Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: giender

niedziela, 17 grudnia 2017

Nie jest królową, czarodziejką ani amazonką – jest doulą. Tańczy z życiem i śmiercią. Jest kobietą, która odrzuciła czółenka, i teraz biega z wilkami. Właśnie taka ona jest narratorką i właśnie w taki sposób zaczyna się zarówno Ekomąż, jak i Ekożona. Narratorka, jak dowiemy się w Ekożonie, nie jest  jasnowidzką, ale jest tą, która wie. […] [Ma] pięćdziesiąt pięć i dwa miliony lat.

Niech was nie zmyli fakt istnienia narratorki, tę książkę pisał facet i jest ona gęsta od szowinistycznego dowcipu — fantastycznego i czeskiego!

Czyta się tę książkę tak szybko, jak pierwsze książki Sylwii Kubryńskiej. Viewegh męską ekowersją Kubryńskiej! Nie spodobałoby się to Autorowi. Chi, chi, chi! — zareagowałaby narratorka, założę się.

Ekomąż, Ekożona — w tej, odwrotnej, kolejności to fantastyczne antidotum na eko- i nieekopożycie rodzinne w wersji świątecznej, które już tuż, tuż.

     — Przede wszystkim powinieneś pozbyć się tej grubej baby — radzi. — To jest podstawowy krok.
     — Nie możesz powiedzieć, że jest gruba, choć niezaprzeczalnie jest. Nie możesz jej powiedzieć, że prawie się nie rusza i że za dużo je, chociaż to prawda. Odpowie ci, że dusza przejawia się w różnych formach i rozmiarach i że ty tego nie pojmujesz
.

*

     — Jak to mówiłaś? Tao rodzi jedno, jedno rodzi dwa, dwa rodzą trzy, a trzy wszystkie istoty? – wyśmiewał się z Hedviki. — Serio? A ja na to mówię: jeden plus jeden to dwa, dwa plus dwa to cztery, a wszystko inne to bujda!
     Mojmir jest przeciwny życiu w irracjonalnym nieładzie. Uwielbia porządek i nienawidzi chaosu. Żadnych tych rzekomo kultowych przestrzeni między porządkiem i chaosem po prostu nie uznaje.
     — A co jeśli właśnie ta przestrzeń jest jedynym miejscem, w którym człowiek może istnieć jako ludzka całość
?
     — To już wolę być człowiekiem niecałkowitym niż hodować w mózgu jakieś mistyczne karaluchy.

*

 […] najlepszy kumpel to dla mężczyzny najstarsza karta, trumf (wprawdzie żona też jest najstarszą kartą, ale z innej gry, powiedzmy, że jeśli najlepszy kumpel to as treflowy – żona jest dżokerem; a nie można grać jednocześnie w kanastę i mariasz).

*

[…] olcha symbolizuje wyzwolenie, grab ochronę, natomiast brzoza odnowę, a buk zrozumienie.
     — Chyba powinienem zacząć wpieprzać bukwie, żeby to wszystko zrozumieć — skarży się Mojmir.
     Jego mały racjonalny móżdżek po prostu odmawia przyjęcia rzeczy, których nie można zważyć lub zmierzyć.
     — Zaufania i przyjaźni też nie zmierzy pan metrem. A czy to oznacza, że zaufanie i przyjaźń nie istnieją? — pytam go po latach, kiedy opowiada mi tę historię z Ogrodnikiem.
     — Ale mogę je opisać! — podnosi głos Mojmir
.

*

 […] bierze z szafki nocnej jej MaMy Kalendarz i otwiera go za pomocą szkarłatnej zakładki. Pierwsze, co widzi, to motto tygodnia autorstwa Olgi Tokarczuk: zdałam sobie sprawę, że zawsze lepsze będzie to, co jest w ruchu, niż to, co w spoczynku; że szlachetniejsza będzie zmiana niż stałość; że znieruchomiałe musi ulec rozpadowi, degeneracji i obrócić się w perzynę, ruchome zaś – będzie trwało nawet wiecznie.
     Apostoł rozumu Mojmir, który dwa lata temu w Bolonii postawił swojej polskiej koleżance dwie absurdalnie drogie szesnastoletnie whisky, irracjonalnie odbiera to jako ordynarną niewdzięczność.

*

     — Why women cannot be like men — mówi Mojmir zamiast przywitania, nalewa wino i podaje teściowi puchar. — Jak go upuścisz, będziesz mi winien siedem stów — ostrzega go.
     […]
     — Japończyka zrozumiesz. Holendra zrozumiesz. Islandczyka zrozumiesz – mówi, a potem spogląda na Mojmira. – Kobiety nie zrozumiesz, choćbyś stanął na głowie.

*

     — Czystego sumienia nie można sobie kupić – zwracam mu uwagę.
     — Oczywiście, że można, tyle że jest dużo droższe. Ja kupuję sobie tańsze dobre samopoczucie, rozumiemy się
?

*

     — Ale ja to rozumiem. Kiedy kobieta mówi, odpoczywa. Kiedy mówi mężczyzna, przekazuje informacje. Kiedy ja chcę odpocząć, lecę na przykład na Kanary. W milczeniu.

Michal Viewegh, Ekożona, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2015.
(wyróżnienie własne)



piątek, 15 grudnia 2017

Raz. Wydawnictwo robi promocyjne cięcie cen — tak trafiam na tytuł we wtorek.

Dwa. Czeski autor — zaglądam do podczytnika.

Trzy. W podczytniku czytam, że mężczyźnie wali się świat… O! Chętnie przeczytam, jak sobie z tym poradził. Poradził sobie po męsku i po czesku, oczywiście!

Cztery. Jeden dzień i wczoraj późnym wieczorem, na przekór zdrowemu rozsądkowi, kończyłam. Płakałam i rżałam ze śmiechu. Po czesku?

Pięć. Pół książki zastanawiałam się natrętnie, ale czemu taki tytuł — Ekomąż — no czemu? Dostałam odpowiedź obserwując wymianę słowną książkowych postaci, bingo, to druga książka! Wcześniejsze przygody bohaterów i narratorki zamknięte są w Ekożonie, której połowę mam już za sobą. Odwrotna chronologia służy mi bardziej, niż czytanie tych książek we  „właściwej”  kolejności.

Nie byłem dyrektorem fabryki cudzołóstwa, a jedynie zwykłym jej pracownikiem, powiedziałbym nawet, że skromnym, szeregowym pracownikiem.

*

     — […] Pańska butelka z winem życia nie jest w połowie pusta. Ona jest w połowie pełna!
     W mojej butelce z winem życia jest pieprzony jabol — myśli Mojmir
.

*

Uda się — myśli zszokowany. To się jednak uda. Jeśli nie otworzy oczu, wszystko pójdzie dobrze.

*

     — Pytałam, kim są ci dwaj? — odzywa się znów Hedvika.
     — Jacy dwaj? — nie rozumie Mojmir, który większość rzeczy zapomina po pięciu sekundach.
     — No ten Pistorius i ten drugi
[O. J. Simson]?
     — Lekkoatleta i futbolista amerykański, chwilowo być może najsłynniejsi przestępcy na świecie.
     Hedvika wciąż nie rozumie.
     —Obaj zabili swoje żony — wyjaśnia Mojmir sucho.
     Z pewnością chciał nacieszyć się tą starannie przygotowaną pointą, ale ku mej radości Hedvika mu to psuje.
     — Razem? — pyta dość naiwnie.
     — Jak razem, do cholery? — mówi zirytowany Mojmir. — Każdy swoją.

*

Tego zdania powinno uczyć się dziewczynki już w przedszkolu — podobnie jak uczymy je na przykład, żeby po siusianiu się podcierać, że ogień parzy albo że niektóre grzyby są bardzo trujące. Zdania Gdzieś ty kurwa była? powinny uczyć się dziewczyny i kobiety na całym świecie — tak jak uczniowie na całym świecie muszą znać słowa hymnu państwowego. Zdanie Gdzieś ty kurwa była?  powinno znajdować się na szyldzie każdego sklepu z sukniami ślubnymi oraz wszystkich firm organizujących śluby i wesela… To zdanie, siostry moje, powinnyście wygrawerować sobie na tych swoich drogich obrączkach. Nie Z miłości!, Na zawsze! czy Teraz jestem już tylko twój!  ani żadne tego typu kłamliwe romantyczne pierdoły, ale prosto z mostu i zgodnie z prawdą: Gdzieś ty kurwa była?
     Może dopiero wtedy , drogie siostry, zrozumiałybyście, dokąd zmierzacie w tych swoich welonach i białych koronkach.
     — Gdzieś ty kurwa była? — znów ryczy Mojmir na Hedvikę — jest wpół do pierwszej rano
!
     Jest dokładnie jedenaście po dwunastej i raczej głęboka noc niż rano, ale nie czepiajmy się szczegółów, prawda?

*

     — Nie ma mowy! Powiedz to głośno i wyraźnie. Na czym człowiek ląduje, kiedy za dużo mówi?
     — Na ryju — przyznaje niechętnie Mojmir.
     — Dokładnie — mówi Tomasz zadowolony. — Więc widzisz! Bądź tak miły i tym razem tę swoją pieprzoną prawdę starannie ukrywaj, dobra
?

*

[…] nagle muszę w duchu przyznać, że — choć jest to całkowicie niewiarygodne i pod wieloma względami niewybaczalne — zaczynam tę szowinistyczną świnię, którą dopiero choroba potrafiła zmienić na powrót w człowieka, darzyć sympatią.
     — Mistrzu, chyba nie znam innego faceta, który przeszedł reinkarnację nie po śmierci, ale jeszcze za życia! — wołam do niego
.
     […]
     — Ostrożnie, madame! — krzyczy do mnie. — czy pani się w ogóle słyszy? Przecież ta inwektywa brzmiała prawie jak pochwała…

*

[…] przypadek, jak wiadomo, to silny czarodziej!

*

     — Hedonizm to dystans do życia — przekonuje mnie nawet dziś […]. — A ponadto jest to dzielny bój z Nicością. Hedonizm to zwycięstwo człowieka nad przerażającą krótkością ludzkiej wędrówki.

Michal Viewegh, Ekomąż, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2017.
(wyróżnienie własne)



sobota, 18 listopada 2017

Czytanie masakrującego ibuka przerywam czytaniem stosiku papieru. Po Tulli, przed Tulli i kolejną Tulli, przyszedł odpowiedni czas na tę książkę.

Czytając, na poziomie społecznym, wściekłość miesza się we mnie ze wstydem, że żyję w kraju, który za nic ma badania naukowe, fakty i ludzkie doświadczenie. Kraju, którego rząd szerzy mity, wspiera ciasne myślenie i zachwyca się króliczną mocą heteryków.

Czytając, na poziomie indywidualnym,  odnajduję nie tylko paralele do mojej nieudowodnionej społecznie heteryckości, ale również czuję wdzięczność za wniesienie tej osobistej historii do sfery publicznej. Przypominam sobie film, mężczyznękobietę. I wracam do mojego zamyślenia z początku października: nowi studenci, rekordowa ich liczba w tym roku, a wśród nich jakieś 60–80 osób nieheteronormatywnych… jak się mają? jak się czują? jak dać im znać, że jestem po ich stronie?

Dla mnie wszystko, co się ze mną działo i dzieje do tej pory, jest normalne. Jakie ma być, skoro nigdy nie miałem innego życia?

*

Gdybym miał wybór, też chciałbym móc od tego uciec. Teraz jednak nie mamy już wyboru. Wiedza to droga w jedną stronę, nie da się nie wiedzieć tego, co już raz wyszło na jaw. Trzeba z ciężkim westchnieniem włączyć to w rejestr spraw bieżących, spraw, które istnieją. A potem poszukać rozwiązania, tak żeby wszyscy jak najmniej na tym ucierpieli.

*

Patrzy. Nadstawia ucha. Chce wiedzieć, jak to jest. Jak mi jest.

*

To jest dla mnie jedyna możliwa droga do bycia normalnym i idę nią, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje.

*

Gdy już chwytam za klamkę, mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie nie ma wyboru. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się,  marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robią wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę? 

Maciej Loter, Chłopiec w czerwonej sukience,
Videograf, Chorzów 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Dojrzewam i umacniam się. W żółwim tempie, z wielkim trudem i tysiącem chwil zwątpienia, ale idę do przodu. Cofanie się nie jest dla mnie.

*

Kim jest mężczyzna? Kim jest kobieta? Jak się czują, będąc sobą? Jak się nie czują? Jak wyrazić to słowami, jak to sprawdzić?

*

Słyszę wtedy […]: „O tym, kim jesteś, nie świadczy to, skąd przychodzisz, ale to, jaką drogę wybierzesz”. Zamieram. Czuję, że to może być odpowiedź. Nieskomplikowana, elegancka w swej prostocie. I mądra.

*

Wiem, że można zdziałać cuda, jeśli dysponuje się wystarczająco silną wolą i odpowiednią ilością czasu. Mój strumień wylewał się z koryta wiele razy, błądził wśród bagien, czasem zamierał, niemal w całości wsiąkając w ziemię. Ale zawsze wracał tam, gdzie jest jego miejsce. Poszarpany brzeg, woda niosąca połamane gałęzie, głazy i skały — to są moje realia. Ale dzięki temu nie boję się wartkiego nurtu, wiem, jak panować nad żywiołem. 

*

Bądźcie dumni z tego, że mimo tysiąca przeszkód stale i niezmiennie jesteście sobą.
     Bądźcie dumni codziennie!
     Bo warto.
     Warto żyć
.

(tamże)

poniedziałek, 06 listopada 2017

Skończyłam. Z piątku na sobotę. Jak przez mgłę pamiętam szufladki, do których trafiła Autorka, szufladki oklejone lubieżno-intelektualnymi nazwami, podbijającymi bębenek ważności krytyków.

Skończyłam. Ta książka to poezja prozą pisana. Nie mogę uwierzyć, że tak mało brakowało, a ominęłaby mnie wrażliwość Autorki. Mam szczęście, że nie ominęła.

I jeśli coś mam jej za złe, to tylko to, że ugięła się i opuściła samą siebie.

*

     — Więc co z tym przebaczeniem? — […] — Jest możliwe czy nie?
     — Jest możliwe — powiedział lis.
     — A kiedy nikt nie przeprasza
?
     — Jeśli krzywda jest ciężka, zrobisz, co w twojej mocy, bo nie masz wyboru — powiedziałam. — Może ci się nie udać, ale lepiej, żeby się udało. Inaczej… nie będziesz żył jak człowiek
.

*

Wydawało mi się, że jeśli chcę ocalić trochę szacunku dla siebie samej, muszę się przyznać.
     — Ale do czego? — zdziwił się lis. — Chyba jeszcze nie wiesz, jaką męką jest udawać, że nadążasz za mętnymi aluzjami, których wcale nie rozumiesz, za czymś, czego ci wprost nie powiedzą, bo jednak trochę się krępują. Po co wyskakiwać ze skóry? Trzymajmy się własnej głupoty, ona nas chroni najlepiej. Tak, rozumiem, przykro ci. Ja też coś o tym wiem. Uchodzę za spryciarza i oszusta.
     Uchodził za spryciarza i oszusta, każdy by tak o nim pomyślał. Nikt nie wiedział, że jest najlepszym i najuczciwszym zwierzęciem na świecie
.

*

     — Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza — odezwałam się — ktoś z nas musi umrzeć.
     — Kto
? — spytał łyżwiarz zaczepnie.
     Zawahałam się, ale mu odpowiedziałam.
     — Ofiara
.

*

To, co przemilczane, w jej przekonaniu traciło atrybut istnienia. Nie istniejąc, nie mogło się na mnie przenieść. Pomysł, że coś, o czym nie wiem, może mieć wpływ na moje życie, uznałaby za absurdalny. Że z powodu rzeczy, o których nie wiem, mogę cierpieć? Nonsens.
     […] Mniejsza o lata. A ty? Jaką ranę odziedziczyłaś i po kim?

*

Trudno się rozmawia ze zmarłymi. Rzeczy, które najbardziej mnie pochłaniają, dla nich są nudziarstwem. Ich obojętność mnie onieśmiela. Nie mam pojęcia, co może ich ciekawić. To wynika z różnicy doświadczeń. Mają za sobą coś takiego, co w nich wszystko zmienia.

*

Wiedziały, że trzeba mieć dzieci, jeśli chce się spełnić wyśrubowane kryteria normalności. Lecz kiedy dzieci były już na świecie, wszystko zaczęło się komplikować.

*

     — Jestem prostym leśnym zwierzęciem — odpowiedział. — To wszystko, co mówisz, wydaje mi się zbyt skomplikowane.
     Po następnej wizycie jednak wiedział już, co ma myśleć, i zdecydował, że mi o tym powie.
     — Nie pozwalaj, żeby wchodzili ci na głowę. Nie powinnaś przesadzać z pokorą. W tym nie ma żadnej zasługi, wprost przeciwnie, wprowadzasz ich w błąd. Muszą znać granice
.

*

Znał ją? Coś wiedział? Była zaskoczona? Ten, kto nie wie, nie zgadnie, od kogo wie ten, kto wie.

*

Wiedziałyśmy wprawdzie, że świat jest starszy od nas i pełen różnych historii, których nam się nie opowiada, ale nie potrafiłyśmy sobie tego wyobrazić. Przeszłość wydawała się bezcielesna, dla nas składała się z samych słów i dat. Można się było w niej łatwo pogubić, ale nie przyszłoby nam do głowy, że to ona ukształtowała ten świat, który znałyśmy.

*

Prawo do zadawania pytań jest jak prawo do noszenia broni, ono też nie każdemu przysługuje. W pytaniach słychać było czasem ton przemocy, którego nie da się pomylić z niczym innym.
     […]
     Niewidoczna przemoc wydała mi się nawet bardziej brutalna, kiedy nie poprzestawała na zadawaniu pytań, lecz sama sobie udzielała zagadkowych odpowiedzi.

*

Moje emocje pytały, ilu jest ludzi, którzy czują się opuszczeni i wyśmiani aż do tego stopnia. Gdyby ktoś, komu uwierzę, powiedział mi, że połowa? A gdyby mi powiedział, że tylko jeden na sto tysięcy? Wszystko było możliwe. Ale dlaczego to na mnie spadło, dlaczego właśnie ja muszę być mną, nie kto inny? Tego pytania nie dawało się odepchnąć. Było uparte, pytało i pytało jak zdarta płyta. A przecież nie było odpowiedzi i nie mogło być.

*

     — Jak się żyje? — spytał, na chwilę przestając grzebać pod otwartą maską auta.
     — Tak sobie – powiedziałam. – Mam za dużo kłopotów.
     — Ja też — odpowiedział.
     Nie wiedziałam, jakie kłopoty może mieć dorosły. Przecież nie chodzi do szkoły
.

*

Zasługą jest nie zastanawiać się dwa razy, kiedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Zasługą jest mieć siłę i zrobić z niej użytek.

*

     — Niemożliwe — powiedziała, oglądając ślady po psich zębach na jego przedramieniu. Życie nie byłoby tak śmiesznie proste, jak chciała, gdyby nie nauczyła się narzucać rygorów również faktom.

*

Można zmienić porządki zaprowadzone dawno temu, myślałam sobie. Pocąc się nad klawiaturą komputera, napisałam mu, że wolno mi wyrażać swoje uczucia. Nie można tego zabronić żadnemu żywemu stworzeniu. Rzucanie słuchawką to gruba przesada. Mam prawo czuć to, co czuję, nawet jeśli w tej rodzinie z jakiejś przyczyny przyjęło się uważać inaczej.

*

Jeśli kiedyś się zastanawiał, dlaczego wszystko mu wolno, a mnie nic – musiał zauważyć, że nie mamy dostępu do prawdziwych odpowiedzi na takie pytania. Leżały poza naszym zasięgiem, oprócz jednej, która mówiła: bo tak.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.


niedziela, 29 października 2017

Jezu! Jezu! Rany boskie! Chryste! To nie wyimki z modlitwy, lecz komentarze podczas czytania tej książki. Wyobraźni pozbawiona czytałam kolejne rozdziały. Ostatni doczołgałam.

Książka zrobiła mnie w konia. Z uporem maniaka szukałam nazwiska tłumacza — wpadłam w stupor i niedowierzanie absolutne, że niby jak, takie przyzwoite wydawnictwo i nie ma? Ani na drugiej stronie tytułowej, ani na stronie redakcyjnej, jak to możliwe? To bardzo proste, łatwe i prawie wstyd przyznać się do oślego uporu — książka została oryginalnie napisana w języku polskim.

Ta książka jest o syfie, syfie niewyobrażalnym. Czy jest o kobiecości? O kobiecości-klatce, z pewnością. Jak dobrze, że to tylko książka — można ją odłożyć.

Co Svobodovej z tej niezależności, pieniędzy i samochodu — nie swojego! — skoro Svobodová nie ma rodziny, nie ma nawet dziecka. Żeby wychować dziecko, nie trzeba — jak widać — samochodu, pieniędzy i wykształcenia

*

[…] tematy do rozmów z rodzicami kończyły się Svobodovej po półgodzinie. To się nazywa mała wspólnota doświadczeń. Każdy z poruszonych wątków był ogniwem zapalnym, jej opinie były niepoważne, poglądy — wypaczone. Bez względu na to, jak starannie były wcześniej przez Svobodovą selekcjonowane i obierane z ideologii i kontrowersji.

*

Więc pies został.
     Taka była
[…] wola Magdy. Jej matka, jako specjalistka-samouk w dziedzinie psychopatologii, wiedziała, że taka jest potrzeba opieki u kobiety, która nie będzie miała potomstwa.

*

Z obawą spojrzał na córkę: anormalny owoc tak doskonałej genetycznie pary. Chorowita córka poczęta z silnego samca i mądrej samicy.

*

     — Czy ja się doczekam wnuka?
     — Chyba właśnie się go doczekałaś…
     — Mam na myśli ciebie! Mam na myśli twoje życie
!

*

     — Chciej mieć dziecko!… To jedyne, czego kobieta powinna chcieć!… To jest warte wszystkiego.

*

[…] dziecko, czy ty czujesz się szczęśliwa… tak po kobiecemu szczęśliwa?…

*

     — Pani chyba nie ma dzieci!…
     Oczy matki wartej Mutterkreuz patrzą wyzywająco w zakryte sztucznymi rzęsami oczy Haliny, matki niepełnej i niepewnej. Pełne zapłodnienie to odmienny stan umysłu, nie ciała
.

*

W nocy jestem alegorią braku i wyczekującej tęsknoty. Wyczekuję na cud. Chcę dokończyć przerwany ciąg liczb, doliczyć do nieskończoności.

*

     — Nie rozumiem.
     — Nie rozumiesz. Wolę gadać z mężczyznami niż na nich patrzeć i patrzeć na kobiety, niż z nimi gadać. Rozumiesz
?

*

W każdym jest odrobina, która czyni go godnym współczucia. I dodał, że człowiek to byt ku śmierci, to dlatego.

*

Resztki życiowej energii Anny tliły się jeszcze na zwęglonej złości. Nie było w niej zawiści. Pojawiała się na chwilę, by ustąpić miejsca poczuciu krzywdy.

Frau Wolf, Kobiecość to syf i kropka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017.


poniedziałek, 09 października 2017

Bliźniacza Liczba & Jabłoń:
(wczoraj wieczorem odbierały zarezerwowane bilety)

Pan Kinowisełkowy:
Botoks czy …mężczyźni?

Jabłoń:
Fantastyczna kobieta.

*

Nie zrelaksujesz się na tym filmie. To nie jest kino rodzinne. Ten obraz jest nieoczywisty od pierwszej sceny, a i ostatnia scena nie kończy pojawiających się wielkich pytań, których być może nigdy nie formułowaliśmy, żyjąc w oczywistym heteryckim świecie; pytań, na które nie znamy odpowiedzi.

Czy heterycka nienawiść i agresja, których źródła mnie fascynują, rodzą się ze spotkania z nieoczywistością, która stawia przed nami głębokie egzystencjalne pytania, a może z oczywistych wyborów Osób LGBT; wyborów, które pytają o sens naszych? Bo może poszliśmy tu i ówdzie na społeczną łatwiznę? Nienawiść, moralna wyższość są łatwiejszą opcją do wyboru.

Pozostałam z prostymi plecami, które są jedną z odpowiedzi na pytania: czy celebrujesz swoje ciało? czy umiesz się nim zachwycać, cieszyć się i je świętować? kim, dzięki niemu, jesteś? kim możesz być?

Pozostałam z konkluzją:

każda miłość jest drogowskazem.

 

Fantastyczna kobieta, reż. Sebastián Lelio, 2017.

wtorek, 03 października 2017
wtorek, 26 września 2017

Nim razem wyjdziemy, dokładnie za tydzień, na ulicę.

Feminizm, jak zauważyła pisarka Marie Sheer w 1986 roku, „to radykalny pogląd, że kobiety są ludźmi”, pogląd, którego nie przyjęto jeszcze powszechnie, ale który mimo wszystko się szerzy.

*

Zarówno twierdzenie, że wszystko jest już jak należy, jak i powtarzanie, że nigdy nie będzie lepiej, są sposobem na to, by dojść donikąd, albo żeby uniemożliwić sobie dojście dokądkolwiek. Obydwa podejścia zakładają, że drogi wyjścia nie ma lub że jeśli jest, nie musicie lub nie możecie nią podążyć. Możecie.

*

Feminizm dąży do tego, by zmienić coś, co jest bardzo stare, powszechne i głęboko zakorzenione w wielu, jeśli nie w większości, kulturach świata, w niezliczonych instytucjach i w większości domów na Ziemi — a także w naszych umysłach, od których wszystko się zaczyna i na których wszystko się skończy.

*

„Zbierasz to, co zasiałaś” może oznaczać, że sama ściągasz na siebie klątwę, czasem jednak to, co posiałyśmy, wzrasta bujniej, niż mogłyśmy mieć nadzieję.

*

Zjawisko pouczania kobiet o tym, że i dlaczego są nieszczęśliwe i stracone, nie zniknęło.

*

[…] kot wyszedł z worka, dżiny uciekły z butelek, puszka Pandory jest otwarta. Nie ma powrotu. Wciąż jednak liczne siły próbują nas wepchnąć na dawne miejsce albo przynajmniej zatrzymać. W chwilach największego pesymizmu myślę czasem, że kobiety muszą wybierać — między karą za brak podporządkowania a ciągłą karą, jaką jest podporządkowanie.

*

Wciąż jednak nierówność płci postrzegano jako problem kobiet. Podobnie jednak jak rasizmem, także mizoginią nie mogą skutecznie zajmować się jedynie jej ofiary. Mężczyźni, którzy to zrozumieli, rozumieją także, że feminizm nie jest spiskiem, mającym na celu pozbawienie ich praw, ale kampania na rzecz wyzwolenia nas wszystkich.
     Musimy wyzwolić się od tak wielu rzeczy: na przykład od systemu, który nagradza konkurencję, bezwzględność, myślenie w kategoriach krótkoterminowych rozwiązań i nieustępliwy indywidualizm, systemu, który zarazem niszczy środowisko i promuje nieograniczoną konsumpcję — możecie go nazwać kapitalizmem. Wciela on to, co najgorsze w maczyźmie, niszcząc zarazem to, co najlepsze na Ziemi. Mężczyźni częściej lepiej się do niego dopasowują, ale w rzeczywistości nie służy on nikomu z nas
.

*

Oto droga. Być może ma tysiąc mil, ale kobieta, która nią idzie, bynajmniej nie znajduje się dopiero na początku. Trudno mi powiedzieć, jak daleko musi jeszcze zajść, ale wiem, że mimo wszystko nie zawróci — i że nie idzie sama. Być może jest nas już niezliczenie wiele — kobiet, mężczyzn i osób należących do bardziej interesujących płci.

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Eksperyment myślowy proponuję: przeczytaj poniższe cytaty ze zrozumieniem, a potem pomyśl o jednej osobie publicznej, która jest przeciw związkom dwojga ludzi, bez względu na ich płeć. Ubawiłam się odrobinkę, myśląc o pewnej panience i malutkim kawalerze — pięknie oganiali się od rozumu i uczuć, czyli życia.

[…] sam pomysł, że instytucja małżeństwa może objąć dwie osoby tej samej płci, możliwy jest jedynie dlatego, że feministki wyrwały małżeństwo z hierarchicznego systemu, którego część stanowiło, i wymyśliły je na nowo jako związek między równymi. Ci, których przeraża równość małżeńska, są, na co wskazuje wiele znaków, tak samo przerażeni wizją równości w parach heteroseksualnych jak równością par tej samej płci.

*

Równość małżeńska stanowi zagrożenie: dla nierówności. Jest też darem dla każdej i każdego, kto ceni równość i z niej korzysta. Jest dla nas wszystkich.

*

Życzliwość i delikatność nigdy nie miały płci, nie miała jej także empatia.

*

[…] u podstaw leży zmiana w wyobraźni, dzięki której zmniejszają się niewiedza, lęk i nienawiść […].

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Mała i chuda książeczka — dziewięć esejów. Jednocześnie to wielka i ważka książka. Dopiero czytając ukryte w niej znaczenia, zrozumiałam, że moje dziecięce pragnienie, by „być małomówną i miłą dziewczynką”, było nie tylko niedoścignionym ideałem, ale również zinternalizowaną opresją.

Możność opowiedzenia własnej historii za pomocą słów lub obrazów już jest zwycięstwem i jest już buntem.

*

Rzecz wymaga czasu. Mijamy kamienie milowe, tak wiele osób jednak podróżuje tą samą drogą we własnym tempie, niektóre idą wolniej, inne starają się zatrzymać każdego, kto rusza do przodu, kilka zwraca się wstecz lub trwa w pomieszaniu, niepewne, jaki obrać kierunek. Nawet w naszym własnym życiu zdarza nam się cofać, upadać, trwać, próbować ponownie, gubić się, a niekiedy wykonywać wielki skok, znajdować coś, o czym nie wiedziałyśmy, że tego szukamy, nadal pozostawać, od pokoleń, pełnymi sprzeczności.

*

[…] Chip Ward, mówi o „tyranii wymiernego”, o tym, że to, co daje się zmierzyć, niemal zawsze zdobywa pierwszeństwo przed tym, czego zmierzyć nie można: prywatne zyski przed dobrem publicznym, szybkość i wydajność przed przyjemnością i jakością, to, co użyteczne, przed tajemnicami i znaczeniami, które mogą przyczynić się do naszego przetrwania — i do czegoś więcej niż przetrwanie: do życia, które stawia sobie jakieś cele, i do wartości, które będą istniały dłużej niż my i sprawią, że nasza cywilizacja będzie cokolwiek warta.

*

Praca twórcza dokonuje się zawsze w sposób nieprzewidywalny, zawsze wymaga przestrzeni do wędrówki, odrzuca plany i systemy. Nie można jej sprowadzić do powtarzalnych formuł.

*

Źródłem nadziei jest dla mnie to, że po prostu nie wiemy, co się jeszcze wydarzy, a także to, że rzeczy nieprawdopodobne i niewyobrażalne wydarzają się z dużą regularnością.

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)


*

Ana Teresa Fernández, Aquarius (źródło).

Oglądając czarno-białą ilustrację w książce,
nie mogłam uwierzyć, że to obraz, a jednak.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...