Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: okolice psyche

czwartek, 23 listopada 2017

To jest ta masakryczna książka, o której wspominałam tu, którą odkładałam na chwilę tam.

Zgodzisz się, nie zgodzisz, ale smartfony, tablety, gry komputerowe, sieci „społecznościowe” wypłaszczają nam zwoje mózgowe. Im młodszy człowiek, tym szybciej następuje ich prostowanie. Ludzkie reakcje? Na przykład: takie jest życie, XXI wiek, co zrobisz, wszyscy tak robią? Naprawdę tak uważasz, pytam, by po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi, spokojnie stwierdzić: no cóż, świat potrzebuje operatorów śmieciarek, dlaczego nie miałby to być twój syn…

Napisałam: wypłaszczają nam zwoje mózgowe, bo niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie ociera się o część kryteriów diagnostycznych uzależnienia. Szybki test wymyśliłam — przez kolejne dwadzieścia cztery godziny zapisuj na kartce — tak, w ten staroświecki sposób — kiedy, po co i jak długo korzystałeś ze smartfonu, tabletu, gry, facebooka, twittera, instagramu… Gwarantuję przynajmniej zdziwienie, a może nawet zamyślenie.

Jeżeli uczniowie nie muszą już uczyć się pisma odręcznego, ponieważ ich to przerasta, to bądźmy konsekwentni i zaplanujmy krok po kroku kolejne ułatwienia. […] W języku polskim już prawie to zrobiliśmy, postawmy więc kropkę nad i. wyrzućmy przy okazji 2 rodzaje u: jak wielu frustracji dzięki temu unikniemy. i za ciosem: po co nam te dziwne litery w stylu „ą” czy „ę”. teraz wreszcie bendzie jasne, że muwi sie włonczać a nie włanczać. zastompmy „ż” przez „rz” albo „sz”, do wyboru: asz trudno uwierzyć, jakie rzycie stanie sie łatwe.
     nastempnie pod nurz pujdzie „ch”, samo „h” jest wszak krutsze i praktyczniejsze. taka drobna zmiana w alfabecie, a świat od razu wydaje sie pienkniejszy. umufmy sie terz, rze „w” i „f”, a takrze „s” i „z”, „k” i „g” oras „i” i „j” morzemy stosować zamiennie, po co tracić czas na wybur nic nieznaczoncej literki. mała modyfikacja, a skrucenie szkoły podstawowej i gimnazjum z łoncznie dziewienciu do cztereh lat staje sie morzliwe. zamiast osiemdziesienciu procent czasu na ortografie morzna teras poswiencić wiencej uwagi przedmiotom ścisłym, jak fizyka, hemia i liczenie. skrucenie obowionsku szkolnego staje sie morzliwe i bezproblemowe.
     zrezygnujmy jeszcze z tyh fszystkih kresek przy „ć”, „ś”, „ń”, „ł”, same s tym klopoty, zwlaszcza na smartfonah i umufmy sie, rze zapis fonetyczny jest zasadom nadrzendnom. teras polski wreszcie nabierze eleganckiej prostoty. zanim te ulatfienia zostanol fszendzie pszetrawione minie szacunkowo kolo dwuh lat.
     nastempnym celem bendom ulatfienia gramatyczne. nieh normom stanol sie zdania trzywyrazowe, zdania powyrzej szesciu wyrazuf bendom pisane wyloncznie na pisemne zamuwienie. od zdan majoncyh wiencej nirz dziesienc sluf nalerzy pobierac specjalny podatek, zlotufke za karzde slowo, co pozwoli szypko postawic na nogi finanse panstfa. prewencyjnie morzna od razu przekierowac w calosci zarobki prawnikuf i filozofuf do skarbufki, a gazetom w stylu fakt z urzendu zagwarantowac zwolnienia podatkowe.
     poniewarz liczenie takrze nastrencza trudnosci, zrupmy to samo, co s pisaniem odrencznym: zlikfidujmy! inne przedmioty jak wuef, fizyka i muzyka nieh terz nie utrudniajom rzycia uczniom, podobnie jak uczenie sie wierszy na pamienc.
     mimo podjentyh wysilkuf pisanie wcionsz jest trudne. wielu hlopcuf i dziefczynek czeka na to, rze wreszcie fprowadzimy symbole graficzne. najmlodsi jusz od dawna sie nimi poslugujom :). to jest fajne. zastempowanie sluf
.

*

Ewolucja ludzkiego mózgu w równym stopniu nie przewidziała Facebooka i Twittera, co narkotyków i szkodliwych produktów żywnościowych (czy też ich reklamy). Także one aktywują układ nagrody, mają jednak dla organizmu zgubne skutki: narkotyki jedynie udają szczęście i średnio- lub długookresowo prowadzą do dehumanizacji i śmierci; cukier udaje pożywny pokarm, ale zawiera tylko puste kalorie. Tak samo internetowe sieci społecznościowe dają poczucie pielęgnowania prawdziwych kontaktów społecznych – internetowe pogawędki mają się więc do prawdziwych spotkań jak cukier do pełnoziarnistego chleba!

*

To już dowiedzione. Mechanizmy są wielorakie i dodają się, uderzając najpierw w motorykę dużą i małą, w zmysły, rozwój empatii i mowy, później w rozwój funkcji wykonawczych — a więc samokontrolę, pewność siebie, poczucie własnej skuteczności, siłę woli oraz zdolność tworzenia własnych planów i przekładanie ich na działania. W obszarze poznawczym idą za tym nieuwaga i braki w wykształceniu, w obszarze społeczno-emocjonalnym — niezadowolenie, lęki, depresja, brak empatii, samotność i stres — czego konsekwencją jest wiele dziś powszechnych chorób.
     Dlaczego nic z tym nie robimy
?

*

Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem.

Manfred Spitzer, Cyberchoroby. Jak cyfrowe życie rujnuje nasze zdrowie,
przeł. Małgorzata Guzowska, Dobra Literatura, Słupsk 2016.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 09 listopada 2017

Ta książka to… No właśnie co? Polemika do znikniętego sera? Rozwinięcie idei? Inna perspektywa? Kolejny etap? A może wszystko po trochu? Jedno jest pewne, ten drobiazg wydawniczy również może stać się evergreenem — dlaczego nie?

Powiedz mi zatem, co jest ważne? Dowiedziałeś się, w którym iść kierunku? Do jakiego celu powinieneś dążyć, zdaniem mądrej księgi? Kiedy jesteś wydajny w swoim działaniu? Według jakich norm mierzona jest twoja efektywność?

*

Czy można dążyć do szczęścia, jeśli samo dążenie cię nie uszczęśliwia?

*

Dlaczego to go zajmowało? Jaki miał w tym cel? Całe życie zadawano Wielkiemu te pytania.
     Zwykle nie odpowiadał. A jeśli już, to mówił tylko:
     — Ja jestem celem.
     Nikt się nie kwapił do zadania pytania, co przez to rozumie.
     Wielki był myszą zadowoloną. Odkrył to, co dawało mu szczęście. I tym się właśnie zajmował. Nie przejmował się, czy inni go rozumieją
.

*

Prosisz myszy, żeby robiły rzeczy, których nigdy się nie uczyły. Prosisz je, aby zadawały pytania i myślały, one jednak wolą przyjmować wszystko jako dane z góry. Prosisz je, aby szukały siebie, ale one są zajęte poszukiwaniem sera. Prosisz, aby żyły swoim życiem, ale one są zajęte bieganiem po labiryncie.
     Ty, Zet, prosisz je, aby
były. A one zostały tylko nauczone robić.

*

Wierzę, że pragnienie inspiracji jest silniejsze niż pragnienie sera.

*

     Labirynt był duży. Ale jednak nie dość duży.
     Labirynt decydował o życiu. Ale nie o jego życiu.
     Wprawdzie labirynt był wszystkim, co Wielki znał, jednak nie wszystkim, co był sobie w stanie wyobrazić.
     Decyzja zapadła
.

*

Podważyłem założenia. Złamałem zasady. Zlekceważyłem ograniczenia. Nie uwierzyłem, że cokolwiek jest nam dane z góry raz na zawsze.

*

W jaki sposób doszedłeś w życiu do punktu, w którym byłeś w stanie przeskoczyć ścianę?

Deepak Malhorta, To ja zabrałem Twój ser,
przeł. Dariusz Bakalarz, Studio EMKA, Warszawa 2013.


czwartek, 02 listopada 2017

To czytanie, wzruszenie i zamyślenie pośrednio zawdzięczam dwóm osobom. Biały Kruk ponad rok temu podesłał mi książkę — tak, kilka miesięcy później, „poznałam” Justynę Dąbrowską, jej wrażliwość i delikatność. Również w zeszłym roku Kaan oswoiła mnie z dziwnie brzmiącym nazwiskiem Tulli. Gdy w nowościach książkowych pojawił się duet Tulli–Dąbrowska, nie było na co czekać — polowałam, upolowałam i jestem pod wrażeniem.

[M. T.] Człowiek, który nie wie, ma szansę się  zatrzymać. […] Wątpliwości chronią też przed nienawiścią. Nie da się wyprodukować nienawiści, kiedy stajemy zdumieni i nie wiemy, co myśleć.

*

[M. T.] Jeśli widzę, że się nie da, nie brnę. W porządku, myślę sobie, widocznie tak ma być. Próbuję zrozumieć, ale na tym koniec. Nie uganiam się za tymi, którzy chcą odejść.

*

      [J. D.] Ja miałam szczęście, moja nauczycielka puszczała nam muzykę klasyczną i prosiła, żebyśmy ją malowali.

*

[M. T.] Moją mocną stroną jest brak ambicji. Brak ambicji pozwala mi znieść wiele innych rzeczy, nie tylko tę, że gram niedobrze. To wielki atut. Chroni przed zniechęceniem.

*

[M. T.] Piękne są tylko rzeczy nieoczywiste, a z nich tylko te, które w to nieoczywiste wnoszą sens i porządek.

*

[M. T.] Znajdując właściwe słowo, kontaktujemy się z tym, czego doświadczyliśmy, i z własnymi emocjami.

*

[M. T.] A życie najbardziej jest mi potrzebne do tego, żeby robić coś swojego, jeśli tylko mam co jeść i mam wybór.

*

[M. T.] Kiedy myślę o jakimś człowieku, z którym mam do czynienia, przede wszystkim zastanawiam się, jaka nas łączy relacja. W czym jest zwyczajna albo w czym dziwna, co mnie w niej trzyma, co mnie z niej wyrzuca.

*

[M. T.] Stawianie pytań bardzo rozwija, nawet jeśli nie od razu przychodzą odpowiedzi. Samo to, że próbujemy coś zrozumieć, jest pracą uczącą.

*

[M. T.] Zauważ, jaki wymowny jest sens szarpania. To odbieranie delikwentowi równowagi, żeby własną odzyskać, bo nam ją zniszczył, kiedy szukał swojej.

*

[M. T.] […] nikt nigdy mnie nie przeprosił za szarpanie, a zwłaszcza za poniżanie. A co by się zmieniło, gdyby mnie ktoś przeprosił – można spytać. Bardzo dużo by się zmieniło. Reguły, jakie w dzieciństwie są wobec nas stosowane, wpływają na naszą osobistą mapę stosunków ze światem. Między innymi wyznaczają nam granicę między tym, co dopuszczalne i co niedopuszczalne. Pokazują, gdzie się zaczyna przemoc, gdzie się zaczyna pogarda.

*

[M. T.] Przeprosić jest bardzo dobrze, to upewnia osoby skrzywdzone, że coś, co je spotkało, nie powinno się było wydarzyć i nie należy uważać tego za normę.

*

[M. T.] Mówi się, że spotkanie z samym sobą jest najważniejszym spotkaniem w życiu. Ale kto to taki – ja sam? Naczynie, do którego nalało się trochę świata. Spotkanie z samym sobą jest spotkaniem ze światem, jak wszystko, czego doświadczamy.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

środa, 01 listopada 2017

Rozstaję się z przedmiotami z łatwością — porzucam, nie dbam, nie zwracam uwagi, nie przywiązuję specjalnej wagi. Moje osobiste lenistwo nie znosi bibelotów. To moja pierwsza natura.

Przez całe moje dorosłe życie w monolicie niechęci do materialnych drobiazgów wyłom zrobiły tylko dwa przedmioty. Ważka na Iglicznej. Po co mi ona? Po nic i po wszystko! Oraz kamienny Jeżyk z Gotlandii, kupiony dwadzieścia dwa lata temu za nieproporcjonalnie wielkie pieniądze. Po co mi on? Po nic i po wszystko!

Dotarło do mnie. Dogoniła mnie świadomość. Po co mi to? Po nic i po wszystko! A Ty co masz po nic i po wszystko?

*

À propos dnia dzisiejszego przeczytałam piękne.

      [J. D.] Z nieodwracalnością. Nic się już nie da zrobić.
      [M. T.] Z tymi pozrywanymi nitkami.
     Bardzo się przejmujemy śmiercią, najbardziej ze wszystkiego, co się wydarza, prawda? Taka jest nasza praca na tym świecie, właśnie mamy się wszystkim przejmować, a najbardziej śmiercią
.

*

      [J. D.] A dlaczego teraz boisz się mniej?
     [M. T.] Bo zobaczyłam, jak to wygląda i jednak wydaje mi się, że to też jest dla ludzi. Dla ludzi, dla psów i kotów, dla każdego. Da się to przeżyć.
      [J. D.] No właśnie nie, tego akurat nie da się przeżyć.
      [M. T.] Aż do momentu, kiedy schodzi rzeczona mgła i umysł z bólem oddaje całą zawartość pamięci, da się przeżyć.

*

     [M. T.] A ty masz jakieś życzenia?
      [J. D.] Najpierw do pieca, a potem z powrotem do przyrody.
      [M. T.] Ale najpierw byś chciała do pieca.
      [J. D.] Żeby jak najmniej miejsca zajmować, poza tym nie podobają mi się te wszystkie gnilne procesy.
      [M. T.] One nie mają się podobać, tylko mają przerażać. To ma być antyreklama.
      [J. D.] Popiół jest bardziej ekologiczny.
      [M. T.] Przekonałaś mnie, chcę do pieca.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

wtorek, 31 października 2017

Gdy kończyłam, zapytałam Sadownika:
     — Czytałeś Heroinę?
     — Tak, dawno temu.
Najprawdopodobniej Sadownik czytał pierwsze lub drugie wydanie. Ja, trzecie.

Dziś, przy porannej kawce okazało się, że zupełnie inne rzeczy w tej książce przykuły naszą uwagę. Sadownik zwrócił uwagę na zjazdy, ja na intensywność lotów.

Rozmowa wzięła się stąd, że nie bardzo mogłam znaleźć sens tej książki. Jednym nie opowie niczego nowego; drugim, tym, co nigdy nie brali, nie jest w stanie przybliżyć doświadczeń, kryjących się pod słowami.

Pozostałam z niezaspokojoną ciekawością — jak powstawała ta książka?

Jeśli heroina jest w stanie tak skutecznie zastąpić w człowieku człowieka, to czym jest heroina? Podczas pisania to pytanie nieustannie mnie zajmowało. Dlatego Heroina nie jest tylko opowieścią o degeneracji narkomana. Jest także opowieścią o rozkwicie czegoś innego.
     O szczęściu, które się nie kończy — podczas gdy człowiek się kończy, niestety
.
     […]
     […] jeśli jesteś leczącym się narkomanem, utrzymującym trzeźwość, nie czytaj tej książki.
     A jeśli nie jesteś narkomanem — to czytaj ją, jak chcesz
.
[z przedmowy do wydania trzeciego]

*

I chociaż niby nic się nie dzieje, jest tylko bardzo, bardzo spokojnie, nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że tych kilka zeschłych pająków z pokurczonymi nóżkami, które nie wiadomo co robiły w samochodzie, ma w sobie coś z kwiatków.

*

Już raczej ciekawiłoby mnie odnalezienie człowieka, który dałby radę żyć w stanie nieustającej, wielkiej przyjemności i nie złamałby się przy tym. Dlatego interesuje mnie taki temat: jak ludzie znoszą przyjemności i dlaczego znoszą je tak źle.

*

Pomyślałem, że wiem już, jak myślą matki. One wierzą, że za to, co robi syn, nie jest odpowiedzialny ani on, ani nawet koledzy, którzy go zdemoralizowali. Odpowiedzialne są matki kolegów, które źle ich wychowały. W związku z tym musiała się wytworzyć taka sytuacja, że matki nie karzą synów, tylko urządzają dzikie awantury innym matkom.

*

     — Nie — zahuczał znowu Mat. — Zrozumiałem jedną prostą rzecz. Nie mogę ćpać. Nie ma czegoś takiego jak, „ja ćpam". Bo tam, gdzie jest „ćpam”, nie ma „ja". Ćpanie zabija człowieka. To, co ćpa, to już nie jestem ja.

*

Każdego to czeka. Można nagle stracić dom i ludzi, którzy się tobą opiekowali. Można stracić żonę. Można stracić dziecko. Można stracić wszystko naraz. Dobrze, że heroina może zastąpić każdy rodzaj szczęścia.

*

W stanie, w którym jestem, nawet najdrobniejsza przyjemność staje się prawdziwą orgią, a co dopiero dobra, obficie posłodzona herbata.

*

[…] wszyscy udawali, że nie mają kasy. Na pewno ją mieli, zbyt wyraźnie wymawiali spółgłoski.

*

Specjalista wykrył, że Maciek miał bardzo złośliwego dziadka, który po śmierci został zmuszony do pokutowania w sprzętach otaczających wnuka. Nie było w tym zresztą nic dziwnego, bo inteligentne sprzęty elektroniczne – tak twierdził specjalista – funkcjonują tylko dzięki duchom, inaczej nie byłyby inteligentne i obdarzone nadprzyrodzonymi mocami, takimi jak na przykład natychmiastowe przekazywanie informacji na odległość.

Tomasz Piątek, Heroina,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.


środa, 25 października 2017

Ostatnie trzy. Wśród nich, jak zwykle doskonały, Michał Cichy, którego obecność w tej książce była katalizatorem decyzji „kupuję-czytam”.

Jak dobrze, że ostatnie opowiadanie było ostatnie — autor w wersji onanisty słownego, podąża za błyskotliwym pomysłem, ale tylko kilka kroków, by złapać kolejny pomysł i zwrot, a potem następny i następny, zwrot przez sztag, zwrot przez rufę — męczące ciut halsowanie i nawet bardzo precyzyjne obserwacje świata nie wynagrodziły czytelniczce, czyli mi. Już mnie nie dziwi zdziwienie Sadownika: Dukaja będziesz czytać, żartujesz? Czytałam, doczytałam do końca, ciekawa finału i z aktywnym genem po Orzeszku, która jak zaczyna czytać, to zawsze kończy. Skończyłam. 

*

A tego skoczka tutaj. Co? Że go stracę? Tak, ale to otwiera drogę… i mat! Na szachownicy wszystko da się zrobić, dopóki nie ma mata. Dopóki nie ma mata, wszystko jest możliwe.

*

     — Ta bezsilność, kiedy się nie da nic zrobić… — Nick poczuł podmuch chłodnego wiatru, który rozwiewał mu włosy. — Na przykład ojcostwo. Ono jest patem. Nie da się nie być ojcem dziecka, które już się urodziło, nawet gdy się go nie chce. Nie można sobie wybrać, że się odtąd nie będzie jego ojcem. To jest prawdziwy pat.
     — To dlatego taki byłeś? Wtedy? — zaatakował Nick.
     — Tak, dlatego
.

*

     — Bo czasem jest tak, że i przy pacie da się coś zrobić. Można iść królem w miejsce, gdzie czeka go śmierć, tylko po to, żeby zrobić ruch. Żeby dokonać wyboru.

Wojciech Engelking, Pat.

*

W każdym razie wśród ćwiczeń wewnętrznych, które na co dzień uprawiam, mam i takie, że wyobrażam sobie, jak złożone w kołyskę dłonie wielkie jak moje ciało podtrzymują mnie leżącego. Czuję wtedy zawsze przypływ najgłębszego odprężenia, ufności i bezpieczeństwa.

*

Cisza jest trudną sztuką.

*

Ukląkłem u jego stóp, żeby zdjąć mu z tych spuchniętych nóg buty. I wtedy poczułem, że to on został moim dzieckiem na ten swój ostatni czas na ziemi i że jestem mu wdzięczny, że daje mi czas na spokojne oswojenie się z jego odejściem.

*

Myślę o tym, kiedy był szczęśliwy.

*

Każdej nocy śnią mi się kilometry snów i część z tych kilometrów przechodzę z nim u boku. […] Dzięki tym snom także na jawie czuję jego obecność, podobnie jak wtedy, kiedy był jeszcze na świecie.

Michał Cichy, Miejsce przy kuchence.

*

Wszyscy mamy prawo – obowiązek! – przezwyciężyć przypadek swojego urodzenia, transseksualiści dopasowują ciało do wewnętrznej prawdy płci, konwertyci dopasowują religię do osobistego Boga, imigranci dopasowują kraj i język i kulturę do koloru marzeń, niech spróbuje.

*

Zdradź mi swój przedział podatkowy, a powiem ci, w co wierzysz i jakich celebów wielbisz hejtujesz żyjesz.

*

Jutro, jutro, jutro! nie zdarzy się nigdy. Dzisiaj! dzieje się wszystko.

Jacek Dukaj, Vtrko.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


poniedziałek, 23 października 2017

Druga trójka za mną. Umęczył mnie Szczerek, ale i ubawił setnie, gdy prawo z lewo na dzień dobry mu się pomyliło — co? też myślałeś, że to kobieca przypadłość? Optymistycznie myśląc, mógł to być taki awangardowy „figur” stylistyczno-artystyczny, by uważny czytelnik mapę jednak wyjął. Wyjęłam i ja, bo jakie lewo.

*

[…] wirtual przerósł real. Był lepszy, bo bardziej uporządkowany, przecedzony przez pazerny wzrok ojca. Zostawiał odrobinę więcej czasu na reakcję, pogłębiał zachwyt i po raz pierwszy od lat pozwolił odkryć Igorowi coś tak kręcącego jak wyobraźnia.

*

Oczywiście na Wielkanoc musiał spaść śnieg. […] Płatki śniegu, duże i mokre, były o odcień ciemniejsze od nieba i przez to przypominały popiół. Uznanie, że nie ma dwóch identycznych, wymagało więcej wiary niż w zmartwychwstanie człowieka.

*

Przecież ja nie wiem, […] dlaczego ludzie o takich samych temperamentach zdecydowali się całe życie odpychać? Dlaczego nie dobierają się tak, by w miejscu, w którym do siebie przylegają, występowała cisza?

*

Bał się narastającego strachu, nieznanego wcześniej ryzyka wiary, nieporównywalnie mniej bezpiecznego od kosztów nieufności.

Andrzej Muszyński, Maczużnik.

*

Ekspedientka jest zmęczona, bo delikatesy czynne są do dwudziestej pierwszej, która jednak za cholerę nie chce nadejść, ponieważ wszystkie zegary w tej strefie czasowej zatrzymały się na dwudziestej chyba ze dwa lata temu.

*

Poza tym ojciec w ogóle nie przepada za tym, żeby syn zaglądał do jego lodówki, o żadnej porze. Ojciec generalnie nie lubi, kiedy syn grzebie w czymkolwiek w tym domu, ponieważ dom to jego obsikany teren i każde grzebanie jest grzebaniem w jego wnętrzu, w jego wręcz mózgu.

*

Ale oto rozkosz piromana: ogień powoli zaczyna lizać grzbiet i wcale się jeszcze nie cieszy, wcale nie wie, jak wielki i łakomy kąsek mu się dostał, starcze wypociny jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy! Ogień jednak przeczyta je dokładnie, kartka po kartce, jak najuważniejszy krytyk.
     — No, szybciej, głupi! – mówi syn do ognia, a ogień nakłada okulary i zabiera się do kartkowania książki, której objętość nagle rośnie
.

Michał Witkowski, Domek.

*

Czy ktoś pyta, dlaczego zielone pojęcie jest zielone? Albo czarna rozpacz jest czarna?

*

W czasie gdy mój ojciec chodził tamtędy do szkoły, filie McDonalds’a dopiero zaczęły pojawiać się w Stanach, a Ameryka była czymś w rodzaju współcześnie istniejącej Atlantydy. Była równie realna, co kraina Oz.

*

Próbowałem zmontować to, co widziałem, z tym, o czym tylko słyszałem. Połączyć te dwa światy. Nie było to proste, zupełnie jakby moje urodzenie było cezurą, która zmieniła rzeczywistość.

Ziemowit Szczerek, Miasto mojego ojca.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


sobota, 21 października 2017

Bo… zapowiedź w podczytniku, że to opowiadania o relacji ojciec­–syn.
Będzie grubo! — pomyślałam.

Bo… wśród autorów Michał Cichy.
Wystarczająca rekomendacja, by nie oglądać się na nic.

Ta książka chwyta za jaja od pierwszego zdania. Chwyta i nie puszcza. Męska do bólu. Czytam powoli. Podzieliłam ją sobie na trzy części. Pierwsza, trzy opowiadania, za mną.

Ja znałem go już tylko takiego: Felicjana Taranowicza rozciągniętego pomiędzy lotniskami, kawiarniami i fleszami aparatów, wywleczonego z domu na łamy gazet i telewizyjne ekrany. Obcy wiedzieli o nim często więcej niż ja. […]
     — Tylko nie mów mamie — prosił mnie później, paląc papierosa. — Ja się jej strasznie boję.

*

Oprócz zajmowania się domem mama wychowywała dwóch synów: tatę i mnie.
     Tata był z nas dwóch tym młodszym. To jemu trzeba było zwykle ustępować, inaczej złościł się, zamykał w gabinecie i przywierał do swojego remingtona na kilkanaście godzin
.

*

Kiedy docierali na miejsce, tata wypuszczał go do środka jak z procy i tubalnym głosem oświadczał:
     — Dziś żadnych żaglowców dla geriatrii, panie Romku. Dziś wyłącznie samoloty dla Króla
!

*

W dłoni dzierżę niebezpieczny oręż: lśniące udko kurczaka. Wypoczywająca wśród nóg Alexis unosi łeb i przez ułamek sekundy nie wierzy, że ją to spotyka. Przysuwa się do mnie, świadoma, że jeden nieostrożny ruch może ją kosztować ją utratę tej wspaniałej nagrody nie-wiadomo-za-co. Puszysty ogon powoli zamiata podłogę z prawa na lewo i z powrotem.

*

[…]  gdyby ludzie nie próbowali robić tego, na co nie ma zbyt dużych nadziei, to cały ten szpital byłby pusty. A próbują: tam w dole, na korytarzach z zieloną lamperią, życie, nawet jeśli już prawie dokonane, aż huczy spod wszystkich tych płaszczy, beretów, bandaży.

*

Nie mieć siły pytać to jest coś, czego sobie człowiek chyba nie potrafi wyobrazić, dopóki nie dociera do tego zamglonego, wyludnionego miejsca, gdzie już po prostu nie może.

Jakub Małecki, Żaglowce i samoloty.

*

Myślałem, co by Cię ucieszyło, i zrozumiałem, że Cię nie znam.

*

[…] nigdy nie chciałem, żebyś zobaczył mnie bezsilnego. Najgorsze, myślałem, żebyś zobaczył moją bezradność i mnie znienawidził. Tak ja odwróciłem się od własnego ojca. Bałem się go, a potem on zaczął się bać mnie.

*

Pamiętam dzień, w którym się urodziłeś, i jaka była pogoda, pamiętam swoją radość i nigdy nie zapomnę.

*

I odtąd szliśmy razem, ja i moja nadzieja. Ona dodawała mi otuchy, podpowiadała kolejne rozwiązania, pocieszała, kiedy ponosiłem kolejną porażkę.

Wit Szostak, List.

*

Raz zapytałem go, co mam zrobić, gdy koniec naszego świata zaskoczy mnie bez kurtki w plecaku. Ojciec pomyślał chwilę i odparł, że mądre dziecko nosi takie rzeczy zawsze przy sobie.

*

[…] mówił, że nikt, kto nie stanął na szczycie po dwóch miesiącach morderczej wędrówki, nigdy nie pojmie, o co w tym wszystkim chodzi. On sam nie potrafi tego wyjaśnić i nikt chyba nie umie. Opowiadał o czystym szczęściu i poczuciu wielkiej mocy, jakie ogarniało go po zdobyciu góry. Cóż piękniejszego nad dosiadanie olbrzymów? Zrozumiałem wtedy, że rzeczy w życiu najważniejsze przeżywamy w samotności. Nie sposób się nimi podzielić.

*

Kłóciłem się z nim trochę, szukając bliskości poprzez spór.

Łukasz Orbitowski, Tygrys.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.


czwartek, 19 października 2017

Te cytaty zabieram na Drogę ku zdrowiu, ku sobie, ku temu wszystkiemu, czego dziś wyobrazić sobie nie umiem.

Tworzymy domy, które są odbiciem nas jako ludzi.

*

Nasze osobiste drogi do dobrego samopoczucia są unikatowe i wymagają świadomości tego, w jakim punkcie życia się znajdujemy i czego nam brakuje na danym etapie.

*

Mój osobisty lagom nie jest twoim lagom.

*

Oczekiwanie na coś dobrego nigdy nie jest zbyt długie.
przysłowie szwedzkie

*

Zachowanie właściwego tempa to sztuka.

*

To, czego chcemy, bywa cienką zasłoną przykrywającą to, czego naprawdę potrzebujemy — tym samym zajęcie się podstawowymi potrzebami może jednocześnie zaspokoić nasze zachcianki i przybliżyć do pełni szczęścia. To jest właśnie sedno lagom: chodzi o to, by upewnić się, że realizujemy nasze potrzeby w taki sposób, by osiągnąć pokój i pełnię, niezależnie od tego, czego chcemy w życiu.

*

Każdy człowiek tworzy swoje własne szczęście.
przysłowie szwedzkie

Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(tamże)

Cztery różne kraje. Cztery różne perspektywy. Cztery książeczki, czyli książki-drobiazgi, ale jaka moc! Pomyślałam dziś rano.

Przychodziły do mnie w różnym czasie, zmieniając bezpowrotnie moje podejście do życia. Pierwsza — kaizen. Druga — mininawyki. Trzecia — hygge. Czwarta — ta, czyli lagom! W głębi duszy jestem Szwedką. Jestem lagomerką — początkującą, średniozaawansowaną, ale i od urodzenia!

Ta książka jest cenna, bo jest napisana nie przez rodowitą Szwedkę, tylko „z wyboru”, co sprawia, że niezauważane przez Szwedów od pokoleń oczywistości, stają się jeszcze jedną kwestią, cechą, własnością, nad którą warto się pochylić.

Lagom organizuje sposób patrzenia, działania i istnienia. Nie odnosi się jedynie do konkretnych momentów intymności i przytulności, jak duński etos hygge. Stanowi fundament szwedzkiej mentalności. Nieustannie porządkuje ogród naszego życia, usuwając niepotrzebne gałęzie i wyrywając chwasty. Zostawia tylko to, czego naprawdę potrzebujemy, i redukuje stres.

*

[…] największa zaleta lagom — uważność.

*

Lagom budzi naszą świadomość i zachęca, by wciąż zadawać pytania. Chce, byśmy żyli, mając poczucie celu, i byli pełni dociekliwej uważności, która wciąż kwestionuje  nasze działania, poprawia styl życia, chroni to, co dla nas ważne.

*

Zdobywanie nowych umiejętności bywa wyzwaniem. Niewykluczone, że kilka razy upadniemy, ale najważniejsze to znów wstać i ruszyć przed siebie.

*

Wplotłam najbardziej atrakcyjne nici lagom w bogatą tkaninę mojego życia […].
     Lagom nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale jest mentalnym luksusem, który rozkwita, gdy nasze podstawowe potrzeby są odpowiednio zaspokojone.

*

[…] małe, ale świadome zmiany popychały nas ku równowadze, w której wszystkie ważne w naszym życiu rzeczy trafiają na swoje miejsce, ponieważ poświęcamy im wystarczająco dużo czasu.

*

[…] trzymamy  w domu tylko to, czego potrzebujemy i co kochamy, uważnie dobierając kolejne rzeczy.

*

Lagom zasiewa ziarnka zadowolenia i chce, by wykiełkowały z nich pąki radości i satysfakcji.

*

Często powtarzam, że Szwecja to najbardziej  otwarte ze społeczeństw złożone z najbardziej zamkniętych w sobie ludzi.

*

Kontrolując i podając w wątpliwość podejmowane decyzje, możemy zmodyfikować poglądy i odnaleźć idealną przestrzeń.

*

Porażki się zdarzają, najważniejsze to podnieść się i zacząć od nowa, kiedy to możliwe.

*

Presja, jaką na siebie wywieramy, często wynika z nadmiernego zaangażowania. Trudno nam odmawiać  przyjaciołom, rodzinie i kolegom. Często interpretujemy odmowę wykonania jakichś zadań jako odrzucenie tych osób, a nie tylko ich niewygodnych dla nas próśb. […]
     Jednak w „nie” wypowiadanym przez wychowanego w duchu lagom Szweda nie ma zazwyczaj nic osobistego. Pozwala to zarządzać oczekiwaniami i uwalnia nas emocjonalnie, dzięki czemu możemy dalej iść właściwą drogą.

*

Może należy porzucić poczucie niedostatku i zrozumieć, że w istocie niczego nam nie brakuje?

Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...