Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: feminium

czwartek, 01 listopada 2018

Krótka. Szybka. Oszczędna w słowach. Kalejdoskopowa. Prawie każde zdanie, fraza, scena w tej książce to leje po bombie — zatrzymują oddech i bicie serca. Na koniec człowiek się dziwi, że wyszedł z tego czytania cało. A może tylko mu się wydaje, że co najwyżej się zadrasnął.

Nie zapomnę tej książki, choć nie pamiętam, jak na nią wpadłam.

Przydział sal odbywa się na chybił trafił. Trafia się tam, gdzie jest akurat wolne łóżko. Depresja i zaburzone cechy osobowości leżą więc obok innych chorób. A tych mnogość. Są na przykład maniakalno-schizoidalne choroby, czyli takie, w których jesteś do niczego i zginiesz, zginiesz prędko (a lekarze ci w tym pomogą). Są też choroby lękowe, kiedy się ciągle boisz, ale nie wiesz czego, więc wychodzi, że wszystkiego.
     Zdrowi psychicznie, czyli personel, wierzą za to, że kiedy spadnie na podłogę karta chorobowa, należy ją przydeptać, żeby pacjentka nie leżała długo
.

*

Ludzie myślą, że mężczyźni na oddziałach psychiatrycznych piszą poezję i traktaty filozoficzne albo siedzą za wywrotowe myślenie i działalność opozycyjną. Myślą też, że na oddziałach psychiatrycznych znajdują się tylko seryjne morderczynie, wiedźmy, mówiące językami szeptuchy, chore na pląsawicę i wściekliznę potomkinie zwierząt urodzone z zębami i szóstym palcem. To też. Ale większość dziewczyn na oddziałach nie jest aż tak szalona i pamięta, co robili im ojcowie, wujkowie, mężowie, matki, co robił im Kościół, ZUS i rynek pracy.

*

Karolina dostaje szału i wrzeszczy:
     — Co ja, bez prawa? Wyjęta spod? Ja czuwam nad bezpieczeństwem wszystkich! Oddziału! Zięcia, tego skurwysyna! Troska i serce, praca i miłość! Ty chora, pojebana suko!
     Będą pasy dla Karoliny, co mnie zasmuca, bo po tych jej krzykach to każdy myśli, że ona ma przynajmniej schizofrenię. A ja z nią rozmawiałam i wiem, że z tym zięciem to prawda
.

*

Gdyby Basia mogła wyraźnie coś zakomunikować, poprosiłaby pewnie, żeby nie rozmawiano o niej jak o aucie albo o koniu.
     — Henryku, nie mów pielęgniarkom: „Wszystko koło niej zrobiłem, wyczyszczona, zęby wyszorowane, włoski umyte, cała lśni. Wszystko tak, jak ma być”. I nie klep mnie po plecach, Henryku, proszę
.

*

Przepustki najwcześniej wydaje się po dwóch tygodniach, zwykle na weekendy — na posprzątanie, popranie dzieciom. Bo przecież w domu wciąż jesteśmy matkami, żonami, dziewczynami. Świat na zewnątrz jest serio szybki. Dopiero na przepustce odczuwa się, jak bardzo leki otępiają. Ludzie jedzą w domach używając noży, mają kable do telewizorów i ładowarki do telefonów.

*

Tylko taras z ogrodem przychodzi mi do głowy, gdy myślę o antidotum na otępiającą medycynę.

Olga Hund, Psy ras drobnych,
Ha!art, Kraków 2018.


Zadzieram łeb i patrzę w konstelacje gwiazd, które przecież tam są, choć ich nie widać. Są tam, a my z nimi, jedziemy wszystkie na jednym wozie: upchane i ciągnięte przez Wielką Niedźwiedzicę. A nasze nogi zwisają w mlecznej mgle.

*

     — Bo co to jest szaleństwo? Ta psychiczność? To my przysz na wolności wszyscy tak samo popierdoleni, prawda, jesteśmy, tylko tu się, pani Olgo, rozchodzi o to, jak se ktoś radzi z tym, no, rozczarowaniem. Czyli wtedy, jak ni chuja nie dostaje tego, czego chce. I jak się spokojnie rozczaruje, to zdrowy, a jak pokaże, że jest rozczarowany, przykładowo, wyjebie we wiatę przystanka, a akurat patrol będzie jechał, to już psychiczność.

(tamże)

niedziela, 28 października 2018

Eksperyment trwa. Nie czytam. W czwartek między zajęciami, skoro nie czytam programowo, postanowiłam rzucić okiem na to, co czytał Dudi. W ten sposób w ciągu kilku minut miałam tę książkę do tramwaju.

Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, uznałabym czas spędzony z dziewięćdziesięciolatkiem i burdelmamą za prawie stracony. Na szczęście Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, poza świadkowaniem kilku rozmowom, które rozbawiły mnie do łez, wzruszyły lub zadumały ciut, książkę uznałabym za obrzydliwą. Na szczęście Casilda westchnęła. Wciąż są w tej książce sceny, które wykręcają mnie na lewą stronę, ale jako całość jest ona warta grzechu, czasu i towarzystwa porannej kawy.

Gdyby jednak ta opowieść była dwa razy grubsza, nawet fakt, że Casilda westchnęła, nie pomógłby — rzuciłabym tę książkę w cholerę, nazwisko autora nie dawałoby żadnej taryfy ulgowej — won!

Ja jestem tą, której nie szukasz.

*

Wiesz, zaczynam się powoli starzeć, powiedziałem. Już jesteśmy starzy, westchnęła. Rzecz w tym, że człowiek nie czuje tego w środku, za to po człowieku wszyscy to widzą.

*

Uzmysłowiłem sobie, że i ta chwila jest swoistą okazją podsuwaną mi przez los, więc chwyciłem się jej i nie pozwoliłem uciec […].

*

Zacząłem od pytania, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem starym już człowiekiem, i wydaje mi się, że stało się to właśnie tuż przed owym dniem. Gdy ukończyłem czterdzieści dwa lata, udałem się do lekarza, skarżąc się na utrudniający mi oddychanie ból w plecach. Zbagatelizował problem: to naturalny ból w pańskim wieku, stwierdził.
     — W takim razie — odpowiedziałem — rzeczą nienaturalną jest mój wiek
.

*

Dziś śmieję się z chłopaków z osiemdziesiątką na karku, którzy przerażeni nagłym niedomaganiem, bezzwłocznie szukają pomocy u lekarza, jeszcze nieświadomi, że po dziewięćdziesiątce jest jeszcze gorzej, ale staje się to zarazem nieistotne: wciąż żyjesz, więc coś za coś. Triumfem życia z kolei jest szwankowanie pamięci ludzi starych wobec błahostek, atoli rzadko owa pamięć niedomaga, gdy rzeczy mocno nas dotyczą.

*

[…] oświadczył: Świat idzie do przodu. Tak, odpowiedziałem, do przodu, ale nieustannie kręcąc się wokół Słońca.

*

[…] poczułem w gardle niemalże gordyjski węzeł tych wszystkich miłości, które mogły się stać, ale się nie stały.

*

Zacząłem uczyć się kota, tak jak niegdyś wkuwałem łacinę. […] Chciałem, by kot nauczył się jeść o stałych porach, korzystał z kuwety z piaskiem na tarasie, by nie wchodził na moje łóżko, gdy śpię, i  nie wąchał mojego jedzenia na stole, i nie potrafiłem dać mu do zrozumienia, że ten dom jest po prostu jego domem, a nie łupem wojennym. W rezultacie pozwoliłem mu robić, co mu się żywnie podoba.

*

Ma podwójne życie i podwójne szczęście i może zmieniać swoje przeznaczenie. Lubi wszystkiego próbować, z ciekawości, ale nigdy sobie nie wybaczy, jeśli nie będzie kierować się sercem.

*

Odkryłem, że nie jestem zdyscyplinowany z przyrodzenia, ale w wyniku reakcji na swe bałaganiarstwo; że wydaję się szczodry, ażeby skryć swoje sknerstwo, że jestem przesadnie ostrożny z powodu czarnowidztwa, że jestem pojednawczy, by nie ulec hamowanej złości, że jestem punktualny, bo nie chcę, by się ktokolwiek dowiedział, jak mało mnie obchodzi cudzy czas. Odkryłem wreszcie, że miłość nie jest stanem duszy, ale znakiem zodiaku.
     Stałem się inny
.

Gabriel García Márquez, Rzecz o mych smutnych dziwkach,
przeł. Carlos Marrodán Casas, Muza, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(okładka z papierowego wydania z roku 2010,
bo ta z 2017 nie uruchamia pragnień)

czwartek, 25 października 2018

Skończył wreszcie tę przeklętą książkę donosi na początku listu. Bo książka ta zaczyna się i kończy wymianą listów. Początek epistolograficzny był dla mnie nie do przejścia za pierwszym razem. Ja, człowieka wychowana w i nasiąknięta patriarchatem, potrafiąca lawirować w wodach mizoginii, umiem czytać teksty z rodzajem męskim w roli głównej: czytelnicy, uważny czytelnik z łatwością zauważy, że… ty niegrzeczna dziewczynko!, ale miałam prawdziwy wielki error w głowie, gdy czytałam akapity z dominującym rodzajem żeńskim i rodzajem męskim, który zabiera głos na kolanach (przepraszając w tonie, że w ogóle czegoś chce): Napisałem też parę bulwersujących rzeczy o Matce Ewie... Ale przecież wszyscy wiemy, jak to jest! Nikt chyba nie powinien poczuć się urażony... Zresztą dzisiaj każdy mówi, że jest ateistką. […] niegrzeczny chłopczyku!

Podobnie jak Autorka wyrażam wdzięczność Margaret Atwood, która uwierzyła w tę książkę. Jeśli Jej wiara była potrzebna do ukończenia tej książki, to nigdy dość dziękuję!

Przewrotna powieść (dystopia, mniam, mniam) pokazująca w fantastyczny sposób mechanizm siły, władzy i wynikającej z nich przemocy — to dzieje się w realu wciąż, tu i teraz, w odwróconym porządku, który niektórzy nazywają z przekonaniem naturalnym. Pozostaję poruszona celnością w konstruowaniu dynamiki zachowań ludzi. Jeśli pozostałam z niedosytem, to polega on na tym, że chciałabym usłyszeć zdanie na temat tej książki wyrażone przez mężczyznę.

Teraz toczy się debata: ilu mężczyzn w ogóle potrzebujemy? Trzeba to przemyśleć.
     
Mężczyźni stanowią zagrożenie. Są sprawcami większości przestępstw. Są mniej inteligentni, mniej pracowici, mniej obowiązkowi, myślą penisem. Częściej zapadają na różne choroby i stanowią obciążenie dla budżetu. Oczywiście potrzebujemy ich do płodzenia dzieci, ale ilu jest naprawdę niezbędnych w tym celu? Na pewno mniej niż kobiet. Dobrzy, porządni, posłuszni mężczyźni — oczywiście, dla nich zawsze znajdzie się miejsce. Jednak ilu takich jest? Może jeden na dziesięciu.

*

Moim zdaniem to wina ruchów walczących o prawa mężczyzn mają zbyt radykalne poglądy i sprowokowali taką reakcję.

*

     — Ale wiesz, czym to się skończy — mówi Roxy. — Spuścimy na nich bombę, oni spuszczą na nas bombę i to zacznie się rozszerzać coraz dalej i dalej, aż zaangażuje się Ameryka, potem Rosja, potem Bliski Wschód... Ewka, kobiety będą cierpieć tak samo jak mężczyźni.
     
Zginie tyle samo kobiet co mężczyzn. Wylądujemy z powrotem w czasach kamienia łupanego.
     — Więc będziemy żyć w czasach kamienia.
     — Aha. Jasne.
     — A potem nastąpi pięć tysięcy lat odbudowy, pięć tysięcy lat, kiedy będzie się liczyło tylko jedno: czy jesteś silniejsza, jak wiele możesz zniszczyć, jak wielki wzbudzasz strach
.

*

     Nawet kamień różni się od innych kamieni.
     Wszystko ma tylko swój własny kształt, nie ma innego.
     Każda nazwa, jaką sobie nadajemy, jest nieprawdziwa.
     Nasze sny są bardziej prawdziwe niż nasza jawa
.

*

Kształt mocy jest zawsze taki sam: nieskończony, splątany, wiecznie rozgałęziający się. Moc żyje niczym drzewo i ciągle rośnie; zamyka się w swoich granicach, lecz jest wielością. Nieodgadnione są jej kierunki; przestrzega tylko swoich własnych praw. Nikt, kto widzi żołądź, nie może przewidzieć rysunku żyłek na liściach w koronie dorosłego dębu.

*

Pierwszym błędem jest założenie, że są dwie możliwości i trzeba między nimi wybierać.

*

Kto jest zły, a kto dobry? Kto kogo namówił do zjedzenia jabłka? Kto ma siłę, a kto jej nie ma? Te pytania nie mają sensu. Kochanie, rzeczy są bardziej skomplikowane. Zawsze o wiele bardziej, niż sobie wyobrażasz. Nie ma dróg na skróty, jeśli idzie o pojmowanie i o wiedzę. Nie da się nikogo łatwo sklasyfikować. Nawet zwykły kamień różni się od innych kamieni, więc naprawdę nie rozumiem, skąd u was ta skłonność do szufladkowania ludzi za pomocą prostych określeń, i przekonanie, że wiecie wszystko, co trzeba. Mówi się, że tylko wyjątkowi ludzie potrafią przekraczać granice. A prawda jest inna każdy to potrafi, w każdym jest potencjał. Ale tylko wyjątkowi ludzie umieją spojrzeć prawdzie w oczy.

*

     — Jak nie spróbuję — odpowiada Roxy — to i tak nie będę już sobą.

*

Słychać szmer, całkowicie różny od krzyku rozpaczy. Rozpacz woła, zawodzi z głębi serca, rzuca w niebo krzyk jak płacz dziecka wzywającego matkę. Rozpacz ma w sobie nadzieję. Wierzy, że wszystko można naprawić, że może nadejść pomoc. Ten szmer jest inny. Dzieci zbyt długo pozostawione w samotności przestają płakać. Leżą cicho i nieruchomo. Wiedzą, że nikt nie przyjdzie.

*

Gdy dotarły na miejsce, została już tylko ona, pijana, zataczająca się po chodniku, przeklinająca na cały głos. Chłopaka znalazły ukrytego w schowku pod schodami i chociaż starały się być dla niego miłe, Roxy myślała sobie: Dlaczego jej nie oddałeś? Dlaczego nie próbowałeś walczyć? Mogłeś złapać patelnię i jej przywalić. Mogłeś chwycić szpadel. Co niby miało wyniknąć z tego chowania? A teraz sama jest tu, gdzie jest. Sama się chowa. Jak mężczyzna. I nie jest pewna, czym się właściwie stała.

*

Jedno z nich pyta:
     — Dlaczego to zrobili
[…]?
     A drugie odpowiada:
     — Bo tak. Bo mogli.
     I nie ma lepszej odpowiedzi
.

*

     On mówi: „Zrobiłem coś strasznego”, a ona mówi: „Uratowałeś mi życie”.
     Ona mówi: „Stary, nie uwierzyłbyś w niektóre rzeczy, jakie ja robiłam. Złe, złe rzeczy”, a on mówi: „
Uratowałaś mi życie”.

*

[…] biła się znacznie częściej niż on, zna się na tym. […] Zaczynają się śmiać, jak dzieci, do utraty tchu, w samym środku szalejącej burzy. Ciała mają odmienione cierpieniem. Nie ma w nich miejsca na agresję. W tej chwili nie umieliby określić, które ma być kim. Są gotowi na nowy początek.

*

Sposób, w jaki rozumiemy przeszłość, wpływa na nasze poglądy w teraźniejszości, na to, co uważamy za możliwe. Jeżeli będziemy powtarzać utarte opinie na temat przeszłości, podczas gdy istnieją wyraźne dowody, że kiedyś cywilizacje mogły funkcjonować na innych fundamentach… odbieramy sobie możliwość dokonania zmian.
     […]
     Takie są pułapki zajmowania się historią. Nie możemy zobaczyć tego, czego nie ma. Możemy oczywiście zauważyć puste miejsca i dojść do wniosku, że czegoś brakuje, ale nie dowiemy się, co to było.

*

Za każdą historią jest inna historia.

*

Takie rzeczy dzieją się naraz. Są częściami jednej całości. Nieuniknioną konsekwencją wszystkiego, co działo się wcześniej. Moc szuka sobie ujścia. Takie rzeczy zdarzały się w przeszłości i będą wydarzać się dalej. One zawsze się wydarzają.

*

     — To nie w twoim stylu — mówi. — Ty taka nie jesteś.
     —
 Przyjacielu, nie jestem już tym, czym byłam.
     — Nie możesz przestać być sobą
.

*

Prawda była łatwiejsza na kartce niż w rzeczywistości.

Naomi Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



wtorek, 23 października 2018

perspektywa oczywista: mam duży problem ze swoim ciałem.
perspektywa nieoczywista: a może to moje ciało ma kosmiczny problem ze mną? strzeliło mi do łba i poszłam za tym.

obecność. obecność we własnym doświadczeniu czyni je mniej upiornym, mniej obezwładniającym, możliwym do przeżycia… dopiero w dalszej kolejności to doświadczenie staje się mądrym, uczącym i prowadzącym w dobre miejsca, do których docierasz jako nieznana ci dotąd, pełniejsza wersja siebie.

*

a potem spotkały mnie w tramwaju (na poranny deser?) te literki:

     — Wcale nie jesteś słaba. Ani trochę. Nie dla kogoś, kto cię zna, komu na tobie zależy. Zresztą nawet gdybyś była, co z tego? Ludzie mają prawo być słabi.

*

Nie bój się. Jedyny sposób, żeby wyjść z tego cało, to się nie bać.

Naomi Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.

Patrik Svennson, źródło.

sobota, 15 września 2018

Audycja. Przez przypadek oczywiście — jej powtórki jakiś czas temu słuchałam trupem, dochodząc do siebie po rehabce. Z każdym kolejnym pytaniem, z każdą kolejną odpowiedzią dojrzewałam do decyzji: muuuuuszę to przeczytać!

Mylimy się, ignorując świadectwa kobiet i że one mogą mieć rację. […] Kobiety przez lata musiały radzić sobie bardziej z nadużyciami, z uprzedzeniami, podczas gdy mężczyźni nigdy nie mieli takiego problemu. Poza tym, to straszne, ale kobiety są przyzwyczajone do życia w patriarchalnym społeczeństwie. Są przyzwyczajane do widzenia mężczyzn na szczytach list bestsellerów, do tego, że to mężczyźni cieszą się uwagą krytyków, wygrywają nagrody. […] Kobiety są bardziej szczodre w społeczeństwie niż mężczyźni, ale też mają więcej władzy, dlatego że muszą znosić to wszystko. […] Ale ponieważ kobiety musiały przez lata radzić sobie z tymi nadużyciami, to mają szersze perspektywy niż mężczyźni.

*

[…] w czytaniu uwielbiam to, że to jest indywidualne doświadczenie.
Moje doświadczenie z książki jest wyłącznie moje
.
Oczywiście, autor zaprosił mnie do uczestnictwa,
ale to, co ja z tego wyciągam, to jest wyjątkowe i tylko moje
.

// Daniel Mallory w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Potem polowałam, święcie przekonana, że poluję na kryminał. Zaczęłam czytać jako kryminał i dopiero pod koniec zaczęłam zadawać sobie pytanie: to jest kryminał? na pewno? Okazało się, że straciłam thrillerowe dziewictwo. Nie mogłam się oderwać. Czy można napisać książkę o rangach (znaczący termin w psychologii procesu), nie używając słowa ranga? Można! To jest książka o przywilejach, jakie mają mężczyźni, zdrowi ludzie, i trudnościach, które są doświadczeniem tych, którzy nie są mężczyznami lub nie są zdrowi.

     — Świat to piękne miejsce — oświadcza i mówi to poważnie; poznaję po głosie. Chwyta moje spojrzenie i nie wypuszcza go. — Nie zapominaj o tym. — Odchyla się na krześle i gasi papierosa w miseczce. — I niech ci nie umyka.

*

     — A za czym konkretnie tęsknisz? — pyta po chwili.
     Tego się nie spodziewałam.
     — Za… — zaczynam, licząc, że zdanie samo się skończy.
     I wtedy wylewa się ze mnie jak potok, jak woda z pękniętej rury albo przerwanej tamy
.
     […] — Za twoimi bajkami na dobranoc. – Bohaterki dawały książętom kosza, bo wolały robić doktorat.

*

Dwa dni zbierał się, żeby do mnie oddzwonić. Szuka drogi ucieczki.

*

Przypomina mi się doktor Brulov z Urzeczonej: „Moja droga, nie możesz wciąż uderzać głową o rzeczywistość i powtarzać, że wcale jej tu nie ma”.

*

Sztuka polega na oddychaniu. Oddychaniu cały czas.
     Oddycham. Cały czas
.

*

     — Wiem.
     — Nie wiesz
.
     — No to wyobrażam sobie
.

*

     — Tatusiu, zaśpiewasz? — poprosiła. Zawsze tak miała, że wolała prosić, niż rozkazywać. Niezwykłe u dziecka. Myślę czasem, że w ogóle niezwykłe, u każdego.

*

     — Niesamowite, prawda? — zauważa Bina. — Kiedy Internet mówi, że ktoś nie istnieje.

*

Stoję i się waham, drżę jak płomień. Czy ufam samej sobie?
     Mimo wszystko tak
.

*

     — Nie wydaje ci się, że reagujesz paranoicznie?
     Chce coś dodać, ale mu nie pozwalam.
     — Nie można mówić o paranoi, jeśli coś dzieje się naprawdę
.

*

     — Nie to, że ci nie wierzę. Tylko że…
     — Masz pojęcie, jakie to frustrujące?! — krzyczę.
     Milknie.
     — Widziałam, co się stało
.

A.J. Finn, Kobieta w oknie,
przeł. Jacek Żuławnik, W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



Przeciskam nazwę ulicy przez gardło, jąkając się. […] Sylaby potykają się w ustach, jakby mój język był progiem zwalniającym. […] Nic mi nie jest. — Starannie składam słowa jak origami. […] Popijam wodę spływającą mi do gardła, przemywając słowa, które wzbierają we mnie i wylewają się między wargami. […] Słowo rozpycha się łokciami wśród innych słów i wytacza się z ust. […] Imię pęcznieje mi w ustach i wypływa z nich, zanim zdążę je połknąć. […] Zegar szafkowy zbiera się w sobie i bije trzy razy. […] Rzucam mięsem. Klnę po raz pierwszy od kilku dni. Badam fakturę przekleństwa, delektuję się jego smakiem.

(tamże)

sobota, 25 sierpnia 2018

Strzeliło mi do łba, by zaznaczyć do upolowania po wysłuchaniu audycji (od 13min:25s). Upolowałam w środę, gdy wysypało się również kilka innych książek, które na mnie czekają.

Czytałam, zastanawiając się, co strzeliło mi do łba. Historia przemocy jest historią wielopiętrowej, wielokrotnej, również instytucjonalnej, przemocy. Nie odpoczniesz przy tej książce, ale masz szansę zobaczyć wielowymiarową ambiwalencję uczuć głównego bohatera oraz zrozumieć, że piekło trwa dłużej niż pierwotny akt przemocy — piekło organizują uprzedzenia, przekonania, procedury, formularze, chłód profesjonalizmu.

Badając i mierząc ślady na mojej skórze, można było orzec, czy przekroczyłem tę symboliczną i szczelną dla niewprawnego oka granicę oddzielającą zwykłe zranienie od otarcia się o śmierć.

*

[…] złość wracała. Przypominałem sobie, że nie chciałem robić tego, co właśnie robiłem, i złość powracała, ale złość to przysięga zbyt trudna do dotrzymania.

*

Musiałem wciąż powtarzać i powtarzać, wszyscy ludzie wokół zmuszali mnie do powtarzania, nie widziałem już mężczyzn ani kobiet, tylko powtórki ukryte w ich ciałach, zresztą po półgodzinie oboje, policjant i policjantka, powtórzyli słowo w słowo to samo — oni też się powtarzali, tym samym niedbałym, chłodnym i profesjonalnym tonem — co policjant z place Saint-Sulpice: „To nie jest sprawa dla nas”. Należało się z nią zwrócić do instancji bardziej kompetentnej, do innych osób, w tym przypadku do policji kryminalnej. „Nie mam już siły” – wyznałem, co policjantka skwitowała: „Rozumiem”.

*

Próbowałem wyobrazić sobie moje życie w ciągu najbliższych miesięcy, ale widziałem tylko procedury.

*

Szedłem korytarzem prowadzącym do gabinetu tego drugiego lekarza, pełnym światła dziennego wpadającego przez ogromne okna, i myślałem: Policz do tysiąca dwustu i będzie koniec. Do tysiąca dwustu. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt osiem. Promienie słońca wypełniały korytarz oślepiającym światłem, zbyt jasnym i czystym, szyderczym. […]
     […] Nie zadawała zbyt wielu pytań, za co byłem jej wdzięczny. Powiedziała, że to, co mnie spotkało, było jak śmierć. Ja, który czułem ulgę, ponieważ przeżyłem, nie rozumiałem, po co wraca do tematu śmierci.

*

I myślałem też: Dlaczego ofiary Historii zmusza się, by zostały jej świadkami — jakby samo bycie pokonanym nie wystarczyło — dlaczego pokonani muszą jeszcze dodatkowo zaświadczać o stracie, dlaczego muszą jeszcze opowiadać o niej do upadłego, do całkowitego wyczerpania, to niesprawiedliwe, nie jestem niczyim aniołem stróżem. Wciąż siedząc uparcie z zasznurowanymi ustami, myślałem: Nie, powinno być odwrotnie, powinno ci przysługiwać prawo do milczenia, ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć, tylko im powinno być wolno zachować milczenie, a innym powinno się wyrzucać, że nie powiedzieli wszystkiego...

*

Z doświadczenia wiem, że autyzm tych, którzy chcą o przeszłości zapomnieć, jest równie groźny, co autyzm tych, którzy o niej obsesyjnie myślą. Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście – jak w tym tygodniu, po upływie prawie roku, powiedziałem Clarze — to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy dwudziestego czwartego grudnia nad tym pracuję, obiecałem to Didierowi.

*

[…] dziś jest jednak odwrotnie, całkowicie odwrotnie — został mi tylko język, a przestałem się bać. Dziś mogę powiedzieć: «Bałem się», ale te słowa będą zawsze tylko porażką, rozpaczliwą próbą odnalezienia emocji, prawdy strachu.

Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



środa, 08 sierpnia 2018

Niecałe trzy tygodnie temu kucharząc, słuchałam rozmowy z moją ulubioną tłumaczką z języka szwedzkiego. Natychmiast zaznaczyłam książkę do upolowania, mając w garści jeszcze jeden argument: dystopia (mniam, mniam). Chwilę trwało, ale upolowałam ją w niedzielę i zaczęłam z nią nowy tydzień.

To książka o grupowym strachu, który do szaleństwa prowadzi. To książka o próbie kontrolowania tego strachu przez władzę (choćby chwilową, wynikającą z przemocy). Ale są w tej książce również szczeliny wypełnione delikatnością, nadzieją, miłością, dobrocią, choćby przez ułamek sekundy, między dwoma zdaniami.

      — Trochę się jednak boję, wiesz? — powiedziałem.
     — Czego?
     — Tego, jak wygląda świat
.

*

     — Dlaczego tu przyjechałaś? — wyszeptałem w szczelinę w kamieniu.
     Nigdy nie opowiadała mi zbyt wiele o podróży tutaj ani o rodzinie, którą zostawiła w Gambii. Z tego, co wiedziałem, przemierzyła nielegalnie Morze Śródziemne i gdy w meczecie modliliśmy się za rodziny członków zgromadzenia, które zginęły podczas podobnych przepraw, zawsze potem płakała, bezradnie przy tym zawodząc
.

*

Kraj, co do którego nie miałem pewności, czy wystarczy mi odwagi, by w nim zostać. Nie byłem tylko drugim pokoleniem, które szukało dla siebie przyszłości na zachodnich ekranach. Nosiłem w sobie odłamki innego świata, innej gramatyki porządkującej czas i miejsce. Byłem muzułmaninem i w ciągu ostatnich lat zaczynałem wierzyć, że w Szwecji czyniło to ze mnie potwora.

*

     Jestem tobą. To o tym miałeś pamiętać.
     Jesteśmy tym samym
.

*

Rozpoznawałem w jej sposobie mówienia coś, co przypominało moją mamę i inne osoby z jej pokolenia — tych, którzy myśleli, że mogą tu przyjechać i stać się Szwedami, w przeciwieństwie do nas, ich dzieci.

*

Isra mówiła, że żyjemy w czasach, w których każdy kamień na ziemi był świadkiem tylu ludzkich okrucieństw, że mógłby rozpaść się na kawałki.

*

Zwróciła uwagę, że przyglądam się dywanowi leżącemu pod stolikiem. Miał skomplikowany geometryczny czerwono-czarny wzór i był chyba jedyną rzeczą w pokoju, która nie symbolizowała szwedzkiej wyższej klasy średniej.
     — Nomadowie w górach tkali go na krosnach, które składali za każdym razem, gdy się przenosili — wyjaśniła. — Dlatego są na nim pewne nieregularności. — Pokazała na kilka linii, które nie były do końca symetryczne. — Przywieźliśmy go ze sobą z naszego mieszkania w Damaszku
.
     […]
     — Możliwe, że wszyscy uchodźcy są trochę szaleni. — Roześmiała się, ale nie było w tym radości. — Ponieważ straciliśmy świat, który nadawał nam sens.

*

Gdy tak siedziałem, czułem chłód przenikający świat. Cokolwiek bym powiedział, byłoby kłamstwem. Cokolwiek bym powiedział, byłoby prawdą.

*

Czy nie istniała na tym świecie siła, która biegła głębiej niż wierzchnia warstwa wydarzeń?

*

[…] wpatrywała się we mnie z jakiegoś utraconego miejsca w swoim wnętrzu.

*

     — Jesteśmy wierszem miłosnym — powiedziała. — Wiesz o tym?

*

„Wiersz miłosny od Boga”, wyszeptałem, i zwierzę zniknęło w zaroślach w kilku zgrabnych podskokach. Córka spojrzała na zimne cienie drzew.
     — Czy wszystkie zwierzęta są wierszami miłosnymi? — zapytała
.

*

Czy kiedykolwiek poszukiwałeś
zaginionej połówki?
fragmentu, który nie jest kształtny,
elegancki, prosty.
Ale połówki brzydkiej, ciężkiej, szorstkiej
.

Shailja Patel, Migritude

*

Rozłożyliśmy plandeki, ponieważ dywaniki modlitewne były symbolami religijnymi i jako takie były zabronione. Usiadłam i poczułam wiatr na twarzy. […] Modliłam się bez słów, siedziałam z dłońmi złożonymi w miseczkę i wysyłałam wszystko w górę.

*

[w sali modlitw] Przycisnąłem czoło do dywanu. Uległość lejącej się wody, oderwanie od siebie samego.

*

[…] rozczulające marzenia o męczeństwie, ostatecznie tak fałszywe. Nie potrafi nawet objąć myślą swojego własnego końca. Czuje ciężar wnętrzności naciskających na miednicę.

*

Wściekłość to tylko teatr, próba nadania sensu.

Johannes Anyuru, Utoną we łzach swoich matek,
przeł. Dominika Górecka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Któregoś dnia wczesnym latem na lotnisku na obrzeżach Tokio w latach pięćdziesiątych pojawiła się kobieta z paszportem wystawionym przez nieistniejący kraj. Kiedy celnik zwrócił jej na to uwagę, poprosiła go o atlas, otworzyła na stronie z Europą i przesunęła palcem wzdłuż granicy hiszpańsko-francuskiej. Twierdziła, że jej ojczyzna znajduje się gdzieś na wysokości Andory, i bardzo się zdenerwowała, nie mogąc jej znaleźć. Jej paszport był zużyty, pełen pieczątek z wielu lotnisk, mówiła w kilku językach i miała różne europejskie waluty w portfelu. Wezwano policję. Gdy zajęli się sprawdzaniem jej rzeczy osobistych, zamknęli ją w pokoju na lotnisku, ponieważ wpadła w histerię, że jej kraj rodzinny najwyraźniej przestał istnieć.
     Gdy po jakiejś godzinie otworzyli drzwi pokoju, kobieta zniknęła bez śladu.
     Podobne zdarzenia miały miejsce kilkakrotnie w ciągu kolejnych dekad. Ludzie opowiadali szczegółowo i wiarygodnie o krajach, których nie było. Za każdym razem, gdy czytałem którąś z tych historii, myślałem o tym, jak straszna musi to być samotność: nie móc dzielić swojego świata z nikim innym
.

(tamże)

piątek, 27 lipca 2018

Wiedziałam o tej książce. Wiedziałam, gdy była jeszcze zapowiedzią wydawniczą, ale dopiero rozmowa z młodą kobietą w autobusie na jej temat spowodowała, że zaznaczyłam ją jako książkę do upolowania. Owa dziewczyna, będąc w środku papierowej wersji, powiedziała: to straszna książka, ale nie można się od niej oderwać.

Upolowałam i niezbyt długo leżała na czytelniczym stosiku. Jest książką przejmującą, poruszającą do szpiku kości. Dopiero czytając ją, dotarło do mnie, że wszystko, co kocham w Japonii albo podały mi Cudzoziemki kochające jakoś ten kraj, albo Japończycy, których męskie doświadczenie ma się do tego kobiecego jak pięść do nosa.

W przeciwieństwie do wszystkich moich japońskich wypadów w głąb, przy tej książce trzeba było wynurzać się i brać głęboki oddech. Jako kobieta jestem zachwycona, że jestem gaijin (cudzoziemką), że los oszczędził mi urodzenia się w Japonii — zrozumiałam to od pierwszych zdań i akapitów tej książki.

Historia zatacza koła — Japonia wstawała z kolan ciut ponad sto pięćdziesiąt lat temu; teraz podobno wstajemy my; ciekawe, że w obu przypadkach nie skończyło się to najlepiej dla kobiet.

Kobietom, które nie spełniają społecznych oczekiwań, przykleja się różne łatki, jak choćby „przegranego psa” — makeinu. Każdy rok bez męża sprawia, że wiele z nich stacza się, w mniemaniu niektórych, do poziomu zwierząt.

*

Największą hańbą jest jednak zostanie umazume — kobietą kamieniem. Tą, która nie wydała na świat potomka. Do tej pory wielu uważa, że płodność zależy głównie od kobiety. „Żona powinna odejść, jeśli po trzech latach nie urodzi dziecka” — mówią.

*

[…] zdradziła swoje marzenie ojcu.
     — Co za głupi pomysł! To nie miejsce dla kobiet i dzieci! — oburzył się.
     Kiedy powiedziała mu, że pragnie uczyć się dalej, sprzeciwił się od razu.
     — Zbyt dużo nauki zrobi z ciebie nieszczęśliwą kobietę!
     Nie dyskutował z nią. Nie czuł takiej potrzeby
.

*

Japoński rząd nie przeprowadził oficjalnych badań na temat analfabetyzmu od 1948 roku. Mimo to media wciąż powtarzają, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent Japończyków potrafi czytać i pisać. Według Hikari to mrzonki. […]
    — Wielu z moich uczniów nie rozumie nawet idei zeszytu w linie. Traktują je jak losowy wzorek na kartce. Niektórym z trudem przychodzi zapisanie własnego imienia — tłumaczy, lekko zawstydzona.
     — Nie umieją liczyć ani rozwiązywać nawet prostych równań. Zamiast matematyki mają zajęcia z szybkiego wykonywania rachunków na kalkulatorze
.

*

Ze słownika wykreślono słowo „dyskryminacja”, zastępując je „osobistym wyborem”.
     — Przecież teraz każda kobieta może wybrać własną drogę kariery — tłumaczono
.

*

Aż trudno uwierzyć w to, że w Japonii istnieją miejsca, gdzie prawie każda osoba homo-, bi- czy transseksualna nigdy nie poznała nikogo, kto otwarcie mówiłby o swojej odmiennej seksualności. Miejsca, gdzie ludzie nie są sobie w stanie wyobrazić, kim dla kobiety może być kobieta, jeśli nie jest ani siostrą, ani kuzynką, ani koleżanką.

*

Jak tworzy się stereotyp czegoś, co nie istnieje? Jak wyobrazić sobie kogoś, kogo się nigdy nie widziało, nie słyszało ani nie spotkało?
     — Ludzie powtarzają ciągle, zwłaszcza w firmach o tradycyjnym podejściu: „Wśród nas nie ma takich ludzi”. Tak jakby byli w stanie nas rozpoznać po wyglądzie czy po oczach.
     Może właśnie z tego wynika cisza nad problemem? Z braku stereotypów, a raczej przekonania o ich braku? Z poczucia, że każdy może być tym, że nigdy nic do końca nie wiadomo? Że lesbijką może być kobieta z dzieckiem, córka, ciocia, babcia
?

*

Hakuo Yanagisawa, minister zdrowia, pracy i opieki społecznej, nie owijał w bawełnę [w 2007] — kobiety od piętnastego do pięćdziesiątego roku życia nazwał „maszynami do rodzenia dzieci” i stwierdził, że powinny postarać się wyprodukować więcej dzieci na głowę.
     Dwieście lat wcześniej podobne stwierdzenie wymknęło się Napoleonowi
.

*

„Powinnaś”. „Lepiej by było”. Lista rad jest długa.
     — Jak mam sprawić, żeby ludzie w urzędzie przestali mówić do mnie jak do głupka? — pyta Eriko, kiedy zostajemy same. — Żeby się mnie nie brzydzili? Traktowali poważnie? Przestali ignorować?
     Nie ignorują jej całkowicie. Dają jej pieniądze. Gdyby umarła na ulicy, popsułaby statystyki
.

*

Bezdomnym, którzy po zwolnieniu z dorywczej pracy, po chorobie, śmierci bliskiego czy innej życiowej katastrofie stanęli jakoś na nogi, podcina się je raz jeszcze. I jeszcze. Zbieranie puszek? Gazety? Butelki? Papier? Cokolwiek, co można zanieść własnymi siłami do skupu? Zakazane w siedemnastu z dwudziestu trzech dzielnic Tokio. Nielegalne także w wielu miastach — w Kamakurze, Jokohamie czy Odawarze — ponoć w trosce o bezpieczeństwo tych, którzy nie życzą sobie, aby w ich okolicy kręcili się bezdomni. Żeby nie zbrukali swoją obecnością wypolerowanych na błysk ulic, nie zbezcześcili spojrzeniem przytulnych domów.

*

[…] kobiety nie mogą wejść między innymi na górę Ōmine. Główny kapłan świątyni na jej szczycie nie widzi w tym jednak problemu: „Japonia ma długą tradycję, zgodnie z którą są góry dostępne tylko mężczyznom, a inne tylko kobietom. […] Na górze Ōmine żyją samice zwierząt i zarówno żeńskie, jak i męskie drzewa. Więc to nie dyskryminacja”.

*

Gdy się buntują („nie będę mówić o sobie watashi, nie będę uległa, nie będę usługiwać mężczyźnie!”), są spychane na margines. Ludzie mówią wtedy: Onna datera ni — mimo że jest kobietą. Bo kobiety mają czelność być takie, jakie (w ich mniemaniu) nie powinny być.
     Nikt nie mówi: otoko datera ni — mimo że jest mężczyzną.

*

Mimo dyskryminacji w pracy i poza nią, mimo seksualizacji ich ciał, mimo ekonomicznego marazmu, zmęczenia, nieprzyjaznego im prawa.
     Są różne: biedne, bogate, chore, zdrowe, młode, stare, z pracą, bezrobotne. Ale każda z kobiet, z którymi rozmawiałam, miała w sobie jedno: siłę
.

Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.
(wyróżnienie własne)


* * *

W tej książce znalazłam imię dla Heniutkowej „siostry” — teraz już tylko potrzebuję zacząć biegać, by mogła do nas przyjść. Też będzie czarna…

czwartek, 05 lipca 2018

Gdy skończyłam książkę o konflikcie kobieta/matka, przez kilka dni czułam w ciele, jak wielką cenę zapłaciłam za życie w poprzek społecznym oczekiwaniom — byłam zła, wściekła i zrozpaczona, że tyle energii na to musiało pójść. Ale nawet gdyby możliwe było cofnięcie czasu, nie zmieniłabym nic. Nie przyszło mi jednak do głowy, że zapłaciłabym niebotycznie dużo wyższą cenę, gdybym była czarna. Nie przyszło, bo jestem biała.

Gdy zaczęłam tę książkę, przypomniało mi się moje pierwsze warsztatowe spotkanie z rangami dziewięć lat temu i oburzenie jednej z uczestniczek, że mężczyzna ma wyższą rangę niż kobieta. Podzielałam to oburzenie. Bo tak już oryginalnie jesteśmy skonstruowani, że doskonale wiemy, gdzie mamy niższą rangę (mniej przywilejów), gdzie inni mają wyższą rangę (więcej przywilejów). Jesteśmy również zaopatrzeni w doskonałą ślepą plamkę na temat swojej wyższej rangi (swoich przywilejów). Każda i każdy z nas — zawsze mamy jakieś przywileje.

Napatoczyłam się na tę książkę dzięki audycji i krótkiej wzmiance w Polityce. Klik, klik jeszcze w sobotę wieczorem. W poniedziałek było po książce, ale wrażeń na słowa nie szło zamienić.

To książka obowiązkowa dla białych, by ślepą plamkę rangową ciut „uwzrocznić”. Nawet jeśli jesteś hop do przodu i uważasz, że wprowadzenie parytetów to dobry pomysł, ta książka pomaga zrozumieć, dlaczego to jest najlepszy pomysł. Mi pomogła.

Pozostaję pod wrażeniem, w jaki sposób Autorka opisała ślepą rangową plamkę. Bo czy wiesz, że? Jeśli jesteś mężczyzną, twoja płeć milcząco wspomaga cię w drodze przez życie. Jeśli jesteś matką, ten fakt milcząco wspiera cię w drodze przez życie rodzinne. Jeśli jesteś wykształcony, masz wysokie stanowisko, dopuść do siebie myśl, że osiągnąłeś to nie tylko swoją ciężką pracą — co wspierało cię w drodze przez życie zawodowe — ludzie? czas, miejsce, okoliczności?

Ślepą plamkę rangową ma się bez względu na to, jak bardzo się nad nią pracuje. Zapominam, że mam przywilej bycia białą, wykształconą, ze sporym kapitałem kulturowym wyniesionym z rodzinnego domu, żyjącą w stolicy kraju, którego jestem obywatelką, mającą rodzinę i przyjaciół, mogącą dbać o zdrowie, planować wakacje, mogącą rozwijać się i żyć w pokoju. Zapominam o nieoczywistości posiadania tych przywilejów. Zapominam, bo je mam.

Przypomniałam sobie, że w moim kraju (i w każdym innym zakątku Europy i świata) łamane są prawa człowieka, a rasizm, seksizm, eidżyzm mają się kwitnąco i moja ślepa plamka rangowa dokłada swoje pięć groszy do tego stanu rzeczy. Co mogę z tym zrobić ja — ziarenko społecznego piasku? Mój pomysł: zawsze w drugim widzieć człowieka.

Biel ustawia się na pozycji normy. Nie daje się poznać jako to, czym jest naprawdę. Tak zwany „obiektywizm” i „rozsądek” są jej najskuteczniejszymi i najbardziej podstępnymi narzędziami podtrzymywania władzy.

*

Politykę w dużej mierze tworzą biali mężczyźni w średnim wieku przekazujący sobie pałeczkę. Co jakiś czas, w ukłonie wobec różnorodności, do gry wprowadzana jest biała kobieta w średnim wieku. Tym, co jednoczy różniące się perspektywy polityczne, jest kategoryczna odmowa podważania białego konsensu.

*

Jak mogę zdefiniować „biały przywilej”? Trudno opisać nieobecność. A biały przywilej to nieobecność skutków rasizmu. Nieobecność dyskryminacji instytucjonalnej, nieobecność rasy postrzeganej przede wszystkim jako problem, nieobecność myśli: „trudniej mi odnieść sukces z powodu mojej rasy”. Nieobecność dziwnych spojrzeń kierowanych na ciebie przez tych, którym się wydaje, że znalazłeś się nie tam, gdzie trzeba, nieobecność oczekiwań kulturowych, nieobecność historii przemocy zadawanej twoim przodkom z powodu ich koloru skóry, nieobecność trwającej całe życie subtelnej marginalizacji i naznaczenia jako „inny” – wyłączenia z narracji o człowieczeństwie.

*

Kiedy mówię o białym przywileju, wcale nie mam na myśli, że biali mają łatwo, że nigdy nie zmagali się z losem albo że nigdy nie zaznali biedy. Biały przywilej to fakt, że jeśli jesteś biały, twoja rasa niemal na pewno wpłynie pozytywnie na bieg twojego życia w taki czy inny sposób. A ty przypuszczalnie nawet tego nie zauważysz.

*

Ktoś zdefiniował kiedyś rasizm jako „uprzedzenia plus władza”. Również osoby pokrzywdzone przez rasizm mogą być okrutne, mściwe i mieć uprzedzenia. Każdy może być przykry dla innych ludzi, oceniać ich po pozorach. Ale mówiąc wprost, nie ma wystarczająco dużej liczby czarnych na wpływowych stanowiskach, aby mogli oni zadekretować rasizm w stosunku do białych na tak ogromną skalę, w jakiej działa on dziś przeciw czarnym. Czy czarni są nadreprezentowani gdzieś, gdzie ich uprzedzenia mogłyby odmienić czyjś los? Odpowiedź prawie zawsze brzmi: nie.

*

Jeśli wierzysz w zniewieścienie, musisz wierzyć, że istotą męskości są władza, siła oraz dominacja. Te cechy są rzekomo wspaniałe u mężczyzn, ale bardzo nieatrakcyjne u kobiet. Szczególnie tych gniewnych i czarnych. Kobiety zresztą w ogóle nie powinny się gniewać. Mamy się uśmiechać, zachowywać swoje uczucia dla siebie i poświęcać się dla innych. Władcza równa się brzydka, a oczywiście brzydota to najgorsza cecha, jaką można przypisać kobiecie. Co do czarnych kobiet – nasza czarność już na wstępie sytuuje nas wyżej na skali brzydoty. Nie daj Boże, żebyśmy jeszcze były grube.

*

Gdy jesteś kobietą i zabierasz głos, zostajesz napiętnowana; jeszcze bardziej wówczas, gdy jesteś kobietą czarną.

*

Chaos, w którym żyjemy, nie jest dziełem przypadku. Skoro stworzyli go ludzie, to również oni mogą zaprowadzić porządek, przebudować struktury w taki sposób, aby służyły wszystkim, nie tylko garstce samolubnych wybrańców. […] niepełnosprawni nie są „wadliwymi egzemplarzami”, ale raczej to pełnosprawni zawiedli w tym sensie, iż świat przez nich tworzony nie służy wszystkim.

*

Białość to stanowisko polityczne […].
     Polityka białości wykracza poza czyjkolwiek kolor skóry. Pełni w umyśle funkcję okupanta. To ideologia polityczna, której zamysłem jest utrzymanie władzy poprzez panowanie i wykluczenie. Każdy może ją przyjąć za swoją, tak jak każdy może się jej przeciwstawić.

*

[…] gdyby każdy, kto czuje urazę do swoich sąsiadów-imigrantów, zadał sobie trud porozmawiania z nimi i dowiedzenia się czegoś o ich życiu, niemal z całą pewnością przekonałby się, że ludzie ci nie dostają wszystkiego na tacy, żyją raczej w biedzie i ciasnocie, ale i tak w lepszych warunkach niż tam, skąd przyjechali.

*

[…] moja znajoma poczyniła kiedyś uwagę, która była jednocześnie uderzająco oczywista i boleśnie nieuchwytna. Struktury – powiedziała – składają się z ludzi. Gdy mówimy o rasizmie strukturalnym, mówimy o zintensyfikowaniu osobistych uprzedzeń, o syndromie grupowego myślenia. Ono się szerzy. Lecz zamiast osądzać obecną sytuację jako straszliwą tragedię, powinniśmy wykorzystać ją jako szansę na przybliżenie się do wspólnej odpowiedzialności za lepsze społeczeństwo, z uwzględnieniem wewnętrznych hierarchii i skrzyżowań na naszej drodze.
     Wcale nie musi być tak już zawsze, a rozwiązanie zaczyna się od nas.

*

Nie ma sprawiedliwości — jesteśmy tylko my.
Terry Pratchett

*

Czy mogę mówić wprost, co naprawdę myślę?

Reni Eddo-Lodge, Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry,
przeł. Anna Sak, Karakter, Kraków 2018.


piątek, 22 czerwca 2018

Ta książka uwalnia. Zachęca, by pytać „a dlaczego tak jest najlepiej?”, by kwestionować, by pofatygować się do własnego wnętrza i dowiedzieć się, skąd mam taki a nie inny pogląd i czy jest on na pewno mój.

Dla kobiet — książka obowiązkowa.

Dla mężczyzn — opowieść księżycowa, niekoniecznie zrozumiała, prowadząca do zadziwienia: „naprawdę tak wygląda świat kobiet Zachodu?”. Naprawdę.

Dla kobiet i mężczyzn — przeczytaj, przemyśl, zanim ogarnie Cię pewność, jak mają żyć inni, szczególnie inne kobiety.

W każdej kulturze dominuje określony model idealnego macierzyństwa, który może być różny w różnych epokach. Bez względu na to, czy kobiety są tego świadome czy nie, na wszystkie wywiera on wpływ. Można go zaakceptować lub kwestionować, negocjować lub odrzucać, zawsze jednak trzeba zająć jakąś pozycję.

*

[…]  owa „różnorodność preferencji i priorytetów tworzy konflikty między różnymi grupami kobiet”, działając na korzyść mężczyzn, których interesy są dość zbieżne.

*

Jedne kobiety chcą mieć dziecko, inne już nie chcą, są też takie, które nigdy nie chciały.

*

Od kiedy kobiety są w stanie panować nad swoją płodnością, studiują, podbijają rynek pracy i roszczą sobie prawo do niezależności finansowej lub kariery zawodowej, macierzyństwo przestało być naturalną oczywistością, a stało się pytaniem.

*

Podjęcie decyzji o nieurodzeniu dziecka lub niepodjęcie decyzji o urodzeniu związane jest z tym, co prywatne i intymne. W większości wypadków stanowi rezultat sekretnego dialogu wewnętrznego kobiety z samą sobą, który nie ma w sobie nic z działań propagandowych.

*

Im większa wolność podejmowania decyzji, tym większa odpowiedzialność i więcej obowiązków.

*

W rzeczywistości nie ma dwóch sposobów przeżywania macierzyństwa, lecz nieskończoność. Sprawia to, że nie można mówić o instynkcie, którego podstawę stanowi determinizm biologiczny. Kwestia ta jest bowiem ściśle związana z osobistą i kulturową historią każdej kobiety.

*

O ile często przywołuje się wpływ uczuć, o tyle niewiele mówi się o równie ważnym czynniku, jakim jest presja, którą wywierają na nas rodzina, przyjaciele i społeczeństwo. Bezdzietna kobieta (i, choć w mniejszym stopniu, także mężczyzna) lub bezdzietna para zawsze wydają się anomalią, która prowokuje pytania. Cóż za dziwaczny pomysł nie mieć dzieci i wymykać się normie! Są oni nieustannie zmuszani do wyjaśnień, nikomu tymczasem nie przyjdzie do głowy zapytać matki, dlaczego zdecydowała się na dziecko (ani wymagać, aby podała ważne powody swojej decyzji), choćby była najbardziej infantylną i nieodpowiedzialną kobietą. Natomiast kobieta, która z własnej woli nie urodziła dzieci, ma nikłe szanse uniknięcia wyrzutów ze strony rodziców (którym odmówiła prawa bycia dziadkami), niezrozumienia ze strony przyjaciółek (które chciałyby, aby robiono to, co one) oraz wrogości społeczeństwa i państwa — z definicji pronatalistycznych — dysponujących niezliczoną liczbą sposobów, aby ukarać te, które nie wypełniły swego obowiązku. Trzeba więc niezłomności i silnego charakteru, żeby nie przejmować się tą powszechną presją, a nawet pewnym napiętnowaniem.

*

Ciągle jeszcze panuje silna tendencja postrzegania bezdzietności jako porażki, która wywiera negatywny wpływ na kobiecość. Bezdzietna kobieta powinna się żalić lub obwiniać. Jak zauważa socjolożka, Pascale Donati: „rezygnacja z prokreacji jest odstępstwem od normy”, które ma swoją cenę — dezaprobatę społeczną. […]  socjolożka doszła do następujących wniosków: „Jeśli nie ma się dzieci, a mogłoby się mieć, lepiej być mężczyzną niż kobietą, żyć samotnie niż w związku, nie pokazywać zbytnio, że jest się kobietą spełnioną. W tej gradacji największą podejrzliwość wzbudza kobieta zamężna, która zrezygnowała z zostania matką […].

*

Bezdzietność, mimowolna czy z własnego wyboru, w sytuacji, gdy utożsamia się kobietę z matką, odsyła do braku i niespełnienia.

*

Niematka nieustannie musi się tłumaczyć, matki zaś traktuje się jakby nigdy nie miały żadnych problemów ani niepokojącego profilu psychologicznego, zauważa Émilie Devienne. Bezdzietna kobieta staje się obiektem presji ze strony rodziców, rodziny, przyjaciół (będących rodzicami), kolegów z pracy, jednym słowem, całego społeczeństwa. Do tego stopnia, że prawomocne staje się pytanie, czy nie lepiej mówić o „obowiązku” niż „pragnieniu” posiadania dziecka?

*

Jednak bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie, macierzyństwo dziś jest tylko jednym z ważnych aspektów kobiecej tożsamości, a nie czynnikiem koniecznym, aby osiągnęła ona [kobieta] pełnię kobiecości.

*

Powrót do naturalizmu, przywracającego dobre imię zużytej koncepcji instynktu macierzyńskiego i wychwalającego najbardziej konserwatywne poglądy głoszone przez mężczyzn oraz poświęcanie się kobiet, stanowi największe zagrożenie dla ich emancypacji i osiągnięcia równości płci. Zwolennicy tej filozofii dysponują niezrównaną bronią, pozwalającą im skierować obyczaje w pożądanym przez nich kierunku: poczuciem winy matek.

*

Czyż zresztą wybór zostania matką lub rezygnacja z tej roli musi być rozpatrywany w kategoriach normalności lub dewiacji? A jednak nikt nie może zaprzeczyć istnieniu szkód spowodowanych brakiem odpowiedzialności matek. Ile dzieci wydaje się na świat, aby pełniły funkcję kompensacji, zabawki lub towarzysza matki. Ile dzieci, które przyszły na świat w wyniku oszacowania przez naturę strat i zysków, jest maltretowanych lub pozostawianych samym sobie? O dziwo, kobiety świadome swych obowiązków wydają się znacznie bardziej niepokoić społeczeństwo niż te, które je ignorują

Elisabeth Badinter, Konflikt: kobieta i matka,
przeł. Jakub Jedliński, PWN, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...