Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: LudzieNaMejDrodze

sobota, 06 maja 2017

Mamy dla ciebie turczynkę. Powiedziałam. I oniemiałam z wrażenia, widząc, co się dzieje. Dorosły, bardzo dorosły człowiek skulił się w sobie i cofnął. Gdyby nie wystarczyła mi odpowiedź jego ciała — a wystarczyła — w ogólnie przyjęty sposób komunikowania się powiedział: niczego nie potrzebuję.

Trawiłam tę wymianę werbalnych i niewerbalnych komunikatów krótką chwilę, myśląc o sobie. Ile razy mówiłam nie, nie wiedząc, czemu konkretnemu mówię nie? Nie, bo będzie dużo ludzi. Nie, bo nie będzie, gdzie zaparkować. Nie, bo będzie lało. Nie, bo kiepsko chodzę. Naprawdę? Przed oczami przebiegło mi wiele sytuacji, gdy na dzień dobry kategorycznie odmówiłam. Dotarło do mnie.

Nie muszę powiedzieć „tak”, ale mogę dowiedzieć się, o co chodzi, mogę wyjść, wrócić wcześniej, nie zjeść, nie polubić, ale, na Boga, nie przepuszczę okazji!

Zdziwisz się, Jabłonko, co świat chce ci zaofiarować! Zdziwisz się nie raz.

*

niedziela, 30 kwietnia 2017

powiedział też.

strach jest niczym wielki cień
odpowiednio podświetlonego
robaczka na ścianie
.

szukałam odpowiedniego, by zilustrować te ważne dla mnie słowa. dziś znalazłam. wkręt, który niczym pajączek swój krzyż niesie.



piątek, 28 kwietnia 2017

Studenci o projekcie dla dentystów rozmawiają. Jabłoń pyta o wiek prowadzącego, co im ten projekt zadał, bo zęby zgrzytają, gdy słucha się o procedurach dentystycznych. Chwilę trwało i trudność sprawiało Studentom szacowanie wieku, bo przecież dla dwudziestolatków wszyscy powyżej trzydziestego piątego roku życia to stare mamuty, a jak do tego mowa o żonatym mamucie, to ów człowiek pewnikiem jest już prawie trupem — co, na marginesie, jest zgodne z doświadczeniem wielu rozwodzących się ludzi.

W takich oto właśnie okolicznościach przyrody Student spłakał Jabłoń ze śmiechu.

Student:
Żeby wiedzieć, czy człowiek jest żonaty,
nie trzeba patrzeć na dłoń.

Jabłoń:
???

Student:
Jak ma wyprasowaną koszulę i dobrze wygląda,
to musi być żonaty.

Jabłoń:
Muszę to sprzedać mężowi!

 
*

Jabłoń:
(w przerwie sprzedaje przez telefon)

Sadownik:
(grzmi, co Jabłoń będzie robić)
Od jutra…!

Jabłoń:
No to chyba się rozwiedziemy.

wtorek, 25 kwietnia 2017

powiedział. i byłam u siebie, w domu dobrych łez wdzięczności:

otwartość i ciekawość są formą miłości.

*

Tinashé Fazakerley, Zambezi.

poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Wczoraj. Pierwsza taka wiosenna niedziela. Spacer z Piesą. Rzucanie kija do wody. Obiad na wolnym powietrzu. Bilety do kina odebrane. Kawa dla Dwojga i deser dla Jabłoni zamówiony.

I taki numer! Pani przynosi pieczone jabłko zamówione przez Drzewko, stawia i mówi, że przyniosła dwa widelczyki, gdyby Sadownik odnalazł ochotę na ciepłe i słodkie.

Chwyciła mnie za serce ta Pani tym gestem. Telefon wyjęłam, by widelczyki sfotografować. Nic sobie nie robiłam z tego, że to brak kultury tak pstrykać jedzenie w miejscu publicznym.

*

Małżeńskie porachunki, 2017.

środa, 22 marca 2017

Wtedy, gdy pierwszy raz. Jak wróciłam do domu, Sadownik zapytał:
     — Gdzieś ty była?
Że denerwował się. Jak to gdzie? Przecież mówiłam rano, że po rehabce z Georginią idę na kawkę. Sadownik nie mógł pojąć, że pięć godzin to mało, by się nagadać.

*

Dziś. Kupiłam na pniu od Georginii słowa:

Mój Bóg lubi ludzi.

Słowa te uczyniłam moim wyznaniem wiary, bo mój Bóg też lubi ludzi.

niedziela, 12 marca 2017

La uwielbia jego książki. La jest mądrą i wrażliwą kobietą, więc Jej uwielb niesie informację, która jest dla mnie znacząca. Kilka miesięcy temu zaznaczyłam Autora jako jednego z tych, na których poluję. I wczoraj rano osiołkowi w żłoby dano. Wybrałam i zaraz po śniadaniu rzuciłam się na nią. Po Jak… (I)Jak… (II) przeczuwałam pismo nosem, że mogę znaleźć w tej książce coś, co bardzo może przydać się w kontaktach z dorosłymi dziećmi. Byłam ciekawa też, jak to się ma do mojego doświadczenia. Nie pomylił się mój nos. Teraz jest i po książce, i po niedzielnej kawce. Czekam na nowe.

[…] chcę krótko wyjaśnić, dlaczego NIE jest koniecznym warunkiem płynącego z serca TAK. Otóż, człowiek tylko wtedy może z pełnym przekonaniem na coś się zgodzić, jeśli czuje, że ma także możliwość niegodzenia się. […]
     Kiedy nie możemy powiedzieć NIE — a przynajmniej tak się czujemy — pozostaje nam wybór spośród trzech równie niezadowalających możliwości: powiedzieć TAK bez przekonania, skłamać albo zrezygnować.

*

Osobiste NIE to pod każdym względem najlepsze NIE. Nikt nie zostaje przez nie obrażony i wywiera najsilniejsze wrażenie — a już sama droga do niego jest cenna. […]
     Osobiste NIE wypływa z naszych indywidualnych wartości, doświadczeń, uczuć i granic — a jego głównym motorem jest nasza odpowiedzialność za siebie. […]
     […] jest to raczej TAK powiedziane w stronę własnych potrzeb i uczuć.

*

Najlepszym prezentem, jaki rodzice mogą dać dziecku, jest świadomość, że myślą to, co mówią, i mówią to, co myślą.

*

Sztuka mówienia NIE dorosłemu partnerowi nie różni się niczym od sztuki mówienia NIE dziecku. Obie zasadzają się na zdolności i woli mówienia z czystym sumieniem TAK samemu sobie. Wielu z nas musi cierpliwie czekać, aż owo czyste sumienie przebije się przez pokłady poczucia winy i lęku. Mamy prawo mówić TAK i NIE wtedy kiedy tego chcemy — ale prawo to opiera się na naszej inicjatywie. Nikt nie przyniesie nam go na srebrnej tacy.

Jesper Juul, „Nie” z miłości. Mądrzy rodzice — silne dzieci,
przeł. Dariusz Syska, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2011.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 07 lutego 2017

Trzeci dzień mamy z Sadownikiem ubaw, gdy oczyma wyobraźni widzimy po raz setny tę historię.

Dzisiejsza sytuacja o poranku:
     Siedzimy przy niedzielnym śniadaniu. Leon — nasz papug — drze się jak opętany, domagając się naszego śniadania.
     Hania, bardzo głośno, żeby przekrzyczeć wrzaski „paputka”:
     — Leon! Nie możesz jeść jajek! Lekarz ci zabronił!
     Patrzę na Hanię ciut zdziwiona.
     — No co? Przecież papugi bym nie okłamywała! – słyszę…
     Tjaaaaa... I co ja mam o tym myśleć?

Altówka.
(wyróżnienie własne)

*

Wspomnienie sprzed godziny bawi i mnie, i Sadownika: kawałek dobrej kiełbasy w torbie Kaan na próbę dla Jej Synka. Bawi, bo Kaan mięsa nie je od wieków. Nie ma to jak mięcho w torbie wegetarianki.

Dla takich chwil warto żyć.

sobota, 14 stycznia 2017

Przeczytałam w środę:

[...] nauczyłam się wypowiadać itadakimasu przed każdym posiłkiem. Słowo to oznacza po prostuotrzymuję”.

Arianna Huffington, Spełnienie. Nowy wymiar twojego sukcesu,
przeł. Marcin Kowalczyk, MT Biznes, Warszawa 2014.

Zapragnęłam znać zestaw japońskich krzaczków odpowiadających temu słowu. No i chciałam się upewnić, czy w języku japońskim właśnie tak jest. Napisałam do Filigranki i dostałam przepiękną odpowiedź:

Przed posiłkiem Japończycy mówią „itadakimasu” i kierują to słowo-pozdrowienie do osoby, z którą coś właśnie jedzą lub do kogoś, kto to jedzenie im oferuje (płaci? gotuje?). Zupełnie prosto można to przetłumaczyć na „otrzymuję”, ale sens tego słowa jest głębszy. Ja to widzę inaczej.
     Aby to dobrze wyjaśnić, trzeba byłoby nauczyć Cię choć teoretycznie ugrzecznionej — honoryfikatywnej mowy japońskiej. W skrócie mówiąc: jest to bardzo grzeczny czasownik, który oznacza
„ja, niżej na drabinie hierarchii społecznej, pozwalam sobie przyjąć (te dary) od Ciebie (pana, pani, Boga?), który jesteś wyżej ode mnie w tejże hierarchii”. Fajne, co? Znaczek kanji nie jest raczej szczególnie atrakcyjny […]. Sam znaczek niesie także znaczenie „szczyt góry”, czyli przenośnie: „Ty, któryś jest na szczycie góry…”.

Bardzo fajne! Tylko z jednym zgodzić się z Filigranką nie mogę. Znaczek kanji jest przepiękny! Od drugiego do czwartego szepcze opowieść o rozwoju, o stawaniu się — sznureczek, pętelka, dziewiątka! A gdy dziękuję, składam hołd nie tylko Ofiarodawcy, Nauczycielowi, ale dotykam również czegoś w sobie, kogoś, kim mogę się stać. Wdzięczność przemienia mnie. Itadakimasu!

*

A wczoraj wieczorem podczas mrożenia kopytka, przeczytałam:

Błogosławieństwa już są.
(tamże)

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

piątek, 30 grudnia 2016

Dawno, dawno temu Brr pożyczył mi doskonałą książkę Poza schematem Malcolma Gladwella (2009). Wtedy, chyba, a przynajmniej tak mi się pamięta, po raz pierwszy przeczytałam o dziesięciu tysiącach godzin potrzebnych do tego, by dojść do mistrzostwa. Zadumałam się po wczorajszej rehabce; wymieniłam godziny na liczbę powtórzeń i?

I te paskudne ćwiczenia… pomyślałam… jeśli zamiast raz dziennie, będę robić dwa razy dziennie, to dziesięć tysięcy powtórzeń zajmie mi sto dni. Wczorajsze 50 powtórzeń (cztery serie: 12, 13, 13, 12) zaliczam na poczet dobrego początku. W ten sposób przechodzę od myślenia do robienia — dałam sobie reksia.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 50 powtórzeń.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...