Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Przez Rzekę i okolice

niedziela, 01 lipca 2018

Jabłoń:
(w tygodniu przy kawie czytała)

Sadownik:
Rany! Czytasz na siedząco! Przy stoliczku!
Nie pamiętam, kiedy tak robiłaś ostatni raz.

Jabłoń:
Bo to papier i ciężki.

*

To właśnie tę książkę od setnej strony czytałam już tylko przy stoliczku kawowym, bo ciężka. Ciężka ciężarem, bo ciężka kalibrem była od samego początku, jeszcze czytana w pozycji horyzontalnej.

Wpadłam na nią przez przypadek, gdy kilkanaście dni temu sprawdzałam, ile i które książki Autorki, chcę przeczytać i dlaczego ta, na którą mam największą ochotę wciąż kisi się w dziale „poluję”. W ibuku tej nie ma, więc klik, klik i po trzech dniach pan listonosz zapukał do drzwi.

Skończyłam ją w czwartek i potrzebowałam odparować, poczekać, aż opadnie emocjonalny pył. To książka, która znaczy czas, uświadamiając, że nie jest nieskończony. A może nie znaczy? Ponagla, by żyć, póki jest to możliwe. A może nie ponagla? Jest o życiu, o nieuniknionym przemijaniu, o mierzeniu się z dniem i nocą. Natychmiast przypominają mi się książki DidionLewis. To książka o „potem”.

Tak wiele jest do powiedzenia w małżeństwie, tak wiele pozostaje niewypowiedziane. Stwierdzasz, że będą jeszcze inne chwile, inne okazje. Lata!

*

Ogrodnik to modelowy optymista: nie tylko wierzy, że przyszłość przyniesie owoce jego starań, ale też wierzy w przyszłość.

*

Kochanie. To słowo, którym oboje na zmianę zwracamy się do siebie. […]
     Logika, jaka za tym stoi: każdy na świecie może się do nas zwracać po imieniu, ale tylko my dwoje możemy używać tego intymnego określenia.

*

Być śmiertelnym to wiedzieć: nie dam rady, ale muszę próbować.

*

Wstrząsająca jest ta myśl, że nasza tożsamość — to „ja”, które  ludzie w nas rozpoznają w swoim mniemaniu: „nasza osobowość” —jest w całości uzależniona od tlenu, wody, pożywienia i snu — że nasz fizyczny byt pozbawiony tylko jednego z nich zaczyna się zmieniać niemal natychmiast — niebawem dla innych już nie jesteśmy „nami” — ale z kolei kim innym jesteśmy?
     Czy „ja” to fizyczne ciało czy raczej ciało to przechowalnia dla „ja”?
     To najstarszy ze wszystkich filozoficznych — metafizycznych — paradoksów. Nie widzi się „ja” bez ciała, które je w sobie skrywa, a jednak nie widzi się też ciała bez „ja”, które je uaktywnia.

*

Potem już zawsze rozpoznajesz te miejsca — przedtem niewidzialne, niedostrzegalne — gdzie gromadzą się kałuże pamięci.

*

Oto, co odkryłam: każdy dzień da się przeżyć, jeśli się go podzieli na części.
     A mówiąc ściśle, każdy dzień da się przeżyć, tylko jeśli się go podzieli na części.

*

[…] masz tu wolną wolę.
     Bo kto ci przeszkodzi, jeśli naprawdę chcesz się zabić? Kto ma taką moralną władzę, kto zna twoje serce?
     […]
     Myśl o samobójstwie jest pocieszająca, ale jednocześnie jest przerażająca. Bo samobójstwo to sekretne drzwi, które, kiedy już raz je otworzysz i przez nie przejdziesz, zatrzaskują się za tobą — już nigdy więcej nie pokonasz tego progu.

*

Nie wyobrażam sobie, jak to jest być tobą, a ja jej na to odpowiedziałam: ja też nie.

*

„Nadzieja to takie coś z piórami”, stwierdziła jakże heroicznie Emily Dickinson. Takie niezdarne, bezbronne, żenujące coś. Ale oto jest.

*

Ralph Waldo Emerson zauważył rozumnie: „Człowiek jest tym, o czym myśli przez cały dzień myśli”. Możemy zakładać, że mówiąc o człowieku, nie wykluczał kobiet.

*

Każdemu zawsze się wydaje, że śmierć czyha gdzie indziej — tak już jest.
     Że nawet jeśli śmierć jest nieuchronna, to jest nieuchronna gdzie indziej.

*

[…] w latach pięćdziesiątych […] wiedziano o nim [autyzmie] niewiele, a zamiast tego dużo spekulowano: to były czasy nasiąknięte Freudem, w których matki autystycznych dzieci, podobnie jak matki homoseksualistów, były „obwiniane” za aberracje wykryte u ich potomstwa.
     Bo obwinianie stanowi najbardziej naturalną reakcją na to, że czyjeś życie legło w gruzach.
     Obarcza się winą tego, kto jest najbliższy i najsłabszy — czyli matkę.

*

Strzeż się lejów […]!
     Terror leja nie polega na tym, że on istnieje. Leje muszą istnieć, to zrozumiałe. Terror leja polega na tym, że go nie zauważasz, że go nigdy nie zauważasz, dopóki do ciebie nie dotrze, że wlazłaś do leja, dopóki nie jest za późno, że już cię wciągnął i dalej wciąga

*

Wszystkie wspomnienia są podróżami, śledztwami. Niektóre to pielgrzymki.

*

W katolickiej kosmologii wierzyło się, że „nieczyste myśli” to poważny grzech. […]
     Jakie niedorzeczne są dla nas takie wyobrażenia! Przynajmniej dla niektórych z nas.
     Jakie potrafią być ważne w życiu innych. Trzeba pamiętać, że większość ludzi zamieszkujących kulę ziemską „wierzy” w swój spersonalizowany związek z jakimś bogiem, często o charakterze represyjnym. Cała ziemia jest przesączona krwią tych, którzy zginęli w imię swych przekonań religijnych, jak i zabitych przez tych, którzy wierzą.

Joyce Carol Oates, Opowieść wdowy,
przeł. Katarzyna Karłowska, Rebis, Poznań 2011.

czwartek, 03 maja 2018

Na dzień dobry zakochałam się w zdjęciu na okładce, a potem był już tylko bezmiar uczuć, łez, wzruszeń i zamyśleń.

Dużo w tej książce kawy. Inspirująco dużo książek, autorów, sposobu czytania, sposobu patrzenia na świat, czerpania inspiracji, oswajania tego, co niesie życie. Starałam się tę książkę pić wolno, najwolniej jak się da. Delektowałam się, rozgrzeszając się ze swoich osobistych przyzwyczajeń i rytuałów.

Mój stolik, stojący pomiędzy ekspresem do kawy i frontowym oknem, daje mi poczucie odosobnienia, mogę się tu wycofać w swój prywatny świat.

*

     — Przepraszam, to mój stolik.
     — Zarezerwowała go pani?
     — No nie, ale to mój stolik
.
     […] Wzruszyłam ramionami i usiadłam przy innym stoliku w nadziei, że przeczekam tę babę. […] Wyjdzie, pomyślałam. Ale nie wyszła. […]
     — Takie mroczne myśli, a wszystko z powodu stolika w kącie sali — odezwał się mój wewnętrzny Gadający Świerszcz.
     — Och, nie ma o czym mówić — powiedziałam. — Niech drobne przyjemności życia sprawią tej pani rozkosz.
     — Dobrze, dobrze — odezwał się świerszcz.
     — I niech kupi sobie los na loterii, i niech to będzie los wygrywający.
     — To już przesada, ale niech tak się stanie.
     — I niech zamówi sobie tysiąc takich torebek, jedną piękniejszą od drugiej, niech FedEx dostarczy je i niech ją nimi zasypie, i niech to babsko uwięźnie między nimi jak w hurtowni bez jedzenia, wody i komórki.
     — Wychodzę — powiedziało moje sumienie.
     — Ja też — odparłam i wyszłam na ulicę
.

*

Może nie potrafimy wyciągnąć człowieka z zadumy ani znaleźć zakurzonej ostrogi, możemy jednak pozbierać kawałki snu i odzyskać go w unikatowej całości.

*

Staramy się tu pozostać, chociaż duchy usiłują nas dokądś stąd odciągnąć. […] W moich myślach wszystko jest możliwe. Życie leży u stóp rzeczywistości, wiara na jej szczycie, a mieszkający pośrodku impuls twórczy przenika wszystko. Wyobrażamy sobie dom, prostokąt nadziei.

*

Czy zaginione przedmioty płaczą po nas? […] Dlaczego gubimy rzeczy, które kochamy, a wyniosłe i nonszalanckie przedmioty lgną do nas i staną się miarą naszej wartości, kiedy nas już nie będzie?

*

To są nasze czasy”, powiedziałam sobie. Ale nie jesteśmy w nich uwięzieni.

*

Wystarczy mi to, co mam”, powiedziałam sobie.

*

Tak naprawdę niczego nie można skopiować. Miłości, klejnotu, nawet jednej linijki wiersza.

*

Często tak bywa, że z czasem utożsamiamy się z ludźmi, których kiedyś nie rozumieliśmy.

*

[…] pożądałam tego okrycia. Rankiem w moje urodziny poeta powiedział mi, że nie ma dla mnie prezentu.
     — Nie potrzebuję prezentu — odparłam.
     — Ale ja chcę ci coś dać, wszystko, co chcesz.
     — W takim razie chcę twój czarny płaszcz.
     Uśmiechnął się i dał mi go bez wahania i żalu. Za każdym razem, kiedy go wkładałam, czułam się sobą
.

*

Przemiana duchowa to cudowna rzecz, bez względu na to, jak się ją osiąga.

*

Nie miałam pojęcia, czy kantata Bacha jest dziełem genialnym, ale maniakalne zamiłowanie kompozytora do kawy w czasach, kiedy patrzono na nią nieprzychylnie, uznając ją za narkotyk, jest powszechnie znane.

*

Jak to jest, że nigdy do końca nie rozumiemy naszej miłości do ludzi, dopóki nie odejdą?

*

     — I tobie się wydaje, że masz jakieś problemy — odezwał się do mnie posąg.
     — Wszystkie prądy prowadzą do pana, panie Tesla.
     […]
     — […] Jestem wytrącona z równowagi, nie wiem, co jest nie tak.
     — Zagubiłaś gdzieś radość — odpowiedział bez wahania. – A bez radości jesteśmy jak martwi.
     — Jak mam ją teraz odnaleźć
?
     — Znajdź ludzi, którzy ją mają, i kąp się w ich doskonałości.

*

     — To nie nauka, to poezja!
     Zastanowiłam się przez chwilę. Czym są teorie matematyczne i przyrodoznawcze, jeśli nie propozycjami pewnych wizji
?

Patti Smith, Pociąg linii M, przeł. Maciej Świerkowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 29 kwietnia 2018

W hołdzie Tym Mężczyznom.
W hołdzie Temu, co ich łączyło na przekór wszystkiemu.

Sam Wagstaff & Robert Mapplethorpe

(źródło + 8 min. audio)

***

On nie przepraszał i nie chciał, aby ktokolwiek inny to robił.

*

Byli sobie tak bliscy, jak tylko mogą być dwaj mężczyźni. […]
     […]
     Robert lubił pieniądze Sama, a Samowi podobało się, że Robert je lubi. Ale gdyby to była jedyna motywacja, znaleźliby to wszystko u kogoś innego. Każdy z nich miał coś, czego pragnął drugi; w pewien sposób się dopełniali. W głębi ducha Sam pragnął być artystą, ale nie był. Robert chciał być bogaty i wpływowy, ale nie był. Będąc razem, zakosztowali nawzajem swoich cech. […]
     Postrzegałam ich jako dwóch mężczyzn złączonych nierozerwalną więzią. Wzajemna afirmacja dodawała im sił. Obaj mieli stoicką naturę, ale będąc razem, mogli bez zażenowania odsłonić swoje słabe punkty, a świadomość tego rodziła obopólne zaufanie. […] Pomijając wszystko inne, widziałam u nich wzajemną czułość.

*

Sam, jego [Roberta] niezłomna miłość i mecenas, umarł. Przetrwali bolesne zawirowania w swoim związku, wytrzymali obmowę złych języków i zawiść innych ludzi, ale nie potrafili poradzić sobie z naporem losu, który stał się ich udziałem.

*

[…] utwór Paths That Cross — była to swoista pieśń suficka złożona w hołdzie Samowi. Robert był wdzięczny za ten utwór, zdawałam sobie jednak sprawę, że być może pewnego dnia sama będę potrzebowała podobnych słów.
     „Ścieżki, które się przecinają, przetną się znowu”.

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Patti Smith, Paths that Cross.

Wiedziałam, że Ona istnieje. Wiedziałam, że gra muzykę, której nie słucham. Jest przecież wiele światów, o których wiem, a do których nie chcę wchodzić. Wiedziałam o tej książce, ale nie był to wystarczający powód. Aż.

Od słowa do słowa niecały miesiąc temu przy lanczykowym stoliku, że jedna osoba książkę dostała na urodziny, że dla dwóch innych to jedna z najpiękniejszych książek o miłości, że… Mapplethorpe. Mapplethorpe? Uwielbiam jego kwiaty… i już wiedziałam, że chcę tę książkę przeczytać.

A gdy w zachwycie już będąc, podesłałam tę książkę pewnej kochanej osobie, odpisała mi, że czytała ją kilka lat temu. Nie potrafię sobie wyobrazić mojego życia bez tej książki. Nie mogę uwierzyć, że tyle lat ją mijałam. Aż.

Skończyłam wczoraj w drodze ku.
Dzięki tej książce odzyskałam kawałek siebie, który bardzo skutecznie omijałam.
To jest zdecydowanie moja książka roku 2018.

Czy napiszesz naszą historię?” „A chcesz?” „Musisz — odpowiedział. — Nikt inny nie będzie umiał tego zrobić”. „Napiszę”, przyrzekłam, choć wiedziałam, że trudno mi będzie dotrzymać tej obietnicy. „Kocham cię, Patti”. „Kocham cię, Robercie”.

*

[…] uśmiechnął się, rozpoznając kogoś, kto nigdy nie był nieznajomy.

*

     — Wyjdę z tego — powiedział.
     Wierzyłam w to całym sercem.
     — Niedługo się zobaczymy — obiecałam.
     — Sprawiłaś mi wielką przyjemność, Patti — dodał i się rozłączył.
     Słyszę, jak to mówi. Słyszę w tej chwili
.

*

     Zrobił kilka następnych zdjęć.
     — Mam, co trzeba.
     — Skąd wiesz?
     — Po prostu wiem
.

*

     — Nie musisz być zły, żeby być inny – powiedziałam. – Jesteś inny. Artyści to osobny gatunek ludzi.

*

     — Wiesz, te marzenia, które snułaś w związku ze mną, nie są moimi marzeniami — powiedział. — Być może te marzenia są przeznaczone dla ciebie.

*

Pod pewnym względem zmiana jego statusu społecznego była trudniejsza do przełknięcia niż zmiana jego seksualności. Wystarczyło po prostu zrozumieć dwoistość jego tożsamości seksualnej, aby ją zaakceptować. Natomiast dotrzymanie mu kroku pod względem towarzyskim wymagałoby głębokiej zmiany we mnie samej.

*

Musiałam się poważnie zastanowić nad tym, w jakim kierunku powinnam podążać. Czy robię to, co należy? A może to tylko zwykłe pobłażanie sobie?

*

     — Co się z nami stanie? — spytałam.
     — Zawsze będziemy — odpowiedział
.

*

Mogliśmy obdarowywać tylko wtedy, gdy patrzyliśmy z perspektywy tego, kim naprawdę jesteśmy i co mamy.

*

     — Szukasz drogi na skróty — powiedziałam.
     — A dlaczego miałbym wybrać najdłuższą? — odparł
.

*

[…] w tym małym wycinku czasoprzestrzeni porzuciliśmy naszą samotność i razem zastąpiliśmy ją ufnością.

*

[…] wyraz pamięci o nich wszystkich, z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, o tych, których straciliśmy, tracimy i mamy stracić.

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)


*

Patti Smith, Because the Night.

poniedziałek, 26 marca 2018

Nie ma jednej precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zajrzałam właśnie teraz do tej książki. Polowałam na nią od momentu wydania i do dziś ani przez jeden dzień cena tej książki nie mieściła się w akceptowanych przeze mnie widełkach cenowych. Z jakiegoś jednak powodu postanowiłam nabyć i wygrzebać z tej książki coś dla siebie, żeby nie robić tego, gdy będzie za późno.

Pomijając rozdział o posłudze kapłańskiej — tylko dzięki mądrości x. Kaczkowskiego do przeczytania bez znaczących przekleństw, choć momenty ma — całość jest ważną lekturą dla osób, których bliscy mierzą się z nieuleczalną chorobą. Pacjentom jednak bym jej nie polecała.

Bo chorowanie to przecież wciąż życie, które można wypełnić sensem.

*

[x. J.K.] […] zapewniam, że w dalszej części będę również czuły.
     [K.J.] Również czuły znaczy: nie tylko czuły?
     [x. J.K.] Paskudna jędza! Ale ok, skoro dociskasz: tak, są takie sprawy, które należy stawiać na ostrzu noża.

*

[Helena Kaczkowska] Ludzie nie powinni chorować ani umierać w samotności — powinni być przy nich ci, którzy ich kochają.

*

Agresja człowieka […] to często przykrywka złości wobec choroby i trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł on albo jego bliski […].

*

Rzeczywiście, prawdą jest, że kiedy człowiek znajduje się w kryzysie, wówczas w jego życiu może zadziać się wiele ważnych i dobrych rzeczy. Takim kryzysem jest na pewno choroba własna albo kogoś bliskiego. To sytuacja często ekstremalna, w której człowiek gotów jest na radykalne zmiany w swoim życiu […].

*

[K.J.] Strasznie trudno się rozstać z tymi, których kochamy.
[x. J.K.] To potwornie boli.

*

Każdy z nas jest w stu procentach zdiagnozowany na cielesną śmierć. I w tej diagnozie nie ma szansy na błąd. Idea medycyny paliatywnej w swojej mądrości stara się ten nieuchronny lęk przed śmiercią, dotykający każdego z nas, łagodzić. I niech mi Państwo wierzą, że to się udaje. Naprawdę można dobrze przeżyć swoją śmierć […].

*

[…] jak podkreśla prof. Jacek Łuczak, jeden z największych autorytetów w dziedzinie medycyny paliatywnej — „Morfina jest bezpieczniejsza od środka przeciwbólowego kupowanego w aptekach w dużych ilościach bez recepty, bo ona jest umiejętnie dawkowana przez lekarza, który wie, jak ją stosować. [...]”.

*

Człowiek ma prawo chronić siebie przed relacjami, które z jakichś powodów są dla niego szkodliwe.

*

Im gorsza komunikacja, im bardziej powierzchowne relacje, tym trudniej się choruje, zdrowieje i... umiera. W ogóle trudniej się żyje, również tym, którzy są zdrowi.

*

Trzeba być po prostu mądrze uważnym na drugiego człowieka. Z jednej strony szanować jego autonomię, z drugiej — nie pozostawiać go samemu sobie.

*

Ciężka choroba to – jak już mówiliśmy – trzęsienie ziemi w życiu całej rodziny, tu nie ma co chojraczyć.

*

W życiu w ogóle, czyli również w życiu z chorobą, najważniejsza jest bliskość.

*

[…] dojrzały człowiek zdaje sobie sprawę z własnych słabości oraz ograniczeń i dzięki tej świadomości ma szansę stawić im czoło i pokonywać je. Oznaką niedojrzałości, naiwności, a wręcz zuchwałości jest przeświadczenie, że w sytuacjach granicznych — a do takich należą choroby, o których tu mówimy — poradzę sobie sam. Dotyczy to i chorego, i opiekujących się nim bliskich.

*

[K.J.] Z rodziną jest, jak w tym Arystotelesowskim twierdzeniu: „całość jest czymś więcej niż sumą części”. Każda z osób wpływa na wszystkich pozostałych członków systemu rodzinnego. Choroba jednego członka rodziny sprawia więc, że na swój sposób „chorują” też pozostali.

*

Choroba jednak nie zwalnia z bycia człowiekiem, od którego wciąż wiele zależy i który ma drugiemu wiele do dania.

*

Daj sobie kilka tygodni, może miesięcy” […] życiowe doświadczenie pokazuje, że cierpliwość może przynieść efekt.

x. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska (red.), Żyć aż do końca.
Instrukcja obsługi choroby
, Biblioteka Więzi, Warszawa 2017.


poniedziałek, 19 marca 2018

Odrobina myślenia magicznego i doskonale wiem, skąd piątkowa zamieć śnieżna i weekendowy napad zimy — stąd, że nie skończyłam książki kończącej tę porę roku. Nie skończyłam, nie mogłam przejść do trzeciego tomu i wiosna nie mogła przyjść.

Skończyłam dziś nad ranem. Dziś formalnie kończy się zima, ale dla mnie jutro nie początek wiosny, ale jej środek — czas na trzeci tom.

Z drugiej strony, pomyślała zima, sypać śniegiem to wszystko, co potrafię. I jestem w tym naprawdę dobra. Po co porównywać się do lata? Jesteśmy jak dzień i noc, słońce i księżyc. A jeśli nie prószę śniegiem, kim wtedy jestem? Nikim. Wtedy jestem nikim. Wtedy to pieprzone cudowne lato może triumfować przez całą wieczność. Wtedy nikt nie stawi oporu temu zarozumiałemu idiocie.
     I tak zima postanawia sypnąć śniegiem. Nie trochę, nie z wahaniem, nie z przesadną ostrożnością, ponieważ wie, że śnieg to jedyne, co ją wyróżnia, a teraz chce pokazać, kim jest. Zamierza wypełnić śniegiem cały krajobraz, okryć go szczelnie po samą szyję, tak aby wszyscy zapomnieli o lecie i myśleli, że zawsze będzie zima. Zapakować ich wszystkich w śnieg i mróz. O, tak! Będą marznąć i będą się ślizgać, odgarniać śnieg łopatami i jeździć pługami śnieżnymi. Szkoły zostaną zamknięte, a samochody ugrzęzną w zaspach. Ludzie będą wygrażać niebu pięściami, przeklinając zimę
.

*

[…] wieczorami, w żółtym świetle latarni, można było zobaczyć trzech, czterech chudzielców zjeżdżających z górki na butach: jeden przechylony do przodu jak narciarz zjazdowy, drugi wyprostowany, jakby to się nie działo naprawdę, jakby znajdował się w innej sytuacji, na przykład gawędził z kimś na skrzyżowaniu dróg, trzeci chwiejący się i kołyszący ciałem przypominającym wycior do fajki. Jednak nikt nie ślizgał się szybciej ode mnie, dzięki moim magicznym kozakom, które los podarował mi tak niespodziewanie. I jeśli porównam tamto dziecko, którym wtedy byłem, z tym mężczyzną, którym teraz jestem, i powiem, że szczęście dziecka jest tyle samo warte co szczęście mężczyzny, tamte tygodnie były chyba najszczęśliwsze w moim życiu: to był jedyny raz, gdy osiągnąłem wszystko, o czym marzyłem.

*

Nikolai Astrup*, The Way Home.

*

Dla samych siebie jesteśmy zawsze tym, kim jesteśmy, dla innych zaś tym, co się wynurza, nadciąga razem z nami i po jakimś czasie znika.

*

Wszyscy zawsze coś czują i zawsze są w jakimś nastroju. Może ta relacja odbija się w sposobie, w jaki o tym rozmawiamy. Kiedy mówimy, że ktoś jest pogodny lub przygnębiony, to znaczy, że uczucia i nastrój mają taki sam wpływ na jaźń, jak nastrojenie instrumentu ma wpływ na muzykę.

*

[…] nasze dusze przypominają dinozaury: są wielkie jak domy, poruszają się ciężko i powoli, lecz przestraszone lub rozgniewane są śmiertelnie niebezpieczne, nie cofną się przed niczym, by zranić lub zabić. Próbuję przez to powiedzieć, że chociaż z zewnątrz wszystko może wydawać się wiarygodne, wewnątrz zawsze dzieją się zupełnie inne rzeczy, innego rzędu wielkości. Podczas gdy jakieś słowo z zewnątrz jest tylko słowem, które upada na ziemię i znika, wewnątrz może stać się czymś ogromnym i trwać w tym stanie przez wiele lat.

*

Poza tym były tak piękne! Wtedy sądziłem, że piękne ubrania, buty i kozaki uczynią mnie pięknym albo ładnym, jak dzisiaj bym się wyraził. O tym, że bycie pięknym – albo ładnym – nie jest warte zachodu, przekonałem się dopiero kilka lat później, gdy te same kozaki stały się czymś, czego za nic w świecie bym nie włożył.

*

Kiedy to się dzieje, trudno powiedzieć, ponieważ czas mitologiczny jest również ambiwalentny, jakby przeszłość, teraźniejszość i przyszłość leżały obok siebie i jakby to, co jeszcze się nie wydarzyło, wpływało na to, co dzieje się teraz, równie mocno jak na to, co już się wydarzyło.

*

[…] każda pojedyncza chwila, w której się znajdujemy, jest otwarta we wszystkich kierunkach, jakby miała troje lub siedmioro drzwi, jak w baśniach, prowadzących do pokoi, które kryją różne przyszłości. Te hipotetyczne rozgałęzienia czasu znikają z każdym dokonywanym przez nas wyborem […].

*

[…] dom jest tym miejscem, do którego nie można wejść, lecz trzeba zostać wpuszczonym. Jest to również miejsce, gdzie nie odgrywa się ról, jest się sobą. Jeśli musisz grać, jeśli musisz kogoś udawać, wówczas jesteś gościem we własnym domu. Goście to ludzie, którzy przebywają czasowo w miejscu, które nie jest ich domem.

*

[…] wszystko wywołuje wspomnienia. Wspomnienia nastrojów, nie zdarzeń.

Karl Ove Knausgård, Zima, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Nikolai Johannes Astrup*
(1880–1928)

Nikolai Astrup*, Morning in March.

*

Myślałem wtedy o ogniu jak o stworzeniu, z osobnym życiem, niezależnym od materiału, z którego powstał, o kapryśnym usposobieniu, bo w jednej chwili mógł wić się i wyginać w różne strony, rzucać z trzepotem to tu, to tam, jakby z wściekłości albo udręczenia, a chwilę później stał spokojnie, wyprostowany na baczność, i wyciągał się ku niebu, jakby osiągnął spokój ducha. […] Właśnie to, co ponadczasowe, przywołujemy, rozpalając ognisko, i właśnie to jest tak piękne i tak przerażające. Przed ogniskiem stoimy jak przed odchłanią.

(tamże)

Nikolai Astrup*.

______________
* poznany dzięki wydłubaniu Go z tej książki.

niedziela, 18 marca 2018

gdyby ktoś przez ostatnie dni pytał mnie, dlaczego ich nie wyrzuciłam, nie umiałabym znaleźć sensownej odpowiedzi. dziś już wiem. czekały na dzisiejsze ostre słońce.

[…] czułość jest właśnie w tych najważniejszych momentach życia, takich jak śmierć i narodziny.

Łukasz Wojtusik, Poczytalni, 17.03.2018.

poniedziałek, 12 marca 2018

jest w dobrych rękach.
w kochanych dłoniach z obu światów.
od zawsze. zobaczyłam to w Jej oczach. i już wiem, że…

jestem w dobrych rękach.
w kochanych dłoniach z obu światów.
od zawsze. zobaczysz to, gdy spojrzysz mi w oczy.

piątek, 09 marca 2018

To nie książka, lecz picture book.

To nie picture book, lecz…

Szkicownik, rysunkowy notatnik, kontemplownik o wielu warstwach, odkrywanych przy drugim, trzecim i piątym „czytaniu”, który uruchamia wiele uczuć i wrażeń. Pozostawia w zadumie, zachwycie, z łezką w oku i wdzięcznością w sercu. Zatrzymuje w kreskach niewysławialne słowami.



*

Tak, Henryk miał czas. Nieskończoną ilość czasu.
Do tej pory zużył z niego tylko siedemdziesiąt lat.
I było to, jak mawiał, nieskończenie mało.

*



Joanna Concejo, Kiedy dojrzeją porzeczki,
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017.



środa, 07 marca 2018

Ile można czytać tylko Mortkę. Zwłaszcza że piąty tom zaczął się mocno i z przytupem. Wypad ku czemuś innemu między mortkowymi rozdziałami zrobiłam.

Nie tknęłabym tego Autora, zraziłam się do niego jakiś czas temu. Ale tę książkę poleciła mi wrażliwa kobieta — nie zastanawiałam się ani chwili. No i mam, poza zachwytem, trzy kolejne tomy tego cyklu przed sobą. Nie będę się śpieszyć — będę się delektować tą kontemplacyjno-refleksyjną książką złożoną w hołdzie Życiu.

Nie żebym był codziennie zaskoczony, bo przecież wiem, że słońce wstaje każdego ranka, a jego światło sprawia, że ciemności ustępują. Chodzi bardziej o to, że dzieje się to na wiele różnych sposobów i, co chyba najważniejsze, wywołuje poczucie fundamentalnego dobra.

*

Tajemnica przebaczenia polega na tym, że tworzy ono przestrzeń, miejsce głęboko we wnętrzu człowieka, gdzie inni ludzie nie mają władzy, gdzie inni nic nie znaczą, i kiedy dotrze się do tego miejsca, człowiek odnajduje siłę, której nikt nie jest w stanie mu odebrać.

*

Wędrówka ptaków żyje we mnie swoim własnym życiem. Nie myślę o tym, ale to jest we mnie, w strumieniu uczuć i wrażeń, które czasem zastygają w obrazach. Nie tak wyraźnych ani czytelnych jak fotografie, ponieważ to, co zewnętrzne, nie odbija się w nas w ten sposób, lecz w postaci rys i zadraśnięć: kilka czarnych wierzchołków drzew, niebo, a potem ten dźwięk, odgłos wielu par skrzydeł łopoczących w górze. Ten dźwięk budzi uczucia. Co to za uczucia?, zastanawiam się, siedząc przy biurku i pisząc te słowa. Tak dobrze je znam, ale wyłącznie jako emocje, nie jako myśli czy pojęcia.

*

Bez języka świat by zarósł: każde słowo jest jak niewielka polana.

*

Tylko to, co wycieka przez palce, tylko to, czego nie sposób wyrazić słowami, ubrać w myśli, tylko to w pełni istnieje. Taka jest cena bliskości: człowiek tego nie widzi. Nie wie, że to jest to. A gdy to się kończy, wtedy to dostrzega.

*

Czterdziestolatek rozumie, że ograniczenia będą trwać do końca życia, ale wie również, że przez cały czas, czy się tego chce, czy nie, czy się jest tego świadomym, czy nie, tworzą się nowe warstwy charakteru, rodzaj wiedzy i poznania, które nie są skierowane do przodu, w stronę tego, co ma nadejść lub co przyniesie dzień, lecz ku temu, co tu i teraz, w tym, co człowiek robi każdego dnia, w tym, co o tym myśli i co z tego rozumie. To jest doświadczenie. Po sile dwudziestolatka nie ma śladu, wola słabnie, ale życie staje się bogatsze.

*

Gdyby jakiś fotograf […] zrobił nam zdjęcie, i to zdjęcie wylądowałoby w jakiejś książce, którą ktoś otworzyłby za sto lat, jak wiele z naszego życia, które toczy się tu i teraz, byłby w stanie wyczytać z fotografii?
     Przyglądalibyśmy mu się w milczeniu. […] Wszystko, co istnieje między nami i co jest właściwie jedyną wartością, która ma dla nas znaczenie, byłoby niewidoczne.

*

Guziki istnieją poza strefą wynalazków, nowinek technicznych i postępu, i chociaż z biegiem lat pojawiały się nowe metody łączenia elementów garderoby, na przykład zamek błyskawiczny i rzepy, guziki wciąż trzymają się mocno. Dzieje się tak dlatego, że w przypadku guzika stosunek formy do funkcjonalności jest idealny, nie ma miejsca na żadne udoskonalenia. Dzisiejszy guzik jest niemal identyczny z tym z XV wieku.

*

Bywa, że zatrzymujesz na nim [człowieku] wzrok nieco dłużej, bywa, że od razu go odwracasz; w ciągu życia patrzymy w tysiące par oczu, z których większość przemyka niezauważona, aż tu nagle trafiasz na takie, w których jest coś, co ci się podoba, i dla których byłbyś gotów zrobić niemal wszystko, by przebywać w ich pobliżu. Co to takiego? W takiej chwili nie widzisz źrenic ani tęczówki, ani twardówki. Widzisz duszę, to jej archaiczne światło wypełnia oczy, i właśnie to, patrzenie w oczy osobie, którą kochasz, gdy miłość jest najsilniejsza, jest największym szczęściem.

*

[…] dobrze jest przeczytać wiersz kończący się obrazem czegoś konkretnego i znaleźć w nim jakieś oparcie, by to, co niewyczerpane, mogło się spokojnie rozwinąć.

*

Myślę o tym każdego dnia, że liczy się to, co teraz, że właśnie teraz, w ciągu tych lat, dzieją się najważniejsze rzeczy. Moje wcześniejsze życie staje się coraz bardziej odległe.

Karl Ove Knausgård, Jesień, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...