Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: książkiNaMejDrodze

niedziela, 03 września 2017

Pierwsza (I), druga (II), to trzecia książka, która wypadła ze zbioru urlopowego. Zostawiłam ją na międzyurlopowy czas, czyli na dziś.

przenosi swój dom
      coraz to dalej w jesień
            ślimak na ścieżce

*

uśmiech mędrca
                  zmarszczki
                        w kamieniu

*

dobranoc
      Herr Gutenberg
                  dzięki za światło

*

a kot do mnie
            bezczelnie

                        per ty

*

kot
    się starzeje
            powoli

*

lek
   na serce i pamięć
                  krople deszczu

*

pies pozostaje
            odchodzi    wraca w snach     na
                                                              dobre i złe

*

bogowie
      odeszli
            ślady wśród kwiatów

*

dom
      nad urwiskiem
                        język ojczysty

*

zdążył pogłaskać
                        po głowie psa    którego
                                                     wśród nich nie było

*

nie wszystko da się
                  od razu zauważyć
                              kasztany w trawie

*

grudki
      bycia i czasu
            koniec grudnia

Leon Leszek Szkutnik, Stąd do nicości. Haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

sobota, 26 sierpnia 2017

Dziś. Dokładnie jedenaście lat później. Sobota — wtedy i dziś. Wtedy Murakami pisał. Dziś — gdy moje doświadczanie życia przegląda się w jego słowach — ja odnotowuję, że trafia w punkt.

Przy wodospadzie. Pokój obok tego, który gościł nas dziewięć lat temu — bez bloga bardzo trudno było się ich doliczyć. W tym samym miejscu my, choć nie tacy sami. No i z Heniutką! Na tarasie tuż obok, dziewięć lat temu czytałam pierwszą w swym życiu książkę Murakami'ego — pamiętam od kogo ją dostałam, pamiętam okładkę. Kto by wtedy pomyślał, że dziś? Ja, my, tu? Tak. Szczęśliwsi.

Ale w rzeczywistości nie wszystko idzie tak gładko. W pewnym momencie życia, gdy naprawdę są nam potrzebne proste rozwiązania, osobą pukającą do drzwi bywa najczęściej posłaniec ze złymi wiadomościami. Nie zawsze się tak dzieje, ale z mojego doświadczenia wynika, że złowieszcze doniesienia są znacznie częstsze od innych. Posłaniec dotyka daszka czapki i widać, że jest mu przykro, ale to w żaden sposób nie zmienia treści wiadomości. To nie sprawka posłańca. Nie ma co go obwiniać, nie ma co chwytać go za kołnierz i mocno nim potrząsać. Posłaniec wykonuje sumiennie pracę zleconą mu przez szefa. A szef? Szefem, a raczej szefową jest nikt inny, jak tylko nasza dobra znajoma Rzeczywistość.

*

Chodzi mi o to, że nie zacząłem biegać dlatego, że ktoś mnie poprosił, żebym został biegaczem. Podobnie jest z pisarstwem […]. Pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, zachciało mi się napisać książkę. A innego dnia, ni stąd, ni zowąd, zacząłem biegać — tylko dlatego, że chciałem. Zawsze robiłem w życiu to, na co miałem ochotę. Ludzie mogą mnie zatrzymywać, przekonywać, że popełniam błąd, ale ja się nie zmienię.

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

piątek, 25 sierpnia 2017

Ta książka też wypadła ze zbioru urlopowego.
Pobyłyśmy razem sto stron i ta literkowa piękność zostaje w domu.

Huśtawki w deszczu
    wiatr dotyka    potrąca
        jesienne struny.

*

ktoś spóźniony
        na skraju łąki
    październik

*

czas leczy
        długo
    pada śnieg

*

podnosi łapę
        na mrozie    patrzy    czeka
    na ciepło dłoni

*

mgła
    ustępuje    żal do świata
wiosna

*

zgasły
        i dalej świecą
    miliardy lat

*

święta krowa
        na skwerze
    kępki trawy

*

ocean    nieba
            przypływ obmywa stopy
psie dziecko    uśmiech

*

ślady na śniegu
        do furtki prawie    potem
    ktoś zmienił zdanie

*

hala odlotów
    przejście    pasy startowe
        ziemia zostaje

*

kamień
    pod górę
    od zawsze    w drodze

*

 już bez tornistra
        codziennie
    bez przerwy


*

zegar słoneczny
    w dni pochmurne    godziny
                                niepoliczone

Leon Leszek Szkutnik, Krótsze o całą wieczność. Drzwi haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

Miałam kilkanaście lat, gdy dostałam wytartą od używania książkę Thinking in English. Wiele lat później podałam ją dalej. Potem kupiłam sobie kolejne jej wcielenie już pod innym tytułem. Gdy do niej wróciłam, coś mnie tknęło, zajrzałam i odkryłam, że Pan Leon poszedł dalej. Natychmiast zamówiłam i liczyłam, że dostanę te książki przed wyjazdem. I tak się stało. Wczoraj.

Pod pręgierzem słów Sadownika: książki nosisz sama, wyeliminowałam, połykając ich treść, dwie z paczuszki książek „w papierzu”, które muszę-mieć-ze-sobą-na-urlopie. Mogę wrócić do 2/3.

ona i on   i
namiot nieba    miliardy
lat przygotowań

*

zajezdnia starych
lokomotyw    wszystko na
złom    kolej rzeczy

*

żwir i kamienie
kompozycja ogrodu
oblicze pustki

*

ogród chryzantem
czas niedomknięty    wietrzny
sam się zatrzaśnie

*

antyczny zegar
odmierza krople czasu
na ból wszelaki

*

wilgotny kasztan
obok kolce    łupina
dobry upadek

*

ten sam elektron
tu i tam jednocześnie
na łąkach myśli

*

wśród innych śmieci
tomik poezji w lesie
mrówki wnikają

*

przyjazd
i wkrótce znowu
ruchome schody

*

w szkole jak wtedy
przed upadkiem w dorosłość
hałas na przerwie

Leon Leszek Szkutnik, W konwencji haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 06 sierpnia 2017

Kupiona świeżutko po premierze, przeleżała na półce, czekając na swój u mnie czas. Przyszedł ten właściwy.

Czytając pierwszą — wtedy nie wiedziałam, że pierwszą — napisałam, że eklektyczna, głównie w formie. Czytając tę, z wciąż japońskim numerowaniem (WTF pozostaje w mocy), ale z zadbaną stroną graficzną, wciąż należy napisać: eklektyczna, tym razem w treści. Bo.

Nie utrzymał się autor na linie, którą osobiście sobie rozpiął między drzewami twórczego uniesienia. A dobrze szło — pomysł z dziobakami fantastyczny. Ale nie doszło do końca. Osiem baśni — smaczki wydłubałam, niczym rodzynki z ciasta, z przyjemnością ogromną. Potem jedno nie wiadomo co, które rozczarowało całą moją ciekawość, jak autor wybrnie z tego, o czym w swoim doświadczeniu pojęcia nie ma lub ma tyci, tyci — nie wybrnął, nie udźwignął. Na koniec posłowie, którego styl bełkotem dla wielu będzie, mądrym, ale bełkotem. Przebrnęłam przez ten ostatni element, by mieć prawo powiedzieć: nie. Ale brnąc, uśmiechałam się też, widząc w tych ostatnich akapitach początek innego już pisania autora, innej perspektywy, która już wtedy w nim była, wykluwała się właśnie.

Szłam przed siebie, doznając po raz pierwszy w życiu niezwykłej lekkości. Czułam, że zostało podjęte we mnie — albo za mnie — jakieś ważne postanowienie, ale nie wiedziałam ani jaka to decyzja, ani też co ona dla mnie oznacza.

*

Gdy zapytałem Nornę, jak mogę się uwolnić od niewidzialnych więzów, dała mi dziwną i tajemniczą odpowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: walka będzie skończona, gdy więzy w końcu staną się darem.

*

Czułem, że  jest to rzeczywiście „droga powrotna”, chociaż do czegoś, czego ten powrót początkowo wcale nie zakładał. I — jak z każdej ważnej podróży — przywoziłem ze sobą coś innego niż to, po co w nią wyruszałem.

*

     — Jeżeli nie uznajecie czegoś za istotne i nie będziecie tego prawdziwie kochali, to coś nigdy nie odsłoni przed wami swoich tajemnic. Dotyczy to wszystkiego, również snów — mówił.

*

Zrozumiałem, że walczyć z czymś czy temu czemuś ulegać to jedno i to samo, bo cały czas to „coś” rządzi naszymi zachowaniami.

*

     — Zupełnie nie rozumiem tego świata — mówił Harvey. — Wszystko staje się w nim towarem, a inność i różnorodność, która jest w końcu jedynym niezmiennym elementem życia, staje się przedmiotem kontroli i oceny, co ma trafić do więzienia, co do szpitala, a co na wystawę, i co gorsza, zaczyna podlegać to normalnym prawom rynku.

*

Jesteś zdolnym i ciekawym świata uczniem, ale pamiętaj, by nie brać do ust więcej, niż możesz przeżuć.

Tomasz Teodorczyk, Oświecenie dziobaków. Baśnie
o ważnych mechanizmach i niebezpieczeństwach rozwojowych
,
Eneteia, Warszawa 2015.

*

(tamże)

wtorek, 01 sierpnia 2017

Pierwsze wrażenie — gdy tylko zobaczyłam fragment tytułu, przeraziłam się, że Gepardzica postanowiła rocznicowo nauczyć mnie gotować. Mityczny Syzyf nie podjąłby się tego zadania, ale w sumie jest przecież powiedzenie, że gdzie diabeł nie może, babę pośle.

Pierwsze wrażenie — gdy otworzyłam książkę po raz pierwszy. Poniższa ilustracja niezmiennie wywołuje mój uśmiech wielością warstw, które za każdym razem widzę, i ambiwalencją, którą może wzbudzać bez najmniejszego problemu.

Pierwsze wrażenie, pierwszy dotyk, nieostatni zachwyt. Wszystko w hamaku. Przy kawie.

Jacek […]  Słyszałem taką historię, że na jednym z warsztatów miały być zaprezentowane wspomnienia, które dają siłę w życiu. Dziewczyna opowiedziała o swojej babci. Kiedyś z siostrą ugotowały danie. I okazało się ono tak obrzydliwe, że ani ojciec, ani matka, ani pies nawet tego nie chcieli jeść, a babcia zjadła i powiedziała, że bardzo dobre.
Katarzyna Bohaterska babcia.
Jacek I ta dziewczyna, gdy potrzebuje siły, inspiracji do tego, że czemuś można dać radę, to przypomina sobie wtedy babcię.
Katarzyna Podobnie było z moim bratem, starszym ode mnie. Rodzice wychodzili, a on miał się mną zająć, bo leżałam przeziębiona w łóżku. I on powiedział, że jak rodzice pójdą, to ugotujemy najlepszą potrawę świata. Bardzo mnie to zainspirowało. Wziął moździerz i wrzucaliśmy tam wszystko. Czekoladę, cukierki, migdały, masło, kawałek ciasta. Wrzucając każdą kolejną rzecz, wpadaliśmy w ekstazę. W naszym przekonaniu to było tak pyszne, ponieważ wszystko, co jest dobre, razem zmieszane musi być superdobre. Niestety, nawet kibel tego nie chciał połknąć.
Jerzy Tak samo mój pierwszy alkohol. Znalazłem jakąś miętową wódkę w spiżarni. Wrzuciłem do tego czekoladę tartą, zmieszałem. Same smaczne rzeczy, ale…
Jacek Mimo to człowiek się uczy, jak dodawać składniki. I potem już jest tylko samo dobre, wstrząśnięte, niezmieszane.

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.

Uczta jest jednocześnie wspólnotą i podarkiem — powiedział Jacek Wasilewski w książce, którą z Sadownikiem otrzymaliśmy w ramach ślubnej rocznicy. Gdyby nie Gepardzica i Smoku, dziękuję jeszcze raz, przegapiłabym tę wydawniczą piękność. Mogę tylko napisać, że ten podarek jest ucztą nad ucztami.

Wydzielałam sobie literki, ilustracje, dotykanie pięknego papieru i przewracanie kolejnych kart. Wydzielałam przy porannej kawie powolutku, wiedząc, że robię to bezskutecznie — książka się skończy tak czy inaczej. Stało się, pierwsze czytanie, uśmiechy i zachwyt za mną.

Jacek […]  Moja żona czasami zachęca, że może bym coś ugotował, odbieram to jednak jako wołanie o opiekę i czułość niż wezwanie do gara. Za to mam pełną wolność zmywania, co podpada pod hasło „wolność to uświadomiona konieczność”.

*

Jerzy À propos ryb… czy rozróżniacie ich smaki?
Katarzyna Nie! Łososia tylko poznaję.
Jerzy Łososia po kolorze. Węgorza po kształcie.
Katarzyna Flądra jest mała i płaska.
Jacek No i karp jest nie do podrobienia. A sardynkę poznaje się po oleju.
Katarzyna I po puszce! Chyba nie jesteśmy znad morza…
Jerzy Ja odróżniam śledzie w śmietanie od śledzia z cebulą.
Katarzyna A ja odróżniam wszystkie śledzie, bo ich nie lubię.

*

Jacek Czyli nie jesteś wegetarianką z powodów kalorycznych?
Katarzyna Przekonywałam koleżanki, dlaczego powinny zostać wegetariankami. Mówię: „Wyobraź sobie, że jesteś na bezludnej wyspie. Są tam różne ryby, kraby, zwierzęta, i musisz teraz iść i zabić cielaka. Ja nie zabiję świni, więc jej nie jem”.

*

Jacek Rodzajem alkoholu można więc stopniować zażyłość. Piwo można wypić z każdym. Whisky jest biznesowa i można przy niej nawet kłamać, ale już przy wódce kłamać to…
Jerzy To zaprzecza samej idei.
Katarzyna U mnie lansowało się w domu, że dama wódki nie pije. U Michaiła Bułhakowa był więc ten cudowny spirytus. „To wódka? — słabym głosem zapytała Małgorzata. — Na litość boską, królowo, czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus
”.

*

Jerzy […]  Jak leżą wielkie kanapki, to nikt nie weźmie, a jak leży siedemnaście małych, to zjesz szesnaście.
Katarzyna Jedną zostawisz, żeby było widać, że nie jesteś łakomczuchem, tak? Małe kanapki są w porządku, ja tylko małych pieniędzy nie lubię, reszta mała może być
.

*

Katarzyna Wielkie bogactwo i wielka bieda mają coś wspólnego — tak samo są izolowane. Bogaty nie wsiądzie do autobusu, ponieważ boi się, że go okradną i porwą, biedny zaś nie ma na bilet i śmierdzi. Powody nie są ważne, ale jeden i drugi nie jeździ autobusem.

*

Jerzy […]  Bardzo lubię zmywać!
Katarzyna Agatha Christie powiedziała, że większość tych swoich krwawych książek wymyśliła przy zmywaniu, ponieważ uważała to za okrutne zajęcie! Podzielam jej zdanie…
Jerzy Ja nie znoszę tylko prasowania i mycia okien.
Katarzyna To wymyślaj wtedy kryminały.
Jacek Najlepiej kryminały językoznawcze. Z morderczym podmiotem.
Katarzyna I dopełnieniem jako ofiarą
.

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.
(wyróżnienie własne)

sobota, 29 lipca 2017

Wczoraj, pozostała część, od lekcji 15. Wcisnęłam książkę wieczorem Białemu Krukowi. Dziś przy śniadaniu powiedział, że chce mieć swój egzemplarz.

To naprawdę najważniejsza książka roku 2017 dla nas jako Wspólnoty Kraju, Kontynentu, Świata. Nie opuszcza mnie świadomość, jak wiele mogę i możemy zrobić. Na pierwszy ogień poszła życzliwość, ale i zlecenie stałe. To niesamowite, jak wiele możemy dać, również małych bardzo dużo znaczących rzeczy: gestów, słów czy uwagi. Człowiek — to może brzmieć dumnie i bez fałszywej nuty.

Świadomość, że bez względu na rozwój zdarzeń przyczyniasz się do pożytecznych działań, daje satysfakcję. […]  Jeżeli jesteśmy dumni z naszych działań i poznajemy w ich trakcie innych, którzy też czerpią z nich radość, budujemy społeczeństwo obywatelskie.

*

Kiedy politycy powołują się dziś na terroryzm, mówią, rzecz jasna, o rzeczywistym niebezpieczeństwie. Gdy jednak próbują nas wytresować tak, abyśmy wyrzekli się wolności w imię bezpieczeństwa, powinniśmy mieć się na baczności. […]  Ludzie, którzy zapewniają cię, że bezpieczeństwo możesz zyskać jedynie za cenę wolności, chcą ci zwykle odebrać i jedno, i drugie.

*

Symbolicznym momentem, kiedy rząd Hitlera, który doszedł do władzy metodami w większości demokratycznymi, stał się przerażająco permanentnym reżimem nazistowskim, był pożar Reichstagu. To archetypiczny przykład zarządzania strachem.
     […]
     Tyrani wyciągają z pożaru Reichstagu następującą lekcję: chwilowy wstrząs umożliwia wieczne podporządkowanie. Dla nas lekcja powinna brzmieć tak: naturalny strach i żałoba nie mogą otwierać drogi do zniszczenia naszych instytucji. Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu czy nieprzeżywaniu żałoby. Polega natomiast na niezwłocznym rozpoznaniu technik zarządzania strachem i stawienie im oporu od momentu samego ataku — właśnie wtedy, kiedy jest to najtrudniejsze.

*

Gdy w ataku terrorystycznym na Paryż w listopadzie 2015 roku zginęło 130 osób, a 368 zostało rannych, założyciel powiązanego z Kremlem ośrodka analitycznego oświadczył z zadowoleniem, że terroryzm poskutkuje zbliżeniem Europy z faszyzmem i Rosją. Innymi słowy uznał, że zarówno fałszywy, jak i rzeczywisty islamski terroryzm w Europie Zachodniej jest w interesie Rosji.

*

Prezydent [Stanów Zjednoczonych] jest nacjonalistą, a to wcale nie oznacza tego samego, co bycie patriotą. Nacjonalista zachęca nas do ulegania najgorszym instynktom, a następnie mówi nam, że jesteśmy najlepsi. […]
     Z kolei patriota chce, żeby naród dorównał wyznawanym przez niego ideałom, co oznacza żądanie, abyśmy byli jak najlepsi. Patriota musi liczyć się z realnym światem, który jest jedynym miejscem, gdzie jego kraj może zostać otoczony miłością i troską. Patriota wyznaje uniwersalne wartości i standardy, według których mierzy swój naród, zawsze życząc mu dobrze, a zarazem pragnąc, aby stawał się jeszcze lepszy.
     […]  Historia i doświadczenie odsłaniają przed nami mroczne wizje możliwej przyszłości. Nacjonalista oświadczy, że „to nie może się zdarzyć tutaj”, co jest pierwszym krokiem w stronę katastrofy. Patriota powie, że to może się zdarzyć tutaj, ale nie dopuścimy do tego.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

piątek, 28 lipca 2017

Format A6, czyli czwarta część typowej kartki papieru do drukarki, połowa rozmiaru najczęściej używanych przez uczniów zeszytów. Ale książka wielka i niebywale ważna — niezbędnik na czas, w którym przyszło nam żyć. Dziś, lekcje 8–14. Otwierają oczy. Ostatni zacytowany fragment przypomniał mi arcyważne i arcymądre słowa Jacka Dehnela.

Podążać za innymi jest łatwo. Robiąc lub mówiąc coś innego, możesz czuć się dziwnie, ale to uczucie niepokoju jest warunkiem wolności.

*

Na długo przed II wojną światową liczne kraje europejskie porzuciły demokrację na rzecz różnych form prawicowego autorytaryzmu. Pierwszym państwem faszystowskim w 1922 roku stały się Włochy, które zawarły sojusz wojskowy z III Rzeszą. Węgry, Rumunia i Bułgaria sprzyjały Niemcom w zamian za obietnice wymiany handlowej i zdobyczy terytorialnych. W marcu 1938 roku żadne z wielkich mocarstw nie zgłosiło sprzeciwu, gdy Niemcy zajęli Austrię.

*

[Victor Klemperer zauważył], że język Hitlera wyklucza możliwości legalnego sprzeciwu: określenie „naród” zawsze oznaczało te a nie inne grupy ludzi (prezydent [Stanów Zjednoczonych] także używa tego słowa w ten sposób), kontakty były nieodmiennie „zmaganiami” (prezydent mówi o „wygrywaniu”), a każda próba pojmowania świata w inny sposób przez wolnych ludzi była „szkalowaniem” przywódcy (lub, jak ujmuje to prezydent, „zniesławieniem”).

*

Ponad pół wieku temu klasyczne  powieści o totalitaryzmie ostrzegały przed dominacją ekranów, eliminacją książek, zawężeniem słownictwa i w rezultacie — ubóstwem myśli. […]
     Wpatrywanie się w ekrany jest być może nieuniknione, ale dwuwymiarowy świat nie ma większego sensu, jeżeli nie jesteśmy w stanie czerpać ze skarbnicy pojęć zbudowanej gdzie indziej.

*

Postprawda jest przedfaszyzmem.

*

Poddajemy się tyranii, kiedy wyrzekamy się różnicy między tym, co chcemy usłyszeć, a tym, co rzeczywiście  jest prawdziwe. To wyrzeczenie się rzeczywistości może wydawać się naturalne i przyjemne, ale jego wynikiem jest nasz upadek jako jednostek, a tym samym upadek każdego systemu politycznego, który opiera się na indywidualizmie.

*

Niezależnie  od tego, czy jest mowa o faszystowskich Włoszech w latach 20. XX wieku, nazistowskich Niemczech lat 30., ZSRR w epoce Wielkiego Terroru lat 1937–1938 czy czystkach w komunistycznej Europie Wschodniej w latach 40. i 50., ci, którzy obawiali się represji, zapamiętali, jak traktowali ich sąsiedzi. Wielkiego znaczenia nabierały wtedy gesty w normalnych sytuacjach banalne — uśmiech, uścisk dłoni czy pozdrowienie. Jeżeli przyjaciele, koledzy i znajomi odwracali wzrok lub przechodzili na drugą stronę ulicy, aby uniknąć kontaktu, strach narastał. Możesz nie być pewien, kto dziś czuje się zagrożony […] lub poczuje się tak jutro. Jeżeli jednak potraktujesz serdecznie wszystkich, niektórzy z pewnością poczują się lepiej.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 27 lipca 2017

Niniejszy tekst został napisany w grudniu 2016 roku i skierowany do obywateli Stanów Zjednoczonych. Jeśli odpowiada późniejszym wydarzeniom, potwierdza to tylko tezę, że warto czerpać naukę z historii w krytycznych momentach — tak rozpoczyna się ta książka, nie próbując nawet antycypować tego, co nas czekało w Polsce w lipcu 2017. To, co jest teraz, potwierdza nie tylko tezę, ale zmusza, nie bez strachu, by przyznać, że to, co przeżywaliśmy ostatnio, to jeden z wielu krytycznych momentów, nie ostatni. Czytam powolutku. Dziś, lekcje 1–7.

To książka roku — myślę sobie — dla Nas jako Społeczeństwa.

Historia się wprawdzie nie powtarza, ale udziela lekcji. Debatując nad amerykańską konstytucją, ojcowie założyciele wyciągali wnioski z znanych im wydarzeń z przeszłości. […] Wiedzieli przy tym, że Arystoteles ostrzegał przed niestabilnością wynikającą z nierówności, a Platon uważał, że demagodzy wykorzystują wolność słowa, by stać się tyranami.

*

Zarówno faszyzm, jak i komunizm były reakcją na globalizację: na rzeczywiste i dostrzegane nierówności będące jej wynikiem oraz na pozorną bezradność demokracji w ich usuwaniu.

*

To instytucje pomagają nam zachować przyzwoitość. One też potrzebują jednak naszej pomocy. […] Wybierz zatem instytucję, na której ci zależy — sąd, gazetę, ustawę czy związek zawodowy — i stań po jej stronie.

*

Utrwalenie nowego porządku nazistowskiego zajęło niecały rok. Przed końcem 1933 roku Niemcy stały się państwem jednopartyjnym, w którym upokorzono wszystkie najważniejsze instytucje. Aby utwierdzić nowy ład, w listopadzie władze przeprowadziły wybory parlamentarne (bez udziału opozycji) oraz referendum (w którym „prawidłowa” odpowiedź była oczywista).

*

Partie, które zmieniły w końcu kształt państw i wyeliminowały rywali, nie były wszechmocne od samego początku.

*

Bohater powieści Davida Lodge’a mówi, że kochając się ostatni raz, nie wiesz, że ten jest ostatni. Podobnie jest z wyborami.

*

Symbole dnia dzisiejszego umożliwiają nastanie rzeczywistości jutra. Zwracaj uwagę na swastyki i inne oznaki nienawiści. Nie odwracaj wzroku i nie przyzwyczajaj się do nich. Usuwaj je sam i dawaj przykład innym.

*

Życie jest polityką — nie dlatego, że świat przejmuje się tym, co myślisz, ale dlatego, że reaguje na to, co robisz. Nasze drobne decyzje stanowią rodzaj głosu, mogą zwiększać lub zmniejszać prawdopodobieństwo wolnych i uczciwych wyborów w przyszłości.

*

Kiedy przywódcy polityczni dają negatywny przykład, wynikające z etyki zawodowej zobowiązania do właściwego postępowania nabierają dodatkowego znaczenia. Trudno jest zniszczyć państwo prawa bez prawników lub urządzić procesy pokazowe bez sędziów. Reżimy autorytarne potrzebują posłusznych urzędników, a dyrektorzy obozów koncentracyjnych poszukują biznesmenów zainteresowanych tanią siłą roboczą.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

*

Jak ty trafiasz na te wszystkie książki? Pyta mnie czasem Biały Kruk. Na tę napatoczyłam się tak:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...