Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Szpagacik

niedziela, 18 marca 2018

Georginia trzymała rękę na pulsie. Inaczej o tej książce bym się nie dowiedziała. Klik, klik, zamówiona, odczekana kilka dni, odebrana. Piękny papier, wspaniałe ilustracje. Kolejny doskonały picture book. I szwedzki! — ucieszyła się skandynaponka we mnie.

Bohater ma trzynaście lat, a książka, w której go spotkacie, dedykowana jest dla nastolatków. Hmmm, byliśmy nastolatkami, niektórzy z nas byli „inni”, więc karty tej publikacji mogą stać się bezpiecznym powrotem do przeszłości. Czy tylko chwilowym „powrotem do przeszłości”?

Śmiem twierdzić, że im dłużej jest się z tą książką, tym łatwiej odnajdujemy uczucia, które bywają również naszym udziałem w dorosłym życiu. Może to właśnie one, choć tak trudne i dojmujące, pomagają nam stać się jeszcze bardziej ludzkim człowiekiem, ruszyć w dalszą drogę, nie ustawać.

Tak dobrze mi szło mówienie „nie”,
że zapomniałem, jak się mówi „tak”.

*

Jestem i nie jestem tym, kogo widać w lustrze.

*

Bliskość
to może coś,
co należy odnaleźć w sobie.

*

*

Gdy mój wzrok napotkał spojrzenie
dziadka, zobaczyłem siebie.
Albo dokładniej:
byliśmy jednym i tym samym.

*

*

Zgadzam się, że każdy jest dla siebie swoim największym wrogiem.
Ale jeśli wszystko jest jednocześnie swoim przeciwieństwem,
to każdy z nas może być też dla siebie najlepszym przyjacielem.

Anna Höglund, O tym można rozmawiać tylko z królikami,
ilustr. Anna Höglund, przeł. Katarzyna Skalska,
Zakamarki, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, 16 marca 2018

Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!

Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

*

Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie?
     […]
     […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć.
     […]
     […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne.
     […]
     I po chwili powiedziała do siebie:
     — Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę
.

*

Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.

*

     — Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro.
     — Aha — odpowiedziała Paddy.
     — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi...
     — Może mówił pan tak dla żartu?
     Gordon powoli pokręcił głową.
     — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać
.

*

Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy.
     — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon
.

*

Westchnęli oboje.
     — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


*

(tamże)

poniedziałek, 19 lutego 2018

Myślałam, że kolorowy paproszek. Podeszłam, chwyciłam i zaskoczyła mnie szybka metamorfoza papierka w zwierzątko. Teraz mogę tylko zastanawiać się, komu uciekło. Wiem, z czyjej torebki zbiegło. Przez chwilę pomieszka w ulu, nim wróci we właścicielskie rączki.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kryminał ulubiony mam. Znam kilku wielbicieli szwedzkiego, podobno dobrego. Przeczytałam pierwszy w życiu szwedzki kryminał, tylko że dla dzieci. Potrzebowałam dzisiaj ciepła i dobra na zaklinowany aparat ruchu. Dostałam. Pang!

W dziupli była tylko ona i orzechy i w zupełności jej to wystarczało.

*

Wiewiórka ostrożnie usiadła na krześle i zaczęła opowiadać długą i zawiłą historię, która najpierw nie mogła się zacząć, a potem nie chciała się skończyć.

*

Komisarz Gordon nie lubił strasznych zdarzeń. Najbardziej lubił trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym. Najlepiej byłoby, gdyby nigdy nic strasznego się nie działo.

*

Rano komisarz Gordon obudził się w samym środku snu. Śniło mu się, że biegł po ścieżce szybciej niż sarna. Wdrapywał się na drzewo zwinniej niż wiewiórka.

*

     — Chyba wiecie, co to jest miłość? – zapytała.
     — Ja jestem za stary – westchnął komisarz.
     — A ja za mała – powiedziała Paddy
.

*

     — Niewiele z tego rozumiem — powiedziała, dmuchając na herbatę.
     — Nie trzeba rozumieć — odparł komisarz. — Najważniejsze to czuć, że wszystko jest w porządku
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.


*


(tamże)

niedziela, 19 listopada 2017

Wyrzut kortyzolu. Wyrzut? Cała wlewka! Trzęsące się ręce. Łamiący się głos. Łzy.
Nigdy w życiu nie bałam się tak o najukochańszego człowieka.

Fałszywy alarm. Teraz trzy dni będę z tego kortyzolu schodzić.

Do masakrującej książki dziś nie zaglądam. Tulli odłożyłam na rzecz Tulli. Schodziłam z kortyzolu dotykiem wspaniałego grubego papieru; powolnością przesuwania wzroku po literkach; kreską, która czasem poruszała delikatne w środku; śmiechem i uśmiechem wskutek treści. Podobno to książka dla dzieci — tej Autorki pierwsza dla dzieci, ale osobiście natknęłam się na kilka miejsc, których niuans wyłapią tylko dorośli. Schodziłam z kortyzolu w hamaku. Schodzę dalej przy innej Tulli.

To wcale nie taka wielka sztuka skakać przez płonące obręcze, kiedy się wie, że po drugiej stronie będzie to samo co po tej.

 *

Wieczorami Ptiżużuu lubił odwiedzać zające w ich norze. Siadali na progu i patrzyli na gwiazdy. To było o wiele przyjemniejsze od zebrań na polanie, gdzie rosło drzewo, w którym puchacz miał swoją dziuplę. Można tak było siedzieć i patrzeć bez końca i być razem, i wcale się nie odzywać.

*

     — Co piszą? — interesowała się łasica. Nie umiała czytać, tak samo jak dzik i zające, ale przynajmniej tego żałowała.

*

I naraz pomyślała sobie, że ona sama też może być szczęśliwa. Przecież jest zwierzęciem, które ma imię, choć go nie zna. Zwierzęciem, dla którego jest ważny ktoś jeszcze, nie tylko ono samo. Imię, pomyślała łasica, która wcześniej nigdy na to nie wpadła, nosi się dla kogoś!

*

Nie wiemy, co nas teraz czeka. W takiej chwili powinniśmy wspierać się nawzajem.
     — Więc dlaczego nikt mnie nie wspiera? — rozżalił się dzik.
     — Dziku, na pewno rozumiesz, co to takiego „nawzajem”.
     — Nie rozumiem! Nie rozumiem! — wrzeszczał dzik, tupiąc kopytkami. — Ja chcę do małpy
!

Magdalena Tulli, Ten i tamten las, ilustr. Alicja Rosé,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(ilustr. Alicja Rosé, tamże)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Ze Szpagacikiem te zdjęcia zrobiłyśmy wczoraj.


Zkemi, Szpagacik, Monek, Artuá i my, czyli w niebie bywając.

sobota, 01 lipca 2017

Wtedy. Tej książki szukałam. Nakład był wyczerpany, ale pan z wydawnictwa poinformował, że dodruk w drodze. Tej książki szukałam, bo o jej istnieniu wspomniała mi Bliźniacza Liczba. Miała nosa, że będę nią zachwycona. Oficjalnie to książka 8+, ale jak to z takimi książkami bywa, dla dzieci w tym wieku jej treść może być zbyt oczywista — człowiek 30+ i 40+ zaś odnajdzie w niej siebie i swoje wybory szybciej niż myśli. 

     — W każdym razie to, że twoja wersja normalności nie jest identyczna z wersją normalności kogoś innego, jeszcze nie znaczy, że coś z tobą nie tak.
     — Właśnie, Marjorie — potwierdziła Ethel, potakując z głębokim przekonaniem. — Gdybym posłuchała swojej matki, kiedy powiedziała mi, że coś ze mną nie tak, byłabym przez całe życie bardzo samotna.
     — A ja, gdybym usłuchała ojca, byłabym nieszczęśliwa.
     — Kto w ogóle chce być normalny? — zawołała Ethel, podnosząc ręce do góry. — Na pewno nie ja
.

*

Nowe przygody — pomyślał. Nowe miejsca. Nowi ludzie.

*

     — Chce zostać artystą? Nie! — wykrzyknął Vincente dramatycznym tonem. — On jest artystą!

*

     — Do pioruna, synu, przynajmniej spróbowałeś — pocieszył go starszy pan.

*

Czy normalne jest to, że ktoś chce być przez całe życie taki normalny?

*

John Boyne, Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa,
przeł. Tina Oziewicz, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

wtorek, 16 maja 2017

Smutna. A może po prostu o rzeczach trudnych.
Muszę porozmawiać o tej książce ze Szpagacikiem.

Napatoczyłam się na tę książkę, szukając zupełnie innej. Przyciągnęła mnie grafika z okładki. Przyciągnęła, obiecała więcej i nie dotrzymała obietnicy, bo jest to jedyna taka ilustracja w całej książce; pozostałe rozczarowują na całej linii.

     — Nic mi nie jest — wymamrotał Emil.
     — Ale czy nigdy nie boli pana tutaj? — Ptak położył skrzydło na sercu. — Czy nigdy się panu nie wydaje, że jest tam coś w rodzaju haczyka, za który ciągnie pana do miejsca, z którego pan przybył.

*

     — A jeśli to niemożliwe?
     — Wówczas trzeba się nauczyć żyć jako pacjent w stanie przewlekłym.
     „Ale on używa trudnych wyrazów” — zdziwiła się Emil. Gdzie też zdążył się ich nauczyć?
[…]
     — Kto to jest pacjent w stanie przewlekłym?
     — To cierpliwy nosiciel nieuleczalnej choroby.

*

Bo może się zdarzyć i tak, że kiedy się otrzyma z powrotem to, czego się pragnęło, nie jest to wcale tym, czego się chciało.
     — Ma pan na myśli, że to nie będzie już dom?
     — To, za czym się tak tęskniło, bywa czasem, a nie miejscem.
     — Właśnie.

*

Ale Emil właściwie już wiedział, że nawet jeśli tata, Jeppe i Otto się nie zmienili, to on sam jest inny i to wystarczy, by  zmieniło się wszystko.

*

Ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł.

*

[…] Emil patrzył na mamę , tak jakby przeszedł kawałek drogi naprzód, a potem się zatrzymał i odwrócił głowę. Zobaczył słabość i kruchość tam, gdzie, jak wierzył, miały swój wieczny dom siła i życie.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)



czwartek, 11 maja 2017

Są dni, kiedy trudno uwierzyć, że to, co się wydarza, ma jakikolwiek sens. W takie dni bardzo łatwo zwątpić, że w tym, co przydarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… jest coś, czego właśnie teraz najbardziej potrzebuję.

Prawie zwątpiłam, prawie stałam na krawędzi myśli, że może to coś, co zdarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… wydarza się, bo jestem głupia, niekompetentna, nic nie rozumiem i w życiu nie pojmę tego, co każdy „normalny” człowiek rozumie w mig.

Wczoraj, gdy zatrzymałam się i odstąpiłam od egzekucji powyższej myśli, spotkałam piękne zdanie:

Pod kamieniami ulicznymi leży piasek plażowy.

Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.


poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Sadownik nie rozumie tej miłości. Jabłoń kocha ilustrowane książki dla dzieci, choć prawdą jest, że kocha miłością wybredną.

Dzięki Szpagacikowi, w majestacie prawa buszuję w książkach 8+. Ta utorowała sobie drogę do Przytuliska tytułem i kreską na okładce — nie zastanawiałam się ani minuty nad jej kupnem. A gdy przyszła — bo dzięki Szpagacikowi grany jest też papier — z każdym zdaniem, z każdą stroną miałam coraz bardziej rozmigdalone oczy.

Drugi tydzień wydzielałam sobie troszkę słów i obrazków, by starczyło na jak najdłużej. I śmiałam się, i w zadumę i w zachwyt wpadałam, taplałam się w pojawiających się uczuciach i tych dorosłych, i tych „dzieckowych”.

Ta książka to nie książka, to nie baja, nie opowieść! To jest Mistrzostwo Świata pod każdym względem — i tekst, i bohaterzy, i losy, i ilustracje tylko do kochania i… wracania. Skończyłam, ale i zaczęłam jeszcze raz.

A Sadownik? Gepardzica stwierdziła, że może jeszcze po prostu jest za młody na tę książkę. Nadzieja jest, może dojrzeje. Ale żeby sprawa była jasna, nie musi, nie sprzykrzy się Jabłoni.

     — Wiewiórko, czy ja ci się kiedyś sprzykrzę?
     — Ty? — odpowiedziała wiewiórka. — No coś ty.
     Mrówka umilkła, a po chwili powiedziała:
     — Przecież to możliwe.
     — Nie — upierała się wiewiórka. — To niemożliwe. Jak miałabyś mi się sprzykrzyć?

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

     Mrówka i wiewiórka milczały i odpoczywały od samych siebie. Od czasu do czasu wzdychały, marszczyły czoła i zjadały parę orzeszków bukowych oraz odrobinę miodu.

*

     — A tak właściwie, to jak się spada z wierzby? — zapytała wiewiórka.
     — Twardo — odpowiedział słoń. — Ale z dębu jeszcze twardziej.
     — A z topoli?
     — Z topoli…? Szczerze mówiąc, nie wiem — odparł słoń.
     Skoczył na równe nogi. Wiewiórka zdążyła jeszcze powiedzieć:
     — Nie chodziło mi o to, żebyś…
     Ale słoń już wspinał się na topolę i chwilę później spadł z jej czubka. Rozległ się potężny łomot, którego echo jeszcze długo rozbrzmiewało wokoło.
     Zaniepokojona wiewiórka pochyliła się nad leżącym słoniem. Na jego czole pojawił się ogromny guz. Ale on wyszeptał:
     Rewelacyjnie, wiewiórko… Spada się rewelacyjnie.

*

     — Kto tam? — zapytał [Kozioróg].
     — Ja — odpowiedział głos. — Świerszcz.
     Drzwi się otworzyły, ale nic widocznego nie weszło do środka.
     — Gdzie pan jest? — zapytał kozioróg.
     — Jestem tylko głosem świerszcza — odrzekł głos. — Reszta przyjdzie za chwilę.
     Kozioróg głęboko westchnął. „Robota” — pomyślał.
     Wkrótce do środka przeniknął zapach świerszcza, a wiatr przywiał na dywanik jego czułki, szczękę i korpus.
     Po chwili w pokoju zrobiło się niespokojnie. To myśli świerszcza, jedna po drugiej, wlatywały do środka.
     — Wybuchnąłem — oświadczył głos.
     — No tak — powiedział kozioróg.
     — Może mnie pan poskładać?

*

(ilustr. Ewa Stiasny, źródło)

Toon Tellegen, Nie każdy umiał się przewrócić,
przeł. Jadwiga Jędryas, ilustr. Ewa Stiasny,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...