Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: litera faktu i myśli oraz reportaż

niedziela, 08 lipca 2018

Wiele płaszczyzn. Wiele wymiarów. Jesteś za karą śmierci? Jesteś przeciw? Dlaczego jesteś za? Dlaczego przeciw? Bycie wyłącznie „za” lub wyłącznie „przeciw” — bez miejsca na wątpliwości — jest rodzajem odmiennego stanu, świra, odlotu i odrealnienia. I to w tej książce widać jak na dłoni.

Wiele perspektyw. W tej książce absurd (po jednej i po drugiej stronie) goni absurd. Bycie jednostronnym czyni człowieka chorym. Bardzo chorym — myślę sobie.

Death Row jest jak wioska. Wszyscy wszystko wiedzą o wszystkich i chcą tego, co wszyscy: pogrzebu państwowego, tyle samo pieniędzy na wydatki w sklepie więziennym, takich samych drogich adwokatów, komitetów obrony, testów DNA.

*

     — Poślub skazanego na śmierć — radzi jej Hester. — To idealny mąż. Nie może cię uderzyć, nie chrapie ci do ucha i sam zbiera z podłogi brudne majtki i skarpetki.
     Kelnerka mruga, mówi, że o tym pomyśli, i odchodzi, żeby przekazać nasze zamówienie do okienka przy kasie.
     — Naprawdę trochę uważam, że są idealni — zwraca się do mnie Hester. — Nie mogą dotknąć niczego innego, tylko twojego serca. Mężczyzna z celi śmierci musi podbić kobietę listami i starać się podtrzymywać oczarowanie. Właściwie to wszyscy mężczyźni powinni spędzić trochę czasu w celach śmierci. Byliby o wiele bardziej przyjaźni dla kobiet.

*

Dla wielu Amerykanów dyskusja o karze śmierci, o ile się ją prowadzi, ogranicza się do pytania, co jest ważniejsze: czy egzekucja powinna być bezbolesna dla skazanego, czy dla sumienia narodu?

*

Strzelby dla małych dziewczynek są różowe. Dla chłopców można wybrać broń w modnych odcieniach brązu. Dziecięce strzelby nazywają się „cricketts”. Kiedy pięcioletnia dziewczynka zabiła taką ministrzelbą dwuletnią siostrzyczkę, a czterolatek swego sześcioletniego przyjaciela, winą obarczano nie prawo swobodnego posiadania broni w Teksasie, ale rodziców. Powinni nauczyć dzieci lepszego obchodzenia się z bronią. Zaostrzenie przepisów prawa do posiadania broni Teksańczycy odrzucają jako niedopuszczalne ograniczenie praw człowieka.

*

     — Zamówił porcję frytek, pudding bananowy i filiżankę kawy. Dla niego też się starałem. Zmuszałem się do patrzenia na dwie strony medalu. Jeśli ofiarą jest twoja matka, to nie dałbyś takiemu człowiekowi puddingu bananowego. Ale jeśli sprawcą jest twój syn? Albo brat? Taka historia wygląda nagle zupełnie inaczej.

*

     — Cywilizowane społeczeństwo zawsze chce móc powiedzieć: „Darujemy ci humanitarną śmierć, której ty nie dałeś ofierze. Posyłamy cię do Stwórcy z pełnym brzuchem. Co z tobą zrobi, to jego sprawa” — mówi Price.

*

Myślała, że kupi swoje ulubione lody truskawkowe. Ale kupił piankę pod prysznic. Dwadzieścia jeden lat temu, kiedy był na wolności, takiej pianki jeszcze nie było na rynku. Przynajmniej on jej nie znał. Chciał wypróbować, „bo żyje się przecież raz, prawda? Ha, ha, ha”, napisał do siostry. Nie wiedział tylko, ile jej użyć, więc poprosił kolegę o radę. Ten odpowiedział, że jedną nakrętkę na myjkę. McCoskey pomyślał jednak, że jest bardzo duży. „W ciągu kilku sekund wyglądałem jak drzewo podczas burzy śniegowej”. Przez chwilę panikował, bo więźniowie nie mają wiele czasu na prysznic, a im więcej wody używał, tym więcej piany się tworzyło.

*

Jeśli trzeba utrzymać więźnia przy życiu do egzekucji, to nagle leczenie staje się możliwe, a jeżeli to konieczne, nawet pod przymusem. Skazani są własnością państwa i nikt inny, tylko właściciel ma prawo zakończyć ich życie. Więźniowie prowadzący strajk głodowy są karmieni na siłę. Skazaniec, który tuż przed egzekucją połknął zaoszczędzone tabletki, żeby stracić przytomność, został odwieziony helikopterem do szpitala akademickiego w Galveston. Zrobiono mu płukanie żołądka, szybko doszedł do siebie, po czym podano mu śmiertelny zastrzyk zgodnie z planem. Kiedy więzień dostał zawału serca niedługo przed wykonaniem wyroku, reanimowano go tylko po to, żeby go potem zabić. Skazaniec umierający na raka z przyjemnością drażnił strażników. Zrobił im psikusa.

*

W tym momencie pojmuję, że mówiąc „dom”, ma na myśli oddział cel śmierci.
     Dlaczego, na Boga, ktoś chciałby wracać do celi śmierci?
     — Mam tam szparę wzdłuż sufitu, przez którą widzę niebo — mówi. — Czasami widzę ptaka albo motyla. Tutaj ciągle patrzę na ścianę z cegły. Najpierw myślałem, że tutaj będzie lepiej, bo mają telewizję. Ale wolę jednak ten kawałek nieba i ptaki.

*

Pastor tłumaczy, dlaczego kara śmierci jest konieczna.
     — Czym byłoby chrześcijaństwo, gdyby Jezus otrzymał karę piętnastu lat więzienia z szansą na wcześniejsze zwolnienie? Niczym! Nie istnielibyśmy!

*

Pastor Robert pamięta dokładnie: w 1962 roku diabeł postawił nogę w Teksasie. Wtedy to prezydent John F. Kennedy i Sąd Najwyższy USA znieśli obowiązkową modlitwę poranną w amerykańskich szkołach.

*

     — Po prostu nie mogę przestać chwalić jego imienia! Jeeeezus!
     Bimmmm.
     — Mahomet jest martwy! Budda nie żyje! Jeeeezus umarł, ale zmartwychwstał! Kto jest najlepszy?! — krzyczy do obecnych.
     — Jezuuuuus! — odpowiadają wierni.
     — W kogo powinniście wierzyć?!
     — W Jeeeezuuuuusa!

*

Co mam zrobić, kiedy opona pęknie mi przy jednej z tych niekończących się polnych dróg? Zapytałam kiedyś Teksańczyka.
     — Nigdy nie pukaj do kogoś z prośbą o pomoc! – odpowiedział.
     Prawo do samoobrony jest pojmowane bardzo szeroko. Samo domniemanie niebezpieczeństwa może wystarczyć do użycia przemocy, mogą cię zabić.

Linda Polman, Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci,
przeł. Małgorzata Diederen-Woźniak, Czarne, Wołowiec 2018.


czwartek, 21 czerwca 2018

Pamiętam. Wracaliśmy wtedy z Małej Danii, słuchając powtórki audycji prof. Osiatyńskiego. Zaznaczyłam książkę do upolowania. Dała się upolować trzy dni temu. Wczoraj się skończyła, pozostawiając w zadumie. Wysłuchałam audycji jeszcze raz. Zaduma nie minęła.

Te sytuacje, gdy udajemy Greka, chowamy głowę w piasek… Czyż nie stajemy się wtedy tańczącymi niedźwiedziami? Jak wygląda nasz indywidualny taniec? I czy przyjdzie dzień, gdy w trudnej sytuacji nie zatańczymy jak się od nas oczekuje, lecz na czterech łapach pójdziemy swoją wolną drogą?

[…] jest jedna rzecz, o której pracownicy parku mówią niechętnie i z pewnym zakłopotaniem.
     Rozumiem to zakłopotanie.
     Otóż mimo tych wspaniałych warunków, mimo miodu, truskawek, orzechów, budek do hibernacji, setek tysięcy dolarów zainwestowanych w park, kampanii społecznych w Bułgarii i na całym świecie
, […] mimo częstych wizyt niemieckiego stomatologa, mimo regularnych badań krwi, kału i moczu, mimo że wyleczono im kataraktę, wyregulowano ciśnienie, mimo że dostarcza im się odpowiedniej liczby kalorii, mimo że holki rdzewieją już na sali wystawienniczej, a dawni treserzy chorują na serce, raka, marskość wątroby albo już nie żyją, otóż mimo tego wszystkiego
     niemal wszystkie niedźwiedzie
     do dziś
     tańczą
.

*

Inna rzecz, z którą musieliśmy sobie poradzić, to uzależnienie od słodyczy. I alkoholizm. […]
     Musieliśmy się napracować nad tymi niedźwiedziami, które przez dwadzieścia lat piły codziennie. Gdybyśmy z dnia na dzień odstawili im alkohol, zdechłyby. Trzeba było to robić stopniowo. Dziś, mówię to z dumą, wszystkie nasze niedźwiedzie to abstynenci
.
     […]
     Wolność to dla niedźwiedzia taki szok, że nie można go prosto z klatki wypuścić do lasu. Trzeba mu dać kilka dni na przestawienie.
     Wolność to nowe wyzwania.
     Nowe dźwięki.
     Nowe zapachy.
     Nowe jedzenie.
     Wolność to dla nich jedna wielka przygoda.
    — Jak je wreszcie wypuszczamy do lasu, nie wiedzą, co robić, i aż się z tej wolności zataczają — dodaje jeden z pracowników parku. — Chcą wszędzie iść, wszystko zbadać, wszystko sprawdzić. Nie dziwię się im. Jeśli ktoś dwadzieścia lat chodził wyłącznie na łańcuchu, to normalna reakcja
.

*

Niedźwiedź w Belicy ma za dużo czasu, z którym musi coś zrobić. Wcześniej całymi dniami pracował dla Cygana. Musiał tańczyć i wykonywać różne sztuczki.
     A tutaj nagle ma cały dzień dla siebie.
     Niedźwiedzie całkiem się w tym gubią
.

*

[…] nie może pan niedźwiedzi po prostu wypuścić i czekać, że ze wszystkim poradzą sobie same. Wolność to szalenie skomplikowana rzecz. Trzeba ją dawkować powoli. A hibernacja znaczy, że nasze niedźwiedzie robią na drodze do wolności postępy. Że nie żyją już tylko dniem dzisiejszym. Że nauczyły się przygotowywać na gorsze czasy.

Witold Szabłowski, Tańczące niedźwiedzie,
wydanie II (uzupełnione), Agora, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


Ostatnio rząd wpadł na pomysł, żeby policja skarbowa mogła zaglądać ludziom do toreb i jeśli mają zakupy — pytać o paragon. Gdyby nie mieli, karę dostaną i oni, i sprzedawca.

*

Kosowianie o swoich braciach Albańczykach mówią nieco pogardliwie: elita w dziurawych butach.
     Albańczycy mówią o Kosowianach, że to cwaniacy i dorobkiewicze.
     Kosowianie uważają się za bogatszych. Albańczycy — za mądrzejszych
.

*

Julia: — Do mojego ojca przyjechali bracia zza Uralu. Napili się, wódka się skończyła, to oni za kluczyki i do samochodu. Ojciec się w drzwiach położył. „Po moim trupie, jeszcze kogoś zabijecie!”. W Estonii jazda po kielichu to bardzo ciężkie przestępstwo. Bracia popatrzyli na ojca. „Ty już nie jesteś Ruski. Ty już nie jesteś naszym bratem”.

*

     — To dobra praca?
     — Ciężka. Trzcinę tnie się maczetami. Dziesięć godzin dziennie muszę machać maczetą, z krótką przerwą na największy upał.
     — Ile zarabiasz?
     — Dziesięć dolarów. Miesięcznie
.

*

Nikt nie odpowiedział za piekło, które nam tu urządzono.
     To fakt. Komunistów, którzy zamordowali w Albanii kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a kolejnym tysiącom urządzali obozy reedukacyjne, nigdy nie rozliczono
.

*

     — Co myśli Memed o Serbach w Kosowie?
     — Potrafi odróżnić zbrodniarzy od zwykłych ludzi. Wojny nie są między narodami. Są między zbrodniarzami z jednej i drugiej strony. On to rozumie. Po deklaracji niepodległości widział, że jestem nie w sosie. Powiedział mi: Tatiana, my jesteśmy tylko pionkami na szachownicy. Grają Amerykanie z Ruskimi. To przypadek, że ty jesteś czarnym pionkiem, a ja białym
.

*

     — I uda się?
     — Uda się — świetnie. A nie uda się — zrobimy coś innego
.

(tamże)

sobota, 26 maja 2018

W tej książce więcej pracy niż życia, więcej życia niż umierania, więcej o pacjentach niż lekarzach, więcej o lojalności niż gonitwie za kasą. Bardzo dużo, zbyt dużo, o chorym systemie, który umiera na moich, twoich, naszych oczach, który wykituje, wystarczy tylko poczekać jeszcze kilka lat, aż te dinozaury harujące po 300–400 godzin w miesiącu odejdą… I system po prostu pierdolnie z hukiem.

Jest taka historia, która wydarzyła się zaraz po wojnie. Jakiś sekretarz partii powiedział: „Brakuje doktorów? To nie płaćcie doktorom dużo, to będą zapierdalać na czterech etatach i w ten sposób będziemy mieli sprawę załatwioną”.
     I to działa do dzisiaj. Proszę posłuchać, co mówi władza: „Lekarze chcą zabijać pacjentów!”. Jak to? „Bo protestują!” A czego się domagają? Żeby pracować zgodnie z Kodeksem pracy. Po osiem godzin dziennie, a nie po szesnaście. Czyli ktoś, kto chce przychodzić do pracy wypoczęty, ustrzegać się błędów, być miły, mieć czas dla pacjenta, według władzy „chce zabijać
”.

*

Wie pan, na tym polega paradoks systemu. Kierowca tira może jechać siedem godzin. Potem ma przymusową przerwę. Inaczej mógłby być groźny dla innych uczestników ruchu. Takie ograniczenie nie dotyczy ani lekarza, ani ratownika medycznego. Oni mogą pracować na okrągło.

*

Szacuje się, że w Polsce brakuje połowy lekarzy, by obsadzić wszystkie etaty i dyżury z poszanowaniem prawa pracy narzuconym przez UE — lekarz nie powinien pracować więcej niż czterdzieści osiem godzin w tygodniu.

*

Nie ma miejsca, czasu, łóżek, rąk do pracy. System ma swoje algorytmy, procedury, opłaty. Ból, strach, niecierpliwość, zmęczenie nie zostały przewidziane przez ustawodawcę.

*

     — Już jeden redaktor mnie pytał, czy rzucę dodatkowe zajęcia, jak będą podwyżki.
     — Rzuci pani?
     — W swoich rachunkach zapomina pan o lojalności.
     Lojalność znaczy tyle, że jak Anna nie weźmie dyżuru, to będzie musiał go wziąć jakiś zmęczony kolega albo jakaś koleżanka. A jak nie znajdzie się już absolutnie nikt, to pacjenci zostaną bez lekarza
.

*

Za granicą potrzebują lekarzy. W związku z tym trudno się dziwić, że wyjeżdżają i to nie tylko lekarze, ale również ratownicy medyczni, pielęgniarki. To jest naprawdę exodus. Wyjeżdżają, bo chcą żyć.

*

Najbardziej wkurzają mnie motocykliści. Rozpierdalają się, a ja ich muszę zbierać. I zawsze wiem, jakie pierwsze pytanie usłyszę: „Co z motorem?”.

*

Przyszła pani o godzinie 15.00 i siedzi. Aha, po dwóch godzinach jest pierwsza! Bo tamci, co przed nią, zostali już przyjęci. W tym momencie wjeżdża karetka z chorym w stanie ciężkim. A ona staje w drzwiach i mówi: „Ale ja byłam przed nim”. Niebywałe, ale przecież to są notoryczne zachowania: „On był drugi, on był za mną!”. To ja pytam: „Chce się pani zamienić? Naprawdę, chce być pani w takim stanie?”.

*

Wie pan, co to jest bomiś? Takie co mówi: „Bo mi się należy”. Bomisie są wszędzie. Ludziom się wydaje tak: „Wy od tego jesteście, ja na to płacę składki”.
     Wchodzi pan i pani na SOR, kobieta ubrana high level i mówi:
     — Ja jestem prokuratorem, a to jest mój ojciec.
     Więc pytam ją grzecznie: — A czy tacie oprócz tego coś dolega?
     Czego wymagać od ludzi, powiedzmy, na jakimś przeciętnym poziomie, skoro człowiek z wyższym wykształceniem, który reprezentuje podobno inteligencję, jest w stanie się tak zachować? Jeżeli ktoś, kto ma pozycję społeczną, zachowuje się w ten sposób, to znaczy, że istnieje społeczne przyzwolenie na poniewieranie nami. Po prostu
.

*

     — Panie doktorze, pan patrzy na tego tu. Ten to sobie coś w dupę wsadził.
     — Niemożliwe!
     — Bankowo! Żona wyjechała, oglądał jakiegoś zboczonego pornola i sobie wsadził, a teraz nie może wyciągnąć.
     — No, niemożliwe!
     — Zaraz pan zobaczy: Proszę pana, proszę pana! Pan tu pozwoli, do gabinetu.
     Gość wchodzi, a sanitariusz do niego prosto z mostu:
     — Co pan sobie w dupę wsadził?
     Gość czerwony, duka, ale w końcu mówi: — No, żona wyjechała i oglądałem taki film…
     — Dobra, dobra. Co se pan wsadził?
     — No, marchewkę.
     I wtedy sanitariusz mówi do mnie tak: — To nie ma co teraz wyciągać, panie doktorze, bo się pan umęczy. Poczekamy do wiosny, natka się pojawi i pójdzie łatwiej
.

*

Medycyna, zanim stanie się sztuką, najpierw jest rzemiosłem, trzeba sobie znaleźć mistrza, do którego człowiek się przyczepi i będzie się przy nim uczył.

*

Ludzie, którzy decydują się na medycynę ratunkową, to są często osoby o bardzo fajnym charakterze, o vtakim zacietrzewieniu poszukiwawczym, zacięciu do podejmowania wyzwań. Powiem tak: czadowa specjalizacja. Wiąże się ona z chaosem, ale chaos tak naprawdę nie jest czymś, co my wytwarzamy, tylko tym, co do nas trafia. A my mamy to uporządkować.

*

Fachowo ten gatunek dziennikarski nazywa się reportażem wcieleniowym. Ma długie tradycje. W Polsce kiedyś Janusz Rolicki zatrudniał się na budowach, w Niemczech Günter Wallraff był alkoholikiem i gastarbeiterem. John Howard Griffin, by w 1959 roku […] zmienił farmakologicznie kolor skóry i ruszył w podróż przez Amerykę.
     Dla mnie to było reporterskie wyzwanie. Ale koledzy z zespołu ratowniczego ryzykowali bardzo dużo. Gdyby ktoś się dowiedział, że byłem z nimi, straciliby robotę. Dziękuję im za zaufanie, za odwagę i za to, że nie udawali
.

Paweł Reszka, Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 17 maja 2018

Gdy czytałam o tym Autorze w 21 grzechach, przyjęłam do wiadomości, że jest to jedna z perspektyw, w jakie można czytać jego książki — ja ich tak nie czytam. Gdy po górskiej publikacji książki słyszałam głosy wściekłych na tę książkę, ja tej wściekłości nie rozumiałam. Ale udało się Autorowi mnie nie zjadowić, wkurzyć, zdenerwować, ale wkurwić na maksa w tej książce — udało się nawet dwa razy.

Książka premierowała w zeszłą środę, ale dzięki Białemu Krukowi, zaczęliśmy ją podczytywać już w poniedziałek. Odkładałam, wracałam, odkładałam, czytałam inne, wracałam. Skończyłam trzy dni temu, ale musiałam odparować, by na jej temat się zająknąć.

A wkurw mnie złapał, bo… nawet jeśli wszyscy faceci na świecie mieliby fantazję o… — sprawdziłam, nie wszyscy mają (wystarczyło znaleźć jednego i ja go znalazłam) — to nie jest to wystarczający powód, by o tym pisać i manipulacyjnie przechodzić do porządku dziennego nad tym, że skoro wszyscy, to czemu nie. Bo, Panie Hugo-Bader, z pisaniem o tym w ten sposób jest dokładnie tak samo jak z selekcją przed klubami — to tylko wstęp, preludium i Pan, skądinąd mądry i inteligentny facet, powinien to wiedzieć — nawtykałam Autorowi w myślach.

A drugi raz szarpnęła mną megalomania Autora, że niby: A zobacz, ile już siedzisz nad tą książką? Z półtora tygodnia jak nic, skoro jesteś w tym miejscu. Mógłbyś oczywiście szybciej, ale jak wiemy, nie nawykłeś do czytania, to nie idzie ci wartko. Nie sądzę, by ci, którym książka ta do tego miejsca, zajęłaby półtora tygodnia, w ogóle po nią sięgną. Dzięki tym kilku akapitom zrozumiałam złość tych z tej innej książki. Znów, rozumiem, że Pan tak myśli, a nawet wie, ale paru ludzi jednak Pan nieźle obraził — poinformowałam Autora w myślach.

Te dwa wybryki, bo ja myślę, że jednak to nieprzemyślane literkowe hopsasy, gdyby to była pierwsza czytana przeze mnie książka tego Autora, sprawiłyby, że nie doczytałabym jej do końca i po żadną inną bym nie sięgnęła.

Ale to nie pierwsza książka Autora, którą przeczytałam. Nawet nie druga czy piąta, a osobisty, współczesny tryptyk polski [… ] zapis naszych wielkich przemian, bezkrwawej rewolucji widzianej oczami wałęsającego się psa — a w zasadzie jego pierwsza część, czyli ta książka — nie jest zła, jest trochę polską wersją Białej gorączki (ul ma autograf). Mając to z tyłu głowy, lektura nie jest łatwa, ale na pewno nie na więcej niż pięć podróży do i z pracy.

Aktualizacja. Autor wspomina, że [w] połowie tego wieku będziemy w piątce najstarszych społeczeństw w Europie, ale to prognoza i przyszłość, a my już dziś, od dwóch dni to wiadomo, jesteśmy wicemistrzem Europy w… homofobii — pokonała nas tylko Łotwa — komu pogratulować, że przez ćwierć wieku nic lepiej?

[…] zobaczył zwyczajną walkę o byt, uliczne wydanie wolnej konkurencji, a jedynym objawem klasowej segregacji okazała się selekcja przed nocnymi klubami. Tego Charlie najbardziej nienawidzi i jakby mógł, skopałby dupę łobuzom od tych klubów, bo (tak myśli swoim małym rozumkiem) – zaczyna się od selekcji na ulicy, w lokalu, a kończy na rampie kolejowej.

*

Takie kluby to rezerwaty dla ludzi, którzy czerpią zadowolenie z tego, że przeszli selekcję. Czują się lepsi od tych, którym się to nie udało. Najobrzydliwszy sposób wykorzystania wolności. Tak myśli Charlie.

*

     — I to dobro się kręci — mówi Wiesiek „Dziki” Kaniowski. — Pomagam, bo kiedyś tak samo to dobro przyszło do mnie. Ale piekło widziałem całkiem z bliska.

*

W każdym człowieku jest coś dobrego, tyle że oni piją z beznadziei. Zalewają straszliwą boleść swojej duszy. Wielkie serca. I wielka boleść. Bo gdy ktoś na bocznej ścianie ósemki czarną farbą namalował ogromny, staranny napis: TĘSKNIĘ ZA TOBĄ, ŻYDZIE, ktoś inny na niebiesko przemalował głoskę „DZ” na „C”, ale na tyle przyjaźnie, żeby oba rozpaczliwe przekazy były czytelne.

*

Długoterminowy więzień, który wychodzi na wolność, jest jak koń, który całą zimę przestoi w stajni: bezgranicznie wszystkim zdziwiony, niepewny i lękliwy – piszę przed dwudziestoma czterema laty.
     […]
     Przez lata przywykli, że ściany są dwa metry od siebie. Latami funkcjonowali od dzwonka do dzwonka, wszystko podawane było na czas, nie musieli podejmować decyzji, ani gdzie pójdą, ani co zjedzą, a nawet jak się ubiorą. Latami nie ponosili żadnej odpowiedzialności, o nic się nie martwili, zakład karny kupował im okulary, leczył zęby, a nawet wstawiał protezy. Latami traktowani byli jak dzieci. Kiedy zaspali i nie wyszli na apel, stawiani byli przed naczelnikiem, który beształ ich jak małolatów. Wyrzuceni na wolność – pozbawieni rusztowania, na którym zawieszony był ich świat, pozbawieni regulaminu, harmonogramu dnia, godziny spacerów i posiłków — doznają szoku. Są więc przerażeni.

*

[…] dokąd jadę w kwietniu 2007 roku, bo gdzieś usłyszałem, że w tym kryminale biją wszelkie krajowe rekordy w liczbie czytanych książek.
     […]
     — […] Trzeba się bardzo skupić, żeby z danej książki coś wynieść.
     — Zawsze pan dużo czytał? – pytam.
     — Nie. Tylko w kryminale, bo trzeba mieć pomysł na odsiadkę, a bynajmniej na taki duży wyrok jak mój. Weź se tam obier jakieś życie swoje, zawsze mówię młodym, i się tego trzymaj. Ucz się języka, jakiegoś zawodu, pracuj, zajmij czymś ręce, nawróć się, czytaj

*

Wyuczona bezradność to utrwalone przekonanie, że nie ma związku między własnym działaniem a jego konsekwencjami. Termin został wprowadzony do psychologii przez Martina Seligmana w 1972 roku.
     […] Według Seligmana pies, który nauczył się bierności, potrzebuje aż około dwustu doświadczeń zwanych pozytywnymi wzmocnieniami, żeby odkryć, że aktywność może przynieść ulgę czy korzyści.

*

     — Skąd wiesz, że szukałem?
     — Przez czipa. W głowie.
     — Masz zamontowanego?
     — Ty też. Tylko tego nie wiesz
.

*

     — […] Masz coś słodkiego?
     — Nie, ale jak będę szedł po kawę, to kupię czekoladę.
     — Dwa pączki zamiast czekolady. Lubię słodkie. Nałogowo. A więc dwa, tylko dwa. A to znaczy, że nie jeden i nie trzy, tylko dwa pączki. Żadne tam babeczki, eklerki, wuzetki, bajaderki ze zmiotków, tylko pączki. I koniecznie dwa. Bo jeden to małowato, a z trzema to już problem z nadmiarem, tego trzeciego trzeba zagospodarować, zmagazynować. Albo zainwestować, bo to już jest towar nadliczbowy, produkt, majątek... Kapitał! (Straszne słowo dla rewolucjonisty). A jeszcze musisz się z nim mordować, jakoś go schować, ukryć, ulokować i pilnować, bo zajebią jak kawę. Albo dać. Tylko komu? Złodziejowi? Same, kurwa, kłopoty. No to pączki mają być dwa
!

*

— Chce mieć słomę na sieczkę, bo ma konia.
     — Niech się pan z nim dogada, że do końca życia będzie mu pan dawał tę sieczkę.
     — Odpada. – Gospodarz z rezygnacją macha ręką. — To musi być sieczka z żytniej słomy ściętej kosiarką, a nie kombajnem.
     — A dlaczego nie kombajnem? — Ciągle zadawałem pytania, po których panu Staszkowi opadały ręce.
     — Bo koń się brzydzi. Spod kosiarki słoma jest prosta, ładna, równa, a z kombajnu pomięta.
     — Niemożliwe. Robi mnie pan w konia!
     — Wcale nie. Konie są bardzo wybredne
.

*

Kolejny przedmiot wyrzucam, rozstaję się z kolejną rzeczą,
Mnie takie rzeczy leczą, że rzeczy oknem lecą,
A ściany pustką świecą.
Mniej mam i mniemam, że nie mam ja mienia.
Mnie nie omamia mania mania,
Bo me imię nie tanie mienienie się mianem,
Ja manię mam na nie, a me imię — Niemanie
.
// Paweł Czekalski

*

Przebranie nędzarza daje niesamowite uczucie wolności. Wyzwala od starej tożsamości, pozwala przestać wstydzić się w imieniu tego, kim byłeś poprzednio. Kłopot sprawia tylko wyjście w łachmanach z domu, ale kiedy się od niego oddalisz, bez oporów zrobić możesz niemal wszystko, nie zastanawiając się, co o tobie pomyślą. Możesz śmiać się i zagadać do każdego, wyciąć hołubca na ulicy. Możesz posiedzieć, gdzie tylko zechcesz, choćby pod warszawską palmą albo wysoko na cokole obok Kopernika, z pięknym widokiem na Krakowskie Przedmieście. Możesz wysikać się na skwerku obok hotelu Bristol i opatulony w kołdrę w środku dnia usnąć na nieskalanym ludzką stopą trawniku pod pomnikiem Mickiewicza.

*

[…] trzeba umieć rozkwitać tam, gdzie nas Pan Bóg zasadzi […].

Jacek Hugo-Bader, Audyt,
Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

środa, 25 kwietnia 2018

Zaczęłam ją czytać w rocznicę wybuchu powstania w getcie. Wczoraj przy porannej kawie skończyłam.

To jest książka dla każdego, kto interesuje się duszą człowieka i tym, jak mu jest w takich nieludzkich warunkach. Polska jest przesiąknięta Oświęcimiem, gettami, zabójstwem, morderstwem — powiedział, a Ona zapisała. Bo my wszyscy, kilkadziesiąt lat później, z peselami nietkniętymi wojną, mamy jedno wielkie PTSD.

Nie jest albo dla młodych, albo dla starych, bo jest dla ludzi. Dla ludzi, którzy są delikatni, dla ludzi, którzy czują, że miłość jest czymś wielkim i ważnym. — powiedział zaraz potem, a Ona zapisała. Bo miłość była ważna wtedy, bo jest ważna teraz, jeśli nie najważniejsza.

Ludzie kierujący się miłością to byli ludzie w imię dobroci oddający się innym. Nawet nie umiem tego powiedzieć, bo to jest nie do wypowiedzenia.

*

Trzeba dać świadectwo, że i w piekle można było przeżyć piękne chwile. […] Czy to nie jest wielkie, że w takich warunkach była miłość? Ja uważam, że to jest wielkie. I że to trzeba utrwalić. Miłość to nie jest temat do publicznej rozmowy, bo to jest bardzo intymna sprawa. Nie umiem powiedzieć, co to jest miłość. Są takie sytuacje, które sprawiają, że ona jest. Sytuacje są różne — i dobre, i złe. Czasem miłość ratuje, czasem zabija.

*

Ale to, co przeżyje — zostanie. Jeżeli nie w nich, bo oni zginą, to w otoczeniu, w innych ludziach, którzy to zauważą. Ja zauważyłem. Ludzie bali się mówić o uczuciach, a jednak wielka miłość tam była.

*

Przecież nieprawdą jest, że Europa nie wiedziała o komorach gazowych. Nie wszyscy zabijali, ale wszyscy wiedzieli. Najłatwiej od potworności odwrócić głowę. Ale to nie pomaga, i tak pozostajesz świadkiem. Oswajasz się ze zbrodnią i chociaż nie bierzesz w niej udziału, jeśli nie protestujesz, zmieniasz się, stajesz się innym człowiekiem, który udaje, że nic się nie zdarzyło.

*

W styczniu 1943 Niemcy przystąpili do drugiej akcji wysiedleńczej. Tym razem napotkali opór, w getcie rozległy się strzały. To my strzelaliśmy. […] To były pierwsze — w Polsce i w Europie — strzały oddane do niemieckich żołnierzy na ulicach okupowanego miasta. Padł mit niezwyciężonego Niemca. Zaskoczeni Niemcy wycofali się z getta.

*

A jaka jest historia generała „Grota”? Wydał go jego towarzysz walki z wojny 1920 roku, we współpracy z zaufanymi ludźmi wywiadu AK. Widocznie „Grot” i jego środowisko nie znali się na ludziach. Bo to nie była jedyna ich wsypa. Zdrajców w AK długo darzono zaufaniem. Zdołali wydać Niemcom kilkaset osób, zanim stracili zaufanie swoich dowódców. A my nie byliśmy godni zaufania, chociaż nasi ludzie, nasi przyjaciele nigdy nikogo nie wydali. Czy mogliśmy czuć do niego sympatię? Ślepo stosowane zasady nie zmuszą do uczciwości. Trzeba też uwzględnić charakter człowieka, okoliczności i znajomości. Bardzo staraliśmy się o ten kontakt z AK. […] Nie udało się. Nikt z nami nie nawiązał kontaktu.

*

Kat i ofiara upodobniają się do siebie. Ofiara kryje się pod murem, ale jeśli wewnątrz zostało jej choć trochę siły, by się katu przeciwstawić, to może sama stać się katem, dotychczasowego kata zmieniając w ofiarę.

*

A wtedy miłość była ważna. Życie tam, w getcie, w pojedynkę było niemożliwe. Bez tego nie można było przeżyć i zostać człowiekiem. Zawsze trzeba było mieć kogoś do pary w tym sensie, że trzeba było mieć przy sobie drugiego człowieka, który myśli tak samo, który jest w ciebie tak samo wciągnięty, jak ty w niego. Dla którego zrobisz wszystko, a on dla ciebie. I to jest miłość. Znów dobry człowiek to ten, kto ma dla ciebie ciepło, daje ci jeść, uśmiecha się do ciebie.

*

Ludzie, którym to opowiadałem, pytali, czy to wszystko jest prawda. Tak, prawda. Toczka w toczkę. Koniec, kropka. Więcej już nic.

*

Słowa czasem bardziej rozbrajają niż odebranie broni.

Marek Edelman, Paula Sawicka, I była miłość w getcie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 19 kwietnia 2018

Orzeszek:
(na tarasie)

Biały Kruk:
(z inspekcji kwitnienia napisał i zdjątko załączył)
Mirabelka… w słońcu.

fot. Biały Kruk, fragment.

Jabłoń:
(z okazji 75. rocznicy powstania w getcie warszawskim,
wewnętrznie zatrzymana,  „wyszła” naprzeciw
Markowi Edelmanowi i Pauli Sawickiej
)


 
*

Trzeba więc pilnować, by kultura pielęgnowała dobroć, nie nienawiść. Wojna się skończyła, a my ciągle tego nie potrafimy.

*

Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia.

*

Pozwalamy, żeby na ulicach miast demokratycznych krajów, w imię swobód demokratycznych, odbywały się parady nienawiści i nietolerancji. To zły znak. I to nie jest demokracja. Demokracja nie polega na przyzwoleniu na zło, nawet najmniejsze, bo ono może nie wiadomo kiedy urosnąć.

Marek Edelman, Paula Sawicka, I była miłość w getcie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

czwartek, 05 kwietnia 2018

Nie wygrzebałam się emocjonalnie z wrażeń po świątecznym czytaniu i w Lany Poniedziałek zaczęłam i skończyłam w tym samym klimacie. A potem trawiłam. Do dziś. Wciąż trawię.

Bezpieczeństwo fizyczne… myślałam o tym całą drogę, gdy wracaliśmy we wtorek do ula — przywilej, który zaglądający tutaj traktują jako oczywistość i dobrze, że mogą, co stanowi kolejny dar od losu. Czytając świątecznie, czytając tę książkę wracała do mnie nieoczywistość tej oczywistości.

Bezpieczeństwo fizyczne, bezpieczeństwo psychiczne… gdy wracaliśmy do ula, Sadownik zapytał mnie, czemu tak dziwnie na niego patrzę… patrzyłam jak na nieoczywisty dar.

Mój dziadek Caparrós wypłynął przed sześćdziesięciu laty z Wysp Kanaryjskich na czymś w rodzaju łodzi — uciekał od Franco. Nie zamierzał nawet płynąć do Argentyny, jednak tam się znalazł i dlatego jestem tym, kim jestem. Przypadki to coś porażającego — a nic nie czyni ich wyraźniejszymi niż solidna podróż.

O innej, tej słynnej, książce Autora wiedziałam od dawna, ale nie czułam się na siłach udźwignąć temat. Nie wiedziałam, że sposób, w jaki pisze, stanie się tak bliski memu sercu — wrażliwość, przytomność, wysoki poziom autorefleksji, odrobina zawstydzenia: wszystko to jest w tej książce, dzienniku z podróży na zlecenie. Głód zaznaczyłam do upolowania, już się nie boję; z tym Autorem dam radę zmierzyć się z przywilejami, które mam, a na które nie pracowałam ani chwili, których nie zdobywałam, które mam w pakiecie z miejscem urodzenia i życia.

Podróżowanie to oczywiście przyznanie się do bezsilności: szukasz gdzie indziej tego, czego ci nie dostaje. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, zostałbym w domu. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym głupcem. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym szczęśliwy. Staram się o to od dłuższego czasu.

*

[…] mogę zrozumieć, że oni nie mogą zrozumieć: po co ktoś miałby podróżować, jeśli nie jest do tego zmuszony? Albo że rozumieją aż za dobrze: ci ludzie przyjeżdżający nie wiadomo po co muszą mieć gówno do roboty i do tego kupę pieniędzy, skoro wydają je na głupoty, nie?

*

Emigranci nigdy nie opowiadają o swoich klęskach tym, których pozostawili w kraju: choćby żyli w skrajnej nędzy, ich relacje zawsze pełne są sukcesów. Inaczej musieliby się przyznać, że popełnili błąd albo, co gorsza, że nie potrafili dokonać tego, co udało się innym.

*

Ludzie, którzy mieszkają w swoim kraju, mówi, nigdy nie zrozumieją, co znaczą dokumenty: co znaczy mieć papiery albo ich nie mieć.

*

Każde słowo to poszukiwanie, niepewne potykanie się, lęk. – Czemu rozmawiasz z nami, a nie z rodziną? – Bo nigdy by mnie nie zrozumieli. Najpierw chciałam zataić swoją historię, bo tu, w moim kraju, kiedy ludzie się dowiedzą, wytykają cię palcami. Nie traktują cię jak ofiarę, tylko jak winną. Teraz jednak wiem, że muszę o wszystkim opowiedzieć; inaczej przez całe życie będę rozpamiętywać tamte miesiące.

*

Od dawna rozmawiam w językach, które nie są moimi językami, z ludźmi, którzy rozmawiają ze mną w językach innych niż własne. Taka współczesna uprzejmość.

*

Jakaś kobieta mówi mi: zasrany biały, co tu robisz, to nie jest dla zasranych białych. Patrzę na nią i próbuję uśmiechnąć się lekceważąco; ona krzyczy dalej. Idzie jej lepiej niż mnie, ale ma nade mną przewagę: zawsze łatwiej jest krzyczeć niż się uśmiechać.

*

Na tych ulicach nie da się zrobić uniku przed skrajną nędzą. Świat, moim zdaniem, może być podzielony na kraje, w których bogaci mogą żyć, nie oglądając biedaka, i takie, najbardziej brutalne, w których przed tym nie uciekną.

*

Ja przez całe swoje życie staram się uczynić je ciekawym, wartym przeżycia, żeby nie przeciekło mi przez palce bezmyślną strużką. Oni – bardzo liczni, dwie trzecie, trzy czwarte wszystkich ludzi żyjących na świecie – starają się zdobyć coś do jedzenia: zjeść coś dzisiaj i obudzić się jutro. Tu przebiega prawdziwy podział klasowy, najstraszliwszy podział klasowy: na tych, którzy, jak ja, zastanawiają się, co będą jutro robić, i tych, którzy się zastanawiają, co jutro zjedzą. To jest właśnie tak okrutne w Afryce: że obrazuje ten podział zbyt wyraźnie.

*

Bogactwo zabezpiecza przed jakąkolwiek zmianą, utrzymuje wszystko w niezmienności – chyba że ktoś spodziewa się wraz ze zmianą osiągnąć zysk.

*

Byłem młody w świecie, w którym być młodym oznaczało wykorzystywać tę młodość, aby świat zmieniać; nie jestem młody w świecie, w którym być młodym to zajmować miejsce uprzywilejowane — a ci najbardziej uprzywilejowani nie mają zamiaru zmieniać świata, który ich rozpieszcza, tylko chcą z niego jak najwięcej wycisnąć. Usłyszę: jacy tam uprzywilejowani — a bezrobocie, a przemoc, a narkotyki, aids, brak perspektyw, wszystko to, czego ofiarami są przede wszystkim ludzie młodzi, ubodzy ludzie młodzi? W przypadku tych, którzy ubodzy nie są, wyraźnie widać różnicę między młodym i trochę mniej młodym: wszystko jest zrobione z myślą o tych przychodzących na końcu, wszyscy chcieliby — wszyscy chcielibyśmy? — być tacy jak oni.

*

[…] zastanawiam się, jak wyglądałoby społeczeństwo, w którym o wiele trudniej byłoby wskazać, kto jest tym innym. Albo w którym o „inności” przesądzałyby kryteria ekonomiczne, przynależność klasowa, a nie kolor skóry. Jeśli to w ogóle kiedykolwiek nastąpi.
     Nie ma nic smutniejszego niż ubogi biały, któremu pozostaje jeszcze tylko rasizm, żeby mógł odczuwać wyższość
. White trash, mówią o takich Amerykanie.

*

[…] jeśli świat zmierza w jakimś kierunku, mnie to umyka. Odnoszę raczej wrażenie, że zatrzymał się w pół drogi, w sytuacji miłej-niemiłej: bogaty i spasiony Zachód, reszta świata z poczuciem smutku i zagrożenia […].

*

Niewiele rzeczy wydaje mi się przykrzejszych niż widok mężczyzny w garniturze: widok czarnego w garniturze byłby jedną z nich. Garnitur jest na ogół formą ujarzmienia – znakiem przynależności do najgorszego ze światów współczesnych, świata korporacji. Nosząc garnitur, ludzie nie muszą się ubierać, dokonywać wyboru, mówić o sobie. Nie: człowiek nakłada biznesowy uniform – i przynależy. Ale biali przynajmniej zachowują tradycję, którą sami biali stworzyli. Czarni też ją zachowują – i to jest jeszcze smutniejsze.

Martín Caparrós, Księżyc. Od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży,
przeł. Marta Szafrańska-Brandt,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 02 kwietnia 2018

Data premiery książki i jej tytuł mylą, bo te reportaże nie dotyczą tylko kobiet. Polowałam. Upolowałam. To reportaże o nadużywaniu siły.

O przemocy grupy rówieśniczej, opiekunów, nauczycieli wobec pojedynczych dzieci. O przemocy tych, co mają władzę, zaufanie, pozycję lub jedyną słuszną płeć i orientację wobec tych, co niżej w hierarchii przywilejów. O zinstytucjonalizowanej przemocy wobec człowieka, który często jest kobietą. Również o katolickiej przemocy w świętym polskim wydaniu.

Na świąteczny czas jak znalazł. Pozostałam z pytaniem: czy wszystkie te historie wydarzyłyby się, gdybyśmy narodowo nie byli purpurowo-bogobojni, gdyby nie było oczywistym, że rodząc się w tym kraju, musisz być ochrzczony w watykańskiej denominacji?

     — Bo w polskim wymiarze sprawiedliwości dziecko to nie jest ,,dobry” świadek — komentuje biegła sądowa, która prosi o anonimowość. — Najlepszy świadek to wykształcony mężczyzna po czterdziestce. Dziecku z założenia nikt nie wierzy.

*

To właśnie milczenie w obliczu zła sprawia, że jesteśmy martwi, choć żyjemy.

*

     — Jak to się stało, że ksiądz nadal jest księdzem? W Stargardzie ludzie mówili, że księdza usunięto z zakonu.
     — To były nieprawdziwe informacje. Po takich sprawach jest sąd kościelny i to on podejmuje decyzję, czy ktoś może zostać.
     — A od czego uzależniona jest taka decyzja?
     — Od wagi przestępstwa.
     — Czyli uznano, że przestępstwo seksualne ma małą wagę?
     — Nie chciałbym rozmawiać o wewnętrznych ustaleniach Kościoła, bo to nie jest pani sprawa
.

*

Pytam sędziego Janusza Koguta, dlaczego człowiek skazany za przestępstwo seksualne nie powinien stracić wysokiego stopnia wojskowego.
     — Z mojego punktu widzenia ta sprawa była drobna. Pan prokurator nadużył swojego stanowiska, by zyskać przychylność pań.
     — Czyli molestowanie to teraz zyskiwanie przychylności pań
”?

*

Nauka Kościoła w stosunku do gejów i lesbijek to fałszywy krzyż. Dla ludzi o odmiennej seksualności ważne jest, aby nie tłamsić swojej natury, tylko tyle. Buntuję się przeciwko wizji Kościoła, że normalni są wyłącznie kobiety i mężczyźni heteroseksualni. Jako lekarz wiem, że istnieje wiele form pośrednich.

*

     — Szefie, co się właściwie stało?
     — Zabiłem skazanego.
     — Wezwać lekarza?
     — Po co? Nie jestem chory.
     — To może psychologa?
     — Przecież to ja jestem psychologiem
.

*

     — Sprawa dyrektora ze Sztumu potwierdza przekonanie społeczne, że jeśli jesteś funkcjonariuszem publicznym, masz znajomości, to aparat sprawiedliwości nie tylko cię nie skaże, ale jeszcze utuli – mówi mi pedagog resocjalizacyjny, profesor nauk społecznych Marek Konopczyński.

*

[Leopold Kozłowski] Ludzie, którzy przeżyli wojnę, wiedzą, że między słowem a czynami granica jest niewielka.

Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet,
Świat Książki, Waraszawa 2018.
(wyróżnienie własne)
[rozmowa z Autorką]


*

[Szymon Jadczak] Nie planując i niczego nie zakładając, zawsze do czegoś dojdziesz?
[Justyna Kopińska] Właśnie!

*

[Justyna Kopińska] […] chyba jestem po prostu pracowita. Znam wiele osób, które mówią, że czegoś chcą. Snują plany w kawiarniach, by za rok w tych samych kawiarniach identycznie marzyć o tym samym.

*


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
Natalia Brzykcy
(fot. Marek Grabowski, źródło)

*

[Leopold Kozłowski] Zawsze wierzyłem, że praca przedłuża życie. Podobnie jak życie w mieście, do którego przyjeżdża mnóstwo znajomych.

*

     — Większość muzyków miała także drugi fach…
     — …ale ten drugi świat zanikał, kiedy zaczynali grać
.

(tamże)

piątek, 23 marca 2018

Prawie cztery lata temu byłyśmy z Kaan na Otwartym Forum dotyczącym bezdomności. Rano tamtego dnia do szkicu wpisu wybrałam dwa cytaty i wykroiłam dla siebie zdjęcie z plakatu reklamującego wydarzenie — chciałam je zapamiętać. Wpis ten nigdy nie został opublikowany, bo zaniemówiłam zawstydzona bogactwem w swoim życiu. Przyszedł czas na tamten szkic:

Dawniej, gdy prowadziłem firmę, byłem w swoim rodzinnym mieście w zarządzie parafialnym, w czynie społecznym zdobywałem od producentów żywność, gdy organizowaliśmy posiłki dla potrzebujących. Teraz często nie mam przy sobie nawet jednego euro, którym mógłbym zapłacić przy kasie. I przeżyłem porzucenie przez przyjaciół. Doświadczyłem tego na własnej skórze: pozostawiono mnie samemu sobie.
[...] Odkąd sam jestem bezdomny, wiem, jak szybko człowiek spada na dno.

*

— Ulica zmienia ludzi, czasem na korzyść, czasem na niekorzyść, to zależy. Znam osoby, które były profesorami, lekarzami, a dziś są na ulicy. Wypadły po prostu z systemu i trudno im było wrócić. Do tego doszła może jedna czy druga nieszczęśliwa okoliczność życiowa i to zmieniło koleje ich życia. Nie mówię, że zeszły na złą drogę, tak nie mogę powiedzieć. Ale wkroczyły w inne życie.

Historia Manfreda z reportażu „Mniej niż zero”,
Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Przyszedł czas, bo upolowałam książkę, na którą czekałam. Nie przeczytałam jej. Ja ją łyknęłam. Fakt, że czytasz te literki, świadczy o tym, że nie jesteś osobą dotkniętą bezdomnością. To publikacja dla domnych, by dotknąć czegoś w sobie. Przyjaciółka Autorki po przeczytaniu tej książki bardzo celnie stwierdziła: To piękna książka […] Nie tylko o bezdomnych, ale o nas, ludziach, o naszych słabościach, dylematach, wyborach, nieudanych małżeństwach, miłości i próbie pogodzenia się z samym sobą. Tak, to piękna i mądra książka.

[Od Autorki] Życie każdego z nas jest wyjątkowe. I to nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy tutaj, na ziemi, bez powodu, bez sensu, samotni, niekochani, marzący o lepszej przyszłości dla siebie czy swoich dzieci. Bo żyć znaczy godzić się na to, co oferuje nam los. Cała mądrość naszej egzystencji polega jednak na tym, aby wiedzieć, co jest dobre, a co złe. Żeby umieć wyłuskać z tego wszystkiego, co proponuje i daje nam świat, tylko to, co jest i będzie dla nas najlepsze

*

[E.R.] Jakbyś miał coś zmienić w życiu, to co by to było?
[Włodek] — Zostałbym księdzem.
     Księdzem?
     — Miałbym za darmo jedzenie, porządny dom, samochód i kobietę. I to kilka. Blondynki, brunetki…
     Księża żyją w celibacie.
     — Takiego żartu już dawno nie słyszałem
.

*

[E.R] Jak to jest być bezdomnym?
[Władysław] — Jakby obcięli ci nogi i kazali biec w maratonie.

*

[E.R. ] Nie masz nikogo w Warszawie?
[Grzegorz Bauta] — Lusię mam.
     Lusię?
     — Tak, Lusię.
     Kim ona jest?
     — To dachowiec. Jak tutaj przychodzę, to czasami ją spotykam. Połasi się, ja ją podrapię po głowie. Jest piękna, cała czarna z białym brzuszkiem.
     Karmisz ją?
     — Czasem, jak mam kawałek kiełbasy albo chleb, to się podzielę. Nie jestem egoistą. A to, że trochę śmierdzę, to nie oznacza, że jestem zły
.

*

[E.R.] Przecież mówiłeś, że nie czujesz się bezdomny, więc dlaczego płakałeś?
[Grzegorz Bauta] — Uważasz, że biznesmen, lekarz, adwokat, mimo że mieszka w wypasionym domu i leci dwa razy w roku do Japonii albo na Majorkę na wakacje, nigdy nie płacze?
Każdy z nas płacze Tylko inaczej, każdy z jakiegoś innego powodu
     — Powody zawsze są podobne. Płacze się albo z rozpaczy i tęsknoty za kobietą, albo jak ktoś umrze
.

*

[E.R.] Pamięta Pani swoją pierwszą noc jako bezdomna?
[Kalina] — Tego się nie zapomina. Siedziałam, czułam się samotna, niekochana, opuszczona. To straszne przeżycie. Upokarzające. Ten, kto nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, nie zrozumie tego, co w takich chwilach się czuje. Ale jak już spędzasz dziesiątą, pięćdziesiątą noc na ulicy, to się zmieniasz. Twoja psychika się zmienia. Stajesz się obojętny, godzisz się na los. Nie chcesz iść do noclegowni, bo masz pretensje, żal do państwa, że straciłeś wszystko, bo zachorowałeś, i nikt nie kiwnął palcem.

*

[E.R.] Naprawdę wierzysz w Boga?
[Bogdan] — Dlaczego jesteś zdziwiona?
     Niektórzy mieliby do niego pretensje, że ich opuścił, że pozwolił, by żyli na ulicy, bez domu, rodziny
     — Bóg dał nam wybór. Tak samo można powiedzieć, że Bóg jest odpowiedzialny za II wojnę światową czy za wybuch w Czarnobylu. To, że żyję, jest dla mnie darem
.

*

     — Napisz o mnie dobrze, okej?
     [E.R.] Napiszę.
     — Nazywam się Mariusz Kostrzewski. Nie jestem tylko „twarzą”. Jestem człowiekiem
.
     Ostatnie zdanie wbija mnie w ziemię. Już wiem, że mądrość to zdolność wyrażania własnych emocji w sposób, który powoduje, że inni nie chcą przestać nas słuchać.

*

[Kalina] A kiedyś, jak były mrozy, też jakiś mężczyzna kupił mi kawę latte. Nie wszyscy są źli.

*

[E.R.] Czym jest dla Ciebie bezdomność?
[Włodek] — Hm… kiedyś usłyszałem, że bezdomność to stan w głowie.
Można być bezdomnym, mając swój własny dom?
     — Można. Pewnie. I wiesz co? Myślę, że dużo ludzi jest bezdomnych, mimo że mają mieszkania, swój pokój. Poważnie. Wszystko zaczyna się w naszych łbach. I tyle.

*

[Halina] — Bezdomność jest okropna. Nie mając domu, czujesz się gorszy, wykluczony ze społeczeństwa. Sam zaczynasz o sobie też inaczej myśleć. Tracisz poczucie wartości, ideałów. Wiara w cokolwiek się załamuje. Czujesz ból, gniew. Wszystko naraz.

*

[E.R.] Czy bezdomność jest wyborem?
[Piotr] — Trochę tak. Może i mógłbym teraz znaleźć jakąś pracę, ale mam wewnętrzny lęk.
     Czego się boisz?
      — Że sobie nie poradzę…
      Ale lepiej by Ci się żyło, gdybyś miał jakiś własny kąt, zatrudnienie.
     — Może i tak, ale to mnie przerasta… To nie jest proste wyrwać się z ulicy, ze swojego świata. Kto nie stracił domu, marzeń, planów, nigdy tego nie zrozumie

*

[Marek] — Nie lubię alkoholu. Ale mam szereg innych nałogów.
[E.R.] Narkotyki?
     — Książki i czekolada. Marzę o tym, że nastanie dzień, kiedy wejdę do księgarni i kupię tyle książek, ile tylko będę w stanie unieść. A potem najem się tyle czekolady, że będę nią wymiotować.

*

[Marek] Obłęd. Ludzie dla pieniędzy niszczą wszystko wokół. Czy zdajesz sobie sprawę, że my sami się zgładzimy? Kiedy wyschną oceany, morza, kiedy znikną pszczoły, zwierzęta, rośliny, to najemy się pieniędzmi, lokatami, walutami, lexusami, plazmami, perfumami Chanel czy żakietem Dolce & Gabana?
[E.R.] Nie.
     — Właśnie. Nie najemy się tym. Poumieramy, leżąc wygłodniali w lexusach i w szpilkach za kilka tysięcy złotych. To wszystko będzie można wsadzić sobie po prostu w dupę. Dlatego kocham przyrodę. Mam do niej szacunek, bo wierzę, że ona się nam każdego dnia odwdzięcza tym samym

Ewelina Rubinstein, Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2017.
(wyróżnienie czerwone własne)


czwartek, 18 stycznia 2018

To książka, o której wiem od czasu premiery. Ukazała się w tym samym miesiącu co książka Rafała Wosia. Zaznaczyłam do upolowania. Okazje były dwie lub trzy, nim zdecydowałam: teraz. Bo książka ta jest wstrząsająca i w nienajlepszym świetle stawia moje rozterki, nadając właściwy wymiar problemom, które w rzeczywistości są co najwyżej trudnościami lub zwykłą fanaberią.

Bo jak jesteś ze mną w relacji. Bo jak dzielisz ze mną realny świat. Bo jak bywasz tu niekoniecznie regularnie, ale od długiego czasu. Bo jak chcesz się rozwijać, zmienić zawód, pojechać w długą podróż i wiesz, że to po prostu zrobisz. To razem ze mną nie masz pojęcia o tym, o czym traktuje ta książka. Ona dokładnie pokaże Ci, gdzie masz ślepą plamkę świadomości. Jest o czym myśleć. Jest za co dziękować. Jest czym się dzielić. I dlatego to książka obowiązkowa.

Polska to kraj, w którym dobrze żyje się zielonym strzałkom na ekonomicznych wykresach obrazujących PKB, a duża część ludzi żyje od pierwszego do pierwszego — w 2013 roku 60 procent rodzin nie mogło sobie pozwolić na tygodniowe wakacje raz w roku.

*

Nie jest tak, że ty dajesz swoją pracę, a on [pracodawca] się odwzajemnia pieniędzmi. Nie, on ci robi łaskę — ja cię zatrudnię, bo przecież robota, którą ci daję, to coś, co zawsze chciałeś robić, sprzątanie, kurwa, kibli to twoje hobby. I on ci jako wymuszony prezent da wypłatę za to, bo przecież główną twoją wypłatą jest radość z pracy. Czyszczenie kibli jest jak wycieczka do lunaparku, i co, chcesz za wycieczkę do lunaparku dostawać pieniądze?

*

[à propos smogu] Polski nie truje zła wola, ale bieda.

*

Dzieci bywają bezlitosne, sadystyczne, jeżeli ktoś trochę się wyróżnia. Są zdolne do bezsensownego okrucieństwa. Znacznej większości przechodzi to z wiekiem. Inni idą do polityki albo na wysokie stanowiska w korporacjach.

*

Wszystko jest rytmem; kiedy chodzisz — masz rytm, kiedy mówisz — masz rytm, gdy oddychasz — masz rytm.

*

Wiesz, patriotyzm to nie jest chodzenie 11 listopada w koszulce takiej, a nie innej i wyrywanie drzewek. Czy „pamiętanie”. Ja na 1 sierpnia „pamiętać” chodziłem z babcią jako kilku letni dzieciak. Patriotyzm to jest praca z ludźmi, dla ludzi i budowanie coś z tymi ludźmi — mówi.

*

     — Jeżeli ktoś uważa, że do wszystkiego doszedł własną pracą, to ja mówię — idź do puszczy amazońskiej i spróbuj powtórzyć swój sukces.

*

Zachwalana przez wielu,  zwłaszcza bogatych mężczyzn zbliżających się do pięćdziesiątych, elastyczność pracy to otchłań niedospanych  nocy, pracy do świtu albo od świtu, nieregularnych posiłków. Aby to przezwyciężyć, musisz prowadzić nieustanną walkę z samym sobą.

*

[…] wystarczające pieniądze?
     — To jest taka kwota, za którą można spłacić ratę kredytu mieszkaniowego, rachunki, za którą można kupić jedzenie dla siebie i dla rodziny i jeszcze zostaje trochę kasy na ciuchy, żeby pojechać gdzieś, odłożyć na wakacje — wylicza
.

*

Nadal uważam, że kultura i nauka są ważne.
     To jest coś, czego jej zdaniem nie załatwi wolny rynek. Wolny rynek obsługuje treści najłatwiejsze do skonsumowania
.

*

Przecież nie tak miało być, miało być tak, że osoba, która się uczy i uczciwie pracuje, może sobie pozwolić na godne życie. Nie każdy ma być milionerem, ale dobrze jakby był multitysiącerem.

*

Pouczanie z pozycji sukcesu jest łatwe. Przychodzi naturalnie, bo sukces staje się naturalnym środowiskiem. Jednocześnie jest doświadczeniem mniejszościowym, wyjątkiem, a nie regułą, czymś, co w naszym kraju nie przytrafia się często nawet tym, którzy bardzo się starają.

Kamil Fejfer, Zawód. Opowieści o pracy w Polsce. To o nas,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...