Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

wtorek, 23 maja 2017

Oczywiście, że wszystko przez Pana Szczygła! Apetyt na czeskich autorów zaistniał. Konsumuję, delektuję się, szczęce pozwalam opadać z wdziękiem i bez wdzięku. Bo to książka, która bez przepraszam przygląda się rodzinnym tabu przez pryzmat perspektyw ludzkiego doświadczenia życia w rodzinie. Niech pierwszy rzuci kamieniem… — myślę.

Osobistą historię mam, jak każdy. Osobiste przemyślenia i mieszane uczucia też. Ale mam również dystans do rodzicielskiego niezmiennego „przesadzasz”. Po prostu jestem z innego świata. Należę do innego porządku. Tylko tyle.

Nie przypominam sobie ani sekundy tego, co nazywają więzią między rodzeństwem, jakiejś świadomości, że to, co łączy mnie z  nim, nie będzie łączyć mnie z nikim innym na świecie. Nas raczej w ogóle nic nie łączy.

*

Nie mogę w to uwierzyć. Gdybym był mniejszy, tobym to sobie wypłakał. Teraz mogę się najwyżej wkurwić.

*

[…] przychodzi codziennie, ale tylko na chwilę. Próbuje, jakby pewnie sam to określił, dodać mi odwagi. Przynudza, jak to muszę przezwyciężyć samego siebie. Jak teraz wszystko zależy ode mnie. Jak mam się trzymać. Jaki ze mnie prawdziwy facet, a prawdziwi faceci walczą.

*

[…] kręcą mnie pusta kartka i pierwsza kreska, jaką na niej postawię.

*

[…] bywają ułamki sekund, […] kiedy rozumiemy się bez słów i przez sekundę jesteśmy razem.

*

     — Już ty się nie martw.
     — Żebyś potem nie mówiła, że cię nie ostrzegałam.
     — Nie będę mówiła
.

*

     — Ja pierdolę  — nie wytrzymuje matka — czego ty ode mnie chcesz, mamo?

*

Cisza. Nie da się cofnąć czasu. I tak cię nie lubię, mają ochotę powiedzieć obie.

Petra Soukupová, Zniknąć, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2012.
(wyróżnienie własne)


środa, 17 maja 2017

Ten sam tytuł wpisu, ale zestaw osobowy chyłkujących inny. Sadownik skończył już piąty tom i czeka aż napisze się następny. Chyłkuję teraz z Georginią.

Zmienił mi się w związku z tym styl czytania — czytam synchronicznie trzy książki. Jedną, by rozumieć. Drugą, by czuć. A Chyłkę wieczorem, wyłącznie dla czystej przyjemności. Drugi tom skończony.

 […] wyglądało na to, że Joanna ma jakąś koncepcję. A może po prostu inaczej znosili bezsilność. Od podupadał na duchu, ona brała los w swoje ręce.

*

     Po chwili zamówił torcik.
     — Jesteś gorszy niż baba — oceniła Joanna.
     — A ty gorsza niż chłop na roli, więc jakoś się uzupełniamy.
     — Uzupełniamy? Ledwo jestem w stanie zdzierżyć te twoje odchyły.
     — Uwielbiasz je.
     — Bynajmniej — zaoponowała, nakładając sobie kawałek deseru
.

*

     — Jeśli chcesz sensacji, idziesz do dziennikarzy — dodała Joanna. — Chcesz skazania, idziesz do prokuratury. Chcesz obrony, idziesz do mnie.
     — A do kogo ma się zgłosić po prawdę?
     — Nie wiem
.

*

     — I co z tego twojego myślenia wynika?
     — Absolutnie nic.
     — Czyli wszystko po staremu
.

Remigiusz Mróz, Zaginięcie,
Czwarta Strona, Poznań 2015.


wtorek, 16 maja 2017

Smutna. A może po prostu o rzeczach trudnych.
Muszę porozmawiać o tej książce ze Szpagacikiem.

Napatoczyłam się na tę książkę, szukając zupełnie innej. Przyciągnęła mnie grafika z okładki. Przyciągnęła, obiecała więcej i nie dotrzymała obietnicy, bo jest to jedyna taka ilustracja w całej książce; pozostałe rozczarowują na całej linii.

     — Nic mi nie jest — wymamrotał Emil.
     — Ale czy nigdy nie boli pana tutaj? — Ptak położył skrzydło na sercu. — Czy nigdy się panu nie wydaje, że jest tam coś w rodzaju haczyka, za który ciągnie pana do miejsca, z którego pan przybył.

*

     — A jeśli to niemożliwe?
     — Wówczas trzeba się nauczyć żyć jako pacjent w stanie przewlekłym.
     „Ale on używa trudnych wyrazów” — zdziwiła się Emil. Gdzie też zdążył się ich nauczyć?
[…]
     — Kto to jest pacjent w stanie przewlekłym?
     — To cierpliwy nosiciel nieuleczalnej choroby.

*

Bo może się zdarzyć i tak, że kiedy się otrzyma z powrotem to, czego się pragnęło, nie jest to wcale tym, czego się chciało.
     — Ma pan na myśli, że to nie będzie już dom?
     — To, za czym się tak tęskniło, bywa czasem, a nie miejscem.
     — Właśnie.

*

Ale Emil właściwie już wiedział, że nawet jeśli tata, Jeppe i Otto się nie zmienili, to on sam jest inny i to wystarczy, by  zmieniło się wszystko.

*

Ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł.

*

[…] Emil patrzył na mamę , tak jakby przeszedł kawałek drogi naprzód, a potem się zatrzymał i odwrócił głowę. Zobaczył słabość i kruchość tam, gdzie, jak wierzył, miały swój wieczny dom siła i życie.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)



czwartek, 11 maja 2017

Są dni, kiedy trudno uwierzyć, że to, co się wydarza, ma jakikolwiek sens. W takie dni bardzo łatwo zwątpić, że w tym, co przydarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… jest coś, czego właśnie teraz najbardziej potrzebuję.

Prawie zwątpiłam, prawie stałam na krawędzi myśli, że może to coś, co zdarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… wydarza się, bo jestem głupia, niekompetentna, nic nie rozumiem i w życiu nie pojmę tego, co każdy „normalny” człowiek rozumie w mig.

Wczoraj, gdy zatrzymałam się i odstąpiłam od egzekucji powyższej myśli, spotkałam piękne zdanie:

Pod kamieniami ulicznymi leży piasek plażowy.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.


niedziela, 07 maja 2017

Zaczęło się we wtorek, gdy wracaliśmy do ula. Na godzinkę każde z nas wsadziło oczy lub uszy w swoją książkę. Sadownik co chwilę ryczał ze śmiechu, zdejmował słuchawkę i cytował to, z czego się śmiał. Po cytacie z trzeciego tomu, który brzmiał mniej więcej tak: są trzy rodzaje kłamstwa: prognoza pogody, komunikat dyplomatyczny i statystyka, uznałam swoją osobę za gotową, by ruszyć na spotkanie z Chyłką i Zordonem. Od kilku dni, choć jesteśmy w różnych tomach, rozumiemy się jak łyse czytające konie, gdy pada pytanie: chyłkujemy?

A książka? Pierwsza z pięciu części jest tylko i wyłącznie namacalnym dowodem na to, że są książki, po których nie zostaje nic, poza wspomnieniem czystej przyjemności czytania.

[…] zamiast posłużyć się pojęciem „redakcja tekstu”, pisał o „paralingwistycznych środkach wyrazu związanych ze zorganizowaniem wypowiedzi pisemnej w przestrzeni dwuwymiarowej znakami graficznymi”.

*

     — Czekaj, czekaj. Ustalmy coś. To ma być profesjonalny briefing. Masz do mnie mówić, jakbym była klientem. To jest, jakbym była ostatnią, skończoną kretynką.

*

     — Chcesz sprawiedliwości? — zapytała.
     — Sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.
     Uniosła brwi.
     — Biblia.
     — Nie, Arystoteles
.

*

     — Aha — potwierdziła, zatrzymując nagranie. — Oboje jesteśmy winni zbrodni noszenia klapek na oczach.

*

     — Zależy.
     — Co „zależy”? Albo były, albo nie.
     — W prawie wszystko „zależy” — wtrącił Oryński gasząc papierosa
.

Remigiusz Mróz, Kasacja,
Czwarta Strona, Poznań 2015.


wtorek, 02 maja 2017

Sadownik:
(dwa dni temu)
Coś ci wysłałem.
Jestem ciekaw twojego zdania.

Jabłoń:
(do wieczora przeczytała)

Sadownik:
(do wieczora przeczytał po raz drugi)

Sadownik & Jabłoń:
(długo w ostatni kwietniowy wieczór o tej książce rozmawiali)

*

I była ta rozmowa nie tylko długa, ale również zaskakująca i głęboka, bo każde z nas na co innego w tym opowiadaniu zwróciło uwagę.

Kiedy nie potrafisz wyrazić czegoś jednym słowem, posługujesz się całą historią. Tak się to robi. Od wieków.

*

Należałoby może wyjaśnić, że jest to historia dziewiętnastowieczna: aby nikt nie spodziewał się samolotów, pralek i psychoanalityków. Nie ma ich tutaj. Może innym razem.


(fot. źródło)

*

Nie tracąc zimniej krwi Baldabiou przemyślał sytuację i doszedł do wniosku, że problemu nie trzeba rozwiązywać, trzeba go obejść.

*

     — Wcześniej czy później komuś przecież będziesz musiał wyznać prawdę.
     Powiedział to cicho, z wysiłkiem, bo nigdy nie wierzył, że prawda może się na coś przydać.

*

     — Może po prostu czasami życie przybiera taki obrót, że człowiek nie ma już właściwie nic do powiedzenia.
     Powiedział.
     — Już nic, aż do końca.

*

W ciemności drobnostką było kochać się z nią, ale nie ją kochać.

*

     — A gdzie jest właściwie ta Japonia? Prosto przed siebie, w tamtą stronę. Na samym końcu świata.
     […]
     […] stanął u bram Lavilledieu. Zatrzymał się, podziękował Bogu i wszedł do miasteczka pieszo, licząc kroki, aby każdy miał swoją nazwę i aby nigdy ich nie zapomnieć.
     — Jaki jest koniec świata? — zapytał go Baldabiou.
     — Niewidoczny
.

*

I z rozmysłem zatrzymał Czas na tyle czasu, ile było mu trzeba.

Alessandro Baricco, Jedwab,
przeł. Halina Kralowa, Czytelnik, Warszawa 2004.
(wyróżnienie własne)

sobota, 29 kwietnia 2017

Fraza: spotkajmy się na schodach w hallu tuż przy drzwiach zachwyciła mnie sposobem, w jaki rozwija się — powoli, w każdej kolejnej sylabie precyzując koordynaty spotkania. Ma podobny charakter jak fraza: przy narożnym stoliku w słynnej kawiarni na zabytkowej ulicy stolicy europejskiego kraju spojrzeli na siebie znad filiżanek z kawą. Ten zachwyt był tylko prologiem do zachwytu czytaniem spowodowanego.

Nim jednak tak się stało, było dziwnie, bardzo dziwnie. Jedna książka, nie. Druga książka, nie. Trzecia, czwarta, piąta, szósta i siódma też nie. Może czytanie mi się przeżarło, czkawką się odbija lub alergen na literki aktywowało?

Aż trafiam na tę książkę stu opowieści i trafiam do nieba zachwytu. Ten pan, pewien pan — dokładniej kilkudziesięciu panów, kilka pań, kilku rycerzy, smoków, duchów oraz jeden pomnik i antysystemowiec i anarchistka we mnie wyli z zachwytu, podziwiając ironię, spostrzegawczość, niebywałą zabawę słowem, stereotypem, sceną i rekwizytami.

Słów kilka od tłumaczki na koniec (dzięki Bogu, że na końcu umieszczonych), niczym dobrze skrojona praca maturalna oceniona na sześć na temat analizy i interpretacji utworu, nijak nie mogło odnaleźć się w moim osobistym doświadczaniu tej książki.

Jaka szkoda, że nie będzie można nigdy już przeczytać nowych centurii o ludziach, wróżkach, duchach próbujących odnaleźć się w dwudziestym pierwszym wieku w jakimś pochłoniętym neokapitalizmem kraju.

Ten pan z miną osoby drażliwej, całym swym wyglądem zdradzający napięcie, jak gdyby bez ustanku musiał stawiać czoło sytuacjom niezwykle trudnym, jest właściwie zakochany; a ściślej, w ten sposób określiłby się w tym momencie, jako że jest dziesiąta rano i od tej chwili aż do jedenastej, najpóźniej jedenastej piętnaście, kocha on pewną panią dystyngowaną, szlachetną, wykształconą, lekko despotyczną, milczącą i nieco słabego zdrowia.

*

Tam, gdzie się nie rozumie, jest się bliskim punktu kluczowego, gdzie się rozumie, jest się na dalekich peryferiach, poza nawiasem.

*

Otóż zawodowemu mordercy potrzeba niewiele, ale chodzi tu o potrzeby szczególne. Musi posiadać broń wyborową i łatwą do ukrycia, niezawodne oko, zleceniodawcę i osobę do zabicia, zleceniodawca z kolei musi mieć odpowiednią dozę nienawiści, motyw i dużo pieniędzy. Trudność polega na tym, by wszystkie te warunki zostały spełnione jednocześnie.

*

Ten mężczyzna spotka się z kobietą, w której nie sądzi, by był zakochany, i w której, obawia się, jest zakochany. Będąc człowiekiem ostrożnym, czuwa nad swoimi uczuciami: analizuje je po kolei. Żadne z nich nie wskazuje na zakochanie, ale nieprzerwane poddawanie analizie i badanie nadają każdemu z nich jakiś odcień winy, który nie różni się od rumieńca miłości.

*

W tym mieście każdy posiada coś, co jest niezbędne drugiemu, a z czym posiadacz nie wie, co robić, albo nie wie wręcz, że to ma; wszyscy wiedzą, że brakuje im czegoś absolutnie niezbędnego, ale nikt nie wie, kto to posiada, ani nawet czy wie, że to posiada, a jeśli wie, czy jest gotów to oddać. Trzeba dodać, że o ile wiadomo, nie zdarza się nigdy, aby dwie osoby miały to, co nawzajem jest im niezbędne […].

*

Jego zawodem jest być Postacią ze Snu; to zawód, który mu się podoba, bo pozwala mu nie mieć jednej stałej formy, ale oscylować między wszystkimi możliwymi formami, jakie może przyjmować we śnie, z jednym tylko zastrzeżeniem, że on jest Postacią Złowrogą, a więc należą do niego role związane z występkiem, od faszysty do czarownicy. […] Ma kilku przyjaciół wśród Koszmarów i jest z tego dumny, tak samo jak dumny jest z tego, że dopuszczany bywa czasami, przy kolacji, do stołu Znaczeń.

*

Ten młody mężczyzna, który siedzi zamyślony i smutny na ławce w parku […] znajduje się bowiem w trudnej sytuacji; jest zakochany w trzech kobietach, co samo w sobie byłoby już przesadą i ekstrawagancją; trzeba jednak dodać, że aczkolwiek on właściwie o tym nie wie, z owych trzech kobiet dwie żyły — jedna trzy wieki, druga wiek temu — a trzecia urodzi się dwa wieki po jego śmierci.

*

Czyż historia nie jest pełna nieustraszonych, którzy zabijali smoki i dostawali za to kobiety i pałace, i japońskie motocykle? Może pomylił smoka?

*

Od niedawna czuje się bardzo głupi. „Głupi też umierają”, mówi sobie na pociechę. Potrząsa głową, jakby chciał powiedzieć: „Czego to się nie mówi”.

*

[…] nie należy do tych mężczyzn, którzy mają dosyć żon tylko dlatego, że widują je codziennie. […] Przypomina sobie, że nie ma żadnej żony. Czemu służyć mają dobre postanowienia, skoro nie ma się żony? […] Stojąc w miarę możliwości bez ruchu, próbuje zrozumieć, jak to się stało, że nie ma żony. Wszyscy mają. A on niby kto, pies? Dlaczego jego żona zdołała nie dać się poślubić? A może to on jej nie poślubił?

*

Nie wie jednak o tym, że trzy duchy, dwie wróżki i widmo czekają na następnego lokatora, który pojawi się tu po jego bliskiej już śmierci; anioł i demony są tutaj, by dopilnować formalności biurokratycznych. W dalekiej prowincji przyszły lokator gorączkowo pakuje walizki, by opuścić definitywnie dom nawiedzony przez duchy.

*

[…] doświadczenie nauczyło go, że „tak” to nic innego jak „nie” odłożone na później. 

Giorgio Manganelli, Centuria. Sto krótkich powieści rzek,
przeł. Halina Kralowa, PIW, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


piątek, 21 kwietnia 2017

Skończona. Zamyśliła mnie.

Jesteśmy czymś więcej niż kumulacją danych empirycznych, powiedziałam, więcej niż zbiorem zarejestrowanych szczegółów, więcej niż naszymi wędrówkami, spotkaniami i pracami, ale czym jest to „więcej”?

Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Pierwsze wrażenie. Delikatność zatrzymana w literkach. Nie śpieszyłam się z czytaniem, chłonęłam wyraz po wyrazie, zdanie po zdaniu.

Drugie wrażenie. Fantastyczna! Obłędna ilustracja różnicy pomiędzy buntowaniem się przeciwko czemuś, a stanięciem za czymś. Czasem nie ma wyjścia, trzeba się zbuntować, ale za czym się opowiadasz?

Trzecie wrażenie. Magiczne myślenie jest jednym z etapów rozwoju psychicznego człowieka. Opuszcza nas, robi miejsce nowym funkcjom odbierania siebie, innych i świata. Pozostaje w wersji szczątkowej u niektórych pod niegroźnym odruchem łapania się za guzik na widok kominiarza. Liczą się już tylko fakty, fakty i sukces! Ubogo, bo fakty są precyzyjne i nudne.

#F00 i #E21E13 to konkrety, których zrozumienie można zamknąć w słowie: czerwień, ale czerwień — myślę od rana — to symbol, wytrych, drzwi. Magiczne myślenie nie przechodzi automatycznie w umiejętność myślenia symbolicznego. Tego ostatniego trzeba się uczyć latami, tak jak siebie.

Jeszcze nie skończyłam, nie śpieszę się, może pojawi się czwarte wrażenie, choć drugie i trzecie to duży kaliber.

Wszyscy jesteśmy dla siebie mitami.

*

Podejrzewam, że wszyscy chcielibyśmy, żeby ludzie i rzeczy zajmowali swoje stałe miejsca, starannie nakreśleni czarno na białym, ale świat po prostu taki nie jest.

*

[…] prawda często brzmi jak coś wymyślonego, a prawdziwie brzmią tylko wymysły.

*

Gdy pojawia się tajemnica, mówiła Harry, luki można zapełnić podejrzeniami.

*

To znaczy dokładnie to, co czujesz, mówiłem, jeśli coś czujesz. To znaczy dokładnie to, co ci się wydaje, że znaczy.

* 

Zamykam oczy. Zamykam oczy. To teraz mój czas. To mój czas i nie pozwolę go sobie odebrać. Grecy wiedzieli, że maska w teatrze nie jest przebraniem, lecz drogą do objawienia.

*

[…] czy to nie dziwne, że nie wiemy, kim jesteśmy? To znaczy wiemy o sobie tak wstrząsająco mało. Opowiadamy sobie jakąś historyjkę i nie przestajemy w nią wierzyć, a potem się okazuje, że to niewłaściwa historia i że nasze życie do tej pory było takie, jakie powinno.

*

Interesowało mnie co innego — percepcja i jej zmienność, zjawisko, że przeważnie widzimy to, czego się nie spodziewamy.

*

 […] o tym, kim jesteśmy, nie stanowi to, co mówimy. Raczej to, co pozostaje niewypowiedziane.

*

Gromadzone doświadczenia zawsze modyfikują percepcję przeszłości.

*

[…] empatia jest głęboką formą wiedzy.
Edmund Husserl
(1859–1938)

*

Wszyscy nosimy w sobie chmury i je nazywamy, ale nazwy wprowadzają podziały, które nie zawsze istnieją.

Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 13 kwietnia 2017

Jabłoń:
(„cytnęła”)
Ponadnormatywną inteligencję u chłopca da się łatwiej
skategoryzować i nie niesie ze sobą seksualnego zagrożenia
.*

Sadownik:
???

Jabłoń:
Ilu mężczyzn chce inteligentną kobietę?

Sadownik:
Mężczyźni — wszyscy, szmaciarze — żaden.

________________________
* Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...