Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: ibukologia stosowana

czwartek, 23 listopada 2017

To jest ta masakryczna książka, o której wspominałam tu, którą odkładałam na chwilę tam.

Zgodzisz się, nie zgodzisz, ale smartfony, tablety, gry komputerowe, sieci „społecznościowe” wypłaszczają nam zwoje mózgowe. Im młodszy człowiek, tym szybciej następuje ich prostowanie. Ludzkie reakcje? Na przykład: takie jest życie, XXI wiek, co zrobisz, wszyscy tak robią? Naprawdę tak uważasz, pytam, by po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi, spokojnie stwierdzić: no cóż, świat potrzebuje operatorów śmieciarek, dlaczego nie miałby to być twój syn…

Napisałam: wypłaszczają nam zwoje mózgowe, bo niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie ociera się o część kryteriów diagnostycznych uzależnienia. Szybki test wymyśliłam — przez kolejne dwadzieścia cztery godziny zapisuj na kartce — tak, w ten staroświecki sposób — kiedy, po co i jak długo korzystałeś ze smartfonu, tabletu, gry, facebooka, twittera, instagramu… Gwarantuję przynajmniej zdziwienie, a może nawet zamyślenie.

Jeżeli uczniowie nie muszą już uczyć się pisma odręcznego, ponieważ ich to przerasta, to bądźmy konsekwentni i zaplanujmy krok po kroku kolejne ułatwienia. […] W języku polskim już prawie to zrobiliśmy, postawmy więc kropkę nad i. wyrzućmy przy okazji 2 rodzaje u: jak wielu frustracji dzięki temu unikniemy. i za ciosem: po co nam te dziwne litery w stylu „ą” czy „ę”. teraz wreszcie bendzie jasne, że muwi sie włonczać a nie włanczać. zastompmy „ż” przez „rz” albo „sz”, do wyboru: asz trudno uwierzyć, jakie rzycie stanie sie łatwe.
     nastempnie pod nurz pujdzie „ch”, samo „h” jest wszak krutsze i praktyczniejsze. taka drobna zmiana w alfabecie, a świat od razu wydaje sie pienkniejszy. umufmy sie terz, rze „w” i „f”, a takrze „s” i „z”, „k” i „g” oras „i” i „j” morzemy stosować zamiennie, po co tracić czas na wybur nic nieznaczoncej literki. mała modyfikacja, a skrucenie szkoły podstawowej i gimnazjum z łoncznie dziewienciu do cztereh lat staje sie morzliwe. zamiast osiemdziesienciu procent czasu na ortografie morzna teras poswiencić wiencej uwagi przedmiotom ścisłym, jak fizyka, hemia i liczenie. skrucenie obowionsku szkolnego staje sie morzliwe i bezproblemowe.
     zrezygnujmy jeszcze z tyh fszystkih kresek przy „ć”, „ś”, „ń”, „ł”, same s tym klopoty, zwlaszcza na smartfonah i umufmy sie, rze zapis fonetyczny jest zasadom nadrzendnom. teras polski wreszcie nabierze eleganckiej prostoty. zanim te ulatfienia zostanol fszendzie pszetrawione minie szacunkowo kolo dwuh lat.
     nastempnym celem bendom ulatfienia gramatyczne. nieh normom stanol sie zdania trzywyrazowe, zdania powyrzej szesciu wyrazuf bendom pisane wyloncznie na pisemne zamuwienie. od zdan majoncyh wiencej nirz dziesienc sluf nalerzy pobierac specjalny podatek, zlotufke za karzde slowo, co pozwoli szypko postawic na nogi finanse panstfa. prewencyjnie morzna od razu przekierowac w calosci zarobki prawnikuf i filozofuf do skarbufki, a gazetom w stylu fakt z urzendu zagwarantowac zwolnienia podatkowe.
     poniewarz liczenie takrze nastrencza trudnosci, zrupmy to samo, co s pisaniem odrencznym: zlikfidujmy! inne przedmioty jak wuef, fizyka i muzyka nieh terz nie utrudniajom rzycia uczniom, podobnie jak uczenie sie wierszy na pamienc.
     mimo podjentyh wysilkuf pisanie wcionsz jest trudne. wielu hlopcuf i dziefczynek czeka na to, rze wreszcie fprowadzimy symbole graficzne. najmlodsi jusz od dawna sie nimi poslugujom :). to jest fajne. zastempowanie sluf
.

*

Ewolucja ludzkiego mózgu w równym stopniu nie przewidziała Facebooka i Twittera, co narkotyków i szkodliwych produktów żywnościowych (czy też ich reklamy). Także one aktywują układ nagrody, mają jednak dla organizmu zgubne skutki: narkotyki jedynie udają szczęście i średnio- lub długookresowo prowadzą do dehumanizacji i śmierci; cukier udaje pożywny pokarm, ale zawiera tylko puste kalorie. Tak samo internetowe sieci społecznościowe dają poczucie pielęgnowania prawdziwych kontaktów społecznych – internetowe pogawędki mają się więc do prawdziwych spotkań jak cukier do pełnoziarnistego chleba!

*

To już dowiedzione. Mechanizmy są wielorakie i dodają się, uderzając najpierw w motorykę dużą i małą, w zmysły, rozwój empatii i mowy, później w rozwój funkcji wykonawczych — a więc samokontrolę, pewność siebie, poczucie własnej skuteczności, siłę woli oraz zdolność tworzenia własnych planów i przekładanie ich na działania. W obszarze poznawczym idą za tym nieuwaga i braki w wykształceniu, w obszarze społeczno-emocjonalnym — niezadowolenie, lęki, depresja, brak empatii, samotność i stres — czego konsekwencją jest wiele dziś powszechnych chorób.
     Dlaczego nic z tym nie robimy
?

*

Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem.

Manfred Spitzer, Cyberchoroby. Jak cyfrowe życie rujnuje nasze zdrowie,
przeł. Małgorzata Guzowska, Dobra Literatura, Słupsk 2016.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 14 listopada 2017

Nie pomyślałabym, że spotkam jeszcze książkę na miarę Mininawyków, która w zeszłym roku urządziła trzęsienie Świata Przekonań Dotyczących Trwałej Zmiany, wprowadzając całkowitą zmianę aranżacji mentalnych żyrandoli.

Nie pomyślałam, ale właśnie taka książka wpadła mi w ręce i wywołała trzęsienie Świata Rzeczy. Rewolucja trwa!

Czy między wami a przedmiotem, który trzymacie w rękach, istnieje żywa relacja?

*

Jeżeli jesteście w stanie ocenić dany przedmiot nie pod kątem jego wyjątkowości lub drogocenności, ale z punktu widzenia swoich obecnych potrzeb, to znaczy, że zyskaliście wewnętrzną siłę.

*

Jeżeli przedmiot posiada jakąś wartość, to dlatego, że ktoś z niego korzysta.

*

Żeby się zmienić, trzeba działać. Nie ma innego wyjścia.

*

[…] dzień w dzień upieracie się przy segregowaniu/porządkowaniu, niczego się wcześniej nie pozbywając. To jest właśnie powód, dla którego macie trudności ze sprzątaniem i uznajecie je za nieprzyjemne. Zamęczając się w ten sposób, marnujecie tylko swój cenny czas. Niektórzy twierdzą, że uwielbiają sprzątać — i bardzo dobrze! Ale myślę, że większość z nas wolałaby wykorzystać ten czas na robienie czegoś innego.

*

Niestety przedmioty, w przeciwieństwie do ludzi, nie mogą podejmować decyzji samodzielnie i nie wyjdą z waszych domów na własnych nogach. Wasza ocena: użyteczne czy bezużyteczne, pociągnie za sobą działanie […], które obowiązkowo musicie wykonać wy sami.

*

Ważne jest, abyście zaczęli działać, dbając przy tym o wasze życie codzienne. Naprawdę można się przy tym dobrze bawić.

*

Przedmioty są produkowane po to, żeby służyć ludziom. „Czuję się taki samotny!”, „Użyj mnie!”, „Jeśli ze mnie nie skorzystasz, oddaj mnie komuś, kto mnie potrzebuje!” Przedmioty czują do was żal. Ponadto nie dotrzymujecie swojej obietnicy: „Pewnego dnia je wyrzucę”.

*

[…] czas jest tylko następstwem kolejnych teraz.

*

Serce nie zmienia postępowania, to postępowanie zmienia serce.

*

[…] pojęcie posiadania to tylko subiektywne wrażenie.

Hideko Yamashita, DAN-SHA-RI. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł,
przeł. Paweł Łapiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)


piątek, 10 listopada 2017

Słuchałam audycji, a raczej jej powtórki, jakiś czas temu. Postanowiłam przeczytać tę książkę. Polowałam, polowałam, upolowałam. Ale to nie ja czytałam, nie ja wybierałam cytaty. Tę książkę czytał mój powikłany pokopytkowy świat. Widzę, jak monotematycznie wybrał fragmenty do ocalenia i do podnoszenia na duchu. Co zrobić. Taka soczewka, przez którą filtruje on teraz Życie i Świat.

Pomyśl o zdaniu: „Powrócił odruch kichania.” — wysyła ono w kosmos możliwości, które cały czas miałeś i masz.

Oczywiście, w książce wiele innych wątków, które podnoszą ciśnienie skutecznie, ale pokopytkowy świat odmawia cytowania, rozdmuchiwania, i wkurwiania się na blogu.

Trzeba mieć pasję. […] Pasję, która jest ważniejsza niż wszystko inne, która każdego dnia pcha człowieka do przodu. Trzeba coś kochać. Tak jak ja [Piotr Winiarz] kocham żużel.

*

Jeśli się pracuje, zawsze są efekty. Istota sukcesu tkwi w tym, żeby cieszyć się nawet okruchami poprawy.

*

[…]
      wrócić do domu, a potem
      wrócić do zdrowia
.

*

[…] trzeba też cieszyć się z maleńkich kroczków, zaakceptować inność życia.

*

Najważniejsze, by nie oczekiwać natychmiastowych efektów i skupić uwagę na tym, co dzieje się teraz. Cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil […].

*

Czasem nie ma co na siłę ćwiczyć, lepiej puścić piosenkę

*

W każdym działaniu jest samorealizacja.

*

Trzeba patrzeć w dłuższej perspektywie.

*

A ludzie nam pomagają nawet, jak opadamy z sił.

*

Jako neurochirurg często mam do czynienia z ludźmi w bardzo trudnej sytuacji, bardzo ciężko uszkodzonymi. Dlatego wiem, że nie można wartościować życia. Doświadczyłem nieraz, że często ludzie zdrowi, w pełni sił, mają problem ze sobą. Nie czują żadnej satysfakcji z życia, choć obiektywnie nie mają żadnych ograniczeń. A z kolei osoby z wielkimi ograniczeniami nieraz są bardzo szczęśliwe.

*

Każdy neurolog powie: trzeba robić swoje i czekać.

*

Muszę przyjąć do wiadomości fakty, bo nie mam innego wyjścia. Ci nie znaczy, że nie szukam pomocy. Cały czas coś się dzieje. […] właściwie co mogę powiedzieć osobie, która mówi, że to bez sensu? Nie mam z nią wspólnej płaszczyzny myślenia. […] Czy nie lepiej w tym czasie znaleźć grupę ludzi, którzy chcą coś robić? 

Katarzyna Pinkosz, Wybudzenia. Powrót do życia. Polskie historie,
Wydawnictwo Eureka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 09 listopada 2017

Ta książka to… No właśnie co? Polemika do znikniętego sera? Rozwinięcie idei? Inna perspektywa? Kolejny etap? A może wszystko po trochu? Jedno jest pewne, ten drobiazg wydawniczy również może stać się evergreenem — dlaczego nie?

Powiedz mi zatem, co jest ważne? Dowiedziałeś się, w którym iść kierunku? Do jakiego celu powinieneś dążyć, zdaniem mądrej księgi? Kiedy jesteś wydajny w swoim działaniu? Według jakich norm mierzona jest twoja efektywność?

*

Czy można dążyć do szczęścia, jeśli samo dążenie cię nie uszczęśliwia?

*

Dlaczego to go zajmowało? Jaki miał w tym cel? Całe życie zadawano Wielkiemu te pytania.
     Zwykle nie odpowiadał. A jeśli już, to mówił tylko:
     — Ja jestem celem.
     Nikt się nie kwapił do zadania pytania, co przez to rozumie.
     Wielki był myszą zadowoloną. Odkrył to, co dawało mu szczęście. I tym się właśnie zajmował. Nie przejmował się, czy inni go rozumieją
.

*

Prosisz myszy, żeby robiły rzeczy, których nigdy się nie uczyły. Prosisz je, aby zadawały pytania i myślały, one jednak wolą przyjmować wszystko jako dane z góry. Prosisz je, aby szukały siebie, ale one są zajęte poszukiwaniem sera. Prosisz, aby żyły swoim życiem, ale one są zajęte bieganiem po labiryncie.
     Ty, Zet, prosisz je, aby
były. A one zostały tylko nauczone robić.

*

Wierzę, że pragnienie inspiracji jest silniejsze niż pragnienie sera.

*

     Labirynt był duży. Ale jednak nie dość duży.
     Labirynt decydował o życiu. Ale nie o jego życiu.
     Wprawdzie labirynt był wszystkim, co Wielki znał, jednak nie wszystkim, co był sobie w stanie wyobrazić.
     Decyzja zapadła
.

*

Podważyłem założenia. Złamałem zasady. Zlekceważyłem ograniczenia. Nie uwierzyłem, że cokolwiek jest nam dane z góry raz na zawsze.

*

W jaki sposób doszedłeś w życiu do punktu, w którym byłeś w stanie przeskoczyć ścianę?

Deepak Malhorta, To ja zabrałem Twój ser,
przeł. Dariusz Bakalarz, Studio EMKA, Warszawa 2013.


środa, 08 listopada 2017

Opuściłam wzrok i zobaczyłam, że mają ochotę ze mną porozmawiać. Faktura. Kolor. Wzory. Relacje między nimi. Moja z nimi relacja.

Zatrzymały mnie. Zachwyciły sobą. Ktoś wyszedł z klatki. Jakiś czas wcześniej. Nim nadeszłam. Nim chciałam do niej wejść. I przypomniała mi się nieoczywista oczywistość, że przywilejem jest móc osobiście wejść do obcej klatki — niespodzianką jest przypomnieć sobie o tym.

*

[…] uniósł wzrok i zobaczył, że mają ochotę z nim porozmawiać. Przyzwyczaił się do takich nieplanowanych, nieformalnych dyskusji. Przyzwyczaił się do tego, jak się zaczynają, jak przebiegają i jak się zwykle kończą. Nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego.
     I pewnie dlatego nazywają się niespodziankami
.

Deepak Malhotra, To ja zabrałem Twój ser,
przeł. Dariusz Bakalarz, Studio EMKA, Warszawa 2013.

Czytałam powolutku, przeżywałam obraz po obrazie, uczucie po uczuciu, chwilę po chwili. Poezja prozą pisananapisałam i zdanie podtrzymuję. Ta książka ma tylko jedną wadę — szybko się kończy. Ale za to daje do myślenia na dłużej. Moje obie Babcie przeżyły wojnę. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak ten fakt odbił się na ich i moim życiu, jaki miał wpływ na relacje rodzinne. Zaczynam rozumieć milczenie uprawiane rodzinnie, które „znika” fakty, zamiata pod dywan trudności — to nieznana mi do tej pory perspektywa, ale też potrzebna mi zaduma.

[…] zdążyłam się nauczyć czytać, pisać i rachować, co prawda z błędami i o wiele za późno. Zdążyłam się przekonać, jak wiele rzeczy idzie zawsze na opak, i nawet zdążyłam się z tym pogodzić.

*

To wszystko jest za trudne – powiedziała sobie, mając na myśli naprawdę wszystko. Na jawie też nie szło jej najlepiej. […] Wiele razy musiała przyzwyczajać się do faktów, których nikt by się nie domyślił. […] Może innym też się tylko wydaje, że pod nogami czują twardy grunt. O tym, że szli po linie, dowiadują się znienacka, na chwilę zawisają w powietrzu, oszołomieni, i spadają.

*

[…] odzyskałaby mowę, dotarła do właściwych słów i być może zaczęłaby zadawać pytania.  Gdyby pytała, zapewniłabym ją, że to wszystko, co ją spotyka, nie dzieje się z jej winy. A z czyjej? – pewnie chciałaby wiedzieć. Z niczyjej. Świat ma skłonność do stwarzania takich sytuacji – powiedziałabym. Dlatego to się zdarza. Niektórym. Raz temu, raz tamtemu. Właśnie tak.

*

Chciałam ją uspokoić […]. Pocieszyłabym ją: dręczenie innych nic by jej nie dało. Oni też nic z tego nie mieli oprócz krótkotrwałej, wątpliwej ulgi. Ale nie znałam sposobu, żeby ją przekonać, że kłopoty, z którymi się boryka, są starsze od niej.

*

Nie, dziewczynka nie zrobiła tego złośliwie. Nie wiedziała, że ciszę będzie słychać.

*

Przypadek? Pech? Dziewczynka nie wiedziała, co o tym myśleć. Więc myślała to co inni – że może na to zasłużyła. Zawsze była w kłopotach, ale nie dramatycznych. Raczej przewlekłych jak nieuleczalna choroba. Gorzki osad odkładał się w sercu albo wątrobie niczym trujące związki ołowiu.

*

Oglądała sobie wiszącą na ścianie zagadkową tablicę Mendelejewa i wcale nie rozpaczała. Patrzyła na tę listę wszystkiego, z czego podobno składa się świat. Z czego właściwie się składał? Z dużych i małych literek?

*

Przeleciało mi przez myśl, że będzie chciała wiedzieć, kim jestem, i że z tego tak łatwo nie wybrnę.
     Nic podobnego. Ta sprawa w ogóle jej nie zaprzątała. Jakby czekała na kogoś podobnego do mnie. Na kogoś, kto zatrzyma ją i powie to, co powiedziałam. Były w niej niewyczerpane zasoby ufności, których nikt się nie domyślał. Na co dzień nie robiła z nich użytku, ale tylko dlatego, że brakowało okazji
.

*

Kiedy było naprawdę ciężko, mój wzrok szorował po trotuarze. Tam przyklejały się postanowienia.

*

Zaczęłam ją lubić, najpierw potajemnie. Jej oderwanie od rzeczywistości jakoś nas od siebie nie oddalało. Gdybym ją wtedy opuściła, brakowałoby mi jej. A przy tym nic jeszcze nigdy nie dodało mi tyle sił, co pójście pod prąd cudzych o niej sądów.

*

Znak „równa się”, który pod przymusem pisałam na tablicy, był jak kładka prowadząca w nicość. Nie wyobrażałam sobie, w jaki sposób na końcu takiej kładki miałby się pojawić wynik.

*

Gdybym była literką „a”, po której stronie nosiłabym laseczkę? A kto to może wiedzieć? Po prawej, rzecz jasna, to pamiętałam, lecz która jest ­prawa? Głowiłam się nad tym za każdym razem z osobna, wiedząc, że prawa i lewa nie są określone raz na zawsze, wiele zależało od tego, gdzie się stoi i w którą stronę patrzy.

*

Z dnia na dzień stałam się kimś, z kim wcześniej się nie znałam. Kimś, z kim nie było mi przyjemnie się poznać.

*

Dziedzictwo jest trudne, składa się ze zbyt wielu nieszczęść, w których zbyt wielu ludzi odziedziczyło udziały, a nikt nie wie, jak je zainwestować i co w ogóle z nimi zrobić. Dotyczy to zwłaszcza upokorzeń, które chciałoby się po prostu wykreślić z inwentarza albo pozbyć się ich, oddając komuś innemu, nieważne, czy tego chce. Wiadomo jednak, że nikt nie przyjmie ich po dobroci, w tej sprawie bez przemocy się nie obędzie.

*

[…] do czego ta aluzja? Nie pytam, lepiej tego nie ruszać.

*

Z lekcji fizyki wynosimy przekonanie, że żadna forma energii nie znika bez śladu, przechodzi co najwyżej w inną formę, czasami po drodze przewracając to i owo. Toteż nie dziwi nas, kiedy energia przemocy przekształca się w błądzącą bez celu i kierunku energię cierpienia, żalu i nienawiści. W tej postaci przechodzi ona na własność dzieci i wnuków, można jej nawet użyć, ale zakres zastosowań okaże się ograniczony. Na przykład da się przekształcić ją w siłę – ale nie w pracę, jak sugerowałby podręcznik. Nikt nie jest jej panem. To ona, energia żalu i nienawiści, pamięć poniżenia, zaczyna nami rządzić i nie wiemy już sami, za kogo mamy się uważać. Wiemy tylko, że nasz ogólny bilans się nie domyka, pozostaje ujemny.

*

Człowieka nie można złamać, nawet kiedy odbierze mu się wszystko, nawet kiedy się go wtrąci do samego piekła – powtarzano, wysoko podnosząc poprzeczkę. Piekło miało być miejscem jak inne — tam także trzeba umieć się znaleźć — zwyczajnym punktem kontroli jakości materiału, z którego byliśmy ulepieni. Grzmiący ton miał zagłuszyć inną, bardziej pospolitą prawdę: że człowieka można złamać bez trudu, i to na różne sposoby.

*

Otóż Niemcy najpierw wygrali, potem przegrali, Rosjanie na odwrót, przegrali najpierw, a wygrali potem. Nasz kraj przegrał i najpierw, i potem.

Magdalena Tulli, Włoskie szpilki, SIW Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 06 listopada 2017

Skończyłam. Z piątku na sobotę. Jak przez mgłę pamiętam szufladki, do których trafiła Autorka, szufladki oklejone lubieżno-intelektualnymi nazwami, podbijającymi bębenek ważności krytyków.

Skończyłam. Ta książka to poezja prozą pisana. Nie mogę uwierzyć, że tak mało brakowało, a ominęłaby mnie wrażliwość Autorki. Mam szczęście, że nie ominęła.

I jeśli coś mam jej za złe, to tylko to, że ugięła się i opuściła samą siebie.

*

     — Więc co z tym przebaczeniem? — […] — Jest możliwe czy nie?
     — Jest możliwe — powiedział lis.
     — A kiedy nikt nie przeprasza
?
     — Jeśli krzywda jest ciężka, zrobisz, co w twojej mocy, bo nie masz wyboru — powiedziałam. — Może ci się nie udać, ale lepiej, żeby się udało. Inaczej… nie będziesz żył jak człowiek
.

*

Wydawało mi się, że jeśli chcę ocalić trochę szacunku dla siebie samej, muszę się przyznać.
     — Ale do czego? — zdziwił się lis. — Chyba jeszcze nie wiesz, jaką męką jest udawać, że nadążasz za mętnymi aluzjami, których wcale nie rozumiesz, za czymś, czego ci wprost nie powiedzą, bo jednak trochę się krępują. Po co wyskakiwać ze skóry? Trzymajmy się własnej głupoty, ona nas chroni najlepiej. Tak, rozumiem, przykro ci. Ja też coś o tym wiem. Uchodzę za spryciarza i oszusta.
     Uchodził za spryciarza i oszusta, każdy by tak o nim pomyślał. Nikt nie wiedział, że jest najlepszym i najuczciwszym zwierzęciem na świecie
.

*

     — Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza — odezwałam się — ktoś z nas musi umrzeć.
     — Kto
? — spytał łyżwiarz zaczepnie.
     Zawahałam się, ale mu odpowiedziałam.
     — Ofiara
.

*

To, co przemilczane, w jej przekonaniu traciło atrybut istnienia. Nie istniejąc, nie mogło się na mnie przenieść. Pomysł, że coś, o czym nie wiem, może mieć wpływ na moje życie, uznałaby za absurdalny. Że z powodu rzeczy, o których nie wiem, mogę cierpieć? Nonsens.
     […] Mniejsza o lata. A ty? Jaką ranę odziedziczyłaś i po kim?

*

Trudno się rozmawia ze zmarłymi. Rzeczy, które najbardziej mnie pochłaniają, dla nich są nudziarstwem. Ich obojętność mnie onieśmiela. Nie mam pojęcia, co może ich ciekawić. To wynika z różnicy doświadczeń. Mają za sobą coś takiego, co w nich wszystko zmienia.

*

Wiedziały, że trzeba mieć dzieci, jeśli chce się spełnić wyśrubowane kryteria normalności. Lecz kiedy dzieci były już na świecie, wszystko zaczęło się komplikować.

*

     — Jestem prostym leśnym zwierzęciem — odpowiedział. — To wszystko, co mówisz, wydaje mi się zbyt skomplikowane.
     Po następnej wizycie jednak wiedział już, co ma myśleć, i zdecydował, że mi o tym powie.
     — Nie pozwalaj, żeby wchodzili ci na głowę. Nie powinnaś przesadzać z pokorą. W tym nie ma żadnej zasługi, wprost przeciwnie, wprowadzasz ich w błąd. Muszą znać granice
.

*

Znał ją? Coś wiedział? Była zaskoczona? Ten, kto nie wie, nie zgadnie, od kogo wie ten, kto wie.

*

Wiedziałyśmy wprawdzie, że świat jest starszy od nas i pełen różnych historii, których nam się nie opowiada, ale nie potrafiłyśmy sobie tego wyobrazić. Przeszłość wydawała się bezcielesna, dla nas składała się z samych słów i dat. Można się było w niej łatwo pogubić, ale nie przyszłoby nam do głowy, że to ona ukształtowała ten świat, który znałyśmy.

*

Prawo do zadawania pytań jest jak prawo do noszenia broni, ono też nie każdemu przysługuje. W pytaniach słychać było czasem ton przemocy, którego nie da się pomylić z niczym innym.
     […]
     Niewidoczna przemoc wydała mi się nawet bardziej brutalna, kiedy nie poprzestawała na zadawaniu pytań, lecz sama sobie udzielała zagadkowych odpowiedzi.

*

Moje emocje pytały, ilu jest ludzi, którzy czują się opuszczeni i wyśmiani aż do tego stopnia. Gdyby ktoś, komu uwierzę, powiedział mi, że połowa? A gdyby mi powiedział, że tylko jeden na sto tysięcy? Wszystko było możliwe. Ale dlaczego to na mnie spadło, dlaczego właśnie ja muszę być mną, nie kto inny? Tego pytania nie dawało się odepchnąć. Było uparte, pytało i pytało jak zdarta płyta. A przecież nie było odpowiedzi i nie mogło być.

*

     — Jak się żyje? — spytał, na chwilę przestając grzebać pod otwartą maską auta.
     — Tak sobie – powiedziałam. – Mam za dużo kłopotów.
     — Ja też — odpowiedział.
     Nie wiedziałam, jakie kłopoty może mieć dorosły. Przecież nie chodzi do szkoły
.

*

Zasługą jest nie zastanawiać się dwa razy, kiedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Zasługą jest mieć siłę i zrobić z niej użytek.

*

     — Niemożliwe — powiedziała, oglądając ślady po psich zębach na jego przedramieniu. Życie nie byłoby tak śmiesznie proste, jak chciała, gdyby nie nauczyła się narzucać rygorów również faktom.

*

Można zmienić porządki zaprowadzone dawno temu, myślałam sobie. Pocąc się nad klawiaturą komputera, napisałam mu, że wolno mi wyrażać swoje uczucia. Nie można tego zabronić żadnemu żywemu stworzeniu. Rzucanie słuchawką to gruba przesada. Mam prawo czuć to, co czuję, nawet jeśli w tej rodzinie z jakiejś przyczyny przyjęło się uważać inaczej.

*

Jeśli kiedyś się zastanawiał, dlaczego wszystko mu wolno, a mnie nic – musiał zauważyć, że nie mamy dostępu do prawdziwych odpowiedzi na takie pytania. Leżały poza naszym zasięgiem, oprócz jednej, która mówiła: bo tak.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.


piątek, 03 listopada 2017

Czytam — między innymi o dziewczynce i lisie — i widzę Tę Parę oczami wyobraźni, i czuję, i uśmiecham się, i żyję jakoś bardziej.

Lis nigdy nie chodził do szkoły, to było widać od razu. Nie znał reguł, które wszyscy mieliśmy we krwi. Próbowałam mu coś tłumaczyć, ale machnął łapą, zniecierpliwiony. Uważał, że nic złego się nie stało, i nie rozumiał, po co zaczęłam się tłumaczyć.
     — Nie musiałaś tego robić, chyba że naprawdę miałaś ochotę – powiedział.
     Nie miałam, ani trochę.
     — No właśnie – powiedział lis. – Więc lepiej było milczeć. Na milczenie nie znają sposobu. Kiedy milczysz, muszą sami coś mówić, muszą machać rękami i krzyczeć, a my nic. Odpoczywamy i czekamy, aż się zmęczą. Tak jest sprawiedliwie, jeśli to oni szukali zaczepki
.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.

*

Leżałam rehabilitacyjnie na piłeczkach tenisowych i przyszedł do mnie mój lisek, i zachwycił mnie słowami:

perspektywa X:
niemożliwe, za trudne, nie uda się nigdy…

perspektywa U:
znajdź taki punkt widzenia, z którego to, przed czym stoisz, jest interesujące, ponętne, pożądane, upragnione; jest szansą, na którą czekałaś i czekałeś całe życie!

Wybieraj! Wybrałam. Reksio! Czterdziesty — przepiękny, fantastyczny!


Tengo cuarenta reksios:

czwartek, 02 listopada 2017

To czytanie, wzruszenie i zamyślenie pośrednio zawdzięczam dwóm osobom. Biały Kruk ponad rok temu podesłał mi książkę — tak, kilka miesięcy później, „poznałam” Justynę Dąbrowską, jej wrażliwość i delikatność. Również w zeszłym roku Kaan oswoiła mnie z dziwnie brzmiącym nazwiskiem Tulli. Gdy w nowościach książkowych pojawił się duet Tulli–Dąbrowska, nie było na co czekać — polowałam, upolowałam i jestem pod wrażeniem.

[M. T.] Człowiek, który nie wie, ma szansę się  zatrzymać. […] Wątpliwości chronią też przed nienawiścią. Nie da się wyprodukować nienawiści, kiedy stajemy zdumieni i nie wiemy, co myśleć.

*

[M. T.] Jeśli widzę, że się nie da, nie brnę. W porządku, myślę sobie, widocznie tak ma być. Próbuję zrozumieć, ale na tym koniec. Nie uganiam się za tymi, którzy chcą odejść.

*

      [J. D.] Ja miałam szczęście, moja nauczycielka puszczała nam muzykę klasyczną i prosiła, żebyśmy ją malowali.

*

[M. T.] Moją mocną stroną jest brak ambicji. Brak ambicji pozwala mi znieść wiele innych rzeczy, nie tylko tę, że gram niedobrze. To wielki atut. Chroni przed zniechęceniem.

*

[M. T.] Piękne są tylko rzeczy nieoczywiste, a z nich tylko te, które w to nieoczywiste wnoszą sens i porządek.

*

[M. T.] Znajdując właściwe słowo, kontaktujemy się z tym, czego doświadczyliśmy, i z własnymi emocjami.

*

[M. T.] A życie najbardziej jest mi potrzebne do tego, żeby robić coś swojego, jeśli tylko mam co jeść i mam wybór.

*

[M. T.] Kiedy myślę o jakimś człowieku, z którym mam do czynienia, przede wszystkim zastanawiam się, jaka nas łączy relacja. W czym jest zwyczajna albo w czym dziwna, co mnie w niej trzyma, co mnie z niej wyrzuca.

*

[M. T.] Stawianie pytań bardzo rozwija, nawet jeśli nie od razu przychodzą odpowiedzi. Samo to, że próbujemy coś zrozumieć, jest pracą uczącą.

*

[M. T.] Zauważ, jaki wymowny jest sens szarpania. To odbieranie delikwentowi równowagi, żeby własną odzyskać, bo nam ją zniszczył, kiedy szukał swojej.

*

[M. T.] […] nikt nigdy mnie nie przeprosił za szarpanie, a zwłaszcza za poniżanie. A co by się zmieniło, gdyby mnie ktoś przeprosił – można spytać. Bardzo dużo by się zmieniło. Reguły, jakie w dzieciństwie są wobec nas stosowane, wpływają na naszą osobistą mapę stosunków ze światem. Między innymi wyznaczają nam granicę między tym, co dopuszczalne i co niedopuszczalne. Pokazują, gdzie się zaczyna przemoc, gdzie się zaczyna pogarda.

*

[M. T.] Przeprosić jest bardzo dobrze, to upewnia osoby skrzywdzone, że coś, co je spotkało, nie powinno się było wydarzyć i nie należy uważać tego za normę.

*

[M. T.] Mówi się, że spotkanie z samym sobą jest najważniejszym spotkaniem w życiu. Ale kto to taki – ja sam? Naczynie, do którego nalało się trochę świata. Spotkanie z samym sobą jest spotkaniem ze światem, jak wszystko, czego doświadczamy.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

Chciałabym ładnie napisać o tej książce. Chciałabym napisać ładniej, a ja tylko umiem wybrać cytaty, pogrupować i podzielić, bo tak dużo z nich chciałabym mieć pod ręką. I zachwycić się pięknym projektem zdjęć Mikołaja Grynberga.

[M. T.] Ostatnio szukałam określenia dla formacji, która doszła u nas do władzy, zapisałam na karteczce i doznałam ulgi.
     [J. D.] Co zapisałaś?
     [M. T.] „Prawicowi anarchiści”. Im by się to nie spodobało, bardzo by protestowali. To określenie chwyta coś, czego nie robią w świetle dnia.

*

[M. T.] Słyszę, że rozpaczamy po „odpędzeniu od koryta”. Ale myślę, że umniejszenie wolności boli nieporównanie bardziej niż utrata przywilejów. Zresztą, jak ogromna większość tych, co rozpaczają, wcale nie utraciłam przywilejów. Nigdy ich nie miałam.

*

[M. T.] Jeśli ktoś przeciwstawia demokracji sprawiedliwość, od razu przestaję mu ufać i nie spodziewam się ani demokracji, ani sprawiedliwości.

*

[M. T.] […] na manifestacjach nie mam ochoty krzyczeć. I coraz bardziej bym chciała, żeby to były protesty milczące. Dlaczego tak? Tysiące milczących postaci to wielka siła. Milczenie w takiej masie jest trudniejsze od krzyku, ale bardziej donośne. Nie zużywa się – inaczej niż hasła. Brzmi szlachetniej i trudno je przeinaczyć, dopisać mu coś, czego nie było. Nic nie wskazuje na to, że jest mniej skuteczne.

*

[M. T.] Jedni boją się utraty wolności, drudzy utraty tożsamości. Wszyscy potrzebujemy i wolności, i tożsamości, ale okazuje się, że w różnych proporcjach.  […] Jedni wybierają wspólną tożsamość, drudzy swobody obywatelskie. Jedna energia karmi się wspólnotową dumą, druga karmi się indywidualną godnością.

*

[M. T.] „Ale przecież artykuł 197 mówi, że Sejm reguluje tryb pracy Trybunału”. Jakbym słyszała coś takiego: „Może i mijam się z prawdą, i co mi zrobicie? My was zmusimy, żebyście żyli w takiej prawdzie, jaka nam się podoba”.
     [J. D.] I nie interesuje nas wasze zdanie.
     [M. T.] I nie interesuje nas wasze zdanie. Jesteśmy demokratami, więc do was nie strzelamy, i to powinno wam, jak również światu, wystarczyć. Ale stan spraw ma to do siebie, że się zmienia. Jak nie w jedną stronę, to w drugą. Więc najpierw – cieszcie się, że do was nie strzelamy, a potem, być może – nie zmuszajcie nas, żebyśmy zaczęli strzelać.
     Efekt jest taki, że w końcu będziemy się bali wszyscy. Bo ci, którzy rządzą twardą ręką, nie sypiają spokojnie. A im gorsze mają sny, tym bardziej chcą wszystkich wokół zastraszyć
.

*

     [M. T.] Polska ma być wielka albo nie będzie jej wcale? Dlaczego? Inni mogą nie być wielcy i mimo to mieć prawo do życia, a my nie? To pomysł, który znamy z innych podwórek, z innych czasów: „Będziemy albo wielcy, albo martwi”. A w naszej lokalnej wersji jest jeszcze okrutniejszy: „Wielcy tylko, kiedy martwi”. Czy to nie jest znak nienawistnego traktowania samych siebie?

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...