Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

środa, 25 października 2017

Ostatnie trzy. Wśród nich, jak zwykle doskonały, Michał Cichy, którego obecność w tej książce była katalizatorem decyzji „kupuję-czytam”.

Jak dobrze, że ostatnie opowiadanie było ostatnie — autor w wersji onanisty słownego, podąża za błyskotliwym pomysłem, ale tylko kilka kroków, by złapać kolejny pomysł i zwrot, a potem następny i następny, zwrot przez sztag, zwrot przez rufę — męczące ciut halsowanie i nawet bardzo precyzyjne obserwacje świata nie wynagrodziły czytelniczce, czyli mi. Już mnie nie dziwi zdziwienie Sadownika: Dukaja będziesz czytać, żartujesz? Czytałam, doczytałam do końca, ciekawa finału i z aktywnym genem po Orzeszku, która jak zaczyna czytać, to zawsze kończy. Skończyłam. 

*

A tego skoczka tutaj. Co? Że go stracę? Tak, ale to otwiera drogę… i mat! Na szachownicy wszystko da się zrobić, dopóki nie ma mata. Dopóki nie ma mata, wszystko jest możliwe.

*

     — Ta bezsilność, kiedy się nie da nic zrobić… — Nick poczuł podmuch chłodnego wiatru, który rozwiewał mu włosy. — Na przykład ojcostwo. Ono jest patem. Nie da się nie być ojcem dziecka, które już się urodziło, nawet gdy się go nie chce. Nie można sobie wybrać, że się odtąd nie będzie jego ojcem. To jest prawdziwy pat.
     — To dlatego taki byłeś? Wtedy? — zaatakował Nick.
     — Tak, dlatego
.

*

     — Bo czasem jest tak, że i przy pacie da się coś zrobić. Można iść królem w miejsce, gdzie czeka go śmierć, tylko po to, żeby zrobić ruch. Żeby dokonać wyboru.

Wojciech Engelking, Pat.

*

W każdym razie wśród ćwiczeń wewnętrznych, które na co dzień uprawiam, mam i takie, że wyobrażam sobie, jak złożone w kołyskę dłonie wielkie jak moje ciało podtrzymują mnie leżącego. Czuję wtedy zawsze przypływ najgłębszego odprężenia, ufności i bezpieczeństwa.

*

Cisza jest trudną sztuką.

*

Ukląkłem u jego stóp, żeby zdjąć mu z tych spuchniętych nóg buty. I wtedy poczułem, że to on został moim dzieckiem na ten swój ostatni czas na ziemi i że jestem mu wdzięczny, że daje mi czas na spokojne oswojenie się z jego odejściem.

*

Myślę o tym, kiedy był szczęśliwy.

*

Każdej nocy śnią mi się kilometry snów i część z tych kilometrów przechodzę z nim u boku. […] Dzięki tym snom także na jawie czuję jego obecność, podobnie jak wtedy, kiedy był jeszcze na świecie.

Michał Cichy, Miejsce przy kuchence.

*

Wszyscy mamy prawo – obowiązek! – przezwyciężyć przypadek swojego urodzenia, transseksualiści dopasowują ciało do wewnętrznej prawdy płci, konwertyci dopasowują religię do osobistego Boga, imigranci dopasowują kraj i język i kulturę do koloru marzeń, niech spróbuje.

*

Zdradź mi swój przedział podatkowy, a powiem ci, w co wierzysz i jakich celebów wielbisz hejtujesz żyjesz.

*

Jutro, jutro, jutro! nie zdarzy się nigdy. Dzisiaj! dzieje się wszystko.

Jacek Dukaj, Vtrko.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


poniedziałek, 23 października 2017

Druga trójka za mną. Umęczył mnie Szczerek, ale i ubawił setnie, gdy prawo z lewo na dzień dobry mu się pomyliło — co? też myślałeś, że to kobieca przypadłość? Optymistycznie myśląc, mógł to być taki awangardowy „figur” stylistyczno-artystyczny, by uważny czytelnik mapę jednak wyjął. Wyjęłam i ja, bo jakie lewo.

*

[…] wirtual przerósł real. Był lepszy, bo bardziej uporządkowany, przecedzony przez pazerny wzrok ojca. Zostawiał odrobinę więcej czasu na reakcję, pogłębiał zachwyt i po raz pierwszy od lat pozwolił odkryć Igorowi coś tak kręcącego jak wyobraźnia.

*

Oczywiście na Wielkanoc musiał spaść śnieg. […] Płatki śniegu, duże i mokre, były o odcień ciemniejsze od nieba i przez to przypominały popiół. Uznanie, że nie ma dwóch identycznych, wymagało więcej wiary niż w zmartwychwstanie człowieka.

*

Przecież ja nie wiem, […] dlaczego ludzie o takich samych temperamentach zdecydowali się całe życie odpychać? Dlaczego nie dobierają się tak, by w miejscu, w którym do siebie przylegają, występowała cisza?

*

Bał się narastającego strachu, nieznanego wcześniej ryzyka wiary, nieporównywalnie mniej bezpiecznego od kosztów nieufności.

Andrzej Muszyński, Maczużnik.

*

Ekspedientka jest zmęczona, bo delikatesy czynne są do dwudziestej pierwszej, która jednak za cholerę nie chce nadejść, ponieważ wszystkie zegary w tej strefie czasowej zatrzymały się na dwudziestej chyba ze dwa lata temu.

*

Poza tym ojciec w ogóle nie przepada za tym, żeby syn zaglądał do jego lodówki, o żadnej porze. Ojciec generalnie nie lubi, kiedy syn grzebie w czymkolwiek w tym domu, ponieważ dom to jego obsikany teren i każde grzebanie jest grzebaniem w jego wnętrzu, w jego wręcz mózgu.

*

Ale oto rozkosz piromana: ogień powoli zaczyna lizać grzbiet i wcale się jeszcze nie cieszy, wcale nie wie, jak wielki i łakomy kąsek mu się dostał, starcze wypociny jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy! Ogień jednak przeczyta je dokładnie, kartka po kartce, jak najuważniejszy krytyk.
     — No, szybciej, głupi! – mówi syn do ognia, a ogień nakłada okulary i zabiera się do kartkowania książki, której objętość nagle rośnie
.

Michał Witkowski, Domek.

*

Czy ktoś pyta, dlaczego zielone pojęcie jest zielone? Albo czarna rozpacz jest czarna?

*

W czasie gdy mój ojciec chodził tamtędy do szkoły, filie McDonalds’a dopiero zaczęły pojawiać się w Stanach, a Ameryka była czymś w rodzaju współcześnie istniejącej Atlantydy. Była równie realna, co kraina Oz.

*

Próbowałem zmontować to, co widziałem, z tym, o czym tylko słyszałem. Połączyć te dwa światy. Nie było to proste, zupełnie jakby moje urodzenie było cezurą, która zmieniła rzeczywistość.

Ziemowit Szczerek, Miasto mojego ojca.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


sobota, 21 października 2017

Bo… zapowiedź w podczytniku, że to opowiadania o relacji ojciec­–syn.
Będzie grubo! — pomyślałam.

Bo… wśród autorów Michał Cichy.
Wystarczająca rekomendacja, by nie oglądać się na nic.

Ta książka chwyta za jaja od pierwszego zdania. Chwyta i nie puszcza. Męska do bólu. Czytam powoli. Podzieliłam ją sobie na trzy części. Pierwsza, trzy opowiadania, za mną.

Ja znałem go już tylko takiego: Felicjana Taranowicza rozciągniętego pomiędzy lotniskami, kawiarniami i fleszami aparatów, wywleczonego z domu na łamy gazet i telewizyjne ekrany. Obcy wiedzieli o nim często więcej niż ja. […]
     — Tylko nie mów mamie — prosił mnie później, paląc papierosa. — Ja się jej strasznie boję.

*

Oprócz zajmowania się domem mama wychowywała dwóch synów: tatę i mnie.
     Tata był z nas dwóch tym młodszym. To jemu trzeba było zwykle ustępować, inaczej złościł się, zamykał w gabinecie i przywierał do swojego remingtona na kilkanaście godzin
.

*

Kiedy docierali na miejsce, tata wypuszczał go do środka jak z procy i tubalnym głosem oświadczał:
     — Dziś żadnych żaglowców dla geriatrii, panie Romku. Dziś wyłącznie samoloty dla Króla
!

*

W dłoni dzierżę niebezpieczny oręż: lśniące udko kurczaka. Wypoczywająca wśród nóg Alexis unosi łeb i przez ułamek sekundy nie wierzy, że ją to spotyka. Przysuwa się do mnie, świadoma, że jeden nieostrożny ruch może ją kosztować ją utratę tej wspaniałej nagrody nie-wiadomo-za-co. Puszysty ogon powoli zamiata podłogę z prawa na lewo i z powrotem.

*

[…]  gdyby ludzie nie próbowali robić tego, na co nie ma zbyt dużych nadziei, to cały ten szpital byłby pusty. A próbują: tam w dole, na korytarzach z zieloną lamperią, życie, nawet jeśli już prawie dokonane, aż huczy spod wszystkich tych płaszczy, beretów, bandaży.

*

Nie mieć siły pytać to jest coś, czego sobie człowiek chyba nie potrafi wyobrazić, dopóki nie dociera do tego zamglonego, wyludnionego miejsca, gdzie już po prostu nie może.

Jakub Małecki, Żaglowce i samoloty.

*

Myślałem, co by Cię ucieszyło, i zrozumiałem, że Cię nie znam.

*

[…] nigdy nie chciałem, żebyś zobaczył mnie bezsilnego. Najgorsze, myślałem, żebyś zobaczył moją bezradność i mnie znienawidził. Tak ja odwróciłem się od własnego ojca. Bałem się go, a potem on zaczął się bać mnie.

*

Pamiętam dzień, w którym się urodziłeś, i jaka była pogoda, pamiętam swoją radość i nigdy nie zapomnę.

*

I odtąd szliśmy razem, ja i moja nadzieja. Ona dodawała mi otuchy, podpowiadała kolejne rozwiązania, pocieszała, kiedy ponosiłem kolejną porażkę.

Wit Szostak, List.

*

Raz zapytałem go, co mam zrobić, gdy koniec naszego świata zaskoczy mnie bez kurtki w plecaku. Ojciec pomyślał chwilę i odparł, że mądre dziecko nosi takie rzeczy zawsze przy sobie.

*

[…] mówił, że nikt, kto nie stanął na szczycie po dwóch miesiącach morderczej wędrówki, nigdy nie pojmie, o co w tym wszystkim chodzi. On sam nie potrafi tego wyjaśnić i nikt chyba nie umie. Opowiadał o czystym szczęściu i poczuciu wielkiej mocy, jakie ogarniało go po zdobyciu góry. Cóż piękniejszego nad dosiadanie olbrzymów? Zrozumiałem wtedy, że rzeczy w życiu najważniejsze przeżywamy w samotności. Nie sposób się nimi podzielić.

*

Kłóciłem się z nim trochę, szukając bliskości poprzez spór.

Łukasz Orbitowski, Tygrys.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


wtorek, 17 października 2017

Dokładnie tydzień temu, wychodząc z rehabki, natknęłam się na starszego pana, siedzącego na krzesełku, który czytał książkę w niesamowitym skupieniu. Nie byłabym sobą, gdybym człowieka nie zaczepiła, chcąc dowiedzieć się, co czyta. Od słowa do słowa, że doskonałe Dzienniki Autora, o którego istnieniu pojęcia nie miałam żadnego. Zapamiętałam nazwisko, zapamiętałam, że dzienniki.

Po powrocie do domu klik, klik — dzienniki są, ale z dwóch różnych okresów. Które czytał pan? Nie znałam odpowiedzi na tak postawione pytanie. Podczytniki książek Autora przejrzałam, jeden po drugim, aż trafiłam na książkę, która wydała mi się dobrym kandydatem na początek znajomości ze słowami Autora.

Małe, chude, niepozorne, a jak wciąga! Od pierwszej sceny trzyma i nie można się oderwać. Było jak z Jedwabiem — czytało się piorunem. To jest kawał wyśmienitej męskiej prozy!

Pozostałam z niedosytem wersji Konrada.

Jakkolwiek muzyka nie ma żadnej treści możliwej do wyrażenia słowami, prawdopodobnie ma jakiś inny, niebezpieczny sens, jeśli tak dalece potrafi poruszyć ludzi, którzy mają nie tylko słuch muzyczny, ale posłuszni głosowi przeznaczenia i krwi należą do siebie. Nie uważasz?

*

     — Zapytać, o co? — mówi cicho, lekceważącym tonem, jakby szydził z samego siebie. — O co można pytać ludzi samymi słowami? I warta jest odpowiedź, jakiej udzielają ludzie nie prawdą swojego życia, lecz słowami?…

*

Na dnie wszystkich ludzkich związków jest jakiś namacalny materiał, daremna jest wszelka argumentacja, usilne starania, rzeczywistość się nie zmienia.

*

W końcu człowiek zawsze odpowiada własnym życiem na co ważniejsze pytania. Nie liczy się, co tam mówi po drodze, jakimi się broni słowami i argumentami! U kresu, u kresu wszystkiego, faktami swojego życia odpowiada na pytania, które świat zadaje mu z takim uporem. Te pytania brzmią: Kim jesteś? Czego naprawdę chciałeś?… Co naprawdę wiedziałeś?… Czemu byłeś wierny i niewierny?…

*

Czasami wydaje mi się, że bardzo wiele, może nawet wszystko zależy od słów, które człowiek w swoim czasie wypowiada, przemilcza albo zapisuje

*

Sam czyn jeszcze nie jest prawdą. Zawsze jest tylko następstwem.

*

     — Możliwe — mówi. — Możliwe, że masz rację. Pytaj. Może potrafię odpowiedzieć.

*

[…] co wygraliśmy całą naszą mądrością, pychą i wyniosłością?

*

Ale jak każdy pocałunek także i ten jest odpowiedzią — niezdarną i czułą — na pytanie, którego nie da się wyrazić słowami.

Sándor Márai, Żar, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


*

Po tej książce chodzę i z uporem maniaka nucę… tę wersję!

Peter Gabriel & Paula Cole, Come, Talk to Me.

piątek, 29 września 2017

Że muzykę na utwory można kupować, wiedziałam. Ale książkę? Nie miałam pojęcia. A było to tak.

Przymierzam się od tygodnia do filmu Joanny Kos-Krauze. Na przystanku autobusowym wypatrzyłam, że jest również książka o tym tytule. Podczytnik do niej przeczytałam, bo może książka najpierw? W ten sposób napatoczyłam się na nazwisko Autora i opowiadanie. Stuk, puk, klik, klik i zadziwienie — książka na kawałki jest sprzedawana. Nabyłam dwa opowiadania na „próbę”. To, będące inspiracją filmu, na który chcę iść i drugie z oksymoronem w tytule. Dopiero, gdy skończyłam czytać, zobaczyłam, że mogę kupić wszystkie w jednym kawałku. Warto, pomyślałam, po skończeniu obu opowiadań — są zadziwiające, zaskakujące i robiące poznawczą dziurę w brzuchu. Zaznaczyłam książkę do upolowania.

Próbował nazwać się Denis albo Harry. Białe imiona, trochę sztuczne. Ale nie przyjmowały się do niego, odpadały jak luźno przyszyty guzik. Z uporem nazywano go po staremu.
     Dlaczego dostał właśnie takie imię
?

*

Wykładał z kieszeni przenośny dobytek. Była to przedawniona karta kredytowa i kwity do prania.

*

     — Tyle we mnie czujesz obcości?
     —To nie jest obcość. To tajemnica.
     — I nie chcesz tej tajemnicy poznać?
     — To niemożliwe.
     — To znaczy, że zadowalasz się tylko połową mnie
.

*

     — Jeśli człowieka lekko ukarać, to krótko pamięta — dodał z zadumą cywilny urzędnik.
     — A jeśli ukarać ciężej? — zapytał przewodniczący King.
     — To pamięta dłużej.
     — A jeśli wybaczyć? W końcu to były wydarzenia historyczne. Ludzie działają z ideowych pobudek.
     — Jeśli całkiem wybaczyć? To zapamiętają na całe życie.
     — Co zapamiętają?
     — Tego nie mogę powiedzieć.
     — Dlaczego?
     — Żeby wysokiej komisji nie obrazić
.

*

     — Odbywała się tam właśnie msza za „skruszonych” — ciągnęła Klarysa. — To oni najbardziej potrzebują moralnego wsparcia. Siedziała przy mnie dziesięcioletnia dziewczynka. Przechodzący dominikanin ostro ją ofuknął, że do modlitwy nie złożyła rąk. Dziewczynka odrzekła, że bardzo by chciała, lecz lew ręka wciąż jej nie odrosła.

Wojciech Albiński, ze zbioru Kalahari opowiadania:
Krótki życie Umarłego, Kto z państwa popełnił ludobójstwo?,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 21 września 2017

Seksistowski znaczek — okładki bez niego nie znalazłam, więc wygumowałam. W seksistowskiej serii wspaniała powieść o rasizmie. Jeśli już ta książka musiałaby mieć znaczek, powinien brzmieć: lektura obowiązkowa dla białych!

Grzebię ostatnio w kwestii przywilejów. Dzieje się wokół mnie bardzo dużo w kwestii przywilejów. Nie zastanawiałam się, gdy przyszła do mnie informacja o tej książce — książce, jakby nie było, o przywilejach. I choć rzuciłam ją na chwilę dla Chyłki, to szybciutko wróciłam. Przewrotna opowieść, fantastycznie napisana, no i o rangach, czyli przywilejach, dla normalsów.

Wolność to krucha łodyżka żonkila po najdłuższej zimie. To dźwięk twojego głosu, gdy nikt cię nie zagłusza. Chęć mówienia „tak” i ważniejsze jeszcze prawo mówienia „nie”. W sercu wolności bije nadzieja: puls możliwości.

*

Uprzedzenia działają w obie strony. Są ludzie, którzy cierpią z ich powodu, i tacy, którzy z nich korzystają.

*

Ile potrzeba wyjątków, zanim sobie uświadamiamy, że prawda, którą nam wpajano, to jedno wielkie kłamstwo?

*

[…] uprzedzenia powszechnie uchodzą za coś złego, ale są żywe.

*

Nie wszystko można nienawidzić. Nie wszystkich można pobić, nie zawsze można się schlać i zrzucić na kogoś winę za własny szajs. To narkotyk i jak każdy narkotyk przestaje w końcu działać. Co wtedy?

*

Ci z nas, którzy mieli szczęście urodzić się biali, nie zdają sobie sprawy ze swojej szczęśliwej gwiazdy.

*

     — Fuj! — wołam. — Przestań. — Ale myśli kotłują mi się w głowie: a co, jeśli ktoś nie pasuje do układanki świata? Ma się okaleczyć, okroić, spiłować brzegi? Dlaczego nie możemy zmienić układanki?

*

Nie ma czegoś takiego jak fakt, liczy się tylko to, jak postrzegałeś go w danej chwili. Jak go opisałeś. Jak przetworzył go twój mózg. Opowieść jest nierozerwalnie złączona z narratorem.

*

     — Myślisz, że rasizm kiedyś wyginie?
     — Nie, bo wówczas biali musieliby zaakceptować równość. Kto by rozwalał system, który ich wyróżnia?

*

     — Czyli szukamy jednorożca — stwierdza Howard. — Superwrażliwego, świadomego rasowo białego hetero.

*

[…] myślę o wodzie, która unosi się pod postacią mgły, zmienia w obłok i powraca jako deszcz. Czy nazwalibyście to spadaniem? Czy może powrotem do domu?

*

     — Musi być okropna — przyznaję.
     — Nie jest — stwierdza Ruth po chwili namysłu. — Nie wie, że można inaczej. Nie potrafi
.

*

Duma to zły smok; śpi pod twoim sercem i ryczy, gdy potrzebujesz ciszy.

*

     — Nie zrozum mnie źle, kochanie — mówi — ale czasem, kiedy próbujesz coś wyjaśnić i wydaje ci się, że rzucasz aluzję, rozjeżdżasz rozmówcę walcem.

*

     — Wcale o tym nie myślę. Już ci powiedziałam: ja nie widzę koloru skóry.
     — Nie wszyscy z nas mają ten przywilej.

*

Noworodki to takie niezapisane kartki: przychodzą na świat bez założeń poczynionych przez rodziców ani obietnic, które da im Kościół, nie dzielą ludzi według sympatii i antypatii. Przychodzą na świat bez niczego, wymagają tylko opieki i przyjmą ją od każdego bez wyjątku.
     Ciekawe, ile czasu potrzeba, nim ów dar od natury pójdzie w kąt.

Spoza powieści, od Autorki, gdy już po wszystkim:

[…] najwięcej uczymy się dzięki rzeczom, które budzą w nas sprzeczne uczucia.

*

Zrozumiałam, że ignorancja też jest przywilejem.
     No więc cóż pożytecznego się dowiedziałam? Otóż, jeśli jesteś biały, jak ja, nie możesz pozbyć się swoich przywilejów, ale możesz je spożytkować
. […] Miej świadomość, że różnice pomiędzy ludźmi utrudniają niektórym dotarcie do mety, i staraj się stwarzać każdemu sprawiedliwą drogę do celu, z uwzględnieniem owych różnic. Dokształcaj się. Jeśli uważasz, że czyjś głos jest ignorowany, każ pozostałym słuchać. Jeśli twój znajomy opowiada rasistowski kawał, zawstydź go, zamiast się śmiać.

Jodi Picoult, Małe wielkie rzeczy,
przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 18 września 2017

W środę wieczorem Gepardzica z łóżka obok powiedziała: szósty tom Chyłki jest. „Biegiem” ze swojego łóżka sprawdziłam na upoluj, czy jest już dostępny. Tak. Prawie już klik, klik, ale zanim, pocztę sprawdziłam. Biały Kruk był szybszy o trzy godziny i słał mi tę książkę. Rzuciłam to, co czytałam. W czasie warsztatu nie czytałam, tylko podczytywałam, ale wróciłam do ula… i skończyłam.

Chyłka rozeszła się niczym zaraza, Orzeszek chyłkuje, Biały Kruk chyłkuje, ja skończyłam, Sadownik zacznie szóstkę lada dzień, bo miał ważniejsze rzeczy w programie rozrywek życiowych.

Oficjalna premiera za dziewięć dni. Do tego czasu wszyscy będziemy już po.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie po prostu, że nadal wszędzie pędzę, a nigdzie już mi się nie spieszy.

*

Miłość zniesie wszystko. […]
     — Przedstawić ci to matematycznie?
     — Nie.
     — Szkoda, bo wszystko sprowadza się do prostych równań. Dzielenia smutku, pomnażania szczęścia, odejmowania samotności i dodawania otuchy
.

*

[…]  pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, w którym sami się zamykamy.

*

Jeśli wymogów było przynajmniej kilka, sytuację można było przynajmniej uznać za powszednią. Jeśli kryterium było tylko jedno, oznaczało to komplikacje.

*

Mam taką burdelkasztę, zresztą nie tylko ja. Jest u każdego  w domu. Jedna szuflada […]. Wrzuca się do niej wszystko, co nie może sobie znaleźć miejsca, więc to burdelkaszta.

*

     — No nie — bąknęła Joanna. — Miało cię tu nie być.
     — I przez chwilę nie było. Na nic więcej nie licz
.

*

     — A więc to prawda, że…
     — Prawda nie może być „że” — przerwał mężczyzna w garniturze.  — Nie ma wersji, odmian ani wariantów.

*

Mógł wprawdzie uniknąć zmierzenia się z człowiekiem, ale nie z własnymi obawami.

Remigiusz Mróz, Oskarżenie,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 03 września 2017

Bo tytuł mnie zachwycił. To był argument.
Bo międzyurlopowe lądowanie w domu. To jest usprawiedliwienie.

To chyba romansidło… ale nie wiem… a jeśli, to chyba nietypowe, bo ma fantastyczne zakończenie — takie, jakie lubię najbardziej w powieściach czy filmach. W sumie, to o czym? O tęsknotach; o nadziei, że damy radę, choćby nie wiem co; o pragnieniu, by mieć takiego Feliksa; by również mieć przywilej bycia Feliksem dla kogoś.

Właściwie mogłam go nazwać moim najlepszym przyjacielem, jedynym w tej dziurze. Wszędzie za mną chodził, spał ze mną. Kiedy zaczęłam z nim rozmawiać, przeraziłam się na dobre. Chyba postradałam zmysły! Wkrótce stanę się wioskową psią mamą. Chociaż ten pies tak naprawdę miał w sobie cechy jednocześnie osła i niedźwiedzia. Szalona mieszanka.
     Odkryłam radość z faktu posiadania czworonożnego towarzysza.

*

     — Nie nuży cię robienie zdjęć tego samego?
     — To nigdy nie jest to samo.

*

Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy. Przynajmniej potrafiłam się cieszyć z drobnych rzeczy.

*

     — Czego się boisz?
     — Wszystkiego…

*

     — Przysięgam, że się starałam, zmuszałam się, ale nie mogę już. Nic mi nie wychodzi.
     — To minie — Feliks rzekł łagodnie. — Wszystko się ułoży.

*

     — Jesteś pewna, że to dobry plan?
     — Nie. Niczego nie jestem pewna. Okaże się na miejscu.

*

     — Powiedz nam, czego szukasz, będziemy mogli ci pomóc.

Agnès Martin-Lugand, Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę,
przeł. Beata Turska, Wielka Litera, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 20 sierpnia 2017

Utkwiły mi w głowie słowa dr. hab. Macieja Gduli z artykułu czytanego pierwszego lipca: Klasa średnia zakłada, że różnice między nią a wyższą są niewielkie. Że jak skończy lepsze studia i będzie więcej pracować, to będzie ją już na wszystko stać. Otóż nie będzie.

Artykuł w formie papierowej przeleżał na parapecie do dziś, gazeta pożółkła okrutnie. Właśnie te przytoczone słowa oraz pewien rodzaj szaleństwa, jakiemu oddaje się świat, spowodowały, że polowałam na tę książkę.

Dystopia to zdecydowanie moja ulubiona beletrystyczna forma. Wsiąkam prawie natychmiast. A potem, zanim skończę, wszędzie ze sobą ciągnę. O tej książce mogę powiedzieć, napisać tylko jedno, nie zdradzając żadnej z wielu nagłych zmian akcji, puenta bezcenna!

Mówili sobie, że dadzą radę: nie wydają za dużo, ciężko pracują. To dopiero zabójca: ciężka praca. […] Rzygać mu się chce, kiedy wspomina, jak ciężko pracował.
     I potem wszystko szlag trafił. Prawie z dnia na dzień. Nie tylko w życiu osobistym: cały ten domek z kart, cały system rozpadł się na kawałki, tryliony dolarów wyparowały z bilansów firm jak mgła z szyby
. […] pojawiły się hordy tanich ekspertów, udających, że potrafią wyjaśnić, czemu tak się stało: demografia, utrata zaufania, gigantyczne piramidy finansowe, ale to wszystko były gówniane zgadywanki. Ktoś skłamał, ktoś oszukał, ktoś zdusił rynek, ktoś rozdął bańkę inflacyjną. Brak miejsc pracy, za dużo chętnych. Albo brak miejsc pracy dla przeciętnych ludzi.

*

Jak mówią w sądzie, możesz odejść. Cały świat przed tobą, dokądkolwiek pójdziesz.

*

Przecież wszyscy umieramy, tylko niektórzy trochę wolniej.

*

Prawdopodobnie gapi się na sufit, jeśli cokolwiek może tam dostrzec. I prawdopodobnie sufit gapi się na niego.

*

Była dla niego tylko odskocznią, nie życiową potrzebą. […] I prawdę mówiąc, on był tym samym dla niej.

*

     — Wierzysz w wolną wolę? — pyta Jocelyn.
     Ma inny głos, nie tak pewny jak zwykle. To jakiś podstęp?
     — Co masz na myśli? — mówi Stan
.

*

     — Nic nie jest ułożone do końca — odpowiada Jocelyn. — Każdy dzień jest inny. Czy nie lepiej robić coś, bo tak zdecydowałaś? A nie dlatego że musisz?

*

Jeśli więzienie nie byłoby więzieniem, świat poza nim nie miałby żadnej wartości.

*

Ktoś jednak to akceptuje, pomyślał Stan. Można by się założyć, że tak. Jeśli da się na tym zarobić.

Margaret Atwood, Serce umiera ostatnie,
przeł. Małgorzata Maruszkin,
Wielka Litera, Warszawa 2016.

*

Doris Day, The Way We Were.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Zaczęłam. Odłożyłam. Wróciłam na chwilę, ale nie chwyciłam haczyka. Odłożyłam. Aż doszłam do miejsca, w którym reanimacji wymagałam. Wróciłam. Jeszcze przez kilka rozdziałów marudziłam, aż… wpadłam jak śliwka w kompot i oderwać się już nie mogłam. Teraz pozostało mi jedno, czekać na kolejny tom. Mam nadzieję, że już się pisze.

     — Nie dam ci spokoju, zdajesz sobie z tego sprawę?
     — Niestety tak. Wspólne życie z tobą doświadczyło mnie już na tyle, że nie mam złudzeń
.

*

     — Jesteśmy w podobnym wieku.
     — Metrykalnie tak — przyznał Kordian. — Mentalnie nie
.

*

     — Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.
     — Kto tak mówi?
     — Ja
.

*

     — Jedz te rośliny — rzuciła. — Sprawiaj normalne wrażenie.

*

     — Nie obchodzi mnie to.
     Właściwie mogłoby to być jej motto życiowe
.

*

     — Nie masz innego wyboru — zauważył Kormak.
     — Brak wyboru oznacza tylko jedno, szczypiorze. Że trzeba iść naprzód.
     Chłopak pokiwał głową
.

*

     — Kogo tak naprawdę przeciwko sobie mamy, Chyłka?
     — Nas samych
.

*

[…] nie odpowiedział. Wyszedł z założenia, że w rozmowie dwóch facetów cisza czasem wystarczy, by wszystko powiedzieć.

*

Czasem najtrudniejsze drogi prowadziły do najciekawszych miejsc […].

*

     — Rozpęta pani burzę.
     — Ja jestem burzą — odparła przez zęby
.

*

Wiesz jak to jest. Pesymista chodzi ze spuszczoną głową i nie widzi, co przed nim. Optymista ją zadziera, więc ostateczny rezultat jest taki sam. A realista patrzy przed siebie. I zawczasu dostrzega przeszkodę, o którą może się potknąć.

*

Mam prostą zasadę. Jeśli jest coś, co zamiast oglądania mogę przeczytać, wybieram drugą opcję. Zawsze.

*

     — Mamihlapinatapai — powiedział.
Skinęła głową z uśmiechem
.

     — Mamihlapinatapai — potwierdziła.

Remigiusz Mróz, Inwigilacja,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...