Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: skandynofilizm

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wiedziałam o tej książce od dawna. Czekałam […] co ty czytasz? Tę właśnie książkę czytałam. Tyle fragmentów chciałabym mieć pod ręką…

Druga ich część: żyję w zacofanym kraju bez ropy naftowej.

[…] wolno twierdzić, że pewna kultura stoi wyżej niż inna.
     Powstaje oczywiście pytanie, jak tę hierarchię mierzyć. Liczbą lodówek? Czytelnictwem? Uważam
[Maciej Zaremba Bielawski], że jest taki miernik — to szacunek dla ludzkiej godności. Na ile są przestrzegane prawa człowieka, nie tylko przez władzę, lecz także przez obywateli. Równouprawnienie kobiet jest taką miarą, więc wolno powiedzieć, że Arabia Saudyjska jest krajem zacofanym.

*

Stawianie wymagań można interpretować też tak, że po prostu wierzysz, że ludzie mogą im sprostać. Jeśli jakiejś wybranej grupie odpuszczasz więcej niż innym, to jest to w gruncie rzeczy dyskryminacja. Jakbyś zakładał, że na więcej ich nie stać.

*

 [Elisabeth Åsbrink] Ludzie od cierpienia nie robią się lepsi. Niemal wszyscy stajemy się od niego gorsi, bardziej sfrustrowani, agresywni, neurotyczni. W kulturze chrześcijańskiej obecne jest wyobrażenie, że cierpienie uszlachetnia, ale jest on fałszywe.

*

[Elisabeth Åsbrink] […] ocalenie przyniesie nam tylko wielość perspektyw, które może pomieścić w głowie jeden człowiek.

*

Tolerancja musi być nietolerancyjna
wobec nietolerancji
.

Immanuel Kant
(1724–1804)

*

Ja [Amineh Kakabaveh] też szanuję odmienności kulturowe i religijne, ale nie za cenę rezygnacji z praw kobiet i dzieci.

*

[Ebba Witt-Brattström] Feminizm wyhamował także dlatego, że mężczyźni wciąż nie zrozumieli, że równouprawnienie to także ich sprawa.

*

     — Nie uważam [Sara Mohammad], że da się połączyć ze sobą islam i feminizm. Zresztą z chrześcijaństwem czy judaizmem też się feminizmu łączyć nie da, bo we wszystkich tekstach religijnych można znaleźć fragmenty dyskryminujące kobiety. Staje się to szczególnie problematyczne, gdy religia zostaje powiązana z władzą w państwie.

*

Porównując sytuację kobiet w Polsce i w Szwecji, dochodzę do dwóch wniosków. Po pierwsze, że prawom kobiet nieszczególnie służy religijność (bez względu na to, o jakiej religii rozmawiamy). Po drugie, że w czasach wielkich przemian politycznych i społecznych o prawach kobiet zapomina się najszybciej i najłatwiej.

Katarzyna Tubylewicz, Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie,
Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Wiedziałam o tej książce od dawna. Czekałam na przyzwoitszą, niż wyjściowa, cenę. Rzuciłam się na te literki i oderwać się nie mogłam. Musiało to dziwnie wyglądać, bo Sadownik zapytał: co ty czytasz? Tę właśnie książkę czytałam. Tyle fragmentów chciałabym mieć pod ręką…

Pierwsza ich część: ja też jestem uchodźcą. W miejscu, z którego pochodzę, nie żyłam.

     — Uchodźca to nie tylko człowiek, który ucieka przed wojną. — twierdzi John. — Według mnie jest nim każdy, kto szuka szansy  na lepsze życie. To oczywiście kwestia definicji, ale ja tłumaczę to sobie tak, że każdy, kto od czegoś ucieka, kto skądś uchodzi, jest uchodźcą.

*

Problemy są, ale miną, da się je w końcu rozwiązać. Na początek chodzi o to, by nadążyć za rzeczywistością.

*

Istnieje jednak ogromna różnica pomiędzy tym, że możemy przetrwać rzeczy najgorsze, a tym, żeby potem umieć żyć dobrym życiem, nie pogrążając się w goryczy. Ciało może przeżyć, ale człowiek umiera w środku i musi znaleźć sposób na to, by zbudować się na nowo, by móc na nowo docenić życie.

*


Żelazny Chłopiec, Sztokholm.

*

[Jonas Gardell] Kiedy się rodzimy, stajemy się tym, czym czyni nas otoczenie. Jesteśmy wychowywani, tacy, jak widzą nas nasi rodzice i bliscy, ale każdy człowiek ma prawo do tego, żeby stać się w końcu tym, kim sam chce być. […] nasze życie takie, jakie było, nie zostało zmarnowane. Ci, którzy nie mieli dzieci, którzy żyli zbyt krótko i umarli na pozbawiającą godności, straszną chorobę, też żyli życiem, które miało swoją wartość. I należało do nich.

*

Tylko otwarty dialog, a czasem ostra kłótnia mogą przynieść dobre rozwiązania.

*

[…] strach jest trampoliną, z której leci się prosto w uprzedzenia i stereotypy.

*

Kłopot w tym, że milcząc, niewiele problemów da się rozwiązać.

Katarzyna Tubylewicz, Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie,
Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

sobota, 26 listopada 2016

Ostrzyłam sobie zęby na tę książkę od momentu, gdy tylko się ukazała. Wczoraj ją upolowałam. Porzuciłam na chwilę Mroczną Wieżę i dzisiaj rano miałam Hygge przeczytane i wielokrotnie obejrzane. Jestem introwertyczną skandynofilką i już.

Z samego rana zaszyłam się w swoim hyggekrog, na który składa się meksykański hamak, czeska filiżanka, kawa z Afryki i Azji palona w Poznaniu, amerykański kundel, Sunix spod Grójca na kanapie i drzewny czas.

[Kubuś Puchatek] zapytany, jak się pisze słowo oznaczające pewne uczucie, odpowiedział: „Tego się nie pisze, to się czuje”.
     […]
     Najważniejsze jest jednak to, że hygge się czuje. Na początku książki wspomniałem o Kubusiu Puchatku. Sądzę, że jego mądrość nie straciła nic ze swojej ważności. Słowa miłość się nie literuje. Miłość to coś, co się czuje.

*

[…]  produkt krajowy brutto przestał być główną miarą rozwoju. Sama idea nie jest nowa. Ponad czterdzieści lat temu mówił o tym Robert Kennedy:
     „Produkt krajowy brutto nie odzwierciedla stanu zdrowia naszych dzieci, jakości ich wykształcenia i radości, jaką daje im zabawa. Nie opisuje piękna naszej poezji, trwałości naszych małżeństw, poziomu intelektualnego debaty publicznej czy poczucia integralności naszych urzędników państwowych… Krótko mówiąc, mierzy wszystko z wyjątkiem tego, co decyduje o tym, że warto żyć”.

*

Nie można kupić szczęścia, ale można kupić ciasto, a to prawie to samo. A przynajmniej nasze mózgi tak uważają.

*

Jednym z naszych, ludzi dorosłych, problemów jest to, że nadmiernie się koncentrujemy na efektach tego, co robimy.
     Pracujemy, żeby zarobić pieniądze. Idziemy do siłowni, żeby zbić wagę. Spędzamy czas z innymi, żeby nawiązać kontakty z pożytkiem dla dalszej kariery. A co daje robienie czegoś wyłącznie dla przyjemności?

*

Słowo wypowiedziane trwa tyle, ile chwila, kiedy się je wypowiada. Język pisany pozwala nam obcować z myślami sprzed wieków i z ludźmi, którzy są daleko. Czytanie starych listów to bardzo hyggelig forma relaksu i budowania więzi. […] Jeśli dorastaliście w ubiegłym stuleciu, powinniście jeszcze mieć papierowe listy.

*

Żyj tak, jakby jutro miało zabraknąć kawy!
     Wystarczy usiąść z kubkiem gorącej kawy w ręku i od razu robi się
hyggeligt.

*

Powszechnie wiadomo, że we wspomnieniach najlepsze jest ich tworzenie.

*

Może zabrzmi to jak banał, ale introwertyk często woli poświęcić swój „czas towarzyski” na bycie z kimś bliskim, z kimś, kogo dobrze zna, na sensowną rozmowę lub po prostu na lekturę książki przy filiżance kawy czy herbaty. Takie sytuacje miewają wysoki wskaźnik hygge.

*

[…] hygge to też sztuka rozszerzania własnej strefy komfortu, tak by obejmowała także innych ludzi.

*

Czy doświadczalibyśmy miłości, gdyby słowo miłość nie istniało?  Oczywiście, że tak. A jak wyglądałby świat, gdyby nie było słowa, które oznaczałoby małżeństwo? Słowa i język kształtują nasze nadzieje i marzenia, a nasze marzenia wpływają na to, jak zachowujemy się dzisiaj.

*

Co ciekawe, państwo opiekuńcze cieszy się tu dużym poparciem. Wynika to ze świadomości, że model opiekuńczy zamienia dobrobyt ogółu właśnie w dobrostan. My nie płacimy podatków, mówią Duńczycy — my inwestujemy w swoje społeczeństwo. Kupujemy jakość życia.

Meik Wiking, Hygge. Klucz do szczęścia,
przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)



(Ibidem, s. 192, fragm. fotografii Thomasa Høyrupa Christensena)

sobota, 23 kwietnia 2016

Polowałam na tę książkę od stycznia. W sumie to są w niej dwie książki, obie o literkach i światach okołoliterkowych. Kontrast między nimi wewnętrznie przewraca. Pierwsza jest o zaufaniu i wierze w to, że człowiek obok robi coś dobrego. Druga jest o niekonstruktywnym krytykanctwie drugiego człowieka. Pierwsza jest o konkretnych osobach z pasją i miłością do liter. W drugiej sporo demagogii; rozmowę z panią ministrą (nieaktualną już) ominęłam, bo jeśli mam czytać fikcję, to wolę dobrą powieść.

No i dowiedzieliśmy się z Sadownikiem:
   My i Przytulisko jesteśmy błędem statystycznym.
   Jako czytelnicy jesteśmy mega-nieznośnie-intensywni.
   Nasi Przyjaciele i Bliscy też są „błędami” mega-nieznośnie-intensywnymi.
I? W głowie nam się to nie „zmieszcza”.

Cytaty? Zamyśliłam się. Nie mam wątpliwości, że każdy z nich nie pozostawia złudzeń co do swojej „narodowości”.

Osób, które mają co najmniej tysiąc książek, co wydaje się wielkością rozsądną, jest w granicach jednego procentu, czyli błędu statystycznego.

*

[…] jeszcze dwa lata temu osoba, która czytała więcej niż siedem książek rocznie, była nazywana czytelnikiem rzeczywistym; teraz jest określana jako czytelnik intensywny, czyli wymagania zostały obniżone.

*

Czytanie jest wielowymiarową praktyką kulturową.

*

Naprawdę, jak lubię Miłoszewskiego, który publicznie i świadomie broni kultury, to jego bohater jest po prostu półinteligentem. Bo dlaczego komisarz Wallander może czytać książki, komisarz Servaz z nagradzanych powieści Bernarda Miniera nie rozstaje się ze starożytnymi filozofami, a komisarz Szacki nie czyta nawet kryminałów Mankella czy Miniera? Pewnie z tego samego powodu, dla którego polscy politycy nie fotografują się na tle książek.

*

Powiedziałam jej ze śmiertelną powagą, że chcę posłuchać najsmutniejszej muzyki, jaką ma. Dostałam słuchawki, bibliotekarka włączyła Adagio Albinoniego. Usiadłam wygodnie w fotelu, po policzkach płynęły mi łzy, a bibliotekarka przyciskała tylko guzik „repeat”. Nie przeszkadzała mi. Następnego dnia znowu poszłam do biblioteki i ta sama bibliotekarka włączyła mi muzykę Mahlera, potem Czajkowskiego. Dopiero wiele lat później skojarzyłam, że to byli właśnie ci kompozytorzy. Po iluś dniach podeszła do mnie, położyła mi na kolanach książkę i powiedziała: „Można też poczytać”. I znowu zostawiła mnie w spokoju. Nie stała nade mną i nie pytała, czy potrzebuję pomocy, nie traktowała mnie jak dziecka. Była fajna.

*

Śmiem twierdzić, że człowiek jest w bibliotece jeszcze ważniejszy niż książki. Zachęcanie ludzi, zwłaszcza dzieci, do czytania ma ogromną wartość społeczną.

*

Nie jest łatwo być człowiekiem, wolność słowa też nie jest łatwa, ale biblioteka powinna być oazą, o której ludzie myślą: „To moje miejsce”.

*

[…] musimy być świadomi tego, co robimy i dlaczego to robimy.

*

[K. T.] Czy sam popełniłeś dużo błędów?
[Richard Herold] Wszelkie możliwe! Ale udało mi się też zrobić sporo rzeczy dobrze. Myślę, że przede wszystkim mam odwagę, żeby w ogóle coś robić. […] popełnianie błędów nie jest niczym złym, wszyscy je popełniamy. Trzeba z nich wyciągać wnioski, a potem… błądzić dalej.

*

Paradoksalnie, żyjąc w zglobalizowanym świecie, w którym łatwo o spotkania z innymi, stajemy się coraz bardziej zamknięci.

Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko-Zyglewska (red.),
Szwecja czyta. Polska czyta,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 11 lutego 2016

Książkę przysłał mi Biały Kruk. Na stosik odłożyłam. A w temacie książki przypomniało mi się, jak zdjęcie orzeszkowo-krukowym polanom robiłam prawie miesiąc temu. Dwa dni później Biały Kruk stwierdził, że książka fantastyczna, ale pewnie wyda mi się nudna, bo jest naprawdę dla mężczyzn. Przeczytałam swoje to i owo. Gapiąc się na szczyt czytelniczego stosiku, mając nie lada dylemat, wybrałam i pochłonęłam.

Jeden z portali, podobno opiniotwórczych, wybrawszy cytaty z tej książki, opatrzył je śródtytułami, a całości nadał tytuł zaczynając od słów: Obudź w sobie psychopatę — trzeba być niezłym świrem reklamowej targetologii klikalności, by coś tak idiotycznego wymyśleć. Mało? Mało! Ów portal zrobił to we współpracy z wydawcami — ręce do ziemi opadają. Na szczęście ten twórczy potworek wpadł mi w oczy dopiero dziś, gdy szukałam zdjęć.

A książka? Fascynująca! I? I gdybym była mężczyzną, chciałabym mieć ją w papierze. Psychopatów ta książka zanudzi na śmierć, bo jest o najwspanialszych cechach, jakie może mieć człowiek.

[…] polowałem na duszę ukrywającą się w rytuale palenia drewnem. Niestety entuzjaści tego surowca to takie plemię, które nieszczególnie lubi ubierać swoje uczucia w słowa. Widać je natomiast w wysokich, ostro zarysowanych stosach, w świeżym kicie w starych, żeliwnych piecach, w otwartych drewutniach o dłuższym boku wystawionym na południe (spokojnie, wrócimy jeszcze do tego). Dlatego właśnie w tej książce dużo będzie o metodzie, bo mówi ona pośrednio o uczuciach.

*

[…] zawsze możemy wysilić się bardziej niż zwykle. Być może efekt będzie lepszy, jeśli któregoś dnia popracujemy do ósmej i odpowiemy na e-mail już po położeniu dzieci spać, a już na pewno niemal wszystko da się ulepszyć, jeśli porobimy troszkę w weekend. A prywatnie — zawsze możemy zachowywać się trochę lepiej, więcej czasu spędzać z dzieciakami, rozmawiać o tym, o czym zwykle nie mamy ochoty.
     Jednak praktyczna praca daje spokój ducha innego rodzaju. Gdy polano jest rozłupane, to jest rozłupane. Nie można go już przerobić ani ulepszyć. Frustracje dnia przechodzą na drewno, a później do pieca. Jedną z najbardziej fantastycznych cech drewna opałowego jest to, że ma zostać spalone. Nigdy nie będzie analizowane przez żadną komisję, pokazywane przez projektor ani porównywane z konkurencyjnym polanem
.

*

Nie ma nic złego w kontakcie także z tym, co przemija.

Lars Mytting, Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie,
przeł. Witold Biliński, Smak Słowa/Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

sobota, 28 listopada 2015

Pamiętam dyskusje polityków poprzedniego sejmu i wszystko-wiedzących-po-fakcie ekonomistów w sprawie kredytów frankowych, gdy cehaef szybował.

Oczywiście, że osobiście napadłam na bank, a ten z nożem na gardle, choć wcale nie chciał, został przeze mnie zmuszony, by udzielić mi kredytu. Nie chciał, naprawdę nie chciał! Tylko bankowcy, ich Związek oraz światli ekonomiści w to wierzą i powtarzają z uporem godnym lepszej sprawy, licząc na to, że kłamstwo powtórzone dostateczną liczbę razy stanie się prawdą.

[…] w Szwecji sprawy mieszkaniowe łączą się w pewien sposób z moralnością. Kupił tanio, sprzedał drogo — u nas to „obrotny”, tutaj „spekulant”. Mieszkanie nie jest towarem, jak torebka czy zegarek.

Katarzyna Molęda, Szwedzi. Ciepło na północy,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

Po Szwedach książka ta to prawdziwa trauma.

Dzisiaj na statystycznego Polaka, co większością wybrał nowy sejm, patrzeć nie mogłam. Polak to nie przynależność narodowa, żadna duma, to stan umysłu — beznadziejny zresztą! Powtarzalny aż do bólu.

A i historia jakby trochę też się powtarza. Nie mam zielonego pojęcia, ile i jak długo będziemy za ten stan umysłu płacić, nie tylko w zakresie mieszkalnictwa. Wszyscy, bez wyjątku, niestety, bulimy.

Społecznik we mnie na bardzo długi spacer się udał. Nie ma go od rana. Zapowiedział, żeby na niego nie czekać i iść spać. On też na Polaka patrzeć dziś nie chciał. Chwilowo stracił wiarę.

W marcu 1933 roku prezydent Ignacy Mościcki podpisał Ustawę o ulgach dla nowo wznoszonych budowli. […] Ustawa zwalnia inwestorów z wszelkich podatków od nieruchomości na okres piętnastu lat od momentu rozpoczęcia częściowego choćby użytkowania nowych budynków. Ponadto dochody uzyskiwane przez ten czas z tytułu wynajmu lokali mieszkalnych i handlowych są zwolnione z podatku dochodowego. […] Założenia ustawy wydają się ujmujące. Oto do władz dociera w końcu, że państwo nie da rady wybudować potrzebnych mieszkań. Trzeba do tego zaprząc prywatny kapitał. Należy mu stworzyć takie warunki podatkowe, by chciał podjąć ryzyko. […] przedsiębiorcy ochoczo przyjmują rękę, którą rząd do nich wyciąga, i wybierają najbardziej dochodową opcję. Postanawiają budować drogo. Zachęca ich do tego jeszcze jedna przewidziana w ustawie ulga: koszt budowy będą mogli odpisać sobie od podatku dochodowego. Budowanie tanich domów oznacza mniejsze ulgi.

*

[…] jak sobie policzysz, to wychodzi, że ci się nie opłaca wynajmować. Lepiej kupić i płacić na swoje. Ja bym wolała, żeby to był wybór. Żeby alternatywą dla kredytu nie było mieszkanie w wynajętym pokoju, gdy się jest po trzydziestce.

*

Ekspert radzi. Ryszard Petru, główny ekonomista BPH, lipiec 2008: „Złoty będzie się wzmacniał. Kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne i opłacalne”.

*

     — Kto przy kupnie mieszkania ponosi największe ryzyko?
     — Klient, bo to on jest w tym układzie najsłabszy. Nie ma naszej wiedzy, nie ma naszych pieniędzy, nie ma naszego czasu. To wszystko go z miejsca stawia na gorszej pozycji. My nie ponosimy żadnego ryzyka. I nie mówię tego, żeby się chwalić, to wynika z umowy, którą daliśmy klientowi do podpisania. Bank? Owszem ryzykuje, ale minimalnie.

*

     — Na TBS-y wydano cztery miliardy, ale w formie kredytów. Te pieniądze już wracają do Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki wydane na Rodzinę na Swoim i Mieszkanie dla Młodych to nie są pożyczki, tylko dotacje. Ich beneficjentami w jednej trzeciej są deweloperzy, a w dwóch trzecich banki. Ludzie, którzy zaciągają kredyty, to tylko taki filtr, przez który się tę forsę przepuszcza. Ale to oni zostają z długami. 

Filip Springer, 13 pięter,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

czwartek, 19 listopada 2015

Gdybym miała dziś dziewiętnaście lat, emigrowałabym do Szwecji — zakomunikowałam nie jednej ważnej dla mnie Osobie, zachwycając się tą książką.

Biały Kruk nie skomentował.

Kaan skomentowała przesłodko: Nie, no weź, na sernik do Szwecji? Dziękuję!

Gepardzica rzeczowo poinformowała, że porozmawiam sobie na ten temat ze Smoku i On mi wytłumaczy, dlaczego właśnie ja nie mogłabym tam mieszkać.

Sadownik wytrzymał to, że całe długie fragmenty czytałam Mu na głos.

A ja? Skończyłam wczoraj tę książkę  i wciąż twierdzę, że gdybym miała dziś dziewiętnaście lat, emigrowałabym do Szwecji. Nie wyjadę (jeszcze), pomimo że żyję od wczoraj w kraju, którym rządzą kryminaliści, psychotycy, a kobiecość w przestrzeni rządowej może być reprezentowana tylko i wyłącznie przez marionetki.

Życie nie ma być torem przeszkód, próbą nerwów i szybkości reakcji, testem inteligencji i odporności na stres i ogólnie nie ma być walką, mordęgą i utrapieniem.

*

Fredrik jest dyrektorem przedszkola w Sztokholmie. Uznał, że jako idealne ucieleśnienie normy — biały mężczyzna w średnim wieku, mąż i ojciec czworga dzieci — ma obowiązek tę normę złamać. Kiedy pierwszy raz pojawił się w przedszkolu z kolorowym manikiurem, maluchy były zachwycone. Dorośli nie zawsze, pod zdjęciem jego nowego image’u na Instagramie pojawiły się komentarze w stylu: „Mężczyzna ma być mężczyzną” albo „A co na to żona?”. „Żona lakieruje”, odpowiedział. Władze gminy (czyli pracodawca, bo to gminy odpowiadają za przedszkola) kibicują mu, a na pytanie, kiedy przestanie malować paznokcie, Fredrik odpowiada: „Kiedy ludzie przestaną zwracać na nie uwagę”. […] Twierdzi, że mężczyźni częściej powinni malować paznokcie, na rzecz równości. To ważne szczególnie na północy Szwecji, gdzie jego zdaniem obowiązuje ideał „twardego mężczyzny”, nie tylko w społeczności Samów zresztą. „Mogłoby się to przyczynić do zmiękczenia tej normy, a w efekcie może nawet zmniejszyłoby przemoc mężczyzn wobec kobiet. Obawy? Nie, nie mam obaw, jestem wystarczająco mężczyzną, by podważać męską normę. […]”.

*

Nie jesteśmy Szwedami przeciw komuś, zdają się tu mówić. W Polsce wydaje się czasem, że Polakami jesteśmy przeciw innym narodom. […] Pamiętam polskie święto narodowe, na które nasza placówka w Sztokholmie zaprosiła szwedzkich gości. Przedstawiciel ambasady w swoim przemówieniu powiedział: „Bóg, honor, ojczyzna — słowa bliskie każdemu Polakowi i każdemu Szwedowi”. Że nie każdy Polak czuje bliskość z Bogiem,  a honor i ojczyzna to nie jego gwiazdy przewodnie, to jasne. Gorzej, że dla wielu Szwedów ta wypowiedź musiała zabrzmieć jak wyznanie fundamentalisty. Honor kojarzy się tu najczęściej z okrutnymi obyczajami rodowymi lub plemiennymi, jak tak zwane mordy honorowe na kobietach, które „splamiły honor rodziny”; a Bóg jest sprawą absolutnie prywatną. Jeśli dołożymy do tego ojczyznę, to z perspektywy szwedzkiej robi się radykalnie i brunatnie.

Katarzyna Molęda, Szwedzi. Ciepło na północy,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015.

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...