Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: litera perspektyw

czwartek, 07 grudnia 2017

Zaczęło się od audycji. Potem klik, klik. Wczoraj pan listonosz przyniósł. Ten tekst — całe dwadzieścia stron — czytałam jako drugą książeczkę z tej serii.

Zachwycił mnie sam pomysł na serię, płynący z serca w poprzek trendom globalnego odmóżdżania ludzi, ale i z uwzględnieniem smutnawej rzeczywistości, która jest efektem wspomnianego odmóżdżania — człowiek współcześnie ciosany, nienawykły do czytania, ma nie lada kłopoty z umiejętnością skupiania uwagi. Malutkie, chudziutkie książeczki w serii, o której można przeczytać słowa:

W miejsce przywiązania do spektaklu polskości, europejskości, Polski Walczącej czy kariery senior managera — potrzebujemy odwagi błądzenia, wędrowania, migrowania. Tym, co łączy nas z innymi jest właśnie wspólne doświadczenie istot, które dziwią się samym sobie.

Te małe książeczki odpowiadają na tę potrzebę, robią dobrą robotę — wprawiają w zadumę nad nieoczywistością oczywistego. Ta konkretnie skierowała moją uwagę ku tym, których kocham, ku tym, których przyjaźń cenię sobie najbardziej. Przywilejem jest mieć przyjaciół, ale jest nim również sama świadomość posiadania przywileju bycia człowiekiem „oprzyjaciołowionym”.

Bo też czymże jest przyjaźń, jeśli nie bliskością taką, że nie sposób przedstawić sobie ani jej obrazu, ani pojęcia? Rozpoznać w kimś przyjaciela znaczy nie potrafić rozpoznać go jako jakiegoś”. Nie można rzec „przyjaciel” tak, jak mówi się „biały”, „włoski” czy „ciepły” — przyjaźń nie jest własnością czy jakością przedmiotu.

*

Przyjaźń to współudział poprzedzający wszelki podział, ponieważ do rozdania ma sam fakt istnienia, życie samo.

Giorgio Agamben, Przyjaciel, przeł. Sebastian Matuszewski,
Oficyna Bractwa Trojka, Poznań 2017.

czwartek, 02 listopada 2017

To czytanie, wzruszenie i zamyślenie pośrednio zawdzięczam dwóm osobom. Biały Kruk ponad rok temu podesłał mi książkę — tak, kilka miesięcy później, „poznałam” Justynę Dąbrowską, jej wrażliwość i delikatność. Również w zeszłym roku Kaan oswoiła mnie z dziwnie brzmiącym nazwiskiem Tulli. Gdy w nowościach książkowych pojawił się duet Tulli–Dąbrowska, nie było na co czekać — polowałam, upolowałam i jestem pod wrażeniem.

[M. T.] Człowiek, który nie wie, ma szansę się  zatrzymać. […] Wątpliwości chronią też przed nienawiścią. Nie da się wyprodukować nienawiści, kiedy stajemy zdumieni i nie wiemy, co myśleć.

*

[M. T.] Jeśli widzę, że się nie da, nie brnę. W porządku, myślę sobie, widocznie tak ma być. Próbuję zrozumieć, ale na tym koniec. Nie uganiam się za tymi, którzy chcą odejść.

*

      [J. D.] Ja miałam szczęście, moja nauczycielka puszczała nam muzykę klasyczną i prosiła, żebyśmy ją malowali.

*

[M. T.] Moją mocną stroną jest brak ambicji. Brak ambicji pozwala mi znieść wiele innych rzeczy, nie tylko tę, że gram niedobrze. To wielki atut. Chroni przed zniechęceniem.

*

[M. T.] Piękne są tylko rzeczy nieoczywiste, a z nich tylko te, które w to nieoczywiste wnoszą sens i porządek.

*

[M. T.] Znajdując właściwe słowo, kontaktujemy się z tym, czego doświadczyliśmy, i z własnymi emocjami.

*

[M. T.] A życie najbardziej jest mi potrzebne do tego, żeby robić coś swojego, jeśli tylko mam co jeść i mam wybór.

*

[M. T.] Kiedy myślę o jakimś człowieku, z którym mam do czynienia, przede wszystkim zastanawiam się, jaka nas łączy relacja. W czym jest zwyczajna albo w czym dziwna, co mnie w niej trzyma, co mnie z niej wyrzuca.

*

[M. T.] Stawianie pytań bardzo rozwija, nawet jeśli nie od razu przychodzą odpowiedzi. Samo to, że próbujemy coś zrozumieć, jest pracą uczącą.

*

[M. T.] Zauważ, jaki wymowny jest sens szarpania. To odbieranie delikwentowi równowagi, żeby własną odzyskać, bo nam ją zniszczył, kiedy szukał swojej.

*

[M. T.] […] nikt nigdy mnie nie przeprosił za szarpanie, a zwłaszcza za poniżanie. A co by się zmieniło, gdyby mnie ktoś przeprosił – można spytać. Bardzo dużo by się zmieniło. Reguły, jakie w dzieciństwie są wobec nas stosowane, wpływają na naszą osobistą mapę stosunków ze światem. Między innymi wyznaczają nam granicę między tym, co dopuszczalne i co niedopuszczalne. Pokazują, gdzie się zaczyna przemoc, gdzie się zaczyna pogarda.

*

[M. T.] Przeprosić jest bardzo dobrze, to upewnia osoby skrzywdzone, że coś, co je spotkało, nie powinno się było wydarzyć i nie należy uważać tego za normę.

*

[M. T.] Mówi się, że spotkanie z samym sobą jest najważniejszym spotkaniem w życiu. Ale kto to taki – ja sam? Naczynie, do którego nalało się trochę świata. Spotkanie z samym sobą jest spotkaniem ze światem, jak wszystko, czego doświadczamy.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

Chciałabym ładnie napisać o tej książce. Chciałabym napisać ładniej, a ja tylko umiem wybrać cytaty, pogrupować i podzielić, bo tak dużo z nich chciałabym mieć pod ręką. I zachwycić się pięknym projektem zdjęć Mikołaja Grynberga.

[M. T.] Ostatnio szukałam określenia dla formacji, która doszła u nas do władzy, zapisałam na karteczce i doznałam ulgi.
     [J. D.] Co zapisałaś?
     [M. T.] „Prawicowi anarchiści”. Im by się to nie spodobało, bardzo by protestowali. To określenie chwyta coś, czego nie robią w świetle dnia.

*

[M. T.] Słyszę, że rozpaczamy po „odpędzeniu od koryta”. Ale myślę, że umniejszenie wolności boli nieporównanie bardziej niż utrata przywilejów. Zresztą, jak ogromna większość tych, co rozpaczają, wcale nie utraciłam przywilejów. Nigdy ich nie miałam.

*

[M. T.] Jeśli ktoś przeciwstawia demokracji sprawiedliwość, od razu przestaję mu ufać i nie spodziewam się ani demokracji, ani sprawiedliwości.

*

[M. T.] […] na manifestacjach nie mam ochoty krzyczeć. I coraz bardziej bym chciała, żeby to były protesty milczące. Dlaczego tak? Tysiące milczących postaci to wielka siła. Milczenie w takiej masie jest trudniejsze od krzyku, ale bardziej donośne. Nie zużywa się – inaczej niż hasła. Brzmi szlachetniej i trudno je przeinaczyć, dopisać mu coś, czego nie było. Nic nie wskazuje na to, że jest mniej skuteczne.

*

[M. T.] Jedni boją się utraty wolności, drudzy utraty tożsamości. Wszyscy potrzebujemy i wolności, i tożsamości, ale okazuje się, że w różnych proporcjach.  […] Jedni wybierają wspólną tożsamość, drudzy swobody obywatelskie. Jedna energia karmi się wspólnotową dumą, druga karmi się indywidualną godnością.

*

[M. T.] „Ale przecież artykuł 197 mówi, że Sejm reguluje tryb pracy Trybunału”. Jakbym słyszała coś takiego: „Może i mijam się z prawdą, i co mi zrobicie? My was zmusimy, żebyście żyli w takiej prawdzie, jaka nam się podoba”.
     [J. D.] I nie interesuje nas wasze zdanie.
     [M. T.] I nie interesuje nas wasze zdanie. Jesteśmy demokratami, więc do was nie strzelamy, i to powinno wam, jak również światu, wystarczyć. Ale stan spraw ma to do siebie, że się zmienia. Jak nie w jedną stronę, to w drugą. Więc najpierw – cieszcie się, że do was nie strzelamy, a potem, być może – nie zmuszajcie nas, żebyśmy zaczęli strzelać.
     Efekt jest taki, że w końcu będziemy się bali wszyscy. Bo ci, którzy rządzą twardą ręką, nie sypiają spokojnie. A im gorsze mają sny, tym bardziej chcą wszystkich wokół zastraszyć
.

*

     [M. T.] Polska ma być wielka albo nie będzie jej wcale? Dlaczego? Inni mogą nie być wielcy i mimo to mieć prawo do życia, a my nie? To pomysł, który znamy z innych podwórek, z innych czasów: „Będziemy albo wielcy, albo martwi”. A w naszej lokalnej wersji jest jeszcze okrutniejszy: „Wielcy tylko, kiedy martwi”. Czy to nie jest znak nienawistnego traktowania samych siebie?

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.

*

fot. Mikołaj Grynberg, tamże.

Chciałabym ładnie napisać o tej książce. Chciałabym napisać ładniej, a ja tylko umiałam zakreślać fragment koło fragmentu, zamyślać się, zgadzać się i zachwycać. Chyba nic innego nie umiem wcale.

      [M. T.] To wojny stwarzają uchodźców, nie na odwrót. Dobrze by było o tym pamiętać. Winna jest nienawiść, a nie ten, kto przed nią ucieka.
      [J. D.] Nienawiść niszczy też nienawidzącego.
      [M. T.] Niszczy wszystko i zostawia za sobą spaloną ziemię.

*

      [J. D.] Lęk, że spotka nas coś nieznanego, trudnego do przewidzenia.
      [M. T.] Na pewno spotka nas coś nieznanego. Europa ma się czego obawiać, bo coś ma. Pokój, wolność, dobrobyt, szacunek dla własnych obywateli. Gdybyśmy nic nie mieli, nie balibyśmy się, że to stracimy, ale gdybyśmy naprawdę byli świadomi tego, co mamy, bardziej byśmy cenili wspólną Europę.

*

[M. T.] Dawać tak, żeby dar nie ciążył, to wyższa szkoła jazdy, tego nie mamy w podstawowym wyposażeniu.

*

[M. T.] Nasza sytuacja w tej części świata jest luksusowa, ale już pod znakiem zapytania. Póki nie nadciągnął znak zapytania, nie wiedziałam, że jest luksusowa. Budzę się we własnym łóżku. A niektórzy już go nie mają.

*

[M. T.] „wstajemy z kolan”. Wszyscy zamierzamy „wstać z kolan” w tej części Europy. Czyli zająć więcej miejsca, pokazać więcej twardości, żadnych uprzejmości dla nikogo, nic innym nie oddać, dać odczuć potęgę naszej arogancji i wymusić możliwie dużo.
     [J. D.] Ciekawe, co będzie, jeśli Niemcy też postanowią wstać z kolan.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską,
Jaka piękna iluzja, SIW Znak, Kraków 2017.


czwartek, 26 października 2017

Poluję na Heroinę. Coś mnie tknęło, by zobaczyć, co jeszcze napisał Autor i mocno się zdziwiłam. I nie zastanawiałam się ani chwili.

Dukaj, dukaj — zagrzewałam się wczoraj do czytania w ulu — bo fantastyczne książki już na ciebie czekają! Dukałam, wydukałam. I z przyjemnością wbiłam zęby w święte oczywistości, które dla mnie są głęboko obrazoburcze od lat — 1128, be, 2304, poświęceni w kraju i poza.

Utwierdziłam się w przeczuciu, że katolicyzm to jednak ściema i pseudochrześcijaństwo, a polski katolicyzm to karykatura pseudochrześcijaństwa. Dekalog, wydawało mi się, że go znam — jeśli jesteś katolikiem, to też ci się tylko wydaje.

Tomasz Piątek jest właściwą osobą w roli autora tej książki, bo jak sam pisze, jest ewangelikiem i dlatego pozwala sobie sądzić, że jego krytyka Jana Pawła II jest bardziej zasadnicza, niż gdyby wynikała tylko z jego lewicowych czy lewicowo-liberalnych poglądów.

Ta książka ma sześć lat i ni cholery nie chce stać się zamierzchłą historią. Amen?

Jeśli wierzyć informacjom w rożnym czasie podawanym przez katolików, to Słońce kręci się dookoła Ziemi, w Kościele katolickim nie ma pedofilii, polscy księża są aniołami niesłusznie oskarżanymi o sprowadzanie samochodów bez cła przez spisek żydowskich oszczerców.

*

Czemu zamiast aborcji [Jan Paweł II] nie zakazał wyzysku? Cyniczny neoliberał-katolik odpowie, że wyzysku nie da się zakazać? Ja na to zapytam: a aborcji się da?

*

Skąd idiotyczne przeświadczenie, że seks przedmałżeński bez prezerwatywy jest mniejszym grzechem niż z prezerwatywą? Popełniając cudzołóstwo z użyciem prezerwatywy, łamiesz przykazanie „Nie cudzołóż”. Popełniając cudzołóstwo bez użycia prezerwatywy, łamiesz przykazania „Nie cudzołóż” i „Nie zabijaj”. Bo igrasz cudzą i swoją śmiercią. Powtarzam, skąd idiotyczne przeświadczenie o tym, że bez gumki grzech jest mniejszy? Z tak zwanego nauczania Jana Pawła II. Strażnik świętości życia czy apokaliptyczny Jeździec Zarazy?

*

Wojtyła współczesną cywilizację zachodnią nazywał cywilizacją śmierci. I miał bardzo dużo racji. Ale to, do czego sam przyczynił się w kwestii AIDS, trudno określić nawet taką nazwą. To dziki triumf śmierci, orgia śmierci, czarna msza śmierci zupełnie niecywilizowanej.

*

Nie, Jan Paweł II nie był autorytetem dla całego świata. „Uważam, że to oszust — powiedział Truman Capote. — Uważam, że to oszust, bo czytałem jego wiersze”. Cały świat, włącznie z Trumanem Capote, podziwiał Jana Pawła II za medialną sprawność.

*

Czy możemy być dumni z kogoś, kto uczynił tyle zła?

*

Po raz kolejny w historii Polska to krajobraz po bitwie. Polaków rzucono na bruk i sterroryzowano bezrobociem przy aprobacie Jana Pawła II, który to wszystko pokropił święconą wodą. […]
     Wielu komentatorów twierdzi, że Wojtyła przehandlował swoją akceptację dla neoliberalnej transformacji w zamian za zakaz aborcji i związany z nim „pakiet ograniczenia swobód seksualnych”. To by znaczyło, że przehandlował jedno świństwo za drugie świństwo.
     Jaki jest efekt tej transakcji?
     Ciężko harujemy. Źle zarabiamy. A jeśli zarabiamy lepiej, to poza krajem. Kościół, wmuszając nam zakaz aborcji, nauczył nas, że nasza wola i nasze życie nie liczą się wobec woli Watykanu
.

*

Kościół katolicki, ze swoimi symbolami i ze swoim klerem, jest w Polsce wszechobecny. I nie chodzi tu tylko o to, że kler święci samochody, rowery, tornistry, że wciska się ze swoim krucyfiksem do każdej klasy szkolnej i do każdej apteki, do seriali telewizyjnych i do programów publicystycznych, do nauki technik seksualnych i do kursów szydełkowania. Przede wszystkim Kościół katolicki wcisnął się do umysłów.

*

Kościół katolicki robi Kościołowi czarny PR.
     I to jest jedna z najpoważniejszych przyczyn etycznego niedorozwoju Polaków
.

Tomasz Piątek, Antypapież,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 26 września 2017

Nim razem wyjdziemy, dokładnie za tydzień, na ulicę.

Feminizm, jak zauważyła pisarka Marie Sheer w 1986 roku, „to radykalny pogląd, że kobiety są ludźmi”, pogląd, którego nie przyjęto jeszcze powszechnie, ale który mimo wszystko się szerzy.

*

Zarówno twierdzenie, że wszystko jest już jak należy, jak i powtarzanie, że nigdy nie będzie lepiej, są sposobem na to, by dojść donikąd, albo żeby uniemożliwić sobie dojście dokądkolwiek. Obydwa podejścia zakładają, że drogi wyjścia nie ma lub że jeśli jest, nie musicie lub nie możecie nią podążyć. Możecie.

*

Feminizm dąży do tego, by zmienić coś, co jest bardzo stare, powszechne i głęboko zakorzenione w wielu, jeśli nie w większości, kulturach świata, w niezliczonych instytucjach i w większości domów na Ziemi — a także w naszych umysłach, od których wszystko się zaczyna i na których wszystko się skończy.

*

„Zbierasz to, co zasiałaś” może oznaczać, że sama ściągasz na siebie klątwę, czasem jednak to, co posiałyśmy, wzrasta bujniej, niż mogłyśmy mieć nadzieję.

*

Zjawisko pouczania kobiet o tym, że i dlaczego są nieszczęśliwe i stracone, nie zniknęło.

*

[…] kot wyszedł z worka, dżiny uciekły z butelek, puszka Pandory jest otwarta. Nie ma powrotu. Wciąż jednak liczne siły próbują nas wepchnąć na dawne miejsce albo przynajmniej zatrzymać. W chwilach największego pesymizmu myślę czasem, że kobiety muszą wybierać — między karą za brak podporządkowania a ciągłą karą, jaką jest podporządkowanie.

*

Wciąż jednak nierówność płci postrzegano jako problem kobiet. Podobnie jednak jak rasizmem, także mizoginią nie mogą skutecznie zajmować się jedynie jej ofiary. Mężczyźni, którzy to zrozumieli, rozumieją także, że feminizm nie jest spiskiem, mającym na celu pozbawienie ich praw, ale kampania na rzecz wyzwolenia nas wszystkich.
     Musimy wyzwolić się od tak wielu rzeczy: na przykład od systemu, który nagradza konkurencję, bezwzględność, myślenie w kategoriach krótkoterminowych rozwiązań i nieustępliwy indywidualizm, systemu, który zarazem niszczy środowisko i promuje nieograniczoną konsumpcję — możecie go nazwać kapitalizmem. Wciela on to, co najgorsze w maczyźmie, niszcząc zarazem to, co najlepsze na Ziemi. Mężczyźni częściej lepiej się do niego dopasowują, ale w rzeczywistości nie służy on nikomu z nas
.

*

Oto droga. Być może ma tysiąc mil, ale kobieta, która nią idzie, bynajmniej nie znajduje się dopiero na początku. Trudno mi powiedzieć, jak daleko musi jeszcze zajść, ale wiem, że mimo wszystko nie zawróci — i że nie idzie sama. Być może jest nas już niezliczenie wiele — kobiet, mężczyzn i osób należących do bardziej interesujących płci.

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Eksperyment myślowy proponuję: przeczytaj poniższe cytaty ze zrozumieniem, a potem pomyśl o jednej osobie publicznej, która jest przeciw związkom dwojga ludzi, bez względu na ich płeć. Ubawiłam się odrobinkę, myśląc o pewnej panience i malutkim kawalerze — pięknie oganiali się od rozumu i uczuć, czyli życia.

[…] sam pomysł, że instytucja małżeństwa może objąć dwie osoby tej samej płci, możliwy jest jedynie dlatego, że feministki wyrwały małżeństwo z hierarchicznego systemu, którego część stanowiło, i wymyśliły je na nowo jako związek między równymi. Ci, których przeraża równość małżeńska, są, na co wskazuje wiele znaków, tak samo przerażeni wizją równości w parach heteroseksualnych jak równością par tej samej płci.

*

Równość małżeńska stanowi zagrożenie: dla nierówności. Jest też darem dla każdej i każdego, kto ceni równość i z niej korzysta. Jest dla nas wszystkich.

*

Życzliwość i delikatność nigdy nie miały płci, nie miała jej także empatia.

*

[…] u podstaw leży zmiana w wyobraźni, dzięki której zmniejszają się niewiedza, lęk i nienawiść […].

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

Mała i chuda książeczka — dziewięć esejów. Jednocześnie to wielka i ważka książka. Dopiero czytając ukryte w niej znaczenia, zrozumiałam, że moje dziecięce pragnienie, by „być małomówną i miłą dziewczynką”, było nie tylko niedoścignionym ideałem, ale również zinternalizowaną opresją.

Możność opowiedzenia własnej historii za pomocą słów lub obrazów już jest zwycięstwem i jest już buntem.

*

Rzecz wymaga czasu. Mijamy kamienie milowe, tak wiele osób jednak podróżuje tą samą drogą we własnym tempie, niektóre idą wolniej, inne starają się zatrzymać każdego, kto rusza do przodu, kilka zwraca się wstecz lub trwa w pomieszaniu, niepewne, jaki obrać kierunek. Nawet w naszym własnym życiu zdarza nam się cofać, upadać, trwać, próbować ponownie, gubić się, a niekiedy wykonywać wielki skok, znajdować coś, o czym nie wiedziałyśmy, że tego szukamy, nadal pozostawać, od pokoleń, pełnymi sprzeczności.

*

[…] Chip Ward, mówi o „tyranii wymiernego”, o tym, że to, co daje się zmierzyć, niemal zawsze zdobywa pierwszeństwo przed tym, czego zmierzyć nie można: prywatne zyski przed dobrem publicznym, szybkość i wydajność przed przyjemnością i jakością, to, co użyteczne, przed tajemnicami i znaczeniami, które mogą przyczynić się do naszego przetrwania — i do czegoś więcej niż przetrwanie: do życia, które stawia sobie jakieś cele, i do wartości, które będą istniały dłużej niż my i sprawią, że nasza cywilizacja będzie cokolwiek warta.

*

Praca twórcza dokonuje się zawsze w sposób nieprzewidywalny, zawsze wymaga przestrzeni do wędrówki, odrzuca plany i systemy. Nie można jej sprowadzić do powtarzalnych formuł.

*

Źródłem nadziei jest dla mnie to, że po prostu nie wiemy, co się jeszcze wydarzy, a także to, że rzeczy nieprawdopodobne i niewyobrażalne wydarzają się z dużą regularnością.

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat,
przeł. Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)


*

Ana Teresa Fernández, Aquarius (źródło).

Oglądając czarno-białą ilustrację w książce,
nie mogłam uwierzyć, że to obraz, a jednak.

poniedziałek, 25 września 2017

Wśród moich znajomych i przyjaciół nie ma osób, które głosowały na Falangę+ — co, pomyślałam sobie, jest dowodem na to, że wszyscy my, otorbieni, żyjemy w swojej bańce (jakby nie patrzeć) ludzi sukcesu. Sukcesu, bo nawet jeśli nie zawsze wszystko spina się od pierwszego do pierwszego, wszyscy robimy w życiu to, co chcemy robić.

Sic! Żyjemy na mentalnym osiedlu zamkniętym! — pomyślałam ze zgrozą jakiś czas temu, gdy po raz kolejny usłyszałam, że polskiej falandze nie maleje wcale. I zrozumiałam, że nie imigranci wiszą na płocie i grożą śmiercią tym, co w środku.

Ciekawe, czy Pierwszy Świat, największe grodzone osiedle bogatych, do którego należymy, zdąży się ogarnąć — pomyślałam, słuchając audycji o tej książce. Czy nauczy się słyszeć, a potem słuchać? Czy jest w stanie zobaczyć inne, równie prawdziwe, perspektywy. Pan Gadomski nie umie…

Nie czekałam na niską cenę tej książki. Czekałam, aż skończę książkę o izmach. Pomysł na to, by patrzeć na duet kapitał i praca/demokracja jak na relację, wyjątkowy, trafiony i bardzo obrazowy — jak dobrze, że Autora też ujął (szare cytaty to przygody tej relacji).

[Herbert] Kitschelt proponuje spojrzeć na pracę. A mówiąc precyzyjnie, na jej typ i związany z tym zestaw doświadczeń. To o wyznacza nam przecież we współczesnym świecie horyzont myślowy. To on definiuje, z kim się zadajemy i jaki mamy tryb życia. Praca otacza nas więc trochę jak bańka mydlana, a my często nawet nie wiemy, że siedzimy w jej wnętrzu. Zdaniem Kitschelta bezpośrednią konsekwencją owej bańki jest to, że praca dość precyzyjnie wskazuje również na nasze poglądy polityczne.

*

Kapitał i praca to dwa najważniejsze środki produkcji, a każdy z nich ma swoją wizję ładu politycznego. Generują więc dwa wielkie żywioły reprezentujące ich hierarchie interesów i wrażliwość. Kapitał wykreował sobie wolnorynkowy kapitalizm. Praca stworzyła demokrację.

*

Symboliczna data ślubu kapitalizmu z demokracją to dopiero rok 1945. Miłości nie było tu zbyt wiele. Raczej chłodna kalkulacja. Układ był od początku jasny. Masy pracujące i reprezentujące je partie lewicowe zgodziły się na kapitalizm. Praktyczny wyrazem tej zgody były fundamentalne gwarancje dla własności prywatnej, której nawet legalnie wybrany parlament nie mógł odtąd zawiesić bez odszkodowania.

*

Czarę goryczy przelały wreszcie doświadczenia lat 2008–2014, gdy kapitalizm po raz kolejny wziął pracę/demokrację pod but i oświadczył, że to ta ladacznica znowu wszystko przehulała, po czym z uciułanych przez nią pieniędzy (podatki) spłacił swoje długi z kasyna (nacjonalizacja strat sektora finansowego) i ponownie przystąpił do „zaciskania pasa” (fala polityki austerity w latach 2010–2014), dziwiąc się, że demokracja (a wraz z nią praca) nie może się już nawet podnieść z podłogi.
     Autorem metafory nieudanego pożycia kapitalizmu i demokracji jest niemiecki ekonomista Wolfgang Streeck
.

*

Gdy praca się im [lewicy] żaliła, że już z tym kapitałem dłużej nie wytrzyma, ta sączyła je do ucha: „Musisz, dasz radę, takie są realia, pamiętaj o dzieciach”, po czym za jej plecami w najlepsze sobie z kapitałem flirtowała.

*

Pamiętacie? Praca leży, bo kapitał bił. Nierówności to więc jakby rany na ciele ofiary. Zakładanie, że wszystkie mogą się pięknie wygoić, jest naiwnością.

*

[…] gdzie właściwie tak naprawdę mieszkają kapitał i praca. I czy nie jest przypadkiem tak, że już dawno nie jest to wspólny adres.

*

[Kapitał]  Ostatecznie ten zysk zawdzięcza nie tylko sobie. Pracę wziął? Wziął! Z instytucji oraz infrastruktury (fundowanych ze środków publicznych) skorzystał? Skorzystał! Technologii użył? No użył! To niech nie struga wariata i nie mówi, że nie powinien się dzielić!

*

[…] przyszłość zawsze zaczyna się dziś.

*

Internet, GPS, ekrany dotykowe, baterie, mikroprocesory. Żaden z tych przełomowych wynalazków nie powstał (jak już wspomniałem) w prywatnym garażu któregoś z przedsiębiorców Doliny Krzemowej. Zostały opracowane za publiczne pieniądze, a biznes je po prostu wziął i wstawił do swoich produktów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że od dwóch–trzech dekad ten sam biznes próbuje nas przekonać, że nic takiego nie miało miejsca.

*

Kapitał się już bowiem z pracą spotkał, z czego urodziła się jakaś wartość ekonomiczna. Po czym kapitał oświadczył, że to właściwie jego dziecko, a praca niech się cieszy, że może sobie na nie popatrzeć w co drugi albo co trzeci weekend. A i to z łaski.

*

[…] błąd polega na przeświadczeniu, że najpierw trzeba wytworzyć dobra, a dopiero potem je dzielić. Czyli że zajmiemy się nierównościami, jak już będziemy bogaci (brzmi znajomo, prawda?). A na razie nie ma o czym mówić. Problem tylko w tym, że w rozwoju ekonomicznym nie ma żadnego „najpierw” i „potem”. Wytwarzania bogactwa nie da się oddzielić od procesu jego podziału. Dzieje się tak dlatego, że reguły podziału wpływają na wielkość wyprodukowanego ciastka.

*

[…] nierówności po cichu i bezszelestnie rozbijają spójność społeczną. Sprawiają, że ludziom tylko się wydaje, że są członkami tej samej politycznej wspólnoty, podczas gdy tak naprawdę żyją jakby w różnych światach.

*

 […]  w ostatecznym rozrachunku celem nie jest wskazanie winnego, tylko wyjście ze wspólnych tarapatów.

Rafał Woś, To nie jest kraj dla pracowników,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 29 sierpnia 2017

1/3. 2/3. Trzecia z trzech. To, co mają wspólne, to doświadczenie, którego nie można zagłuszyć, zahuczeć, skreślić. Możesz negować, nie wierzyć, ale to niczego nie zmienia — ci ludzie doświadczyli właśnie tego i już. Pytanie brzmi: czy chcesz posłuchać?

Gdy czytałam tę książkę, co chwilę łapałam się na tym, że moje osobiste doświadczenie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, o której istnieniu nie miałam pojęcia — doświadczyłam „tylko” konsekwencji ostracyzmu społecznego i rodzinnego. Pierwszy kosztował mnie kilka lat życia. Drugi, nie bez emocji i łez, olałam. Pierwszy dużo dziamgał ustami obcych ludzi. Drugi zabijał milczeniem. Był w moim/naszym życiu tylko jeden moment, gdy miałam serdecznie dość i chciałam się poddać. Powiedziałam wtedy coś w stylu: no trudno, tak trzeba… Sadownik przytomnie i bardzo stanowczo zareagował: dzieci? proszę bardzo, wchodzę w to pod jednym warunkiem, że tego chcesz. Nie chciałam. Nigdy.

Nowe dla mnie po tej książce są świadomość, że żyję poza normą, bo w moim życiu „normą” są marzenia, wypływające z głębi nas samych, co jak zobaczyłam normą nie musi być — w sumie dlaczego miałoby być? — oraz świadomość szczęścia, które mam, dzieląc życie z Sadownikiem, który, teraz widzę to gołym okiem, też spoza normy się urwał.

Zamiast pytać: „Czy to możliwe, że to prawda?”,
moglibyśmy zapytać: „A jeżeli to prawda?”. Co wtedy?
Arthur Bochner

*

Jest taka powszechna prawda, takie założenie, że my wszystkie chcemy mieć dzieci i nie będziemy szczęśliwe, jeśli nie będziemy ich miały. […] Istnieje silna dychotomia między treściami przekazywanymi przez społeczeństwo a twoimi uczuciami.

*

[…] jest ważne i konieczne, by zarżnąć wszystkie święte krowy, wszystkie „wartości”, ideologie i samousprawiedliwienia, na których się wychowaliśmy, by sprawdzić, gdzie wpadamy w sieci stereotypów i konformizmu; gdzie okłamujemy samych siebie […]. By sprawdzić z chirurgiczną precyzją eufemizmy, które stały się dla nas tak „normalne” i „naturalne”, jak przekazy „dzieci są radością, dzieci są błogosławieństwem”, „krew nie woda” lub „rodzina jest najważniejsza”. Jeśli nie będziemy ostrożni i świadomi destrukcyjnej siły tych eufemizmów, staną się one częścią naszego społecznego, kulturowego DNA i będziemy przekonani, że tak powinno być po wsze czasy.

*

[…] kiedykolwiek alternatywny sposób myślenia wkracza do ludzkiego życia, opowiada on nie tylko o samej alternatywie, ale o wspólnych sposobach myślenia; tych przyjmowanych za rzecz oczywistą koncepcjach, na których się opieramy, najczęściej nawet tego nie zauważając.

*

W głębi duszy, gdzie żyje prawdziwe ja, kiedy czegoś nie chcesz, nawet gdy nie ma wyraźnego powodu, nie miałoby znaczenia, czy wieś bądź cały kontynent dołączyłby do ciebie w osiągnięciu tego. Gdzie jest ostra i silna niechęć, która nawet nie potrzebuje słów i jest pozbawiona definicji i wyjaśnień, nic nie ma znaczenia. „Nieznaczynie”.

*

Uznaję to za irytujące, że każdy zakłada, iż wymagająca kariera lub niepohamowany hedonizm są w centrum życia nie rodziców. […] Ludzie cały czas mówią o dylemacie między „karierą” a „dziećmi”, ale może są tacy, którzy nie chcą obu.

*

Myśl, że macierzyństwo samo w sobie, per se, może być dla kobiet nie do wytrzymania, jest bardzo często postrzegana jako niemożliwa, ponieważ jest to rzekomo racja bytu kobiet.

*

Słuchaj, znasz moje myśli i uczucia i jeśli możesz podać mi rękę, po prostu podaj mi rękę.

*

[…]  jakie są konsekwencje przemilczania żalu nad macierzyństwem? Kto płaci cenę za próbę udawania, że on nie istnieje?
     Ta książka kładzie nacisk na to, że kobiety, które nie chcą być matkami, matki, które nie chcą albo chcą być matkami, i dzieci są tym, którzy płacą cenę, ponieważ wszyscy oni ponoszą rzeczywiste konsekwencje tych społecznych porządków, czyniących je, czyniących nas, nosicielami układów, które z pewnością mówią językiem troski za nas, ale często służą innemu, a nie nam samym
.
     […] jestem przekonana, że powinna istnieć możliwość wyboru, by zapewnić, że więcej kobiet będzie paniami swoich ciał, życia i decyzji. Fakt, że zostawanie niczyją mamą wciąż wiąże się ze stereotypami, sankcjami i karami, pokazuje, że możliwości wyboru faktycznie nie istnieją.

*

[…] mamy do czynienia z emocjonalnymi mapami, które są o wiele bardziej skomplikowane niż pojedyncza główna droga, która rzekomo istnieje na jedynej mapie według koncepcji przyjmowanych jako rzecz oczywista.

Orna Donath, Żałując macierzyństwa. #regrettingMotherhood,
przeł. Elżbieta Filipow, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...