sklepie z ubrankami dla dzieci kupuje... ubranka dla Dwunożnych. Uwiedziona opowieścią Frendki o gatunku bawełny, z jakiej w tym sklepie zrobione są produkty, wpadła jak śliwka w kompot. Frendkę wyściskała za pokazanie ziemi nieznanej. Przy kasie złożyła reklamację, że dział dla Dużych jest zdecydowanie za mały.

Bezdzietna w sklepie z ubrankami dla dzieci poprawia... PR członków Stada, co sierści nie mają, bo Stado od dziś to będą czasem dwa Anioły plus czarna Dorzyca.

(zdjęcie koszulki wzięte z działu dla Dużych witryny endo)

sobota, 27 sierpnia 2011

Jabłoń:
(obwieściła już, że na planowany we wrześniu urlop
ma w planie kupić Heni tunel do wspólnych zabaw i jedną łamigłówkę
)

Sadownik:
To jak Henia dostanie... i tunel, i łamigłówkę, to ja chcę... obiektyw!

Jabłoń:
(przytkana z wrażenia
reprezentuje ideał milczącej żony
)

Sadownik:
(po chwili uzasadnia)
Pies jest ważny, ale ja jestem ważniejszy,
to i chciejstwa mogę mieć większe.

Jabłoń:
(pod wrażeniem logiczności Sadowniczego wywodu
wciąż milczy)

Sadownik:
Ciesz się, bo mogłem chcieć mac-a.

Jabłoń:
Cieszę się, cieszę! :)

 
1 , 2
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...