Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

czwartek, 21 września 2017

Seksistowski znaczek — okładki bez niego nie znalazłam, więc wygumowałam. W seksistowskiej serii wspaniała powieść o rasizmie. Jeśli już ta książka musiałaby mieć znaczek, powinien brzmieć: lektura obowiązkowa dla białych!

Grzebię ostatnio w kwestii przywilejów. Dzieje się wokół mnie bardzo dużo w kwestii przywilejów. Nie zastanawiałam się, gdy przyszła do mnie informacja o tej książce — książce, jakby nie było, o przywilejach. I choć rzuciłam ją na chwilę dla Chyłki, to szybciutko wróciłam. Przewrotna opowieść, fantastycznie napisana, no i o rangach, czyli przywilejach, dla normalsów.

Wolność to krucha łodyżka żonkila po najdłuższej zimie. To dźwięk twojego głosu, gdy nikt cię nie zagłusza. Chęć mówienia „tak” i ważniejsze jeszcze prawo mówienia „nie”. W sercu wolności bije nadzieja: puls możliwości.

*

Uprzedzenia działają w obie strony. Są ludzie, którzy cierpią z ich powodu, i tacy, którzy z nich korzystają.

*

Ile potrzeba wyjątków, zanim sobie uświadamiamy, że prawda, którą nam wpajano, to jedno wielkie kłamstwo?

*

[…] uprzedzenia powszechnie uchodzą za coś złego, ale są żywe.

*

Nie wszystko można nienawidzić. Nie wszystkich można pobić, nie zawsze można się schlać i zrzucić na kogoś winę za własny szajs. To narkotyk i jak każdy narkotyk przestaje w końcu działać. Co wtedy?

*

Ci z nas, którzy mieli szczęście urodzić się biali, nie zdają sobie sprawy ze swojej szczęśliwej gwiazdy.

*

     — Fuj! — wołam. — Przestań. — Ale myśli kotłują mi się w głowie: a co, jeśli ktoś nie pasuje do układanki świata? Ma się okaleczyć, okroić, spiłować brzegi? Dlaczego nie możemy zmienić układanki?

*

Nie ma czegoś takiego jak fakt, liczy się tylko to, jak postrzegałeś go w danej chwili. Jak go opisałeś. Jak przetworzył go twój mózg. Opowieść jest nierozerwalnie złączona z narratorem.

*

     — Myślisz, że rasizm kiedyś wyginie?
     — Nie, bo wówczas biali musieliby zaakceptować równość. Kto by rozwalał system, który ich wyróżnia?

*

     — Czyli szukamy jednorożca — stwierdza Howard. — Superwrażliwego, świadomego rasowo białego hetero.

*

[…] myślę o wodzie, która unosi się pod postacią mgły, zmienia w obłok i powraca jako deszcz. Czy nazwalibyście to spadaniem? Czy może powrotem do domu?

*

     — Musi być okropna — przyznaję.
     — Nie jest — stwierdza Ruth po chwili namysłu. — Nie wie, że można inaczej. Nie potrafi
.

*

Duma to zły smok; śpi pod twoim sercem i ryczy, gdy potrzebujesz ciszy.

*

     — Nie zrozum mnie źle, kochanie — mówi — ale czasem, kiedy próbujesz coś wyjaśnić i wydaje ci się, że rzucasz aluzję, rozjeżdżasz rozmówcę walcem.

*

     — Wcale o tym nie myślę. Już ci powiedziałam: ja nie widzę koloru skóry.
     — Nie wszyscy z nas mają ten przywilej.

*

Noworodki to takie niezapisane kartki: przychodzą na świat bez założeń poczynionych przez rodziców ani obietnic, które da im Kościół, nie dzielą ludzi według sympatii i antypatii. Przychodzą na świat bez niczego, wymagają tylko opieki i przyjmą ją od każdego bez wyjątku.
     Ciekawe, ile czasu potrzeba, nim ów dar od natury pójdzie w kąt.

Spoza powieści, od Autorki, gdy już po wszystkim:

[…] najwięcej uczymy się dzięki rzeczom, które budzą w nas sprzeczne uczucia.

*

Zrozumiałam, że ignorancja też jest przywilejem.
     No więc cóż pożytecznego się dowiedziałam? Otóż, jeśli jesteś biały, jak ja, nie możesz pozbyć się swoich przywilejów, ale możesz je spożytkować
. […] Miej świadomość, że różnice pomiędzy ludźmi utrudniają niektórym dotarcie do mety, i staraj się stwarzać każdemu sprawiedliwą drogę do celu, z uwzględnieniem owych różnic. Dokształcaj się. Jeśli uważasz, że czyjś głos jest ignorowany, każ pozostałym słuchać. Jeśli twój znajomy opowiada rasistowski kawał, zawstydź go, zamiast się śmiać.

Jodi Picoult, Małe wielkie rzeczy,
przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 18 września 2017

W środę wieczorem Gepardzica z łóżka obok powiedziała: szósty tom Chyłki jest. „Biegiem” ze swojego łóżka sprawdziłam na upoluj, czy jest już dostępny. Tak. Prawie już klik, klik, ale zanim, pocztę sprawdziłam. Biały Kruk był szybszy o trzy godziny i słał mi tę książkę. Rzuciłam to, co czytałam. W czasie warsztatu nie czytałam, tylko podczytywałam, ale wróciłam do ula… i skończyłam.

Chyłka rozeszła się niczym zaraza, Orzeszek chyłkuje, Biały Kruk chyłkuje, ja skończyłam, Sadownik zacznie szóstkę lada dzień, bo miał ważniejsze rzeczy w programie rozrywek życiowych.

Oficjalna premiera za dziewięć dni. Do tego czasu wszyscy będziemy już po.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie po prostu, że nadal wszędzie pędzę, a nigdzie już mi się nie spieszy.

*

Miłość zniesie wszystko. […]
     — Przedstawić ci to matematycznie?
     — Nie.
     — Szkoda, bo wszystko sprowadza się do prostych równań. Dzielenia smutku, pomnażania szczęścia, odejmowania samotności i dodawania otuchy
.

*

[…]  pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, w którym sami się zamykamy.

*

Jeśli wymogów było przynajmniej kilka, sytuację można było przynajmniej uznać za powszednią. Jeśli kryterium było tylko jedno, oznaczało to komplikacje.

*

Mam taką burdelkasztę, zresztą nie tylko ja. Jest u każdego  w domu. Jedna szuflada […]. Wrzuca się do niej wszystko, co nie może sobie znaleźć miejsca, więc to burdelkaszta.

*

     — No nie — bąknęła Joanna. — Miało cię tu nie być.
     — I przez chwilę nie było. Na nic więcej nie licz
.

*

     — A więc to prawda, że…
     — Prawda nie może być „że” — przerwał mężczyzna w garniturze.  — Nie ma wersji, odmian ani wariantów.

*

Mógł wprawdzie uniknąć zmierzenia się z człowiekiem, ale nie z własnymi obawami.

Remigiusz Mróz, Oskarżenie,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 03 września 2017

Bo tytuł mnie zachwycił. To był argument.
Bo międzyurlopowe lądowanie w domu. To jest usprawiedliwienie.

To chyba romansidło… ale nie wiem… a jeśli, to chyba nietypowe, bo ma fantastyczne zakończenie — takie, jakie lubię najbardziej w powieściach czy filmach. W sumie, to o czym? O tęsknotach; o nadziei, że damy radę, choćby nie wiem co; o pragnieniu, by mieć takiego Feliksa; by również mieć przywilej bycia Feliksem dla kogoś.

Właściwie mogłam go nazwać moim najlepszym przyjacielem, jedynym w tej dziurze. Wszędzie za mną chodził, spał ze mną. Kiedy zaczęłam z nim rozmawiać, przeraziłam się na dobre. Chyba postradałam zmysły! Wkrótce stanę się wioskową psią mamą. Chociaż ten pies tak naprawdę miał w sobie cechy jednocześnie osła i niedźwiedzia. Szalona mieszanka.
     Odkryłam radość z faktu posiadania czworonożnego towarzysza.

*

     — Nie nuży cię robienie zdjęć tego samego?
     — To nigdy nie jest to samo.

*

Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy. Przynajmniej potrafiłam się cieszyć z drobnych rzeczy.

*

     — Czego się boisz?
     — Wszystkiego…

*

     — Przysięgam, że się starałam, zmuszałam się, ale nie mogę już. Nic mi nie wychodzi.
     — To minie — Feliks rzekł łagodnie. — Wszystko się ułoży.

*

     — Jesteś pewna, że to dobry plan?
     — Nie. Niczego nie jestem pewna. Okaże się na miejscu.

*

     — Powiedz nam, czego szukasz, będziemy mogli ci pomóc.

Agnès Martin-Lugand, Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę,
przeł. Beata Turska, Wielka Litera, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 20 sierpnia 2017

Utkwiły mi w głowie słowa dr. hab. Macieja Gduli z artykułu czytanego pierwszego lipca: Klasa średnia zakłada, że różnice między nią a wyższą są niewielkie. Że jak skończy lepsze studia i będzie więcej pracować, to będzie ją już na wszystko stać. Otóż nie będzie.

Artykuł w formie papierowej przeleżał na parapecie do dziś, gazeta pożółkła okrutnie. Właśnie te przytoczone słowa oraz pewien rodzaj szaleństwa, jakiemu oddaje się świat, spowodowały, że polowałam na tę książkę.

Dystopia to zdecydowanie moja ulubiona beletrystyczna forma. Wsiąkam prawie natychmiast. A potem, zanim skończę, wszędzie ze sobą ciągnę. O tej książce mogę powiedzieć, napisać tylko jedno, nie zdradzając żadnej z wielu nagłych zmian akcji, puenta bezcenna!

Mówili sobie, że dadzą radę: nie wydają za dużo, ciężko pracują. To dopiero zabójca: ciężka praca. […] Rzygać mu się chce, kiedy wspomina, jak ciężko pracował.
     I potem wszystko szlag trafił. Prawie z dnia na dzień. Nie tylko w życiu osobistym: cały ten domek z kart, cały system rozpadł się na kawałki, tryliony dolarów wyparowały z bilansów firm jak mgła z szyby
. […] pojawiły się hordy tanich ekspertów, udających, że potrafią wyjaśnić, czemu tak się stało: demografia, utrata zaufania, gigantyczne piramidy finansowe, ale to wszystko były gówniane zgadywanki. Ktoś skłamał, ktoś oszukał, ktoś zdusił rynek, ktoś rozdął bańkę inflacyjną. Brak miejsc pracy, za dużo chętnych. Albo brak miejsc pracy dla przeciętnych ludzi.

*

Jak mówią w sądzie, możesz odejść. Cały świat przed tobą, dokądkolwiek pójdziesz.

*

Przecież wszyscy umieramy, tylko niektórzy trochę wolniej.

*

Prawdopodobnie gapi się na sufit, jeśli cokolwiek może tam dostrzec. I prawdopodobnie sufit gapi się na niego.

*

Była dla niego tylko odskocznią, nie życiową potrzebą. […] I prawdę mówiąc, on był tym samym dla niej.

*

     — Wierzysz w wolną wolę? — pyta Jocelyn.
     Ma inny głos, nie tak pewny jak zwykle. To jakiś podstęp?
     — Co masz na myśli? — mówi Stan
.

*

     — Nic nie jest ułożone do końca — odpowiada Jocelyn. — Każdy dzień jest inny. Czy nie lepiej robić coś, bo tak zdecydowałaś? A nie dlatego że musisz?

*

Jeśli więzienie nie byłoby więzieniem, świat poza nim nie miałby żadnej wartości.

*

Ktoś jednak to akceptuje, pomyślał Stan. Można by się założyć, że tak. Jeśli da się na tym zarobić.

Margaret Atwood, Serce umiera ostatnie,
przeł. Małgorzata Maruszkin,
Wielka Litera, Warszawa 2016.

*

Doris Day, The Way We Were.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Zaczęłam. Odłożyłam. Wróciłam na chwilę, ale nie chwyciłam haczyka. Odłożyłam. Aż doszłam do miejsca, w którym reanimacji wymagałam. Wróciłam. Jeszcze przez kilka rozdziałów marudziłam, aż… wpadłam jak śliwka w kompot i oderwać się już nie mogłam. Teraz pozostało mi jedno, czekać na kolejny tom. Mam nadzieję, że już się pisze.

     — Nie dam ci spokoju, zdajesz sobie z tego sprawę?
     — Niestety tak. Wspólne życie z tobą doświadczyło mnie już na tyle, że nie mam złudzeń
.

*

     — Jesteśmy w podobnym wieku.
     — Metrykalnie tak — przyznał Kordian. — Mentalnie nie
.

*

     — Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.
     — Kto tak mówi?
     — Ja
.

*

     — Jedz te rośliny — rzuciła. — Sprawiaj normalne wrażenie.

*

     — Nie obchodzi mnie to.
     Właściwie mogłoby to być jej motto życiowe
.

*

     — Nie masz innego wyboru — zauważył Kormak.
     — Brak wyboru oznacza tylko jedno, szczypiorze. Że trzeba iść naprzód.
     Chłopak pokiwał głową
.

*

     — Kogo tak naprawdę przeciwko sobie mamy, Chyłka?
     — Nas samych
.

*

[…] nie odpowiedział. Wyszedł z założenia, że w rozmowie dwóch facetów cisza czasem wystarczy, by wszystko powiedzieć.

*

Czasem najtrudniejsze drogi prowadziły do najciekawszych miejsc […].

*

     — Rozpęta pani burzę.
     — Ja jestem burzą — odparła przez zęby
.

*

Wiesz jak to jest. Pesymista chodzi ze spuszczoną głową i nie widzi, co przed nim. Optymista ją zadziera, więc ostateczny rezultat jest taki sam. A realista patrzy przed siebie. I zawczasu dostrzega przeszkodę, o którą może się potknąć.

*

Mam prostą zasadę. Jeśli jest coś, co zamiast oglądania mogę przeczytać, wybieram drugą opcję. Zawsze.

*

     — Mamihlapinatapai — powiedział.
Skinęła głową z uśmiechem
.

     — Mamihlapinatapai — potwierdziła.

Remigiusz Mróz, Inwigilacja,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

sobota, 12 sierpnia 2017

Imieniny miesiąca na publio.pl. Co godzinę inny ibuk w akceptowanej przez mnie cenie. Można coś upolować, ale również zaryzykować. Zaryzykowałam, bo powieść to dla mnie gatunek trudny — szybko potrafię się zniechęcić, często nie umiem się skupić na imionach bohaterów, nie rozróżniam ich, nie pojmuję sieci zależności, sklecić w całość nie mogę.

Zaryzykowałam, bo Barcelona, bo jeden wieczór w okładki książki zamknięty, bo twór zwany „rodziną”, któremu przyglądać się można z boku bez ryzyka kalectwa lub utraty zdrowia.

Piękna książka! Do śmiechu — bardzo, do łez — również. Winogrona sylwestrowe, krokieciki i turrony też są, i wspaniały wielki pies!

[…] z rusztowania, podtrzymującego nas wszystkich na powierzchni rzeczywistości, wypadła mała śrubka. Słyszeliśmy, jak toczy się po ulicy, ale nie zwróciliśmy na nią uwagi.

*

Nie ma fioletowych świtów bez oczu, w których mogłyby się odbić, ani długich szlaków bez nóg, które mogłyby je pokonać.

*

Max położył łeb na moich kolanach, pokazał mi zęby w uśmiechu i nagle, czując jego zaufanie, przywiązanie i bezbronność, wydałem się sobie maleńki […] życie z podniesioną gardą nie zawsze wychodzi na dobre.

*

Gdybym miał córkę, byłaby tobą. Nie taka jak ty, tylko byłaby tobą. Upartą, impulsywną, wytrwałą… i zagubioną, czasem do mnie podobną, a czasem ode mnie różną… Opowiem ci również, że chciałbym być dla ciebie kimś ważnym, kimś wielkim, kimś silnym, bliskim, kto nie będzie ciągle zostawiał cię samej… I że żałuję, że cię zawiodłem.
     […]
     — Opowiem ci, że jesteś zła na życie i że masz ku temu powody. Ja na twoim miejscu też bym się gniewał, ale mylisz się, jeżeli uważasz, że bezruch jest lepszy. Nie, stanie w miejscu to nie jest życie, powinnaś o tym wiedzieć.

*

[…] miłość wcale nie jest czekaniem na coś, czego nikt nie może dać — wyszeptała mama.

*

Może życie czasem zabiera nam coś bezpowrotnie, a potem, innym razem, kiedy najmniej się tego spodziewamy, postanawia nagle o nas zadbać, kierując się zasadą wynagradzania strat, która nie ma nic wspólnego z prawami fizyki czy chemią, tylko z porządkiem rzeczy, którego do tej pory nikt nie potrafi wyjaśnić.

*

     — Oczywiście, że boli — usłyszałem jej głos. — Zaczynanie wszystkiego od nowa zawsze boli, ale jeszcze bardziej boli trwanie w zawieszeniu.

*

[…] oczy mówią dużo bogatszym językiem niż usta. Oczy sygnalizują dokładny moment, w którym dana postać ma zamiar się odezwać, i sugerują emocje, jakimi zabarwiona będzie jej wypowiedź. […] usta są tylko zwykłym megafonem oczu.

*

[…] znaczenie, jakie czas nadaje danym przeżyciom, jest właśnie tym, co pozwala wyrazić ich rozmiary.

*

[…] moja mapa skarbów doprowadziła mnie aż tutaj, bo cały czas szukałem odskoczni od zamiast trampoliny do. […] „Żeby tylko życie przeszło obok. Żeby tylko mnie nie znalazło”, myślałem w duchu i rozluźniłem się wewnętrznie po raz pierwszy od wielu tygodni.

*

Nie sposób rozmawiać, kiedy człowiek wie, że wszelkie słowa, które nie dotkną sedna sprawy, będą tylko zbędnym szumem, hałasem. Dziurami do wypełnienia.

*

— Słuchaj, mógłbyś poprosić Ingrid, żeby zrobiła ci reiki. Jeżeli pracuje z alkoholikami i zwierzętami, to dlaczego nie z abstynentami.

Alejandro Palomas, O matko!, przeł. Katarzyna Górska,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

środa, 09 sierpnia 2017

Wiedziałam o tej książce od maja. Zaznaczyłam, by upolować. Upolowałam pod koniec czerwca i wydawało mi się, że już zaraz za nią się wezmę, ale tak się nie stało — bele-trele nie jest dla mnie łatwą formą czytania. Jedna, druga audycja na temat Opowieści podręcznej. Próbowałam, ale po kilku stronach odpadłam. Inne, inne literki do mnie przychodziły. W sobotę wzięłam się za piąty tom Chyłki, a tu… audycja! Zdziwiona nie byłam. OK, nie rozkręcił się chyłkowy tom, odłożyłam, wprawiając Sadownika w zdumienie, gdy Mu wieczorem w rozmowie telefonicznej o tym doniosłam.

Zaczęłam opowieść i oderwać się już nie mogłam. Dystopia to zdecydowanie mój ulubiony „gatunek beletrystyczny”. Do takiego wniosku doszłam już w połowie czytania.

Ta książka trzeźwi. Żyjemy w kraju wybranym, kaganku moralności europejskiej, kolebce wartości najsłuszniejszych i właśnie z tego powodu jest to książka obowiązkowa w czasach najlepszej zmiany.

Pomyśl o rzeczach, które wydają ci się oczywistym twym prawem. Masz? Pomyśl, że może ci to być odebrane. Robi wrażenie. Piorunujące.

Ktoś kiedyś powiedział: nie interesujesz się polityką, polityka zainteresuje się tobą. I nawet jeśli jesteś mężczyzną, to świat, który zostanie pod ciebie skrojony, nie będzie ani dobry, ani wygodny, nawet jeśli nie lubisz grać w scrabble.

     Dlaczego więc chce mnie tu widzieć, w nocy, samą?
     Jeśli mnie na tym złapią, będę zdana na łaskę Sereny. Dyscyplina domowa to nie jego sprawa, to domena kobiet. A potem reklasyfikacja. Mogę skończyć jako niekobieta
.
     […]
     — Chciałbym… — zaczyna.
     Usiłuję nie okazać nadmiernego zainteresowania. Tak? No więc, o co chodzi? Chciałby czego
? […]
     — Chciałbym… — mówi. — ale to zabrzmi głupio. — I rzeczywiście robi wrażenie zmieszanego, jest potulny, w każdym razie tak to się kiedyś nazywało. […]
     — Chciałbym, żebyś zagrała ze mną w scrabble — kończy.
     Siedzę zupełnie sztywno. Panuję nad twarzą, która jest całkowicie nieruchoma. A więc to jest w zakazanym pokoju! Scrabble
! […] Teraz ta gra jest dla nas zakazana. Teraz jest niebezpieczna. Teraz jest nieprzyzwoita. Teraz jest czymś, czego nie może robić z własną żoną. Czymś pożądanym. […] Trzymam błyszczące kostki, czując ich gładkie brzegi, wymacuję litery. Zmysłowe doznanie. To jest wolność.

*

[…] — Myśleliśmy, że nam pójdzie lepiej.
     — Lepiej? — pytam ściszonym głosem. Jak on może myśleć, że tak jest lepiej?
     — „Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich — mówi. — Zawsze dla niektórych jest gorzej
.

*

     — […] Powiedz mi. Jesteś inteligentna, ja się naprawdę liczę z twoim zdaniem. Co takiego przeoczyliśmy?
     — Miłość — powiedziałam
.

*

Mówiąc ci cokolwiek, przynajmniej wierzę w ciebie, wierzę, że jesteś, powołuję cię do życia mocą swojej wiary. Opowiadając ci tę historię, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś.

*

BÓG TO NAJWYŻSZE DOBRO NARODU.

*

     — A może to jego wina — mówi.
     Nie wiem, kogo ma na myśli. Komendanta czy Boga? Gdyby mówiła o Bogu, powiedziałaby „wola”. Tak czy siak, to herezja. Wina może być tylko po stronie kobiety, bo tylko kobiety bywają uszkodzone, niepełnowartościowe, uparcie zamknięte
.

*

To się przynajmniej nie zmieniło: pełen miłości stosunek mężczyzn do dobrych samochodów.

*

[…] za czytanie. Nie, za czytanie tylko odcinają rękę — za trzecim razem.

Margaret Atwood, Opowieść podręcznej, przeł. Zofia Uhrynowska-Hanasz,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Poczucie winy jest świetne! Pomyślałam, gdy zatrzymał mnie poniższy cytat. Nie tylko z powodów wymienionych przez bohaterkę powieści. Bo.

Poczucie winy czyni cię wielkim, omnipotentnym i mającym niebywałą moc, by zasmucać, unieszczęśliwiać i oblepiać innych wszelkimi negatywnymi uczuciami. To rodzaj megalomanii — inni tracą swoją podmiotowość. Gdy masz poczucie winy, że czegoś nie zrobiłeś, nie przyjmujesz do wiadomości, że komuś mogło być na rękę, że nie przyjdziesz, nie przyjedziesz, nie odpiszesz, że może to, czego nie zrobiłeś, wcale nie było tak istotne, jak ci się wydawało, że nie jesteś pępkiem świata. Taplając się w poczuciu winy nie jesteś też w stanie przyjąć do wiadomości, że to, co zrobiłeś, było dość dobre i wystarczające, może było wszystkim, co miało w tej chwili sens. Zapytaj.

Ale co z poczuciem winy, gdy — gdyby można było cofnąć czas — zrobiłbyś coś odwrotnie? Jest szczere „przepraszam”. Jest możliwość spotkania prawdziwego. Jest dziś i jutro, by po prostu zrobić inaczej.

     — To straszne — mówię. Choć myślę, że to bardzo w jej stylu: wziąć to wszystko na siebie, uznać, że wady dziecka to tylko jej wina. Ludziom najtrudniej się przyznać, że ich życie nie ma żadnego znaczenia. Żadnego celu. Żadnej treści.

Margaret Atwood, Opowieść podręcznej, przeł. Zofia Uhrynowska-Hanasz,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017.

środa, 02 sierpnia 2017

Po pierwszej, trzecia. Po trzeciej czwarta. Ta, czyli opowiadania.

Ta, bo pierwsze zdanie w podczytniku do niej brzmiało: „Czytając te opowiadania Wisława Szymborska śmiała się i wzruszała”. Pomyślałam o Gepardzicy, czy by się śmiała — dowiem się, jak wróci z urlopu. Ja chwilami płakałam ze śmiechu. W wielu miejscach czytałam z zapartym tchem, ciekawa jak to się skończy. 

Teraz mogę powolutku brać się za drugą.

Choć nie, mówię bzdury — wcale nie myślałam, że się upiecze. Nic nigdy mi się nie upiekło. A już taka zbrodnia jak ta, żeby w Wigilię chcieć być sama — no nie…! Byłabym naiwna jak dziecko, gdybym wierzyła, że coś takiego ujdzie mi płazem

*

Ale co to mój boże z największej litery mój Boże więc co robisz że tego nie widzisz!

*

— Widzi ksiądz, to bardzo dziwne uczucie, ale ja dopiero teraz, kiedy mam dziewięćdziesiąt lat, czuję, że naprawdę dojrzewam i wiem, co mam robić. Jest tak,  jak  gdybym śnił przez to całe życie i dopiero teraz rozumiem, co mi powtarzali rodzice, co było w podręcznikach szkolnych, co mówili pisarze w książkach, które niby czytałem, ale nigdy nie byłem we wnętrzu ich słów.

*

[…] ja się zgadzam na wszystko, co ma zdarzyć się dalej niż jutro. „Pójdzie pani ze mną na lunch?”. „Nie”. „A za tydzień?”. „Pójdę”. Bo dla mnie za miesiąc czy za tydzień nie istnieje.

*

     — Can you swim? — pytała pani De Mattei.
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you drive a car?
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you fly?
     — Yes, I can’t.
     — Yes, I can albo No I can’t. Powtórz.
     Zanchini zawahał się.
     — Yes, I can — powiedział po dłuższej chwili
.

Jarosław Mikołajewski, Dolce vita,
Wydawnictwo AGORA, Warszawa 2012. 

wtorek, 25 lipca 2017

Przypadek. W kinie dawno nie byliśmy. Repertuar naszego ulubionego kina sprawdziłam. O! Film, na który chętnie bym poszła. Dzień później dowiaduję się, że na podstawie książki, więc jeśli mam na niego iść, to najpierw literki. Zaznaczyłam do obserwowanych i w przeciągu kilku dni książkę upolowałam.

Męska. Mocna.

O perspektywach. O wyborze perspektywy. O wolności wyboru własnej perspektywy. Lepszej książki na ten temat nigdy nie czytałam. Tę połknęłam. Wątek motoryzacyjny doskonały! Gotowa jestem na film.

     — Pseklinąłeś! — woła radośnie trzylatka, która już zdążyła przybiec z powrotem i krąży wokół nogawek Ovego.
     Ten sceptycznie przygląda się tej chodzącej nonszalancji gramatycznej. Ona podnosi na niego oczy i cała jej buzia się rozjaśnia.
     — Cytaj! — rozkazuje rozradowana i podaje mu książkę, tak daleko wyciągając rękę, że o mało co nie traci równowagi
.

*

Bo w życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy decyduje, jakim typem mężczyzny chce być. I kto nie zna tej historii, ten nie zna tego mężczyzny.

*

Miłość to przedziwna sprawa. Potrafi nas zaskoczyć.

*

Śmierć to przedziwna sprawa. Ludzie przez całe życie zachowują się tak, jakby nie istniała, a jednak przeważnie jest jednym z ważniejszych powodów, dla których żyją. Niektórzy wcześniej zdobywają tę świadomość i żyją mocniej, bardziej konsekwentnie, wściekle.
     […]
     Lękamy się jej, choć większość z nas najbardziej boi się tego, że śmierć dotknie kogoś innego, a nie nas. Bo największy lęk związany ze śmiercią to ten, że może nas pominąć. I zostawić całkiem samych.

*

Kiedy się kogoś utraciło, człowiek tęskni za dziwnymi rzeczami. Małymi rzeczami. Uśmiechami. Sposobem, w jaki obracała się we śnie na drugi bok. Przemalowywaniem dla niej pokoju.

*

     — Co to za miłość, która porzuca, kiedy ktoś jest słaby? Która zostawia drugiego, kiedy robi się ciężko? Powiedz mi, jaka to jest miłość?

*

Ale na smutku trudno polegać, bo jeśli ludzie go nie podzielają, to on potrafi podzielić ich.

*

[…] i szeptała: „Możemy zająć się życiem albo zająć się umieraniem, Ove. Musimy iść dalej”.
     I tak też było
.

*

[…] nalegała, żeby przeniósł sypialnię na dół do pustego pokoju gościnnego. Ale Ove się nie zgadzał. Po jakichś dziesięciu latach wreszcie zrozumiała, że w ten sposób on jej chce pokazać, że nie zamierza się poddawać. Że Bóg, wszechświat i cała reszta nie wygrają. Że te wszystkie skurwysyny mogą spadać. Więc przestała o tym mówić.

*

Kot nie odpowiedział.
     — Ty tego nie rozumiesz! Rozumiesz? — parsknął Ove i odwrócił się.
     Odgarniając śnieg, przez cały czas czuł na plecach wzrok kota
.

*

[…] najlepsi mężczyźni rodzą się ze swoich błędów i potem są o wiele lepsi, niż gdyby nie błądzili wcale — powiedziała do Ovego […].

*

Ove odczuwa zawsze instynktowną nieufność do osób, które mają ponad metr osiemdziesiąt pięć. Wtedy krew nie daje rady dotrzeć do mózgu, tak mówi jego doświadczenie.

Fredrik Backman, Mężczyzna imieniem Ove,
przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...