Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: start

wtorek, 11 grudnia 2012

Odmarzamy wspominając. Miniony czwartek. Pierwszy nasz trening na hali. Latającego, bajkowego prosiaczka uchwycił Sadowniczy obiektyw:

Kto to słyszał, by w Mikołajki było –10° C!

*

Wspominamy odmarzając. Sobotni wieczorny trening z Falowcami. Niedzielne zawody treningowe zorganizowane przez Altówki. Heniutka mnie zadziwiła. Wyzerowała pewniaki. Zdobyła maksa w ćwiczeniu, którego się najbardziej bałam. Dziwnie dziwne... Poniżej najdłuższa minuta niedzieli, podczas której miałam czas pomyśleć: czyż nie jest pięknym, że mogę przejść samodzielnie dwadzieścia metrów? że mogę stać i liczyć oddechy? że mogę cieszyć się dniem, chwilą, bezruchem?

Do stycznia mamy sporo pracy, ale na cześć Falowców i Altówek, używając ich barw flagowych, mogę śmiało powiedzieć, że odeszły pierwsze „wody płodowe” drużyny Hexes (tłum. Wiedźmy Dwie):

 *

 *

____________________
*  można kliknąć w banerki, by przenieść się w dobre psie miejsca :).

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Jasna dupa! Kurza stopa! Jajka mi zamarzły!

Dziś odmarzam. (cdn.)

środa, 21 grudnia 2011

Do rozpoczęcia dziesięciodniowego świętowania zostało nam 20 godzin. Jak zwykle jestem pełna nadziei... wybieram książki, planuję, wszystko przede mną --- literki, spacerki i ludzie.... ludzie, spacerki, literki.

Wyjęłam i tą, która specjalnie na świąteczny czas czekała. Pijąc dzisiaj kawę, smakowałam perspektywę nadchodzących dni, nadchodzącego roku. Wróciłam do przeczytanego tekstu teraz i poruszona słowami:

Every blade of grass has its Angel that bends over it and whispers, “Grow, grow”. (The Talmud)

J. Cameron, The Artist’s Way,
Pan Books 1998.

...nie śpieszę się. Chłonę każdą z minut, które składają się na wspomniane 20 godzin. Poza Wigilią, to dla mnie najpiękniejszy czas rokrocznie w grudniu. Coś we mnie już świętuje i szepcze: źdźbłem... bądź... koniecznie...

_______________________
  ■  Każde źdźbło trawy ma swojego Anioła, który pochyla się nad nim i szepcze „Rośnij, rośnij”. (Talmud)

środa, 27 lipca 2011

Lało. Zaczęło nad ranem i lało bez przerwy. Heńka po raz pierwszy nie obudziła mnie rano. O ósmej to ja otworzyłam oko i zarządziłam szybkie wyjście na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Stanął Sierściuch zaskoczony pod daszkiem przed klatką. Stanął jak wryty, jakby nie mógł sobie przypomnieć jakiej jest rasy. Wieczna radość ze wszystkiego ustąpiła zdumieniu, że może tak lać. No, Heniu, biegusiem! Stałam i patrzyłam na odmienionego psa. Dwa metry bez entuzjazmu zrobiła, potem ciut szybszym, nerwowym krokiem poszukała miejsca, dość dobrego na stałe produkty psiej przemiany materii. Już. Produkt posprzątany do kosza niosłam, gdy zobaczyłam widok całkowicie mi do tej pory nieznany. Henia zdegustowana pod drzwiami do klatki stała. Nie było siły, która by ją na spacer wyciągnęła. Kto by pomyślał, że jeśli chodzi o deszcz, to i Heni cierpliwość ma swoje granice. Czy Pani Pogoda mogłaby to uwzględnić? A może Henia mentalnie się postarzała podczas Sadowniczej nieobecności?

środa, 22 grudnia 2010

Najkrótszy dzień w roku był dziś. W Polsce jest to dzień, który rozpoczyna astronomiczną zimę. Oznacza to, że mróz i śnieżyce ostatnich trzech tygodni to był tylko kaprys Pani Jesieni.

Najkrótszy dzień w roku jest dla mnie swoistym wehikułem czasu i przestrzeni --- stąd, w tej chwili... do Chin i chińskiego kalendarza, w którym, tak jak i dla mnie --- dzisiejszy dzień nie jest początkiem Zimy, ale jej Środkiem --- wisienką na lodowym torcie, pępkiem Pani Lodu. Zespolona w jedno z myślą, że oto ja, taka całkiem maleńka w samym pępku Zimy trwam, widzę już... Panią Wiosnę, której w głowie pojawiła się makabryczna myśl, że już niedługo będzie musiała zająć się trudem pakowania... manatków, pędzli, farb, zapachów... w walizy, kufry, worki, siateczki i torebki... by przyjechać i osiąść... na jakiś czas... w Polsce.

Tak, właśnie tak. Polski początek zimy jest nie tylko Środkiem mojej Zimy, ale też zapowiedzią Wiosny. Teraz już żaden mróz, śnieżyca, oblodzone chodniki, zaspy czy kulejąca z zimna komunikacja miejska nie są straszne. Po cichutku, jak mantrę, powtarzam: Wiosno, Pani Wiosno, zostawiłaś tu swoje krosno, kapelusze, może nawet duszę... nie mów mi, że nie tęsknisz?

Kudłata nie tęskni, bo wiosny na podwórku jeszcze nie przeżyła. Póki co, zachwyca się wielkimi zaspami, uwielbia w nich zapadać się lub ryć bez pamięci... Białych Świąt, po raz pierwszy pragnę białych Świąt!

środa, 08 grudnia 2010

Wczoraj, pierwszy raz od trzech dni wyszłam z domu. Załadowana w samochód byłam wieziona ku „nowemu”. Patrzyłam na miasto, moje ukochane miasto. Zachwycały mnie ulice, po których tak dawno nie chodziłam. Jak dobrze było móc na nie chociaż popatrzeć. Samochody, całe sznury, w lekkim korku też mnie zachwycały swoim motoryzacyjnym, wolnym tańcem w wielu rzędach.

No... i za mną. Słowo „osteopata” poznane i dotknięte po raz pierwszy. Ona-Anioł, czuwająca nade mną, by wszystko szło w dobrym kierunku. Błogosławię Ją-Anioła. Teraz również błogosławię Kudłatą za to, że podjęła się zadania zburzenia mojego dotychczasowego życia.

Wracaliśmy wczoraj do domu i...

 

Jabłoń:
Życie jest jednak niesamowite.

Sadownik:
Nie. Ludzie są niesamowici. Życie jest fajne.

 

Nie było wyjścia, pojechaliśmy świętować początek mojego nowego Życia. Do piątku pozostaję na podtrzymujących mnie ćwiczeniach i leżeniu z nogami na krześle, książkami na brzuchu. W piątek z Nią-Aniołem ruszamy na podbój drogi ku pływaniu, skakaniu, bieganiu... ku Życiu, które wciąż odkładałam na potem.

Mój Boże, cudowni ludzie są wokół mnie! Światełko w tunelu zaczęło lśnić...

czwartek, 18 listopada 2010

Czym jest TAK? Czym jest NIE?

Ile razy powiedziałeś TAK, gdy myślałeś NIE? Zgodziłeś się, choć nie chciałeś. Poszedłeś, mimo że miałeś inne plany. Zrobiłeś, bo wypadało. Robisz, bo nie wolno odmówić. Zrobisz, bo tak należy. TAK może dłużyć się przez całe życie. A gdyby tak zmienić perspektywę?

NIE to karnawałowo przebrana postać. NIE to TAK powiedziane sobie. NIE to zgoda na prawdziwsze własne życie. NIE to, z szacunkiem, podarowana sobie i innym przestrzeń, w której może zdarzyć się coś więcej — coś, co przekroczy nasze najśmielsze oczekiwania.

TAK, nie krępuj się, powiedz czasem NIE. Dlaczego nie?     (18.01.2009)


 

NIE, nie będę bawić się z Tobą twoimi zabawkami, które od dziś nauczyłaś się przynosić nam do łóżka z samego rana.
NIE, nie będę szła z dużym psem co szarpie smycz.
NIE, nie polubię, gdy na mnie skaczesz, choćby nie wiem o jaką radość chodziło.
NIE, NIE, NIE!
Kudłata patrzyła na mnie wzrokiem psa, który nigdy nie nabierze ochoty, by zrozumieć pewne słowa.

TAK, poszłam dziś z Tobą po raz pierwszy na forty Bema, na dłuuuugi spacer, który należał się duuuuużemu już psu. Tylko powiedz, skąd dowiedziałaś się, że w czwartki mam wolne? Kudłata nie ma w zwyczaju tracić czasu na odpowiadanie na pytania. Na wszystko i zawsze gotową ma odpowiedź, lekarstwo, antidotum:
TAK, chodźmy już na spacer!

wtorek, 16 listopada 2010

Promienie słońca z sesji terapeutycznej u „intuicyjnej POP-owskiej” kudłatej terapeutki pozostały gdzieś w środku mnie i ku memu całkowitemu zaskoczeniu wciąż są, choć jest już wtorek a pogoda za oknem znów późnojesienna. To doświadczenie raczej z kategorii odczuć niż logicznego stwierdzenia faktu o trzech uncjach światła w okolicach załamka otrzewnej. Owe promienie dziś wprawiają mnie w fantastyczny odmienny stan świadomości. Jak nigdy czuję się „tu i teraz”.

Przeszłość była, nie da się jej zmienić, zresztą po co, nie byłabym kim jestem, gdyby nawet owa zmiana była możliwa. Nie chce mi się jej analizować, rozumieć, roztrząsać, przeglądać, wymazywać, poprawiać. To bardzo do mnie niepodobne, ale za to jakie uwalniające! Mogę po prostu być. To naprawdę cudowne.

Nie ma też przyszłości. Nie chce mi się myśleć o tym, co mogłabym zrobić w kwestiach rodzinnych za miesiąc, dwa czy pół roku. Pozostawiam to jak pustą kartkę, niech życie po prostu się żyje. Wierzę, że okoliczności, w których się znajdę, przy odrobinie mojej uważności, staną się najlepszymi drogowskazami.

Póki co, posiedzę sobie tutaj, na kamieniu teraźniejszości, bo to dobre miejsce dla mnie. Błogostan mnie trzyma w troskliwym uścisku i uśmiech nie schodzi z mych ust. Ten spokój w środku, ta cisza, ta wolność, ta zgoda na to co jest. Niech to trwa!

poniedziałek, 15 listopada 2010

Zaczęłam od dialogu filmowego, ale z jakiego filmu... nie mam pojęcia:

Lekarz: Czy ma pani rodzinę?
Pacjentka: Tak. Męża.

Od czegoś trzeba było zacząć. Zrobić pierwszy krok. To miejsce wydawało się bezpieczne.

sobota, 13 listopada 2010

W czwartek rano, gdy szykowaliśmy się do wyjazdu na długi weekend, w rękach pękł mi szklany dzbanek. Poraniona dłoń zwolniła mnie w trybie natychmiastowym z pewnych aktywności. W czwartek wieczorem, pękła we mnie definicja słowa „rodzina”. Teraz jest to dla mnie słowo w nieznanym mi obcym języku, nieprzetłumaczalne i nie do ogarnięcia. Przecież to nie może być maszynka do ranienia?

Dziś sobota. Dłoń opatrzona. Plaster naklejony. Połamana definicja słowa „rodzina”, skrępowana wstążkami opatrzonymi słowami seniorów: „nie przesadzaj”, „skończyłem rozmawiać na ten temat”, nie jedzie jutro ze Stadem do stolicy. Zwolniłam siebie z pewnych aktywności, dopóki nie znajdzie się nowa, sensowna definicja słowa „rodzina”, która uwzględni i uszanuje potrzeby wszystkich zainteresowanych.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...