Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: reksie

poniedziałek, 20 listopada 2017

Takie cudo na koszulce miała Istota rehabilitująca się obok mnie. Kupiłam na pniu! ¡El reksio!

*

Oj Tè:
Co jest?

Jabłoń:
Boję się.

Oj Tè:
(poszedł i przyniósł półkilogramową czerwoną piłkę)
Proszę, w dwie wyciągniete przed siebie dłonie i robisz.
Trzymaj się piłki! Będzie dobrze.

*


Tengo cuarenta y dos reksios:

wtorek, 07 listopada 2017

Historia ta, niczym dobrze napisany esej, ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dziś przytrafiło mi się zakończenie. Czas postawić ostatnią kropkę.

Wstęp, czyli idealny model:
Społeczeństwo składa się ze świadomych osób, które wiedzą i czują, że poruszanie się komunikacją miejską ma wymiar publiczny. Oznacza to, że wsiadając do tramwaju, autobusu, kolejki czy trolejbusu, w miarę swoich możliwości, z automatu stajemy się współodpowiedzialni za losy innych pasażerów. Dzięki temu widzimy całą postać starszego pana, gdy z mozołem wsiada, a nie tylko modlimy się, by nie zbliżał się do miejsca, gdzie wygodnie siedzimy i grzebiemy w telefonie, relaksując się po upiornych korpogodzinach.

Rozwinięcie z brodą, czyli empirią przez czas:
Gdy półtora roku temu nabrałam kompetencji i odwagi, by po raz pierwszy o dwóch kulach wsiąść do komunikacji miejskiej, bardzo się zdziwiłam. Wsiadałam pierwszymi drzwiami, by kierowca autobusu mnie widział. Na pierwszych siedzeniach dwie dwudziestoparolatki po joggingu, z pazurami w kolorze wściekłej pomarańczy, były tak zmęczone, że nie mogły mnie wyłowić z mgły osobistej niemożności. Człowiek — o czym przekonałam się boleśnie, gdy autobus ruszył — nie ma odpowiedniej liczby rąk, by bezpiecznie podróżować komunikacją miejską o dwóch kulach. Miałam szczęście, ja traciłam równowagę, ale pewna starsza pani mnie złapała. Gdy już byłam bezpieczna, gdy miałyśmy z panią miłą rozmowę za sobą, jeden z ruchomych ekranów edukował podróżnych tekstem: bądź bezpieczny! zawsze trzymaj się uchwytów, gdy pojazd pozostaje w ruchu. Kura przez wu, pomyślałam, bardzo śmieszne dla człowieka o dwóch kulach, ale bez trzech rąk.

Ta historia nauczyła mnie, że trzeba inaczej wsiadać do pojazdu komunikacji miejskiej — jak to mówią zajmujący się psychologią procesu — wsiadać „z innego właściwego miejsca”. Przykładem działania z niewłaściwego miejsca może być proszenie, które w rzeczywistości jest żądaniem. Z właściwego miejsca prosisz z miejsca osoby, która prosi; żądasz, mając prawo żądać; kochasz, by kochać, a nie liczyć na korzyści.

W ciągu kilku miesięcy do perfekcji opanowałam wchodzenie w wewnętrzny stan, który był niezbędny, by ktoś zaproponował mi swoje miejsce. Doszłam do wprawy i wielu ludzi jednocześnie podnosiło się, by mi ustąpić, gdy tylko przekraczałam próg pojazdu. Po drodze kule wymieniłam na laskę. Wciąż wszystko działało.

Minęły kolejne miesiące. Przyszedł dzień, gdy ja do tramwaju, z właściwego miejsca, we właściwym stanie wewnętrznym i… zong! Nikt się nie podniósł. Zbyt długo bawiłam się w tę zabawę, by nie potraktować jej jak wieloetapowej gry. Nikt się nie podniósł… czyli przeszłam na kolejny poziom trudności. Hurra, kolejna plansza do rozgryzienia. Acha, dotarło do mnie, nie jest sztuką wejść we właściwym stanie wewnętrznym … sztuką jest podejść do miejsca z krzyżykiem, nawiązać relację z człowiekiem, który tam siedzi i poprosić, by ustąpił miejsca. To tylko pozornie jest idiotycznie łatwe. Ale przecież lubię gry i zabawy, lubię relacje, lubię ludzi.

Na tej planszy spędziłam trochę czasu. Brałam odwet na młodych zdrowych siksach z wielkimi pazurami. Doszłam do perfekcji. Aż przyszedł dzień, gdy na miejscu z krzyżykiem nie siedział młody człowiek zainfekowany odrobiną staroświeckiego wychowania. Na miejscu z krzyżykiem siedział „kark” i czytał pięknie ilustrowaną książkę, co samo w sobie wydawało się absurdem. Ewidentnie znalazłam się poziom wyżej, bo kark, jak wstanie, to już nie poczyta i ja, osoba czytająca ciut, rozumiałam ten ból bardzo dobrze. No ale nie zagrać, grzech! Podeszłam, poprosiłam i otrzymałam dwie wzajemnie wykluczające się odpowiedzi: pan wstał, ale jednocześnie klął pod nosem. Widząc to, wiedziałam, że część tego człowieka mi ustąpiła, więc gadać mam do tej, która klęła, na czym stoi ten dziadowski świat. Do tej części ze zrozumieniem powiedziałam, że wiem, że są schorzenia, których nie widać i, że jeśli on potrzebuje tego miejsca, to ja się wycofuję, życząc mu zdrowia. Różne miejsca w nas spotkały się w tamtej chwili, widzieliśmy nasze potrzeby naprawdę, finalnie było to spotkanie pełne zrozumienia.

Dziś przeszłam na ostatni z możliwych poziomów. Nie jest już dla mnie sztuką wejść z właściwego miejsca wewnętrznego. Nie jest przyjąć oferowaną pomoc. Nie jest poprosić osobę zajmującą miejsce z krzyżykiem. Sztuką jest podejść do osoby, która na zwykłym niekrzyżykowym miejscu siedzi i poprosić w prawdzie ktosia, kto potrzebuje pomocy tej Osoby. Tramwaj przyjechał wcześniej. Ostatnimi drzwiami wsiadłam w ostatniej chwili, dojście do miejsca z krzyżykiem było poza moimi możliwościami. Zrobiłam to. Game over. Czas laski zaczyna się kończyć — poczułam z wdzięcznością.

Zakończenie:
Dla mnie to już żadna wielka sztuka, ale:

Jest sztuką posiadanie umiejętności wejścia tak, by
chciano ci ustąpić w środkach komunikacji miejskiej.

*

Jest sztuką poprosić, a nie żądać,
o ustąpienie miejsca z krzyżykiem.

*

Jest sztuką poprosić o pomoc tych,
którzy mają prawo ci odmówić.

Jeśli masz kontakt z kobietą w ciąży, która obraża się, że nikt nie zauważa jej brzucha i nie ustępuje — pogratuluj jej! To nie ludzie-świnie, ona po prostu przeszła w tej grze na wyższy poziom!

*

Epilogu, początek:
Pytano mnie nieraz, dlaczego jeszcze chodzę z laską. Trudności, z którymi się mierzę, obracałam w żart: robię w wymuszeniach (komunikacyjnych). Trudności nie zniknęły, ale ja już wiem, że game over, the winner is

Finiszuję i bardzo tym się jaram, bo przecież Jakuszyce, welcome to
¡El reksio! I kropka.


Tengo cuarenta y uno reksios:

piątek, 03 listopada 2017

Czytam — między innymi o dziewczynce i lisie — i widzę Tę Parę oczami wyobraźni, i czuję, i uśmiecham się, i żyję jakoś bardziej.

Lis nigdy nie chodził do szkoły, to było widać od razu. Nie znał reguł, które wszyscy mieliśmy we krwi. Próbowałam mu coś tłumaczyć, ale machnął łapą, zniecierpliwiony. Uważał, że nic złego się nie stało, i nie rozumiał, po co zaczęłam się tłumaczyć.
     — Nie musiałaś tego robić, chyba że naprawdę miałaś ochotę – powiedział.
     Nie miałam, ani trochę.
     — No właśnie – powiedział lis. – Więc lepiej było milczeć. Na milczenie nie znają sposobu. Kiedy milczysz, muszą sami coś mówić, muszą machać rękami i krzyczeć, a my nic. Odpoczywamy i czekamy, aż się zmęczą. Tak jest sprawiedliwie, jeśli to oni szukali zaczepki
.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.

*

Leżałam rehabilitacyjnie na piłeczkach tenisowych i przyszedł do mnie mój lisek, i zachwycił mnie słowami:

perspektywa X:
niemożliwe, za trudne, nie uda się nigdy…

perspektywa U:
znajdź taki punkt widzenia, z którego to, przed czym stoisz, jest interesujące, ponętne, pożądane, upragnione; jest szansą, na którą czekałaś i czekałeś całe życie!

Wybieraj! Wybrałam. Reksio! Czterdziesty — przepiękny, fantastyczny!


Tengo cuarenta reksios:

wtorek, 24 października 2017

Gdy moi studenci się frustrują niewychodzącym-jak-trzeba zadaniem, powtarzam z uporem maniaka, że wśród proponowanych Im zadań nie ma ani jednego, które udało się wszystkim w poprzednim roczniku zrobić bezbłędnie od pierwszego podejścia. Takie zadania, jak się trafią, po prostu wyrzucam, ponieważ hołduję filozofii: „nie nauczy się chodzić ten, co się nigdy nie przewróci”.

Jestem swoim studentem. Oj Té zadał mi wczoraj nowe ćwiczenie. Oczywiście, że nie mogę go zrobić! Oczywiście, że mam trudność nawet z wersją uproszczoną! Ale jestem bezgranicznie szczęśliwa, że mam wyzwanie. ¡El reksio, por favor!

*

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, głosi przysłowie. Sadownik wygrał w konkursie trampki. Dostał, próbował i uznał, że za wąskie i za małe, choć teoretycznie we właściwym numerze. W ten sposób stałam się posiadaczką ciut za dużych, ale wąskich wyśmienicie trampeczek, które uchylają drzwi do marzeń.

Sadownik też już ma nowe trampki do zabicia w rozpoczętym sezonie zimowym. Rozczulił mnie widok małżeńskiej pary „trzewików do zdrowia”.


Ya tengo treinta y nueve reksios:

sobota, 14 października 2017

kawał drogi za mną — uśmiechnęłam się przy wejściu.
nie obyło się bez wzruszeń.

jedną gumę rehabilitacyjną już zabiłam. przyszedł czas na wymianę rehabilitacyjnego uniformu. nie śpieszyło mi się, całe regały sportowych rzeczy hipnotyzowały mnie — ile możliwości ruchu, jaki potencjał za tymi rzeczami się kryje! śniłam na jawie. życie jest po prostu wspaniałe. ¡el reksio!


Tengo treinta y ocho reksios:

piątek, 29 września 2017

gdy się cieszy, cieszy się cała, po koniuszek ogona.
gdy śpi, puszcza każdy mięsień.
gdy węszy, węszy całą sobą.
gdy wita, znikają wszystkie inne czynności świata.
jest tu i teraz. zawsze.

śpiąca Heniutka zachwyca mnie i hipnotyzuje. zawsze.

załamałam ręce wczoraj nad grafikiem zajęć.
sfrustrowała mnie ilość tego, co do zrobienia,
bo doba niezmiennie ma tylko dwadzieścia cztery godziny.

dziś na bosu między jedną a drugą serią powtórzeń
pojawiło się słowo-klucz: mikroczynności.

i zaskoczyłam, ogarnęłam, zrozumiałam.
kawałek po kawałeczku. gdy robić będę,
przypilnować potrzebuję, by robić tylko to robienie.

mikrokredyty, mikropłatności w świecie. są.
mikroczytanie jest. tu. czas na mikroczynności.
stół ogarnięty. ważny plik odnaleziony.
to dopiero początek słonia. ¡el reksio!


Tengo treinta y siete reksios:

czwartek, 21 września 2017

Niczym Chyłka i Zordon, do gry wrócił rehabkowy duet: Oj Tè i Drzewko.
Sezon drugi uważa się za rozpoczęty. Plany i apetyty godne — ¡el reksio!
Łomolę wyniesionymi z impry: opowieścią stóp, aranżacją i rytmem.

Ed Sheeran, Shape of You.

*


Ya tengo treinta y seis reksios:

środa, 06 września 2017

to, co robię dziś, robię dla dobra jutra, przyszłego miesiąca i kolejnego roku.

od dziś do końca. przyszło do mnie przed chwilą, gdy.
uśmiechnęłam się. ¡el reksio!


Yo tengo treinta y cinco reksios:

wtorek, 29 sierpnia 2017

Onemu:
Wypoczywasz? :)

Sadownik vel Pan Ciasteczko na urlopie:
(odpisuje)
Tak. Właśnie wtargałem panienki do Ogrodu Bajek :)

Onemu:
O cholera!!! Uważaj!
Jeszcze któraś z bajek się spełni!

Sadownik:
Byle nie ta o żabie,
jedną księżniczkę już mam :)

Onemu:
:)

*

Jabłoń:
(piała z zachwytu nad postaciami kochanymi,
nie nad kiczem okrutnym, i zdjęcia kazała robić
)



(fot. Sadownik)

7 680 m (w świetnym tempie)

*

Za tempo, za zawzięcie, za radość stawiania każdego kroku — ¡el reksio!


Yo tengo treinta y cuatro reksios:

wtorek, 22 sierpnia 2017

Policzyłam. Dziś 59. rehabka z Oj Tè. Pierwszy raz postanowiłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Od dziś, ćwicząc, powtórzenia liczę po hiszpańsku.

Policzyłam. 59. rehabka kończy sezon. Czas na pranie, pakowanie i urlop. Żadnych ćwiczeń — powiedział Oj Tè, gdy się żegnałam wakacyjnie — resetujemy układ nerwowy. Teraz liczę kroki… en español ¡naturalmente!

Hoy. La rehabilitación cinquenta y nueve. ¡El reksio!
¡Ya tengo treinta y tres reksios!


Yo tengo:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...