Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: TAK!!! dla związków miłością budowanych

czwartek, 17 marca 2016

Pokolenia X, Y, Z, itd. Nie o tym było to, co przeczytałam. Zadumałam się. Zdecydowanie bliżej mi do pokolenia AIDS niż do jp2, bo samemu polskiemu świętemu, według mnie, zdecydowanie bliżej do ludobójcy w białych rękawiczkach niż świętości.

Do wczoraj nie miałam pojęcia o osobie Larry’ego Kramera. Do wczoraj nie miałam pojęcia o sztuce i scenariuszu filmowym, które napisał. Był Świadkiem heteronormatywnej megaobojętności. Jest Aktywistą społecznym. Film Odruch serca (oryg. Normal Heart) — jak dobrze, że go nie przegapiłam.

Bały się  mnie [inne dzieci]. Nadal przerażam ludzi. […]
Ja też przerażam ludzi.
Naucz się to wykorzystywać. Nie wszyscy muszą cię kochać i popierać.

Odruch serca, 2014.

Jestem jednak zwierzem książkowym i po obejrzeniu filmu myślę też Gardell (I), Gardell (II), Gardell(III). Świat potrzebuje ludzkich ludzi, nie ideologii.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Gdy kończyłam pracę, spotkałam w korytarzu Neka, który powiedział mi, że wyjął z poczty coś dla mnie. Uśmiechałam się od ucha do ucha, widząc, Kto adresował kopertę — niespodzianka i całkowita zaskoczka.

Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam znaczki. Uwielbiam Tego Człowieka. Jest dla mnie wzorem wielu cnót dotyczących życia społecznego.

*

poniedziałek, 21 września 2015

Sama nie wiem, jak to się stało. Staliśmy się z Sadownikiem chwilowymi stałymi bywalcami kina. Film Żyć, nie umierać widzieliśmy w dniu premiery. Karbalę dwa dni po premierze tylko dlatego, że wcześniej nie znajdowaliśmy się w tym samym mieście. Dwa dni później w towarzystwie Bliźniaczej Liczby Do utraty sił, a wczoraj, gdy stolica gościła ostatni wieczór Bliźniaczą, popędziliśmy trójką na Młodość, która pozostawiła nas w odmiennym stanie do dziś i pewnie to potrwa jakiś czas jeszcze. O każdym z tych obrazów mogę dyskutować z zawiedzionymi… do utraty tchu. Poruszają, zmieniają, zostają w pamięci.

Pozwól jej przeżywać swoje sprawy.
*
Spróbuj zrobić to wolniej.
*
Wyluzuj, nie nauczysz się wszystkiego w jeden dzień.
Do utraty sił, 2015.

Emocje to wszystko co mamy.
Młodość, 2015.

Nie zgadzam się! Radykalnie, fundamentalnie, całą sobą! Powiedziałabym z fundamentalistyczną pewnością:

Uczucia to wszystko co mamy.

* * *

Ów odmienny stan przypomniał mi, że na urlopie dowiedziałam się o śmierci Olivera Sacksa. Od kilku miesięcy po raz n-ty wracałam i czytałam jego książki, wiedząc że jego życie powoli dopełnia się. Uwielbiam Jego wrażliwość. Nie ma go już, ale jest!

Tam, gdzie przedtem niczego nie było, czy nie było niczego sensownego, coś nagle „spada z nieba”. „Na początku był impuls”. Nie czyn, nie odruch, ale impuls, który jest od nich i bardziej oczywisty, i bardziej tajemniczy

Oliver Sacks, Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem,
Wydawnictwo Zysk i S-ka Warszawa 1996.

We [Oliver Sacks & Billy Hayes] sometimes read our works in progress to each other, but mostly, like any other couple, we talk about what we are reading, we watch old movies on television, we watch the sunset together or share snadwiches for lunch. We have a tranquil, many-dimensional sharing of lives—a great and unexpected gift in my old age, after a lifetime of keeping at a distance.

Oliver Sacks, On the Move. A Life,
Picador, London 2015.

(fot. źródło)

czwartek, 05 lutego 2015

Ostatnia moja książka w papierze to męskie pisanie. Za mną pierwsza w mym życiu elektroniczna książka. Też męskie pisanie, męska perspektywa. Ludzka potrzeba miłości, zrozumienia i sensu. Wiedziałam, że lekko nie będzie. Nie było.

To nie jest książka (trzy części) dla osób homoseksualnych, pomyślałam. To książka dla heteryków. Dla większości seksualnej, której dobrze by zrobiło zastanowienie się nad sobą, dobrze by zrobiło poddanie w wątpliwość choć na chwilę oczywistych oczywistości, które zwyczajnie krzywdzą ludzi w sposób niewyobrażalny. Nie ma boga, który mógłby to usprawiedliwić. Jeśli jest, to nie jest bogiem prawdziwym. Kropka.

To czas na tęsknotę i na smutek, ale także na wdzięczność i spokój. Wszystko może się zmieścić w tej chwili.

*

     — Po śmierci robią z nas znów hetero.
     — Może tylko w ten sposób mogą po nas płakać! — wyrzucił nagle z siebie Rasmus, który wcześniej długo leżał w milczeniu, słuchając pozostałych.

*

To nie tak, że skończyła się miłość. Kochają go nad życie. Zawsze go kochali. Są też pewni jego miłości do nich.
     Tylko że zrobił coś, czego on nigdy by nie zrobili. Postawił im warunek dla swojej miłości.
     Powiedział: jeśli nie akceptujecie mnie takiego, jaki jestem, to nie ma dla was miejsca w moim życiu.
     Wtedy naprawdę się przerazili.
     Mimo to próbowali argumentować. Powiedzieć to, co uważali za oczywiste.
     Mówili: Ale nasz najukochańszy syneczku, ty taki nie jesteś! Znamy cię! Wiemy. Kto może to wiedzieć lepiej od nas? Twoich rodziców. Może wydaje ci się, że taki jesteś. Twierdzisz, że tak jest. Ale tak naprawdę i w rzeczywistości wewnątrz siebie nie jesteś taki!

*

     — Dlaczego miałbym pokazać ci mój smutek? Wcale byś go nie zaakceptował.

*

Definicja tego, czym jest godne życie, ulega poszerzeniu. Kurczą się oczekiwania, człowiek czepia się życia, nadspodziewanie wielu się go trzyma, mimo niewyobrażalnego cierpienia, fizycznych męczarni, licznych upokorzeń i poniżenia. To jednak przedziwne, jak niewiele trzeba, żeby życie wciąż było warte życia.

*

Nie będzie dobrze, ale może być lepiej.

*

Można rozpaczać i tęsknić, ale można też cieszyć się wspomnieniami. Momentami przestajesz o tym myśleć, a potem znów to na ciebie spada. Lata płyną i przechodzą w dekady, Benjamin starzeje się i w końcu jest już w stanie myśleć, że może trzeba się pogodzić i być wdzięcznym za tę łaskę, iż kiedyś mogło się dzielić swoją mała chwilę z kimś innym, tę chwilę, którą mieli na ziemi. Że w swoim życiu mógł kochać kogoś, kto jego kochał.

*

Nigdy nie jest się tym, kim było się wcześniej.

*

Brakuje mu tchu, podpiera się laską.
Pożyczony czas. Zużyty.
Tak naprawdę już się skończył.
To już nadgodziny.

*

Kiedy dorastali, homoseksualizm ciągle jeszcze uznawano za chorobę i w szkole mogli się dowiedzieć, że cierpią na seksualne zwyrodnienie, są nienormalni.
     Gdy on i Rasmus się zaręczyli, społeczeństwo, w którym żyli, odmawiało homoseksualistom prawa do wspólnego życia.
     Kontaktując się z urzędami, musieli zawsze podawać, że są nieżonaci i samotni, bez względu na to, jak długo już żyli razem jako kochankowie i partnerzy życiowi.
     W końcu, w roku 1987, uchwalono ustawę o związkach partnerskich, a niedawno nareszcie wyrażono zgodę na małżeństwa osób tej samej płci — wspaniale pomyśleć, że gdyby Rasmus żył, mogliby być dziś małżeństwem.

*

Bo wolność nie jest czymś, co dostaje się w prezencie. Wolność trzeba zdobywać.

Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. [Część] 3. Śmierć,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

sobota, 23 sierpnia 2014

Dała czadu. Kończący się tydzień spokojnie powinien być nazwany tygodniem spod znaku Omm, bo wyjątkowo obrazowo ujęła rzeczywistość, którą znakomita część politykierów w tym kraju — bo przecież nie polityków — ignoruje. A było to tak:

Dzielimy się ochoczo na dzietnych, bezdzietnych, psiarzy, kociarzy, katolików i niewiernych, homo wiadomo i nie wiadomo itd. A potem mamy dysonans, kiedy okazuje się, że bezdzietna psiara, posiadająca też koty jest praktykującą katoliczką i jednocześnie lesbijką w parze z żydówką równie wierzącą, które dają schronienie gromadce potrzebujących dzieciaków i wszyscy żyją długo, i są wzorem dla innych. Na każdym kroku widać, jak ludzie potrafią łamać schematy i wychodzi im to na szczęście, zazwyczaj. (wyróżnienie własne)

No więc, żeby nie zgubić — kto czyta stare wpisy czy komentarze? — zostawiam to tu do łatwego, w razie czego, odnalezienia.

Zaglądam dzisiaj do Ommeczki, a tam ciąg dalszy:

[...] wracając do tego miejsca przy nas, jak się trochę posunąć (nazwijmy to mentalnie) w naszej głowie, to oprócz innowierców, gejów, lesbijek, żydów, psów, kotów, dzieci i innych inności zmieścimy się również... my sami, ważni i wartościowi. Takie to patetyczne, banalne [...] prawda? (całość wraz z atmosferą)

I tylko z jednym zgodzić się nie mogę. Omm, wcale nie patetyczne i nie banalne!

*

Stado:
(na grillu prawie tydzień temu)

(już po wszystkim, gdy wskutek poczynionych obserwacji,
ale i uzyskanych informacji, doliczyła się, że...
liczba par nieheteronormatywnych wzrosła 300%
)
Jabłoń:
(z udawanym strachem maskując na chwilę radość,
że ludzie przy niej i Sadowniku niekłamani, prawdziwi
)
Jak tak dalej pójdzie, my z Sadownikiem będziemy w mniejszości...

Gospodarz:
Spokojnie, jesteśmy tolerancyjni.

wtorek, 08 lipca 2014

     — Czy ty czytasz kilka książek naraz?
     — Rzadko. A czemu pytasz?
     — Bo dziś masz przy sobie inną książkę niż w czwartek.
     Nie zna mnie jeszcze — pomyślałam wczoraj, gdy przytrafiła mi się ta wymiana zdań.

*

W sobotę po egzaminach — w majestacie praw przysługujących coachowi realizującemu cele — odebrałam książkę, na którą bardzo czekałam, a która premierę ma jutro. Czytałam okropnie wolno, wiedząc, że na trzeci tom będę musiała poczekać parę miesięcy. Niestety, już skończyłam. Nie pozostało nic innego, jak czekać na ostatnią część.

I zatrzymałam się w zadumie się wieczorem. Dla kogo jest ta trzyczęściowa powieść o gejach w czasach początku AIDS? Zamarzyło mi się, by ze zrozumieniem przeczytał ją choć jeden heteroseksualny homofob. By zobaczył siebie, swoje lęki, swoje pragnienia, swoją niepewność na kartach tej książki. By zobaczył, że niczym się nie różni w swym pragnieniu życia, w którym jest i miłość, i szacunek, i zrozumienie. Ta powieść otwiera oczy na okrucieństwa, jakim oddają się większości wobec mniejszości w majestacie prawa — wtedy i dziś, wszędzie na świecie. Zmieniają się tylko okoliczności, kwestia i rekwizyty. Włączam radio i wiem, że mechanizm „wiedzenia najlepiej” i siłowej próby wdrażania go w życie wszystkich obywateli wciąż ma się dobrze — tu i teraz, wobec mnie, wobec ciebie. Pomóc może tylko świadomość i uważne opuszczanie wszelkich szaf.

Jak ma im pokazać, kim jest naprawdę, skoro oni nie chcą tego wiedzieć?

*

     To nie jest takie proste, ale Reine wcześnie odkrył, że jeśli się odpowiednio skoncentruje, może być niemal zupełnie niewidzialny, jakby go nie było.
     Człowiek staje się wtedy duchem, który może poruszać się w całym wszechświecie. Kiedy już staniesz się niesłyszalny i niewidzialny, robisz się też kompletnie wolny, a chłopiec, który stoi na szkolnym dziedzińcu, jest tylko skorupą, w której nie ma istoty ludzkiej. Mogą się wydzierać, ile wlezie, mogą sobie krzyczeć, jaki jest beznadziejny.

*

     [Reine] Umrze bez kogoś, kto by przy nim czuwał.
     Starannie dopilnował, żeby nikt z zewnątrz nie dowiedział się, gdzie jest.
     Ani rodzina, ani przyjaciele.
     Nikt nie wie.
     W ten sposób już nie żyje.
     Chodzi tylko o to, by wytrzymać końcówkę.
     Ból, którego nie da się wyrazić.
     Potem będzie już duchem podróżującym po wszechświecie.
     Duchem, który nie słyszy ani nie widzi i którego nie słychać i nie widać, może wtedy będzie nareszcie wolny.

*

     Tymczasem Gert jest inny.
     Zawsze było z nim inaczej.
     Wielką tajemnicą Gerta jest jego fascynacja słowami.
     W takiej rodzinie jak ich nie mówi się bez potrzeby. Nadmierna gadatliwość to wywyższanie się i zgrywanie ważniaka. Pewne rzeczy należy zmilczeć. To bardzo skuteczne.
     W północnym Bohuslän używa się tych wyrazów, które są potrzebne, nie mniej, nie więcej. Słów, które mieszczą się na małej wyspie, między pasmem gór a morzem, na płaskiej wstążce ziemi, która jest ich światem i gdzie pędzą swoje życie.
     Zbyt wiele niepasujących tam obcych słów mogłoby obudzić niedobre marzenia, które nie uderzą i nie rozbiją się o skały, ale wzlecą do góry jak balony, wyżej i wyżej, przeczuwając, że daleko za pasmem gór jest jakiś świat.

*

     Mowę Harvela Milka, opublikowano w szwedzkim tłumaczeniu w „Revolt”. Seppo czytał ją im na głos, cały się przy tym trząsł.
     „Nie wywalczymy sobie praw, jeśli będziemy nadal siedzieć cicho w szafie... Musimy się ujawnić, żeby walczyć z kłamstwami, mitami i przeinaczeniami. Ujawniam się, żeby mówić prawdę o gejach, bo jestem już zmęczony zmową milczenia i chcę zacząć mówić. I chcę, żebyście wy o tym mówili. Musicie się ujawnić. Ujawnić się przed rodzicami, przed krewnymi”.
     Musicie się ujawnić.
     Miał rację.
     Jeśli kiedykolwiek ma dojść do jakiejś zmiany, muszą pokazać, że są wszędzie. Że są synami, córkami, lekarzami, policjantami, kierowcami autobusów, śpiewakami operowymi, sąsiadami, babkami, przedszkolankami, że ćwiczą na siłowni, że można ich znaleźć w każdej rodzinie, w każdym klanie, w każdej warstwie społecznej i każdej najmniejszej dziurze, we wszelkich możliwych miejscach pracy.
     — Nie jesteśmy kosmitami! — stwierdził Seppo drżącym głosem.

Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. [Część] 2. Choroba,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 26 maja 2014

     — Epatujesz bezdzietnością. — Usłyszałam z trzecich ust na temat mnie i mojego bloga.

Epatuję?
Dla mnie ten blog był wyjściem z szafy. Czasem jest mierzeniem się z trudnymi tematami. Często jest radością, śmiechem, zadumą. Najczęściej jest śladem po chwilach przeżytych subiektywnie. Przede wszystkim jest wrażeniem, jakie robi na mnie życie.
Epatuję!

     — Epatujesz bezdzietnością. — Wolałabym usłyszeć te słowa z pierwszej ręki. Mogłabym wejść w kontakt z osobą je wypowiadającą. Mogłabym spojrzeć jej w oczy. Mogłabym zapytać, dlaczego tak sądzi? Mogłabym jej opowiedzieć o tym, jak trudno było dojść do miejsca, w którym jestem teraz, ile czasu i łez mi to zabrało.

*

Wczoraj przez czysty przypadek znalazły mnie minuty, a dokładniej było ich prawie jedenaście. Nie będzie o przemyśle meblarskim. A może będzie, bo o meblowanie sobie życia chodzi. Chyba już pisałam, że dzieci są wspaniałymi Nauczycielami, prawda? To jest wspaniałych prawie jedenaście minut. Zachwyciłam się nimi do tej pory już... kilkanaście razy.

Epatuję? Tak, jestem dumna, że bezdzietna szafa nie ogranicza moich ruchów, myśli, czynów. Epatuję, jeśli nie umiesz znaleźć innego określenia.

[...] inside, in the dark, you can’t tell what colour the walls are. You just know what it feels like to live in a closet. So really, my closet is no different than yours or yours, or yours.[...] here's a thing, hard is not relative, hard is hard. [...] There is no harder. There is just hard. We need to stop ranking our hard against everyone else’s hard [...] we all have hard.

We all have closets. [...] All the closet is, is a hard conversation. [...] Coming in and out of a closet is universal. It is scary and we hate it and it needs to be done.

Be unapologetic. You are speaking your truth. Never apologize for that. Some folks might have got hurt along the way. So sure, apologize for what you’ve done. But never apologize for who you are. And yeah, some folks may be disappointed. But that is on them. Not on you. Those are their expectations of who you are, not yours. That is their story. Not yours. The only story that matters is the one you want to write.

Show the world, we are bigger than our closets. And a closet is no place for a person to truely live.

wtorek, 06 maja 2014

Jest taka księgarnia. Choć jedna z (pewnie) tysiąca tej sieci to jednak jedyna taka, w której niezmiennie doświadczam zaskoczenia. A to stoi bezczelnie książka i myśli, że jest zapomniana i nikomu niepotrzebna, gdy tymczasem w całej Polsce jest poszukiwana na wagę złota. A to stoi inna, o której istnieniu zielonego pojęcia nie miałam.

Bywamy w tej księgarni bardzo rzadko, bo tylko wtedy, gdy jesteśmy u Orzeszka i Seniora. Byliśmy w niej w ostatni piątek. Nie ma już mojego ulubionego działu, więc gdy włóczyłam się bez celu, wpadła mi w ręce książka… heteroseksualna część mnie nie mogła zrozumieć podczytnika… formy czasowników mi się nie zgadzały… kto kogo kocha do cholery… zdecydowałam się na zakup, gdy na pierwszej stronie tekstu me oczy ujrzały frazę złożoną z mięsaka Kaposiego

To nie jest tylko powieść, bo sporo w niej faktów, od których włos na głowie się jeży. To nie jest powieść o kosmicznie odległym świecie, do którego, mający przywilej bycia heterykami, ludzie zaglądać nie muszą. To powieść o świecie, który współtworzą osoby heteroseksualne, choć dotyczy głównie osób o innej orientacji seksualnej. To powieść o świecie, który razem tworzymy. To powieść o świecie, którego ja współtworzyć nie chcę.

To tylko i aż powieść o pragnieniu miłości człowieka do człowieka. O przywileju, jakim jest budzenie się i zasypianie przy osobie, którą kochamy. To powieść napisana w magiczny i delikatny sposób, o niespotykanej konstrukcji, która umożliwia mieszanie chwil, nastrojów, wspomnień i faktów. Warta nieprzegapienia. Warta tego, by po przeczytaniu, zatrzymać się i pomyśleć o swoich przywilejach, którymi możemy podzielić się z innymi.

Teraz przebieram nogami, by móc już kupić część drugą i trzecią.

To opowieść o pewnym czasie i o pewnym miejscu.
     To, o czym mówi ta historia, wydarzyło się naprawdę.

     
[...]
     To, o czym mówi ta historia, działo się jednocześnie w wielu innych miejscach, o tym jednak mogą opowiedzieć inni.
     To, o czym mówi ta historia, rozgrywa się także dziś, dzieje się przez cały czas, ale nie jest częścią tej opowieści, chociaż sięga ona aż do teraźniejszości.
     Opowiedzieć to swego rodzaju obowiązek.
     To sposób na to, by uczcić, opłakać i zapamiętać.

     To walka pamięci z zapomnieniem.

*

Chcę w moim życiu móc kochać kogoś, kto pokocha mnie.

*

I wszędzie są ludzie, ludzie, jakich nigdy wcześniej nie widział, ludzie, przed którymi nie musi udawać, że ich zna — w przeciwieństwie do gównianego Koppom, gdzie wszyscy znali wszystkich, ale nikt nie znał go naprawdę.

*

Skąd mielibyśmy wiedzieć, że dzieje się coś ostatecznego? Coś, czego nie da się zrobić inaczej. Coś, co wyznacza nową ścieżkę, z której nie da się już zawrócić.
     Jak wtedy, gdy pojawia się miłość.
     Lub kiedy dochodzi do zarażenia.
     Najczęściej jest się całkowicie zajętym szukaniem drogi do miejsca, do którego, jak nam się wydaje, zmierzamy.
     
[...]
     Tak to już jest, gdy człowiek próbuje gdzieś trafić. Błądzi.

*

Kluby gejowskie były więc odpowiedzią na pragnienie bycia sobą również wtedy, gdy inni na nas patrzą.
     Poprzez ograniczenie grona do osób o takich samych upodobaniach osiągano poczucie normalności.
     Takie coś może być śmiertelnie groźne, ale może być też niezbędne do życia. Każdy człowiek potrzebuje przynajmniej raz na jakiś czas poczuć się normalny.

*

Nie trzeba rozumieć, by bezgranicznie kochać.

*

[...] Benjamin śmieje się i odpowiada, że nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało — i z jakiegoś powodu wszyscy wokół stołu zgadzają się z tą argumentacją, chociaż jest oczywiste, że to nieprawda.
     Jest oczywiste, że można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, za kimś, kogo się nie spotkało, lub za czymś, czego się nigdy nie poznało.
     Możesz tęsknić za własnym życiem, widząc, że przemknęło obok ciebie.

Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. [Część] 1. Miłość,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

  zdjęcie Jonas Gardell

(fot. źródło)

wtorek, 17 maja 2011

Wdzięczna jestem Światu, że się zmienia...

***

Było. Znam dwoje ludzi. Kilkadziesiąt lat temu adoptowali dziecko w jednym końcu Polski a potem wynieśli się na drugi jej koniec. Były to czasy, gdy ukrywało się przed dzieckiem fakt, że jest adoptowane. Wydało się szybciej niż chcieli.

***

Jest. Znam ludzi, którzy adoptowali dziecko i do dnia dzisiejszego Ono, już jako dorosły człowiek, nic  o tym nie wie. Szanujemy z Sadownikiem decyzję Rodziców, choć jej nie rozumiemy.

***

Jest, ale jeszcze nie u nas. W zeszłym tygodniu zachwycił mnie filmik, który „zacytowała” na swoim blogu Pani Katarzyna Formela. Od tamtego dnia, nieprzerwanie oglądam go kilka razy dziennie napawając się atmosferą i wyciągając z owego filmu kolejne kwiatki. Otóż i one:

1A. “Their poor mother” (film, 1:03) (Ich biedna matka), (wywiad, szerszy kontekst rozmowy). No tak. Tu mnie Steve zastrzelił. Złapał mnie na stereotypowym myśleniu, które gdzieś tam z tyłu głowy uprawiałam, że matka dziesiątki szkrabów to już sobie nie pooddycha pełną piersią.

1B. Steve odpowiada na to “I’m their mother. I’m their father” (To ja jestem ich matką, ojcem). I tu jest ten punkt, który powoduje, że wracam do tego filmu wciąż. Ten facet ma siłę i nie dał się (wywiad). Miał marzenie. Dopiął swego. Przeskoczył system w paru miejscach. Jest szczęśliwy pełnią szczęścia. Obdarowuje swoją miłością dzieci, którym los poskąpił przywileju dorastania w kochającej się, biologicznej rodzinie a podarował za to pierwsze, głębokie odrzucenie.

2.“Our kids have two parents who love them.” (film, 1:10) mówi Steve. “Lots of their friends don’t” dodaje Roger (film, 1:14). (Nasze dzieciaki mają dwoje rodziców, którzy ich kochają. Wielu z przyjaciół dzieciaków nie ma dwójki rodziców). Taaaak. Wiem, że konserwatyści tkwią przy modelu matka-ojciec-dzieci, ale rzeczywistość obchodzi się z nimi okrutnie, duża część dzieci wychowuje się tylko z jednym rodzicem. Gdyby naprawdę chodziło o dobro dzieci nie byłoby dyskusji o związkach partnerskich. Zamiast dyskusji byłyby związki.

3. “Papa, I need some love” (Tato, potrzebuję trochę miłości) mówi trzyletni chłopiec do swojego Taty. (wywiad). Rozbroiło mnie to. Zasada obowiązująca w tej Rodzinie brzmi: “You don’t speak up. You don’t get it” (Nie mówisz głośno, czego chcesz. Nie dostajesz) (film, 1:33). O ile łatwiej będzie się żyło człowiekowi, który od małego uczony jest mówienia o swoich potrzebach. Ja do dziś, mimo że jestem szkolona przez Sadownika, często najpierw przepraszam, a dopiero potem jąkając się troszkę, mówię, czego chcę.

4. Nie mają ślubu, bo w Arizonie nie jest to prawnie dozwolone. Steve i Roger mówią, że akt ślubu i metryki urodzin nie są tym, co definiuje ich Rodzinę (“a marriage certificate and birth certificates are not what defines their family”). I co? Chapeau bas! Oby każdy z nas był tak silny i zdeterminowany w realizacji swoich marzeń. Świat potrzebuje i Twoich i moich, spełnianych co dnia, marzeń. Nikt za nas tego nie zrobi. Miłości nigdy za wiele.

***

Wciąż wracam do tego filmu, odkrywając za każdym razem, że cudownie jest żyć i patrzeć jak zmienia się Świat... Mam nadzieję zobaczyć w swym Życiu jeszcze wiele Dobra... czynionego przez Ludzi dla... Ludzi i Zwierząt, bo to jedyny sposób by zmierzyć zawartość człowieczeństwa w człowieku.

artykuł: Steven & Roger Ham, 2 Gays Dads, 12 Happy Kids,
opublikowany 1 maja 2011.

sobota, 17 lipca 2010
I had a dream:
Aby kochający się ludzie mogli bez strachu,
zawsze i wszędzie trzymać się za ręce. :)

Jack Johnson & Ben Harper,
With My Own Two Hands.

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...