Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: feminium

czwartek, 04 maja 2017

Wczoraj wieczorem skończona i zaczęta jeszcze raz książka. Wiele wierszy w tym tomiku chcę mieć już zawsze pod ręką.

wszyscy się rozwijamy gdy
zauważamy jak silne
i olśniewające są kobiety
wokół nas

*

to że widzisz tu piękno
[…]
oznacza że piękno jest tak głęboko
zakorzenione w tobie
że chcąc nie chcąc
widzisz je wszędzie

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.


poniedziałek, 03 października 2016
sobota, 13 sierpnia 2016

Wpis ten ma, historycznie rzecz ujmując, dwa niezależne początki.

Pierwszy. Tor pływacki. W ramach relaksu, płynę stylem, który nazywam wieloryb brzuchem do góry, czyli na grzbiecie, dwoje rąk jednocześnie w górę i za głowę… ten słodki moment, gdy twarz w dużej części znika pod wodą… och! Płynę wolno, wolniutko, delektując się niewagą, niekalectwem i ruchem… och! I nagle dogania mnie myśl: ile i jakie rzeczy w życiu tak właśnie kocham robić? Kto we mnie decyduje, co jest tym czymś? Kto to jest?

Drugi. Z rehabu w tym tygodniu wracałam. W humorze wskazującym na użycie niebywałej ilości endorfin. I dopadła mnie pewność — która już z kolei? ( naj lep sze na ten mo men t) — że już rozumiem to, zwykle niestety kobiece grzmienie, że pożałujesz, że zegar ci tyka, że bycie tym, śmym i owym jest najważniejsze w życiu kobiety.

Początek mamy z głowy. Gdzie te dwa początki łączą w logiczną całość? Już. Czy nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego nikt nie marudzi, poza rodziną ewentualnie, na temat wyborów mężczyzny, choćby nie wiem, jak były głupie? Natomiast kobiece wybory trzeba uzasadnić, obronić, a i tak na końcu znajdzie się mądry lub mądra, co nie szczędzą sił, by poinformować: „no, nie wiem” i obdarować tuzinem najlepszych na świecie rad życiowych. Mnie kiedyś ten brak symetrii, dyktowany posiadaniem macicy, dwóch jajników i dwóch jajowodów, doprowadzał do szewskiej pasji. Ale dwa, wspomniane już, początki olśniły mnie.

Pierwszy. Chłopców wychowuje się tak, że gdy malec mówi „nie”, to jest duma, że taki samodzielny, autonomiczny, stanowi o sobie. Dziewczynki uczy się, że „nie” to nie najlepsza strategia radzenia sobie w życiu, bo ciocia się obrazi, że nie chcesz, by cię pocałowała na do widzenia, że może chociaż spróbuj tego szpinaku, on taki zdrowy i na urodę dobrze robi, że nie chcesz popilnować młodszego braciszka, nie kochasz go już? Efekt. Gdy pytasz dorosłego faceta o pasje, on zwykle wie. A kobieta? No, głupio się tak przyznać, że ja tu, tak tylko dla siebie. Co i tak jest ogromnym sukcesem, bo często wie, co lubić powinna, ale co — nie kogo — kocha, bez czego nie może żyć, to już gorzej. A przecież dobrze jest wiedzieć, co w życiu cię spełnia. Poczekaj, nie śpiesz się, obserwuj, a oniemiejesz z zadziwienia. Odkryć siebie dla siebie to nie grzech.

Drugi. Skoro jednak pewności nie ma, bo i skąd ją wziąć, to świat zewnętrzny, co jest odzwierciedleniem świata wewnętrznego, prezentuje w całej okazałości konflikt wewnętrzny: robić czy nie robić? pójść czy nie pójść? zdecydować się czy poczekać? A ponieważ konfliktów nie lubimy, to miło byłoby, gdyby był taki ktoś, kto będzie wiedział, co ja mam w życiu wybrać, by  było dobrze — życie nie lubi próżni, chcesz, to masz i wojuj z wiatrakami, jeśli jednak masz odwagę, by pojawił się cień niepewności lub gdy sokoli wzrok twego jestestwa wypatrzy inny drogowskaz. To właśnie tu pojawia się przestrzeń na wszystkie ludowe mądrości, tykające zegary, mendzenie i psucie krwi, co sparaliżować może odwagę zbyt skutecznie. A prawda jest taka, że tylko Ty wiesz; to coś szczególnego w Tobie, na poznanie czego masz całe życie, wie. Jestem tego pewna jak mało czego w życiu.

No i chuj, miłe panie! Same! Same! Same wybierajcie! Bo jest z czego wybierać. Niech nie robi tego za ciebie matka, ciocia, sąsiadka, pani premier.

wtorek, 02 sierpnia 2016

Ja i Sadownik. Sadownik i ja. Należymy do grupy kilkuset osób, które wsparły wydanie tej książki w Polsce. Wsparły, ale pozostały z małym niesmakiem, ponieważ do dnia dzisiejszego nie otrzymałam elektronicznej wersji jednego rozdziału, co zostało nam zadeklarowane podczas wspierania tego projektu — nie musiano tego robić, ale skoro podjęto się takiej deklaracji, to wypadałoby się z niej wywiązać, ale może nie w Polsce…

Czy ja rozumiem, dlaczego niektóre książki — wcale niepięknie wydane, niezawierające ilustracji — ukazują się tylko w papierze? Nie rozumiem. Po prostu nie kupuję…

Pożyczyłam od Kaan, dzięki Jej pamięci. Dużo cytatów postanowiłam zachować od zapomnienia. Być może nawet kiedyś uznam się za dostatecznie „zgwałconą” i postanowię ją kupić (papier)…

Póki co, mogę tylko napisać, że warto, warto, warto! Warto tę książkę przeczytać. Ferment w mózgu cudowny! Nie, nie musisz się zgadzać, z tym, co czytasz — w ogóle nie chodzi o to. Nie ma co spłycać doświadczenia tej lektury. Chodzi tylko o to, by dopuścić do siebie myśl, że perspektywy są różne — niektóre fantastycznie obrazoburcze. Logiki tej książce odmówić nie można, jest do bólu spójna. Czy może zmusić nieruchawych do przygody myślowej? Chyba nie każdego. Oczywistym jest jednak, że nie da się tej książki nazwać oczywistą.

Bo muszę przyznać: tego ideału, którym nam ciągle wymachują przed nosem i do którego mamy wszystkie dążyć, pomijając fakt, że nie wiadomo właściwie, po co się tak strasznie męczyć — szczęśliwej białej kobiety, atrakcyjnej, ale nie kurwy, zamężnej, ale nie zahukanej, pracującej zawodowo, ale nieprzyćmiewającej męża swymi sukcesami, zachowującej dobrą figurę, ale nieznerwicowanej na punkcie jedzenia, młodą bez pomocy chirurgii plastycznej, spełnionej matki, ale nieograniczającej swoich horyzontów do pieluch i kaszek, dobrej pani domu, ale nie kury domowej, kobiety wykształconej, ale zawsze trochę mniej niż mężczyzna — nigdy jeszcze nie spotkałam. Nigdzie. Szczerze mówiąc, nie wierzę, by taka kobieta istniała.

*

Jesteśmy wciąż kontrolowane przez mężczyzn, którzy nieustannie wtrącają się w nasze sprawy i wskazują nam, co jest dla nas dobre, a co złe, a przede wszystkim przez inne kobiety, rodzinę, pisma kobiece i panujący dyskurs. Siła kobiet jest wciąż dewaloryzowana, bo nigdy nie służy ich kobiecości: „kompetentna” nadal znaczy „męska”.

*

Mężczyźni, nawet jeżeli potrafią ostro wypowiadać się przeciw niesprawiedliwościom społecznym i rasowym, stają się bardzo wyrozumiali, kiedy przychodzi do rozważania problemu męskiej dominacji. Wielu nawet gotowych jest dowodzić, że walka feministyczna jest zbytkiem, luksusem dla bogatych, pozbawionym istotnego znaczenia. Trzeba być idiotą albo po prostu człowiekiem nieuczciwym, by uważać jeden rodzaj ucisku za nieznośny, a w drugim doszukiwać się poezji.  

*

To, co mnie skrzywia, i co mnie ustanawia.

*

Bo, wbrew temu, co się o mnie sądzi, wcale nie jestem tak bardzo na nich [mężczyzn] wściekła. A jeśli już, to nie na to, kim są i co robią, lecz na to, że chcą mi przeszkodzić w byciu tym, kim chcę i w robieniu tego, co mnie się podoba.

*

A przecież tradycyjnie nie oczekuje się od kobiet i mężczyzn, by się rozumieli, dogadywali i żyli razem w prawdzie. Jasno widać, że taka możliwość budzi lęk.

 

Z jednej strony godność jest na ustach wszystkich, z drugiej strony godność wszyscy mają gdzieś.

*

Rodzina, waleczność, męskość wstyd — wszystkie te tradycyjne wartości przypisujące każdą płeć do przewidzianych dla niej ról. Mężczyzn do roli trupów dostarczanych gratis państwu, a kobiet do roli niewolnic mężczyzn. Aż na koniec wszyscy zostajemy podporządkowani, a nasza seksualność — skonfiskowana, ocenzurowana, unormowana. Zawsze istnieje jakaś klasa społeczna, w której interesie jest zachowanie istniejącego stanu rzeczy i która będzie dążyć do ukrywania swoich najgłębszych motywacji.

*

[…] czy miałam prawo powiedzieć to, co powiedziałam. Kobieta. Moja płeć. Mój wygląd. We wszystkich artykułach, zresztą dość uprzejmie. O autorach pisze Houellebecqa. Gdyby, będąc tak uwielbianym pisarzem, był zarazem kobietą, pisaliby, że jest piękny. Albo że nie jest. Tak czy inaczej, znalibyśmy ich odczucia w tej kwestii.

*

Nie lubić kobiet to u mężczyzn postawa. Nie lubić mężczyzn to u kobiet patologia.

*

Warto wiedzieć, co nas czeka, jak tylko spróbujemy powiedzieć cokolwiek. Nawet najbardziej wkurwiony hip-hopowiec  nie jest traktowany tak źle jak kobieta. A przecież wiemy, co Biali myślą o Czarnych. Lecz nie ma nic gorszego, niż być kobietą osądzaną przez facetów. Wszystkie chwyty dozwolone, począwszy od najpaskudniejszych.

*

Jako kobieta dostaję podwójną porcję ocen zaprawionych pełną rozbawienia wyższością. Plus zniewagi i przywoływanie do porządku. Z kim się spotykam. Dokąd wychodzę. Ile wydaję. Gdzie mieszkam. Pod kontrolą. Ze wszystkich stron. Dziewczyna.

*

Rady, jakie kobiety dają kobietom. Wyborne. Ukryjcie swoje rany, moje panie, ten widok może zbrzydzić kata. Trzeba być ofiarą godną szacunku. Czyli taką, która potrafi milczeć. Jej słowa zostają skonfiskowane. Są niebezpieczne, to już wiemy. Ale czyj spokój zakłócają?

*

Jasne, że czasem szlag mnie trafia i wybucham. W sposób, przyznaję, niezbyt kobiecy, za to często (czy to był przypadek?) skuteczny.

*

Im mniej ma facet męskich cech, tym podejrzliwiej spogląda na to, co robią kobiety. I odwrotnie, im więcej ma pewności siebie, tym lepiej znosi różnorodne postawy dziewczyn, a także ich męską stronę.

*

Po wielu latach starannych, uczciwych i rzetelnych badań w końcu odkryłam, że kobiecość to kurewstwo. Sztuka służalczości. Możemy, rzecz jasna, nazywać to uwodzeniem i pokazać w stylu glamour. Ale to poziom olimpijski, w tym sporcie bardzo rzadko mamy z nim do czynienia. W większości wypadków wystarczy okazać swoją niższość. Wchodzimy do pomieszczenia, rozglądamy się, czy są jacyś mężczyźni, staramy się podobać. Nie mówimy zbyt głośno. Nie wyrażamy się w zbyt kategorycznym tonie. Nie siadamy wygodnie rozkładając kolana. nie wypowiadamy się autorytarnie. Nie rozmawiamy o pieniądzach. Nie chcemy przejąć władzy. Nie chcemy obejmować ważnych funkcji. Nie zależy nam na autorytecie. Nie śmiejemy się zbyt hałaśliwie. Nie jesteśmy zbyt dowcipne. Podobanie się mężczyznom to skomplikowane zadanie, wymagające wymazania wszystkiego, co związane z dziedziną władzy.

*

Kapitalistyczny świat wali się i nie zaspokaja ludzkich potrzeb: brakuje pracy, w pracy brakuje godności, ekonomiczny przymus prowadzi do absurdów i okrucieństw […]. To nie panujący system polityczny jest wadliwy, tylko emancypacja kobiet szkodliwa.

*

Nie mam zamiaru uciekać przed konfliktem, by nie ujawnić swojej siły i nie ryzykować utraty kobiecości.

*

W czym się […] utwierdzamy? Czego właściwie się boimy? Co strasznego się stanie, gdy rozpadną się posklejane na ślinę z fałszu archetypy, gdy okaże się, że dziwki są zwykłymi kobietami, a matki przez sam fakt bycia matkami nie stają się dobre ani dzielne, ani kochające? Że wszystko zależy od ludzi, od sytuacji, od chwili?
     Uciec od maczyzmu, tego kanału, w który dają się wpuścić tylko idioci. Wypiąć się na obowiązujące zasady podziału cech. Na system obowiązkowych maskarad
.

*

Istnieje pewna forma mocy, która nie jest ani męska, ani żeńska; która powala, wstrząsa i utwierdza. Zdolność powiedzenia NIE, narzucenia swojego punktu widzenia, nieukrywania się.

*

Prawdziwa odwaga. Skonfrontować się z tym, co nowe. Co możliwe. Co lepsze.

 Viriginie Despentes, Teoria King Konga,
przeł. Anastazja Dwulit i Magdalena Kowalska,
Wydawnictwo Feminoteki, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 31 lipca 2016

Jeszcze rano czytałam: Większość ludzi nie ma pojęcia o istocie transpłciowości. Ktoś musi o tym mówić. I to jest święta prawda. Prawdą jest też to, że ci, którym w życiowym rozdaniu przywilejów trafiło się ciało „zgodne” z tym, kim są, powinni o tym przeczytać.

Książkę wypatrzyła Kaan. Książkę tę mi podarowała. Dzięki niej nie przegapiłam — cudowne uczucie, dostać i czytać.

Książka zmusza — może tylko tych zbyt refleksyjnych — do rewizji, remanentu mankamentów własnego życia. Jeśli jesteś od urodzenia w tym ciele, w którym chcesz być, cała reszta trudności karłowacieje bądź znika, bez względu na to, czy jesteś hetero czy homo.

Tę książkę i książkę Tego Autora łączy, wymieniona z imienia i nazwiska, Ewa Hołuszko, której kilka wypowiedzi znalazło się już na tym blogu — uśmiechnęłam się, jak zwykle, gdy „spotykają się” książki, bohaterzy, autorzy.

[…] mam ogromną nadzieję, że będzie lepiej. Nadzieja jest jakimś pogodzeniem się z losem, poddaniem się mu.

*

Tak trudno się odsłonić przed ludźmi, którzy ofiarowali ci życie.

*

Dziewczyny… Jak ja im zazdrościłam, że mogą uwalniać to wszystko, co we mnie uwięzione i skulone, skomlące jak zbity pies. Ich swoboda, wolność. To właśnie z wolnością kojarzy mi się kobiecość.

*

Z czasem dotarło do mnie, jak złożone są problemy tożsamości i że nikogo nie należy oceniać. Trzeba tylko otworzyć się na to, kim drugi człowiek jest i jak sam siebie określa.

*

Korekta to także grzebanie się w sobie i ciągłe konfrontowanie z wewnętrznymi demonami, nie tylko z ludźmi, z normami społecznymi, z rodziną. To jest daleka podróż, podczas której dowiadujesz się bardzo wiele o życiu i zmieniasz się nieodwracalnie pod wieloma względami.

*

W dodatku kobiecość jest surowo oceniana przez mężczyzn. Trudno się na to znieczulić, trudno się uniezależnić, stworzyć własny system wartości. A masz do niego prawo i świat musi to zaakceptować, bo jest dla ciebie, a nie tylko ty dla niego.
     Buntuję się, widząc, jak wiele kobiet w obawie przed odrzuceniem spycha to, co w nich najcenniejsze, w głąb siebie.

*

Na koniec dnia mam siebie i chcę, aby to było dobre towarzystwo, a nie wróg.

*

Ludzie chyba potrzebują „innego”, żeby go obwiniać o to, jaki ten świat jest. Zdejmują z siebie odpowiedzialność za to, co się wokół nich dzieje. Nawet katolicy zapominają o nauczaniu Jezusa. Wiedzą lepiej. Nierzadko są to kapłani.
     Głośno skandujący krótko ostrzyżeni mężczyźni też uważają się za głosicieli jedynej prawdy.
     […]
     W tłumie im łatwiej. Ludzie, którzy w grupie mnie atakowali, przechodzili obok mnie bez słowa, nawet na mnie nie spoglądając, gdy byli sami. Nawet widziałam wstyd za wcześniejsze zachowanie. Nie zdarzyło się też, by zranił mnie ktoś, kto mnie dobrze znał.
     Zatem jestem ofiarą jakichś legend.

*

     — Często się boję. Pani też?
     — Tak. Ja też. Często.
     — Myślałem, że dorośli są odważni.
     — Legendy… Uściskasz mnie?

Kinga Kosińska, Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 24 lipca 2016

Kilka dni temu, a może tydzień temu lub tydzień z okładem, Sadownik przeczytał mi fragment rozmowy. Było o kilku rodzajach męskiego orgazmu. Koła nie odkryliśmy, ale miło się rozmawiało o naszym doświadczeniu. Postanowiłam upolować książkę — wszak mężczyzną nie jestem, więc co ja wiem o zabijaniu.

Pani zadająca pytania trzyma poziom od początku do końca — infantylny, prostacki i stereotypowy — jeśli tak postanowiła, chylę czoła, bo to sztuka ogromna. Pan daje radę, prostuje, powtarza, tłumaczy i dlatego warto tę książkę przeczytać, bo treść odpowiedzi, na szczęście, budzi wiele refleksji i pozostawia ze świadomością daru, jakim jest dotyk.

Przede wszystkim powiedz, dlaczego kobiety roszczą sobie prawo do decyzji, jaka pasja jest dla mężczyzny dobra, jakie hobby infantylne? Jaki gadżet jest mu potrzebny, a jaki bezużyteczny? Czy tobie byłoby miło, gdyby partner grzebał ci w kosmetyczce i wyliczał szminki?

*

Drogie panie, wy także musicie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A w związku z tym, że być może same nie wiecie, jakiego partnera szukacie, łatwiej wam mówić o kryzysie męskości, a nie o rozkwicie czy przełomie męskości.

*

W latach dziewięćdziesiątych największym marzeniem każdego nastolatka było odnalezienie u rodziców kasety VHS.
     Pamiętam swój pierwszy film porno. Pewnego dnia dzwoni do mnie kolega z siódmej klasy. Dyszy do słuchawki: „Przychodź szybko, znalazłem pornola”. Biegnę zatem do klatki obok. On już trzymał w ręku dwie czarne kasety. Nie mają naklejek. Pytam: „Skąd wiesz, że to porno? Bo znalazłem w szafce z majtkami rodziców”. Dzwonimy więc do reszty chłopaków z naszej paczki. Solidarnie czekaliśmy, żeby wspólnie wsunąć kasetę w otchłań magnetowidu. Filmy były dwa — jeden produkcji niemieckiej, drugi czeskiej. Sceny tam zawarte były pornograficzne, jednak dziś podobne widzimy w każdym filmie puszczanym przed dwudziestą drugą.

*

Bo czym jest seks? Radością, dawaniem radości, braniem radości, spotkaniem intymnym.

*

Ale zależy mi na tym, żeby dorosłego faceta nie traktować przedmiotowo. Ty jako kobieta podejrzewasz, że on, biedny żuczek, dał się zmanipulować i zdeptać pantoflem silnej partnerce. Nie musi tak być! On ma wybór. Podejmuje decyzje, jest dorosły. Koniec zwalania winy na kobiety. Mężczyźni mają swój rozum, znają siebie i powinni umieć za siebie decydować. A jeśli nie umieją podjąć decyzji, niech się nauczą. Albo ponoszą konsekwencję. Na tym, niestety, między innymi polega dorosłość.

*

Największym seksualnym organem ludzkiego ciała jest skóra, a nie penis, nie wagina. Ogniska zmysłowe, strefy erogenne mogą być na całym ciele. Tylko pozwólcie sobie na to, żeby je odkryć. Przytulajcie nago swoich partnerów. Dotyk stymuluje układ nerwowy, w związku z tym w mózgu uruchamiają pracę przekaźniki odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. W człowieku pojawia się uczucie dobrostanu, szczęścia, bo mózg dosłownie zalewany przez endorfiny. […] zacznie wydzielać się oksytocyna, czyli neuroprzekaźnik, który przywiązuje nas do siebie.

*

Moim zdaniem mężczyzna ma prawo mieć wydepilowane brwi i nadal być męski. Bo mężczyzna ma prawo być, jaki chce, bez względu na to, co podoba się kobietom.

*

A związek nie jest constans. To nie jest ciało stałe. To zawsze jest ciało ciekłe. To jest żywy organizm, bo partnerzy są żywi. Związek wciąż się porusza, rozwija, płynie.

*

[…] istnieją trzy najczęstsze sytuacje, w których podnieca nas nasz długoletni partner. Są to chwile, w których jesteśmy daleko od siebie, kiedy nasz partner czy partnerka robi coś zaskakującego, nieznanego i kiedy realizuje swoje pasje. We wszystkich tych sytuacjach widzimy partnera oderwanego od nas, a tym samym podniecającego.

*

Czy ty naprawdę myślisz, że wszyscy faceci tak się boją kobiet i presji? Przykro mi, nie macie aż takiej władzy. […] Nie przypisujcie sobie wszystkich zasług w zmianach obyczajowych. Wybacz, ale nie tylko wy macie dobre pomysły.

*

Pamiętajmy, im mniej pracy wkładamy w relację na początku, tym więcej pracy czeka na później. Niestety, łatwiej nam widzieć w partnerze misia niż tygrysa. Dlatego ludzie udomawiają swoje potrzeby seksualne, traktując je kanapowo.

*

Zachowujesz się jak więzienna strażniczka! Jakie masz prawo oceniać czyjeś wybory? Każdy ma prawo wiązać się z kim chce! Może ten facet miał już dość bycia mądrym facetem? Chciał wyjść z tej roli?

*

Zacytuję ci mądrą wypowiedź profesora Tomasza Zaleśkiewicza: „Kapitalizm wżarł się w nasze życie na dobre, degenerując i sprawiając, że wszystkie działania, które podejmujemy, są przez nas wartościowane. Właściwie już niczego nie robimy dla czystej przyjemności”.

*

Na trop naprowadził mnie przyjaciel mojej rodziny, pan po siedemdziesiątce. Jechaliśmy gdzieś tam samochodem i po drodze mieliśmy odebrać z dworca jego żonę. Powiedział: „Chodź, podjedziemy po tę obcą babę, co będzie czekała na peronie. Pewnie znowu jej nie poznam”. Zdziwiłem się, pytam go, jaką obcą babę? Przecież jedziemy po twoją żonę, tak? A on odpowiedział, że jak ona wyjeżdża, choćby tylko na dwa dni, to zawsze wraca jakaś obca, odmieniona, inna niż wyjeżdżała. I że jemu się to strasznie podoba […].

*

[…] według mnie ważne jest, żeby się otworzyć na zmiany, na przemijanie, ulotność chwil, upadki i wzloty. […] pewnych rzeczy już wprawdzie nie zrobisz, ale wiele innych jeszcze zdążysz. Tymczasem niektórzy z nas nie dadzą sobie szansy i możliwości na przeżycie nowej przygody, którą proponuje nam dojrzałość i starość.

Michał Pozdał, Agata Jankowska, Męskie sprawy.
Życie, seks i cała reszta
, Świat Książki, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


środa, 20 lipca 2016

Nie zawsze, gdy budzę się w środku nocy, jestem przeszczęśliwa z tego faktu. Ale dziś w nocy właśnie tak było. Mogłam spokojnie skończyć książkę.

Książkę bardzo grubą kreską malowaną, jaskrawymi nićmi wydarzeń w życiu bohaterów szytą. Zero subtelności, pięścią między oczy. Być może inaczej niektórym łatwiej byłoby polemizować, niuansować. Nie jest to możliwe po tej książce.

Książka ta jest prawdziwą gratką dla wielbicieli stron redakcyjnych — należę do nich. Dowiedzą się oni nie tylko o tym, że to najnowsza powieść Autorki, ale również zdziwią się, jak bardzo tytuł polski nie ma nic wspólnego z oryginalnym tytułem. Efekt, gdy kończyłam książkę, pomyślałam, że każdy z nich ma swój ważny wymiar. Miodzio! 

I pomyśleć, że stała w kolejce do kupienia i przeczytania. Kaan mnie zmobilizowała, by nie czekać. I nie mogę uwierzyć, że dwa miesiące temu nie miałam pojęcia o tej Autorce. Do wczoraj nie wiedziałam nawet, że jest Noblistką — pewnie gdybym wiedziała, nie ruszyłabym Jej prozy, bo na paru noblistach przejechałam się nie tylko w szkole średniej.

(fragment kadru z filmu poniżej)

Nauczyła mnie czegoś, co zawsze powinnam była wiedzieć. To, co robimy dzieciom, ma znaczenie. A one mogą tego nigdy nie zapomnieć.

*

     — Przez kłamstwo. Przemilczenie. Niemówienie, co jest prawdą i dlaczego.
     — O czym.
     — O naszym dzieciństwie, tym, co nas spotkało, i że robimy i myślimy różne rzeczy właśnie w związku z tym, co nam się przydarzyło, gdy byliśmy dziećmi.

*

     — Wiem, ale…
     — Nie ma ale. Naprawiaj, co możesz; ucz się z tego, czego nie możesz naprawić
.

*

Ukształtowała go bezpośrednia dyskusja i tekst na papierze. Co sobota rano, przed śniadaniem, jego rodzice odbywali konferencję z dziećmi, żądając od każdego z nich odpowiedzi na dwa pytania: 1. Czego się nauczyłeś, co jest prawdziwe (i skąd to wiesz)? 2. Jaki masz problem? Przez lata odpowiedzi na pierwsze pytanie miały zasięg od „Robaki nie latają”, „Lód pali”, „W naszym stanie są tylko trzy hrabstwa” — po „Królowa jest mocniejsza niż pionek”. Odpowiedzi na drugie pytanie bywały różne: „Dziewczynka mnie uderzyła”, „Trądzik mi się odnowił”, „Algebra”, „Odmiana łacińskich przymiotników”.

*

Chyba niewiele osób docenia ciszę, albo uświadamia sobie, że jest ona najbliższa muzyce.

*

     — To tylko kolor — powiedział Booker. — Cecha genetyczna, nie żadna wada ani klątwa, nie dobrodziejstwo i nie grzech.
     — Ale przecież — zaprotestowała — ludzie myślą rasowo…
     Booker jej przerwał.
     — Z punktu widzenia nauki nie istnieje coś takiego jak rasa, Bride, więc rasizm bez rasy jest świadomym wyborem. Wyuczonym, rzecz jasna, przez tych, którym się przydaje, ale zawsze tylko wyborem. Ludzie, którzy go wyznają, bez niego byliby niczym.

*

[…] aby się znaleźć na podłodze, ma się do wyboru: położyć się lub upaść.

Toni Morrison, Skóra, przeł. Jolanta Kozak,
Świat Książki, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


*

BBC Imagine Documentary, Toni Morrison Remembers, 2015.

środa, 13 lipca 2016

Wpadła mi w ręce przez przypadek. Nie zastanawiałam się ani chwili, bo tytuł zachwycił mnie swoim kompulsywnym optymizmem.

Wakacyjnik, nie książka. Lekki, łatwy i przyjemny? Nie odważyłabym się tak powiedzieć. Lekko się czyta, to fakt. Bardzo lekko. Na początku śmiech, bo śmieszne ogromnie. Potem śmiech jako reakcja na trudne dla nas spostrzeżenia przytomnego, postronnego obcokrajowca. Jeszcze dalej już nawet nie ma się z czego śmiać — tragifarsa z tendencją do tragedii, choć to tylko felietony napisane błyskotliwie i z niebywałą swadą.

[…] miał wzrok utkwiony w dekolcie pani siedzącej naprzeciwko. I jakkolwiek rejony te mogą budzić emocje, to przecież oczy kobiety czy mężczyzny są daleko bardziej interesujące. To tam toczy się życie i za ich pomocą człekokształtni wysyłają sygnały. Czy oczy są oknem w głąb duszy? Osobiście uważam, że są jej głosem. Popatrz w nie głęboko, a usłyszysz, czego człowiek potrzebuje, jakie są jego nadzieje i pragnienia. Oczy przemawiają.

*

Inne sposoby odwołują się do zdrowego rozsądku: uśmiechaj się, bądź pewny siebie i pogodny. Innymi słowy — nie bądź Polakiem.

*

Niezależnie od tego, czy mi się to podoba, czy nie, należę do klasy średniej i mam potrzeby typowe dla klasy średniej — książki, wystrój wnętrza, podróże. Mówiąc w największym uproszczeniu, model skandynawski sprowadza się do tego, aby każdego uczynić członkiem klasy średniej. Nie ma przesadnie bogatych ani bardzo biednych. Coś w rodzaju komunizmu, tylko bez kolejek i wszechobecnej paranoi. Odwrotnie niż w Polsce, która uporczywie odrzuca wartości klasy średniej. Zrozumcie mnie dobrze: jest tutaj aspirująca klasa średnia. Tylko jej potrzeby są permanentnie ignorowane na rzecz staroświeckiej uczuciowości i religijności, która niekiedy upodabnia się do przesądu.

*

Pojęcie „nieznajomy” jest w moim kraju mało popularne: takich ludzi po prostu nie ma, są co najwyżej przyjaciele, których jeszcze nie spotkaliśmy.

*

[…] status społeczny kobiety zamężnej w Polsce jest wyższy niż singielki. Podczas gdy pozycja mężczyzny w zasadzie się nie zmienia, kobieta, która wychodzi za mąż, traktowana jest niemalże jak gwiazda. „Złapała” męża i w oczach Polaków jest „prawowita”. Skoro inny mężczyzna ją posiada, można z nią bezpiecznie rozmawiać. A jeśli zamężna kobieta urodzi dziecko, jej pozycja społeczna unosi się do gwiazd, na poziom supercelebrytki. Oto, jak ceni się tutaj kobiety: jako „nie-przestępców” i reproduktorki.

*

     — A ja nie akceptuję ludzi, którzy nie tolerują krytyki — odezwałem się w chwili przerwy między dwoma kawałkami makowca. — Kościół katolicki przyspawany jest do grzechu i seksualności, a sprawy pomocy innym ludziom nie traktuje serio.

Peadar de Búrca, Uporczywie pogodne myśli,
przeł. Adam Lutogniewski, Fabryka Słów, Lublin 2016.

niedziela, 10 lipca 2016

Poziom społeczny. Gdy na głos stwierdziłam, że każdemu z nas czegoś w życiu brakuje, że każdy potrzebuje jakiejś pomocy, zapadła niezręczna cisza. W świecie naznaczonym zachodnim sznytem wiecznej pogoni za jeszcze większym sukcesem, co w pył rozniesie wszystkie dotychczasowe sukcesy, w pościgu za coraz większymi zyskami i perspektywami, idea braku, co immanentną cechą ludzkiego życia jest, nie mieści się w głowie.

Poziom relacyjny. Niech będzie najprościej. Idziesz ulicą. Matka potrząsa ryczącym dzieckiem, powtarzając mu jak mantrę: „nic się nie stało”. Naprawdę nic się nie stało? Gołym okiem widać, że nawet jeśli chwilowa, to jest to wielka tragedia na miarę małego człowieka. Ale nie, od małego musimy być dzielni, radzić sobie, nie histeryzować, bo przecież nic się nie stało.

Poziom indywidualny. Wobec powyższego, lat indoktrynacji, nie jest wcale łatwo przyznać się przed samym sobą, że nie potrafię, nie mam pojęcia, nie jestem w stanie, że potrzebuję pomocy, nie mam zasobów. O ile łatwiej udawać, że nie boli, to tylko chwilowa trudność, będzie zrobione, już lecę, pędzę. Pułapką jest, że „łatwiej”. 

*

Gdy przyznaję się światu, ludziom, sobie. Nie umiem. Nie wiem. Nie jestem w stanie. Potrzebuję pomocy. Paradoksalnie, właśnie wtedy czuję, że otwierają się drzwi, a nie zatrzaskują.

naciśnij klamkę!
 

środa, 01 czerwca 2016

Znam kobietę, której marzenie o byciu babcią nie spełniło się. Chciała być babcią, by… mieć, o czym rozmawiać ze swoimi przyjaciółkami. Jak sobie radzi? Nie wiem.

*

Szłam na przystanek autobusowy. Babcia pchała wózek. Pierś do przodu. Duma i moc połknięte niczym kij od szczotki. Bagaż lat — nie wierząc, że należy do niej — ciągnął się dziesięć metrów za wózkowym duetem. Podziwiałam. Pomyślałam: dzieci dają siłę. Szkoda, że niektóre kobiety kontaktują się ze swoją siłą tylko i wyłącznie dzięki dzieciom.

*

Dziś. Dzień Dziecka. Jakieś statystycznie znaczące dziecięce marzenie? Być dużym, dorosłym i robić to, co się chce! Czy znasz chociaż jedno dziecko, które choć przez chwilę o tym nie marzyło?

Marzenie marzeniem, a rzeczywistość skrzeczy. Bo duży nie musi oznaczać pełnoletni. Bo pełnoletni nie musi oznaczać dorosły. Bo dorosły nie musi oznaczać dojrzały, mądry, kochający, nie wspominając już w ogóle o robieniu tego, co się chce.

Dziś. Dzień Dziecka. Niech będzie też Dniem Odwagi, by realizować marzenia, a nie odkładać je ad acta. Własne marzenia, nie cudze!

to dziś!
 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...