Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: skandynofilizm

czwartek, 07 czerwca 2018

Miała premierę w tym samym dniu co Paddy & Gordon i książka Mroza dla Sadownika i Białego Kruka. Wiedziałam, że się ukaże, tydzień wcześniej. Przykuła mnie muminkowa kreska na okładce i jeden z cytatów w podczytniku:

To, że żadna z was w żadnym momencie nie spytała mnie o moją historię, wywoływało we mnie i nadal wywołuje wielki smutek.

Była „oczywistością” po Recepcie, choć nie wiem dlaczego. Gdy tylko spojrzałam na okładkę, otwierając książkę, zobaczyłam inaczej słowo „spadek”: po każdej relacji coś nam zostaje, coś zostaje w nas. Pomyślałam o człowieku, którego nie widziałam ponad ćwierć wieku. Pomyślałam o osobie, o której nie myślałam kilkanaście lat. Pomyślałam o ludziach, których od lat nie chcę widzieć w swoim życiu. Po każdej z tych osób coś mam — (odpowiednio) wdzięczność, za to, czego mnie nauczył; niesłabnące zadziwienie, że mogłam dać się tak wkręcić; niechęć i świadomość, że razem nam nie po drodze, choć „powinno” być po drodze, bo więzy krwi.

Po raz pierwszy w życiu żałowałam, że nie umiem norweskiego, by móc czytać komentarze, przyglądać się dyskusjom, które przetoczyły się w kraju powieści. To bardzo ważna książka odsłaniająca pewien mechanizm funkcjonowania w rodzinie.

Choć w książce wielki lej po jeszcze większym bum, w życiu nie musi wydarzyć się nie wiadomo co, by zostać wykluczonym z rodzinnego łona, a potem oskarżonym, że „gdybyś tylko inaczej”  i obarczonym odpowiedzialnością za „kiepski” stan rzeczy. Każdy, kto tego doświadczył, znajdzie siebie w tej książce i mam nadzieję, że mu ulży, bo choć według Tołstoja każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób to mechanizm zamiatania pod dywan jest dziwnie ten sam. Możliwość konfrontacji z tym, co jest, nie zawsze jest dostępną opcją dla wszystkich członków rodziny — wymaga odwagi i zmusza do podjęcia decyzji, a to wymaga pewnej dojrzałości, a nie tupania nóżką w rytm refrenu „bo tak musi być”. Czasem po prostu lepiej odejść, co nie znaczy, że będzie łatwiej. Czasem trzeba odejść, by nie porzucić siebie.

Wszystko łączy się ze wszystkim. Żadne zdanie nie jest niewinne dla tych, którzy nastawiają uszu, żeby zrozumieć.

*

Bo krzywo patrzył. Bo widział z innej strony. Bo nie tylko mówił: to jest prawda. Ale pytał: co jeszcze jest prawdą.

*

[…] dla tych, którzy stają do konfrontacji ze swoimi ojcami i rodzinami, nigdy nie kończy się to dobrze.

*

[…] nie ma rozwiązania, gdy nic nie następuje we właściwej kolejności. Ten, kto zawiódł, nie może być chwalony za przyznanie się do winy, dopóki cierpienie, smutek i wściekłość osoby zawiedzionej nie zostaną zaakceptowane. Bez tego skrucha trafia jak kulą w płot. To prawo natury, mamy to zapisane w samym rdzeniu, ta kolejność jest nie do przeskoczenia.

*

Nie jest problemem, kiedy sympatyzujesz z jedną stroną konfliktu, powiedział Bo, problem jest wtedy, kiedy sympatyzujesz z obiema. Problem jest wtedy, kiedy obie strony są ofiarami i identyfikują się z rolą ofiary, potrzebują jej i wykorzystują ją na wszelkie sposoby, i nie chcą z niej zrezygnować.

*

[…] myślałam, że umrę, ale nie umarłam, jakoś to wytrzymałam, bo człowiek jest tak mądrze skonstruowany, że to, co wyparte, przerażające, nieznośne, wyłania się w chwili, kiedy jesteś w stanie sprostać takiej konfrontacji.

*

Roland Barthes powiedział do przyjaciela, że uczucie przemija, ale smutek zostaje. Przyjaciel odpowiedział: nie, uczucie powraca, tylko poczekaj.
     Uczucie powraca
.

*

[…] czy naprawdę sądzili, że można zacząć wszystko od nowa, jakby historia nie istniała, jakby historię można było usunąć, wymazać, mimo że wszystkie wojny na ziemi pokazywały, że historii nie da się pominąć, zamieść pod dywan, a jeżeli chce się uchylić destrukcyjne znaczenie historii dla przyszłości, należy wyłożyć na stół wszystkie wersje historii i je zaakceptować.

*

Kim ty jesteś, pytałam siebie, kim chcesz być i jaką miarą chcesz siebie mierzyć.

*

[…] chciała wyrazić swoje zdanie, ponieważ jeśli ludzie nie wyrażają swojego zdania, jeśli nie stawiają na swoim, jeśli nie są wierni swoim przekonaniom, tylko po prostu dają sobą manipulować, nie protestując przed całym światem, świat zejdzie na psy, bo ludzie będą połykać żaby, aby przypodobać się innym, aby uniknąć nieprzyjemności będących następstwem powiedzenia nie, i dlatego świat schodzi na psy, a ona nie chciała dłużej przykładać do tego ręki […].

Hjorth Vigdis, Spadek, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 14 maja 2018

Drugi tom miał premierę w środę w środku marca. Ten — trzeci — też w środę, prawie dwa miesiące później. Ostatnia środa obrodziła premierami — wśród nich podejrzanie dużo książek, na które ostrzę sobie zęby. Majowy środowy kryminał towarzyszył mi przy kilku porannych kawach. Nie śpieszyłam, ale i tak się skończył.

Paddy i Gordon — myślę i uśmiecham się natychmiast. Pang! W tym szwedzkim dziecięcym kryminale wciąż zadziwia mnie delikatność, z jaką wplatana jest w opowieść dydaktyczna nitka — zero smrodku.

I tylko z jednym w tej książce nie zgadzam się wcale: będziesz głupi i zły w swoim życiu jeszcze nie raz i całe Twoje szczęście! Bo to jedyny sposób, by się rozwijać, by stawać się tym, kim masz być, by lepiej rozumieć siebie, innych i świat.

     — On, ona albo oni to rozlazłe i okropne typki — powiedziała Paddy.
     — Ach tak — chrząknął Gordon.
     — To wygląda naprawdę przerażająco — mówiła dalej Paddy. — Może on, ona albo oni chcą mnie przestraszyć?
     — Ach – odparł Gordon i poczerwieniał.
     — Albo może on, ona albo oni chcą coś powiedzieć? — ciągnęła Paddy.
     — Używaj słowa „Duch” — zaproponował Gordon. — Jak mówisz on, ona, oni, bardzo komplikujesz... Duch!
     — Uch — westchnęła Paddy, która bardzo nie lubiła duchów. — Ale jeśli Duch chce straszyć, to on, ona albo oni nie powinni tak po prostu odchodzić…

*

Gordon pachniał świeżą pościelą, ciastkami i wesołą książką. Chociaż na posterunku pozostał tylko zapach dawnego Gordona

*

To najgorsze, co może się zdarzyć. Najstraszniejsze. Wszystko inne to właściwie głupstwa.
     No bo co się dzieje, kiedy ktoś kradnie orzechy? Chodzi tylko o to, żeby je zwrócił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś dokucza? Chodzi tylko o to, żeby przeprosił.
     Co się dzieje, kiedy ktoś tajemniczo drapie? Chodzi właściwie tylko o to, żeby poprosić tego Ducha, żeby poszedł do domu spać.
     Ale dwoje zaginionych dzieci? To jest tak straszne, że aż chce się płakać
.

*

To dobrze, że tak się różnią [Paddy i Gordon].

*

Muszę teraz zapisać ważną rzecz.
     Przez chwilę mruczał coś pod nosem, a potem przeczytał na głos to, co napisał.
     Jest tyle rzeczy, których się boimy. Ale jest tylu miłych i dobrych, którzy chcą nam pomóc. I wcale nie jest pewne, że jest ktoś złośliwy

*

[…] ktoś, kto nie wie, co się stało, niewiele z tego zrozumie.
     — Ale my rozumiemy, moja najlepsza przyjaciółko Paddy — powiedział Gordon. — I z całą powagą obiecuję, że nigdy więcej nie będę głupi i zły
.

*

*

Wszyscy mają spać spokojnie.
Dobranoc! Dzień dobry!

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Jeszcze jedna sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 22 marca 2018

Nie, nie skończyłam jeszcze tego „tomu”. Odłożyłam go na rzecz innej książki, na którą od dłuższego czasu polowałam, której wcale nie czytam, lecz połykam.

Nim odłożyłam, zatrzymały mnie poniższe słowa. Zatrzymała mnie głęboko ukryta w nich dla mnie prawda, koncepcja, podejście? A może okoliczności, w których się znajduję, sprawiają, że te słowa rezonują ze mną w szczególny sposób i wciąż mnie poruszają? Jedno jest pewne: to ważne cytaty na dziś, na jutro, na potem i na zawsze… dla mnie.

Mieć nadzieję, stawiać wszystko na jedną kartę i przyjmować to, co przynosi życie — to była nasza strategia.

*

[…] żyć to znaczy przebywać zawsze w pobliżu śmierci.

*

[…] to, co piękne i dobre, nabiera znaczenia dzięki łączności i wymianie między nami a światem, dzięki naszej otwartości na świat. Rzeczy i zdarzenia same w sobie nic nie znaczą. Znaczenie otrzymują poprzez swój wydźwięk, echo, które w nas wywołują.

Karl Ove Knausgård, Wiosna, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, 19 marca 2018

Odrobina myślenia magicznego i doskonale wiem, skąd piątkowa zamieć śnieżna i weekendowy napad zimy — stąd, że nie skończyłam książki kończącej tę porę roku. Nie skończyłam, nie mogłam przejść do trzeciego tomu i wiosna nie mogła przyjść.

Skończyłam dziś nad ranem. Dziś formalnie kończy się zima, ale dla mnie jutro nie początek wiosny, ale jej środek — czas na trzeci tom.

Z drugiej strony, pomyślała zima, sypać śniegiem to wszystko, co potrafię. I jestem w tym naprawdę dobra. Po co porównywać się do lata? Jesteśmy jak dzień i noc, słońce i księżyc. A jeśli nie prószę śniegiem, kim wtedy jestem? Nikim. Wtedy jestem nikim. Wtedy to pieprzone cudowne lato może triumfować przez całą wieczność. Wtedy nikt nie stawi oporu temu zarozumiałemu idiocie.
     I tak zima postanawia sypnąć śniegiem. Nie trochę, nie z wahaniem, nie z przesadną ostrożnością, ponieważ wie, że śnieg to jedyne, co ją wyróżnia, a teraz chce pokazać, kim jest. Zamierza wypełnić śniegiem cały krajobraz, okryć go szczelnie po samą szyję, tak aby wszyscy zapomnieli o lecie i myśleli, że zawsze będzie zima. Zapakować ich wszystkich w śnieg i mróz. O, tak! Będą marznąć i będą się ślizgać, odgarniać śnieg łopatami i jeździć pługami śnieżnymi. Szkoły zostaną zamknięte, a samochody ugrzęzną w zaspach. Ludzie będą wygrażać niebu pięściami, przeklinając zimę
.

*

[…] wieczorami, w żółtym świetle latarni, można było zobaczyć trzech, czterech chudzielców zjeżdżających z górki na butach: jeden przechylony do przodu jak narciarz zjazdowy, drugi wyprostowany, jakby to się nie działo naprawdę, jakby znajdował się w innej sytuacji, na przykład gawędził z kimś na skrzyżowaniu dróg, trzeci chwiejący się i kołyszący ciałem przypominającym wycior do fajki. Jednak nikt nie ślizgał się szybciej ode mnie, dzięki moim magicznym kozakom, które los podarował mi tak niespodziewanie. I jeśli porównam tamto dziecko, którym wtedy byłem, z tym mężczyzną, którym teraz jestem, i powiem, że szczęście dziecka jest tyle samo warte co szczęście mężczyzny, tamte tygodnie były chyba najszczęśliwsze w moim życiu: to był jedyny raz, gdy osiągnąłem wszystko, o czym marzyłem.

*

Nikolai Astrup*, The Way Home.

*

Dla samych siebie jesteśmy zawsze tym, kim jesteśmy, dla innych zaś tym, co się wynurza, nadciąga razem z nami i po jakimś czasie znika.

*

Wszyscy zawsze coś czują i zawsze są w jakimś nastroju. Może ta relacja odbija się w sposobie, w jaki o tym rozmawiamy. Kiedy mówimy, że ktoś jest pogodny lub przygnębiony, to znaczy, że uczucia i nastrój mają taki sam wpływ na jaźń, jak nastrojenie instrumentu ma wpływ na muzykę.

*

[…] nasze dusze przypominają dinozaury: są wielkie jak domy, poruszają się ciężko i powoli, lecz przestraszone lub rozgniewane są śmiertelnie niebezpieczne, nie cofną się przed niczym, by zranić lub zabić. Próbuję przez to powiedzieć, że chociaż z zewnątrz wszystko może wydawać się wiarygodne, wewnątrz zawsze dzieją się zupełnie inne rzeczy, innego rzędu wielkości. Podczas gdy jakieś słowo z zewnątrz jest tylko słowem, które upada na ziemię i znika, wewnątrz może stać się czymś ogromnym i trwać w tym stanie przez wiele lat.

*

Poza tym były tak piękne! Wtedy sądziłem, że piękne ubrania, buty i kozaki uczynią mnie pięknym albo ładnym, jak dzisiaj bym się wyraził. O tym, że bycie pięknym – albo ładnym – nie jest warte zachodu, przekonałem się dopiero kilka lat później, gdy te same kozaki stały się czymś, czego za nic w świecie bym nie włożył.

*

Kiedy to się dzieje, trudno powiedzieć, ponieważ czas mitologiczny jest również ambiwalentny, jakby przeszłość, teraźniejszość i przyszłość leżały obok siebie i jakby to, co jeszcze się nie wydarzyło, wpływało na to, co dzieje się teraz, równie mocno jak na to, co już się wydarzyło.

*

[…] każda pojedyncza chwila, w której się znajdujemy, jest otwarta we wszystkich kierunkach, jakby miała troje lub siedmioro drzwi, jak w baśniach, prowadzących do pokoi, które kryją różne przyszłości. Te hipotetyczne rozgałęzienia czasu znikają z każdym dokonywanym przez nas wyborem […].

*

[…] dom jest tym miejscem, do którego nie można wejść, lecz trzeba zostać wpuszczonym. Jest to również miejsce, gdzie nie odgrywa się ról, jest się sobą. Jeśli musisz grać, jeśli musisz kogoś udawać, wówczas jesteś gościem we własnym domu. Goście to ludzie, którzy przebywają czasowo w miejscu, które nie jest ich domem.

*

[…] wszystko wywołuje wspomnienia. Wspomnienia nastrojów, nie zdarzeń.

Karl Ove Knausgård, Zima, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Nikolai Johannes Astrup*
(1880–1928)

Nikolai Astrup*, Morning in March.

*

Myślałem wtedy o ogniu jak o stworzeniu, z osobnym życiem, niezależnym od materiału, z którego powstał, o kapryśnym usposobieniu, bo w jednej chwili mógł wić się i wyginać w różne strony, rzucać z trzepotem to tu, to tam, jakby z wściekłości albo udręczenia, a chwilę później stał spokojnie, wyprostowany na baczność, i wyciągał się ku niebu, jakby osiągnął spokój ducha. […] Właśnie to, co ponadczasowe, przywołujemy, rozpalając ognisko, i właśnie to jest tak piękne i tak przerażające. Przed ogniskiem stoimy jak przed odchłanią.

(tamże)

Nikolai Astrup*.

______________
* poznany dzięki wydłubaniu Go z tej książki.

niedziela, 18 marca 2018

Georginia trzymała rękę na pulsie. Inaczej o tej książce bym się nie dowiedziała. Klik, klik, zamówiona, odczekana kilka dni, odebrana. Piękny papier, wspaniałe ilustracje. Kolejny doskonały picture book. I szwedzki! — ucieszyła się skandynaponka we mnie.

Bohater ma trzynaście lat, a książka, w której go spotkacie, dedykowana jest dla nastolatków. Hmmm, byliśmy nastolatkami, niektórzy z nas byli „inni”, więc karty tej publikacji mogą stać się bezpiecznym powrotem do przeszłości. Czy tylko chwilowym „powrotem do przeszłości”?

Śmiem twierdzić, że im dłużej jest się z tą książką, tym łatwiej odnajdujemy uczucia, które bywają również naszym udziałem w dorosłym życiu. Może to właśnie one, choć tak trudne i dojmujące, pomagają nam stać się jeszcze bardziej ludzkim człowiekiem, ruszyć w dalszą drogę, nie ustawać.

Tak dobrze mi szło mówienie „nie”,
że zapomniałem, jak się mówi „tak”.

*

Jestem i nie jestem tym, kogo widać w lustrze.

*

Bliskość
to może coś,
co należy odnaleźć w sobie.

*

*

Gdy mój wzrok napotkał spojrzenie
dziadka, zobaczyłem siebie.
Albo dokładniej:
byliśmy jednym i tym samym.

*

*

Zgadzam się, że każdy jest dla siebie swoim największym wrogiem.
Ale jeśli wszystko jest jednocześnie swoim przeciwieństwem,
to każdy z nas może być też dla siebie najlepszym przyjacielem.

Anna Höglund, O tym można rozmawiać tylko z królikami,
ilustr. Anna Höglund, przeł. Katarzyna Skalska,
Zakamarki, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, 16 marca 2018

Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!

Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

*

Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie?
     […]
     […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć.
     […]
     […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne.
     […]
     I po chwili powiedziała do siebie:
     — Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę
.

*

Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.

*

     — Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro.
     — Aha — odpowiedziała Paddy.
     — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi...
     — Może mówił pan tak dla żartu?
     Gordon powoli pokręcił głową.
     — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać
.

*

Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy.
     — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon
.

*

Westchnęli oboje.
     — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


*

(tamże)

środa, 07 marca 2018

Ile można czytać tylko Mortkę. Zwłaszcza że piąty tom zaczął się mocno i z przytupem. Wypad ku czemuś innemu między mortkowymi rozdziałami zrobiłam.

Nie tknęłabym tego Autora, zraziłam się do niego jakiś czas temu. Ale tę książkę poleciła mi wrażliwa kobieta — nie zastanawiałam się ani chwili. No i mam, poza zachwytem, trzy kolejne tomy tego cyklu przed sobą. Nie będę się śpieszyć — będę się delektować tą kontemplacyjno-refleksyjną książką złożoną w hołdzie Życiu.

Nie żebym był codziennie zaskoczony, bo przecież wiem, że słońce wstaje każdego ranka, a jego światło sprawia, że ciemności ustępują. Chodzi bardziej o to, że dzieje się to na wiele różnych sposobów i, co chyba najważniejsze, wywołuje poczucie fundamentalnego dobra.

*

Tajemnica przebaczenia polega na tym, że tworzy ono przestrzeń, miejsce głęboko we wnętrzu człowieka, gdzie inni ludzie nie mają władzy, gdzie inni nic nie znaczą, i kiedy dotrze się do tego miejsca, człowiek odnajduje siłę, której nikt nie jest w stanie mu odebrać.

*

Wędrówka ptaków żyje we mnie swoim własnym życiem. Nie myślę o tym, ale to jest we mnie, w strumieniu uczuć i wrażeń, które czasem zastygają w obrazach. Nie tak wyraźnych ani czytelnych jak fotografie, ponieważ to, co zewnętrzne, nie odbija się w nas w ten sposób, lecz w postaci rys i zadraśnięć: kilka czarnych wierzchołków drzew, niebo, a potem ten dźwięk, odgłos wielu par skrzydeł łopoczących w górze. Ten dźwięk budzi uczucia. Co to za uczucia?, zastanawiam się, siedząc przy biurku i pisząc te słowa. Tak dobrze je znam, ale wyłącznie jako emocje, nie jako myśli czy pojęcia.

*

Bez języka świat by zarósł: każde słowo jest jak niewielka polana.

*

Tylko to, co wycieka przez palce, tylko to, czego nie sposób wyrazić słowami, ubrać w myśli, tylko to w pełni istnieje. Taka jest cena bliskości: człowiek tego nie widzi. Nie wie, że to jest to. A gdy to się kończy, wtedy to dostrzega.

*

Czterdziestolatek rozumie, że ograniczenia będą trwać do końca życia, ale wie również, że przez cały czas, czy się tego chce, czy nie, czy się jest tego świadomym, czy nie, tworzą się nowe warstwy charakteru, rodzaj wiedzy i poznania, które nie są skierowane do przodu, w stronę tego, co ma nadejść lub co przyniesie dzień, lecz ku temu, co tu i teraz, w tym, co człowiek robi każdego dnia, w tym, co o tym myśli i co z tego rozumie. To jest doświadczenie. Po sile dwudziestolatka nie ma śladu, wola słabnie, ale życie staje się bogatsze.

*

Gdyby jakiś fotograf […] zrobił nam zdjęcie, i to zdjęcie wylądowałoby w jakiejś książce, którą ktoś otworzyłby za sto lat, jak wiele z naszego życia, które toczy się tu i teraz, byłby w stanie wyczytać z fotografii?
     Przyglądalibyśmy mu się w milczeniu. […] Wszystko, co istnieje między nami i co jest właściwie jedyną wartością, która ma dla nas znaczenie, byłoby niewidoczne.

*

Guziki istnieją poza strefą wynalazków, nowinek technicznych i postępu, i chociaż z biegiem lat pojawiały się nowe metody łączenia elementów garderoby, na przykład zamek błyskawiczny i rzepy, guziki wciąż trzymają się mocno. Dzieje się tak dlatego, że w przypadku guzika stosunek formy do funkcjonalności jest idealny, nie ma miejsca na żadne udoskonalenia. Dzisiejszy guzik jest niemal identyczny z tym z XV wieku.

*

Bywa, że zatrzymujesz na nim [człowieku] wzrok nieco dłużej, bywa, że od razu go odwracasz; w ciągu życia patrzymy w tysiące par oczu, z których większość przemyka niezauważona, aż tu nagle trafiasz na takie, w których jest coś, co ci się podoba, i dla których byłbyś gotów zrobić niemal wszystko, by przebywać w ich pobliżu. Co to takiego? W takiej chwili nie widzisz źrenic ani tęczówki, ani twardówki. Widzisz duszę, to jej archaiczne światło wypełnia oczy, i właśnie to, patrzenie w oczy osobie, którą kochasz, gdy miłość jest najsilniejsza, jest największym szczęściem.

*

[…] dobrze jest przeczytać wiersz kończący się obrazem czegoś konkretnego i znaleźć w nim jakieś oparcie, by to, co niewyczerpane, mogło się spokojnie rozwinąć.

*

Myślę o tym każdego dnia, że liczy się to, co teraz, że właśnie teraz, w ciągu tych lat, dzieją się najważniejsze rzeczy. Moje wcześniejsze życie staje się coraz bardziej odległe.

Karl Ove Knausgård, Jesień, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kryminał ulubiony mam. Znam kilku wielbicieli szwedzkiego, podobno dobrego. Przeczytałam pierwszy w życiu szwedzki kryminał, tylko że dla dzieci. Potrzebowałam dzisiaj ciepła i dobra na zaklinowany aparat ruchu. Dostałam. Pang!

W dziupli była tylko ona i orzechy i w zupełności jej to wystarczało.

*

Wiewiórka ostrożnie usiadła na krześle i zaczęła opowiadać długą i zawiłą historię, która najpierw nie mogła się zacząć, a potem nie chciała się skończyć.

*

Komisarz Gordon nie lubił strasznych zdarzeń. Najbardziej lubił trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym. Najlepiej byłoby, gdyby nigdy nic strasznego się nie działo.

*

Rano komisarz Gordon obudził się w samym środku snu. Śniło mu się, że biegł po ścieżce szybciej niż sarna. Wdrapywał się na drzewo zwinniej niż wiewiórka.

*

     — Chyba wiecie, co to jest miłość? – zapytała.
     — Ja jestem za stary – westchnął komisarz.
     — A ja za mała – powiedziała Paddy
.

*

     — Niewiele z tego rozumiem — powiedziała, dmuchając na herbatę.
     — Nie trzeba rozumieć — odparł komisarz. — Najważniejsze to czuć, że wszystko jest w porządku
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.


*


(tamże)

czwartek, 19 października 2017

Te cytaty zabieram na Drogę ku zdrowiu, ku sobie, ku temu wszystkiemu, czego dziś wyobrazić sobie nie umiem.

Tworzymy domy, które są odbiciem nas jako ludzi.

*

Nasze osobiste drogi do dobrego samopoczucia są unikatowe i wymagają świadomości tego, w jakim punkcie życia się znajdujemy i czego nam brakuje na danym etapie.

*

Mój osobisty lagom nie jest twoim lagom.

*

Oczekiwanie na coś dobrego nigdy nie jest zbyt długie.
przysłowie szwedzkie

*

Zachowanie właściwego tempa to sztuka.

*

To, czego chcemy, bywa cienką zasłoną przykrywającą to, czego naprawdę potrzebujemy — tym samym zajęcie się podstawowymi potrzebami może jednocześnie zaspokoić nasze zachcianki i przybliżyć do pełni szczęścia. To jest właśnie sedno lagom: chodzi o to, by upewnić się, że realizujemy nasze potrzeby w taki sposób, by osiągnąć pokój i pełnię, niezależnie od tego, czego chcemy w życiu.

*

Każdy człowiek tworzy swoje własne szczęście.
przysłowie szwedzkie

Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(tamże)

Cztery różne kraje. Cztery różne perspektywy. Cztery książeczki, czyli książki-drobiazgi, ale jaka moc! Pomyślałam dziś rano.

Przychodziły do mnie w różnym czasie, zmieniając bezpowrotnie moje podejście do życia. Pierwsza — kaizen. Druga — mininawyki. Trzecia — hygge. Czwarta — ta, czyli lagom! W głębi duszy jestem Szwedką. Jestem lagomerką — początkującą, średniozaawansowaną, ale i od urodzenia!

Ta książka jest cenna, bo jest napisana nie przez rodowitą Szwedkę, tylko „z wyboru”, co sprawia, że niezauważane przez Szwedów od pokoleń oczywistości, stają się jeszcze jedną kwestią, cechą, własnością, nad którą warto się pochylić.

Lagom organizuje sposób patrzenia, działania i istnienia. Nie odnosi się jedynie do konkretnych momentów intymności i przytulności, jak duński etos hygge. Stanowi fundament szwedzkiej mentalności. Nieustannie porządkuje ogród naszego życia, usuwając niepotrzebne gałęzie i wyrywając chwasty. Zostawia tylko to, czego naprawdę potrzebujemy, i redukuje stres.

*

[…] największa zaleta lagom — uważność.

*

Lagom budzi naszą świadomość i zachęca, by wciąż zadawać pytania. Chce, byśmy żyli, mając poczucie celu, i byli pełni dociekliwej uważności, która wciąż kwestionuje  nasze działania, poprawia styl życia, chroni to, co dla nas ważne.

*

Zdobywanie nowych umiejętności bywa wyzwaniem. Niewykluczone, że kilka razy upadniemy, ale najważniejsze to znów wstać i ruszyć przed siebie.

*

Wplotłam najbardziej atrakcyjne nici lagom w bogatą tkaninę mojego życia […].
     Lagom nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale jest mentalnym luksusem, który rozkwita, gdy nasze podstawowe potrzeby są odpowiednio zaspokojone.

*

[…] małe, ale świadome zmiany popychały nas ku równowadze, w której wszystkie ważne w naszym życiu rzeczy trafiają na swoje miejsce, ponieważ poświęcamy im wystarczająco dużo czasu.

*

[…] trzymamy  w domu tylko to, czego potrzebujemy i co kochamy, uważnie dobierając kolejne rzeczy.

*

Lagom zasiewa ziarnka zadowolenia i chce, by wykiełkowały z nich pąki radości i satysfakcji.

*

Często powtarzam, że Szwecja to najbardziej  otwarte ze społeczeństw złożone z najbardziej zamkniętych w sobie ludzi.

*

Kontrolując i podając w wątpliwość podejmowane decyzje, możemy zmodyfikować poglądy i odnaleźć idealną przestrzeń.

*

Porażki się zdarzają, najważniejsze to podnieść się i zacząć od nowa, kiedy to możliwe.

*

Presja, jaką na siebie wywieramy, często wynika z nadmiernego zaangażowania. Trudno nam odmawiać  przyjaciołom, rodzinie i kolegom. Często interpretujemy odmowę wykonania jakichś zadań jako odrzucenie tych osób, a nie tylko ich niewygodnych dla nas próśb. […]
     Jednak w „nie” wypowiadanym przez wychowanego w duchu lagom Szweda nie ma zazwyczaj nic osobistego. Pozwala to zarządzać oczekiwaniami i uwalnia nas emocjonalnie, dzięki czemu możemy dalej iść właściwą drogą.

*

Może należy porzucić poczucie niedostatku i zrozumieć, że w istocie niczego nam nie brakuje?

Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...