Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: okolice psyche

niedziela, 16 września 2018

Ta książka jest niczym wielki słodki ptyś w cukierni. Znam takich, co porzygają się przy trzecim rozdziale. Znam takich, co za życia tej książki nie ruszą — wolą jabłecznik z antonówek.

Eklektyczna, niczym zbiór dobrych myśli, może chwilami zemdlić, więc trzeba jak z ptysiami — taktykę własną mieć: paluszkiem troszkę kremu, a może najpierw daszek z odrobiną  kremu. Przekładałam kolejne rozdziały akapitami z innych książek, żeby nie zgubić smaku, żeby powoli przeżuwać, bo warto. Lubię ptysie, jeszcze niejedno sobie z tej książki wydłubię.

Jego  celem [Stewarta Emery’ego] było sprowadzenie samolotu na odległość tysiąca jardów od pasa startowego na Hawajach, na pięć minut przed zakładanym czasem lądowania. Za każdym razem, gdy samolot zboczył z kursu, system dokonywał korekty. Pilot wyjaśnił, że przybędą na Hawaje na czas, mimo że „błądzili przez 90% czasu”. Emery podejmuje rozważania, stwierdzając: „Tak więc droga stąd, gdzie jesteś, tam, gdzie chcesz być, zaczyna się od błędu, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy. Tak więc jedynym momentem, kiedy naprawdę podążamy właściwą drogą, są rzadkie chwile, gdy zygzak przecina drogę, którą sobie wytyczyliśmy”.

*

Nigdy nie będziesz gotowy, jeśli cały czas bronisz kursu, jaki dla siebie wybrałeś. Będziesz ciągle schodzić z drogi i nigdy nie dotrzesz do celu. Jeśli jesteś stale otwarty na wskazówki, sygnalizujące ci czas na korektę, zawsze trafisz do właściwego miejsca – lub przynajmniej bardzo blisko.

*

Po wielu rozważaniach doszłam do wniosku, że jeśli ostatnio nie popełniłeś żadnego błędu, musisz coś robić źle. Nigdy nie dolecisz na Hawaje! Nawet nie wystartowałeś z lotniska! Nawet nie oderwałeś się od ziemi! Niczym nie ryzykujesz — nie cieszysz się też „dobrem”, które może ci zaoferować życie. Cóż za marnotrawstwo!

*

[…] poradzisz sobie ze wszystkim, co się wydarzy po podjęciu decyzji.
     Patrz uważnie na wskazówki, które mówią, że schodzisz z kursu, i zacznij układać plan, jak skorygować sytuację
.

Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)



[…] niepotrzebnie się martwisz. Naprawdę nie masz nic do stracenia, a raczej możesz coś zyskać, niezależnie od tego, jakich wyborów dokonujesz lub jakie działania podejmujesz w życiu.

*

To wszystko jest wspaniałą przygodą, niezależnie od tego, co wybiorę.
     Naprawdę znam ludzi, którzy tak myślą
, […] żyją w świecie, w którym nie ma przegranych.

*

[…] jesteś w sytuacji, w której nie możesz przegrać. Co to za plusy? Są to możliwości przeżywania życia w nowy sposób, uczenia się i rozwoju, określenia, kim jesteś i kim naprawdę chciałbyś być i co chciałbyś w życiu robić. Każda droga jest pełna możliwości – niezależnie od tego, jaki będzie wynik.

*

Wiedz, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy zaczniesz ryzykować i dorastać, ludzie znaczący w twoim życiu będą stawiać opór. […] Kiedy zaczniesz kołysać łodzią, ktoś na pewno każe ci usiąść. Nie powinieneś czuć się zaskoczony, zdziwiony czy niesprawiedliwie oskarżony. W ten sposób ludzie bronią własnego poczucia bezpieczeństwa. Często nawet nie zdają sobie z tego sprawy. W ich umyśle te napomnienia i uwagi wydają się całkowicie usprawiedliwione, wręcz: „dla twojego dobra”. Ważne, żebyś ty wiedział, co się dzieje.

*

Dzieci są mistrzami manipulacji. Wierz mi: to dzieci najczęściej żerują na naszym poczuciu winy. Rodzice mają własny styl działania. Zwykle poniżają nas w sposób słodki i subtelny, mówiąc na przykład: „Kochanie, czy na pewno możesz tak postąpić? Wiesz przecież, że nigdy nie umiałaś być samodzielna” albo: „Kochanie, lepiej dobrze się zastanów […]”. Albo: „Ostatnio stajesz się egoistką. Zupełnie cię nie poznaję”.

(tamże)

środa, 12 września 2018

Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — słyszę tę mądrość „ludową” i dostaję szału w imieniu swoim, w imieniu nieuleczalnie lub terminalnie chorych i pytam: naprawdę w to wierzysz? czy będziesz tak samo mądry, gdy opuszczą cię młode zdrowe lata i dopadnie długoterminowe coś? naprawdę?

Ludziom przydarzają się różne rzeczy, choroby na serio i długo też. Na tym polega też człowieczy los, nawet jeśli rządy, wróżki i telewizyjne kanały modowe usiłują wmówić ci, że jeśli tylko będziesz chciał, jeśli tylko mocno się postarasz, będziesz zawsze młody, piękny i mądry.

Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — nie wiem, czy autorzy tych słów (a było, sic!, jest ich wielu) mieli na myśli to, co dziś odkryłam (na swoje potrzeby po gospodarsku słowami przykułam do rzeczywistości), ale już wiem, że: tak, jestem odpowiedzialna za sposób, w jaki przeżywam swoją chorobę; za to, co robię i za wszystko to, czego nie robię, chorując i zdrowiejąc.

*

Dawno, dawno temu miałam w papierzu książkę tej Autorki. Dawno, dawno temu pożyczyłam tę ważną dla mnie książkę, ważnemu dla mnie człowiekowi. Nie wiem, czy przeczytał. Wiem, że nie oddał. Gdy dwa dni temu napatoczyłam się na kolejną książkę tej Autorki, po raz pierwszy w ibuku i po raz pierwszy w nieprzyzwoicie niskiej cenie — nie zastanawiałam się ani chwili.

Dziś dzień-marzenie: leje, pada lub siąpi prawie non stop, a my nie musimy się ruszać z werandy. Wskakuję w tę książkę między rozdziałami kryminału, na który polowałam dość długo. Cenny ten dzisiejszy skok.

Przyjmowanie pełnej odpowiedzialności za sposób przeżywania życia jest procesem długotrwałym, wymagającym praktyki. Chodzi tylko o to, żeby zacząć.

*

Miłość i siła są nierozłączne — taka jest prawda. Kiedy ktoś jest silny, może naprawdę uzewnętrznić swoje uczucia. Bez poczucia siły miłość ulega zniekształceniu.

*

Jak powiedział pewien stary mędrzec: „Droga jest gładka. Dlaczego rzucasz sobie pod nogi kamienie?”.

Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 28 sierpnia 2018

Czysty przypadek podarował mi tę książkę. Za niespełna dziewięć złotych postanowiłam zaryzykować. W ten sposób spotkałam bezcennego psychodynamicznego „Yaloma”.

Najpierw dzieliłam tę książkę, czytając równolegle Pollacka, 10% jednej, 10% drugiej, 10% jednej… aż do momentu, gdy już od Pollacka nie mogłam się oderwać. Potem czytałam do akapitu, który dotykał i gadał do najgłębszego mojego „ja” — odkładałam, by mądrość akapitu wsiąkła w moje doświadczenie. W efekcie czytałam długo. Skończyłam przy niedzielnej kawie, w cichym poranku dosypiającego jeszcze miasta.

Porusza, dotyka, konfrontuje, zmienia… Pozostawiła mnie z ciekawością, czy i jakie wrażenie robi ta książka na ludziach, którzy nigdy dotąd nie podarowali sobie luksusu, jakim jest dobra terapia. 

Dobry terapeuta to człowiek mądry — mądrością wewnętrzną, która ma swoje źródło w doświadczeniu bólu i cierpienia, jakie niesie życie. Takiej mądrości nie da się nabyć w żaden inny sposób.

*

Zresztą, drugi człowiek zawsze pozostaje dla nas zagadką, niezależnie od tego, ile się o nim dowiemy.
     Jeśli każdy człowiek jest tajemnicą, psychoterapia to sytuacja, w której tajemnica spotyka tajemnicę.

*

Zawsze będziesz większy niż teorie na twój temat.

*

Człowiek — każdy człowiek — jest niepoznawalny.
     Każdy z nas jest tajemniczą świadomością, której nie da się zdefiniować, umieszczając w konkretnej przestrzeni, przypisując takie a nie inne wspomnienia, tęsknoty i aspiracje. Jesteśmy milczącą otwartością. Teorie, nawet najpiękniejsze, nie mogą nas opisać; są najwyżej drogowskazem, który ku nam prowadzi
.

*

Słuchaj tego, co kryje się pod poziomem myśli, a usłyszysz to, czego ci, którzy „wiedzą wszystko”, nie usłyszą nigdy.

*

Z przedmiotami idzie nam łatwo — są po prostu tym, czym są, i raz wyprodukowane, nie zmieniają się. Ale człowiek żyje, ewoluuje, zmienia się. Kiedy kogoś kochamy, przyjmujemy go takiego, jakiego znamy go dzisiaj, jaki będzie jutro... Akceptujemy także to, że są rzeczy, których nigdy w nim nie zrozumiemy.

*

     — Kiedy ludzi ogarnia złość, ich serca oddalają się od siebie. Muszą krzyczeć, żeby się wzajemnie usłyszeć. Im bardziej są wściekli, tym głośniej muszą krzyczeć, bo dzieląca ich odległość się zwiększa. A co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie? Szepczą. Nie muszą mówić głośniej, bo ich serca lgną do siebie nawzajem. Kiedy ich miłość nabiera mocy, w ogóle nie muszą już mówić. Słowa są niepotrzebne, wystarczy, że patrzą sobie w oczy — mówił dalej mędrzec. — Kiedy więc kłócisz się z kimś, nie używaj słów, które odepchną go jeszcze bardziej, bo przyjdzie dzień, kiedy nie będziesz już w stanie krzyczeć tak głośno, żeby zostać usłyszanym, i nie znajdziesz powrotnej drogi.

*

Pewnego dnia weszła do gabinetu i rozsiadła się w fotelu.
     — W poprzednim wcieleniu byłam Marią Magdaleną — oznajmiła z szerokim uśmiechem.
     — Och, zawsze to wiedziałem — odparłem.
     — Jak? Skąd...?
     — Świetnie pamiętam to miłe uczucie, gdy myła mi pani nogi.
     Najpierw szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, a potem wybuchnęła śmiechem
.

*

Kiedy odrzucamy fałszywe odpowiedzi, zaczynamy iść drogą pytań, które stawia nam życie, i pozwalamy, żeby doświadczenie przyniosło nam prawdziwą wiedzę.

*

Chociaż staramy się ignorować rzeczywistość, ona wciąż tu jest. Gdy jej nie widzimy, potykamy się o nią.

*

[…] to, co wydaje się być oczywistą przyczyną naszego cierpienia, rzadko kiedy rzeczywiście nią jest. […] Zdrowiejemy, kiedy zaczynamy akceptować samych siebie, ludzi, nasze życie. Człowiek jest tajemnicą. Czy można ją do końca poznać? Nie. Można ją jednak przyjąć i zgodnie z nią funkcjonować.

*

Nawet w czasach, kiedy ludzkie cierpienie przekłada się na język wzorów chemicznych, sprowadza do chemii mózgu, tłumaczy mylnymi przekonaniami albo kiepskimi genami, serce wciąż dopomina się uwagi. Człowiek to nie kubeł, który można wypełnić pigułkami. To osoba, pragnąca zrozumieć własne życie wewnętrzne, więzi łączące ją z innymi i świat wokół.

*

Jeśli psychoterapia jest podróżą, dokąd się udajemy? Donikąd. Cała rzecz polega na tym, że właśnie przestajemy pędzić przed siebie. Przestajemy uciekać.

*

[…] kim naprawdę jesteśmy pod pancerzem słów, przekonań i złudzeń.

*

Niepokój zawsze jest oznaką czegoś, co pozostaje utajone, niewypowiedziane. […]
     Jeśli czujemy, że „coś z nami jest nie tak”, oznacza to być może, że chcemy zacząć nowe życie, w którym będzie miejsce na prawdę o nas samych.

*

Gdy „na żywca” doświadczamy śmierci naszego marzenia, w fizycznej śmierci możemy dostrzec drogę ucieczki przed cierpieniem, jakie przynosi żałoba. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że tak naprawdę nie jest to ból agonii, tylko ból porodowy.

*

Stopień intensywności cierpienia, jakie odczuwamy, jest równy dystansowi, jaki dzieli nas od rzeczywistości.

*

Rzadko uciekamy przed problemami, które zagrażają nam od zewnątrz. Najczęściej do ucieczki skłaniają nas własne uczucia.

*

Goniąc za spełnieniem, zapominamy o własnych uczuciach. Popełniamy błąd. Czy drzewa pędzą gdzieś, żeby urosnąć? Czy jeśli zaczniemy ciągnąć za pąk, ten szybciej rozkwitnie? Kwiat nie upiera się, że wolałby być na innym etapie rozwoju, niż właśnie jest. Spokojnie poddaje się ciśnieniu, które rozpiera go od środka – tak działa rozwijające się życie, płatki pęcznieją, rozsadzają pąk i kwiat się rozwija. […]
     Jesteśmy istotami o wiele bardziej złożonymi niż kwiaty. Ale podobnie jak one, rozwijamy się. Uczucia ukazują, kim jesteśmy naprawdę. Wyrzekając się ich, odcinamy się od swojej wewnętrznej głębi. […] Gdybyśmy, zamiast uciekać przed własnymi uczuciami, zagłuszać je i odcinać się od nich, usiedli spokojnie i zaakceptowali ich trudne towarzystwo, moglibyśmy odkryć, kim jesteśmy za fasadą słów, tłumaczeń i wymówek.

*

     — Powinnam się zmienić?
     — Nie chodzi o to, co pani powinna, ale o to, czego pani chce.
     Wmawianie sobie, że się coś powinno, to rodzaj skrywanej przemocy. Każemy sobie robić coś, czego robić nie chcemy, czuć coś, czego nie czujemy, czy wreszcie — być kimś, kim nie jesteśmy
.

*

     — To mnie wykończy — westchnęła.
     — Nie. To wykończy złudzenia, w które pani wierzy
.

Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy.
Jak zmierzyć się z prawdą, zaakceptować siebie i zmienić swoje życie
,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)



sobota, 25 sierpnia 2018

Za każdym razem, kiedy zapraszamy kogoś do osobistej relacji, nasza inicjatywa ożywi w tej osobie wspomnienia relacji, jakie dane jej było przeżyć.

Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.

Oniemiałam po przeczytaniu tych słów, po zanurzeniu się w ich głębi, po przyjrzeniu się kilku moim relacjom (choć zamknięte, we mnie jeszcze domykają się na nowo… za czymś jeszcze rozglądam się na zgliszczach) — w jaki sposób spotkaliśmy się jako dwie osobiste historie doświadczeń, a nie dwoje ludzi?

*

Gitara. Nie przepadam za tym instrumentem, ale tych czterech gitarzystów porwało mą duszę jakieś dziesięć dni temu i nie puszczają. Łomolę bez wytchnienia… thank you.

The Thrill Is Gone, Chicago 2010, od prawej: B.B. King,
Eric Clapton, Robert Cray, Jimmie Vaughan.

Strzeliło mi do łba, by zaznaczyć do upolowania po wysłuchaniu audycji (od 13min:25s). Upolowałam w środę, gdy wysypało się również kilka innych książek, które na mnie czekają.

Czytałam, zastanawiając się, co strzeliło mi do łba. Historia przemocy jest historią wielopiętrowej, wielokrotnej, również instytucjonalnej, przemocy. Nie odpoczniesz przy tej książce, ale masz szansę zobaczyć wielowymiarową ambiwalencję uczuć głównego bohatera oraz zrozumieć, że piekło trwa dłużej niż pierwotny akt przemocy — piekło organizują uprzedzenia, przekonania, procedury, formularze, chłód profesjonalizmu.

Badając i mierząc ślady na mojej skórze, można było orzec, czy przekroczyłem tę symboliczną i szczelną dla niewprawnego oka granicę oddzielającą zwykłe zranienie od otarcia się o śmierć.

*

[…] złość wracała. Przypominałem sobie, że nie chciałem robić tego, co właśnie robiłem, i złość powracała, ale złość to przysięga zbyt trudna do dotrzymania.

*

Musiałem wciąż powtarzać i powtarzać, wszyscy ludzie wokół zmuszali mnie do powtarzania, nie widziałem już mężczyzn ani kobiet, tylko powtórki ukryte w ich ciałach, zresztą po półgodzinie oboje, policjant i policjantka, powtórzyli słowo w słowo to samo — oni też się powtarzali, tym samym niedbałym, chłodnym i profesjonalnym tonem — co policjant z place Saint-Sulpice: „To nie jest sprawa dla nas”. Należało się z nią zwrócić do instancji bardziej kompetentnej, do innych osób, w tym przypadku do policji kryminalnej. „Nie mam już siły” – wyznałem, co policjantka skwitowała: „Rozumiem”.

*

Próbowałem wyobrazić sobie moje życie w ciągu najbliższych miesięcy, ale widziałem tylko procedury.

*

Szedłem korytarzem prowadzącym do gabinetu tego drugiego lekarza, pełnym światła dziennego wpadającego przez ogromne okna, i myślałem: Policz do tysiąca dwustu i będzie koniec. Do tysiąca dwustu. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt. Tysiąc sto dziewięćdziesiąt osiem. Promienie słońca wypełniały korytarz oślepiającym światłem, zbyt jasnym i czystym, szyderczym. […]
     […] Nie zadawała zbyt wielu pytań, za co byłem jej wdzięczny. Powiedziała, że to, co mnie spotkało, było jak śmierć. Ja, który czułem ulgę, ponieważ przeżyłem, nie rozumiałem, po co wraca do tematu śmierci.

*

I myślałem też: Dlaczego ofiary Historii zmusza się, by zostały jej świadkami — jakby samo bycie pokonanym nie wystarczyło — dlaczego pokonani muszą jeszcze dodatkowo zaświadczać o stracie, dlaczego muszą jeszcze opowiadać o niej do upadłego, do całkowitego wyczerpania, to niesprawiedliwe, nie jestem niczyim aniołem stróżem. Wciąż siedząc uparcie z zasznurowanymi ustami, myślałem: Nie, powinno być odwrotnie, powinno ci przysługiwać prawo do milczenia, ofiarom przemocy powinno się pozwolić milczeć, tylko im powinno być wolno zachować milczenie, a innym powinno się wyrzucać, że nie powiedzieli wszystkiego...

*

Z doświadczenia wiem, że autyzm tych, którzy chcą o przeszłości zapomnieć, jest równie groźny, co autyzm tych, którzy o niej obsesyjnie myślą. Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście – jak w tym tygodniu, po upływie prawie roku, powiedziałem Clarze — to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy dwudziestego czwartego grudnia nad tym pracuję, obiecałem to Didierowi.

*

[…] dziś jest jednak odwrotnie, całkowicie odwrotnie — został mi tylko język, a przestałem się bać. Dziś mogę powiedzieć: «Bałem się», ale te słowa będą zawsze tylko porażką, rozpaczliwą próbą odnalezienia emocji, prawdy strachu.

Édouard Louis, Historia przemocy, przeł. Joanna Polachowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)



środa, 22 sierpnia 2018

bardziej milczę. daję się 
porwać obrazom i słowom.

Sol & Luna by Kaan.

*

Filozof Ernst Bloch powiedział, że prawdziwa nadzieja polega na tym, że człowiek wyciąga ręce, żeby przyjąć coś, co już na niego czeka. Kiedy otwieramy się na rzeczywistość, pojawia się nadzieja — dostrzegamy różne, prawdziwe możliwości. To moment, gdy mamy wrażenie, że się rozwijamy i rośniemy w siłę. A przecież nadzieja nie sprawia, że stajemy się więksi albo silniejsi. Nie musi. Nadzieja ukazuje po prostu to, jacy jesteśmy naprawdę.

Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Jeśli przyjmiemy życie takim, jakie jest, nie unikniemy bólu. Bo życie na pewno nam go nie oszczędzi. Odbierze nam wszystko, co mamy, i każdego, kogo kochamy — w momencie śmierci albo wcześniej.

*

Prawdziwe życie jest bolesne, życie w zaprzeczeniu jest niebezpieczne.

Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.

* * *

fragm. kadru z filmiku X.Y.,
potem X.Y. i Z.Y. sprawnie się podnieśli.

sobota, 21 lipca 2018

Po pierwszych trzech książkach nie miałam wątpliwości, że czwarta nie zajmie mi więcej niż dzień. Orzeszek zapytała Białego Kruka, co ja dzisiaj (sama w domu) będę robić. Biały Kruk prawie zgadł. Prawie, bo zawarłam ze sobą umowę: 5% tekstu, „małyszki”, 5% tekstu, taśmy, 5% tekstu, „małyszki”, 5% tekstu, piłka — powtarzać, aż do końca książki.

Przy każdej z tych czterech książek, łezka się potoczyła, ale przy tej ryczałam jak bóbr.

To bardzo mądre książki, czekam na następne. Rozmarzyłam się, że chciałabym, by Autorka napisała książkę o nastolatkach LGBT w konserwatywnych rodzinach i społeczeństwach. Raczej nie napisze, bo w Wielkiej Brytanii to nie problem od lat.

     Nic mnie nie obchodziło.
     Chciałem tylko odzyskać życie.
     Moje życie
.

*

[…] uświadomiłem sobie, że muszę przeżywać po kolei każdy dzień. I że nie mogę martwić się o sprawy, nad którymi nie mam kontroli.

*

Łatwiej jest trzymać ludzi na dystans, niż być z nimi blisko.

*

Za często próbowaliśmy przekonać siebie, że jest dobrze, podczas gdy czasami nie było.

*

     — Nikt nie może zagwarantować jutra — szepnęła.
     Byłem zaskoczony, że pamiętała.
     — Tak, to. Nigdy nie chcę o tym zapomnieć. — Wziąłem jej dłoń. Była taka mała. I zimna. — W pewnym sensie ze mną jest podobnie
. […] Kiedyś mnie to złościło, ale wiem, że muszę cieszyć się dobrymi chwilami, kiedy tylko mogę.

*

     — Zamierzam rzeczywiście żyć dniem dzisiejszym — powiedziała głosem, w którym słychać było i determinację, i smutek. — Oboje powinniśmy tak zrobić.
     Ścisnąłem jej rękę.
     — Jestem za
.

*

Nic mi nie jest. Radzę sobie na swój własny sposób.
     — Ale co, jeśli twój sposób nie działa
?

*

Poczułem w środku iskrę, tę samą, która rozpalała się we mnie za każdym razem, kiedy upadałem i pogrążałem się. Iskrę, która nie chciała zgasnąć.

*

     Dajcie mi poranki. Dajcie mi światło.
     Proszę, zabierzcie ciemność
.

*

Nie przestawajcie się uśmiechać. Nie traćcie nadziei. Nie przestawajcie czytać.

Eve Ainsworth, Troska. Jak bardzo ci zależy?, przeł. Marta Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


piątek, 20 lipca 2018

Jej książki są dedykowane dla młodzieży 12+ (16–), ale ta książka jest wyjątkowa, bo jest dla każdego, kto nie może zrozumieć, na czym polegają mechanizmy przemocy psychicznej w związku.

W tego typu związkach w wersji „dorosłej”, czyli takich z dziećmi i kilkudziesięcioma latami „razem”, piłeczkę podbija przemoc ekonomiczna pod pozorem tradycyjnego modelu rodziny, jakby tradycja i rodzina były wystarczającym uzasadnieniem przemocy, której obdukcja nie wykaże.

To książka również o tym, że zawsze jest ktoś, komu naprawdę zależy, nawet jeśli bardzo długo tego nie widzimy, nie wierząc, nie dowierzając, że istnieje.

Jeśli odepchniesz kogoś od siebie, nie musisz mu mówić, jak bardzo ci źle. Ale czy to jest dobre?

*

Strach to trudny przeciwnik. To moc, która może cię pożreć, jeśli na to pozwolisz.

*

Każdy kogoś potrzebuje.

*

Dotarłam na miejsce i usiadłam w najbardziej odległym zakątku, przy złamanej wierzbie płaczącej, która pewnie nie płacze, ale ryczy na cały regulator.

Eve Ainsworth, Zadurzenie, przeł. Marcin Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2016.


Nie czytam — pochłaniam książki Tej Autorki. Przy drugiej książce troszkę lepiej wiem dlaczego. Po pierwsze, podejmuje trudne tematy, które dorosłym łatwo zamieść pod dywan. Po drugie, podejmuje je, robiąc życzliwą przestrzeń dla każdego z bohaterów, choć dostrzeżesz to dopiero na ostatnich stronach. Po trzecie, Jej powieści są zawsze dwoma przeplatającymi się opowieściami. I puenty! Szczególnie w tej książce mnie zachwyciłam — takie zakończenia uwielbiam.

Taka oto teraz jestem. Zdezorientowana. Ośmieszona. Skrzywdzona. Wszystko legło w gruzach. Ktoś przygasił światło, które we mnie płonęło, i jest źle. Okropnie. Jestem jak opuszczony budynek, po którym snują się duchy i odżywają wspomnienia.

*

     — Przepraszam, że mam tak narąbane w życiu — mówię. — Mam wrażenie, że jestem w proszku.
     — To daj sobie pomóc.
     — Dlaczego niby miałoby ci się chcieć mi pomagać? — szepczę.
     — Po prostu mi się chce i koniec. Dobrze? — odpowiada stanowczo.
     — Dobrze — mówię.
     — Będziemy działać powoli. Nie ma co się spieszyć
.

*

     — Tu poznałem twoją babcię — powiedział w końcu dziadek, zanim poszliśmy do samochodu.
     […]
     — Jedna osoba naprawdę potrafi wszystko zmienić.

*

[…] upadki w ogóle mnie nie zniechęcały. Wstawałam i wracałam do ćwiczeń.

*

     — Dzięki — odpowiadam z uśmiechem. — To uzależnia! Chcę jeszcze raz spróbować.
     — Wiem. Zawsze czuję to samo
.

*

To prościzna, same podstawy, ale tak czy owak myślałam, że nigdy się tego nie nauczę.

*

Powinniśmy sobie pomagać, a nie się osądzać. Powinniśmy się słuchać, a nie wygłaszać sobie kazania. I nigdy nie powinniśmy przestawać czytać, rozmawiać i rozumieć się wzajemnie.

*

     — Wdychaj ten zapach, mała! — mawiał. — Ciesz się nim. To dobre powietrze, dobre dla płuc. Nie ma lepszej rzeczy na początek dnia od świeżego powietrza. Od razu wprawi cię w dobry nastrój. Poczujesz, że żyjesz!

*

     — Nie osądzam cię — ciągnie. — Każdy z nas ma coś, z czym walczy.

Eve Ainsworth, Krzywda. Historia moich blizn, przeł. Marcin Mortka,
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...