Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Szpagacik

niedziela, 15 lipca 2018

Autorkę wyjęłam z tej audycji (27:12) osiem dni temu. Na próbę nabyłam pierwszy tytuł. Chwilkę poczekała ta książka i dała się pochłonąć dziś w jeden ranek przy kawie i jeden popołudnio-wczesny-wieczór.

Ta powieść daje szansę na kontakt z nieużywaną już przez nas (długo dorosłych) nastoletnią samotnością, ale też przypomina, że wiele dzieci i nastolatków boryka się z bardzo poważnymi dorosłymi problemami, które fundują im rodziny pochodzenia.

Po tej książce pomyślałam:

w kontakcie z dziećmi i nastolatkami bądź człowiekiem,
jakiego Ty chciał(a)byś spotkać na swojej drodze.

A jak wejdzie nam to w krew, pójdźmy dalej i bądźmy tacy dla każdego spotkanego człowieka. Wszyscy zyskamy, daję słowo.

Czasem trzeba pogrążyć się w ciemności, by zacząć widzieć wyraźnie. W ten sposób doszłam do następujących wniosków:
     1. Szkolni dręczyciele to żałosna hołota.
     2. Rodzina powinna być gotowa do pomocy, jeśli będziesz tego potrzebować.
     3. Jestem słaba. Zasługuję na to.

*

Ponadto zrozumiałam też, że:
     d. Dręczyciele też mogą się zmienić.
     e. Rodzina nie zawsze Cię rozumie.
     f. Cierpienie nie jest oznaką słabości. Prawdziwą siłę człowiek odnajduje w sobie, gdy postanawia zmienić własne życie.

*

W mojej głowie roi się od rzeczy, które chcę jej przekazać. Chcę opowiedzieć jej o wszystkich złych myślach, które w sobie tłamszę. Chciałabym jej powiedzieć, jak trudno jest być mną.
     Spoglądam w jej zmęczone oczy i nie otwieram ust.

*

[…] stąpam ostrożnie, próbując uniknąć wszelkich pęknięć w chodniku. Kiedyś mama opowiadała mi, że mieszkają w nich krokodyle, które mogą złapać mnie zębami za palce u stóp. Ale to głupie. Jak ja mogłam w to wierzyć? Jak niby miałyby się tam pomieścić? Jak mogłyby przeżyć między płytami chodnikowymi? No dobra, ale mam czternaście lat i nadal nie lubię stąpać po szczelinach. Tak na wszelki wypadek. Chyba nadal wierzę w to, że coś złego się stanie, jeśli choć musnę którąś stopą.

*

Wszystko się posypało jak kopnięty zestaw Lego. Ktoś musi znaleźć instrukcję i pokazać, jak to wszystko poukładać. Ale co zrobić, gdy elementy są popsute? Co zrobić, gdy niektóre zgubiły się na zawsze? Czy wszystko da się jeszcze jakoś poskładać?

*

     — Pamiętaj, że ja też byłam kiedyś nastolatką — mówi. — Wiem, jak to jest.
     — Też była pani gruba?
     — Nie, ale zawsze coś się znajdzie. Ludzie zawsze znajdą jakąś słabość.

*

     — Wznieś się ponad to wszystko, Jess. Nie toń — szepcze mama. — Jesteś piękniejsza niż ci się wydaje.

*

Moja mama zawsze powtarza, że nie ma betonu, którego nie da się skruszyć.

Eve Ainsworth, 7 dni, przeł. Marcin Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


piątek, 25 maja 2018

Przeszło miesiąc temu Zalo zapytał mnie o książkę, o Tę książkę. W ten sposób zaczął nas łączyć sekret i tajemnica, a wszystko po to, by uszczęśliwić Bliźniaczą Liczbę. Trudne było tylko trzymanie języka za zębami — w kwestii cieszenia się książkami trud ten u mnie graniczy z niemożliwością, ale podjęłam się zadania i dałam radę.

Zamówiłam bliźniaczo dwie sztuki. Odebrałam. Egzemplarz dla Bliźniaczej Liczby Sadownik zaniósł na pocztę. Osiem dodatkowych dni i mogłam usiąść do swojego egzemplarza.

Dziś, przy pierwszej kawie od siedemdziesięciu godzin, delektowałam się potrójnie: smakiem, dotykiem i patrzeniem. Ilustracje, papier, format — porywające. A treść? Ciekawe, jakie wrażenie ta książka robi na dzieciach? Ja czytałam, zachwycając się co chwilę historią, ponieważ czytałam ją jako opowieść o procesie indywiduacji — opowieść, która zachęca do znalezienia swojego miejsca na świecie, które jest zupełnie innym miejscem, niż to, w którym przyszliśmy na świat. Zachęca do poszukiwania swojego Wolnego Plemienia oraz do poznania wewnętrznych figur Pantery Bagheery, Niedźwiedzia Baloo, Matki Wilczycy, Ojca Wilka, Węża Kaa, Sępa Chila — którzy ci sprzyjają — i Tygrysa Shere Khana, z którym przyjdzie się zmierzyć, by stać się tym, kim masz być. 

Widząc, że niedźwiedź nie nadąża, Bagheera wróciła do niego i powiedziała:
     — Nie możemy czekać! Jeśli trudno ci za nami nadążyć, idź w swoim tempie. Zobaczymy się w Zimnych Ruinach
!

*

Siłą watahy jest wilk, a siłą wilka jest wataha!

*

*

*

Rudyard Kipling, Księga dżungli, ilustr. Quentin Gréban,
przeł. Michał Goreń, Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki 2017.

poniedziałek, 14 maja 2018

Drugi tom miał premierę w środę w środku marca. Ten — trzeci — też w środę, prawie dwa miesiące później. Ostatnia środa obrodziła premierami — wśród nich podejrzanie dużo książek, na które ostrzę sobie zęby. Majowy środowy kryminał towarzyszył mi przy kilku porannych kawach. Nie śpieszyłam, ale i tak się skończył.

Paddy i Gordon — myślę i uśmiecham się natychmiast. Pang! W tym szwedzkim dziecięcym kryminale wciąż zadziwia mnie delikatność, z jaką wplatana jest w opowieść dydaktyczna nitka — zero smrodku.

I tylko z jednym w tej książce nie zgadzam się wcale: będziesz głupi i zły w swoim życiu jeszcze nie raz i całe Twoje szczęście! Bo to jedyny sposób, by się rozwijać, by stawać się tym, kim masz być, by lepiej rozumieć siebie, innych i świat.

     — On, ona albo oni to rozlazłe i okropne typki — powiedziała Paddy.
     — Ach tak — chrząknął Gordon.
     — To wygląda naprawdę przerażająco — mówiła dalej Paddy. — Może on, ona albo oni chcą mnie przestraszyć?
     — Ach – odparł Gordon i poczerwieniał.
     — Albo może on, ona albo oni chcą coś powiedzieć? — ciągnęła Paddy.
     — Używaj słowa „Duch” — zaproponował Gordon. — Jak mówisz on, ona, oni, bardzo komplikujesz... Duch!
     — Uch — westchnęła Paddy, która bardzo nie lubiła duchów. — Ale jeśli Duch chce straszyć, to on, ona albo oni nie powinni tak po prostu odchodzić…

*

Gordon pachniał świeżą pościelą, ciastkami i wesołą książką. Chociaż na posterunku pozostał tylko zapach dawnego Gordona

*

To najgorsze, co może się zdarzyć. Najstraszniejsze. Wszystko inne to właściwie głupstwa.
     No bo co się dzieje, kiedy ktoś kradnie orzechy? Chodzi tylko o to, żeby je zwrócił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś dokucza? Chodzi tylko o to, żeby przeprosił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś tajemniczo drapie? Chodzi właściwie tylko o to, żeby poprosić tego Ducha, żeby poszedł do domu spać.
     Ale dwoje zaginionych dzieci? To jest tak straszne, że aż chce się płakać
.

*

To dobrze, że tak się różnią [Paddy i Gordon].

*

Muszę teraz zapisać ważną rzecz.
     Przez chwilę mruczał coś pod nosem, a potem przeczytał na głos to, co napisał.
     Jest tyle rzeczy, których się boimy. Ale jest tylu miłych i dobrych, którzy chcą nam pomóc. I wcale nie jest pewne, że jest ktoś złośliwy

*

[…] ktoś, kto nie wie, co się stało, niewiele z tego zrozumie.
     — Ale my rozumiemy, moja najlepsza przyjaciółko Paddy — powiedział Gordon. — I z całą powagą obiecuję, że nigdy więcej nie będę głupi i zły
.

*

*

Wszyscy mają spać spokojnie.
Dobranoc! Dzień dobry!

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Jeszcze jedna sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 18 marca 2018

Georginia trzymała rękę na pulsie. Inaczej o tej książce bym się nie dowiedziała. Klik, klik, zamówiona, odczekana kilka dni, odebrana. Piękny papier, wspaniałe ilustracje. Kolejny doskonały picture book. I szwedzki! — ucieszyła się skandynaponka we mnie.

Bohater ma trzynaście lat, a książka, w której go spotkacie, dedykowana jest dla nastolatków. Hmmm, byliśmy nastolatkami, niektórzy z nas byli „inni”, więc karty tej publikacji mogą stać się bezpiecznym powrotem do przeszłości. Czy tylko chwilowym „powrotem do przeszłości”?

Śmiem twierdzić, że im dłużej jest się z tą książką, tym łatwiej odnajdujemy uczucia, które bywają również naszym udziałem w dorosłym życiu. Może to właśnie one, choć tak trudne i dojmujące, pomagają nam stać się jeszcze bardziej ludzkim człowiekiem, ruszyć w dalszą drogę, nie ustawać.

Tak dobrze mi szło mówienie „nie”,
że zapomniałem, jak się mówi „tak”.

*

Jestem i nie jestem tym, kogo widać w lustrze.

*

Bliskość
to może coś,
co należy odnaleźć w sobie.

*

*

Gdy mój wzrok napotkał spojrzenie
dziadka, zobaczyłem siebie.
Albo dokładniej:
byliśmy jednym i tym samym.

*

*

Zgadzam się, że każdy jest dla siebie swoim największym wrogiem.
Ale jeśli wszystko jest jednocześnie swoim przeciwieństwem,
to każdy z nas może być też dla siebie najlepszym przyjacielem.

Anna Höglund, O tym można rozmawiać tylko z królikami,
ilustr. Anna Höglund, przeł. Katarzyna Skalska,
Zakamarki, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, 16 marca 2018

Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!

Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

*

Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie?
     […]
     […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć.
     […]
     […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne.
     […]
     I po chwili powiedziała do siebie:
     — Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę
.

*

Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.

*

     — Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro.
     — Aha — odpowiedziała Paddy.
     — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi...
     — Może mówił pan tak dla żartu?
     Gordon powoli pokręcił głową.
     — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać
.

*

Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy.
     — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon
.

*

Westchnęli oboje.
     — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


*

(tamże)

poniedziałek, 19 lutego 2018

Myślałam, że kolorowy paproszek. Podeszłam, chwyciłam i zaskoczyła mnie szybka metamorfoza papierka w zwierzątko. Teraz mogę tylko zastanawiać się, komu uciekło. Wiem, z czyjej torebki zbiegło. Przez chwilę pomieszka w ulu, nim wróci we właścicielskie rączki.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kryminał ulubiony mam. Znam kilku wielbicieli szwedzkiego, podobno dobrego. Przeczytałam pierwszy w życiu szwedzki kryminał, tylko że dla dzieci. Potrzebowałam dzisiaj ciepła i dobra na zaklinowany aparat ruchu. Dostałam. Pang!

W dziupli była tylko ona i orzechy i w zupełności jej to wystarczało.

*

Wiewiórka ostrożnie usiadła na krześle i zaczęła opowiadać długą i zawiłą historię, która najpierw nie mogła się zacząć, a potem nie chciała się skończyć.

*

Komisarz Gordon nie lubił strasznych zdarzeń. Najbardziej lubił trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym. Najlepiej byłoby, gdyby nigdy nic strasznego się nie działo.

*

Rano komisarz Gordon obudził się w samym środku snu. Śniło mu się, że biegł po ścieżce szybciej niż sarna. Wdrapywał się na drzewo zwinniej niż wiewiórka.

*

     — Chyba wiecie, co to jest miłość? – zapytała.
     — Ja jestem za stary – westchnął komisarz.
     — A ja za mała – powiedziała Paddy
.

*

     — Niewiele z tego rozumiem — powiedziała, dmuchając na herbatę.
     — Nie trzeba rozumieć — odparł komisarz. — Najważniejsze to czuć, że wszystko jest w porządku
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.


*


(tamże)

niedziela, 19 listopada 2017

Wyrzut kortyzolu. Wyrzut? Cała wlewka! Trzęsące się ręce. Łamiący się głos. Łzy.
Nigdy w życiu nie bałam się tak o najukochańszego człowieka.

Fałszywy alarm. Teraz trzy dni będę z tego kortyzolu schodzić.

Do masakrującej książki dziś nie zaglądam. Tulli odłożyłam na rzecz Tulli. Schodziłam z kortyzolu dotykiem wspaniałego grubego papieru; powolnością przesuwania wzroku po literkach; kreską, która czasem poruszała delikatne w środku; śmiechem i uśmiechem wskutek treści. Podobno to książka dla dzieci — tej Autorki pierwsza dla dzieci, ale osobiście natknęłam się na kilka miejsc, których niuans wyłapią tylko dorośli. Schodziłam z kortyzolu w hamaku. Schodzę dalej przy innej Tulli.

To wcale nie taka wielka sztuka skakać przez płonące obręcze, kiedy się wie, że po drugiej stronie będzie to samo co po tej.

 *

Wieczorami Ptiżużuu lubił odwiedzać zające w ich norze. Siadali na progu i patrzyli na gwiazdy. To było o wiele przyjemniejsze od zebrań na polanie, gdzie rosło drzewo, w którym puchacz miał swoją dziuplę. Można tak było siedzieć i patrzeć bez końca i być razem, i wcale się nie odzywać.

*

     — Co piszą? — interesowała się łasica. Nie umiała czytać, tak samo jak dzik i zające, ale przynajmniej tego żałowała.

*

I naraz pomyślała sobie, że ona sama też może być szczęśliwa. Przecież jest zwierzęciem, które ma imię, choć go nie zna. Zwierzęciem, dla którego jest ważny ktoś jeszcze, nie tylko ono samo. Imię, pomyślała łasica, która wcześniej nigdy na to nie wpadła, nosi się dla kogoś!

*

Nie wiemy, co nas teraz czeka. W takiej chwili powinniśmy wspierać się nawzajem.
     — Więc dlaczego nikt mnie nie wspiera? — rozżalił się dzik.
     — Dziku, na pewno rozumiesz, co to takiego „nawzajem”.
     — Nie rozumiem! Nie rozumiem! — wrzeszczał dzik, tupiąc kopytkami. — Ja chcę do małpy
!

Magdalena Tulli, Ten i tamten las, ilustr. Alicja Rosé,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(ilustr. Alicja Rosé, tamże)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Ze Szpagacikiem te zdjęcia zrobiłyśmy wczoraj.


Zkemi, Szpagacik, Monek, Artuá i my, czyli w niebie bywając.

sobota, 01 lipca 2017

Wtedy. Tej książki szukałam. Nakład był wyczerpany, ale pan z wydawnictwa poinformował, że dodruk w drodze. Tej książki szukałam, bo o jej istnieniu wspomniała mi Bliźniacza Liczba. Miała nosa, że będę nią zachwycona. Oficjalnie to książka 8+, ale jak to z takimi książkami bywa, dla dzieci w tym wieku jej treść może być zbyt oczywista — człowiek 30+ i 40+ zaś odnajdzie w niej siebie i swoje wybory szybciej niż myśli. 

     — W każdym razie to, że twoja wersja normalności nie jest identyczna z wersją normalności kogoś innego, jeszcze nie znaczy, że coś z tobą nie tak.
     — Właśnie, Marjorie — potwierdziła Ethel, potakując z głębokim przekonaniem. — Gdybym posłuchała swojej matki, kiedy powiedziała mi, że coś ze mną nie tak, byłabym przez całe życie bardzo samotna.
     — A ja, gdybym usłuchała ojca, byłabym nieszczęśliwa.
     — Kto w ogóle chce być normalny? — zawołała Ethel, podnosząc ręce do góry. — Na pewno nie ja
.

*

Nowe przygody — pomyślał. Nowe miejsca. Nowi ludzie.

*

     — Chce zostać artystą? Nie! — wykrzyknął Vincente dramatycznym tonem. — On jest artystą!

*

     — Do pioruna, synu, przynajmniej spróbowałeś — pocieszył go starszy pan.

*

Czy normalne jest to, że ktoś chce być przez całe życie taki normalny?

*

John Boyne, Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa,
przeł. Tina Oziewicz, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...