Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Przez Rzekę i okolice

środa, 01 listopada 2017

Rozstaję się z przedmiotami z łatwością — porzucam, nie dbam, nie zwracam uwagi, nie przywiązuję specjalnej wagi. Moje osobiste lenistwo nie znosi bibelotów. To moja pierwsza natura.

Przez całe moje dorosłe życie w monolicie niechęci do materialnych drobiazgów wyłom zrobiły tylko dwa przedmioty. Ważka na Iglicznej. Po co mi ona? Po nic i po wszystko! Oraz kamienny Jeżyk z Gotlandii, kupiony dwadzieścia dwa lata temu za nieproporcjonalnie wielkie pieniądze. Po co mi on? Po nic i po wszystko!

Dotarło do mnie. Dogoniła mnie świadomość. Po co mi to? Po nic i po wszystko! A Ty co masz po nic i po wszystko?

*

À propos dnia dzisiejszego przeczytałam piękne.

      [J. D.] Z nieodwracalnością. Nic się już nie da zrobić.
      [M. T.] Z tymi pozrywanymi nitkami.
     Bardzo się przejmujemy śmiercią, najbardziej ze wszystkiego, co się wydarza, prawda? Taka jest nasza praca na tym świecie, właśnie mamy się wszystkim przejmować, a najbardziej śmiercią
.

*

      [J. D.] A dlaczego teraz boisz się mniej?
     [M. T.] Bo zobaczyłam, jak to wygląda i jednak wydaje mi się, że to też jest dla ludzi. Dla ludzi, dla psów i kotów, dla każdego. Da się to przeżyć.
      [J. D.] No właśnie nie, tego akurat nie da się przeżyć.
      [M. T.] Aż do momentu, kiedy schodzi rzeczona mgła i umysł z bólem oddaje całą zawartość pamięci, da się przeżyć.

*

     [M. T.] A ty masz jakieś życzenia?
      [J. D.] Najpierw do pieca, a potem z powrotem do przyrody.
      [M. T.] Ale najpierw byś chciała do pieca.
      [J. D.] Żeby jak najmniej miejsca zajmować, poza tym nie podobają mi się te wszystkie gnilne procesy.
      [M. T.] One nie mają się podobać, tylko mają przerażać. To ma być antyreklama.
      [J. D.] Popiół jest bardziej ekologiczny.
      [M. T.] Przekonałaś mnie, chcę do pieca.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

środa, 11 października 2017

 Nie pamiętam, jak dotarła do mnie informacja o tej książce. Zaznaczyłam do upolowania. Czytałam coś zupełnie innego, gdy okazało się, że „teraz”, czyli w ostatnią niedzielę upolowałam: klik, klik i historia znalazła się na kundlu.

Pamiętam doskonale, że przedwczoraj pomogła mi nie przywalić słownie kobietom, które udawały, że ciężko i sensownie pracują. Konie Susan przenosiły mnie w inny świat. Dzisiaj rano kończyłam, rycząc okrutnie. Dobra, niełatwa lektura — oczyszcza jesienny nos i uczy cieszyć się tym, co jest; uczy od zaraz. Kot, pies, koń… zwierzęta mają niebywałą moc uczłowieczania ludzi!

Czekałam na właściwy moment. Nie miałam pojęcia, jak ten właściwy moment wygląda, ale i tak na niego czekałam.

*

Tym, co mnie do niej przyciągnęło, byłą jej zdolność do emocjonalnego zaangażowania. Uświadomiła mi, co mogłoby mnie czekać, gdybym posiadła jej umiejętność… czego? Przebaczania? Zapomnienia? Życia chwilą? Cóż takiego sprawiło, że zwierzę, które tyle przeszło, potrafiło na nowo — z braku lepszego słowa — kochać?

*

Zjawisko, które zapiera dech w piersiach — upływ czasu.

*

Mnie zabrakło głosu. Miałam tylko milczenie pełne lęku.

*

Życie jest krótkie — rób to, co istotne. […] Lay Me Down była moją muzą, inspiracją, by szukać sensu w stracie, pogodzić się z nią, odnaleźć w niej piękno. Albo przynajmniej ujrzeć jej prawdę.

*

Konfrontacja ze śmiercią oznaczała codzienne wstawanie, kiedy jeszcze jest ciemno i zimno, i chodzenie do stajni, by wypełniać tam dotychczasowe obowiązki. Chodzenie do pracy, powroty do domu i ponowne wizyty w stajni, by zrobić to, co należało zrobić przed nocą. Trzymanie się ustalonego porządku. Czy tylko ja na całym świecie nie wiedziałam, że konfrontacja ze śmiercią oznacza konfrontację z życiem? Były jednym i tym samym.

*

     — Nie byłoby błędem, gdybyś zrobiła to teraz, i nie byłoby błędem, gdybyś się wstrzymała — stwierdziła.

*

     — Chcesz się rozejrzeć?

*

[…] to, że ktoś mnie chce, nie wystarcza.

*

[…] oczekiwałam jednego konkretnego słowa. Jedynego słowa w całym lekarskim żargonie, które potrafiłam zrozumieć i które przekazałoby mi dokładnie to, co nas czekało. Nie w sensie medycznym. Szłyśmy do góry czy spadałyśmy? Było z tego jakieś wyjście czy nie?

Susan Richards, Koń, który mnie wybrał.
Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce
,
przeł. Monika Orłowska, Replika, Zakrzewo 2017.
(wyróżnienie własne)


*


Lay Me Down

(tamże)

*

Franz Marc, Red and Blue Horses, 1912.
(Malarz wyjęty z tej książki)

wtorek, 25 lipca 2017

Przypadek. W kinie dawno nie byliśmy. Repertuar naszego ulubionego kina sprawdziłam. O! Film, na który chętnie bym poszła. Dzień później dowiaduję się, że na podstawie książki, więc jeśli mam na niego iść, to najpierw literki. Zaznaczyłam do obserwowanych i w przeciągu kilku dni książkę upolowałam.

Męska. Mocna.

O perspektywach. O wyborze perspektywy. O wolności wyboru własnej perspektywy. Lepszej książki na ten temat nigdy nie czytałam. Tę połknęłam. Wątek motoryzacyjny doskonały! Gotowa jestem na film.

     — Pseklinąłeś! — woła radośnie trzylatka, która już zdążyła przybiec z powrotem i krąży wokół nogawek Ovego.
     Ten sceptycznie przygląda się tej chodzącej nonszalancji gramatycznej. Ona podnosi na niego oczy i cała jej buzia się rozjaśnia.
     — Cytaj! — rozkazuje rozradowana i podaje mu książkę, tak daleko wyciągając rękę, że o mało co nie traci równowagi
.

*

Bo w życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy decyduje, jakim typem mężczyzny chce być. I kto nie zna tej historii, ten nie zna tego mężczyzny.

*

Miłość to przedziwna sprawa. Potrafi nas zaskoczyć.

*

Śmierć to przedziwna sprawa. Ludzie przez całe życie zachowują się tak, jakby nie istniała, a jednak przeważnie jest jednym z ważniejszych powodów, dla których żyją. Niektórzy wcześniej zdobywają tę świadomość i żyją mocniej, bardziej konsekwentnie, wściekle.
     […]
     Lękamy się jej, choć większość z nas najbardziej boi się tego, że śmierć dotknie kogoś innego, a nie nas. Bo największy lęk związany ze śmiercią to ten, że może nas pominąć. I zostawić całkiem samych.

*

Kiedy się kogoś utraciło, człowiek tęskni za dziwnymi rzeczami. Małymi rzeczami. Uśmiechami. Sposobem, w jaki obracała się we śnie na drugi bok. Przemalowywaniem dla niej pokoju.

*

     — Co to za miłość, która porzuca, kiedy ktoś jest słaby? Która zostawia drugiego, kiedy robi się ciężko? Powiedz mi, jaka to jest miłość?

*

Ale na smutku trudno polegać, bo jeśli ludzie go nie podzielają, to on potrafi podzielić ich.

*

[…] i szeptała: „Możemy zająć się życiem albo zająć się umieraniem, Ove. Musimy iść dalej”.
     I tak też było
.

*

[…] nalegała, żeby przeniósł sypialnię na dół do pustego pokoju gościnnego. Ale Ove się nie zgadzał. Po jakichś dziesięciu latach wreszcie zrozumiała, że w ten sposób on jej chce pokazać, że nie zamierza się poddawać. Że Bóg, wszechświat i cała reszta nie wygrają. Że te wszystkie skurwysyny mogą spadać. Więc przestała o tym mówić.

*

Kot nie odpowiedział.
     — Ty tego nie rozumiesz! Rozumiesz? — parsknął Ove i odwrócił się.
     Odgarniając śnieg, przez cały czas czuł na plecach wzrok kota
.

*

[…] najlepsi mężczyźni rodzą się ze swoich błędów i potem są o wiele lepsi, niż gdyby nie błądzili wcale — powiedziała do Ovego […].

*

Ove odczuwa zawsze instynktowną nieufność do osób, które mają ponad metr osiemdziesiąt pięć. Wtedy krew nie daje rady dotrzeć do mózgu, tak mówi jego doświadczenie.

Fredrik Backman, Mężczyzna imieniem Ove,
przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 21 marca 2017

Wyjątkowy dzień był dokładnie rok i trzy tygodnie temu. Wyjątkowy dzień będzie za trzy lata bez trzech tygodni — pomyślałam dziś, biorąc do ręki książkę, którą wczoraj skończyłam. O czym jest? O przemianie, dojrzewaniu, mądrości i miłości. Przede wszystkim o mądrości i miłości.

Odkryłam istnienie tej książki tydzień temu zupełnie przez przypadek. Jest klamrą do pierwszej.

Kiedy myślimy, że już nic nie możemy zrobić, pozostaje jeszcze miłość.

*

Pamiętam słowa wypowiedziane przez Johna Lennona: „Kiedy miałem 5 lat, moja mama mówiła mi, że szczęście jest kluczem do prawdziwego życia. Gdy poszedłem do szkoły, spytali mnie, kim chcę być, gdy dorosnę. Odpowiedziałem, że chcę «być szczęśliwy». Powiedzieli mi, że nie zrozumiałem pytania. Ja im powiedziałem, że nie rozumieją życia”.

*

     — Kochana, nie martw się. Mogę zaczekać, ile zechcesz. Ile będzie trzeba. Nic nas nie goni. Podejmiemy wspólnie tę decyzję. Ale jedno jest pewne: dzień dzisiejszy nie jest gorszy na zmiany, niż dzień, który dopiero nadejdzie.

*

Wspomnienia zacierają się z czasem, ale uczucia pozostają.

*

Dzieci nie lubią owijania w bawełnę. Nie boją się słów.

*

Tak więc, ilekroć ktoś mówi: „Ja bym tak nie mógł” albo: „Nie byłbym do tego zdolny”, odpowiadam: „Nie wie pan tego”, „Nawet pan nie wie, do czego byłby pan zdolny”. I zachęcam do uczynienia jednego jedynego wysiłku: zachęcam go, aby odważył się w to uwierzyć.

*

     — A więc to tak, najbardziej lubisz gramatykę?
     — Oczywiście, że nie! Ale co miałem mu powiedzieć? Przecież nie mogłem powiedzieć: „Żaden. Poza WF-em lubię tylko przerwę obiadową”. Przecież to dyrektor! Jest w szkole szczęśliwy. Postanowił chodzić do niej przez całe życie, choć przecież nie musi. Musiałem mu coś odpowiedzieć, aby się nie rozzłościł. Nie rozumiem, jak można w ogóle pytać o to dziecko! Szybko się zastanowiłem: nie mogłem powiedzieć, że matematyka — to by było zbyt ryzykowne, mógł mi zadać jakieś zadanie: to samo z historią — mógł mnie spytać o jakieś wydarzenie historyczne. Co do gramatyki…

Anne-Dauphine Julliand, Wyjątkowy dzień. Piękna historia o niełatwym szczęściu,
przeł. Sylwia Filipowicz, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 14 marca 2017

Skąd ty bierzesz te książki? Zapytał. Z innych książek.
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Tamtą wyjęłam z tej.
Tę, o której poniżej, z czytanej niedawno.

*

Na beznadzieję, co rozdyma obiektywne trudności do subiektywnie ogromnych rozmiarów. Na obniżony nastrój, którym żywi się niepokój i niepewność. Po tej książce wszystko nabiera właściwych rozmiarów, ustawia się we właściwym porządku. Być może nigdy się nie uda, ale nie widzisz już powodu, by rezygnować dziś. Niczym suchy alkoholik, jak mantrę powtarzam: ważne jest tylko dziś.

Kiedy doświadcza nas nieszczęście, wyczerpanie jest dodatkowym nieszczęściem. Będąc zmęczonym, nic nie można zrobić, nic postanowić.

*

Jak zatem będziemy się porozumiewać? Przecież to takie ważne, powiedzieć, czego się chce, co się myśli i lubi. Trzeba mówić, żeby wyrazić siebie i żeby zrozumieć się wzajemnie. Rozmowa tworzy bliskość.

*

Jak ona to robi, że wszystko znosi z uśmiechem? Skąd w niej ten spokój, skąd czerpie siły, aby znosić tak wiele przeciwności losu? […] Thaïs nie „choruje”, lecz po prostu żyje swoim życiem. Walczy o to, co może zmienić, poddając się temu, co nieuchronne.

*

Każdy ma swój własny Mount Everest.

*

Zastanawia mnie jedno: czy Syzyf się złościł, złorzeczył, walił z wściekłością w ziemię, kiedy skała, którą z tak wielkim trudem wtaczał pod górę, wymykała mu się z rąk i staczała w dół? Czy może po prostu, niewzruszony, niestrudzony, podnosił kamień i — jak gdyby nigdy nic — od nowa rozpoczynał wędrówkę na szczyt?

Myślę, że w głębi serca zdajemy sobie sprawę, że pytanie „dlaczego” doprowadza do szaleństwa. Z jednej prostej przyczyny: nie ma na nie odpowiedzi.

*

Kiedy nie można dodać dni do swojego życia,
trzeba dodać życia swoim dniom
.

Jean Bernard
(1907–2006)

*

Thérèse ma diametralnie różny od naszego stosunek do czasu. Dziwi się, że my nieustannie gdzieś się śpieszymy, że wściekamy się, kiedy musimy zaczekać, że irytujemy się, stojąc w kolejkach. Thérèse nigdy nie ma poczucia straty czasu. Żyje tym, co akurat robi. I cieszy się każdą chwilą swojego życia. […] dla Thérèse czas oczekiwania nie jest czasem straconym; jest stanem istnienia, który niesie w sobie swoje własne bogactwo. Ilekroć Thérèse musi czekać, nie odkłada swego życia na bok. Po prostu żyje w innym rytmie, to wszystko.

*

Pięć zmysłów to luksus: luksus, z którego nie zdajemy sobie sprawy.

*

Czy ktoś powiedział, że życie to pasmo rozstań? Od narodzin do śmierci. Rozstań fizycznych i psychicznych. Rozstań tymczasowych i ostatecznych. Dyskretnych i bardziej głośnych. Łagodnych i gwałtownych. Pełnego rozdarcia i bólu oddalania się od siebie i walki o wolność

Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku.
Poruszająca opowieść o sile rodzicielskiej miłości
,
przeł. Sylwia Filipowicz,
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)



środa, 01 lutego 2017

Sprawdziłam. Czekała na mnie na wirtualnej półce rok. Dlaczego tak długo? Nie mam pojęcia. Kilka dni temu okładka przykuła moją uwagę, zajrzałam do podczytnika i wiedziałam, że na tę książkę czas.

Niewyobrażalna historia. Między okładki książki włożona. Książka, która kończy mój drugi rok z kundlem. Licząc, że grubość każdej przeczytanej książki wynosiła statystycznie jeden centymetr, w kończącym się dziś kundlowym roku, ocaliłam Przytulisko przed zapełnieniem ponad metrowej na długość półki.

[…] na każdą porażkę przypada przynajmniej jeden sukces […].

*

Jesteś „trudnym” dzieckiem, „sentymentalnym” kochankiem, „kłótliwym” bratem lub siostrą, a może „anielsko cierpliwym” małżonkiem? Dzięki etykietkom łatwiej nas zrozumieć, lecz jednocześnie stajemy się ich więźniami, gdyż ludzi nie interesuje, co tak naprawdę kryje się za tymi słowami.

*

[…]  znów zastanawiam się, dlaczego od razu nie dostrzegłem nadziei, kiedy pojawiła się w moim życiu.

*

Objadam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami: czasowniki to nadziewane cukierki w polewie czekoladowej, rzeczowniki to lepkie toffi, przysłówki — słodkie galaretki, a przymiotniki — mieszanka cukierków z lukrecją.

*

Najtrudniej zauważyć zmiany zachodzące w nas samych.

*

     — Nie bardzo wiem.
     Doktor Bryen uśmiecha się do niego
.
     — Dlatego właśnie musimy długo i wytrwale myśleć o naszych marzeniach; kiedy już ośmielimy się je mieć, możemy podjąć próbę ich zrealizowania.  […]  Możecie mieć marzenia w dowolnym rozmiarze. Najważniejsze, by były to wasze własne marzenia.

*

Życie i ja nieustannie na siebie wpadamy. Na każdym zakręcie otwieram oczy z zachwytu i zderzam się z kolejnym przeżyciem […].

*

Nasz świat może się zawalić w mgnieniu oka. Ale czy może się zdarzyć coś zupełnie przeciwnego? Czy w mgnieniu oka może odrodzić się życie? Czy mężczyzna może ujrzeć twarz i od razu wiedzieć, że należy ona do kobiety, z którą spędzi resztę swoich dni.

*

[…]  uświadomiłem sobie, że choć to członkowie rodziny najczęściej podtrzymują nas na duchu, uratować nas mogą również obcy — nawet jeżeli nie mają o tym pojęcia.

Martin Pistorius, Megan Lloyd Davies, Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia, przeł. Rafał Śmietana, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)


*

Martin Pistorius, My Way Back to Words.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Tej książki nie zrozumie człowiek 35–.
Nie wniesie niczego nowego w życie człowieka 65+. I tyle.
Ale pomysł na strukturę fabuły naprawdę fajny.

— Spójrz wstecz i żałuj za wszystko, za co możesz żałować, a z reszty zrób jak najlepszy użytek.

*

     — Nie jesteś przygnębiony?
      — Ani trochę. Nie mam czasu na przygnębienie. Jestem maksymalnie skupiony — odparł ze śmiechem Ezra. — Widzę teraz wszystko na wskroś.
      — Z sobą samym włącznie?
      — Owszem. Możesz mi wierzyć albo nie. Zrzuciłem z siebie łuski pozorów i dobieram się wreszcie do samego sedna.

*

Należało za wszelką cenę chronić umysł przed sabotowaniem teraźniejszości przez pożądliwe oglądanie się wstecz, na obsypaną darami przeszłość.

*

— Co się stało, to się nie dostanie — mruknął cicho, gładząc jej plecy i włosy i kołysząc ją lekko w ramionach. — Trzeba się pogodzić z biegiem rzeczy. Trzymać się swego i brać, co przychodzi. Innego wyjścia nie ma.

*

— Nie wszystko naraz — poradził jej. — Najpierw daj mi umrzeć. Potem przyjdę i pomogę ci się pozbierać.

Philip Roth, Everyman, przeł. Jolanta Kozak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 29 grudnia 2016

Chciałabym przeżyć swoje życie w luksusie, czyli bez wojny.

[Karol Modzelewski] Boję się o przyszłość… Tu nawet nie chodzi o ideologię (bo to, co ekonomiści mają za naukę, to jest na ogół ideologia albo propaganda), nie o to, że zawiodła czy się załamała, tylko — że oni tę ideologię, jak melodię do wiersza, dopisali do globalizacji. Tymczasem globalizacja sprawiła, że państwa narodowe (a innych nie ma), demokracje (a one istnieją tylko w państwach narodowych) oraz społeczeństwa obywatelskie (one też mogą być tylko narodowe) są bezradne wobec gospodarki, która wyznacza nasze życie codzienne. I ta bezradność może być zapłonem wybuchu.

*

[Krystyna Starczewska] Kiedy pojawiają się sygnały antysemickich czy rasistowskich postaw, to jest znak ostrzegawczy. Trzeba natychmiast reagować, to jest najważniejsza rzecz w tej chwili. Bo przecież ci ludzie, którzy ulegają stadnym emocjom, to nie są jacyś potomkowie szatana, to nie są zwyrodnialcy. To są zwyczajni ludzie, w których określone warunki i naciski społeczne mogą wyzwolić zło.  […]  Ważne, żeby nauczyć siebie i innych dostrzegania i reagowania na to, co ciągle w naszym świecie przypomina dwudziestowieczne czasy nienawiści i upodlenia.

*

[Michał Głowiński]  Muszę w tym miejscu powiedzieć, że bardzo mi nie odpowiada formuła „cywilizacja śmierci”. Jaka cywilizacja śmierci! Przecież w Polsce w czasie ostatnich dwudziestu lat średnia życia ludzkiego wzrosła bodaj o pięć lat! To jest coś niebywałego i wspaniałego!

*

[Jerzy Jedlicki] Nie mogę od ciebie żądać miłości, choćbym tego pragnął. Natomiast mam prawo wymagać szacunku. Możesz sobie czuć i myśleć, co chcesz, ale oczekuję, że będziesz się do mnie odnosić z szacunkiem. „Odnosić się” wyraża pewien akt, a nie stan emocjonalny. I dlatego właśnie cywilizację szacunku można sobie wyobrazić, bo tego można się nauczyć.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

O spełnianiu i spełnieniu to książka. W środku nocy obudziłam się z poczuciem odkrycia, które można zrobić nie ruszając się fizycznie z miejsca.

Gdy mieliśmy pięć, sześć, siedem lub dziesięć lat, może przeszło nam przez myśl, czego w życiu najbardziej pragniemy doświadczyć w życiu. Jeśli mieliśmy tendencję do kontemplacji, choć czasownika „kontemplować” wtedy nie znaliśmy, to pragnienie wydawać się mogło nieprawdopodobne do spełnienia, a przynajmniej było bardzo trudne, ale pragnąc tego w tak młodym wieku, człowiek jeszcze nie umiał przed sobą ukryć tego marzenia. I?

I gdy patrzymy na swoje życie z perspektywy czterdziesto- pięćdziesięciolatka, to pragnienie ciałem się stało. Niesamowite! — pomyślałam, poczułam. We wszystkich rozmowach w tej książce jest o tym pragnieniu.

Nim zapadłam powtórnie w sen, uśmiechnęłam się, bo przewrotnie pomyślałam: skoro tamto pragnienie ciałem jest, to czy nie czas najwyższy na nowe pragnienie?

[Jerzy Jedlicki] […] to, co naprawdę w życiu ważne, to prawdziwe przeżycia. Głębokie, autentyczne, nurtujące człowieka przez długi czas: miłość, przywiązanie, pasje poznawania świata i rozumienia bliskich ludzi. A z tym, jak słusznie mówisz, wiąże się trud i niepokój, ból i przerażenie — dodajmy — czasem też.

*

[Wanda Wiłkomirska] Wiesz, skrzypce nigdy nie grają same. Jak widzę skrzypce, to je biorę i mówię im „dzień dobry”. Przyglądam im się. Szukam dźwięku. Może te akurat potrzebują większego nacisku? A może mniejszego? Trzeba szukać tego porozumienia ze skrzypcami. I nagle je znajduję, i ten instrument zaczyna żyć.

*

[Krystyna Starczewska] W każdej sytuacji, wobec której stajesz, od nowa dokonujesz wyboru, starając się być wiernym sobie.

*

[Hanna Świda-Ziemba] […]  szuka się kogoś, z kim można się dzielić przeżyciami, doznaniami. Ta wymiana, ta głęboka interakcja z drugim człowiekiem odświeża nasze spojrzenie na świat i jest źródłem radości.

*

[Anna Przedpełska-Trzeciakowska]  To musi minąć, twierdził mój ojciec, optymista, to musi minąć, przecież to nie może trwać wiecznie.

*

[Danuta Cirlić-Straszyńska]  Ale dużo chodzę.
     [Justyna Dąbrowska]  Dla zdrowia?
     [Danuta Cirlić-Straszyńska]  Na przekór.

*

[Zygmunt Bauman]  Bez ideału się nie obejdziemy, ale jest on nie tyle receptą kucharską, ile alfabetem, z którego staramy się układać […], choć zdarza się, że zostanie użyty do wypisywania czteroliterowych słów na najbliższym płocie.

*

[Danuta Szaflarska]  To, czego nie mogę zmienić, muszę przyjąć i dalej się cieszyć, że żyję.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)


Czy ta książka była pierwowzorem, zapowiedzią tamtej? Tak wygląda. Nie można się od niej oderwać. Są zdjęcia Mikołaja  Grynberga, choć tylko jedno wspaniałe! Jest wiele fragmentów, wiele zdań, które chciałoby się mieć pod ręką. Co zrobić.

[Danuta Cirlić-Straszyńska]  Pamiętam, jak raz ścierpłyśmy ze strachu, bo dzwonek do drzwi, ojca nie ma w domu, tylko mama, siostra i ja. A w drzwiach Niemiec. Powiada, że chciałby wejść, a mama na to, że nie musi pytać, bo przecież i tak, jak zechce, to wejdzie. Ale on rzucił okiem do środka — u nas był bardzo czysty parkiet — i patrzymy, a Niemiec zdejmuje buty. Przedstawił się grzecznie i mówi: przyszedłem, bo słyszę stąd pianino, a jestem muzykiem i bardzo chciałbym poćwiczyć. I niech pani sobie wyobrazi, że on przychodził ćwiczyć do nas!

*

[Zygmunt Bauman] Stanisław Lem próbował skalkulować, ile przypadków złożyło się na to, że się jego matka z jego ojcem spotkali i że w jakiś czas potem doszło do pojawienia się Stasia na świecie. Wyszło mu, że wedle teorii prawdopodobieństwa zaistnienie Stanisława Lema było wręcz niemożliwe. A wszak nie tylko zaistniał, ale jeszcze i dożył tego, by to stwierdzić!

*

[Zygmunt Bauman]  Pieszcząc, moja dłoń podąża za kształtem pieszczonej.

 *

     [Justyna Dąbrowska]  Taka radość z cudzego istnienia.
     [Tadeusz Dominik] Tak, tak! To jest jak malowanie. To też jest cud. Malujesz jeden obraz a w tobie jest ich sto. Nie możesz przestać o nich myśleć. Moje malowanie jest absolutnie bezinteresowne, nigdy nie namalowałem niczego na zamówienie — nigdy. To ja zamawiam u siebie obraz.

praca Tadeusza Dominika.

*

[Irena Hausmanowa-Petrusewicz]  Ja wiem, że są trzy siostry — wiara, nadzieja i miłość. Ale ich matką jest sophia — mądrość. I dlatego one mogą sobie pozwolić na to, żeby być takie, jakie są.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...