Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: ibukologia stosowana

niedziela, 15 lipca 2018

Autorkę wyjęłam z tej audycji (27:12) osiem dni temu. Na próbę nabyłam pierwszy tytuł. Chwilkę poczekała ta książka i dała się pochłonąć dziś w jeden ranek przy kawie i jeden popołudnio-wczesny-wieczór.

Ta powieść daje szansę na kontakt z nieużywaną już przez nas (długo dorosłych) nastoletnią samotnością, ale też przypomina, że wiele dzieci i nastolatków boryka się z bardzo poważnymi dorosłymi problemami, które fundują im rodziny pochodzenia.

Po tej książce pomyślałam:

w kontakcie z dziećmi i nastolatkami bądź człowiekiem,
jakiego Ty chciał(a)byś spotkać na swojej drodze.

A jak wejdzie nam to w krew, pójdźmy dalej i bądźmy tacy dla każdego spotkanego człowieka. Wszyscy zyskamy, daję słowo.

Czasem trzeba pogrążyć się w ciemności, by zacząć widzieć wyraźnie. W ten sposób doszłam do następujących wniosków:
     1. Szkolni dręczyciele to żałosna hołota.
     2. Rodzina powinna być gotowa do pomocy, jeśli będziesz tego potrzebować.
     3. Jestem słaba. Zasługuję na to.

*

Ponadto zrozumiałam też, że:
     d. Dręczyciele też mogą się zmienić.
     e. Rodzina nie zawsze Cię rozumie.
     f. Cierpienie nie jest oznaką słabości. Prawdziwą siłę człowiek odnajduje w sobie, gdy postanawia zmienić własne życie.

*

W mojej głowie roi się od rzeczy, które chcę jej przekazać. Chcę opowiedzieć jej o wszystkich złych myślach, które w sobie tłamszę. Chciałabym jej powiedzieć, jak trudno jest być mną.
     Spoglądam w jej zmęczone oczy i nie otwieram ust.

*

[…] stąpam ostrożnie, próbując uniknąć wszelkich pęknięć w chodniku. Kiedyś mama opowiadała mi, że mieszkają w nich krokodyle, które mogą złapać mnie zębami za palce u stóp. Ale to głupie. Jak ja mogłam w to wierzyć? Jak niby miałyby się tam pomieścić? Jak mogłyby przeżyć między płytami chodnikowymi? No dobra, ale mam czternaście lat i nadal nie lubię stąpać po szczelinach. Tak na wszelki wypadek. Chyba nadal wierzę w to, że coś złego się stanie, jeśli choć musnę którąś stopą.

*

Wszystko się posypało jak kopnięty zestaw Lego. Ktoś musi znaleźć instrukcję i pokazać, jak to wszystko poukładać. Ale co zrobić, gdy elementy są popsute? Co zrobić, gdy niektóre zgubiły się na zawsze? Czy wszystko da się jeszcze jakoś poskładać?

*

     — Pamiętaj, że ja też byłam kiedyś nastolatką — mówi. — Wiem, jak to jest.
     — Też była pani gruba?
     — Nie, ale zawsze coś się znajdzie. Ludzie zawsze znajdą jakąś słabość.

*

     — Wznieś się ponad to wszystko, Jess. Nie toń — szepcze mama. — Jesteś piękniejsza niż ci się wydaje.

*

Moja mama zawsze powtarza, że nie ma betonu, którego nie da się skruszyć.

Eve Ainsworth, 7 dni, przeł. Marcin Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


sobota, 14 lipca 2018

Okładka, w stylu okładek podręczników do matematyki wyższej wydawanych na początku XXI wieku, nie zachęca, straszy i sugeruje, że nie warto. Sugeruje źle.

Recenzja Autora Komisarza Mortki dopadła mnie gdzieś i jakoś ponad tydzień temu. Zaznaczyłam ten kryminał do upolowania. Dwa dni temu upolowałam i delektowałam się smaczkami ukrytymi w tej książce. Wątki motoryzacyjny i komunikacyjny urzekające — fantastycznie czyta się o tkwieniu w korkach. Wątek społeczny i okoliczności „przyrody”, w której dzieje się historia pierwotnie były powodem, dla którego zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę — nie zawiodłam się.

To chyba łatwy kryminał dla wyjadaczy morderczych książek, bo ja (bez wprawy w czytaniu kryminałów) zgadłam, kto pociąga za sznurki. Nie popsuło mi to ogromnej przyjemności czytania, która towarzyszyła mi od pierwszego akapitu.

To pierwsza część trylogii. Już czekam na drugą i trzecią.

Nie wiedziałem, jakiej marki samochód powinienem kupić. Jak nie wiesz, to pytasz. A jak pytasz, to ci zamieszają w głowie.
     […]
     Wreszcie zagadkę rozwiązał za mnie Fanis.
     — Kup seata ibizę.
     — Dlaczego? — zdziwiłem się.
     — W geście solidarności. Hiszpanom i Portugalczykom wiedzie się teraz równie kiepsko jak nam. Na nich, na nas i Włochów mówią „świnie”, Portugal, Italy, Greece, Spain, czyli PIGS. Tak nas nazywają w Unii. Świnia winna pomagać innej świni, a nie biegać za rekinami finansjery. Jeszcze niedawno prowadziliśmy życie rekinów i poszliśmy na dno, ponieważ świnie nie umieją pływać. Dlatego powinieneś kupić seata.
     I tak podjąłem decyzję.

*

Czasem, kiedy węzeł zaczyna się rozsupływać, a kolejne elementy układanki trafiają cię w głowę jak obuchem, zaczynasz się zastanawiać, jak to się stało, że byłeś ślepy na rozmaite wskazówki, które leżały ci tuż przed nosem. Zdarzyło mi się to i teraz.

*

Milczy chwilę, potem zadaje mi pytanie, które zadajemy sobie wszyscy, kiedy nie chcemy uwierzyć w to, co oczywiste.
     — Jesteś pewien?

*

     — […] Grecy mają eurowalutę, ale nie mają euroczasu. Używają tych samych pieniędzy co my, ale czas dla nich płynie inaczej.
     Obaj odwracamy się do niego w jednej chwili. Wygląda na to, że skoordynowaliśmy nie tylko czas, ale i mordercze spojrzenia, bo Shiffel natychmiast się wycofuje.
     — Przepraszam. To był żart.
     Zaletą Europejczyków jest to, że zawsze mają pod ręką „przepraszam”, czy to po krwawej masakrze, czy po drobnej gafie.

*

Kładzie mi czule dłoń na ramieniu.
     — Wiedziałam, że zrozumiesz.
     — Tak, ale następnym razem mów mi o takich sprawach wcześniej, wolałbym wiedzieć, co się dzieje.
     — Masz rację, będę ci mówić — zapewnia, choć i tak wiem, że nic mi nie powie.

*

     — […] Ja bym poszedł na emeryturę choćby dzisiaj, gdybym mógł. Zacząłbym uprawiać pole dziadka, znalazłbym spokój ducha. Niczego więcej w życiu nie chcę.
     — Masz rację, Nikosie. — Wlasopulos wzdycha smętnie. – Rozumiem ciebie i wszystkich kolegów.
     Połowa Greków marzy, by pójść na emeryturę i uprawiać ziemię po dziadku. Może i te marzenia spełniałyby się częściej, gdyby pole dziadka dało się przenieść bliżej miejsca zamieszkania. Ale niestety musi zostać tam, gdzie jest.

*

Dla człowieka bez pojęcia o piłce nożnej mecz jest interesujący, gdy zajęci są bramkarze. Ktoś próbuje strzelić gola i bramkarz rzuca się rozpaczliwie: wtedy jest to ciekawy spektakl. A jak piłka przechodzi od jednej pary nóg do drugiej, jest po prostu nudno.

*

Jeśli zbłądzisz, szukasz po omacku, żeby znów odnaleźć światło.

*

     — Nie możesz odpuścić sobie tych lewackich obsesji, Sotiropulos? Jeszcze chce ci się powtarzać „Dlaczego prześladujecie czarnych?”. Nikt tu nie prześladuje czarnych. A wiesz czemu? Ponieważ po ostatnich cięciach my wszyscy jesteśmy czarni.

*

Wsiadamy wszyscy do samochodu Gikasa i ruszamy w kierunku Katechaki. Milczymy, każdy z innego powodu.

*

Robi delikatną pauzę i dodaje z ledwo wyczuwaną goryczą: – Jednak nigdy nie słyszałam, by szef podnosił na pana Billa głos.
     To logiczne, mówię sobie. Gdy u Greka chłopskiego pochodzenia pracuje butler, kompleksy ma chłop, a nie butler.

Petros Markaris, Niespłacone długi, przeł. Przemysław Kordos,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc,  Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 08 lipca 2018

Wiele płaszczyzn. Wiele wymiarów. Jesteś za karą śmierci? Jesteś przeciw? Dlaczego jesteś za? Dlaczego przeciw? Bycie wyłącznie „za” lub wyłącznie „przeciw” — bez miejsca na wątpliwości — jest rodzajem odmiennego stanu, świra, odlotu i odrealnienia. I to w tej książce widać jak na dłoni.

Wiele perspektyw. W tej książce absurd (po jednej i po drugiej stronie) goni absurd. Bycie jednostronnym czyni człowieka chorym. Bardzo chorym — myślę sobie.

Death Row jest jak wioska. Wszyscy wszystko wiedzą o wszystkich i chcą tego, co wszyscy: pogrzebu państwowego, tyle samo pieniędzy na wydatki w sklepie więziennym, takich samych drogich adwokatów, komitetów obrony, testów DNA.

*

     — Poślub skazanego na śmierć — radzi jej Hester. — To idealny mąż. Nie może cię uderzyć, nie chrapie ci do ucha i sam zbiera z podłogi brudne majtki i skarpetki.
     Kelnerka mruga, mówi, że o tym pomyśli, i odchodzi, żeby przekazać nasze zamówienie do okienka przy kasie.
     — Naprawdę trochę uważam, że są idealni — zwraca się do mnie Hester. — Nie mogą dotknąć niczego innego, tylko twojego serca. Mężczyzna z celi śmierci musi podbić kobietę listami i starać się podtrzymywać oczarowanie. Właściwie to wszyscy mężczyźni powinni spędzić trochę czasu w celach śmierci. Byliby o wiele bardziej przyjaźni dla kobiet.

*

Dla wielu Amerykanów dyskusja o karze śmierci, o ile się ją prowadzi, ogranicza się do pytania, co jest ważniejsze: czy egzekucja powinna być bezbolesna dla skazanego, czy dla sumienia narodu?

*

Strzelby dla małych dziewczynek są różowe. Dla chłopców można wybrać broń w modnych odcieniach brązu. Dziecięce strzelby nazywają się „cricketts”. Kiedy pięcioletnia dziewczynka zabiła taką ministrzelbą dwuletnią siostrzyczkę, a czterolatek swego sześcioletniego przyjaciela, winą obarczano nie prawo swobodnego posiadania broni w Teksasie, ale rodziców. Powinni nauczyć dzieci lepszego obchodzenia się z bronią. Zaostrzenie przepisów prawa do posiadania broni Teksańczycy odrzucają jako niedopuszczalne ograniczenie praw człowieka.

*

     — Zamówił porcję frytek, pudding bananowy i filiżankę kawy. Dla niego też się starałem. Zmuszałem się do patrzenia na dwie strony medalu. Jeśli ofiarą jest twoja matka, to nie dałbyś takiemu człowiekowi puddingu bananowego. Ale jeśli sprawcą jest twój syn? Albo brat? Taka historia wygląda nagle zupełnie inaczej.

*

     — Cywilizowane społeczeństwo zawsze chce móc powiedzieć: „Darujemy ci humanitarną śmierć, której ty nie dałeś ofierze. Posyłamy cię do Stwórcy z pełnym brzuchem. Co z tobą zrobi, to jego sprawa” — mówi Price.

*

Myślała, że kupi swoje ulubione lody truskawkowe. Ale kupił piankę pod prysznic. Dwadzieścia jeden lat temu, kiedy był na wolności, takiej pianki jeszcze nie było na rynku. Przynajmniej on jej nie znał. Chciał wypróbować, „bo żyje się przecież raz, prawda? Ha, ha, ha”, napisał do siostry. Nie wiedział tylko, ile jej użyć, więc poprosił kolegę o radę. Ten odpowiedział, że jedną nakrętkę na myjkę. McCoskey pomyślał jednak, że jest bardzo duży. „W ciągu kilku sekund wyglądałem jak drzewo podczas burzy śniegowej”. Przez chwilę panikował, bo więźniowie nie mają wiele czasu na prysznic, a im więcej wody używał, tym więcej piany się tworzyło.

*

Jeśli trzeba utrzymać więźnia przy życiu do egzekucji, to nagle leczenie staje się możliwe, a jeżeli to konieczne, nawet pod przymusem. Skazani są własnością państwa i nikt inny, tylko właściciel ma prawo zakończyć ich życie. Więźniowie prowadzący strajk głodowy są karmieni na siłę. Skazaniec, który tuż przed egzekucją połknął zaoszczędzone tabletki, żeby stracić przytomność, został odwieziony helikopterem do szpitala akademickiego w Galveston. Zrobiono mu płukanie żołądka, szybko doszedł do siebie, po czym podano mu śmiertelny zastrzyk zgodnie z planem. Kiedy więzień dostał zawału serca niedługo przed wykonaniem wyroku, reanimowano go tylko po to, żeby go potem zabić. Skazaniec umierający na raka z przyjemnością drażnił strażników. Zrobił im psikusa.

*

W tym momencie pojmuję, że mówiąc „dom”, ma na myśli oddział cel śmierci.
     Dlaczego, na Boga, ktoś chciałby wracać do celi śmierci?
     — Mam tam szparę wzdłuż sufitu, przez którą widzę niebo — mówi. — Czasami widzę ptaka albo motyla. Tutaj ciągle patrzę na ścianę z cegły. Najpierw myślałem, że tutaj będzie lepiej, bo mają telewizję. Ale wolę jednak ten kawałek nieba i ptaki.

*

Pastor tłumaczy, dlaczego kara śmierci jest konieczna.
     — Czym byłoby chrześcijaństwo, gdyby Jezus otrzymał karę piętnastu lat więzienia z szansą na wcześniejsze zwolnienie? Niczym! Nie istnielibyśmy!

*

Pastor Robert pamięta dokładnie: w 1962 roku diabeł postawił nogę w Teksasie. Wtedy to prezydent John F. Kennedy i Sąd Najwyższy USA znieśli obowiązkową modlitwę poranną w amerykańskich szkołach.

*

     — Po prostu nie mogę przestać chwalić jego imienia! Jeeeezus!
     Bimmmm.
     — Mahomet jest martwy! Budda nie żyje! Jeeeezus umarł, ale zmartwychwstał! Kto jest najlepszy?! — krzyczy do obecnych.
     — Jezuuuuus! — odpowiadają wierni.
     — W kogo powinniście wierzyć?!
     — W Jeeeezuuuuusa!

*

Co mam zrobić, kiedy opona pęknie mi przy jednej z tych niekończących się polnych dróg? Zapytałam kiedyś Teksańczyka.
     — Nigdy nie pukaj do kogoś z prośbą o pomoc! – odpowiedział.
     Prawo do samoobrony jest pojmowane bardzo szeroko. Samo domniemanie niebezpieczeństwa może wystarczyć do użycia przemocy, mogą cię zabić.

Linda Polman, Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci,
przeł. Małgorzata Diederen-Woźniak, Czarne, Wołowiec 2018.


czwartek, 05 lipca 2018

Gdy skończyłam książkę o konflikcie kobieta/matka, przez kilka dni czułam w ciele, jak wielką cenę zapłaciłam za życie w poprzek społecznym oczekiwaniom — byłam zła, wściekła i zrozpaczona, że tyle energii na to musiało pójść. Ale nawet gdyby możliwe było cofnięcie czasu, nie zmieniłabym nic. Nie przyszło mi jednak do głowy, że zapłaciłabym niebotycznie dużo wyższą cenę, gdybym była czarna. Nie przyszło, bo jestem biała.

Gdy zaczęłam tę książkę, przypomniało mi się moje pierwsze warsztatowe spotkanie z rangami dziewięć lat temu i oburzenie jednej z uczestniczek, że mężczyzna ma wyższą rangę niż kobieta. Podzielałam to oburzenie. Bo tak już oryginalnie jesteśmy skonstruowani, że doskonale wiemy, gdzie mamy niższą rangę (mniej przywilejów), gdzie inni mają wyższą rangę (więcej przywilejów). Jesteśmy również zaopatrzeni w doskonałą ślepą plamkę na temat swojej wyższej rangi (swoich przywilejów). Każda i każdy z nas — zawsze mamy jakieś przywileje.

Napatoczyłam się na tę książkę dzięki audycji i krótkiej wzmiance w Polityce. Klik, klik jeszcze w sobotę wieczorem. W poniedziałek było po książce, ale wrażeń na słowa nie szło zamienić.

To książka obowiązkowa dla białych, by ślepą plamkę rangową ciut „uwzrocznić”. Nawet jeśli jesteś hop do przodu i uważasz, że wprowadzenie parytetów to dobry pomysł, ta książka pomaga zrozumieć, dlaczego to jest najlepszy pomysł. Mi pomogła.

Pozostaję pod wrażeniem, w jaki sposób Autorka opisała ślepą rangową plamkę. Bo czy wiesz, że? Jeśli jesteś mężczyzną, twoja płeć milcząco wspomaga cię w drodze przez życie. Jeśli jesteś matką, ten fakt milcząco wspiera cię w drodze przez życie rodzinne. Jeśli jesteś wykształcony, masz wysokie stanowisko, dopuść do siebie myśl, że osiągnąłeś to nie tylko swoją ciężką pracą — co wspierało cię w drodze przez życie zawodowe — ludzie? czas, miejsce, okoliczności?

Ślepą plamkę rangową ma się bez względu na to, jak bardzo się nad nią pracuje. Zapominam, że mam przywilej bycia białą, wykształconą, ze sporym kapitałem kulturowym wyniesionym z rodzinnego domu, żyjącą w stolicy kraju, którego jestem obywatelką, mającą rodzinę i przyjaciół, mogącą dbać o zdrowie, planować wakacje, mogącą rozwijać się i żyć w pokoju. Zapominam o nieoczywistości posiadania tych przywilejów. Zapominam, bo je mam.

Przypomniałam sobie, że w moim kraju (i w każdym innym zakątku Europy i świata) łamane są prawa człowieka, a rasizm, seksizm, eidżyzm mają się kwitnąco i moja ślepa plamka rangowa dokłada swoje pięć groszy do tego stanu rzeczy. Co mogę z tym zrobić ja — ziarenko społecznego piasku? Mój pomysł: zawsze w drugim widzieć człowieka.

Biel ustawia się na pozycji normy. Nie daje się poznać jako to, czym jest naprawdę. Tak zwany „obiektywizm” i „rozsądek” są jej najskuteczniejszymi i najbardziej podstępnymi narzędziami podtrzymywania władzy.

*

Politykę w dużej mierze tworzą biali mężczyźni w średnim wieku przekazujący sobie pałeczkę. Co jakiś czas, w ukłonie wobec różnorodności, do gry wprowadzana jest biała kobieta w średnim wieku. Tym, co jednoczy różniące się perspektywy polityczne, jest kategoryczna odmowa podważania białego konsensu.

*

Jak mogę zdefiniować „biały przywilej”? Trudno opisać nieobecność. A biały przywilej to nieobecność skutków rasizmu. Nieobecność dyskryminacji instytucjonalnej, nieobecność rasy postrzeganej przede wszystkim jako problem, nieobecność myśli: „trudniej mi odnieść sukces z powodu mojej rasy”. Nieobecność dziwnych spojrzeń kierowanych na ciebie przez tych, którym się wydaje, że znalazłeś się nie tam, gdzie trzeba, nieobecność oczekiwań kulturowych, nieobecność historii przemocy zadawanej twoim przodkom z powodu ich koloru skóry, nieobecność trwającej całe życie subtelnej marginalizacji i naznaczenia jako „inny” – wyłączenia z narracji o człowieczeństwie.

*

Kiedy mówię o białym przywileju, wcale nie mam na myśli, że biali mają łatwo, że nigdy nie zmagali się z losem albo że nigdy nie zaznali biedy. Biały przywilej to fakt, że jeśli jesteś biały, twoja rasa niemal na pewno wpłynie pozytywnie na bieg twojego życia w taki czy inny sposób. A ty przypuszczalnie nawet tego nie zauważysz.

*

Ktoś zdefiniował kiedyś rasizm jako „uprzedzenia plus władza”. Również osoby pokrzywdzone przez rasizm mogą być okrutne, mściwe i mieć uprzedzenia. Każdy może być przykry dla innych ludzi, oceniać ich po pozorach. Ale mówiąc wprost, nie ma wystarczająco dużej liczby czarnych na wpływowych stanowiskach, aby mogli oni zadekretować rasizm w stosunku do białych na tak ogromną skalę, w jakiej działa on dziś przeciw czarnym. Czy czarni są nadreprezentowani gdzieś, gdzie ich uprzedzenia mogłyby odmienić czyjś los? Odpowiedź prawie zawsze brzmi: nie.

*

Jeśli wierzysz w zniewieścienie, musisz wierzyć, że istotą męskości są władza, siła oraz dominacja. Te cechy są rzekomo wspaniałe u mężczyzn, ale bardzo nieatrakcyjne u kobiet. Szczególnie tych gniewnych i czarnych. Kobiety zresztą w ogóle nie powinny się gniewać. Mamy się uśmiechać, zachowywać swoje uczucia dla siebie i poświęcać się dla innych. Władcza równa się brzydka, a oczywiście brzydota to najgorsza cecha, jaką można przypisać kobiecie. Co do czarnych kobiet – nasza czarność już na wstępie sytuuje nas wyżej na skali brzydoty. Nie daj Boże, żebyśmy jeszcze były grube.

*

Gdy jesteś kobietą i zabierasz głos, zostajesz napiętnowana; jeszcze bardziej wówczas, gdy jesteś kobietą czarną.

*

Chaos, w którym żyjemy, nie jest dziełem przypadku. Skoro stworzyli go ludzie, to również oni mogą zaprowadzić porządek, przebudować struktury w taki sposób, aby służyły wszystkim, nie tylko garstce samolubnych wybrańców. […] niepełnosprawni nie są „wadliwymi egzemplarzami”, ale raczej to pełnosprawni zawiedli w tym sensie, iż świat przez nich tworzony nie służy wszystkim.

*

Białość to stanowisko polityczne […].
     Polityka białości wykracza poza czyjkolwiek kolor skóry. Pełni w umyśle funkcję okupanta. To ideologia polityczna, której zamysłem jest utrzymanie władzy poprzez panowanie i wykluczenie. Każdy może ją przyjąć za swoją, tak jak każdy może się jej przeciwstawić.

*

[…] gdyby każdy, kto czuje urazę do swoich sąsiadów-imigrantów, zadał sobie trud porozmawiania z nimi i dowiedzenia się czegoś o ich życiu, niemal z całą pewnością przekonałby się, że ludzie ci nie dostają wszystkiego na tacy, żyją raczej w biedzie i ciasnocie, ale i tak w lepszych warunkach niż tam, skąd przyjechali.

*

[…] moja znajoma poczyniła kiedyś uwagę, która była jednocześnie uderzająco oczywista i boleśnie nieuchwytna. Struktury – powiedziała – składają się z ludzi. Gdy mówimy o rasizmie strukturalnym, mówimy o zintensyfikowaniu osobistych uprzedzeń, o syndromie grupowego myślenia. Ono się szerzy. Lecz zamiast osądzać obecną sytuację jako straszliwą tragedię, powinniśmy wykorzystać ją jako szansę na przybliżenie się do wspólnej odpowiedzialności za lepsze społeczeństwo, z uwzględnieniem wewnętrznych hierarchii i skrzyżowań na naszej drodze.
     Wcale nie musi być tak już zawsze, a rozwiązanie zaczyna się od nas.

*

Nie ma sprawiedliwości — jesteśmy tylko my.
Terry Pratchett

*

Czy mogę mówić wprost, co naprawdę myślę?

Reni Eddo-Lodge, Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry,
przeł. Anna Sak, Karakter, Kraków 2018.


piątek, 22 czerwca 2018

Ta książka uwalnia. Zachęca, by pytać „a dlaczego tak jest najlepiej?”, by kwestionować, by pofatygować się do własnego wnętrza i dowiedzieć się, skąd mam taki a nie inny pogląd i czy jest on na pewno mój.

Dla kobiet — książka obowiązkowa.

Dla mężczyzn — opowieść księżycowa, niekoniecznie zrozumiała, prowadząca do zadziwienia: „naprawdę tak wygląda świat kobiet Zachodu?”. Naprawdę.

Dla kobiet i mężczyzn — przeczytaj, przemyśl, zanim ogarnie Cię pewność, jak mają żyć inni, szczególnie inne kobiety.

W każdej kulturze dominuje określony model idealnego macierzyństwa, który może być różny w różnych epokach. Bez względu na to, czy kobiety są tego świadome czy nie, na wszystkie wywiera on wpływ. Można go zaakceptować lub kwestionować, negocjować lub odrzucać, zawsze jednak trzeba zająć jakąś pozycję.

*

[…]  owa „różnorodność preferencji i priorytetów tworzy konflikty między różnymi grupami kobiet”, działając na korzyść mężczyzn, których interesy są dość zbieżne.

*

Jedne kobiety chcą mieć dziecko, inne już nie chcą, są też takie, które nigdy nie chciały.

*

Od kiedy kobiety są w stanie panować nad swoją płodnością, studiują, podbijają rynek pracy i roszczą sobie prawo do niezależności finansowej lub kariery zawodowej, macierzyństwo przestało być naturalną oczywistością, a stało się pytaniem.

*

Podjęcie decyzji o nieurodzeniu dziecka lub niepodjęcie decyzji o urodzeniu związane jest z tym, co prywatne i intymne. W większości wypadków stanowi rezultat sekretnego dialogu wewnętrznego kobiety z samą sobą, który nie ma w sobie nic z działań propagandowych.

*

Im większa wolność podejmowania decyzji, tym większa odpowiedzialność i więcej obowiązków.

*

W rzeczywistości nie ma dwóch sposobów przeżywania macierzyństwa, lecz nieskończoność. Sprawia to, że nie można mówić o instynkcie, którego podstawę stanowi determinizm biologiczny. Kwestia ta jest bowiem ściśle związana z osobistą i kulturową historią każdej kobiety.

*

O ile często przywołuje się wpływ uczuć, o tyle niewiele mówi się o równie ważnym czynniku, jakim jest presja, którą wywierają na nas rodzina, przyjaciele i społeczeństwo. Bezdzietna kobieta (i, choć w mniejszym stopniu, także mężczyzna) lub bezdzietna para zawsze wydają się anomalią, która prowokuje pytania. Cóż za dziwaczny pomysł nie mieć dzieci i wymykać się normie! Są oni nieustannie zmuszani do wyjaśnień, nikomu tymczasem nie przyjdzie do głowy zapytać matki, dlaczego zdecydowała się na dziecko (ani wymagać, aby podała ważne powody swojej decyzji), choćby była najbardziej infantylną i nieodpowiedzialną kobietą. Natomiast kobieta, która z własnej woli nie urodziła dzieci, ma nikłe szanse uniknięcia wyrzutów ze strony rodziców (którym odmówiła prawa bycia dziadkami), niezrozumienia ze strony przyjaciółek (które chciałyby, aby robiono to, co one) oraz wrogości społeczeństwa i państwa — z definicji pronatalistycznych — dysponujących niezliczoną liczbą sposobów, aby ukarać te, które nie wypełniły swego obowiązku. Trzeba więc niezłomności i silnego charakteru, żeby nie przejmować się tą powszechną presją, a nawet pewnym napiętnowaniem.

*

Ciągle jeszcze panuje silna tendencja postrzegania bezdzietności jako porażki, która wywiera negatywny wpływ na kobiecość. Bezdzietna kobieta powinna się żalić lub obwiniać. Jak zauważa socjolożka, Pascale Donati: „rezygnacja z prokreacji jest odstępstwem od normy”, które ma swoją cenę — dezaprobatę społeczną. […]  socjolożka doszła do następujących wniosków: „Jeśli nie ma się dzieci, a mogłoby się mieć, lepiej być mężczyzną niż kobietą, żyć samotnie niż w związku, nie pokazywać zbytnio, że jest się kobietą spełnioną. W tej gradacji największą podejrzliwość wzbudza kobieta zamężna, która zrezygnowała z zostania matką […].

*

Bezdzietność, mimowolna czy z własnego wyboru, w sytuacji, gdy utożsamia się kobietę z matką, odsyła do braku i niespełnienia.

*

Niematka nieustannie musi się tłumaczyć, matki zaś traktuje się jakby nigdy nie miały żadnych problemów ani niepokojącego profilu psychologicznego, zauważa Émilie Devienne. Bezdzietna kobieta staje się obiektem presji ze strony rodziców, rodziny, przyjaciół (będących rodzicami), kolegów z pracy, jednym słowem, całego społeczeństwa. Do tego stopnia, że prawomocne staje się pytanie, czy nie lepiej mówić o „obowiązku” niż „pragnieniu” posiadania dziecka?

*

Jednak bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie, macierzyństwo dziś jest tylko jednym z ważnych aspektów kobiecej tożsamości, a nie czynnikiem koniecznym, aby osiągnęła ona [kobieta] pełnię kobiecości.

*

Powrót do naturalizmu, przywracającego dobre imię zużytej koncepcji instynktu macierzyńskiego i wychwalającego najbardziej konserwatywne poglądy głoszone przez mężczyzn oraz poświęcanie się kobiet, stanowi największe zagrożenie dla ich emancypacji i osiągnięcia równości płci. Zwolennicy tej filozofii dysponują niezrównaną bronią, pozwalającą im skierować obyczaje w pożądanym przez nich kierunku: poczuciem winy matek.

*

Czyż zresztą wybór zostania matką lub rezygnacja z tej roli musi być rozpatrywany w kategoriach normalności lub dewiacji? A jednak nikt nie może zaprzeczyć istnieniu szkód spowodowanych brakiem odpowiedzialności matek. Ile dzieci wydaje się na świat, aby pełniły funkcję kompensacji, zabawki lub towarzysza matki. Ile dzieci, które przyszły na świat w wyniku oszacowania przez naturę strat i zysków, jest maltretowanych lub pozostawianych samym sobie? O dziwo, kobiety świadome swych obowiązków wydają się znacznie bardziej niepokoić społeczeństwo niż te, które je ignorują

Elisabeth Badinter, Konflikt: kobieta i matka,
przeł. Jakub Jedliński, PWN, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 21 czerwca 2018

Nocny motyl w środku rozkwitającego dnia.
Wypatrzyłam go przy porannej kawie.
Sprawna nie dość poprosiłam Sadownika o cyk,
zgodnie z tym, jak to zobaczyłam.

Ważka — mój osobisty symbol sprawności —
odznaka zdobyta w zeszłym roku na Iglicznej.
Zdobywam ją wciąż od nowa co dnia.

fot. Sadownik.

Czy wiesz o tym? Wszystko sprowadza się do tego, że dokądkolwiek idziesz, jesteś tam, gdzie właśnie kroczysz.

*

[…] nasze myśli wpływają na to, co widzimy i czego nie widzimy, co robimy i czego nie robimy.

*

[…] że ścieżka, którą zwiemy naszym życiem, ma kierunek; że zawsze się rozwija, chwila za chwilą; i że to, co dzieje się teraz, w tej chwili, wpływa na to, co zdarzy się potem.

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś bądź, przeł. Henryk Smagacz,
Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Pamiętam. Wracaliśmy wtedy z Małej Danii, słuchając powtórki audycji prof. Osiatyńskiego. Zaznaczyłam książkę do upolowania. Dała się upolować trzy dni temu. Wczoraj się skończyła, pozostawiając w zadumie. Wysłuchałam audycji jeszcze raz. Zaduma nie minęła.

Te sytuacje, gdy udajemy Greka, chowamy głowę w piasek… Czyż nie stajemy się wtedy tańczącymi niedźwiedziami? Jak wygląda nasz indywidualny taniec? I czy przyjdzie dzień, gdy w trudnej sytuacji nie zatańczymy jak się od nas oczekuje, lecz na czterech łapach pójdziemy swoją wolną drogą?

[…] jest jedna rzecz, o której pracownicy parku mówią niechętnie i z pewnym zakłopotaniem.
     Rozumiem to zakłopotanie.
     Otóż mimo tych wspaniałych warunków, mimo miodu, truskawek, orzechów, budek do hibernacji, setek tysięcy dolarów zainwestowanych w park, kampanii społecznych w Bułgarii i na całym świecie
, […] mimo częstych wizyt niemieckiego stomatologa, mimo regularnych badań krwi, kału i moczu, mimo że wyleczono im kataraktę, wyregulowano ciśnienie, mimo że dostarcza im się odpowiedniej liczby kalorii, mimo że holki rdzewieją już na sali wystawienniczej, a dawni treserzy chorują na serce, raka, marskość wątroby albo już nie żyją, otóż mimo tego wszystkiego
     niemal wszystkie niedźwiedzie
     do dziś
     tańczą
.

*

Inna rzecz, z którą musieliśmy sobie poradzić, to uzależnienie od słodyczy. I alkoholizm. […]
     Musieliśmy się napracować nad tymi niedźwiedziami, które przez dwadzieścia lat piły codziennie. Gdybyśmy z dnia na dzień odstawili im alkohol, zdechłyby. Trzeba było to robić stopniowo. Dziś, mówię to z dumą, wszystkie nasze niedźwiedzie to abstynenci
.
     […]
     Wolność to dla niedźwiedzia taki szok, że nie można go prosto z klatki wypuścić do lasu. Trzeba mu dać kilka dni na przestawienie.
     Wolność to nowe wyzwania.
     Nowe dźwięki.
     Nowe zapachy.
     Nowe jedzenie.
     Wolność to dla nich jedna wielka przygoda.
    — Jak je wreszcie wypuszczamy do lasu, nie wiedzą, co robić, i aż się z tej wolności zataczają — dodaje jeden z pracowników parku. — Chcą wszędzie iść, wszystko zbadać, wszystko sprawdzić. Nie dziwię się im. Jeśli ktoś dwadzieścia lat chodził wyłącznie na łańcuchu, to normalna reakcja
.

*

Niedźwiedź w Belicy ma za dużo czasu, z którym musi coś zrobić. Wcześniej całymi dniami pracował dla Cygana. Musiał tańczyć i wykonywać różne sztuczki.
     A tutaj nagle ma cały dzień dla siebie.
     Niedźwiedzie całkiem się w tym gubią
.

*

[…] nie może pan niedźwiedzi po prostu wypuścić i czekać, że ze wszystkim poradzą sobie same. Wolność to szalenie skomplikowana rzecz. Trzeba ją dawkować powoli. A hibernacja znaczy, że nasze niedźwiedzie robią na drodze do wolności postępy. Że nie żyją już tylko dniem dzisiejszym. Że nauczyły się przygotowywać na gorsze czasy.

Witold Szabłowski, Tańczące niedźwiedzie,
wydanie II (uzupełnione), Agora, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Ostatnio rząd wpadł na pomysł, żeby policja skarbowa mogła zaglądać ludziom do toreb i jeśli mają zakupy — pytać o paragon. Gdyby nie mieli, karę dostaną i oni, i sprzedawca.

*

Kosowianie o swoich braciach Albańczykach mówią nieco pogardliwie: elita w dziurawych butach.
     Albańczycy mówią o Kosowianach, że to cwaniacy i dorobkiewicze.
     Kosowianie uważają się za bogatszych. Albańczycy — za mądrzejszych
.

*

Julia: — Do mojego ojca przyjechali bracia zza Uralu. Napili się, wódka się skończyła, to oni za kluczyki i do samochodu. Ojciec się w drzwiach położył. „Po moim trupie, jeszcze kogoś zabijecie!”. W Estonii jazda po kielichu to bardzo ciężkie przestępstwo. Bracia popatrzyli na ojca. „Ty już nie jesteś Ruski. Ty już nie jesteś naszym bratem”.

*

     — To dobra praca?
     — Ciężka. Trzcinę tnie się maczetami. Dziesięć godzin dziennie muszę machać maczetą, z krótką przerwą na największy upał.
     — Ile zarabiasz?
     — Dziesięć dolarów. Miesięcznie
.

*

Nikt nie odpowiedział za piekło, które nam tu urządzono.
     To fakt. Komunistów, którzy zamordowali w Albanii kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a kolejnym tysiącom urządzali obozy reedukacyjne, nigdy nie rozliczono
.

*

     — Co myśli Memed o Serbach w Kosowie?
     — Potrafi odróżnić zbrodniarzy od zwykłych ludzi. Wojny nie są między narodami. Są między zbrodniarzami z jednej i drugiej strony. On to rozumie. Po deklaracji niepodległości widział, że jestem nie w sosie. Powiedział mi: Tatiana, my jesteśmy tylko pionkami na szachownicy. Grają Amerykanie z Ruskimi. To przypadek, że ty jesteś czarnym pionkiem, a ja białym
.

*

     — I uda się?
     — Uda się — świetnie. A nie uda się — zrobimy coś innego
.

(tamże)

sobota, 16 czerwca 2018

We wtorek, gdy zbieraliśmy się na sor, Sadownik zaproponował wzięcie książki. Odmówiłam. Mój umysł odmówił nie tylko czytania, ale również wycieczki na sor — został w ulu, a w zasadzie chyba gdzieś polazł, bo wrócił dopiero w piątek wieczorem i zaproponował: skończmy tę książkę, malutko nam zostało.

Skończyłam. To przypowieść o wewnętrznym narcystycznym świrze godnym XXI wieku. Świrze, z którego można wyjść tylko poprzez gruntowne wycofanie i zwykłe codzienne czynności, których większość domowników nawet nie zauważy. Ładna metafora, choć męcząca chwilami. Jednego tej książce nie można odmówić — choć chce się ją rzucić w cholerę nieraz, to ciekawość jak-to-się-skończy pcha człowieka na kolejną stronę, choć język lub scena brzydzą ciut swym dnem. W ten sposób na promocyjnym stosiku została mi już tylko jedna książka.

A nie ma większej wolności niż ta spowodowana brakiem strachu.

*

Milczenie […] jest przepełnione głosami.

*

Tak właśnie rozświetliło mi umysł i ujrzałem, że w końcu każda myśl zajmuje w nim swoje, właściwe jej miejsce.
     — To brzmi jak doświadczenie mistyczne — stwierdził Gabilondo wciąż ironicznym tonem, który Damián zignorował.
     — Może pan to nazwać, jak chce. Najważniejsze, co wtedy właśnie zrozumiałem, że, poza wszelkimi wątpliwościami, znajduję się na swoim miejscu
.

*

     — Dotarłeś już.
     — Dokąd? — zapytał.
     — Tam, gdzie szedłeś — odpowiedział głos.
     I to było wszystko
.

*

Podobnie jak hałas, woda zawsze szuka najprostszej drogi, która wcale nie musi być logiczna.

Juan José Millás, Z cienia, przeł. Karolina Jaszecka,
Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 11 czerwca 2018

Tak sobie myślę, że ilość książek,
które na mnie czekają,
zapowiada jednak długie życie ;)

Kaan

Jabłoń:
(autoryzację na upublicznienie powyższego otrzymała)

niedziela, 10 czerwca 2018

Tam, gdzie mamy rację,
nigdy nie wyrosną
wiosenne kwiaty.

Tam, gdzie mamy rację,
ziemia jest twarda i udeptana
jak na podwórzu
.

// Jehuda Amichaj spotkany w pierwszej refleksji Oza.

*

porwał mnie ten wiersz w czwartek. pod ręką chciałam go mieć. zakotwiczyć chciałam uczucie, wrażenie, mądrość. czym? drzwi do tego uczucia znaleźć. co nimi jest? czekałam na odpowiedź. w końcu wiedziałam: akwarela. akwarela z kwiatami! znalazłam.

wpis. wpis bez tytułu. bez. i nagle znalazł mnie i tytuł wpisu (kwiatowy!).

*

tam, gdzie… nigdy nie będziesz cieszył się upragnionym w towarzystwie upragnionych.

Mariusz Gosławski, Wiśnie, 2015.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...