Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: okolice psyche

wtorek, 10 lipca 2018

Skończ co zacząłeś — głosi stare, jare, dobre i ze smrodkiem wychowawczym między słowami. Zacząłeś, skończ! — ciut bardziej kategoryczne, trybem rozkazującym nabiera mocy i prawie grozi.

Znam takich, co jak zaczną książkę, to choćby nie wiem, jak ich nudziła, dotrą do ostatniej strony, bo skoro zaczęli, imperatyw, by skończyć, mają. Znam takich, co nie tylko w błahej kwestii książek, ale na przykład relacji, wyznają filozofię „powiedziało się «a», trzeba śpiewać cały alfabet!”. Znam (nawet długi już czas), ale nie rozumiem (ani przez chwilę).

Do dziś uważałam, że przytoczone powyżej złote myśli ludowej motywacji czynią więcej szkody niż pożytku, a mądrości (choćby operacyjnej) w nich tyle, co kot napłakał. Do dziś. Bo.

Odkryłam mądrość tych słów i alternatywę, jaką przed nami roztaczają, przypominając nam, że zawsze jesteśmy wolnymi wewnętrznie ludźmi. Alternatywę, której druga część zwykle nam umyka.

Skończ co zacząłeś! — (przykład) jeśli namiętnie sprawdzasz ludziom literki przed nazwiskiem i ma dla Ciebie znaczenie, kto ile ich ma, może czas wrócić na uczelnię i ukończyć swoje rozgrzebane studia, a może podjąć zupełnie nowe. Albo? Albo! Skończ temat studiów, zamykając tę kwestię raz na zawsze: „nie, nie będę robić literek”. Skończ tak lub tak, ale skończ.

Nieskończone rzeczy pożerają energię, nawet jeśli wydaje ci się, że się nimi w ogóle nie zajmujesz. Wystarczy, że spotkasz na swej drodze kogoś, kto ma skończone to, co ty masz rozgrzebane i będziesz czuł to coś, co nijak cię nie wspiera, tylko dyskretnie przypomina: skończ!

Po prostu skończ*!

_________________
* dotyczy również małych i malutkich rzeczy, na przykład posprzątania w szafie, pozbierania książek, odpisania na mejle, wykonania tych trzech telefonów, które planujesz od tygodnia.

czwartek, 21 czerwca 2018

Nocny motyl w środku rozkwitającego dnia.
Wypatrzyłam go przy porannej kawie.
Sprawna nie dość poprosiłam Sadownika o cyk,
zgodnie z tym, jak to zobaczyłam.

Ważka — mój osobisty symbol sprawności —
odznaka zdobyta w zeszłym roku na Iglicznej.
Zdobywam ją wciąż od nowa co dnia.

fot. Sadownik.

Czy wiesz o tym? Wszystko sprowadza się do tego, że dokądkolwiek idziesz, jesteś tam, gdzie właśnie kroczysz.

*

[…] nasze myśli wpływają na to, co widzimy i czego nie widzimy, co robimy i czego nie robimy.

*

[…] że ścieżka, którą zwiemy naszym życiem, ma kierunek; że zawsze się rozwija, chwila za chwilą; i że to, co dzieje się teraz, w tej chwili, wpływa na to, co zdarzy się potem.

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś bądź, przeł. Henryk Smagacz,
Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

sobota, 16 czerwca 2018

Piętnaście dni temu Kaan zdjęcia z urywkami książki przysłała. Dwa tygodnie temu dorzuciła jeszcze jedno i stwierdziła, że rozdział o terapii nie będzie mi się podobał. Zaznaczyłam do upolowania. Nosowska Nosowską, ale w papierzu nie ma mowy.

Wczoraj Gepardzica podarowała mi Nosowską w papierzu. I? I tę książkę trzeba mieć w papierzu, bo fajny gruby papier, bo to nie tylko zbiór literek uporządkowanych między okładkami, ale i grafika. Książka na ząb — na jedną kawę, jeden piorun w rzepce i jedno przedpołudnie.

A rozdział o terapii? Jest rozdziałem o tym, czym terapia nie jest.

Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko przeczekać. To co dziś jest czystym cierpieniem, po czasie okazuje się przedsionkiem szczęścia i mądrości. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!

*

Trzydzieści dziewięć lat szłam w stronę katafalku, korzystając z map rozrysowanych przez rodziców, rodzinę, nauczycieli. Czułam swąd, ale mapa mówiła: „Prosto”, więc brnęłam boso w żar. […]
     W czterdzieste urodziny pomyślałam: „Basta!”. Postanowiłam spalić mapy, odkurzyć trzecie oko i ruszyć w stronę wieczności godna własnych zmarszczek!

*

Udawać orgazmy? Bardzo proste.
Spróbuj poudawać szczęście
.

*

Dziewięć godzin czytania — około 400 kcal.

*

Kiedyś spytałam Jakuba Żulczyka, czy frajerstwem jest dawać drugą szansę. Odpowiedział: „Nie. Frajerstwem jest dać trzecią”.

*

Teraz czuję się wolna, mam miękkie podbrzusze, przyznając, że nie wiem wszystkiego, a mówiąc bardziej precyzyjnie — wiem niewiele. Przez bramki umysłu przepuszczam tylko fragmenty wiedzy, które z całą pewnością mi się przydadzą, ubogacą mnie, a resztę pomijam, na resztę jestem głucha.

*

Wiedza przychodzi do człowieka dokładnie wtedy, kiedy jest gotów ją przyswoić. Nie jesteśmy w tym kontekście stadni. […]
     […]
     Mam naprawdę wiele książek, które stoją, ciasno przylegając jedna do drugiej w oczekiwaniu na przeskok z ławki rezerwowych zawodniczek do gry, do mnie. To się dzieje. Czasami zajmuje kilka lat, ale gdy przyjdzie wreszcie ten moment, gdy treść ma szansę spotkać się z moją gotowością — zaczyna się piękna przygoda. Tak więc książkom trzeba dać spokój.

*

Twoją jedyną wolnością jest własna reakcja.

*

Wiem, jak trudno jest spojrzeć w siebie. Jak trudno być dla siebie czułym opiekunem, który wspiera, dopinguje, ale też beszta, przywołuje do porządku. Stanąć oko w oko z własną rozpaczą, lękiem, niemocą, wstydem, gniewem, agresją — to boli.

*

Lęk napiera, gdy się go ignoruje lub z nim walczy.
     Patrz, jak się popisuje, patrz mu prosto w oczy, zmęcz go tym spojrzeniem, w końcu padnie
.

*

„[…] Miłość to decyzja. Jeśli ją podejmujesz, to mów, że kochasz. Dawaj. Nie oczekuj zwrotu kosztów. Miej odwagę powiedzieć, że już nie ma miłości. […] Żyj. A gdy dostaniesz bęcki, przeżyjesz. Przyszyjesz do rękawa kolejną sprawność”.
     To są himalaje dojrzałości. Droga jest ciężka, oddycha się z trudem, ale wetknę moje chorągiewki w czubek każdego z ośmiotysięcznika
.

*

Być razem nie oznacza aktywnie asystować w sprzątaniu bałaganu partnera. Oznacza czekać cierpliwie i kibicować, zajmując się jednocześnie własnym bałaganem. Wierzyć głęboko, że przyjdzie taki czas, kiedy wspólnie odpoczniemy po wysiłku, jaki każde z nas włożyło w sprzątanie samego siebie.

Katarzyna Nosowska, A ja żem jej powiedziała,
Wielka Litera, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Chleb też miał być tylko mój, bo gardzisz glutenem, a jednak zeżarłeś prawie cały. W nocy!
     — Chleb mi wypominasz? Odkupię ci!
     I tak dalej aż do cichych dni.
     […]
     Jest jeszcze jedna metoda zduszenia konfliktu w zarodku. Zaskoczenie…
     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Mój ojciec wyznał mi przez telefon, że w osiemdziesiątym trzecim, wiosną, widział UFO!
     — Co?!
     — UFO.
     — Nie ma UFO.
     — Też tak myślę.
     I po kłótni
.

*

Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego, kim jestem. Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone, by zawojować świat, ale wystarczające, by być wdzięczna, lubić życie i oddychać swobodnie.

(tamże)

sobota, 09 czerwca 2018

Ze stosiku promocyjnego wyjęta. Z braku Yaloma, niech i Grosz. Jedną trzecią połknęłam, a potem szło wolniej, wolniej aż do niezgody… bo autor nie doczytał chyba do końca książek Elizabeth Kübler-Ross. Tak jak on uważa, że ona nie ma racji w kwestii „psychologicznych etapów” umierania i żałoby, ja uważam, że Grosz nie ma racji. Nigdzie nie jest napisane, że „etapy” następują liniowo jeden po drugim i tylko raz. Śmiem twierdzić, że owe etapy dotyczą każdej dużej zmiany, która spada na nas niczym grom z nieba.

Pomijając różnicę zdań, wyjęłam z tej książki kilka ważnych, pogodnych, ciepłych lub pełnych nadziei cytatów.

Simone Weill opisała pewnego razu, jak dwóch więźniów z sąsiednich cel nauczyło się porozumiewać ze sobą, stukając w ścianę. „Ściana ich rozdziela, ale zarazem umożliwia im komunikację — napisała. — Każda przegroda jest spoiwem”.
     […] To część naszego codziennego życia — pukamy w ścianę i nasłuchujemy.

*

[…] dzieciństwo pozostawia w nas podobne ślady – historie, dla których nie potrafimy znaleźć środka wyrazu, bo nikt nam nie pomógł dobrać właściwych słów. Gdy nie umiemy opowiedzieć o swoich przeżyciach, wówczas te przeżycia opowiadają o nas – śnimy na ich temat, rozwijamy w sobie symptomy, czyli postępujemy w sposób, którego nie potrafimy wyjaśnić.

*

     — Nie chwalę dziecka za zrobienie tego, co powinno zrobić — powiedziała. — Chwalę dopiero wtedy, gdy dzieci poradzą sobie z czymś wyjątkowo trudnym, na przykład dadzą drugiemu pobawić się swoją zabawką albo wykażą się dużą cierpliwością. Uważam też, że ważne jest, aby mówić „dziękuję”. Jeśli dziecko musi zaczekać cierpliwie na cukierek lub pomoc z mojej strony i czeka spokojnie, wtedy mu dziękuję. Ale nie chwalę dziecka, które się bawi bądź czyta.
     Żadnych wielkich nagród ani strasznych kar — Charlotte skupiała się na tym, co dziecko robi i jak to robi.
     Pewnego razu obserwowałem ją przy pracy z czterolatkiem, który rysował. Gdy przerwał i podniósł na nią wzrok — być może w oczekiwaniu na słowa pochwały — uśmiechnęła się i powiedziała:
     — W twoim rysunku jest dużo niebieskiego koloru.
     — To sadzawka obok domu babci — odparł chłopczyk. — I jest tam mostek. — Chwycił brązową kredkę. — Pokażę pani.
     Charlotte rozmawiała spokojnie z chłopcem, ale przede wszystkim obserwowała, słuchała. Była obecna
.

*

Być obecnym — dla dzieci, przyjaciół, a nawet dla siebie samych — to trudne zadanie. Ale czy takiej czujności ze strony drugiej osoby — a więc poczucia, że ktoś o nas myśli — nie potrzebujemy bardziej niż pochwał?

*

     — Właściwie nie mogę powiedzieć, że mnie okłamałeś — stwierdził. — Ale nie uprzedziłeś, czego mam się spodziewać.
     — Chyba nie za bardzo wiem, o czym mówisz.
     — O terapii
.

*

[…] przeszłość żyje w teraźniejszości. Ale w teraźniejszości żyje także przyszłość. Przyszłość nie jest miejscem, do którego dążymy, lecz wyobrażeniem, które mamy w głowie w tej właśnie chwili. To coś, co tworzymy, a to z kolei tworzy nas. Przyszłość jest fantazją, która kształtuje naszą teraźniejszość.

*

Nasze oręże w starciu z negatywizmem stanowi nie perswazja, lecz zrozumienie. Skąd ta odmowa? Dlaczego akurat teraz?

*

Opieramy się zmianom. Zgoda na zmianę — nawet drobną zmianę, która wyraźnie leży w naszym najlepszym interesie — jest często bardziej przerażająca niż ignorowanie niebezpiecznej sytuacji.
     Jesteśmy fanatycznie wierni naszemu wyobrażeniu o świecie, naszej wersji rzeczywistości. I koniecznie chcemy się dowiedzieć, jaka jest nowa wersja — do której ewentualnie mielibyśmy się przekonać — zanim zrezygnujemy ze starej
. […]
     W obliczu zmiany przeżywamy wahania, bo zmiana oznacza stratę. Ale jeśli nie zaakceptujemy straty jednego — […] możemy utracić wszystko.

*

Skonfrontowanie się z rzeczywistością, choćby najstraszniejszą, jest zawsze lepsze niż rozwiązanie alternatywne.

*

Gdy człowiek nie ma wyboru, sprawa jest przesądzona, tkwi w pułapce żalów i samooskarżeń. Taki sposób myślenia, sposób bycia właściwie, jest w nas tak głęboko zakorzeniony, że nigdy go nie kwestionujemy, nie zdajemy sobie z niego sprawy. Po prostu żyjemy tym. Zyskanie wyboru to wielkie wyzwolenie.

*

Wie pan, było jak w tych grach szpiegowskich. Nadchodzi chwila, kiedy w zakodowanej informacji udaje się nam rozszyfrować dostatecznie dużo liter, żeby z absolutną pewnością odczytać treść.

*

Po raz pierwszy w życiu poczułem się sobą.

Stephen Grosz, Życie wysłuchane. Jak tracimy i odnajdujemy siebie,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 07 czerwca 2018

Miała premierę w tym samym dniu co Paddy & Gordon i książka Mroza dla Sadownika i Białego Kruka. Wiedziałam, że się ukaże, tydzień wcześniej. Przykuła mnie muminkowa kreska na okładce i jeden z cytatów w podczytniku:

To, że żadna z was w żadnym momencie nie spytała mnie o moją historię, wywoływało we mnie i nadal wywołuje wielki smutek.

Była „oczywistością” po Recepcie, choć nie wiem dlaczego. Gdy tylko spojrzałam na okładkę, otwierając książkę, zobaczyłam inaczej słowo „spadek”: po każdej relacji coś nam zostaje, coś zostaje w nas. Pomyślałam o człowieku, którego nie widziałam ponad ćwierć wieku. Pomyślałam o osobie, o której nie myślałam kilkanaście lat. Pomyślałam o ludziach, których od lat nie chcę widzieć w swoim życiu. Po każdej z tych osób coś mam — (odpowiednio) wdzięczność, za to, czego mnie nauczył; niesłabnące zadziwienie, że mogłam dać się tak wkręcić; niechęć i świadomość, że razem nam nie po drodze, choć „powinno” być po drodze, bo więzy krwi.

Po raz pierwszy w życiu żałowałam, że nie umiem norweskiego, by móc czytać komentarze, przyglądać się dyskusjom, które przetoczyły się w kraju powieści. To bardzo ważna książka odsłaniająca pewien mechanizm funkcjonowania w rodzinie.

Choć w książce wielki lej po jeszcze większym bum, w życiu nie musi wydarzyć się nie wiadomo co, by zostać wykluczonym z rodzinnego łona, a potem oskarżonym, że „gdybyś tylko inaczej”  i obarczonym odpowiedzialnością za „kiepski” stan rzeczy. Każdy, kto tego doświadczył, znajdzie siebie w tej książce i mam nadzieję, że mu ulży, bo choć według Tołstoja każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób to mechanizm zamiatania pod dywan jest dziwnie ten sam. Możliwość konfrontacji z tym, co jest, nie zawsze jest dostępną opcją dla wszystkich członków rodziny — wymaga odwagi i zmusza do podjęcia decyzji, a to wymaga pewnej dojrzałości, a nie tupania nóżką w rytm refrenu „bo tak musi być”. Czasem po prostu lepiej odejść, co nie znaczy, że będzie łatwiej. Czasem trzeba odejść, by nie porzucić siebie.

Wszystko łączy się ze wszystkim. Żadne zdanie nie jest niewinne dla tych, którzy nastawiają uszu, żeby zrozumieć.

*

Bo krzywo patrzył. Bo widział z innej strony. Bo nie tylko mówił: to jest prawda. Ale pytał: co jeszcze jest prawdą.

*

[…] dla tych, którzy stają do konfrontacji ze swoimi ojcami i rodzinami, nigdy nie kończy się to dobrze.

*

[…] nie ma rozwiązania, gdy nic nie następuje we właściwej kolejności. Ten, kto zawiódł, nie może być chwalony za przyznanie się do winy, dopóki cierpienie, smutek i wściekłość osoby zawiedzionej nie zostaną zaakceptowane. Bez tego skrucha trafia jak kulą w płot. To prawo natury, mamy to zapisane w samym rdzeniu, ta kolejność jest nie do przeskoczenia.

*

Nie jest problemem, kiedy sympatyzujesz z jedną stroną konfliktu, powiedział Bo, problem jest wtedy, kiedy sympatyzujesz z obiema. Problem jest wtedy, kiedy obie strony są ofiarami i identyfikują się z rolą ofiary, potrzebują jej i wykorzystują ją na wszelkie sposoby, i nie chcą z niej zrezygnować.

*

[…] myślałam, że umrę, ale nie umarłam, jakoś to wytrzymałam, bo człowiek jest tak mądrze skonstruowany, że to, co wyparte, przerażające, nieznośne, wyłania się w chwili, kiedy jesteś w stanie sprostać takiej konfrontacji.

*

Roland Barthes powiedział do przyjaciela, że uczucie przemija, ale smutek zostaje. Przyjaciel odpowiedział: nie, uczucie powraca, tylko poczekaj.
     Uczucie powraca
.

*

[…] czy naprawdę sądzili, że można zacząć wszystko od nowa, jakby historia nie istniała, jakby historię można było usunąć, wymazać, mimo że wszystkie wojny na ziemi pokazywały, że historii nie da się pominąć, zamieść pod dywan, a jeżeli chce się uchylić destrukcyjne znaczenie historii dla przyszłości, należy wyłożyć na stół wszystkie wersje historii i je zaakceptować.

*

Kim ty jesteś, pytałam siebie, kim chcesz być i jaką miarą chcesz siebie mierzyć.

*

[…] chciała wyrazić swoje zdanie, ponieważ jeśli ludzie nie wyrażają swojego zdania, jeśli nie stawiają na swoim, jeśli nie są wierni swoim przekonaniom, tylko po prostu dają sobą manipulować, nie protestując przed całym światem, świat zejdzie na psy, bo ludzie będą połykać żaby, aby przypodobać się innym, aby uniknąć nieprzyjemności będących następstwem powiedzenia nie, i dlatego świat schodzi na psy, a ona nie chciała dłużej przykładać do tego ręki […].

Hjorth Vigdis, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


piątek, 11 maja 2018

Kłopoty, trudności i problemy cucą, przynajmniej chwilowo wyrywają nas ku rzeczywistej rzeczywistości. Terapia zaś ma własności trzeźwiące, wiem.

Ta książka trafiła do mnie przez przypadek (jesteś pewna?), jakim było odnotowanie przez mojego wewnętrznego kornika książkowego trzydniowych urodzin publio — obłowiłam się.

I olśniła mnie, że można być uzależnionym nie tylko od substancji czy zachowania, ale również od idei; od pomysłu, jaki ma się na siebie. I olśniło mnie, że moją używką jest krytyk wewnętrzny — tak „pięknie” reguluje emocje.

     — Głupia jesteś!
     — To też, ale nie tylko. Masz wybór: możesz być sprzymierzeńcem, możesz być przytomnym doradcą, ale, stary (!), używką to już nie. Wystarczy.
     — Żartujesz?
     — Nie. Starczy już tego ćpania. Odwyk.

*

Oczekiwałeś, że coś nadejdzie z zewnątrz i pojawi ci się jak archanioł, ale podobny do ciebie. Czy jego odwiedziny dałyby ci jednak więcej niż któregokolwiek z sąsiadów? Zauważyłem, że kim innym jest człowiek biegnący do chorego dziecka, ten, co biegnie do ukochanej, i ten, co biegnie do pustego domu, choć w danym momencie wydają się podobni do siebie; stałem się więc spotkaniem i brzegiem wyłaniającym się z głębi istniejących rzeczy, i wszystko się odmieniło. Jestem zbożem, które wyrasta poza polem, człowiekiem, który wyrasta z dziecka, źródłem, które pojawia się wśród pustyni, diamentem, który pojawia się wśród ciężkiego znoju.
     Przymuszam cię, żebyś w sobie zbudował dom.
     Kiedy dom będzie gotowy, przyjdzie zamieszkać w nim ten, kto w twoim sercu położy płomienną pieczęć.

// Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza, przeł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa.

*

Trzeźwienie jest fajne, ale jednocześnie dostrzega się mnóstwo rzeczy. […]
     Nagle dostrzegam, jak piękne jest życie, i chcę długo i zdrowo żyć.

*

     — Musicie uważać na czynność, która zaczyna dominować w waszym życiu, bo to jest taka sama zależność – mówią terapeuci.
     Na jednym z odwyków był mężczyzna, który po odstawieniu alkoholu uzależnił się od basenu. Pływał trzy razy dziennie siedem dni w tygodniu kosztem pracy i rodziny. Dla Eli jest to sen. Ja nic takiego nie mam, choć pytali mnie, ile godzin dziennie spędzam przy komputerze
.
     Po odstawieniu substancji trzeba sobie koniecznie znaleźć interesujące zajęcia, jakąś pasję, ale nie wolno robić tego obsesyjnie, bo to też jest nałóg.

*

Jakakolwiek substancja to nie jest pomoc. Jeśli się korzysta z substancji z przekonaniem, że ona pomaga, to jest to pierwszy krok do strat.

*

Nie wyobrażałam sobie roku wyjętego z życia. A przecież pobyt na odwyku to także życie.

*

     — Dawniej tego nie widziałam — mówię.
     — Jak to jest żyć z otwartymi oczami? — pyta terapeutka
.

*

     — Dam wam taki przykład. Jedziecie samochodem i nagle słyszycie dochodzące stuki-puki. Co robicie?
     — Zatrzymuję się i sprawdzam, co się dzieje — mówię.
     — To jest optymistyczne normalne działanie — stwierdza terapeutka. — Osoba uzależniona, kiedy słyszy stuki-puki, dąży do wyeliminowania nieprzyjemnej sytuacji. I co robi? Włącza radio. Kiedy stukania się nasilają, podgłaśnia radio. One trwają i może dojść do wypadku, ale kierowca już ich nie słyszy, więc jest uspokojony. Rozumiecie?
     Rozumiemy
.

 *

[…] trzeźwieję i do głosu dochodzą różne obawy i lęki tłumione przez lata. Trzeba się nauczyć radzić sobie z nimi. Cieszyć się wolnością od […].

*

Na terapii mówię o ubocznych skutkach trzeźwienia, jakimi są emocje. Byłam ich pozbawiona przez ostatnie dziesięć lat.
     — Ale skutki uboczne są nieprzyjemne – mówi terapeutka.
     — Najczęściej pojawia mi się lęk. O zdrowie.

     […]
     — Trzeźwienie to proces. Nie wystarczy być abstynentem. I koniecznie trzeba nauczyć się radzić sobie z emocjami — mówi terapeutka.

*

Życie pana Piotra było jak jeden dzień. Codziennie to samo. Aż do pójścia na odwyk. Ma siedemdziesiąt pięć lat.

*

Nikt mnie tu na siłę nie trzyma. Ale ciekawa jestem, co dalej. Mimo wszystko.

Katarzyna T. Nowak, Rok na odwyku. Kronika powrotu,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 10 maja 2018

Które cytaty chcę mieć pod ręką? Za dużo.
Które obrazy chcę mieć pod ręką? Za dużo.

Nie było łatwo przebierać, wybierać, wybrać.

Za dużo! Na dwa wpisy w sam raz.
Potrzebuję wszystkich tych słów, wszystkich tych kolorów i wrażeń.

Georgia O’Keeffe, Evening Star IV, 1917, (źródło).

*

     — Prawo robi z małżeństwa okropnie długą sprawę — mówię mu. — Czasami lepiej związać się z kimś w sercu.

*

Mogę przecież dać im tylko jedną radę: Chcesz być artystą? Idź do domu i pracuj.

*

     — Panno O’Keeffe, pracuj panna lepiej porządnie w tej swojej szkole, żebyś miała na czynsz.
     — Nic pan nie rozumie — mówię mu, wskazując mój obraz. — To jest moja praca. W szkole tylko zarabiam na chleb
.

*

Georgia O’Keeffe, From the Lake, 1924, (źródło).

*

Ale prawdą nie jest to, że artysta pojawia się na świecie z dnia na dzień. To po prostu bzdura. W rzeczywistości stoją za tym lata ciężkiej pracy i doświadczenia.

*

Gdy spogląda się wstecz na swoje życie, zawsze widzi się te chwile — czy to prawdziwe, czy wymyślone, po latach nagle tak zupełnie oczywiste — kiedy stało się na rozdrożu, kiedy można było dokonać innego wyboru. I wie się już wtedy, jak wysoką cenę zapłaciło się za ten wybór.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie
sztuki współczesnej
, przeł. Maria Smulewska,
Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

*

1944, (źródło).

Skończyłam tę książkę dwa dni temu, ale nie mogłam przestać przeżywać malarstwa Georgii O’Keeffe. Grzebałam, łaziłam, wyszukiwałam, znajdowało mnie to i owo — nie miało to końca. To po prostu wspaniała historia, wspaniałe życie — jedno i drugie inspirujące, by nie ustawać nigdy! Możesz utknąć — na pewno utkniesz, nie traktuj tego jako wymówki, ale nie ustawaj!

Rozdałam wszystko. Kobieta, która nic nie zachowuje. Kobieta, która oddaje wszystko, aż zostaje jej tylko jutrzejszy dzień. Teraz wszystko zależy już tylko ode mnie — to ja decyduję, co im dam, żeby mogli tworzyć sobie rozumienie tego, kim jestem.

*

Każdego ranka piję kawę w zimnej ciszy domu. Gdy światło wgryza się w krawędź rzeczy, czuję cichą radość. Wiem, że nie będzie w moim dniu niczego, co nie byłoby moje.

*

Pryska ta piękna, cenna chwila. Jeden jej ułamek przechodzi w drugi i zaczynam rozumieć, że to tu ukrywa się życie — w tym nienazwanym czasie między jednym momentem a drugim, gdy nie wypełnia cię żadna myśl, żadna świadomość.

*

Budzę się raptownie, czuję jej obecność, czuję to pragnienie z dzieciństwa, by przełamała własną surowość i mnie zauważyła, pokochała. Piękna. W półświetle poranka zostaje mi to senne słowo. Jesteś piękna. Słowa, których nigdy nie wypowiedziała.

*

Na sali jest pięćset kobiet – morze twarzy. Mówię im, że to ważne, by zarabiać na swoje utrzymanie, by ciężko pracować, by myśleć o sobie jako o niezależnej jednostce, która ma swoje przywileje i obowiązki, a jednym z najistotniejszych jest samorealizacja.

*

Georgia O’Keeffe, Oriental Poppies, 1928, (źródło).

*

Nie ma tu miejsca na zabawę. Rygor, równowaga, jasność. To opowieść o krawędziach. To opowieść o tym, jak coś tak niestałego jak płatek lub fala może mieć tak jasno określoną krawędź.

*

Nikt nie rozumie, że to, co najbardziej magiczne i wspaniałe, kryje się tam, gdzie nikt nie patrzy.

*

[…] w sztuce ważniejsze jest odczuwanie. Chodzi mi o to, żeby osoba patrząca na obraz, który namalowałam, czuła to, co pchnęło mnie do jego namalowania. Kiedy maluję kwiat, nie maluję go tak, jak go widzę, ale ważna jest dla mnie jego istota. Eliminuję wszelkie nieważne szczegóły. Maluję go tak, jak chcę, by go odczuwano.

*

A gdyby tak wziąć ten prosty kwiat i skupić się na jego kształcie? Co się stanie, jeśli nie pokażę natury ujarzmionej, ale coś zupełnie innego?

*

     — Chcę namalować kwiat. Taki jest sens tego malowania. Chcę namalować kwiat tak wielki, że ludzie nie będą mieli wyjścia, będą musieli się zatrzymać, spojrzeć na niego i naprawdę go zobaczyć, taki, jaki jest. Taki, jak chcę, by go widziano.
     Milczy, powoli moje słowa docierają do niego.
     — I to właśnie w tobie kocham.
     — Co niby?
     — To, że wiesz, czego chcesz
.

*

[…] ta nienazwana część Ciebie jest częścią mojej duszy.

*

Georgia O’Keeffe, Blue and Green Music, 1919/1921, (źródło).

*

To tylko linie, mówię sobie, gdy wyciskam farbę na paletę — jasne plamy kolorów, światło odbija się od szkła. To tylko linie — i kąty między nimi. A jednak kryje się w nich jakiś duch.

Tripp Dawn, Georgia. Powieść o Georgii O'Keeffe, ikonie
sztuki współczesnej
, przeł. Maria Smulewska,
Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)


sobota, 05 maja 2018

Polowałam. Upolowałam. I chapnęłam. I były łzy przez szczery rechot z rzeczy, które nie do śmiechu wcale. Ta książka wraz z książkami (w kolejności chronologicznej drzewnego czytania) prof. Snydera (I, II, III) i dr. hab. Macieja Gduli (tu) to według mnie obowiązkowa trylogia na ten czas.

Uderz w stół, a nożyce… Do pracy nad sobą biorę mistrzowski rozdział o autorasizmie — dał mi do myślenia i czucia — bo autorasizm niezdiagnozowany do dziś miałam od pokoleń.

Polskość, bycie Polakiem to nie jest kategoria genetyczna czy rasowa, ale pewien wyuczony modus operandi, pewien zespół praktyk, sposobów życia. A to daje nutę optymizmu: bo skoro to jest wyuczone, to można się tego oduczyć.

*

[…] nie ma i nigdy nie było żadnego twardego jądra polskości. Jest tylko niezmordowana, codzienna praktyka robienia i myślenia rzeczy, którą to praktyką sami siebie kształtujemy. To od niej wszystko zależy, jej zawdzięczamy wszystko, co nam się udaje, ona jest winna wszystkiemu, co nam się nie udaje.

*

[…] samo nazwanie problemu jest już pierwszym krokiem do jego rozwiązania. […] Granice naszego języka są granicami naszego świata, a praktyka uczy, że bardzo trudno jest poradzić sobie z czymś, co nie ma nazwy. Jeśli brakuje nam słów i pojęć, to możemy męczyć się z czymś przez pokolenia, nie rozumiejąc, na czym w ogóle polega problem.

*

Wszystkim nam niezwykle trudno przychodzi zrozumienie, że inni ludzie naprawdę widzą świat inaczej. […] Nikt się nie kwapi, żeby spróbować przyjąć punkt widzenia drugiej strony, więcej, nikt się nawet nie kwapi, żeby przyznać, że on w ogóle istnieje.

*

Banałem jest już obserwacja, że po polsku „idziemy na kompromis”, czyli wycofujemy się, rezygnujemy, poddajemy, podczas gdy w krajach anglofońskich we reach a compromise — kompromis osiągamy, zdobywamy, wypracowujemy. U nas kompromis jest czymś negatywnym, jest porażką i niespełnieniem, a dla Amerykanina jest on z gruntu pozytywny, jest konstruktywnym porozumieniem stron.

*

Trudno nam się pogodzić z tym, że będziemy tylko na tyle dobrzy, na ile sobie do tego stworzymy warunki.

*

Niełatwo jej [Rzeczypospolitej Polskiej] zrozumieć, że koszty bezgotówkowe też są kosztami. […] Nie potrafi przeliczyć pośpiechu i nerwówki na pieniądze, a w szczególności nie umie zrozumieć, że czas na cywilizowane przygotowanie się jest takim samym towarem jak wszystko inne — towarem, który można, a czasami po prostu trzeba sobie kupić.

*

[…] równość wobec prawa jest w Polsce fikcją. Bogatym i bardziej uprzywilejowanym wolno więcej, a biednym mniej. Tych pierwszych chroni prawo, a zwyczaj mówi, że tych drugich nie chroni nic.

*

Nie umiemy walczyć naprawdę wspólnie, czyli różnymi głosami domagać się tego samego. […] Pluralizm różnych głosów mówiących o tym samym jest dla nas trudnym do przyjęcia absurdem.

*

Uważamy, że obywatele Polski są ludźmi gorszymi, mniej wartościowymi i zasługującymi na mniej niż obywatele państw zachodnich. Autorasizm to nasza skłonność do samoponiżenia, nielubienia siebie samych, niechęci do tego, kim jesteśmy i co robimy.
     […] Niby rozumiemy, że w dzisiejszym wielobiegunowym świecie każdy jest „skądś” i każdy jest „jakiś”, ale nie umiemy odnieść tego do samych siebie. Dajemy innym społeczeństwom prawo do bycia sobą, ale sobie samym — nie. […] Nie umiemy zaakceptować swojej odrębności i specyfiki, nie wiemy, jak polubić samych siebie. Wydaje się nam, że ktoś od nas stale oczekuje, że przestaniemy być sobą. Mamy poczucie, że naszym obowiązkiem — wobec innych społeczeństw i wobec świata — jest zanegować samych siebie.

*

Autorasizm, jak każdy rasizm, zaczyna się od umniejszania, a przechodzi do odczłowieczania. […] Bezproblemowo i samorzutnie sami siebie uznajemy za obcy gatunek.

Piotr Stankiewicz, 21 polskich grzechów głównych,
Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Tytuł tej książki przyniósł do domu Sadownik. Zrobiłam klik, klik. Trochę poleżała na cyfrowym stoliczku. Przyszedł jej czas.

Brawurowo napisana, bardzo ciekawa — świetna, jeśli masz ochotę poczytać o działaniu mózgu i emocji, szczególnie gdy będziesz to robić po raz pierwszy w życiu. Osobniczo, chwilami była dla mnie męcząca… wtedy „szłam” do Marka Edelmana i Pauli Sawickiej. Teraz do Nich wracam.

Wybiegaj wyobraźnią poza „tu i teraz”. Ucz się rzeczy, które z pozoru mogą wydawać się po nic”. Uwierz, one są po coś” — to bezcenna inwestycja na przyszłość.

*

[…] uśmiech jest najkrótszą odległością między dwojgiem ludzi.

*

Każda decyzja buduje doświadczenie. […] najlepszym nauczycielem jest czas.

*

Specyficzny zapach, konstelacja kolorów, szczególny smak czy niepowtarzalna gra świateł — to wszystko, a czasem dużo, dużo mniej (jakiś niepozorny, ale wyjątkowy bodziec), potrafi w ułamku sekundy przenieść nas w dawno zapomniany świat.

*

Aby przeciwdziałać powstawaniu błędów w myśleniu, wystarczy nie być zmęczonym psychicznie i fizycznie. Mieć świeży umysł i wypoczęte ciało. Łatwo powiedzieć. A co możesz zrobić realnie? Jeśli oceniasz, to obdarz kredytem zaufania; jeśli słuchasz, rób to uważnie; jeśli mówisz, nie zanudzaj. Ucz się, aby mieć wyrobiony i przedyskutowany pogląd. I pamiętaj, że każdy — także i ty — jest podatny na zniekształcenia, tak jak na katar i przeziębienie.

*

Nierealistyczny optymizm dopinguje do podjęcia działań, gdyż błędnie wierzymy, że sprawa jest prosta i szybka. A potem okazuje się, że jesteśmy dopiero w połowie przeprawy przez rzekę. Nie ma rady, musimy iść dalej!

*

Newat czatynie jset porcesem atoumatczynym. Ten tkest jset dzwinie nasipany, ale nie msaz kopłotu, żbey go pczyrzetać. Tyczmesam tówj mdąry kopmtuer nie proadzi sboie rwónie łwato jak ty. On ptroafi meślyć jenydie antaliycznie, a ty — zawórno anylaitczine jak i sytneczyntie. Nie cztaysz kżadej lreity odzdienlie, ale wryaz jkao cłoaść. Daltgeo bzesneswone cąigi ltier trzwoą hłasa, kótre sukcztenie zbezapecziają tojwe baknowe przewely i kntoa perzd zuakasmi hareków. Podoba ci się, co potrafi twój umysł? Przyznaj, nie było to zbyt trudne zadanie. Za to analityczne systemy obliczeniowe miałyby ogromne kłopoty z odczytaniem tego. A jeśli na dodatek literki pisane byłyby „odręcznie”, każda w innym stylu, rozszyfrowanie wiadomości, np. hasła, byłoby niemożliwe. A dla ciebie to jak chrupiąca bułka z masłem. Ablo timarsiu.

*

Najpierw czujemy, potem działamy, a na końcu myślimy.

*

[…] pal zły kortyzol za pomocą mięśni.

*

Dużo łatwiej opowiedzieć o racjach niż o emocjach. Zobacz, jak niewiele w każdym języku jest wyrazów służących wyrażaniu uczuć w porównaniu z tymi, które pozwalają opisać działania rozumu. […] Język jest ostoją racjonalności. Dlatego uzasadniając swoje działania, siłą rzeczy promujemy motywy racjonalne, a nie emocjonalne. […] Słowa nie są w stanie w pełni odzwierciedlić emocji.

*

[…] emocje to jedno z najpiękniejszych i najmądrzejszych narzędzi, jakie dała nam Natura. Człowiek i jego złożona psychika powinny być raczej oświeconym imperium emocji niż kamiennym bastionem rozumu.

Rafał Ohme, Emo sapiens. Harmonia emocji i rozumu,
Bukowy Las, Wrocław 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...