Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: okolice kryminału

piątek, 16 marca 2018

Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!

Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

*

Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie?
     […]
     […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć.
     […]
     […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne.
     […]
     I po chwili powiedziała do siebie:
     — Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę
.

*

Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.

*

     — Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro.
     — Aha — odpowiedziała Paddy.
     — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi...
     — Może mówił pan tak dla żartu?
     Gordon powoli pokręcił głową.
     — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać
.

*

Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy.
     — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon
.

*

Westchnęli oboje.
     — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)


*

(tamże)

Mortkę poznałam tak. Skończyłam w dniu, w którym Autor w związku z ostatnim tomem gościł w tym samym radiu. W tym samym dniu, w którym premierę miał siódmy tom Chyłki. Chyłka da zmianę Mortce w sztafecie i będzie mi pomagać znieczulać rzeczywistość, pomyślałam wtedy. Pomaga.

Nie znaczyło to jednak, że rezygnowała. Wkrótce wróci na ring. Będzie walczyć z całych sił, żeby posunąć się o te kilka milimetrów we właściwym kierunku. Taka już była i taka chciała być.
     Tylko to miało sens
.

*

Nagle dotarło do niego, że to wszystko już dawno wymknęło się spod kontroli, a on był zbyt ślepy, żeby to zauważyć. Ale jeszcze mógł to naprawić, a może raczej nie spieprzyć do końca.

*

Zaufał, chociaż nie pamiętał, kiedy zrobił to po raz ostatni. Nie wiedział nawet, czy jeszcze wie, jak to się robi.

*

[…] wreszcie miał wrażenie, że ogarnia to, co się wydarzyło. Nie żeby to rozumiał.

*

     — To o co chodzi?
      A jak myślisz?
     — Nie. Tego nie będziemy robić – stwierdził bardzo stanowczo. – Przez prawie całe moje małżeństwo musiałem się domyślać, co zrobiłem źle. Teraz się na to nie zgadzam. Po prostu mi powiedz
.

*

     — Aspirantka Anna Suchocka, Komenda Stołeczna Policji.
     — O! Aspirantka! Fajnie, że używa pani formy żeńskiej. Wittgenstein twierdził, że granice języka wyznaczają granice świata. Dlatego musimy walczyć o wprowadzenie kobiet do języka powszechnego.
     Sucha przyjęła pochwałę, ale nie skomentowała jej w żaden sposób. Z jej punktu widzenia wyglądało to dużo prościej. Policjanci to w gruncie rzeczy banda palantów i musiała przyłożyć kilku łokciami, żeby zdobyć sobie odpowiednie miejsce i szacunek. Okazało się, że cel może osiągnąć, wkurzając ich deklinacją, więc robiła to
.

*

Wiesz, mam problem z informatykami. Wydaje się wam, że jesteście wyjątkowi, bo potraficie napisać parę linijek kodu i w związku z tym możecie wszystko. To prawda, macie teraz swój czas. Ale to nie będzie trwać wiecznie.

*

     — Windy znajdują się...
     — Nie interesują mnie windy — przerwał mu policjant. — Macie jeszcze taki przedpotopowy wynalazek jak schody
?

*

     — Wiesz, przeszłość czasami wraca do człowieka.

*

[…] pokręcił z niedowierzaniem głową, ale na jego twarz powróciły spokój i opanowanie. Jakby dotarło do niego, że wściekanie się na cały świat niewiele mu da.

Wojciech Chmielarz, Cienie, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


niedziela, 04 marca 2018

Pierwszy raz uprawiałam czytanie hybrydowe. Podczas działań kuchennych; wieczorem, gdy oczy chciały odpocząć; podczas ćwiczeń — słuchałam. W tramwaju, autobusie, w przerwie między zajęciami czytałam oczami. Chyba nauczyłam się słuchać kryminały dzięki panu Januszowi Zadurze, który pięknie przeczytał mi czwarty tom.

Już tylko ja mortkuję. Piąty, ostatni na ten moment, tom przede mną. Dobrze, że ostatni, bo ile można kryminalić.

Kawa oczywiście była zbyt gorzka jak dla niego. Nazywał to przekleństwem zepsutego automatu z komendy stołecznej. Maszyna zawsze wsypywała zbyt dużo cukru. Początkowo mu to przeszkadzało, ale przyzwyczaił się do tego przesłodzonego smaku i teraz żadna inna kawa mu nie podchodziła. Ironia sytuacji polegała na tym, że automat w końcu naprawiono a on pozostał ze swoim zepsutym przez bezduszne urządzenie gustem.

*

Gęby mieli pełne frazesów o słowiańskiej wspólnocie, Partnerstwie Wschodnim i o tym, że trzeba Ukrainę ciągnąć na Zachód, ale jak przychodziło co do czego, to tylko Wołyń, Wołyń i Wołyń. Jakby to usprawiedliwiało wszystkie mniejsze i większe świństwa, które im robili.

*

     — To ma być pierwszy i ostatni raz. Jasne?
     — To nigdy nie było problemem — zauważył Kochan.
     — Zawsze było. Tylko nie miałem czasu ani ochoty, żeby cię porządnie opieprzyć.
     — A teraz szef ma?
     — Ochotę? Jak najbardziej
.

*

     — To jest dupa, a nie praca.
     — Nie. To dla ciebie szansa — odpowiedział Andrzejewski
.

*

     — […] Policjantem zostaje się po to, żeby pomagać ludziom.
     — To nie mój przypadek — stwierdziła.
     — Nie?
     — Nie. Ja zostałam policjantką, bo jest to jeden z nielicznych zawodów pozwalających w sprzyjających warunkach na zrobienie krzywdy tym, których się nienawidzi
.

*

Podobnie jak w przypadku reszty gadających głów, policjant nie zadał sobie trudu zapamiętania jego nazwiska. Po prostu nie cenił ich pracy. Nie było nic prostszego, niż posadzić przy jednym stole ludzi o różnych poglądach i kazać im przekrzykiwać się przez czterdzieści pięć minut. Jego matka robiła to co tydzień przy okazji niedzielnego obiadu i do tego nikt jej za to nie płacił.

*

     — […] Nie będę pana oszukiwał. Jest źle i będzie tylko gorzej. Kształcimy teraz, tutaj, w tym budynku kolejne pokolenia, które pewnego dnia rozpierdolą nam ten kraj. Wspomni pan moje słowa.
     — Dziennikarze? — zapytał z powątpieniem Mortka.
     — Bezrobotni dziennikarze – uściślił Ostrowski. – Tacy, którzy podpiszą się pod dowolną bzdurą, byleby tylko zarobić na chleb i zyskać odrobinę rozgłosu
.

*

     — Mój mąż w czasie swojej kariery politycznej wielokrotnie odwoływał się do chrześcijańskiego, katolickiego systemu wartości. I proszę mi wierzyć, że nie robił tego na pokaz. Biblia, chrześcijańska wizja świata, przykazania są dla niego prawdziwymi drogowskazami. I teraz też płaci za to cenę. A jedno z przykazań brzmi: „Nie cudzołóż”.
     — Ale pani jest jego drugą żoną, prawda?
     Piersi kobiety uniosły się, kiedy wstrzymała oddech. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce oburzenia.
     — Jestem — powiedziała, z trudem panując nad emocjami. — Życie jest bardziej skomplikowane, niż się pani wydaje
.

*

Zastanawiała się, po co ma im cokolwiek mówić. I tak nie zrozumieją. Może ona. Ale też raczej nie. Ona była z tych, którym się wydawało, że jak się bardzo postarają, to będą mogły przejść przez życie jak mężczyzna.

Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)


środa, 28 lutego 2018

Biały Kruk skończył tom piąty. Jabłoń w czwartym, bo trzeci skończyła wczoraj. Już tylko z Sadownikiem mortkujemy, ale jeszcze chwilka i zostanę z Mortką całkiem sama.

Nareszcie zajarzyłam — odkryłam najważniejszy element składowy dobrego kryminału. Jest nim taka konstrukcja głównego bohatera, by czytający mu kibicowali. Dla wielbicieli kryminałów jest to oczywiste jak drut, ale dla mnie nic nie jest oczywiste, dopóki nie zostanie poczute i przeżyte do trzewi, dopóki nie stanie się tak proste jak sznurek w kieszeni. Kibicowałam, również Suchej.

I dotarło do niego, że nadszedł czas, żeby to wszystko skończyć. Przestać uciekać przed tym, co nieuniknione, i po prostu pogodzić się z własną przyszłością. Ta myśl przyniosła mu pewną ulgę.

*

Na zdrowy rozum powinno się dać coś z tego ułożyć. Dlaczego się nie dawało? Brakowało im czegoś? Patrzyli w złą stronę? Lub, co byłoby gorsze, na którymś etapie popełnił jakiś fundamentalny błąd i teraz nawet nie wiedzieli, czego mają szukać?

*

Nagle to minęło. Ta złość, zazdrość, gniew. Zdał sobie sprawę, że cokolwiek teraz powie, to przecież nic nie zmieni. Dlatego po prostu się uśmiechnął.

*

Każdy facet, z którym się od tamtej pory spotykała, miał jakąś kompromitującą wadę, trupa w szafie lub co gorsza — całkiem żywą, wredną, oceniającą wszystko mamuśkę.

*

     — Za kogo mnie pan uważa?!
     — Pani wybaczy, ale nie obchodzi mnie to, kim pani jest. Obchodzi mnie to, co pani zrobiła. Więc był ktoś jeszcze
?

*

     — Domyśliłam się. Nie jestem głupia.
     — Przecież wiem. Nie jesteś Mortką
.

*

     — Nie wiem.
     Najgorsze kłamstwo świata — nie wiem. Oczywiście, że wiedziała
. Nie chciała tylko powiedzieć. Albo nie ­po­trafiła wymyślić nic lepszego. Albo była zbyt przestraszona
.

*

To się nie miało prawa zdarzyć. A właśnie się działo.

Wojciech Chmielarz, Przejęcie, Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)


czwartek, 22 lutego 2018

Pan Ciasteczko zaorany, więc Sadownik wciąż w tomie piątym. Biały Kruk doniósł, że jest w czwartym. Jabłoń zaczęła trzeci, bo drugi za nią.

Drugi dobry, naprawdę dobry! Nawet jeśli — malutki detal — pani psycholożka policyjna błysnęła w tym tomie, że nie jest feministką. Wykształcona, pracuje, ma własne pieniądze i nie jest feministką, ciekawe — takie kurioza niestety nie tylko w książkach.

Wolał już ludzi, którzy się kłócą, protestują i przynajmniej w ten sposób dają dowody zaangażowania. Ci, którzy tylko potakują, najczęściej odfajkowują swoje obowiązki najszybciej, jak to możliwe, nie poświęcając własnym działaniom ani sekundy i myśli więcej, niż to konieczne.

*

Sam nie wiedział, czego właściwie szuka. Ale tak to już było w tej pracy.

*

[…] równie ważne jak słowa, które padły, są te, które nie zostały wypowiedziane.

*

Zrozumiał, że nie tylko nie potrafi dawać. Nie. Jego problem był dużo głębszy, dużo poważniejszy. On nawet nie potrafił brać tego, co ofiarowują mu inni.

*

Pomyłki były nieodłączną częścią tej pracy. Pamiętał o tym. Ale ta wiedza w żaden sposób mu teraz nie pomagała.

*

[…] ciągle zdarzały się chwile, kiedy opadały go czarne myśli, a on sam był niemal sparaliżowany ze strachu, ale dochodziło do tego rzadko, najczęściej w nocy tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu.

*

[…] nie mógł przestać myśleć o tym, że właśnie wydał prawie pięćset złotych na flakonik perfum wielkości setki wódki.

Wojciech Chmielarz, Farma lalek, Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)


środa, 21 lutego 2018

W sobotę moja kość ogonowa leżała na piłce tenisowej, a ja siłą rozpędu, nie mogąc się ruszać, słuchałam kryminalnej odsłony Poczytalnych — zwykle te odcinki audycji omijam. I padło… Komisarz Mortka

Nie mogę czytać moich książek — nie mogę się skupić, odpływam, odjeżdżam — nie ten czas. Chyłka dobrze robiła w taki czas, więc może Mortka ma też moc? I padło… te kryminały są dobrymi powieściami psychologicznymi

Klik, klik. Sadownik, zapytany o Mortkę w sobotni wieczór, odpowiedział, że doskonały cykl — niespodzianką okazało się więc tylko podarowanie Panu Ciasteczko do samolotu na wtorkowe wracanie do ula tomu piątego. Łyknęłam pierwszy tom. Jestem w drugim. Biały Kruk siedzi w trzecim. Znów czytamy synchronicznie.

     — Nie. Możesz iść do domu. Jakby co, to będę dzwonił.
     — Dzwoń sobie, dzwoń, ja komórkę wyłączam
.

*

[…] dręczyło go dziwne przeczucie. Rzadko polegał na instynkcie. Publicznie twierdził, że coś takiego nie istnieje, że to tylko wymówka leniwego policjanta. Tym razem było inaczej.

*

     — Zepsuła mi pani całą zabawę – oznajmił.
     — Jaką zabawę?
     — W opieprzanie pani.
     — Uśmiechnęła się.
     — Przykro mi.
     Wzruszył ramionami.
     — Nic nie szkodzi. Wyżywanie się na kimś jest przyjemne, ale mało konstruktywne
.

*

Zanim straż pożarna dostała się do środka, nie było już co ratować. Ludzie wydają tysiące na wyrafinowane zabezpieczenia, kraty, alarmy, cholera wie co jeszcze, a w sytuacji zagrożenia wszystko to tylko przeszkadza. Od dawna wiadomo, że najlepszym zabezpieczeniem przed włamaniem jest życzliwy sąsiad. Tylko trzeba najpierw wiedzieć, jak ten sąsiad ma na nazwisko i przynajmniej kilka razy powiedzieć mu dzień dobry.

*

     — To co, idziemy do jakiegoś centrum operacyjnego? — zaproponował podkomisarz, kiedy podszedł do kolegi.
     — Tak wcześnie rano, w sobotę? Będzie coś otwarte?
     — Niedaleko jest McDonald.
     Mortka kiwnął głową na znak, że się zgadza
.

*

Komisarz usłyszał, jak Kochan klnie przez telefon. Laboratorium będzie tu za pół godziny — pomyślał. Kochan miał dar przekonywania. Dobierał ton i przekleństwa w taki sposób, że każdy, kto słuchał jego wiązanki, czuł się nagle zobowiązany rzucić wszystkie inne obowiązki i ruszyć podkomisarzowi z pomocą. Mortka nigdy nie potrafił zrozumieć, na czym to polega. Kiedyś próbował użyć tych samych słów w stosunku do tej samej osoby co wcześniej Kochan, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, żeby się wypchał.

*

Strażak uśmiechnął się. Tym razem szerzej i szczerze. Mortka z zaskoczeniem stwierdził, że chyba go polubi. Obaj pracowali w służbach mundurowych, które aż tak się od siebie nie różniły: te same problemy, te same głupie i niepotrzebne dokumenty do przygotowania i to samo poczucie obowiązku, które nie pozwala rzucić wszystkiego w cholerę. No ale strażaka pewnie nikt nigdy nie nazwał jebanym psem.

*

     — Mortka, złamasie jeden. To twoja sprawka? – przywitał komisarza Jankowski. — Czy ty wiesz, która godzina?
     — Wiem.
     — To cudownie! — Technik wyciągnął ręce w górę. — Och, jak mi ulżyło! Komisarz Mortka jednak nie zgubił pieprzonego zegarka
!

Wojciech Chmielarz, Podpalacz, Marginesy, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kryminał ulubiony mam. Znam kilku wielbicieli szwedzkiego, podobno dobrego. Przeczytałam pierwszy w życiu szwedzki kryminał, tylko że dla dzieci. Potrzebowałam dzisiaj ciepła i dobra na zaklinowany aparat ruchu. Dostałam. Pang!

W dziupli była tylko ona i orzechy i w zupełności jej to wystarczało.

*

Wiewiórka ostrożnie usiadła na krześle i zaczęła opowiadać długą i zawiłą historię, która najpierw nie mogła się zacząć, a potem nie chciała się skończyć.

*

Komisarz Gordon nie lubił strasznych zdarzeń. Najbardziej lubił trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym. Najlepiej byłoby, gdyby nigdy nic strasznego się nie działo.

*

Rano komisarz Gordon obudził się w samym środku snu. Śniło mu się, że biegł po ścieżce szybciej niż sarna. Wdrapywał się na drzewo zwinniej niż wiewiórka.

*

     — Chyba wiecie, co to jest miłość? – zapytała.
     — Ja jestem za stary – westchnął komisarz.
     — A ja za mała – powiedziała Paddy
.

*

     — Niewiele z tego rozumiem — powiedziała, dmuchając na herbatę.
     — Nie trzeba rozumieć — odparł komisarz. — Najważniejsze to czuć, że wszystko jest w porządku
.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa,
ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.


*


(tamże)

poniedziałek, 18 września 2017

W środę wieczorem Gepardzica z łóżka obok powiedziała: szósty tom Chyłki jest. „Biegiem” ze swojego łóżka sprawdziłam na upoluj, czy jest już dostępny. Tak. Prawie już klik, klik, ale zanim, pocztę sprawdziłam. Biały Kruk był szybszy o trzy godziny i słał mi tę książkę. Rzuciłam to, co czytałam. W czasie warsztatu nie czytałam, tylko podczytywałam, ale wróciłam do ula… i skończyłam.

Chyłka rozeszła się niczym zaraza, Orzeszek chyłkuje, Biały Kruk chyłkuje, ja skończyłam, Sadownik zacznie szóstkę lada dzień, bo miał ważniejsze rzeczy w programie rozrywek życiowych.

Oficjalna premiera za dziewięć dni. Do tego czasu wszyscy będziemy już po.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie po prostu, że nadal wszędzie pędzę, a nigdzie już mi się nie spieszy.

*

Miłość zniesie wszystko. […]
     — Przedstawić ci to matematycznie?
     — Nie.
     — Szkoda, bo wszystko sprowadza się do prostych równań. Dzielenia smutku, pomnażania szczęścia, odejmowania samotności i dodawania otuchy
.

*

[…]  pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, w którym sami się zamykamy.

*

Jeśli wymogów było przynajmniej kilka, sytuację można było przynajmniej uznać za powszednią. Jeśli kryterium było tylko jedno, oznaczało to komplikacje.

*

Mam taką burdelkasztę, zresztą nie tylko ja. Jest u każdego  w domu. Jedna szuflada […]. Wrzuca się do niej wszystko, co nie może sobie znaleźć miejsca, więc to burdelkaszta.

*

     — No nie — bąknęła Joanna. — Miało cię tu nie być.
     — I przez chwilę nie było. Na nic więcej nie licz
.

*

     — A więc to prawda, że…
     — Prawda nie może być „że” — przerwał mężczyzna w garniturze.  — Nie ma wersji, odmian ani wariantów.

*

Mógł wprawdzie uniknąć zmierzenia się z człowiekiem, ale nie z własnymi obawami.

Remigiusz Mróz, Oskarżenie,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

czwartek, 17 sierpnia 2017

Zaczęłam. Odłożyłam. Wróciłam na chwilę, ale nie chwyciłam haczyka. Odłożyłam. Aż doszłam do miejsca, w którym reanimacji wymagałam. Wróciłam. Jeszcze przez kilka rozdziałów marudziłam, aż… wpadłam jak śliwka w kompot i oderwać się już nie mogłam. Teraz pozostało mi jedno, czekać na kolejny tom. Mam nadzieję, że już się pisze.

     — Nie dam ci spokoju, zdajesz sobie z tego sprawę?
     — Niestety tak. Wspólne życie z tobą doświadczyło mnie już na tyle, że nie mam złudzeń
.

*

     — Jesteśmy w podobnym wieku.
     — Metrykalnie tak — przyznał Kordian. — Mentalnie nie
.

*

     — Kiedy życie rzuca ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko.
     — Kto tak mówi?
     — Ja
.

*

     — Jedz te rośliny — rzuciła. — Sprawiaj normalne wrażenie.

*

     — Nie obchodzi mnie to.
     Właściwie mogłoby to być jej motto życiowe
.

*

     — Nie masz innego wyboru — zauważył Kormak.
     — Brak wyboru oznacza tylko jedno, szczypiorze. Że trzeba iść naprzód.
     Chłopak pokiwał głową
.

*

     — Kogo tak naprawdę przeciwko sobie mamy, Chyłka?
     — Nas samych
.

*

[…] nie odpowiedział. Wyszedł z założenia, że w rozmowie dwóch facetów cisza czasem wystarczy, by wszystko powiedzieć.

*

Czasem najtrudniejsze drogi prowadziły do najciekawszych miejsc […].

*

     — Rozpęta pani burzę.
     — Ja jestem burzą — odparła przez zęby
.

*

Wiesz jak to jest. Pesymista chodzi ze spuszczoną głową i nie widzi, co przed nim. Optymista ją zadziera, więc ostateczny rezultat jest taki sam. A realista patrzy przed siebie. I zawczasu dostrzega przeszkodę, o którą może się potknąć.

*

Mam prostą zasadę. Jeśli jest coś, co zamiast oglądania mogę przeczytać, wybieram drugą opcję. Zawsze.

*

     — Mamihlapinatapai — powiedział.
Skinęła głową z uśmiechem
.

     — Mamihlapinatapai — potwierdziła.

Remigiusz Mróz, Inwigilacja,
Czwarta Strona, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

piątek, 21 lipca 2017

Potrzeba we wtorek paląca w Drzewku się pojawiła, by odciąć się od czarnych myśli, napędzanych nimi trudnych uczuć i makabrycznych perspektyw roztaczanych przez niezastąpiony w tej kwestii umysł. Metoda była tylko jedna: Chyłka! Biały Kruk wczoraj też chyłkował ten tom. Używał go jako lekarstwa na upał.

*

(wczoraj)
Jabłoń:
Nienawidzę, nienawidzę!

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nie mogę oderwać się od Chyłki.

Sadownik:
Ja na twoim miejscu upolowałbym sobie piąty tom.

Jabłoń:
Już to zrobiłam.

*

(dzisiaj rano)
Jabłoń:
Miałeś rację z tym piątym tomem.

Sadownik:
(spojleruje odrobinkę)
Poczekaj, aż będziesz wściekła, że nie ma jeszcze szóstego.

*

Było wiele rzeczy, które mógł powiedzieć. I jeszcze więcej pytań, które mógł zadać.

*

     — Bo masz wrażliwą naturę.
     — To zarzut czy pochwała?
     — Zwyczajne stwierdzenie faktu, który sprawia, że niemożliwe jest dla ciebie właściwe zrozumienie świata.
     — Doprawdy?
     — Aha. Zwykłe skurwysyństwo wymyka się twojej percepcji — oceniła obojętnym tonem, jakby było to zupełnie oczywiste. — Zawsze dopisujesz do wszystkiego ukryte znaczenie, dodajesz drugie i trzecie dno. A czasem rzeczy są tym, na co wyglądają
.

*

Jej serce zdawało ominąć kilka uderzeń. Sekundy mogłyby być minutami, minuty godzinami.

*

     — Po prostu to najlogiczniejszy wniosek.
     — Taaa… — potwierdziła
[…] — Te najlogiczniejsze najczęściej są też bzdurne.

*

     — Gdzie masz respirator? — zapytała.
     — Co?
     — Urządzenie ratujące życie. Ekspres do kawy, Zordon
.

*

Start to nie problem, Kormaczysko. Schody zaczną się przy finiszu.

*

     — To moc umysłu. — odparł Oryński, pukając się w czoło i mrużąc oczy. — Nie zbieraj kropek. Łącz  je.

*

     — Jak? — zapytał.
     — Jeszcze tego nie wiem
.

*

     — To zwykły kot, a my jesteśmy tygrysami.

*

Przez moment wyglądał, jakby starał się upchnąć myśli gdzieś z tyłu głowy, nie pozwalając im stać się słowami.

*

Noc była jednomyślna. Przeszłość nie zamierzała dać za wygraną, teraźniejszość nie chciała trwać, a przyszłość zdawała się nie nadchodzić.

Remigiusz Mróz, Immunitet,
Czwarta Strona, Poznań 2016.
(wyróżnienie własne)

 
1 , 2
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...