Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: urlopiki małe i duże

środa, 03 maja 2017

Z Bliźniaczą Liczbą o pewnej książce rozmawiałam. Szukałam, szukałam. Jest nie do zdobycia. Szukałam, szukałam i znalazły mnie wiersze i szkice. Odłożyłam na bok to, co czytam, i pozwalam sobie, by zatrzymały mnie te literki i kreska. Pozwalam, by mnie dotykały.

Tak pięknego zamknięcia majówki — dziś, w przeddzień Heniutki urodzin i dwanaście dni przed pierwszym wieczorem dwudziestego roku z Sadownikiem — nie mogłam spodziewać się na jej początku.

you’ve touched me
without even
touching me

*

kim dla ciebie jestem pyta
kładę ręce na jego kolanach
i szepczę
jesteś
wszystkimi nadziejami
jakie kiedykolwiek miałam
w ludzkiej postaci

*

nie ma nic bezpieczniejszego
niż twój głos
gdy mi czytasz

*

pyta czym się zajmuję
mówię mu że pracuję w małej firmie
produkującej opakowania…
przerywa mi w pół zdania

nie nie pytam co robisz żeby płacić rachunki
pytam co cię doprowadza do szaleństwa
co nie pozwala ci spać w nocy

*

you might not have been my first love
but you were the love that made
all the other loves
irrelevant

Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

Tydzień temu Pan Ciasteczko był na zawodowej, mocno męskiej kolacji. Następnego dnia Sadownik wrócił do ula i od progu zapytał, czy mamy ciepłe króliki. Ustaliliśmy o jaką książkę chodzi. Ustaliliśmy, że nie mamy, że Pan Ciasteczko dużo dobrego o niej na kolacji słyszał, co Jabłoń w osłupienie wprawiło i, że Sadownik chce ją przeczytać. Pyk, pyk. Klik, klik. I była. Sadownik zachwycony książką. Wzięłam i ja. Po drodze odpoczęłam zachwytem przy Jedwabiu.

O tej książce wiedziałam, gdy tylko wyszła, ale od początku coś we mnie mówiła „e, nie”. I ten kawałek mnie nie przekonał się do tej książki. Może dlatego, że Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska z natury jest Tygryskiem, a ja Kłapouchym. Może dlatego, że bliżej mi wewnętrznie do Marka Edelmana. Może dlatego, że książka ta jest, niczym grubą kredką malowaną, laurką kreślona przez i dla rozmówczyni autora — chwilami nie do wytrzymania: stereotypy, stereotypy i wszechobecne wielkie kwantyfikatory. Z pewnością dlatego, że bardzo bliskie relacje są mi potrzebne do życia jak powietrze i nie zamieniłabym ich na żadne chorobliwe wieczne widzenie pozytywów. Co nie znaczy, że nie wzięłam czegoś dla siebie, trzy kłaczki z tygrysiego futerka włożyłam do kłapouchowej kieszonce możliwości.

Są w tej książce dwa–trzy pęknięcia na gładkiej powierzchni och-jak-pięknie i nie pozostawiają one wątpliwości, co do swojej prawdziwości i szczerości. Dla nich warto przebrnąć przez tę książkę, ale jeśli miałaby to być jedyna pozycja książkowa na ten temat, to zdecydowanie mówię „nie”.

[…] człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje.

*

Proszę pana: CHLEB NAJWAŻNIEJSZY. Do końca życia nie zapomnę, jak pod koniec pobytu w obozie śniło mi się, że mam na własność cały bochenek chleba.

*

Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? […] Takie były warunki i ktoś by powiedział, że to było piekło. A ja uważam, że to miejsce, w którym trzeba przeżyć.

*

[…] nie ma sytuacji, w której — jak to się mówi — trzeba złożyć broń.

*

Człowiek trzyma się ludzi, którzy znają naszą przeszłość.

Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki.
Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 02 maja 2017

Sadownik:
(dwa dni temu)
Coś ci wysłałem.
Jestem ciekaw twojego zdania.

Jabłoń:
(do wieczora przeczytała)

Sadownik:
(do wieczora przeczytał po raz drugi)

Sadownik & Jabłoń:
(długo w ostatni kwietniowy wieczór o tej książce rozmawiali)

*

I była ta rozmowa nie tylko długa, ale również zaskakująca i głęboka, bo każde z nas na co innego w tym opowiadaniu zwróciło uwagę.

Kiedy nie potrafisz wyrazić czegoś jednym słowem, posługujesz się całą historią. Tak się to robi. Od wieków.

*

Należałoby może wyjaśnić, że jest to historia dziewiętnastowieczna: aby nikt nie spodziewał się samolotów, pralek i psychoanalityków. Nie ma ich tutaj. Może innym razem.


(fot. źródło)

*

Nie tracąc zimniej krwi Baldabiou przemyślał sytuację i doszedł do wniosku, że problemu nie trzeba rozwiązywać, trzeba go obejść.

*

     — Wcześniej czy później komuś przecież będziesz musiał wyznać prawdę.
     Powiedział to cicho, z wysiłkiem, bo nigdy nie wierzył, że prawda może się na coś przydać.

*

     — Może po prostu czasami życie przybiera taki obrót, że człowiek nie ma już właściwie nic do powiedzenia.
     Powiedział.
     — Już nic, aż do końca.

*

W ciemności drobnostką było kochać się z nią, ale nie ją kochać.

*

     — A gdzie jest właściwie ta Japonia? Prosto przed siebie, w tamtą stronę. Na samym końcu świata.
     […]
     […] stanął u bram Lavilledieu. Zatrzymał się, podziękował Bogu i wszedł do miasteczka pieszo, licząc kroki, aby każdy miał swoją nazwę i aby nigdy ich nie zapomnieć.
     — Jaki jest koniec świata? — zapytał go Baldabiou.
     — Niewidoczny
.

*

I z rozmysłem zatrzymał Czas na tyle czasu, ile było mu trzeba.

Alessandro Baricco, Jedwab,
przeł. Halina Kralowa, Czytelnik, Warszawa 2004.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 01 maja 2017

Ponadnormatywny wzrost, poza ewidentnymi wadami, ma również pewne zalety. Na przykład nikt nie zasłania ci w kinie, w teatrze lub na koncercie. Ale to wszystko pikuś, od dziś mam argument za; argument nad argumentami, który uśmiał i zachwycił mnie i Sadownika, Sadownika i mnie:

Jabłoń to jabłoń, nie porzeczka!

I wszystko stało się dla nas jasne, również w kwestii charakteru.
Ago, dziękujemy!

Heniutka pierwszomajowa.



Trzy dni przed swoimi siódmymi urodzinami.



niedziela, 30 kwietnia 2017

powiedział też.

strach jest niczym wielki cień
odpowiednio podświetlonego
robaczka na ścianie
.

szukałam odpowiedniego, by zilustrować te ważne dla mnie słowa. dziś znalazłam. wkręt, który niczym pajączek swój krzyż niesie.



sobota, 29 kwietnia 2017

Fraza: spotkajmy się na schodach w hallu tuż przy drzwiach zachwyciła mnie sposobem, w jaki rozwija się — powoli, w każdej kolejnej sylabie precyzując koordynaty spotkania. Ma podobny charakter jak fraza: przy narożnym stoliku w słynnej kawiarni na zabytkowej ulicy stolicy europejskiego kraju spojrzeli na siebie znad filiżanek z kawą. Ten zachwyt był tylko prologiem do zachwytu czytaniem spowodowanego.

Nim jednak tak się stało, było dziwnie, bardzo dziwnie. Jedna książka, nie. Druga książka, nie. Trzecia, czwarta, piąta, szósta i siódma też nie. Może czytanie mi się przeżarło, czkawką się odbija lub alergen na literki aktywowało?

Aż trafiam na tę książkę stu opowieści i trafiam do nieba zachwytu. Ten pan, pewien pan — dokładniej kilkudziesięciu panów, kilka pań, kilku rycerzy, smoków, duchów oraz jeden pomnik i antysystemowiec i anarchistka we mnie wyli z zachwytu, podziwiając ironię, spostrzegawczość, niebywałą zabawę słowem, stereotypem, sceną i rekwizytami.

Słów kilka od tłumaczki na koniec (dzięki Bogu, że na końcu umieszczonych), niczym dobrze skrojona praca maturalna oceniona na sześć na temat analizy i interpretacji utworu, nijak nie mogło odnaleźć się w moim osobistym doświadczaniu tej książki.

Jaka szkoda, że nie będzie można nigdy już przeczytać nowych centurii o ludziach, wróżkach, duchach próbujących odnaleźć się w dwudziestym pierwszym wieku w jakimś pochłoniętym neokapitalizmem kraju.

Ten pan z miną osoby drażliwej, całym swym wyglądem zdradzający napięcie, jak gdyby bez ustanku musiał stawiać czoło sytuacjom niezwykle trudnym, jest właściwie zakochany; a ściślej, w ten sposób określiłby się w tym momencie, jako że jest dziesiąta rano i od tej chwili aż do jedenastej, najpóźniej jedenastej piętnaście, kocha on pewną panią dystyngowaną, szlachetną, wykształconą, lekko despotyczną, milczącą i nieco słabego zdrowia.

*

Tam, gdzie się nie rozumie, jest się bliskim punktu kluczowego, gdzie się rozumie, jest się na dalekich peryferiach, poza nawiasem.

*

Otóż zawodowemu mordercy potrzeba niewiele, ale chodzi tu o potrzeby szczególne. Musi posiadać broń wyborową i łatwą do ukrycia, niezawodne oko, zleceniodawcę i osobę do zabicia, zleceniodawca z kolei musi mieć odpowiednią dozę nienawiści, motyw i dużo pieniędzy. Trudność polega na tym, by wszystkie te warunki zostały spełnione jednocześnie.

*

Ten mężczyzna spotka się z kobietą, w której nie sądzi, by był zakochany, i w której, obawia się, jest zakochany. Będąc człowiekiem ostrożnym, czuwa nad swoimi uczuciami: analizuje je po kolei. Żadne z nich nie wskazuje na zakochanie, ale nieprzerwane poddawanie analizie i badanie nadają każdemu z nich jakiś odcień winy, który nie różni się od rumieńca miłości.

*

W tym mieście każdy posiada coś, co jest niezbędne drugiemu, a z czym posiadacz nie wie, co robić, albo nie wie wręcz, że to ma; wszyscy wiedzą, że brakuje im czegoś absolutnie niezbędnego, ale nikt nie wie, kto to posiada, ani nawet czy wie, że to posiada, a jeśli wie, czy jest gotów to oddać. Trzeba dodać, że o ile wiadomo, nie zdarza się nigdy, aby dwie osoby miały to, co nawzajem jest im niezbędne […].

*

Jego zawodem jest być Postacią ze Snu; to zawód, który mu się podoba, bo pozwala mu nie mieć jednej stałej formy, ale oscylować między wszystkimi możliwymi formami, jakie może przyjmować we śnie, z jednym tylko zastrzeżeniem, że on jest Postacią Złowrogą, a więc należą do niego role związane z występkiem, od faszysty do czarownicy. […] Ma kilku przyjaciół wśród Koszmarów i jest z tego dumny, tak samo jak dumny jest z tego, że dopuszczany bywa czasami, przy kolacji, do stołu Znaczeń.

*

Ten młody mężczyzna, który siedzi zamyślony i smutny na ławce w parku […] znajduje się bowiem w trudnej sytuacji; jest zakochany w trzech kobietach, co samo w sobie byłoby już przesadą i ekstrawagancją; trzeba jednak dodać, że aczkolwiek on właściwie o tym nie wie, z owych trzech kobiet dwie żyły — jedna trzy wieki, druga wiek temu — a trzecia urodzi się dwa wieki po jego śmierci.

*

Czyż historia nie jest pełna nieustraszonych, którzy zabijali smoki i dostawali za to kobiety i pałace, i japońskie motocykle? Może pomylił smoka?

*

Od niedawna czuje się bardzo głupi. „Głupi też umierają”, mówi sobie na pociechę. Potrząsa głową, jakby chciał powiedzieć: „Czego to się nie mówi”.

*

[…] nie należy do tych mężczyzn, którzy mają dosyć żon tylko dlatego, że widują je codziennie. […] Przypomina sobie, że nie ma żadnej żony. Czemu służyć mają dobre postanowienia, skoro nie ma się żony? […] Stojąc w miarę możliwości bez ruchu, próbuje zrozumieć, jak to się stało, że nie ma żony. Wszyscy mają. A on niby kto, pies? Dlaczego jego żona zdołała nie dać się poślubić? A może to on jej nie poślubił?

*

Nie wie jednak o tym, że trzy duchy, dwie wróżki i widmo czekają na następnego lokatora, który pojawi się tu po jego bliskiej już śmierci; anioł i demony są tutaj, by dopilnować formalności biurokratycznych. W dalekiej prowincji przyszły lokator gorączkowo pakuje walizki, by opuścić definitywnie dom nawiedzony przez duchy.

*

[…] doświadczenie nauczyło go, że „tak” to nic innego jak „nie” odłożone na później. 

Giorgio Manganelli, Centuria. Sto krótkich powieści rzek,
przeł. Halina Kralowa, PIW, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


piątek, 16 września 2016
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...