Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: litera faktu i myśli oraz reportaż

wtorek, 01 stycznia 2019

Przyszedł na nią czas. Przyszedł, byśmy się rozstały. Oś zaczął czytać na poważnie książki i ciekawią go w nich ludzie. Bardziej godnego nowego Właściciela nie mogła sobie wymarzyć.

Z książką tą łączy się anegdota. Gdy była nowością, środy były dla mnie niedzielą. Meldowałam się w kawiarni, zamawiałam kawę i czytałam sobie godzinami. Jednej z takich śród, wyjęłam właśnie tę książkę — tak pięknie pachniała nowością — i delektowałam się, czytając powolutku. Strona za stroną i nagle patrzę, a tu… jeden ze studentów, z którym, w trwającym wtedy semestrze, miałam zajęcia. Uśmiechnęłam się, bo to był bardzo fajny i dobry student, a tego, co przeczytałam w książce, nie wiedziałam wcześniej — nie obnosił się z tym.

W tej książce najbardziej, poza spotkaniami z ludźmi, cenię sobie portrety. I jeśli coś szczególnie chciałabym zachować, są to zdjęcia.

Teraz już mogę się z nią rozstać. Uśmiecham się na myśl, że będzie miał ją Oś. Uśmiecham się, bo któregoś dnia z niej wyrośnie i może ją komuś poda dalej…

     — Podejdź i zapytaj.
Bo moim zdaniem
[Tomasza Kwaśniewskiego] nie ma lepszego sposobu, żeby się dowiedzieć.

*

     — Cześć, mam na imię Adam i jestem
     — czarodziejem?!
     — Księdzem.
     […]
     Wiecie, jest coś takiego jak zakony.[…]
     Czasem myślę, że chciałbym do nich wstąpić, bo tyle tego gadania, hałasu, a tam jest pięknie, cicho. Ale jak pomyślę, że miałbym sam sobie prać ten wełniany habit

*

     — A jak u Was z dziewczynami?
Paweł: — W związku z tym, że podobają się nam takie same, no to żeby się nie kłócić… I to w ogóle dotyczy wszystkich spraw, których nie da się podzielić albo mieć wspólnie…
Tomasz: — …zaklepujemy!
Paweł: — Kto pierwszy, ten lepszy
.

*

     — Cześć, mam na imię Edyta…
     — Edyta
?!
     — No tak. Bo ja wyglądam jak mężczyzna, ale tak naprawdę czuję się kobietą
.

*

     — Cześć, mam na imię Edmund.
     […]
     — I teraz już nigdy nie będziesz zły?
     — Teraz już nigdy, nigdy nie będę zły. Dlatego, że bardzo was kocham i za nic nie chciałbym stracić możliwości spotykania się z wami.
     Tulenia was od czasu do czasu.
     Pytania, gdy wstajecie: „Mleko czy kakao
?”.
     —A skąd my mamy wiedzieć, że Ty nigdy, przenigdy nie będziesz zły?
     — Tego się nie da wiedzieć. To jest kwestia wiary.

*

     — Cześć, mam na imię Andrzej.
     […]
     — A jakby ktoś do Pana na ulicy podszedł i zapytał, dlaczego Pan jest taki biały?
     — To pewnie bym mu powiedział. A już z pewnością, gdyby to było dziecko. Ale ludzie w Polsce raczej nie pytają. Nie wiedzą, jak się zachować, nie rozumieją, nie pytają, tylko drwią i wytykają
.

*

     — Cześć, mam na imię Marek, mam pięćdziesiąt pięć lat i jestem prezesem firmy, która…
     
[…]
     — A zdarza się Panu używać takich słów jak ładny”, „brzydki”?
     — Oczywiście, i to szczególnie w stosunku do osób.
     Ładna kobieta dla mnie to nie jest ta, co jest wizualnie piękna, tylko ta, co ma ciepły głos, fajny charakter, piękny zapach…
[…]
     Widzący wielu zalet nie dostrzegają. Wiele osób skreślają. A my odkrywamy tych, których wy skreślacie.

*

     — Cześć, mam na imię Jarek, mam 33 lata.
     […]
     — A szybko się na tym jeździ?
     — Nawet sto na godzinę.
     — Ale super
!
     — To rzeczywiście niesamowite, do jakiej formy można doprowadzić swoje niepełnosprawne ciało. I jeśli o to chodzi, to ja już widziałem takie rzeczy, że nic mnie nie zaskoczy
.



Tomasz Kwaśniewski, Jedno oko na Maroko, fot. Anna Bedyńska,
Czarna Owca, Warszawa 2013.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Na Stasiuka jestem po prostu za głupia i wiem to od wielu lat. Próbowałam. Nie wyszło — nie mój typ wrażliwości i uważności. Ujął mnie jednak kudłatym pisaniem i fakt ten sprawił, że postanowiłam upolować tę książkę.

Upolowałam jako drugą i spędziłam z nią dobre chwile w weekend. Lubię rozmowy Doroty Wodeckiej, oj, lubię!

Co jest w życiu ważne?
    Szczegóły. Detale. Prostota. Ta uczuć, krajobrazu, czynności. Spokój.
     No i żeby ze stosunkowo niskim poziomem żalu odchodzić. Wiadomo, że zawsze będziemy odchodzili niepogodzeni, ale chciałbym móc powiedzieć: „No, okejos, Panie Boże, w miarę było. Chodźmy”.
     Ważne, żeby wykorzystać, co się dostało, nie przepieprzyć tego. Nic więcej nie dostaniemy. Ale w ogóle, o co pani mnie pyta?! Ja muszę rynny kupić
!

*

Co to znaczy żyć mocno?
     Doświadczyć całego swojego potencjału: duchowego, intelektualnego, uczuciowego. I spotkać kogoś, kto potrafi to jeszcze uwolnić. I nie przegapić
.

*

Do tej pory kocham jeździć i nie rozumiem, jak można nie mieć przyjemności z przemieszczania się, z podróżowania. Jak można nie odczuwać tego dotyku świata?

*

Warto walczyć o to samo co zawsze. O siebie. Żeby się nie dać sformatować, że trzeba zwyciężać, zarabiać, kupować. Nie dać się przerobić na szczura, tylko znaleźć niszę i dzięki niej nie dać się wrobić w cały ten śmietnik, który sączy w nas popkultura, żeby przerabiać na konsumentów, na pożeraczy badziewia.

*

Jak się ucieka przeznaczeniu?
     Nie marnuje się szans, które daje los. I żyje się. Po prostu. Z dnia na dzień, bez żadnych wielkich planów. Z ciekawością.

*

Prawdziwa wolność jest samotnością. Bez poglądów, bez niczego. Pustka. I definiujesz swoją samotność wobec świata, wobec śmierci.
     Ja to lubię
, […] wolę spotykać myśl drugiego człowieka w jego dziele niż osobiście, że się tak wyrażę. Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze.

*

I zaprząta mnie myśl, że nie zdążę na przykład.
     Z czym?
     Z życiem. Że nie zdążę przeżyć tego wszystkiego, na co mam apetyt, bo tego jest za dużo i nie zmieści się w jednym życiu
. Nie napiszę wszystkich książek, nie przeżyję wszystkich dni, nie spotkam się z bliskimi ludźmi w wystarczającym natężeniu.
     I co taka wiedza zmienia?
     Wszyscy mówią, że po pięćdziesiątce życie ma lepszy smak.
     To znaczy?
     Już nie trzeba lecieć w kosmos, nakręcać się, ekscytować. Wystarczy dobry dzień, dobry poranek, piękne światło
.

*

Chłopacy w pana wieku to raczej motory kupują.
     Szczerze? Myślałem o tym. Przejechać step mongolski na motorze, to by było coś. Ale mi przeszło. Na motorze trudniej muzyki się słucha i trudno z towarzyszem podróży rozmawiać.

*

Po to się przecież podróżuje. Po dźwięki. Po obrazy. Po zapachy.

Andrzej Stasiuk w rozmowach z Dorotą Wodecką, Życie to jednak strata jest,
Agora/Czarne, Warszawa/Wołowiec 2015.
(wyróżnienie [czerwone] własne)


Facet nie może pożądać ubrania, na miłość Pana Boga! Facet może pożądać kobiety i samochodu. A nie ciuchów i kosmetyków!
     Ma pachnieć męskim potem?
     No powinien się, kurwa, myć, ale bez przesady. Są tacy, co mają czterdzieści buteleczek na każdą godzinę dnia! No ludzie! Facet powinien się niszczyć, powinien się zużywać, a nie kremem smarować. Ale to jest odbicie głębszego zjawiska, czyli obsesji nieśmiertelności. A facet akurat powinien być śmiertelny. Podejmować wyzwanie
!

*

W Hamburgu poszedłem raz po południu na spacer do parku i myślałem, że mnie, kurwa, stratują. Nie było ani jednego spacerującego! Wszyscy w tych strojach, wszyscy chudzi jak kościotrupy. Atak szkieletorów! A ja chciałem się przejść niespiesznie, wypiwszy piwo, będąc nieco gruby. Czułem się dyskryminowany. Poszedłem stamtąd. Dlaczego pani się śmieje?
     Bo pan się naprawdę denerwuje.
     Bo to nie jest anegdota. To nieznośne uczucie, kiedy biegnie na ciebie tłum obsesjonatów, przekonanych, że będą nieśmiertelni! Że śmierć zabiegają. Ohydne. Gatunek ludzki całkiem stracił godność. Z własną śmiercią sobie nie potrafi poradzić. Zabiegać ją chce. Koniec człowieczeństwa! Ta cywilizacja zdrowia oraz nieśmiertelności jest cywilizacją śmierci. Bo nie potrafi podjąć wyzwania, nie potrafi podjąć ludzkiego wysiłku i spotkać się z prawdziwym przeznaczeniem
.

*

Politykami najczęściej zdarza mi się gardzić. Nie potrafię się oprzeć temu niechrześcijańskiemu uczuciu, wiem, że jest paskudne i brzydkie. Przepraszam. Poprawię się. Od pół roku nie kupuję gazet, więc problem umrze wkrótce śmiercią naturalną. W realu raczej nie spotykam podobnych okazów.

*

Teraz wprawdzie nastawieni jesteśmy na produkcję zadowolonych z siebie bezwstydników, ale żeby żyć naprawdę, musisz poczuć napięcie, niejednoznaczność egzystencji, pewne rozdarcie. Życie powinno być nieco heroiczne, skomplikowane, lekko pochrzanione.

*

Grób jest potrzebny, żeby wiedzieć, skąd się jest. To pogańskie pragnienie, żeby były szczątki i żeby było dokąd pójść zaczerpnąć siły. Wrócić do przeszłości, do miejsca, z którego się wziąłeś.

*

Rozmawiam z przodkami, wierząc, że ich istnienie nie było daremne. Chociażby dlatego, że dzięki nim mogę przyjść na ten grób. Że jestem.

(tamże)

piątek, 23 listopada 2018

Jabłoń:
(dzwoni, bo podrzuciła dwie świeżo upolowane książki,
bo napoczęła obie i przy drugiej ryczy ze śmiechu
)

Biały Kruk:
Dziecko, ty mnie przerażasz.
Nie grzeszysz tylko jak śpisz!

Jabłoń:
Ale ja nie wysyłam Ci wszystkich książek, które czytam.

Biały Kruk:
I to ma mnie uspokoić?

* * *

     Ale ma pan tu trawę!
     
Że niby zapuszczone obejście? Przestało mi się chcieć kosić w tym roku. Bo widzę, że wszyscy faceci na kuli ziemskiej odpalają kosiarki i koszą tę trawę po to, żeby ona była krótka jak w Austrii. W przyszłym roku kupię sobie dwie owce. Owce w odróżnieniu od kóz nie niszczą krzewów, tylko strzygą trawę. A jesienią po prostu je zjem, bo lubię baraninę. I tak co roku. Mam taką ideę powrotu — będę miał kosiarkę owczą i będę ją zjadał jesienią
.

*

[…] we wsi to za wiejskiego matołka mnie mają. Co to nie sieje i nie zbiera, tylko książki pisze. Niepotrzebne rzeczy robi. Wyzwalam raczej czułość, może politowanie niż jakieś gorsze uczucia.

*

Ale pani tu o miłości przyjechała rozmawiać. I o kobietach. Ja nie wiem, czy jestem dobrym rozmówcą. Co to za facet?! Dwadzieścia lat z jedną żoną, nie zdradza, nie pije... tyle co kiedyś, nie ucieka z domu.
     Przyznaję, dla niektórych dość niepopularne.
     Na ogół rzeczy popularne są do dupy. Z wyjątkiem samochodów
.

*

     Samotnik może dać szczęście kobiecie?
     Nie wiem. Ją trzeba pytać.
     Nie wie pan, czy kobieta, z którą pan jest od dwudziestu lat, jest szczęśliwa?!
     No czasami mówi, że mnie kocha
(śmiech). I uśmiecha się do mnie.
     A pan też jej to mówi?
     Nie za często. Nie lubię ostentacji. Uczucia są po to, żeby je przeżywać, a nie gadać o nich.
     Ale bardzo dużo rozmawiamy, choć kiedy milkniemy na pół godziny, Monika uważa, że rozmawiamy za mało. Z przerażeniem patrzę na ludzi, którzy żyją razem i się nudzą albo nie rozmawiają ze sobą całymi latami.
     My z ulgą wracamy do swego towarzystwa, kiedy się gdzieś wynudzimy.
Ani sekundy w życiu nie nudziłem się z Moniką. Jest we mnie ciekawość jej myśli, tego, co powie, ciekawość jej uczuć, jej życia
.

Andrzej Stasiuk w rozmowach z Dorotą Wodecką, Życie to jednak strata jest,
Agora/Czarne, Warszawa/Wołowiec 2015.
(wyróżnienie [czerwone] własne)

środa, 14 listopada 2018

Wiedziałam, że wyjdzie. Wiedziałam kiedy. Nie wiedziałam, aż do dnia premiery, że zostanę mile zaskoczona i wersja elektroniczna pojawi się bez dodatkowego opóźnienia czasowego w stosunku do wersji papierowej.

Prawie wszystkie reportaże mnie zachwyciły. Prawie wszystkie, bo jeden zdruzgotał (ponownie), a inny zmęczył okrutnie — sprawiał bowiem wrażenie, jakby swoją obecnością w tej książce załatwiał dofinansowanie z prawego i sprawiedliwego ministerstwa małej kultury.

Świeżutkie książki Autora mają zawsze tę samą wadę — po ich skończeniu, wiesz, że na kolejną… będziemy musieli poczekać.

Pamięć to kurwa. Lub: kurwa, pamięć.
     Tak powiedzielibyśmy sobie z Violą przy czerwonym winie. A może nie, może ona nie potraktowałaby tego tak poważnie. Powiedziałaby: ech, ta pamięć, kurwanoga

*

Nasze stare dewotki nie mają tej radości w sobie, kościół ją zabija.
     W tym momencie moja myśl przystaje i nie wie, w którą stronę się udać, bo tata, w Polsce radiomaryjny, w Czechach ewidentnie się demoralizuje.
     Żałuje, że nie mówi po czesku, choć zdarza mu się wyrecytować trzy słowa. Kiedy ma dobry humor, staje na baczność i mówi
: Vstupenka! Jizdenka! Letenka! Czyli powiedz mi jeszcze raz: vstupenka to bilet do teatru, jizdenka — bilet na tramwaj, a letenka — na samolot? Nie może się nadziwić, że bilet może mieć trzy nazwy. Tłumaczę, że Czesi cywilizacyjnie stoją wyżej od wielu narodów, rozwijają język i mają jedno słowo tam, gdzie inni mają ich ze trzy, na przykład: bilet, na, samolot.

*

     — Bo po każdym końcu świata — tłumaczy — musi być jakiś początek.

*

[…] zapisał […]: „Jestem tajemnicą swego domu. Swojej rodziny. Milczą całe zdania wielokrotnie złożone z wątpliwości, z lęków, z wzajemnych pretensji, przeciwstawnych wyobrażeń dwóch pokoleń. Miałem być jak oni, a nie jestem. Miałem być bardziej przewidywalny i łatwy, nie jestem. Miałem być bardziej przytulny i miły, nie jestem. Bardziej ha, ha, hi, hi. Bardziej wygodny. Mam nie być sobą. A jestem”.

*

I okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych! Trzeba tylko dać im jakiś początek. To chyba najlepsze na pragnienie życia.

*

Jest jasne, że mężczyzna nie będzie pytał nikogo o zgodę na to, co robi. Pozostawia w mieście ślady tam, gdzie ma ochotę. Wtyka w jego zakamarki, co mu się podoba.


fot. Norbert Piwowarczyk, źródło.

Tomasz [Górnicki] przysyła mail z uwagą: „Czy wyobrażasz sobie, aby w domach nad drzwiami wisiał człowiek w agonii na krześle elektrycznym? Aby dzieci dostawały na komunię małe złote krzesło elektryczne jako medalik? Jezus na krzyżu to obraz makabryczny, ale ta przemoc nikogo nie razi. Kolejny Jezus na krzyżu jest już tylko odbitką, nad którą nikt się nie zastanawia. Trywializacją cierpienia. Nic się lepiej nie sprzedaje niż seks i przemoc, może stąd sukces religii chrześcijańskiej?

*

Rozpłakał się dopiero w domu.
     Płakał każdego dnia. Naliczył, że trzydzieści dni z rzędu.
     Wiem, to dziwne, mężczyzna i tak dalej...
     W pracy pytali go, dlaczego jest taki smutny.
     Dopadła mnie dorosłość, mówił.
     Że co? Masz przecież czterdzieści lat.
     Dorosły stajesz się dopiero, gdy stracisz to, co naprawdę kochasz, tłumaczył. A to mi się przydarzyło pierwszy raz. Ale już nie dodawał informacji, kogo stracił, bo wydało mu się to trochę wstydliwe.
     Wracał więc do domu i nie było rady — płakał
.

*

Na wszystko w życiu musi przyjść odpowiedni moment. To zdanie mogłoby być refrenem mojej życiowej piosenki.

*

Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej.
     (Hanna Krall właśnie do mnie napisała, żebym był czujny i nie formułował zbyt łatwo złotych myśli. A jeśli już, to z powątpiewaniem, zastanowieniem, znakiem zapytania, z bezradnością i jakby prosząc o radę).
     Kiedy już wiem, że nie jestem nieśmiertelny, żyję inaczej
?

*

Nigdy” i „zawsze” mogłyby w słowniku nie istnieć. Robią więcej szkody niż pożytku. W ogóle robią same szkody.
     A „na zawsze” to jest związek wręcz przestępczy.
     Jacek M. jeszcze o jednym słowie: — Wiem, że moi księża profesorowie z seminarium ekskomunikowaliby mnie za to. Jednak do tych słów, które robią więcej szkody niż pożytku, czyli do „nigdy” i do „zawsze”, dodałbym również słowo „Bóg
”.

*

Mieć na koncie w rodzinie zabójstwo i z dumą pisać o sukcesach rodziny i jej katolickości? Mieć na koncie zakatowanie dziecka i bez oporów zostać ekspertem MEN? Mieć taki grzech na sumieniu i bez oporów pisać w internecie, że tylko katolicki PiS może zrobić porządek w Polsce? Zaskoczony? […]
     […]
     Rodzina T.: patriotyzm, powściągliwość, praca, prawda, poświęcenie, posłuszeństwo, przepisy, pryncypia, prawo i sprawiedliwość.

Mariusz Szczygieł, NIE MA,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 04 listopada 2018

Nie mam odpowiedzi na pytanie: od czego zacząć spotkanie z Martinem Pollackiem, od tej rozmowy czy może od Jego książek (I, II, III)? STOP. Wiem tylko, że każde z tych spotkań jest jedynym w swoim rodzaju. STOP. Rozmowę zostawiłam sobie na deser, co okazało się strzałem w dziesiątkę. STOP.

Mądrych ludzi warto słuchać, warto czytać, warto zauważać, co z nami robią ich przemyślenia, doświadczenia i refleksje. STOP. Martin Pollack z pewnością do tych ludzi należy. STOP. Wybrane cytaty podzieliłam na dwie grupy: dla nas jako jednostek oraz dla nas jako wspólnoty. STOP. Każdy z tych cytatów wciąż mnie zatrzymuje, zamyśla, porusza, choć skończyłam tę książkę wczoraj rano. STOP.

#1: (poziom indywidualny)

Moje podejście do życia jest takie, że wszystko jedno, co się zdarzy, przeżyję, dam sobie radę.

*

[…] został we mnie brak zaufania do instytucji rodziny, nie wierzę w nią.
     Naprawdę blisko jestem tylko z żoną, z nią mogę rozmawiać o wszystkim, z synem czy z bratem już nie.
     Ale nie siedzę i nie zastanawiam się: Cholera, dlaczego jestem taki, a nie inny? Po prostu taki jestem i już
.

*

Jestem dosyć towarzyskim człowiekiem, sama widziałaś, że wczoraj, kiedy przyszedł elektryk, piliśmy razem wino.
     Trochę cię przymusił, mówiąc: Ostatnio dostałem tutaj lampkę wina”.
     A bo on lubi dobre wino i wie, że u mnie dostanie. Nie jest tak, że mi tylko przeszkadza, jak ktoś przyjdzie, czasami nawet to lubię, w szczególności kiedy, jak w tym wypadku, wiem, że nie potrwa to dłużej niż dwadzieścia minut
.

*

Słuchaj, czy ty, lewicowiec, jesteś feministą?
     Bo ja wiem… chyba tak, ale zapytam żony.
     Kręci głową, że nie, mówi, że tylko teoretycznie.
     No tak, na pewno wielkim feministą to ja nie jestem. Żona ma chyba rację…
     Co tak wzdychasz?
     No bo próbuję normalnie, partnersko traktować kobiety, ale zdaję sobie sprawę, że zostałem wychowany w innym duchu. To nie jest dla mnie naturalne, odruchowe, muszę wcześniej pomyśleć
.

*

Mówiłeś kiedyś, że chciałbyś umrzeć w górach.
     Czasami tak myślę. To jest takie marzenie sentymentalne.
     Ale ciągle potrafię się cieszyć życiem.

*

[…] powiedziała od razu: „Porozmawiajmy o pana strachu, lękach”. A ja: „No to będzie krótka rozmowa, bo ja się nie boję”.
     […]
     Mój lekarz onkolog zawsze pyta, co mnie bolało ostatnio, gdzie i jak silnie, ale nie umiem jasno odpowiedzieć, wiem, że w kręgosłupie, ale nie wiem dokładnie, w którym miejscu. On mówi, żebym określił siłę bólu w skali od jednego do dziesięciu, ale ja nie wiem, jaki to jest ból dziesięć. Albo czy to, co na przykład w tej chwili czuję, to jest ból.
     Opowiadasz, jakbyś nie miał kontaktu z samym sobą.
     No, może nie mam, nie wiem.
     Lekarz w końcu zawsze pyta moją żonę, bo ona wie lepiej. Powiedział, że to jest częste u mężczyzn
.

*

Kiedy coś opisuję, muszę wcześniej tego dotknąć, powąchać. To dla mnie bardzo ważne.

Katarzyna Bielas, Tropiciel złych historii. Rozmowa z Martinem Pollackiem, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018
(wyróżnienie [czerwone] własne)


#2: (poziom społeczny)

Pamiętam dobrze pierwszą falę emigracji z Polski, to była na ogół emigracja zarobkowa, często niezbyt ciekawa, różne złote rączki, sprzątaczki. Po prostu chcieli pracować w Austrii. Dlatego jestem trochę zdziwiony, że teraz tak łatwo Polakom powiedzieć: „Nie, „nie chcemy u siebie uchodźców, a już na pewno nie ekonomicznych”. A kim Polacy wtedy byli? A polska emigracja zarobkowa w Irlandii, w Anglii, w Holandii…

*

Wróćmy do początków transformacji, mówiłeś, że nie podobało ci się to powszechne handlowanie.
     Na pierwszy rzut oka to może być ciekawe czy śmieszne, że wszędzie, nawet w centrum Warszawy, stoją łóżka polowe i tak zwane szczęki, ale dla mnie to był nieprzyjemny widok.
     Wydaje mi się, że taka pogoń na forsą psuła i psuje naród, bo za tym idzie myślenie, że ten, kto najwięcej i najszybciej zarobi, jest najlepszy. To dziki kapitalizm. Jedynymi wartościami są pieniądz, zysk, a ktoś, kto nie potrafi szybko się wzbogacić, jest głupi
. […] W Polsce wtedy ujawniła się mentalność spryciarzy, cinkciarzy. W kontaktach z takimi ludźmi zawsze masz uczucie, że to, co proponują, jest trochę nieuczciwe.

*

Trzeba jednak pamiętać, że zainteresowanie literaturą jest koniunkturalne, wzrasta, kiedy kraj budzi ciekawość z powodów politycznych.
     Pamiętam, jak w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych w Polsce ludzie pytali mnie: „Jak to możliwe, że »Spiegel« zamknął biuro w Warszawie?”. Byli wręcz obrażeni. Mówiłem im: „Powinniście się cieszyć, bo to znaczy, że Polska jest na dobrej drodze, żeby stać się normalnym krajem, który obsługuje się z Berlina, Hamburga, Wiednia, do którego można w godzinę dolecieć samolotem. Biura otwiera się tam, gdzie jest kryzys, rewolucja, wojna”.
     Nie wykluczam, że niedługo Polska znowu stanie się popularna. Niestety
.

*

Teraz stałeś się ofiarą PiS-owskiej „dobrej zmiany”. W 2016 roku Instytut Polski w Wiedniu zlikwidował twój cykl spotkań z polskimi pisarzami Martin Pollack poleca za krytykę rządów PiS w austriackiej prasie.
     To prawda, ale nie czuję się specjalnie ofiarą. Oczywiście mógłbym siedzieć cicho jak większość autorów, tłumaczy. Dla mnie jednak to nie jest wyjście, przecież nie po to całe życie zajmuję się Polską, żeby teraz spokojnie patrzeć, jak wszystko tam niszczą.

*

Dla mnie największym zagrożeniem jest dziś powrót nacjonalizmu, może nie powrót, tylko przebudzenie się. A myśleliśmy wszyscy, że mamy to już za sobą! Pochodzę z rodziny, w której nacjonalizm był bardzo silny, ważny, zostałem wychowany przez nacjonalistów i wiem, jakie to groźne. Ponieważ jednak wszyscy już umarli, sądziłem, że to koniec, zabrali swoje poglądy do grobu. Niestety

*

Ja wiem, że mam rację przynajmniej w jednym: przestrzegam przed czymś, co już było, czymś bardzo groźnym, czego konsekwencje znamy, historia je pokazała.

*

[…] postanowiłem pojechać z żoną na Litwę samochodem. Po drodze w Sejnach odwiedziliśmy Krzysztofa. Przyjął nas herbatą, potem pyta: „A gdzie ty teraz jedziesz?”. Mówię, że na Litwę, a on przerażony: „Autem?! Z rejestracją austriacką? Wykluczone”. To był ten okres, kiedy nagminnie kradli samochody, zdarzały się niebezpieczne sytuacje. Powiedział: „Poderżną ci gardło, bo ci Litwini od razu mordują, tam jest mafia”. Żona siedzi, pije herbatę i nic nie rozumie, bo mówimy po polsku. Mimo to oczywiście pojechaliśmy.
     Stało się coś?
     Nic. Zamówiłem w Wilnie pokój w świetnym, małym prywatnym hotelu
. […] Cała ekipa stała przed hotelem, czekała na gościa z Austrii, który jedzie taksówką z lotniska, a tu nieoczekiwanie zajeżdża mój brudny czerwony golf. Myśleli, że przyjechałem bezpośrednio z Austrii. Właściciel chciał odprowadzić auto, więc mu tłumaczę, że tutaj jest jeden alarm, tu drugi, jeszcze inne zabezpieczenie. On patrzy na mnie zdziwiony: „A po co panu te alarmy?”. Mówię: „No jak to, przecież pracuję w Warszawie, jeżdżę po Polsce”. A on: „A… to rozumiem, tam strasznie kradną auta, mogą nawet zabić”.

(tamże)

wtorek, 11 września 2018

Wybrać cytaty z drugiej. Wybrać z trzeciej. Sprzyjające warunki: w końcu ciut chłodniej, wieje i popaduje. Druga, trzecia, bo… świeżutki Tochman już skończony i czeka na swoją kolej.

Świeżutki? Nie tak bardzo. Część reportaży wyjęta z Bóg zapłać (Czarne, 2010). Dokładnie nie sprawdzę, bo do ula setki kilometrów, a sama pamięć, gdzie książka w papierzu stoi nie pomaga zbyt mocno. To jeszcze jeden argument za ibukami.

Świeżutki? Nie bardzo. Lekki niesmak, że w podczytniku informacji na ten temat brak.

Świeżutkie za to obrzydzenie do polskiego katolicyzmu, którego wyznawcy sprawiają wrażenie jakby cierpieli na religijną wersję syndromu sztokholmskiego — ot taka nasza narodowa innowacja. Brzydzę się dziś katolikami, a szczególnie katoliczkami… Dlaczego? Bo kobiety mogą zmienić czarną mentalność, której wiara myli się z władzą… wystarczy, że wyjdą z kościołów — jest ich więcej niż piotrowiczów, biskupów zamiatających pod dywan i betonowo-marmurowych janów pawłów, pomników patrona polskich pedofili w koloradkach. Zbyt wielu ludziom wpojono, że ksiądz to synonim słowa książę.

Czy branie odpowiedzialności za osiemnastolatka oznacza podejmowanie za niego decyzji: nie idź! Czy można kogoś w takiej decyzji wyręczyć? Powiedzieć: stój, nie ratuj!
     […]
     Tamten ranek wraca nocami? Jeść trudno? Uczyć się? Modlić? Nie wolno o tym mówić? Czuć? Nazywać spraw po imieniu?
     Ani słowa. Cisza
.

*

Świat istnieje, co niektórych irytuje, budzi w nich złość.

*

Następni wychodzą? Ze strachu? Słowa nie zakażają. Nic wam nie grozi. Stójcie! Mam pytanie: czy każdy z waszych bliskich mógłby przyjść do was i powiedzieć o swojej największej tajemnicy?

*

Seks innych to przecież moja sprawa. Będę oceniał, sądził, brzydził się. Brzydzisz się, to dlaczego dupy innych tak cię obchodzą? Jakże skwapliwie ludzie badają cudze życie — pisze Święty Augustyn – a jak opieszale zabierają się do naprawiania swojego. Dlaczego ocenianie innych, sądzenie ich, tak ci jest, człowieku, potrzebne? Cóż warte byłoby twoje życie, gdybyś nie osądzał innych?
     Wy, dobrzy katolicy, patrząc na człowieka z piętnem, myślicie o sobie: jesteśmy od niego lepsi, poukładani, moralni, uczciwi, czyści. My, dobre żony, kochający mężowie, troskliwe matki, ojcowie — wszyscy gotowi jesteśmy na zbawienie. Panie Jezu, bierz nas prosto do nieba! Hurtem nas weź!

*

Pchają się wam do głów stereotypy, gotowe schematy, matryce, już zajmują ustalone z góry pozycje, już są gotowymi argumentami do oceny, sądu, skazania?

*

Chrystus dałby mu zapewne numer swojej komórki. Biskupia komórka jest tajna.

Wojciech Tochman, Wściekły pies,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)



*

Trzeba dbać o siebie, nawet gdy jest już z tobą całkiem źle. Im bardziej się zaniedbujesz, tym bliżej ci do śmierci.

(tamże)

Wszystko zaczęło się od przypadku. Wpadłam na audycjęprzepadłam. Sześć dni po premierze trzeciej wydłubałam cytaty i zaczynam czekać na czwartą — będzie za dwa lata?

Po tych książkach polska zima nie wydaje się groźna, nawet jeśli będzie bardzo mroźna.

     — Dlaczego wracasz? — zapytam.
     — Bo nigdy naprawdę nie wyjechałam — odpowie
. — […]  Wszystkie dzieci stąd wiedzą, że jak Ann za czymś stoi, to wszystko się uda. Ona potrafi być tym dorosłym, któremu się ufa. Ja też jej ufam. Ta kobieta nie pracuje w domu dziecka. Ona jest domem dziecka.

*

Nigdy nie mam gotowego planu. Nie daję się zranić, czekam, nigdy się nie narzucam.

*

A jeśli nie mogłeś być dzieckiem, to skąd masz wiedzieć, kim jesteś jako dorosły? […] Ciężko oczekiwać od rodziców, że będą dobrzy w swojej roli, skoro od pokoleń nie mają żadnego wzorca. Dzieci potrzebują pomocy, to jasne, ale szczególnie potrzebują jej dorośli.

*

Tu każde imię coś znaczy. Dzieci nazywane są na cześć zmarłych, którym w ten sposób przedłuża się życie. Zapomnieć imię to zaprzeczać, że ktoś istniał.

*

Mówienie o tym, co się stało, to ważny element procesu dochodzenia do siebie.

*

     — Całe życie byłaś uparta? — zapytam.
     — Tak. Dzięki temu wygrałam własną wojnę
.

*

Nierówności mają ogromne znaczenie, ponieważ lepiej czuję ciało, panuję nad nim, zachowuję równowagę. Kiedy przyjeżdżam do dużych miast, gdzie wszędzie jest asfalt, w ciele pojawia się niepokój, bolą mnie kości i stopy, nie mogę chodzić tam, dokąd chcę, tylko tam, gdzie wolno.

*

[…] nie umiałabym rozmawiać o uczuciach w obcym języku, bo czuję po grenlandzku. My myślimy obrazami. Nie widzimy słów, ale sceny, widzimy wszystko dosłownie, więc często jeden komunikat jest dla nas wieloznaczny. Niektórych rzeczy nie jesteś w stanie wyrazić po duńsku, dlatego że słowa masz w sercu.

*

Przez nadmierny racjonalizm tracisz kontakt z własnym otoczeniem. Im bardziej usuwasz siebie z ciszy, tym bardziej wyrzekasz się swojego zbiorowego ja.

*

     — Zawsze powtarzam, że jeśli w kogoś celujesz — mówiąc to, układa dłoń jak pistolet, z jednym palcem wymierzonym w moją stronę — pamiętaj, żeby trzema palcami mierzyć w siebie.

*

Teraz jestem bardzo szczęśliwy. Ale przeszedłem piekło, żeby tu dotrzeć.

*

     Jesteśmy cisi, ale to nie oznacza, że jesteśmy słabi. Po prostu mówimy z innego miejsca w ciele.

*

Silni będziemy tylko wtedy, gdy nauczymy się wykorzystywać różnice w dobrej wierze, nie działając na oślep.

*

Na początku lód przeraża. Chodzi się po nim jak najlżej, starając się unosić nad wkładkami w butach, żeby nie naciskać, mimo że obok przejeżdżają samochody. Później dociera do ciebie, że w tym krajobrazie jesteś tylko martwym pikselem, że morze nawet cię nie zauważa, więc przestajesz się bać. Po kilku tygodniach chodzenie po wodzie staje się obsesją nieumiejącego pływać. Na lód wraca się szukać szczelin i grzebać w nich palcami.

*

Rozmawiamy mieszanką języków, mróz dodatkowo przeciąga zdania, skleja z zimna morfemy, dzięki czemu nie wytraca się ciepła na przecinki. Dużo w tej rozmowie pożytecznej ciszy.

Ilona Wiśniewska, Lud. Z grenlandzkiej wyspy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.
(wyróżnienie własne)



Są książki lekkie, łatwe i przyjemne. Są trudne, wymagające, które czytam długo i na raty. Są takie, które we mnie wsiąkają lub w które ja wsiąkam. Są również takie, które muszą się we mnie ułożyć, poruszenie wewnętrzne, które wywołują, potrzebuje zagospodarować się, są przeżywane dużo dłużej niż dzień bądź dwa po przeczytaniu ostatniego zdania. Do takich książek należą te Ilony Wiśniewskiej — każda inna, ale efekty działania podobne: obcujesz z tajemnicą i ciszą w sobie — zazdroszczę ci, jeśli te książki są przed tobą.

Tę skończyłam w zeszłym tygodniu, trzecią też już przeczytałam — wciąż we mnie są, zamyślają mnie.

Nie ufamy tym, którzy krzyczą. W naturze człowiek jest cicho.

*

Badania potwierdzają, że zdrowie nie pochodzi z kwasów omega-3 czy z antyoksydantów, ale z tego, jak się człowiek ma sam ze sobą, ze swoimi przekonaniami, językiem i wierzeniami.

*

[…] czytam w książce, że najbardziej oszałamiającym doświadczeniem w naturze jest dla niej niespodziewany widok klucza wędrownych ptaków i ich odgłos. Nie widzi ich w momencie, kiedy przelatują, a kiedy już je dostrzega, są daleko. To wtedy czuje, jakby dotykała jakiejś tajemnicy, i za każdym razem upuszcza wszystko, co akurat trzyma w dłoniach. To właśnie dlatego, żeby zatrzymać to wrażenie, Regine Juhls robi biżuterię.

*

Regine uważa, że poznanie tundry wymaga tysięcy kroków w samotności i pokory, której szczęśliwymi posiadaczami są tylko zwierzęta.
     […] Zima jest dobra, mimo że trwa osiem miesięcy. Trzeba się jej po prostu nauczyć.

*

W języku saamskim jest osiem pór roku. Przedwiośnia i podjesienie mają tu swoje pełnoprawne nazwy, jak zaklęcia wyszeptywane przez noaidich w krwawiące rany. Giđđadálvi — przedwiośnie, giđđa — wiosna, giđđageassi — wczesne lato, geassi — lato, čakčageassi — podjesień, čakča — jesień, skábma (albo w innej wersji čakčadálvi) — przedzima, noc polarna, dálvi — zima.

*

Mari [Boine] wie, że jej matka do końca życia nie mogła się pogodzić z tym, że córka joikuje. Ojciec potępiał wszystko, co robiła, i do śmierci nie zmienił zdania. […] Życie bez rodziców było wyzwoleniem. Po śmierci stali się jej o wiele bliżsi.

*

[…] kończy słowami: „Oddychamy […]. To jest tchnienie naszego życia. Nie wierz dłużej, że jesteś gorszy. Nie wierz dłużej w kłamstwa, które kradną ci życie”. Mari powtarza często, że wściekłość to wspaniała siła napędowa.

*

Pod koniec lat siedemdziesiątych Boine […] nagle zaczęła zadawać sobie pytania, czego się wstydzi i czy rzeczywiście musi.

*

Tradycyjnie wierzono, że w zorzy tańczą po śmierci stare niezamężne kobiety, wysuszone dziewice, które nie zaznały w życiu lepkiej przyjemności. „Ona jest już tak stara, że niedługo skończy w zorzy” — mawiało się.

*

ELLEN ANNE: To jest czczenie. Nie czci się kogoś, kogo się nie kocha. Dobre emocje nie mogą być grzechem.
     PRZYJEZDNA: Czyli teoretycznie można by joikować Jezusa?
     ELLEN ANNE: Nie. Joik to joik. Wychwala się to, co widać
.

*

[…] jeszcze ktoś inny napisał wielkimi, białymi literami IT’S NOT DOWN ON ANY MAP. TRUE PLACES NEVER ARE, a na tylnej ścianie Husegårdenu, tam gdzie coś tłucze od miesiąca, jest biały mural EVERYTHING IS A STORY.

*

Svein Harald wierzy, że to domy znajdują ludzi.

*

W fazie przygotowań zamiast opowiadać każdemu, co chciałby zrobić, Pøbel po prostu to zrobił.

Ilona Wiśniewska, Hen. Na północy Norwegii,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)



*



Arvo Pärt, Fur Alina, 1976.

*



Mari Boine, Idjagiedas (In the Hand of the Night), 2009.

środa, 05 września 2018

Okładki pierwszej i drugiej przez lata obijały mi się o oczy — nie porwały, nie przyciągnęły, odepchnęły na potem. Przez przypadek trafiłam na audycję à propos trzeciej i już wiedziałam, że muszę — przez wiele emocjonalnych ‘u’ — przeczytać wszystkie trzy, że potrzebuję je czytać w kolejności, jak powstawały.

Pierwszą, tę książkę, skończyłam w niedzielę, ale pracowała we mnie, nie pozwalając zająknąć się na jej temat, bo jak. Musiałam poczekać, aż wyklaruje się klucz, według którego można wybrać cytaty (nie przepiszę przecież połowy książki!). Ta książka jest piękna, wspaniała i magiczna. Spotkacie w niej niesamowitych ludzi, ale jest również jedną z niewielu książek, przy której jesteście ciekawi również tej osoby, która czyta tę książkę, jej reakcji, marzeń, postanowień, pozostaniecie w głębokim i delikatnym zadziwieniu, co uśmiecha ją w środku — pozostaniecie na długo.

Jestem w połowie drugiej. Trzecią, dziś była jej premiera, już mam na czytniku.

Wiedziałam, że muszę na północ, a Longyearbyen — największa osada na wyspie — leżało możliwie najdalej. Arktyczne lato było chłodniejsze od tego europejskiego o jakieś trzydzieści stopni, więc dało się zebrać myśli.

*

Czy bez problemu kupujesz produkty w Svalbardbutikkenie?” Nie.
     „Czy możesz łatwo czytać norweską prasę?” Nie. No, może z wyjątkiem prognozy pogody i nekrologów.
     „Czy swobodnie oglądasz główne wydanie wiadomości w norweskiej telewizji?” No nie. To znaczy oglądam swobodnie, tyle że w tym czasie słucham Trójki
.

*

Grzbiet lodu oddycha jak żółw zmęczony dźwiganiem świata. W górę i w dół. Śpi mocno, bo co jakiś czas drga bezwiednie. Skuter pędzący mu po karku osiemdziesiąt kilometrów na godzinę to nie więcej niż lekkie swędzenie.

*

Koniec świata to dobry początek.

*

Z psami jest łatwiej, bo nie zadają zbędnych pytań.

*

Marcela nie marnuje czasu na strach. Jest tu i teraz. Nie przewiduje złych scenariuszy.

*

[…] to bezpieczne ciepło w hytcie, które Norwegowie nazywają kos, a wymawiają „kus”. Kus oznacza wszystko, co kojarzy się z domem, ciszą, smacznym jedzeniem i miłością. Jak uczucie, kiedy się wchodzi z zimnego do domu, gdzie pachnie kąpielą i miękką skórą. To jest o wiele więcej niż przytulnie. Trudno to w ogóle przetłumaczyć. Kus i hytta są nierozłączne, a im dalej od cywilizacji, tym to nieprzetłumaczalne odczuwa się mocniej. Kus wyklucza samotność. Wyklucza więc też strach.

*

Jak sobie odgryziesz ogon, to przeżyjesz, ale na zawsze pozbawisz się równowagi.

*

I tak siedzimy w milczeniu. To jest jedna z tych chwil, kiedy buduje się swoje najlepsze wspomnienia.

*

Wystarczy, że coś postanowi. Reszta dzieje się sama.

Ilona Wiśniewska, Białe. Zimna wyspa Spitsbergen,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)



czwartek, 23 sierpnia 2018

Lubię proste pytania, które stawia Autor w przejmująco ludzki sposób. Proste pytania, na które często nie ma odpowiedzi, jest zaduma i zadziwienie. Podziwiam drogę, jaką przeszedł Autor w drodze do siebie. Podziwiam Jego ciekawość, przytomność i nieustępliwość w dotarciu do prawdy.

Z historii jestem absolutnym betonem — gdy więc w pełnym zdziwieniu raportowałam Sadownikowi, że właśnie przeczytałam, że Watykan po wojnie pomagał nazistom w emigracji do Ameryki Południowej, ten równie zdziwiony zapytał: nie wiedziałaś? Nic, tylko muszę pogratulować znajomym-katolikom wytrwałości w wierze.

Ta książka jest w pewnym sensie kolejnym przypomnieniem-ostrzeżeniem: na faszyzm chorują nie tylko łyse, testosteronowe, impregnowane na wiedzę młode byczki, ale również wykształceni, zacni obywatele, którzy w obecnych czasach mieliby znak Polski Walczącej na ramieniu lub tylnym zderzaku samochodu.

[…] próbowałem rozszyfrować coś, co na zawsze pozostanie fragmentaryczne. Wtedy zrozumiałem, że nigdy nie znajdę odpowiedzi na dręczące pytanie, jak to możliwe, że akurat mój ojciec „na mocy swoich kompetencji” kazał popełniać takie czyny, być może sam sięgał po broń. Ojciec, sturmbannführer, któremu dziesiątki lat później jeden z jego ludzi miał wystawić świadectwo niezmiennie humanitarnego postępowania. Humanitaryzm — co oznaczał w języku sprawców?

*

Zastanawiam się, czym tłumaczyła swoją nieobecność w domu. Mówiła mężowi, mojemu ojczymowi, szczerą prawdę? Czy znajomi coś o tym szeptali, robili jakieś uwagi? Linz nie był wielkim miastem, raczej nie udałoby się utrzymać romansu w tajemnicy — w dodatku romansu z szefem gestapo, którego wielu znało.
     […] SS miało się składać z samych najlepszych nie tylko pod względem „rasowym”, lecz także obyczajowym. Zakon niemieckich mężczyzn. Poza tym Himmler żądał od swoich „braci zakonnych”, aby w miarę możności między dwudziestym piątym a trzydziestym rokiem życia zakładali rodziny.

*

O życiu prywatnym ojca, o tym, jaki był, co myślał, wiem niewiele, właściwie nic. Do dziś pozostał dla mnie postacią z mroku, kimś o ledwo rozpoznawalnych konturach.

*

Ojczym musiał go znać, jednak nigdy nie przeszłoby mu przez usta jakieś nieprzychylne słowo. Milczał, a ja nie pytałem. Panowała między nami głęboka cisza, którą długo uważałem za rzecz normalną.

*

Dlaczego akurat on?
     To pytanie towarzyszy mi od wielu lat jak posępny cień, o którym wiem, że nigdy się go nie pozbędę.

*

W określonych warunkach pamięć historyczna bywa zdumiewająco krótka. Dziesięć lat okazuje się wtedy długim okresem, który zaciera wiele wspomnień.

*

„Decyzje i sprawy Tajnej Policji Państwowej nie podlegają czynnościom sprawdzającym ze strony sądów administracyjnych”, zapisano w ustawie o gestapo z lutego 1936 roku. Gestapo było państwem w państwie, jego czołowi funkcjonariusze czuli się światopoglądową elitą, wojskiem walczącym z wewnętrznym wrogiem narodowego socjalizmu, ze zdrajcami narodu, Żydami, marksistami, Kościołami.

*

Zabójstwo nie równało się zabójstwu. Masowa zbrodnia należała do obowiązków, zabójstwo wskutek niedbalstwa było oznaką słabości. A słabości w SS nie tolerowano.

*

Włosi — mówił [dziadek] — to zdrajcy. Tak jak Czesi. To już dopowiadała babcia; a może też stryj, brat ojca. Wszyscy oni upodobali sobie lakoniczne, nieznoszące dociekliwości sądy, za pomocą których objaśniali świat. Amerykanie to świnie. Francuzi – świnie. Nie mówiąc o Żydach. Takie to proste.

Martin Pollack, Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu,
przeł. Andrzej Kopacki, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017.
(wyróżnienie własne)



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:




*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...