Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: okolice psyche

wtorek, 12 września 2017

Może bym ją przeczytała, gdyby nie peregrynacja. Nie przeczytałam, łyknęłam. To książka o nadziei, która potrzebuje tak niewiele, by zapuścić korzenie. O nadziei, której czasem potrzebujemy bardziej niż powietrza. O nadziei, którą zawsze możemy odnaleźć, dać… na milion różnych sposobów.

To książka również o radzeniu sobie z długoterminowym zdrowieniem. Dziś — właśnie sobie to uświadomiłam — dokładnie dziś zaczęłam dwudziesty pierwszy miesiąc życia innym Życiem.

Przy wypisie ze szpitala nikt nie przygotowuje cię na ogromne poczucie straty: tęsknotę za życiem przed chorobą i różnymi błahostkami, które stają się bardzo trudne, chociaż dotychczas robiłeś je bez zastanowienia każdego dnia.

*

Próbujcie, dopóki wam się nie uda! Czasem można się nawet cofnąć — grunt, żeby nie stać w miejscu. Kiedy stoisz w miejscu, zaczynasz myśleć, że nic się już nie zmieni.

*

Nie musisz codziennie przenosić gór — zacznij od małego kamyczka.

*

Wierzę, że w ciągu całego życia spotykamy na swej drodze wielu ludzi, którzy nas zmienią, pomogą nam albo nawet nas uzdrowią. Niektórzy pojawią się w chwili, kiedy się tego najmniej spodziewamy, inni są z nami przez cały czas. Niezależnie od tego, ile trwa ta bliskość, zawsze będziemy im zawdzięczać jakąś drobną część siebie.

*

Długo trwa, zanim zaakceptujemy, że stało się coś, co odmieniło całe nasze życie.

*

Po prostu zapomnij o wszystkim i rób to, co chcesz.
Uściski,
Poppy, lat 9

*

 […] zbyt często zapominamy, że każdy z nas się liczy. Każdy bez wyjątku.

*

Kiedy w twoim życiu następuje jakiś przełom, zaczynasz inaczej patrzeć na świat. Widzisz rzeczy, które wcześniej by ci umknęły.

*

Przeszkody na naszej drodze nie znalazły się tam bez przyczyny — dzięki nim mamy szansę pokazać, jak bardzo czegoś pragniemy i jak mocno jesteśmy gotowi walczyć o magię w naszym życiu.

*

Jeśli przestaniemy się wszystkim tak martwić, zawsze spadniemy na cztery łapy.

*

[…] czasem, wcale nie potrzebujemy ratunku. Czasem wystarczy, żeby coś nam przypomniało, że krok w tył jest równie łatwy jak krok w przód, w przepaść. Bo każdy z nas tak się czuł, nawet ci najsilniejsi.

*

Z perspektywy czasu wiem, co powinnam była im odpowiedzieć: „Wyślij mi SMS. Jeśli nie odpiszę, zadzwoń. Jeśli nie odbiorę, wróć do domu i napisz do mnie przez internet. Jeśli i tak nie dostaniesz odpowiedzi, wróć następnego dnia i zacznij wszystko od nowa”. Bo nigdy, przenigdy nie można skreślić przyjaciela, który prawie skreślił sam siebie. Prawdziwi przyjaciele to ci ludzie, którzy nigdy się nie poddają. Ci, którzy widzą, że stoisz nad przepaścią, więc trzymają cię za kostki, chociaż wyrywasz się i błagasz, żeby cię puścili. Takich przyjaciół warto mieć.

*

Nie mamy pojęcia, jakie historie noszą w sobie inni ludzie — historie o sile, miłości i nadziei, których najczęściej nikt nie pozna, bo się nimi nie dzielimy.

*

Po kłótni z najlepszym przyjacielem człowiek czuje się najbardziej samotny na świecie. Okej, bardziej samotny jest pewnie wędrowiec na środku Sahary z ostatnim łykiem sprite’a w butelce i nadąsanym wielbłądem.

*

Nie pozwalałam sobie myśleć, że się cofam, i nie zastanawiałam się, co będzie dalej. Wystarczyło, żebym zrobiła co w mojej mocy danego dnia.

Jodi Ann Bickley, Milion cudownych listów, przeł. Olga Siara,
  Insignis Media, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


*

niedziela, 10 września 2017

Czekała na mnie długo. Długo się czytała. Bo jest gęsta i szybko syci. Książka o obrazach, które tworzone przez czytane słowa, powodują, że rozumiemy, widzimy rzeczy po raz pierwszy z innej perspektywy, przyglądamy się rzeczom, można powiedzieć, w mitycznym świetle.

Jednak gdy ktoś powie z obrzydzeniem: „zbyt eklektyczna”, zgodzę się z drugim słowem: jest eklektyczna, ale niczym mit pokazuje dylemat, nie rozwiązanie.

Jak mawiali alchemicy o swoich pracochłonnych i frustrujących eksperymentach: „W twojej cierpliwości jest twoja dusza”.

*

Być znaczy być postrzeganym”, powiedział irlandzki filozof George Berkeley (1685–1753). Istniejemy i dajemy istnienie za sprawą percepcji.

*

[…] mentor ma do spełnienia tylko jedno zadanie: rozpoznać ów niewidzialny ładunek, który w sobie nosisz, a następnie wykazać się takim stopniem fantazji, który koresponduje z potrzebami twojego serca. Jeden z najpoważniejszych błędów, jakie przy tym popełniamy, polega na tym, że od rodzica oczekujemy wizji, fantazji oraz konkretnych nauk mentora, od mentora zaś tego, by wykazywał się rodzicielką troską i zaspokajał podstawowe potrzeby życiowe dziecka.

*

[…] kiedy kogoś naprawdę kochamy, wówczas zawsze jesteśmy pełni najrozmaitszych pomysłów, idei, fantazji, a także niepokojów i obaw.

*

Kiedy oddajemy się aktowi imaginacji, w pewnym sensie wychodzimy poza siebie, znajdujemy się w innej sferze. Czasami ów stan przypomina sen na jawie, zapatrzenie się, zamyślenie czy też „bujanie myślami w obłokach” […].

*

Żyjąc, jesteśmy przez cały czas wymyślani, choć codzienne przypadkowe zdarzenia wydają się nie być ze sobą powiązanie żadną nicią […]. Kiedy dokonujemy retrospekcji, zdarzenia z dzieciństwa nabierają spójności i sensu. Wtedy bowiem spoglądamy na żołędzia z perspektywy jednej z niższych gałęzi szeroko rozgałęzionego dębu.

*

Na tym samym drzewie, tuż obok siebie, mieszkają dwa ptaki, jeden śmiertelny, drugi nieśmiertelny. Pierwszy ćwierka, lata wkoło i buduje gniazdo; drugi siedzi i przygląda się.

*

[…]  to wszystko twoje własne wybory i decyzje, wynikające z tego, jaki sens i znaczenie ty sam przydałeś temu, że pewnego razu wiatr ustał i nie udało ci się zwyciężyć.

*

Nie mów mi o tym, co czuję… Wiesz, w życiu można umrzeć więcej niż raz. [słowa Coco Chanel]

*

Żołądź popycha nas do działania, do wykraczania poza ustalone granice; jego największą pasją jest realizacja, czyli urzeczywistnianie, spełnianie.

*

To, co niewidzialne, wymaga dla siebie minimalnej przestrzeni.

*

To, co najważniejsze, […] jest zawsze najmniej widoczne i oczywiste.

*

Życie jest nie tylko procesem naturalnym; życie to również, a może przede wszystkim, tajemnica.

James Hillman, Kod duszy. W poszukiwaniu charakteru człowieka
i jego powołania
, przeł. Jerzy Korpanty, Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


środa, 06 września 2017

pada, leje i pada… na zmianę.

Jabłoń:
tylko 3 400 km

Sadownik:
I co z tego?

*

Jeśli bowiem z góry wiesz, co jest celem danego symptomu, wówczas obrabowujesz ów symptom z jego własnych, specyficznych intencji. Straciłeś szacunek dla jego własnego celu i dlatego pomniejszasz jego wartość i znaczenie.

*

Chwytanie ledwo dostrzegalnych, dyskretnych znaków od losu wymaga dobrego refleksu oraz zdolności do wnikliwej refleksji.

*

Kiedy coś nie pasuje, wydaje się dziwne czy osobliwe, nie odpowiada przyjętemu powszechnie wzorowi, wówczas wszystko wskazuje na to, że maczała w tym swoje palce Konieczność.

*

Badaj to, co ekstremalne, aby pojąć i zrozumieć to, co bardziej typowe i zwyczajne.

James Hillman, Kod duszy. W poszukiwaniu charakteru człowieka
i jego powołania
, przeł. Jerzy Korpanty, Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

sobota, 02 września 2017

To książka na ząb, dwa machnięcia skrzydłami, wiele łez i kilkaset kilometrów podróży. Uśmiechnęłam się, gdy Autor wspomniał książkę pt. Mewa. Nie wiedzieć kiedy… byliśmy pod domem.

W końcu zrozumiałam, dlaczego lubię książki ze zwierzętami w roli głównej — uwielbiam czytać, co one robią z ludźmi.

     — I co ja mam też z tobą zrobić? — zapytałem.
     Głosik w mojej głowie po raz kolejny udzielił mi nagany: „Przecież mówiłem, że ptak morski nie przetrwa w zimnej wodzie po kąpieli w płynie do mycia naczyń!”. Tylko dlaczego brzmiał zupełnie jak głos mojej matki?

*

Należała do osób, które wolą cieszyć się z tego, co wciąż mogą robić, zamiast rozpaczać nad tym, czego już nie mogą.

*

Żeby naprawdę zrozumieć znaczenie przymiotnika „towarzyski”, trzeba zobaczyć pingwiny w ich środowisku naturalnym. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie też zasługują na to określenie, ale pingwiny gromadzą się w nieograniczonej wręcz liczbie, jakby nie znały idei przestrzeni osobistej.

*

Na każdą sytuację, gdy nie wszystko szło po mojej myśli, przypada taka, kiedy fortuna nie mogłaby uśmiechnąć się do mnie szerzej.

*

Jak wielu ludzi, których spotkałem podczas podróży po Ameryce Południowej, Juan Salvado nie miał prawie nic, a oddał mi prawie wszystko.
     
[…] włączał się do rozmowy, odpowiadając ruchem głowy i oczami. Sądzę, że prędzej czy później wystarczająco poznamy zachowanie zwierząt, aby zdać sobie sprawę, że komunikują się one między sobą i z nami o wiele głębiej, niż nam się wydaje.

*

Zmarli żyją w naszych wspomnieniach, rozmowach i opowieściach, choć nie zawsze chcemy wyjawić, jak dużo dla nas znaczyli.

*

Ich dni układały się w nieprzerwany ciąg pracy, jedzenia, snu i rozrywki, choć często nie dało się odróżnić, czy wykonują tylko jedną z tych czynności, czy może kilka naraz. 

Tom Michell, Lekcje z pingwinem, przeł. Łukasz Małecki,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


*

     Aż nagle…
     — Spójrz! — Wyskoczyłem z fotela, by znaleźć się bliżej telewizora. — Jest! A jednak! Tylko popatrz, to mój stary, drogi przyjaciel… Po tylu latach znów się spotykamy!
    Pływał w basenie, dokładnie taki, jak go zapamiętałem. Przez cudowne, wyjątkowe, niebiańskie dwie minuty i siedemnaście sekund znów byliśmy razem
.

(tamże)


Juan Salvado(r) Pingüino

czwartek, 24 sierpnia 2017

I świętuję wszystkie Drzwi, przez które przeszłam.
I czuję, jak rośnie mi apetyt na więcej…

[…] człowiek, który wraca przez Drzwi w Murze, nigdy nie będzie tym samym, który przez nie przeszedł. Będzie mądrzejszy, ale mniej przemądrzały, szczęśliwszy, ale z mniejszym samozadowoleniem, pokorniejszy w przyjmowaniu do wiadomości własnej ignorancji, a jednak lepiej przygotowany, by zrozumieć relację między słowami a rzeczami, systematycznym rozumowaniem a niezgłębioną Tajemnicą, którą próbuje, zawsze na próżno, pojąć.

Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Autor: Ivailo Nikolov, więcej.

Dawno, dawno temu o tej książce mówił mi Tollini. Sprawdziłam wtedy, ale była tylko — jak mówi Biały Kruk — „w papierzu”. W papierzu tej książce mówiłam „nie” — trudno, czytać nie będę.

Niczym królik z kapelusza, kilka dni temu pojawiła się informacja, że ibuk jest i jest w bardzo przyzwoitej cenie. Nabyłam. Literki te rozpoczęły przychodzenie do mnie książek dotykających Zakazanego. To pierwsza z trzech dotykających jakiegoś mniejszego lub większego tabu. Tabu, spod którego prześwituje ludzkie doświadczenie, którego nie sposób zignorować, choć wielu próbuje, wielu nie chce próbować, wielu udaje się. Niektórzy mają odwagę o tym doświadczeniu mówić głośno.

*

Połowa XX wieku była czasem naukowego eksperymentowania z substancjami. Tę książkę napisał jeden z królików doświadczalnych. Królik szczególny, który i bez spożywania był osobą arcyciekawą o niebywałej wrażliwości. Nie, nie trzeba brać, żeby wziąć z tej książki coś dla siebie. „Zaniemówiła” mnie Ona, zatrzymała, sprawiła, że chcę na nowo przeczytać, wrócić do Castanedy.

Ta książka może być pięknym wstępem do historii malarstwa i zaproszeniem do zwracania uwagi na „drzwi” umieszczone dla nas w obrazach, rzeźbach, sposobie, w jaki układają się promienie słońca. Nagłe olśnienia, których tyle w moim życiu, odnajdują swoje miejsce… wrażenie, jakie zrobiły na mnie witraże w Coventry… czy jeden obrazów w Prado przed którym siedziałam godzinę, odpowiednio kilkanaście i dwadzieścia lat temu. I kilka fotografii, które mnie przemieniły. I jeszcze… te drzwi… i tamte… pamiętasz?

Jak ziemia przed stu laty, nasz umysł wciąż posiada swoje najmroczniejsze Afryki, nieoznaczone na mapach Bornea czy dorzecza Amazonki. […] Człowiek składa się z tego, co nazwałbym Starym Światem osobowej świadomości oraz, za rozdzielającym morzem, z serii Nowych Światów — niezbyt dalekich Wirginii i Karolin osobistej podświadomości i wegetatywnej duszy; Dalekiego Zachodu zbiorowej nieświadomości, z jego florą symboli, plemionami rdzennych archetypów i za kolejnym, obszerniejszym oceanem, na antypodach codziennej świadomości — świata Doświadczenia Wizyjnego. […] Nie wymyśla się tych stworzeń, tak samo jak nie wymyśla się kangurów. Żyją własnym życiem w całkowitej  niezależności. Człowiek nie może ich kontrolować. Jedyne, co może zrobić, to wybrać się do mentalnego ekwiwalentu Australii i rozejrzeć się wokół.

*

Z punktu widzenia mieszkańców Starego Świata torbacze są wyjątkowo dziwne. Lecz dziwność nie jest tym samym co przypadkowość. Kangurom i walabiom może brakować pozorów rzeczywistości, ale ich nieprawdopodobność się powtarza i przestrzega znanych praw. To samo dotyczy się psychicznych stworzeń zamieszkujących odległe rejony naszych umysłów.

*

Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam, gdzie powinniśmy. Niestety wyjątkowo utrudniamy sobie to zadanie.

*

Systematyczne rozumowanie jest czymś, bez czego nie możemy, jako gatunek lub indywidualiści, się obyć. Jednak jeśli chcemy pozostać przy zdrowych zmysłach, nie możemy również obyć się bez bezpośredniej percepcji, im bardziej niesystematycznej, tym lepiej, wewnętrznych i zewnętrznych światów, w których się urodziliśmy.

*

Odczucia, wrażenia, wglądy, fantazje — wszystkie one są prywatne i, oprócz opisu poprzez symbole, z drugiej ręki, nie do przekazania. Możemy gromadzić informacje o doświadczeniach, ale nigdy samych doświadczeń (poza własnymi). Od rodziny do narodu każda ludzka grupa jest społeczeństwem odrębnych wszechświatów.

Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Wydawnictwo Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

piątek, 11 sierpnia 2017

Niepełny miesiąc temu świętowałyśmy — siebie i nas też. Gepardzica rzuciła, dla porównania czegoś z czymś, tytuł książki, o której nigdy nawet nie słyszałam. Takie rzeczy jednak notuję, a potem sprawdzam. W taki sposób natknęłam się na tę książkę.

Był dostępny papier i empetrójka. Ibuka nie było, a papieru nie chciałam. Ale audiobuków słuchać jeszcze nie umiem — odjeżdżam do własnego świata lub usypiam, jeśli tylko mam możliwość. Książka chudziutka — postanowiłam na niej pouczyć się słuchać czytane słowo. Trzy razy obróciłam, nim uznałam, że „przeczytałam”.

Och! Jak pięknie ta książka trąci myszką. Literackim językiem nie jest napisana. Mało w niej zdań wielokrotnie złożonych. Ale! Ale bohaterzy i strategie nie zestarzały się ani troszkę! A metafora sera czyni tę książkę evergreenem. Gdzie jest mój nowy ser?

Jeśli masz ser, jesteś szczęśliwy. […] Niezły kawał sera, nie?

*

A co oni mogą wiedzieć, to zwykłe myszy. Muszą pogodzić się z tym, co się dzieje wokół nich. My jesteśmy ludźmi. Jesteśmy wyjątkowi. Powinniśmy być o tym uprzedzeni. A ponadto zasługujemy na więcej! To nie powinno się nam przytrafić, a jeżeli się przytrafiło, należy nam się coś w zamian.

*

Zmiany są nieuchronne. Odbiorą ci ser.

*

Gdzieś zawsze jest nowy ser!

*

Bezpieczniej jest błądzić w labiryncie, niż pozostawać w bezserowej sytuacji.

*

Co byś zrobił, gdybyś się nie bał?

*

Zmieniaj się razem ze swoim serem i ciesz się tym! Koniec? A może początek nowego.

*

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to niekoniecznie ktoś zabiera ser. Ser ma swoje własne życie i czasem się po prostu kończy.

*

Czas do labiryntu! […] — Pytanie: co mamy sobie odpuścić i dokąd iść dalej — spytał Nathan cicho, jakby samego siebie. Przez chwilę nikt się nie odzywał.

*

A może stary ser to stare zachowania? […] Nowy ser to nowy związek z tą samą osobą.

Spencer Johnson, Kto zabrał mój ser?,
przeł. Artur Kurpiewski, czyta Julian Mere,
Studio EMKA, Warszawa 2006.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 06 sierpnia 2017

Kupiona świeżutko po premierze, przeleżała na półce, czekając na swój u mnie czas. Przyszedł ten właściwy.

Czytając pierwszą — wtedy nie wiedziałam, że pierwszą — napisałam, że eklektyczna, głównie w formie. Czytając tę, z wciąż japońskim numerowaniem (WTF pozostaje w mocy), ale z zadbaną stroną graficzną, wciąż należy napisać: eklektyczna, tym razem w treści. Bo.

Nie utrzymał się autor na linie, którą osobiście sobie rozpiął między drzewami twórczego uniesienia. A dobrze szło — pomysł z dziobakami fantastyczny. Ale nie doszło do końca. Osiem baśni — smaczki wydłubałam, niczym rodzynki z ciasta, z przyjemnością ogromną. Potem jedno nie wiadomo co, które rozczarowało całą moją ciekawość, jak autor wybrnie z tego, o czym w swoim doświadczeniu pojęcia nie ma lub ma tyci, tyci — nie wybrnął, nie udźwignął. Na koniec posłowie, którego styl bełkotem dla wielu będzie, mądrym, ale bełkotem. Przebrnęłam przez ten ostatni element, by mieć prawo powiedzieć: nie. Ale brnąc, uśmiechałam się też, widząc w tych ostatnich akapitach początek innego już pisania autora, innej perspektywy, która już wtedy w nim była, wykluwała się właśnie.

Szłam przed siebie, doznając po raz pierwszy w życiu niezwykłej lekkości. Czułam, że zostało podjęte we mnie — albo za mnie — jakieś ważne postanowienie, ale nie wiedziałam ani jaka to decyzja, ani też co ona dla mnie oznacza.

*

Gdy zapytałem Nornę, jak mogę się uwolnić od niewidzialnych więzów, dała mi dziwną i tajemniczą odpowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: walka będzie skończona, gdy więzy w końcu staną się darem.

*

Czułem, że  jest to rzeczywiście „droga powrotna”, chociaż do czegoś, czego ten powrót początkowo wcale nie zakładał. I — jak z każdej ważnej podróży — przywoziłem ze sobą coś innego niż to, po co w nią wyruszałem.

*

     — Jeżeli nie uznajecie czegoś za istotne i nie będziecie tego prawdziwie kochali, to coś nigdy nie odsłoni przed wami swoich tajemnic. Dotyczy to wszystkiego, również snów — mówił.

*

Zrozumiałem, że walczyć z czymś czy temu czemuś ulegać to jedno i to samo, bo cały czas to „coś” rządzi naszymi zachowaniami.

*

     — Zupełnie nie rozumiem tego świata — mówił Harvey. — Wszystko staje się w nim towarem, a inność i różnorodność, która jest w końcu jedynym niezmiennym elementem życia, staje się przedmiotem kontroli i oceny, co ma trafić do więzienia, co do szpitala, a co na wystawę, i co gorsza, zaczyna podlegać to normalnym prawom rynku.

*

Jesteś zdolnym i ciekawym świata uczniem, ale pamiętaj, by nie brać do ust więcej, niż możesz przeżuć.

Tomasz Teodorczyk, Oświecenie dziobaków. Baśnie
o ważnych mechanizmach i niebezpieczeństwach rozwojowych
,
Eneteia, Warszawa 2015.

*

(tamże)

wtorek, 01 sierpnia 2017

Pierwsze wrażenie — gdy tylko zobaczyłam fragment tytułu, przeraziłam się, że Gepardzica postanowiła rocznicowo nauczyć mnie gotować. Mityczny Syzyf nie podjąłby się tego zadania, ale w sumie jest przecież powiedzenie, że gdzie diabeł nie może, babę pośle.

Pierwsze wrażenie — gdy otworzyłam książkę po raz pierwszy. Poniższa ilustracja niezmiennie wywołuje mój uśmiech wielością warstw, które za każdym razem widzę, i ambiwalencją, którą może wzbudzać bez najmniejszego problemu.

Pierwsze wrażenie, pierwszy dotyk, nieostatni zachwyt. Wszystko w hamaku. Przy kawie.

Jacek […]  Słyszałem taką historię, że na jednym z warsztatów miały być zaprezentowane wspomnienia, które dają siłę w życiu. Dziewczyna opowiedziała o swojej babci. Kiedyś z siostrą ugotowały danie. I okazało się ono tak obrzydliwe, że ani ojciec, ani matka, ani pies nawet tego nie chcieli jeść, a babcia zjadła i powiedziała, że bardzo dobre.
Katarzyna Bohaterska babcia.
Jacek I ta dziewczyna, gdy potrzebuje siły, inspiracji do tego, że czemuś można dać radę, to przypomina sobie wtedy babcię.
Katarzyna Podobnie było z moim bratem, starszym ode mnie. Rodzice wychodzili, a on miał się mną zająć, bo leżałam przeziębiona w łóżku. I on powiedział, że jak rodzice pójdą, to ugotujemy najlepszą potrawę świata. Bardzo mnie to zainspirowało. Wziął moździerz i wrzucaliśmy tam wszystko. Czekoladę, cukierki, migdały, masło, kawałek ciasta. Wrzucając każdą kolejną rzecz, wpadaliśmy w ekstazę. W naszym przekonaniu to było tak pyszne, ponieważ wszystko, co jest dobre, razem zmieszane musi być superdobre. Niestety, nawet kibel tego nie chciał połknąć.
Jerzy Tak samo mój pierwszy alkohol. Znalazłem jakąś miętową wódkę w spiżarni. Wrzuciłem do tego czekoladę tartą, zmieszałem. Same smaczne rzeczy, ale…
Jacek Mimo to człowiek się uczy, jak dodawać składniki. I potem już jest tylko samo dobre, wstrząśnięte, niezmieszane.

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.

niedziela, 30 lipca 2017

Jak to, co przychodzi ze mną na świat,
może znaleźć dla siebie miejsce na tym świecie
?

*

Świat to w większej mierze czasowniki niż rzeczowniki. W jego skład nie wchodzą tylko przedmioty i rzeczy; jest on pełen również wszelkiego rodzaju użytecznych, zabawnych i intrygujących możliwości. Wilga nie widzi gałęzi, lecz okazję, by usiąść; kot nie widzi rzeczy, którą my nazywamy pustym pudełkiem, lecz okazję do schowania się i obserwowania świata z ukrycia. Niedźwiedź nie wyczuwa zapachu plastra miodu, lecz sposobność, by zdobyć smakowity posiłek. Cały świat nieustannie kipi, musuje, brzęczy i rozkwita wszelkiego rodzaju informacjami, które są zawsze obecne i dostępne na wyciągnięcie ręki.

James Hillman, Kod duszy. W poszukiwaniu charakteru człowieka
i jego powołania
, przeł. Jerzy Korpanty, Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...