Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: okolice onko

czwartek, 28 września 2017

Juula uwielbiam. Inspiracji potrzebowałam. Nowego rozdania poszukuję. Bo w przyszłym tygodniu… nowi studenci…nowa ja? Tak, nowa ja! Marzy mi się wspólne budowanie nie tylko tego, co wymierne, mierzalne, podlegające obiektywnej ocenie. Już jestem ciekawa, z jakim osłem w sobie rozstanę się podczas nadchodzącego roku akademickiego.

[…] ogólnie rzecz biorąc, szkoła po prostu boli.

*

Kiedy uczeń ma pięciu czy sześciu różnych nauczycieli i wśród nich trafi się jeden osioł, to nic się nie stanie, ponieważ każdy w końcu musi się nauczyć, jak dawać sobie radę z osłami. To jest, jeśli tak można powiedzieć, pozytywny skutek uboczny szkoły. A poza tym każdy z jest pod jakimś tam względem osłem.

*

Co jakiś czas trzeba spojrzeć na rzeczy z nowej perspektywy.

*

Rozwój osobowości zawodowej to ciągły proces, w czasie którego odkrywamy skostniałe wzorce naszego myślenia i postępowania i pracujemy nad tym, co nie pozwala rozwinąć pełni naszego potencjału i zaangażowania.

*

[…] problemy osobiste bardzo wielu ludzi wynikają z tego, iż nie potrafią powiedzieć „tak”, kiedy myślą „tak”, ani powiedzieć „nie”, kiedy myślą „nie”. Dzieci posiadają tę umiejętność, ale z biegiem czasu, niestety, są jej skutecznie oduczane.

*

Jest nieskończona liczba możliwości działania. Jeśli tylko się chce, można w zasadzie zrobić wszystko.

*

[…] niech każdy rodzic spyta siebie: czy chcę mieć dziecko posłuszne czy zdrowe psychicznie? Obu tych rzeczy nie można mieć naraz.

*

W istocie każdy, kto przebywa z dziećmi, mimowolnie je wychowuje. Można spędzić z dzieckiem tylko pięć minut i przekazać mu pewien wzór zachowania, co może mieć skutek wychowawczy niezależnie od tego, czy padną przy tym jakieś słowa, czy nie.

*

Poczucie własnej wartości składa się więc z dwóch wymiarów: ilościowego, czyli tego, ile o sobie wiem i jak dobrze siebie znam; oraz jakościowego, czyli mojego stosunku do tego, co o sobie wiem, a zatem jak traktuję siebie samego i co o sobie myślę.

*

[…] ludzka godność nie zależy od wieku.

*

Dialog to nic innego, jak wspólne spotkanie, w czasie którego każdy jest ciekawy drugiej strony i tego, co ma ona do powiedzenia. Do takiego dialogu podchodzi się bez uprzedzeń i wyznaczonych z góry celów.

*

Za własny brak zaufania, uczucia i myśli każdy odpowiada samodzielnie.

Jesper Juul, Kryzys szkoły. Co możemy zrobić dla uczniów,
nauczycieli i rodziców
?, przeł. Dariusz Syska,
Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2014.
(wyróżnienie własne)


środa, 12 października 2016

Autor-Lekarz nie pierwszy tu. Zaczęłam wczoraj rano w tramwaju. Ucieszyłam się, budząc się w środku nocy — mogłam poczytać, znajdując się między śniącymi i chrapiącymi ukochanymi Duszami. Dziś rano, po porannym spacerze z Piesą w strugach deszczu, skończyłam, pijąc kawę.

Literki te zatrzymują, pozbawiają myśli obsesyjnie krążących wokół tego, co powinno się zrobić, odzierają z ważności. Na dobre czynią Oczywiste zupełnie nieoczywistym.

Ostatecznie należy pogodzić się z tym, że każdy z nas widzi tylko część obrazu. Lekarz widzi jeden fragment, pacjent drugi, inżynier trzeci, ekonomista czwarty, poławiacz pereł piąty, alkoholik szósty, facet od kablówki siódmy, hodowca owiec ósmy, indyjski żebrak dziewiąty, pastor dziesiąty. Ludzkiej wiedzy nie da się pomieścić w pojedynczym człowieku; jej źródło leży w związkach, jakie tworzymy z innymi i ze światem, i z tego względu nigdy nie będzie można uznać jej za kompletną.

*

[…] z pewnymi sprawami trzeba się zmierzyć osobiście, by móc je pojąć.

*

Tworzymy teorie naukowe, aby zorganizować świat i skutecznie nim manipulować, zredukować fenomeny do posłusznych wielkości fizycznych. Nauka opiera się na powtarzalności i obiektywizmie. Chociaż czyni ją to potężnym narzędziem do formułowania twierdzeń na temat materii czy energii, sprawia także, że wiedza naukowa nie ma zastosowania do egzystencjalnej, wewnętrznej natury ludzkiego życia, gdzie rządzi to, co unikalne, subiektywne i nieprzewidywalne. Nauka może oferować najbardziej użyteczne sposoby organizacji empirycznych, powtarzalnych danych, ale siła, która jej to umożliwia, pociąga za sobą niezdolność do zrozumienia najważniejszych aspektów ludzkiego życia: nadziei, strachu, miłości, nienawiści, piękna, zazdrości, honoru, słabości, determinacji, cierpienia, cnoty.
     Fundamentalne namiętności i teorie naukowe zawsze będzie dzielić przepaść
.

*

Kłopot z choroba polega na tym, że kiedy człowiek się z nią zmaga, nieustannie zmieniają się jego wartości. Nie wystarczy raz ustalić, co jest w życiu najważniejsze — trzeba to robić na bieżąco.  […]  Śmierć to sprawa jednorazowa; śmiertelna choroba to proces.

*

Może ci się nie udać, co nie znaczy, że jest to niemożliwe.

*

[…]  musiałem nauczyć się żyć w inny sposób — widząc w śmierci wspaniałego wędrowca, który pewnego dnia do mnie zawita, ale pamiętając przy tym, że dopóki nie umarłem,  żyję — nawet jeśli już umieram.

*

[…]  muszę przetłumaczyć własne doświadczenia na język, by móc je pojąć.  […]  Wiedziałem, że nie obędę się bez słów, jeśli chcę poczynić jakiekolwiek postępy.

*

Ciężka choroba nie zmienia życia, ona w jednej chwili całkowicie je niszczy.

*

W końcu dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji przy wyborze zawodu kieruje się właśnie tymi aspektami: płacą, a także środowiskiem i czasem pracy. Tylko że jeśli ktoś stawia styl życia na pierwszym miejscu, to szuka pracy, a nie powołania.

Paul Kalanithi, Jeszcze jeden oddech,
przeł. Łukasz Małecki,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 07 lipca 2016

Pamiętam dzień, w którym zobaczyłam okładkę tej książki w oknie księgarni. Pamiętam, bo świętowaliśmy z Sadownikiem. Gdy wróciliśmy do domu, sprawdziłam, czy jest ibuk — nie było. A to dziękuję. I zapomniałam.

Wczoraj Braszka zwróciła moją uwagę na ibuk… na ibuk, którego szukałam dziesiątego czerwca. Klik, klik. To, co czytałam, rzuciłam w kąt. No i… już po. Warta grzechu książka — lekarz  też człowiek, bardzo ciekawy człowiek.

[Iwona Głogowska] […] jak mówił ksiądz KaczkowskiJest później, niż się wydaje”. […] Dzisiaj, po latach pracy wiem, że jak jest coś ważnego w życiu, to nie wolno tego przegapić i trzeba się na tym skupić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mnie trafi

*

[Tomasz Koziński] Nie jestem sędzią zawodowym, więc nie muszę oceniać innych. Dla mnie jest tylko jeden lekarz ważny, którego muszę oceniać. Ja sam. A reszta mi dynda.

*

[Tomasz Koziński] Kiedy wiem, że rozmowa była dobra? Kiedy pacjent płacze. Wiem, wtedy, że z tym człowiekiem jest dobrze, że ma dobrą reakcję i wiadomo, co dalej trzeba będzie robić. Najgorzej trzeba się martwić o osoby, które nic… próbują stworzyć pozór, że są z kamienia i wszystko przyjmą. Z tymi jest źle. Nie ma ludzi z kamienia.

*

[Tomasz Koziński] Jeżeli z pacjentem, nieważne, czy ma dwa lata, czy osiemdziesiąt, zaczynamy coś robić i nie wyjaśnimy mu tego dokładnie, to on się po prostu boi.

*

[Tomasz Koziński] Trzeba nauczyć się myśleć tak: „Ja nie muszę wyleczyć, to nie jest moje zadanie. Ja mam pomóc. Bez względu na to, co się dzieje, bez względu na to, co się stanie”.

*

[Dariusz Godlewski] […] dzieciom mogę powiedzieć, że do kina pójdziemy jutro, a burki [psy :)))] siądą i czekają. Nie ma „jutro”. To zmusza do aktywności i pomaga oczyścić umysł.

*

[Olga Rutynowska] Prawda jest jednak taka, że tu osiemdziesiąt procent, tu siedemdziesiąt, ale dla konkretnego dziecka i konkretnej rodziny to jest zawsze albo sto procent, albo zero.

*

[Dariusz Godlewski] Każdy błąd powinien mieć jednak wartość dydaktyczną i powinien się zdarzyć tylko raz.

*

[Dariusz Godlewski] Zawsze powtarzam, że nigdy nikt nie będzie wyleczony, jeżeli nie chce być wyleczony.

*

[Dariusz Godlewski] Mamy globalizację medycyny, ale nie mamy globalizacji świadomości. Nie rozmawiamy o chorobie nowotworowej, o jej konsekwencjach, bo to nadal temat tabu.

*

[Dariusz Godlewski] Nie jestem bogiem, to kardiolodzy są bogami! My, onkolodzy, jesteśmy jedynie żołnierzami frontowymi.

Joanna Kryńska, Tomasz Marzec, Onkolodzy. Walka na śmierć i życie,
The Facto, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

piątek, 19 lutego 2016

Zastanawiałam się wiele razy, czy w ogóle, a jeśli, to kiedy ukaże się ta książka w Polsce. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam ją w nowościach. Jeszcze ciepłą, na dobrą chwilę przed papierową premierą, czytałam — odłożywszy na chwilę czytanego mężczynę. Przeczytałam z uwielbieniem dla precyzji wypowiedzi, wnikliwości i przytomności Susan Sontag. Zamknęłam. Uleżeć musiały się wrażenia kilka dni.

To książka o naciekach kulturowych na trudnych przewlekłych czasożernych chorobach. Naciekach, które czynią te choroby jeszcze trudniejszymi i jeszcze bardziej zagrażającymi życiu. Niestety, choć książka ma swoje lata, nie straciła nic ze swojej aktualności.

Ale od metafor nie można się zdystansować, jedynie ich unikając. Należy je obnażać, krytykować, wałkować,  zużywać.

*

Nie jesteśmy ofiarami inwazji. Ciało to nie pole bitwy. Chorzy nie są ani nieuniknionymi ofiarami, ani też nieprzyjaciółmi. My — medycyna, społeczeństwo — nie zostaliśmy upoważnieni, by walczyć, nie przebierając w środkach… Co się zaś tyczy metafory, tej militarnej, parafrazując Lukrecjusza, powiedziałabym: oddajmy ją militarystom.

*

Autodefinicja Europy i krajów o europejskich korzeniach polega po części na tym, że Pierwszy Świat to miejsce, gdzie katastrofy tworzą historię, są czynnikami przemian, podczas gdy w biednych krajach Afryki czy Azji stanowią część cyklu, a zatem coś należącego do świata natury.

*

Aby uczynić jakąś rzecz rzeczywistą, należy powtarzać ją wciąż na nowo.

*

Siła metafory polega bowiem na tym, że przywołuje obraz choroby otoczonej tajemnicą, przesyconej zmyśleniami i nieodzownym fatalizmem. Nasze poglądy na raka i narzucone mu metafory są w dużym stopniu odbiciem powszechnych mankamentów naszej kultury: płytkiego stosunku do śmierci, niepewności względem uczuć, beztroskiej i rozrzutnej postawy wobec „problemów wzrostu”, niepowodzeń w budowaniu rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, które we właściwy sposób regulowałoby konsumpcję, i wreszcie naszych całkiem uzasadnionych obaw o naznaczony coraz większą przemocą bieg historii.

*

Lęk przed AIDS narzuca aktowi, którego istotą jest doznanie teraźniejszości (a także kreacja przyszłości), pewien szczególny stosunek do przeszłości, którą lekceważyć można jedynie z ryzykiem dla siebie. Seks nie wyłącza już partnerów, choćby na moment, ze sfery społecznej. Nie można go uznać jedynie za partnerstwo dwojga; jest łańcuchem przekazu sięgającym w przeszłość. „Pamiętajmy zatem, że kiedy ktoś odbywa stosunek płciowy, odbywa go nie tylko z jednym partnerem bądź partnerką, lecz ze wszystkimi, z którymi osoba ta obcowała w ciągu minionych dziesięciu lat”, brzmi uroczo obojętne na płeć partnera, złożone w 1987 roku oświadczenie sekretarza Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, doktora Otisa R. Bowena.

*

Kiedy zjawiska polityczne przyrównuje się obrazowo jedynie do chorób śmiertelnych, metafora zyskuje charakter szczególnie kategoryczny. Obecnie, kiedy zdarzenia lub sytuacje polityczne przedstawiane są w przenośni jako choroby, mamy do czynienia z wskazywaniem czyjejś winy i domaganiem się kary.

Susan Sontag, Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory,
przeł. Jarosław Anders, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

środa, 27 stycznia 2016

Nie znam ani jednej rodziny, która nie byłaby naznaczona doświadczeniem nowotworu czy raka: ktoś chorował, ktoś umarł, ktoś się leczył bądź leczy. Po śmierci Barbary Falandysz przeczytałam, że powiedziała: wszyscy umrzemy na raka oprócz szczęśliwców, którym uda się umrzeć na zawał, wylew albo w wypadku.

Sprawa dotyczy więc mnie, ciebie, naszych przyjaciół i bliskich, nas wszystkich. Może dlatego jest to książka, którą umieściłabym w kategorii „obowiązkowa lektura”, bo jest konkretna praca do wykonania przez ciebie, przeze mnie, przez nas wszystkich.

 

[…] chorych i zdrowych zdecydowanie więcej łączy, niż dzieli.

*

Pacjenci nie są konsumentami ani biernymi odbiorcami leczenia, tylko pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, którzy chcą być traktowani profesjonalnie i po partnersku w każdej sytuacji — także na szpitalnym oddziale, który nie może być utożsamiany ze swego rodzaju specjalistycznym punktem usługowym. Polityka ochrony zdrowia pozbawiona społecznych podstaw szybko staje się niebezpieczną dla naszej przyszłości hybrydą administracji, technologii i ekonomii. Niemal natychmiast następuje wówczas zmiana w hierarchii wartości: liczy się wyłącznie mierzona statystykami skuteczność, dla której wrażliwość, cierpliwość i dialog stają się przeszkodami.

*

Choroba nowotworowa obudowana całym zestawem emocji żyje w każdym pacjencie jeszcze długo po zakończeniu leczenia szpitalnego. Mam tu na myśli nie cykliczne kontrole, które nawet po kilku latach budzą strach, lecz świadomość, że przewlekła choroba zmienia wszystko.

*

Sam w odpowiedzi na te szepty pomyślałem, że z trudem, ale jednak zniosę to, iż moja choroba uchodzi za nieziemską, czy w inny, wciąż nie do końca zrozumiały dla mnie sposób nadzwyczajną.  Nie zaakceptuję jednak tego, że w związku z tym, że mam raka, muszę też mieć problemy ze słuchem. Tylko na tyle starczyło mi odwagi. Niestety, odwaga w takich sytuacjach pojawia się, podobnie jak rozbudowana refleksja, zazwyczaj długo po fakcie, kiedy jest już za późno, by zareagować.

*

[…] choroba ani nie pozbawia, ani nawet nie zawiesza marzeń, potrzeb czy indywidualnych cech charakteru.

*

Ból i strach nie odbierają przecież potrzeb emocjonalnych.

*

Zdrowie i choroba są naturalnymi elementami społecznego krajobrazu.

*

[…] nie można empatii zadekretować, opisać odpowiednią ustawą, a potem doprecyzować rozporządzeniem. Empatia jest tyleż kwestią indywidualną, ile sprawą społeczną i polityczną, a nawet szerzej — jest przecież również problemem filozoficznym. Trzeba odkryć w sobie jej potencjał i nieustannie go rozwijać.

Łukasz Andrzejewski, Polityka nowotworowa. Pamiętnik
praktyczno-teoretyczny
, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 10 maja 2015

Ufff, wybrałam. Cytaty. TA książka. TA Autorka, której nazwisko poznałam dokładnie tydzień temu. Autorka, ona sama i jej historia nie istniały w mej świadomości osiem dni temu. To pierwsza TAKA Książka!

Natychmiast chcesz podarować ją innej kobiecie, z którą łączy cię szczególna nić. Było dla mnie niezmiernie ważne, że nie przeżywam tej książki w samotności. Czytała się również gdzie indziej. We wspólnocie Kobiet arcyważnych dla mnie. Wdzięczna jestem ogromnie, że są w moim życiu.

Kiedy zostaje u ciebie zdiagnozowany nowotwór, czas zmienia nagle bieg. Zaczyna szaleńczo pędzić przed siebie i jednocześnie stoi w miejscu. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Siedem miesięcy. Wrażenia. Sceny. Promienie. Tomografie.

*

[…] człowiek musi dokonać wyboru między rodziną a własną godnością.

*

Może fale porwały nasz kajak, kiedy na chwilę straciliśmy czujność i nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Może pozostaje nam już tylko wiosłować, płynąć z prądem, być przy sobie w trudnych chwilach i cieszyć się, jeżeli gdziekolwiek i kiedykolwiek dobijemy do brzegu. Może nie mogę dać ci nic więcej — nic z wyjątkiem tej pustki, którą gotowa jestem się dzielić.

*

Najwyraźniej istnieje coś, co przeraża mnie jeszcze bardziej niż nowotwór. To myśl, że musiałabym się zatrzymać. [...]
     — To będzie dla pani przełom. Nauczy się pani współczuć samej sobie. Nauczy się pani, jak być pacjentką. — Kiedy tego słucham, mam ochotę owinąć kroplówkę wokół jego szyi i mocno pociągnąć.

*

Wychowałam się w Ameryce — kraju, w którym wartość mają tylko marzenia, przyszłość, produkcja. Nie istnieje czas teraźniejszy. To, co jest teraz, nie znaczy nic — liczy się tylko to, co może zostać stworzone, zbudowane, lub wykorzystane z tego, co już jest. Oczywiście ta sama zasada dotyczyła także i mnie. Sama w sobie nie miałam wartości. Nie pracując, nie podejmując wysiłku, nie starając się niczego osiągnąć czy udowodnić — nie miałam ani prawa, ani powodu, żeby tu przebywać. Samo życie było nieistotne, jeżeli do niczego nie prowadziło. Jeżeli drzewo nie jest drewnem, domem, stołem, to jaka ma wartość?

*

Miłość nieustannie się rozrasta, więc potrzebuje miejsca, powietrza, ruchu, wolności. Zauważam, że kocham dużo mocniej, kiedy nie podejmuję żadnych zobowiązań dotyczących tego, w jaki sposób będę kochała.

*

Tak wiele w życiu zależy od sposobu obudowywania i nazywania rzeczy.

*

Zawsze szukałam miłości. Okazało się, że miłość nie wymaga poszukiwań.

*

[…] być może cała ta historia wcale nie jest moja.

*

Co by było, gdybyśmy w chorobie nie byli stadium czy statystyką, tylko pewnym procesem? A gdybyśmy postrzegali raka jako zdarzenie podobne do złamanego serca, zmiany pracy, pójścia do szkoły — i w podobny sposób uczące nas wielu rzeczy? Co by było, gdybyśmy zamiast być wykluczani i definiowani za pomocą jakiejś ostatecznej kategorii, byli traktowani jak osoba w trakcie przemiany mogącej wzbogacić jej duszę, otworzyć serce?

Eve Ensler, W trzewiach świata. Wspomnienia,
(przeł. Maria Zawadzka),
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

środa, 06 maja 2015

Galliano. Bach. Siedzę. A teraz finalnie to.

O tej Autorce nie miałam pojęcia do niedzieli, ale w poniedziałek miałam tę książkę już na kundlu, a we wtorek po południu byłam po ostatniej literce.

Wszystkie akapity, rozdziały wciąż we mnie pracują. Życie, Miłość, każdy Oddech, cudem to wszystko jest — trzyma mnie w swych ramionach wrażenie poksiążkowe i pozostawia bez słów w paraliżu niemocy, by wybrać, póki co, więcej niż jeden akapit.

Jestem typem osoby, która zawsze wierzy, że znajdzie wyjście i wydostane się z tarapatów. Wszyscy robimy to, co musimy, żeby przetrwać. Cynizm. Optymizm. Obie te ścieżki wymagają ogromnej pracy.
     Musisz się okopać, żeby nie zacząć wierzyć.
     Musisz rozbudzić w sobie sarkazm.
     Gorzko wykpić i przyjmować podejrzliwie tych, którzy mają wiarę.
     Nie chodzi o to, że nie widzę otaczającego mnie świata. Nie odrzucam rzeczywistości. Nie, naprawdę ją widzę. Ale wkładam wiele pracy w to, żeby stała się inna.

Eve Ensler, W trzewiach świata. Wspomnienia,
(przeł. Maria Zawadzka),
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

piątek, 26 grudnia 2014

Odłożyłam Sacksa na rzecz świątecznego czasu ze Złodziejką książek, ale po rozpakowaniu prezentów, odłożyłam i tę ostatnią. Delektowałam się, wiedząc, że prezentowe literki będą stanowiły bardzo szybką pozycję wydawniczą. Wątki zawodowe i osobiste we wspaniałych proporcjach. Książka ocieka sensem życia, mądrością losu, miłością i pasją. Jak dobrze, że wpisałam ten tytuł na listę prezentów, które chcę dostać od Mikołajów, którzy nie czytają tego co ja, którzy nie znają mnie, ale mają mnie w pakiecie dwa razy do roku, bo z Ich Synem łączy mnie najszczególniejsza z więzi.

[Justyna] Na szczęście rzadko już spotyka się lekarzy, którzy na płacz pacjenta reagują jak na krwotok: „Zatrzymać jak najszybciej!”, którzy widząc łzy, wpadają w panikę: „Proszę już nie płakać, proszę przestać”.
     [K.K.] Na swój sposób taka reakcja jest zrozumiała.
     Justyna: Tak, ale płacz jest naturalną reakcją na smutek. Leczy, oczyszcza z nagromadzonego napięcia. Jeśli chory się od niego nie uwolni, nie będzie mógł przyjąć tego, co następuje potem. Płacz to forma żałoby, adekwatna reakcja na utratę — małą i dużą. A zdrowie to wielka wartość, jego utrata jest więc dużą stratą. By zrobić krok dalej, trzeba przeżyć żałobę, pozwolić sobie i innym na łzy.
     Lęk przed czyimiś łzami jest przejawem naszego własnego lęku.
 […]

*

[Justyna] Na heroizm podjęcia pracy własnej polegającej na psychoterapii częściej decydują się one [kobiety]. Odwagi wymaga stanięcie twarzą w twarz z tym, przed czym się ucieka. A tym między innymi zajmuje się psychoterapia.
     [K.K.] Odkrycie prawdy bywa dotkliwie nieprzyjemne.
     Justyna: Ale często dzięki przeżyciu tego, przed czym uciekamy, odkrywamy, kim naprawdę jesteśmy, tam, pod maską. Wiąże się to z ogromnymi możliwościami. Trwałymi zmianami na lepsze. To szansa na zmniejszenie cierpienia, na rozwój wewnętrzny. To jest nagroda. Potem życie staje się lepsze.

*

[Justyna] Niekiedy terror pozytywnego myślenia może być formą zaprzeczenia chorobie i opuszczeniem pacjenta, który musi się zmagać z niechcianym losem samotnie pośród bliskich recytujących pozytywne hasła.
     [K.K.] Ale bardzo trudno patrzeć, jak kochana osoba zmaga się z lękiem przed śmiercią.
     Justyna: Tak. Nie dopuszczamy do rozmów o śmierci, tłumacząc sobie, że to nie służy choremu. Podczas gdy unikanie ich służy jedynie naszej obronie. Ból śmierci i umierania staje się lżejszy, gdy możemy go z kimś dzielić. W samotności trudniej. Niekiedy mówimy: „To za wiele dla chorego”, a tak naprawdę boimy się, że to za wiele dla nas. To przykre, bo jest to sposób opuszczania pacjenta w chwili największej emocjonalnej potrzeby. Ktoś powinien trzymać jego dłoń. Dlaczego nie ja?

Katarzyna Kubisiowska, Rak po polsku.
Rozmowa z Justyną Pronobis-Szczylik i Cezarym Szczylikiem
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

wtorek, 20 maja 2014

Obchody rocznicowe, planowane na sobotę, zostały przełożone. Złapałam grypę i grzecznie leżałam w łóżeczku, mając z tyłu głowy straty, jakie poczynić może w organizmie kugara przechodzone choróbsko. Z niedzieli na poniedziałek, odespawszy ostatni kwartał z hakiem, w środku nocy poczułam się na tyle dobrze, by zrobić sobie herbatę i poczytać. Cisza, która towarzyszy drugiej w nocy, była najwłaściwszym kompanem na kończenie książki poświęconej ostatnim miesiącom życia Susan Sontag.

Choć w tym roku będzie już dziesiąta rocznica Jej śmierci, w moim życiu pozostaje wciąż żywa. Jest Autorytetem, który wspiera tę moją część, która od momentu, gdy nauczyła się mówić, pyta do znudzenia: a dlaczego? a po co? Susan Sontag jest absolutną Mistrzynią w kwestionowaniu wszystkiego tego co oczywiste. Jest moją osobistą Nauczycielką w tym względzie, bo kwestionuje nie po to, by burzyć, lecz by budować zawsze bardziej świadomie.

Gdy pozostawałam sama na relacyjnym placu boju lub gdy umierał mi ktoś bliski, zawsze, wcześniej lub później dopadały mnie wątpliwości i pytania: czy mogłam zrobić coś inaczej, coś więcej a może mniej? Ta książka zatrzymała mnie przy tej kwestii. Teraz już mam pewność, że te pytania są immanentną częścią bycia ocalonym z relacji czy pozostającym przy życiu, bez względu na to, co zrobiliśmy. Warto nie przekreślać faktu, że choć w jednym momencie na pewno staraliśmy się.

Mistrzyni w tej książce, choć pisanej przez syna, jest mocno obecna. Dla mnie najbardziej w stwierdzeniu, że każdy z nas, w każdej chwili w pewnym sensie, na najbardziej podstawowym poziomie, jest w remisji śmierci. Cała Susan Sontag!

[...] those of us who loved her failed her as the living always fail the dying, for we could not actually do the only thing she really wanted, which was to stave off extinction for some time longer, let alone give her what I’m afraid is all too accurately called a new lease on life.

*

[...] she had once exclaimed, the brute fact of mortality meant that on the most basic level all human beings are never more than in remission from death.

David Rieff, Swimming in a Sea of Death,
Simon & Schuster Paperback, New York 2008.

niedziela, 11 maja 2014

Nie zdążyłam skończyć tej książki przed przyjazdem Bliźniaczej Liczby. Potem wszystko nabrało zastraszającego tempa. Powoli wracam do siebie na różnych frontach. Odgruzowuję się z zaległości. Skończyłam tę doskonałą książkę w piątek, na hamaku, leżąc w nim na chwilę po raz pierwszy od dwóch tygodni.

Szacunek ogromny do Autora mam. Jest w tej książce wiedza, laikom z lekkością pióra przekazana. Ten horror, kryminał, powieść obyczajową, książkę popularno-naukową, wszystko w jednym, napisał nie tylko lekarz, ale Lekarz-Człowiek. Skończyłam i postawiłam koło drugiej. To bardzo ważna para książek w czasach, gdy każdy z nas ma, w Rodzinie, wśród Przyjaciół, wśród najbliższych, osobę, która boryka się z rakiem.

Uwijam się, by zostawić tu ślad po tej ważnej książce, by móc ją zaparkować na półce, by mieć pustą głowę na nowe sny, nowy tydzień, nowy czas.

Odkąd wczesnym latem 2004 roku zacząłem pisać tę książkę, często pytano mnie, jak zamierzam ją zakończyć. Zazwyczaj wykręcałem się od odpowiedzi albo zbywałem rozmówców. „Nie wiem”, mówiłem. Albo: „Nie jestem pewien”. Naprawdę jednak znałem zakończenie, choć brakowało mi odwagi, by to przyznać przed samym sobą. Byłem pewien, że [...]
     Myliłem się.

*

Wyobraźmy sobie teraz, że projektujemy badanie mające określić, czy nasz screening rzeczywiście zwiększył przeżywalność pacjentów. Mamy bliźniaczki jednojajowe, nazwijmy je Nadzieja i Prudencja. Żyją w sąsiednich domach, obu proponuje się udział w badaniu. Nadzieja się zgadza. Prudencja natomiast jest podejrzliwa co do nadwykrywalności lub niedodiagnozowania, które są związane ze screeningiem i rozważnie odmawia.
     Nadzieja i Prudencja nie wiedzą, że w tym samym momencie, w roku 1990, zachorowały na takiego samego raka. Dzięki screeningowi choroba Nadziei wykryta zostaje w 1995. Pacjentka przechodzi operację i chemioterapię. Żyje pięć kolejnych lat, ale rak wraca i w roku 2000, dziesięć lat od zachorowania, kobieta umiera. Prudencja natomiast odkrywa, że ma raka dopiero w 1999, kiedy zauważa guzek w piersi. Poddaje się leczeniu, które nie przynosi większych rezultatów, po czym umiera w tym samym co Nadzieja momencie w roku 2000.
     Na ich wspólnym pogrzebie, gdy żałobnicy mijają dwie identyczne trumny, między lekarzami Nadziei i Prudencji dochodzi do kłótni. Pierwsi twierdzą, że ich pacjentka przeżyła pięć lat — choroba została wykryta w 1995, a Nadzieja zmarła w 2000. Lekarze Prudencji powiadają zaś, że ich pacjentka przeżyła rok — śmierć także nastąpiła w 2000, a diagnozę postawiono w 1999. Wszyscy nie mogą mieć racji: bliźniaczki zmarły z powodu tego samego raka w tym samym momencie. Rozwiązanie tego pozornego paradoksu — określanego mianem błędu przedziału czasowego — jest oczywiste. Wykorzystywanie  p r z e ż y w a l n o ś c i  jako celu badania screeningowego ma wadę, gdyż wczesne wykrycie cofa wskazówki diagnostycznego zegara. Rak Nadziei i rak Prudencji zachowywały się w identyczny sposób. Ale u pierwszej kobiety lekarze wcześniej postawili diagnozę. Z pozoru (i tylko z pozoru) żyła więc dłużej, a badanie screeningowe miało pozytywny wpływ.

Siddhartha Mukherjee, Cesarz wszech chorób. Biografia raka,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

 
1 , 2
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...