Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: bez polityki proszę czyli czysta polityka

sobota, 15 kwietnia 2017

We wtorek nie zająknęłam się, że w przeciągu kilku minut nie tylko Sadownik kupił mi książkę, ale że i ja kupiłam sobie zbiorek liter uporządkowanych — autor obu ten sam. Miałam ogromną nadzieję, że będzie do odbioru przed świętami. I tak się stało, wczoraj po pracy poleciałam odebrać i w drodze do domu przeczytać.

Zachwyciła mnie, jakby to powiedział Sadownik, maniera w tytule. Nie zachwyciły przekleństwa, które w wielu miejscach były dla mnie autorskim pójściem na łatwiznę. Dwa wiersze  trafiają w punkt pięknie i nie wprost poprzez fantastyczne zestawienie słów, obrazów, tęsknot i współczesnego narcyzmu. I dla tych dwóch było warto, przynajmniej na razie.

SUTRA SERCA
Umierały za mnie koty.
Umierał za mnie Jezus.

Chujowo się z tym czuję
.

*

SŁODKIE LATA 90.
Żyliśmy jak zwierzęta.
Bez iPadów, LTE i internetu.
Dziewczyny bobry miały zarośnięte.
Rzadko goliły nogi.
Nic nie było wyjebane w kosmos.
Nic nie było zapisane na pendrivach.
Wszystko było zapisane w gwiazdach
.

Krzysztof Jaworski, .byłem,
Biuro Literackie, Wrocław 2014.

niedziela, 09 kwietnia 2017

Czeski ksiądz Tomáš Halík jest jedynym księdzem, którego słucham z uwagą — napisał Mariusz Szczygieł. W zasadzie to wystarczyło, gdy mój ulubiony serwis ibuków, poinformował mnie o promocyjnej cenie na tę książkę. Nie zastanawiałam się specjalnie, klik, klik i wiedziałam, że po Jastrzębiu to najwłaściwsza książka.

Do tej książki nie miałam pojęcia, jak bardzo głęboko jestem wierząca — nie zmieni tego żaden nadęty purpurat, nabzdyczony, z muchami pewności w nosie prałacik czy szydła, druty i agrafki rządowe, co świętsze od papieża.

Gdy ktoś twierdzi, że jest absolutnie niewierzący, często wtedy go pytam: jak wygląda ten Bóg, w którego nie wierzysz? Bo gdy coś odrzucam, muszę mieć przecież jakieś wyobrażenie o tym, co odrzucam.
     A gdy ten niewierzący opisze Boga, w którego nie wierzy, często mu muszę z ulgą pogratulować: Bóg zapłać, że w takiego Boga nie wierzysz! W takiego Boga nie wierzę i ja. W odniesieniu do takiego teizmu i ja jestem ateistą.

*

Rosyjski fizyk Nalimow napisał — pamiętam to dobrze — że człowiek otwiera się na prawdę na trzy sposoby: każdy z nich związany jest z jednym konkretnym wykrzyknikiem.
     „O” — oznacza zdziwienie, pełne podziwu zamilknięcie przed tajemnicą, która się przed nami otwiera.
     „Aha” — oznacza rozumowe zaakceptowanie danej myśli.
     I na koniec występuję też „ha, ha”, poprzez które człowiek wyraża, że zrozumiał dowcip
.

*

Drogi, które okazują się naprawdę owocne, zaczynają się zazwyczaj od trudności i chaosu.

*

[…] wiara nie jest niczym zdrętwiałym, ale jest nieustannym poszukiwaniem, nieustannym ruchem, dynamizmem. Nie tyle ruchem do przodu w rozumieniu współczesnej ideologii postępu ani ruchem do tyłu w duchu nostalgii tradycjonalistów i fundamentalistów, ile ruchem w głąb.

*

Boża moc objawia się w ludzkiej słabości; dopiero gdy będziemy mieli odwagę przyznać się do niej i przyjąć swoją słabość, otworzymy drzwi na działanie Bożej mocy. Dopiero gdy pozbędziemy się pewności właścicieli prawdy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w drodze, a nie u celu, nasza droga przestanie być błądzeniem w zaczarowanym kręgu beznadziejnego powtarzania.
     Dopóki ziarno nie obumrze, kłosy nie wzejdą
.

*

Cierpienia nie możemy przedyskutować, ale możemy je objąć.

*

Od wiary nie oczekujmy wygodnej pewności, ale umiejmy czerpać z niej odwagę do wkroczenia w obłok tajemnicy. Wiara jest umiejętnością życia z tajemnicą. […] Dojrzała wiara jest w stanie unieść otwarte pytania.

*

To, co Karl Rahner określił kiedyś pięknie: „Bóg ma swoją przygodę z każdym, czy jest to wierzący, czy ateista”, można byłoby powiedzieć i na odwrót: że każdy, czy to wierzący, czy ateista, ma swoją przygodę z Bogiem.

*

Przez całe życie uczymy się słuchać i rozróżniać, przez całe życie uczymy się rezygnować. Całe życie, jeśli nauczymy się rozumieć jego mowę, wyzwala nas z naszych wyobrażeń, dążeń, ambicji, fantazji i planów, ze wszystkich naszych „alternatywnych scenariuszy”.

*

[…] rzeczy są śladami nieskończoności […].

*

Bóg podarował nam świat i życie jako coś złożonego i niejednoznacznego.

*

[…] stworzyłem dla siebie roboczą definicję: wierzącym jest dla mnie ten, kto przeżywa swoje życie jako dialog, kto stara się zrozumieć wyzwania, inspiracje, dary, rady czy ostrzeżenia, które mu samo życie przynosi, i odpowiada na nie.
     A niewierzący to ten, kto przeżywa swoje życie jako monolog, kto słucha sam siebie, nie przyjmuje innych, a tym samym nie traktuje poważnie Tego, który przez innych i przez życiowe historie do niego przemawia
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


Gdy mówię o „Kościele posiadającym”, o majątku Kościoła, nie myślę o tym, co tak często w historii było przedmiotem krytyki: o bogatym i silnym Kościele dysponującym licznymi dobrami materialnymi i wchodzącym w sojusz z realną władzą. To dziś na szczęście w wielu krajach świata już nieodwracalna przeszłość. Przeczytałam te słowa i z  przykrością stwierdziłam, że w przypadku Polski to nie przeszłość, tylko teraźniejszość. Teraźniejszość+, która terroryzuje.

Polski katolicyzm to karykatura chrześcijaństwa. Polski rząd to karykatura rządu. Gdyby ten czeski Ksiądz, był polskim księdzem, z pewnością dostałby zakaz publicznych wypowiedzi i publikacji.

To, do czego rzeczywiście dążą ci, którzy przeciwko europejskiej integracji podnoszą sztandary z widniejącym na nich hasłem: „narodowej suwerenności”, nie jest suwerennością państwa, ale ich własną suwerennością w półmroku korupcyjnego połączenia polityki i ekonomii.

*

Jeśli Kościół (i różne instytucje nazywające siebie chrześcijańskimi) ma na względzie przede wszystkim swoje własne instytucjonalne interesy, a chrześcijanie troszczą się tylko o własną wspólnotę — są solą, która straciła swój smak i funkcję. Do niczego się już nie nadają.

*

[…] słyszymy z każdej strony o powrocie Boga i powrocie religii. Przyznam się, że obawiam się raczej Boga, który wraca w postaci religii politycznej. Raczej ufam drodze, którą wytyczył Lévinas: Bóg bezwarunkowo objawia się w bliźnim, w człowieku, za którego ponoszę współodpowiedzialność. Nie można nie zobaczyć, że u korzeni współczesnego kryzysu ekonomicznego leży właśnie nieobecność odpowiedzialności.

*

Boję się ludzi o niezachwianych przekonaniach, ponieważ czuję od nich chłód śmierci i wrogość wobec życia, wobec jego dynamiki, ciepła i różnorodności, unikam ich, bo po prostu nie wierzę w deklarowaną pewność ich wiary. Nic na to nie poradzę: za murem ich niezłomności wyczuwam tłumione pytania i nierozwikłane problemy, nierozstrzygnięte wewnętrzne konflikty, przed którymi daremnie szukają ucieczki w walce z inaczej myślącymi.

*

Religijny fundamentalizm i radykalny sekularyzm są dwiema skrajnościami, które są do siebie w podejrzany sposób podobne, wzajemnie się prowokują i wzmacniają.

*

Gdyby chrześcijaństwo chciało odwrócić się plecami od współczesności, wpadłoby w bigoterię i fundamentalizm religijny. I gdyby na odwrót, świeckość chciała się zupełnie odwrócić od chrześcijaństwa, sama stałaby się nietolerancyjną pseudoreligią.
     Przykłady obu ekstremów są znane: wulgarne, upolitycznione formy katolicyzmu czy prawosławia zmieszane z nacjonalizmem i ksenofobią po jednej stronie i wojujący ateizm po drugiej
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 03 października 2016
czwartek, 21 lipca 2016

Z uporem maniaka na tym blogu nie ma (prawie) ani słowa na temat aktualnych, politycznych, publicznych dramatów, dylematów, kwestii, dróg donikąd, klauzul sumień najbardziej sumiennych. Nie ma, bo trzeba by długo, bezowocnie i całkiem bez sensu. Ale czasem wyjątek sam włazi w ręce — publiczne staje się prywatnym.

Coś napadło mnie wczoraj. Zachciało mi się w autobusie ruchomego, ale od końca. Było więc With My Own Hands, Beautiful Day, potem CohenZębaty z tym samym utworem. Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie mój szczery śmiech i ubaw, w który wpędziły mnie katolickie przygotowania do ŚDM. Wyszłam z Ośrodka, kilometry chodzenia chciałam sobie nabić, więc obok Placu Piłsudskiego mknęłam. I?

I upłakałam ze śmiechu. Scena na placu, głośna muzyka i. I co? I Hallelujah Leonarda Cohena! Trzeba przyznać, że to niezły chichot historii, pochodzenia i perspektyw widzenia świata. Chyba śpiewający tę „nutę” nie wiedzieli nic o tym utworze. Nikt im nie powiedział, że nie każde Alleluja ma wymiar katolicko-mizoginistyczno-żałujący-za-grzechy wielbienia pana? Przenośnie, parabole, elipsy, inne środki wyrazu? Gdzie? Czepiasz się babo. Alleluja! Wiem. Czepiam się. A może? Chwila, chwila. Oczywiście, że jest to głęboko religijna pieśń, tyle że religią nie jest katolicyzm, lecz człowieczeństwo.

*

Nie byłoby tego wpisu również z drugiego powodu. Dziś rano przeczytałam piękne słowa:

Udawanie, że jest inaczej, wymagałoby zapoczątkowania nowej religii, której przyświecałoby chwytliwe hasło: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę”.
     O to właśnie chodzi w religii. Tyle tylko, że zawsze dodaje się jeszcze jedną linijkę, która psuje mi humor i całe hasło brzmi wtedy następująco: „Jestem taki, a nie taki, wiesz. Naprawdę. A jeśli jesteś inny niż ja, wtedy jesteś w błędzie. I będziesz się przez to smażył w piekle”.

John C.Parkin, Filozofia f*k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha,
przeł. Cezary Welsyng, Helion, Gliwice 2011.
(wyróżnienie własne)

*

Przypomniały mi się zajęcia z przekleństw. Grzeczna nad wyraz, poza wszelką normę dla kobiet ustanowioną, spokojna do bólu dziewczyna. Przekleństwo przez jej gardło przejść absolutnie nie mogło. Nauczyciel zarządził na koniec, że nie wyjdziemy, jeśli każdy nie przeklnie. No i groziło nam uwięzienie na resztę wieczności. Dziewczyna nie chciała, nie potrafiła, nie mogła, o sumieniu nie wspomniała — nie było wtedy takiej mody. Nauczyciel już prawie się poddał, gdy z grzecznej dziewczyny wyrwało się głośne, niskie: fuck it all! Zatkało nas wszystkich z wrażenia. To było spektakularne przekleństwo!

Więc?

Fuck it all! Hallelujah!

It’s a beautiful day!

środa, 04 maja 2016

Po Bronnie Ware, po Jakubie Janiszewskim wiadomo było, że łatwo kolejnej książce nie będzie utrzymać się w stawce. To może zwolnię?

Nie pamiętam, w której książce padło nazwisko tej autorki. Kwestia wydawała się ciekawa na tyle, by zaryzykować beletrystycznie. To może zwolnię.

No tak. Do połowy śmiałam się co chwilę. Błyskotliwie umieszczane obok siebie słowa, które nieczęsto bywają swymi sąsiadami, frazy i zdania trafiające w punkt pewnych rzeczywistości psychicznych zachwycały mnie nieprzyzwoicie często. Od połowy już nie dało się tego czytać. Wytrwałam, licząc na dobrą puentę. Puenta była. Czy dobra, dyskutowałabym. Właściwa dla całości? Jak najbardziej: Po cokolwiek przyszliście — tego tutaj nie ma.

Istnieje, oczywiście, niemałe prawdopodobieństwo, że to „niemoje” pokolenie, „niemój” system wartości, „niemoja” fantazja i „niemoja” wrażliwość na pokusy-zakusy szybkiego świata. Może dzięki tej książce niczego nie wiem bardziej niż to, jaka jestem okropnie niedzisiejsza i „moja”.

Zaletą — tak, tak,tak! — największą tej książki stała się niewielka liczba stron — trzask-prask i po wszystkim, jak mawiał Dziadek Jacek z Rodziny Poszepszyńskich. Nigdy więcej!

Niesprawiedliwa bym była, gdybym z kronikarskiego obowiązku nie doniosła, że cytat z Susan Sontag jest. Nie mogę powiedzieć, że książka się nie starała. Może tylko ja byłam przejedzona, przebodźcowana, nierozumiejąca i nieczytająca między wierszami.

Romantyzm tej nieistniejącej relacji polegał na
nieustające krytyce.

*

Jedyna słuszna droga jest przez barierę języka.
Trzeba przestać rozumieć, by zrozumieć od nowa.

*

Nawet z nauki wypada robić sobie żarty —
na przykład będąc kobietą, pisać doktorat o tym,
że pisząc, kobieta unieważnia się jako podmiot.

*

Mówisz, że nie lubisz Warszawy.
A co, jeśli Warszawa też cię nie lubi?

*

Niektóre rzeczy robi się z odwagi.
Ale mało.
Większość ze strachu.
A resztę z bezmyślności.
A resztę bez powodu.

*

Żeby coś zrobić, trzeba to robić.
Żeby coś robić, wystarczy zacząć to robić.

*

— Umyj ręce!
— Umyłam.
— Umyj, nie przepłucz!
— Umyte.
— Przepłukane!
Po czym obie wróciły do jedzenia.
Tak potrafią rozmawiać tylko matki z córkami.
Jeśli coś nie jest zrobione, to źle.
Jeśli jest zrobione, to jest zrobione źle.
A wnioski, które z tego płyną, są żadne.

Dominika Dymińska, Danke, czyli nigdy więcej,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Sadownik:
(tradycyjnie jak co roku uwielbia się emocjonować
prostactwem, „nowych” dla nas, matur polskich
)
Jakie banalne w tym roku te matury!

Jabłoń:
(uważa, że 80% nauczycieli jest do niczego
i „do niczego” to eufemizm i długo może bronić tej tezy
)
Kotku, ale ty jesteś „2.1 raza” starszy od maturzysty,
masz bagaż doświadczeń, wagon wspomnień
i torbę trudności, z którymi sobie świetnie poradziłeś.

Sadownik:
(nie ustaje w popieraniu własnej tezy)
Na każdy, na  k a ż d y!,   temat napisałbym od ręki.
Tylko na temat niespełnionych marzeń Rzeckiego
musiałbym zajrzeć do książki.

Jabłoń:
(mająca w dupie wszystkie lektury licealne,
które były do dupy już za jej czasów)
To akurat łatwe: nie ożenił się!

Sadownik:
(z ostrym niedowierzaniem)
On miał takie marzenie?

Jabłoń:
No, gdyby był kobietą w tamtych czasach,
musiałby takie mieć.

*

Matura 2016

piątek, 15 kwietnia 2016

Holly Near, I Ain't Afraid.

I'm afraid of what you do in the name of your god.

wtorek, 22 marca 2016

Gdy wprowadzano 1% byłam zachwycona, bo była w tym szansa na sprawczość, poczucie wspólnotowości i małe decyzje, które wspierają ważne duże idee. Zachwyt minął, gdy polska mentalność przerobiła procent wsparcia idei w zindywidualizowany 1% — dla dziewczynki Y czy chłopczyka X. Pojawił się wkurw, bo specyfika tak skonstruowanego procentu nie buduje społeczności, lecz promuje jednostkową obrotność i odmianę „osobistą” przez wszystkie przypadki: dla mojegomojemu…, bo moje… Nie chodzi już o ideę wspierania osób z trudnością Z, budowania świata, w którym Z nie zamyka wszystkich drzwi, zrozumienia świata określonego przez Z — chodzi o konkretne osoby, X i Y.

Powyższe przemyślenia wróciły do mnie, gdy wczorajszą noc calusieńką, a kto zabroni, p r z e c z y t a ł a m. Od wielu lat nie udało się żadnej książce przegonić snu, a tej i owszem. Gdy kończyłam, w głowę zachodziłam, skąd ta książka do mnie przyszła. Trwało, nim znalazłam odpowiedź — wyskoczyła z książki Pań Graff i Frej.

Mam w dupie świat uświęconych mechanizmów rynkowych, zasobów ludzkich i optymalizacji procesów myślowych oraz wzrostu za wszelką cenę — wszystkiego tego, co za nic ma Życie, Przyjaźń, Miłość i „marnowany” czas, gdy nie dzieje się nic, a buduje wszystko, co najważniejsze w relacjach z Najważniejszymi. Jestem radykalna — mam przywilej wieku, w którym już mogę.

Ta książka pomaga zamieniać ewentualne znaki zapytania — a może idę na łatwiznę lub jestem nienormalna? — na wykrzykniki — tak! Życie, Przyjaźń, Miłość i Marnowany Święty Czas!

[…] w ostatecznym rozrachunku pytanie o rynki sprowadza się do pytania o to, w jaki sposób chcemy wspólnie żyć. Czy pragniemy społeczeństwa, w którym wszystko jest na sprzedaż? Czy może jednak istnieją pewne nieuznawane przez rynki wartości moralne i obywatelskie, których za pieniądze nie da się kupić?

*

[…] kiedy dobre rzeczy w życiu przemieniamy w towar, to ulegają one wypaczeniu, degradacji.

*

„Ekonomista we mnie mówi, że najlepszym prezentem jest gotówka”, pisze na swoim blogu ekonomista Alex Tabarrok, „ale reszta mnie się buntuje”. […]
     Tabarrok jest, moim zdaniem, na dobrym tropie. Dawanie prezentów nie zawsze jest irracjonalnym odejściem od wydajnej maksymalizacji użyteczności, ponieważ w obdarowywaniu nie chodzi tylko o użyteczność. Niektóre podarunki są wyrazem pewnych relacji, które stanowią wyzwanie, angażują nas i w jakimś sensie każą na nowo zinterpretować naszą tożsamość. dzieje się tak dlatego, że przyjaźń to coś więcej niż wzajemna użyteczność — to także pogłębianie wiedzy o sobie i wspólny rozwój w towarzystwie innych ludzi.

*

[…] nie zauważyliśmy, jak ze społeczeństwa, które wykorzystuje gospodarkę rynkową, sami bezwolnie staliśmy się rynkowym społeczeństwem.

*

Ekonomiści często przyjmują, że rynki nie zostawiają śladu na dobrach, które podlegają regulacji. Ale tak nie jest. Rynek odciska swe piętno na normach społecznych. Często motywacje rynkowe psują lub wypierają te nierynkowe.
     Ten mechanizm dobrze ilustruje pewne badanie, którym objęto kilka przedszkoli w Izraelu. Zmagały się ode z powszechnie znanym problemem: rodzice często przychodzili po dzieci spóźnieni, więc wychowawcy musieli zostawać z przedszkolakami po godzinach, czekając, aż ktoś je odbierze. Aby rozwiązać ten problem, dyrekcja wprowadziła kary za tego rodzaju spóźnienia. Jak sądzicie, co się stało? Otóż rodzice spóźniali się jeszcze bardziej.
     Jeśli zakładamy, że ludzi motywują zachęty finansowe, to taki wynik eksperymentu może się wydawać zaskakujący. Spodziewalibyśmy się raczej, że kara ograniczy ilość spóźnień, zamiast je powiększać. O co więc chodzi? Otóż wprowadzenie opłaty pieniężnej zmieniło normę. Do tej pory spóźnieni rodzice mieli poczucie winy, ponieważ czuli, że sprawiają wychowawcom kłopot. Teraz jednak późniejsze odebranie dziecka zaczęli traktować jak usługę
[…].

*

Traktując kary jak opłaty, ludzie lekceważą normy, których wyrazem są owe kary.

*

Ale reklama nie znosi dystansu. Stara się uczynić z każdego miejsca, niezależnie od jego charakteru, przestrzeń handlową.

Michael J. Sandel, Czego nie można kupić za pieniądze,
przeł. Anna Chromik, Tomasz Sikora,
Kurhaus Publishing, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...