Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok?

Wpisy z tagiem: literki homo oeconomicusa

czwartek, 26 października 2017

Poluję na Heroinę. Coś mnie tknęło, by zobaczyć, co jeszcze napisał Autor i mocno się zdziwiłam. I nie zastanawiałam się ani chwili.

Dukaj, dukaj — zagrzewałam się wczoraj do czytania w ulu — bo fantastyczne książki już na ciebie czekają! Dukałam, wydukałam. I z przyjemnością wbiłam zęby w święte oczywistości, które dla mnie są głęboko obrazoburcze od lat — 1128, be, 2304, poświęceni w kraju i poza.

Utwierdziłam się w przeczuciu, że katolicyzm to jednak ściema i pseudochrześcijaństwo, a polski katolicyzm to karykatura pseudochrześcijaństwa. Dekalog, wydawało mi się, że go znam — jeśli jesteś katolikiem, to też ci się tylko wydaje.

Tomasz Piątek jest właściwą osobą w roli autora tej książki, bo jak sam pisze, jest ewangelikiem i dlatego pozwala sobie sądzić, że jego krytyka Jana Pawła II jest bardziej zasadnicza, niż gdyby wynikała tylko z jego lewicowych czy lewicowo-liberalnych poglądów.

Ta książka ma sześć lat i ni cholery nie chce stać się zamierzchłą historią. Amen?

Jeśli wierzyć informacjom w rożnym czasie podawanym przez katolików, to Słońce kręci się dookoła Ziemi, w Kościele katolickim nie ma pedofilii, polscy księża są aniołami niesłusznie oskarżanymi o sprowadzanie samochodów bez cła przez spisek żydowskich oszczerców.

*

Czemu zamiast aborcji [Jan Paweł II] nie zakazał wyzysku? Cyniczny neoliberał-katolik odpowie, że wyzysku nie da się zakazać? Ja na to zapytam: a aborcji się da?

*

Skąd idiotyczne przeświadczenie, że seks przedmałżeński bez prezerwatywy jest mniejszym grzechem niż z prezerwatywą? Popełniając cudzołóstwo z użyciem prezerwatywy, łamiesz przykazanie „Nie cudzołóż”. Popełniając cudzołóstwo bez użycia prezerwatywy, łamiesz przykazania „Nie cudzołóż” i „Nie zabijaj”. Bo igrasz cudzą i swoją śmiercią. Powtarzam, skąd idiotyczne przeświadczenie o tym, że bez gumki grzech jest mniejszy? Z tak zwanego nauczania Jana Pawła II. Strażnik świętości życia czy apokaliptyczny Jeździec Zarazy?

*

Wojtyła współczesną cywilizację zachodnią nazywał cywilizacją śmierci. I miał bardzo dużo racji. Ale to, do czego sam przyczynił się w kwestii AIDS, trudno określić nawet taką nazwą. To dziki triumf śmierci, orgia śmierci, czarna msza śmierci zupełnie niecywilizowanej.

*

Nie, Jan Paweł II nie był autorytetem dla całego świata. „Uważam, że to oszust — powiedział Truman Capote. — Uważam, że to oszust, bo czytałem jego wiersze”. Cały świat, włącznie z Trumanem Capote, podziwiał Jana Pawła II za medialną sprawność.

*

Czy możemy być dumni z kogoś, kto uczynił tyle zła?

*

Po raz kolejny w historii Polska to krajobraz po bitwie. Polaków rzucono na bruk i sterroryzowano bezrobociem przy aprobacie Jana Pawła II, który to wszystko pokropił święconą wodą. […]
     Wielu komentatorów twierdzi, że Wojtyła przehandlował swoją akceptację dla neoliberalnej transformacji w zamian za zakaz aborcji i związany z nim „pakiet ograniczenia swobód seksualnych”. To by znaczyło, że przehandlował jedno świństwo za drugie świństwo.
     Jaki jest efekt tej transakcji?
     Ciężko harujemy. Źle zarabiamy. A jeśli zarabiamy lepiej, to poza krajem. Kościół, wmuszając nam zakaz aborcji, nauczył nas, że nasza wola i nasze życie nie liczą się wobec woli Watykanu
.

*

Kościół katolicki, ze swoimi symbolami i ze swoim klerem, jest w Polsce wszechobecny. I nie chodzi tu tylko o to, że kler święci samochody, rowery, tornistry, że wciska się ze swoim krucyfiksem do każdej klasy szkolnej i do każdej apteki, do seriali telewizyjnych i do programów publicystycznych, do nauki technik seksualnych i do kursów szydełkowania. Przede wszystkim Kościół katolicki wcisnął się do umysłów.

*

Kościół katolicki robi Kościołowi czarny PR.
     I to jest jedna z najpoważniejszych przyczyn etycznego niedorozwoju Polaków
.

Tomasz Piątek, Antypapież,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)


sobota, 14 października 2017

Sadownik:
Co to był za film przed naszym,
że tyle pingwinów wychodziło z sali?

Jabłoń:
Chyba nie Botoks, co?

Sadownik & Jabłoń:
(byli na wspaniałym filmie)

Lianne La Havas, Starry Starry Night, z filmu Twój Vincent, 2017.

*

Pomysł na film doskonały i zabawa świetna, gdy w poszczególnych scenach łapiesz się na tym, że widzisz fragment znanego ci obrazu. Byłam dzieckiem w PRLu — dostęp do sztuki był jaki był, ale w wielu domach wisiały reprodukcje Van Gogha, były kartki pocztowe z jego obrazami (zbierałam). Dziś, gdy wszystko jest bardziej możliwe i jeszcze bardziej niemożliwe, dzieciaki chyba nie mają szans na dużo Van Gogha na ścianach… pomyślałam.

Van Gogh namalował 800 obrazów, sprzedał 1 — dowiemy się z filmu. Liczby te to najlepsza odpowiedź dla wielbicieli jedynie słusznych rynkowych reguł spełnienia.

piątek, 13 października 2017

Tytuł tego wpisu to parafraza tytułu innej ważnej książki i traktuje o konsekwencjach pewnego szalonego myślenia.

Nie mogłam uwierzyć, gdy wczoraj z drugiej ręki dowiedziałam się, że jakaś osłanka raczyła publicznie powiedzieć: niech jadą! Naprawdę? Nie stać nas na wiele w zakresie medycyny, ale stać na bycie uniwersytetem, który kształci lekarzy dla bogatych krajów? Niechby może ktoś osłance łopatologicznie wytłumaczył, że nie można politycznie namaścić kumpla na lekarza, nie da się nawet w pięć lat „wyprodukować” lekarza czy specjalisty, choćby nie wiem jak rządzący nalegali. Popieram strajk lekarzy.

Nie. Nie mam w rodzinie ani jednego lekarza. Moje kopytko do dnia dzisiejszego kosztowało mnie ponad trzydzieści pięć tysięcy złotych i będę je spłacać dłuższy niż krótszy czas. A to była tylko noga! A&nbps;ja należę do 2% najlepiej wykształconych ludzi w tym kraju. Popieram strajk lekarzy.

Bo jak nie popierać, jeśli przeczytało się Małych bogów ze zrozumieniem i szokiem poznawczym, że niewolnictwo w tym kraju kwitnie. Bo jak nie popierać po przeczytaniu tej książki. Nie miałam pojęcia o „rynku” opiekuńczym. Dopiero podczas czytania tej książki przypomniało mi się i to, i tamto — są wokół mnie ludzie, którzy wyjeżdżają, bo nie mają innego wyjścia i niech mi nikt nie mówi, że to był wyłącznie ich wybór. Nóż w kieszeni się otwiera, że żyjemy w kraju, w którym człowiek jest zbędnym balastem dla świetlanych prognoz obniżania kosztów. Również dlatego popieram strajk lekarzy nie tylko dziś, czyli w Dniu Solidarności z Nimi.

[…] przychodzi na myśli anegdota z 1807 roku. Wtedy to bowiem Wielka Brytania zabroniła handlu niewolnikami. Oburzeni tym faktem byli nie tylko biali handlarze, ale także liderzy afrykańskich plemion, którzy sprzedawali swoich pobratymców w niewolę, czerpiąc z tego znikome korzyści materialne. Niektórzy liderzy tych plemion wysłali list co króla angielskiego, skarżąc się na dyskryminację i niesprawiedliwe traktowanie, ponieważ oni i ich plemiona korzystali finansowo z handlu niewolnikami. Czy nie jest tak, że polscy pracodawcy delegujący pracowników wysyłający list do Komisji Europejskiej, narzekając na ich niesprawiedliwe traktowanie i pomijając eksploatację ekonomiczną polskich pracowników, nie zachowują się czasami podobnie?

*

     — „Starych i chorych nie potrzebujemy”, stwierdza szef sklepu obuwniczego, w którym pracuję — opowiada Joanna. — Wracam z miesięcznego zwolnienia. Byłam w szpitalu; zapalenie woreczka żółciowego. Mam trzydzieści jeden lat.

*

Chcę żyć w Polsce, ale właśnie żyć, a nie wegetować.

*

Moim zdaniem wbrew temu, co twierdzą w agencjach, przestrzeganie prawa wszystkim wyszłoby na dobre i właściwie tylko na tym mi zależy. Opiekunki, pracując na zleceniach, nie mają prawa do urlopu, nie mogą zachorować, nie odkładają na emeryturę, nie mają przyszłości. Tu chodzi o nasze życie i o miliardy, które obecnie traci i państwo polskie, i niemieckie. Nie przekonuje mnie to, że praca w Niemczech i tak oznacza poprawę ich sytuacji, bo w Polsce nie miałyby żadnej pracy albo taką za 1,2 tys. złotych.

*

Jak pracodawcą, według niektórych agencji, może być osoba z demencją? To, co mówi, mogło mieć sens, ale pięć lat temu, tymczasem powinnam wykonywać jej polecenia. Jak o opiece nad pacjentem w ciężkim stanie może decydować syn czy córka, która nie chce przyjąć do wiadomości, że nie będzie lepiej? No i jak mam aktywizować worek kartofli? Chyba tylko na frytki.

*

Najgorsze jest to, że trafiamy z polskiego gówna, w którym taplamy się latami, w gówno niemieckie, które też nie trwa krótko. Najpierw przerabiamy niskie płace, z którymi nie wiadomo co zrobić, mężów debilów, depresje, później musimy upominać się o trzy posiłki dziennie, pokoje, w których są drzwi (bo przecież sen to luksus, który służbie się nie należy; służba ma czuwać), i znosić skurwysyńskie agencje, okradające nas co miesiąc

*

Nie wyobrażam już sobie życia w Polsce za polskie pensje. Dla Niemców to jest nie do ogarnięcia, że pracując, nie można się utrzymać. Może zaczęliby cokolwiek rozumieć, gdyby na jakiś czas przenieśli się za Odrę i musieli przeżyć za 1,3 tys. złotych miesięcznie. Nie rozumieją też, jak to możliwe, że nie znalazłam pracy w Polsce:
     — Ewa, księgowa z takim doświadczeniem jak ty nie miałaby tu większych problemów ze znalezieniem zajęcia.
     Czasem zastanawiam się, czy im mówić, czy nie mówić, że Polka po czterdziestce nie nadaje się już do niczego. Znów by nie zrozumieli.

*

Zastanawiam się też nad tym, jak to jest: niby wszystko jest legalne, a wszystko nie tak. Co to za zlecenie: trzymiesięczna praca przez dwadzieścia cztery godziny na dobę?

*

Powinniśmy zastanowić się nad niewolniczą pracą w kraju. Państwo zapomniało o domach opieki i ludziach w nich pracujących. […] Po trzydziestu dwóch latach pracy zarabiam 1,7 tys. złotych. W zamian za niewolniczą pracę czeka mnie brak zrozumienia ze strony społeczeństwa i krytyka rodzin chorych, które są niezadowolone z opieki nad swoimi bliskimi, a same nawet ich nie uczeszą, bo nie wiedzą, jak to zrobić, ponieważ — jak mówią — nie mają ukończonej szkoły pielęgniarskiej.

*

Niestety, ten kraj schodzi na psy. Żeby godnie żyć, trzeba wyjechać, zresztą miliony Polaków to zrobiły. To wręcz niepojęte, że od 1989 roku nie było mądrych osób w kolejnych rządach, które by pomyślały o całym społeczeństwie, a nie tylko o sobie.

Anna Wiatr, Betrojerinki. Reportaże i pracy opiekuńczej i (bez)nadziei,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


*

poniedziałek, 25 września 2017

Wśród moich znajomych i przyjaciół nie ma osób, które głosowały na Falangę+ — co, pomyślałam sobie, jest dowodem na to, że wszyscy my, otorbieni, żyjemy w swojej bańce (jakby nie patrzeć) ludzi sukcesu. Sukcesu, bo nawet jeśli nie zawsze wszystko spina się od pierwszego do pierwszego, wszyscy robimy w życiu to, co chcemy robić.

Sic! Żyjemy na mentalnym osiedlu zamkniętym! — pomyślałam ze zgrozą jakiś czas temu, gdy po raz kolejny usłyszałam, że polskiej falandze nie maleje wcale. I zrozumiałam, że nie imigranci wiszą na płocie i grożą śmiercią tym, co w środku.

Ciekawe, czy Pierwszy Świat, największe grodzone osiedle bogatych, do którego należymy, zdąży się ogarnąć — pomyślałam, słuchając audycji o tej książce. Czy nauczy się słyszeć, a potem słuchać? Czy jest w stanie zobaczyć inne, równie prawdziwe, perspektywy. Pan Gadomski nie umie…

Nie czekałam na niską cenę tej książki. Czekałam, aż skończę książkę o izmach. Pomysł na to, by patrzeć na duet kapitał i praca/demokracja jak na relację, wyjątkowy, trafiony i bardzo obrazowy — jak dobrze, że Autora też ujął (szare cytaty to przygody tej relacji).

[Herbert] Kitschelt proponuje spojrzeć na pracę. A mówiąc precyzyjnie, na jej typ i związany z tym zestaw doświadczeń. To o wyznacza nam przecież we współczesnym świecie horyzont myślowy. To on definiuje, z kim się zadajemy i jaki mamy tryb życia. Praca otacza nas więc trochę jak bańka mydlana, a my często nawet nie wiemy, że siedzimy w jej wnętrzu. Zdaniem Kitschelta bezpośrednią konsekwencją owej bańki jest to, że praca dość precyzyjnie wskazuje również na nasze poglądy polityczne.

*

Kapitał i praca to dwa najważniejsze środki produkcji, a każdy z nich ma swoją wizję ładu politycznego. Generują więc dwa wielkie żywioły reprezentujące ich hierarchie interesów i wrażliwość. Kapitał wykreował sobie wolnorynkowy kapitalizm. Praca stworzyła demokrację.

*

Symboliczna data ślubu kapitalizmu z demokracją to dopiero rok 1945. Miłości nie było tu zbyt wiele. Raczej chłodna kalkulacja. Układ był od początku jasny. Masy pracujące i reprezentujące je partie lewicowe zgodziły się na kapitalizm. Praktyczny wyrazem tej zgody były fundamentalne gwarancje dla własności prywatnej, której nawet legalnie wybrany parlament nie mógł odtąd zawiesić bez odszkodowania.

*

Czarę goryczy przelały wreszcie doświadczenia lat 2008–2014, gdy kapitalizm po raz kolejny wziął pracę/demokrację pod but i oświadczył, że to ta ladacznica znowu wszystko przehulała, po czym z uciułanych przez nią pieniędzy (podatki) spłacił swoje długi z kasyna (nacjonalizacja strat sektora finansowego) i ponownie przystąpił do „zaciskania pasa” (fala polityki austerity w latach 2010–2014), dziwiąc się, że demokracja (a wraz z nią praca) nie może się już nawet podnieść z podłogi.
     Autorem metafory nieudanego pożycia kapitalizmu i demokracji jest niemiecki ekonomista Wolfgang Streeck
.

*

Gdy praca się im [lewicy] żaliła, że już z tym kapitałem dłużej nie wytrzyma, ta sączyła je do ucha: „Musisz, dasz radę, takie są realia, pamiętaj o dzieciach”, po czym za jej plecami w najlepsze sobie z kapitałem flirtowała.

*

Pamiętacie? Praca leży, bo kapitał bił. Nierówności to więc jakby rany na ciele ofiary. Zakładanie, że wszystkie mogą się pięknie wygoić, jest naiwnością.

*

[…] gdzie właściwie tak naprawdę mieszkają kapitał i praca. I czy nie jest przypadkiem tak, że już dawno nie jest to wspólny adres.

*

[Kapitał]  Ostatecznie ten zysk zawdzięcza nie tylko sobie. Pracę wziął? Wziął! Z instytucji oraz infrastruktury (fundowanych ze środków publicznych) skorzystał? Skorzystał! Technologii użył? No użył! To niech nie struga wariata i nie mówi, że nie powinien się dzielić!

*

[…] przyszłość zawsze zaczyna się dziś.

*

Internet, GPS, ekrany dotykowe, baterie, mikroprocesory. Żaden z tych przełomowych wynalazków nie powstał (jak już wspomniałem) w prywatnym garażu któregoś z przedsiębiorców Doliny Krzemowej. Zostały opracowane za publiczne pieniądze, a biznes je po prostu wziął i wstawił do swoich produktów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że od dwóch–trzech dekad ten sam biznes próbuje nas przekonać, że nic takiego nie miało miejsca.

*

Kapitał się już bowiem z pracą spotkał, z czego urodziła się jakaś wartość ekonomiczna. Po czym kapitał oświadczył, że to właściwie jego dziecko, a praca niech się cieszy, że może sobie na nie popatrzeć w co drugi albo co trzeci weekend. A i to z łaski.

*

[…] błąd polega na przeświadczeniu, że najpierw trzeba wytworzyć dobra, a dopiero potem je dzielić. Czyli że zajmiemy się nierównościami, jak już będziemy bogaci (brzmi znajomo, prawda?). A na razie nie ma o czym mówić. Problem tylko w tym, że w rozwoju ekonomicznym nie ma żadnego „najpierw” i „potem”. Wytwarzania bogactwa nie da się oddzielić od procesu jego podziału. Dzieje się tak dlatego, że reguły podziału wpływają na wielkość wyprodukowanego ciastka.

*

[…] nierówności po cichu i bezszelestnie rozbijają spójność społeczną. Sprawiają, że ludziom tylko się wydaje, że są członkami tej samej politycznej wspólnoty, podczas gdy tak naprawdę żyją jakby w różnych światach.

*

 […]  w ostatecznym rozrachunku celem nie jest wskazanie winnego, tylko wyjście ze wspólnych tarapatów.

Rafał Woś, To nie jest kraj dla pracowników,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)


środa, 24 sierpnia 2016

Zmasakrowała mnie ta książka. Świr i kasa mają śmiercionośną moc, bez względu na narodowość — to prawda z którą zostałam. Słów brak.

Richland i Oziorsk są łatwo rozpoznawalne, bo w tych cytadelach plutonu, „strefach zero” nuklearnego armagedonu, ludzie, którzy mieli możliwość wyboru, dokonali tej samej transakcji co ich współobywatele w całym kraju: przehandlowali prawa obywatelskie i swobody polityczne za bezpieczeństwo konsumenckie i finansowe.

*

Okazało się wręcz, że gromadzenie bogactwa materialnego nie jest lekarstwem, tylko nałogiem, którego nigdy nie da się do końca zaspokoić.

*

Ślub rosyjskich i amerykańskich supergwiazd nuklearnego przemysłu zbrojeniowego był niewielką imprezą z ograniczonym dostępem dla mediów. Ponieważ zakończyło się zimnowojenne pobrzękiwanie szabelką, społeczeństwo dało sobie wmówić , że nuklearny wyścig zbrojeń również dobiegł końca. Tymczasem żyjemy w „drugiej epoce jądrowej”, jak to nazwał antropolog Hugh Gusterson. W 2011 roku na badania i wdrożenia w dziedzinie jądrowej przeznaczano więcej środków niż w szczytowym okresie zimnej wojny. Rząd amerykański zamierza w najbliższej dekadzie wydać siedemset miliardów dolarów na rozwój broni jądrowej. By nie pozostać w tyle, władze rosyjskie przewidują wydanie sześciuset pięćdziesięciu miliardów dolarów na modernizację sił zbrojnych, z czego znaczną część chcą przeznaczyć na strategiczną broń jądrową. Jak to określił Lawrence Korb, urzędnik Pentagonu w ekipie Reagana, „zimna wojna się skończyła, wygrał kompleks wojskowo-zbrojeniowy”.

*

„Naszym najważniejszym produktem jest postęp”. Był to refren gospodarza programu telewizyjnego GE Theater Ronalda Reagana.

*

[…] niechęć do zrozumienia zagrożenia rośnie w miarę zbliżania się do niego. Ludzie najbardziej narażeni na jakieś niebezpieczeństwo często najgwałtowniej negują jego istnienie, żeby móc dalej żyć […].

*

Na ogół jest tak, że kiedy patrzysz na katastrofę ekologiczną, to o tym wiesz. Katastrofy w widoczny i wyczuwalny sposób burzą naturalny porządek. Kojarzą się ze smrodem, dymem i paskudnymi szramami na krajobrazie. Tymczasem z tym sympatycznym strumykiem wszystko było w jak najlepszym porządku. […] Musiałam sama sobie, przypomnieć, że stoję nad najbardziej napromieniowaną rzeką świata. Nigdy nie widziałam bardziej urodziwej i kuszącej katastrofy, mniej zasługującej na to miano.

*

Dla ludzkiej wyobraźni symbole często są ważniejsze od skomplikowanej rzeczywistości.

*

Bezdomność amerykańskich i japońskich odpadów nuklearnych potwierdza, jak skomplikowany jest problem bezpiecznego składowania niestabilnych izotopów radioaktywnych, które samoistnie się rozgrzewają do setek stopni, powodują korozję metali i przenikają przez glebę do roślin — i będą przenikały przez dziesiątki tysięcy lat. Stawka w tej grze jest wysoka, co stwarza wielką pokusę negowania istnienia niewidocznych dla oka izotopów promieniotwórczych.

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne,
przeł. Tomasz Bieroń, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.

sobota, 30 lipca 2016

Polsko, pomyślałam nie raz podczas lektury tej książki, gratuluję ci, że zrezygnowałaś z dwóch, a może nawet trzech, pokoleń swoich obywateli. Czy było warto? Czy skórka warta wyprawki?

Uważał też [Keynes], że poprawa położenia milionów pracowników tu i teraz automatycznie przełoży się na ich lepsze jutro. I odwrotnie, jeżeli składamy na ołtarzu reform całe pokolenie, wcale nie gotujemy lepszej przyszłości ani tej, ani kolejnej generacji.

*

Bardzo mi się podoba takie zasłyszane gdzieś zdanie, że w Polsce od 1989 r. uprawiamy taki wyczynowy kapitalizm, począwszy od reform Balcerowicza. My zawsze mieliśmy być najlepsi na świecie. Zawsze wściekałem się na takie dictum, bo moim zdaniem nam by wystarczyło, byśmy byli coraz lepsi. A nie zawsze najlepsi.

*

Wpadanie w pułapkę jakiejś ideologii często skutkuje ślepotą na niedoskonałości modelu.

*

„Pracownicy wydają tyle, ile zarabiają, przedsiębiorcy — tyle, ile wydają” — dowodził Kalecki. Przecież to równie proste jak słynny bon mot Henry’ego Forda, że „samochody nie kupują samochodów”, i dlatego warto pracownikom płacić tyle, by stali się konsumentami.

*

„ […] Polak słyszy, że rząd powinien się zachowywać podczas kryzysu jak gospodyni domowa, która gdy nie ma pieniędzy, to oszczędza. I myśli sobie, że to ma sens. Z tego typu rozumowaniem zgadza się większość sił politycznych w kraju” — opowiadał mi Jerzy Osiatyński. Przełom przyniósł dopiero obecny kryzys. Im dłużej trwa, tym bardziej trafia do przekonania Kaleckiego, który brzmi tak: jeśli nie pójdziesz do fryzjera, to twój fryzjer nie zje obiadu. W sumie nie musi cię to niepokoić, ale jeżeli wszyscy będziemy oszczędzać i przestaniemy kupować, czeka nas bezrobocie. Wtedy budżet nie zbierze ani VAT-u, ani podatku dochodowego — i jeszcze trzeba będzie wypłacać zasiłki.

*

Wszak populista to zawsze… ktoś inny. […] ten straszny, nieodpowiedzialny populizm, przed którym wielu przestrzega, po prostu… nie istnieje? Nie ma go. Został wymyślony jako narzędzie walki politycznej i niszczenia niewygodnych politycznych konkurentów. Bez konieczności wchodzenia z nimi w merytoryczną debatę.

*

[…] logika rynku zastosowana w wielu dziedzinach zwyczajnie się nie sprawdza. Tak jak w służbie zdrowia albo transporcie kolejowym. Te dziedziny po urynkowieniu przestają być publiczne.

*

[…] ludzie są szczęśliwsi wszędzie tam, gdzie nie muszą na każdym kroku boksować się z konkurencją i wymieniać swoich umiejętności na chleb w wielkim rynkowym współzawodnictwie — nawet jeśli w tej rywalizacji kryje się milion okazji i szans.

*

Liberałowie powtarzają zwykle, że trzeba czekać na to, aż rynek w końcu wróci do stanu równowagi. Tymczasem Keynes zdał sobie sprawę, że gospodarka nie potrafi podnosić się po wielkich kryzysach w sposób naturalny. A już na pewno nie robi tego szybko. Ktoś musi jej pomóc. Kto ma to zrobić? Oczywiście ludzie! W końcu to nie jacyś wszechmocni bogowie doprowadzili do kryzysu, lecz właśnie ludzie tworzący gospodarkę. A skoro to my sami wpędziliśmy się w kłopoty, to teraz sami powinniśmy sobie pomóc.

Rafał Woś, Dziecięca choroba liberalizmu,
Studio EMKA, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 18 lipca 2016

Kwartet książkowy: Sandel, Žižek, Baumanbanksterka. Plus ta, którą czytałam, czytałam i w końcu skończyłam.

To nie jest książka na jeden wieczór, przynajmniej nie w moim przypadku. Nie daj sobie wmówić, że ekonomia jest nauką. Nie jest też sztuką. Jak dla mnie jest to socjologiczna psychologia pieniądza — żywe mity i legendy.

Warto mieć własne zdanie. Warto rozwijać uwrażliwienie na nieoczywistość wszystkiego — temu pięknie może służyć każda z wymienionych książek, plus ta.

Rezultaty działania rynku nie są zjawiskami „naturalnymi”. Można je zmieniać.

*

Innymi słowy, ekonomia okazała się czymś gorszym niż nauką bez znaczenia. W takiej wersji, w jakiej była praktykowana przez ostatnich trzydzieści lat, czynnie przyczyniła się do krzywdy większości ludzkości.

*

Orzeł — wygrywam, reszka — przegrywasz.

*

To, co przydarzyło się światowej gospodarce, ani nie stało się przypadkiem, ani nie było skutkiem działania nieuniknionych sił historii.

*

Ale nawet ja wiem, że to niemożliwe, żeby 80 procent najzdolniejszych koreańskich dzieci, kształcących się w naukach ścisłych, nadawało się na lekarzy.
     Zatem jeden z najbardziej elastycznych rynków pracy w bogatym świecie — rynek koreański — ponosi spektakularną porażkę w kwestii efektywnej alokacji talentów. Powód? Większa niepewność zatrudnienia.

*

W Korei jest takie powiedzenie, że nawet małpa może spaść z drzewa.

*

Równość szans to punkt wyjścia dla sprawiedliwego społeczeństwa. Ale to nie wystarczy. […] Jeśli jakieś dziecko ma złe wyniki w szkole, bo jest głodne i nie może się skoncentrować na lekcjach, to nie można powiedzieć, że sobie nie radzi, bo z natury jest mniej zdolne. […] Bez określonego stopnia równości rezultatów (na przykład dostatecznie wysokich dochodów wszystkich rodziców, by ich dzieci nie chodziły głodne), równe szanse (na przykład darmowa szkoła) tak naprawdę nie mają znaczenia.

*

Edukacja jest cenna, lecz jej wartość zazwyczaj nie polega na podnoszeniu wydajności pracy. Wspiera ona rozwój naszych potencjałów i sprawia, że jesteśmy bardziej niezależni, a nasze życie jest bardziej satysfakcjonujące.

*

Systemy szkolnictwa wyższego […] stały się jak teatry, w których niektórzy postanowili wstać, żeby lepiej widzieć, co spowodowało, że ludzie siedzący za nimi też musieli wstać. W końcu wszyscy muszą stać, co oznacza, że nikt nie widzi lepiej, za to wszystkim jest mniej wygodnie.

*

Jest wiele przedmiotów szkolnych, które nie mają żadnego, nawet pośredniego wpływu na wydajność pracy, na przykład: literatura, historia, filozofia i muzyka. Ze ściśle ekonomicznego punktu widzenia nauka tych przedmiotów to strata czasu. Jednak uczymy ich nasze dzieci, bo wierzymy, że dzięki temu wzbogacą one swoje życie i zostaną dobrymi obywatelami.

*

Wolny rynek nie istnieje. Każdy rynek rządzi się jakimiś zasadami i funkcjonuje w pewnych ramach, które ograniczają wolność wyboru. Rynek wydaje nam się wolny tylko dlatego, że tak bezwarunkowo akceptujemy restrykcje, którym on podlega, że nawet ich nie zauważamy. Nie można obiektywnie zdefiniować tego, jak bardzo jakiś rynek jest „wolny” — to określenie mające charakter polityczny.

*

[…] wszystkie płace są w gruncie rzeczy określane politycznie.

Ha-Joon Chang, 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie,
przeł. Barbara Szelewa, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 17 lipca 2016

Zaczęłam czytać książkę. Po każdym rozdziale musiałam zatrzymać się i zająć się czymś innym. Czytam wciąż. Odłożyłam ją na bok już kilka razy, również po to, by, na przykład, przeczytać pięć innych wspomnianych tu książek. Ta jest szóstą i na swój sposób łączy się z tą, którą czytam, czytam i czytam.

Banki w Polsce… zastanawiam się wciąż, jak można było być tak krótkowzrocznym i upierać się przy modelu handlu „na turka”… nie widzieć, jakie niesie to skutki społeczne na kolejne dekady… nie mieć świadomości, że podcina się gałąź, na której się siedzi. Związek Banków Polskich… budzi mój najszczerszy śmiech, gdy uważa się za „instytucję zaufania publicznego”. Czy ktoś jeszcze kupuje ten bełkot?

To nie jest wybryk jednego banku, na tym polega ten biznes.

*

[…] nie bierze się kredytu hipotecznego na nieruchomość kupowaną na rynku pierwotnym lub wtórnym. Tylko kupuje się kąt dla siebie i dla ukochanej, żeby być nareszcie ze sobą, bez teściów, sąsiadów z akademika, właścicieli wynajmowanych mieszkań. Wychodzić na pełen kwiatów balkon. Sam rozumiesz.

*

     Wytłumacz mi, co to jest „cross-sell”.
     [długi śmiech] To taki system, że kupujesz butelkę whisky, a oni chcą ci jeszcze wcisnąć autostradę A12 i zakonserwowane zwłoki wodza Indian.

*

Kredyt? Bezpieczny! Rata? Niska! Prowizja? Zerowa! Decyzja — dwa dni, pieniądze na koncie w tydzień. Media milczały, bo zamieszczały reklamy banków i z tego żyły. Mało, robiły plebiscyty, konkursy — na najbardziej miły, przyjazny, bezpieczny, kulturalny bank. A banki podpierały się wynikami konkursów w reklamach.

*

Zawsze te same zbitki: bezpieczne, niezawodne, dochodowe, pewne… Trzeba się obudzić, stanąć na nogach, spełniać marzenia. […] Ktoś musi sprzedać, ktoś kupić, a ktoś zarobić.

*

     Ludzie to podpisują?
     Umowa kredytowa może mieć 26 stron plus aneksy… Kto by to czytał? Facet widzi, że idę do niego z takim plikiem, i traci ochotę na czytanie. W końcu jest w banku, to ufa.
     A gdyby przeczytał?
     To i tak by nic z tego nie zrozumiał. Ja mu to sprzedaję i też mało z tego rozumiem.
     Żartuje pan?
     Nie jest to język klarowny. Blablanina prawna. Myśmy oczywiście mieli przewagę. Dokładnie wiedzieliśmy, gdzie jest to, co jest ważne. Na czternastej stronie jest punkt… i tak dalej.
[…] Ubezpieczam od utraty zysku, od utraty pracy. Od wszystkiego.
     Po co?
     Głównie po to, żeby na tym zarobić.

*

Sprzedawca ma swojego menedżera, menedżer ma swojego dyrektora, dyrektor ma swojego prezesa, prezes ma przewodniczącego rady nadzorczej, rada nadzorcza ma akcjonariusza, a akcjonariusze mają żony. I cały ten łańcuszek musi funkcjonować.

*

Oni — tam na górze — oczywiście wiedzą, z czym to się wiąże dla klientów. Ale idą na to.
     Dlaczego?
     A dlatego, że wszystkie banki to robią. Skoro wszyscy robią, to róbmy i my, przecież nie możemy zarabiać mniej od konkurencji. My nie dbamy o klientów, ale dbamy o interes właścicieli banku! I tych, co mają u nas oszczędności… Pięknie brzmi? Tylko że to jest g… prawda. Ideologia. Każdy dba wyłącznie o swój własny interes. Zarządy o to, by wyrabiać zyski, bo dostają premie, dyrektorzy oddziałów — żeby sprzedawać dużo, być na czele, bo dostają premie, dyrektorzy sprzedaży, sprzedawcy…

*

Kiedyś rodzina, która miała bank, myślała w perspektywie pokoleń. Jak tu pozyskać klientów, jak ich utrzymać. Teraz rada nadzorcza myśli w perspektywie roku.

Paweł Reszka, Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy,
Czerwone i Czarne, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 02 czerwca 2016

Ten cytat chciałam uchronić od utonięcia wśród innych, choć są wspaniałe i znaczące.
Ten jest dla mnie szczególny, znaczący i ważny.

     Rok temu odeszła ode mnie Janina.
     Adlai E. Stevenson wyraził następującą opinię o Eleanor Roosevelt: „Wolała zapalać świece, niż przeklinać mrok, a jej blask rozgrzał świat”. Sama Eleanor Roosevelt z kolei w taki oto sposób opisała ludzką moc stawiania granic człowieczej bezsilności: „Nikt bez twojej zgody nie może sprawić, byś poczuł się gorszy”. Znała tę moc, ponieważ odnalazła ją w sobie
.
     Toutes proportions gardées (Janina nie była nigdy żoną prezydenta, a świec miała tyle tylko, by ich starczyło na rozproszenie mroku w jednym pokoju i rozgrzanie tych, którzy w nim się znaleźli), zdawało mi się, jakbym czytał o Janinie, jakbym słyszał słowa o sile człowieka przez nią samą wypowiedziane — słowa opisujące logikę jej życia i wyrażające istotę jej wiary, jej własny sposób bycia w świecie.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

Gdy czytam tego typu książki, zawsze pojawia się w mojej głowie pytanie. Czy sięgają po nie analitycy, menadżerowie do spraw bieżącej sprzedaży, prezesi instytucji finansowych czy medialne ekonomiczne gadające głowy? A jeśli sięgają, czy czytają ze zrozumieniem? I jak się wtedy mają? Czy poznawczo nadal im się wszystko zgadza? Wymieniając „ludziopodobne typy”, nie wymieniłam polityków , ponieważ jeśli o nich chodzi, złudzeń nie mam — w ogóle ich nie podejrzewam o czytanie.

Wciąż pozostaję w zadziwieniu, że żyję w kraju, w którym elementarna potrzeba posiadania miejsca do mieszkania — niekoniecznie na własność, koniecznie na względnie długo — nazywana jest chciwością.

Który już raz czytam o „potrzebie” ratowania czy chronienia banków, dbaniu o PKB, rynki, krzywą wzrostu za wszelką, również ludzką, cenę. Niezmiennie mam wrażenie, że wciąż powtarza się ta sama historia,  która w moim przypadku zaczęła się tak.

W drugiej połowie podstawówki miałam w klasie spadochroniarza. Zbujował, zastraszał, bił i… co tydzień dostawał uwagę do dzienniczka, że za tydzień to już inne, poważniejsze konsekwencje będą wobec niego wyciągnięte. Czy były? Pytanie retoryczne. Jego najlepszy kumpel zagroził mi śmiercią, gdy nie zda i spadnie do mojej klasy. Nie zdał. Na moje „szczęście” w wakacje, które nas dzieliły od chodzenia do tej samej klasy, utonął. Żaden bank, żadna chora idea zysku niestety nie utonie.

Komunikaty pełne słów, a także komunikaty, które tworzy milczenie.

*

Jak zauważył Richard Rorty, opisując przypadek Ameryki, do pewnego stopnia — choć nie całkiem — różny od wariantu europejskiego:

Celem będzie odwrócenie uwagi roboli, sprawienie, aby 75 procent Amerykanów i dolne 95 procent światowej populacji zajmowało się wrogością etniczną i religijną oraz dyskusją na temat norm seksualnych. Jeśli będzie się trzymało roboli z dala od ich własnej rozpaczy za pomocą kreowanych przez media pseudowydarzeń, włączając w to krótkie i krwawe wojny, [superbogaci] nie będą mieli się czego bać.

Jak pokazują ostatnie doświadczenia, które nie pozostawiają wiele miejsca na wątpliwości, superbogaci zrobiliby wszystko lub niemal wszystko, by ze strony roboli nie groziło im nic, czego mogliby się bać…

*

Normalność o niczym nie świadczy, wyjątek świadczy o wszystkim, reguła istnieje tylko dzięki wyjątkom, które ją potwierdzają.

*

Przywykliśmy już do pomstowania na kilkuprocentowe podwyżki cen biletów kolejowych, wołowiny czy prądu, ale w obliczu 300-procentowej ogarnia nas już tylko konsternacja i paraliż woli. Czujemy się bezsilni, nie wiemy, jak reagować. W arsenale naszych defensywnych broni nie ma żadnej, której moglibyśmy użyć — przekonaliśmy się o tym, kiedy rządy bez zmrużenia oka wpompowały miliardy i biliony dolarów do skarbców banków, choć wcześniej przez dziesiątki lat awanturowały się o kilka milionów, które powinny były, choć tak się ostatecznie nie stało, zasilić budżety szkół i szpitali, systemy opieki społecznej oraz fundusze rewaloryzacji zabudowy miejskiej.

*

[…] system opieki społecznej podlegający gwarancjom i zarządowi państwa stanowi warunek konieczny zarówno zdrowej gospodarki, jak i ochrony przed najbardziej bolesnymi konsekwencjami gospodarki chorej. Ta myśl przenikała do powszechnej świadomości stopniowo, ostrożnie stawiając kolejne kroki, choć ostatnio posuwała się naprzód coraz szybciej w związku z widmem światowego kryzysu gospodarczego. Nie chodzi tu wyłącznie o kwestię hojności i dobroczynności, jak próbowały nam wmówić dominujące ideologie Reagonomiki i Thatcheronomiki. Rzecz w tym, że przywrócenie dawnych oraz zbudowanie nowych mechanizmów polityki zbiorowego zabezpieczenia przed indywidualnymi nieszczęściami nie leży jedynie w interesie ludzi, których te nieszczęścia spotykają. To kwestia wspólnego interesu, a w istocie wspólnego przetrwania. Konflikt interesów między podatnikami a osobami pobierającymi zasiłki stanowi w dużej mierze wytwór karmionej ideologią wyobraźni. To nie szczodrość państwa opiekuńczego najmocniej uderza w podatnika, ale właśnie jego skąpstwo — godzi bowiem w źródło jego własnego dobrobytu: w dochody, od których odprowadzane są podatki.

*

[…] gra słów jest dla mnie najbardziej niebiańską z uciech. Uwielbiam ją. Mam z niej tym więcej radości, im słabsze karty przypadają mi w udziale podczas kolejnego rozdania i im mocniej muszę wytężać umysł, im bardziej się wysilać, żeby nadrobić braki i ustrzec się przed pokusą pójścia na łatwiznę. Nie o cel wędrówki tu chodzi, ale o to, by pozostać w ruchu, pokonać przeszkody lub się ich pozbyć — to właśnie daje życiu smak.
     […] wygląda na to, że nie potrafię myśleć bez pisania

*

[…] wrażenie dyslokacji towarzyszyło mi, odkąd tylko pamiętam: poczucie, że jestem nie na swoim miejscu, nie w swoim czasie; a także jeszcze silniejsze poczucie ogromnego dystansu oddzielającego mnie od „ludzi interesu” — odległości zarówno fizycznej, jak i duchowej, wynikającej i z ich, i z moich własnych wyborów. Gotów jestem przyznać, że ów stan okazał się dla mnie przyjemny, ba, wręcz głęboko satysfakcjonujący.

Zygmunt Bauman, To nie jest dziennik, przeł. Maria Zawadzka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:


*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...