Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: książkiNaMejDrodze

wtorek, 16 maja 2017

Smutna. A może po prostu o rzeczach trudnych.
Muszę porozmawiać o tej książce ze Szpagacikiem.

Napatoczyłam się na tę książkę, szukając zupełnie innej. Przyciągnęła mnie grafika z okładki. Przyciągnęła, obiecała więcej i nie dotrzymała obietnicy, bo jest to jedyna taka ilustracja w całej książce; pozostałe rozczarowują na całej linii.

     — Nic mi nie jest — wymamrotał Emil.
     — Ale czy nigdy nie boli pana tutaj? — Ptak położył skrzydło na sercu. — Czy nigdy się panu nie wydaje, że jest tam coś w rodzaju haczyka, za który ciągnie pana do miejsca, z którego pan przybył.

*

     — A jeśli to niemożliwe?
     — Wówczas trzeba się nauczyć żyć jako pacjent w stanie przewlekłym.
     „Ale on używa trudnych wyrazów” — zdziwiła się Emil. Gdzie też zdążył się ich nauczyć?
[…]
     — Kto to jest pacjent w stanie przewlekłym?
     — To cierpliwy nosiciel nieuleczalnej choroby.

*

Bo może się zdarzyć i tak, że kiedy się otrzyma z powrotem to, czego się pragnęło, nie jest to wcale tym, czego się chciało.
     — Ma pan na myśli, że to nie będzie już dom?
     — To, za czym się tak tęskniło, bywa czasem, a nie miejscem.
     — Właśnie.

*

Ale Emil właściwie już wiedział, że nawet jeśli tata, Jeppe i Otto się nie zmienili, to on sam jest inny i to wystarczy, by  zmieniło się wszystko.

*

Ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł.

*

[…] Emil patrzył na mamę , tak jakby przeszedł kawałek drogi naprzód, a potem się zatrzymał i odwrócił głowę. Zobaczył słabość i kruchość tam, gdzie, jak wierzył, miały swój wieczny dom siła i życie.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)



czwartek, 11 maja 2017

Są dni, kiedy trudno uwierzyć, że to, co się wydarza, ma jakikolwiek sens. W takie dni bardzo łatwo zwątpić, że w tym, co przydarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… jest coś, czego właśnie teraz najbardziej potrzebuję.

Prawie zwątpiłam, prawie stałam na krawędzi myśli, że może to coś, co zdarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… wydarza się, bo jestem głupia, niekompetentna, nic nie rozumiem i w życiu nie pojmę tego, co każdy „normalny” człowiek rozumie w mig.

Wczoraj, gdy zatrzymałam się i odstąpiłam od egzekucji powyższej myśli, spotkałam piękne zdanie:

Pod kamieniami ulicznymi leży piasek plażowy.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.


piątek, 21 kwietnia 2017

Wczoraj między zajęciami. U Antenki oglądałam ilustrowana książkę, którą drukarnia zostawiła u Niej jako próbnik jakości ilustracji. „Czytałyśmy” obie o relacyjnym pomyśle Lukasa — nie mógł pozostać niezapamiętany.

Jabłoń:
(wieczorem pokazuje pomysł Lukasa)

Sadownik:
(z miną wybitnego znawcy kobiet)
Kobietę na serek? Chyba żartujesz!

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)



Christel Amundsen, Juhuuu! På vej i skole — til børn fra 5 år, 2009.
(paluszki Antenki)

sobota, 15 kwietnia 2017

We wtorek nie zająknęłam się, że w przeciągu kilku minut nie tylko Sadownik kupił mi książkę, ale że i ja kupiłam sobie zbiorek liter uporządkowanych — autor obu ten sam. Miałam ogromną nadzieję, że będzie do odbioru przed świętami. I tak się stało, wczoraj po pracy poleciałam odebrać i w drodze do domu przeczytać.

Zachwyciła mnie, jakby to powiedział Sadownik, maniera w tytule. Nie zachwyciły przekleństwa, które w wielu miejscach były dla mnie autorskim pójściem na łatwiznę. Dwa wiersze  trafiają w punkt pięknie i nie wprost poprzez fantastyczne zestawienie słów, obrazów, tęsknot i współczesnego narcyzmu. I dla tych dwóch było warto, przynajmniej na razie.

SUTRA SERCA
Umierały za mnie koty.
Umierał za mnie Jezus.

Chujowo się z tym czuję
.

*

SŁODKIE LATA 90.
Żyliśmy jak zwierzęta.
Bez iPadów, LTE i internetu.
Dziewczyny bobry miały zarośnięte.
Rzadko goliły nogi.
Nic nie było wyjebane w kosmos.
Nic nie było zapisane na pendrivach.
Wszystko było zapisane w gwiazdach
.

Krzysztof Jaworski, .byłem,
Biuro Literackie, Wrocław 2014.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Nie szukam książek, one nie szukają mnie, ale wciąż na siebie wpadamy. Zaczęło się więc niewinnie. Gepardzica udostępniła takie cudo:

(źródło)

Jak tylko to przeczytałam dwa dni temu przed szóstą rano, kliknęłam tu i tam, a wstającemu godzinkę później Sadownikowi, zaszczebiotałam, że pewnie jeszcze nie wie, ale kupił mi książkę. Nie zdziwił się. Książka idzie do nas, ale dzięki koledze Sadownika, przeczytałam ją już dwa razy. Gdy przyjdzie, chętnie przeczytam ją trzeci raz.

Dlaczego kobieta powinna mieć okrągłe kształty? Bo wtedy ją łatwiej przeturlać do kuchni. Ha! Ha! Ha! A z dobrymi dowcipami o mężczyznach jest jak z mężczyznami. Nie ma dobrych.

*

Tu spoczywają, nienapisane: Tak, Mein Führer (o moich złożonych relacjach z żoną) oraz Za dużo szczekasz, Blondie (to z kolei mojej żony, o dość złożonych relacjach ze mną.
     Jak na razie żadna nie kończy się morderstwem
.

*

Czy wiecznie wynajdujesz powody do narzekań? Czy odczuwasz zmęczenie i znużenie? Czy masz żal do świata i skupiasz się jedynie na swoich nastrojach, a w końcu dodajesz wątek zbliżającej się starości?
     Oznacza to, że dotarłeś właśnie do tomu trzeciego.

*

Starość musi się wyszumieć. I całe szczęście. Wreszcie przestaję pamiętać lata 90.

*

Masz chyba zegarek w tyłku.
(Moja żona do kota o 3:58).
(Muszę uważać, bo nie zawsze wiem, do kogo mówi, a też lubię jadać regularnie).
(A ma nas w domu trzy zwierzęta)
.

*

Socjolog rynny maluje
Filozof książki kseruje
Psycholog sprzedaje ubrania

Reszta na emigracji
.

*

     — Panie, w samej głowie masz pan coś ze 160 węzłów chłonnych, a w całym organizmie ze dwa kilo. Bo to kwestia osobnicza. Możemy je panu wyciąć wszystkie — uśmiechnął się do mnie sympatyczny pan chirurg.

*

Boże niekończących się korytarzy. Módl się za nami. Boże wkurwionych na cały świat. Módl się za nami. Boże niemych i ślepych bądź też nadwzrocznych i nadmiernie gadatliwych. Módl się za nami. Boże wkurwiających pozostałych w kolejce nieustannymi, bezsensownymi pytaniami w stylu dlaczego pani doktor dzisiaj nie przyjmuje, a jeśli przyjmuje, to gdzie, ale jak przyjmuje skoro nie przyjmuje, nie przyjmuje, to kiedy będzie przyjmować […], a dlaczego nie można się zapisać na następny termin, bo nie przyjmuje, nie, bo jeszcze nie ma kalendarzy na nowy rok, czyli, że dzisiaj nie przyjmuje, nie przyjmuje, i tak w kółko! po niezliczoną ilość razy dziennie! Myślę, że tak będzie wyglądać piekło. Módl się za nami.
     Módl się za nami grzesznymi
.

Krzysztof Jaworski, Do szpiku kości. Ostatnia powieść awangardowa,
Biuro Literackie, Wrocław 2013.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 21 marca 2017

Wyjątkowy dzień był dokładnie rok i trzy tygodnie temu. Wyjątkowy dzień będzie za trzy lata bez trzech tygodni — pomyślałam dziś, biorąc do ręki książkę, którą wczoraj skończyłam. O czym jest? O przemianie, dojrzewaniu, mądrości i miłości. Przede wszystkim o mądrości i miłości.

Odkryłam istnienie tej książki tydzień temu zupełnie przez przypadek. Jest klamrą do pierwszej.

Kiedy myślimy, że już nic nie możemy zrobić, pozostaje jeszcze miłość.

*

Pamiętam słowa wypowiedziane przez Johna Lennona: „Kiedy miałem 5 lat, moja mama mówiła mi, że szczęście jest kluczem do prawdziwego życia. Gdy poszedłem do szkoły, spytali mnie, kim chcę być, gdy dorosnę. Odpowiedziałem, że chcę «być szczęśliwy». Powiedzieli mi, że nie zrozumiałem pytania. Ja im powiedziałem, że nie rozumieją życia”.

*

     — Kochana, nie martw się. Mogę zaczekać, ile zechcesz. Ile będzie trzeba. Nic nas nie goni. Podejmiemy wspólnie tę decyzję. Ale jedno jest pewne: dzień dzisiejszy nie jest gorszy na zmiany, niż dzień, który dopiero nadejdzie.

*

Wspomnienia zacierają się z czasem, ale uczucia pozostają.

*

Dzieci nie lubią owijania w bawełnę. Nie boją się słów.

*

Tak więc, ilekroć ktoś mówi: „Ja bym tak nie mógł” albo: „Nie byłbym do tego zdolny”, odpowiadam: „Nie wie pan tego”, „Nawet pan nie wie, do czego byłby pan zdolny”. I zachęcam do uczynienia jednego jedynego wysiłku: zachęcam go, aby odważył się w to uwierzyć.

*

     — A więc to tak, najbardziej lubisz gramatykę?
     — Oczywiście, że nie! Ale co miałem mu powiedzieć? Przecież nie mogłem powiedzieć: „Żaden. Poza WF-em lubię tylko przerwę obiadową”. Przecież to dyrektor! Jest w szkole szczęśliwy. Postanowił chodzić do niej przez całe życie, choć przecież nie musi. Musiałem mu coś odpowiedzieć, aby się nie rozzłościł. Nie rozumiem, jak można w ogóle pytać o to dziecko! Szybko się zastanowiłem: nie mogłem powiedzieć, że matematyka — to by było zbyt ryzykowne, mógł mi zadać jakieś zadanie: to samo z historią — mógł mnie spytać o jakieś wydarzenie historyczne. Co do gramatyki…

Anne-Dauphine Julliand, Wyjątkowy dzień. Piękna historia o niełatwym szczęściu,
przeł. Sylwia Filipowicz, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 14 marca 2017

Skąd ty bierzesz te książki? Zapytał. Z innych książek.
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Tamtą wyjęłam z tej.
Tę, o której poniżej, z czytanej niedawno.

*

Na beznadzieję, co rozdyma obiektywne trudności do subiektywnie ogromnych rozmiarów. Na obniżony nastrój, którym żywi się niepokój i niepewność. Po tej książce wszystko nabiera właściwych rozmiarów, ustawia się we właściwym porządku. Być może nigdy się nie uda, ale nie widzisz już powodu, by rezygnować dziś. Niczym suchy alkoholik, jak mantrę powtarzam: ważne jest tylko dziś.

Kiedy doświadcza nas nieszczęście, wyczerpanie jest dodatkowym nieszczęściem. Będąc zmęczonym, nic nie można zrobić, nic postanowić.

*

Jak zatem będziemy się porozumiewać? Przecież to takie ważne, powiedzieć, czego się chce, co się myśli i lubi. Trzeba mówić, żeby wyrazić siebie i żeby zrozumieć się wzajemnie. Rozmowa tworzy bliskość.

*

Jak ona to robi, że wszystko znosi z uśmiechem? Skąd w niej ten spokój, skąd czerpie siły, aby znosić tak wiele przeciwności losu? […] Thaïs nie „choruje”, lecz po prostu żyje swoim życiem. Walczy o to, co może zmienić, poddając się temu, co nieuchronne.

*

Każdy ma swój własny Mount Everest.

*

Zastanawia mnie jedno: czy Syzyf się złościł, złorzeczył, walił z wściekłością w ziemię, kiedy skała, którą z tak wielkim trudem wtaczał pod górę, wymykała mu się z rąk i staczała w dół? Czy może po prostu, niewzruszony, niestrudzony, podnosił kamień i — jak gdyby nigdy nic — od nowa rozpoczynał wędrówkę na szczyt?

Myślę, że w głębi serca zdajemy sobie sprawę, że pytanie „dlaczego” doprowadza do szaleństwa. Z jednej prostej przyczyny: nie ma na nie odpowiedzi.

*

Kiedy nie można dodać dni do swojego życia,
trzeba dodać życia swoim dniom
.

Jean Bernard
(1907–2006)

*

Thérèse ma diametralnie różny od naszego stosunek do czasu. Dziwi się, że my nieustannie gdzieś się śpieszymy, że wściekamy się, kiedy musimy zaczekać, że irytujemy się, stojąc w kolejkach. Thérèse nigdy nie ma poczucia straty czasu. Żyje tym, co akurat robi. I cieszy się każdą chwilą swojego życia. […] dla Thérèse czas oczekiwania nie jest czasem straconym; jest stanem istnienia, który niesie w sobie swoje własne bogactwo. Ilekroć Thérèse musi czekać, nie odkłada swego życia na bok. Po prostu żyje w innym rytmie, to wszystko.

*

Pięć zmysłów to luksus: luksus, z którego nie zdajemy sobie sprawy.

*

Czy ktoś powiedział, że życie to pasmo rozstań? Od narodzin do śmierci. Rozstań fizycznych i psychicznych. Rozstań tymczasowych i ostatecznych. Dyskretnych i bardziej głośnych. Łagodnych i gwałtownych. Pełnego rozdarcia i bólu oddalania się od siebie i walki o wolność

Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku.
Poruszająca opowieść o sile rodzicielskiej miłości
,
przeł. Sylwia Filipowicz,
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)



niedziela, 25 grudnia 2016

Spojrzałam prawdzie w oczy. Nie jestem zwierzem rodzinnym. Nie rozumiem. Nie chwytam. Nie czerpię z tego przyjemności. Za dużo krzyku. Za dużo polityki. Za dużo mojszości. Za dużo chorobliwego dzieciocentryzmu bez śladowych ilości mądrego wychowywania. Za dużo oczekiwań zachowań, których zdrowy samodzielny dorosły człowiek mógłby już nie mieć w swoim repertuarze. Ma się ochotę powiedzieć tylko jedno, co tytułem książki jest.

Nie poddaję się, nie oddaję dnia walkowerem — w końcu to pierwszy tydzień mojego nowego życia. Dzisiaj całym Stadem byliśmy na pierwszym spacerze pooperacyjnym. Bajka! Wczoraj od Kuzyna Sadownika pożyczyłam broszurkę z esejem, który łyknęłam z przyjemnością. Bajka! Esej ten przypomniał mi o dwóch książkach, na które nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie kopytko: Filozofia chodzeniaMininawyki. Jestem więc bardzo do przodu. Bardzo dobra bajka!

Czemuż to niekiedy tak trudno jest określić, dlaczego spacerujemy? Wierzę, że istnieje subtelny magnetyzm Natury, i jeśli podświadomie się mu poddamy, on nas poprowadzi właściwą drogą. […] Czasem jednak jest nam trudno odnaleźć właściwy kierunek, ponieważ nie istnieje on jeszcze wyraźnie w naszej świadomości.

*

Każdy spacer to wizja niezmierzonego szczęścia i mogę je przeżyć każdego popołudnia.

*

Bo czymże jest przechwalanie się naszą tak zwaną wiedzą, jak nie wyłącznie wyobrażeniem, że coś wiemy, co z kolei ograbia nas z przywileju bycia ignorantem?

*

Ignorancja nie tylko bywa użyteczna, ale też czasem piękna, podczas gdy tak zwana wiedza bywa często bezużyteczna, by nie powiedzieć odrażająca. Z którym człowiekiem lepiej mieć do czynienia — z tym, który nic nie wie na dany temat i, co jest nieczęste, wie że nic nie wie, czy może z takim, który naprawdę coś wie na wspomniany temat, ale uważa, że wie już wszystko?

*

Ludzie generalnie są tacy sami, ale dlatego jest ich tylu, by mogli być różnoracy.

*

Aby zachować dzikie gatunki zwierząt, należy stworzyć dla nich las, w którym znajdą schronienie. Tak też jest i z człowiekiem.

*

Życie jest elementem składowym dzikości. Najbardziej żywe jest to, co dzikie. Jeszcze nie podległe człowiekowi, dające mu jedynie ożywcze siły.

Henry David Thoreau, Wędrując,
przeł. Hanna Goworowska-Adamska,
Nowy Obywatel, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Fryderyk Rudziński, Melancholia, tamże, s. 31.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Od kilku dni przyglądam się napotkanemu olśnieniu, że znaczące relacje, to relacje, których budulcem są podarowane/otrzymane czas i uważność — wszystko inne to tylko drobiazgi.

Na fali tego olśnienia postanowiłam przeczytać książkę, która długo na mnie czekała. Musiał nadejść właściwy moment. Nadszedł. Zapłakała mnie ta książka, budząc piękne wspomnienia.

To był całkiem zwykły dzień. Świeciło słońce, a ja chodziłam po klasztorze i wiedziałam, że Bóg ze mną rozmawia.
     Dziadek odstawia spodek i syczy: Kardynał musiał być wściekły.
     Oczywiście, że był, odpowiada, kimże byłam, żeby rozmawiać z synem Boga?

*

Głaszcze ją po policzku, ona zamyka oczy. Chce go przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.

*

Zaczął machać rękami. Zobacz, robię anioła. Chodź.
     Położyła się w śniegu i poczuła, jak trochę wsypało się za kołnierz. Jest zimno dziadku.
     Zacznij machać, to zrobi ci się ciepło.
     Machała, jak tylko mogła.
     A teraz wstań ostrożnie, powiedział.
     Powoli wstali, a na ziemi został jeden mały i jeden duży. Poszli dalej w stronę jeziora, zaczęło śnieżyć wielkimi płatami.
     Myślisz, że anioły będą tam, jak wrócimy?
     Gdzieś zawsze przecież są, odparł.

*

Ona nie ma Boga, ale dziadka, który za Nim tęskni.

*

     Śpisz dziadku?
     Nie, śnię o dniu, w którym się pojawiłaś.

Ida Linde, Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym,
przeł. Justyna Czechowska, Lokator, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

*

Edvard Grieg, Koncert fortepianowy a-moll op. 16.

piątek, 25 listopada 2016

Sprzątałam dysk. Katalog po katalogu mozolnie przeglądałam. Pliki, pliki, pliki. Przesuwałam w inne miejsca. Wyrzucałam. Nudno było okrutnie. Aż znalazłam cytat, który chwycił mnie za serce. Odnalazłam autora tych słów. Zamówiłam jego książkę. Są rzeczy, które nie trafiają do mnie po polsku. Co zrobić, taki ludzki egzemplarz. 

[…] not many years ago I began to play the cello. […] Most people would say that what I am doing is “learning to play” the cello. Our language give us no other words to say it. But these words carry into our minds the strange idea that there exists two very different processes: (1) learning to play the cello;  and (2) playing the cello. They imply that I will do the first until I have completed it, at which point I will stop the first process and begin the second; in short, I will go on “learning to play” until I have “learned to play” and that then I will begin “to play”.
     Of course, this is nonsense. There are not two processes, but one. We learn to do something by doing it. There is no other way
.

John Holt, Instead of Education: Ways to Help People Do Things Better,
Sentient Publications, Boulder 2004.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...