Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: kulinarnePopapranie

środa, 04 stycznia 2017

Jabłoń:
(odrabia w kuchni operację i szykuje łazanki z kapustą)
Jak wytrzymam z gotowaniem trzydzieści dni,
to chyba sobie dam za to medal!

(po chwili)
Od czego zaczęliśmy?
(myśli o daniu, potrawie; temu czemuś, co podaje się na obiad!)

Sadownik:
Od romesco!

Jabłoń:
(ręce jej opadły)

Sadownik & Jabłoń:
(chwilę trwało, zanim ustalili, że zaczęli domową pizzą w Sylwestra)

*

Jabłoń:
(doniosła o swoich medalowych planach)
Wydrukuję sobie medal.

Biały Kruk:
Ale w 3D!

piątek, 11 listopada 2016

Pięć dni temu, na niedzielną superwizję przyniósł. Ćwierkał, że o siódmej rano wstał i machnął serniczek. No i przyniósł. No i smacznego.

W poznawczym szoku trwałam. Zamężna seksistka we mnie miała dylemat. Że chłop sam z siebie o siódmej rano machnął serniczek. Nie mieściło się w mojej głowie. A On przyniósł. No i smacznego.

Sernik do mnie nie przemawia, nie gada. Nie jesteśmy z sernikiem po słowie i miłość nas nie łączy. Bez serniczków żyć mogę. A On przyniósł. No i smacznego.

Nie zjadłam ani kawałeczka. Pożarłam trzy kawałki. Serniczek przemówił, gadał i miłością zapałałam. Upewniłam się, że przepis mnie intelektualnie nie pokonana, a kuchnia nie uwięzi na zbyt długo. I podjęłam decyzję, że na przyjazd Bliźniaczej Liczby machnę serniczek. Czyli dziś. No i smacznego.

Bliźniacza Liczba, Gepardzica, Sadownik, Wspólny wieczorny czas, Serniczek, Heniutka i ja. No i smacznego.



(fragm. zdjęcia, źródło i cały przepis)


niedziela, 08 lutego 2015

Wraca mąż po pracy do domu. Bukiet kwiatów ciągnie ze sobą. Żonka w kuchni gotuje smaczny obiadek...

Wróć! Nieprawda! Przynajmniej nie dziś. Dziś ma być o tym, co dziś.

Wraca żonka po pracy do domu. Dwa przepyszne serniczki w siateczce ciągnie ze sobą z myślą o kawce w cudnym towarzystwie. Małżoneczek w kuchni pichci najsmaczniejszy obiadek świata...

Giender i przewrót moralny. Innymi słowy, wszystko co chcesz, byle najgorsze. Tak właśnie było.

W myśl systematyki kulinarnej, przepis na boski obiadek, co go Sadownik pichci, powinien znajdować się w rozdziale o potrawach generujących żoninine poczucie winy. Figa! Terapia działa. Nikt, naprawdę nikt na świecie nie umie ugotować takiego żurku jak Sadownik. Żaden sąd ostateczny nie zmusi mnie do zmiany zdania.

Wraca mąż po pracy do domu. Bukiet kwiatów ciągnie ze sobą. Żonka w kuchni gotuje smaczny obiadek...

Niedoczekanie moje? Niedoczekanie Jego? Nie, tak też bywa. W Przytulisku brak schematu.

Otwierasz szanującą się książkę kucharską i proszę, przystawki, zupy, dania główne, surówki i sałatki, desery, sosy — to co będziemy przygotowywać? Otwierasz inną i geograficzno-architektoniczne czary-mary, kuchnia francuska sąsiaduje nie tylko z włoską, ale również z chińską lub tajlandzką. Są książki ideologiczno-polityczne, dania jarskie, wegetariańskie, wegańskie, bezglutenowe. Wczoraj przy przygotowywaniu obiadu, dotarło do mnie, że moja osobista książka kucharska dzieli potrawy inaczej.

Są potrawy z cyklu słomiane wdowieństwo. Znajdziesz tu ziemniaki w mundurkach, jajecznicę, numer telefonu do ulubionej pizzerni oraz kogiel-mogiel. Dania te charakteryzują się tym, że albo Sadownik ich nie znosi, więc nie może go być w domu, gdy są podawane, albo czas przygotowania jest minimalny i można zająć się życiem, po prostu.

Przygotowując potrawę, która jest jednocześnie bardzo niezdrowa, ale i przepyszna, poczucie winy chciało mnie dopaść na gorącym uczynku — gotować należy przecież zdrowo, świadomie i wpisz tu, co chcesz, czyż nie? Nie dałam się, bo dotarło do mnie, że jest jeszcze jeden porządek potraw poza lubię–nie lubię lekko-, ciężkostrawne, zdrowe–niezdrowe. Porządek, którego jestem szczerym, od wczoraj świadomym, wyznawcą — może być z glutenem, byle bez poczucia krzywdy. Ale od początku...

Są potrawy, które generują poczucie krzywdy — człowiek wyrwał dla siebie w tym tygodniu prywatnych osiem godzin, ale trzy spędzi na zakupach i siedzeniu w kuchni, bo przecież kocha a role społeczne ustalone.

Wczoraj do stołu podano potrawę według przepisu Bliźniaczej Liczby, potrawę wykwintną i przepyszną (łoś, pietruszka, czosnek), niezdrową (śmietana), przygotowaną z miłością, bez żadnego tam wyjmij z opakowania i włóż do piekarnika. Była to potrawa w 100% wolna od poczucia krzywdy, bo od wejścia do kuchni do wyłożenia na talerze całe 25 minut i trwało to tak długo tylko ze względu na gotowanie makaronu (niezdrowego, oczywiście).

Teraz się zastanawiam, że w zasadzie, niektórzy mogliby tę potrawę zaklasyfikować jako potrawę generującą poczucie winy, bo przecież jak kocha to siedzi w kuchni. Ale my wczoraj woleliśmy zająć się tylko miłością. Kropka.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Sadownik:
(wraca ze spożywczego polowania)

Jabłoń:
(już od drzwi informuje)
Jestem ofiarą kuchenną.

Sadownik:
(znający swoją żonę jak mało kto,
ekstrapoluje swe doświadczenie
)
Co znowu zrobiłaś?

Jabłoń:
Wyjmowałam mleko kokosowe z puszki i mnie poraniła.
(po chwili, oglądając głębokość ran)
I tak się zastanawiam...
czy blacha puszki mogła mieć na sobie bakterie...

Sadownik:
(z powagą podniesioną do kwadratu)
Na pewno. Ja bym na twoim miejscu pojechał
na zastrzyk przeciw tężcowi, koniecznie w brzuch.

Jabłoń:
Jeśli bakteria była, to zdechła ze śmiechu,
jak usłyszała, co i jak mówisz.

(W tym czasie kasza jaglana z jabłkami i mlekiem kokosowym,
jakby nigdy nic, dochodziła do siebie w piekarniku
)

sobota, 11 stycznia 2014

Poniedziałek–Piątek. W jednej kuchni naście osób w ciągu dnia przyrządzało posiłki. Dominowała kasza jaglana, wygrywając w cuglach z wszystkim innym składnikami. Po raz pierwszy w życiu odważyłam się zjeść jagły na zimno i... okazało się, że sałatka, choć podmieniono w niej kolendrę na natkę pietruszki, jest absolutnie prze-prze-przepyszna.

Od słowa do słowa. Przepis. Skąd. Nie byłam zaskoczona, że po raz kolejny świat okazał się malutki. To dobre miejsce dla człowieka jedzącego miesiąc lub dwa temu polecała mi Altówka. A w czwartek. Od słowa do słowa. Przy przepisie. Skąd. Okazało się, że do Duszy zawiadującej tym magicznym miejscem prowadzi tylko jeden dodatkowy uścisk dłoni osoby, którą i Dusza, i ja znamy. Osoby, która należała do tych, które co wieczór podczas stażu piły razem ze mną, przygotowany z miłością napój Bogów według przepisu podarowanego na tym blogu przez Ommeczkę.

(źródło fotografii i przepis)

piątek, 06 grudnia 2013

Śnieżyca:
(zagrała pierwsze skrzypce, spowolniła Warszawę tak,
że aż mogła unieważnić plany i Sadownika, i Jabłoni
)

Sadownik i Jabłoń:
(zostali obdarowani wolnym wieczorem)

Śnieżyca:
(nie zatrzymała połączeń telefonicznych)

(pisu, pisu, dryń, dryń, a w efekcie)
Gepardzica, Smoku, Sadownik i Jabłoń:
(przy jednym stole siedzieli)

Jabłoń:
(zagadała się z gośćmi okrutnie przyjemnie,
zapomniała o jabłkach w piekarniku,
a gdy sobie o nich przypomniała, okazało się,
że jabłka kształtu już nie miały siły utrzymać
)
Za późno je wyjęłam...
(dodaje ze skruchą)
...powinny wyglądać jak jabłka.

Smoku:
Jesteśmy ludźmi z wyobraźnią.

Jabłoń:
(pozostała w zachwycie, że od teraz już na zawsze
ma cudne alibi na swoje kuchenne wyczyny
)
Ja gotuję tylko dla ludzi z wyobraźnią!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jabłoń:
(przeszczęśliwa, że wrócona do domu w kuchni porządzić sobie może,
kupiła stos warzyw i owoców, przygotowała
i serwuje nowe danie pięcioma przemianami doprawione
)
I jak?

Sadownik:
Nooooo!

Jabłoń:
(stęskniona dobrego jedzenia,
zachwyca się makaronem z brązowego ryżu
)
Dla mnie piiisznne!

Sadownik:
Nie jestem specjalistą, nie chcę się wymądrzać, ale...

Jabłoń:
Nooo?

Sadownik:
(śmiertelnie poważny)
Jednej przemiany mi brakuje.

Jabłoń:
Jak to? Dwa pełne koła zatoczyłam...

Sadownik:
Mięsnej mi brakuje!

środa, 14 sierpnia 2013

Każda życiowa katastrofa miała tylko jeden cel — przybliżyć mnie do Sadownika. Od lat już to wiem. Każda znacząca, dobra zmiana w moim życiu zaczyna się od Sadownika — od faktu Jego istnienia, poprzez jego czyny, system wartości i wybory, których dokonuje.

   — To On jest winny wszystkiemu! — mogłabym wykrzyczeć i poczuć tę lekkość bytu zwolnionego z odpowiedzialności za cokolwiek. Rodziny, z których pochodzimy, nie zawsze zachwycone są naszymi (realizowanymi skutecznie) pomysłami. Ale, ale... To wszystko nie jest aż tak proste. W pierś się biję. Jesteśmy siebie warci, ponieważ i ja jestem przyczyną wielu zmian w Jego Życiu...

„Tą razą” winni jesteśmy oboje... Sadownika głodówki rokroczne... Jego świadomość żywieniowa, co do szału mogła mnie doprowadzić, gdy wracał z mekki zdrowia... lista tego, co jeść powinniśmy; lista tego, o jedzeniu czego powinniśmy zapomnieć... wiszą obie na lodówce od lat... ostatnie książki...

*

Stało się. Era niejedzenia zwierza. Nabiał precz. Jajka tylko od szczęśliwych kur. Mięso precz... prawie... na razie jest w planach raz na pół roku coś, co dzikie i wolne było, by uwzględnić religię żywieniową Sadownika (mamy tę samą grupę krwi, więc brak mi argumentu przeciw i też wyznaję). Dla wegan to żaden krok. Dla mnie to zmiana diametralna. Co mam jeść, by się najeść? Było tak prosto, a teraz głodno pięć razy dziennie. Pięć? Przynajmniej pięć! To dobrze! Człowiek nie powinien jeść raz dziennie.

Uwzględniając powyższe warunki brzegowe przekopałam się w zeszłym tygodniu przez księgarskie regały kulinariom poświęcone. Nie miałam pojęcia, że to dział o narcyźmie stosowanym: kuchnia Zosi, wypieki Michała, sałatki Kasi, ugotowane na miękko ego Tego czy Tamtego. Odsuwając na bok wielkich gotujących, diety cud, co będą działać od wczoraj, nabyłam książkę, co znieczula gotowanie wierszami. Przemiany, dokładniej pięć, przemieniają nasze nawyki żywieniowe. Nareszcie nie jestem głodna!

*

Odnotowuję to dziś, bo wczoraj, po raz drugi już, zrobiłam marchewkowe kotleciki. Po raz pierwszy jedli je Antenka i Sadownik. Paluszki oblizywali, co sprawiło, że szczęście zalało mnie falą.

Uwielbiam być Mamą Kudłatą, ale stało się jasne, że
lubię też być Matką Karmiącą.

*

W chwilach, które wydają mi się doniosłe, zawsze robię kotlety marchewkowe [...]. Zapach smażonej marchewki z aromatem curry i prażonego sezamu otwiera serca i wywołuje uśmiech. [...]
    [...]
    Mówiąc, wciąż patrzyła w przestrzeń ponad moimi myślami.
    — Mam 45 lat i nie wiem, co robić w życiu... — powiedziałam w końcu lekko rozżalona.
    — Rób, co chcesz, tylko gotuj... — odpowiedziała.

*

wylądować w ciele
miękko
i odważnie

zamiast mówić — to moja ręka
stać się swoją ręką
zamiast — to mój palec
stać się palcem
i kiwnąć
albo pogrozić

poczuć grawitację
zamiast mówić że jest ciężko

ręce leżą gładko na biurku
kiedy piszę
tylko palce skaczą po klawiaturze
są wygodne w użyciu
nie mylą się kiedy układam słowa

jestem wygodna w użyciu
nie mylę się w układaniu słów

teraz się zatrzymałam na chwilę

staję się sobą

Ewa Dobek, Rób, co chcesz, tylko gotuj,
Wydawca JK, Łódź 2013.

sobota, 20 lipca 2013

Jabłoń:
(dumna ze skrzydeł kulinarnych,
które rozwinęła w tym tygodniu
)
Chwytam Cię za serce czy za żołądek?

Sadownik:
Za mózg.

 
1 , 2
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...