Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

piątek, 28 września 2018

Napisałam tydzień temu, że z audycji o thrillerze wyjęłam tytuł innego thrillera. Ten inny thriller według Autora Kobiety w oknie to jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych ostatnich czasów. Początek — tragedia, nie mogła się do mnie przykleić ta opowieść; nie mogłam przylgnąć do niej. Trwało… ale jak chwyciłam haczyk, to już nie puściłam. Puentę mogła napisać tylko kobieta. Gdyby mężczyzna napisał tak szczere rozwiązanie, należałoby mentalnie ukamieniować taką szowinistyczną, mizoginiczną świnię, bo jak on mógł!, przecież to nieprawda, nigdy. Jestem kobietą, więc mogę napisać: ha, ha!, wcale nie jestem zdziwiona, życie! — fikcyjne, a jak obrzydliwie realne.

Krocz uważnie, Nick, bardzo rozważnie stawiaj kroki.

*

     — Wiesz, żałośni mężczyźni od wieków znęcają się nad silnymi kobietami, które zagrażają ich męskości — mówi Desi. — Mają taką kruchą psyche, potrzebują tej kontroli… Ja myślę o innym rodzaju kontroli. Tej pod płaszczykiem opieki: Tu masz sweterek, który ochroni cię przed zimnem, kotku, włóż go i dopasuj się do mojej wizji.

*

Stanowcze pukanie do drzwi. […] Bum bum bum. Rozumiem teraz, dlaczego w tak wielu horrorach stosuje się ten chwyt — tajemnicze pukanie do drzwi — bo to ma moc koszmaru. Nie wiesz, co jest na zewnątrz, ale wiesz, że otworzysz. Pomyślisz to co ja: przecież źli nie pukają.

*

W telewizji leci reklama odświeżacza powietrza.
     Kobieta rozpyla odświeżacz, żeby jej rodzina była szczęśliwa. Potem reklama bardzo cieniutkich podpasek stworzonych po to, by kobieta mogła nosić sukienkę, tańczyć i spotkać mężczyznę, wokół którego będzie później rozpylać odświeżacz powietrza.
     Czyść i krwaw. Krwaw i czyść
.

*

Nie rozumiem, dlaczego niby to ma być komplement, że ktokolwiek może cię polubić. Nieważne.

*

Bardzo długo Fajna Laska działała mi na nerwy. Widziałam różnych facetów — przyjaciół, współpracowników, obcych — którzy dostawali bzika na punkcie tej udawaczki. Korciło mnie, by usadzić tych kolesiów i spokojnie powiedzieć: Nie jesteś na randce z prawdziwą kobietą, jesteś z kobietą, która widziała zbyt wiele filmów; ich scenariusze napisali nieporadni społecznie mężczyźni, pragnący wierzyć w to, że taka kobieta istnieje i mogłaby ich pocałować. […] A Fajne Laski są jeszcze bardziej żałosne: one nawet nie udają, że są kobietami, którymi chcą być, one udają kobiety, jakich pragną mężczyźni. […]
     Czekałam cierpliwie — wiele lat — na to, by wahadło wychyliło się w drugą stronę: mężczyźni zaczynają czytać Jane Austen, uczą się robić na drutach, udają, że kochają wszechświat, organizują przyjęcia, na których robi się albumy z wycinków, oraz obściskują się wzajemnie, podczas gdy my się temu pożądliwie przyglądamy. A potem mówimy: „Tak, to Fajny Facet”.
     Tak się nigdy nie stało. Zamiast tego kobiety w całym kraju zmówiły się, by popierać naszą degradację. Wkrótce Fajna Laska stanie się standardem. Mężczyźni uwierzyli w jej istnienie — nie jest tylko wymarzoną dziewczyną, jedną na milion. Każda ma być taka, a jeśli ty nie jesteś, to znaczy, że z tobą jest coś nie tak
.

*

     — Jesteś staroświeckim facetem, tak? Ja też. Cały czas mówię żonie: nie umiem prasować, nie umiem zmywać. Nie mam pojęcia o gotowaniu.
     A więc, kochanie, zróbmy tak, że ja będę łapać złych facetów, to akurat potrafię, a ty od czasu do czasu wrzucisz rzeczy do pralki. Rhonda, jak miałaś męża, to zajmowałaś się domem?
     Boney wyglądała na autentycznie wkurzoną.
     — Ja też łapię złych facetów, ty idioto
.

*

     — Kurwa, nie pogrywaj sobie ze mną, Lance. „Och, dziewczyny zawsze przesadzają”. Bzdura. Jesteś w fatalnej sytuacji, przyjacielu. Wyjmij wreszcie głowę z dupy i zacznij pomagać mi to wszystko naprawić.

*

Myślałem sobie: Miłość sprawia, że chcesz być lepszym człowiekiem — tak, jasne.
     Ale może miłość, prawdziwa miłość, daje ci również przyzwolenie, byś był taki, jaki jesteś
.

*

Zatrzymała na mnie wzrok ciut za długo, potem zadrżała, jakby strząsała z siebie jakąś myśl.

*

Nie czuję się dobrze. Będzie dobrze, ale teraz nie jest.

*

Większość pięknych, dobrych rzeczy jest tworzona przez kobiety, którymi ludzie pogardzają.

*

Kiedy Marybeth pytała „jak się masz?”, nie był to zwrot grzecznościowy, lecz pytanie egzystencjalne. Studiowała moją twarz i wiedziałem, że studiuje również mnie i będzie nadal zwracać uwagę na każdą moją myśl i zachowanie.

*

Sen jest jak kot: przychodzi tylko wtedy, kiedy go ignorujesz.

*

Zrób to teraz, a tamto, jak będziesz mógł, czyli teraz.

Gillian FlynnJulian , Zaginiona dziewczyna, przeł. Magdalena Koziej,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)



Wreszcie moja gromadka. […] Facet, który pozwala zadawać mi przeróżne natarczywe, niewłaściwe, nachalne pytania na temat tego, jak to jest być facetem. Facet, który czytał i czytał ponownie, a potem czytał jeszcze raz, i znów czytał moją książkę, i nie tylko udzielał mi rad, lecz również robił drinka z bourbonem. Jesteś świetny, kochanie. Dziękuję, że się ze mną ożeniłeś.
     Dwa słowa, zawsze
.
// z podziękowań

(tamże)



piątek, 21 września 2018

Z audycji o thrillerze wyjęłam tytuł innego thrillera, nie do zdobycia w ibuku. Sześćset pięćdziesiąt stron w papierzu — mowy nie ma! Coś mnie tknęło, Sadownikowi szybki rys okoliczności przedstawiłam. I… zdobył dla mnie ibuka. Czy jest jeszcze jakaś książka, której zdobyć nie mogę? Jest. To znaczy była, bo Sadownik — niczym student, który nie wie, że coś jest niemożliwe — dał radę. W ten sposób nie miałam wątpliwości, że thriller (ten nowy) musi poczekać, bo… Barnes.

Jeszcze dziś rano, będąc w środku przedostatniego opowiadania, na spacerze z Heniutką zastanawiałam się: ale dlaczego cytrynowy stolik… Barnes! Cały Barnes! Cytrynowy stolik wjeżdża w ostatnim opowiadaniu, gdy te wcześniejsze są już poznane, własnym czuciem dotknięte i przeżyte do cna. Barnes… jak zwykle… spostrzegawczy, zabawny w niezabawnych sytuacjach, chwilami obrazoburczy (może?), delikatny i niebywale wrażliwy — uwielbiam.

Muzyka zaczyna się tam, gdzie nikną słowa.

*

Ja nie wybieram ciszy. To ona mnie wybiera.

*

Ja tylko powtarzam z uporem: zgoda, „nie rozumcie” mnie, ale „nie rozumcie” mnie dobrze.
     […] W sumie — proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmi to zbyt pewnie siebie – prawdę można wyrazić na więcej niż jeden sposobów.

*

Nie porzuca się tego, czego się pragnie.

*

Dlaczego mamy zakładać, że serce przestaje działać razem z genitaliami? Bo chcemy — jest nam to potrzebne — widzieć w podeszłych latach czas spokoju? Teraz myślę, że to taka zmowa, taki spisek młodości. Nie tylko młodości, również wieku średniego, każdego kolejnego roku aż do chwili, kiedy sami przyznamy, że jesteśmy starzy. Spisek ten zatacza jeszcze szersze kręgi, bo starsi ludzie nas w tym umacniają. Siedząc w fotelu, otuleni pledem, pokornie przytakują, że czas uciech się dla nich skończył. Wolniej się ruszają, krew w żyłach płynie coraz rzadsza. Ogień wygasł — lub przynajmniej przyrzucony został potężną szuflą żużlu przed długą nocą, która nadchodzi. Z tym że mój ojciec odmówił dalszego grania w tę grę.

*

[…] klękał na kilka minut i przyciskał palce do czoła. Nie wiem, czy to była modlitwa, jakiś jej świecki ekwiwalent, czy też zwyczaj pozostały z dzieciństwa. Może wyrażał w ten sposób szacunek albo chciał okazać, że jest otwarty na różne możliwości?

*

Na początku naszej znajomości powtarzał mi: „Życie to tylko przedwczesna reakcja na śmierć”.

*

Oczywiście nie myśli tak naprawdę. Albo raczej nie myślał. Albo kiedyś by tak nie pomyślał. Któreś z tych zdań jest prawdziwe.

*

Czy siedemdziesiąt lat temu przegapiliśmy swoją szansę? Czy też wręcz przeciwnie, mieliśmy farta? […] Jest Pan zbyt młody na takie pytania, ale im bardziej człowiek głuchnie i robi się stuknięty, tym coraz częściej je sobie zadaje. Ciekawe, co działoby się ze mną teraz, gdybym dwa lata przed pierwszą wielką wojną popatrzyła w inną stronę?

*

Gdy częstowano go na deser winogronami, odsuwał je od siebie, mówiąc: „Nie mam zwyczaju zażywać wina w postaci tabletek”.

*

     — Małżeństwo to jedyna przygoda dostępna dla tchórzliwych.
     — Cóż, pan szanowny jest ode mnie bardziej wykształcony — odpowiedział fryzjer tonem wcale nie takim pełnym szacunku. — Pewnie pan był na uniwersytecie.
     Gregory znowu tylko chrząknął.
     — Oczywiście, nie mnie sądzić, ale zawsze mi się wydawało, że studentów uczy się pogardzać wieloma rzeczami, zupełnie niepotrzebnie
.

*

     — Pan Bóg — mówił do Allie. — Ja to załatwię. — W progu stała przeważnie schludnie ubrana i bardzo grzeczna para […] i na początek wrzucali zdanie typu: „Chodzimy po domach i zadajemy pytanie, czy nie niepokoi państwa stan dzisiejszego świata”. Sztuczka polegała na tym, żeby nie odpowiedzieć zgodnie z prawdą „nie” ani po kołtuńsku „tak”, ponieważ wtedy mieli punkt zaczepienia; należało się uśmiechnąć, dając do zrozumienia, że są na twoim terytorium, i od razu przejść do ataku: „Chodzi o religię?”. I nim się zdecydują, czy „tak”, czy „nie” jest właściwą odpowiedzią na tego rodzaju obcesowe postawienie sprawy, zakończyć szybkim: „Życzę szczęścia u sąsiadów”.

*

Rzeczy, o których się nie wie albo nie powinno się wiedzieć, przeważnie potem okazują się nieprzyzwoite. […] Wszystko może być nieprzyzwoite, jak się człowiek uprze. Tę wielką prawdę o życiu odkrył niedawno. Specjalnie mu to nie przeszkadzało.

Julian Barnes, Cytrynowy stolik, przeł. Joanna Puchalska,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)



sobota, 15 września 2018

Audycja. Przez przypadek oczywiście — jej powtórki jakiś czas temu słuchałam trupem, dochodząc do siebie po rehabce. Z każdym kolejnym pytaniem, z każdą kolejną odpowiedzią dojrzewałam do decyzji: muuuuuszę to przeczytać!

Mylimy się, ignorując świadectwa kobiet i że one mogą mieć rację. […] Kobiety przez lata musiały radzić sobie bardziej z nadużyciami, z uprzedzeniami, podczas gdy mężczyźni nigdy nie mieli takiego problemu. Poza tym, to straszne, ale kobiety są przyzwyczajone do życia w patriarchalnym społeczeństwie. Są przyzwyczajane do widzenia mężczyzn na szczytach list bestsellerów, do tego, że to mężczyźni cieszą się uwagą krytyków, wygrywają nagrody. […] Kobiety są bardziej szczodre w społeczeństwie niż mężczyźni, ale też mają więcej władzy, dlatego że muszą znosić to wszystko. […] Ale ponieważ kobiety musiały przez lata radzić sobie z tymi nadużyciami, to mają szersze perspektywy niż mężczyźni.

*

[…] w czytaniu uwielbiam to, że to jest indywidualne doświadczenie.
Moje doświadczenie z książki jest wyłącznie moje
.
Oczywiście, autor zaprosił mnie do uczestnictwa,
ale to, co ja z tego wyciągam, to jest wyjątkowe i tylko moje
.

// Daniel Mallory w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Potem polowałam, święcie przekonana, że poluję na kryminał. Zaczęłam czytać jako kryminał i dopiero pod koniec zaczęłam zadawać sobie pytanie: to jest kryminał? na pewno? Okazało się, że straciłam thrillerowe dziewictwo. Nie mogłam się oderwać. Czy można napisać książkę o rangach (znaczący termin w psychologii procesu), nie używając słowa ranga? Można! To jest książka o przywilejach, jakie mają mężczyźni, zdrowi ludzie, i trudnościach, które są doświadczeniem tych, którzy nie są mężczyznami lub nie są zdrowi.

     — Świat to piękne miejsce — oświadcza i mówi to poważnie; poznaję po głosie. Chwyta moje spojrzenie i nie wypuszcza go. — Nie zapominaj o tym. — Odchyla się na krześle i gasi papierosa w miseczce. — I niech ci nie umyka.

*

     — A za czym konkretnie tęsknisz? — pyta po chwili.
     Tego się nie spodziewałam.
     — Za… — zaczynam, licząc, że zdanie samo się skończy.
     I wtedy wylewa się ze mnie jak potok, jak woda z pękniętej rury albo przerwanej tamy
.
     […] — Za twoimi bajkami na dobranoc. – Bohaterki dawały książętom kosza, bo wolały robić doktorat.

*

Dwa dni zbierał się, żeby do mnie oddzwonić. Szuka drogi ucieczki.

*

Przypomina mi się doktor Brulov z Urzeczonej: „Moja droga, nie możesz wciąż uderzać głową o rzeczywistość i powtarzać, że wcale jej tu nie ma”.

*

Sztuka polega na oddychaniu. Oddychaniu cały czas.
     Oddycham. Cały czas
.

*

     — Wiem.
     — Nie wiesz
.
     — No to wyobrażam sobie
.

*

     — Tatusiu, zaśpiewasz? — poprosiła. Zawsze tak miała, że wolała prosić, niż rozkazywać. Niezwykłe u dziecka. Myślę czasem, że w ogóle niezwykłe, u każdego.

*

     — Niesamowite, prawda? — zauważa Bina. — Kiedy Internet mówi, że ktoś nie istnieje.

*

Stoję i się waham, drżę jak płomień. Czy ufam samej sobie?
     Mimo wszystko tak
.

*

     — Nie wydaje ci się, że reagujesz paranoicznie?
     Chce coś dodać, ale mu nie pozwalam.
     — Nie można mówić o paranoi, jeśli coś dzieje się naprawdę
.

*

     — Nie to, że ci nie wierzę. Tylko że…
     — Masz pojęcie, jakie to frustrujące?! — krzyczę.
     Milknie.
     — Widziałam, co się stało
.

A.J. Finn, Kobieta w oknie,
przeł. Jacek Żuławnik, W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



Przeciskam nazwę ulicy przez gardło, jąkając się. […] Sylaby potykają się w ustach, jakby mój język był progiem zwalniającym. […] Nic mi nie jest. — Starannie składam słowa jak origami. […] Popijam wodę spływającą mi do gardła, przemywając słowa, które wzbierają we mnie i wylewają się między wargami. […] Słowo rozpycha się łokciami wśród innych słów i wytacza się z ust. […] Imię pęcznieje mi w ustach i wypływa z nich, zanim zdążę je połknąć. […] Zegar szafkowy zbiera się w sobie i bije trzy razy. […] Rzucam mięsem. Klnę po raz pierwszy od kilku dni. Badam fakturę przekleństwa, delektuję się jego smakiem.

(tamże)

sobota, 01 września 2018

Edmund Brundish otrzymał tę książkę od Florence Green w filmie Księgarnia z marzeniami (tu w obrazku do piosenki Florence ją pakuje, 1min:17sek). W ten sposób prawie tydzień temu przytargałam do ula kolejną potrzebę przeczytania książki. Właśnie ona, ta książka, miała swoją premierę w 1953 roku i (niesamowite) nic a nic się nie zestarzała. Sześćdziesiąt pięć lat później wciąż brzmi okrutnie proroczo. A ja rozumiem, dlaczego pan Edmund się w niej zaczytywał.



kadr z filmu Księgarnia z marzeniami, fot. źródło.



     — Siadaj, Montag. Siadaj i patrz. Delikatnie, jak płatki kwiatu. Podpal pierwszą kartkę, potem drugą… Zmieniają się w czarne motyle. Piękne, prawda? Zapal trzecią kartkę od drugiej i dalej już pójdzie samo, rozdział po rozdziale, wszystkie te głupstwa wyrażone w słowach, wszystkie fałszywe obietnice, zużyte idee i skompromitowane filozofie.

*

     — Nie mieszać cię do tego? Proszę bardzo. Ale jak mam siebie do tego nie mieszać?! Nie można wiecznie do niczego się nie mieszać. Od czasu do czasu powinniśmy się w coś angażować. Czymś przejąć. Ile czasu minęło, odkąd na serio się czymś przejęłaś? Czymś ważnym? Czymś prawdziwym?

*

     — Jak to jest — zapytał za którymś razem przy zejściu do metra — że mam wrażenie, jakbym znał cię od lat?
     — To dlatego, że pana lubię — odparła — i nic od pana nie chcę
. I dlatego, że się znamy
.

*

     — […] Mówią, że jestem aspołeczna. Nietowarzyska. Właściwie to dziwne, bo tak naprawdę to ja jestem bardzo towarzyska. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumieć towarzyskość, nie uważa pan? Dla mnie to oznacza rozmawianie o takich rzeczach. — Zagrzechotała trzymanymi w garści kasztanami, wyzbieranymi z podwórka. — Albo o tym, jaki świat jest niezwykły. Przyjemnie jest być wśród ludzi, ale nie wydaje mi się, żeby towarzyskie było zbieranie mnóstwa dzieci w jednym miejscu, a potem zamykanie im ust.

*

Zauważył pan, jak często w naszych czasach ludzie krzywdzą innych?
     — Mówisz, jakbyś była bardzo stara.
     — Czasem czuję się prastara
.

*

W miarę jak szkoły produkowały coraz więcej biegaczy, skoczków, wyścigowców, majsterkowiczów, łapaczy, chwytaczy, lotników i pływaków zamiast egzaminatorów, krytyków, mędrców i obdarzonych wyobraźnią twórców, słowo „intelektualista” zasłużenie stało się obelgą. Zawsze boimy się tego, co nieznane.

*

Zamek błyskawiczny zastępuje guziki i człowiekowi nagle ubywa czasu na myślenie przy ubieraniu się o świcie, w godzinie filozofii i melancholii.

*

     — Posłuchaj — przemówił łagodnie staruszek. — Zachowaj spokój. Wiem. Rozumiem. Boisz się popełnić błąd. Więc się nie bój. Na błędach też można się uczyć.

*

Staruszek pokiwał głową.
     — Kto nie buduje, ten pali. Historia stara jak świat i młodociani przestępcy.
     — Czyli taki właśnie jestem.
     — Po części wszyscy tacy jesteśmy
.

*

Już w tej chwili czuł, że stoi u początku wielkiej podróży, wielkiego porzucenia, wielkiego odejścia od swojego poprzedniego „ja”.

*

Nie, nie, drogi panie, to nie książek panu brakuje, tylko czegoś, co można znaleźć w różnych miejscach: na starych płytach gramofonowych, w starych filmach, u starych przyjaciół; należy tego szukać w naturze i w sobie samym. Książki były zaledwie jednym z wielu rodzajów naczyń służących do przechowywania rzeczy, o których baliśmy się zapomnieć. Nie mają w sobie nic z magii. Magią było to, co mówiły; było nią to, w jaki sposób zszywały skrawki wszechświata w skrojone na naszą miarę okrycie.

*

     — Ja nie mówię o rzeczach jako takich, proszę pana — tłumaczył Faber. — Mówię o ich istocie. Siedzę tutaj i wiem, że żyję.

*

     — Próbowałem sobie przypomnieć! I nic!
     — Nie próbuj. To samo przyjdzie, kiedy będzie potrzebne

Ray Bradbury, 451 stopni Fahrenheita, przeł. Wojciech Szypuła,
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



Wszystko ma swój czas. Tak. Jest czas burzenia i czas budowania. Tak. Czas milczenia i czas mówienia. To wszystko prawda. Ale co jeszcze? Co jeszcze? Coś, coś

*

Cisza opadała wraz z przesianym pyłem, a oni mieli tyle czasu, ile tylko zechcą, żeby się rozejrzeć, ogarnąć rzeczywistość tego dnia i przyswoić ją sobie wszystkimi zmysłami.

*

Nie cierpię Rzymianina o nazwisku Status Quo!”, wołał. „Chłoń otaczające cię cuda”, powtarzał. […]  Oglądaj świat. Jest bardziej niezwykły od wszystkich marzeń wytwarzanych i kupowanych w fabrykach. Nie proś o gwarancje. Nie oczekuj bezpieczeństwa, takie zwierzę nigdy nie istniało.

*

     — Dziadek mawiał, że każdy, kto umiera, coś po sobie zostawia: dziecko, książkę, obraz, wybudowany dom, postawiony mur, uszyte buty. Zasadzony ogród. Zostawiasz coś, czego twoja ręka dotknęła w taki sposób, że twoja dusza ma dokąd odejść po śmierci, i kiedy ludzie patrzą na to coś, na posadzone przez ciebie drzewo czy kwiat, ona tam jest. Nie jest ważne, co dokładnie zrobiłeś, tłumaczył dziadek; liczy się to, że przetworzyłeś jakiś obiekt, przemieniłeś go ze stanu przed twoim dotykiem w inny, nowy stan, który w jakiś sposób cię przypomina i trwa już po tym, jak odsuniesz ręce. Różnica między człowiekiem, który po prostu przycina trawnik, a prawdziwym ogrodnikiem polega na dotyku, mawiał. Przystrzygacz mógłby w ogóle nie istnieć; ogrodnik będzie tam obecny przez całe życie.

*

Ale to właśnie jest w człowieku najpiękniejsze: nigdy nie jest aż tak zniechęcony ani aż tak zdegustowany, żeby się poddać i nie spróbować jeszcze raz, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, jakie to ważne i jak bardzo warte zachodu.

(tamże)

środa, 29 sierpnia 2018

Czekałam na nią od połowy lipca. Ukazała się dokładnie tydzień temu, ale ja byłam zawalona książkami. Wczoraj zaczęłam, powolutku, nie śpiesząc się. Delektowałam się, dałam się porwać siedmiu historiom. Gavalda! To już nie tylko nazwisko, ale również znak jakości, gwarancja zachwytu, uniesienia, zatrzymania, zadumy nad człowieczeństwem. Tytuł — niebywale adekwatny w przypadku każdej z opowieści. Miodzio! 

Wszyscy wiemy, że szczęście nie istnieje i że trzeba sobie jakoś radzić, żeby toczyć szczęśliwe życie bez niego, ale w twoim przypadku… To, co robisz, to normalnie jakiś sabotaż.

*

[…] porzuć te przeterminowane wartości, Mathilde. Zdezerteruj. Wyprzęgnij się. Zrzuć mundur i zdaj broń. Zmywaj się i nie oglądaj za siebie. Zasługujesz na coś więcej niż takie życie.

*

     — Gdybym wiedziała, że będę go kochać tak mocno — dodałam, po zgaszeniu lampki — to kochałabym go jeszcze bardziej.

*

Dwa razy próbował się zabić, a potem ostatecznie ożenił się ponownie. Mówi, że efekt jest prawie ten sam, tylko że małżeństwo jest bardziej upierdliwe.

*

Dzięki mojemu psu przestałem tak zaciskać szczęki i odzyskałem przyjemność z jazdy. Przerwy na siku mają swoje zalety – odkryłem nawet tu i tam kilka zakątków, gdzie dobrze by się żyło.
     Dzięki temu porzuconemu psu, który tak grzecznie czekał na mnie pierwszej nocy i ani przez chwilę nie zwątpił, że po niego wrócę, który liczył teraz na moją opiekę, stałem się lepszy. Może nie szczęśliwszy, ale lepszy
.

*

Jestem z ciebie dumny, wiesz? Nie wiem, dlaczego to zrobiłeś, ale wiem, że masz swoje powody i to mi wystarcza. Wiem, kim jesteś. Ufam ci.

*

Chciałem po prostu zapisać to, co dzisiaj przeżyłem.
     Moją rodzinę, mój zawód, moje zmartwienia, to, co mnie jeszcze dziwi i co mnie już nie dziwi, moją własną naiwność, zaszczyty, szczęście…

     Moje fundamenty.
     Moje punkty życia
.

*

     — Ludzie żyją i jedyna rzecz, o jakiej pamiętamy po ich śmierci, jedyna rzecz, która się liczy, jedyna, która po nich zostaje, to ich dobroć.
     — …
     — Nie zgadza się pan ze mną?
     — …
     — Zamiast rozpamiętywać, czego nie dał panu ten człowiek, proszę opowiedzieć o jego dobroci
.

*

Faworyzowałem surowość i niezdarność, żeby przemienić te ułomności w atuty. Faworyzowałem to, co najmniej działało na moją niekorzyść. […]
     Zdałem sobie sprawę, że u ciebie, nawet jeśli mieszkałeś sam, było jakieś życie, życie czuło się mile widziane. U mnie nie było go już wcale.

*

Zrozumieć, co mi się stało, zrozumieć, co utraciłem, a przede wszystkim — to wciąż twoje zdanie — zrozumieć, co zyskałem.

*

 […] od dłuższego czasu miałem przeczucie, że to będzie też pożegnanie mojego kawalerskiego życia... (zbyt tłusty, żeby wcisnąć się w swoją starą piankę, zbyt ciężki na swoją deskę, zbyt niedołężny na tak ogromne fale, zbyt zdrętwiały na te wszystkie gleby, za młody, by umrzeć, za stary, żeby wciąż liczyć na uwagę laseczek z konkursu bikini, zbyt zmordowany, żeby dać opór alkoholowi, zbyt napity, żeby trzymać dystans, za gruby na chippendale’a, zbyt niepoważny, żeby ojciec panny młodej miał czego żałować, za wolny do gry w pelotę, zbyt zmęczony na grę wstępną, zbyt naćpany, żeby dojść, zbyt melancholijny, żeby się z tego śmiać, zbyt żaden, zbyt cokolwiek, zbyt żaden do czegokolwiek). Tak, często miałem przeczucie, że wybiła ostatnia godzina mojego leserstwa. Że się zestarzałem.

*

Więc płakałam. Spuszczałam nadmiar w zbiorniku. Zrzucałam balast. Tama puściła. Z upoważnienia.
     Ależ mi było dobrze
.

*

Patrzyłam na ciebie. Dobrze widziałam, że nie próbujesz kluczyć, wręcz przeciwnie — obracałaś w głowie swój kłębek na wszystkie strony, szukając końcówki nici, za którą można by pociągnąć, żeby zacząć snuć historię.

*

Kiedy ktoś cię rozśmiesza, wówczas twoje serce, choćby nie wiem jak chciało temu zaprzeczyć, jest dawno zdobyte.

*

Nie uśmiechałam się w ten sposób już od dawna. Uśmiechałam się i płakałam jak bóbr. Dawno niewidziany uśmiech uwolnił moje dawno zapomniane łzy. Nie jakąś tam gorzką łezkę, jak chwilę wcześniej albo tego ranka w kawiarni, tylko porządne, okrągłe i rzęsiste łzy, płynące szerokim strumieniem. Ciało, w którym coś się poluzowuje. Surowość, która ustępuje. Smutek, który topnieje.

*



Mulan Mushu, źródło.

A i owszem. Nie należy wierzyć w pozory. Może i jestem wulgarna, ale to dla mnie rodzaj kamuflażu. Jestem jak gekon na pniu drzewa albo lis polarny, który zmienia futro na zimę, moja warstwa widoczna nie przedstawia mojej prawdziwej barwy.

Anna Gavalda, Rozbrojeni, przeł. Paweł Łapiński,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)



sobota, 25 sierpnia 2018

Strzeliło mi do łba, by zaznaczyć do upolowania po wysłuchaniu audycji (od 13min:25s). Upolowałam w środę, gdy wysypało się również kilka innych książek, które na mnie czekają.

Czytałam, zastanawiając się, co strzeliło mi do łba. Historia przemocy jest historią wielopiętrowej, wielokrotnej, również instytucjonalnej, przemocy. Nie odpoczniesz przy tej książce, ale masz szansę zobaczyć wielowymiarową ambiwalencję uczuć głównego bohatera oraz zrozumieć, że piekło trwa dłużej niż pierwotny akt przemocy — piekło organizują uprzedzenia, przekonania, procedury, formularze, chłód profesjonalizmu.

Badając i mierząc ślady na mojej skórze, można było orzec, czy przekroczyłem tę symboliczną i szczelną dla niewprawnego oka granicę oddzielającą zwykłe zranienie od otarcia się o śmierć.

*

[…] złość wracała. Przypominałem sobie, że nie chciałem robić tego, co właśnie robiłem, i złość powracała, ale złość to przysięga zbyt trudna do dotrzymania.

*

Musiałem wciąż powtarzać i powtarzać, wszyscy ludzie wokół zmuszali mnie do powtarzania, nie widziałem już mężczyzn ani kobiet, tylko powtórki ukryte w ich ciałach, zresztą po półgodzinie oboje, policjant i policjantka, powtórzyli słowo w słowo to samo — oni też się powtarzali, tym samym niedbałym, chłodnym i profesjonalnym tonem — co policjant z place Saint-Sulpice: „To nie jest sprawa dla nas”. Należało się z nią zwrócić do instancji bardziej kompetentnej, do innych osób, w tym przypadku do policji kryminalnej. „Nie mam już siły” – wyznałem, co policjantka skwitowała: „Rozumiem”.

*

Próbowałem wyobrazić sobie moje życie w ciągu najbliższych miesięcy, ale widziałem tylko procedury.

*

Szedłem korytarzem prowadzącym do gabinetu tego drugiego lekarza, pełnym światła dziennego wpadającego przez ogromne okna, i myślałem: Policz do tysiąca dwustu i będzie koniec. Do tysiąca dwustu. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt osiem. Promienie słońca wypełniały korytarz oślepiającym światłem, zbyt jasnym i czystym, szyderczym. […]
     […] Nie zadawała zbyt wielu pytań, za co byłem jej wdzięczny. Powiedziała, że to, co mnie spotkało, było jak śmierć. Ja, który czułem ulgę, ponieważ przeżyłem, nie rozumiałem, po co wraca do tematu śmierci.

*

I myślałem też: Dlaczego ofiary Historii zmusza się, by zostały jej świadkami — jakby samo bycie pokonanym nie wystarczyło — dlaczego pokonani muszą jeszcze dodatkowo zaświadczać o stracie, dlaczego muszą jeszcze opowiadać o niej do upadłego, do całkowitego wyczerpania, to niesprawiedliwe, nie jestem niczyim aniołem stróżem. Wciąż siedząc uparcie z zasznurowanymi ustami, myślałem: Nie, powinno być odwrotnie, powinno ci przysługiwać prawo do milczenia, ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć, tylko im powinno być wolno zachować milczenie, a innym powinno się wyrzucać, że nie powiedzieli wszystkiego...

*

Z doświadczenia wiem, że autyzm tych, którzy chcą o przeszłości zapomnieć, jest równie groźny, co autyzm tych, którzy o niej obsesyjnie myślą. Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście – jak w tym tygodniu, po upływie prawie roku, powiedziałem Clarze — to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy dwudziestego czwartego grudnia nad tym pracuję, obiecałem to Didierowi.

*

[…] dziś jest jednak odwrotnie, całkowicie odwrotnie — został mi tylko język, a przestałem się bać. Dziś mogę powiedzieć: «Bałem się», ale te słowa będą zawsze tylko porażką, rozpaczliwą próbą odnalezienia emocji, prawdy strachu.

Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



środa, 15 sierpnia 2018

Boli, gdy czyta się tę książkę. Dzięcięca naiwność granicząca z żelazną, bo dziecięcą, logiką, magiczne myślenie, ale też niedająca się oszukać dziecięco świeża spostrzegawczość. Boli. Dotyka czegoś w dorosłym życiu i doświadczeniu, nie pozwala przejść obojętnie obok. Po tej książce raczej się milczy, niż rozrzuca słowa. Boli. I tak ma być.

     — Ale to chyba nic złego bać się śmierci — powiedziałem.
     — To w ogóle nic złego bać się
.
     — Pani jest łatwiej, bo miała pani już dawno umrzeć.
     — Możliwe.
     — I naprawdę się pani nie boi śmierci?
     — Nie.
     — Bo ją pani widziała?
     — Bo na pewno przyjdzie. A teraz ważne jest, żebyśmy się skupili i zrobili najlepsze ciasto, na jakie nas stać
.
     — Ale tak naprawdę to co jest ważne?
     — Tak naprawdę w tej chwili nie ma nic ważniejszego od zrobienia ciasta.
     Dziwna kobieta, ale chyba faktycznie tak uważała
.

*

I jeszcze wykombinowałem, że skoro dziadek nie był Żydem, to zostaje połowa, tata też nie był i już jest ćwierć, więc jestem Żydem tylko w jednej czwartej, tyle że nie wiem, kim jest reszta mnie, no i do tego dochodzi bycie w całości Polakiem, bo ciotka mówiła, że Żydzi są i Amerykanami, i Holendrami, i kimś tam jeszcze. Nawet podobno Niemcami, ale to akurat nie może być prawda.

*

Leżałem, słuchałem nocy i myślałem, że chciałbym dorwać tego, kto to wszystko zaczął, tę sprawę z Żydami, Arabami, Polakami, Amerykanami i całą resztą. Kto był pierwszym Żydem i skąd o tym wiedział, albo kto go tak nazwał, bo przecież ktoś to wszystko kiedyś wymyślił.

*

Chciałem jej powiedzieć, żeby się nie martwiła. Tylko nie zawsze, jak coś czułem, to umiałem o tym powiedzieć, ale im bardziej czułem, tym bardziej chciałem mówić — wtedy czasami wybierałem inny temat, było tylko ważne, żeby też wywoływał emocje.
     — Jak się zabiła babcia?
     — Dlaczego chcesz to wiedzieć?
     — Czy w tej rodzinie, zanim ktoś mi odpowie, jeśli w ogóle, to musi pytać dlaczego
?

*

Zawsze myślałem, że tak już jest, że niektóre kobiety mieszkają z innymi kobietami, ale dopiero w szkole mi August powiedział ze śmiechem, że to są lesby i że tak samo jak pedałów, niektórzy ich nie lubią. Nie wiedział dlaczego. Wtedy mama zaprowadziła mnie do Estery, żebyśmy sobie porozmawiali o tym, kogo można kochać i że kogo się chce, jak się jest dorosłym, chociaż zawsze się znajdzie ktoś, komu to nie pasuje. Proste, temat skończony, potem do niego nie wracaliśmy, ale w szkole chłopaki czasami cały czas się wyzywają od pedałów, tyle że my z Augustem nie, przez ciotkę, bo ostatecznie jest w porządku.

*

     — To co, za zdrowie — powiedziała mama.
     — I za tych, co przeżyli — dodała pani Maria.
     — I za tych, co nie. — To dziadek
.

*

No i na chwilę mak zasiał ciszę, jak się mówi.

*

Czasami sobie myślę, że ten cały alshajmer to wcale nie taka głupia choroba, wygodna, bo człowiek spokojnie zapomina sobie, każdego dnia coś i coś, a przecież są takie rzeczy, których nikt nie chce pamiętać, i dziadek ma to po prostu z głowy, na dobre. A o całej reszcie już my mu przypomnimy.

*

Jak się ma za dużo, to nic nie jest ważne.

*

[…] patrzyliśmy raczej na siebie, tak żeby zobaczyć, co ten drugi robi, a nie, jak mu jest.

*

Nie wiedziałem, jak się mówi z mężczyzną o takich rzeczach, on zresztą też nie wiedział. W tym milczeniu między nami, w tym trzymaniu się obok siebie, pomimo tego, że zazwyczaj mieliśmy różne tempo, w tym, że szedłem poboczem, a on środkiem drogi, chociaż zawsze szedł drugim poboczem, było w tym wszystkim coś o miłości.

*

Czasami wydaje mi się, że nie poruszam się w czasie jak dawniej. Bo chociaż wszystko pędziło do przodu, kolejne dni i trawa na polu dziadka, to coś we mnie się zatrzymało. I było uparte, nie chciało już iść.
     Zimny wiatr ze środka, który czułem każdego dnia, zmieniał się w kamień, coraz cięższy i cięższy. Bo można umrzeć
.

*

     — Chcesz porozmawiać? — zapytała, wstawiając wodę na herbatę.
     — Gadaniem to się niczego nie załatwi. — Słyszałem, jak w szkole tak mówiła jedna nauczycielka do drugiej.
     — Przeciwnie.
     I miała na to kilka dowodów, bo uważała, że język jest pierwszy, w sensie nie w buzi, że słowami można zmienić świat
.

*

[…] w kolacji mieszkała przyszłość, ze swoimi obietnicami tego, jak inaczej mogą smakować potrawy, których nigdy nie jedliśmy.

Robert Rient, Duchy Jeremiego,
Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)



Ten ruch, na który nie mam wpływu, chociaż wydaje się łatwy. Zostawić za sobą kawałek podłogi i ruszyć dalej.

(tamże)

czwartek, 09 sierpnia 2018

Te miniaturki mają ponad ćwierć wieku. Za niecały tydzień piąta rocznica śmierci Autora — nie mógł przewidzieć jednego czy drugiego misiewicza. Nie wiedział, że nie może, więc to zrobił. W efekcie nie sposób nie widzieć w tych drobiazgach polityki+. Nie ma w tej książce nazwisk, ale nie da się nie wypatrzeć kompetencji wielu ministrów+ i pełniącego obowiązki+ prezydenta.

     — Panowie — powiedział Prezes. — Nie ma już co dłużej ukrywać. My, Zarząd Spółdzielni „Jasna Przyszłość”, jesteśmy organizacją przestępczą.
     […]
     — A gdybyśmy się potępili z całą stanowczością?
     — To też już było i też za mało. Teraz trzeba radykalnie. Proponuję, abyśmy się rozwiązali.
     — A jak nas złapią?
     — Nie ma obawy. Zawiążemy się z powrotem jako Komisja do Badania Przestępczej Działalności Zarządu Spółdzielni
Jasna Przyszłość”.

*

Zastaliśmy poetę, kiedy akurat wylegiwał się na kanapie. Jakby nie wiedział, że na miękkim się marnuje.
     — Dobrze się czujesz? — zapytał Prezes chytrze.
     — Dziękuję, nieźle.
     — A co, nie mówiłem? — zawołał Referent tryumfalnie. — Nic dziwnego, że nie tworzy
.

*

     — Ja po angielsku — zgłosił się Referent.
     — No więc słuchamy
.
     — Okej — powiedział Referent, po czym napił się wody i zamyślił się.
     — Dlaczego pan nic nie mówi? Czekamy.
     — Właśnie powiedziałem, to było po angielsku.
     — Ale może coś jeszcze

     — Video, bisnes, fifty fifty… — rozgadał się Referent.

*

Staliśmy wszyscy przy barze zajęci konsumpcją produkcji.
     — Wiosna idzie — powiedział Księgowy.
     — Skąd wiesz? — zapytaliśmy zdziwieni. — Przecież mamy dopiero połowę maja.
     — Jak to skąd, z obserwacji przyrody: wódkę podają coraz cieplejszą
.

*

Nasz Prezes obchodził imieniny. W celu upamiętnienia postanowiliśmy zasadzić dąb imienia Prezesa.
     Jak to będzie miło, kiedy przyszłe pokolenia popatrzą na dąb i pomyślą o Prezesie. A dąb będzie szumiał o dawnych czasach, kiedy to żył nasz Prezes
.
     […]
     Na drugi dzień patrzymy przez okno jak zwykle i widzimy, że koło drzewka kręci się pies. Dobre pół godziny trzymał nas w napięciu, a potem obwąchał drzewko i zbezcześcił.


// podesłał Biały Kruk, obdarowany książką i obietnicą śmiechu do łez.

*

Pewnego razu poszedłem do lokalu o złej reputacji, ponieważ chciałem dać zły przykład młodzieży. Stoję więc przy barze i daję.

*

     — W poczekalni siedzi dziwny klient. Ani się nie dopomina, żeby go wpuścić do Prezesa, ani nie narzeka, że tak powoli załatwiamy. Co mam robić?

*

Tymczasem zaczęliśmy tracić prestiż.

*

[…] bo Prezes rzeczywiście zadoił pierwszorzędnie. Ale mimo to żadnych rezultatów nie było.
     — Niemleczna, czy co? — zdziwił się Prezes i otarł pot z czoła.
     —Wtedy jeden chłop starszawy odchrząknął, przestąpił z nogi na nogę i powiedział nieśmiało:
     — Ta, panie, przecież to jest byk!
     — A, to przepraszam — powiedział Prezes i przestał.
     Do miasta wróciliśmy w milczeniu. Jednak wszystko zależy od tego, kogo się doi
.

*

Dyskusja trwała, ale nie obiecywała wyników.

*

Otworzyli u nas na rynku strzelnicę sportową. Jeden strzał pięćdziesiąt groszy. Można wygrać Kościuszkę z gipsu, kota, a nawet butelkę wina z borówek eksportowych.
     Kościuszko nas nie interesował, choć owszem, dzielny był wódz. Kot także nieciekawy. Natomiast wino przyciągnęło naszą uwagę.
     — Opłaci się — obliczył Księgowy. — Butelka wina za pięćdziesiąt groszy. To lepsze niż dobrobyt. Za sto złotych dwieście butelek. Wystarczy na dwa do trzech dni. Który z kolegów dobrze strzela
?

*

     — Nie oglądaj się na niego... — szepnął Referent. — To zwraca uwagę.
     — Kiedy on
[pies] się nie patrzy.
     — Nie patrzy się, bo ćwiczony
.
     Pies leżał koło studni, tyłem do nas i nie odwracał głowy. To potwierdziło nasze podejrzenia
.

*

Wezwał nas Prezes i oznajmił:
     — Panowie! Ważna inwestycja, założą nam windę.
     Zdziwiliśmy się początkowo, bo u nas był tylko parter.
     — Trudno — oświadczył Prezes. — Modernizacja. Nie możemy się uchylać
.


Edward Dziewoński, Winda.

Sławomir Mrożek, Czekoladki dla Prezesa,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


środa, 08 sierpnia 2018

Niecałe trzy tygodnie temu kucharząc, słuchałam rozmowy z moją ulubioną tłumaczką z języka szwedzkiego. Natychmiast zaznaczyłam książkę do upolowania, mając w garści jeszcze jeden argument: dystopia (mniam, mniam). Chwilę trwało, ale upolowałam ją w niedzielę i zaczęłam z nią nowy tydzień.

To książka o grupowym strachu, który do szaleństwa prowadzi. To książka o próbie kontrolowania tego strachu przez władzę (choćby chwilową, wynikającą z przemocy). Ale są w tej książce również szczeliny wypełnione delikatnością, nadzieją, miłością, dobrocią, choćby przez ułamek sekundy, między dwoma zdaniami.

      — Trochę się jednak boję, wiesz? — powiedziałem.
     — Czego?
     — Tego, jak wygląda świat
.

*

     — Dlaczego tu przyjechałaś? — wyszeptałem w szczelinę w kamieniu.
     Nigdy nie opowiadała mi zbyt wiele o podróży tutaj ani o rodzinie, którą zostawiła w Gambii. Z tego, co wiedziałem, przemierzyła nielegalnie Morze Śródziemne i gdy w meczecie modliliśmy się za rodziny członków zgromadzenia, które zginęły podczas podobnych przepraw, zawsze potem płakała, bezradnie przy tym zawodząc
.

*

Kraj, co do którego nie miałem pewności, czy wystarczy mi odwagi, by w nim zostać. Nie byłem tylko drugim pokoleniem, które szukało dla siebie przyszłości na zachodnich ekranach. Nosiłem w sobie odłamki innego świata, innej gramatyki porządkującej czas i miejsce. Byłem muzułmaninem i w ciągu ostatnich lat zaczynałem wierzyć, że w Szwecji czyniło to ze mnie potwora.

*

     Jestem tobą. To o tym miałeś pamiętać.
     Jesteśmy tym samym
.

*

Rozpoznawałem w jej sposobie mówienia coś, co przypominało moją mamę i inne osoby z jej pokolenia — tych, którzy myśleli, że mogą tu przyjechać i stać się Szwedami, w przeciwieństwie do nas, ich dzieci.

*

Isra mówiła, że żyjemy w czasach, w których każdy kamień na ziemi był świadkiem tylu ludzkich okrucieństw, że mógłby rozpaść się na kawałki.

*

Zwróciła uwagę, że przyglądam się dywanowi leżącemu pod stolikiem. Miał skomplikowany geometryczny czerwono-czarny wzór i był chyba jedyną rzeczą w pokoju, która nie symbolizowała szwedzkiej wyższej klasy średniej.
     — Nomadowie w górach tkali go na krosnach, które składali za każdym razem, gdy się przenosili — wyjaśniła. — Dlatego są na nim pewne nieregularności. — Pokazała na kilka linii, które nie były do końca symetryczne. — Przywieźliśmy go ze sobą z naszego mieszkania w Damaszku
.
     […]
     — Możliwe, że wszyscy uchodźcy są trochę szaleni. — Roześmiała się, ale nie było w tym radości. — Ponieważ straciliśmy świat, który nadawał nam sens.

*

Gdy tak siedziałem, czułem chłód przenikający świat. Cokolwiek bym powiedział, byłoby kłamstwem. Cokolwiek bym powiedział, byłoby prawdą.

*

Czy nie istniała na tym świecie siła, która biegła głębiej niż wierzchnia warstwa wydarzeń?

*

[…] wpatrywała się we mnie z jakiegoś utraconego miejsca w swoim wnętrzu.

*

     — Jesteśmy wierszem miłosnym — powiedziała. — Wiesz o tym?

*

„Wiersz miłosny od Boga”, wyszeptałem, i zwierzę zniknęło w zaroślach w kilku zgrabnych podskokach. Córka spojrzała na zimne cienie drzew.
     — Czy wszystkie zwierzęta są wierszami miłosnymi? — zapytała
.

*

Czy kiedykolwiek poszukiwałeś
zaginionej połówki?
fragmentu, który nie jest kształtny,
elegancki, prosty.
Ale połówki brzydkiej, ciężkiej, szorstkiej
.

Shailja Patel, Migritude

*

Rozłożyliśmy plandeki, ponieważ dywaniki modlitewne były symbolami religijnymi i jako takie były zabronione. Usiadłam i poczułam wiatr na twarzy. […] Modliłam się bez słów, siedziałam z dłońmi złożonymi w miseczkę i wysyłałam wszystko w górę.

*

[w sali modlitw] Przycisnąłem czoło do dywanu. Uległość lejącej się wody, oderwanie od siebie samego.

*

[…] rozczulające marzenia o męczeństwie, ostatecznie tak fałszywe. Nie potrafi nawet objąć myślą swojego własnego końca. Czuje ciężar wnętrzności naciskających na miednicę.

*

Wściekłość to tylko teatr, próba nadania sensu.

Johannes Anyuru, Utoną we łzach swoich matek,
przeł. Dominika Górecka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Któregoś dnia wczesnym latem na lotnisku na obrzeżach Tokio w latach pięćdziesiątych pojawiła się kobieta z paszportem wystawionym przez nieistniejący kraj. Kiedy celnik zwrócił jej na to uwagę, poprosiła go o atlas, otworzyła na stronie z Europą i przesunęła palcem wzdłuż granicy hiszpańsko-francuskiej. Twierdziła, że jej ojczyzna znajduje się gdzieś na wysokości Andory, i bardzo się zdenerwowała, nie mogąc jej znaleźć. Jej paszport był zużyty, pełen pieczątek z wielu lotnisk, mówiła w kilku językach i miała różne europejskie waluty w portfelu. Wezwano policję. Gdy zajęli się sprawdzaniem jej rzeczy osobistych, zamknęli ją w pokoju na lotnisku, ponieważ wpadła w histerię, że jej kraj rodzinny najwyraźniej przestał istnieć.
     Gdy po jakiejś godzinie otworzyli drzwi pokoju, kobieta zniknęła bez śladu.
     Podobne zdarzenia miały miejsce kilkakrotnie w ciągu kolejnych dekad. Ludzie opowiadali szczegółowo i wiarygodnie o krajach, których nie było. Za każdym razem, gdy czytałem którąś z tych historii, myślałem o tym, jak straszna musi to być samotność: nie móc dzielić swojego świata z nikim innym
.

(tamże)

poniedziałek, 06 sierpnia 2018

Dwa tygodnie temu o tej książce nie miałam pojęcia. Prawie dwa tygodnie temu Bliźniacza Liczba i Zalo zamontowali nową półkę na książki, likwidując w ten sposób stosik książek w papierzu. Powieść,  która na Bliźniaczej Liczbie wrażenie zrobiła, odnalazła się w dwóch egzemplarzach — oba po hiszpańsku, dla mnie: niestety. Klik, klik, Bliźniacza Liczba wyklikała i podarowała mi tę książkę w ibuku, w języku polskim.

Bliźniaczo, co wcale mnie nie zdziwiło, jestem książką zachwycona. Pod jej koniec przyszło mi do głowy: jakie przekonanie, idea zmarnowały nam kawałek życia? Przekonania,  idee, które mamiły upragnioną normalnością lub przynależnością do grupy, społeczności? W czasach mojej młodości były to wkrętki dotyczące kobiecości, męskości — ha, ha, hi, hi! Dzisiejsza młodzież ma jeszcze do dyspozycji patriotyzm, wyklęty.

Jeśli chodzi o tłumaczenie, nie bardzo rozumiem, nawet teraz po książce, czym jest i jaką pełni rolę zabieg polegający na tym, że bohaterzy nie chodzą po ulicach Lasarte, López Allué czy Añorga, tylko po calles.

Ostrzec należy, że słowniczek słów baskijskich na końcu do szału doprowadza, gdy czyta się ibuka, polskiej furii można dostać, gdy słowa tam nie ma, choć w książce pojawia się ono kilkanaście razy, mecagüendiós. No i… tytuł!

Tytuł. Najpierw myślałam, że to imię; do końca czekałam na postać. Potem pomyślałam, że może to baskijskie słowo — nie ma go w słowniczku. Na końcu w desperacji zapytałam Bliźniaczą Liczbę — na to, że to hiszpańskie słowo nie wpadłam; nie pomyślałam, że maniera nietłumaczenia tytułów dotknęła również hiszpańskojęzycznych autorów, kura przez wu!

Ale te wszystkie trudności są nieważne, bo książka i pomysł na nią doskonałe — bohaterzy, relacje między nimi, niełatwa przeszłość i czas… wciągają od pierwszej zdania w rozdziale pierwszym: Idzie, biedaczka, zrujnować sobie z nim życie.

W czasach ich młodości władzę mieli Franco, księża i strach przed tym, co powiedzą ludzie.

*

Ogródek działkowy stał się moją religią — stwierdził pewnego dnia w Pagoecie w odpowiedzi na kpiny przyjaciół. Kiedy umrze, niech Bóg nie wyjeżdża mu z żadnym rajem ani innymi bzdurami, wystarczy, że da mu ogródek taki jak ten, który uprawia teraz.

*

     — To nie jest odpowiedź.
     — Nie nadaję się do małżeństwa, mamo. To wszystko. Nie mógłbym też być rzeźbiarzem ani rugbistą, a mimo to nie pytasz mnie, co sądzę o tych dziedzinach
.

*

Cisza. Agresywna? Wroga? Nie, raczej przeładowana znakami zapytania, zdumieniem. Czy na pewno?

*

Na biurku stał kalendarz z kartkami do wyrywania. Wyrwał tę z poprzedniego dnia i przeczytał, co było napisane na jej odwrocie. Potem zanotował, ile dni wytrzymał bez palenia papierosów: sto czternaście. Dumnie przekładał swoją wytrwałość na liczby […].

*

     — […] Co o tym myślisz?
     — To samo. Ale wściekałaś się, gdy o tym mówiłem.
     — Co ty możesz wiedzieć o uczuciach matki
?
     — A co z tym, co czuje ojciec?

*

     — Nikogo nie obchodzi twoje zdanie.
     — Mnie obchodzi. Wiem, co mówię.
     — Co ty tam wiesz
!

*

     — Nie palisz, prawda?
     — On tylko czyta książki – odpowiedział za brata Joxe Mari
.

*

     — Nie wychowałem mojego syna na mordercę.
     — Wychowałeś? Kogo ty wychowywałeś? Nigdy nie widziałam, żebyś zajmował się dziećmi. Pół życia spędziłeś w barze, a drugie pół na rowerze.
     —  I codziennie, kurwa mać, chodziłem na wakacje do odlewni!
     Spojrzeli na siebie z pogardą, dystansem? W każdym razie bez serdeczności
.

*

Terroryści byliby zachwyceni, gdybyśmy dali się sprowokować. Mieliby wtedy dowody na istnienie wojny, która rozgrywa się tylko w ich umysłach.

*

W tym kraju zbyt wiele rzeczy próbuje się naprawiać przemocą.

*

Nagle niespodziewanie zaczął padać silny deszcz. Gdzie? We wspomnieniach.

*

Nie ma znaczenia, czy powiem to głośno, czy cicho, bo cały czas myślę to samo.

*

Błąd natury — możemy zamknąć oczy, kiedy nie chcemy czegoś widzieć, ale powinniśmy też mieć zastawki w kanałach usznych, żeby po ich zasunięciu nie słuchać tego, czego nie chcemy.

*

[…] życie trzeba wypełniać sensem, porządkiem i nadać mu kierunek, każdego ranka znajdować naprawdę stymulujący powód, żeby wstać z łóżka, i jeśli nawet bez entuzjazmu, to przynajmniej z energią. I nie pozwolić, żeby ze zwykłej bezczynności człowiekowi skostniały nawet myśli.

*

Tkwił w milczeniu — onieśmielony, zamyślony. Zbierał ciszę w swoim wnętrzu, z przeszłości w teraźniejszość, w przeciwieństwie do Bittori, która uporczywie gadała, psując wszelką intymność miejsca i chwili.

*

Sprawiał wrażenie spokojnego, ale to był spokój przewróconego drzewa. Stał się samotnikiem, z wyboru.

*

Uważa, że powodów było wiele. I powodów tych powodów, które prowadziły do kolejnych powodów i obecnej sytuacji, kiedy siedzi zamknięty w czterech ścianach celi, przytłoczony ciężarem tego, co zrobił w imię zasad wymyślonych przez innych i za co posłusznie i naiwnie wziął na siebie odpowiedzialność.

*

Pomyślał: prośba o wybaczenie wymaga dużo więcej odwagi niż strzelanie z broni czy podkładanie bomb. To każdy potrafi — wystarczy być młodym, łatwowiernym i krewkim. Nie wystarczy być chojrakiem, żeby szczerze przeprosić, chociaż tylko słowami, za popełnione okrucieństwa.

*

Podwiózł matkę najbliżej jak się dało bramy wejściowej. […] WKRÓTCE POWIEDZĄ O WAS TO, CO TERAZ ZAZWYCZAJ MÓWIĄ O NAS: UMARLI! Makabryczne, a zarazem takie banalne. Ludzie tak bardzo opierają się przed oddaniem światu pożyczonych atomów. W rzeczywistości to życie jest rzadkim i wyjątkowym stanem!

*

Trudny język [o języku niemieckim]. Nie mieściło się jej w głowie, że we współczesnych czasach ludzie spotykający się w piekarni, szpitalu czy rozmawiający ze sobą przez okno używali deklinacji niczym starożytni Rzymianie.

Fernando Aramburu, Patria, przeł. Karolina Jaszecka,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...