Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: litera faktu i myśli oraz reportaż

wtorek, 15 sierpnia 2017

Jak się czyta reportaże po prawie dwudziestu latach od napisania? Zaskakująco? Nie do wiary, że żyliśmy w tym czasie i to się naprawdę wydarzyło? Te reportaże przede wszystkim dołują. Ale też po każdym z nich chciałoby się przeczytać, jak się mają ci ludzie dziś. Po tej książce wymagałam reanimacji. Bo.

Kraj-sutener, który z każdej zarobionej przez nas złotówki chce swojego procentu. Potem chce procentu z każdej wydanej, ale i posiadanej złotówki. Żyję tu, prawdopodobnie tak jak Ty. Ty i ja jednocześnie żyjemy w państwie, które, gdy dzieje się nam źle, mówi: to twoja prywatna sprawa, musisz sobie radzić — jesteś kowalem swojego losu. Jak to się stało, że my na to poszliśmy… jakbym nie wiedziała.

Przelało mi się. Reanimuję się przy Chyłce.

[Wanda Rutkiewicz] Była piękną kobietą, która pytała: — Czy ktoś raz na zawsze ustalił, że konsekwencja, zdecydowanie, precyzja i parę innych cech są przypisane wyłącznie mężczyznom?

*

     — Słuchaj — Muszka mu przerywa. — Dlaczego musimy tak żyć?
     — Bo nas zabrali — mówi Czarek.
     — A dlaczego nas zabrali?
     — Nie wiem. Spróbuję to zrozumieć, gdy będę dorosły
.

*

[…] załóżmy tam sklep z czarami i dobrymi rzeczami.

*

Między jednym uśmiechem a drugą wódką ustawiał rzeczywistość.

*

Znane jest powiedzenie Marka Aureliusza: Pamiętaj, człowieku, jak się budzisz dzisiaj rano, traktuj siebie, jakbyś umarł wczoraj, a dziś zmartwychwstałeś, i żyj tak, jak byś chciał.

*

     Piotr Skrzynecki: —Tak było.
     Jan Nowicki: — Wszystko było poniekąd i do pewnego stopnia
.
     […]
     Jan Nowicki: — Każdy fakt jest trudny do zdefiniowania.

*

     Dawid B.: — Chciał [Grzegorz Przemyk] domu z codziennym obiadem.
     Marta Kucharska: — Z ciszą.
     Witek S.: — Bez ludzkiej masy na co dzień. Wkurwiał się tym młynem. Wtedy siadał do pianina. Grał przez kwadrans, przechodziło mu. A mógł powiedzieć: wypierdalajcie
.

*

Tego, co się między ludźmi dzieje, nie da się do końca wytłumaczyć.

Wojciech Tochman, Schodów się nie pali,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.

*

piątek, 04 sierpnia 2017

Pierwsza. Trzecia. Czwarta. Przedwczoraj wieczorem i wczoraj do południa ta. Druga. Klamra do pierwszej? Kontynuacja pierwszej na inny temat w tym samym kraju? Ale też o miejscach, których już nie ma, a których hojności Gepardzica doświadczyła — to był dla mnie również powód, by przeczytać Drugą. Było więc o miejscach bliskich sercu bliskim mojemu sercu ludziom.

Ta książka to również spotkanie z niesamowitym człowiekiem — Lucą Cari. We wszystkich fragmentach, gdzie się pojawia, czytając, oczami wyobraźni zobaczysz oszczędnego i precyzyjnego — nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w ruchach — człowieka. Widok ten karmi, dotyka czegoś bardzo dobrego, pełnego nadziei i wiary w osobie czytającej; czegoś, co pragnie stawać się lepszym. Nie możesz pewnie zbyt wiele, zwykły zjadaczu chleba, ale jak wiele możesz wokół siebie, dla kogoś obok, znanego i nieznanego. Słowo reportera może przeżłobić. — przeczytasz w tej książce. Niech żłobi, niech zmienia.

Chcę, by wiedział, że mam ważne powody.
     Kłopot w tym, że wiem, że powody są ważne, ale nie wiem jakie.
     Jak zwykle nie mam też szczegółowego planu wyprawy ani wypowiedzi. Jadę, nie wiedząc, co zobaczę. Inaczej bym nie jechał. Otwieram usta, nie wiedząc, co chcę powiedzieć. Inaczej, bym nie mówił
.

*

Niech będzie jasne: nie cierpię pocieszeń ani przesuwania akcentów. Nie znoszę wykrętnych rozwiązań. Doceniam natomiast rozpychanie myślenia. […]  czuję, że jest szansa na ważną rozmowę, w której nie padają słowa „wiara”, „niewiara”. Gdzie jest miejsce na najświętszą ludzką niezgodę. Nieobojętność.

*

Polskiego zakonnika w Rzymie rozpoznam zawsze bez pudła, podchodzę więc i pytam, czy wie, co kapłani mówią we Włoszech ludziom, którzy przeżyli trzęsienie ziemi.
     — Myślę — odpowiada z nadaktywną radością — że mówią to, co my wszyscy mówimy. Że Bóg jest miłością.
     — Bóg jest miłością — powtarza, oddzielając sylaby.
     — A nie pomyślał ojciec — pytam — że jest na odwrót? Że to miłość jest Bogiem
.
     Cisza
.

*

Dla Giacoma Leopardiego, wielkiego rówieśnika Adama Mickiewicza, klęski żywiołowe sprowadzały się do jednego; ludzkiej solidarności. Wyzwolić w sobie siłę i wolność przesłania, jakie janowiec, kwiat rosnący na „warunkach śmiesznych” (André Breton), na pustynnej ziemi Wezuwiusza, ma dla innych kwiatów: jestem, trwam wbrew wszystkiemu. Póki mogę kwitnę na żółto.

*

Bo trzęsienie ziemi zabija nie tylko losy, lecz także ich hipotezy.
     Każdy ma tutaj swoją tajemnicę, nieznanego nawet jemu samemu. Każdy poniósł jakieś konsekwencje. Często ukryte i nie do pomyślenia
.

*

24 sierpnia 2016 i potem, 30 października, chrześcijaństwo i czas archaiczny spotkały się w jednym miejscu, żeby rozpocząć wspólną drogę. Razem ze zwierzętami. I z kamieniami. Z ziemią.

*

Kataklizm, który dotyczy nas z bliska, Luca nazywa laboratorium serca. Bo pokazuje, co w życiu jest naprawdę ważne.
     Nie pamiętasz dnia, w którym tsunami pogrążyło Japonię, ale pamiętasz, co robiłeś, kiedy powódź zalała ci podwórko
.

*

[…] mamy ponad godzinę, jest więc szansa, by pogadać. Albo pomilczeć.

*

Luca Cari.

(źródło)

*

[Luca Cari] Należy do mężczyzn, którzy nie lubią pytać o drogę. Nie chcą dawać komuś satysfakcji, że ten wie lepiej. Tym też się różnimy, wciąż na moją niekorzyść — że ja nie mam męskiego honoru. Mam w nosie, czy ludzie wiedzą, że mój zmysł orientacji jest poniżej zera.

*

Kamienie jak ziarna rozerwanego różańca.

*

Podnoszę z ziemi kamienie. Biorę — znów nie wiem po co. Zawsze zabieram kamienie z miejsc, które coś dla mnie znaczą.
     […]
     Modlę się jakimś psim, pogańskim językiem niemowy, żeby te ukruszone kamienie i cegły stały się kiedyś słowami. Tymczasem zaciskam je w dłoni.

Jarosław Mikołajewski, Terremoto,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.

środa, 02 sierpnia 2017

Za dużo czytasz — diagnozę postawił wczoraj Biały Kruk. Za dużo to jest stopni Celsjusza, a lawinie literek, która zeszła, trochę Biały Kruk jest „winny”.

Trzy książki. Trzy różne gatunki. Autor jeden. W niepełne trzy dni. „Przez” Białego Kruka i temperaturę, która skutecznie zwala mnie z nóg.

Prolog. Przyczyna: wolno jem. Żuję długo. Przerwy na zamyślenia między i w trakcie kęsów robię. Tak mam i już. Niedzielne śniadanie w Małej Danii wszyscy połknęli, zebrali naczynia, polecieli do swoich spraw. Skutek: dopijałam samotnie miętę cytrynową w towarzystwie rozmowy Michała Nogasia z Autorem (DF, 24.07.2017). Kilka zdań Autora spowodowało, że książki, których okładki do tej pory skutecznie mnie od siebie odrzucały, zapragnęłam przeczytać. Pierwsza, czyli ta poniżej, mnie zachwyciła wiarą, nadzieją, miłością, sensem i czynem, nie cierpieniem.

Epilog. Drugą powolutku zacznę dziś wieczorem, ale po drodze z ciekawością przeczytałam trzecią i czwartą. Jest jeszcze piąta, ale dopiero po drugiej.

Modlę się za oraz do.

*

W kontaktach z uchodźcami Europejczycy najbardziej boją się świerzbu. A świerzb to jest głupstwo. Natychmiast go wyłapujemy i leczymy od ręki jednorazową dawką leku. Często powtarzam, że wolę mieć cztery razy do roku świerzb niż raz grypę, bo na grypę się umiera, a na świerzb nikt nigdy jeszcze nie umarł.

*

Lampedusańczycy są porządni, uczynni. Ale system niesienia pomocy funkcjonuje i bez nich. Nie funkcjonuje cała reszta. Ratujemy tych ludzi, bo ratować i pomagać jest rzeczą słuszną. Konieczną. Bóg wie, ilu utonęłoby w morzu bez tej pomocy. Ale dlaczego pozwala się im podejmować takie ryzyko? Dlaczego pozwala się im decydować na taką podróż? Dlaczego wzbogacamy tych sukinsynów po drugiej stronie, którzy organizują przeprawy? Tych bandytów? Powiedziałem kiedyś prowokacyjnie: zmieńmy to, sami zarabiajmy na uchodźcach. Wydajemy górę pieniędzy: na okręty wojskowe, helikoptery, lekarzy, policję. Ile milionów idzie na to wszystko? A ci biedacy i tak wciąż cierpią, wciąż giną. Powiedzmy im: po co masz płacić tym, którzy nie gwarantują ci bezpieczeństwa? Zapłać nam, my przewieziemy cię bezpiecznie i komfortowo. Zarobilibyśmy krocie! To oczywiście prowokacja, ale te sukinsyny biorą do kieszeni za jeden duży transport od miliona do półtora miliona euro. Syryjczycy płacą pięć, sześć tysięcy euro na głowę. Pomnóż to przez setki osób. Na razie bandyci wciąż się bogacą, my wciąż wydajemy pieniądze na pomoc, a ci biedacy wciąż umierają w morzu.

*

Nie, na Lampedusie nikt nam nie pomaga… Pani burmistrz? A skąd! Ma ważniejsze rzeczy na głowie. Nigdy tu nawet nie zajrzała… Ksiądz? Nic podobnego! Papież sobie, proboszcz sobie. Nie sądzę, żeby zajrzał do Pochwalony bądź, ekologicznej encykliki papieża Franciszka.
     Wiesz, co powiedział mi ksiądz z Linosy? To było wtedy, kiedy umierał mój stary pies. Dogadzałam mu na koniec życia, jak tylko mogłam. Któregoś razu wzięłam go na ręce, bo sam już nie chodził, i zabrałam do rzeźnika. Stanęłam w kolejce i rozmawiałam z nim tak, jak rozmawia się z członkiem rodziny. „Co byś zjadł? Czy masz apetyt na coś, czego nigdy w życiu nie jadłeś, a zawsze chciałeś?”. W końcu postanowiłam kupić mu pierś kurczaka. W kolejce stał przed nami ten ksiądz, słyszał naszą rozmowę. W pewnej chwili odwrócił się i powiedział: „Wiesz, ja należę do gatunku, który karmi ludzi”. Na co ja: „A ja należę do gatunku, który karmi głodnych”.

*

Giacomo jest artystą, pieśniarzem, poetą. […] wiersz […]
     Jesteśmy tym samym pyłem, który błąka się
                   po wszechświecie, czekając na miłość
[…]

     — Radykał — pyta Giacomo. — Dlaczego? Bo jestem krytyczny? Owszem, jestem. Głównie wobec siebie.

*

Jest biblioteka, ale to jeszcze nie kultura. Kultura to czytanie, rozmowa, próba rozumienia, wymiana myśli.

*

     – Odnoszę wrażenie – mówi – że tak naprawdę zależy nam jedynie na tym, by ratować nie ludzi, tylko własne sumienia. A to mnie nie interesuje. Ja już jestem zbawiony. Albo skończony, nie wiem. W każdym razie to, co teraz robimy, jest egoistyczne. Każdy myśli tylko o tym, jak pokazać swoje człowieczeństwo i humanitaryzm. Tymczasem wszyscy, dosłownie wszyscy jesteśmy współwinni.
     Sprawiliśmy, że uchodźcy nie mają innego wyboru. Muszą uciekać, bo stracili dom i rodzinę, pracę, ziemię, wodę i powietrze. Co więc mają robić?
     Zresztą dla mnie nie istnieje coś takiego jak imigranci. Są osoby. Już sam podział na my i oni jest początkiem nieporozumienia.

 *

[…] siadam na ziemi, przytulam psy. Któregoś popołudnia zasypiam przy jednym z nich. Gigant o żółtej sierści przyjmuje to jak pieszczotę, która należy się wszystkim stworzeniom.

*

[…] w tych rzeczach jest nić. I rozumiem, że rzeczy nie rodzą się po nic, nie przychodzą znikąd. Jest w nich zawsze jakaś historia, rodowód, węzeł. A ludzie żyją tak, jak gdyby wczoraj nigdy nie istniało. […]  Żyje każdy przedmiot. Ma energię, temperaturę. Ustanawia związek pomiędzy sobą a tymi, którzy na niego patrzą.

*

Pytam, co mówi mieszkańcom wyspy, u której brzegów umierają uchodźcy. Co im próbuje przekazać.
     — Mówię, że to, co teraz się dzieje, to dla nich wielka szansa. Na najbliższej mszy powiem im, że przyszedł do mnie Polak, żeby porozmawiać. I gdybym powiedział mu prawdę, czyli że nie mam czasu, bo jestem umówiony, to ten Polak poszedłby do kogoś innego. A ja pozostałbym z moim niespotkaniem. Nie dowiedziałbym się, co straciłem. A straciłbym informację, że jestem kapłanem, od którego ktoś oczekuje, że coś powie ludziom w tej trudnej sytuacji
. […]
     Co jeszcze?... Powtórzę im to, co mówię codziennie: że ci ludzie z Afryki przychodzą, żeby powiedzieć nam, jak nas odbierają, kim dla nich jesteśmy. I po to, żebyśmy sprawdzili, czy znajdujemy w sobie tę łaskę, którą oni w nas dostrzegają, i czy potrafimy jej sprostać.
     Kiedy ludzie milionami uciekają z Afryki do Europy, mówią nam, że dla nich jesteśmy bogaci i szczęśliwi. Inaczej by się tu nie zjawiali. Nie uciekaliby do nas od biedy. Mówią, że z ich perspektywy żyjemy w braterstwie i pokoju. Bo inaczej nie uciekaliby do nas od wojny.
     I kiedy oni zadają nam swoje pytanie, bez słów, samym pojawieniem się w naszych domach, jesteśmy zdezorientowani. Bo my myślimy na ogół o sobie jako o źle opłacanych, niedocenianych, pomijanych, przepracowanych, poddawanych przemocy
.
     […]
     — …mówię wiernym, że najpoważniejszą przyczyną życiowej stagnacji jest czekanie na tę właściwą, dobrą okazję do prawdy i odwagi. Powtarzanie sobie, że „mamy oczekiwać innego”. Każda chwila jest tą okazją, innej może nie będzie. Ta chwila jest okazją jedyną: to, że miliony uchodźców widzą Europę, w tym Lampedusę, jako krainę dobrobytu, pokoju i wolności. I to w tej chwili musisz zmierzyć się z tym wyobrażeniem, jakie mają o tobie.

Jarosław Mikołajewski, Wielki przypływ,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 13 lipca 2017

Reszka czytany tu jest (pierwsza tu, druga tu). Czekałam na przyzwoitą cenę tej książki. Czekanie wspierał strach, co ja w niej wyczytam, czego na własnej skórze nie przerobiłam. Czy ja naprawdę chcę to wiedzieć? Pytałam samą siebie.

Ale Reszka. Wczoraj była przyzwoita cena. Dziś w nocy nie mogłam spać, więc czytałam. Rano lało jak z cebra. Mogłam, więc czytałam w hamaku z kawusią i dźwiękiem deszczu za oknem — all inclusive!

Wrażenie? Jeśli myślisz, że minister szyszko (małymi, z premedytacją małymi literami) jest prekursorem specyficznego sposobu dbania o materię swego ministerstwa, jesteś w błędzie, ciężkim błędzie. Pierwowzorem jest każdy minister zdrowia, którego ten kraj miał i ma.

Ty wyczytasz w tej książce, że jeśli chcesz po urazie chodzić, to rehabilitacja tylko prywatna. Ja nie musiałam o tym czytać, ja to wiem.

Dzięki tej książce troszkę lepiej rozumiem lekarzy. Niektórych. Tylko niektórych.

Być może najgorsze jest to, że przestajemy się dziwić, że przyzwyczajamy się do rzeczy nienormalnych.

*

Nie przewidzieliśmy, że konsultant w danym województwie nie będzie myślał: „Jak to cudownie mieć tak wielu specjalistów, którzy będą leczyć ludzi”, a pomyśli: „Będzie ich za dużo, to mi tutaj popsują rynek i koledzy mi żyć nie dadzą”.

*

Medycyna jest sztuką? A przypadkiem nie czystym biznesem? Co to znaczy, że nie można stosować lekarstwa, które uważa się za pomocne, tylko takie, jakie życzy sobie NFZ?

*

Bo ja słusznie zauważył pan minister: „jest wybór między lekarzem zmęczonym a żadnym”.
     Mamy mało lekarzy, a ponieważ mamy ich mało, będziemy coraz bardziej zwiększać obciążenia pracą. A to sprawi, że będzie ich coraz mniej. Jedni wyjadą, inni wymrą
.

*

Ale pytam, czy upokarzające jest pracowanie za grosze, czy mówienie o tym, że pracujemy za grosze?
     Przecież ten standard życia, którym tak razimy społeczeństwo, bierze się z tego, że nie mamy życia osobistego, że jesteśmy wrakami ludzi. Środowisko jest mocno konsumpcyjne, ale to jest mechanizm kompensacji. Skoro tyle pracują, rozwala im się życie osobiste, to przynajmniej mają wszystko, co najlepsze, z najwyższej półki. Wiele osób myśli o emigracji właśnie w celu zbalansowania jakości życia, żeby mieć czas i na pracę, i na życie. Bo jest prawdą, że lekarz w Polsce może zarobić dużo, tylko pytanie, jakim kosztem. I czy to wszystko jest tego warte
?

*

Przecież mówiono nam, że nie będzie lekko, tak? Z jednej strony wiemy, że powinno być o wiele lepiej, z drugiej strony jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jeśli do czegoś mamy dojść, to tylko swoją pracą.
     A więc nie mówimy innym o swoich problemach
.

*

Szpital to nie może być fabryka. On nie ma przynosić pieniędzy i zarabiać na siebie, tylko ma pożytkować pieniądze na pomoc ludziom. Przecież nie jest tak, że ja zlecam tysiące badań, bo taki mam kaprys. Robię to, co muszę, żeby pacjenta przywrócić do ładu i składu.

*

Boję się, że popełnię błąd z przepracowania. Bo jak się potem bronić? Przed sądem mnie zapytają: „Kto panu kazał dyżurować trzecią noc z rzędu?”. „No, życie mi kazało, bobym nie miał za co pojechać na kurs, który musiałem zrobić, żeby skończyć specjalizację”. Ale pacjent zmarł i kogo obchodzi takie tłumaczenie?

*

Środowisko uważa, że to jest normalne, że pracuje się dwieście pięćdziesiąt czy trzysta godzin w miesiącu. Musisz coś kupić? Idź na dyżur, żeby zarobić. Jedziemy na narty? Nie mam pieniędzy, nie jadę. Jak to lekarz może nie mieć pieniędzy? Weź dyżury.
     Za szesnastogodzinny dyżur dostaję 300 złotych; 2000 złotych na narty to tydzień mojego życia
!

*

Na studiach nie uczą nas o pacjencie, ale o jego budowie. Człowiek jest dla nas jak silnik samochodowy. Składa się z jakichś części. Te części pracują albo się psują. Jak się zaczynają psuć, to można je naprawić albo wymienić. I na tym polega nasza rola. Mamy naprawić silnik i stąd bierze się wszystko. No bo czy ktoś przy zdrowych zmysłach zastanawia się, co czuje silnik? Albo usiłuje rozmawiać z silnikiem, tłumaczyć mu, co się w nim psuje, jak będzie naprawiany? To przecież byłoby jakieś szaleństwo! No więc tak samo nie rozmawiamy z pacjentami, jak nie rozmawiamy ze swoimi samochodami. Oczywiście to rodzi niebywałe konsekwencje.

Paweł Reszka, Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 05 czerwca 2017

Co we mnie jest przestraszonym psem? Co we mnie boi się zaufać? Czy jest ktoś, kto wyciąga do mnie karmiącą dłoń? Komu boję się powiedzieć, jak bardzo go kocham?

Z tymi pytaniami sobie jestem po książce, którą osobiście kupiłam dla siebie z okazji Dnia Dziecka. Pozostałam poruszona  obrazami uczuć wyłaniającymi się z literek i ilustracji.

Co z tego, ze burczało mu w brzuchu. Był wreszcie szczęśliwym psiakiem, bo mógł biec i biec, a to kochał ponad wszystko.

*

A życie bez psa jest trochę jak szafa bez szuflady. Niby wszystko w porządku, ale czegoś bardzo brakuje.

*

[…] czekaliśmy, aż wreszcie jakiś [pies] nas odnajdzie. Najpierw czekaliśmy tylko trochę, ale potem coraz bardziej.

*

Popatrzycie sobie w oczy i już jesteście odnalezieni, bo wy wiecie, ze to jest wasz psiak, a on wie, ze jesteście jego ludźmi. […] Nadawać imię mogą tylko odnalezieni ludzie odnalezionym psom.

*

A potem przez moment wydawało mu się, że wyczul coś jeszcze. Słabiutki, bardzo delikatny i jakby przerywany zapach psów, które kiedyś mieszkały na tym podwórku. Nie było czuć strachu, ani smutku. To był zapach szczęśliwych psów z zamierzchłej psiej przeszłości.

*

Ależ to było przyjemne — dotyk dłoni człowieka przez parę sekund. Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, pierwszy raz coś takiego poczuł. Nawet jeżeli ktoś go kiedyś pogłaskał, to było to tak dawno temu, że już tego nie pamiętał.

*

Czasami tak bywa, że pies odnajduje jakiś przedmiot i już nie chce się z nim rozstać. […] może te przedmioty mają dla psów moc magiczną. Po prostu pozwalają im pokonać strach. Ludzie też często potrzebują czegoś takiego.

*

*

Myślę, że mój mistrz Juliusz Rawicz miał rację, mówiąc, że każdy pies marzy o tym, aby być z jakimś człowiekiem, a wielu ludzi marzy o tym, by spotkać psa. Czasami wystarczy przypadek, żeby mogło się to zdarzyć, a czasami trzeba się trochę rozejrzeć.

Adam Wajrak, Lolek, ilustr. Mariusz Andryszczyk,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 01 czerwca 2017

Koncerny, konsorcja, korporacje — piarowa papka, wielkie pieniądze i kompletny brak wyobraźni. Skrajny wdupiemanizm — żadne inne określenie nie przychodzi mi do głowy.

To książka, która powala. Że niby daleko? I tak, i nie, bo przecież mamy naszą małą Amazonię (Puszczę Białowieską) i przedostatnie miejsce w Europie pod względem zasobów wody.

Co możesz zrobić Ty? Co mogę zrobić ja? Z czym zostałam po tej książce? Myślę sobie, że możemy przynajmniej jedno: sprawdzić, jak to jest, gdy pomyślisz teraz i poczujesz, że:

 tyle, ile masz, to dość

człowieku z bogatego europejskiego kraju; z Polski, żebyś nie miał złudzeń. Ja już nie mam.

***

     — Gdy ścina się drzewo takie jak to, czy nie kojarzy ci się to z przelewaniem krwi?
     — Mój przyjacielu, ono, gdy się je ścina, wydziela zapach, który możesz poczuć. Gdy ma się zwalić, słyszysz jego jęk; skrzypienie pnia. I możesz zobaczyć opadające liście niczym gest pożegnania…
     — I czujesz, jak gdyby ktoś umierał?
     — Czuję, jak gdyby kogoś zabijano. Ono jest żywą istotą…

*

Coś, co natura tworzyła przez długie lata, ludzie myślący tylko o zysku są w stanie zniszczyć w niespełna godzinę.

*

Mimo kryzysu światowego popyt na większość towarów utrzymuje się, zbyt duże pieniądze są do stracenia, by przejmować się przyrodą.

*

Trzeba silnej wiary w ideał życia zgodnego z otaczającą naturą, żeby oprzeć się pokusie. Splunąć na forsę — największy heroizm naszego czasu.

*

[…] nowoczesne społeczeństwo wytwarza u jednostek moralną ślepotę na masową skalę.

*

Ktoś niesie transparent z napisem: „Dopiero kiedy człowiek zatruje ostatnią rzekę, zetnie ostatnie drzewo, zabije ostatnią rybę, uświadomi sobie, że nie da się zjeść pieniędzy”.

*

Wielki biznes nadal osusza Ziemię z pitnej wody, wycina płuca planety — puszczę amazońską i inne lasy — a gdy na swojej drodze spotyka protestujących, zastrasza ich, sprawia, że „znikają”, zabija. My zaś — choć nasza odpowiedzialność jest niełatwa do uchwycenia i nazwania — wciąż bierzemy udział w podziale łupów.

*

Jeśli do obelg „zacofani”, „przeciwni rozwojowi” dodać „skrajnie lewicowi”, a tak robi propaganda koncernu, zblatowanych mediów i rządu, to portret wroga gotowy, Wtedy za milczącym przyzwoleniem klas opiniotwórczych wolno bić, torturować, strzelać.

*

Koncern to wirtualne, choć realne pieniądze, gąszcz przepisów i regulacji, zakulisowe naciski, maszyneria wydobywcza, substancje chemiczne… A także wyciekła rtęć, kwaśna woda lub jej brak, zdechłe ryby.

*

Wykręty to niekiedy przydatne lustro w odkrywaniu prawdy.

*

Bajeczne pieniądze koncernów, mówi Edmundo, ożenione z umiejętnościami byłych oficerów wojska i wywiadu to ogromne niebezpieczeństwo dla demokracji. […] Mają lepszy sprzęt niż państwo i są poza kontrolą. Mogą zniszczyć każdego.

Artur Domosławski, Śmierć w Amazonii. Nowe Eldorado
i jego ofiary
, Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*

 […] zbrodnia może unicestwić jedno życie,
ale nie zniszczy idei
. […]
Jamais a nossa voz vai calar

(tamże)

Sting, Fragil, (Portuguese).

wtorek, 09 maja 2017

Chyłkę na bok odłożyłam, bo w niedzielę wieczorem okazało się, że już jest w ibuku inna książka. Wiedziałam, że wyjdzie i kiedy. Nie wiedziałam, z jakim opóźnieniem będzie dostępna wersja elektroniczna. Jest! Coś we mnie zachwyciło się w niedzielny wieczór, że już! Wczoraj wieczorem było po wszystkim.

Po, jak to nazwałam, psychozie XXI wieku, byłam zawartości tej książki ciekawa, jako zjawiska i nie zawiodłam się. Jak zwykle życie napisało scenariusz, jakiego nie wymyśliłby żaden człowiek.

Działanie i wybory każdej z osób — mniej lub bardziej odpowiedzialnej za taki czy inny stan rzeczy — występujących w tym reportażu, są do bólu logiczne i prawie zawsze pełne dobrych intencji. Logika może zaskoczyć, aż ma się ochotę powiedzieć: ale kwiatki!

Książka dotyka mojego osobistego fioła: na ile jesteśmy tworzeni przez kulturę, w której żyjemy, a na ile znamy siebie i dokonujemy wyborów zgodnych z tym, kim jesteśmy?

Ja osobiście nie wierzę, że fantastyczna praca, apartament, wypasiony wóz, elegancki mąż, piękna żona i stadko udanych dzieci uszczęśliwi wszystkich. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak nie jest. Tak, kultura, w której żyjemy, ma zawsze na nas pomysł, ale jaki pomysł na siebie mamy ty i ja?

     — Pewnie miałeś problemy z kolegami z klasy? — pytam.
     — Nie, nie miałem żadnych — odpowiada.
     — Żadnych problemów? — dziwię się.
     — Żadnych kolegów — precyzuje
.

*

     — […] Co innego, kiedy wprost ci odmówi, a co innego, kiedy tylko tobie się wydaje, że on nie chce rozmawiać. Próbuj dalej, aż usłyszysz odmowę.
     — Co jeśli odmówi, kiedy będę przy bramie? — pytam.
     — To świetnie, masz pięć minut rozmowy. Jeśli przyjmie cię w drzwiach — piętnaście minut, a kiedy wpuści cię do korytarza, możecie rozmawiać nawet pół godziny. Jeśli pozwoli ci usiąść w środku na kanapie — idealnie, wtedy posiedzisz już, ile zechcesz.
     — A co, jeśli nie porozmawia nawet przez pięć minut.
     — Wtedy napisz do niego list. Ale odręcznie
.

*

Ale każda wada ma swoją zaletę.

*

Wiem, wiem, komu by się chciało tak długo szukać. Ale to kwestia uporu, wytrwałości, masz to w sobie albo nie masz. Taki wewnętrzny głos, który mówi: „Idź do przodu, nie zatrzymuj się”.

*

Samo życie: znajdujesz kogoś wtedy, kiedy właściwie przestałeś szukać.

*

     Notuję: „Każdy z nas ma aspergera. Aspergerowcy mają go bardziej”.
      […]
     Notuję: „Dla ciebie coś jest oczywiste, dla niego może nie być. Objaśniaj, co masz na myśli”.

Kamil Bałuk, Wszystkie dzieci Louisa,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.


środa, 03 maja 2017

Tydzień temu Pan Ciasteczko był na zawodowej, mocno męskiej kolacji. Następnego dnia Sadownik wrócił do ula i od progu zapytał, czy mamy ciepłe króliki. Ustaliliśmy o jaką książkę chodzi. Ustaliliśmy, że nie mamy, że Pan Ciasteczko dużo dobrego o niej na kolacji słyszał, co Jabłoń w osłupienie wprawiło i, że Sadownik chce ją przeczytać. Pyk, pyk. Klik, klik. I była. Sadownik zachwycony książką. Wzięłam i ja. Po drodze odpoczęłam zachwytem przy Jedwabiu.

O tej książce wiedziałam, gdy tylko wyszła, ale od początku coś we mnie mówiła „e, nie”. I ten kawałek mnie nie przekonał się do tej książki. Może dlatego, że Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska z natury jest Tygryskiem, a ja Kłapouchym. Może dlatego, że bliżej mi wewnętrznie do Marka Edelmana. Może dlatego, że książka ta jest, niczym grubą kredką malowaną, laurką kreślona przez i dla rozmówczyni autora — chwilami nie do wytrzymania: stereotypy, stereotypy i wszechobecne wielkie kwantyfikatory. Z pewnością dlatego, że bardzo bliskie relacje są mi potrzebne do życia jak powietrze i nie zamieniłabym ich na żadne chorobliwe wieczne widzenie pozytywów. Co nie znaczy, że nie wzięłam czegoś dla siebie, trzy kłaczki z tygrysiego futerka włożyłam do kłapouchowej kieszonce możliwości.

Są w tej książce dwa–trzy pęknięcia na gładkiej powierzchni och-jak-pięknie i nie pozostawiają one wątpliwości, co do swojej prawdziwości i szczerości. Dla nich warto przebrnąć przez tę książkę, ale jeśli miałaby to być jedyna pozycja książkowa na ten temat, to zdecydowanie mówię „nie”.

[…] człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje.

*

Proszę pana: CHLEB NAJWAŻNIEJSZY. Do końca życia nie zapomnę, jak pod koniec pobytu w obozie śniło mi się, że mam na własność cały bochenek chleba.

*

Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? […] Takie były warunki i ktoś by powiedział, że to było piekło. A ja uważam, że to miejsce, w którym trzeba przeżyć.

*

[…] nie ma sytuacji, w której — jak to się mówi — trzeba złożyć broń.

*

Człowiek trzyma się ludzi, którzy znają naszą przeszłość.

Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki.
Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 25 kwietnia 2017

nie wiem.
opcja pierwsza: nie mam pojęcia. nie dam rady. nie nadaje się. nigdy nie zrozumiem. itepe, itede do całkowitego zniechęcenia i rezygnacji.

nie wiem.
opcja druga: ty jako łowca przygúd. poszukiwacz skarbúw. tropiciel tajemnic. odkrywca. badacz. eksplorator. itepe, itede do całkowitego zachwytu możliwością, ktúra otwiera się w tej chwili.

wiesz.
wybieraj! opcja pierwsza czy druga?

***

Zadałam sobie ostatnio pytanie: co mnie interesowało zawsze? Od dzieciństwa.

*

Wie pan, dobrze, jeśli człowieka od początku coś przerasta. Dlatego że wtedy rodzi się wyzwanie. Musi dowiedzieć się, co to znaczy. A nawet jeśli się nie dowie, to może odpowiedzieć sobie, dlaczego te słowa zrobiły na nim wrażenie.

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

***

Piotr Zioła, Safari.

nim dosięgnie nas stado dzikich lwów

Zaczęłam wiele miesięcy temu. Utknęłam na nieszczygłowych literkach i odłożyłam. Czy trzeba nieszczygłowe literki przejść, zrozumieć, wchłonąć? Nie trzeba i machnęłam na nie ręką.

Z niebywałą przyjemnością wróciłam do tej książki. Przygoda w Intercity, miniatura o Nastolatce i katechecie — palce lizać i płakać ze śmiechu, i pękać z dumy!

W byciu człowiekiem najpiękniejsze jest poznanie innego człowieka, którego oczami możemy spojrzeć na to, co widzimy od dawna. Jego oczy patrzą dla nas. Dostrzegają rzeczy, których nie mogły dostrzec nasze. Ktoś znajduje nowe znaczenia tego, co zaliczyliśmy już do oczywistości.

*

Ach, jo! — napisałem (tak mawiają Czesi i Krecik, gdy dociera do nich jakaś świeża prawda).

*

Jeżeli żyje się w Polsce i mają być z tego jakieś plusy, to poezja jest właśnie nagrodą. Nie ma przecież przeszkód, żeby samemu się nagrodzić.

*

     — I co teraz? — spytałem cicho kolegów.
     Cezary zastanawiał się półgłosem:
     — Trzeba by zacząć trenować…
     — Co?
     — Trudną sztukę dzielenia rzeczywistości. A także jej ostateczne wartościowanie. Ale przyjąć to? Odrzucić? Czy dopić kawę i dokończyć racucha?
     Zgodziliśmy się, że w tej sytuacji dokończymy racuchy.
     — Zawsze „tak” dla małych rzeczy — powiedział zadowolony Cezary
.

*

[…] zabrać, postawić w ogrodzie. Nawet jak się już nie da na nim siedzieć, to mogą tam przysiąść ptaki lub motyle.

*

     — Może Jezus czasami musi się odkleić od krzyża? Bo nie wytrzymuje?

*

[…] jesteśmy sami dla siebie największym darem i nie mamy nic cenniejszego, bo przecież bez siebie nie istniejemy.

*

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Philip Glass, The Hours.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...