Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: książkiNaMejDrodze

niedziela, 04 lutego 2018

Było ich dużo, ale zatrzymać w kwadracie udało mi się tylko dwa.

Życie to jednak coś więcej niż proces fizyczny. Jaka siła w jądrze nasiona sprawia, że wyrasta z niego drzewo? Czy trzeba koniecznie mieć pieniądze, sławę, władzę lub urodę, żeby żyć? Czy człowiek jest mniej ludzki, kiedy jest stary i słaby? Gdzie naprawdę kryje się miłość? Czy można kupić szczęście, jeżeli nie nosi się go od dawna w sobie? Czyż Ty to nie zawsze „Ty”?

*

Czynienie czegokolwiek na siłę wywołuje napięcie, którego właśnie chcesz się przecież pozbyć. Skup się ponownie i zacznij jeszcze raz. Nie ma pośpiechu.

Anton Grosz, Listy do umierającego przyjaciela,
przeł. Maciej Świerkocki, Ravi, Łódź 1996.

czwartek, 11 stycznia 2018

Dobrzy ludzie. Głupi naród. Duży bogaty kraj o mentalności krzaka z aspiracjami na bycie drzewkiem oliwnym, pod którym Jezus… albo drzewem poznania dobra i zła. Czyli Polska.

Wołaniem na puszczy pytania: dlaczego urodziłem się w tym kraju? taką cholerną różnicę uczyniłbym Bogu, gdyby była to Nowa Zelandia? Jednak Polska.

Do wczoraj nie umiałam uzasadnić sensu władania językiem polskim jako ojczystym, który same problemy rodzi, nie tylko składniowe, ale i egzystencjalne. Bo w Nowej Zelandii byłoby przecież jak w niebie… Jest Polska.

Wczoraj dzięki i z Gepardzicą obejrzałam film Chwilami życie bywa znośne (2009). Po raz pierwszy, z pewnością nie ostatni. Znalazł mnie powód, by język polski był ojczystym — Szymborską czytać można w oryginale. O szóstej rano przy kawie smakuje pysznie.

Mówią,
że pierwsza miłość najważniejsza.
To bardzo romantyczny,
ale nie mój przypadek
.


[…]

Inne miłości
głęboko do tej pory oddychają we mnie.

Tej brak tchu, żeby westchnąć
.

Wisława Szymborska, Miłość szczęśliwa i inne wiersze,
Wydawnictwo a5, Kraków 2007.

środa, 13 grudnia 2017

Samo dostawanie tej książki było magiczną chwilą. Powiedzieć, że czułam ogromną wdzięczność, to nic nie powiedzieć.

     — Gdyby ktoś umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz, które nie mogą nadążyć za swoimi właścicielami. Robi się z tego wielkie zamieszanie, dusze tracą głowę, a ludzie przestają mieć serce. Dusze wiedzą, że zgubiły swojego właściciela, lecz ludzie często w ogóle nie zdają sobie sprawy, ze zgubili własną duszę.
     Jana bardzo zaniepokoiła taka diagnoza.
     — Jak to możliwe? Czy ja też zgubiłem własną duszę? — zapytał.
     Mądra lekarka odpowiedziała:
     — Dzieje się tak dlatego, że prędkość poruszania się dusz jest dużo mniejsza niż ciał
. […] Musi pan znaleźć sobie jakieś swoje miejsce, usiąść tam spokojnie i poczekać na swoją duszę. Zapewne jest teraz tam, gdzie pan był dwa, trzy lata temu. Czekanie może więc trochę potrwać. Innego lekarstwa dla pana nie widzę.

Olga Tokarczuk, ilustr. Joanna Concejo, Zgubiona dusza,
Wydawnictwo FORMAT, Wrocław 2017.



*



(tamże)



Mam przywilej odradzania się często, a czasem częściej. Mam przywilej rodzenia się dwa razy w roku. Od jednej daty do drugiej jest dokładnie pół roku. Raz rodzi się moje ciało. Raz moje najgłębsze jestestwo. Jeden z tych dwóch dni był trzy dni temu. Zostałam obdarowana. Dźwiękami bez słów łomolę. Słowami w papierzu o przyzwoicie dużej gramaturze sycę pozostałe zmysły.





*



Patricija Bliuj-Stodulska, Rozmowy zwierząt,
Wydawnictwo Papierówka, Szewnica 2015.



czwartek, 07 grudnia 2017

Ta książeczka była powodem, dla którego wtedy zrobiłam klik, klik. Czyta się ją z zapartym tchem i z zadziwieniem, jak wiele pomysłów na to, co kobiecie wolno i nie wolno, ale i na to, co kobieta chce, przetrwało w Polsce nienaruszonych. Gorzej, czytając, można śledzić, jak wiele z tych pomysłów zostało przez współczesne prawicowe kobiety skutecznie zinternalizowanych bez najmniejszego nawet zająknięcia. I właśnie ten brak refleksji w-kura przez wu-iłby moją Praprapraprababcię najbardziej!

Bez wątpienia — kobiety mówią. Przede wszystkim między sobą […] ku przerażeniu mężczyzn, którzy boją się tych poufałych zwierzeń. […] kobiety opowiadają, omawiają — i obmawiają, śpiewają i płaczą, błagają i proszą, obwieszczają i protestują, paplają i żartują, krzyczą i wrzeszczą. Głos kobiet to forma ekspresji, a także — w społeczeństwach tradycyjnych, gdzie przeważa kultura słowa mówionego — siła regulująca. Lecz słowa kobiet przynależą do prywatnej strony rzeczy.

*

Bo Słowo jest przywilejem tych, którzy sprawują władzę. Jest władzą. […] Tworzy człowieka.

*

Kiedy Jeanne Chauvin, która uzyskała doktorat w zakresie prawa w roku 1892, podejmuje starania, by zostać adwokatką, jej roszczenia rozpalają publiczną debatę, toczoną również na forum parlamentu. Przeciwnicy wykorzystują wszystkie argumenty: „brak siły fizycznej […], wreszcie niebezpieczeństwo czyhające na urzędników, którzy mogą paść ofiarą uwodzicielskich zabiegów — bo natura popycha kobiety, by zachowywały się zalotnie”.

*

[…] używanie głosu publicznego ma inne znaczenie. Jest symbolem władzy i formą dostępu do przestrzeni wspólnej, z której kobiety zostały wykluczone […].
     Przywłaszczyć sobie dyskurs, opanować go, to przywłaszczyć sobie świat i rozpoczynać wciąż na nowo te niedokończoną — nie mającą końca? — rewolucję symboliczną […]. To w każdym razie wielka przygoda.

*

[Nelly Roussel, 1878–1922] Broniąc prawa do swobodnego wyboru macierzyństwa zauważała, że nakładany na kobiety przymus rodzenia stanowi element wspólny wszystkich religii, a zarazem służy zaspokojeniu potrzeb kapitalizmu, żądającego coraz większej liczby dzieci, by zamienić je w ciała poddane wyzyskowi”.

Michelle Perrot, Kobiet głos publiczny, przeł. Piotr Laskowski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

Zaczęło się od audycji. Potem klik, klik. Wczoraj pan listonosz przyniósł. Ten tekst — całe dwadzieścia stron — czytałam jako drugą książeczkę z tej serii.

Zachwycił mnie sam pomysł na serię, płynący z serca w poprzek trendom globalnego odmóżdżania ludzi, ale i z uwzględnieniem smutnawej rzeczywistości, która jest efektem wspomnianego odmóżdżania — człowiek współcześnie ciosany, nienawykły do czytania, ma nie lada kłopoty z umiejętnością skupiania uwagi. Malutkie, chudziutkie książeczki w serii, o której można przeczytać słowa:

W miejsce przywiązania do spektaklu polskości, europejskości, Polski Walczącej czy kariery senior managera — potrzebujemy odwagi błądzenia, wędrowania, migrowania. Tym, co łączy nas z innymi jest właśnie wspólne doświadczenie istot, które dziwią się samym sobie.

Te małe książeczki odpowiadają na tę potrzebę, robią dobrą robotę — wprawiają w zadumę nad nieoczywistością oczywistego. Ta konkretnie skierowała moją uwagę ku tym, których kocham, ku tym, których przyjaźń cenię sobie najbardziej. Przywilejem jest mieć przyjaciół, ale jest nim również sama świadomość posiadania przywileju bycia człowiekiem „oprzyjaciołowionym”.

Bo też czymże jest przyjaźń, jeśli nie bliskością taką, że nie sposób przedstawić sobie ani jej obrazu, ani pojęcia? Rozpoznać w kimś przyjaciela znaczy nie potrafić rozpoznać go jako jakiegoś”. Nie można rzec „przyjaciel” tak, jak mówi się „biały”, „włoski” czy „ciepły” — przyjaźń nie jest własnością czy jakością przedmiotu.

*

Przyjaźń to współudział poprzedzający wszelki podział, ponieważ do rozdania ma sam fakt istnienia, życie samo.

Giorgio Agamben, Przyjaciel, przeł. Sebastian Matuszewski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2017.

wtorek, 28 listopada 2017

Krytyk wewnętrzny jest jedną z moich ulubionych figur wewnętrznych. W moim przypadku facet, wyszczekany, spostrzegawczy i z refleksem, nie do zdarcia. Czasem się kumplujemy. Częściej z uśmiechem podstawia mi nogę, żebym przypadkiem nie przeoczyła, nie zachwyciła się zbyt. Bywa tu.

1517. Czasem? 2370. Często? 2206. Lubi… 2652, 2604, 2031, 1954, 1697.

Zagadał do mnie książką, odsłonił się, coś o sobie powiedział. Dziękuję, Stary!

Ile w tobie ambiwalencji, tyle mojej siły. Innymi środkami nie dysponuję.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.

Czasem nie jest łatwo. Czasem jest źle. Czasem Nadzieja opuszcza, Wiara bierze wolne i tylko Miłość trwa. Tak było wczoraj. A osobisty Everest… czeka!

Te kawałki wybrałam na drogę. Flauta nie trwa wiecznie.

Errare aude*
____________
* miej odwagę błądzić.

*

     — Czego panu tu szuka?
     — Wyjścia. — powiedział Rastaman.
     — Zawsze są różne wyjścia. Gdzie pan chce iść?

*

[…] warto obstawiać tylko to, co w ludziach najlepsze.

*

[…] w każdej minucie od nowa przechodząc do porządku nad niepewnością.

*

[…] właśnie tak, próbuj każdego sposobu i nie zniechęcaj się.

*

Wyjście, jeśli wierzyć Młodemu, powinno się znaleźć za sprawą samego szukania.

*

To się właśnie doskonale składa, że tak nic się nie składa.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

Pierwsza. Wcale nie tak dawno. Druga. Trzecia. Zaraz po pierwszej. Czwarta. Tę, moją Szóstą, odłożyłam na rzecz Piątej. Wróciłam do Szóstej, skończyłam. Zostały jeszcze trzy. Jedna idzie pocztą, na dwie pozostałe przyjdzie jeszcze polować.

Magdalena Tulli w Pierwszej powiedziała Tej Książce: zgoda, napiszę cię, ale się na tobie nie podpiszę. I tak się stało. Dobrze, że się porozumiały, znalazły kompromis, bo to fantastyczna powieść. To książka, po której masz ochotę na każdą trudność, problem i wyzwanie, przed którymi postawiło Cię Twoje Życie — nie marudzisz, nie ociągasz się, masz apetyt na więcej! U mnie tak się stało.

Mniejsza o rynek reklamy. Idzie tu o coś więcej, o system krążenia dóbr i pieniędzy. O tempo kupowania i wyrzucania, które da się utrzymać dzięki powszechnemu uśpieniu. Na jawie ludzie potrzebują niewiele i pilnują swoich spraw. Za to uśpieni oddadzą ci bez oporu wszystko, czego zechcesz. A to dopiero początek.

*

Nie pozwól, żeby używały cię przedmioty, których potrzebujesz”. Pozwalał, póki szukał nadziei w ucieczce. Lecz przecież istnieje coś takiego, co nie jest towarem i nigdy nim nie będzie. Tym czymś są jego własne, prawdziwe uczucia. Potrzeba tylko przytomności, żeby nie tracić z nimi kontaktu. Przytomności, a nie narkozy.

*

Ciąg luster z trzech stron, oszukańcze wrażenie nieskończonej przestrzeni […]. […]
     […]
     — Spójrz jak te lustra odbijają się jedne w drugich. Odbicia są nie rozdzielenia. Właśnie tak to działa. Ale w odbiciach nie ma wszystkiego. Poza nimi istnieją jeszcze emocje i pragnienia.

*

Wygrał ten, kto przegrał. I na odwrót.

*

Wszystko wygląda tu  bardzo dobrze, póki się ignoruje szczegóły.

*

Człowiek nie umiera bez powodu. Nawet głupie drzewko bez powodu nie uschnie.

*

[…] jego myśl obmacywała bolące miejsce pozostałe po stracie: jaki jest stan tej rany? Zasklepia się ładnie czy może właśnie znów się odtworzyła? Co wypłynie dziś na wierzch: gniew, żal czy tęsknota?

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 19 listopada 2017

Wyrzut kortyzolu. Wyrzut? Cała wlewka! Trzęsące się ręce. Łamiący się głos. Łzy.
Nigdy w życiu nie bałam się tak o najukochańszego człowieka.

Fałszywy alarm. Teraz trzy dni będę z tego kortyzolu schodzić.

Do masakrującej książki dziś nie zaglądam. Tulli odłożyłam na rzecz Tulli. Schodziłam z kortyzolu dotykiem wspaniałego grubego papieru; powolnością przesuwania wzroku po literkach; kreską, która czasem poruszała delikatne w środku; śmiechem i uśmiechem wskutek treści. Podobno to książka dla dzieci — tej Autorki pierwsza dla dzieci, ale osobiście natknęłam się na kilka miejsc, których niuans wyłapią tylko dorośli. Schodziłam z kortyzolu w hamaku. Schodzę dalej przy innej Tulli.

To wcale nie taka wielka sztuka skakać przez płonące obręcze, kiedy się wie, że po drugiej stronie będzie to samo co po tej.

 *

Wieczorami Ptiżużuu lubił odwiedzać zające w ich norze. Siadali na progu i patrzyli na gwiazdy. To było o wiele przyjemniejsze od zebrań na polanie, gdzie rosło drzewo, w którym puchacz miał swoją dziuplę. Można tak było siedzieć i patrzeć bez końca i być razem, i wcale się nie odzywać.

*

     — Co piszą? — interesowała się łasica. Nie umiała czytać, tak samo jak dzik i zające, ale przynajmniej tego żałowała.

*

I naraz pomyślała sobie, że ona sama też może być szczęśliwa. Przecież jest zwierzęciem, które ma imię, choć go nie zna. Zwierzęciem, dla którego jest ważny ktoś jeszcze, nie tylko ono samo. Imię, pomyślała łasica, która wcześniej nigdy na to nie wpadła, nosi się dla kogoś!

*

Nie wiemy, co nas teraz czeka. W takiej chwili powinniśmy wspierać się nawzajem.
     — Więc dlaczego nikt mnie nie wspiera? — rozżalił się dzik.
     — Dziku, na pewno rozumiesz, co to takiego „nawzajem”.
     — Nie rozumiem! Nie rozumiem! — wrzeszczał dzik, tupiąc kopytkami. — Ja chcę do małpy
!

Magdalena Tulli, Ten i tamten las, ilustr. Alicja Rosé,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(ilustr. Alicja Rosé, tamże)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...