Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: ibukologia stosowana

niedziela, 18 listopada 2018

Znacznik świat z diagnozą — zbyt nachalny, banalny, bez skrzydeł — byłby odbierającą życie szufladą, medycznym sufitem, murem przed którym stać będę już co dnia (osobistą ścianą płaczu?). O, nie!

Wracaliśmy do ula z Małej Danii, w radiu Cranberries i wszystko stało się jasne — przecież wciąż mam swoje dobre Życie, nawet jeśli stało się ono dużo bardziej wymagające.

Whitney Houston, Step by Step.

step by step,
bit by bit,
stone by stone,
brick by brick,
step by step,
day by day,
mile by mile.

* * *

Z wielu powodów nieśmiertelność jawi się jako opcja mało zachęcająca. Każdy kolejny dzień jest tak cennym darem właśnie dlatego, że mija.

*

Niekiedy zauważamy coś, co znajduje się tuż przed naszym nosem dopiero wtedy, gdy ktoś inny zwróci na to uwagę.
     Niekiedy odwaga to coś więcej niż sam wybór śmiałego postępowania
.

*

Ludzi ogranicza nie tyle sama choroba, co ich stosunek do niej. Choroba może stwarzać wyzwania fizyczne, ale często znacznie ważniejsze są te emocjonalne. […] Wkroczyli oni tylko w nową fazę życia; nie zrzekli się swojej podmiotowości.

*

[…] unieszczęśliwia nas sposób interpretowania przez nas zdarzeń.

Kathryn Mannix, Ostatnie chwile. Bardzo ludzkie historie,
przeł. Dariusz Rossowski, Feeria, Łódź 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, 16 listopada 2018

Po papierzu, po Szczygle potrzebowałam czegoś — nawet jeśli na poważny temat — podanego w mniej realny i poważny sposób. Wybór, biorąc pod uwagę zawartość mojego kundla, wydawał się oczywisty.

Ponad sto dziesięć drobiazgów — zbudowanych słowem światów, w których ojcowie i synowie grają pierwsze skrzypce. Bawili mnie do łez. Być może dlatego, że ja sama synem nie jestem. Były te miniaturki bardzo skuteczne w odrywaniu mnie od rzeczywistości. Płakałam ze śmiechu. Gdybym była synem, być może byłby to śmiech przez łzy. Delektowałam się do samego końca jako córka.

Wszystkie dorosłe dzieci, bez względu na płeć, po tej książce staną przed potrzebą znalezienia własnej odpowiedzi na pytanie kontrolne: po czym poznaję, że żyję własnym życiem?

[…] umiał już obliczyć wartość netto takiej czy innej inwestycji, pić wstrzemięźliwie z akcjonariuszami z Korei oraz płynnie i przekonująco władać korporacyjnym żargonem swoich przodków.
     Ale syn nie miał prezencji ojca, jego majestatyczności, wzrostu, szerokich ramion, brzucha, a wszystko to wydawało się nieodzowne w piastowaniu stanowiska prezesa.
[…]
     Jednak pewnego popołudnia, w przededniu corocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, ojciec wezwał go do gabinetu, kazał zamknąć drzwi, po czym, ciągnąc suwak ukryty za prawym uchem, rozpiął całe swoje ciało, a ze środka wyszedł niewysoki, sentymentalny, osiemdziesięcioletni malkontent.
     — Masz, włóż to — powiedział stary mężczyzna, podając młodzieńcowi rosłe, charyzmatyczne, barczyste ciało. — Nie, nie tak. O tak, w ten sposób
.

*

     — Niedobrze — odezwał się ojciec po deserze.
     — Fakt — przyznał syn.
     Obaj byli ludźmi uczuciowymi, więc zebrało im się na płacz, chociaż ojciec uważał, że napływające do oczu łzy są sprawą biochemii, podczas gdy syn uważał, że jego łzy są introspekcyjne
.

*

Bliżsi naszym czasom mędrcy z tej linii przekazu byli pijakami, narkomanami i lubieżnikami. Wybierali normalność, milczenie albo obłęd. Pisali dobre i złe wiersze. Trzej zrobili karierę w polityce, dwaj w finansach, dwaj w know-how, jeden przeprowadził się do Minneapolis-Saint Paul i słuch o nim zaginął […].

*

Oczywiście, myślał dalej Leonard, źródłem największej liczby tworzonych światów równoległych są ojcowie dyktujący synom, co mają robić w życiu — w ten sposób natychmiast tworzą świat, w którym synowie słuchają ojcowskich wyroków, oraz świat, w którym synowie się buntują, jak również nieskończone mrowie światów, w których synowie probabilistycznie wahają się między posłuchem a buntem. Lecz nie tylko ojcowie tworzą takie światy — każda interakcja między członkami rodziny powołuje do życia co najmniej jeden świat, przeważnie więcej, zwłaszcza interakcja, która niesie ze sobą wymagania; Leonard, zanim jeszcze odkleił czoło od szyby, doszedł do wniosku, że większe rodziny, jak również rodziny bardziej ze sobą zżyte, rodzą więcej światów równoległych, a zżyte ze sobą duże rodziny, stawiające przed swoimi członkami wiele wymagań, rodzą ich najwięcej.

*

W kategoriach fizyki nazwanie rozmowy z ukochaną osobą węzłem rozszczepiania wszechświata albo punktem nodalnym niekonieczne było wyrazem krytycyzmu, a gotowość do wkroczenia w taką relację powinna zależeć wyłącznie od chęci bycia probabilistycznie schwytanym między wszystkie możliwe rezultaty.

*

Staramy się (bez powodzenia) wyrwać z matczynych objęć tak samo, jak próbujemy (bez powodzenia) wyrwać się z ojcowskich uścisków.

*

To, co dawniej zdawało się niewytłumaczalne, teraz w ogóle nie wymaga wyjaśnienia. Albo docieram wreszcie do dna tej bezdennej otchłani, albo bezdenna otchłań przez cały czas była na powierzchni.

*

[…] robot, skonstruowany przez wynalazcę Shimurę — mający zapewnić dzieciom w sierocińcach ojcowską, choć tylko humanoidalną opiekę — okazał się fiaskiem. Na ogół zupełnie ignoruje dzieci. Co kwadrans podnosi rękę i gwałtownym gestem ucisza cały sierociniec. Pasjami czyta biografie tytanów biznesu, które — zgodnie z podręcznikiem obsługi — skanuje oczami i ściąga na pojemny twardy dysk.

*

Po czterdziestu latach mozolnych, samotnych, często obłąkańczych badań słoweński fizyk stwierdził, że siódma cyfra po przecinku w pewnej stałej fizycznej, którą odkrył i obliczył do szóstego miejsca po przecinku jego nieżyjący ojciec i którą wyryto na grobie nieboszczyka, wynosi dziewięć.

Adam Ehrlich Sachs, Po ojcu. Opowiadania, przypowieści i syndromy,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


środa, 14 listopada 2018

Wiedziałam, że wyjdzie. Wiedziałam kiedy. Nie wiedziałam, aż do dnia premiery, że zostanę mile zaskoczona, że wersja elektroniczna pojawi się bez dodatkowego opóźnienia czasowego w stosunku do wersji papierowej.

Prawie wszystkie reportaże mnie zachwyciły. Prawie wszystkie, bo jeden zdruzgotał (ponownie), a inny zmęczył okrutnie — sprawiał bowiem wrażenie, jakby swoją obecnością w tej książce załatwiał dofinansowanie z prawego i sprawiedliwego ministerstwa małej kultury.

Świeżutkie książki Autora mają zawsze tę samą wadę — po ich skończeniu, wiesz, że na kolejną… będziemy musieli poczekać.

Pamięć to kurwa. Lub: kurwa, pamięć.
     Tak powiedzielibyśmy sobie z Violą przy czerwonym winie. A może nie, może ona nie potraktowałaby tego tak poważnie. Powiedziałaby: ech, ta pamięć, kurwanoga

*

Nasze stare dewotki nie mają tej radości w sobie, kościół ją zabija.
     W tym momencie moja myśl przystaje i nie wie, w którą stronę się udać, bo tata, w Polsce radiomaryjny, w Czechach ewidentnie się demoralizuje.
     Żałuje, że nie mówi po czesku, choć zdarza mu się wyrecytować trzy słowa. Kiedy ma dobry humor, staje na baczność i mówi
: Vstupenka! Jizdenka! Letenka! Czyli powiedz mi jeszcze raz: vstupenka to bilet do teatru, jizdenka — bilet na tramwaj, a letenka — na samolot? Nie może się nadziwić, że bilet może mieć trzy nazwy. Tłumaczę, że Czesi cywilizacyjnie stoją wyżej od wielu narodów, rozwijają język i mają jedno słowo tam, gdzie inni mają ich ze trzy, na przykład: bilet, na, samolot.

*

     — Bo po każdym końcu świata — tłumaczy — musi być jakiś początek.

*

[…] zapisał […]: „Jestem tajemnicą swego domu. Swojej rodziny. Milczą całe zdania wielokrotnie złożone z wątpliwości, z lęków, z wzajemnych pretensji, przeciwstawnych wyobrażeń dwóch pokoleń. Miałem być jak oni, a nie jestem. Miałem być bardziej przewidywalny i łatwy, nie jestem. Miałem być bardziej przytulny i miły, nie jestem. Bardziej ha, ha, hi, hi. Bardziej wygodny. Mam nie być sobą. A jestem”.

*

I okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych! Trzeba tylko dać im jakiś początek. To chyba najlepsze na pragnienie życia.

*

Jest jasne, że mężczyzna nie będzie pytał nikogo o zgodę na to, co robi. Pozostawia w mieście ślady tam, gdzie ma ochotę. Wtyka w jego zakamarki, co mu się podoba.


fot. Norbert Piwowarczyk, źródło.

Tomasz [Górnicki] przysyła mail z uwagą: „Czy wyobrażasz sobie, aby w domach nad drzwiami wisiał człowiek w agonii na krześle elektrycznym? Aby dzieci dostawały na komunię małe złote krzesło elektryczne jako medalik? Jezus na krzyżu to obraz makabryczny, ale ta przemoc nikogo nie razi. Kolejny Jezus na krzyżu jest już tylko odbitką, nad którą nikt się nie zastanawia. Trywializacją cierpienia. Nic się lepiej nie sprzedaje niż seks i przemoc, może stąd sukces religii chrześcijańskiej?

*

Rozpłakał się dopiero w domu.
     Płakał każdego dnia. Naliczył, że trzydzieści dni z rzędu.
     Wiem, to dziwne, mężczyzna i tak dalej...
     W pracy pytali go, dlaczego jest taki smutny.
     Dopadła mnie dorosłość, mówił.
     Że co? Masz przecież czterdzieści lat.
     Dorosły stajesz się dopiero, gdy stracisz to, co naprawdę kochasz, tłumaczył. A to mi się przydarzyło pierwszy raz. Ale już nie dodawał informacji, kogo stracił, bo wydało mu się to trochę wstydliwe.
     Wracał więc do domu i nie było rady — płakał
.

*

Na wszystko w życiu musi przyjść odpowiedni moment. To zdanie mogłoby być refrenem mojej życiowej piosenki.

*

Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej.
     (Hanna Krall właśnie do mnie napisała, żebym był czujny i nie formułował zbyt łatwo złotych myśli. A jeśli już, to z powątpiewaniem, zastanowieniem, znakiem zapytania, z bezradnością i jakby prosząc o radę).
     Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej
?

*

Nigdy” i „zawsze” mogłyby w słowniku nie istnieć. Robią więcej szkody niż pożytku. W ogóle robią same szkody.
     A „na zawsze” to jest związek wręcz przestępczy.
     Jacek M. jeszcze o jednym słowie: — Wiem, że moi księża profesorowie z seminarium ekskomunikowaliby mnie za to. Jednak do tych słów, które robią więcej szkody niż pożytku, czyli do „nigdy” i do „zawsze”, dodałbym również słowo „Bóg
”.

*

Mieć na koncie w rodzinie zabójstwo i z dumą pisać o sukcesach rodziny i jej katolickości? Mieć na koncie zakatowanie dziecka i bez oporów zostać ekspertem MEN? Mieć taki grzech na sumieniu i bez oporów pisać w internecie, że tylko katolicki PiS może zrobić porządek w Polsce? Zaskoczony? […]
     […]
     Rodzina T.: patriotyzm, powściągliwość, praca, prawda, poświęcenie, posłuszeństwo, przepisy, pryncypia, prawo i sprawiedliwość.

Mariusz Szczygieł, NIE MA,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 13 listopada 2018

tam. wczoraj.

[…] gdyby słońce nie znikało, nie oglądalibyśmy gwiazd. I tak sytuacja, która wygląda czasem w życiu jak odebranie nam czegoś, strata, zniknięcie, stanowi być może preludium do odkrycia radości większych jeszcze niż te, które utraciliśmy

Christophe André, 3 minuty medytacji,
przeł. Karolina Sikorska, Czarna Owca, Warszawa 2018.
 

*
Kaan:
(tu, dzisiaj)
Nie może być tak, że jak zmieniają się plany,
to znaczy, że dzieje się coś złego.
Plany te złe też się zmieniają
i są tak samo śmieszne jak te dobre. :)

niedziela, 04 listopada 2018

Nie mam odpowiedzi na pytanie: od czego zacząć spotkanie z Martinem Pollackiem, od tej rozmowy czy może od Jego książek (I, II, III)? STOP. Wiem tylko, że każde z tych spotkań jest jedynym w swoim rodzaju. STOP. Rozmowę zostawiłam sobie na deser, co okazało się strzałem w dziesiątkę. STOP.

Mądrych ludzi warto słuchać, warto czytać, warto zauważać, co z nami robią ich przemyślenia, doświadczenia i refleksje. STOP. Martin Pollack z pewnością do tych ludzi należy. STOP. Wybrane cytaty podzieliłam na dwie grupy: dla nas jako jednostek oraz dla nas jako wspólnoty. STOP. Każdy z tych cytatów wciąż mnie zatrzymuje, zamyśla, porusza, choć skończyłam tę książkę wczoraj rano. STOP.

#1: (poziom indywidualny)

Moje podejście do życia jest takie, że wszystko jedno, co się zdarzy, przeżyję, dam sobie radę.

*

[…] został we mnie brak zaufania do instytucji rodziny, nie wierzę w nią.
     Naprawdę blisko jestem tylko z żoną, z nią mogę rozmawiać o wszystkim, z synem czy z bratem już nie.
     Ale nie siedzę i nie zastanawiam się: Cholera, dlaczego jestem taki, a nie inny? Po prostu taki jestem i już
.

*

Jestem dosyć towarzyskim człowiekiem, sama widziałaś, że wczoraj, kiedy przyszedł elektryk, piliśmy razem wino.
     Trochę cię przymusił, mówiąc: Ostatnio dostałem tutaj lampkę wina”.
     A bo on lubi dobre wino i wie, że u mnie dostanie. Nie jest tak, że mi tylko przeszkadza, jak ktoś przyjdzie, czasami nawet to lubię, w szczególności kiedy, jak w tym wypadku, wiem, że nie potrwa to dłużej niż dwadzieścia minut
.

*

Słuchaj, czy ty, lewicowiec, jesteś feministą?
     Bo ja wiem… chyba tak, ale zapytam żony.
     Kręci głową, że nie, mówi, że tylko teoretycznie.
     No tak, na pewno wielkim feministą to ja nie jestem. Żona ma chyba rację…
     Co tak wzdychasz?
     No bo próbuję normalnie, partnersko traktować kobiety, ale zdaję sobie sprawę, że zostałem wychowany w innym duchu. To nie jest dla mnie naturalne, odruchowe, muszę wcześniej pomyśleć
.

*

Mówiłeś kiedyś, że chciałbyś umrzeć w górach.
     Czasami tak myślę. To jest takie marzenie sentymentalne.
     Ale ciągle potrafię się cieszyć życiem.

*

[…] powiedziała od razu: „Porozmawiajmy o pana strachu, lękach”. A ja: „No to będzie krótka rozmowa, bo ja się nie boję”.
     […]
     Mój lekarz onkolog zawsze pyta, co mnie bolało ostatnio, gdzie i jak silnie, ale nie umiem jasno odpowiedzieć, wiem, że w kręgosłupie, ale nie wiem dokładnie, w którym miejscu. On mówi, żebym określił siłę bólu w skali od jednego do dziesięciu, ale ja nie wiem, jaki to jest ból dziesięć. Albo czy to, co na przykład w tej chwili czuję, to jest ból.
     Opowiadasz, jakbyś nie miał kontaktu z samym sobą.
     No, może nie mam, nie wiem.
     Lekarz w końcu zawsze pyta moją żonę, bo ona wie lepiej. Powiedział, że to jest częste u mężczyzn
.

*

Kiedy coś opisuję, muszę wcześniej tego dotknąć, powąchać. To dla mnie bardzo ważne.

Katarzyna Bielas, Tropiciel złych historii. Rozmowa z Martinem Pollackiem, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018
(wyróżnienie [czerwone] własne)


#2: (poziom społeczny)

Pamiętam dobrze pierwszą falę emigracji z Polski, to była na ogół emigracja zarobkowa, często niezbyt ciekawa, różne złote rączki, sprzątaczki. Po prostu chcieli pracować w Austrii. Dlatego jestem trochę zdziwiony, że teraz tak łatwo Polakom powiedzieć: „Nie, „nie chcemy u siebie uchodźców, a już na pewno nie ekonomicznych”. A kim Polacy wtedy byli? A polska emigracja zarobkowa w Irlandii, w Anglii, w Holandii…

*

Wróćmy do początków transformacji, mówiłeś, że nie podobało ci się to powszechne handlowanie.
     Na pierwszy rzut oka to może być ciekawe czy śmieszne, że wszędzie, nawet w centrum Warszawy, stoją łóżka polowe i tak zwane szczęki, ale dla mnie to był nieprzyjemny widok.
     Wydaje mi się, że taka pogoń na forsą psuła i psuje naród, bo za tym idzie myślenie, że ten, kto najwięcej i najszybciej zarobi, jest najlepszy. To dziki kapitalizm. Jedynymi wartościami są pieniądz, zysk, a ktoś, kto nie potrafi szybko się wzbogacić, jest głupi
. […] W Polsce wtedy ujawniła się mentalność spryciarzy, cinkciarzy. W kontaktach z takimi ludźmi zawsze masz uczucie, że to, co proponują, jest trochę nieuczciwe.

*

Trzeba jednak pamiętać, że zainteresowanie literaturą jest koniunkturalne, wzrasta, kiedy kraj budzi ciekawość z powodów politycznych.
     Pamiętam, jak w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych w Polsce ludzie pytali mnie: „Jak to możliwe, że »Spiegel« zamknął biuro w Warszawie?”. Byli wręcz obrażeni. Mówiłem im: „Powinniście się cieszyć, bo to znaczy, że Polska jest na dobrej drodze, żeby stać się normalnym krajem, który obsługuje się z Berlina, Hamburga, Wiednia, do którego można w godzinę dolecieć samolotem. Biura otwiera się tam, gdzie jest kryzys, rewolucja, wojna”.
     Nie wykluczam, że niedługo Polska znowu stanie się popularna. Niestety
.

*

Teraz stałeś się ofiarą PiS-owskiej „dobrej zmiany”. W 2016 roku Instytut Polski w Wiedniu zlikwidował twój cykl spotkań z polskimi pisarzami Martin Pollack poleca za krytykę rządów PiS w austriackiej prasie.
     To prawda, ale nie czuję się specjalnie ofiarą. Oczywiście mógłbym siedzieć cicho jak większość autorów, tłumaczy. Dla mnie jednak to nie jest wyjście, przecież nie po to całe życie zajmuję się Polską, żeby teraz spokojnie patrzeć, jak wszystko tam niszczą.

*

Dla mnie największym zagrożeniem jest dziś powrót nacjonalizmu, może nie powrót, tylko przebudzenie się. A myśleliśmy wszyscy, że mamy to już za sobą! Pochodzę z rodziny, w której nacjonalizm był bardzo silny, ważny, zostałem wychowany przez nacjonalistów i wiem, jakie to groźne. Ponieważ jednak wszyscy już umarli, sądziłem, że to koniec, zabrali swoje poglądy do grobu. Niestety

*

Ja wiem, że mam rację przynajmniej w jednym: przestrzegam przed czymś, co już było, czymś bardzo groźnym, czego konsekwencje znamy, historia je pokazała.

*

[…] postanowiłem pojechać z żoną na Litwę samochodem. Po drodze w Sejnach odwiedziliśmy Krzysztofa. Przyjął nas herbatą, potem pyta: „A gdzie ty teraz jedziesz?”. Mówię, że na Litwę, a on przerażony: „Autem?! Z rejestracją austriacką? Wykluczone”. To był ten okres, kiedy nagminnie kradli samochody, zdarzały się niebezpieczne sytuacje. Powiedział: „Poderżną ci gardło, bo ci Litwini od razu mordują, tam jest mafia”. Żona siedzi, pije herbatę i nic nie rozumie, bo mówimy po polsku. Mimo to oczywiście pojechaliśmy.
     Stało się coś?
     Nic. Zamówiłem w Wilnie pokój w świetnym, małym prywatnym hotelu
. […] Cała ekipa stała przed hotelem, czekała na gościa z Austrii, który jedzie taksówką z lotniska, a tu nieoczekiwanie zajeżdża mój brudny czerwony golf. Myśleli, że przyjechałem bezpośrednio z Austrii. Właściciel chciał odprowadzić auto, więc mu tłumaczę, że tutaj jest jeden alarm, tu drugi, jeszcze inne zabezpieczenie. On patrzy na mnie zdziwiony: „A po co panu te alarmy?”. Mówię: „No jak to, przecież pracuję w Warszawie, jeżdżę po Polsce”. A on: „A… to rozumiem, tam strasznie kradną auta, mogą nawet zabić”.

(tamże)

czwartek, 01 listopada 2018

Krótka. Szybka. Oszczędna w słowach. Kalejdoskopowa. Prawie każde zdanie, fraza, scena w tej książce to leje po bombie — zatrzymują oddech i bicie serca. Na koniec człowiek się dziwi, że wyszedł z tego czytania cało. A może tylko mu się wydaje, że co najwyżej się zadrasnął.

Nie zapomnę tej książki, choć nie pamiętam, jak na nią wpadłam.

Przydział sal odbywa się na chybił trafił. Trafia się tam, gdzie jest akurat wolne łóżko. Depresja i zaburzone cechy osobowości leżą więc obok innych chorób. A tych mnogość. Są na przykład maniakalno-schizoidalne choroby, czyli takie, w których jesteś do niczego i zginiesz, zginiesz prędko (a lekarze ci w tym pomogą). Są też choroby lękowe, kiedy się ciągle boisz, ale nie wiesz czego, więc wychodzi, że wszystkiego.
     Zdrowi psychicznie, czyli personel, wierzą za to, że kiedy spadnie na podłogę karta chorobowa, należy ją przydeptać, żeby pacjentka nie leżała długo
.

*

Ludzie myślą, że mężczyźni na oddziałach psychiatrycznych piszą poezję i traktaty filozoficzne albo siedzą za wywrotowe myślenie i działalność opozycyjną. Myślą też, że na oddziałach psychiatrycznych znajdują się tylko seryjne morderczynie, wiedźmy, mówiące językami szeptuchy, chore na pląsawicę i wściekliznę potomkinie zwierząt urodzone z zębami i szóstym palcem. To też. Ale większość dziewczyn na oddziałach nie jest aż tak szalona i pamięta, co robili im ojcowie, wujkowie, mężowie, matki, co robił im Kościół, ZUS i rynek pracy.

*

Karolina dostaje szału i wrzeszczy:
     — Co ja, bez prawa? Wyjęta spod? Ja czuwam nad bezpieczeństwem wszystkich! Oddziału! Zięcia, tego skurwysyna! Troska i serce, praca i miłość! Ty chora, pojebana suko!
     Będą pasy dla Karoliny, co mnie zasmuca, bo po tych jej krzykach to każdy myśli, że ona ma przynajmniej schizofrenię. A ja z nią rozmawiałam i wiem, że z tym zięciem to prawda
.

*

Gdyby Basia mogła wyraźnie coś zakomunikować, poprosiłaby pewnie, żeby nie rozmawiano o niej jak o aucie albo o koniu.
     — Henryku, nie mów pielęgniarkom: „Wszystko koło niej zrobiłem, wyczyszczona, zęby wyszorowane, włoski umyte, cała lśni. Wszystko tak, jak ma być”. I nie klep mnie po plecach, Henryku, proszę
.

*

Przepustki najwcześniej wydaje się po dwóch tygodniach, zwykle na weekendy — na posprzątanie, popranie dzieciom. Bo przecież w domu wciąż jesteśmy matkami, żonami, dziewczynami. Świat na zewnątrz jest serio szybki. Dopiero na przepustce odczuwa się, jak bardzo leki otępiają. Ludzie jedzą w domach używając noży, mają kable do telewizorów i ładowarki do telefonów.

*

Tylko taras z ogrodem przychodzi mi do głowy, gdy myślę o antidotum na otępiającą medycynę.

Olga Hund, Psy ras drobnych,
Ha!art, Kraków 2018.


Zadzieram łeb i patrzę w konstelacje gwiazd, które przecież tam są, choć ich nie widać. Są tam, a my z nimi, jedziemy wszystkie na jednym wozie: upchane i ciągnięte przez Wielką Niedźwiedzicę. A nasze nogi zwisają w mlecznej mgle.

*

     — Bo co to jest szaleństwo? Ta psychiczność? To my przysz na wolności wszyscy tak samo popierdoleni, prawda, jesteśmy, tylko tu się, pani Olgo, rozchodzi o to, jak se ktoś radzi z tym, no, rozczarowaniem. Czyli wtedy, jak ni chuja nie dostaje tego, czego chce. I jak się spokojnie rozczaruje, to zdrowy, a jak pokaże, że jest rozczarowany, przykładowo, wyjebie we wiatę przystanka, a akurat patrol będzie jechał, to już psychiczność.

(tamże)

niedziela, 28 października 2018

Eksperyment trwa. Nie czytam. W czwartek między zajęciami, skoro nie czytam programowo, postanowiłam rzucić okiem na to, co czytał Dudi. W ten sposób w ciągu kilku minut miałam tę książkę do tramwaju.

Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, uznałabym czas spędzony z dziewięćdziesięciolatkiem i burdelmamą za prawie stracony. Na szczęście Casilda westchnęła. Gdyby nie westchnęła, poza świadkowaniem kilku rozmowom, które rozbawiły mnie do łez, wzruszyły lub zadumały ciut, książkę uznałabym za obrzydliwą. Na szczęście Casilda westchnęła. Wciąż są w tej książce sceny, które wykręcają mnie na lewą stronę, ale jako całość jest ona warta grzechu, czasu i towarzystwa porannej kawy.

Gdyby jednak ta opowieść była dwa razy grubsza, nawet fakt, że Casilda westchnęła, nie pomógłby — rzuciłabym tę książkę w cholerę, nazwisko autora nie dawałoby żadnej taryfy ulgowej — won!

Ja jestem tą, której nie szukasz.

*

Wiesz, zaczynam się powoli starzeć, powiedziałem. Już jesteśmy starzy, westchnęła. Rzecz w tym, że człowiek nie czuje tego w środku, za to po człowieku wszyscy to widzą.

*

Uzmysłowiłem sobie, że i ta chwila jest swoistą okazją podsuwaną mi przez los, więc chwyciłem się jej i nie pozwoliłem uciec […].

*

Zacząłem od pytania, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem starym już człowiekiem, i wydaje mi się, że stało się to właśnie tuż przed owym dniem. Gdy ukończyłem czterdzieści dwa lata, udałem się do lekarza, skarżąc się na utrudniający mi oddychanie ból w plecach. Zbagatelizował problem: to naturalny ból w pańskim wieku, stwierdził.
     — W takim razie — odpowiedziałem — rzeczą nienaturalną jest mój wiek
.

*

Dziś śmieję się z chłopaków z osiemdziesiątką na karku, którzy przerażeni nagłym niedomaganiem, bezzwłocznie szukają pomocy u lekarza, jeszcze nieświadomi, że po dziewięćdziesiątce jest jeszcze gorzej, ale staje się to zarazem nieistotne: wciąż żyjesz, więc coś za coś. Triumfem życia z kolei jest szwankowanie pamięci ludzi starych wobec błahostek, atoli rzadko owa pamięć niedomaga, gdy rzeczy mocno nas dotyczą.

*

[…] oświadczył: Świat idzie do przodu. Tak, odpowiedziałem, do przodu, ale nieustannie kręcąc się wokół Słońca.

*

[…] poczułem w gardle niemalże gordyjski węzeł tych wszystkich miłości, które mogły się stać, ale się nie stały.

*

Zacząłem uczyć się kota, tak jak niegdyś wkuwałem łacinę. […] Chciałem, by kot nauczył się jeść o stałych porach, korzystał z kuwety z piaskiem na tarasie, by nie wchodził na moje łóżko, gdy śpię, i  nie wąchał mojego jedzenia na stole, i nie potrafiłem dać mu do zrozumienia, że ten dom jest po prostu jego domem, a nie łupem wojennym. W rezultacie pozwoliłem mu robić, co mu się żywnie podoba.

*

Ma podwójne życie i podwójne szczęście i może zmieniać swoje przeznaczenie. Lubi wszystkiego próbować, z ciekawości, ale nigdy sobie nie wybaczy, jeśli nie będzie kierować się sercem.

*

Odkryłem, że nie jestem zdyscyplinowany z przyrodzenia, ale w wyniku reakcji na swe bałaganiarstwo; że wydaję się szczodry, ażeby skryć swoje sknerstwo, że jestem przesadnie ostrożny z powodu czarnowidztwa, że jestem pojednawczy, by nie ulec hamowanej złości, że jestem punktualny, bo nie chcę, by się ktokolwiek dowiedział, jak mało mnie obchodzi cudzy czas. Odkryłem wreszcie, że miłość nie jest stanem duszy, ale znakiem zodiaku.
     Stałem się inny
.

Gabriel García Márquez, Rzecz o mych smutnych dziwkach,
przeł. Carlos Marrodán Casas, Muza, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(okładka z papierowego wydania z roku 2010,
bo ta z 2017 nie uruchamia pragnień)

czwartek, 25 października 2018

Skończył wreszcie tę przeklętą książkę donosi na początku listu. Bo książka ta zaczyna się i kończy wymianą listów. Początek epistolograficzny był dla mnie nie do przejścia za pierwszym razem. Ja, człowieka wychowana w i nasiąknięta patriarchatem, potrafiąca lawirować w wodach mizoginii, umiem czytać teksty z rodzajem męskim w roli głównej: czytelnicy, uważny czytelnik z łatwością zauważy, że… ty niegrzeczna dziewczynko!, ale miałam prawdziwy wielki error w głowie, gdy czytałam akapity z dominującym rodzajem żeńskim i rodzajem męskim, który zabiera głos na kolanach (przepraszając w tonie, że w ogóle czegoś chce): Napisałem też parę bulwersujących rzeczy o Matce Ewie... Ale przecież wszyscy wiemy, jak to jest! Nikt chyba nie powinien poczuć się urażony... Zresztą dzisiaj każdy mówi, że jest ateistką. […] niegrzeczny chłopczyku!

Podobnie jak Autorka wyrażam wdzięczność Margaret Atwood, która uwierzyła w tę książkę. Jeśli Jej wiara była potrzebna do ukończenia tej książki, to nigdy dość dziękuję!

Przewrotna powieść (dystopia, mniam, mniam) pokazująca w fantastyczny sposób mechanizm siły, władzy i wynikającej z nich przemocy — to dzieje się w realu wciąż, tu i teraz, w odwróconym porządku, który niektórzy nazywają z przekonaniem naturalnym. Pozostaję poruszona celnością w konstruowaniu dynamiki zachowań ludzi. Jeśli pozostałam z niedosytem, to polega on na tym, że chciałabym usłyszeć zdanie na temat tej książki wyrażone przez mężczyznę.

Teraz toczy się debata: ilu mężczyzn w ogóle potrzebujemy? Trzeba to przemyśleć.
     
Mężczyźni stanowią zagrożenie. Są sprawcami większości przestępstw. Są mniej inteligentni, mniej pracowici, mniej obowiązkowi, myślą penisem. Częściej zapadają na różne choroby i stanowią obciążenie dla budżetu. Oczywiście potrzebujemy ich do płodzenia dzieci, ale ilu jest naprawdę niezbędnych w tym celu? Na pewno mniej niż kobiet. Dobrzy, porządni, posłuszni mężczyźni — oczywiście, dla nich zawsze znajdzie się miejsce. Jednak ilu takich jest? Może jeden na dziesięciu.

*

Moim zdaniem to wina ruchów walczących o prawa mężczyzn mają zbyt radykalne poglądy i sprowokowali taką reakcję.

*

     — Ale wiesz, czym to się skończy — mówi Roxy. — Spuścimy na nich bombę, oni spuszczą na nas bombę i to zacznie się rozszerzać coraz dalej i dalej, aż zaangażuje się Ameryka, potem Rosja, potem Bliski Wschód... Ewka, kobiety będą cierpieć tak samo jak mężczyźni.
     
Zginie tyle samo kobiet co mężczyzn. Wylądujemy z powrotem w czasach kamienia łupanego.
     — Więc będziemy żyć w czasach kamienia.
     — Aha. Jasne.
     — A potem nastąpi pięć tysięcy lat odbudowy, pięć tysięcy lat, kiedy będzie się liczyło tylko jedno: czy jesteś silniejsza, jak wiele możesz zniszczyć, jak wielki wzbudzasz strach
.

*

     Nawet kamień różni się od innych kamieni.
     Wszystko ma tylko swój własny kształt, nie ma innego.
     Każda nazwa, jaką sobie nadajemy, jest nieprawdziwa.
     Nasze sny są bardziej prawdziwe niż nasza jawa
.

*

Kształt mocy jest zawsze taki sam: nieskończony, splątany, wiecznie rozgałęziający się. Moc żyje niczym drzewo i ciągle rośnie; zamyka się w swoich granicach, lecz jest wielością. Nieodgadnione są jej kierunki; przestrzega tylko swoich własnych praw. Nikt, kto widzi żołądź, nie może przewidzieć rysunku żyłek na liściach w koronie dorosłego dębu.

*

Pierwszym błędem jest założenie, że są dwie możliwości i trzeba między nimi wybierać.

*

Kto jest zły, a kto dobry? Kto kogo namówił do zjedzenia jabłka? Kto ma siłę, a kto jej nie ma? Te pytania nie mają sensu. Kochanie, rzeczy są bardziej skomplikowane. Zawsze o wiele bardziej, niż sobie wyobrażasz. Nie ma dróg na skróty, jeśli idzie o pojmowanie i o wiedzę. Nie da się nikogo łatwo sklasyfikować. Nawet zwykły kamień różni się od innych kamieni, więc naprawdę nie rozumiem, skąd u was ta skłonność do szufladkowania ludzi za pomocą prostych określeń, i przekonanie, że wiecie wszystko, co trzeba. Mówi się, że tylko wyjątkowi ludzie potrafią przekraczać granice. A prawda jest inna każdy to potrafi, w każdym jest potencjał. Ale tylko wyjątkowi ludzie umieją spojrzeć prawdzie w oczy.

*

     — Jak nie spróbuję — odpowiada Roxy — to i tak nie będę już sobą.

*

Słychać szmer, całkowicie różny od krzyku rozpaczy. Rozpacz woła, zawodzi z głębi serca, rzuca w niebo krzyk jak płacz dziecka wzywającego matkę. Rozpacz ma w sobie nadzieję. Wierzy, że wszystko można naprawić, że może nadejść pomoc. Ten szmer jest inny. Dzieci zbyt długo pozostawione w samotności przestają płakać. Leżą cicho i nieruchomo. Wiedzą, że nikt nie przyjdzie.

*

Gdy dotarły na miejsce, została już tylko ona, pijana, zataczająca się po chodniku, przeklinająca na cały głos. Chłopaka znalazły ukrytego w schowku pod schodami i chociaż starały się być dla niego miłe, Roxy myślała sobie: Dlaczego jej nie oddałeś? Dlaczego nie próbowałeś walczyć? Mogłeś złapać patelnię i jej przywalić. Mogłeś chwycić szpadel. Co niby miało wyniknąć z tego chowania? A teraz sama jest tu, gdzie jest. Sama się chowa. Jak mężczyzna. I nie jest pewna, czym się właściwie stała.

*

Jedno z nich pyta:
     — Dlaczego to zrobili
[…]?
     A drugie odpowiada:
     — Bo tak. Bo mogli.
     I nie ma lepszej odpowiedzi
.

*

     On mówi: „Zrobiłem coś strasznego”, a ona mówi: „Uratowałeś mi życie”.
     Ona mówi: „Stary, nie uwierzyłbyś w niektóre rzeczy, jakie ja robiłam. Złe, złe rzeczy”, a on mówi: „
Uratowałaś mi życie”.

*

[…] biła się znacznie częściej niż on, zna się na tym. […] Zaczynają się śmiać, jak dzieci, do utraty tchu, w samym środku szalejącej burzy. Ciała mają odmienione cierpieniem. Nie ma w nich miejsca na agresję. W tej chwili nie umieliby określić, które ma być kim. Są gotowi na nowy początek.

*

Sposób, w jaki rozumiemy przeszłość, wpływa na nasze poglądy w teraźniejszości, na to, co uważamy za możliwe. Jeżeli będziemy powtarzać utarte opinie na temat przeszłości, podczas gdy istnieją wyraźne dowody, że kiedyś cywilizacje mogły funkcjonować na innych fundamentach… odbieramy sobie możliwość dokonania zmian.
     […]
     Takie są pułapki zajmowania się historią. Nie możemy zobaczyć tego, czego nie ma. Możemy oczywiście zauważyć puste miejsca i dojść do wniosku, że czegoś brakuje, ale nie dowiemy się, co to było.

*

Za każdą historią jest inna historia.

*

Takie rzeczy dzieją się naraz. Są częściami jednej całości. Nieuniknioną konsekwencją wszystkiego, co działo się wcześniej. Moc szuka sobie ujścia. Takie rzeczy zdarzały się w przeszłości i będą wydarzać się dalej. One zawsze się wydarzają.

*

     — To nie w twoim stylu — mówi. — Ty taka nie jesteś.
     —
 Przyjacielu, nie jestem już tym, czym byłam.
     — Nie możesz przestać być sobą
.

*

Prawda była łatwiejsza na kartce niż w rzeczywistości.

Naomi Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



wtorek, 23 października 2018

perspektywa oczywista: mam duży problem ze swoim ciałem.
perspektywa nieoczywista: a może to moje ciało ma kosmiczny problem ze mną? strzeliło mi do łba i poszłam za tym.

obecność. obecność we własnym doświadczeniu czyni je mniej upiornym, mniej obezwładniającym, możliwym do przeżycia… dopiero w dalszej kolejności to doświadczenie staje się mądrym, uczącym i prowadzącym w dobre miejsca, do których docierasz jako nieznana ci dotąd, pełniejsza wersja siebie.

*

a potem spotkały mnie w tramwaju (na poranny deser?) te literki:

     — Wcale nie jesteś słaba. Ani trochę. Nie dla kogoś, kto cię zna, komu na tobie zależy. Zresztą nawet gdybyś była, co z tego? Ludzie mają prawo być słabi.

*

Nie bój się. Jedyny sposób, żeby wyjść z tego cało, to się nie bać.

Naomi Alderman, Siła, przeł. Małgorzata Glasenapp,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.

Patrik Svennson, źródło.

piątek, 19 października 2018

Eksperyment. Trwa. Nie czytam. Odwyk. Detoks literkowy. Od prawie trzech tygodni (liczenie świadczy o książkoholizmie!) bez dwudziestu czterech godzin (przyczyna, efekt III) i dziewięćdziesięciu minut (efekt) nie czytam. To znaczy nie czytam tyle, co zwykle. Tylko do porannej kawy, w tramwaju lub w nocy, ale w nocy nie więcej niż 40 minut, bo przecież rano czeka na mnie dzień.

Ale przecież cała Polska czyta dzieciom! Książkoholiczka argumentowała. Ja cała jako dorosła wynegocjowałam chociaż godzinkę dziennie.

Pierwotnie, w ramach eksperymentu, miałam w planie czytać tylko tę książkę; czytać powoli, by starczyła na miesiąc. Nie starczyła. Jest doskonała, gdy odnoszę ją do tego, co dla mnie najważniejsze, choć nie jest to buddyzm.

Nie polecam czytać jej szybko, na jeden ząb — śmiem twierdzić, że zbyt dużo wrażeń wtedy się straci, nie przeżyje się tej książki, tylko ją przeżuje się umysłem, a nie doświadczy sercem.

To, co przykre, raczej budzi nas ze snu, niż do niego kołysze. To, co bolesne, uświadamia nam, że mamy nawyki, którym niekoniecznie musimy ulegać. Wszystkie te niemiłe wydarzenia pokazują nam, gdzie jest nasze miejsce, i przypominają o naukach: o miłującej życzliwości, uważności i łagodności. Jednak nawet gdy staramy się żyć, mając to wszystko na uwadze, często, a właściwie stale znajdujemy się na rozdrożu, zastanawiamy się, co dalej.

*

Trudności pomagają nam przezwyciężyć ignorancję i dopingują nas, żebyśmy zebrali się na odwagę i wyruszyli w nieznane.

*

 […] cokolwiek się pojawia, staje się drogą i wszystko, ale to wszystko jest możliwe i do przeprowadzenia. Na tym polega nieustraszoność. Takie możliwości mają zwykli ludzie — tacy jak my.

*

Teraz jest ten właściwy moment.
     Nie ma nic poza chwilą obecną; to ona określa naszą przyszłość. Innymi słowy, jeśli życzylibyśmy sobie większej pogody ducha, musimy już teraz dołożyć wszelkich starań, by wzbudzić w sobie ten nastrój. Przyszłość jest sumą naszych działań w teraźniejszości
.

*

Z całą pogodą ducha i wrażliwością, na jakie nas stać, starajmy się bezpośrednio doświadczyć wszystkiego, co się wydarza. Tak właśnie dochodzi się do pierwotnej radości, tak osiąga się spokój.

*

Niektórym jest o wiele łatwiej zaakceptować innych niż siebie samych. Wydaje się nam, że współczucie zarezerwowane jest dla innych i nigdy nie przychodzi nam do głowy, by odczuwać je wobec siebie.
     Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero gdy odrzucimy wszelkie nakazy dotyczące praktyki, stopniowo zaowocuje ona większą przytomnością umysłu oraz ufnością. Krok po kroku, nic nie planując, pragnąc jedynie być uczciwym i życzliwym, stajemy się odpowiedzialni za swoje życie na tym nieprzewidywalnym świecie, w tej wyjątkowej chwili, w tym cennym ludzkim ciele
.

Pema Chödrön, Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu, przeł. Agnieszka Burzyńska i Anna Różańska,
Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)
[cytowana również tu, tu, tutu].



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...