Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: literki homo oeconomicusa

piątek, 13 kwietnia 2018

Polowałam długo. Upolowałam. Naprawianie cyberświata trzeba zacząć od takich drobnych gestów — kupiłam, bo książki to u mnie artykuł pierwszej potrzeby. Przeczytałam w ekspresowym tempie.  I gdy po raz tysięczno-milionowy ktoś z moim znajomych powie: „przesadzasz”, „taki jest ten świat”, „nie można być cyfrowym neandertalczykiem”, nie będę nawet próbować przymierzać się do bycia wariatką z tego powodu — każdy inny chętnie rozważę, ale nie ten.

Ta książka, uwzględniając czasy, w których żyjemy, jest stara, ale nie przeterminowana. Dziś na pewno jest gorzej i raczej należałoby jeszcze bardziej się bać. Mało to konstruktywne. Lepiej przemyśleć i dokonać choć małych, niby nic nieznaczących zmian.

Czytam, nie wierzę, ale wiem, że muszę szukać nowego miejsca:

Dotychczas reklamy były wyświetlane na blogach nieaktywnych, czyli takich, na których w ciągu 30 dni nie powstała nowa notka.
     Koszty utrzymania platformy Blox.pl wzrosły i wprowadziliśmy zmianę — nieinwazyjne reklamy są wyświetlane na wszystkich blogach. Robimy to, żeby nasze usługi były dla Was nadal darmowe
.
(źródło)

Powyższe niebieskie słowa to świetna, bardzo na czasie, ilustracja, że książkę tę warto mieć na koncie przeczytanych. To fantastyczny przykład, że łaska zawsze może być cofnięta — Autor napisał te słowa prawie pięć lat temu, czyli cyfrową wieczność temu, a one jakby nieśmiertelne.

Nawet mieszkańcy NRD nie byli inwigilowani przez Stasi tak skutecznie, jak my jesteśmy codziennie inwigilowani przez sektor prywatny i publiczny. Nigdy w historii ludzkości nie pojawiła się sytuacja, w której wolność słowa, tajemnica korespondencji czy przepływy pieniędzy zależały od kilku korporacji, których działalność nie podlegała regulacji. W historii Europy, dodajmy, nigdy nie zdarzyła się taka zależność od korporacji z innego kontynentu.

*

Od lat media i organizacje, takie jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Fundacja Panoptykon, próbują się dowiedzieć, jak przebiega elektroniczna inwigilacja w naszym kraju. Do opisania rezultatów najbardziej pasuje włoskie powiedzonko „il muro di gomma”, jakim nad Tybrem określa się liczne śledztwa w sprawach, w które uwikłani są ludzie z wyższych sfer, specsłużby, wojsko, Kościół, mafia albo dowolne połączenie powyższych.

*

Internet miał wzmocnić szarego obywatela w konflikcie z państwem — przyniósł narzędzia kontroli i inwigilacji, o jakich totalitaryzmy mogły tylko pomarzyć. Miał przynieść dekoncentrację gospodarki, przyniósł takich monopolistów, że z nostalgią się wspomina poczciwinę Microsoft. Miał przynieść wolność słowa — przyniósł najskuteczniejsze techniki cenzorskie w historii kontroli publikacji i widowisk. Miał integrować nas w globalną wioskę, zamyka nas w bąbelkach jak w grodzonych osiedlach.

*

Żart rysunkowy z „New Yorkera” sprzed dwudziestu lat: „W internecie nikt nie wie, że jesteś psem”, jest rozpaczliwie nieaktualny. Gdy Peter Steiner go rysował w 1993 roku, tak rzeczywiście mogło być. […] W 1995 roku Al Gore skomercjalizował internet, a ta nowa, korporacyjna sieć, która się z tego wyłoniła, już wie nie tylko, że „jesteś psem”, ale także jakiej rasy, o jakiej diecie, czy na bieżąco ze szczepieniami oraz w jakich godzinach wyprowadzanym na spacer i dokąd (za sprawą gadżetu inwigilacyjnego w kieszeni twojego pana).

*

Co jest bardziej drastyczne: kobieta, której obcinają głowę, czy kobieta, która karmi dziecko piersią? Co za pytanie! To chyba oczywiste, że karmiąca piersią?
     A przynajmniej tak przez chwilę uważał społecznościowy gigant, Facebook
.

*

Internet pogarsza sprawę przejrzystości i odpowiedzialności, bo gdy jesteśmy zamknięci we własnych bąbelkach, sprawy całego państwa oddalają się od nas. Nie ma już sposobu na to, żeby ktoś jednym nagłówkiem na pierwszej stronie papierowej gazety ogłosił „J’Accuse!”. Teraz oskarżenie padnie w bąbelku „strony A”, po czym bąbelek „strony B” ogłosi je potwarzą, prowokacją, kłamstwem i manipulacją. Jak zawsze.

*

[…] w internecie panuje przejrzystość taka jak w lustrze weneckim. Działa w jedną stronę. Rządy i korporacje wiedzą wszystko o tym, co my robimy — my coraz mniej wiemy, co robią rządy i korporacje.

*

Już jest za późno na wybór — powszechna inwigilacja czy nie. Nie da się wepchnąć dżina z powrotem do butelki” – pisał [David] Brin […].

*

Kiedyś było tak, że każdy ma prawo do swojej opinii, ale nie do swoich faktów. Już tak nie jest. Fakty nie mają znaczenia.
// Stephen Colbert

*

Google prawdę ci powie”, mawiamy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylimy. Google powie nam to, co chcemy usłyszeć. A jeszcze dokładniej: pokaże nam takie treści, przy jakich najwięcej będzie mógł zarobić na reklamie.

Wojciech Orliński, Internet. Czas się bać,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 05 kwietnia 2018

Nie wygrzebałam się emocjonalnie z wrażeń po świątecznym czytaniu i w Lany Poniedziałek zaczęłam i skończyłam w tym samym klimacie. A potem trawiłam. Do dziś. Wciąż trawię.

Bezpieczeństwo fizyczne… myślałam o tym całą drogę, gdy wracaliśmy we wtorek do ula — przywilej, który zaglądający tutaj traktują jako oczywistość i dobrze, że mogą, co stanowi kolejny dar od losu. Czytając świątecznie, czytając tę książkę wracała do mnie nieoczywistość tej oczywistości.

Bezpieczeństwo fizyczne, bezpieczeństwo psychiczne… gdy wracaliśmy do ula, Sadownik zapytał mnie, czemu tak dziwnie na niego patrzę… patrzyłam jak na nieoczywisty dar.

Mój dziadek Caparrós wypłynął przed sześćdziesięciu laty z Wysp Kanaryjskich na czymś w rodzaju łodzi — uciekał od Franco. Nie zamierzał nawet płynąć do Argentyny, jednak tam się znalazł i dlatego jestem tym, kim jestem. Przypadki to coś porażającego — a nic nie czyni ich wyraźniejszymi niż solidna podróż.

O innej, tej słynnej, książce Autora wiedziałam od dawna, ale nie czułam się na siłach udźwignąć temat. Nie wiedziałam, że sposób, w jaki pisze, stanie się tak bliski memu sercu — wrażliwość, przytomność, wysoki poziom autorefleksji, odrobina zawstydzenia: wszystko to jest w tej książce, dzienniku z podróży na zlecenie. Głód zaznaczyłam do upolowania, już się nie boję; z tym Autorem dam radę zmierzyć się z przywilejami, które mam, a na które nie pracowałam ani chwili, których nie zdobywałam, które mam w pakiecie z miejscem urodzenia i życia.

Podróżowanie to oczywiście przyznanie się do bezsilności: szukasz gdzie indziej tego, czego ci nie dostaje. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, zostałbym w domu. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym głupcem. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym szczęśliwy. Staram się o to od dłuższego czasu.

*

[…] mogę zrozumieć, że oni nie mogą zrozumieć: po co ktoś miałby podróżować, jeśli nie jest do tego zmuszony? Albo że rozumieją aż za dobrze: ci ludzie przyjeżdżający nie wiadomo po co muszą mieć gówno do roboty i do tego kupę pieniędzy, skoro wydają je na głupoty, nie?

*

Emigranci nigdy nie opowiadają o swoich klęskach tym, których pozostawili w kraju: choćby żyli w skrajnej nędzy, ich relacje zawsze pełne są sukcesów. Inaczej musieliby się przyznać, że popełnili błąd albo, co gorsza, że nie potrafili dokonać tego, co udało się innym.

*

Ludzie, którzy mieszkają w swoim kraju, mówi, nigdy nie zrozumieją, co znaczą dokumenty: co znaczy mieć papiery albo ich nie mieć.

*

Każde słowo to poszukiwanie, niepewne potykanie się, lęk. – Czemu rozmawiasz z nami, a nie z rodziną? – Bo nigdy by mnie nie zrozumieli. Najpierw chciałam zataić swoją historię, bo tu, w moim kraju, kiedy ludzie się dowiedzą, wytykają cię palcami. Nie traktują cię jak ofiarę, tylko jak winną. Teraz jednak wiem, że muszę o wszystkim opowiedzieć; inaczej przez całe życie będę rozpamiętywać tamte miesiące.

*

Od dawna rozmawiam w językach, które nie są moimi językami, z ludźmi, którzy rozmawiają ze mną w językach innych niż własne. Taka współczesna uprzejmość.

*

Jakaś kobieta mówi mi: zasrany biały, co tu robisz, to nie jest dla zasranych białych. Patrzę na nią i próbuję uśmiechnąć się lekceważąco; ona krzyczy dalej. Idzie jej lepiej niż mnie, ale ma nade mną przewagę: zawsze łatwiej jest krzyczeć niż się uśmiechać.

*

Na tych ulicach nie da się zrobić uniku przed skrajną nędzą. Świat, moim zdaniem, może być podzielony na kraje, w których bogaci mogą żyć, nie oglądając biedaka, i takie, najbardziej brutalne, w których przed tym nie uciekną.

*

Ja przez całe swoje życie staram się uczynić je ciekawym, wartym przeżycia, żeby nie przeciekło mi przez palce bezmyślną strużką. Oni – bardzo liczni, dwie trzecie, trzy czwarte wszystkich ludzi żyjących na świecie – starają się zdobyć coś do jedzenia: zjeść coś dzisiaj i obudzić się jutro. Tu przebiega prawdziwy podział klasowy, najstraszliwszy podział klasowy: na tych, którzy, jak ja, zastanawiają się, co będą jutro robić, i tych, którzy się zastanawiają, co jutro zjedzą. To jest właśnie tak okrutne w Afryce: że obrazuje ten podział zbyt wyraźnie.

*

Bogactwo zabezpiecza przed jakąkolwiek zmianą, utrzymuje wszystko w niezmienności – chyba że ktoś spodziewa się wraz ze zmianą osiągnąć zysk.

*

Byłem młody w świecie, w którym być młodym oznaczało wykorzystywać tę młodość, aby świat zmieniać; nie jestem młody w świecie, w którym być młodym to zajmować miejsce uprzywilejowane — a ci najbardziej uprzywilejowani nie mają zamiaru zmieniać świata, który ich rozpieszcza, tylko chcą z niego jak najwięcej wycisnąć. Usłyszę: jacy tam uprzywilejowani — a bezrobocie, a przemoc, a narkotyki, aids, brak perspektyw, wszystko to, czego ofiarami są przede wszystkim ludzie młodzi, ubodzy ludzie młodzi? W przypadku tych, którzy ubodzy nie są, wyraźnie widać różnicę między młodym i trochę mniej młodym: wszystko jest zrobione z myślą o tych przychodzących na końcu, wszyscy chcieliby — wszyscy chcielibyśmy? — być tacy jak oni.

*

[…] zastanawiam się, jak wyglądałoby społeczeństwo, w którym o wiele trudniej byłoby wskazać, kto jest tym innym. Albo w którym o „inności” przesądzałyby kryteria ekonomiczne, przynależność klasowa, a nie kolor skóry. Jeśli to w ogóle kiedykolwiek nastąpi.
     Nie ma nic smutniejszego niż ubogi biały, któremu pozostaje jeszcze tylko rasizm, żeby mógł odczuwać wyższość
. White trash, mówią o takich Amerykanie.

*

[…] jeśli świat zmierza w jakimś kierunku, mnie to umyka. Odnoszę raczej wrażenie, że zatrzymał się w pół drogi, w sytuacji miłej-niemiłej: bogaty i spasiony Zachód, reszta świata z poczuciem smutku i zagrożenia […].

*

Niewiele rzeczy wydaje mi się przykrzejszych niż widok mężczyzny w garniturze: widok czarnego w garniturze byłby jedną z nich. Garnitur jest na ogół formą ujarzmienia – znakiem przynależności do najgorszego ze światów współczesnych, świata korporacji. Nosząc garnitur, ludzie nie muszą się ubierać, dokonywać wyboru, mówić o sobie. Nie: człowiek nakłada biznesowy uniform – i przynależy. Ale biali przynajmniej zachowują tradycję, którą sami biali stworzyli. Czarni też ją zachowują – i to jest jeszcze smutniejsze.

Martín Caparrós, Księżyc. Od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży,
przeł. Marta Szafrańska-Brandt,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


sobota, 31 marca 2018

Pierwszy raz słowa dr. hab. Macieja Gduli powaliły mnie dziewięć miesięcy temu. O tej książce wiedziałam, ale okładka skutecznie mnie zniechęcała, więc tylko zaznaczyłam do upolowania. Ponieważ jednak jestem bywalcem na blogu Pana Orlińskiego, Jego wpis przeważył szalę wyboru w stronę „czytać”.

Niech cię nie zmyli okładka! Ta książka to lektura obowiązkowa w tym roku.

Przy okazji zrobiłam odkrycie na temat sposobu, w jaki czytam takie książki. Polityka, socjologia… nie za dużo o tym wiem, ale i tak sobie to, co czytam, na psychologię zorientowaną na proces przełożę, i właśnie w tej formie mnie to dotknie, szarpnie, zatrzyma. Figury przedstawicieli klasy ludowej, średniej, wyższej w wewnętrznej psychologii… w jaki sposób we mnie są, wchodzą w relacje z innymi  ludźmi i w interakcję ze światem? No jak?

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są rodzina, praktycyzm czy konserwatywna tolerancja w postaci „żyj i daj żyć innym”? Oczywiście z łatwością odnajduję taki kawałek, nawet jeśli rodzinę definiuję inaczej niż klasa ludowa.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są porządek (nawet jeśli tylko wewnętrzny), samodyscyplina i rozwój? Wstyd, ale myślałam, że każdy człowiek wyznaje takie wartości. To właśnie tu miałam ślepą plamkę świadomości — zaślepiał mnie przywilej kapitału kulturowego, którym obdarował mnie los.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są swoboda, podążanie za swoim powołaniem i antykolektywizm? Oczywiście! Każde studia, które podjęłam i skończyłam, były studiami wybieranymi z miłości i pasji, nigdy jako bilet do lepszego świata.

Dowolna decyzja w życiu — która z tych trzech figur pomagała w jej podjęciu? Potrzebuję ich wszystich. Śmiem twierdzić, że Ty też.

Po pierwsze, klasy nie istnieją. Po drugie, jeśli już ktoś wykaże ich istnienie, to pierwszym odruchem jest zastanowienie się nad tym, jak je zlikwidować. Liberałowie mają swoje tezy o skapywaniu bogactwa, prawica obiecuje przepędzenie elit, a lewica redystrybucję. A może ta dość powszechna zgoda, że klas być nie powinno, sama jest problemem i wymaga zakwestionowania?

*

Klasa to nie tylko kwestia tego, ile posiadam, gdzie pracuję i ile zarabiam, choć te sprawy odgrywają oczywiście dużą rolę, ale też całe moje życie codzienne i skłonności, których często w ogóle nie zauważam, ponieważ wydają mi się one naturalne.

*

Weźmy na przykład jazdę na rowerze. Na rowerze spotkać można przedstawicieli wszystkich klas, ale dla klasy ludowej jest to przede wszystkim tani środek lokomocji (praktycyzm), dla klasy średniej trening (samodyscyplina), a dla klasy wyższej czysta przyjemność (swoboda). Z tego powodu z podejrzliwością traktować trzeba zarówno tezy związane z ogłaszaniem ostatecznej demokratyzacji naszej kultury (na przykład „wszyscy noszą dziś dżinsy!”), jak i samo postulowanie takiej demokratyzacji, bo różnice i dominacja odtwarzać się mogą pomimo powierzchownego ujednolicenia.

*

Wygląda to tak, jakby istniały tylko dwa stany: normalność i niedopasowanie. Podział ten, przyznać niestety trzeba, jest także źródłem gratyfikacji symbolicznej dla części klasy średniej. Potwierdza bowiem słuszność ich stylu życia, a tych, którzy do niego nie pasują, przedstawia jako przegranych, którzy sami są sobie winni, ponieważ nie pracowali dość wytrwale, nie mają bogatej osobowości i są za mało elastyczni, żeby zmienić swoje życie. Łatwo zrozumieć, że sporo ludzi czuje się w tym systemie przynajmniej nieswojo.

*

Dominujący język służący do opisu współczesnego świata pracy jest kwintesencją średnioklasowej hegemonii. Pracownik to ktoś, kto musi dobrze zaplanować swoją karierę, uzyskać odpowiednie kwalifikacje, inwestując w zdobycie dyplomu, a potem aplikować o pracę i troszczyć się o gromadzenie coraz większego doświadczenia. Z tym że ta wizja pracownika oparta na schemacie CV daleka jest od rzeczywistości pracowników z klasy wyższej. W zasadzie nikt z przedstawicieli klasy wyższej, z którymi robiliśmy wywiady — niezależnie od tego, czy byli to przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów czy naukowcy — ani nie zdobywał wiedzy z myślą o karierze (przeważał model bezinteresownego studiowania), ani nie szukał pracy. Z rozbrajającą szczerością rozmówcy stwierdzali, że to praca sama ich znajdowała.

*

Odmienność nie wyklucza współdziałania, a różnice w sposobach życia można wykorzystać do tego, żeby uruchomić dynamikę rozwoju społecznego, który będzie bardziej upodmiotawiający i egalitarny.

*

Rodzina to przede wszystkim sieci wsparcia, wspólne zamieszkiwanie i wzajemna pomoc.

*

Kolejnym niewygodnym tematem jest gender. Prawica widzi w nim antycywilizację. Liberałowie radykalną modę. Tak naprawdę gender oznacza jednak koniec przyzwolenia na traktowanie dominacji nad kobietami jak powietrza i wyciąga na światło dzienne koszty, jakie system przerzuca na kobiety. Dominacja, o której mowa, rozciąga się od założeń, czego nie wypada dziewczynkom, a co wolno chłopcom, przez ograniczanie szans życiowych kobiet, mniejszy dostęp do cenionych miejsc pracy czy większych zarobków, a sięga aż po kontrolę kobiecej seksualności i przyzwolenie na molestowanie i przemoc seksualną. Przerzucane koszty funkcjonowania systemu to z kolei praca opiekuńcza, którą za darmo wykonują przede wszystkim kobiety — dotyczy to opieki nad małymi dziećmi, niepełnosprawnymi oraz osobami starszymi. Dlatego gender rzeczywiście jest niebezpieczny i jako klucz do wielu problemów stanowi wyzwanie rzucone status quo. Poważne potraktowanie kwestii gender oznacza dążenie do takiego przekształcenia społeczeństwa, by dominacja nad kobietami się skończyła, a praca opiekuńcza dzielona była równiej między mężczyzn i kobiety oraz, co nie mniej ważne, wspomagana była przez dobrze rozwinięte usługi publiczne.

*

Powinniśmy zaproponować zbudowanie innego sposobu zaangażowania łączącego odzyskiwanie sprawczości z odpowiedzialnością i solidarnością.

*

[…] czy kwestia uchodźców przypieczętuje na wiele lat panowanie rasistowskiego klimatu, w którym ludzie o innym niż biały kolorze skóry narażeni są na obelgi i ataki. Od przyjęcia uchodźców naprawdę zależy, jakim jesteśmy i jakim będziemy społeczeństwem. Gdy występuje się w obronie demokracji i mówi o potrzebie solidarności, ale pomija ofiary wojny, takie deklaracje stają się kompletnie bezwartościowe. Ideały testowane są wobec konkretnych wyzwań i wiążą się z podejmowaniem ryzyka. W przeciwnym wypadku stają się pustymi, nieautentycznymi formułkami. Bez uchodźców polska demokracja będzie w coraz większym stopniu ustrojem, w którym większość definiująca się w opozycji do obcych będzie narzucać różnym słabym grupom swoją wolę.

*

Pluralizm to przestrzeganie zasady, że każdemu należy się przestrzeń do życia i poszanowanie jego prawa do głosu. Jeśli państwo rządzone przez jedną partię gwałci te reguły, przestaje być wiarygodne i wspólne.

*

Na obecne zmiany trzeba spojrzeć nie z perspektywy kryzysu i wypalenia, ale pojawiania się nowych tendencji.

*

Nacjonalizm buduje fałszywe przekonanie, że wszyscy są jednorodnymi Polakami, liberalna wizja społeczeństwa zakłada z kolei, że wszyscy jesteśmy po prostu jednostkami.

*

Alternatywą dla jednostkowego awansu, który jest kolektywnym marzeniem klasy średniej, może być dążenie do poprawy swojego życia przez lepsze zorganizowanie państwa i satysfakcję z jego dobrego funkcjonowania.

Maciej Gdula, Nowy autorytaryzm,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.


piątek, 23 marca 2018

Prawie cztery lata temu byłyśmy z Kaan na Otwartym Forum dotyczącym bezdomności. Rano tamtego dnia do szkicu wpisu wybrałam dwa cytaty i wykroiłam dla siebie zdjęcie z plakatu reklamującego wydarzenie — chciałam je zapamiętać. Wpis ten nigdy nie został opublikowany, bo zaniemówiłam zawstydzona bogactwem w swoim życiu. Przyszedł czas na tamten szkic:

Dawniej, gdy prowadziłem firmę, byłem w swoim rodzinnym mieście w zarządzie parafialnym, w czynie społecznym zdobywałem od producentów żywność, gdy organizowaliśmy posiłki dla potrzebujących. Teraz często nie mam przy sobie nawet jednego euro, którym mógłbym zapłacić przy kasie. I przeżyłem porzucenie przez przyjaciół. Doświadczyłem tego na własnej skórze: pozostawiono mnie samemu sobie.
[...] Odkąd sam jestem bezdomny, wiem, jak szybko człowiek spada na dno.

*

— Ulica zmienia ludzi, czasem na korzyść, czasem na niekorzyść, to zależy. Znam osoby, które były profesorami, lekarzami, a dziś są na ulicy. Wypadły po prostu z systemu i trudno im było wrócić. Do tego doszła może jedna czy druga nieszczęśliwa okoliczność życiowa i to zmieniło koleje ich życia. Nie mówię, że zeszły na złą drogę, tak nie mogę powiedzieć. Ale wkroczyły w inne życie.

Historia Manfreda z reportażu „Mniej niż zero”,
Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Przyszedł czas, bo upolowałam książkę, na którą czekałam. Nie przeczytałam jej. Ja ją łyknęłam. Fakt, że czytasz te literki, świadczy o tym, że nie jesteś osobą dotkniętą bezdomnością. To publikacja dla domnych, by dotknąć czegoś w sobie. Przyjaciółka Autorki po przeczytaniu tej książki bardzo celnie stwierdziła: To piękna książka […] Nie tylko o bezdomnych, ale o nas, ludziach, o naszych słabościach, dylematach, wyborach, nieudanych małżeństwach, miłości i próbie pogodzenia się z samym sobą. Tak, to piękna i mądra książka.

[Od Autorki] Życie każdego z nas jest wyjątkowe. I to nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy tutaj, na ziemi, bez powodu, bez sensu, samotni, niekochani, marzący o lepszej przyszłości dla siebie czy swoich dzieci. Bo żyć znaczy godzić się na to, co oferuje nam los. Cała mądrość naszej egzystencji polega jednak na tym, aby wiedzieć, co jest dobre, a co złe. Żeby umieć wyłuskać z tego wszystkiego, co proponuje i daje nam świat, tylko to, co jest i będzie dla nas najlepsze

*

[E.R.] Jakbyś miał coś zmienić w życiu, to co by to było?
[Włodek] — Zostałbym księdzem.
     Księdzem?
     — Miałbym za darmo jedzenie, porządny dom, samochód i kobietę. I to kilka. Blondynki, brunetki…
     Księża żyją w celibacie.
     — Takiego żartu już dawno nie słyszałem
.

*

[E.R] Jak to jest być bezdomnym?
[Władysław] — Jakby obcięli ci nogi i kazali biec w maratonie.

*

[E.R. ] Nie masz nikogo w Warszawie?
[Grzegorz Bauta] — Lusię mam.
     Lusię?
     — Tak, Lusię.
     Kim ona jest?
     — To dachowiec. Jak tutaj przychodzę, to czasami ją spotykam. Połasi się, ja ją podrapię po głowie. Jest piękna, cała czarna z białym brzuszkiem.
     Karmisz ją?
     — Czasem, jak mam kawałek kiełbasy albo chleb, to się podzielę. Nie jestem egoistą. A to, że trochę śmierdzę, to nie oznacza, że jestem zły
.

*

[E.R.] Przecież mówiłeś, że nie czujesz się bezdomny, więc dlaczego płakałeś?
[Grzegorz Bauta] — Uważasz, że biznesmen, lekarz, adwokat, mimo że mieszka w wypasionym domu i leci dwa razy w roku do Japonii albo na Majorkę na wakacje, nigdy nie płacze?
Każdy z nas płacze Tylko inaczej, każdy z jakiegoś innego powodu
     — Powody zawsze są podobne. Płacze się albo z rozpaczy i tęsknoty za kobietą, albo jak ktoś umrze
.

*

[E.R.] Pamięta Pani swoją pierwszą noc jako bezdomna?
[Kalina] — Tego się nie zapomina. Siedziałam, czułam się samotna, niekochana, opuszczona. To straszne przeżycie. Upokarzające. Ten, kto nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, nie zrozumie tego, co w takich chwilach się czuje. Ale jak już spędzasz dziesiątą, pięćdziesiątą noc na ulicy, to się zmieniasz. Twoja psychika się zmienia. Stajesz się obojętny, godzisz się na los. Nie chcesz iść do noclegowni, bo masz pretensje, żal do państwa, że straciłeś wszystko, bo zachorowałeś, i nikt nie kiwnął palcem.

*

[E.R.] Naprawdę wierzysz w Boga?
[Bogdan] — Dlaczego jesteś zdziwiona?
     Niektórzy mieliby do niego pretensje, że ich opuścił, że pozwolił, by żyli na ulicy, bez domu, rodziny
     — Bóg dał nam wybór. Tak samo można powiedzieć, że Bóg jest odpowiedzialny za II wojnę światową czy za wybuch w Czarnobylu. To, że żyję, jest dla mnie darem
.

*

     — Napisz o mnie dobrze, okej?
     [E.R.] Napiszę.
     — Nazywam się Mariusz Kostrzewski. Nie jestem tylko „twarzą”. Jestem człowiekiem
.
     Ostatnie zdanie wbija mnie w ziemię. Już wiem, że mądrość to zdolność wyrażania własnych emocji w sposób, który powoduje, że inni nie chcą przestać nas słuchać.

*

[Kalina] A kiedyś, jak były mrozy, też jakiś mężczyzna kupił mi kawę latte. Nie wszyscy są źli.

*

[E.R.] Czym jest dla Ciebie bezdomność?
[Włodek] — Hm… kiedyś usłyszałem, że bezdomność to stan w głowie.
Można być bezdomnym, mając swój własny dom?
     — Można. Pewnie. I wiesz co? Myślę, że dużo ludzi jest bezdomnych, mimo że mają mieszkania, swój pokój. Poważnie. Wszystko zaczyna się w naszych łbach. I tyle.

*

[Halina] — Bezdomność jest okropna. Nie mając domu, czujesz się gorszy, wykluczony ze społeczeństwa. Sam zaczynasz o sobie też inaczej myśleć. Tracisz poczucie wartości, ideałów. Wiara w cokolwiek się załamuje. Czujesz ból, gniew. Wszystko naraz.

*

[E.R.] Czy bezdomność jest wyborem?
[Piotr] — Trochę tak. Może i mógłbym teraz znaleźć jakąś pracę, ale mam wewnętrzny lęk.
     Czego się boisz?
      — Że sobie nie poradzę…
      Ale lepiej by Ci się żyło, gdybyś miał jakiś własny kąt, zatrudnienie.
     — Może i tak, ale to mnie przerasta… To nie jest proste wyrwać się z ulicy, ze swojego świata. Kto nie stracił domu, marzeń, planów, nigdy tego nie zrozumie

*

[Marek] — Nie lubię alkoholu. Ale mam szereg innych nałogów.
[E.R.] Narkotyki?
     — Książki i czekolada. Marzę o tym, że nastanie dzień, kiedy wejdę do księgarni i kupię tyle książek, ile tylko będę w stanie unieść. A potem najem się tyle czekolady, że będę nią wymiotować.

*

[Marek] Obłęd. Ludzie dla pieniędzy niszczą wszystko wokół. Czy zdajesz sobie sprawę, że my sami się zgładzimy? Kiedy wyschną oceany, morza, kiedy znikną pszczoły, zwierzęta, rośliny, to najemy się pieniędzmi, lokatami, walutami, lexusami, plazmami, perfumami Chanel czy żakietem Dolce & Gabana?
[E.R.] Nie.
     — Właśnie. Nie najemy się tym. Poumieramy, leżąc wygłodniali w lexusach i w szpilkach za kilka tysięcy złotych. To wszystko będzie można wsadzić sobie po prostu w dupę. Dlatego kocham przyrodę. Mam do niej szacunek, bo wierzę, że ona się nam każdego dnia odwdzięcza tym samym

Ewelina Rubinstein, Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2017.
(wyróżnienie czerwone własne)


czwartek, 08 lutego 2018

Matematyka jest elegancka, nie ma uczuć, uprzedzeń, nie jest seksistowska, prawda? Książka Cathy O’Neil wyprowadza nas z błędu. — napisał Kamil Fejfer w przedmowie. Czekała na mnie ta książka i „zaniemówiła” mnie od pierwszych stron, gdy tylko przyszła jej kolej. Tydzień od skończenia mogę się już na jej temat zająknąć.

Nigdy tego nie robię, ale w przypadku tej książki przeczytałam kilka recenzji, w których zarzuca się Autorce, że skupiła się na Stanach Zjednoczonych (wtf!). Pozostałam w zadziwieniu, że tego, co znajdzie polski człowiek w tej książce nie jest w stanie przełożyć sobie na swój świat — przecież „lubię to” klika się tak samo jak w Ameryce. Ta książka, jeśli podarujesz jej swój czas, pozostawi Cię z pytaniami, na które warto znaleźć swoje osobiste odpowiedzi.

Nawet jeżeli we wczesnych latach rozwoju branży prawdziwe było hasło „w internecie nikt nie wie, że jesteś psem”, obecnie dzieje się coś zgoła odwrotnego. Jesteśmy szeregowani, kategoryzowani oraz oceniani przez setki modeli, które analizują ujawnione przez nas preferencje i schematy.

*

Nieprzejrzyste bądź ukryte modele są regułą, przejrzyste zaś należą do wyjątków. Choć w niewielkim stopniu zdajemy sobie z tego sprawę, jesteśmy poddawani ocenie różnych algorytmów: jako konsumenci i telewidzowie, jako pacjenci i potencjalni kredytobiorcy, a nawet jako użytkownicy aplikacji, które tak chętnie ściągamy i instalujemy.

*

 […] modele, które z założenia mają być bezstronne, odzwierciedlają z góry założone cele oraz osobiste przekonania. […] Nasze wartości oraz dążenia wpływają na dokonywane przez nas wybory; od danych, które decydujemy się pozyskiwać, do pytań, które zadajemy. Modele są opiniami opisanymi językiem matematyki.
     To, czy dany model działa prawidłowo, również jest kwestią dyskusyjną. Definicja sukcesu stanowi bądź co bądź kluczowy komponent każdego modelu, niezależnie od tego, czy jest on formalny, czy nieformalny
. […] Zawsze bowiem musimy zadać sobie pytanie, nie tylko o to, kto stworzył dany model, lecz również, co ta osoba lub przedsiębiorstwo starają się osiągnąć.

*

Algorytmy mają jeszcze jedną ciekawą właściwość: potrafią przeskakiwać z jednej dziedziny do innej – i często tak właśnie się dzieje. Algorytmy wykorzystywane przy badaniach epidemiologicznych mogą być wykorzystywane do prognozowania oglądalności filmów, a filtry spamu można przestawić na wykrywanie wirusa AIDS.

*

[…] coraz częściej zachowanie prywatności ma swoją cenę.

*

Analizowane jest wszystko — od sąsiedztwa po listy przyjaciół na Facebooku po to, by przewidywać nasze zachowanie lub wręcz zapędzić nas w pułapkę bez wyjścia.

*

Może to brzmieć niepoważnie, jednak równość stanowi kluczowy element sprawiedliwości. […] Sprawiedliwość nie może być czymś, co jedna część społeczeństwa narzuca drugiej.

*

[…] Beemzety wykazują tendencję do przyznawania pierwszeństwa skuteczności. Leży to w ich naturze, ponieważ napędzają je dane, które mogą być mierzone i liczone. Sprawiedliwość zaś jest niejasna i trudna do określenia za pomocą liczb. Jest pewną ideą, a komputery, pomimo ogromnych postępów w zakresie przyswajania języka i logiki, nadal mają potężne trudności z ideami. Rozumieją pojęcie piękna jedynie jako wyraz powiązany z Wielkim Kanionem, zachodami słońca nad oceanem oraz poradami magazynu „Vogue”. Na próżno starają się zmierzyć przyjaźń, licząc lajki bądź powiązania na Facebooku. Idea sprawiedliwości umyka im zaś całkowicie. Programiści nie wiedzą, jak ją zakodować, a do tego niewielu jest przełożonych, którzy tego od nich wymagają.

*

[…] w najbliższych latach systemy sztucznej inteligencji będą wprost zalewane oceanami danych behawioralnych. Dla zwykłych ludzi systemy te pozostaną nieodgadnione. Jesteśmy częścią tego procesu, więc raczej nie będziemy się dowiadywali, do jakich plemion należymy ani też dlaczego tak się dzieje. W epoce sztucznej inteligencji większość zmiennych pozostanie tajemnicą. Wiele z tych plemion będzie podlegało mutacji z godziny na godzinę lub wręcz z minuty na minutę, w miarę jak systemy będą przerzucać ludzi z jednej grupy do drugiej. Bądź co bądź, ta sama osoba zachowuje się inaczej o ósmej rano, a inaczej o dwudziestej w nocy.
     Tego typu automatyczne systemy w coraz większym stopniu będą decydowały o tym, jak będziemy traktowani przez inne maszyny, odpowiedzialne za wybór reklam, które oglądamy, ceny, jakie są nam oferowane, ustawianie nas w kolejce do dermatologa lub wyznaczanie dla nas tras przejazdu. Ich działania będą wysoce wydajne, pozornie losowe i w żadnym momencie nie uda się pociągnąć ich do odpowiedzialności
.

*

Zamiast wymyślać przyszłość, procesy Big Data kodyfikują przeszłość. Do zmian niezbędna jest wyobraźnia moralna oraz to coś, co posiadają jedynie istoty ludzkie. Musimy wprost umieszczać w naszych algorytmach wyższe wartości, tworząc w ten sposób modele Big Data wyczulone na kwestie etyczne. Niekiedy może to oznaczać, że trzeba będzie postawić sprawiedliwość przed zyskiem.

*

Modele matematyczne powinny być naszymi narzędziami, nie naszymi władcami.
     Różnice w poziomie wykształcenia, wypełnione ludźmi więzienia oraz apatia wyborców są wielkimi problemami w skali kraju i nie da się ich rozwiązać za pomocą mechanizmów wolnorynkowych ani algorytmów matematycznych
.

*

Dane nie znikną z naszego życia, podobnie jak komputery, a już na pewno nie matematyka. Modele predykcyjne w coraz większym stopniu będą stanowiły narzędzia, na których będziemy polegali przy kierowaniu naszymi instytucjami, lokowaniu naszych zasobów oraz zarządzaniu naszym życiem. Jak jednak starałam się wykazać w tej książce, na modele te składają się nie tylko suche dane, lecz również dokonywane przez nas wybory dotyczące tego, na które dane zwracać uwagę oraz które pomijać. Wybory te nie wiążą się jedynie z zagadnieniami logistyki, zysków i wydajności. Mają charakter dogłębnie moralny.
     Jeżeli zdecydujemy się tego nie dostrzegać, traktując modele matematyczne jako neutralne i nieuniknione siły, na wzór pogody lub pływów morskich, zrzucamy z siebie odpowiedzialność
.

*

Facebook jest bardziej jak Czarnoksiężnik z Oz; nie widzimy pracy ludzi kryjącej się za funkcjonowaniem portalu. Odwiedzając Facebooka, przewijamy wiadomości od naszych znajomych, a portal zdaje się jedynie neutralnym pośrednikiem. Wiele osób nadal zresztą wierzy, że tak jest. W 2013 roku Karrie Karahalios, badaczka z Uniwersytetu Illinois, przeprowadziła ankietę na temat algorytmów Facebooka, odkrywając, że 62 procent badanych nie miało świadomości, iż firma majstruje przy ich postach. Myśleli, że system natychmiast przekazuje wszystko, co zamieszczają, wszystkim ich znajomym.

*

Złożoność języka jest zmorą dla programisty. Koniec końców zaprogramowanie tego procesu okazuje się zadaniem beznadziejnym.
     […] w internecie ludzie z całego świata produkują kwadryliony słów opisujących ich życie, pracę, preferencje zakupowe oraz przyjaźnie. Robiąc to, bezwiednie współtworzą największy z możliwych podręcznik dla maszyn uczących się języków. W miarę jak przerzucamy się z papieru na e-mail i serwisy społecznościowe, maszyny mogą analizować nasze słowa, porównywać je ze sobą oraz zdobywać informacje na temat ich kontekstu. Proces ten przebiega szybko i dynamicznie.

Cathy O’Neil, Broń matematycznej zagłady. Jak algorytmy zwiększają nierówności i zagrażają demokracji, przeł. Marcin Zieliński, PWN, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 18 stycznia 2018

To książka, o której wiem od czasu premiery. Ukazała się w tym samym miesiącu co książka Rafała Wosia. Zaznaczyłam do upolowania. Okazje były dwie lub trzy, nim zdecydowałam: teraz. Bo książka ta jest wstrząsająca i w nienajlepszym świetle stawia moje rozterki, nadając właściwy wymiar problemom, które w rzeczywistości są co najwyżej trudnościami lub zwykłą fanaberią.

Bo jak jesteś ze mną w relacji. Bo jak dzielisz ze mną realny świat. Bo jak bywasz tu niekoniecznie regularnie, ale od długiego czasu. Bo jak chcesz się rozwijać, zmienić zawód, pojechać w długą podróż i wiesz, że to po prostu zrobisz. To razem ze mną nie masz pojęcia o tym, o czym traktuje ta książka. Ona dokładnie pokaże Ci, gdzie masz ślepą plamkę świadomości. Jest o czym myśleć. Jest za co dziękować. Jest czym się dzielić. I dlatego to książka obowiązkowa.

Polska to kraj, w którym dobrze żyje się zielonym strzałkom na ekonomicznych wykresach obrazujących PKB, a duża część ludzi żyje od pierwszego do pierwszego — w 2013 roku 60 procent rodzin nie mogło sobie pozwolić na tygodniowe wakacje raz w roku.

*

Nie jest tak, że ty dajesz swoją pracę, a on [pracodawca] się odwzajemnia pieniędzmi. Nie, on ci robi łaskę — ja cię zatrudnię, bo przecież robota, którą ci daję, to coś, co zawsze chciałeś robić, sprzątanie, kurwa, kibli to twoje hobby. I on ci jako wymuszony prezent da wypłatę za to, bo przecież główną twoją wypłatą jest radość z pracy. Czyszczenie kibli jest jak wycieczka do lunaparku, i co, chcesz za wycieczkę do lunaparku dostawać pieniądze?

*

[à propos smogu] Polski nie truje zła wola, ale bieda.

*

Dzieci bywają bezlitosne, sadystyczne, jeżeli ktoś trochę się wyróżnia. Są zdolne do bezsensownego okrucieństwa. Znacznej większości przechodzi to z wiekiem. Inni idą do polityki albo na wysokie stanowiska w korporacjach.

*

Wszystko jest rytmem; kiedy chodzisz — masz rytm, kiedy mówisz — masz rytm, gdy oddychasz — masz rytm.

*

Wiesz, patriotyzm to nie jest chodzenie 11 listopada w koszulce takiej, a nie innej i wyrywanie drzewek. Czy „pamiętanie”. Ja na 1 sierpnia „pamiętać” chodziłem z babcią jako kilku letni dzieciak. Patriotyzm to jest praca z ludźmi, dla ludzi i budowanie coś z tymi ludźmi — mówi.

*

     — Jeżeli ktoś uważa, że do wszystkiego doszedł własną pracą, to ja mówię — idź do puszczy amazońskiej i spróbuj powtórzyć swój sukces.

*

Zachwalana przez wielu,  zwłaszcza bogatych mężczyzn zbliżających się do pięćdziesiątych, elastyczność pracy to otchłań niedospanych  nocy, pracy do świtu albo od świtu, nieregularnych posiłków. Aby to przezwyciężyć, musisz prowadzić nieustanną walkę z samym sobą.

*

[…] wystarczające pieniądze?
     — To jest taka kwota, za którą można spłacić ratę kredytu mieszkaniowego, rachunki, za którą można kupić jedzenie dla siebie i dla rodziny i jeszcze zostaje trochę kasy na ciuchy, żeby pojechać gdzieś, odłożyć na wakacje — wylicza
.

*

Nadal uważam, że kultura i nauka są ważne.
     To jest coś, czego jej zdaniem nie załatwi wolny rynek. Wolny rynek obsługuje treści najłatwiejsze do skonsumowania
.

*

Przecież nie tak miało być, miało być tak, że osoba, która się uczy i uczciwie pracuje, może sobie pozwolić na godne życie. Nie każdy ma być milionerem, ale dobrze jakby był multitysiącerem.

*

Pouczanie z pozycji sukcesu jest łatwe. Przychodzi naturalnie, bo sukces staje się naturalnym środowiskiem. Jednocześnie jest doświadczeniem mniejszościowym, wyjątkiem, a nie regułą, czymś, co w naszym kraju nie przytrafia się często nawet tym, którzy bardzo się starają.

Kamil Fejfer, Zawód. Opowieści o pracy w Polsce. To o nas,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 26 października 2017

Poluję na Heroinę. Coś mnie tknęło, by zobaczyć, co jeszcze napisał Autor i mocno się zdziwiłam. I nie zastanawiałam się ani chwili.

Dukaj, dukaj — zagrzewałam się wczoraj do czytania w ulu — bo fantastyczne książki już na ciebie czekają! Dukałam, wydukałam. I z przyjemnością wbiłam zęby w święte oczywistości, które dla mnie są głęboko obrazoburcze od lat — 1128, be, 2304, poświęceni w kraju i poza.

Utwierdziłam się w przeczuciu, że katolicyzm to jednak ściema i pseudochrześcijaństwo, a polski katolicyzm to karykatura pseudochrześcijaństwa. Dekalog, wydawało mi się, że go znam — jeśli jesteś katolikiem, to też ci się tylko wydaje.

Tomasz Piątek jest właściwą osobą w roli autora tej książki, bo jak sam pisze, jest ewangelikiem i dlatego pozwala sobie sądzić, że jego krytyka Jana Pawła II jest bardziej zasadnicza, niż gdyby wynikała tylko z jego lewicowych czy lewicowo-liberalnych poglądów.

Ta książka ma sześć lat i ni cholery nie chce stać się zamierzchłą historią. Amen?

Jeśli wierzyć informacjom w rożnym czasie podawanym przez katolików, to Słońce kręci się dookoła Ziemi, w Kościele katolickim nie ma pedofilii, polscy księża są aniołami niesłusznie oskarżanymi o sprowadzanie samochodów bez cła przez spisek żydowskich oszczerców.

*

Czemu zamiast aborcji [Jan Paweł II] nie zakazał wyzysku? Cyniczny neoliberał-katolik odpowie, że wyzysku nie da się zakazać? Ja na to zapytam: a aborcji się da?

*

Skąd idiotyczne przeświadczenie, że seks przedmałżeński bez prezerwatywy jest mniejszym grzechem niż z prezerwatywą? Popełniając cudzołóstwo z użyciem prezerwatywy, łamiesz przykazanie „Nie cudzołóż”. Popełniając cudzołóstwo bez użycia prezerwatywy, łamiesz przykazania „Nie cudzołóż” i „Nie zabijaj”. Bo igrasz cudzą i swoją śmiercią. Powtarzam, skąd idiotyczne przeświadczenie o tym, że bez gumki grzech jest mniejszy? Z tak zwanego nauczania Jana Pawła II. Strażnik świętości życia czy apokaliptyczny Jeździec Zarazy?

*

Wojtyła współczesną cywilizację zachodnią nazywał cywilizacją śmierci. I miał bardzo dużo racji. Ale to, do czego sam przyczynił się w kwestii AIDS, trudno określić nawet taką nazwą. To dziki triumf śmierci, orgia śmierci, czarna msza śmierci zupełnie niecywilizowanej.

*

Nie, Jan Paweł II nie był autorytetem dla całego świata. „Uważam, że to oszust — powiedział Truman Capote. — Uważam, że to oszust, bo czytałem jego wiersze”. Cały świat, włącznie z Trumanem Capote, podziwiał Jana Pawła II za medialną sprawność.

*

Czy możemy być dumni z kogoś, kto uczynił tyle zła?

*

Po raz kolejny w historii Polska to krajobraz po bitwie. Polaków rzucono na bruk i sterroryzowano bezrobociem przy aprobacie Jana Pawła II, który to wszystko pokropił święconą wodą. […]
     Wielu komentatorów twierdzi, że Wojtyła przehandlował swoją akceptację dla neoliberalnej transformacji w zamian za zakaz aborcji i związany z nim „pakiet ograniczenia swobód seksualnych”. To by znaczyło, że przehandlował jedno świństwo za drugie świństwo.
     Jaki jest efekt tej transakcji?
     Ciężko harujemy. Źle zarabiamy. A jeśli zarabiamy lepiej, to poza krajem. Kościół, wmuszając nam zakaz aborcji, nauczył nas, że nasza wola i nasze życie nie liczą się wobec woli Watykanu
.

*

Kościół katolicki, ze swoimi symbolami i ze swoim klerem, jest w Polsce wszechobecny. I nie chodzi tu tylko o to, że kler święci samochody, rowery, tornistry, że wciska się ze swoim krucyfiksem do każdej klasy szkolnej i do każdej apteki, do seriali telewizyjnych i do programów publicystycznych, do nauki technik seksualnych i do kursów szydełkowania. Przede wszystkim Kościół katolicki wcisnął się do umysłów.

*

Kościół katolicki robi Kościołowi czarny PR.
     I to jest jedna z najpoważniejszych przyczyn etycznego niedorozwoju Polaków
.

Tomasz Piątek, Antypapież,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)


sobota, 14 października 2017

Sadownik:
Co to był za film przed naszym,
że tyle pingwinów wychodziło z sali?

Jabłoń:
Chyba nie Botoks, co?

Sadownik & Jabłoń:
(byli na wspaniałym filmie)

Lianne La Havas, Starry Starry Night, z filmu Twój Vincent, 2017.

*

Pomysł na film doskonały i zabawa świetna, gdy w poszczególnych scenach łapiesz się na tym, że widzisz fragment znanego ci obrazu. Byłam dzieckiem w PRLu — dostęp do sztuki był jaki był, ale w wielu domach wisiały reprodukcje Van Gogha, były kartki pocztowe z jego obrazami (zbierałam). Dziś, gdy wszystko jest bardziej możliwe i jeszcze bardziej niemożliwe, dzieciaki chyba nie mają szans na dużo Van Gogha na ścianach… pomyślałam.

Van Gogh namalował 800 obrazów, sprzedał 1 — dowiemy się z filmu. Liczby te to najlepsza odpowiedź dla wielbicieli jedynie słusznych rynkowych reguł spełnienia.

piątek, 13 października 2017

Tytuł tego wpisu to parafraza tytułu innej ważnej książki i traktuje o konsekwencjach pewnego szalonego myślenia.

Nie mogłam uwierzyć, gdy wczoraj z drugiej ręki dowiedziałam się, że jakaś osłanka raczyła publicznie powiedzieć: niech jadą! Naprawdę? Nie stać nas na wiele w zakresie medycyny, ale stać na bycie uniwersytetem, który kształci lekarzy dla bogatych krajów? Niechby może ktoś osłance łopatologicznie wytłumaczył, że nie można politycznie namaścić kumpla na lekarza, nie da się nawet w pięć lat „wyprodukować” lekarza czy specjalisty, choćby nie wiem jak rządzący nalegali. Popieram strajk lekarzy.

Nie. Nie mam w rodzinie ani jednego lekarza. Moje kopytko do dnia dzisiejszego kosztowało mnie ponad trzydzieści pięć tysięcy złotych i będę je spłacać dłuższy niż krótszy czas. A to była tylko noga! A&nbps;ja należę do 2% najlepiej wykształconych ludzi w tym kraju. Popieram strajk lekarzy.

Bo jak nie popierać, jeśli przeczytało się Małych bogów ze zrozumieniem i szokiem poznawczym, że niewolnictwo w tym kraju kwitnie. Bo jak nie popierać po przeczytaniu tej książki. Nie miałam pojęcia o „rynku” opiekuńczym. Dopiero podczas czytania tej książki przypomniało mi się i to, i tamto — są wokół mnie ludzie, którzy wyjeżdżają, bo nie mają innego wyjścia i niech mi nikt nie mówi, że to był wyłącznie ich wybór. Nóż w kieszeni się otwiera, że żyjemy w kraju, w którym człowiek jest zbędnym balastem dla świetlanych prognoz obniżania kosztów. Również dlatego popieram strajk lekarzy nie tylko dziś, czyli w Dniu Solidarności z Nimi.

[…] przychodzi na myśli anegdota z 1807 roku. Wtedy to bowiem Wielka Brytania zabroniła handlu niewolnikami. Oburzeni tym faktem byli nie tylko biali handlarze, ale także liderzy afrykańskich plemion, którzy sprzedawali swoich pobratymców w niewolę, czerpiąc z tego znikome korzyści materialne. Niektórzy liderzy tych plemion wysłali list co króla angielskiego, skarżąc się na dyskryminację i niesprawiedliwe traktowanie, ponieważ oni i ich plemiona korzystali finansowo z handlu niewolnikami. Czy nie jest tak, że polscy pracodawcy delegujący pracowników wysyłający list do Komisji Europejskiej, narzekając na ich niesprawiedliwe traktowanie i pomijając eksploatację ekonomiczną polskich pracowników, nie zachowują się czasami podobnie?

*

     — „Starych i chorych nie potrzebujemy”, stwierdza szef sklepu obuwniczego, w którym pracuję — opowiada Joanna. — Wracam z miesięcznego zwolnienia. Byłam w szpitalu; zapalenie woreczka żółciowego. Mam trzydzieści jeden lat.

*

Chcę żyć w Polsce, ale właśnie żyć, a nie wegetować.

*

Moim zdaniem wbrew temu, co twierdzą w agencjach, przestrzeganie prawa wszystkim wyszłoby na dobre i właściwie tylko na tym mi zależy. Opiekunki, pracując na zleceniach, nie mają prawa do urlopu, nie mogą zachorować, nie odkładają na emeryturę, nie mają przyszłości. Tu chodzi o nasze życie i o miliardy, które obecnie traci i państwo polskie, i niemieckie. Nie przekonuje mnie to, że praca w Niemczech i tak oznacza poprawę ich sytuacji, bo w Polsce nie miałyby żadnej pracy albo taką za 1,2 tys. złotych.

*

Jak pracodawcą, według niektórych agencji, może być osoba z demencją? To, co mówi, mogło mieć sens, ale pięć lat temu, tymczasem powinnam wykonywać jej polecenia. Jak o opiece nad pacjentem w ciężkim stanie może decydować syn czy córka, która nie chce przyjąć do wiadomości, że nie będzie lepiej? No i jak mam aktywizować worek kartofli? Chyba tylko na frytki.

*

Najgorsze jest to, że trafiamy z polskiego gówna, w którym taplamy się latami, w gówno niemieckie, które też nie trwa krótko. Najpierw przerabiamy niskie płace, z którymi nie wiadomo co zrobić, mężów debilów, depresje, później musimy upominać się o trzy posiłki dziennie, pokoje, w których są drzwi (bo przecież sen to luksus, który służbie się nie należy; służba ma czuwać), i znosić skurwysyńskie agencje, okradające nas co miesiąc

*

Nie wyobrażam już sobie życia w Polsce za polskie pensje. Dla Niemców to jest nie do ogarnięcia, że pracując, nie można się utrzymać. Może zaczęliby cokolwiek rozumieć, gdyby na jakiś czas przenieśli się za Odrę i musieli przeżyć za 1,3 tys. złotych miesięcznie. Nie rozumieją też, jak to możliwe, że nie znalazłam pracy w Polsce:
     — Ewa, księgowa z takim doświadczeniem jak ty nie miałaby tu większych problemów ze znalezieniem zajęcia.
     Czasem zastanawiam się, czy im mówić, czy nie mówić, że Polka po czterdziestce nie nadaje się już do niczego. Znów by nie zrozumieli.

*

Zastanawiam się też nad tym, jak to jest: niby wszystko jest legalne, a wszystko nie tak. Co to za zlecenie: trzymiesięczna praca przez dwadzieścia cztery godziny na dobę?

*

Powinniśmy zastanowić się nad niewolniczą pracą w kraju. Państwo zapomniało o domach opieki i ludziach w nich pracujących. […] Po trzydziestu dwóch latach pracy zarabiam 1,7 tys. złotych. W zamian za niewolniczą pracę czeka mnie brak zrozumienia ze strony społeczeństwa i krytyka rodzin chorych, które są niezadowolone z opieki nad swoimi bliskimi, a same nawet ich nie uczeszą, bo nie wiedzą, jak to zrobić, ponieważ — jak mówią — nie mają ukończonej szkoły pielęgniarskiej.

*

Niestety, ten kraj schodzi na psy. Żeby godnie żyć, trzeba wyjechać, zresztą miliony Polaków to zrobiły. To wręcz niepojęte, że od 1989 roku nie było mądrych osób w kolejnych rządach, które by pomyślały o całym społeczeństwie, a nie tylko o sobie.

Anna Wiatr, Betrojerinki. Reportaże i pracy opiekuńczej i (bez)nadziei,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*

poniedziałek, 25 września 2017

Wśród moich znajomych i przyjaciół nie ma osób, które głosowały na Falangę+ — co, pomyślałam sobie, jest dowodem na to, że wszyscy my, otorbieni, żyjemy w swojej bańce (jakby nie patrzeć) ludzi sukcesu. Sukcesu, bo nawet jeśli nie zawsze wszystko spina się od pierwszego do pierwszego, wszyscy robimy w życiu to, co chcemy robić.

Sic! Żyjemy na mentalnym osiedlu zamkniętym! — pomyślałam ze zgrozą jakiś czas temu, gdy po raz kolejny usłyszałam, że polskiej falandze nie maleje wcale. I zrozumiałam, że nie imigranci wiszą na płocie i grożą śmiercią tym, co w środku.

Ciekawe, czy Pierwszy Świat, największe grodzone osiedle bogatych, do którego należymy, zdąży się ogarnąć — pomyślałam, słuchając audycji o tej książce. Czy nauczy się słyszeć, a potem słuchać? Czy jest w stanie zobaczyć inne, równie prawdziwe, perspektywy. Pan Gadomski nie umie…

Nie czekałam na niską cenę tej książki. Czekałam, aż skończę książkę o izmach. Pomysł na to, by patrzeć na duet kapitał i praca/demokracja jak na relację, wyjątkowy, trafiony i bardzo obrazowy — jak dobrze, że Autora też ujął (szare cytaty to przygody tej relacji).

[Herbert] Kitschelt proponuje spojrzeć na pracę. A mówiąc precyzyjnie, na jej typ i związany z tym zestaw doświadczeń. To o wyznacza nam przecież we współczesnym świecie horyzont myślowy. To on definiuje, z kim się zadajemy i jaki mamy tryb życia. Praca otacza nas więc trochę jak bańka mydlana, a my często nawet nie wiemy, że siedzimy w jej wnętrzu. Zdaniem Kitschelta bezpośrednią konsekwencją owej bańki jest to, że praca dość precyzyjnie wskazuje również na nasze poglądy polityczne.

*

Kapitał i praca to dwa najważniejsze środki produkcji, a każdy z nich ma swoją wizję ładu politycznego. Generują więc dwa wielkie żywioły reprezentujące ich hierarchie interesów i wrażliwość. Kapitał wykreował sobie wolnorynkowy kapitalizm. Praca stworzyła demokrację.

*

Symboliczna data ślubu kapitalizmu z demokracją to dopiero rok 1945. Miłości nie było tu zbyt wiele. Raczej chłodna kalkulacja. Układ był od początku jasny. Masy pracujące i reprezentujące je partie lewicowe zgodziły się na kapitalizm. Praktyczny wyrazem tej zgody były fundamentalne gwarancje dla własności prywatnej, której nawet legalnie wybrany parlament nie mógł odtąd zawiesić bez odszkodowania.

*

Czarę goryczy przelały wreszcie doświadczenia lat 2008–2014, gdy kapitalizm po raz kolejny wziął pracę/demokrację pod but i oświadczył, że to ta ladacznica znowu wszystko przehulała, po czym z uciułanych przez nią pieniędzy (podatki) spłacił swoje długi z kasyna (nacjonalizacja strat sektora finansowego) i ponownie przystąpił do „zaciskania pasa” (fala polityki austerity w latach 2010–2014), dziwiąc się, że demokracja (a wraz z nią praca) nie może się już nawet podnieść z podłogi.
     Autorem metafory nieudanego pożycia kapitalizmu i demokracji jest niemiecki ekonomista Wolfgang Streeck
.

*

Gdy praca się im [lewicy] żaliła, że już z tym kapitałem dłużej nie wytrzyma, ta sączyła je do ucha: „Musisz, dasz radę, takie są realia, pamiętaj o dzieciach”, po czym za jej plecami w najlepsze sobie z kapitałem flirtowała.

*

Pamiętacie? Praca leży, bo kapitał bił. Nierówności to więc jakby rany na ciele ofiary. Zakładanie, że wszystkie mogą się pięknie wygoić, jest naiwnością.

*

[…] gdzie właściwie tak naprawdę mieszkają kapitał i praca. I czy nie jest przypadkiem tak, że już dawno nie jest to wspólny adres.

*

[Kapitał]  Ostatecznie ten zysk zawdzięcza nie tylko sobie. Pracę wziął? Wziął! Z instytucji oraz infrastruktury (fundowanych ze środków publicznych) skorzystał? Skorzystał! Technologii użył? No użył! To niech nie struga wariata i nie mówi, że nie powinien się dzielić!

*

[…] przyszłość zawsze zaczyna się dziś.

*

Internet, GPS, ekrany dotykowe, baterie, mikroprocesory. Żaden z tych przełomowych wynalazków nie powstał (jak już wspomniałem) w prywatnym garażu któregoś z przedsiębiorców Doliny Krzemowej. Zostały opracowane za publiczne pieniądze, a biznes je po prostu wziął i wstawił do swoich produktów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że od dwóch–trzech dekad ten sam biznes próbuje nas przekonać, że nic takiego nie miało miejsca.

*

Kapitał się już bowiem z pracą spotkał, z czego urodziła się jakaś wartość ekonomiczna. Po czym kapitał oświadczył, że to właściwie jego dziecko, a praca niech się cieszy, że może sobie na nie popatrzeć w co drugi albo co trzeci weekend. A i to z łaski.

*

[…] błąd polega na przeświadczeniu, że najpierw trzeba wytworzyć dobra, a dopiero potem je dzielić. Czyli że zajmiemy się nierównościami, jak już będziemy bogaci (brzmi znajomo, prawda?). A na razie nie ma o czym mówić. Problem tylko w tym, że w rozwoju ekonomicznym nie ma żadnego „najpierw” i „potem”. Wytwarzania bogactwa nie da się oddzielić od procesu jego podziału. Dzieje się tak dlatego, że reguły podziału wpływają na wielkość wyprodukowanego ciastka.

*

[…] nierówności po cichu i bezszelestnie rozbijają spójność społeczną. Sprawiają, że ludziom tylko się wydaje, że są członkami tej samej politycznej wspólnoty, podczas gdy tak naprawdę żyją jakby w różnych światach.

*

 […]  w ostatecznym rozrachunku celem nie jest wskazanie winnego, tylko wyjście ze wspólnych tarapatów.

Rafał Woś, To nie jest kraj dla pracowników,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


 
1 , 2 , 3
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...