Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam. Jak to jest, żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć, gdy jest się właśnie taką Jabłonią? Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

Wpisy z tagiem: Kudłata

sobota, 14 lipca 2018

Pani z piekarni:
Co dla pani?

Jabłoń:
Niestety nie wiem, ale chodzi mi o chleb,
który kupuje u państwa taki pogodny mężczyzna,
który kiedyś bywał codziennie, a teraz dwa–trzy razy w tygodniu.

Pani z piekarni:
Ma kucyk i czasem przychodzi z czarnym psem?

Jabłoń:
Dokładnie ten!
(i stała się jasność konsumencka)

Jabłoń:
(ma ulubiony chleb Sadownika na jutrzejsze śniadanko)

Pan Ciasteczko:
(ląduje na Okęciu koło północy)

piątek, 06 lipca 2018

Najpierw skarpetki, potem buty, na końcu orteza. Potem kula. Jedna. Nigdy, przenigdy nie wolno chodzić o jednej kuli! Wiem, ale z dwoma mam o jedną rękę za mało do realizacji zadania. Chrupki. Worki. Obroży zapięcie. Wychodzimy razem. Schodzimy osobno, każda w swoim tempie. Ona czeka na mnie na dole. Czeka cierpliwie. W końcu zeszłam, jestem, przypinam smycz. Drzwi. Przechodzimy obie. Siad. Zostań. Sześć schodków robię w dół. ¡Aquí! I już jest przy mojej lewej nodze. Chrupek i idziemy. Licencję znów mam.

Ostatnie dwa dni metr za nami ubezpieczał nas Sadownik. Testowaliśmy moją sprawność. Wypracowaną procedurę podjęcia psiej kupy sprawdzałam. Egzamin zdany. Odzyskałam wczoraj wieczorem licencję na chodzenie z psem. Sadownik odzyskał wolność. Pan Ciasteczko odzyskał zawodową mobilność.

Dziś poszłyśmy na spacery trzy — my, Heniutka i Drzewko, tylko we dwie.
Pan Ciasteczko wróci przed północą.

piątek, 04 maja 2018

dziś. ale osiem lat temu. przyszła na świat.
tak, to przez Nią ten blog.

*

osiem lat temu urodziło się sześć czarnych sióstr…
wśród nich nasza Heniutka.

osiem lat temu bez kilku, kilkunastu dni…
dziewczynki ufocono.

wtorek, 20 marca 2018

w środku nocy Heniutka przez sen potężnie westchnęła. zaflirtował ze mną ten dźwiękowo-kinestetyczny drobiazg. poszłam za nim. i znalazłam perłę.

to wszystko, co się dzieje, nie jest przeszkodą, lecz
ma ogromny sens w moim stawaniu się, ale i
w byciu już dziś tym, kim i czym chcę być.

czwartek, 08 marca 2018
poniedziałek, 25 grudnia 2017

Obiektywnie wszystko jest fantastyczne. Subiektywnie nikt nikomu nic złego nie powiedział, krzywo nie spojrzał. Jest miło, rodzinnie, radośnie — wspaniała pocztówka bożonarodzeniowa, piękny rodzinny obrazek. Czemu ledwo żyję?

Święta to tylko sen. Przebudzam się na porannych spacerach z Heniutką, wdzięczna za nieświąteczne życie.

Biel jest. Zamiast śniegu stokrotki.


*

(fot. Sadownik)

wtorek, 21 listopada 2017

Chytry plan powzięłam. Tydzień później, też w czwartek, wypatrywałam spacerówki. Nic. Trzy tygodnie później wypatrywałam. Nic. Cztery tygodnie później też. Nic.

Dziś, we wtorek, o podobnej porze, idąc tym samym chodnikiem, nie wypatrywałam, ale oniemiałam z zachwytu — spacerówka! Pomyliłam się, pisząc wtedy: całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi, bo wtedy to ONE POSZŁY na spacer. Dzisiaj spotkałam Je, gdy wracały ze spaceru. Damski Tercet o miłości i uważności naucza przechodniów co dnia.

Patrzę na to zdjęcie, zamyślam się nad tym, jak bardzo chciałam je zrobić, by zatrzymać chwilę i przychodzi mi do głowy, nie wiadomo skąd: jeśli myślisz, że światu wszystko jedno, co zrobisz z dzisiejszym dniem — jesteś w błędzie. Coś dobrego dla kogoś z sierścią lub bez zawsze możesz zrobić.

Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Dziś jest wspaniały dzień!

Gugu & Pula
(od lewej i od tyłu)

niedziela, 12 listopada 2017

z cieplejszego kraju zdjęcia dla każdego z nas — odpowiednio do preferencji lub natury — przyszły.

przy tych rozpływam się. nie tylko z powodu słońca.


(fot. Gepardzica & Smoku, fragmenty)

piątek, 20 października 2017

Mój mózg w ułamku sekundy wyrzucił hasztag #error, gdy mijała mnie osoba z wózkiem. Błąd poznawczy pojawił się wskutek „dziwnych” wymiarów wózka — był zwyczajnie za wąski, by zmieściło się w nim ludzkie dziecko. Osoba ta szła szybciej niż ja, więc tylko kątem oka, gdy mnie mijała, dostrzegłam, że z eleganckiego wózka patrzą na mnie dwie pary oczu. Nie mogłam przestać gapić się na „spacerówkę”, pchaną sprawnie przez człowieka. Gdy omijał nierówność w chodniku, zobaczyłam dwie istoty, które spokojnie siedziały w wózku, patrząc przed siebie — głowa większej kołysała się nad mniejszą, która siedziała jako pierwsza. W życiu czegoś tak pięknego nie widziałam.

Osoba przeszła na drugą stronę ulicy, skręciła w lewo, przeszła po kolejnych pasach. Żałowałam, że nie zdążyłam jej zaczepić, porozmawiać. Przeczuwałam, gdzie idzie. Zatrzymałam się przed skrzyżowaniem, by sprawdzić swoją hipotezę. Po kolejnych kilkunastu metrach Zespół Trzech Dusz skręcił w prawo do parku. Hipoteza trafiona. Gdybym nie szła do pracy albo miała kwadrans zapasu, poszłabym za śladem wózka i ludzkiego człowieka, by spotkać Ich jeszcze raz. Zostałam z zachwytem i niezrobionym zdjęciem, które mnie wciąż porusza, rezonuje z czymś delikatnym.

Pani z wózkiem, w którym znajdowały się dwa niemłode psy — całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi.

Zostały we mnie oczy tych istot, które przewrotnie mówiły: spójrz psu prosto w oczy i powiedz, że jest tylko psem. Jeśli ci się to uda, jesteś gówno, nie człowiek.

poniedziałek, 16 października 2017

Przygoda zaczęła się jak zwykle,  nim dostrzegłam pierwsze subtelne sygnały zmiany. Wielki sygnał, który w końcu dostrzegłam, potraktowałam ze zdziwieniem i pewną nieufnością: chora ja czy co? A było tak.

Facet i jego ratlerek. Rzadko, ale jednak, na porannym spacerze nieprzyjemność miałam od lat. Facet, biorąc pieska na ręce (na widok Heniutki pięćdziesiąt metrów dalej), budził we mnie figurę oenerowca-homofoba, bo jak facet może mieć takiego psa! Mordercze instynkta miałam wszystkie całkiem na wierzchu. I tak przez lata. Nie docierało do mojej łepetyny coś, co w przypadku jorków dotarło, że może człowiek bierze na rękę swojego niewychowanego psa, bo nie chce, by bez sensu rzucił się na Heniutkę. Nie docierał głos krytyka wewnętrznego: zazdrościsz skurwysynowi, że może psa na rękę wziąć, hahaha! Taki był kontekst, nim zdarzyło się to, co niepojęte. A było tak.

Dwa, trzy tygodnie temu, o poranku z Heniutką poszłyśmy na spacer. Mężczyzna, ratlerek (kura przez wu — jak ciężko mi wymówić to słowo!), kontekst — zupełnie bez zmian. Tylko ja jakaś dziwna. Nie trafia mnie szlag, gdy piesek ląduje na ludzkich rękach. Dziesięć metrów od człowieka, z uśmiechem i szczerze mówię mu dzień dobry. Nie odpowiada — nie słyszy, ignoruje, nie wie, co z tym zrobić; nie wiem co. A ja nie obrażam się; uśmiecham się od ucha do ucha do jego oddalających się pleców i mam się świetnie. I dociera do mnie, że to, co zrobił; to, co mógł zrobić; to, czego nie zrobił — to wszystko nie ma żadnego znaczenia! Intencja, z jaką powiedziałam dzień dobry, była dla mnie najważniejsza.

Byłam zadziwiona sobą, nieufna wobec siebie, chora ja czy co? Ale udawać, że scena nie miała miejsce, nie dało się. Tak zaczęło się coś dziwnego, podejrzanego chwilami, ale jak pięknego! Bo intencja jest ważna — czasem najważniejsza!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A. Pokochane:
O. /bez/dzietności:
O! Jadamy:
O! Ludzie:
O. Miłości:
O! Poruszający ruch:
S. O. S.:
W. Spiżarni.:
XYZ. Kiedy to się zaczęło?
Z. Jak nie oszaleć?
Tagi




Timothy Snyder, Lekcja 15.:
Wspieraj słuszne sprawy.

My wspieramy:



*


Kudłata i Jabłoń

ochHexe(maupa)gmail.com

*


miłość nie wyklucza (banner)

PustaMiska - akcja charytatywna



stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...