Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: literatura Kopytka

niedziela, 08 kwietnia 2018

Dziesięć dni temu. Ile robisz normalnie? Dorzuć dychę — zaordynował Oj Té. Dziesięć powtórzeń. Zrobiłam. Dorzuć dychę. Dziesięć powtórzeń. Zrobiłam. Nie miałam pojęcia, że jestem w stanie. A potem było o procentach i strategii treningowej. Przerosło mnie to intelektualnie. Następnego dnia rano podjęłam decyzję.

Kark? Naprawdę? Jakaś wspólna płaszczyzna doświadczenia z człowiekiem-karkiem? — pytało samo siebie Drzewko. Kobieta! Z pełnym makijażem i pazurami? Naprawdę? — pytała Jabłoń samą siebie. Wątpliwość, czy młody sprawny człowiek dowolnej płci jest w stanie zrozumieć, że „chcieć to móc” nie zawsze jest prawdą? Ja, mając dwadzieścia parę lat, nie rozumiałam.

I stało się. Motto Liny chwyciło mnie za serce, uruchamiając dodatkowe zasoby nadziei. Wybór dokonał się trzewiowo.

Fazę golden retrieverów mieliśmy już dawno za sobą: „Czy mnie kochasz? Kochasz mnie? No powiedz. Naprawdę?” Teraz wolałem podejście „na charta”, ale stanęło na tym, że powiedziałem:
     W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę. Chodzi o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Nim spotkałyśmy się pierwszy raz. Nim uznałyśmy, że podejmujemy się wspólnej pracy. W dniu, w którym podjęłam decyzję, odszukałam Autora tych słów. Tak wpadłam na tę kudłatą książkę. Klik, klik i w środę po świętach była na moim stoliczku. I łyknęłam, rycząc jak bóbr.

Mam tylko jedno „ale” do polskiego wydania tej książki: stockowe zdjęcie na okładce zamiast zdjęcia Komety — oszczędność, głupota? Nie wiem, ale w związku z tym nie ma tu miejsca na okładkę w zwyczajowo przyjętym na tym blogu formacie.

     — Steve? — Freddie zazwyczaj nazywała mnie Wolfie. Nigdy Steve. — Steve, jesteś tam?
     Dobry adwokat to taki, który potrafi opowiadać dobre historie. Wiedziałem, że ta cecha nie jest tak wysoko ceniona w małżeństwie, a mimo to postanowiłem brnąć dalej w jak najbardziej przekonującą opowieść. Na próżno.
     — Tak, jestem. To był mój pies — przyznałem w końcu.
     — Twój co?!
     
[…]
      Od jak dawna masz tego psa i kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć
?

*

Formidable. W języku francuskim znaczy „wspaniały”, a w angielskim „straszny”. Obydwa te znaczenia dobrze opisywały moją żonę.

*

     Zawsze wiedziałem,
     Że w końcu podążę tą drogą
.
     Ale jeszcze wczoraj nie wiedziałem
     Że to będzie dzisiaj
.

*

Ludzkie ego to podstępny wróg, który każe nam kłamać, oszukiwać i wystawiać czeki bez pokrycia. Gdybyście w tym tygodniu byli ze mną w jednym pokoju, pewnie usłyszelibyście, jak stroszę pióra, nadymając klatkę piersiową w geście sprzeciwu wobec własnego kalectwa.

*

Chroniczny ból przynosi coś więcej niż tylko cierpienie. Sprawia, że zamykasz się w sobie, a twoje życie kurczy się do rozmiarów wąskiego tunelu, w którym liczy się tylko to, ile wytrzymasz. Jesteś w stanie to znieść, jeżeli masz w sobie nadzieję, że któryś dzień przyniesie w końcu ulgę.

*

Wreszcie nadszedł czas, żeby zapomnieć o wymówkach i żyć dalej.

*

Wszystkie jednak uwielbiały biegać — rozciągać mięśnie i spalać energię w euforycznym biegu i celebrowaniu szybkości.

*

Im więcej rzeczy darzysz miłością, im więcej cię interesuje, im więcej przeżywasz i na więcej rzeczy jesteś obojętny, tym więcej ci zostaje, kiedy coś się stanie.
// Ethel Barrymore

*

Kiedy nie wiesz, co zrobić, zrób cokolwiek, ale zrób to dzisiaj.

* 

     — Sztuka to magia, Kometo. A ja kocham magię.

*

     — Nie mogę żyć życiem, w którym nie ma obietnic, szansy na uśmiech i dobrą zabawę — powiedziała.

Steven D. Wolf, Lynette Padwa, Kometa i ja. Jak przygarnięty pies uratował mi życie,
przeł. Tomasz Illg, Wydawnictwo Między Słowami, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

Steven & Comet

(źródło)

*

Ben Wright, Red Water, (źródło).

sobota, 07 kwietnia 2018

Obserwując Kometę, nauczyłem się, że można z godnością zostawić za sobą przeszłość, skupić się na tym, co oferuje każdy nowy dzień, i funkcjonować ze świadomością, że w życiu mogą być także inne cele niż te, które pierwotnie sobie założyliśmy. I to nie była porażka. To było życie.

Steven D. Wolf, Lynette Padwa, Kometa i ja. Jak przygarnięty pies uratował mi życie, przeł. Tomasz Illg, Wydawnictwo Między Słowami, Kraków 2014.

niedziela, 01 kwietnia 2018

Po skończeniu książki Niczyj, zajrzałam na stronę wydawnictwa, które ją wydało. Zajrzałam, bo nic nie wiedziałam o jego istnieniu. Kilka tytułów przyciągnęło moją uwagę. Klik, klik, w ibukach też są; klik, klik, zaznaczyłam do upolowania. Kilka dni później upolowałam — między innymi te literki.

Czy masz zwyczaj oglądania kart redakcyjnych książek, które czytasz? Ja mam w przypadku tłumaczonych na język polski pozycji — jestem ciekawa, po ilu latach od premiery na świecie ukazują się w Polsce. „Tą razą” zajrzałam, bo nie mogłam uwierzyć, że książka ta miała redaktora i korektę. Niby miała. Niby.

A tymczasem w tej książce znajdziesz (sic!) błędy ortograficzne, stylistyczne i interpunkcyjne. Ortograficzne zadziwiają, stylistyczne i interpunkcyjne od pierwszej strony makabrycznie utrudniają czytanie, a liczne kolokwializmy dobijają. Gdyby nie Sönke i to, co ma do powiedzenia, porzuciłabym tę książkę z obrzydzeniem.

Pomijając niewygodę czytania, moje kopytko wyjęło sobie kilka znaczących cytatów. Dostawiłam tylko oczywiste przecinki.

Kroki, te małe, życiowe, te duże, stumilowe i te, które stawiamy na co dzień, niezauważalne. Zacznij widzieć je wszystkie […].

*

Świat jest inny, kolorowy, po to, aby zauważać różnice, nie być ślepym, nie po to, aby zestawiać się w kategorii lepszy–gorszy.

*

W dużej mierze to człowiek sprawia, że jego miejsce staje się wyjątkowe i z duszą.

*

[…] największa wiedza jest tam, gdzie boimy się zajrzeć. Najwięcej nauki jest między wierszami, a pokochać życie bardziej pozwalają szczegóły, które na co dzień mijamy i nie umiemy zauważyć, choćbyśmy sobie o nie wybili zęby.

*

Ból stanowi tu wyznacznik pracy, cierpliwość — wyznacznik wyrozumiałości, a radość — wyznacznik życia.

*

Jest tu wielu ludzi, którzy walczą o sprawność, ale taką, która pozwala im sprawnie żyć, niekoniecznie chodzić.

*

Jeśli Bóg istnieje to mam pewność, że jest on w osobach innych ludzi. Przyjaciół, których czasami spotyka się na własnej drodze. Bóg jest w stanie rzucić nam przyjaciela, abyśmy potknęli się o niego jak o kłodę, nakrzyczeli, kto to cholerstwo tu postawił, a później otworzyli oczy i zrozumieli, że niektóre przeszkody w życiu są celowe. Akceptacja tego, co się wydarzyło, czy walka o zmianę są ważne. Istotną kwestią jest też to, aby otoczyć się ludźmi, którzy będą w ciebie wierzyć. Tak bardzo, że pewnego dnia ich wiara w chwili zwątpienia da tobie impuls do działania. Warto mieć przy sobie taką właśnie kłodę, która raz na jakiś czas rzuci się tobie pod nogi tylko po to, aby ci pokazać, że po upadku można wstać. Ten Bóg otacza cię ludźmi.

*

Można zacząć naprawiać życie tu i teraz. Albo po prostu kontynuować życie, czerpiąc z niego większą radość.

*

Do wszystkiego w życiu jesteśmy w stanie się przyzwyczaić, lecz nie wszystko jesteśmy w stanie zaakceptować. Musimy się z tym, czego nie rozumiemy, i z tym, co się wydarzyło, po prostu pogodzić.

*

Jedni mają w głowie tak, że sukces odnoszony przez innych ich demotywuje. Inni w sukcesie rywali upatrują swojej szansy, wierzą, że im też może się udać. Ci drudzy mają zdecydowanie łatwiej, gdyż ich psychika przyjmuje cudzy sukces jako radość. […] Sönke na szczęście należy do tych, którzy skracają swoją drogę do sukcesu, biorąc przykład z innych.

*

Nie zamykaj się na te proste przyjemności, które mijasz każdego dnia i ich nie zauważasz.

*

Chodzi o to, aby zdać sobie sprawę, że te wydawałoby się ponadziemskie umiejętności chodzenia czy mówienia, są bardzo odległe dla osób rehabilitowanych. Są jednak bliskie nam, osobom żyjącym w tej bajce, którą niestety nauczyliśmy się nazywać normalnością.

*

Niby człowiek powinien się uczyć na cudzych błędach, a zawsze czeka na te własne.

*

Jak silnym trzeba być, aby się nie poddawać, kiedy to osoby znające się na rzeczy mówią „nie”. Nie dość, że musisz pokonać wstyd, to musisz też pokonać wielokrotne słowo NIE i sprawić, aby nie odebrało ci wiary.

*

[…] do czego nas to zaprowadzi?

Angelika Nowak, Balans,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2017.
(wyróżnienie własne)


*


Sönke Petersen

(tamże)

wtorek, 19 grudnia 2017

Pamiętam, kiedy zaczęłam na tę książkę polować — rok temu z hakiem. Pamiętam dlaczego — uwiódł mnie rysunek na okładce. Przeczuwałam, że będzie to tak dobra książka jak Mininawyki. Gdybym jednak wiedziała, że jest tak dobra, nie czekałabym z nią tak długo. Teraz już to wiem.

 […] ulepszanie polega na odejmowaniu.

*

Mówi się o mnie [Peter Drucker], że jestem kreatywny, nie wiem jednak, co to znaczy. (…) Po prostu brnę przed siebie.

*

Po podjęciu najważniejszej decyzji wszystkie następne stają się łatwiejsze.

*

[Poszukuj istoty sprawy.] Nie wystarczy wiedzieć, kto, co, kiedy i gdzie zrobił, trzeba zrozumieć, co to oznacza i dlaczego to jest ważne.

*

Aby odróżniać naprawdę ważne rzeczy od nieistotnych, musimy mieć przestrzeń do myślenia, czas na patrzenie i słuchanie, przyzwolenie na zabawę, mądrość, aby spać, i dyscyplinę niezbędną do stosowania bardzo selektywnych kryteriów podczas dokonywania wyborów.

*

Prawda jest taka, że w życiu skorzystanie z jednej możliwości z definicji oznacza odrzucenie kilku innych.

*

Zdolności wyboru nie można nikomu zabrać ani też nie można jej dobrowolnie oddać — można o niej tylko zapomnieć.

*

Wyobraź sobie, jak zmieniłby się nasz świat, gdyby każdy człowiek na tej planecie zrezygnował z jednej poprawnej, ale nieważnej czynności na rzecz czegoś naprawdę istotnego.

*

Powiedz, co zamierzasz zrobić
ze swoim jedynym, dzikim i bezcennym życiem
.

Mary Oliver.

*

Słowo priorytet pojawiło się w języku angielskim w XV wieku. Oznaczało pierwszą lub najważniejszą rzecz. Przez pięć stuleci funkcjonowało wyłącznie w liczbie pojedynczej. Dopiero w XX wieku wymyśliliśmy liczbę mnogą i zaczęliśmy mówić o priorytetach. Wbrew logice uznaliśmy, że zmieniając słowo, możemy nagiąć rzeczywistość. W jakiś sposób mieliśmy zyskać możliwość posiadania wielu pierwszych rzeczy.

*

[…] a jego [Boga Chronosa] imię kojarzy się nam z tykającym zegarem, chronologią: czasem, który mierzymy (i z którym się ścigamy, starając się wykorzystać go efektywnie). Znaczenie słowa kairos  jest inne. Choć trudno je precyzyjnie przetłumaczyć, można powiedzieć, że chodzi o chwilę, właściwy moment, czas obecny. Chronos jest określeniem ilościowym, kairos — jakościowym. Tego drugiego doświadczamy tylko wtedy, gdy jesteśmy w pełni obecni w danym momencie, gdy istniejemy w teraźniejszości.

Greg McKeown, Esencjalista, przeł. Michał Lipa,
MT Biznes, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)


Tę książkę czytałam wolno, po troszku i bardzo metodycznie przeżuwałam akapit po akapicie. Od miesiąca. Zachłystywałam się nią. Zachwycała. Zachęcała. Zatrzymywała. A teraz mówi: sprawdzam.



[…] bez względu na to, jaką decyzję będziesz musiał podjąć w życiu i na jakim rozdrożu się znajdziesz, po prostu zadaj sobie pytanie: „Co jest ważne?”. Wyeliminuj wszystko inne.

*

[…] skupianie się na najważniejszych sprawach jest kwestią wyboru. Twojego wyboru. Ta świadomość sama w sobie daje poczucie niezwykłej swobody.

*

[WIN:] What’s important now?

*

[…] mądra rutyna może zdziałać cuda.

*

Aby osiągnąć sukces, wystarczy zacząć bez wielkiego zacięcia, pielęgnować postęp i cieszyć się z drobnych sukcesów.

*

[…] mniej, ale lepiej.

Greg McKeown, Esencjalista, przeł. Michał Lipa,
MT Biznes, Warszawa 2015.

*



(tamże, ale obrócony w lewo o 64°)

sobota, 25 listopada 2017

Zaczęło się niewinnie: rekomendacja, kino. Potem małe grzebanie w sieci i szybkie pytanie kogoś we mnie: kim jest ten facet z tyłu? Klik, klik i jego książka, i podczytnik rozpoczynający się tak: Polska odpowiedź na książkę Harukiego Murakamiego — O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu? Czyli degustacja! — ucieszył się ktoś we mnie. Jeśli nie myli mnie pamięć, zostało mi do przeczytania już tylko posłowie w sierpniu przyszłego roku. Polska odpowiedź? Oczywiście, że moje kopytko piszczało pod nieboskłon, że ono musi tę książkę przeczytać. I miało kopytko nosa, że należy, trzeba, i te pe, i te de.

Po Cyberraku mózgu potrzebowałam słów niosących nadzieję, dających kopa, pomagających się pozbierać. To jest taka książka. Spotkałam w niej nie tylko Murakami’ego, ale Hoytów i kapitana Cichockiego — spotkałam z przyjemnością.

Lubię chwile samotności. Jak większość indywidualistów, trochę egoistów, nie przeszkadza mi to, że wokół nie ma ludzi.

*

Samotność jest dobra do pewnego momentu. Kiedy się nią nasycisz, potrzebujesz drugiej osoby, żeby o wszystkim porozmawiać, podzielić się wrażeniami, zapytać, co u nich i jak spędzili dzień.

*

[…] największym błędem jest wyznaczenie sobie terminu realizacji jakiegoś zadania — trenowania, odchudzania się, nauki języków obcych, remontu w domu, rzucania palenia, pisania książki — na konkretny termin, najlepiej pierwszy dzień miesiąca, tygodnia czy roku. Stajemy się wówczas zakładnikami przeświadczenia, że powodzenie naszego przedsięwzięcia zależy od kalendarza, a nie od nas samych. […] Jeśli zaczynać na poważnie, to tu i teraz, nie od poniedziałku czy nowego roku. Trzeba to zrobić chwilę po tym, gdy odważny pomysł przyjdzie nam do głowy — dzisiaj, za godzinę, po powrocie z pracy, ze szkoły.

*

     — Która jest najlepsza?
     — Na świecie? Siostra zakonna… Madonna Buder.
     — Siostra zakonna?! Pewnie niedługo zrzuci habit, co? Kariera, pieniądze…
     — Raczej nie. Jest już — jak by to powiedzieć — życiowo poukładana. Rocznik tysiąc dziewięćset trzydziesty, w zakonie od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego roku, w triatlonie startuje od czterdziestego ósmego roku życia. Ukończyła kilkanaście Ironmanów, jak dotąd nie było starszej zawodniczki od niej… Dlatego jest najlepsza
.


Madonna Buder,
Ironman, Kanada 2012.
(fot. David McColm, źródło)

*

Wszystko zaczyna się od jednej prostej deklaracji: „Tak, zaczynam, chcę to zrobić i to zrobię”. A później konsekwentnie realizujesz poszczególne zadania, które mają doprowadzić cię do celu. Po drodze musisz pokonać mnóstwo przeszkód. Większość stwarzasz sobie sam […].

*

Robię, bo chcę — nie dlatego, że muszę. […] Jest jeden rodzaj motywacji zewnętrznej, który może doskonale wpłynąć na naszą postawę i przyczynić się do rozwoju motywacji wewnętrznej — przykład, jaki dają nam inni, świadectwo ludzi, którzy dokonali rzeczy niemożliwych, na pierwszy rzut oka niewykonalnych.

*

Organizm jest najlepszym ekonomistą. To, co ty mu zabierzesz, on w swoim czasie zabierze tobie.

*

[…] nie ma drogi na skróty.

*

     — […] Sypiecie się, panie Grass. Wiesz, jakie zwierzęta żyją najdłużej? Sprawdziłem wczoraj — po tym twoim gadaniu o szczęśliwym życiu ze sportem. Żółwie. A widziałeś kiedyś żółwia biegającego po plaży? Bo ja nie.
     — A widziałeś kiedyś uśmiechniętego żółwia? Bo ja nie
.

*

[…] to, co mam w życiu zrobić, przyjdzie w odpowiednim momencie.

Łukasz Grass, Trzy mądre małpy,
Wydawnictwa Sportowe i Naukowe, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)


piątek, 10 listopada 2017

Słuchałam audycji, a raczej jej powtórki, jakiś czas temu. Postanowiłam przeczytać tę książkę. Polowałam, polowałam, upolowałam. Ale to nie ja czytałam, nie ja wybierałam cytaty. Tę książkę czytał mój powikłany pokopytkowy świat. Widzę, jak monotematycznie wybrał fragmenty do ocalenia i do podnoszenia na duchu. Co zrobić. Taka soczewka, przez którą filtruje on teraz Życie i Świat.

Pomyśl o zdaniu: „Powrócił odruch kichania.” — wysyła ono w kosmos możliwości, które cały czas miałeś i masz.

Oczywiście, w książce wiele innych wątków, które podnoszą ciśnienie skutecznie, ale pokopytkowy świat odmawia cytowania, rozdmuchiwania, i wkurwiania się na blogu.

Trzeba mieć pasję. […] Pasję, która jest ważniejsza niż wszystko inne, która każdego dnia pcha człowieka do przodu. Trzeba coś kochać. Tak jak ja [Piotr Winiarz] kocham żużel.

*

Jeśli się pracuje, zawsze są efekty. Istota sukcesu tkwi w tym, żeby cieszyć się nawet okruchami poprawy.

*

[…]
      wrócić do domu, a potem
      wrócić do zdrowia
.

*

[…] trzeba też cieszyć się z maleńkich kroczków, zaakceptować inność życia.

*

Najważniejsze, by nie oczekiwać natychmiastowych efektów i skupić uwagę na tym, co dzieje się teraz. Cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil […].

*

Czasem nie ma co na siłę ćwiczyć, lepiej puścić piosenkę

*

W każdym działaniu jest samorealizacja.

*

Trzeba patrzeć w dłuższej perspektywie.

*

A ludzie nam pomagają nawet, jak opadamy z sił.

*

Jako neurochirurg często mam do czynienia z ludźmi w bardzo trudnej sytuacji, bardzo ciężko uszkodzonymi. Dlatego wiem, że nie można wartościować życia. Doświadczyłem nieraz, że często ludzie zdrowi, w pełni sił, mają problem ze sobą. Nie czują żadnej satysfakcji z życia, choć obiektywnie nie mają żadnych ograniczeń. A z kolei osoby z wielkimi ograniczeniami nieraz są bardzo szczęśliwe.

*

Każdy neurolog powie: trzeba robić swoje i czekać.

*

Muszę przyjąć do wiadomości fakty, bo nie mam innego wyjścia. Ci nie znaczy, że nie szukam pomocy. Cały czas coś się dzieje. […] właściwie co mogę powiedzieć osobie, która mówi, że to bez sensu? Nie mam z nią wspólnej płaszczyzny myślenia. […] Czy nie lepiej w tym czasie znaleźć grupę ludzi, którzy chcą coś robić? 

Katarzyna Pinkosz, Wybudzenia. Powrót do życia. Polskie historie,
Wydawnictwo Eureka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 15 października 2017

Ostatni akapit napisany przez Dicka zaczyna się tak:

Bo ja, wiecie, jestem zwyczajnym facetem. Koszę trawę przed domem, odśnieżam podjazd i zmieniam olej w naszych samochodach. Robię zakupy i gotuję większość kolacji w naszym domu. Jestem taki sam jak każdy inny facet w Ameryce.

Ze słów Ricka z listu do Ojca umieszczonego na końcu książki:

Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę.

„Wyjęłam” Ricka i Dicka z książki Jorneta. Kliknęłam tu i tam. Ibuka nie było. Klik, klik, portal aukcyjny, klik, klik i szła do mnie ich historia. Dziś rano kończyłam na akord, bo wiedziałam, w czyje ręce musi trafić już dziś! Ta książka jest jedną z najważniejszych książek mojego roku 2017.

Ale najpierw było tak: szła książka kilka dni, troszkę odbierała się z poczty, potem ratowała mnie przy czytaniu betrojerinek — ibuk w komunikacji miejskiej, papierz w hamaku. W sumie, zamyśliłam się teraz,  dwa tygodnie minęły… Studentkom i studentom zaordynowałam semestralny eksperyment na ludziach, optymistycznie nazywając go zaproszeniem do przygody… od środy zauważam, że zmieniło się we mnie coś zasadniczego… ja sama ruszyłam w podróż, przygodę…

*

Mój najstarszy syn, Rick, był przykuty do wózka inwalidzkiego od ponad dziesięciu lat, kiedy po raz pierwszy poprosił mnie, żebym założył buty do biegania i popchał go w biegu. To był rok 1977. Miałem wtedy trzydzieści siedem lat i od szkoły średniej niczego na poważnie nie trenowałem.

*

Nie miewam złych dni, ponieważ zawsze pamiętam, że życie toczy się dalej, a my musimy jedynie wyciągnąć wszystko, co najlepsze, z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.

*

Dasz radę!

*

[…] jeden z magistrantów zadał pytanie, które — to było widać — chcieli zadać oni wszyscy: „Skąd wiecie, że wasz syn jest inteligentny?”. Judy, która rozpaczliwie pragnęła, aby tym razem nie odesłano nas z kwitkiem, powiedziała: „Opowiedz mu jakiś dowcip”.

*

[…] Rick ciągle marudził, że chciałby spróbować. Naprawdę nakręcił się na ten wyścig. Poza nieuniknionym wyzwaniem, jakim było znalezienie sposobu, aby posadzić Ricka na rowerze czy wodzie, ja sam nie siedziałem na rowerze od szóstego roku życia i nie umiałem pływać. To [triatlon] byłoby największe przedsięwzięcie, jakiego kiedykolwiek się podjąłem, ale Rick nie dawał za wygraną.

*

[…] wszystko jest możliwe, jeśli tylko włożysz w to swoje serce.

*

To naprawdę niezwykłe, że kiedy się z kimś dzieli podobne troski i przeżycia, od razu tworzy się  szczególny rodzaj więzi.

*

Znaczymy więcej niż nasze kalectwo. Kiedy będziemy w stanie w pełni je zrozumieć i zmotywować innych, aby je zrozumieli, to znajdziemy w życiu cel inny niż ciągłe rozpatrywanie własnych słabości i niedoskonałości. [z listu Karen White]

Dick Hoyt, Don Yaeger, Oddany. Opowieść o miłości ojca do syna,
przeł. Edyta Stępkowska, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2011.
(wyróżnienie własne)


*

*

Nie udało mi się ustalić Autorki/Autora zdjęcia, ale
powód, by wrócić do Bostonu jest.

*

poniedziałek, 02 października 2017

Kaprysik czytała i mignęła mi ta informacja. Weszłam na Jej blog, by przeczytać Jej wrażenia, a potem co czyta. Tak napatoczyłam się na minirecenzję książki, którą zapragnęło przeczytać kopytko, gdy tylko przeczytałam słowa: [Autor] opowiada, jak płakał ze szczęścia 20 km przed metą, jak pięknie wyglądały gwiazdy na niebie. Więcej nie trzeba mi było, by klik, klik i czytałam, i skrzydła mi rosły, a kopytko było w zachwycie, że taaaaka książka przykuła jego uwagę.

[…] kiedy wali nam się cały świat, zazwyczaj nie ma już nic, co można zrobić. Wtedy zostaje nam już tylko jedno wyjście: dać z siebie to, co najlepsze i czekać, aż intuicja poprowadzi nas dobrą ścieżką.

*

Jak mawiał mój dobry przyjaciel, zwycięstwa uczą nas niewiele; natomiast kiedy nic się nie układa, kiedy pojawiają się trudne sytuacje, z których trudno jest wybrnąć, kiedy próbowałeś podnieść się sto razy i sto razy na nowo upadałeś, a za sto pierwszym udało ci się znaleźć rozwiązanie, wtedy właśnie znajdujesz coś pozytywnego, wtedy dojrzewasz i poznajesz siebie.

*

Dopóki nie wrócisz ze szczytu, nie możesz przygotować się na nową wspinaczkę.

*

[…] najsilniejszy jest nie ten, kto przybywa na metę jako pierwszy, lecz ten, kto czerpie największą radość z tego, co robi.

*

[…] zwycięstwa są tam, gdzie człowiek chce je widzieć.

*

 […] znaleźć to, za czym podążam, albo to, co podąża za mną.

*

Obuwie wiele o nas mówi: czy lubimy chodzić, czuć się wygodnie, czy wolimy czuć się wysocy, czy wolimy miasto, czy przyrodę

*

Wygrana oznacza zmianę snu w rzeczywistość.

*

Nadchodzi w życiu taki dzień, kiedy musisz zdecydować, do którego pociągu chcesz wsiąść, a kiedy już w nim jesteś, nie możesz myśleć, co by się stało, gdybyś wsiadł do innego. Trzeba czerpać radość i maksymalnie wykorzystywać wszystko, co oferuje nam dany pociąg. Nie możemy poznać tego, co skrywają pozostałe, chociaż wiele razy obudzimy się w nocy, bo śniło się nam, że są lepsze. W rzeczywistości perfekcja istnieje tylko w nas samych, w tym, co sami uważamy za perfekcyjne. Wszystkie ścieżki powiodą nas w różne miejsca, ale to nasze kroki pozwolą nam znaleźć szczęście.

Kilian Jornet, Biec albo umrzeć,
przeł. Barbara Bardadyn, Sine Qua No, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)


Że nie mogę, nie potrafię, nie umiem, nie dam rady?
Wolne żarty!

Te dwie historie dodały mi skrzydeł. Moje kopytko definitywnie obwołało tę książkę najlepszą kopytkową książką roku.

Western States to najbardziej znany i prestiżowy ultra-trail po drugiej stronie Atlantyku. […]  Jest to jeden z długodystansowych wyścigów z najdłuższą historią. Kiedyś trasa ta służyła wyścigom koni, zwanym Tevis Cup, które odbywały się co roku. W 1974 jeździec Gordon Ainsleig, który w tamtym czasie liczył sobie dwadzieścia siedem lat, widząc, że jego koń dzień przed zawodami zranił się w nogę, postanowił, że jego podróż nie pójdzie na marne i uznał, że i tak weźmie udział w wyścigu, nawet bez konia. Organizatorzy, zdziwieni, ale przekonani, że to niemożliwe, by komuś udało się przebyć tę drogę pieszo, pozwolili mu wystartować. A on nie tylko ukończył wyścig, ale dotarł do mety rychło po pozostałych jeźdźcach, z czasem poniżej dwudziestu czterech godzin. Od tamtej pory na tym samym odcinku każdego roku odbywa się Westerne States 100, wyścig na dystansie stu mil, czyli stu sześćdziesięciu kilometrów, które trzeba pokonać, biegnąc.

*

Widzę jedynie to, co pragnę widzieć, co pozwala mi zapomnieć o bólu. Widzę zdjęcia Hoyta, Amerykanina, który chcąc sprawić, by jego syn — cierpiący na uraz rdzenia kręgowego, który sparaliżował mu nogi — mógł odczuwać silne emocje i cieszyć się tak jak inni, brał udział w wyścigach Ironman i ciągnął go za sobą w pontonie, jechał z nim na rowerze, a biegnąc pchał wózek inwalidzki.

Kilian Jornet, Biec albo umrzeć,
przeł. Barbara Bardadyn, Sine Qua No, Kraków 2013.

*



Rick & Dick Hoyt, źródło.

 
1 , 2 , 3
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...