Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: litera faktu i myśli oraz reportaż

poniedziałek, 05 czerwca 2017

Co we mnie jest przestraszonym psem? Co we mnie boi się zaufać? Czy jest ktoś, kto wyciąga do mnie karmiącą dłoń? Komu boję się powiedzieć, jak bardzo go kocham?

Z tymi pytaniami sobie jestem po książce, którą osobiście kupiłam dla siebie z okazji Dnia Dziecka. Pozostałam poruszona  obrazami uczuć wyłaniającymi się z literek i ilustracji.

Co z tego, ze burczało mu w brzuchu. Był wreszcie szczęśliwym psiakiem, bo mógł biec i biec, a to kochał ponad wszystko.

*

A życie bez psa jest trochę jak szafa bez szuflady. Niby wszystko w porządku, ale czegoś bardzo brakuje.

*

[…] czekaliśmy, aż wreszcie jakiś [pies] nas odnajdzie. Najpierw czekaliśmy tylko trochę, ale potem coraz bardziej.

*

Popatrzycie sobie w oczy i już jesteście odnalezieni, bo wy wiecie, ze to jest wasz psiak, a on wie, ze jesteście jego ludźmi. […] Nadawać imię mogą tylko odnalezieni ludzie odnalezionym psom.

*

A potem przez moment wydawało mu się, że wyczul coś jeszcze. Słabiutki, bardzo delikatny i jakby przerywany zapach psów, które kiedyś mieszkały na tym podwórku. Nie było czuć strachu, ani smutku. To był zapach szczęśliwych psów z zamierzchłej psiej przeszłości.

*

Ależ to było przyjemne — dotyk dłoni człowieka przez parę sekund. Lolek, który nie był jeszcze Lolkiem, pierwszy raz coś takiego poczuł. Nawet jeżeli ktoś go kiedyś pogłaskał, to było to tak dawno temu, że już tego nie pamiętał.

*

Czasami tak bywa, że pies odnajduje jakiś przedmiot i już nie chce się z nim rozstać. […] może te przedmioty mają dla psów moc magiczną. Po prostu pozwalają im pokonać strach. Ludzie też często potrzebują czegoś takiego.

*

*

Myślę, że mój mistrz Juliusz Rawicz miał rację, mówiąc, że każdy pies marzy o tym, aby być z jakimś człowiekiem, a wielu ludzi marzy o tym, by spotkać psa. Czasami wystarczy przypadek, żeby mogło się to zdarzyć, a czasami trzeba się trochę rozejrzeć.

Adam Wajrak, Lolek, ilustr. Mariusz Andryszczyk,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 01 czerwca 2017

Koncerny, konsorcja, korporacje — piarowa papka, wielkie pieniądze i kompletny brak wyobraźni. Skrajny wdupiemanizm — żadne inne określenie nie przychodzi mi do głowy.

To książka, która powala. Że niby daleko? I tak, i nie, bo przecież mamy naszą małą Amazonię (Puszczę Białowieską) i przedostatnie miejsce w Europie pod względem zasobów wody.

Co możesz zrobić Ty? Co mogę zrobić ja? Z czym zostałam po tej książce? Myślę sobie, że możemy przynajmniej jedno: sprawdzić, jak to jest, gdy pomyślisz teraz i poczujesz, że:

 tyle, ile masz, to dość

człowieku z bogatego europejskiego kraju; z Polski, żebyś nie miał złudzeń. Ja już nie mam.

***

     — Gdy ścina się drzewo takie jak to, czy nie kojarzy ci się to z przelewaniem krwi?
     — Mój przyjacielu, ono, gdy się je ścina, wydziela zapach, który możesz poczuć. Gdy ma się zwalić, słyszysz jego jęk; skrzypienie pnia. I możesz zobaczyć opadające liście niczym gest pożegnania…
     — I czujesz, jak gdyby ktoś umierał?
     — Czuję, jak gdyby kogoś zabijano. Ono jest żywą istotą…

*

Coś, co natura tworzyła przez długie lata, ludzie myślący tylko o zysku są w stanie zniszczyć w niespełna godzinę.

*

Mimo kryzysu światowego popyt na większość towarów utrzymuje się, zbyt duże pieniądze są do stracenia, by przejmować się przyrodą.

*

Trzeba silnej wiary w ideał życia zgodnego z otaczającą naturą, żeby oprzeć się pokusie. Splunąć na forsę — największy heroizm naszego czasu.

*

[…] nowoczesne społeczeństwo wytwarza u jednostek moralną ślepotę na masową skalę.

*

Ktoś niesie transparent z napisem: „Dopiero kiedy człowiek zatruje ostatnią rzekę, zetnie ostatnie drzewo, zabije ostatnią rybę, uświadomi sobie, że nie da się zjeść pieniędzy”.

*

Wielki biznes nadal osusza Ziemię z pitnej wody, wycina płuca planety — puszczę amazońską i inne lasy — a gdy na swojej drodze spotyka protestujących, zastrasza ich, sprawia, że „znikają”, zabija. My zaś — choć nasza odpowiedzialność jest niełatwa do uchwycenia i nazwania — wciąż bierzemy udział w podziale łupów.

*

Jeśli do obelg „zacofani”, „przeciwni rozwojowi” dodać „skrajnie lewicowi”, a tak robi propaganda koncernu, zblatowanych mediów i rządu, to portret wroga gotowy, Wtedy za milczącym przyzwoleniem klas opiniotwórczych wolno bić, torturować, strzelać.

*

Koncern to wirtualne, choć realne pieniądze, gąszcz przepisów i regulacji, zakulisowe naciski, maszyneria wydobywcza, substancje chemiczne… A także wyciekła rtęć, kwaśna woda lub jej brak, zdechłe ryby.

*

Wykręty to niekiedy przydatne lustro w odkrywaniu prawdy.

*

Bajeczne pieniądze koncernów, mówi Edmundo, ożenione z umiejętnościami byłych oficerów wojska i wywiadu to ogromne niebezpieczeństwo dla demokracji. […] Mają lepszy sprzęt niż państwo i są poza kontrolą. Mogą zniszczyć każdego.

Artur Domosławski, Śmierć w Amazonii. Nowe Eldorado
i jego ofiary
, Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*

 […] zbrodnia może unicestwić jedno życie,
ale nie zniszczy idei
. […]
Jamais a nossa voz vai calar

(tamże)

Sting, Fragil, (Portuguese).

wtorek, 09 maja 2017

Chyłkę na bok odłożyłam, bo w niedzielę wieczorem okazało się, że już jest w ibuku inna książka. Wiedziałam, że wyjdzie i kiedy. Nie wiedziałam, z jakim opóźnieniem będzie dostępna wersja elektroniczna. Jest! Coś we mnie zachwyciło się w niedzielny wieczór, że już! Wczoraj wieczorem było po wszystkim.

Po, jak to nazwałam, psychozie XXI wieku, byłam zawartości tej książki ciekawa, jako zjawiska i nie zawiodłam się. Jak zwykle życie napisało scenariusz, jakiego nie wymyśliłby żaden człowiek.

Działanie i wybory każdej z osób — mniej lub bardziej odpowiedzialnej za taki czy inny stan rzeczy — występujących w tym reportażu, są do bólu logiczne i prawie zawsze pełne dobrych intencji. Logika może zaskoczyć, aż ma się ochotę powiedzieć: ale kwiatki!

Książka dotyka mojego osobistego fioła: na ile jesteśmy tworzeni przez kulturę, w której żyjemy, a na ile znamy siebie i dokonujemy wyborów zgodnych z tym, kim jesteśmy?

Ja osobiście nie wierzę, że fantastyczna praca, apartament, wypasiony wóz, elegancki mąż, piękna żona i stadko udanych dzieci uszczęśliwi wszystkich. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak nie jest. Tak, kultura, w której żyjemy, ma zawsze na nas pomysł, ale jaki pomysł na siebie mamy ty i ja?

     — Pewnie miałeś problemy z kolegami z klasy? — pytam.
     — Nie, nie miałem żadnych — odpowiada.
     — Żadnych problemów? — dziwię się.
     — Żadnych kolegów — precyzuje
.

*

     — […] Co innego, kiedy wprost ci odmówi, a co innego, kiedy tylko tobie się wydaje, że on nie chce rozmawiać. Próbuj dalej, aż usłyszysz odmowę.
     — Co jeśli odmówi, kiedy będę przy bramie? — pytam.
     — To świetnie, masz pięć minut rozmowy. Jeśli przyjmie cię w drzwiach — piętnaście minut, a kiedy wpuści cię do korytarza, możecie rozmawiać nawet pół godziny. Jeśli pozwoli ci usiąść w środku na kanapie — idealnie, wtedy posiedzisz już, ile zechcesz.
     — A co, jeśli nie porozmawia nawet przez pięć minut.
     — Wtedy napisz do niego list. Ale odręcznie
.

*

Ale każda wada ma swoją zaletę.

*

Wiem, wiem, komu by się chciało tak długo szukać. Ale to kwestia uporu, wytrwałości, masz to w sobie albo nie masz. Taki wewnętrzny głos, który mówi: „Idź do przodu, nie zatrzymuj się”.

*

Samo życie: znajdujesz kogoś wtedy, kiedy właściwie przestałeś szukać.

*

     Notuję: „Każdy z nas ma aspergera. Aspergerowcy mają go bardziej”.
      […]
     Notuję: „Dla ciebie coś jest oczywiste, dla niego może nie być. Objaśniaj, co masz na myśli”.

Kamil Bałuk, Wszystkie dzieci Louisa,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.


środa, 03 maja 2017

Tydzień temu Pan Ciasteczko był na zawodowej, mocno męskiej kolacji. Następnego dnia Sadownik wrócił do ula i od progu zapytał, czy mamy ciepłe króliki. Ustaliliśmy o jaką książkę chodzi. Ustaliliśmy, że nie mamy, że Pan Ciasteczko dużo dobrego o niej na kolacji słyszał, co Jabłoń w osłupienie wprawiło i, że Sadownik chce ją przeczytać. Pyk, pyk. Klik, klik. I była. Sadownik zachwycony książką. Wzięłam i ja. Po drodze odpoczęłam zachwytem przy Jedwabiu.

O tej książce wiedziałam, gdy tylko wyszła, ale od początku coś we mnie mówiła „e, nie”. I ten kawałek mnie nie przekonał się do tej książki. Może dlatego, że Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska z natury jest Tygryskiem, a ja Kłapouchym. Może dlatego, że bliżej mi wewnętrznie do Marka Edelmana. Może dlatego, że książka ta jest, niczym grubą kredką malowaną, laurką kreślona przez i dla rozmówczyni autora — chwilami nie do wytrzymania: stereotypy, stereotypy i wszechobecne wielkie kwantyfikatory. Z pewnością dlatego, że bardzo bliskie relacje są mi potrzebne do życia jak powietrze i nie zamieniłabym ich na żadne chorobliwe wieczne widzenie pozytywów. Co nie znaczy, że nie wzięłam czegoś dla siebie, trzy kłaczki z tygrysiego futerka włożyłam do kłapouchowej kieszonce możliwości.

Są w tej książce dwa–trzy pęknięcia na gładkiej powierzchni och-jak-pięknie i nie pozostawiają one wątpliwości, co do swojej prawdziwości i szczerości. Dla nich warto przebrnąć przez tę książkę, ale jeśli miałaby to być jedyna pozycja książkowa na ten temat, to zdecydowanie mówię „nie”.

[…] człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje.

*

Proszę pana: CHLEB NAJWAŻNIEJSZY. Do końca życia nie zapomnę, jak pod koniec pobytu w obozie śniło mi się, że mam na własność cały bochenek chleba.

*

Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? […] Takie były warunki i ktoś by powiedział, że to było piekło. A ja uważam, że to miejsce, w którym trzeba przeżyć.

*

[…] nie ma sytuacji, w której — jak to się mówi — trzeba złożyć broń.

*

Człowiek trzyma się ludzi, którzy znają naszą przeszłość.

Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki.
Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 25 kwietnia 2017

nie wiem.
opcja pierwsza: nie mam pojęcia. nie dam rady. nie nadaje się. nigdy nie zrozumiem. itepe, itede do całkowitego zniechęcenia i rezygnacji.

nie wiem.
opcja druga: ty jako łowca przygúd. poszukiwacz skarbúw. tropiciel tajemnic. odkrywca. badacz. eksplorator. itepe, itede do całkowitego zachwytu możliwością, ktúra otwiera się w tej chwili.

wiesz.
wybieraj! opcja pierwsza czy druga?

***

Zadałam sobie ostatnio pytanie: co mnie interesowało zawsze? Od dzieciństwa.

*

Wie pan, dobrze, jeśli człowieka od początku coś przerasta. Dlatego że wtedy rodzi się wyzwanie. Musi dowiedzieć się, co to znaczy. A nawet jeśli się nie dowie, to może odpowiedzieć sobie, dlaczego te słowa zrobiły na nim wrażenie.

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

***

Piotr Zioła, Safari.

nim dosięgnie nas stado dzikich lwów

Zaczęłam wiele miesięcy temu. Utknęłam na nieszczygłowych literkach i odłożyłam. Czy trzeba nieszczygłowe literki przejść, zrozumieć, wchłonąć? Nie trzeba i machnęłam na nie ręką.

Z niebywałą przyjemnością wróciłam do tej książki. Przygoda w Intercity, miniatura o Nastolatce i katechecie — palce lizać i płakać ze śmiechu, i pękać z dumy!

W byciu człowiekiem najpiękniejsze jest poznanie innego człowieka, którego oczami możemy spojrzeć na to, co widzimy od dawna. Jego oczy patrzą dla nas. Dostrzegają rzeczy, których nie mogły dostrzec nasze. Ktoś znajduje nowe znaczenia tego, co zaliczyliśmy już do oczywistości.

*

Ach, jo! — napisałem (tak mawiają Czesi i Krecik, gdy dociera do nich jakaś świeża prawda).

*

Jeżeli żyje się w Polsce i mają być z tego jakieś plusy, to poezja jest właśnie nagrodą. Nie ma przecież przeszkód, żeby samemu się nagrodzić.

*

     — I co teraz? — spytałem cicho kolegów.
     Cezary zastanawiał się półgłosem:
     — Trzeba by zacząć trenować…
     — Co?
     — Trudną sztukę dzielenia rzeczywistości. A także jej ostateczne wartościowanie. Ale przyjąć to? Odrzucić? Czy dopić kawę i dokończyć racucha?
     Zgodziliśmy się, że w tej sytuacji dokończymy racuchy.
     — Zawsze „tak” dla małych rzeczy — powiedział zadowolony Cezary
.

*

[…] zabrać, postawić w ogrodzie. Nawet jak się już nie da na nim siedzieć, to mogą tam przysiąść ptaki lub motyle.

*

     — Może Jezus czasami musi się odkleić od krzyża? Bo nie wytrzymuje?

*

[…] jesteśmy sami dla siebie największym darem i nie mamy nic cenniejszego, bo przecież bez siebie nie istniejemy.

*

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Philip Glass, The Hours.

wtorek, 04 kwietnia 2017

Sadownik:
(dokładnie tydzień temu przy porannej kawie)
Znasz Polak sprzeda zmysły?

Jabłoń:
Tak, to reportaż z zeszłego roku, ale go nie mamy.

Sadownik:
A możemy mieć? Bo temat podobny do mojego dyplomu.

Jabłoń:
Ale w tej książce nie ma fotografii.

Sadownik:
Ale ja umiem czytać.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem, złamała zasady kupowania ibuków i nabyła)

*

Większość, poza ostatnim rozdziałem czytaliśmy sobie na głos. Zmysły w kłopocie: oczy nie wierzyły w to, co widziały; uszy nie wierzyły w to, co słyszały. Naprawdę to nie fikcja, tylko zmienione imiona? Naprawdę?

Gdy zmysły ogarnąć nie mogły wycinka polskiej rzeczywistości, dotarło do mnie, że jeśli czytasz i nie dowierzasz, oznacza to tylko tyle, że jesteś w życiu obdarowany — miłością, pracą, sensem. I błagam, nie wciskaj, że ty wszystko ciężką pracą i że jak ktoś chce, to ma.

Anna: — Czekam, żeby skończyła się moda na durny indywidualizm, a na top wróciła opiekuńczość. Każdy potrzebuje się o kogoś troszczyć, inaczej nie może być szczęśliwy. Chciałabym, żeby Polska zaopiekowała się mną choćby w minimalnym stopniu, dając mi etat, a ja wtedy urodzę jej małego Polaka i o niego zadbam. Łańcuch troski będzie się w ten sposób powiększał. Czasem jeszcze tak sobie marzę.

*

Pan Andrzej nie jest już szczawikiem i doskonale wie, że za większość zniewag nie mamy kogo lać w pysk, bo słyszymy je od samych siebie. Ten wewnętrzny głos Andrzej Kmiecik nauczył się jednak uciszać. Robi to tak:
     1. Nie wstaje, tylko zrywa się z łóżka.
     — W łazience jestem, zanim wewnętrzny cham zdąży otworzyć gębę i powie, że już siódma, a ja dalej gniję w wyrku.

*

Paręnaście wspólnych wypadów na plażę, kilkadziesiąt posiłków, dwa tańce i cztery orgazmy — tyle Piotr, dwudziestoośmioletni grafik komputerowy z Katowic, potrzebował przeżyć z Katarzyną, żeby później za nią zatęsknić.

*

Pomidorówka gotowa! Ona po nas nie zostanie, a i tak jest wielką rzeczą. Bo, w przeciwieństwie do historii, wystarcza do szczęścia.

*

Szczęście można znaleźć tylko w internecie. Pod warunkiem, że nie jest się tam sobą.

*

[…] był czas, kiedy lepszego życia nie odkładało się na później.

*

Sorry, ale nie biorę na serio męczeństwa naszego narodu, bo ono tylko miesza Polakom w głowach. Stają się od tego zakompleksieni i kłótliwi.
     Zdaniem Jacka, gdyby Polacy zapomnieli o dziadkach, którzy im w głowach umierają za ojczyznę, mogliby się wreszcie skupić na swoich marzeniach
.
     […]
     Przyznaję, że to fajne, ale pomysł „zabij w sobie dziadka” mnie odrzuca.
     — I dlatego w tym kraju nigdy nie będzie pięknie — wzdycha Jacek.

Konrad Oprzędek, Polak sprzeda zmysły,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 19 marca 2017

Pan Ciasteczko:
(wracał do ula z delegacji w piątkowy wieczór)

Jabłoń:
(w sobotni ranek referowała Sadownikowi)
Wiesz, gdy czytałam pierwszy reportaż o żonobójcy,
co chwilę przychodziło mi do głowy pytanie:
po co ja to sobie robię?

Sadownik:
A czemu zabił?

Jabłoń:
(z obrzydzeniem na prozaiczność powodu)
Bo miał kochankę.

Sadownik:
To jesteś bezpieczna!

*

Bezpieczna wciąż nie znam odpowiedzi na zadawane sobie pytanie.

Nadal też [Juliusz Paetz] jako senior uczestniczy w zebraniach Episkopatu. W 2012 roku przybył na jego posiedzenie, gdy obradowano nad pedofilią wśród księży. Episkopat nie chciał tego komentować.

*

[…] wada wzroku to ułomność kładąca się cieniem na wizerunku rodziny. Ma Anna wśród Romów znajomą kobietę, staruszkę, co pięknie maluje, lecz ma wadę wzroku tak poważną, że gdyby poszła do okulisty, dostałaby rentę. Ale staruszka okularów nie włoży za nic, bo przed środowiskiem wstyd jej z tą ułomnością.

*

Średnia wieku mieszkańców: 30–40 lat. W garniturach, z torbami do laptopów wsiadają do samochodów z naklejkami banków, fabryk cukierków, kosmetyków. Szlaban otwierają im w ukłonach ochroniarze. Średnia wieku: 60 lat. Renciści, emeryci za parę groszy pilnują dobytku młodych. […] Mamy ochronę, szlabany, kamery, ale nie wiemy kim są nasi sąsiedzi.

*

[…] cała magia tkwi w Kodzie Systemu.
     To, zaczyna Smorczewska, wielka tabela kilkunastu tysięcy chorób, którymi pacjenci nękają System. Zapalenie płuc na przykład jest w grupie D18. Jeśli to zwykłe zapalenie płuc, to System daje za jego wyleczenie 25 punktów. Ale jeśli to zapalenie płuc z powikłaniami, to System daje 37 punktów
. […]
     Jeśli jednak do szpitala trafia taki pacjent jak Adi, z niewydolnymi rękami, z chorobą układu moczowego, z chorą trzustką, to leczy się wszystko, ale System zwraca tylko za jedną chorobę, tę, na którą małego przyjęto.

Marcin Kącki, Plaża za szafą. Polska kryminalna,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.


środa, 08 marca 2017

Łatwiejsze życie to fraza, która w tej książce pojawia się nie raz. Łatwiejsze życie w kontekście bezdzietnych oznacza egoizm, hedonizm i sztuczne szczęście — ćwiczyłam to!

Łatwiejsze życie w kontekście dzietnych oznacza życie rodziców prawidłowo rozwijających się dzieci. Oniemiałam, jak to przeczytałam. Naprawdę można tak myśleć? Jak zwykle i do znudzenie napiszę to, co pisałam w kontekście pierwszego łatwiejszego życia: nie łatwiejsze, inne. Nie znajdziesz w tej książce ani jednego obcego ci uczucia.

Od połowy prawie do końca miałam dość, ale uruchomiły się we mnie geny po Orzeszku: zaczęłaś, skończ. Pytałam samą siebie: po co sobie to robisz? Trzymała mnie moja osobista nadzieja, że może pod koniec trafię coś, dla czego warto było przejść przez wszystkie raniące, ograniczające, autoagresywne pomysły i przekonania. Było warto, choć nie sądzę, bym komukolwiek poleciła tę książkę.

Polecić mogę cytowane za Ewą Błaszczyk słowa: kradnijmy czas!

„Jak sobie poradzimy w przyszłości?”. Tak samo jak teraz. Dzień za dniem. Problem za problemem. Trudność za trudnością.

*

Zawieram umowę z samą sobą i obiecuję sobie, że siebie nie opuszczę, że będę o siebie dbała, że będę sobie wybaczać słabości, błędy i łzy, do których przecież mam prawo, bo tylko dzięki nim mogę się czegoś nauczyć i pójść dalej.
     I tak bez końca, bez końca

*

Czasami dopiero po przejściu huraganu uruchamia się w nas wielka moc, dzięki której wszystko staje się możliwe. Sprzyja nam także i motywuje to, że nie mamy innego wyjścia.

*

Nie będzie jak dawniej. Będzie inaczej.

*

Aby się do siebie zbliżyć, nie wystarczy przytulić się do siebie. Trzeba — będąc na samym dnie rozpaczy — znaleźć w sobie dość siły, aby osuszyć łzy drugiego. Zwrócić się ku niemu i spróbować pojąć jego sposób przeżywania bólu.

Hanna Berełkowska, Nie mażę się, ale marzę o…,
Media Rodzina, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 05 marca 2017

Teraz! Jest najlepszy czas na tę książkę. Zaczyna się ona bowiem zimnem, które będzie trwało. Czytelniczka lub czytelnik w każdej chwili mogą zrobić mały myk, zamknąć książkę na chwilę i na powrót znaleźć się w świecie wiosennej obietnicy roku 2017: ptaki już śpiewają, koty drą się w niebogłosy, czekamy na forsycje, magnolie i mlecze — wszystko, co najlepsze, wciąż przed nami!

Z kolejnymi stronicami przedzieramy się przez następujące po sobie zimne dni, przechodzimy płynnie w luty, wpadamy w marzec, mijamy święta, kwiecień i majówkę — znów jesteśmy wygrani: kwiecień, majówka, czerwiec wciąż przed nami!

Kalendarz jest tylko ramą tej książki — ważne są dni, promienie słońca; ważniejsi wydają się ludzie i to ci nadzwyczajnie zwyczajni, sponiewierani przez innych, los i czas —  ludzie mimo to wszystko, a może dzięki temu, głęboko dotykający sensu.

Najważniejsze zaś jest to, co ta książka z nami robi. Dla mnie to jedna z najważniejszych książek w tym roku. Jak cudownie, że Gepardzica i Smoku mieli nie tylko przeczucie, ale pewność, że to książka dla mnie.

Praktykuję starożytną sztukę siedzenia na miejscu, bo ona jest sztuką, tak ja sztuką jest podróżowanie. Sztuka siedzenia wymaga dojścia do ładu z pewną odmianą wewnętrznego niepokoju, który zryw człowieka z miejsca. Który powoduje, że człowieka nosi. Sztuka siedzenia wymaga wyzbycia się iluzji, że życie jest gdzie indziej.

*

Od pytania „co tam?” może się równie dobrze zacząć krótka rozmowa o niczym, jak i jedna z tych głębokich rozmów, które zmieniają życie.
     Skąd bierze się zadomowienie?
     Jak zakorzenia się człowiek?
     Jaką drogą otoczenie przechodzi do wnętrza?
     W jaki sposób pobliże staje się miłością?

*

Kiedy wraca do siebie, zawsze tą samą ulicą […] czuję zawsze to samo wzruszenie: powrót na miejsce, do środka świata. Zapuszczanie korzeni jest procesem wewnętrznym. Musiałem na dobre zadomowić się w sobie, żeby zadomowić się w okolicy. Przestałem chcieć być kimś innym. Wróciłem do siebie.
     To idzie w obie strony. Praca ze sobą przynosi stopniowe i subtelne zmiany w obrazie świata. Praca nad podejściem do świata przynosi skutki wewnętrzne
.

*

[…] uważa się, że źródłem szczęścia jest wybór. Ale dla mnie ważniejsza jest zgoda na to, czego się nie wybiera. Przyjęcie pełni własnego losu.

*

Kiedy patrzę na przedmiot, on to spojrzenie odwzajemnia. […] Spojrzeń na rzeczy świata pierwszym okiem. Widzenie bez wypatrywania, wiedza bez myślenia, odpowiedź bez stawiania pytań. Moje istnienie nabiera wtedy kruchej i przelotnej doskonałości, której źródłem jest otoczenie.

*

Wielu mieszkańców świata sprzeciwia się światu. Żądają świata lepszego, niż jest. Żyją sprzeciwem.
     Świat nie reaguje ani na ludzkie „nie”, ani na „tak”, ale reaguje na nie ten, kto wypowiada to „nie” lub „tak”. Ludzie niepogodzeni ze światem są niepogodzeni ze sobą.
     Życie w zgodzie ze światem wydaje mi się głębsze, bardziej drożne, spokojniejsze i pełniejsze szacunku dla istnienia. Życie w proteście jest podobne do pozostawania w skurczu. Sprzeciw wobec tego, na co nie ma się wpływu, nosi cechy samookaleczenia.

     […]
     Sprzeciw nie oddala nieszczęść ani nie przynosi szczęścia. Zgoda nie oddala nieszczęść, ale otwiera drogę szczęściu.

*

Ta niepozorna chwila dobrze ukrywa przed nami fakt, że wydarza się pierwszy i jedyny raz od Wielkiego Wybuchu.

Michał Cichy, Pozwól rzece rzece płynąć,
Czarne, Wołowiec 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...