Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: okolice onko

poniedziałek, 26 marca 2018

Nie ma jednej precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zajrzałam właśnie teraz do tej książki. Polowałam na nią od momentu wydania i do dziś ani przez jeden dzień cena tej książki nie mieściła się w akceptowanych przeze mnie widełkach cenowych. Z jakiegoś jednak powodu postanowiłam nabyć i wygrzebać z tej książki coś dla siebie, żeby nie robić tego, gdy będzie za późno.

Pomijając rozdział o posłudze kapłańskiej — tylko dzięki mądrości x. Kaczkowskiego do przeczytania bez znaczących przekleństw, choć momenty ma — całość jest ważną lekturą dla osób, których bliscy mierzą się z nieuleczalną chorobą. Pacjentom jednak bym jej nie polecała.

Bo chorowanie to przecież wciąż życie, które można wypełnić sensem.

*

[x. J.K.] […] zapewniam, że w dalszej części będę również czuły.
     [K.J.] Również czuły znaczy: nie tylko czuły?
     [x. J.K.] Paskudna jędza! Ale ok, skoro dociskasz: tak, są takie sprawy, które należy stawiać na ostrzu noża.

*

[Helena Kaczkowska] Ludzie nie powinni chorować ani umierać w samotności — powinni być przy nich ci, którzy ich kochają.

*

Agresja człowieka […] to często przykrywka złości wobec choroby i trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł on albo jego bliski […].

*

Rzeczywiście, prawdą jest, że kiedy człowiek znajduje się w kryzysie, wówczas w jego życiu może zadziać się wiele ważnych i dobrych rzeczy. Takim kryzysem jest na pewno choroba własna albo kogoś bliskiego. To sytuacja często ekstremalna, w której człowiek gotów jest na radykalne zmiany w swoim życiu […].

*

[K.J.] Strasznie trudno się rozstać z tymi, których kochamy.
[x. J.K.] To potwornie boli.

*

Każdy z nas jest w stu procentach zdiagnozowany na cielesną śmierć. I w tej diagnozie nie ma szansy na błąd. Idea medycyny paliatywnej w swojej mądrości stara się ten nieuchronny lęk przed śmiercią, dotykający każdego z nas, łagodzić. I niech mi Państwo wierzą, że to się udaje. Naprawdę można dobrze przeżyć swoją śmierć […].

*

[…] jak podkreśla prof. Jacek Łuczak, jeden z największych autorytetów w dziedzinie medycyny paliatywnej — „Morfina jest bezpieczniejsza od środka przeciwbólowego kupowanego w aptekach w dużych ilościach bez recepty, bo ona jest umiejętnie dawkowana przez lekarza, który wie, jak ją stosować. [...]”.

*

Człowiek ma prawo chronić siebie przed relacjami, które z jakichś powodów są dla niego szkodliwe.

*

Im gorsza komunikacja, im bardziej powierzchowne relacje, tym trudniej się choruje, zdrowieje i... umiera. W ogóle trudniej się żyje, również tym, którzy są zdrowi.

*

Trzeba być po prostu mądrze uważnym na drugiego człowieka. Z jednej strony szanować jego autonomię, z drugiej — nie pozostawiać go samemu sobie.

*

Ciężka choroba to – jak już mówiliśmy – trzęsienie ziemi w życiu całej rodziny, tu nie ma co chojraczyć.

*

W życiu w ogóle, czyli również w życiu z chorobą, najważniejsza jest bliskość.

*

[…] dojrzały człowiek zdaje sobie sprawę z własnych słabości oraz ograniczeń i dzięki tej świadomości ma szansę stawić im czoło i pokonywać je. Oznaką niedojrzałości, naiwności, a wręcz zuchwałości jest przeświadczenie, że w sytuacjach granicznych — a do takich należą choroby, o których tu mówimy — poradzę sobie sam. Dotyczy to i chorego, i opiekujących się nim bliskich.

*

[K.J.] Z rodziną jest, jak w tym Arystotelesowskim twierdzeniu: „całość jest czymś więcej niż sumą części”. Każda z osób wpływa na wszystkich pozostałych członków systemu rodzinnego. Choroba jednego członka rodziny sprawia więc, że na swój sposób „chorują” też pozostali.

*

Choroba jednak nie zwalnia z bycia człowiekiem, od którego wciąż wiele zależy i który ma drugiemu wiele do dania.

*

Daj sobie kilka tygodni, może miesięcy” […] życiowe doświadczenie pokazuje, że cierpliwość może przynieść efekt.

x. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska (red.), Żyć aż do końca.
Instrukcja obsługi choroby
, Biblioteka Więzi, Warszawa 2017.


sobota, 17 lutego 2018

Informacja o tej książce przyszła do mnie osiem dni temu. Autorka „znana” jest mi tylko z egzemplarzy umieszczanych w widocznych miejscach w księgarniach przy okazji premier lub w dziale bestsellerów. Zatrzymały mnie słowa umieszczone w tytule: sześć latsiostra. Zaznaczyłam do upolowania.

Dwa dni temu przestałam polować, bo poczułam, że w moim wewnętrznym świecie kończy się aktualne okno czasowo-pogodowe na czytanie takich pozycji. Nabyłam w beznadziejnie wysokiej jak na mnie cenie i połknęłam.

Są też lepsze dni, pocieszam się, dzisiejszy dzień jest po prostu… gówniany.

*

Niech będzie wola Twoja. Jeśli będzie to pani w stanie zaakceptować, poczuje pani siłę. I już żadna opinia, jaką ktoś wygłosi, nie będzie mogła pani zdruzgotać.

*

     Nagle znowu przystaje. Patrzy na mnie.
     — Tak ci dobrze, że możesz żyć! – mówi
.

*

     — Jesteś niezwykle dzielna — mówi [ojciec]. — Podziwiam to, jak sobie z tym wszystkim radzisz.
     Wzrusza ramionami.
     — Wcale nie jestem dzielna. Po prostu nie mam wyboru.
     I to wszystko
.

*

Ale tak się dziwnie składa, że w kwestii życia i śmierci człowiek zawsze czuje się samotny. Wyłączeni z olbrzymiej grupy zdrowych i silnych, których życie codzienne koncentruje się wokół spraw, które nagle wydają się mieć drugorzędne znaczenie: praca, związek, pieniądze, dzieci, szkoła. Człowiek czuje się samotny, bo krąży ciągle wokół tematu, który większości ludzi — o ile nie są w bardzo podeszłym wieku — wydaje się bardzo, bardzo odległy: wokół śmierci.

*

Ciągła świadomość możliwego zagrożenia przygnębia wszystkich. I to czekanie. Czekanie przy telefonie. W nadziei, że wreszcie zadzwoni. A jednocześnie strach przed tą właśnie chwilą.

*

W powieści raczej nie ośmieliłabym się opisać tej sceny w taki sposób, porównując chwilę absolutnej klęski do oberwania chmury – od razu miałabym przed oczami sarkastyczne uwagi krytyków.
     Ale rzeczywistość nie dba o krytyków. Po prostu się dzieje
.

*

Jednym z najokrutniejszych efektów ubocznych tej choroby jest to, że człowiek stopniowo traci zaufanie do własnego ciała, każde swędzenie w niewłaściwym miejscu, każdy utrzymujący się dłużej ból głowy, każda drobna zmiana powierzchni skóry sprawiają, że zapalają się wszystkie światełka alarmowe.

*

W jej wzroku nie ma ani nagany, ani potępienia, ani poczucia wyższości. Po prostu stwierdza fakt.
     — Nie denerwuj się tak — mówi łagodnie. — Ciesz się po prostu tym, że możesz oddychać.
     Natychmiast zamieram. Wypowiedziane przez nią zdanie natychmiast głęboko zapada w moje serce. Pozostanie we mnie na długo po jej śmierci. Będzie moją wewnętrzną mantrą w chwilach, w których będę się denerwować drobiazgami
. Ciesz się po prostu tym, że możesz oddychać.

*

„Życie toczy się dalej!”. To chyba zdanie, które słyszałam wtedy najczęściej.
     „Owszem – myślałam sobie wtedy. – Życie toczy się dalej. Tylko jak
?”.
     […] W którymś momencie zrozumiałam, że nie zapanuję nad spustoszeniem, które dokonało się w moim wnętrzu, starając się je ignorować. Musiałam je uznać, zaakceptować, a potem rozpocząć porządki. Tylko w ten sposób mogłam odzyskać jakiekolwiek poczucie, że moje życie może dalej dokądkolwiek prowadzić.

*

Ale że pomimo wszystko wciąż funkcjonuję w o wiele dłuższych odcinkach czasu, zajmuję się rzeczami, których pozornie nie da się odłożyć na później, przede wszystkim pracą. Dziś, raz po raz, zadaję sobie pytanie, jak mogło mi się przydarzyć, że nie zauważyłam, w którym obszarze życia naprawdę niczego nie wolno odkładać na później.

*

Nie jestem już cała, jestem tylko połową tego, czym byłam kiedyś. Jakbym musiała się nagle uczyć, jak radzić sobie bez nóg albo bez rąk, a to proces, który przede wszystkim oznacza jedno: nieustanne porażki. Jednego dnia robi się kilka chwiejnych kroków i już się wierzy, że to jakiś postęp. Ale następnego nie udaje się zrobić nic, zamiera się w poczuciu całkowitej bezradności, z przekonaniem, że już nigdy nie będzie się chodzić. Czasem żal paraliżuje mnie całkowicie. Z upływem czasu nauczyłam się, że wtedy trzeba ten stan przeczekać, nie ma sensu z nim walczyć. Zwykle następnego dnia albo kolejnego z którejś strony pojawia się światełko, a potem człowiek jakoś się zbiera i mimo wszystko daje radę zrobić kolejny krok naprzód.

Charlotte Link, Sześć lat. Pożegnanie z siostrą,
przeł. Daria Kuczyńska-Szymala, Sonia Draga, Katowice 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 28 grudnia 2017

Autor zachwycił mnie… czym?… między innymi precyzją wypowiedzi. Niebywałej sprawności umysłowej nie miałam dość. Klik, klik. Książki, którą chciałabym przeczytać, zdobyć się nie da, ale była ta — przez rzekę prowadząca.

Pamiętam moje wyobrażenie o sensie życia, ciele, sprawności, które miałam dwadzieścia lat temu. Z dzisiejszej perspektywy jedne mnie śmieszą, drugie nie mieszczą się w głowie — czyżby wszystkie były przywilejem młodości, która przewidzieć nie mogła, co stanie się faktem?

Ta książka konfrontuje z różnymi wyobrażeniami, pytaniami, odpowiedziami. Konfrontuje mądrze — błyskotliwość Autora do ostatniego zdania nienaruszona chorobą. Kontaktuje z pragnieniami i urealnia skończoność naszych dni.

[Carol Blue, Posłowie] Wszystko było tak, jak być powinno, poza tym, że nie było. Żyliśmy w dwóch światach. Ten stary, który nigdy wcześniej nie wydawał się tak piękny, jeszcze nie znikł; a nowy, o którym nie mieliśmy żadnego pojęcia i tylko napawał nas strachem, jeszcze się nie wyłonił.

*

Ratownicy, którzy przybyli w  wielkim pośpiechu, potraktowali mnie z  niebywałą uprzejmością i profesjonalizmem. Długo się zastanawiałem, na co im potrzebne te wysokie buty, kaski i tyle ciężkiego sprzętu, ale teraz, kiedy wspominam całe to zajście, kojarzy mi się ono z bardzo łagodną, choć stanowczą deportacją, jakby wywożono mnie z  krainy zdrowia przez nieprzyjazną granicę, za którą zaczyna się terytorium choroby. Po kilku godzinach odprawy na posterunku granicznym, kiedy to wykonano sporo doraźnych badań mojego serca i płuc, lekarze pokazali mi komplet pocztówek z mojego wnętrza i oznajmili, że najbliższa przesiadka w tej podróży czeka mnie u onkologa. Na kliszach prześwietleń spoczywał jakiś cień.

*

Na idiotyczne pytanie „Dlaczego ja?” wszechświat ledwie zadaje sobie trud, by odpowiedzieć: „A  dlaczego nie?”.

*

[…] skłaniam się ku wielkiemu Wolterowi, który nagabywany na łożu śmierci, by wyrzekł się diabła, wymamrotał, że to nie czas na robienie sobie wrogów.
     Duński fizyk i noblista Niels Bohr zawiesił kiedyś nad drzwiami podkowę. Zbulwersowani przyjaciele zaprotestowali, że przecież on nie wierzy w tak żenujące zabobony.
     — Ani trochę — potwierdził Bohr z  zimną krwią. — Ale to podobno działa, czy się w to wierzy, czy nie
.

*

Powszechnie się przyjmuje, że pytanie „Jak się czujesz?” nie nakłada na ciebie obowiązku udzielenia wyczerpującej lub szczerej odpowiedzi. Toteż gdy ktoś mi je teraz zadaje, zazwyczaj mówię coś zagadkowego w rodzaju „Trochę za wcześnie, by to stwierdzić”. (A jeśli zainteresowanie moim samopoczuciem przejawia wspaniały personel kliniki onkologicznej, czasem posuwam się nawet do tego, by odrzec: „Chyba mam dzisiaj raka”.) […] Nie ma nic zabawnego w  uświadomieniu sobie nagiej prawdy materializmu, że nie mam ciała, lecz jestem ciałem.

*

Odwaga? Ha! Zostaw ją sobie na walkę, przed którą nie będziesz mógł uciec.

*

To chyba przejaw miłosierdzia, że bólu nie da się opisać z pamięci. Nie sposób też przed nim ostrzec.

*

Jak dotąd trwam w postanowieniu, by przyjmować wszystko, czym zarzuci mnie choroba, i zachować wojowniczą postawę, nawet mając na względzie nieuchronny koniec. Powtarzam, to nic ponad to, co ma do przejścia zdrowy człowiek, tylko że w  zwolnionym tempie. Taki jest nasz wspólny los.

*

A do tego te zwykłe określenia, jak „data ważności”… czy przeżyję moją kartę kredytową? Moje prawo jazdy? Ludzie mówią: „Przyjeżdżam w piątek, zastanę cię?”. Co za pytanie!

*

Ciało zamienia się z niezawodnego przyjaciela w kogoś obojętnego, a potem w perfidnego wroga… Proust?

*

[Carol Blue, Posłowie] „Jak to dobrze, że my to my” — odezwał się swoim doskonałym głosem.

Christopher Hitchens, Śmiertelność,
przeł. Radosław Madejski, Sonia Draga, Katowice 2013.
(wyróżnienie własne)



środa, 12 października 2016

Autor-Lekarz nie pierwszy tu. Zaczęłam wczoraj rano w tramwaju. Ucieszyłam się, budząc się w środku nocy — mogłam poczytać, znajdując się między śniącymi i chrapiącymi ukochanymi Duszami. Dziś rano, po porannym spacerze z Piesą w strugach deszczu, skończyłam, pijąc kawę.

Literki te zatrzymują, pozbawiają myśli obsesyjnie krążących wokół tego, co powinno się zrobić, odzierają z ważności. Na dobre czynią Oczywiste zupełnie nieoczywistym.

Ostatecznie należy pogodzić się z tym, że każdy z nas widzi tylko część obrazu. Lekarz widzi jeden fragment, pacjent drugi, inżynier trzeci, ekonomista czwarty, poławiacz pereł piąty, alkoholik szósty, facet od kablówki siódmy, hodowca owiec ósmy, indyjski żebrak dziewiąty, pastor dziesiąty. Ludzkiej wiedzy nie da się pomieścić w pojedynczym człowieku; jej źródło leży w związkach, jakie tworzymy z innymi i ze światem, i z tego względu nigdy nie będzie można uznać jej za kompletną.

*

[…] z pewnymi sprawami trzeba się zmierzyć osobiście, by móc je pojąć.

*

Tworzymy teorie naukowe, aby zorganizować świat i skutecznie nim manipulować, zredukować fenomeny do posłusznych wielkości fizycznych. Nauka opiera się na powtarzalności i obiektywizmie. Chociaż czyni ją to potężnym narzędziem do formułowania twierdzeń na temat materii czy energii, sprawia także, że wiedza naukowa nie ma zastosowania do egzystencjalnej, wewnętrznej natury ludzkiego życia, gdzie rządzi to, co unikalne, subiektywne i nieprzewidywalne. Nauka może oferować najbardziej użyteczne sposoby organizacji empirycznych, powtarzalnych danych, ale siła, która jej to umożliwia, pociąga za sobą niezdolność do zrozumienia najważniejszych aspektów ludzkiego życia: nadziei, strachu, miłości, nienawiści, piękna, zazdrości, honoru, słabości, determinacji, cierpienia, cnoty.
     Fundamentalne namiętności i teorie naukowe zawsze będzie dzielić przepaść
.

*

Kłopot z choroba polega na tym, że kiedy człowiek się z nią zmaga, nieustannie zmieniają się jego wartości. Nie wystarczy raz ustalić, co jest w życiu najważniejsze — trzeba to robić na bieżąco.  […]  Śmierć to sprawa jednorazowa; śmiertelna choroba to proces.

*

Może ci się nie udać, co nie znaczy, że jest to niemożliwe.

*

[…]  musiałem nauczyć się żyć w inny sposób — widząc w śmierci wspaniałego wędrowca, który pewnego dnia do mnie zawita, ale pamiętając przy tym, że dopóki nie umarłem,  żyję — nawet jeśli już umieram.

*

[…]  muszę przetłumaczyć własne doświadczenia na język, by móc je pojąć.  […]  Wiedziałem, że nie obędę się bez słów, jeśli chcę poczynić jakiekolwiek postępy.

*

Ciężka choroba nie zmienia życia, ona w jednej chwili całkowicie je niszczy.

*

W końcu dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji przy wyborze zawodu kieruje się właśnie tymi aspektami: płacą, a także środowiskiem i czasem pracy. Tylko że jeśli ktoś stawia styl życia na pierwszym miejscu, to szuka pracy, a nie powołania.

Paul Kalanithi, Jeszcze jeden oddech,
przeł. Łukasz Małecki,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 13 września 2016

Nie wiem, co jest w powieściach, że tak wolno je czytam — wręcz sylabizuję.

Dobrze się przy tej książce bawiłam. Zatrzymało mnie kilka scen, obrazów i zdań. Przemieniło mnie też. Przynajmniej troszkę.

Sadownik & Jabłoń:
(po plaży wczoraj szli i dyskutowali gdzie zalec)

Jabłoń:
Tak żeby poleżeć, bo czytam romansidło
i już mi niewiele zostało, by skończyć.

Sadownik:
Romansidło!?

Miłość była najstarszym, najbardziej bezwzględnym katalizatorem pod słońcem.
     Zwykle jednak zakochujemy się w czymś, czego nam brakuje i co odnajdujemy w drugim człowieku
.

*

Chciałam zawiązać węzeł, który przetrwa na zawsze. Ale nie z kimś innym. Z samą sobą.
     Przez całe życie próbowałam na wiele nienazwanych, nieokreślonych sposobów podłączyć się do kogoś innego
[…] i więcej już tego nie chciałam. Chciałam należeć do siebie.

*

Stałam bez ruchu, lecz w moim wnętrzu schodziła lawina, osuwały się dzieje całego świata.

*

Nie wiem, czy rozumie w większym stopniu niż ja, w jaki sposób to, że należę do siebie samej, pozwala mi pełniej należeć do niego. A ja po prostu wiem, że to prawda.

*

Dominic przypomniał mi, że „Bóg jest kołem, którego środek jest wszędzie, a obwód nigdzie”. Zobaczę, czy ma rację.

*

Są rzeczy, których nie sposób wytłumaczyć, chwile, gdy życie układa się w tak dziwny sposób, że można im przypisać cały słownik znaczeń. Zapach śniadania wydał mi się dokładnie czymś takim.

*

Zdumiewało mnie, ile musimy dokonywać nowych wyborów, milion razy dziennie — wybierając miłość, a potem wybierając ją ponownie. Jak bardzo może się różnić miłość od zakochania.

*

      — W Afryce ludzie z plemienia Sonjo powtarzali, że któregoś dnia wzejdą dwa słońca. Jedno słońce wzejdzie na wschodzie a drugie na zachodzie. I kiedy spotkają się na górze, to będzie koniec.
     […]
     — Masz na myśli koniec świata? — zapytał Mike.
     — Mam na myśli, że kiedyś wszystko się kończy. Gdzieś zawsze wschodzą dwa słońca. Takie jest życie. Coś się kończy, a potem zaczyna się coś innego. Rozumiecie?

*

Przede wszystkim trzeba poddać się temu, co się kocha.

*

     — Spróbuj spojrzeć na to z mojej strony, dobrze? — dodałam łagodniejszym tonem, ponieważ poprzednie zdanie zabrzmiało dość ostro.
     — Dobrze — odparł machinalnie, ale domyślałam się, że tego nie zrobi. To jedna z najgorszych rzeczy, kiedy żyje się z inteligentnymi ludźmi: tak bardzo przywykli do tego, iż mają rację, że nie wyobrażają sobie, aby mogło być inaczej
.

*

Niektórzy mówią, że się stoczyłam — to bardzo miło z ich strony. Ja się nie stoczyłam, ja zanurkowałam.

Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu, przeł. Andrzej Szulc,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 07 lipca 2016

Pamiętam dzień, w którym zobaczyłam okładkę tej książki w oknie księgarni. Pamiętam, bo świętowaliśmy z Sadownikiem. Gdy wróciliśmy do domu, sprawdziłam, czy jest ibuk — nie było. A to dziękuję. I zapomniałam.

Wczoraj Braszka zwróciła moją uwagę na ibuk… na ibuk, którego szukałam dziesiątego czerwca. Klik, klik. To, co czytałam, rzuciłam w kąt. No i… już po. Warta grzechu książka — lekarz  też człowiek, bardzo ciekawy człowiek.

[Iwona Głogowska] […] jak mówił ksiądz KaczkowskiJest później, niż się wydaje”. […] Dzisiaj, po latach pracy wiem, że jak jest coś ważnego w życiu, to nie wolno tego przegapić i trzeba się na tym skupić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy mnie trafi

*

[Tomasz Koziński] Nie jestem sędzią zawodowym, więc nie muszę oceniać innych. Dla mnie jest tylko jeden lekarz ważny, którego muszę oceniać. Ja sam. A reszta mi dynda.

*

[Tomasz Koziński] Kiedy wiem, że rozmowa była dobra? Kiedy pacjent płacze. Wiem, wtedy, że z tym człowiekiem jest dobrze, że ma dobrą reakcję i wiadomo, co dalej trzeba będzie robić. Najgorzej trzeba się martwić o osoby, które nic… próbują stworzyć pozór, że są z kamienia i wszystko przyjmą. Z tymi jest źle. Nie ma ludzi z kamienia.

*

[Tomasz Koziński] Jeżeli z pacjentem, nieważne, czy ma dwa lata, czy osiemdziesiąt, zaczynamy coś robić i nie wyjaśnimy mu tego dokładnie, to on się po prostu boi.

*

[Tomasz Koziński] Trzeba nauczyć się myśleć tak: „Ja nie muszę wyleczyć, to nie jest moje zadanie. Ja mam pomóc. Bez względu na to, co się dzieje, bez względu na to, co się stanie”.

*

[Dariusz Godlewski] […] dzieciom mogę powiedzieć, że do kina pójdziemy jutro, a burki [psy :)))] siądą i czekają. Nie ma „jutro”. To zmusza do aktywności i pomaga oczyścić umysł.

*

[Olga Rutynowska] Prawda jest jednak taka, że tu osiemdziesiąt procent, tu siedemdziesiąt, ale dla konkretnego dziecka i konkretnej rodziny to jest zawsze albo sto procent, albo zero.

*

[Dariusz Godlewski] Każdy błąd powinien mieć jednak wartość dydaktyczną i powinien się zdarzyć tylko raz.

*

[Dariusz Godlewski] Zawsze powtarzam, że nigdy nikt nie będzie wyleczony, jeżeli nie chce być wyleczony.

*

[Dariusz Godlewski] Mamy globalizację medycyny, ale nie mamy globalizacji świadomości. Nie rozmawiamy o chorobie nowotworowej, o jej konsekwencjach, bo to nadal temat tabu.

*

[Dariusz Godlewski] Nie jestem bogiem, to kardiolodzy są bogami! My, onkolodzy, jesteśmy jedynie żołnierzami frontowymi.

Joanna Kryńska, Tomasz Marzec, Onkolodzy. Walka na śmierć i życie,
The Facto, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

sobota, 04 czerwca 2016

Znalazła mnie w książce Pana Grzeli, na którą natknęłam się po tym, gdy Kaan wymieniła tytuł innej książki, która miała premierę dwa dni temu. Zamówiłam. Przyszła. Podczytywałam kawałkami między kilkoma innymi książkami rywalizującymi o moją uwagę. Krótko: książka, z książki, książce, książkami — ot, cała historia, a w zasadzie wstęp do historii z 1977 roku.

 [Ruta Wermuth-Burak] Nie opowiadał. Dał mi ją do przeczytania. Wpisał dedykację . I tam jest napisane: „Moja mała Rutko, ponieważ trudno mi powiedzieć całą historię mojej córki, to w tej książce jest to opisane. Jak chcesz, to sobie przeczytaj, a później pytaj. […]”

Remigiusz Grzela, Obecność. Rozmowy,
Drzewo Babel, Warszawa 2015.

Czytając, co rusz, zastanawiałam się, jak się czytało tę książkę Pani Rucie. Czytając, co rusz, płynęły łzy. Łzy, których wczoraj potrzebowałam.

     — Jeśli kochasz kogoś mocno — mówił później — możesz po prostu zapomnieć o innych sprawach. Słowa, jakie mówisz tej drugiej osobie, sposób, w jaki się do niej odnosisz, zmieniają wzajemny stosunek i dominują nad teraźniejszością.

*

     — Nie rozumiem, dlaczego wszyscy robimy wokół tego tyle zamieszania — zauważyła sucho. — Najgorsze, co może mi się przytrafić, to tylko to, że umrę.

*

Nic nie wydawało się ostateczne. Ani nadzieja, ani zwątpienie.

*

[…] nie przykładam wagi do danych statystycznych. Bo co one w gruncie rzeczy oznaczają? Jeśli rzecz dotyczy określonej osoby, mnie lub ciebie, wygląda to zupełnie inaczej, niż na byle jakim kawałku papieru. Mam dosyć tego ciągłego gadania o statystykach.

*

[…] potrafię teraz bardziej niż przedtem cenić rzeczy (przynajmniej te piękne) i ludzi (przynajmniej tych miłych).

*

     — Zależy jak się do tego zabierzesz — odpowiedział jej na to Wiktor. — Rzecz w tym, aby nie pytać, czy ktoś zatrudniłby ciebie, ale aby zdecydować, co ty chciałabyś robić, a potem starać się to urzeczywistnić.
     […]
     — Ale zanim odkryjesz, co to ma być, powinnaś znaleźć coś, co chciałabyś i co lubiłabyś robić. Coś, co robić warto, co dałoby ci zadowolenie i uczucie spełnienia.

*

Wiktor wyszedł do ogrodu, aby powiedzieć Arlocowi, że Jane już wie. Reakcja chłopca była całkiem rzeczowa.
     — Ależ wiedziała o tym już od dawna — oświadczył z przekonaniem.
     Wiktor uniósł ze zdziwieniem brwi.
     — Nie, nie rozmawiałem z nią o tym — odpowiedział na jego nieme pytanie. — Ale czułem to wyraźnie.

*

Miłość nie kończy się wraz ze śmiercią.

*

     — Być może, że ty naczytałeś się Freuda, ale ja nie czuję się winny. — powiedział.
     — Bzdury — wybuchnął na to w pierwszej chwili Ryszard, ale potem dodał łagodniejszym tonem: — Tato, człowiek zawsze czuje się winny wobec ludzi, których kocha.

*

     — Czy wciąż jeszcze sądzisz, że to właśnie ty miałeś wtedy rację?

*

Jest ogromna różnica pomiędzy świadomością, że ból można unicestwić, a myślą, że będzie trwał w nieskończoność.

*

W tym wszystkim musi tkwić jakaś symbolika, jakieś tajemne znaczenie.

Victor i Rosemary Zorza, Sposób na umieranie. Żyć do końca,
przeł. Rut Wermuth, Media Rodzina, Poznań 1999.
(wyróżnienie własne)

piątek, 19 lutego 2016

Zastanawiałam się wiele razy, czy w ogóle, a jeśli, to kiedy ukaże się ta książka w Polsce. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam ją w nowościach. Jeszcze ciepłą, na dobrą chwilę przed papierową premierą, czytałam — odłożywszy na chwilę czytanego mężczynę. Przeczytałam z uwielbieniem dla precyzji wypowiedzi, wnikliwości i przytomności Susan Sontag. Zamknęłam. Uleżeć musiały się wrażenia kilka dni.

To książka o naciekach kulturowych na trudnych przewlekłych czasożernych chorobach. Naciekach, które czynią te choroby jeszcze trudniejszymi i jeszcze bardziej zagrażającymi życiu. Niestety, choć książka ma swoje lata, nie straciła nic ze swojej aktualności.

Ale od metafor nie można się zdystansować, jedynie ich unikając. Należy je obnażać, krytykować, wałkować,  zużywać.

*

Nie jesteśmy ofiarami inwazji. Ciało to nie pole bitwy. Chorzy nie są ani nieuniknionymi ofiarami, ani też nieprzyjaciółmi. My — medycyna, społeczeństwo — nie zostaliśmy upoważnieni, by walczyć, nie przebierając w środkach… Co się zaś tyczy metafory, tej militarnej, parafrazując Lukrecjusza, powiedziałabym: oddajmy ją militarystom.

*

Autodefinicja Europy i krajów o europejskich korzeniach polega po części na tym, że Pierwszy Świat to miejsce, gdzie katastrofy tworzą historię, są czynnikami przemian, podczas gdy w biednych krajach Afryki czy Azji stanowią część cyklu, a zatem coś należącego do świata natury.

*

Aby uczynić jakąś rzecz rzeczywistą, należy powtarzać ją wciąż na nowo.

*

Siła metafory polega bowiem na tym, że przywołuje obraz choroby otoczonej tajemnicą, przesyconej zmyśleniami i nieodzownym fatalizmem. Nasze poglądy na raka i narzucone mu metafory są w dużym stopniu odbiciem powszechnych mankamentów naszej kultury: płytkiego stosunku do śmierci, niepewności względem uczuć, beztroskiej i rozrzutnej postawy wobec „problemów wzrostu”, niepowodzeń w budowaniu rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, które we właściwy sposób regulowałoby konsumpcję, i wreszcie naszych całkiem uzasadnionych obaw o naznaczony coraz większą przemocą bieg historii.

*

Lęk przed AIDS narzuca aktowi, którego istotą jest doznanie teraźniejszości (a także kreacja przyszłości), pewien szczególny stosunek do przeszłości, którą lekceważyć można jedynie z ryzykiem dla siebie. Seks nie wyłącza już partnerów, choćby na moment, ze sfery społecznej. Nie można go uznać jedynie za partnerstwo dwojga; jest łańcuchem przekazu sięgającym w przeszłość. „Pamiętajmy zatem, że kiedy ktoś odbywa stosunek płciowy, odbywa go nie tylko z jednym partnerem bądź partnerką, lecz ze wszystkimi, z którymi osoba ta obcowała w ciągu minionych dziesięciu lat”, brzmi uroczo obojętne na płeć partnera, złożone w 1987 roku oświadczenie sekretarza Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, doktora Otisa R. Bowena.

*

Kiedy zjawiska polityczne przyrównuje się obrazowo jedynie do chorób śmiertelnych, metafora zyskuje charakter szczególnie kategoryczny. Obecnie, kiedy zdarzenia lub sytuacje polityczne przedstawiane są w przenośni jako choroby, mamy do czynienia z wskazywaniem czyjejś winy i domaganiem się kary.

Susan Sontag, Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory,
przeł. Jarosław Anders, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

środa, 27 stycznia 2016

Nie znam ani jednej rodziny, która nie byłaby naznaczona doświadczeniem nowotworu czy raka: ktoś chorował, ktoś umarł, ktoś się leczył bądź leczy. Po śmierci Barbary Falandysz przeczytałam, że powiedziała: wszyscy umrzemy na raka oprócz szczęśliwców, którym uda się umrzeć na zawał, wylew albo w wypadku.

Sprawa dotyczy więc mnie, ciebie, naszych przyjaciół i bliskich, nas wszystkich. Może dlatego jest to książka, którą umieściłabym w kategorii „obowiązkowa lektura”, bo jest konkretna praca do wykonania przez ciebie, przeze mnie, przez nas wszystkich.

 

[…] chorych i zdrowych zdecydowanie więcej łączy, niż dzieli.

*

Pacjenci nie są konsumentami ani biernymi odbiorcami leczenia, tylko pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, którzy chcą być traktowani profesjonalnie i po partnersku w każdej sytuacji — także na szpitalnym oddziale, który nie może być utożsamiany ze swego rodzaju specjalistycznym punktem usługowym. Polityka ochrony zdrowia pozbawiona społecznych podstaw szybko staje się niebezpieczną dla naszej przyszłości hybrydą administracji, technologii i ekonomii. Niemal natychmiast następuje wówczas zmiana w hierarchii wartości: liczy się wyłącznie mierzona statystykami skuteczność, dla której wrażliwość, cierpliwość i dialog stają się przeszkodami.

*

Choroba nowotworowa obudowana całym zestawem emocji żyje w każdym pacjencie jeszcze długo po zakończeniu leczenia szpitalnego. Mam tu na myśli nie cykliczne kontrole, które nawet po kilku latach budzą strach, lecz świadomość, że przewlekła choroba zmienia wszystko.

*

Sam w odpowiedzi na te szepty pomyślałem, że z trudem, ale jednak zniosę to, iż moja choroba uchodzi za nieziemską, czy w inny, wciąż nie do końca zrozumiały dla mnie sposób nadzwyczajną.  Nie zaakceptuję jednak tego, że w związku z tym, że mam raka, muszę też mieć problemy ze słuchem. Tylko na tyle starczyło mi odwagi. Niestety, odwaga w takich sytuacjach pojawia się, podobnie jak rozbudowana refleksja, zazwyczaj długo po fakcie, kiedy jest już za późno, by zareagować.

*

[…] choroba ani nie pozbawia, ani nawet nie zawiesza marzeń, potrzeb czy indywidualnych cech charakteru.

*

Ból i strach nie odbierają przecież potrzeb emocjonalnych.

*

Zdrowie i choroba są naturalnymi elementami społecznego krajobrazu.

*

[…] nie można empatii zadekretować, opisać odpowiednią ustawą, a potem doprecyzować rozporządzeniem. Empatia jest tyleż kwestią indywidualną, ile sprawą społeczną i polityczną, a nawet szerzej — jest przecież również problemem filozoficznym. Trzeba odkryć w sobie jej potencjał i nieustannie go rozwijać.

Łukasz Andrzejewski, Polityka nowotworowa. Pamiętnik
praktyczno-teoretyczny
, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 10 maja 2015

Ufff, wybrałam. Cytaty. TA książka. TA Autorka, której nazwisko poznałam dokładnie tydzień temu. Autorka, ona sama i jej historia nie istniały w mej świadomości osiem dni temu. To pierwsza TAKA Książka!

Natychmiast chcesz podarować ją innej kobiecie, z którą łączy cię szczególna nić. Było dla mnie niezmiernie ważne, że nie przeżywam tej książki w samotności. Czytała się również gdzie indziej. We wspólnocie Kobiet arcyważnych dla mnie. Wdzięczna jestem ogromnie, że są w moim życiu.

Kiedy zostaje u ciebie zdiagnozowany nowotwór, czas zmienia nagle bieg. Zaczyna szaleńczo pędzić przed siebie i jednocześnie stoi w miejscu. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Siedem miesięcy. Wrażenia. Sceny. Promienie. Tomografie.

*

[…] człowiek musi dokonać wyboru między rodziną a własną godnością.

*

Może fale porwały nasz kajak, kiedy na chwilę straciliśmy czujność i nagle znaleźliśmy się na pełnym morzu. Może pozostaje nam już tylko wiosłować, płynąć z prądem, być przy sobie w trudnych chwilach i cieszyć się, jeżeli gdziekolwiek i kiedykolwiek dobijemy do brzegu. Może nie mogę dać ci nic więcej — nic z wyjątkiem tej pustki, którą gotowa jestem się dzielić.

*

Najwyraźniej istnieje coś, co przeraża mnie jeszcze bardziej niż nowotwór. To myśl, że musiałabym się zatrzymać. [...]
     — To będzie dla pani przełom. Nauczy się pani współczuć samej sobie. Nauczy się pani, jak być pacjentką. — Kiedy tego słucham, mam ochotę owinąć kroplówkę wokół jego szyi i mocno pociągnąć.

*

Wychowałam się w Ameryce — kraju, w którym wartość mają tylko marzenia, przyszłość, produkcja. Nie istnieje czas teraźniejszy. To, co jest teraz, nie znaczy nic — liczy się tylko to, co może zostać stworzone, zbudowane, lub wykorzystane z tego, co już jest. Oczywiście ta sama zasada dotyczyła także i mnie. Sama w sobie nie miałam wartości. Nie pracując, nie podejmując wysiłku, nie starając się niczego osiągnąć czy udowodnić — nie miałam ani prawa, ani powodu, żeby tu przebywać. Samo życie było nieistotne, jeżeli do niczego nie prowadziło. Jeżeli drzewo nie jest drewnem, domem, stołem, to jaka ma wartość?

*

Miłość nieustannie się rozrasta, więc potrzebuje miejsca, powietrza, ruchu, wolności. Zauważam, że kocham dużo mocniej, kiedy nie podejmuję żadnych zobowiązań dotyczących tego, w jaki sposób będę kochała.

*

Tak wiele w życiu zależy od sposobu obudowywania i nazywania rzeczy.

*

Zawsze szukałam miłości. Okazało się, że miłość nie wymaga poszukiwań.

*

[…] być może cała ta historia wcale nie jest moja.

*

Co by było, gdybyśmy w chorobie nie byli stadium czy statystyką, tylko pewnym procesem? A gdybyśmy postrzegali raka jako zdarzenie podobne do złamanego serca, zmiany pracy, pójścia do szkoły — i w podobny sposób uczące nas wielu rzeczy? Co by było, gdybyśmy zamiast być wykluczani i definiowani za pomocą jakiejś ostatecznej kategorii, byli traktowani jak osoba w trakcie przemiany mogącej wzbogacić jej duszę, otworzyć serce?

Eve Ensler, W trzewiach świata. Wspomnienia,
(przeł. Maria Zawadzka),
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...