Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

czwartek, 06 grudnia 2018

Z kronikarskiego obowiązku, ale też jako efekt czyszczenia buforów pamięci i wrażeń, nim z tu wyląduję w tam. Skończyłam pierwszą.

Bardzo angielska książka. Należy czytać powoli i nie spodziewać się nagłych zmian akcji. Subtelna. Mocna w wymowie; w tym, co nie zostało w niej powiedziane, przeżyte.

     — […] Tymczasem nie mogę nawet powiedzieć, że popełniałem własne błędy. Doprawdy, nasuwa się pytanie, i jakaż w tym godność?
     — E tam, posłuchaj no pan. Nie całkiem rozumiem, o co panu chodzi, ale coś mi się zdaje, że nie podchodzisz pan do tego, jak należy. Po co cały czas oglądać się na to, co było? Nic dziwnego, że robi się panu żal. A że nie potrafisz pan już pracować tak jak dawniej? No i dobrze, każdego to czeka! Każdy kiedyś musi wreszcie odpocząć. […] A że obaj nie jesteśmy już młodzieniaszki? To i dobrze! Trzeba dalej patrzeć w przyszłość. — I zdaje się, że wtedy wyrzekł te słowa: — Baw się pan.

*

Przez całe przedpołudnie szczególnie prześladowało mnie jedno ulotne wspomnienie — wspomnienie pewnej chwili, której nie zapomnę nigdy. […] Stoję nie bezpośrednio naprzeciw tych drzwi, lecz lekko zwrócony w ich stronę, przygwożdżony niepewnością, czy mam zastukać, czy nie, przeświadczony, że tam, za tymi drzwiami, zaledwie parę kroków ode mnie […].

*

     — Słyszałam, że podobno właśnie wiele uczonych ksiąg zawiera fragmenty wielce pikantne, ale nigdy nie ośmieliłam się tego sprawdzić. No, panie Stevens, niechże pan powie, co pan czyta.

*

Wiedziałem jednak, że nic nie uzyskam, użalając się nad sobą, a tym bardziej marnując ostatnie chwile światła słonecznego.

*

     — Więc dlaczego, panie Stevens, dlaczego wtedy pan mi tego nie powiedział?

*

Jak już powiedziałem, nigdy dotąd nie myślałem w ten sposób o tej sprawie; być może jednak już tak jest, że podróż otwiera przed nami nowe, zdumiewające perspektywy, i to w sprawach, które, zdawać by się mogło, zostały już dawno i gruntownie przemyślane.

Kazuo Ishiguro, Okruchy dnia, przeł. Jan Rybicki,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


piątek, 16 listopada 2018

Po papierzu, po Szczygle potrzebowałam czegoś — nawet jeśli na poważny temat — podanego w mniej realny i poważny sposób. Wybór, biorąc pod uwagę zawartość mojego kundla, wydawał się oczywisty.

Ponad sto dziesięć drobiazgów — zbudowanych słowem światów, w których ojcowie i synowie grają pierwsze skrzypce. Bawili mnie do łez. Być może dlatego, że ja sama synem nie jestem. Były te miniaturki bardzo skuteczne w odrywaniu mnie od rzeczywistości. Płakałam ze śmiechu. Gdybym była synem, być może byłby to śmiech przez łzy. Delektowałam się do samego końca jako córka.

Wszystkie dorosłe dzieci, bez względu na płeć, po tej książce staną przed potrzebą znalezienia własnej odpowiedzi na pytanie kontrolne: po czym poznaję, że żyję własnym życiem?

[…] umiał już obliczyć wartość netto takiej czy innej inwestycji, pić wstrzemięźliwie z akcjonariuszami z Korei oraz płynnie i przekonująco władać korporacyjnym żargonem swoich przodków.
     Ale syn nie miał prezencji ojca, jego majestatyczności, wzrostu, szerokich ramion, brzucha, a wszystko to wydawało się nieodzowne w piastowaniu stanowiska prezesa.
[…]
     Jednak pewnego popołudnia, w przededniu corocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, ojciec wezwał go do gabinetu, kazał zamknąć drzwi, po czym, ciągnąc suwak ukryty za prawym uchem, rozpiął całe swoje ciało, a ze środka wyszedł niewysoki, sentymentalny, osiemdziesięcioletni malkontent.
     — Masz, włóż to — powiedział stary mężczyzna, podając młodzieńcowi rosłe, charyzmatyczne, barczyste ciało. — Nie, nie tak. O tak, w ten sposób
.

*

     — Niedobrze — odezwał się ojciec po deserze.
     — Fakt — przyznał syn.
     Obaj byli ludźmi uczuciowymi, więc zebrało im się na płacz, chociaż ojciec uważał, że napływające do oczu łzy są sprawą biochemii, podczas gdy syn uważał, że jego łzy są introspekcyjne
.

*

Bliżsi naszym czasom mędrcy z tej linii przekazu byli pijakami, narkomanami i lubieżnikami. Wybierali normalność, milczenie albo obłęd. Pisali dobre i złe wiersze. Trzej zrobili karierę w polityce, dwaj w finansach, dwaj w know-how, jeden przeprowadził się do Minneapolis-Saint Paul i słuch o nim zaginął […].

*

Oczywiście, myślał dalej Leonard, źródłem największej liczby tworzonych światów równoległych są ojcowie dyktujący synom, co mają robić w życiu — w ten sposób natychmiast tworzą świat, w którym synowie słuchają ojcowskich wyroków, oraz świat, w którym synowie się buntują, jak również nieskończone mrowie światów, w których synowie probabilistycznie wahają się między posłuchem a buntem. Lecz nie tylko ojcowie tworzą takie światy — każda interakcja między członkami rodziny powołuje do życia co najmniej jeden świat, przeważnie więcej, zwłaszcza interakcja, która niesie ze sobą wymagania; Leonard, zanim jeszcze odkleił czoło od szyby, doszedł do wniosku, że większe rodziny, jak również rodziny bardziej ze sobą zżyte, rodzą więcej światów równoległych, a zżyte ze sobą duże rodziny, stawiające przed swoimi członkami wiele wymagań, rodzą ich najwięcej.

*

W kategoriach fizyki nazwanie rozmowy z ukochaną osobą węzłem rozszczepiania wszechświata albo punktem nodalnym niekonieczne było wyrazem krytycyzmu, a gotowość do wkroczenia w taką relację powinna zależeć wyłącznie od chęci bycia probabilistycznie schwytanym między wszystkie możliwe rezultaty.

*

Staramy się (bez powodzenia) wyrwać z matczynych objęć tak samo, jak próbujemy (bez powodzenia) wyrwać się z ojcowskich uścisków.

*

To, co dawniej zdawało się niewytłumaczalne, teraz w ogóle nie wymaga wyjaśnienia. Albo docieram wreszcie do dna tej bezdennej otchłani, albo bezdenna otchłań przez cały czas była na powierzchni.

*

[…] robot, skonstruowany przez wynalazcę Shimurę — mający zapewnić dzieciom w sierocińcach ojcowską, choć tylko humanoidalną opiekę — okazał się fiaskiem. Na ogół zupełnie ignoruje dzieci. Co kwadrans podnosi rękę i gwałtownym gestem ucisza cały sierociniec. Pasjami czyta biografie tytanów biznesu, które — zgodnie z podręcznikiem obsługi — skanuje oczami i ściąga na pojemny twardy dysk.

*

Po czterdziestu latach mozolnych, samotnych, często obłąkańczych badań słoweński fizyk stwierdził, że siódma cyfra po przecinku w pewnej stałej fizycznej, którą odkrył i obliczył do szóstego miejsca po przecinku jego nieżyjący ojciec i którą wyryto na grobie nieboszczyka, wynosi dziewięć.

Adam Ehrlich Sachs, Po ojcu. Opowiadania, przypowieści i syndromy,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 28 października 2018

Eksperyment trwa. Nie czytam. W czwartek między zajęciami, skoro nie czytam programowo, postanowiłam rzucić okiem na to, co czytał Dudi. W ten sposób w ciągu kilku minut miałam tę książkę do tramwaju.

Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, uznałabym czas spędzony z dziewięćdziesięciolatkiem i burdelmamą za prawie stracony. Na szczęście Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, poza świadkowaniem kilku rozmowom, które rozbawiły mnie do łez, wzruszyły lub zadumały ciut, książkę uznałabym za obrzydliwą. Na szczęście Casilda westchnęła. Wciąż są w tej książce sceny, które wykręcają mnie na lewą stronę, ale jako całość jest ona warta grzechu, czasu i towarzystwa porannej kawy.

Gdyby jednak ta opowieść była dwa razy grubsza, nawet fakt, że Casilda westchnęła, nie pomógłby — rzuciłabym tę książkę w cholerę, nazwisko autora nie dawałoby żadnej taryfy ulgowej — won!

Ja jestem tą, której nie szukasz.

*

Wiesz, zaczynam się powoli starzeć, powiedziałem. Już jesteśmy starzy, westchnęła. Rzecz w tym, że człowiek nie czuje tego w środku, za to po człowieku wszyscy to widzą.

*

Uzmysłowiłem sobie, że i ta chwila jest swoistą okazją podsuwaną mi przez los, więc chwyciłem się jej i nie pozwoliłem uciec […].

*

Zacząłem od pytania, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem starym już człowiekiem, i wydaje mi się, że stało się to właśnie tuż przed owym dniem. Gdy ukończyłem czterdzieści dwa lata, udałem się do lekarza, skarżąc się na utrudniający mi oddychanie ból w plecach. Zbagatelizował problem: to naturalny ból w pańskim wieku, stwierdził.
     — W takim razie — odpowiedziałem — rzeczą nienaturalną jest mój wiek
.

*

Dziś śmieję się z chłopaków z osiemdziesiątką na karku, którzy przerażeni nagłym niedomaganiem, bezzwłocznie szukają pomocy u lekarza, jeszcze nieświadomi, że po dziewięćdziesiątce jest jeszcze gorzej, ale staje się to zarazem nieistotne: wciąż żyjesz, więc coś za coś. Triumfem życia z kolei jest szwankowanie pamięci ludzi starych wobec błahostek, atoli rzadko owa pamięć niedomaga, gdy rzeczy mocno nas dotyczą.

*

[…] oświadczył: Świat idzie do przodu. Tak, odpowiedziałem, do przodu, ale nieustannie kręcąc się wokół Słońca.

*

[…] poczułem w gardle niemalże gordyjski węzeł tych wszystkich miłości, które mogły się stać, ale się nie stały.

*

Zacząłem uczyć się kota, tak jak niegdyś wkuwałem łacinę. […] Chciałem, by kot nauczył się jeść o stałych porach, korzystał z kuwety z piaskiem na tarasie, by nie wchodził na moje łóżko, gdy śpię, i  nie wąchał mojego jedzenia na stole, i nie potrafiłem dać mu do zrozumienia, że ten dom jest po prostu jego domem, a nie łupem wojennym. W rezultacie pozwoliłem mu robić, co mu się żywnie podoba.

*

Ma podwójne życie i podwójne szczęście i może zmieniać swoje przeznaczenie. Lubi wszystkiego próbować, z ciekawości, ale nigdy sobie nie wybaczy, jeśli nie będzie kierować się sercem.

*

Odkryłem, że nie jestem zdyscyplinowany z przyrodzenia, ale w wyniku reakcji na swe bałaganiarstwo; że wydaję się szczodry, ażeby skryć swoje sknerstwo, że jestem przesadnie ostrożny z powodu czarnowidztwa, że jestem pojednawczy, by nie ulec hamowanej złości, że jestem punktualny, bo nie chcę, by się ktokolwiek dowiedział, jak mało mnie obchodzi cudzy czas. Odkryłem wreszcie, że miłość nie jest stanem duszy, ale znakiem zodiaku.
     Stałem się inny
.

Gabriel García Márquez, Rzecz o mych smutnych dziwkach,
przeł. Carlos Marrodán Casas, Muza, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(okładka z papierowego wydania z roku 2010,
bo ta z 2017 nie uruchamia pragnień)

czwartek, 25 października 2018

Skończył wreszcie tę przeklętą książkę donosi na początku listu. Bo książka ta zaczyna się i kończy wymianą listów. Początek epistolograficzny był dla mnie nie do przejścia za pierwszym razem. Ja, człowieka wychowana w i nasiąknięta patriarchatem, potrafiąca lawirować w wodach mizoginii, umiem czytać teksty z rodzajem męskim w roli głównej: czytelnicy, uważny czytelnik z łatwością zauważy, że… ty niegrzeczna dziewczynko!, ale miałam prawdziwy wielki error w głowie, gdy czytałam akapity z dominującym rodzajem żeńskim i rodzajem męskim, który zabiera głos na kolanach (przepraszając w tonie, że w ogóle czegoś chce): Napisałem też parę bulwersujących rzeczy o Matce Ewie... Ale przecież wszyscy wiemy, jak to jest! Nikt chyba nie powinien poczuć się urażony... Zresztą dzisiaj każdy mówi, że jest ateistką. […] niegrzeczny chłopczyku!

Podobnie jak Autorka wyrażam wdzięczność Margaret Atwood, która uwierzyła w tę książkę. Jeśli Jej wiara była potrzebna do ukończenia tej książki, to nigdy dość dziękuję!

Przewrotna powieść (dystopia, mniam, mniam) pokazująca w fantastyczny sposób mechanizm siły, władzy i wynikającej z nich przemocy — to dzieje się w realu wciąż, tu i teraz, w odwróconym porządku, który niektórzy nazywają z przekonaniem naturalnym. Pozostaję poruszona celnością w konstruowaniu dynamiki zachowań ludzi. Jeśli pozostałam z niedosytem, to polega on na tym, że chciałabym usłyszeć zdanie na temat tej książki wyrażone przez mężczyznę.

Teraz toczy się debata: ilu mężczyzn w ogóle potrzebujemy? Trzeba to przemyśleć.
     
Mężczyźni stanowią zagrożenie. Są sprawcami większości przestępstw. Są mniej inteligentni, mniej pracowici, mniej obowiązkowi, myślą penisem. Częściej zapadają na różne choroby i stanowią obciążenie dla budżetu. Oczywiście potrzebujemy ich do płodzenia dzieci, ale ilu jest naprawdę niezbędnych w tym celu? Na pewno mniej niż kobiet. Dobrzy, porządni, posłuszni mężczyźni — oczywiście, dla nich zawsze znajdzie się miejsce. Jednak ilu takich jest? Może jeden na dziesięciu.

*

Moim zdaniem to wina ruchów walczących o prawa mężczyzn mają zbyt radykalne poglądy i sprowokowali taką reakcję.

*

     — Ale wiesz, czym to się skończy — mówi Roxy. — Spuścimy na nich bombę, oni spuszczą na nas bombę i to zacznie się rozszerzać coraz dalej i dalej, aż zaangażuje się Ameryka, potem Rosja, potem Bliski Wschód... Ewka, kobiety będą cierpieć tak samo jak mężczyźni.
     
Zginie tyle samo kobiet co mężczyzn. Wylądujemy z powrotem w czasach kamienia łupanego.
     — Więc będziemy żyć w czasach kamienia.
     — Aha. Jasne.
     — A potem nastąpi pięć tysięcy lat odbudowy, pięć tysięcy lat, kiedy będzie się liczyło tylko jedno: czy jesteś silniejsza, jak wiele możesz zniszczyć, jak wielki wzbudzasz strach
.

*

     Nawet kamień różni się od innych kamieni.
     Wszystko ma tylko swój własny kształt, nie ma innego.
     Każda nazwa, jaką sobie nadajemy, jest nieprawdziwa.
     Nasze sny są bardziej prawdziwe niż nasza jawa
.

*

Kształt mocy jest zawsze taki sam: nieskończony, splątany, wiecznie rozgałęziający się. Moc żyje niczym drzewo i ciągle rośnie; zamyka się w swoich granicach, lecz jest wielością. Nieodgadnione są jej kierunki; przestrzega tylko swoich własnych praw. Nikt, kto widzi żołądź, nie może przewidzieć rysunku żyłek na liściach w koronie dorosłego dębu.

*

Pierwszym błędem jest założenie, że są dwie możliwości i trzeba między nimi wybierać.

*

Kto jest zły, a kto dobry? Kto kogo namówił do zjedzenia jabłka? Kto ma siłę, a kto jej nie ma? Te pytania nie mają sensu. Kochanie, rzeczy są bardziej skomplikowane. Zawsze o wiele bardziej, niż sobie wyobrażasz. Nie ma dróg na skróty, jeśli idzie o pojmowanie i o wiedzę. Nie da się nikogo łatwo sklasyfikować. Nawet zwykły kamień różni się od innych kamieni, więc naprawdę nie rozumiem, skąd u was ta skłonność do szufladkowania ludzi za pomocą prostych określeń, i przekonanie, że wiecie wszystko, co trzeba. Mówi się, że tylko wyjątkowi ludzie potrafią przekraczać granice. A prawda jest inna każdy to potrafi, w każdym jest potencjał. Ale tylko wyjątkowi ludzie umieją spojrzeć prawdzie w oczy.

*

     — Jak nie spróbuję — odpowiada Roxy — to i tak nie będę już sobą.

*

Słychać szmer, całkowicie różny od krzyku rozpaczy. Rozpacz woła, zawodzi z głębi serca, rzuca w niebo krzyk jak płacz dziecka wzywającego matkę. Rozpacz ma w sobie nadzieję. Wierzy, że wszystko można naprawić, że może nadejść pomoc. Ten szmer jest inny. Dzieci zbyt długo pozostawione w samotności przestają płakać. Leżą cicho i nieruchomo. Wiedzą, że nikt nie przyjdzie.

*

Gdy dotarły na miejsce, została już tylko ona, pijana, zataczająca się po chodniku, przeklinająca na cały głos. Chłopaka znalazły ukrytego w schowku pod schodami i chociaż starały się być dla niego miłe, Roxy myślała sobie: Dlaczego jej nie oddałeś? Dlaczego nie próbowałeś walczyć? Mogłeś złapać patelnię i jej przywalić. Mogłeś chwycić szpadel. Co niby miało wyniknąć z tego chowania? A teraz sama jest tu, gdzie jest. Sama się chowa. Jak mężczyzna. I nie jest pewna, czym się właściwie stała.

*

Jedno z nich pyta:
     — Dlaczego to zrobili
[…]?
     A drugie odpowiada:
     — Bo tak. Bo mogli.
     I nie ma lepszej odpowiedzi
.

*

     On mówi: „Zrobiłem coś strasznego”, a ona mówi: „Uratowałeś mi życie”.
     Ona mówi: „Stary, nie uwierzyłbyś w niektóre rzeczy, jakie ja robiłam. Złe, złe rzeczy”, a on mówi: „
Uratowałaś mi życie”.

*

[…] biła się znacznie częściej niż on, zna się na tym. […] Zaczynają się śmiać, jak dzieci, do utraty tchu, w samym środku szalejącej burzy. Ciała mają odmienione cierpieniem. Nie ma w nich miejsca na agresję. W tej chwili nie umieliby określić, które ma być kim. Są gotowi na nowy początek.

*

Sposób, w jaki rozumiemy przeszłość, wpływa na nasze poglądy w teraźniejszości, na to, co uważamy za możliwe. Jeżeli będziemy powtarzać utarte opinie na temat przeszłości, podczas gdy istnieją wyraźne dowody, że kiedyś cywilizacje mogły funkcjonować na innych fundamentach… odbieramy sobie możliwość dokonania zmian.
     […]
     Takie są pułapki zajmowania się historią. Nie możemy zobaczyć tego, czego nie ma. Możemy oczywiście zauważyć puste miejsca i dojść do wniosku, że czegoś brakuje, ale nie dowiemy się, co to było.

*

Za każdą historią jest inna historia.

*

Takie rzeczy dzieją się naraz. Są częściami jednej całości. Nieuniknioną konsekwencją wszystkiego, co działo się wcześniej. Moc szuka sobie ujścia. Takie rzeczy zdarzały się w przeszłości i będą wydarzać się dalej. One zawsze się wydarzają.

*

     — To nie w twoim stylu — mówi. — Ty taka nie jesteś.
     —
 Przyjacielu, nie jestem już tym, czym byłam.
     — Nie możesz przestać być sobą
.

*

Prawda była łatwiejsza na kartce niż w rzeczywistości.

Naomi Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



piątek, 28 września 2018

Napisałam tydzień temu, że z audycji o thrillerze wyjęłam tytuł innego thrillera. Ten inny thriller według Autora Kobiety w oknie to jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych ostatnich czasów. Początek — tragedia, nie mogła się do mnie przykleić ta opowieść; nie mogłam przylgnąć do niej. Trwało… ale jak chwyciłam haczyk, to już nie puściłam. Puentę mogła napisać tylko kobieta. Gdyby mężczyzna napisał tak szczere rozwiązanie, należałoby mentalnie ukamieniować taką szowinistyczną, mizoginiczną świnię, bo jak on mógł!, przecież to nieprawda, nigdy. Jestem kobietą, więc mogę napisać: ha, ha!, wcale nie jestem zdziwiona, życie! — fikcyjne, a jak obrzydliwie realne.

Krocz uważnie, Nick, bardzo rozważnie stawiaj kroki.

*

     — Wiesz, żałośni mężczyźni od wieków znęcają się nad silnymi kobietami, które zagrażają ich męskości — mówi Desi. — Mają taką kruchą psyche, potrzebują tej kontroli… Ja myślę o innym rodzaju kontroli. Tej pod płaszczykiem opieki: Tu masz sweterek, który ochroni cię przed zimnem, kotku, włóż go i dopasuj się do mojej wizji.

*

Stanowcze pukanie do drzwi. […] Bum bum bum. Rozumiem teraz, dlaczego w tak wielu horrorach stosuje się ten chwyt — tajemnicze pukanie do drzwi — bo to ma moc koszmaru. Nie wiesz, co jest na zewnątrz, ale wiesz, że otworzysz. Pomyślisz to co ja: przecież źli nie pukają.

*

W telewizji leci reklama odświeżacza powietrza.
     Kobieta rozpyla odświeżacz, żeby jej rodzina była szczęśliwa. Potem reklama bardzo cieniutkich podpasek stworzonych po to, by kobieta mogła nosić sukienkę, tańczyć i spotkać mężczyznę, wokół którego będzie później rozpylać odświeżacz powietrza.
     Czyść i krwaw. Krwaw i czyść
.

*

Nie rozumiem, dlaczego niby to ma być komplement, że ktokolwiek może cię polubić. Nieważne.

*

Bardzo długo Fajna Laska działała mi na nerwy. Widziałam różnych facetów — przyjaciół, współpracowników, obcych — którzy dostawali bzika na punkcie tej udawaczki. Korciło mnie, by usadzić tych kolesiów i spokojnie powiedzieć: Nie jesteś na randce z prawdziwą kobietą, jesteś z kobietą, która widziała zbyt wiele filmów; ich scenariusze napisali nieporadni społecznie mężczyźni, pragnący wierzyć w to, że taka kobieta istnieje i mogłaby ich pocałować. […] A Fajne Laski są jeszcze bardziej żałosne: one nawet nie udają, że są kobietami, którymi chcą być, one udają kobiety, jakich pragną mężczyźni. […]
     Czekałam cierpliwie — wiele lat — na to, by wahadło wychyliło się w drugą stronę: mężczyźni zaczynają czytać Jane Austen, uczą się robić na drutach, udają, że kochają wszechświat, organizują przyjęcia, na których robi się albumy z wycinków, oraz obściskują się wzajemnie, podczas gdy my się temu pożądliwie przyglądamy. A potem mówimy: „Tak, to Fajny Facet”.
     Tak się nigdy nie stało. Zamiast tego kobiety w całym kraju zmówiły się, by popierać naszą degradację. Wkrótce Fajna Laska stanie się standardem. Mężczyźni uwierzyli w jej istnienie — nie jest tylko wymarzoną dziewczyną, jedną na milion. Każda ma być taka, a jeśli ty nie jesteś, to znaczy, że z tobą jest coś nie tak
.

*

     — Jesteś staroświeckim facetem, tak? Ja też. Cały czas mówię żonie: nie umiem prasować, nie umiem zmywać. Nie mam pojęcia o gotowaniu.
     A więc, kochanie, zróbmy tak, że ja będę łapać złych facetów, to akurat potrafię, a ty od czasu do czasu wrzucisz rzeczy do pralki. Rhonda, jak miałaś męża, to zajmowałaś się domem?
     Boney wyglądała na autentycznie wkurzoną.
     — Ja też łapię złych facetów, ty idioto
.

*

     — Kurwa, nie pogrywaj sobie ze mną, Lance. „Och, dziewczyny zawsze przesadzają”. Bzdura. Jesteś w fatalnej sytuacji, przyjacielu. Wyjmij wreszcie głowę z dupy i zacznij pomagać mi to wszystko naprawić.

*

Myślałem sobie: Miłość sprawia, że chcesz być lepszym człowiekiem — tak, jasne.
     Ale może miłość, prawdziwa miłość, daje ci również przyzwolenie, byś był taki, jaki jesteś
.

*

Zatrzymała na mnie wzrok ciut za długo, potem zadrżała, jakby strząsała z siebie jakąś myśl.

*

Nie czuję się dobrze. Będzie dobrze, ale teraz nie jest.

*

Większość pięknych, dobrych rzeczy jest tworzona przez kobiety, którymi ludzie pogardzają.

*

Kiedy Marybeth pytała „jak się masz?”, nie był to zwrot grzecznościowy, lecz pytanie egzystencjalne. Studiowała moją twarz i wiedziałem, że studiuje również mnie i będzie nadal zwracać uwagę na każdą moją myśl i zachowanie.

*

Sen jest jak kot: przychodzi tylko wtedy, kiedy go ignorujesz.

*

Zrób to teraz, a tamto, jak będziesz mógł, czyli teraz.

Gillian FlynnJulian , Zaginiona dziewczyna, przeł. Magdalena Koziej,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)



Wreszcie moja gromadka. […] Facet, który pozwala zadawać mi przeróżne natarczywe, niewłaściwe, nachalne pytania na temat tego, jak to jest być facetem. Facet, który czytał i czytał ponownie, a potem czytał jeszcze raz, i znów czytał moją książkę, i nie tylko udzielał mi rad, lecz również robił drinka z bourbonem. Jesteś świetny, kochanie. Dziękuję, że się ze mną ożeniłeś.
     Dwa słowa, zawsze
.
// z podziękowań

(tamże)



piątek, 21 września 2018

Z audycji o thrillerze wyjęłam tytuł innego thrillera, nie do zdobycia w ibuku. Sześćset pięćdziesiąt stron w papierzu — mowy nie ma! Coś mnie tknęło, Sadownikowi szybki rys okoliczności przedstawiłam. I… zdobył dla mnie ibuka. Czy jest jeszcze jakaś książka, której zdobyć nie mogę? Jest. To znaczy była, bo Sadownik — niczym student, który nie wie, że coś jest niemożliwe — dał radę. W ten sposób nie miałam wątpliwości, że thriller (ten nowy) musi poczekać, bo… Barnes.

Jeszcze dziś rano, będąc w środku przedostatniego opowiadania, na spacerze z Heniutką zastanawiałam się: ale dlaczego cytrynowy stolik… Barnes! Cały Barnes! Cytrynowy stolik wjeżdża w ostatnim opowiadaniu, gdy te wcześniejsze są już poznane, własnym czuciem dotknięte i przeżyte do cna. Barnes… jak zwykle… spostrzegawczy, zabawny w niezabawnych sytuacjach, chwilami obrazoburczy (może?), delikatny i niebywale wrażliwy — uwielbiam.

Muzyka zaczyna się tam, gdzie nikną słowa.

*

Ja nie wybieram ciszy. To ona mnie wybiera.

*

Ja tylko powtarzam z uporem: zgoda, „nie rozumcie” mnie, ale „nie rozumcie” mnie dobrze.
     […] W sumie — proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmi to zbyt pewnie siebie – prawdę można wyrazić na więcej niż jeden sposobów.

*

Nie porzuca się tego, czego się pragnie.

*

Dlaczego mamy zakładać, że serce przestaje działać razem z genitaliami? Bo chcemy — jest nam to potrzebne — widzieć w podeszłych latach czas spokoju? Teraz myślę, że to taka zmowa, taki spisek młodości. Nie tylko młodości, również wieku średniego, każdego kolejnego roku aż do chwili, kiedy sami przyznamy, że jesteśmy starzy. Spisek ten zatacza jeszcze szersze kręgi, bo starsi ludzie nas w tym umacniają. Siedząc w fotelu, otuleni pledem, pokornie przytakują, że czas uciech się dla nich skończył. Wolniej się ruszają, krew w żyłach płynie coraz rzadsza. Ogień wygasł — lub przynajmniej przyrzucony został potężną szuflą żużlu przed długą nocą, która nadchodzi. Z tym że mój ojciec odmówił dalszego grania w tę grę.

*

[…] klękał na kilka minut i przyciskał palce do czoła. Nie wiem, czy to była modlitwa, jakiś jej świecki ekwiwalent, czy też zwyczaj pozostały z dzieciństwa. Może wyrażał w ten sposób szacunek albo chciał okazać, że jest otwarty na różne możliwości?

*

Na początku naszej znajomości powtarzał mi: „Życie to tylko przedwczesna reakcja na śmierć”.

*

Oczywiście nie myśli tak naprawdę. Albo raczej nie myślał. Albo kiedyś by tak nie pomyślał. Któreś z tych zdań jest prawdziwe.

*

Czy siedemdziesiąt lat temu przegapiliśmy swoją szansę? Czy też wręcz przeciwnie, mieliśmy farta? […] Jest Pan zbyt młody na takie pytania, ale im bardziej człowiek głuchnie i robi się stuknięty, tym coraz częściej je sobie zadaje. Ciekawe, co działoby się ze mną teraz, gdybym dwa lata przed pierwszą wielką wojną popatrzyła w inną stronę?

*

Gdy częstowano go na deser winogronami, odsuwał je od siebie, mówiąc: „Nie mam zwyczaju zażywać wina w postaci tabletek”.

*

     — Małżeństwo to jedyna przygoda dostępna dla tchórzliwych.
     — Cóż, pan szanowny jest ode mnie bardziej wykształcony — odpowiedział fryzjer tonem wcale nie takim pełnym szacunku. — Pewnie pan był na uniwersytecie.
     Gregory znowu tylko chrząknął.
     — Oczywiście, nie mnie sądzić, ale zawsze mi się wydawało, że studentów uczy się pogardzać wieloma rzeczami, zupełnie niepotrzebnie
.

*

     — Pan Bóg — mówił do Allie. — Ja to załatwię. — W progu stała przeważnie schludnie ubrana i bardzo grzeczna para […] i na początek wrzucali zdanie typu: „Chodzimy po domach i zadajemy pytanie, czy nie niepokoi państwa stan dzisiejszego świata”. Sztuczka polegała na tym, żeby nie odpowiedzieć zgodnie z prawdą „nie” ani po kołtuńsku „tak”, ponieważ wtedy mieli punkt zaczepienia; należało się uśmiechnąć, dając do zrozumienia, że są na twoim terytorium, i od razu przejść do ataku: „Chodzi o religię?”. I nim się zdecydują, czy „tak”, czy „nie” jest właściwą odpowiedzią na tego rodzaju obcesowe postawienie sprawy, zakończyć szybkim: „Życzę szczęścia u sąsiadów”.

*

Rzeczy, o których się nie wie albo nie powinno się wiedzieć, przeważnie potem okazują się nieprzyzwoite. […] Wszystko może być nieprzyzwoite, jak się człowiek uprze. Tę wielką prawdę o życiu odkrył niedawno. Specjalnie mu to nie przeszkadzało.

Julian Barnes, Cytrynowy stolik, przeł. Joanna Puchalska,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)



sobota, 15 września 2018

Audycja. Przez przypadek oczywiście — jej powtórki jakiś czas temu słuchałam trupem, dochodząc do siebie po rehabce. Z każdym kolejnym pytaniem, z każdą kolejną odpowiedzią dojrzewałam do decyzji: muuuuuszę to przeczytać!

Mylimy się, ignorując świadectwa kobiet i że one mogą mieć rację. […] Kobiety przez lata musiały radzić sobie bardziej z nadużyciami, z uprzedzeniami, podczas gdy mężczyźni nigdy nie mieli takiego problemu. Poza tym, to straszne, ale kobiety są przyzwyczajone do życia w patriarchalnym społeczeństwie. Są przyzwyczajane do widzenia mężczyzn na szczytach list bestsellerów, do tego, że to mężczyźni cieszą się uwagą krytyków, wygrywają nagrody. […] Kobiety są bardziej szczodre w społeczeństwie niż mężczyźni, ale też mają więcej władzy, dlatego że muszą znosić to wszystko. […] Ale ponieważ kobiety musiały przez lata radzić sobie z tymi nadużyciami, to mają szersze perspektywy niż mężczyźni.

*

[…] w czytaniu uwielbiam to, że to jest indywidualne doświadczenie.
Moje doświadczenie z książki jest wyłącznie moje
.
Oczywiście, autor zaprosił mnie do uczestnictwa,
ale to, co ja z tego wyciągam, to jest wyjątkowe i tylko moje
.

// Daniel Mallory w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Potem polowałam, święcie przekonana, że poluję na kryminał. Zaczęłam czytać jako kryminał i dopiero pod koniec zaczęłam zadawać sobie pytanie: to jest kryminał? na pewno? Okazało się, że straciłam thrillerowe dziewictwo. Nie mogłam się oderwać. Czy można napisać książkę o rangach (znaczący termin w psychologii procesu), nie używając słowa ranga? Można! To jest książka o przywilejach, jakie mają mężczyźni, zdrowi ludzie, i trudnościach, które są doświadczeniem tych, którzy nie są mężczyznami lub nie są zdrowi.

     — Świat to piękne miejsce — oświadcza i mówi to poważnie; poznaję po głosie. Chwyta moje spojrzenie i nie wypuszcza go. — Nie zapominaj o tym. — Odchyla się na krześle i gasi papierosa w miseczce. — I niech ci nie umyka.

*

     — A za czym konkretnie tęsknisz? — pyta po chwili.
     Tego się nie spodziewałam.
     — Za… — zaczynam, licząc, że zdanie samo się skończy.
     I wtedy wylewa się ze mnie jak potok, jak woda z pękniętej rury albo przerwanej tamy
.
     […] — Za twoimi bajkami na dobranoc. – Bohaterki dawały książętom kosza, bo wolały robić doktorat.

*

Dwa dni zbierał się, żeby do mnie oddzwonić. Szuka drogi ucieczki.

*

Przypomina mi się doktor Brulov z Urzeczonej: „Moja droga, nie możesz wciąż uderzać głową o rzeczywistość i powtarzać, że wcale jej tu nie ma”.

*

Sztuka polega na oddychaniu. Oddychaniu cały czas.
     Oddycham. Cały czas
.

*

     — Wiem.
     — Nie wiesz
.
     — No to wyobrażam sobie
.

*

     — Tatusiu, zaśpiewasz? — poprosiła. Zawsze tak miała, że wolała prosić, niż rozkazywać. Niezwykłe u dziecka. Myślę czasem, że w ogóle niezwykłe, u każdego.

*

     — Niesamowite, prawda? — zauważa Bina. — Kiedy Internet mówi, że ktoś nie istnieje.

*

Stoję i się waham, drżę jak płomień. Czy ufam samej sobie?
     Mimo wszystko tak
.

*

     — Nie wydaje ci się, że reagujesz paranoicznie?
     Chce coś dodać, ale mu nie pozwalam.
     — Nie można mówić o paranoi, jeśli coś dzieje się naprawdę
.

*

     — Nie to, że ci nie wierzę. Tylko że…
     — Masz pojęcie, jakie to frustrujące?! — krzyczę.
     Milknie.
     — Widziałam, co się stało
.

A.J. Finn, Kobieta w oknie,
przeł. Jacek Żuławnik, W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



Przeciskam nazwę ulicy przez gardło, jąkając się. […] Sylaby potykają się w ustach, jakby mój język był progiem zwalniającym. […] Nic mi nie jest. — Starannie składam słowa jak origami. […] Popijam wodę spływającą mi do gardła, przemywając słowa, które wzbierają we mnie i wylewają się między wargami. […] Słowo rozpycha się łokciami wśród innych słów i wytacza się z ust. […] Imię pęcznieje mi w ustach i wypływa z nich, zanim zdążę je połknąć. […] Zegar szafkowy zbiera się w sobie i bije trzy razy. […] Rzucam mięsem. Klnę po raz pierwszy od kilku dni. Badam fakturę przekleństwa, delektuję się jego smakiem.

(tamże)

sobota, 01 września 2018

Edmund Brundish otrzymał tę książkę od Florence Green w filmie Księgarnia z marzeniami (tu w obrazku do piosenki Florence ją pakuje, 1min:17sek). W ten sposób prawie tydzień temu przytargałam do ula kolejną potrzebę przeczytania książki. Właśnie ona, ta książka, miała swoją premierę w 1953 roku i (niesamowite) nic a nic się nie zestarzała. Sześćdziesiąt pięć lat później wciąż brzmi okrutnie proroczo. A ja rozumiem, dlaczego pan Edmund się w niej zaczytywał.



kadr z filmu Księgarnia z marzeniami, fot. źródło.



     — Siadaj, Montag. Siadaj i patrz. Delikatnie, jak płatki kwiatu. Podpal pierwszą kartkę, potem drugą… Zmieniają się w czarne motyle. Piękne, prawda? Zapal trzecią kartkę od drugiej i dalej już pójdzie samo, rozdział po rozdziale, wszystkie te głupstwa wyrażone w słowach, wszystkie fałszywe obietnice, zużyte idee i skompromitowane filozofie.

*

     — Nie mieszać cię do tego? Proszę bardzo. Ale jak mam siebie do tego nie mieszać?! Nie można wiecznie do niczego się nie mieszać. Od czasu do czasu powinniśmy się w coś angażować. Czymś przejąć. Ile czasu minęło, odkąd na serio się czymś przejęłaś? Czymś ważnym? Czymś prawdziwym?

*

     — Jak to jest — zapytał za którymś razem przy zejściu do metra — że mam wrażenie, jakbym znał cię od lat?
     — To dlatego, że pana lubię — odparła — i nic od pana nie chcę
. I dlatego, że się znamy
.

*

     — […] Mówią, że jestem aspołeczna. Nietowarzyska. Właściwie to dziwne, bo tak naprawdę to ja jestem bardzo towarzyska. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumieć towarzyskość, nie uważa pan? Dla mnie to oznacza rozmawianie o takich rzeczach. — Zagrzechotała trzymanymi w garści kasztanami, wyzbieranymi z podwórka. — Albo o tym, jaki świat jest niezwykły. Przyjemnie jest być wśród ludzi, ale nie wydaje mi się, żeby towarzyskie było zbieranie mnóstwa dzieci w jednym miejscu, a potem zamykanie im ust.

*

Zauważył pan, jak często w naszych czasach ludzie krzywdzą innych?
     — Mówisz, jakbyś była bardzo stara.
     — Czasem czuję się prastara
.

*

W miarę jak szkoły produkowały coraz więcej biegaczy, skoczków, wyścigowców, majsterkowiczów, łapaczy, chwytaczy, lotników i pływaków zamiast egzaminatorów, krytyków, mędrców i obdarzonych wyobraźnią twórców, słowo „intelektualista” zasłużenie stało się obelgą. Zawsze boimy się tego, co nieznane.

*

Zamek błyskawiczny zastępuje guziki i człowiekowi nagle ubywa czasu na myślenie przy ubieraniu się o świcie, w godzinie filozofii i melancholii.

*

     — Posłuchaj — przemówił łagodnie staruszek. — Zachowaj spokój. Wiem. Rozumiem. Boisz się popełnić błąd. Więc się nie bój. Na błędach też można się uczyć.

*

Staruszek pokiwał głową.
     — Kto nie buduje, ten pali. Historia stara jak świat i młodociani przestępcy.
     — Czyli taki właśnie jestem.
     — Po części wszyscy tacy jesteśmy
.

*

Już w tej chwili czuł, że stoi u początku wielkiej podróży, wielkiego porzucenia, wielkiego odejścia od swojego poprzedniego „ja”.

*

Nie, nie, drogi panie, to nie książek panu brakuje, tylko czegoś, co można znaleźć w różnych miejscach: na starych płytach gramofonowych, w starych filmach, u starych przyjaciół; należy tego szukać w naturze i w sobie samym. Książki były zaledwie jednym z wielu rodzajów naczyń służących do przechowywania rzeczy, o których baliśmy się zapomnieć. Nie mają w sobie nic z magii. Magią było to, co mówiły; było nią to, w jaki sposób zszywały skrawki wszechświata w skrojone na naszą miarę okrycie.

*

     — Ja nie mówię o rzeczach jako takich, proszę pana — tłumaczył Faber. — Mówię o ich istocie. Siedzę tutaj i wiem, że żyję.

*

     — Próbowałem sobie przypomnieć! I nic!
     — Nie próbuj. To samo przyjdzie, kiedy będzie potrzebne

Ray Bradbury, 451 stopni Fahrenheita, przeł. Wojciech Szypuła,
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



Wszystko ma swój czas. Tak. Jest czas burzenia i czas budowania. Tak. Czas milczenia i czas mówienia. To wszystko prawda. Ale co jeszcze? Co jeszcze? Coś, coś

*

Cisza opadała wraz z przesianym pyłem, a oni mieli tyle czasu, ile tylko zechcą, żeby się rozejrzeć, ogarnąć rzeczywistość tego dnia i przyswoić ją sobie wszystkimi zmysłami.

*

Nie cierpię Rzymianina o nazwisku Status Quo!”, wołał. „Chłoń otaczające cię cuda”, powtarzał. […]  Oglądaj świat. Jest bardziej niezwykły od wszystkich marzeń wytwarzanych i kupowanych w fabrykach. Nie proś o gwarancje. Nie oczekuj bezpieczeństwa, takie zwierzę nigdy nie istniało.

*

     — Dziadek mawiał, że każdy, kto umiera, coś po sobie zostawia: dziecko, książkę, obraz, wybudowany dom, postawiony mur, uszyte buty. Zasadzony ogród. Zostawiasz coś, czego twoja ręka dotknęła w taki sposób, że twoja dusza ma dokąd odejść po śmierci, i kiedy ludzie patrzą na to coś, na posadzone przez ciebie drzewo czy kwiat, ona tam jest. Nie jest ważne, co dokładnie zrobiłeś, tłumaczył dziadek; liczy się to, że przetworzyłeś jakiś obiekt, przemieniłeś go ze stanu przed twoim dotykiem w inny, nowy stan, który w jakiś sposób cię przypomina i trwa już po tym, jak odsuniesz ręce. Różnica między człowiekiem, który po prostu przycina trawnik, a prawdziwym ogrodnikiem polega na dotyku, mawiał. Przystrzygacz mógłby w ogóle nie istnieć; ogrodnik będzie tam obecny przez całe życie.

*

Ale to właśnie jest w człowieku najpiękniejsze: nigdy nie jest aż tak zniechęcony ani aż tak zdegustowany, żeby się poddać i nie spróbować jeszcze raz, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, jakie to ważne i jak bardzo warte zachodu.

(tamże)

środa, 29 sierpnia 2018

Czekałam na nią od połowy lipca. Ukazała się dokładnie tydzień temu, ale ja byłam zawalona książkami. Wczoraj zaczęłam, powolutku, nie śpiesząc się. Delektowałam się, dałam się porwać siedmiu historiom. Gavalda! To już nie tylko nazwisko, ale również znak jakości, gwarancja zachwytu, uniesienia, zatrzymania, zadumy nad człowieczeństwem. Tytuł — niebywale adekwatny w przypadku każdej z opowieści. Miodzio! 

Wszyscy wiemy, że szczęście nie istnieje i że trzeba sobie jakoś radzić, żeby toczyć szczęśliwe życie bez niego, ale w twoim przypadku… To, co robisz, to normalnie jakiś sabotaż.

*

[…] porzuć te przeterminowane wartości, Mathilde. Zdezerteruj. Wyprzęgnij się. Zrzuć mundur i zdaj broń. Zmywaj się i nie oglądaj za siebie. Zasługujesz na coś więcej niż takie życie.

*

     — Gdybym wiedziała, że będę go kochać tak mocno — dodałam, po zgaszeniu lampki — to kochałabym go jeszcze bardziej.

*

Dwa razy próbował się zabić, a potem ostatecznie ożenił się ponownie. Mówi, że efekt jest prawie ten sam, tylko że małżeństwo jest bardziej upierdliwe.

*

Dzięki mojemu psu przestałem tak zaciskać szczęki i odzyskałem przyjemność z jazdy. Przerwy na siku mają swoje zalety – odkryłem nawet tu i tam kilka zakątków, gdzie dobrze by się żyło.
     Dzięki temu porzuconemu psu, który tak grzecznie czekał na mnie pierwszej nocy i ani przez chwilę nie zwątpił, że po niego wrócę, który liczył teraz na moją opiekę, stałem się lepszy. Może nie szczęśliwszy, ale lepszy
.

*

Jestem z ciebie dumny, wiesz? Nie wiem, dlaczego to zrobiłeś, ale wiem, że masz swoje powody i to mi wystarcza. Wiem, kim jesteś. Ufam ci.

*

Chciałem po prostu zapisać to, co dzisiaj przeżyłem.
     Moją rodzinę, mój zawód, moje zmartwienia, to, co mnie jeszcze dziwi i co mnie już nie dziwi, moją własną naiwność, zaszczyty, szczęście…

     Moje fundamenty.
     Moje punkty życia
.

*

     — Ludzie żyją i jedyna rzecz, o jakiej pamiętamy po ich śmierci, jedyna rzecz, która się liczy, jedyna, która po nich zostaje, to ich dobroć.
     — …
     — Nie zgadza się pan ze mną?
     — …
     — Zamiast rozpamiętywać, czego nie dał panu ten człowiek, proszę opowiedzieć o jego dobroci
.

*

Faworyzowałem surowość i niezdarność, żeby przemienić te ułomności w atuty. Faworyzowałem to, co najmniej działało na moją niekorzyść. […]
     Zdałem sobie sprawę, że u ciebie, nawet jeśli mieszkałeś sam, było jakieś życie, życie czuło się mile widziane. U mnie nie było go już wcale.

*

Zrozumieć, co mi się stało, zrozumieć, co utraciłem, a przede wszystkim — to wciąż twoje zdanie — zrozumieć, co zyskałem.

*

 […] od dłuższego czasu miałem przeczucie, że to będzie też pożegnanie mojego kawalerskiego życia... (zbyt tłusty, żeby wcisnąć się w swoją starą piankę, zbyt ciężki na swoją deskę, zbyt niedołężny na tak ogromne fale, zbyt zdrętwiały na te wszystkie gleby, za młody, by umrzeć, za stary, żeby wciąż liczyć na uwagę laseczek z konkursu bikini, zbyt zmordowany, żeby dać opór alkoholowi, zbyt napity, żeby trzymać dystans, za gruby na chippendale’a, zbyt niepoważny, żeby ojciec panny młodej miał czego żałować, za wolny do gry w pelotę, zbyt zmęczony na grę wstępną, zbyt naćpany, żeby dojść, zbyt melancholijny, żeby się z tego śmiać, zbyt żaden, zbyt cokolwiek, zbyt żaden do czegokolwiek). Tak, często miałem przeczucie, że wybiła ostatnia godzina mojego leserstwa. Że się zestarzałem.

*

Więc płakałam. Spuszczałam nadmiar w zbiorniku. Zrzucałam balast. Tama puściła. Z upoważnienia.
     Ależ mi było dobrze
.

*

Patrzyłam na ciebie. Dobrze widziałam, że nie próbujesz kluczyć, wręcz przeciwnie — obracałaś w głowie swój kłębek na wszystkie strony, szukając końcówki nici, za którą można by pociągnąć, żeby zacząć snuć historię.

*

Kiedy ktoś cię rozśmiesza, wówczas twoje serce, choćby nie wiem jak chciało temu zaprzeczyć, jest dawno zdobyte.

*

Nie uśmiechałam się w ten sposób już od dawna. Uśmiechałam się i płakałam jak bóbr. Dawno niewidziany uśmiech uwolnił moje dawno zapomniane łzy. Nie jakąś tam gorzką łezkę, jak chwilę wcześniej albo tego ranka w kawiarni, tylko porządne, okrągłe i rzęsiste łzy, płynące szerokim strumieniem. Ciało, w którym coś się poluzowuje. Surowość, która ustępuje. Smutek, który topnieje.

*



Mulan Mushu, źródło.

A i owszem. Nie należy wierzyć w pozory. Może i jestem wulgarna, ale to dla mnie rodzaj kamuflażu. Jestem jak gekon na pniu drzewa albo lis polarny, który zmienia futro na zimę, moja warstwa widoczna nie przedstawia mojej prawdziwej barwy.

Anna Gavalda, Rozbrojeni, przeł. Paweł Łapiński,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)



sobota, 25 sierpnia 2018

Strzeliło mi do łba, by zaznaczyć do upolowania po wysłuchaniu audycji (od 13min:25s). Upolowałam w środę, gdy wysypało się również kilka innych książek, które na mnie czekają.

Czytałam, zastanawiając się, co strzeliło mi do łba. Historia przemocy jest historią wielopiętrowej, wielokrotnej, również instytucjonalnej, przemocy. Nie odpoczniesz przy tej książce, ale masz szansę zobaczyć wielowymiarową ambiwalencję uczuć głównego bohatera oraz zrozumieć, że piekło trwa dłużej niż pierwotny akt przemocy — piekło organizują uprzedzenia, przekonania, procedury, formularze, chłód profesjonalizmu.

Badając i mierząc ślady na mojej skórze, można było orzec, czy przekroczyłem tę symboliczną i szczelną dla niewprawnego oka granicę oddzielającą zwykłe zranienie od otarcia się o śmierć.

*

[…] złość wracała. Przypominałem sobie, że nie chciałem robić tego, co właśnie robiłem, i złość powracała, ale złość to przysięga zbyt trudna do dotrzymania.

*

Musiałem wciąż powtarzać i powtarzać, wszyscy ludzie wokół zmuszali mnie do powtarzania, nie widziałem już mężczyzn ani kobiet, tylko powtórki ukryte w ich ciałach, zresztą po półgodzinie oboje, policjant i policjantka, powtórzyli słowo w słowo to samo — oni też się powtarzali, tym samym niedbałym, chłodnym i profesjonalnym tonem — co policjant z place Saint-Sulpice: „To nie jest sprawa dla nas”. Należało się z nią zwrócić do instancji bardziej kompetentnej, do innych osób, w tym przypadku do policji kryminalnej. „Nie mam już siły” – wyznałem, co policjantka skwitowała: „Rozumiem”.

*

Próbowałem wyobrazić sobie moje życie w ciągu najbliższych miesięcy, ale widziałem tylko procedury.

*

Szedłem korytarzem prowadzącym do gabinetu tego drugiego lekarza, pełnym światła dziennego wpadającego przez ogromne okna, i myślałem: Policz do tysiąca dwustu i będzie koniec. Do tysiąca dwustu. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt osiem. Promienie słońca wypełniały korytarz oślepiającym światłem, zbyt jasnym i czystym, szyderczym. […]
     […] Nie zadawała zbyt wielu pytań, za co byłem jej wdzięczny. Powiedziała, że to, co mnie spotkało, było jak śmierć. Ja, który czułem ulgę, ponieważ przeżyłem, nie rozumiałem, po co wraca do tematu śmierci.

*

I myślałem też: Dlaczego ofiary Historii zmusza się, by zostały jej świadkami — jakby samo bycie pokonanym nie wystarczyło — dlaczego pokonani muszą jeszcze dodatkowo zaświadczać o stracie, dlaczego muszą jeszcze opowiadać o niej do upadłego, do całkowitego wyczerpania, to niesprawiedliwe, nie jestem niczyim aniołem stróżem. Wciąż siedząc uparcie z zasznurowanymi ustami, myślałem: Nie, powinno być odwrotnie, powinno ci przysługiwać prawo do milczenia, ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć, tylko im powinno być wolno zachować milczenie, a innym powinno się wyrzucać, że nie powiedzieli wszystkiego...

*

Z doświadczenia wiem, że autyzm tych, którzy chcą o przeszłości zapomnieć, jest równie groźny, co autyzm tych, którzy o niej obsesyjnie myślą. Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście – jak w tym tygodniu, po upływie prawie roku, powiedziałem Clarze — to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy dwudziestego czwartego grudnia nad tym pracuję, obiecałem to Didierowi.

*

[…] dziś jest jednak odwrotnie, całkowicie odwrotnie — został mi tylko język, a przestałem się bać. Dziś mogę powiedzieć: «Bałem się», ale te słowa będą zawsze tylko porażką, rozpaczliwą próbą odnalezienia emocji, prawdy strachu.

Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...