Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Stehlik i okolice

niedziela, 17 grudnia 2017

Nie jest królową, czarodziejką ani amazonką – jest doulą. Tańczy z życiem i śmiercią. Jest kobietą, która odrzuciła czółenka, i teraz biega z wilkami. Właśnie taka ona jest narratorką i właśnie w taki sposób zaczyna się zarówno Ekomąż, jak i Ekożona. Narratorka, jak dowiemy się w Ekożonie, nie jest  jasnowidzką, ale jest tą, która wie. […] [Ma] pięćdziesiąt pięć i dwa miliony lat.

Niech was nie zmyli fakt istnienia narratorki, tę książkę pisał facet i jest ona gęsta od szowinistycznego dowcipu — fantastycznego i czeskiego!

Czyta się tę książkę tak szybko, jak pierwsze książki Sylwii Kubryńskiej. Viewegh męską ekowersją Kubryńskiej! Nie spodobałoby się to Autorowi. Chi, chi, chi! — zareagowałaby narratorka, założę się.

Ekomąż, Ekożona — w tej, odwrotnej, kolejności to fantastyczne antidotum na eko- i nieekopożycie rodzinne w wersji świątecznej, które już tuż, tuż.

     — Przede wszystkim powinieneś pozbyć się tej grubej baby — radzi. — To jest podstawowy krok.
     — Nie możesz powiedzieć, że jest gruba, choć niezaprzeczalnie jest. Nie możesz jej powiedzieć, że prawie się nie rusza i że za dużo je, chociaż to prawda. Odpowie ci, że dusza przejawia się w różnych formach i rozmiarach i że ty tego nie pojmujesz
.

*

     — Jak to mówiłaś? Tao rodzi jedno, jedno rodzi dwa, dwa rodzą trzy, a trzy wszystkie istoty? – wyśmiewał się z Hedviki. — Serio? A ja na to mówię: jeden plus jeden to dwa, dwa plus dwa to cztery, a wszystko inne to bujda!
     Mojmir jest przeciwny życiu w irracjonalnym nieładzie. Uwielbia porządek i nienawidzi chaosu. Żadnych tych rzekomo kultowych przestrzeni między porządkiem i chaosem po prostu nie uznaje.
     — A co jeśli właśnie ta przestrzeń jest jedynym miejscem, w którym człowiek może istnieć jako ludzka całość
?
     — To już wolę być człowiekiem niecałkowitym niż hodować w mózgu jakieś mistyczne karaluchy.

*

 […] najlepszy kumpel to dla mężczyzny najstarsza karta, trumf (wprawdzie żona też jest najstarszą kartą, ale z innej gry, powiedzmy, że jeśli najlepszy kumpel to as treflowy – żona jest dżokerem; a nie można grać jednocześnie w kanastę i mariasz).

*

[…] olcha symbolizuje wyzwolenie, grab ochronę, natomiast brzoza odnowę, a buk zrozumienie.
     — Chyba powinienem zacząć wpieprzać bukwie, żeby to wszystko zrozumieć — skarży się Mojmir.
     Jego mały racjonalny móżdżek po prostu odmawia przyjęcia rzeczy, których nie można zważyć lub zmierzyć.
     — Zaufania i przyjaźni też nie zmierzy pan metrem. A czy to oznacza, że zaufanie i przyjaźń nie istnieją? — pytam go po latach, kiedy opowiada mi tę historię z Ogrodnikiem.
     — Ale mogę je opisać! — podnosi głos Mojmir
.

*

 […] bierze z szafki nocnej jej MaMy Kalendarz i otwiera go za pomocą szkarłatnej zakładki. Pierwsze, co widzi, to motto tygodnia autorstwa Olgi Tokarczuk: zdałam sobie sprawę, że zawsze lepsze będzie to, co jest w ruchu, niż to, co w spoczynku; że szlachetniejsza będzie zmiana niż stałość; że znieruchomiałe musi ulec rozpadowi, degeneracji i obrócić się w perzynę, ruchome zaś – będzie trwało nawet wiecznie.
     Apostoł rozumu Mojmir, który dwa lata temu w Bolonii postawił swojej polskiej koleżance dwie absurdalnie drogie szesnastoletnie whisky, irracjonalnie odbiera to jako ordynarną niewdzięczność.

*

     — Why women cannot be like men — mówi Mojmir zamiast przywitania, nalewa wino i podaje teściowi puchar. — Jak go upuścisz, będziesz mi winien siedem stów — ostrzega go.
     […]
     — Japończyka zrozumiesz. Holendra zrozumiesz. Islandczyka zrozumiesz – mówi, a potem spogląda na Mojmira. – Kobiety nie zrozumiesz, choćbyś stanął na głowie.

*

     — Czystego sumienia nie można sobie kupić – zwracam mu uwagę.
     — Oczywiście, że można, tyle że jest dużo droższe. Ja kupuję sobie tańsze dobre samopoczucie, rozumiemy się
?

*

     — Ale ja to rozumiem. Kiedy kobieta mówi, odpoczywa. Kiedy mówi mężczyzna, przekazuje informacje. Kiedy ja chcę odpocząć, lecę na przykład na Kanary. W milczeniu.

Michal Viewegh, Ekożona, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2015.
(wyróżnienie własne)



piątek, 15 grudnia 2017

Raz. Wydawnictwo robi promocyjne cięcie cen — tak trafiam na tytuł we wtorek.

Dwa. Czeski autor — zaglądam do podczytnika.

Trzy. W podczytniku czytam, że mężczyźnie wali się świat… O! Chętnie przeczytam, jak sobie z tym poradził. Poradził sobie po męsku i po czesku, oczywiście!

Cztery. Jeden dzień i wczoraj późnym wieczorem, na przekór zdrowemu rozsądkowi, kończyłam. Płakałam i rżałam ze śmiechu. Po czesku?

Pięć. Pół książki zastanawiałam się natrętnie, ale czemu taki tytuł — Ekomąż — no czemu? Dostałam odpowiedź obserwując wymianę słowną książkowych postaci, bingo, to druga książka! Wcześniejsze przygody bohaterów i narratorki zamknięte są w Ekożonie, której połowę mam już za sobą. Odwrotna chronologia służy mi bardziej, niż czytanie tych książek we  „właściwej”  kolejności.

Nie byłem dyrektorem fabryki cudzołóstwa, a jedynie zwykłym jej pracownikiem, powiedziałbym nawet, że skromnym, szeregowym pracownikiem.

*

     — […] Pańska butelka z winem życia nie jest w połowie pusta. Ona jest w połowie pełna!
     W mojej butelce z winem życia jest pieprzony jabol — myśli Mojmir
.

*

Uda się — myśli zszokowany. To się jednak uda. Jeśli nie otworzy oczu, wszystko pójdzie dobrze.

*

     — Pytałam, kim są ci dwaj? — odzywa się znów Hedvika.
     — Jacy dwaj? — nie rozumie Mojmir, który większość rzeczy zapomina po pięciu sekundach.
     — No ten Pistorius i ten drugi
[O. J. Simson]?
     — Lekkoatleta i futbolista amerykański, chwilowo być może najsłynniejsi przestępcy na świecie.
     Hedvika wciąż nie rozumie.
     —Obaj zabili swoje żony — wyjaśnia Mojmir sucho.
     Z pewnością chciał nacieszyć się tą starannie przygotowaną pointą, ale ku mej radości Hedvika mu to psuje.
     — Razem? — pyta dość naiwnie.
     — Jak razem, do cholery? — mówi zirytowany Mojmir. — Każdy swoją.

*

Tego zdania powinno uczyć się dziewczynki już w przedszkolu — podobnie jak uczymy je na przykład, żeby po siusianiu się podcierać, że ogień parzy albo że niektóre grzyby są bardzo trujące. Zdania Gdzieś ty kurwa była? powinny uczyć się dziewczyny i kobiety na całym świecie — tak jak uczniowie na całym świecie muszą znać słowa hymnu państwowego. Zdanie Gdzieś ty kurwa była?  powinno znajdować się na szyldzie każdego sklepu z sukniami ślubnymi oraz wszystkich firm organizujących śluby i wesela… To zdanie, siostry moje, powinnyście wygrawerować sobie na tych swoich drogich obrączkach. Nie Z miłości!, Na zawsze! czy Teraz jestem już tylko twój!  ani żadne tego typu kłamliwe romantyczne pierdoły, ale prosto z mostu i zgodnie z prawdą: Gdzieś ty kurwa była?
     Może dopiero wtedy , drogie siostry, zrozumiałybyście, dokąd zmierzacie w tych swoich welonach i białych koronkach.
     — Gdzieś ty kurwa była? — znów ryczy Mojmir na Hedvikę — jest wpół do pierwszej rano
!
     Jest dokładnie jedenaście po dwunastej i raczej głęboka noc niż rano, ale nie czepiajmy się szczegółów, prawda?

*

     — Nie ma mowy! Powiedz to głośno i wyraźnie. Na czym człowiek ląduje, kiedy za dużo mówi?
     — Na ryju — przyznaje niechętnie Mojmir.
     — Dokładnie — mówi Tomasz zadowolony. — Więc widzisz! Bądź tak miły i tym razem tę swoją pieprzoną prawdę starannie ukrywaj, dobra
?

*

[…] nagle muszę w duchu przyznać, że — choć jest to całkowicie niewiarygodne i pod wieloma względami niewybaczalne — zaczynam tę szowinistyczną świnię, którą dopiero choroba potrafiła zmienić na powrót w człowieka, darzyć sympatią.
     — Mistrzu, chyba nie znam innego faceta, który przeszedł reinkarnację nie po śmierci, ale jeszcze za życia! — wołam do niego
.
     […]
     — Ostrożnie, madame! — krzyczy do mnie. — czy pani się w ogóle słyszy? Przecież ta inwektywa brzmiała prawie jak pochwała…

*

[…] przypadek, jak wiadomo, to silny czarodziej!

*

     — Hedonizm to dystans do życia — przekonuje mnie nawet dziś […]. — A ponadto jest to dzielny bój z Nicością. Hedonizm to zwycięstwo człowieka nad przerażającą krótkością ludzkiej wędrówki.

Michal Viewegh, Ekomąż, przeł. Mirosław Śmigielski,
Stara Szkoła, Rudno 2017.
(wyróżnienie własne)



poniedziałek, 29 maja 2017

Jak dobrze, że na następną książkę tej autorki będzie trzeba poczekać. Ona nie konstruuje powieści, ona ją wyrzyna na żywym organizmie rodziny. Pozbawia złudzeń, choć pozostawia nadzieję.

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie doświadczył choć przez chwilę rodzinnej szajby, który tą szajbą nie został porażony choć raz. Na razie mam serdecznie dość dynamiki miłości rodzinnej, gdzie bywa, że kochasz, ale jednocześnie nie lubisz.

E tam… wiesz, jaki jest dziadek. Typowy inżynier.
     Jak to typowy inżynier? Znaczy się wiem, co to znaczy inżynier, ale nie wiem, o co ci teraz chodzi.
     No wiesz… że jest przyziemny i nie za bardzo rozumie wymyślone rzeczy.

*

[…] kiedy tylko na horyzoncie pojawiają się jakiekolwiek kłopoty, wystarczy wypowiedzieć zaklęcie „to ty jesteś najstarsza” i już.

*

Naprawdę nie wiesz, o czym mówię, czy tylko udajesz?

*

Ja tez jestem głodna, ale jeśli zupa jest na mięsie, to dziękuję.
     No… rosołek na mięsie, ale z kury od naszej pani Hor
áčkovej, broni się mama.
     Nie, to ja dziękuję.

*

[…] nie pytaj, jeśli odpowiedzi nie chcesz znać […]

*

Co chcesz powiedzieć? Że jest źle wychowany? Co ty możesz o tym wiedzieć?
     Mogę wiedzieć tylko tyle, ile sama widzę
.

*

[…] mama nie lubi, kiedy jada w gości, a ona woli gdzieś się zaszyć i czytać, jutro możesz poczytać, mówi wtedy mama, i ma racje, pewnie, że może, ale książki są czasami po prostu o wiele ciekawsze od wszystkich ludzi, którzy akurat tam siedzą.

*

Dobrze nie było, ale i strasznie nie było, zresztą nawet nie było źle.

*

[…] to właśnie szczęśliwych ludzi najczęściej można przyłapać na prostych, niewymuszonych chwilach radości […]

*

Chyba nie czeka mnie już w życiu zbyt wiele dotyku i ciepła innych ludzi, nagle czuję żal, szkoda, że to wszystko tak się skończyło, nie, nie żałuje rozstania, nie żywię do niego aż tylu pozytywnych uczuć, po prostu szkoda, że nigdy nie siądziemy sobie na ławce przed domem, by powygrzewać się w promieniach słońca, możemy posiedzieć, ale już nie razem.

Petra Soukupová, Pod śniegiem, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2016.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 23 maja 2017

Oczywiście, że wszystko przez Pana Szczygła! Apetyt na czeskich autorów zaistniał. Konsumuję, delektuję się, szczęce pozwalam opadać z wdziękiem i bez wdzięku. Bo to książka, która bez przepraszam przygląda się rodzinnym tabu przez pryzmat perspektyw ludzkiego doświadczenia życia w rodzinie. Niech pierwszy rzuci kamieniem… — myślę.

Osobistą historię mam, jak każdy. Osobiste przemyślenia i mieszane uczucia też. Ale mam również dystans do rodzicielskiego niezmiennego „przesadzasz”. Po prostu jestem z innego świata. Należę do innego porządku. Tylko tyle.

Nie przypominam sobie ani sekundy tego, co nazywają więzią między rodzeństwem, jakiejś świadomości, że to, co łączy mnie z  nim, nie będzie łączyć mnie z nikim innym na świecie. Nas raczej w ogóle nic nie łączy.

*

Nie mogę w to uwierzyć. Gdybym był mniejszy, tobym to sobie wypłakał. Teraz mogę się najwyżej wkurwić.

*

[…] przychodzi codziennie, ale tylko na chwilę. Próbuje, jakby pewnie sam to określił, dodać mi odwagi. Przynudza, jak to muszę przezwyciężyć samego siebie. Jak teraz wszystko zależy ode mnie. Jak mam się trzymać. Jaki ze mnie prawdziwy facet, a prawdziwi faceci walczą.

*

[…] kręcą mnie pusta kartka i pierwsza kreska, jaką na niej postawię.

*

[…] bywają ułamki sekund, […] kiedy rozumiemy się bez słów i przez sekundę jesteśmy razem.

*

     — Już ty się nie martw.
     — Żebyś potem nie mówiła, że cię nie ostrzegałam.
     — Nie będę mówiła
.

*

     — Ja pierdolę  — nie wytrzymuje matka — czego ty ode mnie chcesz, mamo?

*

Cisza. Nie da się cofnąć czasu. I tak cię nie lubię, mają ochotę powiedzieć obie.

Petra Soukupová, Zniknąć, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2012.
(wyróżnienie własne)


wtorek, 25 kwietnia 2017

nie wiem.
opcja pierwsza: nie mam pojęcia. nie dam rady. nie nadaje się. nigdy nie zrozumiem. itepe, itede do całkowitego zniechęcenia i rezygnacji.

nie wiem.
opcja druga: ty jako łowca przygúd. poszukiwacz skarbúw. tropiciel tajemnic. odkrywca. badacz. eksplorator. itepe, itede do całkowitego zachwytu możliwością, ktúra otwiera się w tej chwili.

wiesz.
wybieraj! opcja pierwsza czy druga?

***

Zadałam sobie ostatnio pytanie: co mnie interesowało zawsze? Od dzieciństwa.

*

Wie pan, dobrze, jeśli człowieka od początku coś przerasta. Dlatego że wtedy rodzi się wyzwanie. Musi dowiedzieć się, co to znaczy. A nawet jeśli się nie dowie, to może odpowiedzieć sobie, dlaczego te słowa zrobiły na nim wrażenie.

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

***

Piotr Zioła, Safari.

nim dosięgnie nas stado dzikich lwów

Zaczęłam wiele miesięcy temu. Utknęłam na nieszczygłowych literkach i odłożyłam. Czy trzeba nieszczygłowe literki przejść, zrozumieć, wchłonąć? Nie trzeba i machnęłam na nie ręką.

Z niebywałą przyjemnością wróciłam do tej książki. Przygoda w Intercity, miniatura o Nastolatce i katechecie — palce lizać i płakać ze śmiechu, i pękać z dumy!

W byciu człowiekiem najpiękniejsze jest poznanie innego człowieka, którego oczami możemy spojrzeć na to, co widzimy od dawna. Jego oczy patrzą dla nas. Dostrzegają rzeczy, których nie mogły dostrzec nasze. Ktoś znajduje nowe znaczenia tego, co zaliczyliśmy już do oczywistości.

*

Ach, jo! — napisałem (tak mawiają Czesi i Krecik, gdy dociera do nich jakaś świeża prawda).

*

Jeżeli żyje się w Polsce i mają być z tego jakieś plusy, to poezja jest właśnie nagrodą. Nie ma przecież przeszkód, żeby samemu się nagrodzić.

*

     — I co teraz? — spytałem cicho kolegów.
     Cezary zastanawiał się półgłosem:
     — Trzeba by zacząć trenować…
     — Co?
     — Trudną sztukę dzielenia rzeczywistości. A także jej ostateczne wartościowanie. Ale przyjąć to? Odrzucić? Czy dopić kawę i dokończyć racucha?
     Zgodziliśmy się, że w tej sytuacji dokończymy racuchy.
     — Zawsze „tak” dla małych rzeczy — powiedział zadowolony Cezary
.

*

[…] zabrać, postawić w ogrodzie. Nawet jak się już nie da na nim siedzieć, to mogą tam przysiąść ptaki lub motyle.

*

     — Może Jezus czasami musi się odkleić od krzyża? Bo nie wytrzymuje?

*

[…] jesteśmy sami dla siebie największym darem i nie mamy nic cenniejszego, bo przecież bez siebie nie istniejemy.

*

Mariusz Szczygieł, Projekt: Prawda,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


*

Philip Glass, The Hours.

niedziela, 09 kwietnia 2017

Czeski ksiądz Tomáš Halík jest jedynym księdzem, którego słucham z uwagą — napisał Mariusz Szczygieł. W zasadzie to wystarczyło, gdy mój ulubiony serwis ibuków, poinformował mnie o promocyjnej cenie na tę książkę. Nie zastanawiałam się specjalnie, klik, klik i wiedziałam, że po Jastrzębiu to najwłaściwsza książka.

Do tej książki nie miałam pojęcia, jak bardzo głęboko jestem wierząca — nie zmieni tego żaden nadęty purpurat, nabzdyczony, z muchami pewności w nosie prałacik czy szydła, druty i agrafki rządowe, co świętsze od papieża.

Gdy ktoś twierdzi, że jest absolutnie niewierzący, często wtedy go pytam: jak wygląda ten Bóg, w którego nie wierzysz? Bo gdy coś odrzucam, muszę mieć przecież jakieś wyobrażenie o tym, co odrzucam.
     A gdy ten niewierzący opisze Boga, w którego nie wierzy, często mu muszę z ulgą pogratulować: Bóg zapłać, że w takiego Boga nie wierzysz! W takiego Boga nie wierzę i ja. W odniesieniu do takiego teizmu i ja jestem ateistą.

*

Rosyjski fizyk Nalimow napisał — pamiętam to dobrze — że człowiek otwiera się na prawdę na trzy sposoby: każdy z nich związany jest z jednym konkretnym wykrzyknikiem.
     „O” — oznacza zdziwienie, pełne podziwu zamilknięcie przed tajemnicą, która się przed nami otwiera.
     „Aha” — oznacza rozumowe zaakceptowanie danej myśli.
     I na koniec występuję też „ha, ha”, poprzez które człowiek wyraża, że zrozumiał dowcip
.

*

Drogi, które okazują się naprawdę owocne, zaczynają się zazwyczaj od trudności i chaosu.

*

[…] wiara nie jest niczym zdrętwiałym, ale jest nieustannym poszukiwaniem, nieustannym ruchem, dynamizmem. Nie tyle ruchem do przodu w rozumieniu współczesnej ideologii postępu ani ruchem do tyłu w duchu nostalgii tradycjonalistów i fundamentalistów, ile ruchem w głąb.

*

Boża moc objawia się w ludzkiej słabości; dopiero gdy będziemy mieli odwagę przyznać się do niej i przyjąć swoją słabość, otworzymy drzwi na działanie Bożej mocy. Dopiero gdy pozbędziemy się pewności właścicieli prawdy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w drodze, a nie u celu, nasza droga przestanie być błądzeniem w zaczarowanym kręgu beznadziejnego powtarzania.
     Dopóki ziarno nie obumrze, kłosy nie wzejdą
.

*

Cierpienia nie możemy przedyskutować, ale możemy je objąć.

*

Od wiary nie oczekujmy wygodnej pewności, ale umiejmy czerpać z niej odwagę do wkroczenia w obłok tajemnicy. Wiara jest umiejętnością życia z tajemnicą. […] Dojrzała wiara jest w stanie unieść otwarte pytania.

*

To, co Karl Rahner określił kiedyś pięknie: „Bóg ma swoją przygodę z każdym, czy jest to wierzący, czy ateista”, można byłoby powiedzieć i na odwrót: że każdy, czy to wierzący, czy ateista, ma swoją przygodę z Bogiem.

*

Przez całe życie uczymy się słuchać i rozróżniać, przez całe życie uczymy się rezygnować. Całe życie, jeśli nauczymy się rozumieć jego mowę, wyzwala nas z naszych wyobrażeń, dążeń, ambicji, fantazji i planów, ze wszystkich naszych „alternatywnych scenariuszy”.

*

[…] rzeczy są śladami nieskończoności […].

*

Bóg podarował nam świat i życie jako coś złożonego i niejednoznacznego.

*

[…] stworzyłem dla siebie roboczą definicję: wierzącym jest dla mnie ten, kto przeżywa swoje życie jako dialog, kto stara się zrozumieć wyzwania, inspiracje, dary, rady czy ostrzeżenia, które mu samo życie przynosi, i odpowiada na nie.
     A niewierzący to ten, kto przeżywa swoje życie jako monolog, kto słucha sam siebie, nie przyjmuje innych, a tym samym nie traktuje poważnie Tego, który przez innych i przez życiowe historie do niego przemawia
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


Gdy mówię o „Kościele posiadającym”, o majątku Kościoła, nie myślę o tym, co tak często w historii było przedmiotem krytyki: o bogatym i silnym Kościele dysponującym licznymi dobrami materialnymi i wchodzącym w sojusz z realną władzą. To dziś na szczęście w wielu krajach świata już nieodwracalna przeszłość. Przeczytałam te słowa i z  przykrością stwierdziłam, że w przypadku Polski to nie przeszłość, tylko teraźniejszość. Teraźniejszość+, która terroryzuje.

Polski katolicyzm to karykatura chrześcijaństwa. Polski rząd to karykatura rządu. Gdyby ten czeski Ksiądz, był polskim księdzem, z pewnością dostałby zakaz publicznych wypowiedzi i publikacji.

To, do czego rzeczywiście dążą ci, którzy przeciwko europejskiej integracji podnoszą sztandary z widniejącym na nich hasłem: „narodowej suwerenności”, nie jest suwerennością państwa, ale ich własną suwerennością w półmroku korupcyjnego połączenia polityki i ekonomii.

*

Jeśli Kościół (i różne instytucje nazywające siebie chrześcijańskimi) ma na względzie przede wszystkim swoje własne instytucjonalne interesy, a chrześcijanie troszczą się tylko o własną wspólnotę — są solą, która straciła swój smak i funkcję. Do niczego się już nie nadają.

*

[…] słyszymy z każdej strony o powrocie Boga i powrocie religii. Przyznam się, że obawiam się raczej Boga, który wraca w postaci religii politycznej. Raczej ufam drodze, którą wytyczył Lévinas: Bóg bezwarunkowo objawia się w bliźnim, w człowieku, za którego ponoszę współodpowiedzialność. Nie można nie zobaczyć, że u korzeni współczesnego kryzysu ekonomicznego leży właśnie nieobecność odpowiedzialności.

*

Boję się ludzi o niezachwianych przekonaniach, ponieważ czuję od nich chłód śmierci i wrogość wobec życia, wobec jego dynamiki, ciepła i różnorodności, unikam ich, bo po prostu nie wierzę w deklarowaną pewność ich wiary. Nic na to nie poradzę: za murem ich niezłomności wyczuwam tłumione pytania i nierozwikłane problemy, nierozstrzygnięte wewnętrzne konflikty, przed którymi daremnie szukają ucieczki w walce z inaczej myślącymi.

*

Religijny fundamentalizm i radykalny sekularyzm są dwiema skrajnościami, które są do siebie w podejrzany sposób podobne, wzajemnie się prowokują i wzmacniają.

*

Gdyby chrześcijaństwo chciało odwrócić się plecami od współczesności, wpadłoby w bigoterię i fundamentalizm religijny. I gdyby na odwrót, świeckość chciała się zupełnie odwrócić od chrześcijaństwa, sama stałaby się nietolerancyjną pseudoreligią.
     Przykłady obu ekstremów są znane: wulgarne, upolitycznione formy katolicyzmu czy prawosławia zmieszane z nacjonalizmem i ksenofobią po jednej stronie i wojujący ateizm po drugiej
.

Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niedziela, 19 lutego 2017

Egzotycznych krajów chce się najbardziej zimą. Podobno. Nie wiem. Czy Polska graniczy z egzotycznym krajem? Oczywiście!

Czechy to dla statystycznego Polaka egzotyka mentalna pełną gębą. Pomyślałam tak po przeczytaniu tej książki. Nie mieści się w głowie, że wystarczy kilka setek kilometrów od serca cierpiących za narody i społeczne szaleństwo zmienia całkowicie swój koloryt i kształt. To książka-odtrutka na polskie choroby urojone: tkliwe uczucia religijne i moralne wzdęcia.

Rykoszetem dostało się i mi. Zachorowałam. Wtopiłam. Poległam. Padłam ofiarą bezgranicznej miłości do Szczygłowego pisania. Leczyć się z tego nie będę.

W Czechach najważniejsza jest pohoda. Słowo bardziej przydatne niż „ideologia” czy „honor”. Pohoda to dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie, przytulność miejsca, bezkonfliktowe związki. Słowem nie robić ludziom i sobie przykrości. Pohoda lubi piwo.
     „Wszystko
wpohodie” — może powiedzieć człowiek po stosunku, gość do kelnera po przyniesieniu dań, aktorka do koleżanki po pierwszym akcie. „Wszystko w pohodie” — to jedno z najbardziej pożądanych wyznań. […]  Na pierwszym miejscu Czech stawia bowiem samopoczucie. Wyssać z każdego drobiazgu coś pozytywnego.

*

Była taka polska piosenka: „Człowiek nie jest sam, nagle spotka drugiego i wie, że jego dno to raj.

*

Tramwaj jechał wzdłuż Wełtawy, a blondynce na głębokim dekolcie podskakiwał duży krzyż. Na przystanku wsiadła brunetka z sześcioma kolczykami w nosie, cmoknęły się w policzek, wsiadająca przyjrzała się biżuterii koleżanki i wypaliła:
     — Co to jest?
     — Jezus na krzyżu. Srebrny! Babcia mi dała.
     — I ty zamierzasz tego trupa nosić?!

*

[Hrabal]  Wszystko, co spotykam, jest silniejsze niż ja. Muszę potem dojść do siebie, oprzytomnieć.

*

     — Podejrzewałem, że pan żyje — mówię. — W związku z tym przywiozłem prezent.
     Wyciągam fartuch kuchenny z ceraty. Zakładany na szyję i wiązany z tyłu. Kupiony w Tate Modern Gallery, specjalnie z myślą o Bondym. Jest czaro-biały a z przodu ma naturalnej wielkości nagie męskie pośladki.
     — Kurwa fix — wykrzykuje Egon Bondy — będę miał dupę i z przodu, i z tyłu!
     (Justyna wiąże Bondy’emu troczek na plecach).
     Gospodarz staje wyprostowany na baczność i oznajmia:
     — Teraz w nim będę wykładał filozofię.

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
(wyróżnienie własne)


piątek, 10 lutego 2017

Chwyta za jaja i trzyma w garści. Od początku do końca. O tej książce nie chce się gadać. Chce się ją czytać, być w tej opowieści, zadumać się, wzruszyć, a potem wrócić do własnego, zwyczajnie niezwykłego, życia.

 Ważne jest tylko, żeby znaleźć nadzieję tam, gdzie z obiektywnego punktu widzenia żadnej nadziei nie ma. Taką nadzieję „a jednak”. A jednak nadzieję — wbrew wszystkiemu. A jednak szczęście.

*

Zrozumiałem, że przyszliśmy na ten świat niezbyt wielcy i niezbyt potężni. Jest wiele rzeczy, których nie damy rady zrobić, a jeszcze więcej tych, które zepsujemy, starając się o nich decydować, mieć na nie wpływ, zaznaczyć, że jesteśmy ważni.

*

Był to taki moment, w którym niebo dotyka źdźbeł trawy, a przyszłość łączy się z przeszłością w jedną wieczną teraźniejszość.  […]  Nie miałem ani pytań, ani słów.

*

Powinienem pamiętać, że dzieci nie porównują, że przyjmują wszystko jako oczywiste i jako to najlepsze.

*

[…]  jeśli będzie w jakikolwiek sposób różnił się od rówieśników, oni mu tego nie darują. Człowiek dopiero wtedy, kiedy jest dorosły, może sobie pozwolić na bycie innym. W dorosłości da się unikać wielu rzeczy, wybierać nawet najbardziej wyrafinowane drogi przez życie. Można nie iść za tłumem, nie podawać ręki sprawcom przemoc, nie otwierać serca przed cynikami. I tak jest to niełatwe i mało komu się udaje… 

Martin Vopěnka, Podróżowanie z Beniaminem,
przeł. Elżbieta Zimna, Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...