Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: bele-trele-fiction

piątek, 30 marca 2018

Kaan widziała ekranizację tej książki i stwierdziła, że warto ten film obejrzeć dla dwóch dialogów w końcowej części. Drzewko woli najpierw czytać. Polowałam, a gdy upolowałam, napędzała mnie ciekawość poznania wspomnianych przez Kaan dialogów.

Delikatna, subtelna, z łatwością odnajdująca w naszym ciele drogę do osobistego doświadczenia z okresu niepewności. Wprawia w drżenie. I właśnie to drżenie jest najcenniejsze podczas czytania tej książki.

[…] nie zniżę się też do poinformowania cię, że dwie noce temu dołożyłeś kolejny roczny słój do mojej duszy.

*

[…] komory serca, jak zapadnie żądzy, tunele czasoprzestrzeni i szuflada z podwójnym dnem, nazywaną przez nas tożsamością, rządzą się uwodzicielską logiką, zgodnie z którą najkrótsza droga z prawdziwego do wyobrażonego życia, z tego, kim jesteśmy, do tego, kim chcemy być, prowadzi krętymi schodami zaprojektowanymi z szelmowskim okrucieństwem M.C. Eschera.

*

Zawiąż mi oczy, weź mnie za rękę i nie żądaj, abym myślał — zrobisz to dla mnie?

*

Każdy przechodzi okres traviamento — kiedy wybieramy w życiu inny kierunek, inną via. Dante przeżył coś takiego. Niektórzy się potem odnajdują, niektórzy udają, że się odnaleźli, niektórzy nigdy nie wracają, inni tchórzą, jeszcze zanim skręcą, a jeszcze inni boją się zejść z dotychczasowej drogi i do końca żyją niewłaściwym życiem.

*

Chcę poznać twoje ciało, chcę wiedzieć, co czujesz, chcę poznać ciebie, a za twoim pośrednictwem siebie.

*

[…] nawet jeśli w dłuższej perspektywie ludzie mogą się okazać trudni we współżyciu, większość z nich ma dobre intencje i coś pozytywnego do przekazania. Nikt nie jest samotną wyspą, nie możesz odgradzać się od innych, ludzie potrzebują ludzi, blablabla.
     Pomyliłem się jednak w swoich przewidywaniach.
     — Jesteś zbyt mądry, aby nie wiedzieć, jak rzadkie i wyjątkowe było to, co was łączyło
.
     […]
     — Nie bój się, to do ciebie przyjdzie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Przyjdzie w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Natura ma sprytne sposoby na znajdowanie naszego najsłabszego punktu. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Rozumiem, że w tej chwili nie chcesz niczego czuć. Może nigdy nie chciałeś. Może nie ze mną masz ochotę rozmawiać o tych sprawach. To wszystko nie zmienia faktu, że coś czułeś. […] — W takim razie powiem jeszcze jedno, żeby nie było niejasności. Może byłem blisko, ale nigdy nie miałem tego, co ty. Zawsze mnie coś powstrzymywało albo stało na przeszkodzie. To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podarowane tylko raz. […] Byłbym fatalnym ojcem, gdybyś pewnego dnia chciał ze mną o tym porozmawiać i miał poczucie, że drzwi są zamknięte albo za mało otwarte.

André Aciman, Tamte dni, tamte noce, przeł. Tomasz Bieroń,
Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


piątek, 16 marca 2018

Mortkę poznałam tak. Skończyłam w dniu, w którym Autor w związku z ostatnim tomem gościł w tym samym radiu. W tym samym dniu, w którym premierę miał siódmy tom Chyłki. Chyłka da zmianę Mortce w sztafecie i będzie mi pomagać znieczulać rzeczywistość, pomyślałam wtedy. Pomaga.

Nie znaczyło to jednak, że rezygnowała. Wkrótce wróci na ring. Będzie walczyć z całych sił, żeby posunąć się o te kilka milimetrów we właściwym kierunku. Taka już była i taka chciała być.
     Tylko to miało sens
.

*

Nagle dotarło do niego, że to wszystko już dawno wymknęło się spod kontroli, a on był zbyt ślepy, żeby to zauważyć. Ale jeszcze mógł to naprawić, a może raczej nie spieprzyć do końca.

*

Zaufał, chociaż nie pamiętał, kiedy zrobił to po raz ostatni. Nie wiedział nawet, czy jeszcze wie, jak to się robi.

*

[…] wreszcie miał wrażenie, że ogarnia to, co się wydarzyło. Nie żeby to rozumiał.

*

     — To o co chodzi?
      A jak myślisz?
     — Nie. Tego nie będziemy robić – stwierdził bardzo stanowczo. – Przez prawie całe moje małżeństwo musiałem się domyślać, co zrobiłem źle. Teraz się na to nie zgadzam. Po prostu mi powiedz
.

*

     — Aspirantka Anna Suchocka, Komenda Stołeczna Policji.
     — O! Aspirantka! Fajnie, że używa pani formy żeńskiej. Wittgenstein twierdził, że granice języka wyznaczają granice świata. Dlatego musimy walczyć o wprowadzenie kobiet do języka powszechnego.
     Sucha przyjęła pochwałę, ale nie skomentowała jej w żaden sposób. Z jej punktu widzenia wyglądało to dużo prościej. Policjanci to w gruncie rzeczy banda palantów i musiała przyłożyć kilku łokciami, żeby zdobyć sobie odpowiednie miejsce i szacunek. Okazało się, że cel może osiągnąć, wkurzając ich deklinacją, więc robiła to
.

*

Wiesz, mam problem z informatykami. Wydaje się wam, że jesteście wyjątkowi, bo potraficie napisać parę linijek kodu i w związku z tym możecie wszystko. To prawda, macie teraz swój czas. Ale to nie będzie trwać wiecznie.

*

     — Windy znajdują się...
     — Nie interesują mnie windy — przerwał mu policjant. — Macie jeszcze taki przedpotopowy wynalazek jak schody
?

*

     — Wiesz, przeszłość czasami wraca do człowieka.

*

[…] pokręcił z niedowierzaniem głową, ale na jego twarz powróciły spokój i opanowanie. Jakby dotarło do niego, że wściekanie się na cały świat niewiele mu da.

Wojciech Chmielarz, Cienie, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 04 marca 2018

Pierwszy raz uprawiałam czytanie hybrydowe. Podczas działań kuchennych; wieczorem, gdy oczy chciały odpocząć; podczas ćwiczeń — słuchałam. W tramwaju, autobusie, w przerwie między zajęciami czytałam oczami. Chyba nauczyłam się słuchać kryminały dzięki panu Januszowi Zadurze, który pięknie przeczytał mi czwarty tom.

Już tylko ja mortkuję. Piąty, ostatni na ten moment, tom przede mną. Dobrze, że ostatni, bo ile można kryminalić.

Kawa oczywiście była zbyt gorzka jak dla niego. Nazywał to przekleństwem zepsutego automatu z komendy stołecznej. Maszyna zawsze wsypywała zbyt dużo cukru. Początkowo mu to przeszkadzało, ale przyzwyczaił się do tego przesłodzonego smaku i teraz żadna inna kawa mu nie podchodziła. Ironia sytuacji polegała na tym, że automat w końcu naprawiono a on pozostał ze swoim zepsutym przez bezduszne urządzenie gustem.

*

Gęby mieli pełne frazesów o słowiańskiej wspólnocie, Partnerstwie Wschodnim i o tym, że trzeba Ukrainę ciągnąć na Zachód, ale jak przychodziło co do czego, to tylko Wołyń, Wołyń i Wołyń. Jakby to usprawiedliwiało wszystkie mniejsze i większe świństwa, które im robili.

*

     — To ma być pierwszy i ostatni raz. Jasne?
     — To nigdy nie było problemem — zauważył Kochan.
     — Zawsze było. Tylko nie miałem czasu ani ochoty, żeby cię porządnie opieprzyć.
     — A teraz szef ma?
     — Ochotę? Jak najbardziej
.

*

     — To jest dupa, a nie praca.
     — Nie. To dla ciebie szansa — odpowiedział Andrzejewski
.

*

     — […] Policjantem zostaje się po to, żeby pomagać ludziom.
     — To nie mój przypadek — stwierdziła.
     — Nie?
     — Nie. Ja zostałam policjantką, bo jest to jeden z nielicznych zawodów pozwalających w sprzyjających warunkach na zrobienie krzywdy tym, których się nienawidzi
.

*

Podobnie jak w przypadku reszty gadających głów, policjant nie zadał sobie trudu zapamiętania jego nazwiska. Po prostu nie cenił ich pracy. Nie było nic prostszego, niż posadzić przy jednym stole ludzi o różnych poglądach i kazać im przekrzykiwać się przez czterdzieści pięć minut. Jego matka robiła to co tydzień przy okazji niedzielnego obiadu i do tego nikt jej za to nie płacił.

*

     — […] Nie będę pana oszukiwał. Jest źle i będzie tylko gorzej. Kształcimy teraz, tutaj, w tym budynku kolejne pokolenia, które pewnego dnia rozpierdolą nam ten kraj. Wspomni pan moje słowa.
     — Dziennikarze? — zapytał z powątpieniem Mortka.
     — Bezrobotni dziennikarze – uściślił Ostrowski. – Tacy, którzy podpiszą się pod dowolną bzdurą, byleby tylko zarobić na chleb i zyskać odrobinę rozgłosu
.

*

     — Mój mąż w czasie swojej kariery politycznej wielokrotnie odwoływał się do chrześcijańskiego, katolickiego systemu wartości. I proszę mi wierzyć, że nie robił tego na pokaz. Biblia, chrześcijańska wizja świata, przykazania są dla niego prawdziwymi drogowskazami. I teraz też płaci za to cenę. A jedno z przykazań brzmi: „Nie cudzołóż”.
     — Ale pani jest jego drugą żoną, prawda?
     Piersi kobiety uniosły się, kiedy wstrzymała oddech. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce oburzenia.
     — Jestem — powiedziała, z trudem panując nad emocjami. — Życie jest bardziej skomplikowane, niż się pani wydaje
.

*

Zastanawiała się, po co ma im cokolwiek mówić. I tak nie zrozumieją. Może ona. Ale też raczej nie. Ona była z tych, którym się wydawało, że jak się bardzo postarają, to będą mogły przejść przez życie jak mężczyzna.

Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)


środa, 28 lutego 2018

Biały Kruk skończył tom piąty. Jabłoń w czwartym, bo trzeci skończyła wczoraj. Już tylko z Sadownikiem mortkujemy, ale jeszcze chwilka i zostanę z Mortką całkiem sama.

Nareszcie zajarzyłam — odkryłam najważniejszy element składowy dobrego kryminału. Jest nim taka konstrukcja głównego bohatera, by czytający mu kibicowali. Dla wielbicieli kryminałów jest to oczywiste jak drut, ale dla mnie nic nie jest oczywiste, dopóki nie zostanie poczute i przeżyte do trzewi, dopóki nie stanie się tak proste jak sznurek w kieszeni. Kibicowałam, również Suchej.

I dotarło do niego, że nadszedł czas, żeby to wszystko skończyć. Przestać uciekać przed tym, co nieuniknione, i po prostu pogodzić się z własną przyszłością. Ta myśl przyniosła mu pewną ulgę.

*

Na zdrowy rozum powinno się dać coś z tego ułożyć. Dlaczego się nie dawało? Brakowało im czegoś? Patrzyli w złą stronę? Lub, co byłoby gorsze, na którymś etapie popełnił jakiś fundamentalny błąd i teraz nawet nie wiedzieli, czego mają szukać?

*

Nagle to minęło. Ta złość, zazdrość, gniew. Zdał sobie sprawę, że cokolwiek teraz powie, to przecież nic nie zmieni. Dlatego po prostu się uśmiechnął.

*

Każdy facet, z którym się od tamtej pory spotykała, miał jakąś kompromitującą wadę, trupa w szafie lub co gorsza — całkiem żywą, wredną, oceniającą wszystko mamuśkę.

*

     — Za kogo mnie pan uważa?!
     — Pani wybaczy, ale nie obchodzi mnie to, kim pani jest. Obchodzi mnie to, co pani zrobiła. Więc był ktoś jeszcze
?

*

     — Domyśliłam się. Nie jestem głupia.
     — Przecież wiem. Nie jesteś Mortką
.

*

     — Nie wiem.
     Najgorsze kłamstwo świata — nie wiem. Oczywiście, że wiedziała
. Nie chciała tylko powiedzieć. Albo nie ­po­trafiła wymyślić nic lepszego. Albo była zbyt przestraszona
.

*

To się nie miało prawa zdarzyć. A właśnie się działo.

Wojciech Chmielarz, Przejęcie, Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 22 lutego 2018

Pan Ciasteczko zaorany, więc Sadownik wciąż w tomie piątym. Biały Kruk doniósł, że jest w czwartym. Jabłoń zaczęła trzeci, bo drugi za nią.

Drugi dobry, naprawdę dobry! Nawet jeśli — malutki detal — pani psycholożka policyjna błysnęła w tym tomie, że nie jest feministką. Wykształcona, pracuje, ma własne pieniądze i nie jest feministką, ciekawe — takie kurioza niestety nie tylko w książkach.

Wolał już ludzi, którzy się kłócą, protestują i przynajmniej w ten sposób dają dowody zaangażowania. Ci, którzy tylko potakują, najczęściej odfajkowują swoje obowiązki najszybciej, jak to możliwe, nie poświęcając własnym działaniom ani sekundy i myśli więcej, niż to konieczne.

*

Sam nie wiedział, czego właściwie szuka. Ale tak to już było w tej pracy.

*

[…] równie ważne jak słowa, które padły, są te, które nie zostały wypowiedziane.

*

Zrozumiał, że nie tylko nie potrafi dawać. Nie. Jego problem był dużo głębszy, dużo poważniejszy. On nawet nie potrafił brać tego, co ofiarowują mu inni.

*

Pomyłki były nieodłączną częścią tej pracy. Pamiętał o tym. Ale ta wiedza w żaden sposób mu teraz nie pomagała.

*

[…] ciągle zdarzały się chwile, kiedy opadały go czarne myśli, a on sam był niemal sparaliżowany ze strachu, ale dochodziło do tego rzadko, najczęściej w nocy tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu.

*

[…] nie mógł przestać myśleć o tym, że właśnie wydał prawie pięćset złotych na flakonik perfum wielkości setki wódki.

Wojciech Chmielarz, Farma lalek, Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)


środa, 21 lutego 2018

W sobotę moja kość ogonowa leżała na piłce tenisowej, a ja siłą rozpędu, nie mogąc się ruszać, słuchałam kryminalnej odsłony Poczytalnych — zwykle te odcinki audycji omijam. I padło… Komisarz Mortka

Nie mogę czytać moich książek — nie mogę się skupić, odpływam, odjeżdżam — nie ten czas. Chyłka dobrze robiła w taki czas, więc może Mortka ma też moc? I padło… te kryminały są dobrymi powieściami psychologicznymi

Klik, klik. Sadownik, zapytany o Mortkę w sobotni wieczór, odpowiedział, że doskonały cykl — niespodzianką okazało się więc tylko podarowanie Panu Ciasteczko do samolotu na wtorkowe wracanie do ula tomu piątego. Łyknęłam pierwszy tom. Jestem w drugim. Biały Kruk siedzi w trzecim. Znów czytamy synchronicznie.

     — Nie. Możesz iść do domu. Jakby co, to będę dzwonił.
     — Dzwoń sobie, dzwoń, ja komórkę wyłączam
.

*

[…] dręczyło go dziwne przeczucie. Rzadko polegał na instynkcie. Publicznie twierdził, że coś takiego nie istnieje, że to tylko wymówka leniwego policjanta. Tym razem było inaczej.

*

     — Zepsuła mi pani całą zabawę – oznajmił.
     — Jaką zabawę?
     — W opieprzanie pani.
     — Uśmiechnęła się.
     — Przykro mi.
     Wzruszył ramionami.
     — Nic nie szkodzi. Wyżywanie się na kimś jest przyjemne, ale mało konstruktywne
.

*

Zanim straż pożarna dostała się do środka, nie było już co ratować. Ludzie wydają tysiące na wyrafinowane zabezpieczenia, kraty, alarmy, cholera wie co jeszcze, a w sytuacji zagrożenia wszystko to tylko przeszkadza. Od dawna wiadomo, że najlepszym zabezpieczeniem przed włamaniem jest życzliwy sąsiad. Tylko trzeba najpierw wiedzieć, jak ten sąsiad ma na nazwisko i przynajmniej kilka razy powiedzieć mu dzień dobry.

*

     — To co, idziemy do jakiegoś centrum operacyjnego? — zaproponował podkomisarz, kiedy podszedł do kolegi.
     — Tak wcześnie rano, w sobotę? Będzie coś otwarte?
     — Niedaleko jest McDonald.
     Mortka kiwnął głową na znak, że się zgadza
.

*

Komisarz usłyszał, jak Kochan klnie przez telefon. Laboratorium będzie tu za pół godziny — pomyślał. Kochan miał dar przekonywania. Dobierał ton i przekleństwa w taki sposób, że każdy, kto słuchał jego wiązanki, czuł się nagle zobowiązany rzucić wszystkie inne obowiązki i ruszyć podkomisarzowi z pomocą. Mortka nigdy nie potrafił zrozumieć, na czym to polega. Kiedyś próbował użyć tych samych słów w stosunku do tej samej osoby co wcześniej Kochan, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, żeby się wypchał.

*

Strażak uśmiechnął się. Tym razem szerzej i szczerze. Mortka z zaskoczeniem stwierdził, że chyba go polubi. Obaj pracowali w służbach mundurowych, które aż tak się od siebie nie różniły: te same problemy, te same głupie i niepotrzebne dokumenty do przygotowania i to samo poczucie obowiązku, które nie pozwala rzucić wszystkiego w cholerę. No ale strażaka pewnie nikt nigdy nie nazwał jebanym psem.

*

     — Mortka, złamasie jeden. To twoja sprawka? – przywitał komisarza Jankowski. — Czy ty wiesz, która godzina?
     — Wiem.
     — To cudownie! — Technik wyciągnął ręce w górę. — Och, jak mi ulżyło! Komisarz Mortka jednak nie zgubił pieprzonego zegarka
!

Wojciech Chmielarz, Podpalacz, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kryminał ulubiony mam. Znam kilku wielbicieli szwedzkiego, podobno dobrego. Przeczytałam pierwszy w życiu szwedzki kryminał, tylko że dla dzieci. Potrzebowałam dzisiaj ciepła i dobra na zaklinowany aparat ruchu. Dostałam. Pang!

W dziupli była tylko ona i orzechy i w zupełności jej to wystarczało.

*

Wiewiórka ostrożnie usiadła na krześle i zaczęła opowiadać długą i zawiłą historię, która najpierw nie mogła się zacząć, a potem nie chciała się skończyć.

*

Komisarz Gordon nie lubił strasznych zdarzeń. Najbardziej lubił trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym. Najlepiej byłoby, gdyby nigdy nic strasznego się nie działo.

*

Rano komisarz Gordon obudził się w samym środku snu. Śniło mu się, że biegł po ścieżce szybciej niż sarna. Wdrapywał się na drzewo zwinniej niż wiewiórka.

*

     — Chyba wiecie, co to jest miłość? – zapytała.
     — Ja jestem za stary – westchnął komisarz.
     — A ja za mała – powiedziała Paddy
.

*

     — Niewiele z tego rozumiem — powiedziała, dmuchając na herbatę.
     — Nie trzeba rozumieć — odparł komisarz. — Najważniejsze to czuć, że wszystko jest w porządku
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.


*


(tamże)

środa, 27 grudnia 2017

Jej wcześniejsze książki nie trafiają do mnie i już — nie wiem dlaczego. Ale trafiła mi się przez przypadek audycja — metafora porwała mnie i wiedziałam, że muszę to przeczytać. A potem już tylko delektowałam się nie tylko metaforą, atmosferą, akapitami, ale pojedynczymi zdaniami i frazami. To czwarta książka, którą dorzuciłam do moich książek roku 2017.

W piątek, w ostatnim dniu roboczym, przy porannej kawie w hamaku przed pracą usłyszałam w porannej audycji, że ta książka zupełnie niepodobna do wcześniejszych Autorki, że na gwiazdkowy prezent NIE. Pani, która to powiedziała, miała rację, nie jest to książka dla każdego, ale tym, dla których jest, pomaga wznieść się, zmienić perspektywę, zmartwychwstać z trudności. Moja wersja jest cała pogryzdolona — tyle razy mnie zatrzymała. Po raz pierwszy skończyłam tę książkę w sobotę. Do dziś nie miałam pojęcia, które z cytatów wybrać, tyle jest ważnych.

     — Zdarzają się rzeczy, które nie czynią nas silniejszymi, nawet jeśli przeżyjemy. Chcemy wierzyć, że czas nas uleczy sam z siebie. Ale czas nie jest lekarstwem, jeśli pozostajemy bierni. Wtedy po prostu upływa, obojętny. Kintsugi pokazuje nam, jak objąć nasze uszczerbki, pęknięcia i rysy. Nasze rany. Słabość i ułomność. Naszą kruchość i przemijalność. Jeśli się postaramy, możemy stworzyć nową całość z rozbitych części i łączących je blizn. Blizny po bólu, cierpieniu spowodowanym utratą, doznanych upokorzeniach są widoczne. Takie pozostaną. Do końca. Nie ukrywamy ich w poszukiwaniu sztucznej doskonałości. Niedoskonałość i przemijanie to część tego, kim jesteśmy. Część naszej podróży. I to właśnie jest piękne.

*

Mistrz Myō patrzył na nas, w głąb naszych umysłów pełnych pragnień, rozpaczy i nadziei. Sięgnął po czarkę i napił się herbaty.
     — Wracajcie tu i teraz — powiedział cicho i poczułam osobliwy dreszcz. Tam, gdzie wszystko się kotłowało i gdzie gruchotały skorupy, przepłynął czysty chłodny powiew.
     Mistrz Myō pochylił się nade mną.
     — Trzeba zacząć od małej rzeczy — szepnął
.

*

Czasem jest się pewnym od razu. Widzi się innego człowieka i coś delikatnie klika we wszechświecie. Zaczyna się historia jak ziarnko piasku. Jak lawina. Ta jedna twarz wybrana spośród innych twarzy.

*

     — […] tęsknię za tobą.
     W nagłej ciszy zawirował miniony czas
.

*

Czarka znów była cała. W jej zranionym kształcie mieściła się kruchość i delikatność. Ale też trwanie i siła. Miała przeszłość widoczną w nitkach złotych blizn i dzięki nim miała przyszłość.

*

Niektóre rzeczy są zniszczone bezpowrotnie. Inne da się naprawić. Trzeba próbować i przyjmować klęskę. Zaufać i zdać się na nieuniknione. To, co we mnie zapiekłe, łagodniało. Skręcone — rozprostowywało się.

*

     — Kiedy coś naprawiasz, twoja relacja ze światem i sobą zmienia się.

*

[…] śpiący kot to dobry dowód na istnienie jakiegoś boga, niedużego i pozbawionego totalitarnych zapędów.  […] Człowiek staje się lepszy, gdy opiekuje się zwierzęciem.

*

Nie da się do niczego porównać uczucia, kiedy twarz drugiego człowieka staje się prawdziwym spotkaniem.

*

     — Najpierw przyjrzyjcie się zniszczeniom – mówił Mistrz Myō. – Poznajcie je. Przyjmijcie. Są wasze.

*

Kocha się tego, komu najbardziej pragnie się opowiadać.

Joanna Bator, Purezento, Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)



wtorek, 26 grudnia 2017

Mały Nowy Jork i świąteczne koleiny za nami. W Małej Danii ten widok za każdym razem zatrzymuje moją osobę i łączy we mnie pokolenia.

*

     — Przecież nie musisz nic robić.
     — Nie muszę? Tak po prostu?
     — Trzeba wiedzieć, kiedy podejmować decyzje, a kiedy ich nie podejmować – wyjaśnił.
     — Jak się nie podejmuje decyzji?
     — Zwolnij. Bądź cierpliwa. Pozwól rzeczom toczyć się w swoim rytmie. Niektóre sprawy wolno dojrzewają. Inne mijają powoli. Niektórzy ludzie mają inny rytm. Jeśli ci na czymś albo na kimś zależy, otwórz zmysły. Wsłuchaj się w ten rytm. Poczuj go
.
     […]
     — Czy to znaczy, że mam się dostosować? Czekać, aż ktoś będzie gotowy?
     — Nie. Masz otworzyć umysł. Być uważną. To działa w dwie strony. Jeśli tak ma być, spotkacie się w połowie drogi. Spotkacie naprawdę.
     — Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie?
     Przytaknęły mi jego powieki.
     — Co się robi w czasie niepodejmowania decyzji?
     — Szukaj piękna w rzeczach małych – powiedział Mistrz Myō
[…].

Joanna Bator, Purezento,
Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

*

*

     — Jesteś religijna?
     — Nie w taki sposób.
     — A w jaki?
     — Wierzę, że jest coś jeszcze. Coś więcej.
     — Coś więcej niż co?
     — Codzienna krzątanina. Pragnienia. Plany i nadzieje.

(tamże)

piątek, 22 grudnia 2017

Poprosiłam wczoraj Studentki, by tego krzaczka mi napisały. Potem dręczyłam panią Jōa, by upewnić się, że o ten symbol chodzi, by rozczarować się, że nie ma w tym znaku opowieści w stylu buszującej w wysokiej trawie świadomości (historia kota tu). Dziś rano moja ukochana Nauczycielka języka japońskiego rozrysowała mi historię tego znaku, a potem podała wiele innych życiodajnych sensów.


Qi. Ki.

[…] powoli wędrowałam po terenie Kenchōji. […] Jak głosiła tablica, jeziorko miało kształt chińskiego znaku oznaczającego serce i umysł. Spodobało mi się, że serce i umysł można zapisać jednym znakiem.

Joanna Bator, Purezento,
Znak, Kraków 2017.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...