Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: ibukologia stosowana

czwartek, 21 lutego 2019

Każdy wybiera swoją drogę, ważne, żeby się nie poddać — przeczytałam — ładne! Od kilku dni włóczyłam się po pięciu książkach — każdy z pięciu różnych kawałków mnie czytał inną. Niby wróciłam już do siebie, prawie już tak, ale też jakoś nie do końca. Rzuciłam wszystkie pięć.

Dopadła mnie wczoraj w takim wróconym–niewróconym stanie ta książka, w dniu swojej premiery (nie zakładajcie konta na instagramie, nie obserwujcie ulubionych wydawnictw, jeśli nie chcecie, by tak się to kończyło). Wieczór, ranek i przeczytane. Ta książka pomogła ułożyć się tej części mnie, która wróciła ze szpitala z tą, która stała na progu domu od prawie dwóch tygodni i nie mogła wejść. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Od jednego marzenia się zaczyna — przeczytałam — i już. Śmiertelna powaga sytuacji spuściła z tonu.

Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy uznałam siebie za chorą, inną, a przy tym ani na sekundę nie odebrałam sobie praw do dokładnie tego samego co wcześniej. Dokładnie tego samego. Ani mniej, ani więcej.

*

Zależy ci tylko na tym, żeby nie zaliczyć się do chorych, słabszych, bo wtedy sobie odpuścisz i będziesz chciała, żeby i tobie odpuszczono. A przecież to się dzieje naprawdę, jesteś już inna, nie jesteś zdrowa, nie jesteś już tak zwyczajnie neutralna. I o to rozgrywa się walka, o bycie między odpuszczeniem a niedopuszczeniem.

*

A czy Wy umiecie być chorymi? Dostrzec słabość swojego ciała bez wartościowania tego stanu rzeczy, bez ucieczki w winę, karę i wstyd? I czy umiecie uznać chorobę innego, również bez zasłon dymnych z metafor?

*

Ale zanim się sobie pójdzie, myśli się, że każdy moment jest tak samo dobry na wszystko, a między „jeszcze nie teraz” a „już teraz” nie ma żadnej różnicy.

*

Mam ciało czy jestem ciałem? Jedność pojawia się w momencie bólu.

*

W tej jednej chwili wydarza się milion innych alternatywnych chwil, których nie wybrałam, które nie wybrały mnie.

*

Pierwsza zasada, jaka pojawiła się w mojej głowie zaraz po diagnozie: jakość, a nie długość życia. Pielęgnuję tę zasadę jak dziką roślinę uprawianą w domowych warunkach.

Autorka, fot. Karolina Sekuła, źródło.

W naszej cielesnej, mięsnej samotności nikt nie jest w stanie nam pomóc, jako ciało zawsze jesteśmy tylko i wyłącznie rozpaczliwie sami. Ta samotność dotyczy nas wszystkich, osoba chora doświadcza jej jednak dużo częściej.

*

Pragnę uznać siebie i świat. Uszanować to, co jest, i wyzwolić się z presji poszukiwań. Zmieniać, jeśli trzeba, ale tylko jeśli będę chciała.

*

I czuję, że znowu się zapomniałam. Że jeszcze może być pięknie.
     […] I jestem wtedy kimś mniej, niż mogłabym być. Gubię się, odpuszczam, zaczynam wierzyć w to, że „inaczej nie będzie”. Zniechęcona lub po prostu ukołysana do snu starym i już nieaktualnym poczuciem, że przecież robię rzeczy pożyteczne dla własnego przetrwania.

*

Sęk w tym, że jest tyle modeli życia, ile osób, podobnie jak nie ma lepszego i gorszego modelu chorowania. Mówi się, że z osobą chorą choruje całe jej otoczenie. Zgadzam się, jedno wpływa na drugie. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni — ja za to, jak Wy czujecie się przy mnie; Wy za to, jak ja czuję się wśród Was w chorobie.

*

[…] chcę być ciałem, które wie, że minie, ale wie też, że jest, i czerpie z tego bycia największą z możliwych rozkoszy.

*

[…] przyjemność jest po prostu przyjemna — i tyle.

*

[A.Ż.] Można więc powiedzieć, że marzenia przedłużają życie. A jednocześnie, że nie ma żadnej reguły, jak więc żyć, Pani Doktor?
     [ Małgorzata Chudzik] Hmm… mogę tylko powiedzieć, że życie jest piękne, ale zawsze za krótkie. Nie wolno swoich planów odraczać w nieskończoność, bo można ich nigdy nie zrealizować. A przy tym dostosowujmy je do swoich możliwości. Nie katujmy się tym, że coś musimy, że coś powinniśmy. Róbmy to, czego chcemy. Teraz.

*

[A.Ż.] Odmawiają sobie nawet zwykłego chcenia?
     [Katarzyna Grębecka-Romanowska] Boją się, że to jest nierealne. Jest to też lęk związany ze śmiercią. Że to się może nie udać. Jeżeli marzę, to ryzykuję, że nic z tego nie wyjdzie, więc lepiej nie marzyć. To dość logiczne, jednak wtedy odbieramy sobie wszelkie możliwości. A ja myślę, że marzenia i przyjemności bardzo napędzają pozytywną energię, która z kolei może uruchomić siły wspomagające leczenie.
     Czyli spełnianie pragnień może mieć wymiar terapeutyczny?
     Tak, jak najbardziej tak.
     Dla mnie to oczywiste. Spełnianie pragnień i realizowanie marzeń nakręca mnie do życia
.

*

Siedzą na krzesłach w ciszy, z własnymi myślami, pogrążeni w strachu przed tym, co zaraz usłyszą, i w lęku przed tym, czego nikt im nigdy nie powie. Poddani, pokorni, przepełnieni narzuconą sobie cierpliwością. Anielską wprost.

Aneta Żukowska, Mięcho,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)


sobota, 16 lutego 2019

Bukowski powiedziałby o Nim z dumą: jebaka. Ja miałabym wówczas do wyboru, żachnąć się na użyte słowo, jakbym nigdy nie czytała Bukowskiego (“mind your words, Mr Bukowski!”) lub uściślić z dumą: panie Bukowski, jeśli już, to wrażliwy jebaka.

Panie Bukowski, mężczyźni nigdy
nie przestaną mnie zadziwiać.

Ich domy też nie.
Dusze Ich domów tym bardziej.

ciało opina kości
do środka
dają mózg i
czasem duszę

[…]
ciało szuka
czegoś więcej niż
ciało
.

*

uratowała mnie
przed wszystkim czego tu
nie ma
.

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2003.

piątek, 15 lutego 2019

Przyszła do mnie w zeszłym tygodniu w szpitalu. Zatrzymała przy sobie słowami z opisu: kiedy chcesz zmienić czyjeś życie, zmieniasz swoje, a kiedy prosisz o pomoc innych, sam im pomagasz. Ostatnich osiem słów przykuło mnie do niej. Na szczęście, odkryłam to po powrocie do domu, książka była w ibuku, więc zrobiłam tylko klik, klik, klik.

To powieść, ale i dziecinnie prosta konstrucja dla całkiem dorosłego dziecka w nas. To właśnie ono popędza: no citaj! Wstajesz wcześniej, nie przeszkadza ci okienko w harmonogramie dnia, nie masz problemu, że trzeba poczekać — citasz.

Można powiedzieć krótko: infantylnie opowiedziany banał z kilkoma realistycznymi (bardzo) scenami, sportretowanych kilka mechanizmów społecznych, w które z lubością (zbyt często) ludzie dają się wkręcać. To też prawda, ale.

Ten moment, najpiękniejszy, gdy chcesz już rzucić tę książkę w kąt, bo zrobiło się w niej zbyt tłumnie i nie możesz już dalej z tymi kreaturami, ale nie rzucasz, bo trzyma cię nadzieja, że bohater porzuci ten tłum, nim ty to zrobisz, tracąc zainteresowanie opowieścią.

     — Nie mam na myśli niczego religijnego. Myślę o ufności w coś, czego się nie zna, i o dążeniu do tego. O wierze, że można coś zmienić.

*

Prawda jest taka — tutaj włożył palec do ucha — że wszyscy mamy przeszłość. Wszyscy mamy coś, co chcieliśmy zrobić lub czego nie zrobiliśmy. Życzę panu powodzenia.

*

Początek może się zdarzyć więcej niż raz i na różne sposoby. Można pomyśleć, że zaczęło się coś od nowa, gdy tak naprawdę kontynuuje się to, co robiło się wcześniej. Stawił czoło swym słabościom i pokonał je, a więc prawdziwa wyprawa zaczęła się dopiero teraz.

[…] bezbronność ludzi, a także ich samotność, napełniały go podziwem i czułością. Świat składa się z ludzi, którzy robią krok za krokiem, a życie może wydawać się zwyczajne tylko dlatego, że ktoś tak żył przez długi czas. Harold nie mógł już przejść obok nieznajomego, nie uznając prawdy, że każdy był taki sam, a jednocześnie wyjątkowy, i że taki jest paradoks ludzkiej natury.
     Szedł tak pewnie, jakby przez całe życie czekał, by wstać z krzesła
.

*

Jeśli nie będę komplikował sobie życia, wiem, że dam radę tam dojść.

*

Aby mu się powiodło, musi pozostać wierny uczuciu, które zainspirowało go na samym początku. Nie miało znaczenia, że inni ludzie zrobiliby to inaczej, w rzeczywistości było to nieuniknione.

*

Bardzo pragnął jej dotknąć, a jednocześnie trząsł się ze strachu.

*

Jak o tym wszystkim opowiedzieć? Tu chodziło o całe życie. Mógł próbować szukać słów, ale nigdy nie będą one miały takiego samego znaczenia dla niej, jak miały dla niego.

*

Wstałeś i zrobiłeś coś. Ale jeśli próba znalezienia drogi, gdy nawet nie wiesz, czy możesz się tam dostać, nie jest małym cudem, to co nim jest?

*

[…] przez krótką wspaniałą chwilę piękno napełniło Maureen uczuciem, które wydawało się jej radością. Pomyślała, że jeśli nie potrafimy otworzyć się na to, czego nie znamy, to naprawdę nie ma już dla nas nadziei.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 14 lutego 2019

uciekła od faceta z fejsbukiem w dłoni.
zignorowała gościa z przekleństwem w ustach.
ominęła życie, które przestała rozumieć.

w modlitwie własnej samotności i ciszy czekała na
impuls. przyszedł. uśmiechnęła się. mogła wrócić.

wysyć wszystkie kolory miłości.

Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego uważam, że mogę tam dojść, nawet jeśli wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Ale ja to zrobię. Nawet wtedy, gdy duża część mnie mówi, że powinienem zrezygnować, nie mogę tego zrobić. Nawet kiedy nie chce mi się iść dalej, nadal to robię.

*

To było tak, jakby chciał wytańczyć z siebie coś, co było w nim zamknięte. Nigdy nie widziała czegoś podobnego […]. Może poczuł, że mu się przygląda, nawet w tej ciemnej, pulsującej sali, ponieważ nagle się zatrzymał i napotkał jej wzrok. Nadal tańczył, a ona patrzyła. Zamurowało ją. Poruszyła ją jego dzika energia, wszystko to, czym był.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

*

Leszek Możdżer, muz. Daniel Bloom, Lasting.

wtorek, 12 lutego 2019

Bukowski Bukowskim. Naznaczony swoją płcią nawet nie otarł się o kobiecość, choć myślał pewnie, że zdarzyło mu się to miliony razy. I właśnie dlatego wiersze wierszami, ale to w tej książce znikałam szpitalnymi nocami.

Chodziła za mną latami, pojawiając się znienacka to tu, to tam. Argument miała mocny: czeski kawałek literatury. Lubię czeskie filmy, lubię czeskie książki, ostatnio uwielbiam jednego czeskiego neurologa. Wyjścia jakby nie było.

Dawno nie czytałam tak wspaniałej powieści — na początku toczy się wolno (prawie pożałujesz, że się za nią wzięłaś), potem nabiera tempa, ciarki są, przyspiesza, do ostatniej sceny dobiegasz, a potem już jesteś tylko ze sobą, w zamyśleniu, poruszeniu wewnętrznym i zadumie. I czekasz już tylko na siebie.

Ja wciąż czekam.

Mam ciarki ze strachu… Nic nie jest takie, jak wcześniej, bo ona nie jest taka, jak wcześniej.

*

Bo tak, jak jest teraz, wcale być nie musi.

*

Wciąż natykam się na kolejne kawałki układanki. Ale nie mają sensu, nie łączą się w całość. A ja nie mogę tak dalej, mam tego dość. Nie chcę już przypadkowo trafiać na strzępki informacji, chcę w końcu połączyć je ze sobą, posklejać tę kupkę skorup, przyjrzeć się temu i poczuć ulgę.

*

Nauka kończy się tam, gdzie zaczyna się  j a.

*

Wszystko się toczy tak, jak żeś chciała, swoim tempem… Ino pamiętaj, życia nie da się zaplanować, uporządkować, co do dnia, co do tygodnia, tak samo, bez przerwy. Żyjesz, jakbyś już martwa była. Tak nie można, nie można.

*

Za murami obronnymi ładu i namacalnych, jednoznacznych spraw czuła coś jeszcze. Coś, co tliło się poza granicami niezaprzeczalnie logicznego świata.

*

[…] coś w niej pękło i zaczęło wibrować, nie była pewna, czy to uczucie przerodzi się w płacz, czy w rozpaczliwy wrzask.

*

 […] sama wisz, że tak to już jest z wróżbami, trzeba ich po prostu wysłuchać, boć sens otwiera się pomału, stopniowo, tak jak kwiat, aż się cały rozwinie, a i to zależy od tego, czy człowiek umi dobrze przyglądać się światu. I jak bardzo chce dotrzeć do celu.

*

Nagle się przestraszyła. Nie wiedziała dokładnie czego, nie wiedziała, z jakiego powodu, wiedziała tylko, że narodziło się w niej coś nowego, coś, czego już nie stłumi i co nie pozwoli jej żyć, jak dotąd żyła.

*

[…] wstaje, podchodzi i obejmuje ją od tyłu. Dora czuła jej przesycony wypalanką gorący oddech na swoim karku. Zamknęła oczy i skuliła się, jakby chcąc utonąć w rozłożystych ramionach Janigeny. Właśnie tego potrzebowała. Czyjegoś zaangażowania. Nie chciała już zawsze polegać tylko na sobie.

*

Nagle nie stał już przed nią człowiek, który bezczelnie nadużywał swojej pozycji w społeczności niewykształconych górali, ale samotny, niespełniony mężczyzna, niemający odwagi wziąć losu we własne ręce i żyć według własnych przekonań.

Kateřina Tučková, Boginie z Žítkovej, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2014.


poniedziałek, 11 lutego 2019

Jakiś kawałek mnie zawsze pojawia się tam dużo wcześniej, nim fizycznie dostarczymy tam mój pesel i moją osobę. Jakiś kawałek mnie nigdy tam ze mną nie idzie. Choć fizycznie jestem tu od piątku wieczorem, jakaś część mnie nie wróciła jeszcze do domu. Czekam na nią — bez niej jest bardzo ciężko.

Panie Bukowski, byłeś tam ze mną. I złościłeś mnie troszkę, że wiele wierszy znałam z innego tomiku. Jednak im dalej w las, tym łatwiej było mi to panu wybaczyć.

nie bój się odmawiać, stary,
wiele razy
mi odmawiano
.

*

faktem jest
że powiedzenia domaga się
bardzo niewiele
.

*

co do van Gogha, Mozarta, Dostojewskiego etc.
to nie sądzę żeby wybrali swój ból i cierpienie
lub żeby mieli na nie ochotę
.

*

mamy tyle szczęścia
ile nam potrzeba

*

nie umiem znosić przeciwności ale muszę.
tak już mam,
grzęznę
.

*

w samym środku tego wszystkiego i kiedy zapyta:
mój boże, co tu się stało?
odpowiesz: nie wiem,
naprawdę nie wiem

*

wszyscy jesteśmy schwytani na zawsze w
tę samą pułapkę

*

życie może się zmienić w ułamku
sekundy
ale czasem może to zająć
70
lat
.

*

ona chciała tylko i potrzebowała
czego chce i potrzebuje większość ludzi:
szansy
.

*

to wymaga sporego wysiłku
i wielu lat żeby stać się cholernie dobrym
w czymkolwiek
nawet w byciu pijakiem,
i jeszcze jedno
jak dotąd
wśród tych młodych zreformowanych pijaków nie spotkałem
                                               żadnego
który stał się choć trochę lepszy
na trzeźwo
.

*

wszystko jak na dłoni

w słońcu i w deszczu i w mroku

psy suną szybko chodnikiem

patrz na nie patrz patrz patrz
okiem i sercem

kiedy psy suną szybko chodnikiem

wiedząc coś czego my nigdy nie pojmiemy
.

*

ale wiedziałem, że musi gdzieś być.
i wtedy się
zgubiłem
.

*

mamy wszystko i nie mamy nic

*

i zastanawiałem się kiedy i gdzie
zdołam odpocząć i
dopasować się
.

*

czasem gdy przebywasz w piekle
i ten pobyt się przedłuża
robisz się trochę narwany
a kiedy jesteś zmęczony ponad wszelkie
zmęczenie
czasem opanowuje cię jakieś
wariactwo
.

*

z wyjątkiem bogów
każdy się stara jak może
.

Charles Bukowski, Noce waniliowych myszy,
przeł. Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Piotr Madej,
Marcin Baran i Dobrosław Rodziewicz,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 03 lutego 2019

Panie Bukowski, rano było rano. Pakując się, zdecydowałam, że listonosz nie idzie ze mną planowo do szpitala. Twoje wiersze — te, które pokazał mi Smoku — idą, a listonosz nie. Trzeba było z nim skończyć dziś.

Rano było rano, a ja wciąż żyłem.
     Może napiszę powieść — pomyślałem.
     A potem to zrobiłem
.

Panie Bukowski, dobrze, że pan to zrobił nieraz. Pierwszy kawałek pana prozy za mną — umiem już pana czytać. Klucz, według którego bardzo ostrożnie wybierałam tytuł (miłość do pana literek młodziutka), był dość prosty.

Po pierwsze, Listonosza pożyczyłam od Gepardzicy i Smoku, a w zasadzie od Smoku przez Gepardzicę, jakieś dwa lata temu — pamiętam, że było ciepło. Pożyczyłam na tyle dawno, że Smoku uzupełnił swój „papierzowy” zbiór o nowe wydanie — widziałam (!), panie Bukowski, całą półkę, na której pan stoi.

Po drugie, uciekłam się do następującej sztuczki. Uwielbiam pana wiersze, już pan to wie… gdy pierwsze rozdziały Listonosza połamać na wersy i strofy… są to wspaniałe wiersze… wie pan o tym?

I tu zaczyna się znana opowieść o tym, jak kobiety zwalają się człowiekowi na kark. Myśli, że ma trochę wytchnienia, aż tu patrzy i zjawia się kolejna.

*

Było to jedno z moich najlepszych przeżyć w łóżku. Słyszałem szum wody, słyszałem wędrujące fale. Miałem wrażenie, że niesie mnie ocean, że to się nigdy nie skończy. Potem zsunąłem się na bok.
     — O Jezu Chryste — jęknąłem. — Jezu Chryste!
     Nie mam pojęcia, jakim cudem Jezus Chrystus zawsze wdawał się w takie sprawy
.

*

     — Słuchaj, chłopcze. Może zrezygnujesz z tej roboty? Idź do siebie i pisz. Popracuj nad tym.
     — TO MOŻE ZROBIĆ TAKI GOŚĆ JAK TY — odparł — BO MASZ WYGLĄD PIJACZYNY. LUDZIE BĘDĄ CIĘ ZATRUDNIAĆ, PONIEWAŻ MYŚLĄ, ŻE NIGDZIE INDZIEJ NIE DOSTANIESZ PRACY I ZOSTANIESZ U NICH. MNIE NIE ZATRUDNIĄ, BO PATRZĄC NA MNIE, DOSTRZEGAJĄ MOJĄ INTELIGENCJĘ I MYŚLĄ: NO CÓŻ, TAKI INTELIGENTNY CZŁOWIEK JAK ON NIE ZOSTANIE U NAS, WIĘC NIE MA SENSU GO ZATRUDNIAĆ.
     — Mimo to radzę ci, idź do siebie i pisz.
     — ALE JA MUSZĘ MIEĆ ZAPEWNIONY BYT!
     — Dobrze, że inni nie myśleli w ten sposób. Dobrze, że van Gogh tak nie myślał.
     — BRAT KUPOWAŁ MU FARBY! — odparł chłopak
.

*

     — Bracia i siostry! — mówiłem.
     — Bracie Hank!
     — Cześć, bracie Hank!
     Toczyliśmy ze sobą grę, grę czarnych z białymi, a oni lubili w niej uczestniczyć. Boyer podchodził do mnie, dotykał mojej ręki i mówił:
     — Człowieku, gdybym miał twoją karnację, byłbym milionerem!
     — Na pewno, Boyer. Tylko tego ci trzeba: białej skóry
.

*

     — O cholera — odparłem. — Mogę mu załatwić pracę.
     — Gdzie? Jak?
     — Przyjmują do pracy na poczcie, we wszystkich działach. Nieźle płacą.
     — NA POCZCIE! ROBBY JEST ZBYT WRAŻLIWY, BY PRACOWAĆ NA POCZCIE!
     — Przepraszam, myślałem, że warto spróbować. Dobranoc
.

*

     — Jak mogę pracować w nocy przez dwanaście godzin, wyspać się, umyć, zjeść, dojechać i wrócić z pracy, odebrać pranie, zapłacić czynsz i za gaz, zmienić opony, załatwić wszystkie te drobne sprawy i jeszcze uczyć się do egzaminu? — zapytałem jednego z instruktorów w sali ćwiczeń.
     — Zrezygnuj ze snu — poradził.
     Spojrzałem na niego. Nie robił sobie jaj. Ten cholerny głupiec mówił zupełnie poważnie
.

*

     — Co facet taki jak ty robi w takim miejscu?
     — Wszystkie dziewczyny zadają mi to pytanie.
     — To naprawdę szczurza nora.
     — Nie pozwala mi zadzierać nosa
.

*

     — Historia jest po naszej stronie, dziecinko. Nie możemy być w błędzie!

*

Postawiłem klatkę na ziemi, otworzyłem drzwiczki i usiadłem na schodach.
     Ptaki spojrzały na drzwi klatki. Nie mogły tego zrozumieć, i mogły zarazem. Czułem, jak ich ptasie móżdżki próbują zaskoczyć. W klatce miały jedzenie i wodę, ale czym była ta otwarta przestrzeń
?
     Zielono-żółta papużka pierwsza ruszyła w nieznane. […]
     Potem nadeszła kolej na tę czerwoną z zieloną piersią. Wyglądała na o wiele bardziej niezdecydowaną. Nerwowo chodziła po dnie klatki. Piekielnie trudna decyzja. Muszą je podejmować ludzie, ptaki, wszystkie istoty. Ciężka sprawa.

Charles Bukowski, Listonosz,
przeł. Marek Fedyszak, wydanie czwarte,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


     — Dlaczego nie możesz się uczyć?
     — Właśnie dlatego tu przyszedłem. Żeby pana o to zapytać. Pewnie jestem stuknięty, ale wszystkie te ulice przecinają się w różnych miejscach. Proszę spojrzeć.
     I wręczałem mu schemat podziału na sześciu zszytych u góry kartkach, zapisanych z obu stron drobnym drukiem.
     Psychiatra przerzucał kartki.
     — I masz to wszystko zapamiętać?
     — Tak, doktorze.
     — Cóż, mój chłopcze — rzekł, oddając kartki — nie zwariowałeś, nie chcąc uczyć się tego. Byłbym raczej skłonny uznać, że zwariowałeś, gdybyś chciał się tego nauczyć. Należy się dwadzieścia pięć dolarów.
    Tak więc dalszej psychoanalizie poddałem się sam i zachowałem forsę dla siebie
.

*

No cóż, wziąłem schemat podziału na rejony i skojarzyłem wszystko z seksem i wiekiem. […]
     Jestem pewien, że egzaminatorzy nie wpuściliby mnie do tej szklanej klatki, gdyby wiedzieli, o czym myślę, patrząc na otrzymane karty. Wszystkie wyglądały dla mnie jak starzy znajomi.
     Mimo to w paru orgiach coś poplątałem. Za pierwszym razem trafiłem dziewięćdziesiąt cztery razy.
     Dziesięć dni później, gdy tam wróciłem, dokładnie wiedziałem, kto komu co robi.
     W ciągu pięciu minut rozdzieliłem bezbłędnie sto procent kart.
     I dostałem list gratulacyjny od Naczelnika Poczty Miejskiej
.

(tamże)

piątek, 01 lutego 2019

Przyszła do mnie, gdy jakiś czas temu krążyłam myślami wokół prezentu, który miałam wybrać dla mądrej, wrażliwej osoby, której ulubionym (według mnie) pytaniem jest: kim jestem? Nie znam trudniejszego pytania, więc i wybór prezentu nie należał do najłatwiejszych.

Przyszła do mnie, uruchamiając pełen wachlarz negatywnych wrażeń: słodko-pierdząca okładka, słodko-pierdzący tytuł, uwłaczająca godności ludzkiej nazwa wydawnictwa, które, jak się potem okazało, niewprawione jest jeszcze w składaniu karty redakcyjnej książki.

Przyszła i mizdrzyła się do mnie nieprzyzwoicie niską ceną ibuka. Postanowiłam zaryzykować, by sprawdzić, czy warto zainwestować w papier, czy książka ta ma rzeczywiście moc kontaktowania nas z naszym najgłębszym „ja” (jakkolwiek je pojmujemy). Według mnie ma. A gdy dotarłam do miejsca, w którym pojawia się para w Paryżu, nie miałam wątpliwości — to jest ten prezent, którego szukałam.

Prezent wręczony. Mogę zająknąć się na temat tej książki. Pal sześć okładkę, tytuł… Najbardziej w niej cenię cytaty i pytania. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy.

 

To podróż, w którą musiałam wyruszyć sama.

*

Nasze plany mogą lec w gruzach. Niektóre są ważniejsze niż nasze. Mogą nie zostać zrealizowane w odpowiednim czasie, za to liczy się praca wykonana przez nas oraz przez tych, którzy po nas nadejdą.
     Nie przejmuj się własnymi problemami. Nie miałbyś ich, gdybyś ich nie potrzebował
.

*

Masz więcej siły na pokonanie przeszkód
niż przeszkód do pokonania
.

Paramahansa Yogananda
(1893–1952)

*

[…] nauczyłam się też, że gdy staję ze swoim lękiem twarzą w twarz, to lęk znika, a ja rosnę w siłę.

*

Są dwie drogi, aby przeżyć życie.
Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem.
Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.
Albert Einstein
(1879–1955)

*

Bóg zaczyna się tam, gdzie ustaje ruch.

*

Kto otwiera na ciebie swoje serce i obdarza miłością, a przed kim ty otwierasz swoje?

*

Jakie umiejętności mógłbyś zaoferować jako wolontariusz w kraju, w którym nie znasz języka?

*

Czy świat się o nas troszczy i daje nadzieję?

*

Gdybyś mógł zmienić wszystkie negatywne myśli, to które by to były i na jakie byś je zamienił?

*

Budząc się rano, pomyśl, jaki to wspaniały skarb
żyć, oddychać i móc się radować
.

Marek Aureliusz
(121–180)

*

Jeśli znajdziesz chociaż pięć, dziesięć lub dwadzieścia minut, żeby usiąść w ciszy, z dala od zgiełku, i poprosisz Wszechświat o wskazanie drogi, On to uczyni. Uważaj tylko, o co prosisz, ponieważ możesz to dostać. To pewnik kwantowy.

*

Postępy pojawiają się dzięki cierpliwości i podejmowaniu prób. […] Wszystkie odpowiedzi znajdują się w tobie. Musisz jednak chcieć zrobić pierwszy krok.

*

Czasami nasz wewnętrzny ogień gaśnie
i zostaje na nowo wzniecony przez iskrę

innej osoby. Wszyscy mamy powody,
by żywić głęboką wdzięczność wobec tych,
którzy zapalili w nas płomień
.

Albert Schweitzer
(1875–1965)

*

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, czego naprawdę pragniesz.

*

Najcenniejsza jest ta siła, która
pozwala ci podnieść się po stracie
.
Kyō Shirodaira

*

Dowiesz się, jak daleko zaszłaś, dopiero gdy spojrzysz w tył i zobaczysz, gdzie zaczynałaś.

*

Wszyscy potrzebujemy kogoś do pomocy w spełnianiu naszych marzeń.

*

Dokończ zdanie: Dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy, ponieważ

Roxana Bowgen, Współczesna bogini. Jak wiara w siebie
może zmienić wszystko
, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 29 stycznia 2019

Jessoo, nieprzyzwoicie błyskotliwy, do bólu spostrzegawczy i… szczególarz w kwestiach rzeczy, uczuć i wewnętrznych stanów — tyle mam o panu do powiedzenia.

Panie Bukowski, byłam wyśmienicie uparta, by się na panu nie poznać — zatrzymać się na pana dorodnej mizoginii i powiedzieć: pierdolę, tego się nie da czytać. Jeśli mam być szczera, właśnie tak zrobiłam z pana prozą. Ale zdążyłam zakochać się w pana wierszach na czterdzieści kilka dnia przed dwudziestą piątą rocznicą pana śmierci. Już prawie ćwierć wieku pisze pan wiersze gdzie indziej…

Za rok będzie setna rocznica pańskich urodzin. Dam panu znać, jak mi idzie z literkami, które pan zostawił na tym świecie. Na pewno wie pan, że Smoku ma wszystkie pana ziemskie literki i to w „papierzu”. Pan doceni, bo ja pana w „papierzu” nie chcę, nie zamierzam i mowy nie ma.

chwilami miewam wrażenie, że tylko niepełnosprawni
i obłąkani lubią czytać moje książki —
ci, co nie całkiem rozumieją
Chaucera
.

Skąd pan to wiedział? Na przykład o mnie? Wszystko się zgadza. W ostatniej kwestii: nie tylko nie rozumiem Chaucera wcale, ja go nie znoszę — zaliczyłam na studiach literaturę i starczy.

jeżeli samo nie wyrywa się z ciebie
na przekór wszystkiemu,
nie rób tego.
póki nie wyłania się nieproszone z twojego
serca, umysłu, ust
i bebechów,
nie rób tego
.
[…]

kiedy naprawdę przyjdzie pora
i jeśli zostałeś wybrany,
zrobi się
samo i odtąd już będzie się robiło
póki nie skonasz ty albo ono w
tobie.

innej drogi nie ma.

i nigdy nie było
.

*

robi się tak: zgarniasz wszystko, z czym ci się pofarci, i udajesz,
że wiesz więcej niż kiedykolwiek
będziesz wiedział

no nie
?

*

wracam chodnikiem
do siebie

uważając
żeby nie nadepnąć
na rysę
.

*

w miarę jak gra się toczy, powinieneś
starać się wypowiadać coraz wyraźniej
to, w co szczerze
wierzysz
nawet jeśli to, w co szczerze
wierzysz
okaże się
pomyłką
.

*

dziwne, nie?
jakim cudem dwoje tak różnych ludzi może
mieszkać pod jednym
dachem


ot
tak
.

*

[Hemingway, van Gogh, Chatterton, Fitzgerald,
Mozart, Beethoven, Tołstoj, D.H. Lawrence, Sokrates,
Nietzsche, Dostojewski, Czajkowski, Huxley, Brahms]
ale wszyscy ci ludzie
— dawniej i teraz — tworzyli i tworzą
nowe światy dla
reszty z nas
mimo ognia i mimo lodu
mimo
wrogości rządów
mimo wrodzonej nieufności mas
tylko po to, żeby umierać
pojedynczo
i zazwyczaj
w osamotnieniu.

należy ich podziwiać
za odwagę
za cały ten trud
za to, co w nich najlepsze i 
najgorsze.

niezła banda!
to z nich bije światło!
to z nich bije radość
!

*

niejeden potrzebuje całego życia, żeby nauczyć się
reagować w pewnych krytycznych sytuacjach.
warto poczekać, aż pojawi się dojrzałość
i pewność siebie.
spróbuj kiedyś, to zobaczysz, jak rozkosznie jest czuć
w sobie moc i
życie
.

*

coś namalować, napisać i tak dalej,
jak tylko zainstaluje lepsze
oświetlenie,
przeprowadzi się do nowego
miasta, wróci z dawno zaplanowanej
podróży
albo jak tylko...

prosta sprawa: oni wcale nie chcą
wziąć się do roboty
albo nie mogą,
bo gdyby chcieli i mogli, czuliby palący
świąd z piekła rodem
którego nie zdołaliby zignorować
i zamiast „jak tylko”
szybko powiedzieliby
teraz
.

*

stworzono nas, żeby udawały nam się rzeczy
łatwe
i żebyśmy potrafili jakoś jednak przeżyć te
trudniejsze
.

*

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam.
raz po raz będziesz lądował
w prawie niemożliwych
sytuacjach
.
[…]

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
a wart jesteś uratowania
.
niełatwo będzie zwyciężyć w tej wojnie
ale jeśli w ogóle coś warto wygrać
to właśnie ją.

pomyśl nad tym
.
[…]

tylko sam możesz się uratować.

zrób to! zrób!

a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym
mówię
.

*

człowiek musi zatoczyć koło,
w końcu wrócić tam, gdzie
był przedtem
.

czasem chwilę to
trwa.
a czasem może w ogóle nie da się
zrobić
.

Charles Bukowski, Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę,
przeł. Michał Kłobukowski,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 27 stycznia 2019

Tam. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, przeczytałam ulotkę do podawanego mi leku. Wśród skutków ubocznych największe wrażenie zrobiła na mnie cukrzyca posterydowa — uderz w stół, a nożyce przydzwonią w kubeczek herbaty słodzony prawie czterema łyżeczkami cukru. Jeszcze w szpitalu postanowiłam: wracam do domu i nie słodzę w ogóle.

Tak zrobiłam. I zdziwiłam się ogromnie, gdy po trzech dniach niesłodzenia zaczęły do mnie wracać… smaki. Decyzja podjęta ze strachu przemieniła się w świadomą decyzję eliminacji cukru, ale nie słodyczy z owoców, warzyw, radości i miłości.

I wtedy przyszła do mnie ta książka. Nie przekonała mnie wyjętym z brukowca tytułem; klik, klik, przeczytałam podczytnik i fragment, nim zrobiłam kolejne klik, klik, by mieć ją na swoim kundlu.

I była ze mną (gdy robiłam wyskoki w inne książki), i wciąż jest (dając mi argumenty do obrony przed dietą zgodną z grupą krwi, której sekunduje Sadownik), i będzie (choć zaraz wracam do wierszy Bukowskiego).

Sadownik ma ubaw, bo dwie moje ulubione apki na telefonie od ponad miesiąca dotyczą chodzenia i jedzenia.

Świat specjalistów od żywienia zanadto jest podzielony na odrębne obozy, podążające za swoimi guru. Czy dzieje się tak w jakiejkolwiek innej dziedzinie badań naukowych? Przecież 2 + 2 = 4, bez względu na to, co o tym myśli twój ulubiony matematyk. Ale to dlatego, że nie ma wartej miliardy dolarów gałęzi przemysłu, która czerpałaby zyski z mieszania w arytmetyce. Gdybyś z różnych stron otrzymywał sprzeczne komunikaty na temat zasad elementarnych rachunków, to zapewne wybrałbyś sobie w desperacji jakiś jeden autorytet, ufając, że to on właśnie reprezentuje prawdziwą naukę. Kto ma czas rozeznawać się w całej dostępnej literaturze przedmiotu?

*

Pokarmy nie dzielą się na dobre i złe, tylko na lepsze i gorsze.

*

W jaki sposób wykorzystujemy otrzymaną informację, mocno zależy od cech osobistych. Często jest też warunkowane naszą sytuacją życiową i gotowością podjęcia ryzyka. Dysponując tymi samymi danymi, dwie osoby mogą podjąć całkowicie przeciwstawne, lecz równie zasadne decyzje. Z tego powodu niechętnie mówię ludziom o moich własnych wyborach. […] Wolę […] zaprezentować stan badań i pozwolić, by wybierali sami.

*

A więc jakie jedzenie jest dla nas dobre, a jakie szkodliwe?
     Wygląda to na dość proste pytanie. Ale w rzeczywistości niełatwo na nie odpowiedzieć. Ilekroć podczas wykładu ktoś pyta mnie, czy pewien produkt jest zdrowy, czy nie, nieodmiennie odpowiadam pytaniem: „W porównaniu z czym?”. Na przykład: czy jajka są zdrowe? W porównaniu z owsianką na pewno nie. A w porównaniu z leżącymi obok na talerzu parówkami? Tak.
     A ziemniaki? To warzywo, więc muszą być zdrowe, nieprawdaż? Ktoś zapytał mnie o to kilka lat temu, kiedy grupa badaczy z Uniwersytetu Harvarda podniosła zagadnienie purée ziemniaczanego. Zdrowe to czy nie? W porównaniu z frytkami — zdrowe. Ale w porównaniu z takim samym purée z batatów — nie
.

*

[…]  kiedy jesz zieleń, w gruncie rzeczy jesz całą tęczę.

*

Nie marnuj swego apetytu na byle jakie jedzenie. Nie chciałbym się wydać snobem kulinarnym, ale jeśli zamierzasz zjeść coś, co nie jest możliwie najzdrowsze, to przynajmniej rozkoszuj się tym, a nie napychaj.

*

Gdy zdrowo się odżywiasz, twój gust ulega zmianom. To fascynujące zjawisko. Twoje kubki smakowe nieustannie się dostosowują, dosłownie z minuty na minutę. Kiedy pijesz sok pomarańczowy, jest on dla ciebie słodki. Ale jeśli wcześniej najadłeś się cukierków, może ci się wydać nieprzyjemnie gorzkawy. Na dłuższą metę im więcej jesz zdrowych potraw, tym bardziej ci smakują.

*

Dlaczego rośliny strączkowe, orzechy i ziarna zbóż tak bardzo sprzyjają zdrowiu? Może dlatego, że wszystko to są nasiona. Przemyśl to sobie: wszystko, czego potrzebuje żołądź, żeby wystrzelić do nieba jako dąb, to woda, powietrze i światło słoneczne. Cała reszta mieści się w nasieniu, które jest wyposażone w mnóstwo składników odżywczych pozwalających mu rozwinąć się w roślinę lub drzewo. Czy jesz czarną fasolę, orzechy włoskie, brązowy ryż czy ziarno sezamowe, w gruncie rzeczy wchłaniasz miniaturową dawkę całej rośliny.

Michael H. Greger, Gene Stone, Jak nie umrzeć przedwcześnie.
Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem
,
przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Greger's Daily Dozen Checklist.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...